Męska Rzecz. Cała prawda o penisie - Adam Miller - ebook
Opis

Takiej książki nie było jeszcze na polskim rynku wydawniczym, nie mamy bowiem tradycji rzetelnego pisania o sprawach, które kojarzą nam się z seksem. Dostępne pozycje wydawnicze są zwykle koturnowe, ugrzecznione lub wesołkowate.
"Męska rzecz czyli cała prawda o penisie" to książka zupełnie inna. Autor zadał sobie trud zebrania najróżniejszych informacji z wielu dziedzin nauki i podał je Czytelnikowi w sposób przystępny, inteligentny i dowcipny – dzięki temu niniejsza publikacja należy do tej grupy pasjonujących książek, które zabiera się do łóżka i nie wypuszcza z rąk aż do przeczytania ostatniej strony.
Znaleźć w niej można informacje na temat funkcjonowania męskich genitaliów w tradycji, polityce, sztuce i obyczajowości, od czasów starożytnych aż po współczesność. Nie zabrakło też rozdziału o chorobach oraz antykoncepcji.
O polskich (i nie tylko polskich) penisach wypowiadają się także: rysownik i satyryk Henryk Sawka oraz autorytety z dziedziny seksuologii Profesor Zbigniew LewStarowicz i Profesor Zbigniew Izdebski. jest to książka o mężczyznach dla mężczyzn. Nie wątpimy jednak, że chętnie przeczytają ją również panie. W końcu one są genius loci świata i powodem, dla którego mężczyźni dumnie prężą swoje mięśnie – i nie tylko mięśnie...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 182

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Okładka

Informacje o książce

Text © copyright by Adam Miller, 2010

Copyright fot the Edition © 2010 G+J Gruner + Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa.  02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Opracowanie graficzne i projekt okładki:

Maciej Szymanowicz / www.maszynowicz.com

Redakcja: Elżbieta Morawska

Korekta:Katarzyna Michael

Fotoedycja:Marek Radzikowski, Łukasz Załuski

Redaktor prowadzący:Magdalena Chorębała

ISBN: 978-83-7778-076-3

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie, w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.

ROZDZIAŁ I Tajemnice ewolucji

Kuba Rozpruwacz za lustrem Wspaniały pływak z wielkim penisem Samiec czy worek spermy? Zwierzęta-rekordziści Muzeum penisa

Zobaczyłem ją podczas wieczornego spaceru. Szła powoli, odwrócona do mnie tyłem. Chyba była młoda, miała szczupłe ciało okryte miękkim płaszczem. Podniecały mnie jej powolne ruchy – sprawiała wrażenie, jakby dopiero co wyszła z łóżka. Nie interesowała mnie jej twarz, to, kim jest, czułem tylko pierwotne, zwierzęce pożądanie. Podbiegłem do niej chyłkiem, po cichu. Nie chciałem, by spłoszyły ją moje kroki. Mimo moich nadzwyczajnych środków ostrożności przystanęła i zaczęła nasłuchiwać. Byłem już tak blisko, że czułem woń jej podniecenia i strachu. Wydała z siebie głębokie westchnienie, jak przestraszone nocą dziecko. Podnieciło mnie to jeszcze bardziej. Machnąłem ręką na środki ostrożności i z dzikim rykiem rzuciłem się na nią. Wrzasnęła przeraźliwie. Zacząłem dźgać ją na oślep, powodując głębokie rany. Wyrywała się i piszczała jak mysz. I jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze... W plecy, w brzuch, i jeszcze raz w plecy... Aż do końca, do spełnienia – aaaach! Tak jak obficie broczyły jej rany, tak obfitą strugą wypływała ze mnie sperma. Nie mam pojęcia, ile trwało to uniesienie: minutę, dwie, wiem tylko, że nigdy z nikim nie przeżyłem takiej rozkoszy. Gdy ochłonąłem, spojrzałem jej w twarz. Zamarłem – to był facet!!! Uśmiechnął się do mnie i puścił oko:

– Nie ma sprawy, stary – powiedział. Otrzepał płaszczyk z resztek spermy i schował się w szparze za lustrem.

Cholera, znowu się pomyliłem – pomyślałem z niesmakiem. W zasadzie powinienem mu podziękować. Szkoda, że nie zdążyłem.

Pluskwa domowa, przekleństwo podróżników i wyjeżdżających na delegacje, ma osobliwe zwyczaje płciowe. Samiec to istny Kuba Rozpruwacz – uzbrojony w długi, ostro zakończony penis, kłuje samicę, gdzie popadnie i wstrzykuje do jej krwioobiegu spermę, która naczyniami krwionośnymi dociera do narządów płciowych. Tam czeka aż dojrzeją jaja, które ma zapłodnić. Biedaczysko, nie ma wyjścia: samice pluskiew nie posiadają naturalnych otworów płciowych, więc panowie pluskwy muszą sami zrobić sobie w jej odwłoku odpowiednik pochwy. Panie pluskwy nie giną jednak podczas tak brutalnego aktu: natura wyposażyła je w specjalne mechanizmy gojące (tzw. narząd Ribagi na odwłoku). Samce niektórych odmian są tak niewybredne, że rzucają się na wszystkie osobniki, nie zważając na płeć. Jednak nic w przyrodzie nie ginie: gdy trafią na samca, ich sperma miesza się ze spermą ofiary i bierze udział w późniejszym zapłodnieniu. Wiele gatunków istot żywych rozmnaża się płciowo od niepamiętnych czasów. Na przykład glony, najprostsze rośliny samożywne, czynią to od prawie miliarda lat. Na wczesnych etapach ewolucji u organizmów wodnych osobniki męskie i żeńskie wydalały komórki płciowe wprost do wody, a czynności te były tak zsynchronizowane, że plemniki mogły spotkać się z odpowiednimi jajami. Dopiero gdy organizmy żywe wyszły na ląd, pojawiła się potrzeba bezpośredniego zespolenia osobników różnej płci.

W przyrodzie narządy kopulacyjne wykazują olbrzymią różnorodność budowy i funkcjonowania. Wynika to stąd, że w toku ewolucji wyodrębniły się dwie płci i pojawił wymóg fizycznego zbliżenia partnerów tego samego gatunku, zgodnie z zasadą „jeden klucz pasuje do jednego zamka".

Najstarszy zachowany męski narząd rozrodczy odkopano w 2003 roku w Szkocji. Ma około 425 milionów lat, 1 milimetr długości i należy do pięciomilimetrowego, dawno wymarłego skorupiaka, nazwanego Colymbosathon ecplectios, co można przetłumaczyć jako „wspaniały pływak z wielkim penisem". Nic dziwnego, prącie pływaka miało długość jednej piątej ciała jego właściciela. Takie dysproporcje w budowie wykazują również niektórzy współcześni przedstawiciele świata zwierząt. Muszle pewnych stworzeń morskich mierzą 3 cm, a ich penisy aż 5 cm. Absolutnym rekordzistą jest gatunek Ariolimax dolichophallus, który przy długości ciała 15 cm może się pochwalić pięciokrotnie dłuższym prąciem!

Samiec pluskwy domowej ma ostro zakończony penis

Zdaniem paleontologów, najstarsze penisy pojawiły się około 600–700 milionów lat temu. Miały budowę prymitywnych rurek. Natura jednak pracowała nad penisem przez setki milionów lat. Najwięcej zaskakujących rozwiązań spotykamy wśród bezkręgowców. Samce niektórych owadów podczas kopulacji odłamują prącie i pozostawiają je w drogach rodnych samicy jako swoistą „zatyczkę" uniemożliwiającą zapłodnienie przez rywala. Penisy stawonogów to przekształcone odnóża o bardzo skomplikowanej budowie.

Penis pchły przypomina sprężynę od zegarka

W rankingu najbardziej wymyślnych penisów palmę pierwszeństwa dzierży pchła: jej narząd męski składa się z dwóch zbiorników w kształcie sprężyny od zegarka, która rozwija się wewnątrz samicy jak lasso. Poza tym wyposażony jest w przeróżne dźwignie, haczyki i ostrza. Wkłuwają się one w ciało samicy podczas kopulacji i gdyby wówczas siłą rozdzielić parę kochanków, penis samca uległby uszkodzeniu. Założę się, że żaden grafik komputerowy nie wymyśliłby do filmu science fiction równie osobliwego i przerażającego potwora.

Skorek – dumny posiadacz dwóch penisów

Penis samca owocanki południówki osiąga długość rów ną czterdziestu procentom długości jego ciała i jest za kończony rozwijającym się podczas kopulacji tworem.

Przezorne skorki wyposażone są w dwa penisy, bardzo długie, cienkie i, co za tym idzie, łamliwe. Skorek jednak się tym nie przejmuje – posiada drugie, zapasowe prącie. Karaluchy dysponują czymś w rodzaju szwajcarskiego scyzoryka z bogatym zestawem narzędzi.

Ślimaki są obojnakami

Penis samca jętki zakończony jest specjalną łyżeczką, którą czyści drogi rodne partnerki ze spermy konkurentów. Podobnie jest u ważek, z tym że zamiast łyżki posiada on coś w rodzaju wyciora. Krocionóg zaś, używając odnóży, potrafi usunąć obce plemniki nawet z głębi dróg rodnych samicy.

Ślimaki lądowe i dżdżownice są obojnakami. Każdy osobnik produkuje zarówno plemniki, jak komórki jajowe, a zapłodnienie ma charakter krzyżowy: uczestnik aktu jednocześnie zapładnia i jest zapładniany. Niektóre gatunki ślimaków to istne pieszczochy: uwielbiają grę wstępną. Przed aktem kołyszą się do tyłu i do przodu i wymieniają „cmokające" pocałunki. „Burza obudziła dwa ślimaki i nastroiła wesoło i romantycznie – pisze zoolog Gerald Durrel w książce Moje ptaki, zwierzaki i krewni. – Przyglądałem się, jak sunęły ku sobie, aż zetknęły się czułkami. Potem przerwały i długo, z powagą patrzyły sobie w oczy. Jeden z nich zmienił pozycję, tak by móc się przysunąć do boku drugiego. Kiedy stanęły równolegle, nastąpiło coś, co kazało mi zwątpić w świadectwo swojego wzroku. Z boku jednego ślimaka – i jednocześnie z boku tego drugiego – wyskoczyło coś, co wyglądało jak malutka krucha biała strzała, każda na białym cienkim sznureczku. Strzałka jednego ślimaka przeszyła bok drugiego ślimaka i znikła, podczas gdy strzałka ślimaka drugiego zrobiła to samo na ślimaku pierwszym. Stały tak bok w bok, połączone małymi białymi sznurkami, i trwały jak dwa cudaczne żaglowce zespolone linami. Było to bardzo dziwne, ale miały nastąpić rzeczy jeszcze dziwniejsze. Otóż, owe sznurki zaczęły się powoli skręcać i skracać, a tym samym przestrzeń między ślimakami zaczęła się coraz bardziej zmniejszać. Wpatrywałem się w nie z bliska, tak że niemal szturchałem je nosem, i doszedłem do niewiarygodnego wniosku, że każdy ze ślimaków za pomocą jakiegoś mechanizmu wchłania swój sznurek, przyciągając w ten sposób drugiego, aż ich ciała przywrą do siebie mocno. Wiedziałem, że muszą kopulować, ale nie mogłem dojrzeć samego mechanizmu tego aktu. Przez jakieś piętnaście minut trwały tak w uniesieniu, jeden obok drugiego, a potem, bez skinienia głową, bez choćby »dziękuję«, ruszyły w przeciwnych kierunkach, przy czym na ciele obydwu nie było najmniejszych śladów strzałek czy sznurków, nie okazywały też żadnego zadowolenia z tak udanego romansu".

Obserwując świat zwierząt, dostrzegamy, że samice zwykle są mniej okazałe i bardziej niepozorne od samców. Zdarzają się jednak wyjątki. Samice owadów i pajęczaków są z reguły większe i groźniejsze od swoich partnerów. Żona czarnej wdowy zaraz po stosunku uśmierca małżonka i zjada go, zapewniając tym samym zapłodnionym jajom końską dawkę niezbędnego do rozwoju białka. Nie jest to odosobniony przypadek, gdy samiec „traci głowę" podczas miłosnego aktu. Kopulacja modliszek poprzedzona jest długą grą wstępną. Nie ma to jednak nic wspólnego z miłością: samiec stara się zajść samicę od tyłu, by uniknąć morderczego chwytu jej przednich odnóży. Po akcie, w tracie którego zdarza się, że samica odgryza samcowi głowę lub miażdży odwłok, ten ucieka, ile sił w nogach, i ma dużo szczęścia, jeśli uda mu się ujść z życiem.

Samiec „czarnej wdowy” traci głowę podczas stosunku

Skrajne feministki, ubolewające, że nie mogą siusiać na stojąco, na pewno ucieszy informacja, że samice konika morskiego posiadają penisy! Mają one kształt wydłużonych brodawek, za pomocą których samice wstrzykują ikrę do komór lęgowych, znajdujących się na brzuchu samca. Podczas dojrzewania zapłodnionych jaj brzuchy samców pęcznieją – aż do rozwiązania, gdy „urodzą" oni młode.

Samica wargacza zmienia płeć

W 2006 roku naukowcy dokonali zaskakującego odkrycia. Oto samica żyjącego u wybrzeży Filipin Photocorynus spiniceps z rodziny żabnicowatych wcale nie rozmnaża się partenogenetycznie, jak uważano do tej pory – istnieje bowiem samiec. Jest maleńki i prawie niedostrzegalny, dorasta raptem do 6,2 mm. To seksualny pasożyt, który całe swoje życie spędza przyssany pyszczkiem do grzbietu kilkaset razy większej samicy – osiąga ona bowiem długość 1,2 m. Najpierw wgryza się silnie, a następnie wrasta w jej ciało. Coś jak pocałunek na całe życie. Z czasem ślepnie. Krwiobiegi zwierząt zrastają się. W zamian za stały dopływ pożywienia samiec gwarantuje zapłodnienie. Pan Photocorynus spiniceps jest niemal przezroczysty i składa się prawie wyłącznie z gigantycznych jąder. Natura zredukowała go do woreczka spermy. Zdarza się, że u brzucha samicy dynda dwóch lub więcej małżonków.

Kogut czy kura?

Samice konika morskiego posiadają penisy

Żadna jednak, najbardziej nawet zajadła feministka nie przebije samicy wargacza – morskiej ryby z rzędu okoniokształtnych, żyjącej w tropikach. Zdaniem zoologa R. Robertsona, autora książki Zmiana płci w morskiej toni, największą ambicją samicy wargacza jest... stać się samcem. Zwykle sprawa wygląda klasycznie: samiec przewodzi stadku samic. Jednak gdy umiera lub opuszcza stado, najsilniejsza samica w ciągu kilku godzin zmienia płeć! Podobne przypadki zaobserwować można u kur: ekssamica może przybrać upierzenie koguta i zapładniać inne kury. Co ciekawe, taki proces nie zachodzi w odwrotnym kierunku... Wynika to z faktu, że w początkowym okresie rozwoju żeński aparat rozrodczy ptaków ma dwa jajniki, z których tylko lewy osiąga dojrzałość, zaś prawy jest w stadium szczątkowym. W przypadku uszkodzenia lewego jajnika prawy może wyrwać się z uśpienia i stać jądrem. Koguty są w mniejszości: nie wszyscy wiedzą, że samce dziewięćdziesięciu siedmiu procent gatunków ptaków w ogóle nie posiadają penisa. Niektórzy badacze wiążą ten fakt z ewolucyjnym przystosowaniem, w wyniku którego zanikały wszelkie narządy utrudniające wzbicie się w powietrze. Prącie zastępuje u nich tak zwana kloaka, specjalny otwór, do którego uchodzą męskie narządy rozrodcze. Z kolei zgodnie z feministyczną teorią, to samice ptaków odpowiedzialne są za zanik prącia – posiadając umiejętność zasysania spermy wprost z kloaki, preferowały partnerów z mikroskopijnymi przyrodzeniami. No i w ten prosty sposób załatwiły swoich facetów.

Wielu czytelników na pewno mogłoby pozazdrościć gadom posiadania dwóch penisów. Jeden połączony jest z prawym, a drugi z lewym jądrem. Dzięki temu mogą kopulować na zmianę: raz „zużywają" plemniki prawego, innym zaś razem lewego jądra. W przerwach uzupełniany jest zapas plemników w nieużywanym jądrze. Dzięki temu samce zawsze dysponują świeżym „towarem" genetycznym i mogą zapładniać o wiele więcej samic niż ich bardziej ewolucyjnie rozwinięci krewni. Węże są rekordzistami w długości stosunku. Ich zespolenie trwa 1–12 godzin. Zaobserwowano pary grzechotników, których akt płciowy trwał blisko 23 godziny. Ale wystarcza to tylko na srebro: złoty medal w tej konkurencji przypada żółwiowi, który potrafi kochać się ze swą wybranką nawet dwa tygodnie. Całymi godzinami trwa również kopulacja u stekowców, które w budowie zachowały pewne gadzie elementy. Samce stekowców posiadają narządy złożone z czterech „głowic", którymi rozprowadzają nasienie po kloace samicy.

Z kolei płazy imponują wielkością plemników: u beznogich płazów z rodziny ropuszkowatych ich rozmiary sięgają 2 milimetrów, zaś ich wodni kuzyni Notonecta osiągają oszałamiającą długość 12 milimetrów. Nie jest to jednak przyrodniczy rekord: niewielkie wodne skorupiaki wytwarzają nasienie sześciokrotnie przekraczające długość całego ich ciała! Dodajmy dla porównania, że wielkość ludzkiego plemnika to 50–60 µm.

Konstrukcje penisów ssaków opierają się najczęściej na hydraulice: organ nabrzmiewa pod wpływem napływającej do niego krwi. Ich członki dostosowane są do wielkości, potrzeb i masy ciała. I tak słonie afrykańskie posiadają gigantyczne, półtorametrowe prącia, zaś absolutnym rekordzistą jest wieloryb odmiany błękitnej, którego członek mierzy 3 metry.

Słoń i jego półtorametrowe prącie

Zdobią go odpowiednie jądra: u płetwala błękitnego osiągają 75 cm długości, a waga każdego z nich często przekracza 45 kilogramów. Siłą rzeczy walenie wytwarzają największą ilość płynu nasiennego. Odpowiednio monstrualna jest łechtaczka jego partnerki: jej długość wynosi przeciętnie około ośmiu centymetrów, a trzon zakończony jest trójpłatową żołędzią. Oczywiście pani wieloryb dysponuje analogiczną pochwą: jest olbrzymia, przepastna, ma od 180 do 240 cm długości i może się wydłużać w zależności od warunków fizycznych partnera. Niestety, bijąc rekordy

Muzeum Fallusa w islandzkim Husavik posiada 150 zakonserwowanych eksponatów

Penis kaszalota waży 70 kg 

(zbiory Muzeum Fallusa w Husavik)

w dziedzinie wielkości narządów rodnych, wieloryby sromotnie przegrywają jeśli chodzi o czas trwania stosunku. Wynika to z ich ogromniej masy i niewygodnej pozycji podczas kopulacji. Według naocznych świadków wygląda to tak: zwierzęta nurkują, następnie płyną do siebie z wielką prędkością, po czym wyskakują pionowo nad powierzchnię i wtedy kopulują przez chwilę, przywierając do siebie brzuchami. Akt trwa jednak o parę sekund dłużej niż u muchówek (1–2 sekundy), co odbiera wielorybom palmę gorzkiego pierwszeństwa. W przypadku wielkich ssaków problem nie tkwi jednak w wielkości organu czy czasie zespolenia z partnerką, lecz w tym, by penis trafił do pochwy. Nosorożec nie widzi swojego celu, dźgałby więc partnerkę w nieskończoność na oślep, gdyby natura nie wyposażyła go w bardzo długi, giętki członek zakończony kotwiczką w kształcie żonkila. Wyszukuje nią wejście do pochwy, po czym „zakotwicza" penis i spokojnie przystępuje do kopulacji. Samcom słoni, wyposażonym w dwudziestopięciokilowy narząd, który dodatkowo nabrzmiewa podczas stosunku, również pomogła ewolucja, umieszczając otwór płciowy samicy na brzuchu, w okolicach pępka. Penis słonia wspomagany jest przez cały system mięśni, które umożliwiają mu manewrowanie potężnym organem.

Barwne obszary genitalne pawiana

Monumentalne organy wielorybów wspomagane są przez specjalną kość.Takie kości występują również w prąciu większości zwierząt mięsożernych, owadożernych, nietoperzy i niektórych naczelnych. Służą do usztywnienia narządu podczas kopulacji. U humanoidów kość ta jest niewielka, szczątkowa – mierzy 10–20 mm. Zoolog Richard Dawkins w 2006 roku wysunął hipotezę, że utrata kości prącia u człowieka spowo dowana była prawdopodobnie poszukiwaniem przez kobiety zdrowych partnerów. Zasada hydrauliki, na której opiera się działanie ludzkiego penisa, za wodzi, gdy mężczyzna jest w podeszłym wieku lub cierpi na różne dolegliwości. A zatem odpowiedni materiał genetyczny przekazać może tylko zdrowy mężczyzna, którego członek staje na baczność. Jest też inna teoria na ten temat, sformułowana w 2001 roku i odwołująca się do Biblii: Pan Bóg stworzył Ewę z żebra Adama, a przecież kobiety i mężczyźni mają tę samą liczbę żeber. Odpowiedź na pytanie, z jakiej kości powstała Ewa, nasuwa się sama... Poza szerokim wyborem rozmiarów, w świecie zwierząt dostrzegamy wielką różnorodność kształtów i ubarwienia penisów. To cechy osobnicze, które często utrudniają lub uniemożliwiają odbycie stosunku między różnymi gatunkami. Niektóre penisy ssaków wyposażone są w wymyślne kolce czy haczyki. Nie wszyscy wiedzą, że takie haczykowate wyrostki posiada żołądź domowego kota, które podczas krycia drażnią ścianki pochwy, zadając kotce cierpienie. Stąd dzikie kocie wrzaski, zakłócające nam w marcu sen. Ma to swoje fizjologiczne uzasadnienie: u kotów występuje zjawisko zwane owulacją prowokowaną, uwalnianie komórek jajowych zachodzi pod wpływem zewnętrznego bodźca – w tym wypadku bólu.

Penis argentyńskiego kaczora przypomina korkociąg. Podobnie jest u byków. Czasem, tuż przed pokryciem krowy, jego penis przybiera kształt spirali, co uniemożliwia kopulację. Weterynarze nie potrafią wyjaśnić do końca tego zjawiska. Samce torbaczy posiadają rozwidlone prącie, samice zaś – analogicznie – dwie pochwy i dwie macice.

Sigurdur Hjartarson, właściciel Muzeum Fallusa, prezentuje wypchane prącie słonia

„Badania niemieckie ujawniły, że pewne gatunki zaczęły uprawiać coś w rodzaju mimikry seksualnej – pisze Desmond Morris w książce Naga małpa. – Najciekawszymi przykładami są mandryl i pawian dżelada. Samiec mandryla ma jaskrawoczerwony członek i po obu jego stronach niebieskie plamy mosznowe. Ten zestaw kolorów powtarza się na pysku zwierzęcia; ma ono jaskrawoczerwony nos i nabrzmiałe, nagie intensywnie niebieskie policzki. Odnosi się wrażenie, że pysk zwierzęcia naśladuje rejon genitalny. (...) U samicy dżelady zachodzi podobne zjawisko".

Czytelnik, pragnący bliżej zgłębić temat różnorodności penisów, powinien odwiedzić Islandię. Mieszkaniec tego kraju, Sigudur Hjartarson od 1974 ma wielką pasję – zbiera męskie organy reprodukcyjne. Jest założycielem i właścicielem Islandzkiego Muzeum Fallusa. Hjartarsonowi brakuje w zbiorach ludzkiego eksponatu, ale nie martwi się, ponieważ czterech panów: Niemiec, Amerykanin, Islandczyk i Brytyjczyk, obiecało już, że ofiarują mu swoje organy. Oczywiście po śmierci.

Kolekcja wibratorów w Objazdowym Muzeum Erotyki

Zbiór zapoczątkował penis byka, wyglądem przypominający szpicrutę. Dziś w muzeum jest już 261 eksponatów 90 gatunków. Największy – penis kaszalota – waży 70 kg i ma 170 cm długości. Najmniejszy to dwumilimetrowy penis chomika, który ogląda się przez szkło powiększające. Większość eksponatów to dary od rybaków, myśliwych, biologów. Hjartarson zapłacił jedynie za metrowy penis słonia. Muzeum, które w 1997 roku otwarto w Reykjaviku, obecnie przeniosło się do spokojnej wioski rybackiej Husavik, 480 km na północny wschód od stolicy. Placówka, czynna od maja do września, nie narzeka na brak zwiedzających; co roku przyjeżdża tu około sześciu tysięcy ciekawskich. Aż sześćdziesiąt procent gości stanowią panie.

ROZDZIAŁ II Męska fabryka zbrojeniowa

Pierwsze prącie Leonarda Czyściciel spermy

Tajemnice napletka

Paracelsusa recepta na dziecko O czym wiedzą krawcy męscy?

Była ciemna noc. Wył wiatr, padał deszcz, biły pioruny. W taki pieski czas nikt o zdrowych zmysłach nie wychodzi z domu, a tym bardziej nie spaceruje po cmentarzu. Przypadkowy przechodzień zobaczyłby taką oto mrożącą krew w żyłach scenę: dwie sylwetki w czarnych pelerynach spod muru, gdzie właśnie pochowano wisielca, taszczą wielki, zawinięty w sukno tobół do stojącego opodal powozu. Gdy wiatr uniósł materiał, ukazała się sztywna noga nieboszczyka.

– Szybciej, do domu! – krzyczy młodszy z mężczyzn i wskakuje na kozioł obok woźnicy.

Karoca zatrzymuje się przed pięknym pałacem. Wszyscy w Mediolanie wiedzą, że książę Ludwik oddał swoją starą siedzibę, Corte Vecchia, szalonemu, genialnemu malarzowi i wynalazcy – Leonardowi da Vinci. W pracowni palą się niezliczone świece. Na długim, kamiennym stole spoczywa dzisiejsza „zdobycz" artysty, anatoma amatora. Leonardo jest bardzo zadowolony. Od dłuższego czasu fascynuje go budowa penisa, a jeszcze nigdy nie pracował na ciele mężczyzny ze wzwodem. Musiał długo czekać, aż ktoś się wreszcie w Mediolanie powiesi. Wtedy w chwili śmierci, jak wiadomo, członek staje na baczność, jakby kostucha przyszła po duszę samobójcy nago i była tak piękna, jak kurtyzana księcia.

Dzisiejszy denat to stosunkowo młody, przystojny dwudziestoośmioletni mężczyzna, który zabił się z powodu nieszczęśliwej miłości. Leonardo, oglądając jego imponujące, prawie trzydziestocentymetrowe przyrodzenie dziwi się, dlaczego jakaś niewiasta odrzuciła zaloty tak dorodnego samca.

Wkłada na nos specjalne okulary, które pozwalają oglądać tkanki w dużym powiększeniu, i bierze do ręki mały, ostry nóż. Aż żal kroić taki organ, ale czego się nie robi dla nauki – ostrze pogrąża się w tkance. Tryska krew, a Leonardo spogląda zdumiony: o dziwo, penis w erekcji wypełniony jest krwią! To ona, a nie sprężone powietrze, jak stwierdził autorytatywnie w XI wieku mnich i lekarz Konstantyn Afrykański, utrzymuje narząd w stanie wzwodu.

Właśnie dokonał epokowego odkrycia.

Chłopcy często dyskutują o tym, z czego tak naprawdę zbudowany jest penis. Czy to mięsień? A może taki sam chrzęstny wyrostek jak ucho? Albo po prostu w środku znajduje się kość? Skoro natura stworzyła ten organ w celu zapładniania, to czemu po ustaniu podniecenia wiotczeje – o ile praktyczniej byłoby, gdyby cały czas był twardy. Permanentna erekcja oszczędziłaby mężczyznom wielu problemów...

Od wieków męski penis był miliony razy mierzony, krojony, oglądany i badany przeróżnymi urządzeniami. Anatomicznie nie ma dla nas już większych tajemnic. Nie oznacza to, że zdobyliśmy przez to nieograniczoną władzę nad „panem niepokornym", jak nazywa go David Friedman, kulturoznawca, czołowy współczesny „penisolog". A viagra? – spytacie. Viagra viagrą, a penis penisem. Ma swój „rozum". Ale o tym w następnych rozdziałach. Teraz skoncentrujmy się na czystych, anatomicznych faktach.

Samiec naszego gatunku ma największy członek spośród wszystkich naczelnych. Między bajki więc można włożyć opowieści o spółkowaniu ludzi z małpami. Po prostu nie ten rozmiar, choć wiadomo, że pomysłowość ludzka nie zna granic... Lecz penis człowieka jest 4–5-krotnie dłuższy od małpiego i nie ma szans, by zmieścił się w całości w pochwie gorylicy. Jest też o wiele grubszy, toteż pani małpa na pewno przepędziłaby adoratora, sprawiającego jej ból.

Według niektórych naukowców, ludzki penis ewoluował w reakcji na budowę anatomiczną kobiety. Samica człowieka rozwinęła szczególną wrażliwość na drażnienie łechtaczki, zaś grubszy członek powoduje zwiększone tarcie genitaliów kobiety. Sprawia to, że uprawiając seks z panem hojnie wyposażonym przez naturę, kobieta łatwiej osiąga tak zwany orgazm łechtaczkowy. Toteż niektórzy badacze uważają, że przez tysiąclecia mężczyźni z mniejszymi członkami bezpotomnie wymarli – w smutku i samotności.

Człowiek wirtruwiański. Studium proporcji ludzkiego ciała, Leonardo da Vinci

Autoportret Leonarda da Vinci