Wydawca: Ridero Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 139 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Mia Cara - Barbara Mikulska

Wyobraź sobie, że wszystko to dzieje się obok Ciebie. Na pewno w swoim najbliższym otoczeniu znajdziesz miejsca, w których mogli spotkać się moi bohaterowie. Myśląc o Włoszech czy o Szkocji również przywołasz sobie tylko znane miejsce — wyślij tam też, bardzo proszę, stworzone przeze mnie postacie…

Opinie o ebooku Mia Cara - Barbara Mikulska

Fragment ebooka Mia Cara - Barbara Mikulska

Barbara Mikulska

Mia Cara

dobrze, że się odnaleźliśmy

© Barbara Mikulska, 2016

© Barbara Mikulska, projekt okładki, 2016

Wyobraź sobie, że wszystko to dzieje się obok Ciebie. Na pewno w swoim najbliższym otoczeniu znajdziesz miejsca, w których mogli spotkać się moi bohaterowie. Myśląc o Włoszech czy o Szkocji również przywołasz sobie tylko znane miejsce — wyślij tam też, bardzo proszę, stworzone przeze mnie postacie…

ISBN 978-83-8104-203-1

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

1

Dziewczyna w lustrze wyglądała bardzo oryginalnie. Chyba dość szczupła i być może zgrabna, ale figurę skutecznie maskował obszerny czarny sweter — na oko jakieś pięć numerów za duży, zarówno jeśli chodzi o szerokość, jak i długość. Nierównomiernie rozciągnięty sięgał za kolana. Rękawy z dzianiny zostały odcięte. Skorygowano podkrój i doszyto, a właściwie przyfastrygowano, kilkucentymetrowymi krzyżykami z bordowej, matowej tasiemki, nowe, z mięsistego aksamitu. Taki sam aksamit został doszyty, również owymi ogromnymi krzyżykami, do dołu swetra — co dodało mu dodatkowych trzydzieści centymetrów długości. Spod owego odzienia widać było jeszcze dość szczupłe nogi, obute w klasyczne czarne martensy.

— Cóż, pomysł jest dobry, ale trzeba nad nim popracować. Ochrona by mnie w tym pewnie do biura nie wpuściła — skomentowała krytycznie swój wygląd Antonia.

Ściągnęła swetrzysko bo zaczynało jej też już być nieznośnie gorąco i puściła oczko do swojego normalnego (nie licząc martensów) odbicia.

— Może przerobię na jakiś płaszcz, albo co.

W innych okolicznościach wystarczyłaby tylko modyfikacja fryzury — od czego są peruki i ewentualnie zmiana stylu ubierania się. Tym razem jednak sytuacja była zupełnie inna i wymagała czegoś więcej niż zwykle. Ci ludzie, a przynajmniej część z nich znała ją z przeszłości. Co prawda minęło już ponad dziesięć lat i była wtedy pyzatą nastolatką, ale oni ją znali praktycznie od niemowlęcia. Nie mogła ryzykować zbyt szybkiego rozpoznania, zwłaszcza, że poza swoim zwykłym celem, który w tym przypadku schodził na drugi plan, miała w głowie jeszcze jeden, znacznie dla niej ważniejszy. Uśmiechnęła się do swoich myśli.

Sweter w takiej postaci odpada — utwierdziła się w swojej decyzji. Odłożyła go na krzesło, a na blacie wylądowała reszta zawartości pękatej reklamówki — jej dzisiejszego łupu w lumpeksie. Łup był dość monochromatyczny — czernie o różnej fakturze i kształcie.

— No to do dzieła. Zniszczenia i stworzenia — dodała sobie animuszu, nie wiadomo czemu szeptem.

Czekało ją, jak sama obiektywnie oceniła, kilka pracowitych dni, żeby tym starym ubraniom dać nowe życie. Pomysł na swoją nową rolę miała już w głowie wcześniej — stąd właśnie wybór czarnych ubrań. Czerń była jej obsesją od dziecka — wszystkie królewny, które rysowała zawsze były ubrane w niezwykle strojne, ale zawsze czarne suknie. Królewny miewały włosy we wszystkich kolorach tęczy, podobnie jak i oczy — ale ubrane były od czubka głowy po koniuszki palców u stóp na czarno. Czasem, jakby przez zapomnienie pojawiła się jakaś fioletowa, bordowa czy też ciemnozielona szarfa, wstążka, czy też nawet żabot, ale i tak przeważała czerń.

Znów uśmiechnęła się do swoich wspomnień — ciekawe czy te rysunki przetrwały.

2

Po raz kolejny główna księgowa nie miała danych, o które ją dzień wcześniej prosiła.

Laura nie kryła niezadowolenia. Wysyczała do bladej jak ściana, kajającej się przed nią, kobiety

— A może niech się po prostu pani przyzna, że jest pani leniwa i niekompetentna!

— Pani Lauro, jeszcze raz pani tłumaczę. Mam dwie dziewczyny na macierzyńskim. Kaśka od poniedziałku jest na dwutygodniowym urlopie, a Danka od wczoraj na zwolnieniu lekarskim, bo mała jej się rozchorowała. — głos jej się łamał, czuła się fatalnie tłumacząc tej, kompletnie nie znającej się na pracy dziewczynie, nie nie dziewczynie, dyrektor kreatywnej, w jakiej są sytuacji.

— Zostałyśmy we dwie.

Laura przerwała jej.

— Kłamie pani, nie dwie, tylko we troje! Jest jeszcze dyrektor finansowy.

Dorota pokręciła przecząco głową.

— Od wczoraj do poniedziałku włącznie na szkoleniu.

— A faktycznie, zapomniałam — zreflektowała się Laura.

— Jesteśmy w trakcie przygotowywania wypłaty — próbowała dalej wyjaśniać księgowa.

— Ale ja wydałam polecenie! — piskliwie wykrzyczała Laura.

— Ale kto zapłaci odsetki? — spytała konkretnie Dorota.

Laurę przytkało.

— Jakie znowu odsetki?

— Za nieterminową wypłatę wynagrodzenia.

Dyrektor kreatywna machnęła ręką.

— Phi, a kto by się czymś takim przejmował!

— Urząd skarbowy — odpowiedziała bardzo spokojnie szefowa księgowości.

— Ale ja to muszę mieć dzisiaj! — Laura miała minę niezadowolonej dziewczynki.

— Ale ja się nie rozdwoję — Dorocie było już dokładnie wszystko jedno. Miała dość tej sytuacji i tej rozhisteryzowanej panny, która swoją pozycję zbudowała wyłącznie w oparciu o bliskie relacje z prezesem.

Laura ochłonęła. Artura nie było, nie mogła do niego pójść na skargę. Zresztą gdyby usłyszał o odsetkach zapewne i tak nie zgodziłby się na oderwanie dziewczyn od przygotowywania wypłaty. To ona by oberwała raczej za brak danych, których przygotowanie zlecił jej dwa tygodnie temu.

Zaczęła spacerować po pokoju.

— Umówmy się, że przygotuje mi to pani najpóźniej do jutra do południa, ok?

Dorota skinęła mało pewnie głową.

— A ja postaram się znaleźć jakiegoś pracownika tymczasowego, żeby was trochę odciążył.

Księgowa popatrzyła na wychodzącą Laurę z szeroko otwartymi ustami. Cud! Trzeba to kredą w kominie zapisać. Księżna udzielna raczyła przemówić ludzkim głosem. Ba i to nawet dość rozsądnie.

— W sumie to by się ze dwie osoby przydały — rzuciła Dorota w kierunku zamkniętych już drzwi. Wiedziała jednak, że nie ma sensu iść do Laury i prosić o to, bo ta jeszcze gotowa by była się rozmyślić nawet z jej jednej dodatkowej osoby.

Laura po wyjściu z księgowości skierowała się od razu do gabinetu Grzegorza. Nie pukając otworzyła drzwi i weszła. Siedział przy biurku i z kimś rozmawiał przez telefon.

Oczywiście prowadził rozmowę służbową. Ten nudziarz przecież nie miał żadnego życia towarzyskiego odkąd przestali być ze sobą. Pokazała na migi, że ma pilną sprawę. Dość szybko skończył odłożył słuchawkę.

— Co jest? — spytał.

— W czasie nieobecności zastępujesz prezesa? — nie wiedział, czy było to pytanie, czy stwierdzenie.

— Tak — odpowiedział jednak — A co się dzieje?

Wyjaśniła pokrótce, że chodzi o zatrudnienie pomocy biurowej do księgowości.

— Konieczny jest podpis kogoś z właścicieli na papierach dla agencji pracy tymczasowej.

Skinął głową.

— Nie ma problemu. Chętnie podpiszę.

3

Największym problemem okazały się włosy. Pierwsze, co jej przyszło do głowy to były dredy i mnóstwo wielobarwnych wstążek. Dość długo czekała na zamówioną w Londynie perukę. Gdy w końcu dotarła powplatała w nią wstążki i przymierzyła, załamała się. To co zobaczyła w lustrze było gorsze niż przymiarka do przewielkiego swetra.

Westchnęła z rezygnacją. Trzeba wymyślić coś innego. Pomaszerowała do swojej pracowni. Otworzyła stojącą w rogu szafę i spojrzała na rząd modniarskich głów przyodzianych w różne peruki. Jej wzrok zatrzymał się na platynowych lokach.

— Tak, długość odpowiednia, ale kolor za mało szalony. Może dałoby się to jakoś ufarbować — myślała intensywnie.

Odpaliła komputer. Wrzuciła w wyszukiwarkę hasło „farbowanie peruk z naturalnych włosów”.

Przejrzała wyraźnie zadowolona kilka linków jakie otrzymała w odpowiedzi.

— No dobrze, to jaki kolor? — zadała sobie pytanie patrząc w tremo stojące obok manekina krawieckiego.

Zmarszczyła czoło i przypomniała sobie program Stylowe metamorfozy Stacy London. Prowadząca kilka razy używała programu komputerowego do dobrania fryzury i makijażu swoim gościom.

Znów z pomocą przyszła jej wyszukiwarka. Po zainstalowaniu znalezionego w czeluściach internetu programu, przebrała się w jedno z ubrań, które przygotowała na swoje wielkie show.

Stanęła na tle białej ściany i zrobiła sobie serię zdjęć z samowyzwalaczem. Zgrała je na dysk, wybrała według niej najlepsze i zaczęła zabawę w dobór koloru włosów. Zachwycił ją turkus i fuksja.

— Do tego czarne usta i mocno podkreślone na czarno oczy. Porcelanowy puder. Hm… białe szkła kontaktowe — mówiła do siebie wybierając opcje makijażu.

— O rany chyba bym się sama siebie przestraszyła — oceniła z dezaprobatą swoje dzieło — No nic zaczynamy od nowa.

Za oknem pracowni już świtało, gdy w końcu była zadowolona z efektu jaki uzyskała.

Teraz pozostawało jej już tylko czekanie.

4

Wracał z plenerowego spotkania z klientem, który chciał aby ich firma zajęła się kompleksowym wykończeniem świeżo zbudowanego segmentu. Facet należał do gatunku skąpych cwaniaczków chcących mieć wykończenie z górnej półki, ale płacąc tak jak za trzeci gatunek najtańszych materiałów. Spotkanie go zirytowało, zwłaszcza komentarze, że przecież jako firma na pewno kupują po cenach hurtowych i nie jest możliwe, żeby to aż takie drogie było. Grzegorz wytłumaczył mu, że i owszem, ale to nie oznacza, że cena hurtowa to jedna trzecia ceny regularnej, bo takie oczekiwania miał klient. Miał ochotę mu powiedzieć, że najtaniej będzie jak sam wszystko kupi i sam wszystko zrobi — odejdzie mu wtedy i koszt robocizny, i sam będzie sobie szukał najtańszych materiałów.

Firm świadczących usługi wykańczania mieszkań pod klucz nie było na rynku zbyt wiele. Oni też traktowali tę część swojej działalności jako dodatkową usługę. W większości bowiem przypadków klienci zatrudniali ich pracy nad jednym, góra dwoma pomieszczeniami. Zazwyczaj była to łazienka, a czasem kuchnia.

Dochodziło południe. I tym też był rozdrażniony. Planował, że będzie w firmie najpóźniej o dziesiątej, skoro umówili się na ósmą. Tymczasem klient był uprzejmy dotrzeć dobrze po dziewiątej. Dobrze, że chociaż zadzwonił i uprzedził, że ma problem z dotarciem na czas — bo korki, bo wypadek.

Miał na dziś zaplanowane sporo rzeczy do zrobienia, a nie mógł zostać dłużej bo obiecał mamie, że pojedzie z nią na zakupy. Ojciec z bratem byli na targach w Czechach i mieli wrócić dopiero za dwa dni.

Wszedł do firmy i zdziwił się widząc kilkoro młodych ludzi próbujących zmieścić się na kanapie stojącej naprzeciwko recepcji.

Dwóch chłopaków i trzy dziewczyny. Wszyscy wyglądający bardzo młodo, ot dzieciaki dopiero po maturze.

No tak — uświadomił sobie — Dorota ma dziś spotkania z kandydatami do pracy.

Zatrzymał się przy recepcji i przywitał z Karoliną.

— Dzień dobry, w końcu jestem. Były jakieś pilne sprawy do mnie?

— Dzwoniła Laura, że ma problem z dotarciem do firmy. Utknęła w korku bo po drodze był jakiś poważny wypadek.

— A poza tym cisza? — dopytał.

— Tak. Oni się trochę już nudzą — spojrzała na młodzież — Spotkania miały się zacząć godzinę temu. Dorota czeka na Laurę.

— O masz ci los, przecież to ma być człowiek do jego zespołu. Zadzwoń do niej, proszę, niech przyjdzie do mnie.

Dziewczyna skinęła głową, a on odwrócił się do młodzieży.

— Dzień dobry, jestem Grzegorz Olszewski. Nasza główna księgowa pani Dorotą Kowal za kilka minut zacznie spotkania z państwem.

Omiótł ich wzrokiem i przez chwilę zamarł. Nie zwrócił jakoś wcześniej uwagi na wielce oryginalny wygląd jednej z dziewczyn, wystylizowanej na gotkę. Czarny strój był przełamany intensywnie czerwonym kolorem włosów. Chyba się zorientowała, że na ją obserwuje, bo podniosła do góry twarz i spojrzała na niego.

— Przynajmniej oczy ma normalne — pomyślał, spodziewając się powiem jakichś szalonych soczewek kontaktowych.

Oczy miała ciemne, chyba brązowe, mocno kontrastujące z bladą cerą. Pierwsze wrażenie było dość przerażające, jednak gdy spojrzał w jej oczy nabrał dziwnego przekonania, że to raczej przebranie niż ubranie.

— Protest przeciwko dorastaniu — skonkludował w myślach, a głośno powiedział — Przepraszam za to spóźnienie i proszę dać nam jeszcze kilka minut.

Dorota przybiegła zanim skończył swoją przemowę. Zgarnął ją do siebie i podrzucił pomysł jak to w miarę sprawnie ogarnąć.

— Weź ze sobą Karolinę, będzie wam raźniej — rzucił jeszcze, gdy wychodziła z jego pokoju.

5

Ostatnio, kiedy go widziała była pyzatą trzynastolatką, a on z kolei wystrzelił w górę niczym topola. Był pryszczaty, chudy i miał strasznie dużo za długich kończyn. Uśmiechnęła się, przypominając sobie jego nieskoordynowany sposób poruszania się. Jego brat natomiast wyglądał wtedy jak jakiś hollywoodzki gwiazdor.

Musiała przyznać, że z chudego patyczaka zostało tylko wspomnienie, bo Grzegorz mimo, że widać było, iż nie śledzi najnowszych trendów męskiej mody, prezentował się naprawdę interesująco. Odrobinę przydługie włosy, trzydniowy zarost. Ciemne dżinsy, szara koszula i czarna marynarka…

— Kobieto weź się w garść! — przywołała się do porządku — Jesteś tu w kompletnie innym celu!

Ten wewnętrzny dialog został zakończony przez recepcjonistkę, która całą ich grupę zaprosiła do sali konferencyjnej.

Weszła ostatnia, przypadło jej miejsce na wprost okna. Słuchając księgowej, mimo wcześniejszej danej sobie reprymendy, nadal myślała o odmienionym wyglądzie Grzegorza. Zauważyła, że jest zmęczony i że na skroniach widać niewiele, bo niewiele, ale jednak, trochę siwych włosów.

— No cóż, wydorośleliśmy. A skoro on tak wygląda to ciekawe jak prezentuje się Artur. — podsumowała swe obserwacje.

6

Dorota rozdała wszystkim pakiet kilkunastu różnych dokumentów. Poprosiła aby w ciągu kwadransa postarali się je jakoś pogrupować i opisać na kartce czym się kierowali dokonując tego przyporządkowania.

— Tu nie ma żadnego klucza, ani żadnego haczyka — przekonywała miłym tonem — Chodzi nam o to, abyście wykazali się własną inwencją. Jak to zrobicie to wasza decyzja, wasz pomysł. Ekstremalnie może to być jedna grupa lub tyle grup ile jest dokumentów. Macie tylko umieć to uzasadnić.

— My was teraz zostawiamy. Nie jest to żaden egzamin, więc prośba o samodzielne działanie, bo pamiętajcie, że jeśli dostaniecie tę pracę, to nie będziecie mieli od kogo ściągać.

Gdy zamknęły się za nimi drzwi pozostała czwórka zupełnie zignorowała te słowa i zaczęła wspólnie ustalać jak należy wykonać to zadanie.

— Bez sensu — powiedziała pod nosem i wzruszyła ramionami.

Przejrzała pobieżnie papiery, starając się znaleźć między nimi jakieś powiązania. Nie było to mocno skomplikowane i dało się dość szybko wyodrębnić pięć grup. Nazwała każdą z nich, opisała cechy charakterystyczne, dopisała numery dokumentów, które do nich przyporządkowała. Cała zabawa nie zajęła jej nawet dziesięciu minut.

Zabrała swoją kartkę, bo przeszło jej przez myśl, że mogą zechcieć zapuścić żurawia i zerżnąć bezczelnie to, co wymyśliła i podeszła do okna. Teren firmy był dość spory. Poza częścią biurową, w której teraz byli, widziała jeszcze dwie albo trzy hale.

— Pewnie magazyn i jakaś produkcja — uznała.

Widać było, że komuś zależy i dba o otoczenie. Ładnie przycięte żywopłoty, sporo drzew, zadbane trawniki.

— Czas minął — nawet nie usłyszała, że już wróciły.

— Poprosimy o wasze notatki, podpiszcie tylko kartki — powiedziała księgowa — I poczekajcie przy recepcji. Zapoznamy się z pracami i będziemy każde z was prosić na rozmowę.

I Karolina, i Dorota zapoznały się z każdym opisem, po czym spojrzały na siebie. Dorota odezwała się pierwsza.

— Praca zespołowa czterech osób, bo niemożliwe, żeby każde z nich samodzielnie na to wpadło.

— Czyli chyba mamy zwycięzcę — odpowiedziała Karolina

— Sama lepiej bym tego nie zrobiła. Widać, że ta osoba jest bardzo poukładana i systematyczna. — potwierdziła księgowa.

— No dobra. To kogo zapraszamy najpierw? Tych którzy odpadli?

Dorota miała odmienne zdanie

— Nie, najpierw zwycięzcę, a później pozostałą czwórkę hurtem.

Karolina wyszła do gromadki oczekującej przy recepcji.

— Pani Teresa Polanowska — odczytała z kartki — Zapraszam na rozmowę.

7

Laura na widok nowego pracownika prawie dostała apopleksji.

— Czy wy oczu nie macie? — zaatakowała Dorotę — Rozumiem, że Grzegorz nie ma gustu, ale ty?

Dorota podniosła wzrok do sufitu.

— Jak dla mnie to mogłaby być nawet osiemdziesięcioletnią staruszką, byleby tylko umiała myśleć i pracować.

— Jak chcesz — Laury nie przekonało oświadczenie księgowej — Najwyżej poprosimy o nową osobę.

W każdym razie trzymaj ją z dala ode mnie.

Ostra zawodniczka, pomyślała Teresa, która była świadkiem tej wymiany poglądów.

— Kto to był? — spytała swoją szefową.

— Laura, dziewczyna Artura

— Prezesa? — dopytywała dziewczyna

— Tak. Prezesa, brata Grzegorza, którego już poznałaś — Dorota była bardzo dokładna — Artur jest na targach. Będziesz miała okazję go poznać dopiero w poniedziałek. Chodź oprowadzę cię po firmie.

News dnia — Artur ma narzeczoną. Antonia siedziała przy biurku w pracowni. Ten fragment nie pasował do jej układanki.

— Narzeczona rzecz nabyta — powiedziała, włączając komputer — Zawsze można zmienić na lepszy model.

Sprawdziła pocztę, odpowiedziała na kilka ważnych maili. Wiedziała, że nie może siedzieć za długo, bo rano musi wstać do pracy i zacząć powoli realizować swój plan.

8

Teresa dotarła do pracy przed czasem. Zastanawiała się czy wejdzie do biura, czy już ktoś wcześniej się pojawił w firmie i czy jest otwarte. Niepewnie nacisnęła klamkę, która jednak ustąpiła.

Och jak miło — pomyślała — jednak ktoś już tu jest.

I w holu, i na recepcji było pusto.

— Dzień dobry — krzyknęła dla formalności, nie oczekując odzewu.

— Dzień dobry — usłyszała miły kobiecy głos dobiegający gdzieś z bocznego holu.

Z ciekawości podeszła tam i zobaczyła niemłodą już kobietę zwijającą kabel od odkurzacza.

— Dzień dobry — powtórzyła, wyciągając rękę na powitanie — Jestem Teresa, może pomóc?

— Janina — przedstawiła się pani sprzątająca — Nie, Kochanie, już skończyłam. Ale bardzo ci dziękuję.

Uśmiech rozjaśnił twarz starszej pani.

— Nie widziałam cię tu wcześniej — zauważyła.

— Od wczoraj tu pracuję. Jako pomoc w księgowości.

— A u pani Doroty. Miła kobieta, tylko trochę znerwicowana — oceniła pani Janeczka. — Ja już muszę uciekać, jeszcze do jednej firmy muszę podjechać, bo moja koleżanka się rozchorowała i ją zastępuję.

— A to nie zatrzymuję. Miłego dnia i do zobaczenia — pożegnała ją Teresa.

Poszła do pokoju socjalnego i nastawiła ekspres. Nie zdążyła napić się w domu kawy. Należało to nadrobić.

Dziewczyny miały jej dziś pokazać program księgowy. Czyli dzień zanosił się na dość nudny.

Ekspres zameldował gotowość do dalszych działań. Podstawiła kubek i zarządziła mocną i czarną jak smoła kawę. Kubek jeszcze się zdążył zapewnić, gdy otworzyły się drzwi do pokoju socjalnego i stanął w nich Grzegorz, który niemalże z namaszczeniem w głosie powiedział.

— Iście niebiański aromat.

Roześmiała się widząc jego rozanieloną twarz.

— Dzień dobry — odpowiedziała — Dla pana też zrobić?

— Oj przepraszam, nie przywitałem się. Dzień dobry. — zaczął się tłumaczyć — Oczywiście chętnie skorzystam. Nie zdążyłem wypić w domu.

— O to dokładnie tak jak ja — uśmiechnęła się podając mu kawę.

9

Ojciec z Arturem wrócili z targów w sobotę wieczorem. Humory im dopisywały. Podpisali kilka umów, nawiązali sporo kontaktów. Ojciec, co prawda ustąpił stołek synowi, ale nadal czynnie włączał się w akcje związane z promocją firmy. W sumie to było tak jakby jego czwarte dziecko, za które nadal czuł się odpowiedzialny.

Na niedzielnym obiedzie poza braćmi i rodzicami zjawiła się również Laura. Która tak naprawdę pomieszkiwała już od jakiegoś czasu u Artura.

Parę razy natknął się na nią, niekoniecznie kompletnie odzianą, na korytarzu. Dla niego było to dość krępujące, dla niej raczej nie.

Laura przejęła na siebie zabawianie ich rozmową podczas posiłku. Opowiadała Arturowi i ojcu o nowej pracownicy, koncentrując się rzecz jasna na jej wyglądzie.

— No mówię wam toż to istne kuriozum. Wygląda jakby te ubrania po śmietnikach zbierała — perorowała.

Mama pochyliła się do Grzegorza.

— Grześ. Jakąś bezdomną zatrudniliście?

Wzruszył ramionami

— Jak zwykle przesadza. Zbuntowana nastolatka wystylizowana na gotkę.

Spojrzał na twarz mamy, nie wiedziała o czym mówi

— No czarne ubrania, blada cera, czarna makijaż, czerwone włosy

— A, to faktycznie można się przestraszyć. Widziałam ostatnio jakiś reportaż o zlocie takich ludzi. Niektóre kobiety miały fajne suknie, takie starodawne, z koronkami, falbanami, gorsetami — szybko skojarzyła o co chodzi — No i te tatuaże, i kolczyki nie tylko w uszach.

Zastanowił się

— Nie, ona chyba nie ma żadnych kolczyków, nawet w uszach.

Po obiedzie wybrali się do pobliskiego parku. Ładna wiosenna pogoda przyciągnęła na łono natury całkiem spore rzesze spacerowiczów. Grzegorz zastanawiał się co planuje Laura. Z dnia na dzień praktycznie zostawiła go i zaczęła spotykać się z jego bratem. Gdy byli ze sobą nigdy nie nocowała u nich w domu, a teraz jakoś nie miała już oporów. No i doszły widoczne zmiany w zachowaniu chociażby w firmie. Mieszała się prawie we wszystko.

Ktoś powiedział mu dzień dobry, machinalnie odpowiedział, spojrzawszy na przechodzącą obok dziewczynę.

Nie zdążył zobaczyć twarzy tylko oddalającą się sylwetkę dość szczupłej i wysokiej blondynki.

Nie kojarzył jej kompletnie. Pewnie się pomyliła.

Rozejrzał się wokoło. Rodzice byli jakieś trzydzieści metrów przed nim. Przyśpieszył kroku, żeby ich dogonić.

10

Antonię nosiło. Dwa dni wolnego. Dwa dni stracone. Dwa dni, w których nie może nic zrobić dla realizacji swoich zamierzeń.

Zadzwoniła do dziadków i wprosiła się do nich na obiad. Babcia była wyraźnie zadowolona. Dziadek coś tam o synu marnotrawnym pomruczał podczas przywitania, ale i na jego twarzy zagościł uśmiech.

— Chudziaczku kochana, muszę cię trochę odpaść — zapowiedziała babcia, gdy zobaczyła ją już bez płaszcza.

Spędzili miłe popołudnie i w sumie Antonia nieco żałowała, że musi już się pożegnać. Obiecała, że skoro już jest w Polsce to będzie do nich częściej odwiedzać.

— Jesteś w Polsce? — zdziwił się dziadek — Od kiedy?

— Na początku roku odkupiłam dom rodziców.

Antonia widziała, jakie to zrobiło wrażenie na dziadkach.

— Pawilon gościnny już wyremontowany i tam mieszkam, prawie od dwóch miesięcy. Prace w domu nadal trwają.

Babcia spojrzała na nią z dezaprobatą.

— Dwa miesiące! I dopiero dziś do nas przyjechałaś? No bez kary się nie obejdzie — pogroziła wnuczce palcem.

Antonia roześmiała się serdecznie.

— Kochani jesteście, ale już muszę uciekać.

— Przyjdź za tydzień — pożegnał ją dziadek.

11

— Teresa — usłyszała głos Doroty, podniosła wzrok — Możesz do mnie podejść?

Skinęła głową.

— Mam tu dokumenty do podpisu do prezesa. Zaniosłabyś? Walczę z podatkiem, a dziś te dokumenty muszą być podpisane.

— Żaden problem — dziewczyna wzięła przygotowaną teczkę.

No to sobie może dokładnie obejrzę Artura. — uznała.

Widziała go przelotnie wczoraj. Nie zorientowałaby się, że to on, gdyby nie to, że zauważyła Grzegorza. Rozejrzała się dokładniej. Kilka metrów przed nim szli państwo Olszewscy, a tuż obok Laura z przystojnym facetem. Domyśliła się, że to Artur. Była zbyt daleko by mu się przyjrzeć, ale zauważyła doskonały krój płaszcza i świetną fryzurę. Włosy miał jakby ciemniejsze niż młodszy brat. Czyżby farbował?

Pomaszerowała do gabinetu prezesa. Los jej sprzyjał, bo biurko sekretarki stało puste.

Może powinnam zostawić dokumenty na jej biurku? — zastanowiła się przez chwilę — Nie, przecież nie muszę wiedzieć, że tak można zrobić. Dostałam polecenie, żeby przekazać prezesowi do podpisu, więc….

Energicznie zapukała do drzwi. Usłyszała wypowiedziane lekko znudzonym tonem

— Proszę.

Weszła.

Siedział przy biurku. Nie wyparłby się pokrewieństwa z Grzegorzem. Jednak tamtego cechowała większa niefrasobliwość w doborze stroju, zaś ten wyglądał jak z żurnala. Faktycznie cholernie przystojny facet — pomyślała, a głośno powiedziała.

— Dzień dobry. Jestem Teresa z księgowości. Pani Dorota prosiła abym przyniosła panu bardzo ważne dokumenty do podpisu.

Patrzył na nią z jawnym rozbawieniem. Podniósł się. Był o kilka centymetrów wyższy od brata.

— A to ty. — podszedł do niej. Patrzył jak na jakiś rzadki okaz. Rzadki, ale nie znaczy, że piękny — Laura mi opowiadała o naszym nowym nabytku.

— Słucham? — spytała zdziwiona. Poczuła się dziwnie, jak jakaś rzecz. — Nabytku?

— No o tobie — skwitował Artur tracąc zainteresowanie — Gdzie te dokumenty?

Podała mu teczkę. Podpisał wszystko bez czytania. Zanotowała w pamięci.

— Gotowe — zakomunikował.

Podziękowała i wyszła. Miała wrażenie, że w tamtym gabinecie zaczynało jej brakować powietrza. Nie czuła się komfortowo w jego obecności. Pokręciła głową. No, ale to przecież jest Artur.

Usłyszała jeszcze przez niedomknięte drzwi jak do kogoś dzwoni i mówi

— Miałaś rację, dziwadło z niej.

Uśmiechnęła się pod nosem. Teresa jest dziwadłem, a o to przecież chodziło. Kupili tę rolę. A zatem można spokojnie robić swoje.

12

Praca w księgowości ją nużyła. Szybko złapała o co w tym wszystkim chodzi. Dorota nie mogła się jej nachwalić, że taka bystra i w ogóle.

A Teresa się po prostu nudziła. Z tych nudów, za wiedzą i zgodą szefowej, zaczynała poznawać też pracę innych zespołów. A to w kadrach pomogła. A to na magazynie przy robieniu remanentu. A to Karolinę, recepcjonistkę zastąpiła, gdy ta musiała z synem iść do lekarza. Nawet na produkcję ją zaniosło. Pokazali jej jak się pracuje na frezarce.

Zbierała doświadczenie i wiedzę. Ciekawiły ją też historie klientów przychodzących w sprawie projektów i wykończenia wnętrz. Szybko odkryła, że będąc w pokoju socjalnym słyszy zarówno rozmowy prowadzone na recepcji, jak i w gabinecie Grzegorza.

Laura zorientowała się, że praktycznie wszystko co zleca księgowości jest przygotowywane przez Teresę. Przestała więc zlecać to Dorocie, a zaczęła bezpośrednio tej dziwacznej dziewczynie. Musiała przyznać, że praca była zawsze zrobiona na czas i to jeszcze bardzo solidnie. Uznała więc, że przecież może tak naprawdę dawać jej do pracy wszystko.

Teresa miała z tym pewien dyskomfort. Zwłaszcza, że któregoś razu musiała odmówić swojej nominalnej szefowej przygotowania zestawienia.

— Przykro mi, ale nie dam rady — widziała szok i niedowierzanie na twarzy Doroty, nigdy bowiem jej w niczym nie odmówiła.

— Pani Laura kazała mi zrobić porównanie rok do roku kosztów kampanii reklamowych z ostatnich pięciu lat — kontynuowała wyjaśnienia.

— Ach. Laura. Rozumiem. — księgowa spasowała.

Widać było, że nie chce zadzierać z panią ważną

— Te moje dane nie są aż tak istotne. Jakoś sobie poradzę.

Teresa zrobiła wielkie oczy. Układy w tej firmie coraz bardziej ją zaskakiwały na minus. Jedyną osobą, której Laura nie weszła jeszcze na głowę był chyba Grzegorz i może Artur. Ale Artura nie była pewna.

W sumie to trochę ją to dziwiło, o ile się dobrze zorientowała to i Laura, i Grzegorz skończyli te same studia. A zatem na jego działce musiała znać się najlepiej, a tymczasem w jego kompetencje nie wchodziła kompletnie.

Parę razy słyszała rozmowy projektantów z ekipy młodszego Olszewskiego, którzy wyraźnie byli zadowoleni z takiej postaci rzeczy. Caryca omijała ich z daleka. Prowadzili różne dywagacje, zahaczając też o czasy studenckie. Z ich rozmów wynikało, że to Grzegorz przeciągnął ją przez studia i że to on, tak naprawdę, robił za nią wszystkie prace zaliczeniowe, w tym także magisterską.