Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Miłośnik adrenaliny ebook

Kate Hardy

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Miłośnik adrenaliny - Kate Hardy

 

 

George Somers, dziedzic tytułu szlacheckiego, znany playboy i miłośnik sportów ekstremalnych, ulega poważnemu wypadkowi i musi poddać się rehabilitacji. Zauroczony fizjoterapeutką, Sereną, zaczyna zastanawiać się nad zmianą swego dotychczasowego życia. Chce związać się z nią na stałe, ona jednak doskonale wie, że jest kobietą spoza jego sfery...

 

Opinie o ebooku Miłośnik adrenaliny - Kate Hardy

Fragment ebooka Miłośnik adrenaliny - Kate Hardy

Kate Hardy

Miłośnik adrenaliny

Tłumaczenie:

Iza Kwiatkowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Ćwiczy pan na rowerze stacjonarnym i pływa?

– Tak – odparł George.

– Boli?

– Nie. – Powiedzmy, że nie minął się z prawdą. Wykonywał posłusznie zalecone ćwiczenia, ale w tym tygodniu trochę przesadził w przeświadczeniu, że szybciej uda mu się przejść do ostatniego etapu terapii.

Serena ściągnęła brwi.

– A tak naprawdę?

– To prawda.

– Drogi panie – splotła ramiona na piersi – pewnie nie podoba się panu, że nie jest pan tak sprawny jak przed wypadkiem, ale to musi potrwać. Odniósł pan poważne obrażenia nadgarstków oraz uda, a złamana kość udowa potrzebuje czasu, żeby się zrosnąć, nie wspominając o uszkodzonych tkankach miękkich.

Westchnął ciężko.

– Okej, przedwczoraj próbowałem biegać. W wodzie po piersi, więc bez obciążenia.

– I…?

– Udało się.

– Gdyby ode mnie to zależało, zabroniłabym pacjentom zaglądania do internetu.

– Skąd pani wie, że wiem to z internetu?

– Bo ani ja, ani Bruno tego panu nie zaleciliśmy. Ostatnie zdjęcia pokazują, że kość ładnie się zrasta, ale nie da się biegać, zanim człowiek nie nauczy się chodzić.

– Już to wiem – przyznał niechętnie.

– Co jeszcze? – Westchnęła zrezygnowana.

– Próbowałem biec na lądzie. Na krótkim odcinku – dodał pospiesznie.

– Ale bolało.

– Trochę – przyznał.

– To mięsień czworogłowy. – Pokiwała głową. – Co ja mam z panem zrobić?

– Nie pani pierwsza zadaje mi to pytanie. Słyszałem je i w domu, i w szkole.

– Wcale mnie to nie dziwi. Mogę zobaczyć, czy niczego sobie pan nie uszkodził?

– Jasne. – Zawahał się. – Mam się rozebrać?

– Trudno badać mięśnie przez ubranie – odparła rozbawionym tonem.

Speszył się. Niepotrzebnie. Po pierwsze, nie była to jego pierwsza wizyta u fizjoterapeutki Sereny James, a po drugie, już nieraz się rozbierał na oczach różnych kobiet. A przecież tym razem zostanie w koszulce i bokserkach. Zdjął znienawidzone dresowe spodnie. Miał dosyć ograniczeń oraz uzależnienia od innych i życia w ślimaczym tempie. Marzył mu się koniec tak marnej egzystencji i powrót do normalnego życia.

– Już.

Obmacywała mu nogę delikatnie, ale gdy się nad nim pochylała, czuł zapach jej szamponu: nagrzanych słońcem truskawek. Stary, lepiej pomyśl o czym innym, na przykład ile będzie kosztowała naprawa dachu rezydencji Somers Hall, bo się skompromitujesz.

Czyżby? Czy ona też to czuje? Jeśli tak, to jak się zachowa? Zerknął na jej dłoń. Nie nosi obrączki, co nie znaczy, że jest wolna. Z drugiej strony, wygląda na osobę, która wierzy w sakrament ślubu i na pewno nosiłaby obrączkę. To znaczy, że nie jest to kobieta dla niego, bo on nie uznaje trwałych związków. Rebeka ostatecznie go do nich zniechęciła.

– Wyczuwam tu i tu napięcie mięśni. – Dotknęła tych miejsc. – Pokażę panu na to kilka ćwiczeń.

– Obiecuję, że będę je robił zgodnie z instrukcją.

– Proszę też mi obiecać, że pan nie przesadzi.

– Jakże bym śmiał?

– No nie wiem… Znalazł się pan tu po nieudanym lądowaniu na skałach…

Zdążył polubić zielonooką Serenę. Albo nie wiedziała, że jest dziedzicem Somers Hall i tytułu barona, albo jej to nie obchodziło, bo traktowała go jak zwyczajnego pacjenta. Odwróciła się, by swobodnie mógł włożyć obmierzłe dresowe spodnie. Nigdy się w takim stroju nie pokazywał poza imprezami sportowymi. W innych okolicznościach nosił markowe dżinsy lub szyte na miarę garnitury. Nie mógł się doczekać powrotu do ulubionej elegancji.

– Już!

– Dlaczego pan to robi? – zapytała.

– O co pani pyta?

– Dlaczego uprawia pan takie niebezpieczne sporty?

Wzruszył ramionami.

– Mój brat mówi, że jestem uzależniony od adrenaliny.

– Słusznie?

– Sporty ekstremalne mnie pociągają. Rozładowują napięcie. – I pozwalają nie myśleć za dużo.

– Nie zna pan innego, mniej ryzykownego sposobu rozładowywania napięcia?

Znał, ale nie chciał wprawiać jej w zakłopotanie.

– Paralotnia z napędem nie jest niebezpieczna…

– I mówi to facet ze złamaną kością udową i nadgarstkami.

– Już się goją. Miałem na głowie kask, poza tym przeszedłem stosowny kurs. Tak się złożyło, że się zamyśliłem, kiedy porwał mnie prąd powietrza i zanim się zorientowałem, już nie dało się uniknąć zderzenia ze skałą.

Uniosła brwi.

– Musiało to być coś bardzo poważnego, skoro tak bardzo pan się zamyślił.

Fakt. Zastanawiał się wtedy, czy rzeczywiście jest synem swojego ojca. W normalnej rodzinie nie byłoby to tak ważne, ale dla rodu Somers łączyło się z wieloma prawnymi konsekwencjami. Kto dziedziczy tytuł barona, komu przypadnie majątek i tak dalej. Kwestie nad wyraz istotne. Na szczęście badania DNA wykazały, że ich matka się myliła i że on oraz jego młodszy brat Ed są prawowitymi synami Davida Somersa. Ale zanim wykonano te badania, listy i pamiętniki matki napędziły mu sporego stracha.

Dręczyła go myśl, czy nadal byłby członkiem tej rodziny, gdyby się okazało, że jest owocem któregoś z licznych romansów matki, a nie synem swojego ojca. Niesłusznie, bo doskonale wiedział, że ojciec, macocha, brat oraz siostry kochają go tak bardzo jak on ich.

Bo są jego rodziną i ich obowiązkiem jest go kochać.

Prócz jednej osoby. Zara Somers porzuciła jego i Eda, gdy miał sześć lat. Od tej chwili aż do śmierci zachowywała się tak, jakby jej synowie nie istnieli. Wiedział, że to nierozsądne, ale na płaszczyźnie emocjonalnej nie potrafił wyciszyć nękających go wątpliwości. Czy jego przyjaciółki, podobnie jak matka, są bardziej zainteresowane jego pozycją społeczną niż tym, jakim jest człowiekiem?

Raz odważył się zaryzykować. Na studiach zakochał się w pewnej Rebece. Był święcie przekonany, że dziewczyna widzi w nim zwyczajnego mężczyznę i naprawdę go kocha. Spotkał go wielki zawód.

Jego pochodzenie ją od niego oddaliło. Powiedziała, że nie nadaje się do życia w złotej klatce jako przyszła żona przyszłego barona. Zgodził się nawet zrezygnować z tytułu, ale dla niej to było za mało. Zwróciła mu pierścionek. „Za bardzo cię kocham, żeby uczynić cię nieszczęśliwym”. I odeszła. Od tej pory to on odchodził i dlatego wszystkie jego znajomości były krótkie, słodkie i nie na serio.

– Owszem.

Serena się zaczerwieniła.

– Przepraszam. Wiem o tym z gazet. – Jak cała Anglia. – Nie chciałam jątrzyć ani rozsiewać plotek.

Wierzył jej. To niczyja wina, że jego matka była taka, jaka była. Ani że Rebeka nie potrafiła pozbyć się kompleksów i z nim zostać.

– Drobiazg. Mogę o tym rozmawiać – odparł zgodnie z prawdą. Wyniki badań DNA ostatecznie położyły kres pogłoskom. Potem Ed zaręczył się z Jane, a media wpadły w zachwyt z powodu jego narzeczonej z ludu. – To przeszłość. Nie mam już powodów do roztargnienia.

– Dalej będzie pan latał na spadochronie?

– Na paralotni – poprawił ją. – Niestety nie. Rodzina zmusiła mnie do sprzedania całego sprzętu, a chirurg mówi, że nie ma mowy o nartach, dopóki nie wyjmą mi śrub z nogi. – Skrzywił się. – Czeka mnie nieciekawy rok. Będę cały czas marudził, bo wolałbym robić co innego.

– Jestem pewna, że znajdzie pan sobie coś ciekawego – pocieszyła go.

Z nią byłoby ciekawie, bo chociaż nie była w jego typie, miała w sobie coś, co go pociągało.

– Jak nadgarstki?

– Lepiej. Dzięki ćwiczeniom wróciła mi swoboda ruchów. Nawet sobie pani nie wyobraża, jak bardzo chciałbym już usiąść za kierownicą.

– Taksówka pana nie zadowoli.

– Zwłaszcza gdy prowadzą moje siostry, a zapłatą za kurs jest wysłuchiwanie ich zrzędzenia. – Kiedy Serena wybuchnęła śmiechem, zapytał: – Nie współczuje mi pani?

– Ależ współczuję, ale trudno mi sobie wyobrazić, że daje się pan ustawiać kobiecie.

– Nie kobiecie, tylko siostrze. Ona mnie terroryzuje. Nie znam drugiego tak zajadłego adwokata jak ta najstarsza, nikt nie śmie sprzeciwić się Alice. Środkowa jest architektem i gdy skrytykuję jej sposób prowadzenia, grozi, że zaklei mi usta taśmą. Z kolei najmłodsza zaczyna mówić po łacinie, jeżeli próbuję zrobić coś sam.

– Na pewno dzięki urokowi osobistemu potrafi je pan nakłonić, żeby dla pana zrobiły wszystko.

Słuszna uwaga. Tak zdobywał kobiety. Poza dwoma wyjątkami, o których wolał nie myśleć, wszystkie spełniały jego zachcianki. Teraz tą zachcianką stała się Serena.

Pięknie wykrojone wargi, nieskazitelna cera bez makijażu, wielka uroda. Ciekawe, jak by się ją całowało.

– Ma mnie pani za playboya? Przykro mi. – Teatralnie zatrzepotał rzęsami. – Czuję się głęboko dotknięty.

– Nie wątpię – odparła rozbawionym tonem.

– Naprawdę. Uważam, że skoro sprawiła mi pani przykrość, na pociechę należy mi się całus.

– Obawiam się, że program terapii tego nie przewiduje.

Trudno, ma za swoje. Co gorsza, dalej nie wiedział, czy Serena jest wolna, aczkolwiek intuicja mu podpowiadała, że tak.

Serena wróciła do ćwiczeń, a on starał się jak najdokładniej wykonywać jej polecenia.

– Na dzisiaj koniec – oznajmiła.

– Widzimy się w czwartek? Czy może oddeleguje pani do mnie tego brutala Bruno, żeby dał mi nauczkę, za to że dzisiaj byłem bezczelny?

– Bruno jest łagodny jak baranek.

– Nie dla mnie.

– Ech, duży dzieciaku, do czwartku.

Niedługo znów ją zobaczy. Zabawne, jak taka perspektywa potrafi sprawić, że rehabilitacja staje się do zniesienia.

Z uśmiechem na ustach uzupełniała notatki.

George Somers jest zdecydowanie za przystojny. W innych okolicznościach nie miałaby nic przeciwko pocieszaniu go całusem, ale byłoby to zdecydowanie nieprofesjonalne. Zależało jej na tej pracy, a spoufalanie się z pacjentami mogłoby skończyć się zwolnieniem dyscyplinarnym z wpisem do akt.

Poza tym domyślała się, że George Somers z żadną kobietą nie spotyka się więcej niż dwa razy, że nie interesuje go poważny związek. Praktycznie co tydzień w prasie ukazywały się jego fotografie w towarzystwie innej kobiety, zazwyczaj wysokiej szczupłej blondynki. Jak widać, połamane kończyny nie ostudziły jego temperamentu. Nie dla niej taki facet. Poza tym, czy dziedzica szlacheckich tytułów afiszującego się z najbardziej znanymi modelkami może interesować zwyczajna kobieta? Jest też Ethan. Najważniejszy dla niej jest i będzie synek. Kropka.

Przyjęła jeszcze jednego pacjenta, po czym w przerwie poszła do kuchni dla personelu.

– Zrobić ci kawę? – zapytała Jess, jej koleżanka.

– Tak, dzięki.

– Jak tam Pan Ciacho? – Jess podała jej kubek.

– Jaki Pan Ciacho?

– Twój pacjent. Nie udawaj, że nie wiesz, o kogo pytam. Megaprzystojniak.

Serena milczała. Po co koleżanka ma się domyślać, że ma nieprzystojne myśli związane z pacjentem?

– Wolny?

– Nie wiem. Wydawało mi się, że jesteś zaręczona?

– Jestem, ale to nie znaczy, że umarłam. – Jess wzniosła oczy do nieba. – Nie udawaj, że nic o nim nie wiesz. Na twoim miejscu o wszystko bym go wypytała.

– A zawodowa dyskrecja?

Jess szeroko się uśmiechnęła.

– Ale jeżeli nie jest żonaty, to mogłabyś się z nim umówić.

– Coś ty! To pacjent.

– Tylko do końca fizjoterapii – zauważyła Jess. – A wtedy nic nie stoi na przeszkodzie.

Faktycznie. Ale matka Sereny codziennie odbiera Ethana ze szkoły i opiekuje się nim, dopóki córka nie skończy dyżuru. Nie można nadużywać jej dobroci.

Jess poklepała ją po ręce.

– Jesteś wzorową mamą i świetną fizjoterapeutką, bardzo dużo się od ciebie nauczyłam, ale praca i wychowywanie dziecka to nie wszystko. Prawie nigdy nie przychodzisz na nasze wieczorki. Kiedy byłaś po raz ostatni?

– Doskonale się bawię z Ethanem. – Serena dumnie uniosła głowę.

– Wiem, ale nie to miałam na myśli. Kiedy zrobiłaś coś wyłącznie dla siebie? Albo z kimś się umówiłaś?

– Nic więcej mi w życiu nie trzeba.

– Na pewno? – Nie otrzymawszy odpowiedzi, dodała łagodniejszym tonem: – Spróbuj znaleźć czas tylko dla siebie. Ty też jesteś ważna.

– Uhm. – Serena dopiła kawę. – Muszę lecieć.

Wychodziła z kuchni ze świadomością, że stchórzyła, nie odpowiadając na pytania koleżanki. Kiedy ostatnio z kimś się spotykała? Od czasu Jasona, ojca Ethana – z nikim.

To jednak wcale nie znaczy, że ma ochotę umawiać się z George’em. Już była z równie czarującym facetem, i się zawiodła. Raz wystarczy.

ROZDZIAŁ DRUGI

Leżał na podłodze, ćwicząc chorą nogę zgodnie z instrukcją Sereny.

Serena. Zamknął oczy. Jak by to było poczuć jej wargi na swojej skórze? Na szyi, obojczyku i jeszcze niżej… pod płaszczem jej rozpuszczonych włosów…

Zrobił wydech. Nie ma sensu zawracać sobie głowy rehabilitantką, zwłaszcza że chyba nie jest nim zainteresowana. I nie jest w jego typie jak te wysokie, smukłe jak trzcina blondynki, które mu towarzyszą na przyjęciach. Serena jest szatynką, innymi słowy ma włosy myszate, metr sześćdziesiąt wzrostu i bujne kształty. Rozkoszne. Przyjemnie byłoby je pieścić.

Wiedział już, co powiedziałaby jego najstarsza siostra. Wzniosłaby oczy do nieba i orzekła, że Serena mu się marzy tylko dlatego, że jest pierwszą od lat kobietą, która mu się oparła. Co gorsza, czuł, że siostra miałaby rację. Serena to wyzwanie. Intrygowała go, a on nie potrafi się oprzeć ładnej buzi.

Rozsądny facet na jego miejscu poprosiłby, by do końca leczenia przydzielono go Brunonowi.

Gdy wszedł do gabinetu, powitała go uśmiechem, a jemu zrobiło się gorąco.

– Ćwiczył pan?

– Tak.

– Tylko te ćwiczenia, które zaleciłam?

– Dlaczego miałbym robić coś innego?

– Bo lubi pan przesadzać. Co jeszcze pan robił?

Przejrzała go na wylot. Powinno go to intrygować czy raczej niepokoić? Większość zadowala się powierzchownością, ale ona widzi znacznie głębiej. Już samo to jest niebezpieczne, bo on zachowuje dystans, otwiera się jedynie przed bliskimi.

– W weekend próbowałem prowadzić – wyznał. – Na terenie prywatnym, żeby nie stwarzać zagrożenia. – Dziwne, ale bardzo chciał się z nią podzielić tą informacją. Normalnie miał w nosie, co ludzie o nim myślą, ale co pomyśli Serena, wydało mu się ważne.

– Bolało?

– Nie. Zdałem sobie sprawę, że po Londynie jeszcze jeździć nie mogę, ale dzięki temu mam punkt odniesienia. I bardzo mi pomogła świadomość, że nie będę do końca życia skazany na siostry oraz Eda. To mój brat – wyjaśnił.

Przećwiczyła z nim wszystkie układy, do wystąpienia bólu.

– Muszę powiedzieć, że pana mobilność uległa znacznej poprawie.

– Dzięki pani.

– Oraz dzięki temu, że uczciwie pan ćwiczył. Dla wielu pacjentów to zbyt wiele i niejeden rezygnuje z ćwiczeń.

– Nie ja. Muszę odzyskać samodzielność, więc jeżeli to wymaga ćwiczenia, będę ćwiczył.

– Zasługuje pan na pochwałę – oznajmiła z uśmiechem. – Myślę, że pora przejść do ostatniego etapu.

Pokazała mu nowe ćwiczenia. Zorientował się, że spogląda na jego wargi. Zmysły George’a natychmiast zareagowały. Myśli o tym samym co on? Co zrobi, jak ją pocałuje? Przeczuwał, że schowa się za maską profesjonalizmu. Podczas poprzedniej wizyty spanikowała, kiedy poprosił, by go pocałowała.

Za tydzień przyjdzie do niej po raz ostatni. Musi zatem coś zrobić, bo inaczej straci szansę, by ją widywać.

W poniedziałek odbyli ostatnią sesję. Koniec rehabilitacji.

Opracowywanie strategii zajęło mu cały weekend.

– To moja ostatnia wizyta – oświadczył.

– Tak. Spisał się pan na medal.

– To dla pani. W podzięce za to, co pani dla mnie zrobiła. I za cierpliwość. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze byłem łatwym pacjentem. – Podał jej płaskie pudełko przewiązane złotą wstążeczką.

– Nie wolno mi przyjmować prezentów.

– Regulaminy i zasady?

– Są po to, żeby chronić pacjentów.

– I personel. – Żeby nie wyłudzał od pacjentów drogich prezentów. – Szkoda. To nie jest brylantowy diadem ani nic podobnego – zapewnił ją. – To drobiazg.

Sprawiała wrażenie zakłopotanej.

– Miło mi, że pan o mnie pomyślał, ale nie mogę go przyjąć.

Położył pudełko na biurku.

– Sereno, niech pani na mnie popatrzy.

Źle zrobiła, słuchając go. Te niebieskie oczy i pełne wargi…

– Sereno…

Czuła, że zaraz ją pocałuje. Powinna się odsunąć albo choćby odwrócić głowę, by pocałował ją w policzek, nie w usta. Ale nie mogła się ruszyć, jakby zatrzymywała ją jakaś niewidoczna siła. Cofnij się, podpowiadał jej rozsądek, i powiedz, że nie chcesz.

Niestety, wbrew rozsądkowi pragnęła coraz więcej. George obejmował ją i całował jak nikt od czasu ojca małego Ethana, ale nawet tamte pocałunki były marną imitacją tego, co obiecywał pocałunek George’a.

– Sereno, wiedziałem, że tak będzie – wyszeptał.

Pocałunek gorący, elektryzujący, doskonały.

– Marzyłem o tym od dawna.

Ona też tego pragnęła. Zmusiła się, by odstąpić o krok, ale niczego to nie zmieniło. Mógłby dzielić ich po brzegi wypełniony ludźmi stadion Wembley, a i tak czułaby jego obecność.

– Nie powinniśmy, panie Somers… – wykrztusiła. – Jest pan moim pacjentem.

– Już nie. To ostatnia moja wizyta. To już nie relacja pacjent i rehabilitant, teraz to tylko ty i ja. – Znowu ją pocałował. – Sereno, chciałbym się z tobą spotkać poza szpitalem. Umówisz się ze mną?

– Nie mogę.

– Masz kogoś?

Wystarczy małe białe kłamstwo. Czuła instynktownie, że George jest człowiekiem honoru i nie będzie nalegał, gdyby miało się to łączyć ze zdradą jej partnera. Wystarczy, że przytaknie. Ale jej wargi nie słuchały głosu rozsądku.

– Nie mam.

– To w czym problem?

On tego nie widzi?

– Pochodzimy z różnych środowisk, skrajnie różnych. Jest pan synem barona, obraca się wśród arystokracji.

– Pomniejszej – sprostował. – I wcale nie często. Ci ludzie wcale nie są ciekawi.

– I wśród celebrytów. – George Somers nie umawia się ze zwyczajnymi kobietami. Lubi chude blondynki w skąpych sukienkach, wydające majątek, by mieć bielusieńkie i równiutkie zęby.

Wzruszył ramionami.

– Nie obracam się wyłącznie w świecie celebrytów i arystokratów. Jak nie chcesz mi towarzyszyć na wielką imprezę, to w porządku. Jest mnóstwo innych rzeczy, które możemy razem robić.

– O czym my rozmawiamy?!

– Sereno, jestem zwyczajnym facetem.

O nie, nie ma w nim nic zwyczajnego.

– Bardzo mi się podobasz. – Zniżył głos. – I sądząc po tym pocałunku, uważam, że i ja się tobie podobam.

Święta prawda. Czyli masz, dziewczyno, problem. Od tak dawna z nikim się nie spotykałaś, że zapomniałaś, jak należy się w takiej sytuacji zachować.

– Mam syna i sama go wychowuję. – Zrobiło się jej głupio, że używa Ethana jako pretekstu.

– Okej, rozumiem, że chcesz go chronić. Niedobrze, jak dziecko przywiąże się do kolejnego „wujka”, który nie ma zamiaru zostać na zawsze. Broń Boże, nie sugeruję, że przez twoje życie przewija się sznur mężczyzn – zastrzegł się.

Aha, to znaczy, że nie uważa jej za kobietę łatwą.

– Wręcz przeciwnie. Domyślam się, że w ogóle z nikim się nie spotykasz. Ale to, że masz dziecko, nie znaczy, że nie wolno ci się z nikim umówić. Sereno, należy ci się trochę przyjemności.

Dokładnie to samo mówiła Jess.

– Ale ja pracuję, a wolny czas poświęcam dziecku.

– To zrozumiałe, jednak musisz też mieć czas dla siebie. – Musnął ją wargami, jakby dla zapewnienia, że nikt na tym nie ucierpi.

– Chodźmy razem na lunch we wtorek – powiedział uwodzicielskim tonem.

– Nie mo…

Położył jej palec na wargach.

– Wiem, że masz pacjentów i musisz się trzymać planu. Jeżeli wtorek ci nie odpowiada, spotkajmy się innego dnia. Tylko lunch – podkreślił. – Ty i ja, i miejmy nadzieję odrobina słońca.

Czy można odrzucić takie zaproszenie?

– Dziękuję – szepnęła.

– Jesteś wegetarianką? Jest coś, czego nie lubisz albo jesteś na to uczulona?

– Trzy razy nie.

– Świetnie. – Wyjął z portfela wizytówkę, by na odwrocie napisać numer telefonu. – Moja komórka. Widzimy się w południe we wtorek. W razie czego esemesem zaproponuj inny dzień. Chwilowo mam dużo wolnego czasu.

Sięgnął po pudełko leżące na biurku.

– To już nie prezent od wdzięcznego pacjenta, więc nie obowiązuje cię żaden regulamin. To bardzo mały prezent, bezinteresowny.

– Dlaczego?

– Bo myślę, że ci się spodoba, a ja lubię dawać ludziom trochę słońca. I z nikim się nie dziel. To jest tylko dla ciebie.

– Mogę otworzyć?

– Nie. – Uśmiechnął się. – Poczekaj, aż wyjdę. – Jeszcze raz ją pocałował. – Do zobaczenia we wtorek.

Gdy wyszedł, usiadła przy biurku i rozwiązała wstążeczkę. W pudełku były wykwintne czekoladki, z najdroższego sklepu w Londynie. Musiał zapłacić za nie połowę tego, co ona wydaje tygodniowo na jedzenie dla dwóch osób. Nigdy nie dostała tak dekadenckiego prezentu.

Skąd wiedział, że ona przepada za ciemną czekoladą? Być może kiedyś o tym rozmawiali, a on zapamiętał.

Gdy pierwsza czekoladka z kandyzowanym fiołkiem rozpływała się jej w ustach, wróciło wspomnienie słodyczy grzesznego pocałunku. Od tej pory smak ciemnej czekolady zawsze będzie się jej kojarzył z George’em Somersem.

Chyba zwariowała. Naprawdę umówiła się z nim na lunch? Naprawdę pozwoliła mu się całować?

To nie jest prezent od wdzięcznego pacjenta… To jest bardzo mały bezinteresowny prezent ode mnie dla ciebie… Możliwe. Ale czy lunch też będzie bezinteresowny?