Wydawca: WAB Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2014

Mickiewicz. Życie romantyka ebook

Roman Koropeckyj

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Mickiewicz. Życie romantyka - Roman Koropeckyj

Pierwsza od wielu lat biografia Mickiewicza napisana w języku angielskim.

Amerykański historyk literatury zmierzył się nie tylko z dziełem i życiem poety, ale również z poświęconą mu literaturą. I chociaż Koropeckyj pisał tę książkę dla odbiorcy anglojęzycznego, pozycja może okazać się cenna również dla polskiego czytelnika. Badacz łączy w biografii zajmującą, niemalże powieściową narrację z błyskotliwymi refleksjami historyka literatury.

Opinie o ebooku Mickiewicz. Życie romantyka - Roman Koropeckyj

Cytaty z ebooka Mickiewicz. Życie romantyka - Roman Koropeckyj

Polały się łzy me czyste, rzęsiste, Na me dzieciństwo sielskie, anielskie, Na moją młodość górną i  durną, Na mój wiek męski, wiek klęski; Polały się łzy me czyste, rzęsiste. Adam Mickiewicz Gdyby Mickiewicz żył w  dzisiejszych czasach, byłby świetnym raperem.

Fragment ebooka Mickiewicz. Życie romantyka - Roman Koropeckyj

Roman Koropeckyj

ADAM MICKIEWICZ

Życie romantyka

przełożyła Małgorzata Glasenapp

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Tytuł oryginału: Adam Mickiewicz: The Life of a Romantic, by Roman Koropeckyj, originally published by Cornell University Press

Copyright © 2008 by Cornell University

This edition is a translation authorized by the original publisher, via Agencja Literacka GRAAL. All rights reserved.

Copyright © for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal, MMXIII

Copyright © for the Polish translation, with changes by the author, by Grupa Wydawnicza Foksal, MMXIII

Wydanie I 

Warszawa

Dla Wołodźki

Polały się łzy me czyste, rzęsiste,

Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,

Na moją młodość górną i durną,

Na mój wiek męski, wiek klęski;

Polały się łzy me czyste, rzęsiste.

Adam Mickiewicz

Gdyby Mickiewicz żył w dzisiejszych czasach, byłby świetnym raperem.

Doniu

Przedmowa

Niniejsza biografia została napisana z myślą o odbiorcy anglo-amerykańskim w celu przedstawienia polskiego wieszcza w sposób ogólnodostępny czytelnikom prawie wcale nieobznajomionym z Polską, a tym bardziej z jej największym poetą. Jest to poza tym pierwsza pełna biografia Mickiewicza napisana w języku angielskim od prawie stu lat.

Polski czytelnik z kolei ma do wyboru niejedną biografię poety napisaną przez polskich mickiewiczologów i innych. Korzystałem z tych dzieł często i obficie, a najbardziej ze wspaniałej, aczkolwiek jak dotąd niedokończonej, Kroniki życia i twórczości Adama Mickiewicza. Mimo to wiele z polskich biografii pozostawia sporo do życzenia. Przedstawiają bowiem Mickiewicza przede wszystkim ad usum domesticum, czyli rodzimym odbiorcom doskonale obytym z jego poezją, lecz często nie uwzględniają należycie szerszego kontekstu, tak europejskiego, jak i rosyjskiego. Równocześnie biografiści polscy często skłonni są do mitologizowania wieszcza, przy okazji pomijając lub nawet przemilczając pewne momenty w jego życiu – bądź z powodów ideologicznych, bądź niefortunnej dyskrecji. Co jednak fascynuje nas najbardziej, to właśnie Mickiewicz człowiek: ofiara carskiej Rosji i beneficjent jej hojności, zubożały poeta i bywalec salonów arystokratycznych, pobożny katolik i zagorzały heretyk, kochanek romantyczny, małżonek, ojciec siedmiorga dzieci (w tym jednego nieślubnego) i feminista, egoista i oddany przyjaciel, bonapartysta, polityk-mistyk, rewolucjonista. Moim celem podczas pisania tej książki było naświetlenie tego właśnie życia, błędnego i zarazem wzniosłego – życia na wskroś romantycznego.

Pragnę tu podziękować jak najmocniej mojej nader cierpliwej i wyrozumiałej tłumaczce, która prócz kunsztownego przekazania mojej miejscami ekscentrycznej angielszczyzny w trakcie pracy nad przekładem wytropiła sporo potknięć i przeoczeń znajdujących się w oryginale. Odpowiedzialność za jakiekolwiek pozostałe spada wyłącznie na mnie.

Roman Koropeckyj

(z Piotrem Florczykiem)

Rozdział pierwszyDzieciństwo (1798–1815)

Według rodzinnej legendy, 24 grudnia 1798 rokuI akuszerka przyjmująca na świat drugiego syna Mikołaja i Barbary Mickiewiczów przecięła pępowinę na książce, chcąc zapewnić dziecku przeznaczenie na człowieka „rozumnego”. Gdzie to się dokładnie stało – w przydrożnej karczmie? w domu? – nie wiadomo, ale z pewnością Mickiewicz urodził się na folwarku Zaosie lub w jego bliskiej okolicy, w północno-wschodnim zakątku Europy, na terenie Litwy. Czyn zabobonnej akuszerki okazał się proroczy.

1

Adam Mickiewicz urodził się na ziemiach, które teraz należą do Białorusi, a w tamtym czasie świeżo zostały wcielone do cesarstwa rosyjskiego. Do roku 1795 była to część Wielkiego Księstwa Litewskiego, które ponad dwieście lat wcześniej związało się z Koroną Królestwa Polskiego, tworząc Rzeczpospolitą Obojga Narodów. W rezultacie zamieszkujący północ księstwa Bałtowie i żyjący na południu Słowianie znaleźli się pod rosnącym wpływem kultury polskiej. W ciągu pierwszych stu lat trwania unii większość szlachty litewskiej przeszła na katolicyzm (rzadziej na protestantyzm) i spolonizowała się, natomiast żywot chłopów pańszczyźnianych, od których pochodzą dzisiejsi Litwini i Białorusini, nie uległ znaczącym zmianom. Tak więc pod koniec osiemnastego wieku okolice Nowogródka, gdzie urodził się Mickiewicz, były zamieszkane przez prawosławne i unickie chłopstwo białoruskie oraz przez szlachtę (około dziewięciu procent ludności), która pod względem religijnym, językowym i kulturowym była w przeważającej części polska – choć odznaczała się wyraźnym litewskim patriotyzmem lokalnym. Pomijając jednak herb i prawo do posiadania ziemi, miejscowi szlachcice wiedli życie niewiele różniące się od chłopskiego. Księstwo litewskie licznie zamieszkiwali także Żydzi, którzy stanowili około czternastu procent populacji, a w miastach bywało ich nawet ponad pięćdziesiąt procent. Po trzecim rozbiorze Rzeczypospolitej Obojga Narodów w 1795 roku ta okolica białoruskich wiosek, niewielkich szlacheckich dworków i gospodarstw oraz małych miasteczek została wcielona do cesarstwa rosyjskiego. Najprawdopodobniej również w tym samym roku pobrali się rodzice Adama Mickiewicza.

Poeta przyszedł na świat w okresie, gdy rządy rosyjskie nie dawały się jeszcze mieszkańcom Litwy mocno we znaki. Władze carskie pozwoliły przyłączonym prowincjom litewskim zatrzymać wiele urzędów i instytucji Wielkiego Księstwa, zapewniając sobie w ten sposób lojalność nowych poddanych – ale nie ich przychylność. Nadal świeże były wspomnienia wojny z 1792 roku, toczonej w obronie Konstytucji 3 maja, oraz powstania kościuszkowskiego z 1794 roku, które na ziemiach litewskich spotkało się z wielkim poparciem. Choć przegrana powstańców przypieczętowała los Rzeczypospolitej, samo powstanie stworzyło wielką patriotyczną legendę, żywą szczególnie właśnie na Litwie, skąd pochodził Tadeusz Kościuszko. Insurekcja kościuszkowska stała się jednym z wielu symboli podtrzymujących polskie nadzieje na odzyskanie niepodległości.

2

Folwark Zaosie, nie więcej niż kilka zabudowań gospodarczych, dom mieszkalny i sześćdziesiąt hektarów gruntu, znajdował się około czterdziestu kilometrów na południe od Nowogródka, stolicy powiatu. Należał do rodziny Mickiewiczów od 1784 roku, kiedy to stryjeczni dziadowie poety, Bazyli i Adam, najprawdopodobniej przejęli go za długi. W 1798 roku poprosili o administrowanie majątkiem trzydziestoczteroletniego wtedy bratanka, Mikołaja, rejenta w Nowogródku. Podobnie jak stryjowie, którzy obaj zginęli w bijatykachII, Mikołaj Mickiewicz miał porywczy charakter – tak samo zresztą jak większość miejscowej szlachty. Zawód rejenta w społeczności słynącej z pieniactwa stwarzał dodatkowe okazje do zatargów i bójek: na przykład w 1799 roku Mikołaj został dotkliwie pobity przez jedną ze stron w sprawie rozwodowej, którą prowadził.

Praca ta miała jednak swoje zalety, szczególnie przy wyjaśnianiu wątpliwości dotyczących praw do herbu i miana szlachcica, a Mikołaj Mickiewicz musiał składać takie wyjaśnienia kilkakrotnie. Stawka była poważna: wprawdzie z ekonomicznego punktu widzenia różnica między chłopem a zubożałym szlachcicem bywała niewielka, ale pod względem społecznym oznaczała albo zależność pańszczyźnianą, albo status człowieka wolnego. Mikołaj skutecznie (choć niekoniecznie prawdomównie) wybronił się od podejrzeń, że Mickiewicze byli jedynie zbiegłymi chłopami, przedstawiwszy przed deputacją grodzieńską dokumenty zaświadczające, iż jego przodkowie pieczętowali się herbem Poraj z przydomkiem Rymwid i należeli do drobnej szlachty w Nowogródzkiem, dokąd przybyli w końcu siedemnastego wieku z powiatu lidzkiego. Sam fakt, że pochodzenie Mickiewiczów podawane było w wątpliwość, świadczy o ich niewielkiej zamożności i niskim statusie społecznym. Kiedy urodził się Adam, jego rodzice (już z jednym synem, dwuletnim Franciszkiem) właściwie nie posiadali ziemi i tylko dochody z wynajmu nieruchomości w Nowogródku uzupełniały skromne i nieregularne zarobki z pracy ojca.

Tak więc pochodzenie Adama Mickiewicza ze strony ojca nastręczało wątpliwości natury społecznej, pochodzenie zaś ze strony matki wywoływało pytania innego rodzaju. W części III Dziadów znajduje się opis „wskrzesiciela” Polski, który miał mieć „trzy oblicza” oraz imię „czterdzieści i cztery”, a także być zrodzony „z matki obcej” (Dzieła III, s. 189–191). Nawet jeśli przyjmiemy, że autor miał tutaj na myśli samego siebie, całą tę wizję można by potraktować jako niejasny symbolizm w ramach inspirowanego Biblią mistycznego profetyzmu – gdyby nie uporczywie wracające pogłoski powtarzane przez współczesnych poety i uwagi czynione podobno przez niego samego: że jego matka pochodziła z rodziny żydowskiej.

Można w tym kontekście pominąć rewelacje Zygmunta Krasińskiego, znajomego Mickiewicza i autora dramatu ukazującego europejskie rewolucje jako skutek spisków żydowskich, który w 1848 roku twierdził, że matka Adama „była Żydówką, która się przechrzciła przed pójściem za ojca jego”. Jednak według ekscentrycznego magnata Ksawerego Branickiego, sponsora rewolucyjnej działalności Mickiewicza w 1848 roku, poeta „często mawiał: Mój ojciec z Mazurów, matka moja Majewska z wychrztów; jestem więc nawpół Lechitą nawpół Izraelitą, i tem się szczycę”. Karolina Jaenisch (później Pawłowa), z którą Mickiewicz omal się nie ożenił podczas swojego rosyjskiego wygnania, zwierzyła się któregoś razu znajomemu, że „Mickiewicz był Żydem”. Nie ma żadnych dokumentów, które mogłyby zaświadczać, że Barbara z domu Majewska pochodziła z rodziny Żydów – którzy przeszli na katolicyzm – zarówno ze strony matki, jak i ze strony ojca (podobnie jak nie istnieją dowody na to, że przodkowie Mikołaja Mickiewicza wywodzili się z Mazowsza). Jej ojciec, przez wiele lat ekonom w majątku niedaleko Nowogródka, był według wszelkich danych szlachcicem (herbu Starykoń z przydomkiem Murawiec), matka zaś, z domu Orzeszkówna, była córką drobnego urzędnika ziemskiego1.

Niemniej jednak pozostaje faktem, że na Litwie zamieszkiwali Majewscy, którzy byli ochrzczonymi Żydami, i że pewne zdarzenia w biografii Mickiewicza skłaniają do namysłu. Celina Szymanowska, z którą poeta ożenił się w 1834 roku i z której matką bardzo się zaprzyjaźnił podczas pobytu w Rosji, pochodziła z rodziny frankistów, mesjanistycznego odłamu polskich Żydów, którzy w połowie osiemnastego wieku masowo nawrócili się na katolicyzm. Żydzi i Izrael to źródło najważniejszych motywów mistycznych (i nie tylko) w mesjanistycznej działalności Mickiewicza, co najwyraźniej pokazują jego żądania całkowitej emancypacji Żydów w napisanym w 1848 roku projekcie konstytucji polskiej, a także jego starania, by podczas wojny krymskiej zorganizować legion żydowski. Jeszcze bardziej wymowne są różne drobne wydarzenia, spontaniczne reakcje Mickiewicza, takie jak pierwsze wrażenia z podróży do Rzymu opisane w liście do jednego z najbliższych przyjaciół, w którym zauważa „na łuku tryumfalnym Tytusa świecznik jerozolimski”, albo kiedy w związku ze sprawą legionu żydowskiego ktoś, „naśmiewając się”, powiedział coś o „parszywych Żydach”, na co poeta „jak zadrżał, jak się uniósł”. Czy to możliwe, zadawał pytanie świadek wydarzenia, żeby „obce tak kochać”2?

Takie są fakty – można je różnie interpretować, ale pozostaną faktami. Widać w nich coś w rodzaju „kompleksu żydowskiego”III u człowieka, który najwyraźniej miał pewne wątpliwości co do swojego pochodzenia. W końcu to ojciec Mickiewicza gromadził w 1801 roku dokumenty potwierdzające szlachectwo swojego teścia, ojca Barbary z Majewskich. Kwestia żydowskiego pochodzenia poety pozostaje nierozwiązana, ale co jakiś czas pojawiają się na ten temat spekulacje – wskazujące, bardziej niż na cokolwiek innego, na złożone i trudne relacje polsko-żydowskie w ciągu ostatnich dwóch stuleci. To, że spory dotyczą Mickiewicza, ujawnia doniosłość zagadnienia.

3

W Zaosiu Mickiewicz spędził niecałe trzy pierwsze lata życia, choć później często odwiedzał folwark i okolice. To kraina prostego piękna: „pagórków leśnych” i „łąk zielonych, / Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych”, „pól malowanych zbożem rozmaitem, / Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem; / Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała, / Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała, / A wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą / Zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą” (Dzieła IV, s. 11), którą opisze z pełną nostalgii dbałością o szczegóły w Panu Tadeuszu jako „kraj lat dziecinnych” (nie wspomniawszy jednak nic o srogich zimach). Być może to właśnie z Zaosia pochodziło jedno z pierwszych wspomnień poety, jak „dzieckiem lubił siadać na ogonie [matczynej] sukni, aby ciągnęła go po pokoju”3.

Ochrzczono go jednak w Nowogródku, nadając imiona Adam Bernard, i tam właśnie spędził resztę dzieciństwa i wczesną młodość. Miasteczko było małe, liczyło około półtora tysiąca mieszkańców, z których połowę stanowili Żydzi, a jedną piątą Tatarzy. W trzynastym wieku założył je wielki książę litewski Mendog, a ruiny jego zamku na wzgórzu musiały być pożywką dla dziecięcej wyobraźni. Poza ruinami historycznych budowli nie było w Nowogródku nic specjalnego: kramy na rynku, parę murowanych domów, świątynie różnych wyznań, karczma, która służyła także jako miejsce przedstawień teatrów objazdowych, kilka sklepów i urzędów oraz polska szkoła. Rodzina Mickiewiczów przeniosła się do Nowogródka na stałe w 1801 roku, w którym urodził się kolejny syn, Aleksander. W Nowogródku miało przyjść na świat jeszcze dwóch braci Adama: Jerzy w 1804 i Antoni (który zmarł w dzieciństwie) w 1805 roku. W 1806 roku Mickiewiczowie posiadali w miasteczku dwa domy, z których jeden najprawdopodobniej wynajmowali. Z czasem, gdy praktyka notarialna Mikołaja zaczęła zamierać, czynsz stawał się najpoważniejszym źródłem dochodu rodziny. O tym, jaka była ich sytuacja materialna, zaświadcza wymownie lament Franciszka kilka lat po śmierci ojca: „Odzienie, odzienie, oj, buty, buty”, i prośba „bezpłaszczowego” Aleksandra, by Adam niszczył listy opisujące rodzinne ubóstwo, bo „na cóż kto, znalazłszy, ma śmiać się z naszej biedy?”4.

Do dziesiątego roku życia Mickiewicz uczył się w domu, najpierw pod okiem matki, potem pod opieką kolejnych guwernerów. Do szkoły poszedł razem z bratem Franciszkiem w 1807 roku. Była to powiatowa szkoła prowadzona przez dominikanów, ale pozostająca, jak wszystkie szkoły księstwa litewskiego, pod nadzorem świeckiej Kuratorii Wileńskiej. Funkcję kuratora okręgu wileńskiego sprawował książę Adam Czartoryski, w tamtym czasie polski ulubieniec cara Aleksandra I. Program nauczania realizował zalecenia postępowej Komisji Edukacji Narodowej działającej w latach 1773–1794, której powstanie było jednym z wielkich osiągnięć polskiego Oświecenia.

Poza edukacją religijną (była to w końcu szkoła zakonna) przez sześć lat kształcenia w nowogródzkiej szkole chłopców uczono matematyki, od ułamków do logiki; historii naturalnej i nauk stosowanych: zoologii, botaniki, ogrodnictwa, fizyki i chemii; geografii: najpierw Rosji, potem Europy, a na końcu reszty świata, co przygotowało uczniów do nauki historii od czasów prehistorycznych, przez starożytność grecką i rzymską, aż po historię Polski i Rosji. Na lekcjach nauki moralnej studiowano głównie autorów klasycznych, a w wyższych klasach wykładano także prawo przyrodzone i ekonomię oraz ogólne prawa człowieka i narodów. Łacina stanowiła podstawę wykształcenia, ale nie chodziło tylko o opanowanie języka – teksty klasyków takich jak Cycero, Horacy, Kwintylian, Pliniusz, Korneliusz Nepos i Kolumela służyły jako materiały do nauki różnych przedmiotów. Jednak już od trzeciej klasy najważniejszy stał się język polski: gramatyka, słowotwórstwo, składnia, sztuka wymowy i poetyka, a także historia literatury polskiej – wszystko to na podstawie utworów powstałych od szesnastego wieku aż do czasów prawie uczniom współczesnych. Ze szkoły Adam wyniósł porządne wykształcenie klasyczne (które po studiach uniwersyteckich stało się doskonałe) i solidną wiedzę na temat polskiej literatury, która szybko urosła do fascynacji. Ponadto nauczył się podstaw rosyjskiego i francuskiego, chociaż dzieło Marmontela Les Incas; ou La Destruction de l’empire du Pérou czytał w polskim przekładzie5.

Przede wszystkim jednak nauka łaciny i polskiego dała Mickiewiczowi podstawy warsztatu pisarskiego. Dzięki uczeniu się na pamięć, przekładom i naśladowaniom – głównym metodom nauczania w edukacji klasycznej – przyswoił sobie najróżniejsze retoryczne i poetyckie figury stylistyczne i nabył, podobnie jak każdy uczeń, elementarnych umiejętności w dziedzinie sztuki pisania. Wprawdzie tego typu metody skutkowały wśród współczesnych bujnym rozwojem grafomanii, ale również czyniły ich inteligentnymi czytelnikami, wrażliwymi na aluzje i konwencje oraz zdolnymi docenić nowatorstwo i oryginalność. Pierwsze próby poetyckie Mickiewicza mogły być zainspirowane przez ojca, który podobno chętnie pisywał wiersze, ale pewnie nie na drodze zachęty, ponieważ Adam – jak potem wspominał – z obawy przed krytyką raczej nie pokazywał ojcu swoich utworów. Trochę niesamowity wydaje się w tym kontekście fakt, że jedyny jego wiersz z lat chłopięcych, który zachował się w rodzinnej legendzie i pojawia się we wspomnieniach poety, opowiadał o pożarze w Nowogródku, który miał się stać przyczyną śmierci Mikołaja.

Szkolne świadectwa pokazują, że Mickiewicz był dobrym uczniem, czasami nawet wybitnym, zwłaszcza w naukach przyrodniczych, moralnych i w historii. Był jednak nieodmiennie słabego zdrowia i prawdopodobnie dlatego musiał powtarzać trzecią i piątą klasę. Jedyną umiejętnością, której nie potrafił opanować, była kaligrafia. W późniejszym życiu wspominał: „te arabeski robiły mi wrażenie wnętrzności zgniecionego pająka, a do pająków zawsze żywiłem szczególną odrazę”. Matka napominała go za pisanie „jak kura grzebie”, dodając, że gdyby był bogatym panem, mógłby nająć sekretarza, ale ponieważ jest tylko ubogim szlachcicem, powinien nauczyć się sam dawać sobie radę. Do końca życia nie udało się poecie poprawić charakteru pisma i jego rękopisy są często trudne do odczytania6.

4

Jesienią 1811 roku na niebie nad Litwą pokazała się wielka kometa, widoczna gołym okiem. Jej pojawienie się od razu odczytano jako złą wróżbę i jakby na potwierdzenie tych przeczuć w listopadzie wybuchł w Nowogródku wielki pożar (który nie był niczym dziwnym w miejscowości o drewnianej zabudowie). Mikołaj Mickiewicz pomagał przy gaszeniu płomieni i w rezultacie zachorował, a po kilku miesiącach – 16 (28) maja 1812 roku – zmarł, pozostawiając żonę i trzech synów (najmłodszy, Antoni, nie żył już od dwóch lat) w fatalnej sytuacji finansowej. Wiele lat później Mickiewicz wspominał, że w dniu śmierci ojca „pękło zawieszone w domu zwierciadło”. Nie wiadomo, czy skojarzył te dwa wydarzenia (a także wiersz na temat pożaru, który podobno napisał) z pojawieniem się komety, ale na pewno wszystkie te okoliczności zapamiętał w powiązaniu z najsilniejszym przeżyciem dzieciństwa – z wyprawą Napoleona Bonapartego na Rosję7.

Cztery lata wcześniej, niespełna dwieście kilometrów na zachód od Nowogródka, po drugiej stronie Niemna powstało odrodzone państewko polskie – Księstwo Warszawskie. Wykrojone z terenów zajętych w rozbiorach przez Prusy, było strategicznie obmyślanym „darem” Napoleona dla Polaków, którzy po 1792 roku w sporej liczbie emigrowali na Zachód z nadzieją, że wspierając rewolucyjną Francję walczącą z wrogami, zyskają także niepodległość dla własnej ojczyzny. W 1797 roku ich przywódca, generał Jan Henryk Dąbrowski, stworzył we Włoszech polskie legiony, w których służyło kilka tysięcy żołnierzy walczących pod dowództwem Napoleona przeciw Austrii. Legioniści byli odważni i lojalni – w pieśni, którą obrali za swój hymn, śpiewali: „Dał nam przykład Bonaparte, / Jak zwyciężać mamy” – ale ich marzenie o wskrzeszeniu Rzeczypospolitej z pomocą I Republiki kolidowało z planami, jakie dla Europy i Polski miał Napoleon, ich wyidealizowany przywódca. W chwili gdy powstało Księstwo Warszawskie, na moment zbiegły się interesy obu stron, ale rzeczywistość okazała się wielkim rozczarowaniem. Dopiero w 1812 roku, gdy Bonaparte ostatecznie ruszył na Rosję, wydawało się, że pokładane w nim nadzieje Polaków zaczęły się spełniać.

W czerwcu, kiedy francuska armia w pochodzie na wschód przekroczyła Niemen i weszła na Litwę, by rozpocząć, jak to zadeklarował Napoleon, „drugą wojnę polską”, sejm w Warszawie ogłosił restaurację Królestwa Polskiego i odnowienie unii z Wielkim Księstwem Litewskim. Oddziały la Grande Armée pod dowództwem króla westfalskiego Hieronima (brata Napoleona) i księcia Józefa Poniatowskiego (który miał pod rozkazami wojska polskie) dotarły do Nowogródka pod koniec miesiąca. Hieronim Bonaparte zatrzymał się na krótko w dworze Radziwiłłów, oddalonym zaledwie o parę ulic od mieszkania rodziny Mickiewiczów. W sierpniu urodziny „Wskrzesiciela” państwa polskiego, „cudem mianowanego” i „Błogosławionego przez Opatrzność”, miasto uczciło mszą, obiadem dla szlachty i fajerwerkami. Na frontonie kościoła Franciszkanów wywieszono transparent, przedstawiający ognistą kometę z literą „N” i napis Maximus in Magno Napoleone Deus. Jak wszyscy mieszkańcy Nowogródka, Adam cieszył się bardzo z przybycia Francuzów i ich polskich towarzyszy broni, ale żałoba, którą nosił jeszcze po śmierci ojca, zrobiła na jego krajanach mylne wrażenie – posądzono go o żal za odchodzącymi Rosjanami. „Ten zarzut – wspominał po latach – mnie boleśnie zranił, i długo, długo, zapomnieć go nie mogłem”8.

Pół roku później niedobitki Wielkiej Armii wracającej z Rosji znowu przeszły przez Nowogródek: „wszystko było nimi napełnione: domy, gmachy publiczne, szkoła [...]. Po salach, w sieniach, wszędzie żołnierzom rozpalano ognie” – zapamiętał Mickiewicz. Ich cierpienia, wytrzymałość i odwaga, a nade wszystko ich niewzruszona lojalność wobec cesarza, nawet w obliczu upokarzającej klęski, wywarły niezatarte wrażenie na czternastoletnim chłopcu. Niedługo potem Adam dodał sobie jako drugie imię „Napoleon”, a z czasem jego fascynacja postacią Bonapartego urosła do rozmiarów obsesji9.

Wstrząsające dla całego Nowogródka wydarzenia nie przerwały nauki szkolnej (z jakiegoś powodu w tamtym roku w programie zabrakło jedynie nauki moralnej). Mickiewicz ukończył szkołę w 1815 roku, z powodzeniem przeszedłszy wszystkie sześć klas. Na jego świadectwie napisano: „[...] pan Adam Mickiewicz [...] nic przeciwnego obyczajności nie popełnił, lecz owszem pobożnością, nieskazitelnością obyczajów przyświecał”. We wrześniu tego samego roku, mając już szesnaście lat, wyjechał na studia do Wilna, stolicy guberni, położonego mniej więcej sto pięćdziesiąt kilometrów na północ od Nowogródka. W czasie wakacji powracał jeszcze do rodzinnego domu, ale przede wszystkim po to, by robić wycieczki po okolicy. Śledząc jego dzieje w Wilnie i potem w Kownie, odnosi się wrażenie, że między poetą a jego matką i braćmi istniał jakiś chłód i dystans – nawet gdy mimo własnego ubóstwa próbował pomagać krewnym finansowo, rzadko do nich pisywał. Wydaje się, że znalazł emocjonalne spełnienie w przyjaźniach uniwersyteckich w Wilnie i w miłosnym związku ze starszą od siebie kobietą w Kownie10.

Rozdział drugiMłodość (1815–1824)

12 (24) września 1815 roku, mając „głowę nabitą bajkami o zbójcach”, wyruszył szesnastoletni Adam Mickiewicz z Nowogródka kupiecką bryczką żydowską w całodniową podróż do Wilna. Po przybyciu na miejsce zapisał się na uniwersytet i zamieszkał na stancji u dalekiego krewnego, dziekana Wydziału Fizyko-Matematycznego, w domu należącym do uczelni. Miał tam pozostać przez dwa lata. Wkrótce zaprzyjaźnił się z innymi lokatorami budynku, którzy podobnie jak on pochodzili z drobnej prowincjonalnej szlachty i dla których wyższe wykształcenie było jedyną drogą do przyzwoitego poziomu życia11.

1

Założona w 1578 roku Akademia Wileńska została w 1803 roku, po krótkim okresie porozbiorowej stagnacji, zreorganizowana pod kierownictwem księcia Adama Czartoryskiego, zwierzchnika tamtejszej Kuratorii, i odrodziła się jako Cesarski Uniwersytet Wileński. Za kadencji rektora Jana Śniadeckiego (w latach 1807–1815), matematyka, astronoma, benthamowskiego utylitarysty i niezłomnego racjonalisty, uczelnia stała się ośrodkiem nieco spóźnionego litewskiego Oświecenia. Z pomocą Czartoryskiego Śniadeckiemu udało się ściągnąć do Wilna wybitnych naukowców, między innymi własnego brata Jędrzeja – profesora chemii i medycyny, a jednocześnie utalentowanego satyryka, Józefa Franka – słynnego patologa, Leona Borowskiego – profesora wymowy, estetyki i poezji, Gotfryda Ernesta Groddcka – filologa klasycznego, oraz Joachima Lelewela – historyka (Groddeck i Lelewel zaangażowali się w tworzenie programu studiów orientalnych, które ukończyło kilku najwybitniejszych orientalistów rosyjskiego imperium). W ciągu kolejnych trzydziestu lat położony w samym środku miasta uniwersytet stał się centrum kulturalnego życia Wilna. Profesorowie publikowali w licznych czasopismach, organizowali stowarzyszenia dobroczynne i działali w loży masońskiej, do której należeli praktycznie wszyscy. Twórczy oryginałowie połączyli siły z co bardziej oświeconymi ziemianami i założyli Związek Szubrawców, wydający satyryczne „Wiadomości Brukowe”, które stawiały sobie za cel ożywienie umysłów na litewskiej prowincji. Kiedy Mickiewicz rozpoczynał studia, wileńska uczelnia była już jednym z najbardziej postępowych ośrodków akademickich na polskich ziemiach.

1. Adam Mickiewicz w 1823 roku. Rysunek Kazimierza Kowalewskiego, na podstawie portretu wykonanego przez Walentego Wańkowicza; w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie.

Poza uniwersytetem Wilno nie miało jednak dużo do zaoferowania. „Dumy wiele. Rzeczy i prawdziwych wygód mało” – czytamy we wspomnieniach z tamtych czasów. W Warszawie, stolicy Królestwa Kongresowego i centrum polskiego życia kulturalnego, Wilno uchodziło za głęboką prowincję i bywało tematem żartów. I rzeczywiście było to miasto prowincjonalne, liczące około czterdziestu sześciu tysięcy mieszkańców – niewiele więcej niż dwieście lat wcześniej. Obecność sądu wysokiej instancji przyciągała wprawdzie szlachtę z okolicy, szczególnie w okresie karnawału, ale niewiele ulic było wybrukowanych, brakowało chodników, a latarnie zapalano tylko na szczególne okazje, na przykład na czas wizyty cara Aleksandra I. W czasach studiów Mickiewicza w Wilnie nie było nawet teatru z prawdziwego zdarzenia, chociaż dzięki uniwersytetowi założono ogród botaniczny. Funkcjonowało kilka salonów, z których najznaczniejszym był salon prowadzony przez Salomeę Bécu, matkę Juliusza Słowackiego, przyszłego poetyckiego rywala Mickiewicza. Spora część zabudowy była drewniana (wybuchające co jakiś czas pożary systematycznie niszczyły miasto), ale centrum składało się ze stylistycznie jednolitych murowanych domów, wzniesionych w siedemnastym i osiemnastym wieku. Przede wszystkim jednak Wilno było miastem świątyń: katolickich kościołów i klasztorów, protestanckich zborów, cerkwi unickich i prawosławnych, które stanowiły świadectwo jego bogatej religijnej i etnicznej historii. Niemcy, Białorusini, Litwini, Rosjanie i Polacy mieszkali tu wspólnie z dużą populacją żydowską i Tatarami; wspólnota ta była dosłownie bardzo bliska, bo w czasach Mickiewicza Wilno dopiero zaczynało rozrastać się poza dawne średniowieczne granice. Ze starych murów pozostała tylko jedna brama, w której mieścił się cudowny obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej12.

Uniwersytet wileński z urzędu sprawował nadzór nad publicznym szkolnictwem na ziemiach litewskich i był również odpowiedzialny za kształcenie zatrudnianych w szkołach nauczycieli. Na zachętę oferował stypendium tym kandydatom, którzy po ukończeniu studiów w zamian za każdy rok nauki opłacanej przez państwo zobowiązywali się odpracować dwa lata w szkole. Dla ubogich studentów, takich jak Mickiewicz, była to praktycznie jedyna możliwość uzyskania wyższego wykształcenia. Niedługo po przybyciu do Wilna szesnastoletni młodzieniec z Nowogródka przystąpił do egzaminu wstępnego do seminarium nauczycielskiego i został przyjęty, częściowo dzięki poparciu krewnego.

Podczas pierwszego roku nauki Mickiewicz musiał uczęszczać na wykłady na Wydziale Fizyko-Matematycznym, ale od początku jako specjalizację wybrał sobie filologię. W programie jego czteroletnich studiów znalazły się więc: łacina i greka, historia powszechna i historiografia, estetyka, teoria poezji i retoryka – dotyczące zarówno literatury polskiej, jak i przekładów – języki francuski, angielski i niemiecki (dwa pierwsze opanował wówczas dobrze, ostatni dopiero po ukończeniu uniwersytetu) oraz język i literatura rosyjska. Na zajęcia z filologii rosyjskiej jednak „rzadko chodził”13.

Trzej profesorowie: Groddeck, Borowski i Lelewel, wywarli największy wpływ na Mickiewicza w czasie studiów. Z Groddckiem, częściowo spolonizowanym Niemcem pochodzącym z Gdańska, łączyła Adama skomplikowana relacja fascynacji i niechęci. Profesor potrafił być apodyktyczny, nieuprzejmy i drażliwy (dlatego pewnie zdarzyło mu się narzekać, że „młody człowiek”, taki jak Mickiewicz, powinien być „grzeczniejszy”). Któregoś razu, ku rozbawieniu Adama, zaproponował, by ten „wybrał jakiego autora niewydanego [...], żeby całe życie poświęcił swe nad komentarzem do takiego autora, a to będzie dzieło najwyższe, najważniejsza przysługa”. Niemniej jednak dał swoim studentom porządne i pod wieloma względami nowatorskie wykształcenie klasyczne. Dzięki niemu Mickiewicz nabył swobodnego rozeznania w literaturze klasycznej i nauczył się sprawnie posługiwać figurami stylistycznymi i aluzją literacką, co doskonale widać w jego poezji, która nawet w najbardziej lirycznych fragmentach pozostaje rzeczowa, jasna i zrozumiała14.

Z Leonem Borowskim, profesorem estetyki, poetyki i wymowy, nawiązał Mickiewicz zupełnie inną więź. Borowski, choć najbardziej cenił poezję klasycystyczną, interesował się także romantyzmem, docierającym na wschód z Anglii i Niemiec, a nawet spierał się o niego z Janem Śniadeckim i konserwatywnymi krytykami warszawskimi. Na pierwszym roku studiów Mickiewicz uczęszczał na jego wykłady jako wolny słuchacz, ale szybko zwrócił na siebie uwagę Borowskiego doskonałymi przekładami. W 1844 roku wspominał: „Pamiętam silne wrażenie, kiedy raz na lekcji głośno, z uczuciem wydeklamował jedno z takich tłumaczeń i nazwał mię po imieniu”. Borowski poświęcił wiele czasu na czytanie i omawianie wierszy, które młody poeta przynosił mu do oceny. Po wyjeździe do Kowna, a potem do Rosji Mickiewicz nadal przysyłał dawnemu profesorowi swoje utwory, już zdecydowanie romantyczne – widać stąd, że musiał niezwykle cenić zdanie Borowskiego, szczególnie w kwestiach „formy i języka”. Jeden z przyjaciół poety wspominał, że Mickiewicz „przy każdym pisaniu wierszy czuł, zda się, obok siebie zimną i sztywną jak posąg twarz i postać pana Leona, gdy bez żadnej litości dla rymu lub dla harmonii wiersza [...] ścigał każdą myśl nielogiczną, każde niejasne wyrażenie, każdy wyraz niewłaściwie użyty”15.

U Borowskiego Mickiewicz znalazł ojcowską troskliwość i zrozumienie, bo profesor, w przeciwieństwie do wielu krytyków z jego pokolenia, nie czuł się zagrożony ani przez pewność siebie, ani przez talent młodego poety. Za to w historyku Joachimie Lelewelu Adam znalazł bardziej starszego brata (Lelewel był tylko o dwanaście lat starszy), z którym dzielił poglądy, szczególnie w kwestiach narodowych. Lelewel, najznakomitszy polski historyk epoki romantyzmu – choć znacznie mniej znakomity polityk – był w Wilnie popularnym wykładowcą. Adam, jak wielu studentów, skrupulatnie notował jego słowa i czytał wszystkie jego publikacje. Jak dalece Lelewel ukształtował poglądy młodego poety na historię narodową i powszechną, świadczy wiersz, który Mickiewicz napisał na cześć profesora z okazji jego powrotu na Uniwersytet Wileński w 1822 roku (co zelektryzowało całą brać studencką) – streścił w nim stulecia światowej historii w formie opowieści o walce pomiędzy siłami wolności a siłami tyranii i gwałtu, tak zwracał się do dawnego nauczyciela:

LELEWELU! rzetelną każdy chlubę wyzna,

Że ciebie takim polska wydała ojczyzna.

Na świętym dziejopisa jaśniejąc urzędzie,

Wskazujesz nam, co było, co jest i co będzie16.

Lelewel z czasem stał się też protektorem Mickiewicza: pomagał mu w publikacji pierwszych tomów poezji, starał się dla niego o wyjazd zagraniczny i o posadę nauczyciela gdzie indziej niż w Kownie (w obu przypadkach bezskutecznie), a po aresztowaniu poety poręczył za niego i pomógł wydostać się z więzienia. Jako pełnomocnik zajmował się w Warszawie interesami Mickiewicza podczas jego wygnania do Rosji.

O wykształceniu, które Mickiewicz zdobył w Wilnie, najlepiej świadczy fakt, że sam został potem nauczycielem, a później także profesorem filologii klasycznej i slawistyki. Jego wrodzona inteligencja i ciekawość świata, wspomagane przez doskonałą pamięć, znalazły oparcie i ukierunkowanie w gruntownej znajomości podstaw filologii, historiografii, filozofii, estetyki, a nawet nauk przyrodniczych, jaką może dać tylko pierwszorzędna uczelnia zatrudniająca najlepszych pedagogów. Pozostaje jednak faktem, że Mickiewicz nigdy nie uzyskał dyplomu. Zdał wprawdzie wszystkie niezbędne egzaminy, ale w 1821 roku profesor Groddeck odrzucił jego pracę magisterską, „najwięcej dlatego – jak donosił przyjaciołom Adam – że były pomyłki ortograficzne”. Na pewno jednak nie był to jedyny powód. Następnego dnia po aresztowaniu Mickiewicza w 1823 roku Groddeck, „tłómacząc mowę Demostenesa za Ktezyfontem, doszedł do pysznego ustępu, w którym mowca opowiada o okropności tej nocy, w której Filip Macedoński wtargnął do Aten i najzasłużeńszych obywateli rzeczpospolitej do więzienia powtrącać rozkazał. Wymawiając słowa – «noc była» – zalał się łzami”. Wiedział, że jego były student, którego właśnie zatrzymano, pracował nad dramatem o Demostenesie17.

2

Uniwersytet dał Mickiewiczowi nie tylko wykształcenie, dzięki któremu mógł rozwinąć się intelektualnie – dał mu także coś znacznie wartościowszego: namiastkę rodziny. „Janowi Czeczotowi, Tomaszowi Zanowi, Józefowi Jeżowskiemu i Franciszkowi Malewskiemu / Przyjaciołom moim na pamiątkę szczęśliwych chwil młodości, którą z nimi przeżyłem” (Dzieła I, s. 52) – prostota tej dedykacji w pierwszym tomie poezji Mickiewicza (z 1822 roku) świadczy chyba najwymowniej o sile uczuć łączących grupę studiujących razem młodych ludzi. Czeczot, z którym Adam zaczął się kolegować jeszcze w szkole w Nowogródku, tak opisał więzi między nimi:

U nas jest najczystsza i najpiękniejsza przyjaźń, zasadzona na największej między dwoma powierzającymi się we wszystkim a wszystkim osobami, szczerości, otwartości, której podstawą jest prawdziwa cnota, a którą szczerość i otwartość, zdolność jej otrzymania, to jest, podobieństwo niejakieś w wychowaniu, obyczajach, nauce, mniej więcej skłonnościach, rodzą18.

Przyjaźń Czeczota była jednak trudna, rozdarta pomiędzy oddaniem a niepewnością, wpadająca stale w zawiść, zazdrość i moralizatorstwo. Przyjaźń, którą obdarzył Mickiewicza Zan, była zupełnie inna: pewna siebie i bezinteresowna. Zan, niezbyt stabilny psychicznie, ale mający „charakter mistyczny, łagodny” (Dzieła III, s. 123), poznał się z Mickiewiczem, gdy przystępowali do egzaminu do seminarium nauczycielskiego, współzawodnicząc o jedno stypendium; otrzymał je Adam, ale obaj zgodzili się, że zawdzięczał to protekcji krewnego. Do Mickiewicza, Czeczota („Jana z Myszy”) i Zana („Arcy”) dołączyli wkrótce Jeżowski („Jeż”), uzdolniony student filologii klasycznej, chorowity, surowy i czasami przesadnie pedantyczny, Malewski („Jarosz”), syn nowo wybranego rektora, prawdopodobnie najbardziej zrównoważony z nich wszystkich i z czasem najbliższy Mickiewiczowi, oraz rubaszny Onufry Pietraszkiewicz („Onufr” albo „Nufr”), dzięki przytomności umysłu którego wiemy tak dużo o całym wileńskim okresie w życiu MickiewiczaIV.

Wszyscy pochodzili z tego samego środowiska: z prowincjonalnej i najczęściej zubożałej szlachty. Dobre wykształcenie było ich jedyną szansą na przeżycie w społeczeństwie nadal zdominowanym przez dawne rody, choćby nawet zbiedniałe. Nie byli rówieśnikami (Pietraszkiewicz urodził się w 1793, a Malewski w 1800 roku), ale dla każdego ostatni rozbiór Polski był bolesnym wydarzeniem, a losy kraju decydująco zaważyły na ich własnych losach. Wyprawa napoleońska w 1812 roku, obiecująca radykalną i historyczną zmianę dla Polski, wywarła na nich głębokie i niezatarte wrażenie – Mickiewicz nie był jedynym, który dodał sobie imię cesarza do własnego. Byli nie tylko grupą studentów, ale przede wszystkim reprezentowali pierwsze pokolenie młodych Polaków, którzy świadomie i programowo określili się właśnie jako pokolenie; którzy połączyli pojęcie młodości i młodzieży z pojęciem pokolenia, tworząc całkowicie nowe znaczenie.

Spotykając się na wykładach, szukając u siebie wzajemnie pomocy w nauce i rozwiązywaniu codziennych problemów, rozpoznawali jeden w drugim podobną wrażliwość, upodobania literackie i filozoficzne, taki sam stosunek do zabaw, żartów, przyjaźni i miłości, a także zbliżone aspiracje w określaniu własnych obowiązków jako obywateli pozbawionego państwa narodu. Znajdowali się pomiędzy wcześniejszym pokoleniem neoklasycystów a kolejnym pokoleniem, dla którego poezje Byrona były oczywistością; wielbili Horacego („największy pan pośród poetów rzymskich”), Marka Aureliusza („Piękne, szlachetne, łagodne ma czoło, / Na czole błyszczy myśl o szczęściu państwa”; Dzieła III, s. 282), Woltera (jako autora La Pucelle d’Orléans [Dziewicy z Orleanu]), Rousseau (za Émile [Emila] i La Nouvelle Héloïse [Nową Heloizę]) oraz rodzimego Stanisława Trembeckiego („rozkosz przypomnieć wiersze”). Odkrywali też Schillera („przez serce działa więcej na młodzież”), Goethego i jego Wertera (pełnego „ognia i łez”; Dzieła III, s. 48) oraz Byrona (którego „namiętności [...], jak starożytne fatum, władały całym jego życiem fizycznym i moralnym”; Dzieła V, s. 178)19.

Ich wizja Polski niewiele różniła się od oświeceniowej, wolnomularskiej wizji starszego pokolenia: wierzyli, że przetrwanie narodu nie zależy od pochodzenia, ale od właściwej postawy obywatelskiej i moralnej Polaków, którym najbardziej przysłużyć się może dobre wykształcenie. Rektor Malewski wyraził to jasno w jednym ze swych pierwszych rozporządzeń, w którym zakazał studentom „bywania po traktierniach, bilardach, kafenhausach, balikach, wieczorynkach itp. miejscach publicznych”, a także udziału w polowaniach, grach hazardowych lub pojedynkach – jednym słowem angażowania się we wszelką działalność, która mogłaby odrywać młodych od nauki. Zasadniczą różnicą między poglądami obu pokoleń było zupełnie inne wyobrażenie na temat tego, kto ma ową wizję wcielać w życie. Reakcją Mickiewicza i jego przyjaciół – reakcją młodzieży – było przekształcenie nieformalnego dotąd koła znajomych w tajemne bractwo, działające poza kontrolą zwierzchników i opiekunów ze starszego pokolenia – coś, czego rozporządzenie rektora zakazywało równie kategorycznie20.

W 1824 roku, podczas przesłuchania, Jeżowski zeznawał:

Jeszcze w roku 1816 ja, Adam Mickiewicz, Tomasz Zan i Onufry Pietraszkiewicz, obcując ze sobą bliżej, rozprawiając o naukach, o autorach, o książkach, składaliśmy dość ścisłą między sobą kompaniję, czyli towarzystwo. Obcowanie to tak było przyjemne, tak szybko czas nam zabierało, że częstokroć zapominaliśmy o różnych przykrościach, mianowicie z niedostatku pochodzących. [...] Żeby jednak ta nasza konwersacja nie była przyjemnym tylko próżnowaniem, rzucana była różnymi czasy myśl, aby przepisać jakikolwiek porządek, aby przyjąć postać rzetelnego towarzystwa21.

I tak jesienią 1817 roku powstało Towarzystwo Filomatów (z greckiego: miłośników wiedzy). Inspiracją dla nazwy było paryskie Societé de Philomatique, ale struktura Towarzystwa, którego przewodniczącym został dość apodyktyczny Jeżowski, wzorowana była bardziej na pruskich Jugendbunden. Do grona najbardziej wtajemniczonych wkrótce dołączyli Malewski i Czeczot. Nie była to jedyna tego rodzaju organizacja w Wilnie, ale wkrótce stała się – zgodnie z zamierzeniami twórców – najważniejszym ośrodkiem aktywności pozaszkolnej wśród wileńskich studentów i nie tylko. W czasach najżywszej działalności, w latach 1817–1819, była dla Mickiewicza, całkiem dosłownie, centrum życia – zdarzało się, że takie czy inne spotkania filomatów odbywały się codziennie. Dzieje bractwa są nierozerwalnie związane z losami poety w tamtym okresie. To właśnie dzięki swej filomackiej działalności Mickiewicz rozwinął się jako myśliciel, organizator i pisarz. Kiedy wyjechał już do Kowna, Towarzystwo pozostało dla niego ciągle tak samo ważne, a w wielu sprawach nawet nieodzowne. Przyjaciele nadal stanowili najistotniejszy punkt odniesienia, źródło moralnego (a czasem też finansowego) wsparcia, a chwilami także nadmiernie życzliwego przymusu i nadzoru.

Cele Towarzystwa Filomatów, praktycznie niezmienione przez mniej więcej sześć lat jego trwania, najlepiej oddaje pierwszy akapit statutu na rok 1819/1820:

Zaszczepiać między polską młodzieżą uczucia czystej moralności, utrzymywać w niej zamiłowanie rzeczy ojczystych, obudzać chęć do nauk, wspierać w trudnym doskonalenia się umysłowego zawodzie przez udzielanie wszelkiej wzajemnej pomocy, silniej wzmacniać zbawienny związek jednostajnością wieku i wychowania poczęty, wzmagać w miarę sił narodową oświatę i tym sposobem pracować na dobro i pomyślność kraju22.

Były to zasady zbliżone do ogólnego programu wileńskich wolnomularzy, a nawet do założeń początkowo liberalnej polityki cara Aleksandra I w byłym Wielkim Księstwie Litewskim. Bez wątpienia zdarzało się, że sympatycy Towarzystwa próbowali skierować jego działalność w kierunku antyrosyjskiej konspiracji, a niektórzy członkowie – w tym sam Mickiewicz – byli zainteresowani współpracą z sekretnymi stowarzyszeniami starszego pokolenia, choć powstrzymywała ich obawa przed przejęciem i uzależnieniem od silniejszej organizacji. Nie ma jednak dowodów na to, by filomaci prowadzili jakąkolwiek działalność konspiracyjną, choć kładli silny nacisk na tajny charakter swojego bractwa. Byli bowiem świadomi, że ich cele mogą być zinterpretowane jako zagrożenie dla władz lokalnych, zdominowanych przez konserwatystów i Kościół, albo dla władzy carskiej na Litwie, co byłoby znacznie bardziej ryzykowne. Z tego powodu nigdy nie poszerzyli swojej działalności i nie przyjmowali więcej członków ponad pierwotny krąg najbliższych przyjaciół oraz kilkunastu dobrych znajomych.

Poza spędzaniem ogromnych ilości czasu na ciągłym poprawianiu ustaw Towarzystwa, zgłaszaniu nowych projektów organizacyjnych i dyskutowaniu przyjętego programu filomaci poświęcali odbywające się dwa albo trzy razy w tygodniu spotkania na formalne wygłaszanie referatów, które następnie krytykowano, omawiano i poddawano pod głosowanie – wszystko według ściśle przestrzeganych reguł. Było to więc przede wszystkim stowarzyszenie młodych naukowców albo – jak czasami określali ich rówieśnicy – „pedantów”, którzy „mogli ci natychmiast rozwiązać wszelkie matematyczne zadanie, wytłumaczyć złotymi słowy tablice rzymskiego prawa lub zawiłe punkty Pandektów, skomentować Homera, Platona, Arystotelesa, pójść ze Spinozą, Wolfem, Leibnizem lub Lockiem w teologiczne lub moralno-filozoficzne zawody”. Działali w dwóch sekcjach: literatury i sztuk wyzwolonych oraz matematyki, fizyki i medycyny, i dawali sobie wzajemnie wykłady na najróżniejsze tematy – od zagadnienia oryginalności, prowansalskiej poezji, „wiadomości o życiu Herodota i jego dziełach”, „jakim sposobem wybierać należy naukę dla ciągłego jej się poświęcenia i jaką ostrożność potrzeba zachować, aby nauka wybrana skutecznie nabywaną być mogła” po teorie pochodzenia elektryczności i powstawania kolorów, podział nauk matematycznych i budowę komet. Podejmowali się także prac grupowych: streszczania artykułów z zagranicznej prasy, komentowania autorów klasycznych, których utwory pojawiały się w programach szkolnych, zbiorowego przekładu Allgemeine Theorie der schönen Künste Johanna Georga Sulzera i tym podobnych. Wreszcie przedstawiali na forum Towarzystwa własne teksty literackie: wiersze, opowiadania, dramaty i tłumaczenia, które pisali wszyscy, z lepszym bądź gorszym skutkiem. One również były oceniane, omawiane i przyjmowane w głosowaniu, tak samo jak referaty naukowe. Dla podkreślenia egalitaryzmu Towarzystwa jego członkowie mieli obowiązek (wymyślony przez Jeżowskiego oczywiście) przychodzić na spotkania w „ubiorze obrzędowym”: „frak czarny z guzikami bądź czarnymi, bądź materyalnymi, kamizelka czarna materyalna z guzikami takimiż, chustka na szyję czarna, spodnie czarne i buty bez kutasów” (jako że większość studentów ledwie mogła sobie pozwolić na porządną płócienną bieliznę, należy się domyślać, że to zarządzenie nie było ściśle przestrzegane). Przebieg wszystkich zebrań był szczegółowo protokołowany, często ze skrupulatnością odwrotnie proporcjonalną do ważności opisywanych zdarzeń23.

Obok Jeżowskiego i Malewskiego Mickiewicz był jednym z najaktywniejszych filomatów: opracowywał cele Towarzystwa, obmyślał ulepszenia, rozporządzenia i poprawki ustaw, niemal biurokratyczne w swojej drobiazgowości – był w końcu synem rejenta. Tak jak wszyscy członkowie, przygotowywał referaty (O najlepszym sposobie rozwiązywania zagadnień i twierdzeń geometrycznych, O piękności, O sposobie robienia synonim, Cel, jaki sobie w kształceniu umysłu zakładać powinniśmy), analizy literackie (pism Woltera i d’Arnauda) oraz krytyczne omówienia tekstów przedstawianych przez kolegów. Napisał między innymi dość zgryźliwą recenzję poematu epickiego Dyzmy Bończa-Tomaszewskiego Jagiellonida, którą dzięki poleceniu Lelewela udało się zamieścić w 1819 roku w „Pamiętniku Warszawskim” – co było nie lada wyczynem, zważywszy na fakt, że Warszawa stanowiła wtedy prawdziwą stolicę neoklasycystycznej poprawności. Jednak przede wszystkim własne utwory – wiersze, opowieści, przekłady i improwizacje – zapewniły Adamowi szacunek filomatów24.

Już w 1817 roku, pisząc sprawozdanie z działalności Towarzystwa, Jeżowski podkreślał poetyckie talenty Mickiewicza, ujawnione w przekładzie fragmentów obrazoburczej La Pucelle Woltera: „kto poema takowe na język ojczysty z łatwością przełożył i przekładanie swoje już w pierwszym sił doświadczeniu zbliża niekiedy do oryginału, lubo tłumacz, musi posiadać część tego tworzącego ognia, jaki w oryginalnym pisarzu pałał”. Rzeczywiście, poezje przedstawione przez Mickiewicza na zebraniach Towarzystwa w pierwszych latach działalności były często wprost „naśladowaniami z Woltera” (na przykład Mieszko, książę Nowogródka czyPani Aniela, poematy oparte na motywach z cyklu Contes en vers) albo powstały pod jego wpływem (nieukończona heroikomiczna Kartofla, w której tytułowa bulwa zaważyła, dosłownie i w przenośni, na losach wyprawy Kolumba). Twórczość Woltera, najbardziej zatwardziałego z francuskich racjonalistów, stanowiła dla Mickiewicza i jego przyjaciół kuszący swobodą wzorzec wyrażania zarówno osobistego sprzeciwu wobec społecznego i kulturowego zacofania Litwy, jak i poczucia wewnętrznej wolności oraz własnego oświeconego kosmopolityzmu. Okoliczność, że ten sam Wolter był intelektualnie bratnią duszą carycy Katarzyny II i lizusowsko chwalił rozbiory Polski jako „dzieło szlachetne i pożyteczne”, jakoś umknęła uwagi młodych filomatów25.

2. Franciszek Malewski, według rysunku Walentego Wańkowicza, ok. 1823. Reprodukcja z tomu Z filareckiego świata. Zbiór wspomnień 1816–1824, pod red. Henryka Mościckiego, Warszawa 1924.

Były też inne źródła natchnienia i inne formy: wiersz Zima miejska, zręczna wprawka w poetyce neoklasycystycznej na wzór Trembeckiego i pierwszy utwór Mickiewicza, który ukazał się drukiem (w roku 1818); poemat heroikomiczny Warcaby, napisany dla Malewskiego z inspiracji poematem Marca Girolama Vidy Scacchia Ludus z 1527 rokuV; dramat Demostenes, nad którym Adam pracował co najmniej przez cztery lata i którego nigdy nie ukończył; utrzymany w duchu Petrarki sonet Przypomnienie, zapowiadający upodobanie Mickiewicza do tej formy literackiej, która rozkwitnie później na wygnaniu w Rosji; wreszcie powiastka Żywila, której tytułowa bohaterka okazuje się pierwszą z szeregu literackich portretów silnych polsko-litewskich patriotek, niewahających się poświęcić własnego szczęścia dla ojczyzny. Żywila, określona w podtytule jako „wyjątek ze starożytnych rękopismów polskich” (wybieg literacki zwyczajny w tamtych czasach), czerpie z litewskiego folkloru i lokalnego kolorytu, podobnie zresztą jak przeróbki Woltera, w których pełno jest odniesień do miejscowej historii i krajobrazu. Nie była to jeszcze tendencja programowa, ale z pewnością nieklasycystyczna fascynacja kulturą ludową i epoką średniowiecza zapowiadała kierunek, w którym już niedługo potem rozwinie się program poezji romantycznej.

Te młodzieńcze utwory – z wyjątkiem, być może, dowcipnego i patriotycznego wierszyka reklamowego, który w 1819 roku Mickiewicz napisał dla wileńskiego producenta laku – stanowiły w zamierzeniu głównie wprawki, klasyczne imitationes w najlepszym sensie tego słowa. Przeznaczone były jednak do oceniania nie przez starszych, profesorów i znawców, ale przez rówieśników o podobnej autorowi wrażliwości, na których uwadze i akceptacji najbardziej zależało młodemu poecie. Oni zaś rzeczywiście obdarzali go uwagą, słysząc w jego wierszach głos niezwykle dojrzały, śmiały i pewny swojej siły – bez wątpienia wyrastający wysoko ponad chłopięce wypociny Pietraszkiewicza, Czeczota czy Zana. Nade wszystko był to głos jednego z nich, ich poety, kogoś, kto mówił w imieniu pokolenia i o pokoleniu. Widzieli w nim twórcę, na którego – jak to ogłosił Jeżowski – „laur poetycki [...] niewątpliwie czeka”26.

Wyłącznie dla kolegów Mickiewicz pisał także okazjonalne wiersze, zazwyczaj tworzone bez myśli o publikacji. Jak przystało na bractwo stawiające sobie za cel rozwój osobowości – intelektualny, moralny, poprzez przyjaźń i odwołanie do patriotycznych obowiązków – filomaci wymyślili również własne zabawy, które traktowali jako część programu Towarzystwa na równi z referatami i dyskusjami na tematy organizacyjne. Imieniny każdego z nich stawały się okazją do świętowania, urozmaicanego w miarę talentów i możliwości. Latem obchodzono je w plenerze pod Wilnem, gdzie przyjaciele lubili spacerować i urządzali (najwyraźniej pozaregulaminowe) harce; zimą (imieniny Mickiewicza przypadały na 24 grudnia) – w jakiejś dogodnej kwaterze na mieście. Na imieniny Onufrego Pietraszkiewicza 30 maja (11 czerwca) 1819 roku filomaci przygotowali

sałasz z gałęzi, prowadzący na górę po stopniach wybitych z ziemi, oświeconych lampami, do cyfry Onufrego z liści i kwiatów polnych uplecionej, zawieszonej na drzewach; naprzeciw sałasza na wzgórku między krzakami ukazywało się przy świetle lamp malowidło wyobrażające Onufrego i Tomasza skaczących do siebie znajomy nam onufrejski taniec, jaki zwykli zwodzić, kiedy kielich wesołości głowie, a gibkości nogom doda. Od malowidła szła w stronę koło dolinki wodą napełnionej dróżka, umyślnie ubita, nazywana Drogą rzymską27.

Wszyscy schowali się w lesie, a gdy Pietraszkiewicz wszedł na polanę, Zan zaczął z ukrycia grać na piszczałce, na co cała kompania wyskoczyła z krzaków, wołając „Vivat Onufr!”, po czym Czeczot, Zan i Mickiewicz zabrali się do śpiewania pieśni i odczytywania „jambów” – wierszy napisanych specjalnie na tę okazję. Jak to bywa zwykle z młodzieńczymi zabawami poezją, wykpiwały one trochę solenizanta, najczęściej w sposób zrozumiały tylko dla wtajemniczonych, a jednocześnie podsumowywały jego działalność w Towarzystwie.

Tego typu imprezy, choć spontaniczne, stały się rytuałem, podobnie regularnym i ustalonym jak filomackie zebrania. Stanowiły przypomnienie i umocnienie więzów łączących przyjaciół. Na jedno z takich właśnie świąt Mickiewicz, zainspirowany obrzędami wolnomularstwa, napisał hymn, w którym zarówno słowa, jak i kontekst oddają w pełni ducha panującego wśród filomatów:

Hej, radością oczy błysną

I wieniec czoła okrasi,

I wszyscy się mile ścisną:

To wszystko bracia! Tonasi!

Pochlebstwo, chytrość i zbytek

Niech każdy przed progiem miota,

Bo tu wieczny ma przybytek

Ojczyzna, nauka, cnota.

Braterstwa ogniwem spięci,

Zdejmijmy z serca zasłonę,

Otwórzmy czucia i chęci.

Święte, co tu objawione!

Tu wspólne koją cierpienia:

Przyjaźń, wesołość i pienia.

Ale kto w naszym jest gronie,

Śród pracy czy śród zabawy,

Czy przy pługu, czy w koronie,

Niechaj pomni na Ustawy! [...]28

Nic dziwnego, że kiedy w 1820 roku Mickiewicz dowiedział się, że ten wiersz wydostał się jakoś poza krąg filomackich wtajemniczonych i był śpiewany otwarcie (oraz „głupio”, jak to określił) na majówkach, które Zan organizował dla szerszego grona studentów, nie był szczególnie zadowolony. Dodatkowo zaniepokoiło go, że na tych majówkach słyszano młodych ludzi rozprawiających o „ratowaniu ojczyzny z kajdan”29.

Niemniej jednak od 1819 roku, między innymi z inicjatywy Mickiewicza, filomaci starali się ostrożnie i w tajemnicy rozpowszechniać swój program wśród studentów wileńskich. W tym celu albo próbowali przyłączyć do swego bractwa inne istniejące już na uniwersytecie stowarzyszenia albo zakładali własne filie: Związek Przyjaciół, Związek Filadelfistów, Związek Naukowy, Związek Naturalistów, Towarzystwo Literackie, Towarzystwo Promienistych – mając w planach szukanie tą drogą nowych członków. Sukcesy organizowanych przez Zana ogólnodostępnych imprez, podczas których zabawy, wykłady i picie mleka łączyły się z tworzeniem nieco mistycznego poczucia więzi, skłoniły jego przyjaciół do zmniejszenia wcześniejszej ostrożności. Korzystając z niespodziewanego zainteresowania studentów filomackim przesłaniem, starali się jak najszybciej zorganizować ich według wypracowanych przez siebie wzorów.

Największym sukcesem na tym polu było powołanie w 1820 roku Zgromadzenia Filaretów („miłośników cnoty”), któremu przewodniczył Zan. Mickiewicz opracował ustawy nowego związku, a nawet napisał dla jego członków specjalną pieśń, wzorowaną na burszowskich pieśniach niemieckich, z podobnie radykalnym przesłaniem:

Hej, użyjmy żywota!

Wszak żyjem tylko raz; [...]

Po co tu obce mowy,

Polski pijemy miód;

Lepszy śpiew narodowy

I lepszy bratni ród.

W ksiąg greckich, rzymskich steki

Wlazłeś, nie żebyś gnił;

Byś bawił się jak Greki,

A jak Rzymianin bił. [...]

Cyrkla, wagi i miary

Do martwych użyj brył;

Mierz siłę na zamiary,

Nie zamiar podług sił. [...]30

Nie minęło wiele czasu i filomackie idee cnoty, nauki, obywatelskiego obowiązku, patriotyzmu, przyjaźni i solidarności albo – jak ujął to Mickiewicz – „duch prostoty w obejściu się, poufałości, szczerości” stały się „bodźcem [...] nie tylko do postępu w naukach, lecz i do wzorowych obyczajów”, a także wyrazem młodzieńczego buntu. Jakkolwiek je ostatecznie rozumiano, przesłanie filomatów znalazło entuzjastycznych odbiorców wśród litewskiej młodzieży, pragnącej tworzyć własną opowieść o przyszłości Polski31.

Tę właśnie opowieść nakreślił Mickiewicz najwyraźniej w napisanej w 1820 roku Odzie do młodości:

Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;

Młodości! dodaj mi skrzydła!

Niech nad martwym wzlecę światem

W rajską dziedzinę ułudy:

Kędy zapał tworzy cudy [...].

Niechaj, kogo wiek zamroczy,

Chyląc ku ziemi poradlone czoło,

Takie widzi świata koło,

Jakie tępymi zakreśla oczy. [...]

Razem, młodzi przyjaciele!...

W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele;

Jednością silni, rozumni szałem,

Razem, młodzi przyjaciele!... [...]

Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga;

Łam, czego rozum nie złamie:

Młodości! orla twych lotów potęga,

Jako piorun twoje ramię. [...]

Pryskają nieczułe lody

I przesądy światło ćmiące;

Witaj, jutrzenko swobody,

Zbawienia za tobą słońce!32

W wierszu jest wprawdzie sporo znajomo brzmiących odniesień do mitologii klasycznej i symboliki masońskiej, ale są też obrazy, które początkowo stropiły przyjaciół Mickiewicza. „Czytam; trocha nieczytelnie i to w czytaniu zawadza – pisał Czeczot do Adama – czytam z cicha, i to jest impedimentum. Czytam, uprzedzony. Myślę: co ten Adam tak się sadzi, tak zdobywa na szczególniejsze myśli i wyrazy? Skończyłem”. „Nie rozumiem” – przyznawał się Malewskiemu. Malewski jednak, obznajomiony z kulturą niemiecką, od razu pojął znaczenie Ody i pisał o niej jako o „chrzestnej córce Schillera”, pełnej „Andacht”33. Odpowiadał Czeczotowi:

To mi uniesienie, to myśl, to poezja! Na karmelku takiej nie znajdziesz. Żaden tak Polak nie pisał. Trafia w Schillera. Ten zawsze unosi się do ideału, wszystko mu na ziemi szpetne, ciężkie, niemiłe, buduje sobie imaginacją krainę i w niej rad zawsze przebywać.34

Przepisywana po tysiąc razy wśród studentów w Wilnie – i dalej – Oda stała się hymnem pokolenia. Parafrazowana, poprawiana, adaptowana do okoliczności, krytykowana, parodiowana i wyśmiewana, towarzyszyła narodzinom kolejnych pokoleń młodych Polaków. Wyrażona w wierszu niecierpliwość oraz wiara, że garstka idealistycznych entuzjastów może zmienić rzeczywistość siłą wyobraźni, określa istotę polskiego romantyzmu – a tym samym istotę nowoczesnej polskiej mentalności.

3

Późnym latem 1819 roku, podczas wakacyjnej wędrówki z przyjaciółmi po okolicach Nowogródka, Mickiewicz dowiedział się, że z nakazu uniwersytetu ma zostać nauczycielem literatury, historii i prawa w szkole powiatowej w Kownie. Nie był wyborem miejsca uszczęśliwiony, tym bardziej że rozważał znacznie ciekawsze możliwości. Kowno, położone około stu trzydziestu kilometrów na północny zachód od Wilna, z widokiem na rzekę Niemen i Królestwo Kongresowe rozciągające się na jej drugim brzegu, było niewiele większe od Nowogródka i tak samo zaściankowe. Na posadzie nauczyciela Mickiewicz miał zarabiać trzysta rubli rocznie, z czego utrzymanie kosztowało dziesięć rubli miesięcznie, nowy frak dwadzieścia jeden rubli, a podróż do Wilna każdorazowo niecałe trzy ruble35.

Po przyjeździe do Kowna nowy nauczyciel zajął pokój w gmachu dawnego kolegium jezuickiego, przy głównym placu miasta. Pozostał tam, poza rokiem szkolnym 1821/1822, do roku 1824.

Szkoła w Kownie była podobna do szkoły, do której Mickiewicz uczęszczał w Nowogródku – orientował się więc, jaki jest ogólny program, a solidne wykształcenie uniwersyteckie dało mu wystarczające podstawy do nauczania na prowincji. Jednak trud przygotowania i prowadzenia lekcji gramatyki, historii starożytnej, powszechnej i polskiej, prawa przyrodzonego i politycznego, retoryki, poetyki i literatury starożytnej dla pięćdziesięciu uczniów w klasach trzecich i czwartych, przez sześć dni w tygodniu, każdego przedpołudnia i co drugiego popołudnia, okazał się ciężki do udźwignięcia. Uczniowie byli „ubodzy w talenta”, a głowy mieli „zupełnie żmujdzkie”, co dodatkowo utrudniało pracę poecie. Ale dobry filomata nie poddawał się i starał się jako nauczyciel „zasłużyć na pochwałę”. Wstawał o czwartej nad ranem – „a dalibóg, czasem przed czwartą” – żeby przygotować się do lekcji. Listy, które wysyłał do przyjaciół w Wilnie, pełne są próśb o książki potrzebne do pracy, a także o przygotowanie materiałów pomocniczych, przede wszystkim komentarzy do dzieł autorów klasycznych (dzięki czemu filomaci mogliby realizować w praktyce przynajmniej jeden z punktów swojego programu). Jako nauczyciel odpowiedzialny za zaopatrzenie szkolnej biblioteki, Mickiewicz zamawiał nowe książki i prenumeratę czasopism. Pewnego razu poprosił też przyjaciół o zebranie książek, które mógłby rozdać jako nagrody swoim absolwentom. Podczas corocznych wizytacji z uniwersytetu jego uczniowie prezentowali się bardzo dobrze, ku zadowoleniu inspektorów, którzy często chwalili nowego nauczyciela i jego pracowitość. Zdarzały się jednak dni – całkiem liczne – o których Mickiewicz pisał: „Przychodzę ze szkoły [...] zgryziony albo niesfornością, albo, co częściej, tępością uczniów – praca daremna – rzucam się na łóżko i leżę z parę godzin, nic nie myśląc, tylko złując i kwasząc się. Czasem zaś kwasy i złości tak wielkie, iż dosyć przydać dwie uncje jeszcze, żeby się zwariować lub powiesić”36.

Rozłąka z przyjaciółmi, z którymi spędził praktycznie każdy dzień minionych czterech lat, a także oddalenie od Wilna sprawiły, że w prowincjonalnym Kownie Mickiewicz czuł się bardzo nieszczęśliwy. „Nuda, maruda, ociężałość, ospałość ett.” – pisał do Jeżowskiego jesienią 1819 roku. „To pewna, iż jeślibym się jeszcze na rok albo na dwa został – requiem aeternam!” Narzekał, z nieukrywaną satysfakcją, na najróżniejsze dolegliwości: bolące zęby, hemoroidy, różne postacie kaszlu, bóle głowy, bóle w piersiach i chore gardło. „Kaszel jest suchy, kiedy niekiedy dobywa się szmat gęstej flegmy i wtenczas ulgi doświadczam” – objaśnia Jeżowskiemu, żeby przyjaciel wiedział, co powiedzieć aptekarzowi, do którego miał pójść po lekarstwa. Palenie fajki (zwyczaj, który pozostał poecie do końca życia) pomagało trochę, a któregoś razu, w czasie szczególnie złych dni, pomogła także pięciodniowa dieta złożona ze śledzi i kawioru. Kiepski stan fizyczny i psychiczny Adama martwił jego przyjaciół, być może nawet bardziej niż jego samego. Wszyscy niebawem doszli do przekonania, że jedynym wybawieniem będzie dla niego wyjazd za granicę albo przynajmniej przeniesienie w jakieś bardziej cywilizowane okolice, i mając to na względzie, wyolbrzymiali upadek jego zdrowia na najróżniejsze sposoby37.

Pomimo poważnych kosztów podróży do Wilna Mickiewicz starał się spędzać wszystkie wolne dni z przyjaciółmi, a w trakcie letnich wakacji w Nowogródku poświęcał więcej czasu filomatom niż własnej rodzinie. I rzeczywiście, jak przypominał mu Pietraszkiewicz, filomaci byli jego „rodziną”. Każdy z nich miał jednak własne kłopoty i obowiązki, rzadko więc udawało im się przyjechać z wizytą do Kowna – nadrabiali to jednak z nawiązką pisaniem listów. W ciągu czterech lat listy – za wysyłkę trzeba było zapłacić czternaście kopiejek – krążyły między różnymi miejscami pobytu przyjaciół prawie codziennie, czasami po kilka naraz. Pisali Czeczot do Mickiewicza, Mickiewicz do Czeczota, Czeczot do Pietraszkiewicza, Pietraszkiewicz do Malewskiego, Malewski do Pietraszkiewicza i Jeżowskiego, Mickiewicz do Czeczota i Zana, Zan do filomatów, Zan, Jeżowski, Malewski, Pietraszkiewicz i Czeczot do Mickiewicza, a on z powrotem do nich. Gdy Pietraszkiewicz przeniósł się do Warszawy na dalsze studia albo kiedy Malewski otrzymał stypendium na wyjazd do Niemiec, tylko opieszałość poczty i wścibstwo carskich inspektorów pocztowych spowalniały tę korespondencję. Nawet aresztowania filomatów w latach 1823–1824 nie powstrzymały ich od pisywania do siebie38.

Listy były często okrutnie rozwlekłe („pięć arkuszy”, „trzy i pół półćwiartki”, „arkusz”, „pół ćwiartki”), a czasami boleśnie, żenująco szczere (szczególnie te między Czeczotem, Mickiewiczem i Zanem)39. Było tam właściwie wszystko o ich życiu: o stanie zdrowia i finansów, flirtach, sprawach filomackich, utworach, które czytali i które układali. Są tam rozważania o przyjaźni, najświeższe plotki, uwagi o pogodzie, wzajemne pochwały i zachęty, umoralniające kazania, rywalizacja, zawiść. Stale powtarzają się wymówki, że adresat nie pisze tak często jak powinien – czasami więc zdarzało im się pisywać tylko po to, „aby cokolwiek pisać”:

Ale pora się wytłumaczyć, dlaczego do ciebie tak długo nie piszę. Nie gniewający się to nie piszą do ciebie [...], ale ci, którzy nie mają o czym do ciebie pisać [...]. A pisać by nawet potrzeba. Odwykłem prawie od pisania. Do ciebie żadnej nie ma innej potrzeby pisać, prócz żeby pisać. Dlategoż i nie pisałem. Donosić nie mam czego z ważnych rzeczy, bo na to są, którzy więcej wiedzą i powiedzą; bredzić nie wiedzieć co i tak zaczynać list, jak się często zdarza: chcę pisać i nie wiem, co pisać, nie chce mi się.40

Dzięki temu korespondencyjnemu reżimowi żaden inny okres w życiu Mickiewicza nie jest tak dobrze udokumentowany, z wyjątkiem – co jest wymowne – lat towianizmu, także naznaczonych intensywnym poczuciem wspólnoty.

4

Bezustanna komunikacja z przyjaciółmi filomatami pomagała Mickiewiczowi bronić się przed przygnębieniem, a do tego dwa pierwsze lata spędzone w Kownie nie były wcale tak jednolicie okropne (jak większość wrażliwych młodych ludzi Adam potrafił wywoływać współczucie i skupiać na sobie uwagę). W rzeczywistości okazały się literacko bardzo udane; jak pisał do niego Malewski w styczniu 1821 roku: „Im więcej ciśniony, tem więcej tworzysz”41.

W listach i podczas wizyt w Wilnie Mickiewicz nadal zajmował się sprawami Towarzystwa Filomatów, z zapałem i zaangażowaniem służąc sprawom bractwa. Najbardziej przejmował się kwestią szerzenia idei filomackich i zachęcał Zana, by przekształcił swoje majówki w formalne stowarzyszenie studenckie, dla którego sam napisał regulamin. W tym też duchu, spełniając obowiązek patriotyczny i naukowy, pracował nad przekładem La Pucelle Woltera, nad własnym dramatem Demostenes, nad komentarzami do autorów klasycznych i polskich oraz nad podręcznikiem poetyki dla szkół. Te prace okazały się jednak o wiele mniej skuteczne w wyrażaniu i propagowaniu idei Towarzystwa niż pieśni i hymny, które w tym czasie układał. Oda do Młodości, Hej, radością oczy błysną... i Pieśń filaretów przedstawiały program Towarzystwa Filomatów tak trafnie i przemawiały do uczuć tak wymownie, że świetnie wpasowały się w nastroje litewskiej młodzieży i jednocześnie wpłynęły na ich kształt. Poza tym zaczęły inspirować Mickiewicza także nowe prądy literackie.

W czerwcu 1820 roku, chcąc pocieszyć przygnębionego przyjaciela, Malewski napisał do Adama: „I Szyllera młodość była podobną do twojej! Ta myśl mocno mię uderzyła; może Kowno będzie tem dla ciebie, czem dla Szyllera ucisk i nędza w żołnierskiej szkole”. Schlebiające porównanie, szczególnie dla kogoś, kto co najmniej od 1818 roku – i to znając niezbyt dobrze niemiecki – zafascynowany był Schillerem, jednym z najważniejszych twórców europejskiego romantyzmu. W tym właśnie roku ukazał się we Lwowie polski przekład Schillerowskich ballad i pieśni, a Mickiewicz, jak się wydaje, napisał do tłumacza list z wyrazami wdzięczności za możliwość zapoznania się z twórczością tego poety. Gdy zaś poprawiła się jego znajomość niemieckiego, odmawiał zwrotu tomików Schillera przesłanych z Wilna przez Malewskiego, oznajmiając: „Rozkołysana imaginacja odrecytowaniem Szylera rozrywa mię nieco”. Oda do młodości była jednym z pierwszych przejawów tego zauroczenia; kolejnym były ballady napisane w latach 1819–182142.

Mickiewicz nie był pierwszym filomatą, który zajął się balladą, typowo romantycznym gatunkiem literackim. Zan, a potem Czeczot i Pietraszkiewicz, coraz bardziej zainteresowani kulturą chłopów białoruskich i litewskich oraz przyrodą i zabytkami Litwy, już od 1818 roku pisywali tego rodzaju utwory, które omawiano na spotkaniach Towarzystwa. Inspirowali się angielskimi balladami parafrazowanymi przez polskich preromantyków, czytywali ballady Goethego, znali wiersz Gottfrieda Augusta Bürgera Lenore (i jego rosyjskie wersje), a także oczywiście Schillera. Mickiewicz szybko się zorientował, jaki potencjał ma ta forma literacka. Spróbował przekładu na polski Schillerowskiego wiersza Handschuh (Rękawiczka) i jakby w ramach współzawodnictwa poetyckiego napisał kilka ballad, korzystając z tych samych motywów, po które wcześniej sięgnęli jego przyjaciele: tajemniczego jeziora Świteź koło Nowogródka czy historii pana Twardowskiego, który wszedł w układy z diabłem. Okazało się, że nie tylko przewyższył swych poprzedników pomysłowością, żywością obrazowania i wyrafinowaniem języka, ale też przekształcił balladę w formę zdolną wyrazić całkowicie nowy sposób widzenia świata.

W balladzie zatytułowanej, jakże stosownie, Romantyczność i zawierającej, równie stosownie, motto z Szekspira („Zdaje mi się, że widzę... gdzie? / Przed oczyma duszy mojej”), narrator zwraca się do „starca”, który lekceważąco traktuje ludowe przesądy:

„[...] Czucie i wiara silniej mówi do mnie

Niż mędrca szkiełko i oko.

Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu,

Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce.

Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!

Miej serce i patrzaj w serce!”43

Romantyczność była w zamyśle programową odpowiedzią na zjadliwą krytykę romantyzmu sformułowaną w 1819 roku przez wileńskiego profesora Jana Śniadeckiego, sztandarową postać litewskiego oświeconego racjonalizmu. Podobnie jak Oda do młodości miała być wyzwaniem rzuconym elitom społecznym i kulturalnym przez zuchwałego młodzieńca, który ich ideały przyswoił sobie tylko po to, by je zakwestionować. Wiele lat później Mickiewicz wyznał: „W Romantyczności jest już ziarno przyszłej poezji: czucie i wiara” – twierdzenie, bez wątpienia, ułatwione i jednocześnie utrudnione przez to, że dokonane z perspektywy czasu. Niemniej jednak wszystkie ballady napisane przez Mickiewicza w ciągu dwóch lat spędzonych w Kownie (wśród nich Romantyczność jest najbardziej wymowna) kreowały świat, w którym elementy racjonalne i irracjonalne mieszczą się w tej samej przestrzeni, a granice pomiędzy nimi są zatarte, czasem nawet umyślnie pogwałcone. Zasadniczo ten spór rozumu i serca wywodził się z oświeceniowej idei „umysłu pierwotnego” w połączeniu z idealizmem wczesnego niemieckiego romantyzmu, ale wyrażał także najważniejszą chyba cechę psychiki Mickiewicza – intuicyjną otwartość na nadprzyrodzone44.

3. Strona tytułowa pierwszego tomu Poezji Mickiewicza; w zbiorach Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie.

Ballady – w sumie dziesięć – razem z dwoma sentymentalnymi poematami noszącymi podtytuł „romans” składają się na tom Ballady i romanse, pierwszą część debiutu poetyckiego Mickiewicza, zatytułowanego prosto: Poezje. Na wstępie znajdował się jeszcze jeden programowy wiersz, Pierwiosnek, który zapowiadał nowatorstwo tomiku zestawieniem opozycji znanych już z Ody do młodości: wiosny i zimy, chłodu i zapału, snu i działania. Druga część zbioru nosiła tytuł Wiersze różne i zawierała cztery utwory, w tym wczesne Warcaby i Przypomnienie. Mickiewicz chciał zamieścić tutaj także Odę do młodości, ale – czego należało się spodziewać – nie zgodziła się na to cenzura. Całość poprzedzała długa przedmowa (której później nadano tytuł O poezji romantycznej) przedstawiająca przegląd rozwoju poezji od starożytnej Grecji do czasów współczesnych autorowi i uzasadniająca powstanie poezji romantycznej jako pełnoprawnej formy wypowiedzi literackiej. Był to głos w toczącej się w kraju coraz bardziej ożywionej dyskusji nad znaczeniem i konsekwencjami romantyzmu, ale Mickiewicz powstrzymał się od bezpośredniego zwrotu do adwersarzy. Wygląda na to, że czuł się pewniej i bezpieczniej, pozwalając swoim wierszom mówić za siebie, co zresztą uczyniły o wiele bardziej przekonująco jako fait accompli.

Ukazanie się pierwszego tomu Poezji, a być może nawet sama idea takiej książki, było przedsięwzięciem, które zaabsorbowało wszystkich filomatów, przede wszystkim Czeczota, pilnującego wydania ze szczególnym oddaniem. Pierwszy wydawca, wileński księgarz Józef Zawadzki, z początku nie był specjalnie zainteresowany rękopisem („Bo to, widzisz – powiedział Mickiewiczowi – poezje nie piszą się w Wilnie, ale w Warszawie”), więc przyjaciele zorganizowali prenumeratę, pozbawioną jednak jakiegokolwiek rozgłosu, żeby uniknąć złośliwości ze strony wileńskiego establishmentu kulturalnego. Zaangażowali za to dziesiątki filareckich znajomych i w ten sposób tomik dotarł nie tylko do publiczności na Litwie, ale też w Królestwie Kongresowym, a nawet w Galicji. Cena trzytomowych w założeniu Poezji wynosiła dziesięć złotych. Wspólnym wysiłkiem udało się zdobyć trzystu osiemdziesięciu czterech prenumeratorów, wśród których trafili się też znani literaci warszawscy. Egzemplarze wydrukowane na welinowym papierze otrzymali kurator szkół wileńskich książę Czartoryski oraz profesorowie Borowski i Lelewel (ale z jakiegoś powodu już nie Groddeck). Sukces prenumeraty zrobił wielkie wrażenie na Zawadzkim, który zgodził się w końcu pokryć koszty druku, wypłacając Mickiewiczowi zaliczkę w wysokości stu rubli na poczet podręcznika poetyki dla szkół. 25 maja (6 czerwca) 1822 roku cenzor podpisał rękopis i Poezje ukazały się w Wilnie kilka dni później, w nakładzie około pięciuset egzemplarzy45.

W miesiąc później Mickiewicz donosił Malewskiemu o Balladach i romansach, że są, „ile słyszę, dosyć dobrze przyjęte i czytane”. Było to stwierdzenie pełne skromności, bo w ciągu pięciu miesięcy sprzedał się prawie cały nakład. W sierpniu Pietraszkiewicz pisał do Mickiewicza, że musiał zamówić dodatkowe piętnaście tomików do rozprowadzenia w Warszawie, ponieważ „jeden egzemplarzyk tylko obiegał piękny świat warszawski, a chwytany był i czytany, i wielce podobany”. Na początku grudnia Czeczot zawiadamiał, że Ballady cieszą się wielkim powodzeniem w Warszawie, gdzie Mickiewicz zyskał sobie miano „Waltera Skota litewskiego”46.

To właśnie w Warszawie debiutancki zbiór poezji Mickiewicza doczekał się pierwszej i jedynej recenzji:

Oryginalność, prostota, piękna i jędrna budowa wiersza, wyobraźnia żywa, ognista i śmiałość myśli niezwyczajnym sposobem wyrażonych jest główną cechą tego płodu młodego i bardzo wiele obiecującego poety.47

Malewski, który w ramach zagranicznego stypendium podróżował akurat po Europie, pisał z Pragi: „Nie uwierzysz, jak krążył ten mój jedyny tomik [...]. Przepisywano na gwałt, i mój egzemplarz na tym ucierpiał”. Wkrótce zbiór dotarł także do Rosji, gdzie „niezmiernie literatów rosyjskich zainteresował, między innymi Żukowski [twórca rosyjskiej ballady romantycznej], który nad wymysłami i wdziękiem zewnętrznym twojej poezji unosi się; wszyscy bardzo czekają dalszych tomów”. Mickiewicz zaś z przyjemnością wspominał po latach: „Pierwszy człowiek, któremu szczerze podobały się te poezje, był drukujący je zecer; nazywał się Bończyk”48.

Jak powszechnie wiadomo, najlepszym dowodem uznania jest naśladowanie. Ukazanie się Ballad i romansów, tomiku, który miał uprawomocnić nowy rodzaj wrażliwości estetycznej, prezentując gatunek literacki, w którym najpełniej mogła się ona wyrazić, zapoczątkowało w literaturze polskiej prawdziwą balladomanię. Na dobre czy – jak to częściej bywa – na złe, ambitni młodzi poeci i kompozytorzy zaczęli produkować ballady jako manifestacje literackiego buntu i jednocześnie wyrafinowania. Nowa moda zmusiła ich też do studiowania, choćby powierzchownego, średniowiecznych kronik i poznawania rodzimego folkloru, a przede wszystkim pieśni i legend ludowych z różnych regionów Polski, Litwy, Białorusi i Ukrainy. Ballada otworzyła wrota do polskiej podświadomości.

Warszawscy neoklasycystyczni arbitrowie literaccy, z powodu zadufania czy może lekceważenia, początkowo zignorowali debiut Mickiewicza. Jednak gdy wiosną 1823 roku ukazał się dodruk pierwszego tomu Poezji, a ballady nadsyłane z najróżniejszych zakątków polskich ziem zaczęły zalewać redakcje, stało się oczywiste, że romantyzm jest czymś więcej niż dziwaczną modą z prowincji. Lekceważenie nie wchodziło już w grę, gdy później tego samego roku Mickiewicz wydał drugi tom Poezji. Zamieszczone w nim wiersze nie tylko powracały do świata ludowej fantazji i średniowiecznych podań, ale szły jeszcze dalej, wkraczając na obszar romantycznej miłości.

5

Mickiewicz napisał swoją pierwszą – według wszelkich danych – balladę, żartobliwie autotematyczną To lubię, pod koniec 1819 roku i adresował do pewnej Johasi. Kim była owa Johasia (albo Joasia, Johanka, Johalka czy Joanka), co łączyło ją z Adamem i nawet jak miała na nazwisko – nie wiadomo. W liście napisanym w maju 1820 roku poeta prosi, żeby balladę wydrukować także na osobnej kartce, i wyznaje: „muszę posłać Johasi, dla której pisałem”. W późniejszym życiu wspominał także pewną Józię, którą jeszcze jako uczeń w Nowogródku widział raz „w polu, siedzącą na snopie z gitarą i śpiewającą silnym, czystym głosem”. „Moja miłość do Józi – opowiadał – nie miała nic namiętnego; lubiłem siedzieć przy niej, tyle z niej wionęło świeżości i życia”. Ale czy Józia była tą samą osobą co Joasia, także nie jest pewne49.

Była także jakaś Aniela (jej nazwisko również nie jest znane), w której zakochał się podczas pierwszego roku studiów; przywiązanie dziewczyny przerosło jednak jego oczekiwania. Tak pisał do Czeczota o którymś szczególnie poruszającym spotkaniu: „Znalazłem ją uradowaną za moim przyjściem. Przyjacielu, jak ta radość okropnie mnie przeraziła: trzeba było ją zniszczyć”. Aniela – jak się wydaje – pragnęła wyjść za Adama przed swoim wyjazdem z Wilna i musiał poświęcić całe popołudnie, wypełnione wymówkami, łzami i pocałunkami, na przekonanie jej, by spróbowali przeczekać rozstanie. W opisie tej sceny można wyraźnie wyczuć poczucie ulgi, chociaż Czeczot pisze do Mickiewicza o „twojej kochanej Anieli” jeszcze w roku 1819, już po wyjeździe poety do Kowna – jest to jednak ostatnia o niej wzmianka. Tak czy inaczej, był to pierwszy, ale nie ostatni raz, gdy niechęć Mickiewicza do wchodzenia w trwałe związki złamała kobiece serce50.

Zaangażowanie, szczególnego rodzaju, nie stało się jednak problemem w romansie z Karoliną Kowalską, pierwszym poważnym związku erotycznym Mickiewicza. Uczucia, którymi obdarzyła go pani Kowalska, przyczyniły się do rozproszenia kowieńskiej melancholii poety nawet skuteczniej niż korespondencja z przyjaciółmi. Była trzy albo cztery lata starsza od Adama i pochodziła z Wilna, z zamożnej mieszczańskiej rodziny Wegnerów. Kiedy Mickiewicz zjechał do Kowna, miała już czwórkę dzieci. Wraz z mężem, miejscowym lekarzem, mieszkała dokładnie na wprost pokoi zajmowanych w szkole przez Adama, po drugiej stronie rynku. Poeta mógł więc obserwować dom doktorostwa ze swojego okna.

Państwo Kowalscy szybko zaprzyjaźnili się z melancholijnym, ale bystrym i przystojnym dwudziestoletnim młodzieńcem. Często zapraszali go na kolacje, a on spędzał z nimi wieczory, słuchając gry Karoliny na pianinie albo grając w karty. W niedziele i święta wyprawiali się razem na wycieczki po okolicy. Jednak obowiązki doktora Kowalskiego wymagały częstych wyjazdów, a jego żona – według wszelkich danych – była prawdziwą pięknością. Spotkawszy ją po raz pierwszy, Malewski wyznawał: „przykrość sprawiały mi oczy; nie miałem gdzie ich pochować, bo raz spojrzawszy, bałem się znowu podnosić”. Sześćdziesiąt lat później Antoni Edward Odyniec, młodszy przyjaciel Mickiewicza, który z czasem zaczął uważać się za polskiego Eckermanna, wspominał: „Piękniejszej od niej kobiety trudnoby można było wyobrazić”51.

Postać, rysy, spojrzenie, uśmiech, mogłyby służyć za