Mięsna dieta karniwora rozszerzeniem diety ketogenicznej - Saladino Paul - ebook + książka

Mięsna dieta karniwora rozszerzeniem diety ketogenicznej ebook

Saladino Paul

0,0
79,70 zł

lub
Opis

Mięsna dieta karniwora to alternatywny sposób zdrowego odżywiania, kolejny krok po diecie ketognicznej. Oparta jest na wysokiej jakości produktach pochodzenia zwierzęcego – „od nosa do ogona”. Książka zawiera naukowo udowodnione zalety diety mięsożercy. Obala mity dotyczące cholesterolu, bakterii jelitowych a także ujawnia prawdę o toksyczności spożywanych roślin. Autor wyjaśnia zasady i przedstawia pięć poziomów diety mięsnej w połączeniu z aktywnością fizyczną, przykładowe jadłospisy i radzi, jak uniknąć błędów. Jej skuteczność potwierdzają mięsożercy, którzy wyeliminowali choroby układu trawiennego i krążenia, stany zapalne i choroby autoimmunologiczne, alergie, czy depresję. Mięsna dieta karniwora – jedz mięso dla zdrowia!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 647

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



REDAKCJA: Monika Muszyńska

SKŁAD: Emilia Dajnowicz

PROJEKT OKŁADKI: Emilia Dajnowicz

TŁUMACZENIE: Dorota Morawska

ILUSTRACJE:Judy Cho

Wydanie I

Białystok 2021

ISBN 978-83-8168-983-0

Tytuł oryginału:The Carnivore Code: Unlocking the Secrets to Optimal Health

by returning to Our Ancestral Diet

Copyright © 2020 by Fundamental Press LLC

Published by special arrangement with Houghton Mifflin Harcourt Publishing Company.

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Vital, Białystok 2020

All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy żadna część tej książki nie może być powielana w jakimkolwiek procesie mechanicznym, fotograficznym lub elektronicznym ani w formie nagrania fonograficznego. Nie może też być przechowywana w systemie wyszukiwania, przesyłana lub w inny sposób kopiowana do użytku publicznego lub prywatnego – w inny sposób niż „dozwolony użytek” obejmujący krótkie cytaty zawarte w artykułach i recenzjach.

Książka ta zawiera porady i informacje odnoszące się do opieki zdrowotnej. Nie powinny one jednak zastępować porady lekarza ani dietetyka. Jeśli podejrzewasz u siebie problemy zdrowotne lub wiesz o nich, powinieneś skonsultować się z lekarzem, zanim rozpoczniesz jakikolwiek program poprawy zdrowia czy leczenia. Dołożono wszelkich starań, aby informacje zaprezentowane w tej książce były rzetelne i aktualne podczas daty jej publikacji. Wydawca ani autor nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za jakiekolwiek skutki dla zdrowia, mogące wystąpić w wyniku stosowania zaprezentowanych w książce metod.

15-762 Białystok

ul. Antoniuk Fabr. 55/24

85 662 92 67 – redakcja

85 654 78 06 – sekretariat

85 653 13 03 – dział handlowy – hurt

85 654 78 35 – www.vitalni24.pl – detal

strona wydawnictwa: www.wydawnictwovital.pl

Więcej informacji znajdziesz na portalu www.odzywianie24.pl

WSTĘP

W jednej chwili dieta mięsna zajęła wiodącą pozycję w świecie powrotu do zdrowia zgodnie z tradycjami przodków. Przez lata słychać było od czasu do czasu pochwały diety mięsnej, ale nikt nigdy nie zwracał na nie uwagi. W latach 70. kulturyści z Venice Beach byli znani z jedzenia całymi tygodniami wyłącznie steków i jajek, aby brać udział w zawodach. W 2017 roku, kiedy ekspert w zakresie fitnessu Danny Vega powiedział mi, że jego wydłużony eksperyment z dietą mięsną spowodował radykalną poprawę wyników badań krwi, a także podwyższenie poziomu energii i wydajności, zlekceważyłem tę opowieść, ponieważ nie odpowiadała mojemu systemowi przekonań. Jako osoba, która szczyci się tym, że potrafi krytycznie myśleć oraz zawsze zachowuje otwartość i gotowość do rewizji swojego stanowiska, jeśli tylko pojawią się nowe informacje, pokornie przepraszam za wcześniejszy opór.

W ostatnich latach wiadomości dotyczące diety mięsnej bardzo się rozpowszechniły. W 2019 roku, kiedy dr Paul zaczął prowadzić swoją serię podcastów, jego przesłanie w zakresie diety mięsnej przykuło moją uwagę i zatrzymało ją. Prawdę mówiąc, urzekł mnie sposób, w jaki dr Paul odniósł się do najbardziej kontrowersyjnych aspektów diety mięsnej, udzielając rozsądnych, precyzyjnych i potwierdzonych w sposób naukowy odpowiedzi. Na przykład wiemy, że większość roślin, w tym promowane przez wszystkich dietetyków warzywa, zawiera trudne do strawienia, a nawet toksyczne substancje, których działanie wcale nie jest odżywcze. Dlatego musimy starannie moczyć, przygotowywać, fermentować i gotować produkty pochodzenia roślinnego, aby były jadalne. Nawet wtedy wielu z nas doświadcza skutków ubocznych, takich jak gazy, wzdęcia i bóle brzucha, które występują tak powszechnie, że zaczęliśmy je postrzegać jako normalne. Jak to Paul szczegółowo opisał w niniejszej książce, cierpienie podczas spożywania posiłków, które mają być zdrowe, nie jest normalne!

Dieta mięsna to obszar, o którym głęboko myślę i w ramach którego zajmuję się badaniami i własnymi eksperymentami. Umieszczenie pokarmów pochodzenia zwierzęcego „od nosa do ogona” w zrównoważony sposób w centrum diety i minimalizowanie ekspozycji na żywność powodującą stany zapalne (nie tylko zboża, ale nawet warzywa u szczególnie wrażliwych osób) to po prostu zbyt kusząca propozycja, by ją zignorować lub zlekceważyć ze względu na standardową reakcję. Na pierwszy rzut oka drapieżnik wydaje się działać ekstremalnie, ale naukowcy potwierdzają, że czynnikiem sprawczym ewolucji człowieka była dieta bogata w składniki odżywcze, w której kalorie pochodziły głównie od zwierząt spożywanych w całości, a wtórnie z królestwa roślin. Z całą pewnością przeszliśmy przez ewolucję jako wszystkożercy, więc nie pozwalaj, aby jakikolwiek zwolennik produktów pochodzenia roślinnego lub zwierzęcego powtarzał ci coś innego. Jednakże gdy dr Paul sugeruje, że rośliny były tylko „pokarmem umożliwiającym przetrwanie” podczas ewolucji, musimy dokładnie rozważyć taki komunikat. Wreszcie, jak dowiesz się z książki, wzrost spożycia bogatych w składniki odżywcze produktów pochodzenia zwierzęcego przez naszych przodków był silnie skorelowany ze wzrostem objętości mózgu. To stanowiło dla nas główny czynnik, który pozwolił nam zmienić się z przeżuwających liście małp i wspiąć się na szczyt łańcucha pokarmowego.

Trzeba przyznać, że argument dotyczący diety mięsnej, który został tak jasno i wyczerpująco przedstawiony w niniejszej książce, to tylko jeden punkt widzenia. Współcześnie w dziedzinie zdrowia i diety jest obecnych tak wiele głośnych i pełnych pasji głosów, które przekazują mnóstwo informacji, że łatwo jest poczuć przytłoczenie, dezorientację i frustrację. To, co cenię w przesłaniu Paula, to jego wyważony i pełen szacunku ton oraz umiejętność przemyślanego rozważenia przeciwstawnych punktów widzenia. Paul nie marnuje czasu i nie walczy z tym, co uważa za dezinformację, błędne wiadomości lub konwencjonalną mądrość. Nawet jeśli krytykuje moją ukochaną sałatkę, trudno mu nie wierzyć. Jestem przekonany, że niniejsza książka zadziała tak samo oraz zachęcam cię do przyswojenia informacji z takim samym dobrym nastawieniem, z jakim napisał ją Paul: z otwartym umysłem oraz chęcią nauki, rozwoju i odkrywania tego, jaka jest najbardziej satysfakcjonująca i optymalna pod względem odżywczym dieta dla ciebie.

Mark Sisson,

październik 2019

Miami Beach, Floryda

WPROWADZENIE

Lubię łamigłówki, a zagadka dotycząca tego, co ludzie powinni jeść, aby mieć jak najwięcej siły, jest absolutnie najbardziej fascynującym pytaniem, które kiedykolwiek zadałem.

Gdybyś miał opracować idealną dietę, jakich wskaźników użyłbyś do określenia wyboru produktów żywnościowych? Chciałbym, aby dieta zawierała w sobie; (1) wszystkie składniki odżywcze, których potrzebujemy w celu optymalnego funkcjonowania; (2) w najbardziej przyswajalnych postaciach; (3) z jak najmniejszą ilością toksyn. Powinna zawierać wszystkie witaminy, minerały, aminokwasy i inne elementy budulcowe, których potrzebujemy, aby się rozwijać, ale nie może zawierać żadnych składników, które zakłócają naszą biochemię lub powodują stany zapalne i uszkodzenia komórek. Brzmi rozsądnie, prawda? Nazywam to zagadką optymalnej diety. To tak naprawdę Święty Graal odżywiania i medycyny, a ja uważam, że dieta drapieżników obejmująca całe zwierzę jest najlepszym rozwiązaniem. Ale nie wierz mi na słowo, bowiem to o tym jest niniejsza książka. To moja szansa, aby przekonać cię, że pokarmy pochodzenia zwierzęcego są najlepszym pożywieniem na naszej planecie, a pokarmy roślinne nie są optymalne, ponieważ zawierają mniejsze ilości składników odżywczych, które są znacznie mniej biodostępne, oraz niezliczone toksyny, które tylko nam szkodzą.

Książka ma tylko sprawić, że niektórzy zaczną zadawać pytania. To, co przedstawię, będzie kontrowersyjne i krytykowane oraz podważy wiele ugruntowanych przekonań, które zostały błędnie przyjęte jako dogmat. Ale to mi nie przeszkadza, bowiem pomoże to także wielu osobom.

Zatem teraz pytam cię, czy chcesz zachować zdrowie? Chcesz zyskać nieskończoną energię, jasność umysłu, odpowiedni poziom libido, seksowną sylwetkę i odporność emocjonalną? Oczywiście, że tak. Wszyscy chcemy być jak najlepszymi wersjami samych siebie oraz być tak silni, jak to tylko możliwe.

Niniejsza książka to opowieść o tym, jak wszyscy możemy wyzwolić nasz potencjał. Takie cele są osiągalne w przypadku każdego z nas, więc uważam, że mającym największe znaczenie czynnikiem, aby to osiągnąć, jest to, co spożywamy zgodnie z naszą dietą.

Żywność, którą spożywamy, jest kluczowym czynnikiem decydującym o tym, czy podążamy ścieżką w kierunku otyłości, zaburzeń myślenia i zmęczenia, czy też drogą prowadzącą do optymalnego stanu zdrowia.

Istnieje tylko jeden mały problem. Zapomnieliśmy, co mamy jeść. Bądźmy ze sobą szczerzy, to naprawdę duży problem, i to widać! Ogólnie rzecz biorąc, nasz dzisiejszy stan zdrowia jako ludzi jest fatalny i wcale się nie poprawia. Szacuje się, że aż 87,8% populacji na Zachodzie w pewnym stopniu cierpi na insulinooporność i dysfunkcje metaboliczne. Poświęćmy temu sekundę... 87,8%! To zaskakująco duża wartość, ale także oskarżenie o to, jak niezdrowy tryb życia prowadzimy dzisiaj.

Jako lekarz naocznie się o tym przekonałem, a nie jest to nic miłego. Wielu ludzi, których spotkałem podczas swojej kariery lekarza, cierpiało na choroby, których zachodnia medycyna nie była w stanie wyleczyć. Oczywiście, możemy zaproponować leki, które na krótki czas łagodzą objawy, ale często ich skutki uboczne są gorsze niż choroby, które leczą. Leżące u podstaw stany zapalne w dalszym ciągu pozostają niewykryte, co wreszcie prowadzi do jeszcze większej liczby problemów.

W trakcie całego mojego szkolenia medycznego i praktyki w ramach głównego nurtu medycyny alopatycznej doszedłem do jeszcze jednego bardzo rozczarowującego wniosku: system, w którym się szkoliłem, nie pomaga ludziom prowadzić lepszego życia. Oczywiście, medycyna może rozwiązać nagłe problemy, takie jak zapalenie wyrostka robaczkowego czy złamana noga, ale jeśli chodzi o chorobę przewlekłą i wyleczenie pierwotnej przyczyny choroby, kończy się to żałośnie.

Nie jest to jednak książka o tym, co nie działa w systemie medycyny. Tego typu książki zostały już napisane, więc nie to jest moim celem. To książka dotycząca tego, jak odzyskać dobre zdrowie, zwracając szczególną uwagę na to, co jesz, a przy okazji odkryć swojego wewnętrznego superbohatera, który ma więcej siły niż myślisz. Wszystko, co mogę powiedzieć na temat współczesnego systemu medycyny, to to, że nigdy nie będzie w stanie wyleczyć pierwotnej przyczyny choroby, dopóki nie zmieni się podstawowy paradygmat leczenia chorób. Lekarze muszą zdać sobie sprawę i zaakceptować, że jedzenie ma wiele wspólnego z tym, czy chorujemy.

ZAGUBIONA INSTRUKCJA OBSŁUGI

Jeśli w dalszym ciągu czytasz niniejszą książkę i myślisz, że jest trochę prawdy w tym, co do tej pory powiedziałem, prawie na pewno zadajesz sobie bardzo ważne pytanie: jak ustalić, co powinno się jeść? Jakie pożywienie sprawi, że staniemy się półbogami, którymi możemy być, a jakie będzie nam to utrudniać?

Przez ostatnie dwie dekady to pytanie stało się moją obsesją, a książka, którą masz przed sobą, stanowi wynik mojego poszukiwania odpowiedzi.

Uważam, że rozwiązanie zagadki dotyczącej tego, co powinniśmy jeść, znajduje się w naszej „instrukcji obsługi”, czyli wzorcu, którym powinniśmy się kierować, aby zapewnić sobie odpowiednie paliwo, a jest to właściwe odżywianie. Niestety taka instrukcja obsługi nie jest podręcznikiem, który otrzymują nasi podekscytowani rodzice, gdy przychodzimy na świat. To byłoby niesamowite i znacznie ułatwiłoby odpowiedź na zadane pytanie. Niestety wszechświat nie działa w ten sposób. Nasza instrukcja obsługi to tak naprawdę kod zapisany w naszych genach. Znajduje się w naszym DNA i istnieje, odkąd staliśmy się „ludźmi” około 3–4 miliony lat temu.

Jak zatem mamy na nowo odkryć kod, aby stać się superbohaterami, którymi mamy być? Pogarszający się stan zdrowia wskazuje na to, że najwyraźniej gdzieś po drodze zgubiliśmy instrukcję obsługi, więc teraz ponosimy tego konsekwencje. Dorastając, za każdym razem, gdy gubiłem swoje zabawki Transformersów lub G.I. Joe, moja mama zawsze pytała mnie, gdzie ostatnio je widziałem. To bardzo mądre pytanie. Myślę, że powinniśmy rozpocząć poszukiwania instrukcji obsługi od miejsca, gdzie ją ostatnio widzieliśmy. Nasi przodkowie znali odpowiedź na zadane pytania, a ta wiedza była przekazywana z pokolenia na pokolenie, wpisana w naszą tożsamość, jeszcze zanim się narodziliśmy.

Niniejsza książka to opowieść pełna przygód. To historia moich osobistych poszukiwań kodu, który pozwoliłby nam wszystkim rozwijać się w sposób, który niewielu z nas uważa za możliwy. Poszukiwałem tego skarbu przez wiele lat i myślę, że w końcu go znalazłem. To było niesamowite doświadczenie i nie mogę się doczekać, aż się nim z wami podzielę, ale zanim się tym zajmę, chcę opowiedzieć trochę o mojej przeszłości i o mojej osobistej podróży.

POCZĄTKI

Mój ojciec jest lekarzem, a mama pielęgniarką, więc gdy dorastałem, miałem duży kontakt z medycyną. Rozmowy przy stole dotyczyły migotania przedsionków, nadciśnienia tętniczego i poziomu cholesterolu. Gdy odwiedzałem tatę w szpitalu, już jako mały chłopiec widziałem chorobę na własne oczy i to wzbudziło moje zainteresowanie. Chciałem wiedzieć, co dzieje się z pacjentami mojego ojca i jak mogą wrócić do zdrowia. Musiałem dowiedzieć się, dlaczego pacjent cierpi na niewydolność serca lub przeszedł udar, czemu ma trudności z oddychaniem czy problemy z kruchością kości. Chciałem wiedzieć, dlaczego niektórzy ludzie są zdrowi, a ich organizm funkcjonuje prawidłowo, a inni chorują.

Przyczyny leżące u podstaw różnych wyników zawsze mnie interesowały.

Chociaż moi rodzice byli pracownikami służby zdrowia, w naszym domu nie kładziono dużego nacisku na zdrowe odżywianie. Stosowaliśmy dość standardową amerykańską dietę, która obejmowała kolacje przy telewizji, fast foody, chleb, makaron i przetworzone węglowodany. Dorastałem w czasach, gdy za wroga uznawano tłuszcz, który od lat 50. był niesłusznie demonizowany przez przemysł zbożowy i przetworzonej żywności. Pamiętam, że po szkole żarłocznie pożerałem kilka misek płatków, ale nigdy nie czułem się najedzony. Miałem problemy związane z jelitem drażliwym, otyłością dziecięcą, astmą i egzemą. Byłem dzieckiem ery niskotłuszczowej, co było doskonale widoczne.

Mój stan zdrowia trochę się polepszył na studiach, ale z pewnością nie był idealny. Uczyłem się chemii w College of William and Mary oraz chciałem pójść do szkoły medycznej. Podczas czterech lat nauki w college’u pojawiały się u mnie liczne ostre ogniska egzemy i często musiałem zażywać doustne leki sterydowe takie jak prednizon. Leki tłumiły przewlekły, szalejący proces autoimmunologiczny, ale powodowały również straszną bezsenność, wahania nastroju i przyrost masy ciała. W dalszym ciągu brakowało mi równowagi, ale nie miałem pojęcia, że takie objawy mogą być powodowane stosowaną dietą. Nie brałem tego nawet pod uwagę, ponieważ nie jest to coś, czego uczy się na kursach przed studiami medycznymi ani w ramach formalnej edukacji medycznej, którą otrzymali członkowie mojej rodziny lub którykolwiek ze znanych mi lekarzy. Naprawdę ciężko pracowałem w liceum i na studiach, a pod koniec mojego pobytu w William and Mary czułem się trochę wypalony. W tamtym czasie udało mi się zebrać wiele nagród, ukończyć szkołę z wyróżnieniem i zostać wybranym do bractwa Phi Beta Kappa, ale wiedziałem, że szkoła medyczna nie będzie właściwym kolejnym etapem.

Zamiast tego postanowiłem spędzać czas, szwendając się tu i ówdzie oraz świetnie się przy tym bawiąc. W tamtym czasie nie miałem pojęcia, jak długo potrwa tak szalony okres w moim życiu, ale wolność działała na mnie odurzająco. Spędziłem lato w Maine, ucząc uczniów gimnazjów w ramach zajęć na świeżym powietrzu, a potem udałem się na zachód, do dzikich krain, które widziałem tylko na zdjęciach. Potem przeżyłem wiele przygód: wędrówkę po ponad 4000 km szlaku Pacific Crest Trail, wielokrotne wyprawy do Nowej Zelandii (przy czym największe atrakcje obejmowały pływanie w rzece po powodzi i gubienie się w górach) i wycieczki na nartach w takich świętych miejscach jak Telluride, Alta i Jackson Hole.

Po sześciu latach poszukiwań i przygód na amerykańskim Zachodzie moje pragnienie dalszej edukacji powróciło i ponownie zacząłem poszukiwać możliwości nauki akademickiej. W tamtym czasie przyszła mi do głowy myśl o szkole medycznej, ale odstraszał mnie trudny tryb życia, który prowadził mój ojciec, internista. Zamiast tego zdecydowałem, że zostanę asystentem lekarza i miałem nadzieję, że zapewni mi to równowagę między przyjmowaniem pacjentów a prowadzeniem normalnego życia osobistego poza pracą.

Praca jako asystent lekarza w dziedzinie kardiologii zapewniła mi pierwszy przegląd tego, jak wygląda życie specjalisty w dziedzinie medycyny na Zachodzie. To nic fajnego. Natychmiast poczułem rozczarowanie tym, co mnie spotkało, ale nie było to powodowane brakiem inteligentnych i życzliwych lekarzy z dobrymi chęciami. Miałem to szczęście, że mogłem mieć za mentorów wiele niezwykle utalentowanych osób, które dużo mnie nauczyły o praktykowaniu medycyny. Największe rozczarowanie wiązało się z ogólnym paradygmatem medycyny i samym systemem medycznym. Ani w szpitalu, ani w klinice stan pacjentów nie poprawiał się, za to rozwój choroby nieustannie postępował. Czasami pogorszenie stanu zdrowia było hamowane przez leki, ale choroba i tak się rozwijała.

Doprowadziło to do tego, że zacząłem kwestionować swoją rolę w tym wszystkim. Czy naprawdę pomagałem ludziom prowadzić pełniejsze, lepszej jakości życie za pomocą statyn, leków na ciśnienie krwi, insuliny i leków rozrzedzających krew, czy tylko opóźniałem to, co nieuniknione? Czy nie ma sposobu, aby wyleczyć choroby takie jak choroby serca, wysokie ciśnienie krwi lub cukrzyca poprzez zajmowanie się ich przyczynami? Czy nasi przodkowie cierpieli z powodu tych samych ciężkich przewlekłych chorób, z którymi borykamy się dzisiaj? A może nastąpiła jakaś zasadnicza zmiana trybu życia, która mogłaby stać za obserwowanym pogorszeniem jasności umysłu, siły, składu ciała i witalności?

Nie umiałem wtedy odpowiedzieć na te pytania, ale w głębi duszy wiedziałem, że powinienem był je zadać. Zdałem sobie sprawę, że poszukiwanie tych odpowiedzi to przedsięwzięcie, którego warto się podjąć, a być może będzie to najbardziej wartościowa sprawa, jakiej poświęcę się w życiu. Po przepracowaniu kilku lat jako asystent lekarza zdałem sobie sprawę, że nie mogę dalej pracować w systemie, w który straciłem wiarę, gdy tak ważne pytania pozostawały bez odpowiedzi.

ZA DRUGIM RAZEM

Niewiele osób kieruje się do szkoły medycznej dwa razy, ale tak właśnie się stało w moim przypadku. Podczas kolejnych czterech lat studiów medycznych na Uniwersytecie w Arizonie i czterech lat rezydentury w dziedzinie psychiatrii na Uniwersytecie Waszyngtońskim mogłem zobaczyć wszystko z innej perspektywy niż w szkole asystentów medycznych. Sześć lat, które już spędziłem w branży medycznej (dwa w szkole i cztery lata jako asystent lekarza kardiologa), sprawiło, że za drugim razem miałem inne podejście. Zadawałem dużo pytań.

Myślę, że wkurzyłem więcej niż kilku profesorów, lekarzy i rezydentów moimi nieustannymi prośbami o przekazanie obszerniejszej wiedzy na temat przyczyn chorób, które napotkaliśmy. Dokładnie taka sama sytuacja miała miejsce, jeśli chodzi o rezydenturę. Od czasu, gdy odwiedziłem ojca w szpitalu, zawsze chciałem wiedzieć „dlaczego” i miałem nadzieję, że w końcu się wszystkiego dowiem.

Prawdopodobnie domyślasz się, co teraz nastąpi – tak się nie stało. W trakcie tych ośmiu lat pojawiło się kilka promyków nadziei i momentów zrozumienia, ale w większości przypadków nic się nie działo. Jak lubi mawiać mój dobry przyjaciel, dr Ken Berry, w szkole medycznej i na stażu chodzi o nauczenie się, którą pigułkę należy podać. Nie chodzi o zrozumienie przyczyn choroby. Robiłem więc to, co musiałem i ciągle uczyłem się, które leki podawać. Na koniec doskonale zaliczyłem ostatnie egzaminy, ale nadal nie uważałem, że wiem, jak pomóc moim pacjentom w wyzdrowieniu, a to bardzo mnie rozczarowało. Pracowałem tak ciężko jak tylko mogłem i poznałem wszystkie odpowiedzi na standardowe pytania, ale moi pacjenci dalej cierpieli. Nie tak miało być.

Co więcej, nie byłem w stanie wyleczyć samego siebie. Gdy byłem asystentem lekarza, odkryłem dietę paleo i jej koncepcja do mnie przemówiła. Przez następną dekadę unikałem zbóż, fasoli i nabiału oraz stosowałem rygorystyczną organiczną dietę opartą na produktach pochodzenia zwierzęcego i roślinnego. Wraz ze zmianą odżywiania zauważyłem pewną poprawę składu ciała i zdolności myślenia, ale pozostała uporczywa egzema, która czasami się zaogniała. W szkole medycznej zacząłem uczyć się ju-jitsu, a uprawianie tej sztuki walki nauczyło mnie pokory w sposób, jakiego nie doświadczyłem wcześniej w życiu. Ju-jitsu okazało się jednocześnie źródłem wielkiego cierpienia i głębokiej satysfakcji. Niestety cały czas spędzony na matach z odsłoniętymi łokciami i kolanami spowodował, że egzema silnie się zaostrzyła i ostatecznie zakaziłem się szczepem bakterii paciorkowcowych. W rezultacie pojawił się liszajec, potem zapalenie tkanki łącznej, a następnie zachorowałem na sepsę. Miałem gorączkę i dreszcze oraz musiałem dostać dożylnie antybiotyki. Nie była to idealna sytuacja w przypadku studenta trzeciego roku medycyny w trakcie najbardziej wyczerpującej części edukacji.

Jakoś przeżyłem. Zaufaj mi, to nie sałatki pomogły mi przetrwać, ale wkrótce do tego dojdziemy. W trakcie rezydentury egzema sporadycznie powracała, czasami z taką siłą, że większość dolnej części pleców była w kiepskim stanie. W tym momencie wiedziałem już, że jedzenie ma ogromny wpływ na zdrowie i choroby. W przeszłości próbowałem wyeliminować z diety różne rzeczy: żywność o wysokiej zawartości histaminy, żywność o wysokiej zawartości szczawianów, żywność o wysokiej zawartości lektyny, orzechy, zboża i czekoladę. W końcu przez kilka miesięcy próbowałem eliminować wszystko, co tylko przyszło mi do głowy. W zasadzie jadłem tylko awokado, sałatę i mięso zwierząt karmionych trawą wraz z kilkoma suplementami, których jak mi się wydawało potrzebowałem ze względu na genetyczne predyspozycje. Mimo to mój organizm atakował sam siebie, a egzema nadal się pojawiała.

Nigdy nie zapomnę dnia, w którym słuchałem Jordana Petersona w podcaście Joe’ego Rogana, gdy jechałem na wybrzeże Waszyngtonu, aby posurfować. Jestem pewny, że było deszczowo i zimno, a fale były przeciętne, ale wycieczka była tego warta. Pod koniec podcastu usłyszałem, jak Jordan opowiadał o swojej diecie opartej na mięsie. Mówił o sposobie, w jaki pomogła jego córce, Michaile, zwyciężyć w walce z trwającą całe życie ciężką chorobę autoimmunologiczną oraz jak pomogła jemu samemu schudnąć oraz rozwiązać własne problemy z bezdechem sennym i schorzeniami autoimmunologicznymi. Nagle przyszła mi do głowy myśl o zmianie paradygmatu, która od tego momentu odmieniła całe moje życie. A co, jeśli moje własne problemy autoimmunologiczne i inne problemy ze stanami zapalnymi, które obecnie objawiają się jako choroby przewlekłe, mogą być powodowane przez rośliny, które spożywam?

Natychmiast odrzuciłem ten pomysł, mając w pamięci lata indoktrynacji, podczas których przekazywano mi, że rośliny, błonnik i fitoskładniki są niezbędne, aby człowiek pozostawał zdrowy. Jak mógłbym trawić bez błonnika? Co ze wszystkimi zaletami związków polifenolowych? A co z moim mikrobiomem? Czy wszystkie dobre bakterie żyjące w moich jelitach nie głodowałyby bez prebiotycznej skrobi? Całe ju-jitsu, którego uczyłem się w szkole medycznej, nie mogło mnie przygotować do zmagań z tym wszystkim, czego mnie uczono i nową, radykalną koncepcją, która pojawiła mi się w głowie. Rzeczywiście bardzo długo ze sobą walczyłem, ale po miesiącach studiowania literatury i uważnego rozważenia idei diety mięsnej postanowiłem spróbować. Wiedziałem, że jeśli czegoś nie zmienię, prawdopodobnie nie wyleczę egzemy, a nie byłem zadowolony z działania leków stosowanych przewlekle.

W ciągu pierwszych trzech dni wiedziałem, że w tej diecie jest coś wyjątkowego. Zacząłem odczuwać emocjonalną harmonię i coraz bardziej pozytywnie patrzyłem na życie, czego nie doświadczyłem nigdy wcześniej. Nie spodziewałem się tego uczucia, ale była to miła niespodzianka. Czułem się, jakby wokół mojego mózgu znajdowały się kajdany, które powoli opadały. Nagle wszystko w moim umyśle stało się łagodniejsze i swobodniejsze. Teraz uważam, że było to spowodowane stopniowym ustępowaniem z mojego organizmu niewielkiego stanu zapalnego, który zaczął się w jelitach i przeniósł do mózgu. Niektórzy opisywali podobną poprawę zdolności myślenia w stanach ketozy i bez wątpienia odegrało to rolę później, podczas mojej drogi ku diecie mięsnej, ale kiedy po raz pierwszy zacząłem badać taki sposób odżywiania, włączyłem do diety miód i w ten sposób dostarczyłem sobie dużo glukozy. To właśnie eliminacja roślin spowodowała tak głęboką przemianę mojego życia, więc byłem bardzo zaintrygowany tym, jakie inne korzyści może przynieść dieta mięsna.

Od tamtego czasu jem wyłącznie pokarmy pochodzenia zwierzęcego i mogę rozwijać się tak jak nigdy wcześniej. Moje postrzeganie życia pozostaje niezwykle pozytywne, jestem stabilny emocjonalnie, śpię spokojnie i mam dużo siły fizycznej. Mam mnóstwo energii, wysokie libido, doskonałe trawienie, a każdy dzień jest piękny.

Chcesz zapytać o wyniki morfologii? Pamiętaj, że jestem lekarzem z obsesją na punkcie rozumienia tego, jak to wszystko działa. Badałem się dziesiątki razy, a wszystkie wyniki wyglądały świetnie. Nerki i wątroba są zdrowe, a także zdecydowanie nie mam szkorbutu. Nie mam też objawów stanów zapalnych ani insulinooporności. Markery stanu zapalnego są prawie niewykrywalne, a poziom cukru we krwi mieści się w idealnym zakresie przez cały dzień bez zmian po posiłkach. A co z chorobą autoimmunologiczną? Odkąd stałem się mięsożercą, nie miałem ani jednego przypadku ostrej egzemy. Przed wprowadzeniem tej zmiany co miesiąc pojawiała się u mnie egzema z wieloma uporczywymi wypryskami i świądem.

Moja historia nie jest wyjątkowa. Obecnie tysiące ludzi ma doświadczenia podobne do mojego, bowiem przeszli przez poprawę i ustąpienie różnych chorób, takich jak wrzodziejące zapalenie jelita grubego, choroba Leśniowskiego-Crohna, toczeń, choroby tarczycy, łuszczyca, stwardnienie rozsiane, reumatoidalne zapalenie stawów i choroby psychiczne takie jak depresja, choroba afektywna dwubiegunowa i nerwica. Ponadto tysiące innych osób stosowały dietę mięsną, aby schudnąć, zatrzymać cukrzycę i insulinooporność lub poprawić libido i sprawność umysłową. Wiele z tych niesamowitych historii znajduje się na stronie MeatHeals.com, na której są one podzielone według choroby.

Brzmi zbyt dobrze, aby mogło być prawdziwe? Też tak myślałem! Gdy pierwszy raz o tym usłyszałem, sądziłem, że to jakieś szaleństwo, więc jeśli tak uważasz, jesteś w dobrym towarzystwie. Zmiany, których doświadczyłem w trakcie stosowania tej diety, były tak ogromne, że zagłębiłem się w badania, starając się zrozumieć korzyści, mechanizmy leżące u ich podstaw i potencjalne pułapki. Niniejsza książka jest historią tego, czego nauczyłem się w trakcie swojej drogi, gdy doszedłem do wniosku, że wiele z naszych głęboko zakorzenionych przekonań dotyczących żywienia jest całkowicie błędnych, więc często uniemożliwiają nam realizację naszego prawdziwego potencjału. Większość chorób i schorzeń, na które dzisiaj cierpimy, ma charakter autoimmunologiczny i zapalny, a wierzę, że skupiając się na pokarmach zwierzęcych bogatych w składniki odżywcze oraz unikając toksyn występujących w roślinach, które wyzwalają procesy chorobotwórcze, szybko powrócimy do naszego przyrodzonego prawa do zdrowia i witalności.

CEL TEJ KSIĄŻKI

Moim celem jest podzielenie się z tobą tym, dlaczego głęboko wierzę w dietę mięsną i czemu ma ona sens z ewolucyjnego, medycznego, żywieniowego i biochemicznego punktu widzenia.

W części I zaczniemy od początku, czyli od czasów, gdy wiedzieliśmy, jak się odżywiać i kiedy jako gatunek ludzki znakomicie się rozwijaliśmy, ponieważ polowaliśmy na zwierzęta i je zjadaliśmy. I to w dużych ilościach! Następnie porozmawiamy o tym okresie w historii ludzkości, gdy to zgubiliśmy instrukcję obsługi. Uwiedzeni „kultem zboża”, przestaliśmy polować i zaczęliśmy uprawiać ziemię. Jak widać, wpływ zboża na stan naszego zdrowia był potwornie szkodliwy.

W części II zbadamy, dlaczego nasza decyzja o zwiększeniu spożycia roślin nie była dobra. Wiem, że ani rośliny, ani zwierzęta nie chcą zostać zjedzone. Ale podczas gdy zwierzęta mają nogi, płetwy, zęby i rogi, którymi mogą się bronić, rośliny od 450 milionów lat po prostu rosną w ziemi. W tym czasie, aby przeżyć, musiały w wyniku ewolucji wykształcić złożone chemiczne mechanizmy obronne, które będą siać spustoszenie w naszym organizmie, jeśli nie zwrócimy na nie uwagi.

W części III porównamy wartość odżywczą pokarmów pochodzenia zwierzęcego i roślinnego oraz przedstawimy powody, dla których produkty pochodzenia zwierzęcego wyraźnie wygrywają w tym zestawieniu. Jedną z rzeczy, które uważam za najbardziej skandaliczne, jest fakt, że żywność pochodzenia zwierzęcego jest niesłusznie oczerniana, więc obalimy wiele mitów, które powtarza się na temat żywności pochodzenia zwierzęcego, w tym pogląd, że mięso powoduje raka i choroby serca lub skraca długość życia.

Część IV jest poświęcona zasadzie „od nosa do ogona”, stosowanej w diecie mięsnej. Przekażę wszystko bardzo szczegółowo i dołożę wszelkich starań, aby żadne pytanie nie pozostało bez odpowiedzi. Omówimy kilka obszarów diety mięsnej: co jeść, różne style żywienia oraz sposób włączenia podrobów. W oparciu o twój cel uwzględnimy również, kiedy i ile należy jeść.

Jeśli najbardziej interesuje cię, jak opracować dietę mięsną i chcesz jak najszybciej spróbować takiego stylu życia, możesz od razu przejść do ostatniej części książki, więc najpierw przeczytaj dwunasty i trzynasty rozdział. W rozdziale dwunastym znajdują się również osobiste historie innych członków społeczności mięsożerców, którzy po zmianie diety odczuli niesamowitą poprawę.

Jesteś prawie gotowy, aby dotrzeć do centrum tego wszystkiego, ale zanim zacznę, chcę omówić jeszcze jedną kluczową koncepcję, która pomoże stworzyć ramy całego dalszego omówienia sposobu życia drapieżników.

RÓWNANIE JAKOŚCI ŻYCIA

Dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że wiele koncepcji, o których opowiadam w tej książce, gwałtownie odbiega od przyjętych norm społecznych, więc wiele osób może zadawać sobie pytanie: „Czy on naprawdę sugeruje, że do końca życia powinienem jeść tylko mięso? Nigdy go nie posłucham!”.

Niniejsza książka nie ma na celu wprowadzenia ograniczeń, ale raczej poszerzenie wiedzy, aby pomóc ci dokonywać wyborów, które pozytywnie wpłyną na jakość twojego życia. Ma również na celu pomóc ci na twojej własnej drodze, aby każdego dnia przeżywać życie w najbardziej optymalny sposób. To przygoda w podróży. Dzieląc się z tobą tym, czego się nauczyłem, mam nadzieję, że zapewniam ci narzędzia potrzebne do przeprowadzenia własnych badań, a nie tylko naśladowania mnie.

Jednym z tych narzędzi jest równanie jakości życia. Mówiąc najprościej, postępując zgodnie z tym równaniem, celem jest zawsze dążenie do najwyższej jakości życia, a aby to osiągnąć, musimy znać nasze cele. Każda osoba ma swoje unikalne doświadczenia i różne cele w zależności od tego, gdzie aktualnie się znajduje na swojej drodze, a czynniki te przełożą się na najwyższą jakość życia, która będzie różna dla każdego w danym momencie. Dla niektórych najwyższa jakość życia zawsze będzie optymalną wydajnością, zarówno psychiczną, jak i fizyczną. W tym przypadku odejście od celowego sposobu odżywiania, czy to diety mięsnej, keto czy paleo, skutkowałoby niższą jakością życia, ponieważ wydajność może się wtedy pogorszyć. Ja sam zaliczam się do tej kategorii. Dobra wiadomość jest taka, że niniejsza książka nie jest napisana tylko dla ludzi takich jak ja, ale także dla mężczyzn i kobiet, którzy lepiej niż ja przyswoili pojęcie umiaru.

Wiem, że dla większości takich osób wydajność jest zazwyczaj głównym celem. Innym razem priorytetem może być poczucie wspólnoty czy relaks, a udział w działaniach mających na celu zaspokojenie tych potrzeb prowadzi do najwyższej jakości życia. To całkowicie w porządku. Można nie chcieć być mięsożercą przez cały czas. Dopóki staramy się zapewnić sobie jak najwyższą jakość życia, będziemy prowadzić niesamowite życie, pełne bogatych doświadczeń, rozwoju osobistego i dobrego zdrowia.

Rozważmy przykład ilustrujący, jak działa równanie jakości życia. Poznaj Joe’ego, czterdziestopięcioletniego mężczyznę, który jest szczęśliwie żonaty oraz ma dwoje zdrowych i energicznych dzieci. Joe zauważył, że w ciągu ostatnich kilku lat przybrał około 10 kg, czuje się mniej energiczny, ma osłabione libido i cierpi na bóle stawów. Znajomy opowiedział Joe’emu o szalonej „diecie mięsożerców”, na której był przez ostatnie kilka miesięcy, i pocieszył go, opowiadając o utracie wagi, poprawie snu, zwiększonej energii i popędzie seksualnym, lepszym nastroju i ograniczeniu bólu stawów.

Przyjaciel Joe’ego wręczył mu egzemplarz tej właśnie książki i zachęcił do jej przeczytania. Zaintrygowany pomysłem Joe uważnie czyta książkę i postanawia wypróbować dietę mięsną.

Tutaj do gry wchodzi równanie jakości życia. Joe stwierdza, że jego głównym celem jest poprawa stanu zdrowia i innych kwestii, które go ostatnio dręczyły. Gdybym mógł udzielić Joe’emu rady, powiedziałbym mu:

„Joe, przybij piątkę! Naprawdę myślę, że na tej diecie poczujesz się niesamowicie. To będzie zmiana w stosunku do tego, do czego jesteś przyzwyczajony, ale jestem gotów założyć się o dużą stawkę o to, że w zamian za ciężką pracę nad zmianą stylu życia wiele spraw, które ostatnio się pogorszyły, szybko ulegnie poprawie. To nie nastąpi z dnia na dzień. Daj sobie przynajmniej miesiąc lub dwa, ale pod koniec 30–60 dni poczujesz się niesamowicie. Oto jeszcze jedna rzecz do przemyślenia: im bardziej rygorystycznie możesz przestrzegać diety, tym lepsze będą twoje wyniki, ale jeśli coś się nie uda, to na pewno nie jest koniec świata. Prawdopodobnie pojawią się specjalne okazje, gdy najwyższa jakość życia nie będzie związana z wydajnością i optymalizacją stanu zdrowia, i to jest w porządku. Jeśli chcesz zjeść deser z ukochaną osobą w waszą rocznicę lub kęs ciasta na urodziny syna, ponieważ taka wspólna celebracja ma znaczenie, wiedz, że w danej chwili może to być dla ciebie najwyższa jakość życia. Nie możesz storpedować całego przedsięwzięcia, robiąc coś takiego od czasu do czasu. Rób takie rzeczy celowo, a następnie wróć do swoich pierwotnych celów, ponownie zadając sobie pytanie, jaka jest twoja najwyższa jakość życia. Prawdopodobnie nastąpi powrót do optymalizacji własnego zdrowia, a dzięki takiemu odstępstwu możesz powrócić do koncentracji wysiłków na stosowaniu diety mięsnej. Zawsze szukaj najwyższej jakości życia.

Równanie jakości życia nie ma być „kartą wyjścia z więzienia” ani wymówką do zjedzenia ciasta. To delikatne szturchnięcie, aby zawsze być świadomym tego, co w danej chwili najbardziej odżywia duszę. Daję ci swobodę powstrzymania się od wszelkich wysiłków, aby zmienić styl życia, jeśli okresowo zmienią się twoje priorytety. Jak wspomniałem wcześniej, dla niektórych osób najwyższą jakością życia zawsze będzie poprawa stanu zdrowia. Osoby z chorobami autoimmunologicznymi lub poważnymi objawami wynikającymi ze stanów zapalnych mogą należeć do tej kategorii. Jednak w przypadku tych, które ogólnie mają się dobrze i poszukują tylko optymalizacji, dozwolona może być nieco większa elastyczność.

To jest życie. To twoja przygoda. Ty decydujesz, jakie masz cele.

Jestem tutaj, aby podzielić się z tobą niesamowitymi rzeczami, które odkryłem, abyś mógł wyruszyć na własną misję niczym Rambo. A teraz nadszedł już czas, odważny poszukiwaczu przygód! Rozpocznijmy nasze poszukiwania zagubionej instrukcji obsługi, aby złamać kod i stać się całkowicie zdrowymi ludźmi!

CZĘŚĆ I

ROZDZIAŁ PIERWSZYNASZE POCZĄTKI

Wciąż pamiętam radę mojej mamy, gdy gubiłem zabawki G.I. Joe i Transformersów. Sugerowała, aby szukać ich tam, gdzie ostatnio je widziałem, i myślę, że powinniśmy postąpić tak samo, szukając zagubionej instrukcji obsługi. Zatem gdzie ostatnio widzieliśmy cenną księgę, która ma kluczowe znaczenie dla optymalnego stanu zdrowia i wydajności? W przeszłości.

Przy każdej teoretycznej podróży w przeszłość pojawia się pewne zastrzeżenie: antropologia nie jest doskonała i nie mamy wehikułu czasu, aby cofnąć się i być świadkiem minionych wydarzeń. Pracuję nad jego skonstruowaniem, ale mam problem ze znalezieniem źródła 1,21 gigawata wymaganego do zasilania. Dopóki nie rozwiążę tego problemu, możemy wykorzystać dostępne dowody, aby zrekonstruować naszą historię najlepiej jak potrafimy, i właśnie tym zajmiemy się w poniższym rozdziale. Naprzód! Czeka nas niesamowita przygoda!

SPRAWY INDIANY JONESA

Jedzenie zwierząt stanowiło integralną część naszej egzystencji jako istot ludzkich przez bardzo długi czas, prawdopodobnie przez co najmniej 5–6 milionów lat. Ewolucja naczelnych nastąpiła około 60 milionów lat przed ewolucją człowieka, a w tym okresie objętość mózgu naczelnych pozostawała zasadniczo niezmienna i wynosiła około 350 cm3, z pewnymi wahaniami w obrębie gatunków w zależności od wielkości ciała. Z badań wynika, że 60 milionów lat spożywania owoców i liści nie sprawiło, że mózg naszych przodków naczelnych zwiększył swoją objętość.

Uważa się, że linia hominidów oddzieliła się od szympansów około 6 milionów lat temu, kiedy nasi odlegli przodkowie zeszli z drzew na otwarte sawanny północno-wschodniej Afryki, co nastąpiło po przesunięciu płyt tektonicznych, które spowodowało zmiany w ich środowisku. Najstarsze skamieniałości naszej linii pochodzą sprzed około 4,2 miliona lat i zostały odkryte w północnej Kenii. Do tego gatunku, znanego jako australopitek, należą skamieniałe szczątki samicy pieszczotliwie nazwanej Lucy, na cześć znanej piosenki Beatlesów, granej co noc w obozie podczas żmudnych wykopalisk. Wygląda na to, że Lucy chodziła wyprostowana, jak człowiek, ale szacuje się, że objętość jej mózgu była tylko nieznacznie większa niż jej przodków szympansów. Patrząc na szkielety takie jak Lucy i późniejsze, jesteśmy w stanie prześledzić objętość mózgu naszych odległych krewnych na osi czasu i zobaczyć, jak rozwija się fascynująca opowieść.

Objętość mózgów naszych poprzedników stopniowo zwiększała się po czasach Lucy, a potem, około 2 miliony lat temu, wydarzyło się coś niesamowitego: nagle mózg zaczął rosnąć znacznie szybciej. Cały czas się powiększał, 2 miliony lat temu osiągając największą objętość około 1600 cm3.

Zwiększenie objętości mózgu korelowało z rosnącą złożonością kory nowej (zewnętrznej części mózgu) i wzrostem inteligencji, co umożliwiło lepszą komunikację i bardziej skomplikowane zachowania grupowe, takie jak zorganizowane polowanie. Większy mózg równa się mądrzejsi ludzie, którzy zorientowali się, jak skuteczniej polować w grupach na zwierzęta.

Tak znaczna zmiana objętości mózgu rodzi podstawowe pytanie: jakie cudowne wydarzenie miało miejsce 2 miliony lat temu, które pozwoliło mózgom rosnąć, a naszym przodkom stać się bardziej inteligentnymi? Nikt nie wie tego na pewno, ale dane archeologiczne dostarczają kilku kluczowych wskazówek. To właśnie 2,5 miliona lat temu, wraz z pojawieniem się homo habilis, pojawiły się pierwsze narzędzia kamienne i rozpoczęły się polowania na zwierzęta. Skamieniałe szkielety zwierząt z tego okresu pokazują uszkodzenia spowodowane bronią i nacięcia kości świadczące o najwcześniejszych praktykach rzeźniczych1, 2, 3. Istnieją dowody na to, że nasi przodkowie jedli pokarmy pochodzenia zwierzęcego już wcześniej, za czasów Lucy, 4–5 milionów lat temu, ale wydaje się, że to 2 miliony lat temu ewoluowaliśmy od padlinożerców do myśliwych.

Jako padlinożercy mogliśmy uzyskać dostęp tylko do kilku części zwierzęcia, takich jak szpik kostny i mózg, które były otoczone tkanką szkieletową, więc inne zwierzęta nie mogły się do tego dostać4, 5. Mając możliwość polowania na zwierzęta w zorganizowanych grupach i używając kamiennych narzędzi, zaczęliśmy korzystać ze wszystkich części zdobyczy. Oznaczało to, że mieliśmy dostęp do narządów wewnętrznych (brzucha) i tłuszczu, a także do mięsa. Uważam, że to spożywanie tych części zwierząt, ze wszystkimi ich unikalnymi mikroelementami i bogactwem kalorycznym, pozwoliło naszym mózgom zwiększyć objętość w stosunku do homo habilis i uczyniło nas ludźmi, którymi jesteśmy dzisiaj. Spożywanie zwierząt od nosa do ogona uczyniło nas ludźmi! Wydaje się, że przejście od padlinożerców do myśliwych było decydującym momentem w naszej ewolucji jako gatunku ludzkiego.

Ludzka ewolucja a zwiększenie objętości mózgu

Niektórzy twierdzą, że to gotowanie spowodowało nagłe zwiększenie objętości ludzkiego mózgu, ale wielu naukowców zgadza się, że zaczęliśmy wykorzystywać ogień dopiero około 500 000 lat temu, czyli 1,5 miliona lat po tym, jak nasze mózgi zaczęły rosnąć6.

Na ilustracji (str. 40) możesz porównać objętość mózgów naszych przodków na przestrzeni milionów lat. Około 4 miliony lat temu znajduje się Lucy i australopitek. Jej mózg był wielkości małego grejpfruta. Jednak między Lucy a homo habilis mózg urósł do rozmiarów średniego grejpfruta: około 500 cm3. Następnie, 2,5 miliona lat temu, wraz z pojawieniem się narzędzi kamiennych i polowania mózgi naszych przodków zaczęły rosnąć jeszcze szybciej. Ich objętość podwoiła się w ciągu następnego miliona lat. Opierając się na dowodach kopalnych, wydaje się, że osiągnęliśmy maksymalny rozmiar mózgu (1600 cm3) około 2 milionów lat temu i od tamtego czasu nasze mózgi nieco się skurczyły.

Z grafiki wynika, że znaczna zmiana w tempie wzrostu mózgów naszych przodków zbiegła się z kamiennymi narzędziami i polowaniami. Jesteśmy ludźmi, którymi jesteśmy dzisiaj, ponieważ zaczęliśmy jeść zwierzęta.

Jak się przekonamy, czytając następny rozdział, nastąpiła gigantyczna zmiana w sposobie jedzenia, która zbiegła się ze stopniowym kurczeniem się naszych mózgów. Zaczęliśmy jeść mniej zwierząt i więcej roślin. Oczywiście od samego początku spożywanie pokarmów pochodzenia zwierzęcego było istotną częścią naszej ewolucji. Katherine Milton, badaczka z UC Berkeley, doszła do tego samego wniosku w artykule The Critical Role Played by Animal Source Foods in Human Evolution, w którym stwierdza się:

Bez stałego dostępu do żywności pochodzenia zwierzęcego jest wysoce nieprawdopodobne, aby ewoluujący ludzie mogli mieć tak duży i złożony mózg, a jednocześnie kontynuować swoją drogę jako duże, aktywne i wysoce społeczne naczelne. Wraz z postępami ewolucji człowieka, w szczególności w przypadku małych dzieci, z ich szybko rozwijającym się mózgiem oraz wysokim zapotrzebowaniem metabolicznym i żywieniowym w porównaniu z dorosłymi, korzystają one z żywności wysokiej jakości, takiej jak mięso7.

JAK DUŻO MIĘSA JEDLIŚMY?

Ale czy nasi przodkowie nie spożywali zarówno roślin, jak i zwierząt? Czy nie byli zarówno zbieraczami, jak i myśliwymi? Świetne pytanie! Kiedy zacząłem zagłębiać się w literaturę antropologiczną, zadałem sobie to samo pytanie. Na szczęście posiadamy coś w rodzaju „wehikułu czasu”, który pomaga nam odpowiedzieć na to pytanie.

W celu określenia proporcji pokarmów zwierzęcych w diecie naszych poprzedników możemy zbadać ilość azotu δ15 w ich skamieniałych kościach. Patrząc na poziomy tego izotopu, naukowcy są w stanie wywnioskować, gdzie w łańcuchu pokarmowym znajdują się zwierzęta, określając źródła białka. Roślinożercy generalnie mają poziomy δ15N na poziomie 3–7%, u mięsożerców poziom to 6–12%, a wszystkożercy zajmują wszystkie poziomy pomiędzy. Gdy analizowano próbki od neandertalczyka i wczesnych ludzi współczesnych, wykazały one poziom odpowiednio 12% i 13,5%, nawet wyższy niż w przypadku znanych mięsożernych zwierząt, takich jak hieny i wilki.

O czym to świadczy? Niezwykle wysokie poziomy izotopu δ15N sugerują, że 40 000 lat temu homo sapiens i współcześni neandertalczycy byli tzw. drapieżnikami szczytowymi. Większość spożywanego białka pochodziła z dużych ssaków, takich jak mamuty, a nie z roślin. Czy ktoś chce poczęstować mnie żebrem włochatego mamuta?

Podobne wzorce można dostrzec także w dawniejszych dowodach kopalnych. Wydaje się, że już w czasach australopiteków nastąpił podział na dwie różne linie hominidów, z których jedna stała się homo habilis, a druga, znana jako parantrop, wyginęła.

Podobnie jak w przypadku δ15N w kościach, poziom strontu, baru i wapnia w skamieniałych zębach można wykorzystać do wskazania wzorców żywieniowych naszych przodków. Badania porównujące proporcje tych pierwiastków sugerują, że podczas gdy australopitek żywił się roślinami i pokarmami zwierzęcymi, dieta homo habilis składała się ze znacznie większej ilości pokarmów pochodzenia zwierzęcego8; taka zmiana zbiegła się z gwałtownym zwiększeniem objętości mózgu obserwowanym w tym okresie w naszej historii. Z drugiej strony wydaje się, że parantrop w większym stopniu opierał się na pokarmach roślinnych, co prawdopodobnie przyczyniło się do jego zguby.

LUDZIE JAKO ŁOWCY POLUJĄCY NA TŁUSZCZ

Dane są bardzo jasne i były wielokrotnie przytaczane, gdy analizowano poziomy azotu w zachowanych skamielinach. Z punktu widzenia efektywności energetycznej polowanie na duże zwierzęta ma większy sens. Zbieranie roślin i polowanie na małe zwierzęta zapewnia znacznie mniejszą ilość kalorii i składników odżywczych w porównaniu z zainwestowaną energią. Wśród niedawno badanych ludów tubylczych obserwujemy podobny wzorzec, który wyraźnie wskazuje na preferowanie zwierząt nad roślinami9, 10. Na przykład w swoich badaniach nad Eskimosami Vilhjalmur Stefansson pisze:

Sytuacja Eskimosów różni się jeszcze bardziej od naszej, jeśli chodzi o warzywa. W rejonie Mackenzie były one spożywane pod trzema warunkami: głównym powodem do spożywania warzyw tutaj, tak jak u większości Eskimosów, był głód11.

Jednak nasi przodkowie poszukiwali nie tylko zwierząt. Szukali zwierząt z największą ilością tłuszczu. Większe zwierzęta mają więcej tłuszczu w masie, a tłuszcz wydaje się makroskładnikiem odżywczym, który był najbardziej poszukiwany, aby przeżyć. W świecie zwierząt jest wiele źródeł białka, ale źródeł tłuszczu jest mniej.

Wielu antropologów badających różne ludy tubylcze zaobserwowało upodobanie do tłustych i grubszych zwierząt. W swojej książce The Paleoanthropology of and Archeology of Big-Game Huntings Speth stwierdza: „To tłuszcz, a nie białko, wydawał się odgrywać bardzo ważną rolę w decyzjach myśliwych o tym, jakie zwierzęta (samce czy samice) zabijać i które części ciała odrzucić, a które zabrać”12. W Kung of the Kalahari pada: „Tłuste zwierzęta są bardzo pożądane, i to wszystkie! Kung nieustannie pragną tłuszczu zwierzęcego”13. A w James Bay Cree mówi się: „Cree uważali tłuszcz za najważniejszą część każdego zwierzęcia. Jednym z powodów, dla których cenili niedźwiedzie bardziej niż inne zwierzęta, była zawartość tłuszczu w organizmie14. Również plemiona Yolngu z obszaru Arnhem (Australia) uważały, że „zwierzęta bez tłuszczu mogą zostać odrzucone jako pożywienie”15.

Dlaczego nasi przodkowie i nowi rdzenni mieszkańcy tak bardzo poszukiwali tłuszczu? Na bardzo podstawowym poziomie prawdopodobnie chodziło tylko o kalorie. Jeśli chodzi o masę, tłuszcz dostarcza ponad dwa razy więcej kalorii niż białko czy węglowodany. Ponadto metabolizm człowieka sprawia, że tłuszcz jest wyjątkowo cennym i niezbędnym pożywieniem. Jeśli pomyślimy o sobie jak o samochodzie, który potrzebuje paliwa do swojego silnika, nie powinniśmy wlewać białka do naszego zbiornika metabolicznego. Aby uzyskać jak najlepsze wyniki, nasz silnik metaboliczny działa wydajniej na tłuszczach lub węglowodanach, a organizm stara się najpierw wykorzystywać białko jako budulec, a nie do wytwarzania energii. Chociaż możemy wykorzystać trochę białka w procesie zwanym glukoneogenezą, nie sprawdzi się jako nasze główne źródło energii.

Dawne relacje badaczy Arktyki informują nas o niebezpieczeństwach „króliczego głodu”, czyli choroby, która występuje, gdy spożywamy zbyt dużo chudego białka bez węglowodanów i tłuszczu16. Nasza wątroba ma ograniczoną zdolność przekształcania azotu z aminokwasów w mocznik, rozpuszczalny w wodzie związek, który wydalamy z moczem17. Jeśli zdolność wątroby do przekształcania azotu z białka w mocznik zostanie przekroczona, jego nadmiar może spowodować wzrost poziomu amoniaku, co prowadzi do różnego rodzaju stresu dla organizmu. Być może widzieliście termin „BUN” w wynikach badań laboratoryjnych. To oznacza azot mocznikowy we krwi i wskazuje, ile azotu przekształcasz w mocznik, zanim zostanie on przefiltrowany wraz z moczem przez nerki.

Wydaje się, że górna granica poziomu białka w naszej diecie to około 40% naszego całkowitego spożycia kalorii, a jeśli będzie to więcej, możemy przekroczyć zdolność wątroby do przetwarzania takiego makroskładnika odżywczego. Oznacza to, że 60% naszych potrzeb kalorycznych musi być zaspokajane przez tłuszcz lub węglowodany. Czy kiedykolwiek próbowałeś szukać strawnych węglowodanów gdzieś w leśnej głuszy? Są strasznie rzadkie! W zależności od szerokości geograficznej owoce mogą być dostępne kilka razy w roku przez bardzo krótki czas, ale musielibyśmy o nie konkurować z innymi zwierzętami, owadami i pleśniakami. Ponadto, chociaż niektóre rośliny mają części korzeni, które mogą być jadalne i zawierają węglowodany, są one rzadkie, a wiele z nich jest toksycznych. Jak się przekonamy, czytając kolejne rozdziały, poza pewnymi owocami i bulwami, łodygi i liście roślin nie zawierają zbyt wiele węglowodanów oraz często mają różne substancje chemiczne chroniące rośliny. Szeroka oferta bogatych w węglowodany pokarmów roślinnych, które widzimy obecnie w sklepach spożywczych, w niczym nie przypomina wyboru roślin w dziczy lub roślin, którymi musieli się żywić nasi przodkowie.

Załóżmy, że udało mi się uruchomić wehikuł czasu i możemy cofnąć się w czasie. Ustaw wskazówkę na 50 000 lat do tyłu i wyruszmy na przejażdżkę do okresu, kiedy w pobliżu znajdowali się zarówno homo sapiens (nasi krewni), jak i neandertalczycy. Mam nadzieję, że wziąłeś ze sobą przepaskę na biodra, żebyśmy zbytnio się nie wyróżniali, oraz że wiesz, jak wykonać włócznię, ponieważ na pewno wkrótce zgłodniejemy. Czy chcesz wyruszyć na poszukiwanie gorzkich liści, które prawdopodobnie wywołają biegunkę, czy wolisz wykopać korzenie, które są niesamowicie włókniste i okropnie smakują? A co powiesz na polowanie na grubego zwierza? To zapewni nam dużo więcej energii, a także zagwarantuje pożywienie, które wystarczy na kilka następnych dni, a nawet tygodni.

Wybór wydaje się prosty i dotyczy właśnie naszych przodków. Zapomnij o liściach i włóknistych bulwach, idziemy na polowanie! Przez kilka dni będziemy jeść mamuta lub bawoła, jeśli tylko uda nam się je upolować. Jak wynika z badań stabilnych izotopów, takie podejście wydaje się dokładnie sposobem postępowania naszych przodków. Cieszę się, że wybrali mądrze i że do tego doszli, ponieważ nie sądzę, żeby ludzie przetrwali jako gatunek, gdyby podjęli inną decyzję.

W tym miejscu chcę podzielić się z wami moją hipotezą diety mięsnej:Uważam, że w ciągu całej ewolucji nasi przodkowie polowali na zwierzęta zgodnie ze swoimi preferencjami a spożywali pokarmy roślinne tylko w okresach niedoboru lub głodu. Swoją hipotezę opieram na następujących czynnikach:

1. Dane antropologiczne, w tym objętość mózgu, stabilne dane izotopowe na podstawie kości i zębów oraz przykłady ludności plemiennej, które przed chwilą omówiliśmy.

2. Znacznie wyższa dostępność energii ze zwierząt w stosunku do pokarmów roślinnych, jeśli chodzi o zainwestowaną energię.

3. Zdecydowanie wyższa wartość składników odżywczych zawartych w pokarmach pochodzenia zwierzęcego (omówimy to w dalszej części książki, w rozdziale ósmym).

Nie sugeruję, że nasi przodkowie nigdy nie spożywali pokarmów roślinnych, ale preferowali pokarmy pochodzenia zwierzęcego ze względu na większą kaloryczność i poziom składników odżywczych. Gdybyśmy nie mogli znaleźć pokarmu zwierzęcego, moglibyśmy jeść rośliny w ramach planu awaryjnego, ale wydaje się, że nie stanowiły one ważnej części diety naszych przodków.

Poświęć chwilę, aby dokładnie zapoznać się z informacjami, które przedstawiłem w ostatnim akapicie. Obecnie zazwyczaj każdy uważa ludzi za zwierzęta wszystkożerne, ale co to naprawdę oznacza? Jeśli trochę zagłębimy się w tę charakterystykę i przyjrzymy się samym sobie w porównaniu z innymi wszystkożernymi i mięsożernymi zwierzętami, dojdziemy do pewnych pouczających wniosków.

EWOLUCYJNE PRZYSTOSOWANIE DO SPOŻYWANIA MIĘSA

Skoro już niedługo mamy poczęstować się mamutem włochatym, zacznijmy od układu pokarmowego i jamy ustnej. Krytycy diety mięsożernej lubią zwracać uwagę, że zęby człowieka nie wyglądają jak zęby innych drapieżników, takich jak lwy czy tygrysy. Jednak w gruncie rzeczy nie jest to uczciwe porównanie, ponieważ nasza linia ewolucyjna jest całkowicie inna od kotowatych, a wydaje się, że rozeszły się one około 90 milionów lat temu. Nasi przodkowie naczelni spożywali głównie pokarmy roślinne, więc ma to sens, abyśmy mieli zęby trzonowe do przeżuwania takiego pożywienia. Jednakże warto zauważyć, że nasze zęby trzonowe są raczej prążkowane jak u psa, a nie płaskie, jak u owiec lub innych roślinożerców. Z perspektywy ewolucji, mimo że jedliśmy głównie mięso, prawdopodobnie korzystaliśmy z zębów trzonowych w okresach głodu, abyśmy mogli przeżuć więcej włóknistego materiału roślinnego.

Oprócz zębów trzonowych człowiek w uśmiechu szybko odsłania siekacze i kły, które najlepiej nadają się do gryzienia mięsa, co wskazuje na to, że spożywamy mięso już od jakiegoś czasu. Warto także zauważyć, że ludzie mają szczęki, które są lepiej przystosowane do żucia pionowego niż obrotowego, co prawdopodobnie pomagało nam w obgryzaniu ścięgnistych tkanek zwierzęcych. Zatem w zależności od dostępności źródeł pożywienia nasza jama ustna wydaje się być przystosowana do spożywania pokarmów roślinnych i zwierzęcych. Jednak w miarę przesuwania się w dół przewodu pokarmowego zaczynamy dostrzegać większe skłonności do spożywania pokarmów pochodzenia zwierzęcego.

KOCIOŁEK W TWOIM BRZUCHU

Kiedy weźmiesz już pierwszy kęs mięsa mamuta, który przechodzi potem do żołądka, zatrzymaj się i popatrz na coś bardzo istotnego w górnej części przewodu pokarmowego człowieka. Nasz żołądek jest w zasadzie kociołkiem z kwasem, który niecierpliwie czeka na przybycie pokarmu z przełyku, aby następnie rozłożyć go na bardziej podstawowe składniki. To w żołądku trawi się złożone białka, tłuszcze i węglowodany, które składają się na nasze pożywienie. Zanim ugryziony kęs steku mamuta opuści twój żołądek, wydaje się, że nic takiego się nie dzieje. Jak wiadomo, pH zdrowego żołądka człowieka wynosi około 1,5, co w skali pH od 0 do 14 oznacza dużą kwasowość (niższe wartości pH są bardziej kwaśne, a wyższe bardziej zasadowe). Gdyby zawartość żołądka o pH 1,5 wyciekła do pozostałej części jamy brzusznej, dosłownie stopiłbyś się od wewnątrz.

Jak zatem wypada kwasowość żołądka człowieka w porównaniu z kwasowością żołądka szympansa? Nasi odlegli przodkowie naczelni mają pH w żołądku na poziomie 4–5, które jest znacznie mniej kwaśne18. Poziom pH cechuje też skala logarytmiczna, więc każdy wzrost o 1 przekłada się na roztwór mniej kwaśny o 10. Nasze żołądki mają około 1000 razy większą kwasowość niż u szympansa. To nie żart i z pewnością nie jest to zbieg okoliczności. Nasz żołądek zyskał znacznie większą kwasowość, ponieważ 3–4 miliony lat temu nasza dieta zmieniła się z pokarmów głównie roślinnych na pokarmy pochodzenia zwierzęcego, a następnie 2 miliony lat temu na pokarmy głównie pochodzenia zwierzęcego.

Pamiętasz Lucy i objętość jej mózgu? Uważa się, że pierwsi przodkowie ludzi (za których uważa się głównie australopiteków) byli przede wszystkim padlinożercami, polującymi na niezbyt świeże mięso. Niezwykle kwaśny żołądek doskonale sprawdza się w takim przypadku. Nawet dziś niski poziom pH w naszym żołądku chroni nas przed patogenami w środowisku i rozkłada żywność tak dokładnie, że układ odpornościowy, który znajduje się w ścianach jelit, nie postrzega jej jako coś obcego. Leki, takie jak inhibitory pompy protonowej, podnoszą poziom pH, a tym samym zwiększają ryzyko zachorowania na zapalenie płuc, infekcje i liczne alergie19, 20. Ponadto przy mniejszej kwasowości w żołądku niestrawione cząsteczki pokarmu mogą przedostawać się do jelita cienkiego i wchodzić w interakcje z armią komórek odpornościowych, które znajdują się w pojedynczej warstwie komórek w ścianie jelita. Oczywiście utrzymanie niskiego poziomu pH żołądka było i nadal ma ogromne znaczenie dla optymalnego stanu zdrowia człowieka. Fakt, że jest on znacznie niższy niż u naszych przodków naczelnych, to nie przypadek. Wskazuje bezpośrednio na radykalną zmianę diety na wczesnym etapie naszej ewolucji jako hominidów oraz wskazuje na presję selekcji w przypadku osób najlepiej przystosowanych do spożywania świeżego i niezbyt świeżego mięsa zwierzęcego.

CENNA TKANKA

Gdy niesamowity kęs mamuta zostanie częściowo strawiony w żołądku, przechodzi do dwunastnicy, czyli pierwszej części jelita cienkiego. To tutaj zawartość żołądka miesza się z żółcią z pęcherzyka żółciowego i enzymami trawiennymi z trzustki, a potem wyrusza w podróż przez serpentyny pozostałej części jelita cienkiego, by następnie przedostać się do okrężnicy. Porównanie struktury przewodu pokarmowego człowieka ze strukturą przewodu pokarmowego u naczelnych ujawnia znaczne rozbieżności, prawdopodobnie wynikające ze zmiany preferencji żywieniowych 2–3 miliony lat temu. Posiadamy znacznie dłuższe jelito cienkie oraz krótsze jelito grube.

Naczelne są zmuszone do przeznaczania większości dnia na żucie liści i innych pokarmów roślinnych, aby uzyskać wystarczającą ilość kalorii, głównie w postaci węglowodanów pochodzenia roślinnego. Te węglowodany szybko przechodzą przez ich krótsze jelito cienkie, a następnie docierają do długiego jelita ślepego (pierwszej części jelita grubego) i okrężnicy. U naczelnych materia roślinna jest przetrzymywana w długim jelicie grubym, gdzie ulega fermentacji oraz przyczynia się do produkcji dużych ilości kwasów tłuszczowych o krótkim łańcuchu, które są potem wykorzystywane jako główne źródło kalorii. Mimo że naczelne zjadają góry materii roślinnej opartej na węglowodanach, w rzeczywistości funkcjonują na tłuszczu!

Potrzebują tak długiego jelita cienkiego, żeby przechowywać bakterie fermentujące cały błonnik pochodzenia roślinnego, który spożywają, oraz przekształcają go w tłuszcz w celu uzyskania energii. Jeśli obserwowałeś kiedyś małpy lub małpy człekokształtne, wiesz, że ich klatka piersiowa odchyla się na zewnątrz razem z wypukłym brzuchem, aby pomieścić wygodnie okrężnicę.

Rozpoczynając od Lucy i przechodząc do homo erectus i dalej, nasz układ trawienny zaczął się zmieniać w miarę, jak jedliśmy coraz więcej pokarmów pochodzenia zwierzęcego. Pamiętasz, jak w tym czasie mózg zaczął rosnąć? Przekonująca teoria zwana „hipotezą cennej tkanki” elegancko łączy to wszystko ze sobą21. Zarówno mózg, jak i jelita są bardzo aktywnymi metabolicznie tkankami, które wymagają dużo energii w stosunku do ich masy, aby prawidłowo funkcjonować. Gram tkanki mózgowej potrzebuje 22 razy więcej energii, aby funkcjonować w porównaniu do grama tkanki mięśniowej. Jelita mają równie ogromne zapotrzebowanie.

Zgodnie z hipotezą dotyczącą cennych tkanek, aby mózg mógł rosnąć bez znacznego zwiększenia naszych ogólnych potrzeb kalorycznych (w kontekście ewolucyjnym wzrost zapotrzebowania kalorycznego był wysoce wyselekcjonowany), inna tkanka w organizmie musiałaby zmniejszyć swoją wielkość i zapotrzebowanie na energię. Oddzielne układy narządów musiały ustalić kompromis w zakresie energii i wydaje się, że właśnie to stało się z mózgiem i jelitami. Wydaje się, że jelito cienkie wydłużyło się nieznacznie, aby móc lepiej wchłaniać nowe w naszej diecie białka i tłuszcze pochodzenia zwierzęcego, co pozwoliło na znaczne skurczenie się okrężnicy i ogólnych wymiarów przewodu pokarmowego. Gdy jelito zmniejszyło się pod względem rozmiarów i zapotrzebowania na energię, mózg mógł stopniowo rozszerzać się z pokolenia na pokolenie, tworząc cudowne narzędzie, które posiadamy dzisiaj. Wraz z kurczącymi się wnętrznościami pojawiły się również prostsze klatki piersiowe i bardziej płaski brzuch. Nie tylko możesz podziękować zwierzęcym pokarmom, które spożywali nasi przodkowie za swój wielki mózg, ale także zawdzięczasz im swój sześciopak! Jeśli gdzieś straciłeś swój sześciopak, obiecuję, że dieta mięsna będzie niesamowitym pierwszym krokiem, aby go odzyskać.

DUPLIKACJA GENÓW AMYLAZY

Niektórzy argumentowali, że znaczne zwiększenie objętości mózgu obserwowane u naszych przodków mogło wynikać ze wzrostu spożywania bulw bogatych w skrobię, ale istnieją dwa główne problemy związane z tą teorią. Pierwszy z nich polega na tym, że nasi przodkowie zaczęli używać ognia dopiero 1,5 miliona lat temu, a nastąpiło to po gwałtownej zmianie wielkości sklepienia czaszki, a aby bulwy dostarczały dostępnych węglowodanów i kalorii, muszą być ugotowane. Wydaje się, że w tym przypadku odliczanie czasu jest wyłączone.

Drugi główny problem związany z poglądem, że w trakcie naszej ewolucji ludzie zjadali znaczne ilości bulw, pojawia się po analizie dowodów dotyczących duplikacji genu amylazy śliny. Gen koduje enzym obecny w naszej ślinie, który pomaga rozkładać złożone węglowodany w jamie ustnej, rozpoczynając proces trawienia, zanim dotrą one do żołądka i zwiększając dostępność zawartych w nich kalorii. Powszechnie przyjmuje się, że duplikacja prawdopodobnie wystąpiła jako dostosowanie w reakcji na zwiększone spożycie produktów bogatych w skrobię. Wiele kopii genu amylazy ślinowej znajduje się obecnie u 99% ludzi, co sugeruje, że wszyscy jesteśmy potomkami populacji, która jadła bulwy.

Najciekawszy w tej historii jest jednak fakt, że neandertalczycy i denisowianie nie posiadają duplikacje genów amylazy, tak jak nasi przodkowie homo sapiens22, 23. Uważa się, że oddzielne linie gatunku ludzkiego wywodzą się od naszego wspólnego przodka, homo heidelbergensis, żyjącego około 600 000 lat temu24. Uważa się, że w tym czasie niektóre wczesne gatunki ludzkie opuściły Afrykę oraz wyemigrowały do Europy i Azji, w wyniku czego powstały linie neandertalczyków i denisowian. Członkowie gatunku homo heidelbergensis, którzy pozostali w Afryce, wyewoluowali w naszych bezpośrednich przodków, homo sapiens, którzy opuścili Afrykę znacznie później, około 70 000 lat temu.

Nie wiemy, dlaczego nasi nowi przodkowie homo sapiens opuścili wówczas Afrykę, ale po przybyciu do Europy Północnej napotkali neandertalczyków, a stabilne poziomy izotopów znalezione w kościach obu tych gatunków sugerują, że w większości ich diety składały się z produktów zwierzęcych, jak omówiliśmy wcześniej. Nie wiemy też dokładnie, kiedy w naszej historii wystąpiło zjawisko duplikacji genu amylazy, ale fakt, że ani neandertalczyk, ani denisowianin nie posiadają takich duplikacji, mocno sugeruje, że aż do 600 000 lat temu nasi przodkowie prawdopodobnie nie jedli zbyt wielu produktów bogatych w skrobię. Gdyby tak było, prawdopodobnie zaobserwowalibyśmy duplikację genu znacznie wcześniej w historii ludzkości.

Zatem biorąc pod uwagę większość naszej ewolucji jako ludzi, prawdopodobnie nie spożywaliśmy wielu produktów bogatych w skrobię, takich jak bulwy, a spożycie tego typu żywności jest prawdopodobnie niedawnym przystosowaniem wynikającym ze zmiany dostępności pożywienia.

Wiele osób wysuwało hipotezę, że nasza migracja z Afryki 80 000 lat temu była związana z malejącą populacją zwierząt megafauny z powodu nadmiernego polowania25, co z pewnością mogło skłonić naszych przodków do pozyskiwania większej ilości kalorii z pokarmów bogatych w skrobię i sprzyjało duplikacji genu amylazy.

Na podstawie tego, czego nauczyliśmy się do tej pory, możemy teraz dodać do mojej wcześniejszej tezy następujące stwierdzenie: spożywanie zwierząt uczyniło nas ludźmi, dostarczając bogatej w składniki odżywcze, wyższej jakości żywności. Takie pokarmy wymagały mniej energochłonnego, skoncentrowanego na fermentacji przewodu pokarmowego, co otworzyło bramy energetyczne w celu zwiększenia wielkości i złożoności mózgu. Co więcej, dostęp do składników odżywczych takich jak kwasy tłuszczowe omega-3 w wysoce biodostępnych formach prawdopodobnie także odegrał tutaj swoją rolę. Z badań nad rozwojem mózgów niemowląt wiemy, że do wytworzenia mózgu człowieka potrzeba dużo DHA i EPA26. Im więcej tych składników odżywczych otrzymują ciężarne matki i niemowlęta, tym lepiej. Rzeczywiście, mówi się, że DHA odgrywa „wyjątkową i niezastąpioną rolę w sygnalizacji neuronowej, niezbędnej do rozwoju wyższej inteligencji”27.

W kolejnych rozdziałach porozmawiamy znacznie więcej o DHA, ale oto zapowiedź: DHA nie występuje w roślinach, a ludzie kiepsko sobie radzą z przetwarzaniem wstępnej postaci omega-3 w cenny element budulcowy mózgu.

Co ciekawe, hipoteza dotycząca cennych tkanek wydaje się ważna w przypadku zwierząt innych niż ludzie. Istnieje pewna ryba znana jako Mruk Petersa (trąbonos), która zamieszkuje afrykańskie słodkowodne strumienie i posiada cechy sugerujące podobny kompromis między mózgiem a jelitami. Te ryby o potężnym nosie mają największy stosunek zużycia tlenu przez mózg do ciała spośród wszystkich znanych kręgowców. W stosunku do wielkości ciała mózg Mruka Petersa jest trzykrotnie większy od mózgów innych ryb i wykorzystuje 60% całkowitego zużycia tlenu przez organizm.

Na czym polega kompromis? Tak jak obserwowaliśmy to u ludzi, wydaje się, że wnętrzności trąbonosa musiały się skurczyć, aby ta ryba miała tak duży mózg. Ma bardzo niewielkie jelita w porównaniu z innymi rybami i jest mięsożerna. Wydaje się, że to strategia żywieniowa umożliwiła taki kompromis. W przypadku wszystkich gatunków obserwujemy, że spożywanie żywności o wyższej jakości składników odżywczych umożliwia zmniejszenie jelit, a więc także zwiększenie objętości mózgu w ramach energetycznego kompromisu w trakcie ewolucji. To całkiem interesujące, prawda? Jeśli uda mi się uruchomić mój wehikuł czasu, zamierzam go użyć, aby przejść do przyszłości i sprawdzić postęp ewolucyjny tej rybki. Nie zdziwiłbym się, gdyby w ciągu kilku milionów lat ryba o tak wielkim mózgu wyewoluowała w jakąś superrybę.

DRAPIEŻNIK ALFA

„O, ten szympans nieźle rzuca!” Nigdy bym nie powiedział!

Czy widziałeś kiedyś szympansa rzucającego kamieniem? A co powiesz na włócznię? Nie sądzę, że to możliwe. Inną istotną różnicą między ludźmi a naszymi dalekimi krewnymi naczelnymi jest konstrukcja stawu barkowego28. To naprawdę arcydzieło ewolucji. Nasze ramię pozwala nam rzucać przedmiotami takimi jak piłki bejsbolowe, kamienie lub włócznie z kamiennymi grotami z prędkością dostatecznie dużą, aby zabić wybrane zwierzę. Żaden inny gatunek na naszej planecie nie jest w stanie tego zrobić i z pewnością nie musimy rzucać kamieniami w rośliny, aby je zebrać. Nasze ramiona ewoluowały jako niewiarygodnie dobre przystosowanie do trybu życia myśliwych. Możliwość zabijania na odległość pozwoliła grupom naszych przodków polować na większe i bardziej niebezpieczne zwierzęta, które dostarczały im bogatszych źródeł składników odżywczych i kalorii niezbędnych do zachowania płodności i przetrwania.

Podczas naszej ewolucyjnej podróży od Lucy do homo habilis, a następnie do homo sapiens, pojawiły się zmiany naszej miednicy, które doprowadziły do dwunożności29. To pojęcie opisujące strukturę pozwalającą nam chodzić w wyprostowanej pozycji, która sprawia, że jesteśmy szczególnie dobrze przystosowani do biegania na duże odległości. W porównaniu z innymi zwierzętami ludzie nie są świetni w sprincie, ale jesteśmy bardzo dobrzy w chodzeniu i bieganiu na duże odległości, co było potrzebne do tropienia zwierząt i polowania na nie.

W tym czasie nasze stopy również się zmieniły, aby pomóc nam w bieganiu i chodzeniu na długie dystanse30. Duży palec u nogi bardziej wyrównał się z resztą stopy, a pięta urosła, aby zapewnić amortyzację, gdy chodziliśmy bardziej wyprostowani. Pojawiły się również zmiany w kolanach i kręgosłupie, które zoptymalizowały postawę wyprostowaną i ruch w takiej pozycji. Podsumowując, wszystkie zmiany szkieletu umożliwiły naszym przodkom ruch i interakcję ze środowiskiem na nowe sposoby, które zwiększyły naszą rosnącą zdolność do pozyskiwania zwierząt jako pożywienia, co stanowi kluczowy punkt zwrotny w ewolucyjnej przeszłości człowieka. Biegając prosto oraz rzucając włóczniami i kamieniami w ofiary, nasi przodkowie szybko stali się drapieżnikami i wreszcie rozprzestrzenili się na całym świecie, dominując nad wszystkimi napotkanymi gatunkami.

Kolejne przystosowanie do polowania u człowieka dotyczy oczu. U człowieka inne części oka poza tęczówką, zwane twardówką, są białe, ale twardówka naczelnych ma ciemny kolor, aby pomóc ukryć kierunek, w którym patrzą. Społeczeństwo naczelnych jest z natury konkurencyjne, a szympansy walczą ze sobą o pożywienie i inne zasoby. W takiej społeczności korzystne dla zwierząt jest ukrycie kierunku, w którym patrzą, czy to na jedzenie, potencjalnego partnera, czy też w planowanym kierunku ucieczki/ataku. Jednak gdzieś w trakcie naszej ewolucyjnej podróży wzorce się zmieniły, a przodkowie zdali sobie sprawę, że lepiej będzie im współpracować podczas przedsięwzięć takich jak polowanie lub walka z napastnikami. W takich sytuacjach wiedza o tym, czego szukają nasi towarzysze, bardzo dobrze się sprawdzała. Uważa się zatem, że białka naszych oczu były jednym z kluczowych przystosowań, które ewoluowały w ciągu ostatnich 6 milionów lat i które pozwoliły nam komunikować się z członkami plemienia w ciszy. Pokazując innym, gdzie kierujemy naszą uwagę, bez komunikacji na głos, mogliśmy porozumiewać się szybciej i bardziej dyskretnie31. Ulepszona komunikacja pozwoliła grupom przodków wspólnie polować z większym powodzeniem i skuteczniej współpracować w ramach wspólnych projektów. W istocie jesteśmy istotami współpracującymi, a przejście do tego rodzaju interakcji było kluczowym elementem naszej ewolucji jako ludzi.

NASZE PRZEZNACZENIE

Nie chcę, żebyś pomyślał, że moja teza, zgodnie z którą ludzie są najlepszymi łowcami, jest naciągana, albo że to lwy i tygrysy mogą zdobyć ten tytuł, a nie my. Zapytam cię: jakie inne zwierzę na tej planecie jest w stanie polować na tyle gatunków co my? Co jeszcze może polować na wieloryby, foki, mamuty, bawoły, ptaki i wiele innych potencjalnych źródeł pożywienia?

Jasne, lwy i tygrysy są dobrze przystosowane do ścigania gazeli lub antylop gnu na otwartych równinach, ale specjalizują się tylko w tym typie zdobyczy. Z drugiej strony, w ciągu ostatnich 5 milionów lat ludzie ewoluowali, aby uzyskać odpowiednie stawy barkowe, wyprostowaną postawę i biodra, co umożliwiło płynniejsze bieganie, a także żołądek o większej kwasowości, zmniejszenie wnętrzności, białą twardówkę i większy mózg. Wszystkie takie przystosowania pchnęły nasz gatunek ku naszemu przeznaczeniu: byciu najlepszym łowcą, jakiego planeta kiedykolwiek widziała.

Nie ewoluowaliśmy, by być najlepszymi zbieraczami czy najlepszymi rolnikami, ale by być najlepszymi myśliwymi. I to właśnie polowanie zapewniło nam najlepszą dostępną żywność: pokarmy pochodzenia zwierzęcego. Dostęp do zwierząt oznaczał otrzymywanie większej ilości kalorii przy mniejszym nakładzie energetycznym, a także dostarczanie organizmowi pełnej gamy składników odżywczych. Polowanie i spożywanie zwierząt nie tylko uczyniło nas ludźmi, ale także pozwoliło nam rozwijać się jako gatunek. W istocie to jest przyczyna, dla której jesteśmy tym, kim jesteśmy dzisiaj. Aby odzwierciedlić, jak ważna jest ta koncepcja, zauważę, że tytuł tej książki miał brzmieć Drapieżnik szczytowy.

„Ale poczekaj, a co z rolnictwem? Czy to nie dlatego jesteśmy tym, kim jesteśmy dzisiaj?”, zapytasz. Jak się przekonamy w następnym rozdziale, nadejście rolnictwa nastąpiło zaledwie około 12 000 lat temu. W kategoriach ewolucyjnych to mgnienie oka, a udowodnię, że nasze zdrowie jako gatunku ludzkiego wraz z tą zmianą bardzo się pogorszyło. Powiedziałbym, że właśnie w tym miejscu zgubiliśmy instrukcję obsługi, nierozsądnie odrzucając ją z powodu pustych obietnic rolnictwa i osiadłego trybu życia. To posunięcie, które niektórzy nazwali „najgorszym błędem w historii ludzkości”.