Wydawca: AGORA SA Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2018

Miłość. I co dalej? ebook

Tatiana Mindewicz-Puacz  

4.07692307692308 (26)
Bestseller

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 199 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Miłość. I co dalej? - Tatiana Mindewicz-Puacz

Wydawałoby się, że jeśli chodzi o miłość... najważniejsze to się zakochać, a potem wszystko stanie się samo, będziemy żyli długo i szczęśliwie. Dlaczego zatem tak wielu z nas, choć żyje we dwoje, jest samotnych? Czemu po jakimś czasie nasze rozmowy przeradzają się w bitwy? Skąd poczucie żalu i niezrozumienia w relacji z ukochaną osobą? Jak to się dzieje, że zamiast odczuwać radość, dopada nas bezradność lub lęk?
Dwoje samotnych ludzi w związku to wcale nie rzadkość. Oddalanie się od siebie nie następuje jednego dnia, zazwyczaj nie poprzedza go spektakularne wydarzenie. Pierwsze oznaki są prawie niezauważalne lub występują tylko u jednej osoby. Jak je rozpoznać? Co zrobić, żeby nie dopuścić do pogłębienia kryzysu? Jak zadbać o bliskość, pielęgnować intymność, a przede wszystkim nauczyć się słuchać siebie wzajemnie z uwagą?
Tym razem autorka pokazuje nie tylko punkt widzenia kobiet, ale także sposób, w jaki mężczyźni mogą postrzegać trudności w relacjach. Uwrażliwia na cienką granicę między tym, za co jesteśmy odpowiedzialni sami, a tym, czego możemy i powinniśmy oczekiwać od naszego partnera lub partnerki.
Tatiana Mindewicz-Puacz pisze tę książkę przede wszystkim jako kobieta, pełna empatii dla swoich bohaterek, świadoma, że mogłaby być jedną z nich. Choć czerpie obficie ze swojego doświadczenia w pracy terapeutycznej i coachingowej, nie ocenia, nie daje instrukcji, nie poucza. Pomaga zrozumieć siebie i spojrzeć z innej perspektywy na relację z ukochaną osobą.

„Trzeba to powiedzieć głośno: bez zaangażowania nic nie będzie dobre – ani rozmowa, ani obiad, ani seks”.

„Wzruszająca, mądra i życiowa – taka jest nowa książka Tatiany. Pokazuje miłość bez różowych okularów. Miłość prawdziwą, taką, o której w bajkach nie piszą, bo zawsze kończą na „i żyli długo i szczęśliwie”. A w życiu bywa różnie. I na tę miłość trzeba pracować, jednocześnie zachowując szacunek i miłość do siebie. W tej książce nie ma gotowych recept, ale jest wielka inspiracja” – OLGA KOZIEROWSKA, dziennikarka

„Jeśli Wasz związek znalazł się na zakręcie, to ta książka pomoże Wam się zorientować, w którym miejscu jesteście i jak ruszyć w drogę do krainy satysfakcjonujących relacji. A jeśli Wasz związek ma się dobrze, to ta książka pokaże, co zrobić, żeby miał się jeszcze lepiej” – ANDRZEJ GRYŻEWSKI, psychoterapeuta, seksuolog

Opinie o ebooku Miłość. I co dalej? - Tatiana Mindewicz-Puacz

Fragment ebooka Miłość. I co dalej? - Tatiana Mindewicz-Puacz

Redakcja: Karolina Oponowicz, Paweł Goźliński

Konsultacja: Edward Orpik

Korekta: Marta Śliwińska

Zdjęcie na okładce: Maciej Zienkiewicz

Make-up: Dominika Zasadzińska

Stylizacja: Joanna Sobczak

Projekt graficzny okładki: Krzysztof Rychter

Projekt graficzny makiety i skład: Elżbieta Wastkowska

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

www.wydawnictwoagora.pl

WYDAWNICTWO KSIĄŻKOWE:

DYREKTOR WYDAWNICZY: Małgorzata Skowrońska

REDAKTOR NACZELNY: Paweł Goźliński

KOORDYNACJA PROJEKTU: Katarzyna Kubicka

© copyright by Agora SA 2018

© copyright by Tatiana Mindewicz-Puacz 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2018

ISBN: 978-83-268-2163-9 (epub), 978-83-268-2164-6 (mobi)

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

W związku zbudowanym na prawdziwej miłości jest nam po prostu dobrze. Taki związek powinien przynosić ci radość - nie czasami, ale zazwyczaj. Nie powinien nigdy odbierać ci głosu, szacunku do siebie ani godności. I bez względu na to, czy masz lat dwadzieścia pięć, czy sześćdziesiąt pięć, musi przyjmować wszystko, co ty jako ty do niego wnosisz – a dawać ci jeszcze więcej.

Oprah Winfrey, To, co wiem na pewno

Można żyć bez miłości, ale potrzeby bliskości nie da się w sobie zabić. Bez względu na to, czy jesteśmy jej świadomi, czy też schowamy ją gdzieś głęboko pod pozorami obojętności, ona żyje w każdym z nas jako jedna z najważniejszych, najbardziej podstawowych potrzeb.
ZAMIAST WSTĘPU
Trzy kobiety, które nie wiedziały, co dalej
ADA...DZIEWCZYNA, KTÓRA NIE MOGŁA SPAĆ

Hałas, który dobiegał z telewizora, wyrwał ją z półsnu. Nie miała najmniejszej ochoty ruszyć się spod ciepłego koca. Musiała jednak wstać z kanapy i poszukać pilota. Najwyraźniej zsunął się, kiedy zapadła w drzemkę.

Chwilę później ekran zgasł. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że cisza wcale nie przyniosła ulgi. Spojrzała na zegarek. Zaledwie kilka minut po północy. Zdecydowanie za wcześnie, żeby udało jej się zasnąć i przespać kilka godzin. Postanowiła poczytać jeszcze przez chwilę z nadzieją, że książka odciągnie jej uwagę od doskonale znanego stanu przygnębienia. Bez szans. Wiedziała, że jeśli teraz weźmie tabletkę na sen, obudzi się o czwartej, w najlepszym wypadku o piątej nad ranem.

To natłok myśli nie pozwalał jej zasnąć. „Nie wytrzymam dłużej. To zupełnie bez sensu. Tak nie wygląda normalna rodzina. Kim my się staliśmy? Przecież tak się nie da żyć. Czy to w ogóle można nazwać życiem? Małżeństwem? Rodziną? Nie dam rady, zwariuję. Już zwariowałam!”.

Analizowała wszystko, co się w niej działo. Każdej nocy postanawiała, że z samego rana „coś z tym zrobi”. Ale kiedy się budziła, razem z nią budziły się zupełnie inne myśli, te powodujące poczucie winy, nakłaniające do zdroworozsądkowego działania, trzymające w ryzach trudne uczucia. Świadomość, że nie jest w stanie zrealizować swoich nocnych postanowień, irytowała ją w takim samym stopniu, co uspokajała. Długo bowiem nie była pewna, czy bardziej ma ufać temu, co czuje w nocy, czy temu, co myśli rano. Uporczywie poszukiwała prostej i jasnej odpowiedzi na pytanie: „Co dalej?”.

Ada jest mężatką od ponad pięciu lat. Większość jej znajomych uważa, że razem z mężem prowadzą cudowne, rodzinne życie. Wspólnie wychowują czteroletnią córkę Zuzię, kochają ją, mają dom z ogrodem, dwa psy i kota. Dobrze im się powodzi, bo są właścicielami sieci świetnie prosperujących aptek. Jeżdżą po świecie, jadają w dobrych restauracjach, a święta spędzają przy uroczyście zastawionym stole. Skoro jednak wszystko wygląda tak wspaniale, dlaczego Ada coraz rzadziej spotyka się ze znajomymi, coraz mniej się uśmiecha i cierpi na bezsenność? Dlaczego pracuje coraz więcej, choć mogłaby wcale nie pracować, i twierdzi, że jest bardzo zmęczona? Co sprawia, że nie chce jej się z nikim rozmawiać, że całkiem straciła entuzjazm do życia i prawie zapomniała, co to seks?

MONIKA...ROZSĄDNA KOBIETA W NIEROZSĄDNYM ZWIĄZKU

Wyszedł już jakieś pół godziny temu, a ona nadal czuła jego obecność. Przez te trzydzieści minut nie ruszyła się z miejsca. Bała się, że jeśli to zrobi, w jednej sekundzie wszystko się skończy. Bez sensu. Doskonale wiedziała, że to kompletnie bez sensu. Niestety, ta wiedza w żaden sposób jej nie pomagała. Żeby jeszcze chociaż na jakiś czas odroczyć moment konfrontacji z rzeczywistością, wzięła do ręki telefon i niespiesznie, delektując się każdym słowem, zaczęła przeglądać esemesy.

„Wszystko pachnie tobą”, „Musimy to koniecznie powtórzyć”, „Przy tobie czuję się prawdziwym facetem”, „Wiesz dobrze, ile dla mnie znaczysz”.

Ona jednak nie wiedziała. Kiedy kilka miesięcy temu zaczęli się spotykać, ta wiedza nie była nikomu potrzebna. To, co się między nimi działo, nie potrzebowało żadnych interpretacji. Pracowali ze sobą od dawna, wielokrotnie widywali się na zebraniach zespołu albo mijali w kuchni czy w windzie. Jednak dopiero kiedy powierzono im do realizacji wspólny projekt, sprawy przybrały zupełnie inny obrót. Nikt niczego nie planował, niczego nie zakładał. Przeciwnie, Monika wiedziała doskonale, że Marcin ma rodzinę, co automatycznie skreślało go z listy kandydatów na faceta. Na jej faceta.

Monika jest kobietą niezależną i bardzo ciężko na tę niezależność pracowała. Prowadzi dział projektów specjalnych w międzynarodowej agencji reklamowej, odpowiada za kontakty z kluczowymi klientami firmy. Pracuje intensywnie, dużo podróżuje. Trudno się dziwić, że chociaż w tym roku skończyła czterdzieści lat, do tej pory nie założyła rodziny. Chcąc się znaleźć tu, gdzie jest dzisiaj, musiała z niektórych rzeczy zrezygnować. Nie jest jej z tym źle, bo kocha to, co robi. Zresztą sama zdecydowała, jakie będą jej priorytety, więc nie ma do nikogo pretensji. Ugruntowana pozycja zawodowa i doskonałe zarobki pozwalają jej korzystać z przyjemności życia, które są dla wielu ludzi niedostępne. Zatem nie narzeka, wiadomo – coś za coś. Kiedy ma ochotę, wylatuje na relaksujące zakupy albo ładuje akumulatory w pięknych zakątkach świata. Monika, jak już coś robi, to na sto procent. Konsekwencja, pewność siebie i wytrwałość to zaledwie kilka z wielu jej zalet. Zatem jak to możliwe, że kobieta o tak zdecydowanym charakterze dała się ponieść emocjom i złamała swoje zasady? Co sprawiło, że cała jej siła zamieniła się w niemoc? Czemu choć wie, że to, co robi, nie ma sensu, nie może się od tego uwolnić?

POLA...ZBYT SŁABA, ŻEBY ODEJŚĆ, ZBYT SILNA, ŻEBY ZOSTAĆ

Patrzę na Polę i choć wydawałoby się, że mam przed sobą pewną siebie, radosną i energiczną kobietę, jej oczy mówią coś zupełnie innego. Smutek jest tak przytłaczający, że nie sposób go nie dostrzec.

– I tak z tym nic nie zrobię. Nie mogę, nie jestem w stanie, nie teraz. Nauczyłam się doskonale sobie z tym radzić. Mam w życiu wiele rzeczy, za które powinnam być wdzięczna... – przerywa na chwilę, a ja mam wrażenie, że łyka łzy schowane tak głęboko, że nie mają najmniejszych szans wypłynąć na zewnątrz. – Poza tym mam tak wiele spraw na głowie, mnóstwo zawodowych tematów, które wymagają czasu i energii. Nie mogę teraz wziąć jeszcze tego na klatę. No i Antek. Nie chcę mu tego robić, dopóki nie będę pewna, że sobie z tym poradzi.

– A kiedy będziesz miała tę pewność? – wtrącam z nadzieją, że tym pytaniem dotknę czegoś więcej niż tylko tematu jej kilkunastoletniego syna.

Milczenie trwa kilka długich minut i kiedy już zaczynam się zastanawiać, czy nie zrezygnować z próby skonfrontowania Poli z tym, co się w niej dzieje, ona ponownie zaczyna mówić.

– Nie masz pojęcia, jak bardzo chciałabym zasnąć tak na dłużej i obudzić się dopiero wtedy, kiedy to minie, albo... Boże, co ja gadam, przecież nie mogę być taką egoistką. Młody nie byłby w stanie tego udźwignąć. Nie ma wyjścia, muszę wytrzymać.

Tym razem emocje wyprzedziły głowę, łzy kompletnie zignorowały system kontroli i uwolnione popłynęły po policzkach. Nie tylko mówienie, ale nawet oddychanie zdawało się ją w tej chwili przerastać. Patrzyłam na jej kruchość, na delikatność przygniecioną ogromnym ciężarem poczucia winy, nadodpowiedzialności i smutku. Bolało od samego patrzenia.

Pola to atrakcyjna, dobrze zorganizowana i aktywna zawodowo kobieta. Wszyscy, którzy ją znają, mówią o niej: wulkan energii, niestrudzona poszukiwaczka dobrych stron we wszystkich i we wszystkim. Jest cenioną dziennikarką, obraca się wśród ciekawych, wartościowych ludzi. Można by rzec: szczęściara. Sama lubi tak o sobie mówić. Dojrzała kobieta, mocno po czterdziestce, wie przecież, że trzeba cenić to, co się ma, i umieć być za to wdzięcznym. Użalanie się nad sobą, zanurzanie w problemach to zdecydowanie nie jej styl.

Co zatem sprawia, że Pola coraz bardziej zamyka się w sobie? Skąd ten głęboki smutek i brak chęci do życia? Czemu już nie jest w stanie podnieść się na duchu? Skąd ta różnica pomiędzy tym, co pokazuje innym, a tym, co przeżywa? Tak jakby były dwie Pole...

ADĘ, MONIKĘ I POLĘ bardzo wiele łączy. Choć każda z nich jest w innym wieku, w innym momencie życia i ma zupełnie inną sytuację osobistą, wszystkie trzy znalazły się w tak zwanym martwym punkcie. Każda boryka się z problemami, których rozwiązanie ją przerasta. Zagubione pomiędzy tym, co czują, a tym, co „powinny” czuć, tracą orientację w życiu, ulatuje z nich wola działania, nie mają siły zmierzyć się z rzeczywistością.

Gdybyśmy którąkolwiek z nich spotkali na ulicy, prawdopodobnie nie przyszłoby nam do głowy, że coś złego się u nich dzieje. Podobnie jak wielu z nas, po mistrzowsku ukrywają swoje problemy, w szczególności te, które dotyczą życia uczuciowego. Bo przecież żyjemy w czasach, kiedy szczęście jest pewnego rodzaju obowiązkiem. Tak jakby było łatwo osiągalnym stanem, który powinien nam towarzyszyć przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Karmimy oczy taką liczbą kolorowych obrazów, że nie zastanawiamy się nad tym, czy są trójwymiarowe. Pozornie świetnie nam się wiedzie, ale czy to nie fasada? Superżycie, wspaniały związek, cudowna rodzina, fantastyczny partner, piękne wakacje, nieziemskie doznania. Wszystko wydaje się takie osiągalne i proste. Wystarczy chcieć...

Niestety, albo raczej na szczęście, choć mamy całe mnóstwo prostych sposobów na poprawienie samopoczucia, zbudowania wartościowej relacji z drugim człowiekiem nie da się załatwić od ręki. Niemożliwe jest szybkie, łatwe i bezproblemowe uczynienie swojego związku bezpieczną bazą, bogatym w uczucia źródłem mocy i wzajemnego wsparcia. Co więcej, tego zadania nie da się wykonać samodzielnie.

DŁUGO SIĘ ZASTANAWIAŁAM, czemu poświęcić swoją drugą książkę. Pierwsza Luz. I tak nie będę idealna powstała z potrzeby serca i w odpowiedzi na wasze pytania o to, jak uwierzyć w siebie, jak zbudować poczucie własnej wartości. Odbyłam w niej, razem z wami, podróż do czasów dzieciństwa, żeby pokazać, że choć tam są źródła wielu naszych problemów, to poradzić sobie z nimi można i trzeba teraz, a nie zanurzając się w przeszłości. Starałam się zasygnalizować, że w pogoni za doskonałością bardzo często nie chodzi o zdobycie konkretnego celu, tylko o zyskanie akceptacji. Za kolejnymi wyzwaniami chowają się niezaspokojone potrzeby, oczekiwania mieszkających w nas „małych dziewczynek”. Chciałam was zachęcić do zaopiekowania się tymi tęsknotami i odpuszczenia sobie presji bycia najlepszymi. Utwierdzić w przekonaniu, że każda z nas jest wystarczająco piękna, mądra i dobra.

Otwartość i zainteresowanie, z jakimi przyjęłyście moją pierwszą książkę, jest dla mnie wielką radością i nie mniejszym zobowiązaniem. Poczucie własnej wartości to proces, nad którym pracujemy przez całe życie. Zrobiłyśmy pierwszy krok, pora pójść dalej.

Tematem nierozerwalnie związanym z pracą nad sobą i jednocześnie najczęściej pojawiającym się w waszych listach jest miłość, a dokładniej związki uczuciowe i intymne. Można o tym pisać w nieskończoność. Powstało mnóstwo publikacji, których głównym zadaniem, niezależnie od indywidualnego ciężaru gatunkowego, jest pomóc nam zrozumieć, a potem przeżyć miłość.

Trudno więc było mi podjąć decyzję, co mogłabym wam zaproponować, żeby wnieść coś nowego w tak bogatą ofertę lub przynajmniej dodać jakieś kolejne, wartościowe spostrzeżenia. Po wielu miesiącach przygotowań i rozważań, którym towarzyszyła powiększająca się z dnia na dzień sterta fachowej literatury poświęconej związkom, dotarło do mnie, że utknęłam i... stoję pod murem. Miałam poczucie, że chociaż wiem prawie wszystko, nie jestem w stanie ruszyć z miejsca. Dlaczego? Bo ilość wiedzy nie przekładała się na to, co czułam, nie ułatwiała mi dokonania wyboru.

Odnosiłam wrażenie, że jestem obok tego, o czym mam pisać, że pomiędzy tym, czego się dowiedziałam na temat związków, a tym, czego dostarczają mi moje własne doświadczenia i spostrzeżenia, jest jakaś magiczna granica nie do przeskoczenia. Tak jakbyśmy mieli przed sobą bardzo dobrze i szczegółowo opracowany przepis na zupę, z dokładnie podaną liczbą składników oraz precyzyjną instrukcją, kiedy i co należy dodawać, z czym mieszać, a jednak przystępując po raz kolejny do gotowania, już w połowie wykonywania zadania widzielibyśmy, że posiłek, który tak pieczołowicie przygotowujemy, nie będzie się nadawał do zjedzenia. W efekcie, bezradni i kompletnie nieświadomi, w którym momencie popełniliśmy błąd, stalibyśmy nad garnkiem i mieszali łyżką ten dziwny wywar, zastanawiając się, czy dodanie odrobiny soli poprawi, czy pogorszy sytuację.

Uświadomiłam sobie, że dokładnie to samo przeżywałam kilkukrotnie, kiedy czekały mnie najtrudniejsze życiowe decyzje dotyczące moich osobistych spraw. Zbierałam informacje z różnych źródeł, przetwarzałam je na setki sposobów z nadzieją, że wreszcie zobaczę prosty i klarowny sposób na wydobycie się z beznadziejnej sytuacji. Ale im więcej pojawiało się instrukcji i wskazówek, tym bardziej się w nich gubiłam. W końcu traciłam orientację w tym, co się ze mną dzieje. Przestawałam ufać własnym uczuciom z obawy, że są jedynie którąś z możliwych wersji interpretacji mojego życia w danym momencie, co gorsza, myślałam, że skoro inni sobie w podobnych okolicznościach radzą, a ja nie, to najwyraźniej jest to zła interpretacja. Podobny stan znałam z opowieści moich klientek i przyjaciółek, które utknęły w martwym punkcie, często poprzedzającym przełomowe zmiany w ich życiu. Za każdym razem, kiedy nadmiar myśli doprowadza do tego, że trudno nam rozpoznać nasze prawdziwe uczucia i potrzeby, znajdujemy się w impasie.

Chwilę później wiedziałam już, o czym będzie ta książka.

IMPAS. Miejsce, które już dawno chcielibyśmy opuścić, ale brakuje nam sił, pomysłu na to, dokąd dalej iść, lub też przeszywa nas lęk o to, że gdziekolwiek pójdziemy, będzie jeszcze gorzej, niż jest. Uwięzieni w labiryncie własnych myśli, coraz bardziej zmęczeni kolejnymi próbami uwolnienia się z niego. Nasze ciała i emocje automatycznie wykonują te same czynności, a kiedy wracamy do punktu wyjścia, wiemy doskonale, choć to bolesna wiedza, że wciąż jesteśmy w tym samym miejscu.

Czasami martwym punktem jest dla nas frustracja przeżywana w związku, który zawiódł nasze oczekiwania, choć przecież miało być zupełnie inaczej. Zamiast spełnienia po okresie euforii trwającym kilka miesięcy, a w najlepszym przypadku kilka lat, przychodzi rozżalenie. Szukaliśmy w ramionach partnera ukojenia, uczyniliśmy go jedyną osobą odpowiedzialną za nasze samopoczucie, a kiedy nie dał nam tego, na co czekamy, znowu przeżywamy ból porażki. Jedynej nadziei na poprawę sytuacji upatrujemy w tym, że on lub ona się zmieni. Nasze potrzeby przybierają formę oczekiwań nie-do-spełnienia wyrażanych w postaci żalu lub pretensji. Dyskusje przeradzają się w bitwy, w których bronią jest wzajemna krytyka, a po każdej z takich bitew zostają dotkliwe, coraz trudniejsze do opatrzenia rany. Nadal kochamy, ale nie potrafimy się tym kochaniem w żaden sposób cieszyć.

Kiedy indziej jest to zbyt długa samotność, która sprawia, iż tracimy nadzieję na to, że jeszcze kiedyś ułożymy sobie z kimś życie, i rozdarci pomiędzy własnymi przyzwyczajeniami a pragnieniem bycia z drugą osobą popadamy na przemian w rezygnację lub desperację. Świadomi tego, kim jesteśmy, dojrzali i samowystarczalni radzimy sobie doskonale w wielu obszarach życia, jednak nasze życie uczuciowe jest pasmem krótkich zachwytów i wielkich rozczarowań. Tęsknimy za bliskością bardziej, niż chcemy to pokazać światu, z coraz większą desperacją łapiemy okruchy czułości tam, gdzie nie ma żadnych szans na więcej. Wchodzimy w związki bez przyszłości lub takie, które z góry skazują nas na cierpienie. A kiedy wreszcie udaje nam się z nich wydostać, tracimy nadzieję i siłę do próbowania raz jeszcze. Czynimy nasze granice zbyt elastycznymi lub budujemy mur, który zamiast nas chronić, odgradza od szansy na przeżywanie miłości.

I wreszcie impas jako miejsce, do którego dotarliśmy samotnie, choć przez wiele lat żyliśmy w przekonaniu, że żyjemy w związku. Prawda o tym, że z naszym partnerem nie łączy nas już prawie nic, że po wielu próbach naprawiania i poprawiania nie mamy już siły nawet na to, żeby się pokłócić, jest przytłaczająca. Dociera do nas, że to koniec, ale lęk przed odejściem jest większy niż ból samotnego trwania obok siebie. Wyrzuty sumienia nie pozwalają nam na żaden ruch, obarczamy się odpowiedzialnością nie tylko za to, co sami czujemy, ale i za to, co czuje nasz partner. Umęczeni tracimy radość życia i nadzieję na to, że kiedykolwiek będziemy szczęśliwi. Karmimy się ochłapami miłości, które próbujemy wydobyć ze wspomnień, bo rzeczywistość od dawna nie dostarcza nam niczego, co przypominałoby uczucie między dwojgiem ludzi. Odsuwamy konieczność podjęcia jakiejkolwiek decyzji w bliżej nieokreśloną przyszłość, którą dla uspokojenia siebie nazywamy „jak dzieci dorosną”, „jak stanę na nogi” lub „jak kogoś poznam”.

Bez względu na to, co jest przyczyną impasu, co sprawiło, że znaleźliśmy się w takiej sytuacji, towarzyszy nam poczucie beznadziejności, smutku, żalu, a przede wszystkim obawa przed permanentnością tej sytuacji lub w najlepszym przypadku – nieuchronną powtarzalnością. Kiedy kolejne próby poradzenia sobie z trudnościami kończą się niepowodzeniem, słabnie nasza wiara w to, że może być lepiej.

Dopatrujemy się w tym, co nas spotyka, zamiarów boskich lub dyktatu losu, który jest nam z góry pisany. Popadamy w zwątpienie, frustrację, rezygnację.

Nie mogę obiecać, że podam w tej książce gotowe rozwiązania, które pomogą w łatwy sposób i w błyskawicznym tempie wydobyć się z takiego stanu. Obiecuję jednak, że postaram się najlepiej, jak potrafię, pomóc wam w znalezieniu tego, co może być przydatne, żeby ruszyć z miejsca. Opowiem, jaki ma wpływ sposób naszego myślenia i zachowania na to, jak się czujemy w relacji z bliską osobą. Jak wiele możemy zrobić sami dla własnego dobra i dla dobra związku. Pokażę także granicę naszej osobistej odpowiedzialności, której przekroczenie w żaden sposób nie pomaga. Przeciwnie, ceduje na nas znacznie więcej, niż jesteśmy w stanie unieść. Czyni nas ofiarą złudzenia, że coś, co nie od nas zależy, dzięki naszym staraniom się zmieni.

W moim przekonaniu właśnie tę granicę pomiędzy robieniem za mało a dawaniem od siebie zbyt wiele jest tak trudno dostrzec, odnaleźć. Do podjęcia decyzji, która pomaga nam wyjść z patowej sytuacji, potrzebna jest pewność, że to słuszny krok. Miotanie się to efekt braku tej pewności. Nie mamy zaufania do swoich uczuć i oceny sytuacji, która z nich wynika.

Bardzo często, kiedy jedno z partnerów postanawia skorzystać z pomocy i rozpoczyna terapię, ma poczucie, że skoro ta druga osoba się na nią nie zdecydowała, i tak nic się nie zmieni. Faktycznie, trudno pracować nad związkiem w pojedynkę, jednak bezcenną wartością pracy nad sobą jest przyjrzenie się własnym uczuciom, zrozumienie tego, co przeżywamy. Przygotowanie do zmiany, bez względu na to, jaką finalnie podejmiemy decyzję, ma ogromne znaczenie. Silniejsi wewnętrznie, bardziej świadomi siebie i spójni jesteśmy w stanie poradzić sobie z trudnościami, bo wiemy, że są one integralną częścią każdego ważnego procesu. Wiemy, że idziemy w dobrym kierunku, i prędzej czy później pojawią się także pozytywne efekty tej zmiany.

W sprawach tak osobistych i delikatnych jak miłość nie ma mowy o podpowiadaniu komuś, co powinien robić, przekonywaniu go do czegokolwiek. Dlatego w żaden sposób nie zamierzam zalecać wam konkretnych rozwiązań. Chciałabym raczej ułatwić zrozumienie siebie i spojrzenie na sytuację, w której się znajdujecie, z innej perspektywy. Pomóc w znalezieniu odpowiedzi na trudne pytania.

Z doświadczenia wiem, że znacznie łatwiej dochodzimy do pewnych wniosków, kiedy mamy szansę na przykładzie innych zaobserwować to, co sami robimy. To lepsze niż przyswajanie mądrej teorii wyłożonej w poukładanych w całość okrągłych zdaniach. Łatwiej nam odnaleźć kawałek własnej historii w losach ludzi, którzy przechodzili przez to samo. Dlatego znajdziecie tutaj przede wszystkim opowieści o konkretnych sytuacjach, zebranych przeze mnie dzięki uprzejmości moich klientek i klientów, a także dzięki moim niezastąpionym przyjaciółkom. Teorię i podsumowania postaram się ograniczyć do niezbędnego minimum ułatwiającego uporządkowanie oraz zastosowanie wiedzy, którą chcę przekazać. Pragnę także podkreślić, że wszystkie historie przedstawione w tej książce opowiadam za zgodą ich bohaterek i bohaterów. Choć opisane zdarzenia i przeżycia są autentyczne, zmieniłam pewne szczegóły, tak żeby zapewnić anonimowość każdej z tych osób.

Pozwolę sobie też na używanie języka, którym my, kobiety, rozmawiamy ze sobą, kiedy chcemy dobrze opisać, co się z nami dzieje. Słów takich jak „szczęśliwość” czy „dokochanie” nie znajdziecie raczej w słownikach, ale posługuję się nimi, bo mam wrażenie, że oddają rzeczywistość, o jakiej tu piszę.

NIESZCZĘŚLIWI W SZCZĘŚLIWYCH ZWIĄZKACH
ADA WCIĄŻ NIE MOŻE SPAĆ

Wróćmy do historii Ady i spróbujmy popatrzeć na jej życie nieco uważniej. Zapomnijmy o całej otoczce pozorów, które widać, kiedy z zewnątrz przyglądamy się jej rodzinie. Zajrzyjmy do jej domu w chwili, kiedy zwinięta w kłębek zasnęła przy włączonym telewizorze.

Tego dnia, podobnie jak w niezliczonej ilości wcześniejszych dni, po powrocie z pracy Grzegorz zasiadł przed telewizorem ze szklanką wypełnioną whisky z lodem. Na zdawkowe pytanie Ady, czy będzie coś jadł, odpowiedział to, co zwykle, czyli: „Dziękuję, jadłem na mieście”. Ada zrobiła kolację Zuzi, obejrzała z nią bajkę na dobranoc i wykąpaną położyła do łóżka. Teoretycznie mała była już w wieku, kiedy mogłaby sama zasypiać, ale obie tak bardzo lubiły ten wieczorny rytuał układania do snu, że nie miały ochoty z niego rezygnować.

Pół godziny później, kiedy Zuzia już spała, Ada podjęła kolejną próbę nawiązania kontaktu z mężem. Nauczona doświadczeniem, że poważne rozmowy o tym, jak wygląda ich życie, nie mają najmniejszego sensu, bo usłyszy ponownie, że nic jej się nie podoba lub że szuka dziury w całym, skupiła się na sprawach organizacyjnych.

– Zawieziesz małą rano do szkoły? – miała nadzieję, że jeśli Grzegorz się zgodzi, jedna szklanka whisky zakończy wieczór i nie będzie musiała nad ranem budzić go na siłę, żeby przeniósł się do sypialni, zanim Zuza wstanie.

– Nie wiem. A ty nie możesz? Przecież i tak jedziesz do miasta – brzmiała udzielona beznamiętnym głosem odpowiedź.

– W porządku – Ada nie miała siły się kłócić.

Dochodziła dwudziesta pierwsza. Powkładała naczynia do zmywarki, przygotowała małej ubrania na następny dzień, wzięła szybki prysznic i kiedy w ulubionym szarym, mocno wysłużonym dresie zamierzała zalec na wielkim fotelu w rogu jadalni, zobaczyła, że kanapa w salonie właśnie się zwolniła. Najwyraźniej jej mąż postanowił jednak wcześniej zakończyć wieczór przed telewizorem.

Jakiś czas temu pewnie ucieszyłoby ją to odkrycie, miałaby bowiem nadzieję na to, że może zrobią coś wspólnie. Porozmawiają o planach na wakacje, dodatkowych zajęciach dla Zuzi albo przynajmniej o otworzeniu kolejnej filii firmy w nowym mieście. Jeszcze wcześniej wierzyłaby w to, że gdyby udało im się nie pokłócić przy omawianiu któregoś z tematów, wzięliby potem wspólną kąpiel i wylądowali w łóżku. Dzisiaj taki scenariusz wydawał się jej trudny nawet do wyobrażenia.

Fakt, że kanapa w salonie jeszcze przed dwudziestą drugą jest wolna, ucieszył Adę przede wszystkim dlatego, że samotność przed telewizorem była znacznie lepszą wersją samotności od tej przeżywanej w małżeńskiej sypialni lub na fotelu w kuchni.

Wiele razy zastanawiała się, kiedy dokładnie ich życie stało się tym, czym jest dzisiaj. Atrapą rodziny, wyjałowioną wersją związku, parodią małżeństwa. Chociaż szczerze powiedziawszy, śmiesznie od dawna w ich domu nie bywa. A jak jest?

No właśnie z określeniem tego, podobnie jak ze znalezieniem momentu, w którym wszystko zaczęło się psuć, Ada ma największą trudność.

Jeszcze kilka lat temu nie przyszłoby jej do głowy, żeby zastanawiać się nad tym, co jest z nimi nie tak. Nie dlatego, że relacje z Grzegorzem kiedykolwiek były wspaniałe. Zawsze się różnili, odkąd pamięta ich rozmowy kończyły się mniejszymi lub większymi kłótniami. No ale przecież nie o to chodzi, żeby się we wszystkim zgadzać, wiadomo, że idealne związki nie istnieją. Dlatego przez wiele lat, pomimo sprzeczek przeplatanych cichymi dniami, żadne z nich nie podważało sensu ich wspólnego życia. Poza tym nie było na to czasu. Kiedy się poznali, dynamika związku, w którym nieustająco dużo się działo, była motorem działania. Niezależnie od tego, co ich różniło, łączyły ich wspólne pomysły, plany na przyszłość.

[...]