Miłość i kłamstwa - Leanne Banks - ebook
Opis

Brock Maddox dowiaduje się od prywatnego detektywa, że jego asystentka i kochanka, Elle, wykrada tajemnice firmy. Podczas rozmowy z samą Elle czeka go kolejna rewelacja: Elle jest w ciąży. Brock bez wahania decyduje się na ślub i jest głuchy na protesty kochanki, która pragnie nie tylko ojca dla swojego dziecka, lecz prawdziwej miłości. Elle bowiem uważa, że skoro Brock stracił do niej zaufanie, to nie ma sensu wikłać się w małżeństwo...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 157

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Leanne Banks

Miłość i kłamstwa

Tłumaczyła Krystyna Rabińska

PROLOG

Brock Maddox nie spał. Patrzył na leżącą obok kobietę, na jej okolone ciemnymi rzęsami powieki zakrywające uwodzicielskie niebieskie oczy, na rozrzucone na poduszce ciemne włosy, na cudownie kuszące wargi spuchnięte od pocałunków. Miękkie prześcieradło zsunęło się z jej piersi. Dłonie Brocka znały na pamięć ich krągłość, żeber, wcięcie talii, jedwabiste łono. Poznał jego sekrety i rozkosz pieszczot, które przenosiły go w inny wymiar.

Elle Linton zwróciła jego uwagę od pierwszej chwili, kiedy przyszła na rozmowę wstępną w sprawie pracy. Obawiając się, że zbyt rozpraszałaby jego uwagę, wybrał inną kandydatkę, która jednak już po miesiącu zrezygnowała z posady. Wtedy zatrudnił Elle. Była najbardziej sumienną i skrupulatną asystentką, z jaką kiedykolwiek współpracował. Od razu zapamiętała jego najdrobniejsze przyzwyczajenia, jakie kanapki lubił, przy jakiej muzyce się relaksował, kto zawsze miał do niego dostęp, a komu nie wolno było mu przeszkadzać.

Zdarzało się, że pracowali do późna. Z początku posilali się kanapkami, szybko jednak przeszli na wino i dania dostarczane z wykwintnej restauracji.

Raz czy dwa, mijając Elle, niechcący się o nią otarł, a wówczas w jego ciele budziła się zmysłowa tęsknota. We śnie czuł zapach jej perfum. Zauważył, że jej wzrok często zatrzymuje się na nim, a wówczas jej oczy nabierają zmysłowego wyrazu. Powinien był stawić temu opór.

Doskonale pamiętał wieczór, kiedy wszystko między nimi się zmieniło. Była szósta. Powinienem wysłać Elle do domu, myślał, otwierając drzwi sekretariatu. Stała tuż za nimi. Z jej ust wyrwał się okrzyk zaskoczenia, a trzymane w ręku papiery upadły na podłogę.

– Przepraszam. Nie chciałem cię przestraszyć.

Oboje schylili się jednocześnie. W nozdrzach poczuł silną woń jej perfum. Ogarnęła go fala pożądania. Poprzednio zawsze udawało mu się nad sobą zapanować, lecz tym razem erotyczne napięcie między nimi było silniejsze od woli. Elle zachwiała się, a on instynktownie przyciągnął ją do siebie. Coś między nimi zaiskrzyło.

– Przepraszam – szepnęła.

Ubrana była w czarną wąską spódnicę z rozcięciem z tyłu, na gołych nogach miała szpilki. Przez cały dzień Brock nie mógł oderwać wzroku od jej bioder. Gdyby to była inna kobieta, przywarłby wargami do jej ust, wsunąłby dłonie pod bluzkę, rozkoszował się dotykiem jej nagiej skóry. Gdyby to była inna kobieta, podciągnąłby jej spódnicę, rozbudził w niej namiętność, potem doprowadziłby ją do...

– Powinienem... – zaczął.

Zamknęła oczy.

– Powinienem. Nigdy nie miałeś dość tego słowa? – zapytała. – Bo ja tak.

– Elle... – Uniosła powieki, jej oczy patrzyły na niego zapraszająco. – Gdybym był odpowiedzialnym facetem, przeniósłbym cię na inne stanowisko.

– Nie – zaprotestowała.

Położył jej palce na ustach.

– Ale ja... – Pogładził jej wargi, a ona wysunęła koniuszek języka. – Powiedz, że chcesz tego tak jak ja.

Rozluźniła mu krawat i szarpnęła za poły koszuli tak mocno, że guziki posypały się na podłogę.

– Nie tak samo. Bardziej.

Porwał ją w ramiona i zaniósł na górę do swojego prywatnego apartamentu. Spędzili tam całą noc.

Brock ponownie spojrzał na Elle. Spała spokojnie.

Poczuł ucisk w dołku na wspomnienie esemesa otrzymanego od prywatnego detektywa. Spotka się z nim jutro, lecz krótki raport stwierdzał, że to właśnie Elle może przekazywać informacje o Maddox Communications największemu konkurentowi, Golden Gate Promotions. Wiadomość przeczytał dopiero po tym, jak się kochali. Teraz czuł w ustach niesmak.

Czy to prawda? Czy to możliwe, by kobieta, która zdobyła miejsce w jego sercu i przez kilka ostatnich miesięcy dzieliła z nim łóżko, wbijała mu nóż w plecy? Postanowił zaczekać na dowody. Musi je zobaczyć na własne oczy.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

W słoneczny niedzielny poranek Brock szedł korytarzem eleganckiego apartamentowca w miasteczku North Bay na obrzeżach San Francisco i zastanawiał się, skąd Elle stać na taki luksus. Płacił jej dobrze, lecz nie aż tak dobrze. Elle, jego asystentka, jego kochanka, sprzedała go. Nadszedł czas konfrontacji. Brock nie bez powodu był dyrektorem generalnym jednej z najbardziej wziętych agencji reklamowych w San Francisco.

Stanął przed drzwiami mieszkania. Usiłował pohamować złość. Zapukał. Czekał, licząc. Raz. Dwa. Trzy. Cztery. Wciąż był w szoku z powodu odkrycia, że słodka kobieta, która została jego kochanką, okazała się oszustką. Dłoń sama zacisnęła mu się w pięść.

Pięć. Sześć. Siedem. Drzwi otworzyły się szeroko.

– Brock! – wykrzyknęła zdumiona Elle. – Sądziłam, że zależy ci na utrzymaniu naszego związku w tajemnicy. Czy coś się stało w firmie?

– Można tak powiedzieć. Odkryłem źródło przecieku.

Elle pobladła, w jej oczach pojawił się błysk paniki.

– Przepraszam – wybąkała.

Zakryła usta dłonią, odwróciła się i pobiegła w głąb mieszkania. Brock, skonsternowany, patrzył za nią. Co tu się, do diabła, dzieje? Wszedł do środka, zamknął

za sobą drzwi. Z łazienki dobiegały odgłosy wymiotów. Idąc tutaj, z wściekłości miał ochotę rozerwać Elle na kawałki, lecz teraz zrobiło mu się jej żal. Kiedy w piątek wychodziła z biura, nie sprawiała wrażenia chorej.

Po chwili Elle, wciąż bardzo blada, wyszła z łazienki. Na jego widok przyłożyła dłoń do czoła, odwróciła wzrok i skręciła w stronę kuchni. Brock poszedł za nią.

– Od jak dawna jesteś chora? – zapytał.

Zanim odpowiedziała, otworzyła lodówkę, wyjęła puszkę napoju imbirowego, nalała do szklanki i wypiła łyk.

– Nie jestem chora. Tylko rano... – Urwała, wypiła jeszcze jeden łyk. – Nic mi nie jest.

Coś tu jest nie tak. Wymioty. Rano. Nagle wszystko stało się jasne. Brock gwałtownie wciągnął powietrze w płuca. To niemożliwe, pomyślał, lecz doskonale wiedział, że się łudzi. Żołądek podszedł mu do gardła.

– Jesteś w ciąży. – Elle zamknęła oczy i odwróciła się do niego plecami. – Nie okłamuj mnie. Nie tym razem. Czy to moje dziecko? – Nie udało mu się zapanować nad nutą cynizmu w głosie. Elle milczała. Czekanie na jej odpowiedź było torturą. – Elle...

– Tak – wyszeptała. – Tak, jestem w ciąży z tobą.

Brock poczuł, że serce przestaje mu bić. Kobieta, która go zdradziła, będzie matką jego dziecka! Zmiął w ustach przekleństwo, przeczesał palcami włosy. Przyszedł tutaj z zamiarem powiedzenia jej kilku ostrych słów i zagrożenia konsekwencjami. Nadal miał na to ochotę. Nikomu się nie udało osiągnąć nad nim przewagi. Nikomu.

Zazgrzytał zębami. Bronił rodzinnej firmy, więc jak może nie bronić swojego dziecka? Jego dziecko zasługuje na nazwisko, rodzinne dziedzictwo, słowem, na wszystko. Istniało tylko jedno rozwiązanie.

– Musisz za mnie wyjść.

– Nie – oświadczyła Elle. – Nie chciałeś, żeby ktokolwiek wiedział o naszym związku. Dlaczego teraz miałoby być inaczej?

– Bo jesteś w ciąży. Dziecko wszystko zmienia.

Elle, jak gdyby dla uspokojenia się, szybko wypiła łyk napoju i pokręciła głową.

– To szaleństwo. Dałeś mi do zrozumienia, że nasze stosunki to przygoda, o której nikt nie może wiedzieć.

Na jedno mgnienie ich oczy się spotkały. Brock miał wrażenie, że spojrzenie Elle było pełne bólu.

– Jeśli chcemy zachować się przyzwoicie ze względu na dobro dziecka, nie mamy wyjścia. Musimy się pobrać i wspólnie je wychowywać – oświadczył przez zęby.

Pięć minut temu zamierzał rzucić Elle w twarz wszystkie dowody nielojalności. Chciał, by zapłaciła za zdradę jego i firmy. Mimowolnie zacisnął palce na kopercie. Elle wciąż unikała jego wzroku.

– Nie mogę... – wybąkała, potem dumnie podniosła głowę i mocniejszym głosem oświadczyła: – Nie wyjdę za ciebie. Nie planowałam tej ciąży.

Brock poczuł ucisk w dołku.

– Chyba nie chcesz pozbyć się dziecka?

Elle obronnym gestem przyłożyła dłoń do brzucha.

– Oczywiście, że nie. Będę je sama wychowywała.

– Oczekując ode mnie pełnego wsparcia finansowego?

Znowu nie udało mu się zapanować nad nutą cynizmu w głosie. Oczy Elle zwęziły się.

– Sama potrafię zabezpieczyć byt mojego dziecka. Od ciebie niczego nie chcę. Słyszysz? Niczego!

– Nie bądź śmieszna. Mogę utrzymywać...

– Wynoś się – zażądała beznamiętnym tonem.

– Słucham? – Brock aż zamrugał z wrażenia.

– Wynoś się – powtórzyła. – Nie jesteś tutaj pożądanym gościem.

Zdumiony jej postawą, Brock pokręcił głową. Wahał się tylko dlatego, że Elle sprawiała wrażenie drobnej i kruchej. Nie chciał jej bardziej denerwować.

– Wyjdę – oświadczył – ale wrócę.

W jego głowie już rodził się plan działania. W końcu znany był z tego, że zawsze postępuje według planu.

Elle wstrzymała oddech i odprowadziła Brocka wzrokiem. Kiedy usłyszała trzask zamykanych drzwi, wypuściła powietrze z płuc. Kuchnia zawirowała jej przed oczami, nogi się pod nią ugięły. Chwyciła się blatu, by nie upaść. Usiądź, poinstruowała się w myślach.

Na miękkich nogach dowlokła się do krzesła i opadła na nie. Wzięła głęboki oddech i modliła się, żeby przestało jej się kręcić w głowie. Skąd on wie?

Kiedy została asystentką Brocka po to, by go szpiegować, działała bardzo ostrożnie, lecz popełniła jeden drobny błąd – wdała się z nim w romans. Motywy miała szlachetne, potrzebowała pieniędzy na leczenie chorej na raka matki. Dziadek podsunął jej pomysł, jak je zdobyć. Zrobił to oczywiście nie bezinteresownie. Pragnął osiągnąć swój, mniej szlachetny, cel.

Kiedy zaczęła pracować w Maddox Communications, postanowiła traktować swoje zadania tak, jak traktowałby je mężczyzna, bez sentymentów. Miała zamiar świetnie wywiązywać się z obowiązków, a jednocześnie wyszperać tajemnice firmy i przekazać je dziadkowi, Athosowi Koteasowi. Elle poczuła gorzki smak w ustach. Całe życie, w taki czy inny sposób, była na łasce wszechwładnego dziadka. Cóż, nie podobały się jej karty, jakie otrzymała od losu, lecz postanowiła jak najlepiej je rozegrać. Nie mogła dopuścić, by matka umarła wskutek jej dumy lub wiary w etyczne działanie w świecie rządzącym się zasadami nie mającymi z etyką nic wspólnego.

Jednej rzeczy nie przewidziała – piorunującego wrażenia, jakie zrobi na niej Brock. Nigdy nie miała zamiaru ulec jego urokowi, nie wspominając o pójściu z nim do łóżka. I nie spodziewała się, że się w nim zakocha.

Z korytarza dobiegły odgłosy kroków. Elle podniosła głowę i zobaczyła matkę. Wyniszczona chorobą Suzanne dzięki eksperymentalnym lekom odzyskiwała siły. Na jej widok Elle przybrała pogodny wyraz twarzy.

– Dzień dobry, mamo. Masz ochotę na naleśniki z jagodami na śniadanie?

Suzanne pokręciła głową.

– Mnie nie nabierzesz, dziecino. Słyszałam twoją rozmowę z Brockiem. Jasno widać, że jesteś w nim zakochana. Nie chcę, żebyś z powodu mojej choroby rezygnowała z szansy na szczęście, jakie masz w zasięgu ręki.

Elle podeszła i objęła matkę.

– Nie bądź śmieszna, mamo. Zawsze się sobą opiekowałyśmy, prawda? Wiedziałam, że związek z Brockiem nie ma przyszłości. Dałam się ponieść emocjom, to wszystko – szepnęła.

– A co z dzieckiem? – Suzanne odsunęła się i spojrzała na córkę. – Co zamierzasz zrobić z dzieckiem?

– Jestem silna – odparła Elle. – Dam radę zadbać i o siebie, i o dziecko. – Pogładziła matkę po policzku. – Wiesz o tym, prawda? Tak mnie wychowałaś.

Suzanne westchnęła i popatrzyła na córkę z troską.

– On poprosił cię o rękę. Wiesz, co bym dała, żeby twój ojciec chciał się ze mną ożenić?

Elle serce się ścisnęło.

– Brock nie poprosił mnie o rękę. Wydał polecenie, tak jak to robił w biurze. – Pokręciła głową.

Teraz stosunki między nimi uległy zmianie. Dowiedział się, że to ona wynosi tajemnice firmy. Nigdy jej nie wybaczy. Nigdy jej nie zaufa. Nie zamierzała wychowywać dziecka w atmosferze podejrzeń i gniewu.

– Chodź, mamo. – Pociągnęła Suzanne za rękę. – Mamy teraz ważniejsze rzeczy, na przykład twoje zdrowie, dziecko i – zawiesiła głos – naleśniki z jagodami.

Porsche mknęło autostradą. Brock doskonale wiedział, że naraża się na mandat, lecz było mu wszystko jedno. Miał ochotę udusić Elle. Gdyby nie byli kochankami, podałby ją do sądu. Zdradziła go.

Wciąż nie mógł uwierzyć, że obdarzył ją zaufaniem. Nie mógł uwierzyć, że uległ pożądaniu. Elle była namiętną kochanką. Seks z nią uzależniał, dostarczał mu doznań, jakich nie doświadczył z żadną kobietą przed nią. Brock przyznawał się do tego tylko przed sobą.

Teraz musiał znaleźć się w jakimś spokojnym miejscu, gdzie mógłby obmyślić następny krok. Ma zostać ojcem. Pod wpływem impulsu zjechał z autostrady na drogę wiodącą do rezerwatu leśnego Muir Woods. Ogromne prastare sekwoje zawsze go fascynowały tajemniczością. Co mu doradzą? Mało kto znał Brocka od tej strony. On sam zbyt często tłumił w sobie wiarę w wartości duchowe. W końcu stał na czele Maddox Communications, a w świecie ostrej konkurencji nie ma miejsca na sentymenty.

Zatrzymał samochód i wysiadł. Ciemny las otoczył go ciszą, za jaką tęsknił. Odetchnął głęboko, jak gdyby chciał nasycić się spokojem, lecz jego umysł pracował na najwyższych obrotach. Od śmierci ojca każdego ranka budził się w bojowym nastroju. Wyjątek stanowiło te kilka skradzionych poranków spędzonych z Elle. Jej bliskość przynosiła mu ulgę od codziennego kieratu. Elle wiedziała, z jakimi kłopotami się borykał, i nie protestowała, kiedy nalegał, aby związek z nim utrzymywała w tajemnicy. Ofiarowała mu ciepło i namiętność i była jedyną osobą, która niczego od niego nie żądała. Teraz wiem już, dlaczego, pomyślał z goryczą.

Do tej pory naczelnym celem Brocka był sukces firmy. Teraz jego świat zatrząsł się w posadach. Wkrótce będzie musiał zatroszczyć się o dobro dziecka, a do jego narodzin opiekować się jego matką, Elle, kobietą, która zdradziła jego i jego firmę. Brock wiedział, kto za tym wszystkim stoi. Athos Koteas, jego największy rywal, właściciel Golden Gate Promotions. Ten człowiek nie cofnie się przed niczym, by doprowadzić Maddox Communications do upadku. Jednak teraz posunął się za daleko.

Spokój tajemniczych sekwoi tym razem nie wpłynął kojąco na nerwy Brocka. Z każdą chwilą jego gniew się potęgował. Uznał, że nadszedł czas osobiście stawić czoło Athosowi. Wrócił do samochodu i pojechał prosto do rezydencji Koteasa. Jak na ironię, największy wróg mieszkał w tej samej dzielnicy San Francisco co on, w Nob Hill. Brock zaparkował przed wspaniałą edwardiańską rezydencją otoczoną kwitnącymi bugenwillami.

Nacisnął dzwonek. Chwilę później drzwi otworzyła kobieta w ciemnej garsonce.

– Dzień dobry, czym mogę służyć? – zapytała.

– Przyjechałem do pana Koteasa.

– Był pan umówiony?

– Nie, ale mnie przyjmie. Nazywam się Brock Maddox.

Kobieta obrzuciła go taksującym spojrzeniem, potem zaprowadziła do holu i wskazała kanapę. Brock jednak nie miał ochoty siadać. Czekając, przechadzał się tam i z powrotem, a kiedy usłyszał kroki, przystanął i obejrzał się. Niski i krępy Athos Koteas ze wspaniałą grzywą siwych włosów i przenikliwym spojrzeniem zmierzał w jego kierunku.

– Witaj, Brock – odezwał się i uniósł jedną brew. – Co za niespodziewany zaszczyt.

Brock zacisnął dłoń w pięść i rozprostował palce.

– Wątpię, czy niespodziewany – odparł. – Wiem, że dążysz do zniszczenia Maddox Communications. Wiem, że jesteś człowiekiem bez honoru, ale nigdy bym cię nie podejrzewał o to, że każesz własnej wnuczce odwalać dla siebie brudną robotę.

Athos udał skonsternowanego, lecz twarz mu stężała.

– Wnuczce? Jakiej wnuczce?

– Daruj sobie to przedstawienie. Elle Linton jest twoją wnuczką, ale zawsze ukrywałeś ten fakt przed opinią publiczną, prawda? Jest nieślubną córką twojego syna, który porzucił jej matkę.

– Cóż, dzieci często zawodzą oczekiwania rodziców. – Athos wzruszył ramionami. – Elle ma potencjał. Jest inteligentna.

– I chytra jak ty. – Brock czuł, że żołądek zamienia mu się w kamień. – Nie cofniesz się przed niczym.

– Unikanie walki nie jest sposobem na sukces. – Athos zmrużył oczy i dumnie zadarł głowę. – Sam jesteś człowiekiem sukcesu. Jesteśmy bardziej do siebie podobni, niż myślisz.

Brock poczuł, jak ciśnienie mu rośnie. Znowu zacisnął pieści. Najchętniej walnąłby Athosa w zęby.

– Nie sądzę. Ja nie pozwoliłbym, żeby mój wnuk albo wnuczka tarzali się dla mnie w błocie.

– Nie zmuszałem...

– Ciąża jest oczywiście częścią twojego planu, prawda?

Dumna maska spadła Athosowi z twarzy.

– Ciąża? O czym ty mówisz?

– O Elle. Spodziewa się mojego dziecka.

Athos zbladł.

– Miała nie iść z tobą... – zaczął, kręcąc głową.

Nagle zrobił się siny na twarzy i upadł. Brock błyskawicznie do niego podbiegł.

– Karetka! – zawołał. – Pan Koteas zasłabł!

Elle ze ściśniętym sercem wbiegła na oddział ratunkowy. Tylko raz w życiu była aż tak zdenerwowana. Wtedy, kiedy się dowiedziała, że matka ma raka. Athos nigdy nie okazywał im zbytniej serdeczności, lecz wspierał je finansowo, toteż Elle czuła, że ma wobec niego dług wdzięczności.

Nagle drogę zastąpił jej Brock. Elle przypomniała sobie, co jej powiedziała gospodyni Athosa: Brock był z dziadkiem w chwili zapaści. Ogarnęła ją wściekłość.

– To przez ciebie! – napadła na niego. – Przez ciebie mój dziadek dostał ataku serca.

Brock pokręcił głową.

– Nie miałem pojęcia, że jest taki słaby. – Łagodnym gestem ujął ją pod ramię. – Nie zostawię cię z tym samej. Nie chcę, żebyś się denerwowała.

– Mam się nie denerwować? – żachnęła się i wyrwała mu rękę. – Czy ty sobie w ogóle zdajesz sprawę z tego, co zrobiłeś? Nigdy ci nie wybaczę. Nigdy. – Podeszła do rejestracji. – Ja w sprawie Athosa Koteasa. – Głos z trudem przechodził jej przez gardło. – Jak on... jak on się czuje? – dokończyła szeptem.

Pielęgniarka spojrzała na nią ze współczuciem.

– Pani nazwisko?

– Elle Linton.

– Pan Koteas pytał o panią. Zaprowadzę panią do niego.

Z sercem przepełnionym lękiem Elle szła za pielęgniarką do pokoju w końcu korytarza. Dziadek leżał na łóżku podłączony do aparatury monitorującej funkcje życiowe. Twarz miał bladą, włosy potargane, oczy zamknięte.

– Athosie – odezwała się Elle.

Dawno temu zakazano jej nazywać go dziadkiem. Razem z matką przypominały mu, jak bardzo zawiódł się na synu. Athos Koteas otworzył oczy i uniósł rękę.

– Elle.

Ujęła jego dłoń i ją uścisnęła.

– Strasznie mi przykro z powodu Brocka – zaczęła. W jej głosie brzmiała rozpacz. – Kiedy zadzwonił z wiadomością o szpitalu, byłam przerażona. Nie podejrzewałam, że pojedzie do ciebie i zacznie cię oskarżać... To jego wina, że dostałeś zapaści.

– Nie, nie. Brock Maddox nie odpowiada za moje kłopoty z sercem.

– Nie wierzę. Gdyby nie zjawił się u ciebie w domu...

Athos lekko ścisnął jej dłoń.

– Prędzej czy później i tak by się to stało. Jeden atak już miałem. I będę miał następny.

Elle czuła mętlik w głowie.

– Nie rozumiem. O czym ty mówisz? Zawsze byłeś okazem zdrowia.

Athos westchnął.

– Lekarz powiedział mi, że niewiele czasu mi zostało. Sprawiam wrażenie zdrowego i silnego, ale serce mam bardzo słabe.

– Ale z pewnością coś można zaradzić. Powinieneś zasięgnąć opinii drugiego lekarza.

– Posłuchaj, Elle – karcącym tonem odezwał się Athos – mam najlepszą opiekę lekarską. Nic nie można zrobić. Prosiłem cię, żebyś szpiegowała Maddoxa, bo chciałem umocnić pozycję Golden Gate Promotions, zanim...

Elle gardło się ścisnęło. Pokręciła głową.

– Nie umrzesz. Musisz się tylko wzmocnić.

Athos uśmiechnął się ze smutkiem.

– Pogodziłem się z tym. Ty też musisz się pogodzić. – Zamknął oczy. – Przepraszam, że cię w to wszystko wciągnąłem. Brock ma rację. Nie powinienem żądać, żebyś odwalała za mnie brudną robotę.

– Przepraszam – za plecami Elle rozległ się głos pielęgniarki. – Przewieziemy teraz pana Koteasa na oddział intensywnej opieki kardiologicznej. Proszę zaczekać w poczekalni.

Elle pocałowała dziadka w policzek i wyszła z pokoju. Ku swojemu zaskoczeniu w poczekalni zobaczyła Brocka. Targały nią sprzeczne uczucia. Kim on dla niej jest? Szefem, kochankiem, wrogiem?

Ojcem jej dziecka. Przypomniała sobie, co przed chwilą usłyszała od dziadka. Niedługo umrze. Matka również nie będzie żyła długo. Czy wkrótce straci dwoje najbliższych ludzi? Ogarnęła ją panika. Usiłowała wziąć głęboki oddech, lecz nie mogła. W głowie jej się zakręciło.

– Elle? – Brock znalazł się tuż przy niej. Na jego twarzy malowała się głęboka troska. – Elle?

Nagle wszystko pogrążyło się w ciemnościach.