Miłość w stylu retro - Nicola Marsh - ebook
Opis

 

Chase, prezes wielkiej korporacji, żyje w wiecznym pośpiechu. Nic dziwnego, że gdy przekroczył próg tego sklepu, aż przetarł oczy ze zdumienia. Tutaj czas chyba się zatrzymał. Zakaz korzystania z komórek? Przecież właśnie załatwiał ważną sprawę z asystentem. A właścicielka… Hm, bardzo apetyczne i bardzo niemodne krągłości….

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 145

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Okładka

Strona tytułowa

Nicola ‌Marsh

Miłość w stylu ‌retro

Tłumaczenie:Marcin Ciastoń

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Chase Etheridge ‌poczuł ciarki ‌na plecach, gdy ‌skręcił ‌w Errol Street. Wystarczał mu ‌już sam fakt, że ‌jechał ‌przez ‌North ‌Melbourne, dzielnicę, ‌w której ‌dorastał. Errol ‌Street była ulicą pełną ‌wspomnień, przed którymi ‌dotąd uciekał.

A jednak ‌tu wrócił i manewrował między ‌samochodami, szukając ‌miejsca do ‌parkowania. Przed oczami ‌migały ‌mu obrazy z przeszłości, ‌jak ‌powtórka kiepskiego filmu.

Przypomniał ‌sobie, ‌jak ‌jeździł ‌rowerem oglądać treningi ‌ukochanej drużyny futbolowej, ‌którędy ‌chodził do szkoły, jak ‌odbierał ‌Cari z domu koleżanki. ‌Nie były to złe ‌wspomnienia, a jedynie wycinki z czasów, ‌kiedy ‌wychowywał Cari i przyjął ‌na barki ‌zbyt wielką jak na ‌swój wiek odpowiedzialność.

Nie ‌wszystko ‌poszło ‌na ‌marne. Cari go ‌uwielbiała, zresztą ‌z wzajemnością. Był ‌dla niej gotów wszystko ‌i właśnie dlatego wrócił ‌w te strony.

Parkując jaguara, Chase ‌starał się ‌ignorować ‌dziwne uczucie w żołądku. On, ‌zdenerwowany? Żaden z jego ‌podwładnych w Dazzle ‌nigdy nie dopuściłby ‌takiej możliwości.

Zarabianie milionów ‌i podbijanie branży rozrywkowej to ‌już inna sprawa. Przychodziło ‌mu ‌to z łatwością, ‌a już ‌na pewno ‌nie miał ‌czasu ‌na zdenerwowanie. Jednak gdy ‌szedł wzdłuż pełnej ‌modnych kawiarni ‌i butików Errol Street, ‌która prawie w niczym ‌nie przypominała ulicy z jego ‌dzieciństwa, ‌jakby wbrew sobie czuł ‌niepokój. Ale ‌cóż, wspomnienia, wspomnienia...

Niestety, ‌to nie wszystko! ‌Musiał jeszcze odwiedzić ‌jakiś pretensjonalny sklepik retro, żeby zorganizować wieczór panieński dla siostry, i ta myśl przyprawiała go o dreszcze.

Sygnał telefonu oznajmił wiadomość od asystenta. Chase odpisał na SMS-a, co jakiś czas odrywając wzrok od smartfona, by nie przegapić właściwego adresu. Wreszcie dotarł do celu podróży.

Go Retro.

Falista czcionka układała się w napis w odcieniu cukierkowego różu na tle butów, kapeluszy i szminek. Chase najchętniej trzymałby się z dala od tego miejsca, gdyby nie fakt, że przyjechał w interesach.

Wstukując wiadomość do Jerry’ego, biodrem pchnął drzwi i przekroczył próg. Dzwoneczek nad drzwiami zasygnalizował wejście Chase’a, ale nie zwrócił na to uwagi, tylko ze zmarszczonymi brwiami czytał mejla od Jerry’ego. Była to lista gości na otwarcie agencji modelek, które miało się odbyć tego wieczoru.

– Przepraszam.

– Zaraz... – Chase uniósł palec i dalej czytał mejla.

– Nie zezwalamy na korzystanie z komórek.

Powinien był się domyślić. W sklepie z fatałaszkami retro musiał panować klimat rodem ze średniowiecza.

– Jedną minutę...

– Przykro mi, ale taki jest regulamin Go Retro.

Zanim zdążył ponownie otworzyć usta, ekspedientka już trzymała jego telefon w dłoni. Chase cały aż się zagotował.

– Co to ma zna... – Reszta zdania utkwiła mu w gardle, gdy dostrzegł duże, łagodne, brązowe oczy z niezwykle długimi rzęsami, które podkreślały delikatność rysów twarzy.

Rzadko zdarzało się, by ktoś mu się sprzeciwiał, a tym bardziej niewysoka blondynka o ponętnych kształtach, która w upiętych do góry lokach, opasce w groszki i takiej samej sukience, wyglądała jak żywcem wyjęta z lat pięćdziesiątych.

– To ma znaczyć, że to mój sklep i ja tu rządzę. A regulamin to regulamin. – Schowała komórkę w bocznej kieszeni spódnicy i uśmiechnęła się zadziornie. – Zwrócę go panu, gdy będzie pan wychodził. A więc w czym mogę pomóc?

Chase zmarszczył brwi. Już miał zażądać, by natychmiast oddała telefon i nie zważając na wieczór panieński Cari, odwrócić się na pięcie, gdy dostrzegł w jej spojrzeniu cień strachu.

Mimo pozornej pewności siebie właścicielka sklepu nie czuła się komfortowo w roli wrednego zarządcy. Chase sam coś o tym wiedział, dlatego schował ręce do kieszeni i po raz pierwszy rozejrzał się dokoła.

Od razu poraziła go feeria barw, którymi pstrzyły się zgromadzone tu przedmioty. Piętrzyły się we wszystkich zakamarkach sklepu, wylewały się z każdego kąta, zapełniały prawie całą przestrzeń. Były to między innymi czarne toczki zdobione sztucznymi różami, pomarańczowe i turkusowe rękawiczki wypełzające z kwiecistych pudełek, szmaragdowe boa z piór przewieszone przez manekiny ubrane w satynę, wzorzyste szale koloru pierwiosnków. I tak dalej, i tak dalej.

W modzie i wystroju wnętrz był zwolennikiem prostoty i nowoczesnej elegancji, dlatego to miejsce wyglądało dla niego jak rodem z koszmaru.

– Szuka pan czegoś konkretnego? Ubrań? Dodatków? Prezentu dla drugiej połówki?

– Nie mam drugiej połówki – odparł.

– Rozumiem, ale u nas każdy znajdzie coś dla siebie. – Zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów.

– Nie szukam niczego dla siebie – odparł oburzony.

– To nie powód do wstydu. Proszę śmiało przymierzać, co tylko się panu podoba.

Chase był tak zdumiony, że na chwilę zaniemówił. Po raz pierwszy w życiu wzięto go za transwestytę.

– Zawsze jest pani tak bezpośrednia wobec klientów? – spytał wreszcie.

– Tylko tych opornych – odpowiedziała z uśmiechem, który rozświetlił twarz i oczy. Jeśli dotąd wydawała się ładna, uśmiech sprawił, że stała się piękna.

– Kobiety zwykle nie wątpią w moją męskość. Będę wdzięczny, jeśli pani też się od tego powstrzyma.

Zarumieniła, a uśmiech zniknął. Odwróciła wzrok, ale zdążył jeszcze dostrzec w niej tę kruchość, którą zauważył wcześniej.

Kobiety, które znał zawodowo i towarzysko, nigdy nie okazywały słabości. Wierzyły w siebie, wiedziały, czego chcą i bez wahania to zdobywały. Jednak właścicielka Go Retro tak bardzo od nich się różniła, jak jego obecne życie od tego, jakie wiódł w przeszłości.

Nie da się ukryć, że bardzo go zaintrygowała.

Zawsze zdawał się na przeczucie i tym razem coś mu podpowiadało, że powinien sprawdzić, jaka jest naprawdę, zanim zdecyduje się ją wynająć.

– Skoro już ustaliliśmy, że nie szuka pan sukni z lat dwudziestych, zatem w czym mogę pomóc?

Chase uśmiechnął się, gdy zauważył, że nadal przygląda mu się z powątpiewaniem, jakby podejrzewała, że gdy tylko się odwróci, on narzuci na siebie tiulową halkę.

– Podobno organizuje pani przyjęcia urodzinowe.

– Tak, zapewniamy porady stylistyczne, robimy zdjęcia, organizujemy przyjęcia kostiumowe i tym podobne. Kobiety to uwielbiają. – Przerwała na chwilę, a jej pełne, podkreślone czerwoną szminką usta ułożyły się w delikatnym uśmiechu. – Niektórzy mężczyźni też.

Na co Chase, choć wbrew sobie, ale też się uśmiechnął, po czym spytał:

– A mogliby państwo zorganizować również wieczór panieński?

– Oczywiście. Kilka godzin zabawy dla przyszłej panny młodej...

– Chodziło mi raczej o tydzień.

– Tydzień? – powtórzyła, unosząc brwi.

– Tak. – Baczniej rozejrzał się po sklepie, biorąc do ręki to błyszczącą spinkę do włosów, to szal w grochy. Nie rozumiał, co inni w tym widzieli, ale wiedział, że siostra oszalałaby na punkcie tego miejsca.

A jeśli Cari miała jakieś życzenie, on zamierzał je spełnić. Tylko ona nie odsunęła się od niego przez te wszystkie lata i gdyby jej zabrakło... Aż się wzdrygnął na tę myśl.

– Przepraszam, ale chciałabym się upewnić. Chce pan, żebym zorganizowała tygodniowy wieczór panieński?

– Mhm.

– To niemożliwe.

– Wszystko jest możliwe – odparł, patrząc, jak właścicielka sklepu wygładza spódnicę na manekinie. – Sprawdziłem wasze ceny na stronie. Jestem gotów podwoić godzinową stawkę i pokryć koszty transportu. – Wiedział doskonale, że właśnie złożył ofertę nie do odrzucenia. – Dodatkowo, jako prezes firmy Dazzle, o której z pewnością pani słyszała, chętnie udzielę stosownych referencji, jeśli na którejś ze zleconych mi imprez czy uroczystości będzie obowiązywać nietypowa, alternatywna moda. A raczej się nie zdarza, by zleceniodawca zignorował moje sugestie dotyczące podwykonawców. – Ponieważ jego propozycja nie wzbudziła we właścicielce Go Retro natychmiastowego entuzjazmu, postanowił przejść do planu B, czyli do pochlebstwa. I tu pojawił się problem. Chase nie wiedział bowiem, jak ona ma na imię, a gdyby teraz o nie zapytał, od razu znalazłby się na straconej pozycji. – Co pani na to?

Wyprostowała się, odrzuciła na ramię kilka luźnych loków, posłała mu gniewne spojrzenie i oznajmiła:

– Dziękuję, ale nie mogę przyjąć pana propozycji.

ROZDZIAŁ DRUGI

Lola nie znosiła, gdy ktoś jej mówił, co ma robić. Wystarczająco dużo rozkazów nasłuchała się z ust matki, która w młodości dotarła do finału Miss Australia, oraz podbijającej wybiegi siostry modelki.

– Powinnaś nosić rozszerzane dżinsy, nie obcisłe.

– W tej spódnicy twój tyłek wygląda za grubo.

– W różowej szmince ci nie do twarzy, już lepsza będzie perłowa.

Apodyktyczność niezmiennie wyprowadzała ją z równowagi, więc gdy Pan Wysoki, Opalony i Władczy zaczął panoszyć się w jej sklepie, ignorując regulamin, była gotowa do walki.

W Go Retro nie było miejsca dla komórek. Starannie dbała o to, by stworzyć odpowiedni klimat, prawdziwy klimat retro, a przecież te piekielne urządzenia w tamtych czasach nie zostały jeszcze wynalezione.

Nie znosiła dzwonków telefonicznych, sygnałów wiadomości i klientów, którzy z takim zapałem wystukiwali SMS-y, jakby zależało od tego ich życie.

Jak można gapić się na komórkę, gdy dokoła tyle piękna? Lola musnęła szkarłatną suknię z lat czterdziestych, delektując się cudowną miękkością i ponadczasowa elegancją. Potem dotknęła kwiecistego szala z jedwabiu. Była pewna, że mógłby opowiedzieć niejedną historię z czasów, gdy zdobił szyje swych właścicielek przez te wszystkie lata.

Starannie wybierała artykuły do sklepu, mając nadzieję, że przyniosą komuś taką samą radość, jak zapewne już to się zdarzyło przed wielu, wielu laty. Jak można było nie dostrzegać uroku tych skarbów przybyłych do nas z przeszłości?

Z zamyślenia wyrwał ją Chase:

– Więc jak, rozważyła pani ponownie moją propozycję? – spytał niby grzecznie, ale i władczo zarazem. – I jaka jest pani odpowiedź? – Oczywiście spodziewał się, że będzie zgodna z jego oczekiwaniami.

Wiedziała już, że brakuje mu wyrafinowania, by docenić styl i klasę Go Retro. Musiała jednak przyznać, że zrobiła na niej wrażenie jego imponująca postura.

Wrażenie tak wielkie, że miała ochotę uciec na zaplecze i wysłać Immy, by go obsłużyła. Bała się przebiegłych, elokwentnych manipulatorów. Facetów, którzy zdobyli już wszystko i potrafili korzystać z danych im od Boga talentów, którzy wiedzieli, jak swym wyglądem i aurą sukcesu olśnić taką dziewczynę jak ona. Facetów takich jak Bodey.

Była zła, że znowu zaczęła myśleć o przeszłości, a tym bardziej że dała po sobie poznać strach, gdy ten typ wkroczył do jej sklepu jak do własnego domu. Myślał, że zmusi ją do przyjęcia oferty, gdy zasypie ją pieniędzmi i pomacha przed nosem referencjami?

Wszystko, co miał na sobie, było markowe, począwszy od fryzury i idealnie ściętych, brązowych włosów, a kończąc na włoskich mokasynach i niebotycznie drogim, ciemnoszarym garniturze. Całość musiała kosztować więcej niż wystawa jej sklepu.

Oczywiście słyszała o jego spółce, która była doskonale znana w całym Melbourne. Firma Dazzle działała w branży rozrywkowej i potrafiła z każdej imprezy zrobić coś wyjątkowego, czy to organizując pokaz żonglerski albo występ połykaczy ognia, czy zapraszając międzynarodowe zespoły rockowe.

Więc to on był prezesem. Jakoś jej to nie dziwiło. Wyglądał na kogoś, kto wydaje rozkazy na lewo i prawo i nie znosi sprzeciwu. Ale zawsze musi być ten pierwszy raz.

Chciał znać jej odpowiedź? Była gotowa mu jej udzielić. Choć jak na razie na końcu języka miała tylko: „Wypchaj się”.

Musiał wyczuć jej irytację, bo z jego twarzy znikła denerwująca arogancja, a w jej miejsce pojawił się grzeczny uśmiech poprzedzający słowa:

– Przepraszam, ale naprawdę jestem zdesperowany.

Wątpiła, by facet z tak przenikliwie błękitnymi oczami, o tak charyzmatycznym uśmiechu i aksamitnym głosie kiedykolwiek poznał smak desperacji.

Najwyraźniej uznał jej milczenie za zachętę, bo uniósł dłonie w błagalnym geście i dodał:

– Moja siostra wychodzi za mąż. To wyjątkowa, cudowna i pełna sprzeczności osoba, której wiele zawdzięczam. Zasługuje na najlepsze, a ponieważ uwielbia te wszystkie starocie, chciałem dla niej zorganizować przyjęcie niespodziankę.

Świetnie, pomyślała. Nie dość, że mówił szczerze, to jeszcze chciał sprawić siostrze przyjemność. Nie mogła mu teraz powiedzieć, gdzie ma sobie włożyć tę wariacką propozycję.

– Kiedy ślub?

– Za sześć tygodni. Małe, prywatne przyjęcie. Dlatego chciałem siostrze podarować coś szczególnego.

– I żadna z przyjaciółek nie może się zająć organizacją?

– Niestety nie. Moja siostra nie ma czasu na takie... głupstwa, jak to zwykła nazywać.

– Aha... – Loli zaimponowało, że poświęcił swój cenny czas na organizację wieczoru panieńskiego, choć jego grafik musiał pękać w szwach. – Dla pana siostry to głupstwa?

– Jest prawniczką w korporacji. – I dodał, by uzupełnić wizerunek siostry: – Jest zdeterminowana, uparta i uzależniona od pracy.

– Rozumiem... – Lola pomyślała się, że muszą to być cechy rodzinne.

– Ale to byłby bardzo jednostronny wizerunek mojej siostry. – Uśmiechnął się leciutko. – Ot, choćby na przykład ma bzika na punkcie stylu retro. – Rozejrzał się wokół. – Niedawno z zachwytem streściła mi artykuł o szkole dobrych manier, którą w Anglii prowadzi właścicielka podobnego sklepu. Dlatego uznałem, że byłby to idealny prezent ślubny.

Musiała przyznać, że jego siostra idealnie pasowała do profilu klientki Go Retro. Lola zorganizowała już przyjęcia urodzinowe i wieczory panieńskie, podczas których uczestniczki, ciężko pracujące i zanurzone we współczesności kobiety, na kilka godzin uciekały w świat fantazji, w mityczną krainę retro. Były to tak bardzo udane imprezy, że w internecie Lola zebrała znakomite recenzje od klientek i zaproszonych przez nie uczestniczek. Problem w tym, że on nie chciał wynająć jej na jedno popołudnie, tylko na cały tydzień.

– Jestem pewien, że bardziej jej się to spodoba, niż banalny ekspres do kawy albo dwa równie banalne małżeńskie iPady. Niestety nic innego nie przychodzi mi do głowy – wyznał z nutą prośby w głosie. – I co pani na to?

Jak mogła odmówić, skoro ten tydzień z Go Retro, wyjęty z kalendarza zapracowanej prawniczki, na długie, długie lata miał być dla niej jedynym beztrosko spędzonym czasem i jedynym służącym czystej przyjemności luksusem?

Do tego dochodziły referencje. Nie mogła dłużej udawać, że piętrzące się na zapleczu papiery w sprawie rat kredytu w ogóle nie istnieją. Kryzys, niebotyczne odsetki i spadające wpływy ze sprzedaży dawały jej się we znaki mimo unikalnego charakteru sklepu, atrakcyjnej strony internetowej i wysokiej jakości oferowanych towarów. Musiała zwiększyć zyski, bo inaczej będzie musiała zamknąć Go Retro, a tej myśli nie mogła znieść. Zbyt długo i zbyt ciężko pracowała, by spełnić swe marzenia.

Mimo to nie zamierzała zbyt szybko złożyć broni. Najpierw się potargują, ot co. Spodziewając się gwałtownego sprzeciwu, zaproponowała stawkę trzykrotnie wyższą od standardowej, pomnożoną przez siedem dni.

W odpowiedzi usłyszała:

– Mogę zaraz wypisać czek albo dokonać przelewu na pani konto, oczywiście jeśli odda mi pani telefon. – Najpierw patrzył jej w oczy, a potem nieco niżej, na usta.

Lola przytrzymała się lady, żeby nie wykonać jakiegoś nerwowego gestu. Co prawda zgubiła zbędne kilogramy, które doskwierały jej w okresie dojrzewania, nauczyła się też podkreślać atuty i ukrywać mankamenty, ale zawsze gdy tylko znalazła się w centrum uwagi, jej kompleksy powracały z dawną mocą. Odczuwała to szczególnie dotkliwie, kiedy źródłem tej uwagi był przystojny facet.

Może miała zbyt szerokie biodra? Za dużo centymetrów w talii? Zbyt dużą pupę? Odnalazła się w stylu retro, bo podkreślał jej krągłości, ale teraz, kiedy ten klient przyglądał się w jej w taki właśnie sposób, najchętniej schowałaby się za ladą.

– Ma pani jeszcze moją komórkę? Czy zginęła w tej spódnicy na dobre?

Lola sięgnęła do kieszeni w poszukiwaniu telefonu. Chciała oddać go jak najszybciej, byle tylko ten facet przestał się w nią wpatrywać hipnotyzującymi, niebieskimi oczami.

– Proszę. – Gdy mu ją podawała, na moment spotkały się ich dłonie. Lola poczuła się tak, jakby jakiś tajemniczy impuls przepłynął po jej ręce i dotarł do miejsc, w których od bardzo dawna nic nie czuła.

Nie jest dobrze, oj nie!

Faceci, z którymi się umawiała, różnili się od niego, jak jej sukienka retro od markowego garnituru, który miał na sobie. Wyluzowani faceci z artystyczną duszą, muzycy wolni od stresów dnia codziennego. Jej uwagę przyciągali tacy mężczyźni, nie zaś bogaci karierowicze, którzy dzięki wrodzonemu urokowi potrafią skłonić każdego, by zrobił, co tylko mu każą.

Sama coś o tym wiedziała. Kiedyś już zgodziła się na podobną przymiarkę, a teraz najchętniej poprosiłaby o zwrot zainwestowanego czasu i energii.

– Dzięki. – Wciąż patrzył na jej usta.

A jego uśmiech sprawił, że lekko ugięły się pod nią nogi.

– Wiem już, że jest pan prezesem Dazzle, jednak proszę wybaczyć, ale nie wiem, jak się pan nazywa – powiedziała, udając, że układa spinki do włosów w koszyku na ladzie.

– Chase Etheridge. – Wyciągnął do niej rękę.

To oczywiste, że chciał uścisnąć jej dłoń. Toż to odwieczny ludzki obyczaj. A jednak po tym, co poczuła przed chwilą, miała z tym poważny problem.

– Lola Lombard.

– Bardzo ładnie. – Spojrzał jej prosto w oczy i dodał: – Pięknie.

Niechętnie podała mu dłoń, a gdy oplótł ją palcami, poczuła mocny, ciepły, kojący uścisk i przez krótką chwilę niemal uwierzyła, że mówił o niej.

ROZDZIAŁ TRZECI

Tylko filiżanka herbaty z rumianku mogła ukoić jej nerwy. Gdy nastawiła czajnik, do kuchnia wpadła Imogen, dla przyjaciół Immy. Właśnie skończyła się jej przerwa na lunch.

– To był ten Chase Etheridge? – zapytała. – Czego chciał? Jaki przystojny! Najlepsza partia w całym Melbourne. Ale co się dziwić. Młody, majętny, no i te niebieskie oczy, wieczna opalenizna, nieziemski uśmiech, szerokie bary, zgrabny tyłek...

– Może już wystarczy? – Lola nie miała ochoty wysłuchiwać całej listy jego zalet. Przyjrzała się im z bliska w najdrobniejszym szczególe i choć Chase wyszedł już ze sklepu, nadal nie mogła się uspokoić.

– No mów – nalegała Imogen z nieskrywaną ciekawością. – Czego chciał?

Mogła się z nią podroczyć, ale Immy i tak by nie uwierzyła, że prezes Dazzle wpadł do sklepu nie w interesach, ale w jakimś innym, prywatnym celu. Czego taki facet mógłby chcieć o kogoś takiego jak ona?

– Chce skorzystać z naszych usług – poinformowała Lola.

– Och, z radością go obsłużę...

– Jego siostra wychodzi za mąż, dlatego Go Retro ma jej zorganizować wieczór panieński.

– Super. – Imogen wzięła z kuchni ulubiony kubek z napisem „Seksbomba” i postawiła go na blacie. – Ty będziesz czarować pannę młodą i jej ekipę, a ja w tym czasie zajmę się Chase’em. – Wsypała do kubka łyżeczkę kawy. – Będzie niezła zabawa.

– Będzie, na pewno będzie. Ale... – Lola uśmiechnęła się tajemniczo. – Ale to zlecenie jest nieco inne.

– Jakieś szczególne preferencje? Będę musiała nocować u Chase’a? Jeśli tak, to ja się piszę. Taka już jestem, całkowicie oddana pracy, gotowa do wyrzeczeń...