Między Londynem a Nowym Jorkiem - Sharon Kendrick - ebook
Opis

Właściciel sieci hoteli Zak Constantinides lubi mieć wszystko pod kontrolą. Gdy dowiaduje się, że dekoratorka wnętrz Emma Geary uwodzi jego młodszego brata, postanawia przerwać ich znajomość. Podejrzewa bowiem, że Emma jedynie poluje na majątek rodziny. Wysyła ją z Londynu do Nowego Jorku, do hotelu, w którym mieszka, by mieć ją na oku. Szybko okazuje się, że sam nie może się oprzeć urokowi pięknej Emmy…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 155

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Sharon Kendrick

Między Londynem a Nowym Jorkiem

Tłumaczenie: Agnieszka Wąsowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Emma z mocno bijącym sercem weszła do niewielkiego biura. Siedzący przy biurku mężczyzna nawet nie podniósł na nią wzroku.

Ogromne okna wychodziły na jeden z najpiękniejszych parków Londynu. To między innymi ten widok sprawiał, że ceny pokojów w hotelu Granchester były takie astronomiczne. Jednak nawet ten widok bladł wobec niezwykłej urody mężczyzny, który siedział skupiony za biurkiem.

Zak Constantinides.

Promienie listopadowego słońca rozświetlały jego czarne jak węgiel włosy i podkreślały umięśnioną sylwetkę. Szerokie ramiona były napięte i lekko przygarbione. Emma dosłownie nie mogła oderwać od niego wzroku.

Odczuwała zdenerwowanie, co wcale nie było dziwne. Jej szef pojawił się w Londynie dość niespodziewanie, a ona została wezwana do jego biura, zupełnie nie wiedząc, o co chodzi. Zak Constantinides nie wzywał zwykłych pracowników bez powodu.

Nie była przygotowana na to spotkanie: miała na sobie dżinsy, luźną koszulkę, a włosy związane w koński ogon. Nie miała jednak możliwości odpowiednio się przygotować – szczotka do włosów leżała gdzieś w torbie w którejś z szuflad.

Musiał zauważyć, że weszła do biura, ale nie przerwał pracy. Sprawił, że poczuła się, jakby była niewidzialna. Może chciał w ten sposób dać jej do zrozumienia, kto tu rządzi? Chociaż wcale nie musiał tego robić. W powietrzu niemal namacalnie było czuć aurę pewności siebie i siły, jaka go otaczała. Czyż to nie jego brat powiedział, że Zak jest draniem, który uwielbia rozkoszować się władzą?

Emma chrząknęła i odezwała się niepewnym głosem.

– Panie Constantinides?

Powoli podniósł głowę, ukazując twarz. Choć miał typowe rysy południowca i oliwkową skórę, jego oczy były szare, a nie brązowe. Przypominały kolorem zachmurzone niebo i zawsze wszystkich zaskakiwały.

Pod wpływem tego spojrzenia jej żołądek się zacisnął. Zapewne ze zdenerwowania. W końcu z jakiego innego powodu miałaby poczuć się tak niepewnie? I to wobec mężczyzny, który gdziekolwiek się pojawił, przyciągał jak magnes wszystkie kobiety, które akurat były w pobliżu?

– Ne? Ti thelis?

Spróbowała się uśmiechnąć. Czy odezwał się po grecku po to, by jeszcze bardziej zwiększyć dystans między nimi? Doskonale wiedziała, że świetnie mówi po angielsku.

– Jestem Emma Geary. Chciał pan mnie widzieć.

Zak odchylił się w fotelu, nie spuszczając z niej wzroku.

– To prawda – powiedział zaskakująco miękkim głosem. – Proszę, niech pani usiądzie, panno Geary.

– Dziękuję.

Wiedziała, że nie prezentuje się najlepiej, ale jak miała wyglądać osoba, która cały ranek spędziła na drabinie, zawieszając zasłony?

Została zatrudniona w charakterze dekoratora wnętrz hotelu Granchester i kiedy zadzwoniła do niej jego asystentka, właśnie była zajęta pracą w jednej z małych sypialni na siódmym piętrze.

– Pan Constantinides zaprasza do biura. Proszę się niezwłocznie tam stawić – usłyszała przez słuchawkę. Nie miała nawet czasu, żeby poprawić fryzurę czy zrobić makijaż. Albo się przebrać. W cokolwiek. Byle tyko nie patrzył na nią w taki sposób jak teraz.

Posłała mu przepraszające spojrzenie.

– Przykro mi, ale nie miałam czasu zmienić ubrania…

– Niepotrzebnie jest pani przykro. Nie jesteśmy na pokazie mody – powiedział, omiatając wzrokiem jej figurę. Obcisłe dżinsy i luźna koszulka, która jednak nie była w stanie całkiem ukryć rysujących się pod nią piersi. Tylko jej ręce wyglądały na zadbane. Miała długie, pomalowane na czerwono paznokcie, których kolor przypomniał mu rodzinną Grecję. Czyżby domyśliła się, że na nie patrzy? Jej ręka mimowolnie powędrowała do piersi, skupiając jego uwagę na tym właśnie szczególe jej anatomii. Niespodziewanie odczuł przypływ pożądania, nie dał jednak nic po sobie poznać. Wyraz jego twarzy pozostał nieprzenikniony.

– To, w co jest pani ubrana, nie ma żadnego wpływu na to, co zamierzam powiedzieć.

– Zabrzmiało to złowieszczo.

– Czyżby?

Emma z uśmiechem usiadła na krześle naprzeciw niego. Była lekko oszołomiona wrażeniem, jakie wywarło na niej spojrzenie jego szarych oczu. Nie należała do kobiet, na których przypadkowi mężczyźni mogą zrobić większe wrażenie, choć w tym przypadku od tej reguły najwyraźniej nastąpił wyjątek.

Siedząc naprzeciw tego potężnego mężczyzny, czuła się dziwnie bezbronna i obnażona. Może dlatego, że po raz pierwszy była z nim sam na sam. A może dlatego, że zastanie go przy biurku, z podwiniętymi rękawami koszuli, wydało jej się dziwnie intymne.

Zak Constantinides rzadko bywał w Londynie, zostawiając prowadzenie hotelu Granchester innym. Sam wolał przebywać w Nowym Jorku.

Emma nie miała z nim wiele do czynienia. Pracowników zatrudniał jego asystent Xenon i młodszy brat Nat. Widzieli się raz na otwarciu odnowionego Pokoju Księżycowego, którego renowacja była jej dziełem.

Została mu wtedy przedstawiona, choć ich rozmowa nie była zbyt długa. Podziękował jej za wykonaną pracę, bo tak wypadało. Na szczęście Emma nie przejęła się jego nieco lekceważącym stosunkiem do swojej osoby, ponieważ wiedziała, co ludzie o nim mówią. Słynął z zimnego serca i z tego, że ciągnęły się za nim tabuny kobiet.

Zak Constantinides był człowiekiem legendą. Każda rozsądna kobieta powinna obchodzić go szerokim łukiem. A już na pewno ktoś taki jak ona, kto miał skłonność do przyciągania do siebie mężczyzn, którzy pakowali ją w kłopoty.

Emma już dawno przekonała się, że jeśli chodzi o wybór mężczyzn, była beznadziejna. Najwyraźniej odziedziczyła tę umiejętność po matce. Ona również dokonywała w swoim życiu jedynie złych wyborów, a potem musiała ponosić ich konsekwencje. Emma nauczyła się, że lepiej dla niej jest trzymać się z dala od mężczyzn, którzy mogliby być zainteresowani jej ciałem albo nią samą. Tak było prościej.

Przyjrzała się uważnie siedzącemu naprzeciw niej mężczyźnie. Na przyjęciu z okazji otwarcia Pokoju Księżycowego miał na sobie czarny smoking i prezentował się niezwykle elegancko.

Dziś wyglądał inaczej.

Koszulę miał rozpiętą pod szyją, a rękawy zawinięte do łokci. Miał silne, owłosione ręce i duże dłonie. Szerokie ramiona sprawiały, że wyglądał władczo i dostojnie. Zdała sobie sprawę, że nigdy wcześniej nie widziała nikogo równie męskiego. Nie wyglądał już jak potentat przemysłowy, ale jak zwykły mężczyzna pracujący za biurkiem. Choć nie, bardziej przypominał mężczyznę, który pracuje fizycznie, a nie przerzuca sterty papierów.

Odłożył pióro i odchylił się w fotelu.

– Wie pani, po co panią tu wezwałem?

Wzruszyła ramionami, przekonując się w duchu, że nie ma podstaw do niepokoju.

– Nie bardzo. Żaden konkretny powód nie przychodzi mi do głowy – przerwała na chwilę i spojrzała mu w oczy. – Chyba nie jest pan niezadowolony z mojej pracy, panie Constantinides?

Zak zauważył, że lekko się zarumieniła. Nie miała żadnego makijażu, a jej zielone oczy błyszczały jak dwa szmaragdy. Czy gdyby był niezadowolony, byłoby łatwiej? Mógłby wtedy po prostu jej zapłacić i powiedzieć, żeby poszła do diabła i zostawiła jego brata w spokoju.

Kiedy przejął hotel przed dwoma laty, ona już tu pracowała. Nie widział powodu, żeby to zmieniać. Kupił Granchester dlatego, że zawsze o tym marzył, a nie po to, by zmieniać to, co było doskonale prosperującym przedsięwzięciem. Dobrze wiedział, że fortuna kołem się toczy i, choć nie należał do skąpych, nie lubił bez potrzeby szastać pieniędzmi. Emma Geary była dobra w tym, co robiła, i odwaliła tu kawał dobrej roboty. Zak był przedsiębiorcą i nie pozbyłby się kogoś takiego jak ona, chyba że z jakiś względów stałoby się to niezbędne.

Teraz być może tak właśnie było.

Dowiedział się bowiem, że ta jasnowłosa kobieta z pomalowanymi na koralowy kolor paznokciami zagięła parol na jego brata.

Najdziwniejsze było to, że wyobrażał ją sobie zupełnie inaczej. Spotkał ją już raz, ale prawie wcale nie pamiętał. Z całą pewnością nie była w jego typie, a fotografie, które zdobył dla niego jego człowiek, były stare i przedstawiały dziewczynę zupełnie inną niż ta, która przed nim siedziała.

Co więcej, powiedziałby, że zupełnie nie była w typie jego brata. Była zbyt delikatna i drobna. Miała tak cienką skórę, że wystarczyło na nią mocniej dmuchnąć, żeby zrobiły się na niej siniaki.

Może właśnie dlatego tak się zaniepokoił. Nat pokazywał się z nią coraz częściej, a wkrótce miał przecież przejąć ogromny majątek. Jego najnowsza dziewczyna popytała o nią tu i ówdzie i dowiedziała się, co z niej za ziółko.

Zacisnął dłonie w pięści, po czym powoli je rozłożył na blacie biurka.

– Nie, nie chodzi o pani pracę – powiedział wolno. – Mówiąc szczerze, z niej jestem bardzo zadowolony.

– Bardzo mnie to cieszy – oznajmiła, starając się nie pokazać po sobie, jak bardzo zależy jej na tym hotelu i na tym, żeby dla niego pracować. – Ostatnio sporo pisano o nas w prasie. Nie wiem, czy widział pan wszystkie wycinki, które przesłałam do pańskiego biura w Nowym Jorku. Mam wspaniały pomysł na modernizację Altany. Naprawdę genialny! Moglibyśmy powiązać to z pokazem kwiatów w Chelsea; byłoby to niezwykle prestiżowe. W rzeczywistości… – przerwała nagle, widząc uniesioną w ostrzegawczym geście rękę.

– Nie zaprosiłem tu pani, żeby rozmawiać o hotelu, panno Geary – oznajmił chłodno. – Spawa jest zupełnie innej natury. Rozmawiałem z prawnikami na temat pani umowy.

– Z prawnikami? – Emma popatrzyła na niego skonfundowana. – Co jest nie tak z moją umową?

Zak zmarszczył brwi, jakby chciał podkreślić, że nie pochwala tego, że mu przerwała.

– Dowiedziałem się bardzo interesujących rzeczy. Okazuje się, że to wcale nie jest powszechna praktyka, żeby dekorator wnętrz był związany z jednym konkretnym hotelem. Zazwyczaj wynajmuje się w tym celu konsultantów, a nie pracowników na etat.

Emma zupełnie nie wiedziała, co o tym myśleć.

– To prawda, ale to pański poprzednik podpisał ze mną umowę na stałe.

Zak zmarszczył brwi.

– Ciro D’Angelo?

– Tak.

Poprzednik Zaka, Włoch, był dla niej bardzo życzliwy. Kiedy przyjechała do Londynu zupełnie załamana, to on właśnie wyciągnął do niej pomocną dłoń. Wykorzystała szansę, którą jej dał, i to na sto procent.

– Cirowi naprawdę podobało się to, co robiłam. Dlatego dał mi posadę hotelowego dekoratora wnętrz. Powiedział, że to zapewni mi poczucie bezpieczeństwa. To bardzo dobry człowiek.

– Rzeczywiście, jest przyzwoity – powiedział, jakby słowo „dobry” nie przystawało do tego włoskiego biznesmena, który, tak się składało, był również znanym playboyem o ustalonej reputacji.

– Nie bardzo rozumiem, co jego osoba ma wspólnego z tym, o czym teraz rozmawiamy.

– Naprawdę? – Zak dostrzegł, że jej usta lekko drżały. Czyżby chciała w ten sposób go zmiękczyć? Cóż, być może z innymi mężczyznami ta metoda działała, na niego jednak jej gierki nie robiły żadnego wrażenia. Chyba powinien być z nią szczery. – Wygląda na to, że cieszy się pani reputacją femme fatale.

Emma popatrzyła na niego, czując, jak wracają do niej demony przeszłości. Zrobiło jej się gorąco.

– Nie wiem, o czym pan mówi.

– Naprawdę? – Wiedział, że nie mówi prawdy, i tym bardziej utwierdziło go to w przekonaniu, że powinien postąpić z nią stanowczo. Dostrzegł, jak pobladła i jak żyłka na jej skroni zaczęła pulsować w szybszym tempie. Nie wiedzieć czemu, zastanowił się, czy cała jej skóra jest równie delikatna jak ta, która pokrywała tętniące naczynie.

– Udało się pani przekonać jednego z najostrzejszych biznesmenów w tym kraju, żeby dał pani stałe zatrudnienie. Niejedna osoba zapewne zastanawiała się, jakich środków pani użyła, aby go przekonać.

Emma miała wrażenie, że za chwilę wybuchnie.

– Ci ludzie nic nie wiedzą!

– Jak to mówią, nie ma dymu bez ognia.

– Ludzie opowiadają różne rzeczy, panie Constantinides, ale to nie znaczy, że mają rację.

– Pan Ciro D’Angelo sprzedał mi ten hotel i wyjechał do Włoch – oznajmił, pochylając się lekko. – Od tamtej pory zdołała się pani bardzo blisko zaprzyjaźnić z moim młodszym bratem.

Emma zesztywniała. Ich twarze znajdowały się teraz tak blisko, że poczuła zapach jego wody kolońskiej. Ciekawe, czy pan Constantinides zdawał sobie sprawę z wrażenia, jakie jego bliskość robiła na ludziach. A jeśli tak, to czy często to wykorzystywał. Zapewne tak.

– Ma pan na myśli Nathanaela?

– Mam tylko jednego brata, panno Geary.

Serce waliło jej jak oszalałe, ale postanowiła się nie poddawać. Co Nat jej powiedział? Że jego starszy brat zawsze dostaje to, czego chce. I że nie przebiera w środkach, aby osiągnąć zamierzony cel.

– A nawet jeśli tak jest, to co z tego? Czy zaprzyjaźnienie się z kimś jest zbrodnią?

– Nie jest. Ale jeśli robi to kobieta, która ze znajomości z moim bratem spodziewa się wyciągnąć osobiste korzyści, wtedy wzbudza to mój niepokój.

Poparzyła na niego spokojnie.

– Wbrew temu, co pan sądzi, nie jestem jakąś łowczynią fortun. Chyba to nie pański prawnik zasugerował panu ten schemat rozmowy ze mną?

Jej opanowanie wyprowadziło go z równowagi. Czyżby Nathan był na tyle głupi, że powiedział jej, jaki majątek ma odziedziczyć? A jeśli tak, to czy ona postanowiła z tego skorzystać?

Na myśl o tym, że ktoś mógłby wykorzystać jego brata, którym zajmował się przez całe życie, zrobiło mu się niedobrze. To on chronił go przed wszelkim złem tego świata, choć, jak się teraz okazało, nie był w stanie uchronić go przed wszystkim.

– Traci pani swój czas, panno Geary.

– Nie rozumiem.

– Widzi pani, nie ma znaczenia, jak szeroko otworzy pani te swoje zielone oczy ani jak wdzięcznie będzie potrząsać blond lokami. Nathanael nie jest do wzięcia i z nikim nie może się związać na dłużej.

Gdyby nie jego poważna mina, Emma może nawet by się roześmiała. Wszystko zrozumiał na opak. Owszem, bardzo zbliżyła się do Nata i uważała go za jednego ze swoich najbliższych przyjaciół. Owszem, Nathanael próbował ją poderwać, ale robił to raczej z nawyku niż z prawdziwego pożądania. Zupełnie, jakby się tego po nim spodziewano. A kiedy powiedziała mu, że nie jest zainteresowana, zaprzyjaźnili się. Podobnie było z Cirem. Ich znajomość także była całkowicie pozbawiona seksualnych podtekstów. Jakim więc prawem ten zaborczy mężczyzna mówił jej, żeby odczepiła się od jego brata?

Żałowała, że nie miała okazji porozmawiać z Natem przed spotkaniem z Zakiem.

– Czy Nat wie o tym, co pan robi? – spytała wolno. – Czy wie, że podejmuje pan za niego decyzje? Bo mimo tego, że pracuje w rodzinnej firmie, sam powinien móc decydować o tym, z kim chce się spotykać i na jakich warunkach.

– Nat z nikim nie może się związać na dłużej – powtórzył z naciskiem. Może powinien powiedzieć jej prawdę, a raczej dać do zrozumienia, że ją zna. Być może wtedy zacznie patrzeć na sprawy z jego punktu widzenia. – A już na pewno nie z taką kobietą jak pani.

Emma znieruchomiała. Strach, który zaczęła odczuwać, pozbawił ją tchu. W stalowoszarych oczach swojego rozmówcy dostrzegła coś, co ją przeraziło. Można próbować uciec od przeszłości, ale nigdy nie można całkowicie się od niej uwolnić.

– Z kobietą taką jak ja? – powtórzyła szeptem.

Wiedział już, że wygrał.

– Zastanawiam się, dlaczego nie używa pani swojego nazwiska po mężu? Jest ku temu jakiś szczególny powód? Dlaczego tak skrzętnie unika pani wszelkich wzmianek na temat swojej przeszłości? – Przeniósł wzrok na jedną z kartek leżących na biurku. – Naprawdę nazywa się pani Emma Patterson i była pani kiedyś żoną znanego rockmana Louisa Pattersona, czyż nie?

Emma poczuła, jak cała krew odpływa jej z twarzy. Tak, to była prawda. Przeszłość dopadła ją, tak jak zawsze się tego obawiała. Jak mogła być tak naiwna, żeby sądzić, że uda jej się przed nią uciec? Macki przeszłości zawsze ją pochwycą, niezależnie od tego, jak bardzo będzie się starała przed nimi ukryć.

– A zatem? – ponaglił.

– Tak, to prawda – powiedziała cicho.

Spojrzał na nią zimno.

– Pani były mąż zmarł z powodu przedawkowania narkotyków. Proszę mi więc powiedzieć, pani Patterson, czy pani także ma z tym problem?

Tytuł oryginału: Playing the Greek’s Game

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2011

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2012 by Sharon Kendrick

© for the Polish edition by Arlekin – Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2014

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Życie są zastrzeżone.

Wyłącznym właścicielem nazwy i znaku firmowego wydawnictwa Harlequin jest Harlequin Enterprises Limited. Nazwa i znak firmowy nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Harlequin Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-0718-8

ŚŻ Ekstra – 528

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com