Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Milionerzy z Bostonu - Maisey Yates

Argentyńczyk Lazaro Marino zdobył już majątek i władzę, ale wciąż brakuje mu jednego: wstępu do wyższych sfer Bostonu. Kluczem do osiągnięcia tego celu jest arystokratka Vanessa Pickett, której rodzinna firma ma poważne problemy. Małżeństwo z Lazarem może być jedyną szansą na ratunek.

Opinie o ebooku Milionerzy z Bostonu - Maisey Yates

Fragment ebooka Milionerzy z Bostonu - Maisey Yates

Maisey Yates

Milionerzy z Bostonu

Tłumaczenie: Agnieszka Wąsowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Kupujesz akcje mojej firmy. Dlaczego? – Vanessa zacisnęła palce na rączce srebrnej torebki, starając się nie zwracać uwagi na uczucia, jakie budził w niej ubrany na czarno mężczyzna. Lazaro Marino. Jej pierwsza miłość. Pierwszy pocałunek. Pierwszy miłosny zawód. Mężczyzna, który teraz najwyraźniej postawił sobie za cel przejęcie jej rodzinnej firmy.

Nie spuszczając z niej wzroku, podał kieliszek szampana stojącej obok niego smukłej blondynce.

Policzki Vanessy płonęły. Jak to możliwe, że wystarczyło, że spędziła w jego obecności zaledwie trzydzieści sekund, a już myślała o sypialni?

Spojrzała ponad jego ramieniem na wiszący na ścianie obraz. Wiedziała, że na nią patrzy. Czuła na sobie jego nieruchomy wzrok, pod wpływem którego działy się z nią dziwne rzeczy. Zupełnie jak wtedy, gdy miała szesnaście lat. Wypatrywała go zawsze w nadziei, że dojrzy gdzieś na terenie posiadłości chłopaka, z którym nawet nie wolno jej było rozmawiać.

Chłopaka, który sprawił, że zdecydowała się złamać święte zasady.

Z chłopaka wyrósł mężczyzna, który wciąż potrafił sprawić, że krew krążyła jej szybciej niż zazwyczaj. W jego obecności miała uczucie, jakby jej własna skóra była dla niej za ciasna.

– Pani Pickett. – Niedbałym gestem przejechał palcami przez włosy. Wyglądał niewiarygodnie seksownie. Bez trudu mogła go sobie wyobrazić w łóżku, obok siebie.

Zamrugała powiekami, żeby odgonić te myśli. Nie popełni drugi raz tego samego błędu. Nie jest już naiwną nastolatką, która wierzy, że zwykły pocałunek oznacza miłość, a dreszcz emocji to coś więcej niż budzące się w niej pożądanie. Lazaro Marino nie ma już nad nią tej władzy co kiedyś.

Teraz ona ma władzę. I zaraz mu to uzmysłowi.

– Proszę do mnie mówić Vanessa – powiedziała, przybierając ton prezesa. – W końcu jesteśmy starymi przyjaciółmi.

– Doprawdy? Nigdy tak o nas nie myślałem. – Jego głęboki śmiech sprawił, że zalała ją fala gorąca. – Ale skoro nalegasz, niech będzie Vanessa.

Choć jego akcent nie był już tak wyraźny jak kiedyś, nadal wymawiał jej imię, z lekka przeciągając sylaby, sprawiając, że w jego ustach brzmiało ono niewiarygodnie seksownie.

Teraz, kiedy dobiegał trzydziestki, był jeszcze bardziej atrakcyjny niż w wieku osiemnastu lat. Szczękę miał wyraźniej zarysowaną, ramiona szersze, a nos lekko zgarbiony, co tylko dodawało jego twarzy charakteru. Zastanawiała się, czy złamał go podczas jakiejś bójki. Lazaro, którego znała, był w gorącej wodzie kąpany, ale wiedział, jak postępować z kobietami. Jednym pocałunkiem potrafił omamić każdą dziewczynę znacznie skuteczniej niż inni mężczyźni robili to za pomocą tysiąca słów.

Vanessa przycisnęła do siebie torebkę i postąpiła krok do tyłu, starając się opanować rodzącą się w niej złość. Za wszelką cenę chciała zachować spokój.

– Nie przyszłam tu w celach towarzyskich. Chciałabym z tobą chwilę porozmawiać.

– Doprawdy? – W kąciku jego ust pojawił się lekki uśmiech. – Jestem pewien, że idąc tu dałaś datek na cele dobroczynne. A może nie było tego na twojej dzisiejszej liście?

Vanessa z trudem oparła się pokusie, by wziąć z rąk jego towarzyszki kieliszek szampana i wylać jego zawartość na drogi garnitur.

Nie pozwoli mu udawać, że jest jakimś wielkim filantropem, a ona bogatą snobką, która przyszła na tę dobroczynną imprezę tylko po to, żeby się na niej pokazać.

– Wypisałam czek, jeśli o to ci chodzi. Możesz sprawdzić.

– Cóż za hojność.

– Jak już wspomniałam, chciałabym z tobą porozmawiać. Na osobności.

– Tędy, querida. – Położył jej rękę na plecach i lekko popchnął.

Poczuła na skórze dotyk szorstkiej skóry, która wciąż nosiła na sobie ślady fizycznej pracy.

Pamiętała, jak te dłonie pieściły jej twarz, jej ciało. Były wtedy równie szorstkie, gorące i silne. Mimowolnie zadrżała. Całe szczęście, że wyszli na zewnątrz. Mogła usprawiedliwić swoją reakcję chłodnym bostońskim powietrzem.

Taras był rzęsiście oświetlony, choć w rogach było ciemno i intymnie. Niektórzy skryli się właśnie tam, by spokojnie porozmawiać na osobności.

Choć na takiej imprezie trudno było mówić o intymności. Wszędzie byli dziennikarze, czekający na jakąś sensację. To właśnie przed takimi spotkaniami ostrzegał ją ojciec.

Mimo to przyszła tu dziś, żeby porozmawiać z Lazarem. Dla Pickett Industries była to sprawa życia lub śmierci. Była pewna, że Lazarem nie kierowały żadne altruistyczne powody, kiedy zaczął skupować akcje Pickett.

– Chciałaś mnie o coś spytać? – odezwał się, opierając się o metalową barierkę.

Spojrzała na niego, starając się zachować neutralny wyraz twarzy.

– Dlaczego skupujesz moje akcje?

– Dziwię się, że tak szybko się zorientowałaś.

– To nie było takie trudne, Lazaro. Nagle moi udziałowcy sprzedają akcje trzem różnym firmom, które mają w nazwie Marino.

– Być może cię nie doceniłem. – Spojrzał na nią, jakby spodziewał się wybuchu złości, ale nie dała mu tej satysfakcji.

– Nie interesuje mnie, co o mnie myślisz. Interesuje mnie natomiast Pickett i chcę wiedzieć, dlaczego ktoś dąży do tego, by mieć w niej tyle udziałów co moja rodzina.

Na jego ustach pojawił się okrutny uśmiech.

– Widzę, że nie dostrzegasz ironii tej sytuacji. Oto stara, szanowana firma może się znaleźć w rękach nuworysza. Amerykański sen, czyż nie?

Spojrzała w jego ciemne, przepastne oczy, zdając sobie sprawę, że znalazła się w pułapce. Marzyła tylko o tym, żeby stąd uciec i zapomnieć o tym człowieku raz na zawsze.

Nie mogła jednak tego zrobić. Musiała wyjaśnić całą sytuację i nikt inny nie mógł jej w tym zastąpić.

„Wszystko zależy od ciebie, Vanesso. Bez ciebie się rozsypie”.

Słowa ojca zabrzmiały jej w głowie, dodając energii do działania.

– Czyli robisz to jedynie po to, żeby się zabawić?

– Nie mam czasu na zabawy, Vanesso. Gdybym tak postępował, nie zaszedłbym daleko. Wszystko, co mam, osiągnąłem jedynie dzięki ciężkiej pracy.

Bez wątpienia uważał, że czyni go to lepszym od niej. Cóż, niech sobie myśli, co chce. Pickett wcale nie spadł jej z nieba. Też musiała się mocno napracować, żeby osiągnąć pozycję, jaką miała. Niełatwo było zostać dziedziczką tak wielkiej fortuny. Robiła to dla rodziny, dla ojca, a nade wszystko dla Thomasa. Jej brat zapewne doskonale dałby sobie radę z dźwiganiem tego ciężaru. Z godnością i klasą sprawiłby, że ich firma odniosłaby jeszcze większy sukces niż dotychczas.

– W takim razie dlaczego?

– Pickett się kończy, Vanesso. Doskonale o tym wiesz. Przez ostatnie trzy lata wasze zyski nieustannie maleją.

Odpowiedziała mu tak, jak odpowiadała na te zarzuty udziałowcom.

– To się zdarza. Sam wiesz, że koniunktura jest zmienna, a rynek bardzo kapryśny. Wielu naszych klientów zaczęło kupować części do samochodów produkowane taniej za granicą.

– Problem nie sprowadza się tylko do ekonomii. Za bardzo tkwisz w przeszłości. Czasy się zmieniły, a Pickett Industries nie.

– Skoro, jak mówisz, Pickett Industries chyli się ku upadkowi, dlaczego kupujesz nasze akcje?

– Korzystam z okazji, jaka się nadarzyła.

Jego słowa zabrzmiały bardzo dwuznacznie. Musi dowiedzieć się od niego więcej. Jej sytuacja była nie do pozazdroszczenia, a on dostrzegł w jej firmie jakiś potencjał.

– Jak zamierzasz tę okazję wykorzystać?

– Zacząłbym od tego, że usunąłbym cię ze stanowiska.

Poczuła się, jakby ktoś wylał na nią kubeł zimnej wody.

– Dlaczego miałbyś to zrobić?

– Ponieważ firma zaczęła się staczać dokładnie od chwili, w której ty przejęłaś w niej dowodzenie. W interesie udziałowców byłoby zatrudnienie na twoje stanowisko kogoś, kto wie, co robi.

– Mam plan, który konsekwentnie realizuję.

– Od trzech lat? Jestem zdziwiony, że ojciec wciąż ci na to pozwala.

– Nie może nic zrobić. Odkąd zostałam prezesem firmy, zrzekł się wszelkich praw, żeby zapobiec ewentualnym… nieporozumieniom między nami.

Vanessa skończyła studia ekonomiczne, ale nigdy nie była geniuszem w swojej dziedzinie. Wiedziała o tym. Zajęła się jednak prowadzeniem rodzinnej firmy z poczucia obowiązku i pragnienia uszczęśliwienia ojca. Jak mogłaby robić cokolwiek innego?

Kiedy żył Thomas, to on był duszą firmy. Był radością ich życia. Kochał ją jak nikt inny i zawsze miał dla niej czas. Tylko on potrafił sprawić, żeby na ustach ich ojca pojawił się uśmiech.

Kiedy odszedł, została ojcu tylko ona. Nie mogła zawieść jego zaufania. Nie mogła pozwolić, aby jedyna rzecz, jaka miała dla niego znaczenie, przestała istnieć.

Nie mogła stać się przyczyną upadku tego, co było dla niego ważne. Robiła wszystko, co w jej mocy, aby utrzymać Pickett przy życiu, i postanowiła nie dopuścić, aby ktoś inny zajął miejsce zarezerwowane dla członków ich rodziny.

„Wszystko zależy od ciebie, Vanesso. Bez ciebie firma legnie w gruzach. Wszystko, na co tak ciężko pracowałem i o czym Thomas marzył przez całe życie”.

Miała trzynaście lat, kiedy Thomas zginął. Od tamtej pory cała odpowiedzialność spoczywała na jej barkach. Nie zawiedzie zaufania, jakie wszyscy w niej pokładali.

– Niełatwo teraz utrzymać się na rynku. Zagraniczna siła robocza jest znacznie tańsza, a podatki niższe. Chcemy za wszelką cenę zostawić fabryki tutaj, żeby zapewnić miejsca pracy naszym krajanom.

– To bardzo idealistyczne podejście. I nie do końca praktyczne.

Miał rację i doskonale o tym wiedziała. Stała na straconej pozycji i miała tego pełną świadomość. Nie chciała jednak zamykać fabryki, nie chciała zabierać ludziom pracy. Czuła się za nich odpowiedzialna.

– Może nie, ale chwilowo nie mam lepszych pomysłów. – Niełatwo było jej to wyznać, ale zdobyła się na szczerość.

– Jako twój główny udziałowiec mogę powiedzieć, że miło mi to słyszeć.

– Czego ty ode mnie chcesz, Lazaro?

– Od ciebie? Niczego. Ale bardzo cieszy mnie fakt, że losy Pickett zależą teraz ode mnie.

– Ciekawe, czy ze względów zawodowych, czy osobistych?

– Czysto zawodowych. Choć przyznam, że to ciekawe zrządzenie losu. Pamiętam czasy, kiedy losy moje i mojej rodziny pozostawały w rękach twojego ojca. Moja matka zarabiała u niego nędzne grosze za prowadzenie waszego domu. Teraz mój majątek kilkakrotnie przewyższa majątek twojego ojca.

– Chcesz zatem pokazać nam, kto tu teraz rządzi? – uśmiechnęła się drwiąco.

– Tak jak twój ojciec robił to w przeszłości?

Vanessa wiedziała, co Lazaro miał na myśli. Znała swojego ojca, który czasem potrafił być trudny. Jednak oprócz niego nie miała innej rodziny. Dla ojca liczyło się tylko jej dobre imię, tradycja i ich miejsce w lokalnej społeczności. Nie miała zamiaru pozwolić, aby to wszystko stracił.

– Nie twierdzę, że jest doskonały, ale jest tylko starym człowiekiem, który… Pickett to całe jego życie.

Lazaro spojrzał uważnie na Vanessę. Zimne, brązowe oczy, pełne usta teraz zaciśnięte w cienką linię i nieprzejednany wyraz twarzy. Bogata panna z dobrego domu, powściągliwa, elegancka i dumna. Tak właśnie prezentowali się światu Pickettowie.

– Co jest ważniejsze, Vanesso? Tradycja czy utrzymanie firmy na powierzchni?

Dla Michaela Picketta zapewne to pierwsze. W jego żyłach płynęła błękitna krew. Poślubił kobietę ze starej bogatej rodziny, a jego córka miała zapewnić ciągłość rodu i stabilną pozycję. A mogła to zrobić tylko w jeden sposób: poślubiając mężczyznę równego jej urodzeniem.

Kiedy nadarzyła się okazja zakupu akcji Pickett, Lazaro nie wahał się ani chwili. Nie chodziło mu bynajmniej o dochodzenie sprawiedliwości, ale przepuszczenie takiej szansy po prostu nie leżało w jego naturze.

– Ja… Oczywiście zyski są ważne, ale my jesteśmy duszą tej firmy. Bez nas Pickett Industries nie będzie już tą samą spółką.

– Naturalnie, że nie. To będzie inna, nowoczesna firma, zupełnie inaczej zarządzana. Ty prowadzisz ją tak, jak robił to twój ojciec trzydzieści lat temu, czyli w zupełnie przestarzały sposób.

Vanessa z trudem nad sobą panowała. Zacisnęła ręce na torebce, starając się zachować spokój.

– Nie wiem, co innego mogłabym zrobić.

Lazaro wiedział, ile to wyznanie musiało ją kosztować. Nie był nim jednak zdziwiony. Jego zdaniem Vanessa nie nadawała się na prezesa takiej firmy. Jako nastolatka była słodka. Uwielbiała kąpać się w basenie, a potem wylegiwać na słońcu w swoim różowym kostiumie. Obraz jej ciała rozciągniętego na leżaku nawiedzał jego wyobraźnię częściej niż był to skłonny przed sobą przyznać.

On ze swojej strony od początku ją intrygował. Pielęgnował trawnik jej ojca i od razu zorientował się, że Vanessa nieustannie obserwuje go podczas pracy. Syn imigrantów, tak odmienny od rówieśników, z którymi się spotykała, wzbudzał jej żywe zainteresowanie.

Teraz śmiał się na wspomnienie uczuć, jakie w nim rozpalała. Robił wszystko, by znaleźć się blisko niej, by móc patrzeć na księżniczkę spoglądającą na niego ze swej wieży.

Ależ był z niego głupiec. Dał się nabrać na jej słodki lep, biegł do niej jak psiak na skinienie swego pana, podczas gdy ona jedynie się nim bawiła. Pozbawiła go złudzeń, a on sam obudził się tego dnia, kiedy go odrzuciła. Miał złamany nos i zranioną dumę. Tak skończył się jego sen o romansie z Vanessą Pickett. Jeden z ochroniarzy jej ojca jasno dał mu do zrozumienia, gdzie jest jego miejsce.

Dla niego i matki zaczął się ciężki czas. Ale to właśnie wtedy podjął decyzję o tym, co chce robić w życiu. Wspiął się na sam szczyt, choć jego matka tego nie doczekała. Zacisnął ręce w pięści w bezsilniej złości, jak zawsze, gdy myślał o tym, ile niepotrzebnie wycierpiała.

Odrzucił ponure myśli, skupiając się na tym, co było teraz. Oczywiście nawet mając te miliony na koncie, nie był godzien Vanessy Pickett. Choć miał w ciągu tych lat dziesiątki kobiet, to Vanessa właśnie działała na jego wyobraźnię. Wciąż pamiętał jej pocałunki i uczucie, którego doświadczał, gdy była przy nim.

Pamiętał każdą chwilę, którą z nią spędził, ale też wszystko, co wycierpiał przez jej ojca. Szybko zrozumiał, że dopóki nie zdobędzie majątku, zawsze będzie można go obić, a jego matkę wyrzucić na bruk bez środków do życia i szansy na zdobycie pracy. Dlatego postanowił, że nigdy więcej nie będzie ofiarą. Nie pozwoli, aby ktokolwiek miał nad nim jakąkolwiek władzę.

Pieniądze udało mu się zdobyć, ale osiągnięcie odpowiedniej pozycji i władzy nie było już takie proste.

Wielu mogłoby się wydawać, że wspiął się na szczyt, ale on wiedział, że to pozory. Brakowało mu tego, co miał ojciec Vanessy i co zachowa nawet wtedy, gdy firma zbankrutuje. Błękitnej krwi. Koligacji rodzinnych sięgających czasów pierwszych osadników. Zaś jego matka była prostą imigrantką z Argentyny, a ojca nie znał.

– Waszą firmę można postawić na nogi i ja dokładnie wiem, jak to zrobić.

– Naprawdę?

– Oczywiście. Zarobiłem fortunę, skupując upadające firmy i przywracając je do dawnej świetności. Na pewno o tym wiesz.

– Sądząc po tym, ile piszą o tobie w „Forbes”, musiałabym być ślepa, żeby tego nie wiedzieć.

– Wiem, co trzeba zrobić, żeby uratować Pickett – oznajmił, gdyż w jego głowie pojawił się nowy pomysł.

– Domyślam się, że poleci przy tym moja głowa.

Serce waliło mu jak oszalałe. Miał przed sobą rozwiązanie proste jak drut. Stała przed nim kobieta, która mogła być dla niego wrotami do wielkiego świata. On miał pieniądze, ona koligacje i doskonałe pochodzenie. A on znalazł sposób, by połączyć to w jedno.

Chciałby zobaczyć minę Michaela Picktetta, gdyby Lazaro został właścicielem wszystkiego, co zawsze chciał zachować dla swojej rodziny. Pickett Industries i jego jedyna córka. W ten sposób mógłby odpłacić mu za wszystko, co z jego powodu wycierpiał wraz z matką. Za jej powolne umieranie w przytułku dla bezdomnych.

Tak, to była szansa, której nie mógł nie wykorzystać.

Żona pochodząca z tak szacownej rodziny jak Vanessa będzie dla niego przepustką do amerykańskiej arystokracji. Ten pomysł już wcześniej przyszedł mu do głowy, ale za każdym razem, gdy pomyślał o małżeństwie, w głowie pojawiał mu się obraz ubranej w różowe bikini Vanessy. Nie potrafił zapomnieć o kradzionych pocałunkach i ich słodkim smaku.

Teraz, kiedy jej rodzina znalazła się w potrzebie, aż się prosiło, żeby wykorzystać okazję, jaka się nadarzyła.

Słodka Vanessa zaspokajająca jego najskrytsze pragnienia.

Na samą myśl o jej nagim ciele ogarnęło go pożądanie. Wszystko inne przestało mieć znaczenie, liczyło się tylko to pierwotne pragnienie, które nosił w sobie od lat.

Zobaczyć. Chcieć. Mieć.

Pragnął jej od chwili, w której ją ujrzał. Niezmiennie i boleśnie.

A teraz miał okazję ją zdobyć.

– Pomogę ci, Vanesso – powiedział, nie spuszczając z niej wzroku. – Pod jednym warunkiem.

Uniosła dumnie głowę.

– Powiedz mi, jaka jest twoja cena.

Postąpił krok do przodu, ujął ją za brodę i spojrzał głęboko w oczy.

– Zostaniesz moją żoną.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Czy ty do reszty postradałeś zmysły? – syknęła, oglądając się za siebie. Gdyby jej ojciec dowiedział się o tym, że spotkała się dziś z Lazarem Marinem, wpadłby we wściekłość.

– Bynajmniej.

Odsunęła się na bezpieczną odległość, czując, jak wali jej serce.

– Pytam poważnie. Nie przeszedłeś w ostatnim okresie urazu głowy? Nidy nie byłeś najbardziej złożonym mężczyzną, jakiego znałam, ale nie można było uznać cię za głupca.

– Jestem w pełni władz umysłowych – oznajmił sucho. – Nie mów mi, że obce ci jest pojęcie małżeństwa zawartego z czysto praktycznych względów.

Oczywiście, że nie było. Ale mężczyzna, który zostanie jej mężem, musi pochodzić z odpowiedniej rodziny. Musi mieć właściwe pochodzenie, majątek i reputację.

Wcale tego nie chciała. W głębi ducha wciąż była romantyczną nastolatką, która wierzy w prawdziwą miłość. Która chciała być kochana za to, kim jest, a nie za swoje konto w banku czy kształt ciała.

Oczywiście dla jej ojca nie miało to żadnego znaczenia. Uznał, że Craig Freeman będzie dla niej odpowiednim mężem i nic nie mogło zmienić jego decyzji.

Jak dotąd udawało jej się uniknąć zamążpójścia. Najpierw studiowała, a potem zajęła się prowadzeniem Pickett Industries, nie miała więc czasu na spotykanie się z mężczyznami.

– Oczywiście, że nie jest, co nie oznacza, że sama mam ochotę takowe zawrzeć. – To przynajmniej było prawdą. – Nie chcę zostać twoją żoną.

– Od kiedy ważne jest to, czego chcemy? Myślisz, że ja mam ochotę zakładać rodzinę? Związać się z jakąś kobietą na całe życie? To konieczność. Wiem, że muszę zostać mężem odpowiedniej kobiety, żeby móc swobodnie poruszać się w towarzyskich kręgach, w których chcę się znaleźć. Nie myślałem o tobie, ale okazja sama się nadarzyła. Uważam, że jesteś do tego odpowiednia. Stanowisz przepustkę do wielkiego świata.

Vanessa przygryzła język.

– Jesteś pewien, że dobrze się czujesz, Lazaro?

– Absolutnie.

– Ponieważ nie pamiętam, żebyś był kiedyś aż takim draniem.

– Ludzie się zmieniają. Jestem pewien, że masz tego świadomość. Ty też nie jesteś taka, jak kiedyś. Mam rację?

– Masz.

Choć kiedy tak stała bok niego, poczuła się jak dawniej. Obudziły się w niej marzenia, by dzielić z mężczyzną nie tylko łóżko, ale także życie.

A potem zaczynał się nowy dzień, wchodziła do biura, uzmysłowiając sobie bolesną prawdę, że nie jest w stanie zapobiec katastrofie, do której nieuchronnie zmierzało Pickett Industries.