MIŁOŚĆ ponad miłość - Sandi Lynn - ebook
Opis

Lily Gilmore i Luke Mattews pogrążeni w rozpaczy po zdradzie i stracie przestali wierzyć w miłość. Spotkali się i oboje nieufni, pokaleczeni przez los, znów uwierzyli. Zostali ze sobą. On ma swój bar, ona swoje fotografowanie. Zapowiada się wspólne szczęśliwe życie. Ale zła przeszłość ciągle jest z nimi i zagraża ich miłości. Przypadkowe zdjęcie rodzi wątpliwości i obawy Luke’a. Lily nie przebaczyła, nie wyzwoliła się z katastrofy swojego niedoszłego ślubu. Czy to, co razem stworzyli, uratuje ich? Czy będzie raczej ciągle jątrzyć bolesne rany?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 209

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Korekta

Hanna Lachowska

Anna Raczyńska

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcie na okładce

© Marili Forastieri/Digital Vision/Thinkstock

Tytuł oryginału

The Upside of Love

The Upside of Love

Copyright © 2014 by Sandi Lynn.

Published by arrangement

with Browne & Miller Literary Associates, LLC.

All rights reserved.

For the Polish edition

Copyright © 2015 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-5651-1

Warszawa 2015. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-952 Warszawa, ul. Wiertnicza 63

tel. 620 40 13, 620 81 62

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

Rozdział 1

LILY

Luke’u Matthews, mówiłam ci, jak bardzo cię kocham? – Musnęłam palcem jego tors.

– Mówiłaś, skarbie, ale nie chcę, żebyś kiedykolwiek przestała mi to powtarzać.

Oderwałam głowę od jego piersi i pocałowałam go w usta – te usta, które w nocy pożerały każdy centymetr mojej skóry, od stóp do głów. Te usta ogrzewały mnie, kiedy było zimno, i dawały mi poczucie bezpieczeństwa, którego tak bardzo potrzebowałam.

Mijały dwa miesiące od wypadku Sama i Gretchen. Noga Gretchen ładnie się goiła, a Sam skakał nad nią i praktycznie nie odstępował jej na krok. Luke właściwie się do mnie wprowadził, a Gretchen zamieszkała z Samem. Lucky mieszkał u Giselle, bo jego mieszkanie zostało zalane i przechodziło remont. Ich związek nie przestał być dziwny. Chociaż Giselle nosiła w sobie dziecko Lucky’ego, oboje spotykali się z innymi. Dziwnie się czułam, kiedy któreś z nich, spotykając się z nami, przyprowadzało kogoś innego.

– Chyba powinienem wstać i pojechać do baru. – Luke westchnął.

Ścisnęłam go mocniej za rękę, bo nie chciałam, żeby mnie zostawiał.

– Nie – powiedziałam.

– Jak to? – roześmiał się.

– Powinniśmy spędzić cały dzień w łóżku i nie zajmować się niczym innym niż dziki seks – uśmiechnęłam się, a moja dłoń powędrowała w dół do jego sztywnego członka.

– Ty wiesz, jak mnie rozpalić, skarbie. – Odwrócił się i położył na mnie. – Muszę jechać do baru. Ty musisz wywołać zdjęcia dla pani Braxton, a na lunch jesteśmy umówieni z Charley – uśmiechnął się i zdjął mi majtki.

– Masz rację. Ale obiecaj mi, że zaplanujemy sobie jeden taki dzień, kiedy nie wyjdziemy z łóżka i nic nie będzie nas obchodzić.

– Załatwione. – Znowu się uśmiechnął i wsunął we mnie palec. – Daj się pocałować i bądź cicho. Będę się z tobą słodko kochał.

Po seansie czułego seksu Luke wziął prysznic, a ja wstawiłam dzbanek kawy. Czekając, aż się zaparzy, patrzyłam przez okno na nieskazitelnie niebieskie niebo i na słońce, którego jasne promienie wpadały do mojego salonu.

Przeprowadzka do Santa Monica była najlepszą decyzją, jaką w życiu podjęłam. Pogrążona w rozmyślaniach poczułam, że obejmują mnie silne ramiona. Odchyliłam głowę do tyłu i zobaczyłam uśmiechniętą twarz Luke’a.

– Co robisz? – spytał.

– Zachwycam się pięknym dniem.

Miał na sobie tylko dżinsy, a włosy były nadal wilgotne. Moim zdaniem był najseksowniejszym żyjącym facetem i chyba nigdy nie miałam go dość.

– A ja podziwiam piękno, które mam przed sobą. – Pochylił się i delikatnie pocałował mnie w szyję.

– Trzeba przyznać, że masz łatwość słowa – zachichotałam.

– A ty masz kuszące usta – uśmiechnął się i znów mnie pocałował.

Podszedł do czajnika, nalał kawy do kubka i usiadł przy stole.

– Zrobić ci śniadanie? – spytałam.

– Nie, nie trzeba, skarbie. Zjem coś w barze.

Rozległo się pukanie do drzwi i gromki głos Sama, głośny i wyraźny.

– Stary, wstałeś? Jesteś ubrany?

Luke westchnął, wstał i otworzył drzwi.

– Cześć, Sam. Cześć, Gretchen.

Uśmiechnęłam się, kiedy moi przyjaciele weszli do mieszkania. Wzięłam dwa kubki i nalałam im kawy.

– Siadaj – powiedziałam do Gretchen, chwyciłam ją lekko za rękę i zaprowadziłam do stołu.

– Dzięki, Lily.

– Rozmawiałaś z Giselle? – spytałam.

– Tak, powiedziała, że jadą z Luckym do sklepu po mebelki do pokoju dziecka.

– Do obu mieszkań? – spytał Luke.

– Nie wiem. Tego nie mówiła, wiem, że jego mieszkanie nie jest jeszcze gotowe. Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że podoba jej się, że jest przy niej.

– Dziwni są – roześmiałam się.

Luke wstał od stołu.

– Dobra, moi mili. Fajnie było was zobaczyć, ale muszę się ubierać i lecieć do baru. Musimy sprawdzić z Maddie kilka przesyłek z alkoholem.

– Gramy dzisiaj? – spytał Sam.

– Tak. Rozmawiałem już z Luckym, powiedział, że będzie z Giselle. Rozmawiam też z kilkoma zespołami, które grałyby w weekendy po naszym występie. Chcę, żeby zagrała Lily, ale nie chce się zgodzić. – Wydął wargi.

– Zapomnij, Matthews. – Puściłam do niego oko.

Poszedł do sypialni, żeby dokończyć się ubierać, a Sam i Gretchen wstali.

– Nie mogę się doczekać, żeby mieć tę dzisiejszą sesję z głowy. Kiedy mnie zobaczysz wieczorem, będę się zataczać.

Roześmiałam się i ją uściskałam.

– Nie mogę się doczekać dnia, kiedy będę się mógł z nią kochać i nie przeszkodzi nam jakaś sesja. – Sam się uśmiechnął.

– Pilnuj się, stary! – krzyknął z sypialni Luke.

– Rewanż, przyjacielu, rewanż.

Nie mogłam znaleźć nowej posady nauczycielki, więc postanowiłam zająć się na pełen etat fotografią. Pracowałam głównie poza domem, ale chciałam wynająć mały lokal i stworzyć w nim studio. Myślałam o tym właściwie od paru miesięcy i Luke bardzo mnie w tym wspierał. Powiedział, że powinnam realizować marzenia i odważyć się, tak jak on z barem. Zrobiłam sesję zdjęciową Rory Braxton i jej bliźniaczek. Była to niespodzianka na urodziny jej męża. Sfotografowała je na plaży, a potem chciała kilka swoich seksownych zdjęć dla Iana. Zorganizowałam scenografię w mieszkaniu. Nigdy wcześniej nie robiłam zmysłowej sesji i z początku się denerwowałam, ale po obejrzeniu kilku zdjęć wiedziałam, że będzie zachwycona. Rory poznałam przez Giselle. Przyjaciółka męża Rory, Adalynn, była właścicielką czasopisma „Prim”, dla którego często pozowała Giselle. Kiedy usłyszała, jak Rory i Adalynn rozmawiają o tym, żeby znaleźć fotografa kobietę, natychmiast pomyślała o mnie. Ponieważ na zdjęciach, które Rory chciała zrobić dla Iana, była praktycznie naga, pomyślała, że najlepiej będzie, jeżeli sfotografuje ją kobieta, żeby nie denerwować męża.

Kiedy siedziałam przy komputerze i obrabiałam zdjęcia, podszedł do mnie Luke i dał mi buziaka.

– Cześć, skarbie. Baw się dobrze, do zobaczenia później w barze na lunchu z Charley.

– Cześć, kochanie.

Patrzyłam na zdjęcia Ashley i Ariel Braxton i uśmiechnęłam się, kiedy wyobraziłam sobie, że pewnego dnia będę mieć rodzinę taką jak Rory i Ian. Wzięłam telefon z biurka i zadzwoniłam do Rory.

– Halo – odebrała.

– Cześć, Rory, tu Lily. Twoje zdjęcia będą gotowe wieczorem, pomyślałam, że mogłybyśmy się spotkać jutro na lunch, pokazałabym ci ostateczną wersję.

– Świetnie, Lily. Jutro będzie idealnie. Jeżeli masz ochotę na meksykańskie potrawy, możemy się spotkać w Border Grill koło południa.

– Super, Rory, do zobaczenia jutro.

Wśród wyświetlanych zdjęć pojawiło się zdjęcie Luke’a. Uśmiechnęłam się i musnęłam jego kaloryfer na ekranie. Na tym zdjęciu leżał na łóżku tylko w rozpiętych dżinsach. Rękę trzymał pod głową i wyglądał przez okno.

Byłam najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem dzięki temu, że mnie kochał i moje życie było idealne. Bardziej idealne niż mogłabym kiedykolwiek marzyć.

Rozdział 2

LUKE

Wszedłem do baru i zobaczyłem Adama rozmawiającego z Maddie. Na razie dotrzymywał słowa, zmienił się. Podjął studia, tak jak zapowiedział, i pracował na pełen etat w dziale informatycznym Rocket Corp. Widywał się z Charley i Maddie tak często, jak tylko mógł, i widziałem, że Maddie zaczyna się w nim na nowo zakochiwać. Właściwie nigdy nie przestała go kochać. Moim zdaniem mógł zajmować się komputerami, ale on chciał być terapeutą uzależnień alkoholowych i narkotykowych. Dopóki dotrzymywał słowa, nic do niego nie miałem. Charley była zachwycona tym, że ma go przy sobie tak blisko. A skoro ona była szczęśliwa, nic innego się nie liczyło.

– Cześć – powiedziałem, podchodząc do baru.

– Cześć, stary – odpowiedział Adam.

Maddie spojrzała na mnie z uśmiechem.

– Charley strasznie się cieszy, że spotka się dziś z tobą i z Lily.

– My też się cieszymy. Lepiej sprawdźmy dostawę alkoholu, zanim zjawi się mała.

Adam dał Maddie buziaka na pożegnanie, a do mnie rzucił, że zobaczymy się później.

Wziąłem fakturę za alkohol i zaczęliśmy z Maddie sprawdzać kartony.

– Mogę spytać, o czym rozmawialiście?

– Nie bardzo, ale i tak ci powiem. Chce zabrać Charley i mnie do Disneylandu na weekend. Pojedziemy we troje, jak rodzina.

– Co o tym myślisz? – spytałem.

– Kocham go, Luke. Zawsze go kochałam. Chcę, żebyśmy byli rodziną.

– Proszę, powiedz, że on u ciebie nie sypia. Nie chcę, żeby Charley narobiła sobie nadziei.

– Nie sypia. – Spojrzała na fakturę.

– Jedźcie do Disneylandu i bądźcie rodziną – uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w policzek. – Charley będzie zachwycona.

Kiedy wypakowywałem butelki z alkoholem z kartonów, telefon zabrzęczał mi w kieszeni. Wyciągnąłem go i zobaczyłem wiadomość z numeru, którego nie rozpoznałem.

„Cześć, wujku Luke. To ja, Charley. Hehe”.

Spojrzałem na siostrę i pokazałem jej telefon.

– Co to ma być, do cholery?

– Wczoraj wieczorem kupiliśmy Charley telefon komórkowy, zanim coś powiesz: wolno jej pisać tylko do mnie, Adama, do ciebie, Lily, mamy i taty. Jest tylko do nagłych spraw.

– Poważnie, Maddie? Nie sądzisz, że jest trochę za mała, żeby być odpowiedzialna za telefon komórkowy?

Przewróciła oczami.

– Wszystkie dzieciaki w jej wieku mają telefony, lubię mieć świadomość, że mogę się z nią skontaktować, kiedy tylko zechcę.

– To znaczy, że gdyby wszystkie dzieci w jej wieku miały konie, kupiłabyś jej konia?

Skrzywiła się i spojrzała w sufit.

– Tak, jasne. Kocham konie – uśmiechnęła się. – Wyluzuj, wujku Luke, wszystko pod kontrolą.

– Nie przychodź do mnie z płaczem, jak przekroczy abonament i będziesz płaciła fortunę za połączenia.

– Nie zrobi tego. Odpisz jej. – Puściła do mnie oko.

„Wspaniale, żabko. Do zobaczenia na lunchu, pokażesz mi swój nowy telefon”.

„Okej”.

Dokończyliśmy z Maddie rozpakowywanie alkoholu i poszedłem do biura. Miałem mnóstwo zaległej papierkowej roboty. Ciężko mi było nadążyć ze wszystkim samemu. Owszem, Maddie mi pomagała, ale obsługiwała bar z Candi. Żadna z nich nie nadawała się do pracy sekretarki. Zacząłem myśleć, że przydałoby się zatrudnić kogoś na część etatu. Może ktoś przychodziłby trzy razy w tygodniu, zajmował się papierami i pomagał w księgowości. Wstałem i kiedy otworzyłem drzwi, zobaczyłem w progu moje dwie piękne dziewczyny.

– O, witam piękne damy.

– Wujku Luke! – krzyknęła Charley i objęła mnie w pasie.

– Cześć, Charley, cześć, skarbie – uśmiechnąłem się, pochyliłem i pocałowałem Lily w policzek. – Zrobiłaś te zdjęcia?

– Tak, umówiłam się jutro z Rory na lunch, żeby jej pokazać.

– Świetnie. Zjedzmy coś, umieram z głodu.

– Powinnam była zrobić ci rano śniadanie. – Lily się uśmiechnęła.

– O ile dobrze pamiętam, miałem rano wspaniałe śniadanie. – Puściłem do niej oko.

Wyszliśmy z baru i Lily rzuciła mi kluczyki od explorera.

– Gdzie chcecie zjeść?

– Na plaży! – zawołała Charley.

– Na plaży? Nie możemy zjeść lunchu na plaży.

– Pewnie, że możemy, wujku Luke. Możemy się gdzieś zatrzymać, kupić kanapki na wynos i zjeść je na plaży. Lily ma z tyłu koc.

– Mała spryciara. – Lily mrugnęła porozumiewawczo i spojrzała na mnie.

– W porządku, w takim razie: plaża.

Rozłożyliśmy koc i wyjęliśmy kanapki z torby.

– Biały chleb z szynką i serem dla ciebie. – Podałem kanapkę Charley. – Pełnoziarnista z tuńczykiem dla ciebie, skarbie.

– Dziękuję.

Dzień był wymarzony, żeby spędzić go na plaży. Marzyłem, żebyśmy mogli posiedzieć tu aż do wieczora. Ale w barze czekało mnóstwo spraw. Kiedy skończyliśmy lunch, Charley pobiegła bawić się nad wodę. Uwielbiała, kiedy fale rozbijały jej się o stopy. Pochyliłem się i wsunąłem Lily włosy za ucho. Położyła dłoń na mojej i splotła palce z moimi.

– Co się stało? Widzę, że coś cię martwi – powiedziała.

Westchnąłem.

– Chyba muszę zatrudnić sekretarkę albo asystentkę, która zajęłaby się papierkową robotą w barze. Za dużo tego wszystkiego, żebym sam dał radę.

Uśmiechnęła się lekko i uniosła moją dłoń do swoich ust.

– Więc kogoś przyjmij. Skoro potrzebujesz pomocy, zrób to. Nie chcę widzieć cię takiego spiętego.

– Może tak zrobię. – Pochyliłem i pocałowałem ją zmysłowo w usta.

– Ej, nie całujcie się przy ludziach. – Charley się uśmiechnęła.

– Co ty powiesz, mała? – roześmiałem się, chwyciłem ją i zacząłem łaskotać na piasku.

Wzięliśmy koc, wytrzepaliśmy go i Lily podwiozła mnie do baru.

– Pa, skarbie. Do zobaczenia. Poproś Sama, żeby przywiózł cię wieczorem do baru, wrócimy moim motorem.

– Nie wpadniesz się przebrać? – spytała rozczarowana.

– Mam mnóstwo zaległości w papierach, muszę się tym zająć. Jesteś zła?

– Nie. Zadzwonię do Sama i go poproszę. – Posłała mi uśmiech.

Pochyliłem się, dałem jej buziaka, a potem pocałowałem Charley w policzek. Poszedłem prosto do biura i zamknąłem za sobą drzwi. Nie chciałem, żeby mi przeszkadzano do wieczora, kiedy zjawi się cała paczka.

– Można wejść? – spytała Lily, wsuwając głowę za drzwi.

Uniosłem wzrok i uśmiechnąłem się.

– Pewnie, kochanie. Wchodź.

Podeszła i usiadła mi na kolanach, objęła mnie za szyję i pocałowała mocno w usta.

– Tęskniłam za tobą – powiedziała.

– Ja za tobą też.

– Zwojowałeś coś?

– Coś. Niewiele. Dałem ogłoszenie w gazecie, że szukam pomocy. Ukaże się jutro, więc trzymaj kciuki, żeby ktoś się zgłosił. Wszyscy już są?

– Wszyscy z wyjątkiem Giselle i Lucky’ego. Dzwoniłam do nich, już jadą.

Wstała z moich kolan, a ja podniosłem się z krzesła. Wyszliśmy razem do baru i zobaczyłem Gretchen i Sama stojących i rozmawiających z Candi.

– No i zobacz. – Pocałowałam Gretchen. – Już po sesjach. Jak to jest?

– Nie mogę się oswoić z tą myślą – roześmiała się.

– Wyglądasz wspaniale, Gretchen – powiedziałem.

– Dzięki, Luke.

– Sammy, rozstawiajmy sprzęt. Dlaczego Lucky’ego jeszcze nie ma?

– Nie panikuj stary. Jestem. – Lucky uśmiechnął się i wyciągnął ręce.

Poszliśmy we troje rozstawiać sprzęt na scenie. Spojrzałem na Lily, która stała i rozmawiała z przyjaciółmi. Nie myślałem, że będę w stanie tak kogoś kochać po Callie. Lily wszystko odmieniła. Tchnęła we mnie na nowo życie, teraz każdy oddech brałem dla niej.

Rozdział 3

LILY

Denerwowałam się tym, że mam pokazać Rory zdjęcia. Wiedziałam, że nie mam powodu, bo wyszły cudownie, ale zawsze się stresowałam, kiedy miałam pokazywać moje prace. Zapakowałam zdjęcia do explorera i pojechałam do Border Grill. Kiedy przyjechałam, Rory siedziała już przy stoliku i czekała na mnie.

– Cześć, Lily. – Wstała i mnie uściskała.

– Cześć, Rory.

– Pozwoliłam sobie zamówić ci margaritę. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu.

– Jasne, że nie. Uwielbiam margaritę – uśmiechnęłam się.

Usiadłam i postawiłam na stole karton ze zdjęciami.

– Umieram z ciekawości, żeby zobaczyć moje zdjęcia – powiedziała.

Zdjęłam pokrywę kartonu i najpierw wyjęłam jej zdjęcia z dziewczynkami. Rozłożyłam je przed nią ładnie na stole. Spojrzała na nie, a potem na mnie.

– Są absolutnie cudowne! Och, Lily, będą pięknie wyglądać w moim domu.

– Cieszę się, że ci się podobają.

– Nie tylko podobają, jestem nimi zachwycona! – krzyknęła. – A…? – zagadnęła z uśmiechem.

Wyjęłam zdjęcia, które zrobiła dla Iana.

– Może wolisz trzymać je na kolanach, kiedy będziesz oglądać – roześmiałam się.

– Fakt – zawtórowała mi śmiechem.

W pierwszej chwili milczała. Patrzyła tylko na swoje roznegliżowane zdjęcia. W końcu spojrzała na mnie ze łzami w oczach.

– Te zdjęcia są niesamowite. Uchwyciłaś moje serce i duszę, Ian będzie zachwycony. Prawdę mówiąc, boję się, żeby nie dostał ataku serca.

– Miejmy nadzieję, że nic takiego się nie stanie – roześmiałam się.

– Możesz włożyć dla mnie te zdjęcia do albumu w twardej oprawie? I, jeżeli to możliwe, chciałabym, żeby wytłoczone było na niej imię Iana. Nie, właściwie chciałabym napis: Miłości mojego życia, mojemu mężowi, przyjacielowi i kochankowi.

– Oczywiście, że jest taka możliwość. Nie martw się, Rory, ja się tym zajmę.

Pochyliła się i chwyciła mnie za rękę.

– Jesteś niesamowitym fotografem, cieszę się, że Giselle mnie z tobą poznała.

– Dziękuję. Jestem szczęśliwa, że zaufałaś mi na tyle, żeby zatrudnić mnie do sesji twojej i dziewczynek.

Złożyłyśmy zamówienie u kelnerki i rozmawiałyśmy dalej, popijając margaritę.

– Myślałaś o tym, żeby otworzyć studio? – spytała.

– Tak. Myślę o tym od kilku miesięcy, ale nie wiem, gdzie zacząć szukać.

Wzięła szklankę i wypiła łyk drinka.

– Mój mąż, Ian, zajmuje się nieruchomościami i jest właścicielem małego pasażu handlowego na końcu ulicy. Przypadkiem wiem, że ma jeden lokal do wynajęcia, zaraz przy salonie fryzjerskim, gdzie się czeszę. Miejsce jest idealne, jest duży ruch. Wydaje mi się, że świetnie nadawałoby się na studio fotograficzne. Jeżeli chcesz, mogę zadzwonić do Iana i mu powiedzieć, żeby spotkał się tam z nami po lunchu.

Siedziałam, oszołomiona tą niesamowitą propozycją, którą złożyła mi Rory.

– Byłoby świetnie, Rory. Dziękuję.

Sięgnęła do torebki i wyjęła telefon. Zadzwoniła do męża i poprosiła, żeby spotkał się z nami za pół godziny.

– Jeżeli zapyta, skąd się znamy, powiemy, że poznałyśmy się przez Giselle w „Prim” i że się zgadałyśmy. Nie chcę, żeby wiedział, że fotografowałaś mnie i dziewczynki.

– Nie ma sprawy. Twój sekret jest u mnie bezpieczny.

Rory zapłaciła rachunek, chociaż próbowałam zrobić to ja, i pojechałam za nią do pasażu. Ian czekał na nas w lokalu. Kiedy weszłyśmy, odwrócił się, a ja nie mogłam nie zwrócić uwagi na to, że był zabójczo przystojny.

– Ian, to moja nowa znajoma, Lily Gilmore. To ona chce otworzyć studio fotograficzne.

– Bardzo miło cię poznać, Lily. Ian Braxton – uśmiechnął się i wyciągnął rękę.

– Dziękuję, że tak ekspresowo się pan zjawił, panie Braxton.

– Mów mi Ian. Nie ma sprawy.

Uśmiechnęłam się, kiedy pokazywał mi lokal. Byłam sobie w stanie wyobrazić, że otworzę tu studio. Wielkość i lokalizacja były idealne.

– Świetnie. Może zjesz z Rory i ze mną dziś u nas kolację, ja przygotuję umowę i omówię z tobą szczegóły? Zabierz męża.

– Nie mam męża, tylko chłopaka – powiedziałam.

– Super. Przyjdź z nim, zjemy we czwórkę miłą kolację i pogadamy. Muszę lecieć. Pa, kochanie. – Pocałował żonę. – Zadzwonię do Charlesa i powiem mu o kolacji. Miło było cię poznać, Lily, cieszę się, że zobaczę ciebie i…

– Luke’a.

– Ciebie i Luke’a wieczorem – uśmiechnął się i podał mi rękę

Wyszliśmy z lokalu, on wsiadł do limuzyny i odjechał. Spojrzałam na Rory, która uśmiechała się od ucha do ucha.

– Mówiłam ci, że będzie idealne.

– Dziękuję, Rory. Nie masz pojęcia, ile to dla mnie znaczy. – Uściskałam ją.

– Nie ma za co. Jesteś niesamowitym fotografem i powinnaś mieć własne studio. Widzimy się wieczorem. O siódmej?

– Idealnie. Do zobaczenia, Rory.

Wsiadłam do explorera i zadzwoniłam do Luke’a.

– Cześć, skarbie. Co tam? – odezwał się.

– Proszę, powiedz, że możesz dziś wcześniej wyjść.

– Dlaczego? Co się stało?

Byłam przejęta wiadomością, którą miałam mu przekazać.

– Jesteśmy dzisiaj zaproszeni na kolację do Braxtonów, do domu.

– Z powodu?

– Znalazłam idealne miejsce na studio fotograficzne, tak się składa, że jego właścicielem jest Ian Braxton.

– Aha, super. W porządku. Jesteś tam teraz?

– Tak, właśnie wychodziłam.

– Podaj mi adres i nie ruszaj się stamtąd, zaraz tam będę. Chcę to zobaczyć.

– Dobrze, kochanie. Poczekam na ciebie.

Wysłałam mu adres, siedziałam w samochodzie i czekałam na niego. Jakieś dziesięć minut później podjechał na motocyklu. Wysiadłam z auta i objęłam go.

– Dziękuję, że przyjechałeś.

– Dla ciebie wszystko, skarbie. Pokaż mi lokal.

– To ten tutaj. – Wskazałam pusty sklep na środku pasażu.

Zajrzał przez szybę i rozejrzał się po okolicy.

– Wydaje mi się, że to fajne miejsce na początek. Spora przestrzeń, świetna lokalizacja, fajne sklepy obok. Dobra decyzja, kochanie – uśmiechnął się i mnie pocałował. Spojrzał na zegarek, a potem na mnie. – Chyba pojadę do domu. Chcę się z tobą słodko kochać, a potem wziąć prysznic.

– Naprawdę? – spytałam, podniecona.

– Tak. Myślałem o tobie cały dzień i strasznie chcę cię zaciągnąć do łóżka.

– Przecież robiliśmy to rano – zachichotałam.

– Właśnie, i było tak nieziemsko, że chcę więcej. Wiesz, że nigdy nie mam cię dość, skarbie.

– Ja ciebie też nie. Jedźmy.

Luke wskoczył na motocykl i odjechał, a ja ruszyłam za nim. Podjechaliśmy na parking przed blokiem, Luke zeskoczył z motoru i otworzył mi drzwiczki. Pochylił się do środka i zmiażdżył wargami moje. Odwróciłam się i objęłam go mocno nogami w pasie, a on wziął mnie na ręce i zaniósł do środka. Jego pocałunek był zaborczy i pełen miłości. Przeczesałam palcami jego włosy, a on przysunął mnie do ściany bloku. Pożerał moje wargi, a potem szyję, a ja sięgnęłam do kieszeni jego spodni i wyjęłam klucze. Jedną ręką przytrzymywał mnie przy ścianie, a drugą wsunął klucz, żeby otworzyć drzwi. Zaczęłam chichotać, bo nie mógł sobie poradzić.

– Na miłość boską, czy wy nie możecie poczekać, aż wejdziecie do mieszkania? – Sam otworzył drzwi i przytrzymał je nam.

– Nie ma czasu, stary. Myślałem o tym cały dzień. – Luke mnie pocałował.

– Otworzę wam. – Sam przewrócił oczami.

Wziął klucze i otworzył drzwi do mojego mieszkania.

– Proszę. Miłej zabawy.

Luke zaniósł mnie prosto do sypialni i razem padliśmy na łóżko. Przerwał pocałunek, wstał i zdjął koszulę przez głowę. Rozpiął dżinsy i zdjął je, a ja usiadłam, rozebrałam się i rzuciłam ubranie na podłogę.

– Nie ściągaj jeszcze stanika, kochanie. Ja chcę to zrobić – uśmiechnął się.