Miasto Widmo 2 - Agatha Dauntless - ebook

Miasto Widmo 2 ebook

Agatha Dauntless

0,0
12,12 zł

lub
Opis

Tęsknota za kimś każe ci robić rzeczy irracjonalne… „Miasto Widmo 2”, to mroczna historia opowiedziana z perspektywy Marka. Marek, wciąż pogrążony w żałobie po stracie Nancy odkrywa, że ludzie nie giną, a trafiają do innego świata. Z kim lub z czym przyjdzie zmierzyć się Markowi i jej przyjaciołom? Jakie tajemnice kryje w sobie Miasto Widmo? Czy ujdą z tego cało?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 37

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Agatha Dauntless

Miasto Widmo 2

Seria Inny wymiar

© Agatha Dauntless, 2021

Tęsknota za kimś każe ci robić rzeczy irracjonalne…

„Miasto Widmo 2”, to mroczna historia opowiedziana z perspektywy Marka. Marek, wciąż pogrążony w żałobie po stracie Nancy odkrywa, że ludzie nie giną, a trafiają do innego świata. Z kim lub z czym przyjdzie zmierzyć się Markowi i jej przyjaciołom? Jakie tajemnice kryje w sobie Miasto Widmo? Czy ujdą z tego cało?

ISBN 978-83-8245-585-4

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Prolog

Rok wcześniej…

— Chodźcie, woda jest cudowna! A leżenie plackiem na piachu jest niezdrowe. Można się poparzyć lub złapać gorsze świństwo. — Nie trzeba było nikomu dwa razy powtarzać.

Rozdział 1 — Gdzie jest ciało?

Teraźniejszość…

— Niedługo minie rok od śmierci Nancy. Krótko przed utonięciem powiedziałem jej parę niemiłych słów. Nie mówiłem wtedy poważnie… nie chciałem, żeby zniknęła mi z oczu…

— Marku, to nie twoja wina, to był wypadek. Nie mogłeś nic zrobić. Nikt z nas nie mógł.

— Gdybym dopłynął do niej wcześniej…

— Daj spokój, nie cofniemy czasu. Wszyscy mocno to przeżyliśmy.

— Ja nadal nie mogę się pozbierać…

* * *

Następnego dnia wczesnym rankiem…

— Pięknie biorą — Andrzej miał dobrą rękę do ryb. Dosłownie nie mógł się od nich opędzić.

— Tak, rzeczywiście — Mnie szczęście zbytnio nie dopisywało. — A gdzie jest Monika?

— Zażywa kąpieli słonecznej. Tam, na plaży.

— Od pewnego czasu zastanawiam się nad czymś. Pomożesz mi?

— Jasne, od czego ma się kumpli. W czym mogę ci pomóc?

— Zanim Nancy zginęła, chciałem podarować jej pierścionek. To miał być prezent urodzinowy. Nie zdążyłem tego zrobić. Mimo wszystko chcę, by go przy sobie miała.

— Co masz na myśli? Nie chcesz chyba… Nie, ty nie mówisz chyba poważnie?

— Czy widzisz, żebym się śmiał? Jestem całkowicie poważny.

— Czyś ty zmysły postradał? Przecież to jest chore.

— Czy ty uważasz, że jestem psychiczny?

— Nie, ale nie możemy tak po prostu przyjść sobie w środku dnia na cmentarz i rozkopywać groby.

— Dlatego zrobimy to w nocy. Jeśli nie chcesz mi pomóc, to przynajmniej nie kpij sobie ze mnie.

— Ale ty jesteś uparty. Pakujemy się w niezłe bagno.

— Wiedziałem, że mi pomożesz. Tylko nie mów nic Monice, im mniej osób wie, tym lepiej.

— Dobrze.

— Wpadnę po ciebie około północy. Sprawa pozostaje między nami. Nie puść pary z gęby.

— Będę milczał jak grób…

* * *

W nocy…

— Mamy wszystkie potrzebne narzędzia?

— Tak.

Rozejrzeliśmy się czy nikt nas nie obserwuje. Wdrapaliśmy się na bramę cmentarną. Chcieliśmy już zeskoczyć po drugiej stronie, kiedy Andrzej zahaczył rękaw kurtki o wystający pręt. Pomogłem mu się wyplątać.

Pokonaliśmy kilka alejek i dotarliśmy do właściwego miejsca. Z trudem przesunęliśmy płytę nagrobną. Przyświeciłem latarką w dół.

— Jest trumna. Andrzej, pomóż mi. — Zeskoczyłem jakieś dwa metry w dół. Andrzej zrzucił mi linę, żebym miał jak wrócić. Pot ściekał strumieniami z mojego czoła. Miałem tak sucho w ustach, że z trudem przełykałem niewielkie ilości śliny, które przepływały przez spragnione wody gardło. Wystarczyło jedynie usunąć cztery śruby, które trzymały wieko. Bałem się tego, co zobaczę.

— Marku, pospiesz się, widzę w dali jakieś światło. Zaraz mnie zobaczy.

— Schowaj się za nagrobkiem. Może to dozorca cmentarny.

— Za późno. Macha do mnie! Idzie tu!

— Dobra, pomóż mi stąd wyjść! Szybko!

— Zaczekaj, to Monika!

Dziewczyna podeszła do nas szybkim krokiem. — Czyście zmysły postradali? Przecież ktoś mógł was zobaczyć. Wpadając na taki pomysł, mogliście się chociaż zamaskować. Widać was na kilometr.

— A co ty tutaj robisz?

— Co wy tu robicie? Macie szczęście, że jeszcze was nikt nie dorwał. Zaraz, to grób Nancy.

— Nie gadaj tyle. Tylko nam pomóż.

W dole było tyle miejsca, że dało radę otworzyć wieko trumny.

Przez chwilę się zawahałem, po czym złapałem za wieko i uniosłem do góry. Stanąłem jak wryty. Nie mogłem uwierzyć temu, co zobaczyłem. Trumna Nancy była pusta. Jej ciało zniknęło. — Gdzie ona jest? Przecież sama sobie z niej nie wyszła.

— Spokojnie Marku, musi być jakieś wytłumaczenie. Nie mogła stąd wyjść, bo przecież była martwa.

— Może coś lub ktoś ją ożywiło?! Nic mnie już nie zdziwi.

— Moniko, żarty na bok.

— Hej, zobaczcie! Tu leży jakaś kartka. Poświećcie latarką. Co tu jest napisane?

‘Rower albo tramwaj — ułożę ja,

Mam nawet ileś elementów…

Nancy’

— Co ma znaczyć ten tekst? Nic z tego nie rozumiem. Czy to jakiś żart?

— Poczekaj Andrzej, z drugiej strony też jest notka:

‘Krypta 24’

— Co oznaczają te słowa? Nienawidzę łamigłówek. Trzeba się nieźle napracować, żeby je rozszyfrować. Rower albo tramwaj…

— Co ma piernik do wiatraka?

— I rower i tramwaj to pojazdy. Ale o co chodzi z tym układaniem?

— Może chodzi o układanie wyrazów? Puzzli? Napisała, że ma już jakieś elementy.

— Zaraz, to przecież… Eureka!!!

— Wiesz, o co chodzi?

— Przecież to jest szyfr. Samo stwierdzenie nic nie znaczy. Trzeba oderwać pierwszą literę każdego wyrazu i mamy rozwiązanie.

— Racja, to jest hasło!

R A T U J M N I E…

— Ratuj mnie. Mam ją ratować! Nancy jest w tarapatach!

— Co ty gadasz, przecież od roku nie ma jej wśród żywych.

— A jeśli Monika ma rację? Jeśli ona ożyła? A może nawet wcale nie umarła? Może odpowiedź znajdziemy w tej krypcie?

— Jakiej krypcie?

— Na tym cmentarzu jest tylko jedna krypta, o tam. To budowla pokaźnych rozmiarów, więc nie da rady jej nie zauważyć. — Podeszliśmy do budynku. Przy wejściu po obu stronach stały betonowe posągi identycznych nietoperzy z długimi zębiskami.

— Jak dostaniemy się do środka? Zamknięte na cztery spusty.

— Co to za problem? Mam wsuwkę.

Monika włożyła ów przyrząd w otwór na klucz, pokręciła parę razy z wyczuciem i kłódka ustąpiła. Najpierw jedna, potem druga. Wreszcie ostatnia.

W środku panowały egipskie