Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 137 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Medycyna wokół nas -

Słynny błazen Stańczyk niegdyś twierdził, jakoby w Polsce było najwięcej lekarzy. Dziś wiemy, że trochę przesadził – łączna liczba praktykujących medyków nieznacznie przekracza 120 tys. – ale miał rację co do tego, że medycyna jest naprawdę wszechobecna w naszym życiu. Coraz częściej zastanawiamy się, czy coś jest dla nas zdrowe, coraz chętniej zaczynamy dbać o siebie, by zapobiec chorobom. A lekarze i najnowsze odkrycia naukowe mogą nam w tym skutecznie pomóc. Czytając tę książkę dowiesz się .: - Kiedy nagłe zmiany pogody mogą doprowadzić do śmierci człowieka. - Jakie sztuczki medyczne są powszechnie wykorzystywane przez sportowców do mniej i bardziej legalnego dopingu. - Dlaczego tak nam smakują słodycze, słone przekąski czy tłuste potrawy. - Dlaczego komary lubią krew jednych ludzi, a innych nie. - Kogo zimna kąpiel doprowadza do ekstazy. - Czy należy bać się telefonów komórkowych, czy raczej słupów wysokiego napięcia.

Opinie o ebooku Medycyna wokół nas -

Cytaty z ebooka Medycyna wokół nas -

W tym wypadku obawy są uzasadnione. Pola elektromagnetyczne o niskiej częstotliwości uważa się za potencjalny czynnik rakotwórczy, zwiększający ryzyko zachorowania np. na białaczkę. Odpowiada za to zjawisko indukcji – przez ciało człowieka znajdującego się w takim polu zaczyna płynąć prąd, który może zakłócać pracę narządów, w tym układu odpornościowego. Na całym świecie obowiązują przepisy ustalające np. minimalną odległość budynków mieszkalnych od linii wysokiego napięcia, ale w praktyce wygląda to różnie. Czy można z tym coś zrobić? Teoretycznie przewody wysokiego napięcia można by przenieść znad naszych głów pod ziemię, gdzie ich promieniowanie jest znacznie mniej szkodliwe. Niestety, operatorzy sieci energetycznych zawsze mają na podorędziu argument o zbyt wysokich kosztach.
Standardowe stacje bazowe DECT są tak skonstruowane, że – w odróżnieniu od telefonów komórkowych – pracują z pełną mocą przez cały czas, dzień i noc. Czy to w pracy, czy w domu – wokół nas prawie cały czas kłębi się niewidzialna elektromagnetyczna dżungla.
NIE SKRZYWIĆ O soba, która dostąpi zaszczytu wyróżnienia Orderem Uśmiechu, musi wypić sok z cytryny i nie mieć przy tym kwaśnej miny. Trudne? Wcale nie, jeśli wcześniej rozgryziemy owoc synsepalu słodkiego ( Synsepalum dulcificum ). Ta afrykańska roślina wytwarza białko o nazwie mirakulina, które – zgodnie z nazwą – czyni cuda: w obecności kwasów (np. soku z cytrusów) pobudza receptory słodyczy na języku. W sklepach internetowych można kupić tabletki z suszonego synsepalu. Wystarczy potrzymać je w ustach aż do rozpuszczenia się, by na 30–60 minut „znieczulić” język na kwaśny smak. Wówczas można nie tylko gryźć cytryny albo limonki, ale też popijać je octem – wszystko będzie smakowało naprawdę słodko. Zaawansowane są także prace nad słodszym cukrem – wzmacniaczami słodyczy, którymi zajmuje

Fragment ebooka Medycyna wokół nas -

Copyright for the Polish edition © 2012 G+J Gruner + Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa

G+J Gruner + Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa 02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. (48 22) 360 38 38 fax (48 22) 360 38 49

Sprzedaż wysyłkowa: Dział Obsługi Klienta, tel. (48 22) 360 37 77

Korekta: Maria TalarProjekt graficzny okładki: Michał JanickiZdjęcia na I stronie okładki: ©Blutgruppe/Corbis/FotoChannels

Redakcja techniczna: Mariusz TelerProjekt i skład: IT WORKS, Warszawa

Redaktor prowadzący: Jan Stradowski

ISBN: 978-83-7778-229-3

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

Skład wersji elektronicznej: pan@drewnianyrower.com

Wstęp

„Dlaczego nie idziesz na jakieś humanistyczne studia?” – pytali znajomi i nauczyciele, gdy dowiedzieli się, że wybrałem medycynę. Wtedy, w klasie maturalnej, nie potrafiłem tego spójnie wyjaśnić. Od dzieciństwa fascynowała mnie nauka, szczególnie biologia i chemia, ale traktowałem to raczej jak hobby. Dobrze radziłem sobie z angielskim i pisałem świetne wypracowania z polskiego, ale nie chciałem studiować filologii, psychologii ani dziennikarstwa. Zamiast tego wybrałem dziedzinę trudną, ale i piękną; niesłychanie złożoną, ale i fascynującą; a do tego jeszcze wszechobecną.

Trudno by było znaleźć bardziej powszechny element życia współczesnego człowieka. Medycyna towarzyszy nam od początku życia (a nawet trochę wcześniej, jeśli weźmiemy pod uwagę potężny arsenał metod wspomagania rozrodu) aż po jego koniec (i tu też może sięgać jeszcze dalej dzięki transplantologii). Pomaga nam chronić się przed chorobami dzięki szczepieniom. Doradza, co jeść i jak żyć, by zachować zdrowie albo zwiększyć możliwości organizmu – zarówno fizyczne, jak i umysłowe. Zwalcza mniej i bardziej uciążliwe choroby. W końcu pomaga nam godnie zakończyć życie albo wyjaśnić tajemnicę czyjejś śmierci. Przenika wszystko do tego stopnia, że czasem przestajemy ją zauważać, a szkoda, bo jest to temat pasjonujący, o czym – mam nadzieję – przekona się każdy, kto sięgnął po tę książkę.

Ja sam zaś – po wielu latach uczenia się medycyny i jeszcze większej liczbie lat, które poświęciłem na pisanie o niej – wiem już, co powinienem odpowiedzieć tym, którzy pytali mnie kiedyś o wybór kierunku studiów. Nie ma bardziej „humanistycznej” dziedziny nauki – bliższej człowiekowi, ściślej z nim związanej i wpływającej na praktycznie każdy aspekt jego życia.

Jan Stradowski

Szef działu nauki „Focusa”, z wykształcenia lekarz medycyny. Więcej – www.stradowski.net

Prognoza zdrowia

Pogoda wpływa nie tylko na nasze samopoczucie. Nagłe skoki ciśnienia i temperatury potrafią zabić, choć pacjenci rzadko zdają sobie z tego sprawę.

Jan Stradowski

Należy mieć się na baczności w trakcie zmian pogody i unikać w tym czasie puszczania krwi z żył, wszelkich wypalań i stosowania noża – takie zalecenia dawał starożytnym lekarzom Hipokrates. Dziś podobną rolę zaczynają odgrywać precyzyjne prognozy pogody, które uwzględniają wpływ zmian temperatury, wilgotności i ciśnienia atmosferycznego na zdrowie człowieka. W ten sposób można przewidzieć z kilkudniowym wyprzedzeniem, że tysiące osób będą zagrożone ostrym atakiem astmy, zawałem serca lub udarem mózgu. Meteorologia pozwoli wielu z nich uniknąć choroby, a ci, którzy będą musieli poddać się leczeniu, nie będą czekali w kolejkach. „Dzięki medycznym prognozom pogody udało nam się lepiej zorganizować pracę szpitala i zaoszczędzić 400 tys. funtów rocznie” – twierdzi prof. William Bird z Royal Berkshire Hospital w Anglii, jeden z pionierów badań nad biometeorologią. Ta szybko rozwijająca się dziedzina nauki ma niewiele wspólnego z powszechnie znanym zjawiskiem meteoropatii. Aż 70 proc. Europejczyków skarży się na złe samopoczucie w czasie zmian pogody, ale w większości przypadków jest to ból głowy albo zmęczenie. Tymczasem osoby cierpiące na nadciśnienie lub zbyt wysoki poziom cholesterolu mogą umrzeć tylko dlatego, że jesienią lub zimą temperatura za oknem spadła o 10 stopni. W takich warunkach ryzyko ataku serca rośnie u nich o 13 proc., a u tych, którzy wcześniej przeżyli już zawał, aż o 38 proc. – wynika z badań naukowców z Université de Lille II. Dlatego już niedługo prognozy pogody będą zawierały nie tylko komunikaty dla alergików oraz informacje o natężeniu promieniowania UV, ale także konkretne porady dla osób cierpiących na astmę czy chorobę wieńcową.

Aura na śmierć

Lekarze szacują, że letnia fala upałów w 2004 roku zabiła od 22 do 35 tys. Europejczyków. Podobnie mogło być latem 2006 roku. Ludzki organizm radzi sobie z upałem w ciągu dnia, jeśli nocą ma szansę się ochłodzić i odpocząć. Jednak wówczas – podobnie jak w 2008 roku – także noce były bardzo upalne. Ofiarą wysokiej temperatury padły głównie osoby starsze i cierpiące na przewlekłe schorzenia, u których najłatwiej dochodzi do odwodnienia, zaburzeń krzepnięcia krwi i skoków ciśnienia tętniczego. Wielu zgonów można by jednak uniknąć, gdyby w Europie funkcjonowały systemy ostrzegawcze takie jak w Stanach Zjednoczonych.

W Filadelfii informacje o nadejściu fali upałów pojawiają się z wyprzedzeniem, a władze udostępniają mieszkańcom infolinie, organizują samopomoc i otwierają klimatyzowane schronienia dla najuboższych. „Ten system uchronił przed śmiercią dziesiątki osób podczas wyjątkowo gorącego lata w 1995 roku” – zapewnia dr Laurence Kalkstein z University of Delaware.

Niestety, nasze ministerstwo zdrowia zorganizowało oficjalną konferencję dopiero wtedy, gdy największe upały już minęły.

Jeszcze lepsze efekty można uzyskać dzięki zimowym prognozom. Z badań prowadzonych w wielu krajach europejskich – w tym w Polsce – wynika, że każda fala mrozów zabija wiele osób nie tylko wskutek wychłodzenia organizmu albo wypadków i urazów na śliskich drogach. Niska temperatura zwiększa obciążenie układu krążenia i prowadzi do zagęszczenia krwi, co sprzyja pękaniu blaszek miażdżycowych i powstawaniu zakrzepów. Dwa dni po gwałtownym spadku temperatury znacznie wzrasta liczba zawałów serca, po kolejnych trzech dniach do szpitali trafia więcej niż zwykle ludzi z udarem mózgu. Zgony z powodu chorób układu oddechowego, a zwłaszcza tzw. przewlekłej obturacyjnej choroby płuc (POChP), osiągają maksimum dopiero po 12 dniach od początku fali mrozów, ponieważ są związane z powoli rozwijającymi się infekcjami wirusowymi i bakteryjnymi.

Latem w miastach w „kanionach” tworzonych przez ściany budynków temperatura odczuwana przez ludzi sięga 65°C!

Zabić mogą także nagłe skoki ciśnienia atmosferycznego. Gdy szybko spada ono poniżej najlepiej tolerowanej wartości 1016 hektopaskali, może dojść do niedokrwienia mięśnia sercowego. Robin Cook, były minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, zmarł na zawał podczas pobytu w górach, gdzie ciśnienie jest niższe. Z kolei gwałtowne nadejście wyżu pogarsza stan zdrowia u osób z nadciśnieniem, prowadząc do zwiększonego ryzyka ataku serca i udaru krwotocznego mózgu. Dla alergików najgroźniejsze są letnie burze, w czasie których dochodzi do gwałtownego wzrostu stężenia alergenów w powietrzu. Powoduje to silne ataki astmatyczne nawet u tych osób, które wcześniej uskarżały się jedynie na łagodniejsze dolegliwości, takie jak katar sienny. W 1994 roku po burzy nad Londynem szpitalne izby przyjęć zostały wypełnione przez tysiące pacjentów z nasiloną dusznością. W 2006 roku władze miasta zdążyły ostrzec alergików, dzięki czemu wiele osób zostało w domu lub przyjęło dodatkowe dawki leków, osłabiające objawy choroby.

NIEBEZPIECZNE SKRAJNOŚCI

Nasze ciało najlepiej funkcjonuje w klimacie umiarkowanym, czyli wtedy, gdy temperatura wynosi ok. 18˚C, a ciśnienie – ok. 1016 hektopaskali. Jeśli warunki atmosferyczne zmieniają się gwałtownie, organizm może nie poradzić sobie z zaadaptowaniem się do nich, zwłaszcza u osób przewlekle chorych i w podeszłym wieku.

Nagły spadek temperatury (fala mrozów) zwiększa ciśnienie tętnicze krwi, podwyższa poziom lipidów i białek ułatwiających powstawanie zakrzepów, obniża odporność układu oddechowego • spadek o jeden stopień zwiększa ryzyko zgonu średnio o 2 proc. • po dwóch dniach od początku mrozów rośnie liczba zawałów serca (od 13 do 30 proc.) • po pięciu dniach rośnie liczba udarów mózgu • po 12 dniach rośnie liczba zgonów z powodu chorób układu oddechowego (zapalenie płuc, zaostrzenie astmy)

Nagły wzrost temperatury (fala upałów) powoduje zwiększone obciążenie układu krążenia oraz odwodnienie; najgroźniejszy jest wzrost temperatury w nocy, zakłócający sen i prowadzący do skoków ciśnienia tętniczego • u osób powyżej 65. roku życia ryzyko zgonu z powodu zawału, udaru mózgu i udaru cieplnego rośnie 10–12 razy

Gwałtowna letnia burza następująca po upalnych dniach – w chmurach burzowych dochodzi do koncentracji alergenów, które podczas opadów ulegają rozbiciu na drobniejsze fragmenty, wywołujące silniejsze reakcje uczuleniowe • liczba ostrych ataków duszności rośnie ośmiokrotnie (pojawiają się także u osób, które wcześniej nie miały objawów astmy)

Gwałtowny skok ciśnienia atmosferycznego (zarówno wzrost, jak i spadek) wywołuje zaburzenia ciśnienia tętniczego krwi • spadek lub wzrost o 10 hektopaskali zwiększa ryzyko zawału serca o 11–12 proc. we wszystkich grupach wiekowych (u osób, które już wcześniej przebyły zawał – o 30 proc.)

Wysoka temperatura powietrza w połączeniu z brakiem wiatru (tzw. martwe powietrze) powoduje zwiększone obciążenie układu oddechowego i koncentrację zanieczyszczeń atmosferycznych i alergenów (zwłaszcza w miastach) • po jednym dniu liczba zgonów z powodu zawałów i udarów rośnie o 0,5 proc. • po czterech dniach liczba zgonów z powodu chorób układu oddechowego rośnie o 2 procent.

Źródła: EurekAlert, „New Scientist”.

Toksyczne miasta

Zmiany pogody bardziej szkodzą mieszkańcom miast niż wsi – głównie z powodu wysokiej zabudowy, która ogranicza ruch mas powietrza i zwiększa subiektywne odczucie gorąca. „W »kanionach« ulic temperatura odczuwana przez mieszkańców sięga 65°C – to tak, jakbyśmy nagle weszli do sauny” – porównuje prof. Krzysztof Błażejczyk z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania Polskiej Akademii Nauk. Z prowadzonych przez niego badań wynika, że warunki pogodowe mogą znacznie różnić się między poszczególnymi miastami. Warszawę najlepiej odwiedzać wiosną (między 25 kwietnia a 10 maja) lub jesienią (od 4 września do 26 października). Zimą stolica – podobnie jak inne metropolie – staje się wyjątkowo „niezdrowa” z powodu temperatury i złej jakości powietrza.

W rejonach miejskich zanieczyszczenia atmosferyczne mogą być równie ważne dla stanu zdrowia mieszkańców jak temperatura i ciśnienie. Toksyczne gazy prowadzą do niedotlenienia organizmu i podwyższenia ciśnienia tętniczego, a drobne pyły wnikają do płuc i krwiobiegu, gdzie mogą uszkadzać naczynia wieńcowe. W metropolii takiej jak Ateny wzrost stężenia tlenku węgla w powietrzu o jeden miligram na metr sześcienny oznacza dwa śmiertelne zawały więcej w ciągu dnia. Badania we Francji wykazały, że gdy poziom pyłów zawartych w spalinach samochodowych przekracza 25 mg/m3, do szpitali trafia o 91 proc. więcej ofiar ataku serca.

ŁAMANIE W BLIZNACH

Wiele osób skarży się na rozmaite bóle, które pojawiają się przy zmianach pogody. Okazuje się, że tradycyjne łamanie w kościach można wytłumaczyć naukowo, choć badań na ten temat było do tej pory niewiele. Boleć mogą blizny, które powstają po różnych urazach, np. po złamaniu kości albo po zabiegach operacyjnych. W takim miejscu nasze ciało traci naturalną elastyczność i gdy dochodzi do zmian ciśnienia atmosferycznego – które zmienia także ciśnienie wewnątrz naszego ciała – powstają tam naprężenia. Receptory bólowe może też pobudzać rozszerzanie się uszkodzonych lub naturalnie „zużytych” stawów, które zawierają niewielkie pęcherzyki gazu. Gdy spada ciśnienie powietrza, pęcherzyki te „rosną”, boleśnie rozciągając wrażliwą torebkę z tkanki łącznej, osłaniającą jamę stawową.

Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), zanieczyszczonym powietrzem oddycha 5 mld mieszkańców świata, a rocznie wskutek tego umierają 3 mln ludzi.

Pogoda na receptę

Specjaliści radzą, aby osoby mające problemy z układem krążenia unikały miejsc o dużym stężeniu toksycznych substancji: zakorkowanych dróg, gęstej zabudowy miejskiej, okolic zakładów przemysłowych. Kiedy poziom zanieczyszczeń wzrasta, najlepiej byłoby w ogóle nie wychodzić z domu. Dopiero od niedawna w Internecie można sprawdzić, jaka jest jakość powietrza w miastach, które monitoruje ponad 100 stacji pomiarowych w całej Polsce.

Biometeorolodzy koncentrują się na danych dotyczących pogody. „Cały czas bierzemy udział w międzynarodowych projektach i doskonalimy nasz komputerowy model Menex, który pozwala przewidywać statystyczny wzrost zachorowań na różne jednostki chorobowe związany ze zmianami atmosferycznymi. Niestety polska służba zdrowia nie jest zainteresowana korzystaniem z takich analiz” – mówi prof. Błażejczyk. Tymczasem systemy biometeorologiczne zaczynają już działać w Australii i Wielkiej Brytanii, a w Stanach Zjednoczonych w prognozach pogody mają pojawić się ostrzeżenia dla osób chorych na serce.

Lekarze twierdzą, że w większości wypadków wystarczą proste środki zapobiegawcze, takie jak cieplejsze ubranie lub zadbanie o ogrzanie domu podczas mrozów. „W przyszłości prognozy zdrowotne będą przepisywane przez lekarza tak jak leki, a do pacjentów trafią za pośrednictwem Internetu lub SMS-ów” – przewiduje prof. William Bird. Z badań klimatologów wynika, że zapotrzebowanie na takie usługi będzie coraz większe, ponieważ globalne ocieplenie sprzyja gwałtownym zmianom pogody – silnym mrozom czy letnim falom gorąca.

Jan Stradowski

Szef działu nauki „Focusa”, z wykształcenia lekarz medycyny. Więcej – www.stradowski.net

Chora rywalizacja

Dlaczego chorzy sportowcy chcą trenować i dlaczego wygrywają? Dzięki uporowi i ambicji? A może dlatego, że zażywane przez nich leki dają przewagę nad konkurentami?

Rafał Jemielita

Doping, czyli stosowanie dodatków poprawiających wydolność organizmu u sportowców, to prawdziwe przekleństwo stadionów. Większość kibiców i ekspertów jest zgodna, że należy go zwalczać. Problemy pojawiają się dopiero wtedy, gdy trzeba wyznaczyć granicę chemicznego poprawiania wyników. Co zrobić ze sportowcami, którzy niedozwolone środki zażyli przypadkowo – a przynajmniej tak mówią? A jak zakwalifikować tych, którzy twierdzą, że są chorzy i biorą środki przepisane przez lekarzy?

Oczywiście nie każde leczenie poprawia kondycję. Agata Wróbel, nasza najbardziej znana sztangistka, cierpiała na wirusowe zapalenie wątroby typu C (HCV). Chorobę przywiozła z Australii, w Polsce leczyła się przez osiem miesięcy interferonem i rybawiryną – silnymi lekami, dającymi dużo przykrych skutków ubocznych. Żaden sztangista w historii po tak ciężkiej chorobie nie zdecydował się na ponowne treningi, zaś Wróbel nie tylko wróciła, ale nawet wywalczyła brąz na igrzyskach olimpijskich w Atenach. Zwycięstwo zawdzięczała wyłącznie swojej silnej woli i intensywnemu treningowi – czego nie można powiedzieć o wielu innych sportowcach.

Salbutamol na podium

Słowo „astmatyk” wywołuje jednoznaczne skojarzenia: wątły, mający problemy z oddychaniem i w konsekwencji z sercem, a więc niemogący uprawiać sportu wiążącego się z dużym wysiłkiem fizycznym. Nieprawda! Kłopoty z oddychaniem mieli koszykarz Dennis Rodman i lekkoatletka Jackie Joyner-Kersee, która aż sześciokrotnie zdobywała medale olimpijskie w siedmioboju oraz czterokrotnie triumfowała w mistrzostwach świata. Inni znani astmatycy to Tom Dolan, rekordzista świata i złoty medalista w pływaniu, hiszpański biegacz Jose Louis Gonzalez (najlepszy na świecie na dystansie 1500 m) oraz Alex Züelle – Szwajcar, który zwyciężył w jednym z najtrudniejszych wyścigów kolarskich na świecie – Vuelta a España.

Kolarz astmatyk? Trudno sobie wyobrazić człowieka z silnie skurczonymi oskrzelami, który na dwóch kołach podjeżdża pod górską przełęcz. A jednak. „Co najmniej połowa kolarzy zawodowych to astmatycy z przypadku. Za pomocą fikcyjnej choroby chcą ukryć doping” – napisano na niemieckim forum internetowym, które łączy miłośników kolarstwa zawodowego. Przykładem może być kariera hiszpańskiego kolarza Miguela Induraina Larrayi, pięciokrotnego zwycięzcy osławionego Tour de France. „Mister Mig” (tak Induraina nazywali kibice) zawsze był „czysty” i nie miewał kłopotów z ostrą kontrolą antydopingową, którą Francuzi stosowali podczas wyścigu. Do czasu. W 1993 roku w jego moczu wykryto ślady salbutamolu – substancji, którą francuska federacja kolarska umieściła na liście środków dopingujących. „Ale ja od lat mam astmę, co można wyczytać z mojej karty. Zawsze mam pod ręką inhalator z lekiem Ventolin” – bronił się Indurain. Tłumaczenie uznano, kolarz wrócił do walki i nikt nie zabronił mu stosowania terapii.

Tyle, że stosowany przez niego farmaceutyk silnie rozszerza drogi oddechowe, a to zwiększa ilość tlenu docierającą do płuc. Salbutamol przy ostrym wysiłku mógł zadziałać niczym „turbosprężarka” w samochodzie rajdowym: Indurain mógł jechać dłużej i dalej, mniej się męczył, miał też znacznie lepszą wydolność. Czyli doping? Tak, ale przecież był chory, więc dopingu nie było. Przynajmniej z formalnego punktu widzenia.

Środowisko sportowe do dziś nie wie, jak traktować tych zawodników, którzy stosują „legalny doping”, czyli środki przepisane przez lekarza.

Listę astmatyków-wyczynowców uzupełnił Oscar Pereiro. W 2006 roku hiszpański kolarz Tour de France dojechał drugi. Wobec kłopotów zwycięzcy wyścigu Floyda Landisa, którego podejrzewano o zażywanie sterydów, Pereiro czekał tylko na ostateczną decyzję federacji kolarskiej i nominację na miejsce Amerykanina. Potem jednak sam znalazł się na celowniku – dziennik „Le Monde” podał do wiadomości publicznej, że u Hiszpana wykryto salbutamol. Pereiro oczywiście bronił się tak samo jak Indurain.

Wzmocniona krew Lance’a

Podobne podejrzenia wysuwano pod adresem największej gwiazdy kolarstwa – Lance’a Armstronga, siedmiokrotnego triumfatora Tour de France. W połowie lat 90. XX wieku sportowiec zachorował na raka jądra. Zbagatelizował wszelkie objawy, więc kiedy trafił na stół operacyjny, był już w czwartym z pięciu stadiów choroby – w praktyce nie miał prawa przeżyć. Kolarza zoperowano, usuwając nie tylko chore jądro, ale też przerzuty z mózgu, a potem poddano silnej chemioterapii. Długo cierpiał, ale wygrał podwójnie – rak został pokonany, a Lance mimo wycieńczenia wrócił do sportu i znowu zaczął wygrywać w TdF.

Czy na jego doskonałe wyniki mogła mieć wpływ terapia i środki podawane podczas rehabilitacji? Tak twierdzą autorzy książki Co ukrywa Lance Armstrong?. Cytowany przez nich dr Jean Pierre De Mondenard mówi: „Neupogen działa bezpośrednio na macierzyste komórki szpiku kostnego, co prowadzi do zwiększenia liczby komórek krwi. Środek stosowany w celu przeciwstawienia się szkodliwym skutkom chemioterapii działa niczym booster (wzmacniacz) krwi”.

Jest niewykrywalny, choć działa podobnie do słynnej EPO (erytropoetyny – ulubionego środka dopingowego kolarzy, który zwiększa utlenienie krwi). Neupogen jako środek stymulujący układ krwiotwórczy został zakazany, ale znalazł się na zakazanej liście dopiero kilka lat po wyleczeniu „żelaznego Lance’a”. Czy Armstrong mógł wykorzystać go do własnych celów? Prawdopodobnie tak.

Co łyka Zizou?

Często sportowcy zażywają leki, których skład i działanie znają tylko oni sami oraz ich lekarze. Tak prawdopodobnie jest w przypadku Zinedine Zidane’a. Były kapitan francuskiej reprezentacji piłkarskiej kilka lat temu był bohaterem afery, opisanej w hiszpańskim dzienniku „Marca”. Zidane jest chory na łagodną odmianę talasemii – genetycznie uwarunkowaną niedokrwistość, wywołaną wadliwą budową łańcuchów hemoglobiny. Talasemia występuje głównie u mieszkańców basenu Morza Śródziemnego. W odmianie ciężkiej może szybko doprowadzić do śmierci, w lekkiej jedynie zmniejsza wytrzymałość fizyczną.

I tu zaczyna się zagadka. Zidane nie mógł sobie pozwolić na zmęczenie na boisku – ba, słynął nawet z wielkiej wytrzymałości. Sekret może tkwić w tajemniczych „różowych” pigułkach, które Zidane’owi zalecił lekarz. Oczywiście u piłkarza nigdy nie wykryto żadnych niedozwolonych środków. A warto pamiętać, że w takiej sprawie był już kiedyś przesłuchiwany. Przed kilkoma laty musiał odpowiedzieć na pytania śledczych na temat niedozwolonego wspomagania piłkarzy Juventusu Turyn. Dziś Zizou jest już na emeryturze, ale wątpliwości pozostały.

Podobnie trudno byłoby dowieść, że chory na AIDS „Magic” Johnson grał w koszykówkę tak dobrze, bo przyczyniły się do tego specyfiki zatrzymujące rozwój śmiercionośnej choroby. Wystarczy tylko przypomnieć, że „Magic” najpierw oficjalnie ogłosił, że jest chory, ale potem grał dalej i na boisku czuł się świetnie. W 1992 roku Johnson wespół z amerykańskim Dream Teamem wywalczył złoty medal na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie. Czy miały na to wpływ farmaceutyczne koktajle, których zawartości nikt nie zna i którymi Johnson powstrzymuje rozwój choroby do dzisiaj?

Lepsi z przypadku

To, że część sportowców stosuje leki jako środki dopingujące, może utrudnić życie tym, którzy postępują etycznie. W 2001 roku w mediach pojawiły się doniesienia o dopingu przy pomocy insuliny. Hormon ten miał służyć do zwiększania przyrostu masy mięśniowej podczas treningu, m.in. u lekkoatletów, ciężarowców i zapaśników. Dwa lata temu światowa Agencja Antydopingowa (WADA) umieściła insulinę na liście środków zakazanych i od tej pory każdy sportowiec cierpiący na cukrzycę musi przedstawiać szczegółową dokumentację swojej choroby. Obowiązek ten dotyczy zawodników takich jak Michał Jeliński (jeden z czwórki kajakarzy, którzy zdobyli złoto na mistrzostwach świata w Japonii), Scott Coleman – pierwszy pływak, który pokonał wpław kanał La Manche, bokserzy Joe Frazier i Sumary Ray Robinson, a także znany bejsbolista Ty Cobb.

Z drugiej strony mamy sportowców takich jak koszykarz Alonzo Mourning i najsłynniejszy rugbista świata Jonah Lomu z Nowej Zelandii. Obydwaj są po przeszczepach nerek wskutek poważnych schorzeń: Mourning choruje na stwardnienie tętniczek kłębuszków nerkowych, Lomu – na zespół nerczycowy. Obydwaj wrócili do czynnego uprawiania sportu i znowu odnoszą sukcesy. Na pewno nie jest to tylko efekt działania farmaceutyków, a posądzanie ich o doping byłoby sporym nadużyciem. Kłopot jednak w tym, że nie wiadomo, jak tych chemoatletów sklasyfikować. Czy i na ile są lepsi od swoich zdrowych adwersarzy? A może trzeba byłoby wymyślić dla nich oddzielną klasyfikację? Na to pytanie oficjalne sportowe organy nie potrafią odpowiedzieć. Tymczasem chorych sportowców ciągle przybywa.

Rafał Jemielita

Autor jest dziennikarzem miesięcznika „Playboy”.

Warsztat rekordzistów

Doping w sensie klasycznym to przeżytek. Organizmy sportowców kryją wiele niewykorzystanych rezerw. Cała sztuka polega na tym, żeby nauczyć się je odkrywać i z nich korzystać.

Rafał Jemielita

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Weterynaria ekstremalna

Rezonans magnetyczny dla psa? Dializa nerek u kota? Nowoczesna weterynaria szybko podąża śladem „ludzkiej” medycyny. Efektem są nowatorskie zabiegi i terapie.

Aleksandra Kowalczyk

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Komarom na pohybel

W naszą odwieczną walkę z kąsającymi owadami zaangażowano miliony dolarów oraz najnowsze osiągnięcia chemii i biologii.

Jakub Urbański

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Pułapka spożywcza

Mimo tysięcy lat rozwoju cywilizacyjnego naszemu organizmowi wciąż najlepiej służy dieta paleolityczna. Za jedzenie tego, co nam najbardziej smakuje, płacimy wysoką cenę.

Ewa Rąbek

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Dietetyczna klęska

Po dziesięcioleciach powtarzania haseł w stylu „Jedz mniej, ruszaj się więcej”, naukowcy wreszcie zaczynają się przyznawać do porażki. Otyłość to złożona choroba o podłożu hormonalnym lub psychicznym, a przejadanie się jest tylko jednym z jej objawów.

Jan Stradowski

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Stopy w niewoli

Ewa Rąbek

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Przepis na herosa

Krzysztof Mizera

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Kryminalne zagadki ekshumacji

Współczesna nauka dała kryminologom doskonałe narzędzia pracy. Coraz częściej korzystają z nich także archeolodzy, tropiący zbrodnie z bardzo odległej przeszłości.

Agnieszka Szymczak

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Wstawaj i walcz

Zalani krwią piłkarze, bokserzy z pękniętymi kośćmi, himalaiści z czarnymi odmrożonymi palcami: nie poddają się, walczą do końca.

Krzysztof Mizera

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Wygrać z upałem

Gorąco może zabić sportowca. Ryzykowny jest już wysiłek w temperaturze 24°C. Ale po odpowiednim przygotowaniu można osiągać wspaniałe wyniki i przy 50 stopniach.

Krzysztof Mizera

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Ukryty cukier, przyczajony tłuszcz

Owoce są zdrowe, ale zawarta w nich fruktoza – już nie. Ta wszechobecna dziś substancja w pełni zasłużyła na miano białej trucizny. Prawdopodobnie to właśnie jej zawdzięczamy nękającą świat zachodni epidemię otyłości.

Anna Piotrowska

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Polska w kleszczach

Zdaniem naukowców to jedne z najdoskonalszych stworzeń na Ziemi. Są tak dobrze przystosowane do warunków środowiska, że nie potrafimy sobie dać z nimi rady. A one znów nas atakują – i nawet nie wiemy, jak wielu ludzi przypłaci to zdrowiem lub życiem.

Jan Stradowski

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Hormon szczęścia w zimnej wodzie

Wchodzą do wody smutni, po chwili ogarnia ich euforia. Lodowate kąpiele są jak narkotyk.

Andrzej Kus

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Trenuj na wysokościach

Najlepszy sposób na skuteczny trening to niedotlenienie. Trzeba tylko dokładnie wiedzieć, na jakiej wysokości ćwiczyć, żeby nie narazić się na chorobę wysokościową.

Krzysztof Mizera

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Groza tropików

Egzotyczna podróż, poznawanie innych kultur, prawdziwa przygoda w dziczy... Któż z nas o tym nie marzy? Wystarczy jednak chwila nieuwagi, by po takim wyjeździe została nam pamiątka na całe życie – czasem znacznie krótsze, niż byśmy chcieli.

Jakub Urbański

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Nano na języku

Sól o mocniejszym smaku, niskokaloryczny cukier oraz tłuszcz, po którym nie utyjemy – tak wyglądają skutki zastosowania nanotechnologii w przemyśle spożywczym. Naukowcy zapowiadają nową generację „chemii” kulinarnej, która ma być nie tylko smaczna, ale i zdrowa.

Małgorzata Minta

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Elektromagnetyczna dżungla

Przenika nasze ciała w pracy i w domu, w centrach miast i w spokojnych parkach. Część ludzi jest przekonana, że promieniowanie wytwarzane przez urządzenia elektryczne i elektroniczne im szkodzi. Ale może jest dokładnie na odwrót?

Jan Stradowski

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.