Wydawca: MUZA SA Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 277 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Minimalizm daje radość - Francine Jay

Autorka jest propagatorką minimalizmu jako stylu życia oraz porządkowania w Stanach Zjednoczonych. Zachęca do zaprzestania pogoni za dobrami materialnymi, abyśmy zyskali więcej czasu dla rodziny i przyjaciół, oraz chwil na refleksję. Przekonuje, że świadome sięganie po dobra konsumpcyjne sprawi, iż będziemy mieli więcej czasu, pieniędzy oraz przestrzeni w domach, przez co, w szerszym kontekście, czystszą planetę i więcej zasobów dla następnych pokoleń.

Uświadamia nam, że gdy próbujemy włożyć do naszego życia zbyt dużo, wówczas nie ma już w nim miejsca na nowe doznania i doświadczenia, nie korzystamy z szansy własnego rozwoju i pogłębiania naszych relacji z innymi. Minimalizm pomaga nam to zmienić. Usuwając z naszych domów, list zobowiązań oraz umysłów nadmiar, opróżniamy naszą czarę, otwierając tym samym niekończące się, nowe możliwości w naszym życiu, i w miłości. Ponadto otwieramy się na marzenia, na nadzieje, i odkrywamy dotąd nam niedostępne ogromne pokłady radości.  

Kiedy zrezygnujemy z niepotrzebnych rzeczy, możemy przeznaczyć odzyskaną przestrzeń, czas i energię ludziom, których kochamy.

I o to właśnie warto walczyć!

Jej motto brzmi: "Minimalizm robi miejsce w życiu na to, co najważniejsze. Nie tylko sprzyja rodzinie, ale również ją cementuje."

Opinie o ebooku Minimalizm daje radość - Francine Jay

Fragment ebooka Minimalizm daje radość - Francine Jay

Tytuł oryginału: The Joy of Less, a Minimalist Living Guide: How to Declutter, Organize, and Simplify Your Life

Redaktor prowadzący: Bożena Zasieczna

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Dorota Wojciechowska-Ring

Pierwsze wydanie Chronicle Books LLC opublikowane w 2016 roku.

Text copyright © 2016 by Francine Jay.

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2016

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych i przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu bez pisemnej zgody posiadacza praw.

ISBN 978-83-287-0317-9

MUZA SA

Warszawa 2016

Wydanie I

FRAGMENT

Uwalniaj wszystko z taką łatwością

Jak dziecko, które zdmuchuje dmuchawiec.

Wystarczy jedno dmuchnięcie,

A można zyskać mnóstwo niewiarygodnej lekkości,

I niepohamowanej radości.

Wstęp

Czy zaskoczę cię, jeśli powiem, że posiadanie mniejszej ilości dóbr sprawi, że staniesz się szczęśliwszą osobą? Moja teza wydaje się szalona, nieprawdaż? Dzieje się tak dlatego, że każdego dnia, gdziekolwiek się znajdziemy, bombardują nas informacje o zupełnie odwrotnym przekazie: kup to, a będziesz ładniejszy, nabądź to, a osiągniesz sukces, spraw sobie to, a osiągniesz bezgraniczne szczęście.

I my potulnie kupujemy, jedną rzecz, drugą i kolejną. I zgodnie z obietnicami powinniśmy być bezgranicznie szczęśliwi. Tymczasem większość z nas tego szczęścia nie doświadcza, a skutek nabywania kolejnych dóbr jest wręcz odwrotny. Większość nabytków niesie ze sobą puste obietnice, pozbawia nasze relacje z innymi ludźmi magii i wysysa radość z życia, a pieniądze uciekają nam z kieszeni.

Czy kiedykolwiek rozejrzałeś się po swoim domu, patrząc na te wszystkie kupione przez siebie, odziedziczone czy otrzymane od różnych ludzi rzeczy, i poczułeś ciężar zamiast radości? Czy borykasz się ze spłatą kredytu na karcie, nie bardzo mogąc sobie przypomnieć, na co go wziąłeś? Czy w cichości ducha marzysz, żeby jakiś magiczny powiew porwał te wszystkie graty z twego domostwa, dając ci w ten sposób możliwość zaczęcia wszystkiego od nowa? Jeśli tak jest, to minimalistyczny styl życia może cię uratować.

Na początek oswójmy się ze słowem „minimalizm”. Wydaje się, że minimalizm onieśmiela, niesie ze sobą wyobrażenie o elitarności, ponieważ często jest utożsamiany z szykownymi, niewyobrażalnie drogimi loftami, w których królują trzy piękne meble. Samo słowo przywodzi na myśl puste, modne wnętrza, betonowe posadzki, białe, błyszczące fronty mebli. Te wszystkie elementy składają się na wrażenie wstrzemięźliwości, powagi i sterylności wnętrza. Tylko jaką rolę może odgrywać minimalizm w prawdziwym życiu wypełnionym dziećmi, zwierzętami, hobby, a w końcu z suszącym się w łazience praniem i niepożądanymi stertami reklam w skrzynce pocztowej?

Większość ludzi kojarzy minimalizm z pustką. Tymczasem pustka w ogóle nie jest pociągająca. Kojarzy się ze stratą, pozbawieniem nas czegoś, czy też niedostatkiem. Jednak spójrzmy na pustkę pod innym kątem – zastanówmy się nad tym, czym ona jest, a nie, czym nie jest, i wówczas dojdziemy do pojęcia przestrzeni. Przestrzeń! To coś, z czego każdy z nas mógłby skorzystać! Przestrzeń w szafach, przestrzeń w garażach, przestrzeń w kalendarzach, przestrzeń do myślenia, zabawy, tworzenia, cieszenia się rodziną… i na tym właśnie polega piękno minimalizmu.

Pomyśl o tym w następujący sposób: naczynie jest najcenniejsze, kiedy jest puste. Nie sposób się rozkoszować świeżą kawą, zrobioną ze starych, zwietrzałych ziaren, nie ma możliwości pokazania kwitnących kwiatów z ogrodu, kiedy te zwiędnięte wypełniają wazon. I podobnie, kiedy nasze domy – naczynia naszego codziennego życia – zarzucone są wszelkimi przedmiotami, dusze ustępują miejsca rzeczom. Wówczas nie mamy już czasu, energii i przestrzeni na nowe doznania. Czujemy się ograniczeni i skrępowani, mamy wrażenie, że nie możemy swobodnie przeciągnąć się i wyrazić samych siebie.

Zostanie minimalistą stawia nas na pozycji kontrolującego posiadane rzeczy. Odzyskujemy przestrzeń, oddajemy domom przypisane funkcje, a wtedy pojawia się w nich potencjał. Przekształcamy domostwa w miejsca otwarte, pełne przestrzeni, gotowe na przyjęcie nowego życia. Ogłaszamy niezależność od tyranii dóbr. Ależ to pozytywnie wyzwala!

To wszystko brzmi wspaniale – tylko jak to osiągnąć? Od czego zacząć? I czym różni się ta książka od innych traktujących o organizowaniu życia? A tym właśnie, że w przeciwieństwie do wszystkich innych tego typu pozycji nie mówię tu o kupnie modnych systemów do przechowywania przeróżnych rzeczy, tylko o zmniejszeniu ilości posiadanych rzeczy. A co się z tym wiąże, nie będzie potrzeby wypełniania jakichkolwiek formularzy, tabelek, tworzenia list czy spisów – swoją drogą, kto ma na to czas?

Nie będzie też tuzina przykładów przedstawiających zaśmiecone domy innych ludzi, skupiam się tu na tobie.

Zaczniemy od kultywowania nastawienia na minimalizm. Nie martw się. To wcale nie jest trudne! Zaczniemy po prostu myśleć o pozytywach i korzyściach płynących z życia bez niepotrzebnych rzeczy. To właśnie da nam motywację do uporania się ze starą porcelaną babci. Zaczniemy patrzeć na rzeczy, zastanawiając się, czy nam służą, i ograniczać ich władzę nad nami, jeśli ją mają i w końcu odkryjemy wolność, by żyć z „wystarczającą” liczbą rzeczywiście niezbędnych rzeczy. Będzie w tym trochę filozofii, pomyślimy o tym, jak nowy minimalizm wzbogaci nasze życie i pozytywnie zmieni świat.

Po co ta cała tyrada? Ponieważ sprzątanie można porównać do przechodzenia na dietę. Możemy po prostu ją rozpocząć, liczyć posiadane rzeczy niczym kalorie, i „głodzić” się, by szybko uzyskać rezultaty. Tymczasem nazbyt często czujemy się wówczas pozbawiani czegoś i reagujemy obżeraniem się, po czym znów znajdujemy się w punkcie wyjścia.

Czyli przede wszystkim musimy zmienić nasze nastawienie i nawyki – tak jakbyśmy mieli zrezygnować z mięsa z ziemniakami i przejść na dietę śródziemnomorską.

Nastawienie na minimalizm zmieni nasz sposób podejmowania decyzji o posiadanych rzeczach i tych, które wnosimy do życia. Nie będzie już tymczasowych rozwiązań, a długoterminowe zobowiązania prowadzące nas do nowego, wspaniałego życia.

Po mentalnej rozgrzewce poznamy metodę STREAMLINE, na którą składa się dziesięć skutecznych technik sprzątania domu i utrzymania w nim ładu. I tu zaczyna się prawdziwa frajda! Zaczniemy od nowa układać w każdej szufladzie, szafie, pokoju i upewniać się, czy każda rzecz ma pozytywny wkład w nasze domostwo.

Każda rzecz znajdzie swoje miejsce i postawimy granice tak, by mieć rzeczy pod kontrolą. Stopniowo ograniczymy ich ilość i poznamy mechanizmy, które pozwolą nam rozprawić się z niepotrzebnymi przedmiotami raz na zawsze!

Każda strefa domu ma swoje wyzwania. Dlatego też będziemy działać metodycznie, pomieszczenie po pomieszczeniu. Zaczniemy od pokoju dziennego, stwarzając w nim przyjazną, dynamiczną przestrzeń do wypoczynku. Przedyskutujemy użytkowość mebli, zastanowimy się, co zrobić z tymi wszystkimi książkami, płytami DVD, grami wideo i innymi dobrami. Następnie przejdziemy do sypialni, gdzie zlikwidujemy nadmiar i stworzymy pełną spokoju i wyciszenia oazę dla naszych zmęczonych dusz. Nasz cel: czysta, spokojna, wolna od nadmiaru przestrzeń, która odpręża i relaksuje.

Zdecydowana większość ludzi uskarża się na przeładowane szafy, więc poświęcimy cały rozdział na rozprawienie się z tym problemem. (I już tu mogę powiedzieć, że mając ułamek ubrań, które do tej pory zapełniały ci szafę, będziesz wyglądać wspaniale). Kiedy dojdziemy do stert dokumentów na biurkach, nauczymy się zatrzymywać te, które rzeczywiście są nam potrzebne. Nasza minimalistyczna metamorfoza dotknie nawet najbardziej zabałaganione biurka!

Następnie skierujemy się do kuchni. Ograniczymy liczbę garnków, patelni, rondelków i kuchennych utensyliów i zobaczymy, jak puste blaty i podstawowe przybory kuchenne przyczynią się do sprawniejszego gotowania. Po kuchni zajrzymy do łazienki i pozbędziemy się z niej nadmiaru przedmiotów oraz przekształcimy ją w strefę relaksu. Nauczymy się nawet ułatwiać sobie codzienne zabiegi, by szybciej i sprawniej się wyszykować.

Oczywiście nie można zapomnieć o piwnicach, strychach i garażach.

Kiedy dojdziemy już tam i wyczyścimy też wszelkie zakamarki i pawlacze, niepotrzebne rzeczy nie będą miały się gdzie ukryć! Poświęcimy też trochę uwagi podarunkom, pamiątkom rodzinnym i prezentom. Uświadomimy sobie, jak wdzierają się one w naszą przestrzeń oraz nauczymy się, jak nad nimi zapanować.

A co z innymi członkami rodziny, z którymi dzielimy nasz dom? Jeśli chodzi o klamoty, nasi domownicy również przyczyniają się do gromadzenia ich. Przypatrzymy się, jak można rozprawić się z ich rzeczami i włączyć ich w proces porządkowania. Nieważne, czy zmagasz się z zalewem zabawek niemowlęcych, rzeczami przedszkolaka czy nawet nastolatka, w każdej sytuacji problem okaże się do rozwiązania. Znajdziemy nawet sposób, jak sprowadzić na minimalistyczną ścieżkę naszych partnerów.

I w końcu dowiemy się, jak bycie minimalistą sprawi, że staniemy się lepszymi mieszkańcami naszej planety i będziemy w stanie zachować jej różnorodność i bogactwo także dla następnych pokoleń. Przyjrzymy się, jak nasze decyzje konsumenckie wpływają na środowisko i czy ludzie, którzy wyprodukowali dane towary, pracowali w godziwych warunkach. Dowiemy się o daleko idących korzyściach płynących z pełnego wdzięczności, prostego życia na Ziemi. I najlepsza część: odkryjemy, jak oszczędzanie miejsca w szafach i umiejętne korzystanie z dobrodziejstw ludzkości idą w parze.

Jesteś gotów wymieść ze swojej przestrzeni niepotrzebne rzeczy raz na zawsze? Po prostu przejdź do następnej strony tej książki, by otrzymać dawkę filozofii minimalizmu, a kilka minut później znajdziesz się już na drodze do prostszego, spokojniejszego i bardziej uporządkowanego życia.

CZĘŚĆ PIERWSZA

FILOZOFIA

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy generałami wyruszającymi na wojnę albo sportowcami przygotowującymi się do wielkich zawodów – by jak najlepiej poradzić sobie z wszelkimi stojącymi przed nami wyzwaniami, należy mentalnie się do nich przygotować. Na kolejnych stronach skupimy się na sekrecie osiągnięcia sukcesu – nastawieniu na minimalizm.

Tę część poświęcamy nastawieniu. Zanim nauczymy się panować nad naszymi rzeczami, musimy zmienić relacje z nimi. Określimy je, zobaczymy, czym dla nas są, a czym nie, i przyjrzymy się, jaki mają wpływ na nasze życie. Dzięki nowo poznanym zasadom będzie nam łatwiej rozstawać się z rzeczami i mniej ich znosić do domu. A co najważniejsze, uzmysłowimy sobie, że przedmioty istnieją po to, by nam służyć, a nie odwrotnie.

1

Popatrz na swoje rzeczy pod kątem tego, czym tak naprawdę są

Rozejrzyj się wokół siebie – z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że w bezpośredniej linii wzroku widzisz co najmniej dwadzieścia, trzydzieści rzeczy. Co to są za rzeczy? Jak się tu znalazły? Do czego służą?

Czas, by przyjrzeć się im pod kątem tego, czym tak naprawdę są. Chcemy je nazwać, określić i odrzeć z tajemnicy.

Dlaczego poświęcamy tyle energii, czasu, by je kupić, a następnie składować? I jak to się stało, że jest ich aż tyle? (Czyżby się rozmnażały, kiedy śpimy?).

Ogólnie rzecz ujmując, nasze rzeczy można podzielić na następujące kategorie: użyteczne, piękne i wzbudzające emocje.

Zacznijmy od tych najprostszych: użytecznych, praktycznych, funkcjonalnych, pomagających nam wykonać pewne czynności. Niektóre z nich są niezbędne do życia, inne wspomagają prostsze funkcjonowanie. Kuszące jest myślenie, że wszystkie nasze rzeczy są użyteczne – ale czy kiedykolwiek czytałeś podręcznik o sztuce przetrwania?

To niesamowite, jak mało potrzebujemy, by przeżyć: prostego schronienia, ubrania potrzebnego do utrzymania odpowiedniej temperatury ciała, wody, jedzenia, kilku naczyń i paru sprzętów kuchennych.

(Jeśli właśnie tylko to posiadasz, możesz zakończyć już lekturę tej książki. Jeżeli tak nie jest, dołącz do całej rzeszy czytelników i ją kontynuuj!).

Poza rzeczami niezbędnymi do przeżycia są też i te bardzo użyteczne: łóżka, pościel, laptopy, dzbanki na herbatę, grzebienie, długopisy, zszywacze, lampy, książki, talerze, kanapy, przedłużacze, młotki, śrubokręty, ubijacze do piany – tak dla przykładu. Cokolwiek, czego często używasz, i co dodaje wartości twojemu życiu, jest mile widziane w minimalistycznym gospodarstwie.

Aha, należy pamiętać, że przedmiot użyteczny musi być używany. I w tym tkwi cała tajemnica: większość z nas jest w posiadaniu rzeczy potencjalnie użytecznych, których po prostu nie używamy. Najlepszym przykładem są zapasowe rzeczy: ile z tych plastikowych pojemników rzeczywiście trafia z szafek do zamrażarki albo ląduje w twojej torbie z lunchem? Czy rzeczywiście potrzebujesz podstawki pod wiertarkę bezprzewodową? Inne sprzęty zalegają w szufladach, bo są zbyt skomplikowane w obsłudze lub trudno je myć: roboty kuchenne, zestawy do fondue, nawilżacze itp. Są jeszcze te z kategorii „na wszelki wypadek”, leżące na dnie szuflad i czekające na swój debiut. I dni tych właśnie rzeczy są policzone.

Z rzeczami pożytecznymi leżą przemieszane te niemające konkretnej funkcji, ale zaspokajające różne rodzaje potrzeb: czyli te, na które po prostu lubimy patrzeć. Ludzie od zawsze pragnęli upiększać swoje otoczenie – począwszy od ludzi pierwotnych i ich rysunków na ścianach jaskiń, po obrazy wiszące nad współczesnymi kanapami.

Piękno jest ważną częścią naszej tożsamości i nie można z niego rezygnować. Błyszczące szkliwo na pięknym wazonie lub elegancka linia modernistycznego krzesła mogą radować naszą duszę; i wówczas mają one pełne prawo, by być częścią naszego życia. W takich wypadkach należy je odpowiednio doceniać i umieszczać na honorowym miejscu w naszym domu. Natomiast jeśli kolekcja szkła Murano, stojąc na półce, jedynie zbiera kurz – albo, gorzej, leży schowana na strychu – jest niczym innym poza kolorowym, zbędnym klamotem.

Należy podzielić wszystko na trzy kategorie: do wyrzucenia, do zatrzymania i do przekazania.

Kiedy wchodzisz w posiadanie nowych dóbr, powstrzymaj się od automatycznego kupowania pseudosztuki. To, że jakaś rzecz spodobała ci się pewnego letniego dnia na jakimś targu sztuki, nie oznacza, że należy jej się honorowe miejsce w pokoju dziennym. Z drugiej strony, jeśli patrząc na ten przedmiot, zawsze się uśmiechasz, lub też, jeśli sprawia on, że coś gra ci w duszy i czujesz radość – jego obecność w domu jest uzasadniona.

Jeśli wszystkie rzeczy w naszych domach byłyby piękne czy też użyteczne, byłoby łatwo. Zapewne jednak mnóstwo z nich nie należy do żadnej z tych kategorii. Tak więc skąd się one wzięły w naszych domach i dlaczego ciągle w nich są? W dziewięciu na dziesięć przypadków reprezentują jakąś wartość sentymentalną, i jest to, dla przykładu: porcelana babci, kolekcja fajek taty, sarong kupiony podczas podróży poślubnej. Te przedmioty przypominają nam o szczególnych dla nas ludziach, miejscach i wydarzeniach. Często trafiły do naszych domów jako podarunki, pamiątki czy też odziedziczyliśmy je.

Wówczas stosujemy znane już podejście: jeśli dana rzecz wypełnia serce radością, wyeksponujmy ją i cieszmy się nią. Jeśli, z kolei, trzymasz ją z poczucia obowiązku (bo ciotka Edna przewróciłaby się w grobie, gdyby się dowiedziała, że przekazałeś komuś jej porcelanę) lub też jako żywy dowód na odwiedzenie jakiegoś miejsca (bo, na przykład, gdyby nie kiczowata kula wypełniona drobinkami przypominającymi śnieg, nikt by nie uwierzył, że byłeś w Wielkim Kanionie), wtedy należy się zastanowić nad zasadnością pozostawienia jej.

Pochodź po domu i porozmawiaj z przedmiotami. Zapytaj każdy z nich: „Czym jesteś i co tu robisz?”, „Jak znalazłeś się w moim życiu?”, „Kupiłem cię, czy zostałem tobą obdarowany?”, „Czy wymieniłbym cię, gdybyś się zniszczył lub zgubił, czy też ulżyłoby mi wówczas?, „A czy ja w ogóle chciałem cię mieć?”. Bądź szczery w odpowiedziach – w końcu nie urazisz uczuć przedmiotów.

Podczas zadawania sobie tych pytań prawdopodobnie podzielisz rzeczy według dwóch kategorii, z której jedną jest „rzeczy do innych rzeczy”. Wiesz, co mam na myśli: niektóre przedmioty idą w parze z innymi: jak pewne akcesoria, instrukcje obsługi, środki czyszczące, sprzęty do eksponowania, przechowywania, naprawiania. I w tych rzeczach tkwi duży potencjał wyrzucenia: wyrzucenie jednej wiąże się z kaskadą katastrof! Druga kategoria to rzeczy innych ludzi. I ta jest już trudniejsza. Z wyłączeniem twoich (małych) dzieci twoja władza nad rzeczami innych jest mocno ograniczona. Jeśli chodzi o kajak, o którego przechowanie poprosił cię brat piętnaście lat wcześniej – masz prawo wziąć sprawy w swoje ręce (po telefonie do niego z prośbą o natychmiastowe zabranie kajaka, oczywiście). Natomiast, w przypadku niezbędnych rzeczy twojego małżonka związanych z jego hobby czy też pamiątek z dawnych lat należących do twojego teraz już nastoletniego dziecka – fana danej gwiazdy potrzebna jest bardziej dyplomatyczna strategia. Gdy dopisze ci szczęście, inni zarażą się twoją potrzebą pozbywania się zbędnych rzeczy i sami zajmą się swoimi śmieciami.

Na razie po prostu przejdź się po domu, oceń swój stan posiadania i określ, co jest użyteczne, co piękne, co do ciebie nie należy (bułka z masłem!). Na tym etapie nie zaprzątaj sobie głowy sprzątaniem, wkrótce do tego dojdziemy. Oczywiście, jeśli natkniesz się na coś nieprzydatnego, brzydkiego czy trudnego w identyfikacji – zacznij działać i pozbądź się tego od razu!

2

Nie jesteś tym, co posiadasz

W przeciwieństwie do tego, co marketingowcy próbują nam wmówić, nie jesteś tym, co posiadasz. Jesteś sobą, a rzeczy pozostają rzeczami. Nic nie jest w stanie tego zmienić, mimo całostronicowych zachęt w czasopismach czy sprytnych reklam, które próbują cię o tym przekonać.

Niemniej czasami wpadamy w zasadzkę i dajemy się skusić specom od reklamy. I stąd bierze się kolejna podkategoria posiadanych rzeczy: „aspiracyjne”. To są rzeczy, które kupujemy, by wywrzeć wrażenie na innych lub pofolgować swoim marzeniom o byciu lżejszym o kilka kilogramów, o byciu światowcem, bywalcem przyjęć czy rockmanem.

Może trudno się do tego przyznać, ale z pewnością zdarzyło nam się kupić kilka przedmiotów, by projektować pewien image dla siebie. Weźmy na przykład samochody. Możemy zaspokoić naszą potrzebę przemieszczenia się z punktu A do punktu B jakimkolwiek autem. Dlaczego więc niektórzy płacą nawet po trzykroć za luksusowe wozy? Ponieważ producenci samochodów wykładają ogromne pieniądze agencjom reklamowym, by nas przekonały, że nasze auta są projekcją nas samych i naszych pozycji w korporacyjnym świecie czy też w hierarchii społecznej.

Na tym oczywiście się nie kończy. Przymus identyfikacji z produktami konsumenckimi sięga głęboko – począwszy od wyboru domu, a skończywszy na tym, jak go urządzimy. Większość ludzi zgodziłaby się z tezą, że mały domek w zupełności spełnia kryteria schronienia (szczególnie w porównaniu z domostwami ludzi z krajów rozwijających się). Tymczasem marketing aspiracyjny przekonuje, że „potrzebujemy” sypialni małżeńskiej, niezbędny jest nam pokój dla każdego z dzieci, łazienka dla niej i dla niego, kuchnia z bogatym wyposażeniem. W przeciwnym razie można uznać, że coś nam w życiu nie wyszło. Liczba metrów kwadratowych staje się symbolem statusu i, naturalnie, wraz z dużym metrażem jest też i większe zapotrzebowanie na kanapy, krzesła, stoły, bibeloty, by owe metry urządzić.

Mówi się, że wnętrza domu odzwierciedlają nasze wnętrze – i powinniśmy zwracać uwagę, by eksponować „właściwe” rzeczy, aby przekazać pożądane wrażenie.

Skóry zwierząt eksponowane na podłodze oraz poroża jelenia świadczą o zamiłowaniu do kolekcjonowania łupów, wykazywania się talentem myśliwego, europejskie antyki o wyrafinowanych gustach, marokańskie latarenki i wielkie poduchy zamiast kanap – o egzotycznej stronie naszej osobowości. Tymczasem tak naprawdę nie potrzebujemy żadnej z tych rzeczy, by ukazać nasze zainteresowania czy osobowość. Dużo ciekawsze jest przecież to, co robimy, a nie to, co mamy.

Reklamy przekonują do definiowania się poprzez ubranie, a wręcz poprzez markę. A przecież metki znanych projektantów nie sprawiają, że ubrania stają się cieplejsze, torebki bardziej wytrzymałe, a życie bardziej efektowne. A co gorsza, owe modne dodatki szybko stają się niemodne – przez co nasze szafy tylko zapełniają się modowymi ramotami, które trzymamy, mając nadzieję, że kiedyś znów staną się modne. W rzeczywistości większość z nas wcale nie potrzebuje przepastnych szaf, jakie mają gwiazdy, bo nasze ubrania i dodatki nie padną ofiarą szerokiej rzeszy komentatorów. Mimo to spece od reklamy ciągle starają się nas przekonywać, że żyjemy w świetle jupiterów, w związku z czym powinniśmy się odpowiednio ubierać.

Nie jest łatwo być minimalistą w świecie dominacji mediów. Z reklam wyziera przesłanie, że to ilość i mnogość stanowią miarę sukcesu. W końcu dużo łatwiej jest kupić sobie status, niż na niego zapracować. Ileż to razy słyszałeś, że „więcej to lepiej”, „od przybytku głowa nie boli”, „szata jednak zdobi człowieka”? Wszechobecny jest przekaz, że więcej rzeczy równa się więcej szczęścia, a przecież, tak naprawdę, mnogość rzeczy to większy ból głowy i więcej długów do spłacania. Kupowanie tego wszystkiego komuś przynosi profity, ale z pewnością nie nam.

Nie jest łatwo być minimalistą w świecie dominacji mediów.

Prawdę mówiąc, produkty nigdy nie zrobią z nas kogoś, kim nie jesteśmy.

Torebki od znanych projektantów nie zrobią z nas bogaczy, drogie szminki modelek, a kosztowne pióra przebojowych prezesów. Drogie narzędzia ogrodnicze nie sprawią, że będziemy mieć dobrą rękę do roślin, a nowoczesne aparaty fotograficzne nie przyczynią się do tego, że staniemy się odnoszącymi sukcesy fotografami. A jednak ulegamy pokusie kupowania i gromadzenia rzeczy, które niosą ze sobą pewne obietnice. Chcemy być szczęśliwsi, ładniejsi, mądrzejsi, dążymy, by być lepszymi rodzicami, partnerami, pragniemy być bardziej kochani, zorganizowani, mieć liczne umiejętności.

Dobrze jest zdać sobie sprawę, że jeśli dotychczas kupowaliśmy rzeczy, a obietnice, jakie miały się spełnić po ich nabyciu, do dzisiaj pozostają niezrealizowane, może pora już się z nimi rozstać.

Produkty nie mogą też zastępować wrażeń i doświadczeń. Do spędzania czasu z dziećmi wcale nie jest potrzebny garaż pełen wyposażenia kempingowego, zabawek na basen, sprzętów sportowych. To nie dmuchany renifer i stosy prezentów składają się na udane święta. Ważne jest serdeczne spotkanie z naszymi najbliższymi i radosne bycie razem. Składowanie włóczek, stert książek kucharskich, skrzyń pełnych farb nie zrobi z nas wielkich rękodzielników, szefów kuchni czy malarzy. To zajmowanie się gotowaniem, tworzeniem – a nie materiały – są ważniejsze w osiąganiu radości i rozwijaniu się.

Często identyfikujemy się z rzeczami z przeszłości i trzymamy je, jakbyśmy chcieli udowodnić sobie, kim byliśmy i co osiągnęliśmy.

Ilu z nas wciąż przechowuje gdzieś medale ze szkolnych olimpiad i podobne trofea z przeszłości? Przekonujemy samych siebie, że szkoda wyrzucać namacalne dowody naszych dawnych sukcesów (zupełnie jakbyśmy potrzebowali trzymać karty egzaminów, by udowodnić sobie, że je zdaliśmy).

I leży sobie to wszystko w pudłach, nic nikomu nie udowadniając. Jeśli tak jest i u ciebie, to może najwyższa pora już się rozstać ze sobą z przeszłości.

Kiedy krytycznie przyglądamy się naszym rzeczom, możemy być zaskoczeni, jak wiele z nich upamiętnia dawne wydarzenia, reprezentuje nasze marzenia czy składa się na wyobrażenia o nas samych.

Niestety, poświęcanie zbyt wiele uwagi i energii tym rzeczom powstrzymuje nas od życia teraźniejszością. Czasem obawiamy się, że pozbycie się pewnych przedmiotów oznacza pozbycie się części siebie.

Nieważne, że rzadko gramy na skrzypcach, nigdy nie włożyłyśmy danej kreacji, ale gdy przychodzi moment na pozbycie się ich, odnosimy wrażenie, że ten właśnie akt raz na zawsze pozbawi nas możliwości stania się wirtuozem skrzypiec czy skreśli nasze szanse na udane życie towarzyskie. I broń Boże wyrzucać czapkę uniwersytecką – inaczej trudno przecież będzie udowodnić, że jest się magistrem.

Musimy pamiętać, że nasze wspomnienia, marzenia i ambicje nie zawierają się w martwych przedmiotach, a w nas samych. Nie jesteśmy tym, co posiadamy, a tym, co robimy, co myślimy i kogo kochamy. Eliminując pozostałości po starych czasach, nieziszczone fantazje, robimy miejsce na nowe (i realne) możliwości.

Aspiracyjne przedmioty są podporami pewnej wyidealizowanej wersji naszego życia, do której pretendujemy. Należy pozbyć się tych rzeczy, by mieć czas, energię i przestrzeń do realizacji prawdziwych pragnień i tkwiącego w nas potencjału.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

MUZA SA

ul. Marszałkowska 8

00-590 Warszawa

tel. 22 6211775

e-mail: info@muza.com.pl

Dział zamówień: 22 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz