Wydawca: Zielona Sowa Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2011

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 54 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Mgiełka, porzucona kotka - Holly Webb

Główna bohaterka zawsze chciała mieć kotka, ale jej rodzice uważają, że jest na to jeszcze za mała. Jednak pewnego mglistego poranka dziewczynka zauważa maleńką kicię – zwierzątko jest wychudzone i nie ma obroży, więc dziewczynka uznaje, że kotka jest bezdomna. Nazywa ją Mgiełką. Mgiełka jest bardzo płochliwa, ale stopniowo zaczyna coraz bardziej ufać dziewczynce i przywiązuje się do niej. Jak długo naszej bohaterce uda się utrzymać w sekrecie przyjaźń z kotką? Co się stanie, kiedy jej rodzice odkryją, że ich córka ma już swoje zwierzątko?

Wszystkich fanów książek Holly Webb i miłośników czworonogów zapraszamy na stronę:

www.zaopiekujsiemna.com.pl

Świetna zabawa dla wirtualnych opiekunów, forum i wiele konkursów!

Opinie o ebooku Mgiełka, porzucona kotka - Holly Webb

Fragment ebooka Mgiełka, porzucona kotka - Holly Webb

Czytaj inne książki Holly Webb:

Zagubiona w śniegu

W poszukiwaniu domu

Wróć, Alfiku!

Gdzie jest Rudek?

Czaruś, mały uciekinier

Kto pokocha Psotkę?

Figa tęskni za domem

Mgiełka,

porzucona

kotka

Holly Webb

Ilustracje: Sophy Williams

Przekład: Jacek Drewnowski

ISBN: 978-83-265-0177-7

Dla Tabitha

Tytuł oryginału: Misty the Abandoned Kitten

Przekład: Jacek Drewnowski

Redaktor prowadzący: Magdalena Tytuła

Korekta: Marzena Kwietniewska-Talarczyk

Typografia: Stefan Łaskawiec

Skład i łamanie: MEDIA SPEKTRUM

Copyright © for the Polish edition by

Wydawnictwo Zielona Sowa 2011

Wszystkie prawa zastrzeżone

Text copyright © Holly Webb, 2010

Illustrations copyright © Sophy Williams, 2010

Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o.

ul. Cegielniana 4A, 30-404 Kraków

tel./fax 12-266-62-94, tel. 12-266-62-92

www.zielonasowa.pl

wydawnictwo@zielonasowa.pl

Rozdział pierwszy

Amelka ziewnęła i przewróciła się na drugi bok, żeby spać dalej. Nagle jednak znieruchomiała, a potem podskoczyła na łóżku. Dziś miała urodziny! Czy jest jeszcze za wcześnie, żeby wstać i obudzić mamę i tatę? Wzięła z szafki nocnej swój zegarek. Wpół do siódmej. Na pewno pora była już odpowiednia, zwłaszcza w urodziny.

Trzęsąc się lekko w chłodzie poranka, narzuciła szlafrok i pognała przez półpiętro do pokoju rodziców.

– O! Amelko… Wszystkiego najlepszego… – tata szeroko ziewnął. – Czy jest tak wcześnie, jak mi się wydaje?

– Już wpół do siódmej – odparła dziewczynka. – Możemy wstać? Mamo, proszę?

Mama zaczęła już powoli podnosić się z łóżka.

– Lepiej idź się ubrać.

– Dobrze! – Amelka uśmiechnęła się. Popędziła z powrotem i z cichym westchnieniem zaczęła wkładać szkolny mundurek. To było nie w porządku, że w dniu urodzin musiała iść do szkoły. Ale, skoro wstała wcześniej, możliwe, że mama pozwoli jej rozpakować część prezentów…

Ochoczo zbiegła po schodach i wpadła do kuchni.

– Ojej! – wykrzyknęła, siadając przy stole przed stertą prezentów urodzinowych. Uśmiechnęła się, gdy zobaczyła, że mama powiesiła na oknie kolorowe lampki. – Wyglądają super!

– Wiesz, skoro musisz iść do szkoły, starałam się, żeby przynajmniej śniadanie było niezwykłe – mama położyła przed nią czekoladowy rogalik.

W tym momencie do kuchni wszedł tata.

– Mam nadzieję, że masz jednego i dla mnie – powiedział, przytulając Amelkę. – Wszystkiego najlepszego!

– No, dalej, otwórz prezenty! – zachęciła z uśmiechem mama.

Dziewczynka sięgnęła po najbliższy pakunek, który był obiecująco miękki.

– O, cudny. Babcia miała nosa! – stwierdziła, gdy zerwała papier i wyciągnęła fioletową bluzę z kapturem i różowym satynowym kotem naszytym na plecach oraz błyszczącymi tu i ówdzie gwiazdkami.

Mama się uśmiechnęła.

– Powiedziałam jej: „cokolwiek, byle z kotem”.

Kiedy Amelka rozpakowała wreszcie wszystkie prezenty, tata pokręcił głową.

– Wiesz co, można by pomyśleć, że lubisz koty! – zauważył, patrząc na koszulkę z kotem, pudełko na drugie śniadanie z kotem, piórnik z kotem oraz cudnego pluszowego persa na kolanach córki. Rodzice wiedzieli, jak bardzo córka uwielbia koty. Uważali jednak, że jest za mała, żeby mieć zwierzątko, choć wiele razy o to błagała.

– Chodź, musimy iść do szkoły – przypomniała mama. – Umówiłam się, że dziś pójdziesz na podwieczorek do Lilki.

Dziewczynka podniosła na nią zdziwione spojrzenie. Pierwszy raz o tym słyszała.

Tata puścił do niej oko.

– Potrzebuję trochę czasu, żeby przygotować niespodziankę, którą dla ciebie mamy. Nie zauważyłaś, że sami nic ci jeszcze nie daliśmy? Prezent od nas będzie na ciebie czekał, kiedy wrócisz do domu.

– Och! – rozpromieniła się Amelka. Brzmiało to bardzo ekscytująco…

– Myślisz, że ta niespodzianka to może być kotek? – spytała Amelka Lilkę chyba piętnasty raz tego dnia. Dziewczynki dopiły herbatę i poszły do pokoju Lilki, żeby porozmawiać.

Jej najlepsza przyjaciółka westchnęła.

– Nadal nie wiem! A miałaś wrażenie, że zmienili zdanie, kiedy prosiłaś ostatni raz?

Amelka pokręciła głową.

– Mama powiedziała, że jestem za mała, żeby opiekować się zwierzakiem. Mówiłam jej, że ty masz kota!

Lilka uśmiechnęła się i pogłaskała Marutę, swoją dużą pręgowaną kotkę, zwiniętą w kłębek na kapie między nimi.

– Mam szczęście. Mama uwielbia koty. Nie musiałam prosić!

– Może tata potrzebował czasu, żeby pojechać po kotka – zastanawiała się na głos Amelka. – Nic innego nie przychodzi mi do głowy. Oj, zupełnie nie wiem! – nachyliła się, aż jej nos znalazł się przy nosku Maruty, która popatrzyła na nią zaspanym wzrokiem. – Szkoda, że nie możesz mi powiedzieć. Dostanę wreszcie kotka?

Maruta ziewnęła, odsłaniając wszystkie ząbki.

– Hmm. Nie jestem pewna, co to znaczy – westchnęła Amelka. – O! Czy to dzwonek do drzwi? – wy krzyknęła, zrywając się na nogi.

Lilka zmarszczyła brwi.

– To nieuprzejme tak się cieszyć, że wracasz do domu! – roześmiała się na widok przejętej nagle miny przyjaciółki. – Tylko żartuję! Idź! No idź! Trzymam za ciebie kciuki! Zadzwoń i powiedz, jeśli to naprawdę będzie kotek!

Kilka ulic dalej maleńka czarna kotka siedziała w kartonowym pudełku i smętnie miauczała. Nie podobało jej się tutaj i nic nie pachniało, jak należy. Pragnęła wrócić do swojego ukochanego domu.

– Ćśśś, ćśśś, Czarnusiu – znad pudełka dobiegł chrobot i kicia nerwowo podniosła wzrok. – Wyjmę cię, maleńka.

Kotka wtuliła się w kąt, gdy ciemne pudełko się otworzyło. Potem pisnęła z ulgą. To była jej właścicielka!

Pani Janicka włożyła rękę do środka i delikatnie ją podniosła. Zagłębiła się w fotelu i kotka skuliła się na jej kolanach.

– Możemy się pobawić z Czarnusią, babciu? – dwoje dzieci weszło za panią Janicką do pokoju. – Proszę! – zapiszczała dziewczynka.

– Maju, uspokój się! – powiedziała zdecydowanym tonem kobieta. – Przestraszysz ją.

Kotka podniosła wzrok na dzieci wyciągające do niej rączki i wtuliła się w rozpinany sweter właścicielki.

– Chciałem ją tylko pogłaskać – błagał chłopczyk.

– Przykro mi, Danielu. Wiem, że oboje chcecie się przywitać, ale ona dopiero przyjechała, a wcale nie jest przyzwyczajona do towarzystwa dzieci. Niedługo na pewno się tu zadomowi. Wtedy będziecie się z nią mogli bawić, ile dusza zapragnie.

– Nie męczcie babci, jedno z drugim. Wiecie, że musi wypocząć i wydobrzeć – w drzwiach stanęła matka dzieci. – Chcesz herbaty albo czegoś innego, mamo?

– Nie, nie, Sabinko, dziękuję. Posiedzę tutaj z Czarnusią.

– Dobrze. Chodźcie, dzieci. Nie zapomnijcie zamknąć drzwi. Wiecie, że Czarnusia musi tutaj zostać przez kilka najbliższych dni.

Dzieci wybiegły za mamą i kotka się odprężyła. To nie był dom, ale przynajmniej była tu pani Janicka.

– Ojej, to wielka zmiana, prawda? – starsza pani podrapała ją pod bródką.

– Tak czy owak Sabina ma rację. Będzie mi lepiej tutaj, gdzie może mieć mnie na oku.

Ale Czarnusia nie słuchała. Znowu się naprężyła, jeżąc sierść na maleńkim czarnym ogonku. Maja i Daniel jednak nie zamknęli porządnie drzwi i stał w nich inny kot.

Duży kot syjamski patrzył na nią okrągłymi niebieskimi oczami. Miauknęła nerwowo. Czyżby ten dom należał już do innego kota?

Pani Janicka podniosła na niego wzrok.

– O, przyszedł Cezar. Nie martw się, Czarnusiu. To przyjaciel. Sabinka mówiła, że nie będzie problemów. Najmniejszych problemów.

– Chodź do ogrodu! – tata Amelki otworzył tylne drzwi z rozemocjonowaną miną.

– Prezent jest na dworze? – spytała z powątpiewaniem dziewczynka. Czemu kotek miałby być na dworze? Wyszła na zewnątrz i popatrzyła na rozpromienionych rodziców.

– Spójrz na drzewo! – tata wskazał duży kasztanowiec na skraju ogrodu.

– O! Domek na drzewie! – stwierdziła Amelka z niemałym zaskoczeniem.

– Nie podoba ci się? – w głosie taty zabrzmiał nagle niepokój.

– Bardzo mi się podoba – Amelka przytuliła się mocno się do ojca. Była to prawda. Zawsze chciała mieć własną, małą kryjówkę. Tylko że to nie był kotek…

– Może wejdziesz go sobie obejrzeć? – zaproponowała mama.

Amelka przebiegła przez ogród i wspięła się po drewnianej drabinie, którą tata przymocował do pnia.

Domek