Mikołajek ma kłopoty - Sempe Jean Jacques - ebook

Mikołajek ma kłopoty ebook

Sempe Jean Jacques

4,7

25 osób interesuje się tą książką

Opis

Mikołajek, Joachim, Euzebiusz, Maksencjusz, Alcest, Ananiasz… To imiona najpopularniejszych łobuziaków w historii literatury dziecięcej. Ich przygody bawią polskich czytelników już od pół wieku!

Przez lata książki ukazywały się w niezmienionej szacie graficznej – ten charakterystyczny kwadratowy format rozpoznawał każdy fan serii.

Na pięćdziesiątą rocznicę pierwszego polskiego wydania serii wreszcie pojawia się wersja elektroniczna.

Nowoczesna forma e-booka zawiera jednak te same przezabawne ilustracje i historie, które ciągle zdobywają nowych czytelników w różnym wieku, zachwycając kolejne pokolenia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 88

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,7 (268 ocen)
201
49
14
1
3
Sortuj według:
ulka82

Dobrze spędzony czas

fajna książka która przeczytałem razem z wszystkimi innymi tomami kilka razy jednak książka dobra tylko do 12 lat bo później robi się bardzo nudna.
10
annamjasiewicz

Nie polecam

brak lektora
00
HaniaPiotrek

Całkiem niezła

ok
00

Popularność




Zajrzyj na strony:

www.nk.com.pl

Znajdź nas na Facebooku

www.facebook.com/WydawnictwoNaszaKsiegarnia

JOACHIMA NIE BYŁO WCZORAJ W SZKOLE, a dzisiaj przyszedł spóźniony, nie w humorze i bardzo żeśmy się zdziwili. Nie dlatego, że przyszedł spóźniony i nie w humorze, bo często się spóźnia i zawsze jest nie w humorze, kiedy przychodzi do szkoły, szczególnie jak ma być klasówka z gramatyki. Zdziwiło nas to, że pani uśmiechnęła się do niego szeroko i powiedziała:

– No, gratuluję ci, Joachimie! Cieszysz się, prawda?

Dziwiliśmy się coraz bardziej, bo chociaż dawniej nasza pani też była dla Joachima bardzo miła (ona jest strasznie fajna i miła dla każdego), to jednak nigdy, przenigdy mu nie gratulowała. Ale Joachim jakoś się nie ucieszył i ciągle tak samo nie w humorze usiadł w swojej ławce, obok Maksencjusza. Odwróciliśmy się wszyscy, żeby na niego popatrzeć, ale pani uderzyła linijką w biurko i powiedziała, żebyśmy się nie kręcili, zajęli swoimi sprawami i przepisywali, co jest na tablicy, tylko proszę bez błędów.

A potem usłyszałem za sobą głos Gotfryda:

– Podaj dalej! Joachimowi urodził się braciszek!

Na przerwie zebraliśmy się wszyscy wokół Joachima, który stał oparty o ścianę z rękami w kieszeniach, i zapytaliśmy, czy to prawda, że urodził mu się braciszek.

– Uhu – powiedział Joachim. – Wczoraj rano obudził mnie tata. Był ubrany i nieogolony, śmiał się, pocałował mnie i powiedział, że w nocy urodził mi się braciszek. A potem kazał mi się ubrać i pojechaliśmy do mamy do szpitala. Leżała w łóżku i widać było, że cieszy się tak samo jak tata, a obok leżał mój braciszek.

– Za to po tobie – powiedziałem – nie widać, żebyś się specjalnie cieszył.

– A z czego mam się cieszyć? – zapytał Joachim. – Po pierwsze, on jest okropnie brzydki. Jest strasznie mały, cały czerwony i bez przerwy krzyczy, i wszyscy uważają, że to śmieszne. A mnie, jak krzyknę w domu, to zaraz każą siedzieć cicho i jeszcze tata mówi, że jestem bałwan i że mu pękają uszy.

– Uhu, wiem coś o tym – powiedział Rufus. – Ja też mam braciszka i ciągle są jakieś draki. On jest oczkiem w głowie i wszystko mu wolno, a jak mu przyłożę, to zaraz skarży się rodzicom i potem nie pozwalają mi w czwartek iść do kina!

– U mnie na odwrót – powiedział Euzebiusz. – Mam starszego brata i to on jest oczkiem w głowie. Mówi, że z nim zaczynam, i mnie bije, i wolno mu do późna oglądać telewizję i palić papierosy!

– Odkąd jest mój braciszek, ciągle się mnie czepiają – powiedział Joachim. – W szpitalu mama chciała, żebym go pocałował, ja oczywiście nie miałem ochoty, ale pocałowałem go mimo wszystko i tata zaczął krzyczeć, żebym uważał, że o mało nie przewróciłem kołyski i że nigdy nie widział takiego niezgraby.

– Co się je, kiedy się jest takim małym? – zapytał Alcest.

– Potem – mówił Joachim – wróciliśmy z tatą do domu, a w domu bez mamy jest strasznie smutno. Tym bardziej że obiad robił tata i złościł się, że nie może znaleźć otwieracza do konserw, i były tylko sardynki i mnóstwo zielonego groszku. A dzisiaj rano, przy śniadaniu, tata mnie skrzyczał, że mleko wykipiało.

– Jeszcze zobaczysz – powiedział Rufus. – Najpierw, jak go przywiozą do domu, będzie spał w pokoju twoich rodziców, ale potem wpakują go do ciebie. I za każdym razem, jak zacznie płakać, będą myśleli, że mu coś zrobiłeś.

– U nas – powiedział Euzebiusz – mój starszy brat mieszka razem ze mną i specjalnie mi to nie przeszkadza. Tylko jak byłem całkiem mały, dawno temu, ten pajac uwielbiał mnie straszyć.

– O, nie! – krzyknął Joachim. – Może się wypchać, ale nie będzie spał u mnie! Pokój jest mój i niech sobie poszuka innego, jeśli chce mieszkać u nas w domu!

– Coś ty! – powiedział Maksencjusz. – Jeżeli rodzice powiedzą, że ma mieszkać z tobą, to będzie mieszkał z tobą i koniec.

– Nie, mój drogi! Nie, mój drogi! – krzyknął Joachim. – Położą go, gdzie będą chcieli, ale nie u mnie! Zamknę się na klucz, no nie, jeszcze czego!

– Dobre są sardynki z groszkiem? – zapytał Alcest.

– Po południu – mówił dalej Joachim – tata znowu zabrał mnie do szpitala. Był już tam wujek Oktawiusz, ciocia Edyta i ciocia Lidia i wszyscy mówili, że mój braciszek podobny jest do mnóstwa ludzi, do taty, do mamy, do wujka Oktawiusza, do cioci Edyty, do cioci Lidii, a nawet do mnie. A potem powiedzieli, że na pewno bardzo się cieszę i że teraz będę musiał być bardzo grzeczny, pomagać mamie i dobrze się uczyć. Tata powiedział, że liczy na to, bo dotąd byłem nygusem, i że muszę stać się przykładem dla mojego braciszka. A potem przestali się mną zajmować, oprócz mamy, która mnie pocałowała i zapewniła, że kocha mnie tak samo jak mojego braciszka.

– Słuchajcie, chłopaki – zaproponował Gotfryd – może zagramy w nogę, zanim się skończy przerwa?

– Właśnie! – powiedział Rufus. – Jak będziesz chciał wyjść pobawić się z kolegami, to każą ci siedzieć w domu i pilnować braciszka.

– Aha, jeszcze czego! Sam będzie się pilnował! – oświadczył Joachim. – W końcu nikt go do nas nie zapraszał. I będę się bawił z kolegami za każdym razem, jak będę miał ochotę!

– Będą ci robić draki – powiedział Rufus – a potem ci powiedzą, że jesteś zazdrosny.

– Co? – krzyknął Joachim. – Dobre sobie!

I powiedział, że wcale nie jest zazdrosny i że to głupota mówić, że nie zajmuje się braciszkiem – on tylko nie lubi, jak mu się zawraca głowę i śpi w jego pokoju, no i jak mu się nie pozwala bawić z kolegami, i że nie lubi oczek w głowie, a jeśli mu będą za bardzo dokuczać, to ucieknie z domu i wtedy dopiero będą mieli kłopot – że mogą sobie zatrzymać swojego Leoncjusza, że wszystkim będzie żal, jak on sobie wyjedzie, szczególnie kiedy rodzice dowiedzą się, że jest kapitanem na okręcie wojennym i zarabia dużo pieniędzy, że i tak ma dość domu i szkoły, że nikogo mu nie potrzeba i że to wszystko go okropnie śmieszy.

– Kto to jest Leoncjusz? – zapytał Kleofas.

– To właśnie mój braciszek – odpowiedział Joachim.

– Dziwne ma imię – powiedział Kleofas.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

MIKOŁAJEK MA KŁOPOTY

Tytuł oryginału francuskiego

LE PETIT NICOLAS A DES ENNUIS

© 2014 IMAV éditions/Goscinny–Sempé

Pierwsze wydanie we Francji: 1964

Mikołajek, postaci, przygody i charakterystyczne elementy świata Mikołajka są dziełem René Goscinnego i Jean-Jacques’a Sempégo. Prawo do posiadania i korzystania z marek związanych ze światem Mikołajka zastrzeżone dla IMAV éditions. Le Petit Nicolas® jest zarejestrowanym znakiem słownym i graficznym. Wszelkie prawa do reprodukowania lub imitowania marki i wszelkich logotypów zakazane i zastrzeżone.

www.petitnicolas.com

© Copyright for the Polish translation by Barbara Grzegorzewska, 1982

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo „Nasza Księgarnia”, Warszawa 1982

Redaktor prowadzący Anna Garbal

Opieka redakcyjna Joanna Kończak

Redakcja Małgorzata Grudnik-Zwolińska

Korekta Monika Hałucha

Korekta plików po konwersji Irmina Garlej

ISBN 978-83-10-12764-8

Plik wyprodukowany na podstawie Mikołajek ma kłopoty, Warszawa 2014

www.naszaksiegarnia.pl

Wydawnictwo NASZA KSIĘGARNIA Sp. z o.o.

02-868 Warszawa, ul. Sarabandy 24c

tel. 22 643 93 89, 22 331 91 49,

faks 22 643 70 28

e-mail: [email protected]

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: [email protected]

www.eLib.pl