14 osób interesuje się tą książką

Opis

Główna bohaterka zawsze chciała mieć kotka, ale jej rodzice uważają, że jest na to jeszcze za mała. Jednak pewnego mglistego poranka dziewczynka zauważa maleńką kicię – zwierzątko jest wychudzone i nie ma obroży, więc dziewczynka uznaje, że kotka jest bezdomna. Nazywa ją Mgiełką. Mgiełka jest bardzo płochliwa, ale stopniowo zaczyna coraz bardziej ufać dziewczynce i przywiązuje się do niej. Jak długo naszej bohaterce uda się utrzymać w sekrecie przyjaźń z kotką? Co się stanie, kiedy jej rodzice odkryją, że ich córka ma już swoje zwierzątko?

Wszystkich fanów książek Holly Webb i miłośników czworonogów zapraszamy na stronę:

www.zaopiekujsiemna.com.pl

Świetna zabawa dla wirtualnych opiekunów, forum i wiele konkursów!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 54

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Czytaj inne książki Holly Webb:

Zagubiona w śniegu

W poszukiwaniu domu

Wróć, Alfiku!

Gdzie jest Rudek?

Czaruś, mały uciekinier

Kto pokocha Psotkę?

Figa tęskni za domem

Mgiełka,

porzucona

kotka

Holly Webb

Ilustracje: Sophy Williams

Przekład: Jacek Drewnowski

ISBN: 978-83-265-0177-7

Dla Tabitha

Tytuł oryginału: Misty the Abandoned Kitten

Przekład: Jacek Drewnowski

Redaktor prowadzący: Magdalena Tytuła

Korekta: Marzena Kwietniewska-Talarczyk

Typografia: Stefan Łaskawiec

Skład i łamanie: MEDIA SPEKTRUM

Copyright © for the Polish edition by

Wydawnictwo Zielona Sowa 2011

Wszystkie prawa zastrzeżone

Text copyright © Holly Webb, 2010

Illustrations copyright © Sophy Williams, 2010

Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o.

ul. Cegielniana 4A, 30-404 Kraków

tel./fax 12-266-62-94, tel. 12-266-62-92

www.zielonasowa.pl

[email protected]

Rozdział pierwszy

Amelka ziewnęła i przewróciła się na drugi bok, żeby spać dalej. Nagle jednak znieruchomiała, a potem podskoczyła na łóżku. Dziś miała urodziny! Czy jest jeszcze za wcześnie, żeby wstać i obudzić mamę i tatę? Wzięła z szafki nocnej swój zegarek. Wpół do siódmej. Na pewno pora była już odpowiednia, zwłaszcza w urodziny.

Trzęsąc się lekko w chłodzie poranka, narzuciła szlafrok i pognała przez półpiętro do pokoju rodziców.

– O! Amelko… Wszystkiego najlepszego… – tata szeroko ziewnął. – Czy jest tak wcześnie, jak mi się wydaje?

– Już wpół do siódmej – odparła dziewczynka. – Możemy wstać? Mamo, proszę?

Mama zaczęła już powoli podnosić się z łóżka.

– Lepiej idź się ubrać.

– Dobrze! – Amelka uśmiechnęła się. Popędziła z powrotem i z cichym westchnieniem zaczęła wkładać szkolny mundurek. To było nie w porządku, że w dniu urodzin musiała iść do szkoły. Ale, skoro wstała wcześniej, możliwe, że mama pozwoli jej rozpakować część prezentów…

Ochoczo zbiegła po schodach i wpadła do kuchni.

– Ojej! – wykrzyknęła, siadając przy stole przed stertą prezentów urodzinowych. Uśmiechnęła się, gdy zobaczyła, że mama powiesiła na oknie kolorowe lampki. – Wyglądają super!

– Wiesz, skoro musisz iść do szkoły, starałam się, żeby przynajmniej śniadanie było niezwykłe – mama położyła przed nią czekoladowy rogalik.

W tym momencie do kuchni wszedł tata.

– Mam nadzieję, że masz jednego i dla mnie – powiedział, przytulając Amelkę. – Wszystkiego najlepszego!

– No, dalej, otwórz prezenty! – zachęciła z uśmiechem mama.

Dziewczynka sięgnęła po najbliższy pakunek, który był obiecująco miękki.

– O, cudny. Babcia miała nosa! – stwierdziła, gdy zerwała papier i wyciągnęła fioletową bluzę z kapturem i różowym satynowym kotem naszytym na plecach oraz błyszczącymi tu i ówdzie gwiazdkami.

Mama się uśmiechnęła.

– Powiedziałam jej: „cokolwiek, byle z kotem”.

Kiedy Amelka rozpakowała wreszcie wszystkie prezenty, tata pokręcił głową.

– Wiesz co, można by pomyśleć, że lubisz koty! – zauważył, patrząc na koszulkę z kotem, pudełko na drugie śniadanie z kotem, piórnik z kotem oraz cudnego pluszowego persa na kolanach córki. Rodzice wiedzieli, jak bardzo córka uwielbia koty. Uważali jednak, że jest za mała, żeby mieć zwierzątko, choć wiele razy o to błagała.

– Chodź, musimy iść do szkoły – przypomniała mama. – Umówiłam się, że dziś pójdziesz na podwieczorek do Lilki.

Dziewczynka podniosła na nią zdziwione spojrzenie. Pierwszy raz o tym słyszała.

Tata puścił do niej oko.

– Potrzebuję trochę czasu, żeby przygotować niespodziankę, którą dla ciebie mamy. Nie zauważyłaś, że sami nic ci jeszcze nie daliśmy? Prezent od nas będzie na ciebie czekał, kiedy wrócisz do domu.

– Och! – rozpromieniła się Amelka. Brzmiało to bardzo ekscytująco…

– Myślisz, że ta niespodzianka to może być kotek? – spytała Amelka Lilkę chyba piętnasty raz tego dnia. Dziewczynki dopiły herbatę i poszły do pokoju Lilki, żeby porozmawiać.

Jej najlepsza przyjaciółka westchnęła.

– Nadal nie wiem! A miałaś wrażenie, że zmienili zdanie, kiedy prosiłaś ostatni raz?

Amelka pokręciła głową.

– Mama powiedziała, że jestem za mała, żeby opiekować się zwierzakiem. Mówiłam jej, że ty masz kota!

Lilka uśmiechnęła się i pogłaskała Marutę, swoją dużą pręgowaną kotkę, zwiniętą w kłębek na kapie między nimi.

– Mam szczęście. Mama uwielbia koty. Nie musiałam prosić!

– Może tata potrzebował czasu, żeby pojechać po kotka – zastanawiała się na głos Amelka. – Nic innego nie przychodzi mi do głowy. Oj, zupełnie nie wiem! – nachyliła się, aż jej nos znalazł się przy nosku Maruty, która popatrzyła na nią zaspanym wzrokiem. – Szkoda, że nie możesz mi powiedzieć. Dostanę wreszcie kotka?

Maruta ziewnęła, odsłaniając wszystkie ząbki.

– Hmm. Nie jestem pewna, co to znaczy – westchnęła Amelka. – O! Czy to dzwonek do drzwi? – wy krzyknęła, zrywając się na nogi.

Lilka zmarszczyła brwi.

– To nieuprzejme tak się cieszyć, że wracasz do domu! – roześmiała się na widok przejętej nagle miny przyjaciółki. – Tylko żartuję! Idź! No idź! Trzymam za ciebie kciuki! Zadzwoń i powiedz, jeśli to naprawdę będzie kotek!

Kilka ulic dalej maleńka czarna kotka siedziała w kartonowym pudełku i smętnie miauczała. Nie podobało jej się tutaj i nic nie pachniało, jak należy. Pragnęła wrócić do swojego ukochanego domu.

– Ćśśś, ćśśś, Czarnusiu – znad pudełka dobiegł chrobot i kicia nerwowo podniosła wzrok. – Wyjmę cię, maleńka.

Kotka wtuliła się w kąt, gdy ciemne pudełko się otworzyło. Potem pisnęła z ulgą. To była jej właścicielka!

Pani Janicka włożyła rękę do środka i delikatnie ją podniosła. Zagłębiła się w fotelu i kotka skuliła się na jej kolanach.

– Możemy się pobawić z Czarnusią, babciu? – dwoje dzieci weszło za panią Janicką do pokoju. – Proszę! – zapiszczała dziewczynka.

– Maju, uspokój się! – powiedziała zdecydowanym tonem kobieta. – Przestraszysz ją.

Kotka podniosła wzrok na dzieci wyciągające do niej rączki i wtuliła się w rozpinany sweter właścicielki.

– Chciałem ją tylko pogłaskać – błagał chłopczyk.

– Przykro mi, Danielu. Wiem, że oboje chcecie się przywitać, ale ona dopiero przyjechała, a wcale nie jest przyzwyczajona do towarzystwa dzieci. Niedługo na pewno się tu zadomowi. Wtedy będziecie się z nią mogli bawić, ile dusza zapragnie.

– Nie męczcie babci, jedno z drugim. Wiecie, że musi wypocząć i wydobrzeć – w drzwiach stanęła matka dzieci. – Chcesz herbaty albo czegoś innego, mamo?

– Nie, nie, Sabinko, dziękuję. Posiedzę tutaj z Czarnusią.

– Dobrze. Chodźcie, dzieci. Nie zapomnijcie zamknąć drzwi. Wiecie, że Czarnusia musi tutaj zostać przez kilka najbliższych dni.

Dzieci wybiegły za mamą i kotka się odprężyła. To nie był dom, ale przynajmniej była tu pani Janicka.

– Ojej, to wielka zmiana, prawda? – starsza pani podrapała ją pod bródką.

– Tak czy owak Sabina ma rację. Będzie mi lepiej tutaj, gdzie może mieć mnie na oku.

Ale Czarnusia nie słuchała. Znowu się naprężyła, jeżąc sierść na maleńkim czarnym ogonku. Maja i Daniel jednak nie zamknęli porządnie drzwi i stał w nich inny kot.

Duży kot syjamski patrzył na nią okrągłymi niebieskimi oczami. Miauknęła nerwowo. Czyżby ten dom należał już do innego kota?

Pani Janicka podniosła na niego wzrok.

– O, przyszedł Cezar. Nie martw się, Czarnusiu. To przyjaciel. Sabinka mówiła, że nie będzie problemów. Najmniejszych problemów.

– Chodź do ogrodu! – tata Amelki otworzył tylne drzwi z rozemocjonowaną miną.

– Prezent jest na dworze? – spytała z powątpiewaniem dziewczynka. Czemu kotek miałby być na dworze? Wyszła na zewnątrz i popatrzyła na rozpromienionych rodziców.

– Spójrz na drzewo! – tata wskazał duży kasztanowiec na skraju ogrodu.

– O! Domek na drzewie! – stwierdziła Amelka z niemałym zaskoczeniem.

– Nie podoba ci się? – w głosie taty zabrzmiał nagle niepokój.

– Bardzo mi się podoba – Amelka przytuliła się mocno się do ojca. Była to prawda. Zawsze chciała mieć własną, małą kryjówkę. Tylko że to nie był kotek…

– Może wejdziesz go sobie obejrzeć? – zaproponowała mama.

Amelka przebiegła przez ogród i wspięła się po drewnianej drabinie, którą tata przymocował do pnia.

Domek