Migawki - Claudio Magris - ebook + książka

Migawki ebook

Claudio Magris

3,7

Opis

Świat w migawkach. Nowa książka jednego z mistrzów europejskiej literatury

Nasza współczesność, jej wady i cnoty pod piórem włoskiego mistrza z Triestu. Przez 17 lat, od 1999 roku po 2016 Claudio Magris, wybitny prozaik, eseista, krytyk literacki i tłumacz, dokumentował codzienność, tworząc krótkie zapiski – Migawki – odnośnie małych i dużych wydarzeń z życia publicznego i prywatnego, polityki, sztuki, podróży, własnych przeżyć, sposobów mówienia, ekspresji i zachowania. Z tych błyskotliwych tekstów, porównywalnych do najlepszych felietonów Umberta Eco, wyłania się mała komedia ludzka, fresk naszych nerwic i tików kreślony bez moralizowania, czasem z czułością, a czasem z ironią.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 113

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Tytuł oryginału: ISTANTANEE
Opieka redakcyjna: KRZYSZTOF LISOWSKI
Redakcja: ANNA RUDNICKA
Korekta: ANNA DOBOSZ, ETELKA KAMOCKI
Projekt okładki i stron tytułowych: ROBERT KLEEMANN
Redakcja techniczna: ROBERT GĘBUŚ
Skład i łamanie: Infomarket
Copyright © 2016, Claudio Magris All rights reserved © Copyright for the Polish translation by Joanna Ugniewska-Dobrzańska © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2019
Wydanie pierwsze
Przekład książki był możliwy dzięki pomocy finansowej włoskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Współpracy Międzynarodowej. La traduzione del libro è stata possibile grazie al contributo del Ministero degli Affari Esteri e della Cooperazione Internazionale italiano.
ISBN 978-83-08-06702-4
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków tel. (+48 12) 619 27 70 fax. (+48 12) 430 00 96 bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 e-mail: [email protected] Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl
Konwersja: eLitera s.c.

Graffiti

Berlin. Z powodu niespodziewanego korka taksówka wioząca mnie z lotniska do hotelu zatrzymuje się przez kilka minut na Invalidenstrasse, przed numerem 86. Na ścianie budynku ktoś napisał sprayem dużymi literami: „Ne lisez jamais”, formułując w ten sposób zachętę, kategoryczną i pełną pasji – nie wiadomo dlaczego po francusku – by nie czytać, nie czytać nigdy.

Nie sądzę, by anonimowy autor był spóźnionym epigonem tamtych zabawowych studentów, którzy w 1968 roku darli książki jako symbol burżuazyjnej kultury (fałszywej i represywnej). Być może to również ma być na swój sposób jakiś krzyk wolności, chociaż brzmi bardziej boleśnie. Wolności od czytania – a więc, wcześniej, od pisania, które oskarża się o to, że usztywnia, fałszuje prawdę chwili i związane z nią niepowtarzalne słowo. Nie przypadkiem wielcy mistrzowie ludzkości – Chrystus, Sokrates, Budda – nic nie napisali, nie chcieli pisać; pewnie dlatego, że głoszona przez nich prawda była prawdą jedyną i nieodtwarzalną, związaną z osobą, która ją wypowiada, z konkretną autentycznością chwili i stanem ducha, w którym się ją wypowiada. Czy można sobie wyobrazić Jezusa lub Buddę, jak piszą książkę, nanoszą poprawki i wręczają ją wydawcy?

To inni, wyznawcy, spisali i pozwolili przeczytać ich słowa, nie tylko je wysłuchali, lecz również powtórzyli i przekazali, wyzbyte już bezpośredniości, z jaką rozbrzmiewały pod drzewami Indii czy na drogach Galilei. Oczywiście, przeczytać historię pewnego życia to nie to samo, co je przeżyć ani być jego świadkiem, słyszeć słowa, od których rośnie serce, w chwili, gdy wychodzą z cudzych ust. Ale te słowa żywią nas dzięki komuś, kto je utrwalił i zapisał. Nawet tamten frankofoński ikonoklasta w gruncie rzeczy coś przecież napisał i przechodnie go czytają.

3 kwietnia 2015

Reklama, kazanie wielkopostne

W epoce laicyzacji reklama zastępuje czasami ponurych kaznodziei z tak zwanych ciemnych stuleci, potępiających cielesne uciechy i przypominających, że za pięknymi piersiami kryje się szkielet, którego przeznaczeniem jest rozsypać się w proch. Również reklama, za pomocą swoich upomnień, przyczynia się, słusznie, do psucia rozmaitych przyjemności. Widz oglądający w telewizji kryminał, sentymentalny film albo reportaż, właśnie w chwili, kiedy gotów jest może odkryć mordercę, musi znosić przerwy w postaci innych historii pojawiających się na ekranie – krótkich sekwencji zaludnionych pięknymi kobietami, które pocą się, śmierdzą, wydzielają płyny w najbardziej intymnych miejscach, mają tłuste włosy, cuchnący oddech w ustach pozornie kuszących, gdy na nie patrzymy, lecz odrażających dla naszego powonienia.

Dramaty te na szczęście wkrótce dobrze się kończą, gdyż na ekranie pojawiają się natychmiast ulotni, choć dobrze znani zbawcy, toniki, mikstury olejki, maści, plastry, spreje, kremy; ciała rozkwitają na nowo, znowu stają się uwodzicielskie i pociągające, a widz powraca wkrótce potem do oglądania swojego filmu kryminalnego.

Dramaty ze szczęśliwym zakończeniem, lecz na krótko. Podczas gdy religia, której nikt nie słucha, głosi, że zachwycające ciało jest „chwalebne” i obiecuje mu ostateczne zmartwychwstanie, widza przed telewizorem czeka kolejna przerwa i ciała – nie tylko kobiece, lecz, rzadziej wprawdzie, męskie, wymaga tego przecież równouprawnienie – stają się ponownie spocone, wilgotne, wstydliwie mokre, brzydko pachnące. Trzeba przyznać, że reklama telewizyjna, chociaż z pewnością zawraca nam głowę i psuje uczciwą rozrywkę temu, kto chciałby obejrzeć program, jest także kazaniem wielkopostnym, spadkobierczynią uniwersalnych średniowiecznych misteriów, w których wszelkie piękno, bogactwo, wszelka władza rozpadają się w proch. Gdyby nie było firm produkujących dezodoranty, depilatory, podpaski i szampony, któż by jeszcze pamiętał, że naszym przeznaczeniem jest w proch się obrócić?

22 sierpnia 2015

Skalista plaża celebrytów

„Tutaj wiem, kim jestem”, mawiał Julius Kugy, wielki alpinista i zdolny pisarz oraz organista w Gorycji, kiedy przebywał w swoich Alpach Julijskich. Pewne miejsca stają się jednym i tym samym z naszą osobą, są formą naszej relacji ze światem. Miejsca, czyli krajobrazy, naturalne i te stworzone przez człowieka, albo raczej jedne i drugie, jezioro i domek na brzegu nierozerwalnie z sobą związane w wierszu Brechta. Miejsca oznaczają przede wszystkim osoby, mniej lub bardziej bliskie, czy też prawie nieznane, lecz w każdym razie będące świadkami, choćby częściowo, naszej egzystencji.

Jednym z takich miejsc jest dla mnie droga przy wjeździe do Triestu, ciągnąca się wzdłuż skalistej plaży w Barcoli, skąd można wskakiwać do morza, od razu do głębokiej wody. Miejsce, które utożsamia się dla mnie z latem, prawdziwą porą życia, spodobało mi się bardzo, kiedy przeczytałem w powieściach Fenimore’a Coopera, że jego Mohikanie liczyli swój wiek w „latach”, a nie w „wiosnach”. Również skromna droga wzdłuż skalistej plaży może stać się teatrem świata, jak zdarzyło się to dawno temu, kiedy jakiś mężczyzna umarł na zawał serca w wodzie i, wyciągnięty na brzeg, już martwy i przykryty prześcieradłem, leżał długo w oczekiwaniu na karetkę pośród zajętych swoimi sprawami plażowiczów, którzy opalali się obok niego lub grali w karty.

Także i to miejsce składa się głównie z osób, wciąż mniej więcej tych samych, które sadowią się codziennie tam gdzie zawsze i nabywają z czasem niepodważalnego prawa do własnej przestrzeni, stając się, choćby tylko powierzchownie, częścią mozaiki wspólnego życia, niezupełnie, ale trochę tak jak w wypadku szkolnej klasy. Nie ma zatem nic dziwnego w tym, że niekiedy, gdy wychodzimy z wody, nawet jeśli nie jesteśmy Hemingwayem, ktoś poprosi nas o autograf na książce. Ale wczoraj rzecz wyglądała inaczej i przyniosła więcej gratyfikacji. „Czy ten pies jest pański?”, spytała mnie pewna kobieta, wskazując na Jacksona, gryfonika brukselskiego, ważnego towarzysza mojego życia, również kochającego morze, chociaż w miarę upływu lat z coraz większym umiarem. Na moją odpowiedź twierdzącą kobieta uznała: „A więc to pan musi być Claudiem Magrisem”. Teraz ja również, dzięki Jacksonowi, wiem, kim jestem.

2 października 2015

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki