Wydawca: Zielona Sowa Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 52 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Merlin. Bezdomny źrebak - Tina Nolan

Zgubione… porzucone… zaniedbane? Odtąd ich domem będzie „Cichy kąt”!

W schronisku „Cichy kąt” przychodzi na świat źrebaczek. Ewa jest zachwycona i nie chce odstępować go na krok. Okazuje się, że źrebak nie zostanie w schronisku – został kupiony przez właścicieli gospodarstwa, które jest położone daleko od schroniska. Nie jest to jedyne zmartwienie Ewy – sąsiedzi wciąż narzekają na sąsiedztwo schroniska i wydaje się, że naprawdę może dojść do jego zamknięcia.

Opinie o ebooku Merlin. Bezdomny źrebak - Tina Nolan

Fragment ebooka Merlin. Bezdomny źrebak - Tina Nolan

Merlin

Tytuł oryginału: Merlin. The homeless foal

Przekład: Michał Kubiak Redaktor prowadzący: Agnieszka Sobich Redakcja i korekta: Agnieszka Skórzewska Skład i łamanie: Bernard Ptaszyński

Copyright © for the Polish edition

by Wydawnictwo Zielona Sowa, 2013 Wszelkie prawa zastrzeżone

Text copyright © Jenny Oldfield, 2007

Illustrations copyright © Sharon Rentta, 2007 Cover illustration copyright © Simon Mendez, 2007

ISBN 978-83-7895-394-4

Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o.

Al. Jerozolimskie 96, 00-807 Warszawa

www.zielonasowa.pl

wydawnictwo@zielonasowa.pl

Merlin

Tina Nolan Ilustracje Sharon Rentta

Rozdział pierwszy

– Jeszcze tylko kawałek! – dopingowała swojego brata Ewa.

Karol wdrapywał się na drzewo, aby zdjąć z niego Tytusa. Szary, pręgowany kocur utknął na gałęzi.

– Odrobinę w prawo! – podpowiadała bratu Ewa. – Spróbuj teraz!

Karol ostrożnie przeczołgał się po gałęzi, zbliżył się do Tytusa i wyciągnął do niego rękę, drugą trzymając się drzewa.

– Ostrożnie! – upomniała go pani Umińska, właścicielka kota. Dłońmi zasłaniała usta i z obawą przyglądała się próbom ratunku.

– Świetnie, prawie go masz – zachęcał wnuka Tadeusz Marecki, dziadek Karola i Ewy.

W żółtych oczach przyczajonego na gałęzi kota lśniła obawa.

– Kici, kici, Tytusku! – zawołał cicho Karol. Wyciągnął rękę najdalej jak mógł.

Stojąca w dole Ewa z niepokojem obserwowała brata wraz z dziadkiem i panią Umińską.

– Proszę się nie martwić – powiedział dziadek Tadeusz do starszej pani. – Wkrótce zdejmiemy Tytusa z drzewa.

– Grzeczny kotek – szepnął Karol, widząc, jak Tytus wyciąga ku niemu łapkę. – Chodź do mnie.

Z trwożliwie opuszczonym ogonem kocur zrobił krok w jego kierunku i po chwili Karol zdołał go podnieść.

– Super! – zawołała Ewa, a Karol przytulił zwierzę i zaczął schodzić z drzewa.

– Ojej! – westchnęła pani Umińska, uśmiechając się z ulgą.

Dziadek Tadeusz obdarzył starszą sąsiadkę szerokim uśmiechem.

– A nie mówiłem, że Karol zaraz go zdejmie? Teraz wystarczy, że otworzy pani puszkę i poda Tytusowi kolację. Może wstawi pani przy okazji wodę na herbatkę?

Dziadek wraz z panią Umińską zniknęli w okazałym domu, a Ewa powitała brata oraz Tytusa z powrotem na ziemi.

– To było super! – uśmiechnęła się do Karola. Wzięła kota na ręce, by pozwolić bratu otrzepać ubranie.

– Schronisko „Cichy kąt”, na ratunek zwierzakom! Do usług, pszepani! – zaśmiał się.

– Niech ci będzie. Cieszę się, że dziadek do nas zadzwonił. Pani Umińska już chciała dzwonić po straż pożarną!

– Hmm… całe szczęście, że jej sąsiadem jest nasz dziadek – mruknął Karol. Patrzył na duży dom pani Umińskiej, na obłażącą z okiennic farbę i rozrośnięty powój, zatykający połamane ze starości rynny. – Jesionowice to ogromny dom, za duży dla samotnej staruszki.

Ewa pokiwała głową i zaniosła Tytusa do domu. – Jesteś głodny? – zapytała szeptem.

Na widok miski pełnej kociego jedzenia Tytus wyskoczył z jej objęć i już po chwili radośnie zajadał kolację.

– Jestem wam ogromnie wdzięczna – dziękowała rodzeństwu pani Umińska. – Tak mi ulżyło, że Tytusowi nic się nie stało.

Ewa i Karol zarumienili się, a ich dziadek uśmiechnął się, dumny z wnuków.

– Teraz wiem, dlaczego mówią, że w „Cichym kącie” działa jakaś magia – powiedziała staruszka, nie kryjąc łez wzruszenia. – Czuję się tak, jakby ktoś machnął czarodziejską różdżką i oddał mi Tytuska. Sama nie wiem, jak wam dziękować!

– Leż spokojnie, piesku. Niech ci się przyjrzę… – powiedziała łagodnie mama, Marta Marecka. Na stole w jej gabinecie leżał labrador imieniem Bruno.

Ewa i Karol szybko wrócili z Jesionowic i biegiem wpadli do gabinetu mamy. Nie mogli się już doczekać, by opowiedzieć jej niezwykłą historię uratowanego Tytusa.

Poturbowany pies zaskomlił i spojrzał na mamę ciemnobrązowymi oczyma.

W pobliżu stał też pomocnik mamy, Jacek Ambroziak.

– Powoli – zwrócił się do dzieci. – Nasz biedny pacjent miał paskudny wypadek. Leżał pod dwumetrowym murem i wygląda na to, że przy upadku zerwał sobie ścięgno.

Mama ostrożnie poruszyła przednią łapą Bruna tuż przy barku.

– Rzeczywiście, ścięgno jest zerwane – powiedziała. – Zapewne niezbędna będzie operacja.

– Co mu się stało? Ktoś go porzucił? – zapytała Ewa.

Jacek pokiwał głową.

– Wasz tata znalazł go pod miastem, w pobliżu wiaduktu kolejowego. Zdaje się, że ktoś go stamtąd zrzucił. Biedak wylądował na trawie.

– Ale wyzdrowieje? – dopytywali się Ewa i Karol. Przygoda ze zdjęciem z drzewa Tytusa nagle przestała im wydawać się ważna.

Mama pokiwała głową.

– Powinien wrócić do zdrowia. Miał wiele szczęścia. Nosi obrożę z imieniem, ale bez numeru telefonu. Nie ma też wszczepionego chipu, więc odnalezienie właściciela będzie niełatwe.

– Biedny Bruno – szepnęła Ewa. Wewnętrznie aż gotowała się z gniewu na człowieka, który zrzucił z mostu tak pięknego psa. Cofnęła się, widząc, że Jacek szykuje zastrzyk przeciwbólowy.

Bruno znów zaskomlił i uniósł łeb.

Karol zmarszczył brwi.

– Czy mogę umieścić go na naszej stronie internetowej? – zapytał.

– Tak, zamieść jego opis – powiedziała mama. Wzięła od Jacka strzykawkę i pogłaskała psa po uszach. – Labrador, złociste umaszczenie, samiec. Ma około czterech lat. Jest cudownym, lubiącym ludzi psem.

Karol pokiwał głową i zniknął w biurze, gdzie zasiadł przed komputerem. Szybko wpisał dane, po czym wrócił z aparatem fotograficznym, by zrobić zdjęcie Brunowi.

– Gdzie tata? – zapytała Ewa.

– Na dworze, kończy pracę przy stajni – odparła mama. – Nie słyszysz stukania młotków?

Właśnie, stajnia! Sama myśl o tym poprawiła Ewie humor.

Oprócz psów, kotów i królików „Cichy kąt” miał wkrótce zacząć przyjmować większe niechciane zwierzęta, takie jak konie, kucyki i kozy. Grupa wolontariuszy poświęciła własny czas, aby przerobić starą oborę stojącą w narożniku podwórza gospodarstwa. Stajnia miała być gotowa już w przyszłym tygodniu.

– Pójdę do niego! – postanowiła Ewa i pobiegła na drugi kraniec podwórza, by pomóc tacie.

Rozdział drugi

Cały wieczór i ranek następnego dnia upłynął Ewie na pracy z tatą w nowej stajni. Dokręcała śrubokrętem zasuwy w drzwiach i przybijała młotkiem deski do ściany działowej.

– Dobra robota – pochwalił ją rano tata przed wyjściem do pracy. – Wieczorem odbieram od pana Tomka Ignatowicza bele słomy. Chciałabyś pojechać ze mną?

– O tak! – Ewa zawsze lubiła odwiedzać Brzezinę, gospodarstwo pana Tomka, który był też właścicielem pól przylegających do terenu „Cichego kąta”.

Ewa wróciła do pracy i dalej stukała młotkiem. Kiedy do stajni zajrzał Jacek, zapytała go, jak ma się Bruno.

– Operacja się udała – odparł. – Za kilka dni łapa powinna się zagoić.

– To