Mgła - Agnieszka Makowska - ebook

Mgła ebook

Agnieszka Makowska

0,0
5,00 zł

lub
Opis

Cała jesień jest wyjątkowo brzydka. Brak słońca daje się ludziom we znaki. Wiecznie chodzą podminowani, nocą widzą dziwne kształty we mgle. Ale czy wszystko da się zrzucić na pogodę?
"Gdy nie wiadomo, co jest prawdą, a co złudzeniem, człowiek zaczyna się bać".

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 40

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



AGNIESZKA MAKOWSKA

MGŁA

Projekt okładki

Agnieszka Makowska

KorektaMaciej Stasiowski

© Copyright by Agnieszka Makowska

ISBN978-83-960912-1-5

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora.

Kontakt:[email protected]

MGŁA

— Wiesz, wreszcie mam spokój z gołębiami — powiedziała Aniela, żeby zmienić temat.

— Ja też! Już próbowałam wszystkiego: siatek, prętów, najprzeróżniejszych straszaków. Nawet taki granulat kiedyś kupiłam…

Aniela przestała słuchać.

— A ty co zrobiłaś? — Pytanie Lidki wyrwało ją z zamyślenia.

— Nic. Może zdechły na depresję — zażartowała, ale to nie był dobry pomysł. Aluzja do pogody zapoczątkowała nowy potok narzekań.

— Już miałam kupione bilety! Jeszcze tylko trzy dni i wylegiwałabym się na plaży. Słońce, złoty piasek, turkusowe morze. No ale okazało się, że profesor nie wróci od razu z konferencji, bo zaproponowali mu udział w ciekawym zabiegu. Nie raz mu proponowali, ale teraz każdy pretekst jest dobry, żeby się wyrwać z tej cholernej szarówki… Co za pieprznięty klimat!

— Przecież nie mogą ci cofnąć urlopu!

— Jasne, że nie, ale wiesz, jak to jest. „Pani Lideczko, byłbym pani dozgonnie wdzięczny, gdyby przesunęła pani ten swój wyjazd o tydzień”. A w kolejnym tygodniu…

— Nie musiałaś się godzić — przerwała jej Aniela buntowniczo.

— Ty chyba już zapomniałaś, jak to jest — powiedziała z wyrzutem Lidka, wyjmując drugiego papierosa. — A czemu tu tak ciemno?

— Żarówka się znów przepaliła — odparła Aniela, ruchem głowy wskazując lampę nad wejściem.

Światła w salach dawno były już pogaszone. Tylko okno pokoju zabiegowego rzucało na chodnik blask, który pogłębiał cienie.

— A jakieś latarnie? Przecież to, kurwa, środek miasta.

Rozejrzały się obie. Dwie najbliższe latarnie nie działały. Anieli to nie przeszkadzało. Lubiła ciemność. Lidka wzruszyła ramionami i zaciągnęła się papierosem.

— Sukinsyn jest dobry — wróciła do tematu. — Naprawdę kurewsko dobry. Nie masz pojęcia, ile się od niego uczę. O, choćby tydzień temu przywieźli faceta z migotaniem przedsionków. Wymiotował i bolał go brzuch, ale w badaniu brzuch był czysty, perystaltyka ok, brak objawów otrzewnowych. Pomyślałam, że pewnie ma gastritis albo się struł. Już go miałam odesłać do was, ale szef wracał akurat z papierosa. Macnął go i kazał przyjmować na blok z podejrzeniem zatoru kreski. Ale wtedy akurat padł tomograf. Też nieźle, żeby w szpitalu tej wielkości był tylko jeden! No więc – Pac – nie dało się sprawdzić. W USG nic nie widać, ten go każe otwierać jak za króla – Pac – ćwieczka, i co? – Pac – Wyobraź sobie, że miał rację.

Aniela nadal słuchała jednym uchem, choć sam temat, tym razem, był dla niej ciekawy. Może ją też jednak dobija ta pogoda? Pac, pac! Teraz dopiero zdała sobie sprawę z tego irytującego dźwięku. Stały pod daszkiem z pleksiglasu. Zawsze w czasie deszczu kapie na niego z dachu – tak głupio został zaprojektowany. Pacjenci skarżą się, że stukot nie daje im w nocy spać. Ale zwykle też słychać szum deszczu, ciurkanie w rynnach, kapanie z daszków, gzymsów i parapetów. Teraz padała mżawka tak drobna, że nie było widać poszczególnych kropel, tylko skłębioną mgłę. Może to nawet nie była mżawka, tylko mgła, która skraplała się na dachu. Tłumiła wszystkie inne dźwięki.

— Nie mogę już znieść tej pogody — dobiegły ją słowa koleżanki. — Że też ciebie to nie rusza!

Lidka powiedziała to takim tonem, jakby mówiła: „jesteś potworem!”. Aniela już miała odwarknąć, że nie każdego stać na coroczny wyjazd na Capri, że w ogóle od czasu studiów nie była za granicą, ale ugryzła się w język. To nie była wina Lidki.

Obie kobiety wzdrygnęły się.

— Chodźmy już — powiedziała Aniela, pospiesznie dopalając papierosa. — Zimno.

Lidka wróciła na swój oddział. Aniela wzięła z kantorka kąski wybrane z resztek kolacji i poszła poszukać Zdzisława.

Zeszła po schodkach do piwnicy. Włączyła światło. Co jest? Tu też żarówka się przepaliła? Świecąc sobie komórką, skręciła w korytarz do kotłowni.

— Szur, szur, szur, chodź tu, szczur — szepnęła, rozglądając się po kątach. Po chwili zza rur ogrzewania wyłoniło się puszyste stworzonko, powęszyło i truchtem podbiegło do niej. Kucnęła, wyciągając z torebki plasterek pomidora. Zdzisław chwycił go szybko długimi, żółtymi ząbkami i usiadł w bezpiecznej odległości, by spałaszować kąsek. Lubiła patrzeć, jak je, ruszając wąskim, szpiczastym pyszczkiem.

Wtajemniczyła ją jeszcze pani Jadzia, zanim odeszła na emeryturę. Najpierw Aniela próbowała jej to wyperswadować. „Szczur w szpitalu? To niehigieniczne!” „Ale on nigdy nie wchodzi na oddział”, broniła go stara salowa, patrząc na nią błagalnie. W końcu Aniela obiecała, że będzie się nim opiekować.

Zdzisław zjadł jeszcze skórkę chleba i właśnie pożerał obeschnięty kawałek sera, gdy nagle stanął słupka, węsząc niespokojnie.

Z początku Aniela martwiła się, co powie, jeśli ktoś ją tutaj zastanie, jednak doszła do wniosku, że nie musi się przecież tłumaczyć, i z czasem przestała obawiać się spotkań. Teraz znowu zrobiło jej się nieswojo. Mimo woli obejrzała się przez ramię. Nikłe światło komórki z trudem sięgało na parę metrów. Dalej, w ciemności nie było widać nic. Stała przez chwilę, nasłuchując. Cisza.

Zdzisław pisnął przeraźliwie i uciekł. No tak, szczury mają lepszy słuch niż ludzie. Aniela stała przez chwilę niezdecydowana, po czym skręciła w krótki, wąski korytarzyk kończący się zamkniętymi drzwiami. Nawet nie wiedziała, co się za nimi znajduje. Do tej pory nigdy jej to nie interesowało. Liczyła, że ktokolwiek spłoszył Zdzisława, idąc do kotłowni, nie zauważy jej w tym mroku. Chyba że zmierza właśnie do pomieszczenia za zamkniętymi drzwiami. Dopiero będzie głupio!

Schowała komórkę i