Mateusz i zapomniany skarb - Magdalena Witkiewicz - ebook
Opis

Trzecia część przygód Lilka, Matusza i ich przyjaciół.

 

Mateusz,  z radością kończy drugą klasę i czeka na wakacje, które wreszcie nadchodzą. Jak zawsze jedzie na Kaszuby, gdzie tym razem wraz z siostrą, Stasiem, Antosiem i Jurkiem szuka skarbu. 

 

Co to jest równouprawnienie, czy dorośli zawsze mówią prawdę (a skądże!), dlaczego ciotka Franka mówiła czule do ryżu i czy skarb okaże się wielkim bogactwem, czy czymś zupełnie innym – o tym możecie przeczytać w tej książce!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 115

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Redakcja, korekty i łamanie: AGATA MOŚCICKA biały-ogród.pl
Projekt okładki i strony tytułowej: JOANNA ZAGNER-KOŁAT
© Copyright for text by Magdalena Witkiewicz, 2018 © Copyright for illustrations by Joanna Zagner-Kołat, 2018 © Copyright for this edition by Od Deski Do Deski, Warszawa 2018
Wydanie I
ISBN 978-83-65157-76-8
Wydawnictwo OD DESKI DO DESKI Sp. z o.o. ul. Puławska 174/11, 02-670 Warszawaoddeskidodeski.com.pl
Konwersja: eLitera s.c.
.
Czytelniku, korzystaj legalnie! Nad książką ciężko pracował autor i wiele innych osób. Uszanuj ich trud i korzystaj z książki w legalny sposób. Dzięki temu będziemy mogli sobie pozwolić, by przygotować dla Ciebie kolejne znakomite lektury.

Moim chrześniakomNince BukowskiejFilipowi Janowiczowi

ROZDZIAŁ 1

O TYM, ŻE JESTEM JUŻ TAKI WYSOKI JAK LILKA I ŻE BARDZO WYDOROŚLAŁEM

Mam na imię Mateusz i wszystko na to wskazuje, że zdam do drugiej klasy. Mama powtarza, że jestem już prawie dorosły. Chociaż raz słyszałem, jak mówiła do mojej cioci: „To jest jeszcze taki mały chłopiec”. O nie! Nie jestem mały, jestem już prawie tak wysoki jak moja siostra Lila, która jest dwa lata starsza ode mnie, więc rosła całe dwa lata dłużej. Niekiedy mama każe nam stanąć tyłem do siebie i nas mierzy. Tylko czasem Lila jest wyższa. Moim zdaniem wtedy, kiedy staje na palcach albo nie zdejmie kapci mamy. Takich z bardzo grubą podeszwą, które stukają mocno w podłogę.

Gdy już jesteśmy w łóżkach i czytamy po kryjomu, to stukanie nas ostrzega przed zbliżającą się mamą. Lila twierdzi, że gdyby mama chciała, to byśmy jej nie słyszeli, po prostu zdjęłaby te kapcie, przecież nie jest głupia.

Na pewno nie jest głupia, ale ja raz słyszałem, jak powiedziała: „O ja głupia, jak mogłam o tym zapomnieć?”. Więc sam już nie wiem, co na ten temat myśleć.

Wracając do wysokości. Mojej wysokości. Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem „jego wysokość”, jak jakiś król albo królowa brytyjska. Ja jestem swoja własna wysoka wysokość. Jak położę się na łóżku w odpowiedni sposób, to nogi mi się kończą tam, gdzie mojej mamie, która leży obok mnie. Potem jak się przesunę tylko troszeczkę do góry, to głowy mamy oboje na poduszce. To znaczy, że jestem PRAWIE taki duży jak moja mama. A moja mama jest wysoka.

Powtarza mi zawsze, że będę jeszcze wyższy od niej. Bo mam duże stopy. Tata mówi, że kopyta.

– Ależ ty masz duże kopyta, synu.

Czy ja mam kopyta? Wystarczy sobie wpisać w Google: „kopyta” i od razu widać, że ja kopyt nie mam.

Mama mówi, że tata zawsze żartuje i że powinienem traktować to z przymrużeniem oka. Ale przecież on żartuje, mówiąc, a nie pokazując mi coś, więc powinienem go traktować z przymrużeniem, a w zasadzie przyklapnięciem ucha.

Kiedyś jak tata coś do mnie mówił, specjalnie zatkałem sobie jedno ucho, by sprawdzić, czy takie słuchanie coś zmieni. Zmieniło. Tata się wkurzył i stwierdził, że to bardzo niegrzecznie zatykać sobie uszy, gdy dorośli coś mówią. To było niesprawiedliwe, bo ja po prostu robiłem to, co kazała mama. Dorośli czasem są NIEKONSEKWENTNI. Na przykład mama twierdzi, że jak jeszcze raz przyjdzie do nas nasza sąsiadka i powie nam, że głośno tupiemy, to wyrzuci babę za okno. I nie wyrzuca! Nasza mama ma dobre serce. Dobre serce nie idzie w parze z konsekwencją. Słyszałem, jak tata mówił to mamie, jak już poszliśmy spać.

Dobrze, że są już prawie wakacje, bo przynajmniej rodzice nie będą nam tak bardzo przeszkadzać w zabawie. Moim zdaniem rodzice mają wyjątkową umiejętność przeszkadzania nam w zabawie dokładnie w najlepszym momencie. Niestety usłyszałem, jak mama to samo mówiła przez telefon do ciotki Franki, siostry naszego taty, o nas.

– No popatrz, kochana. Ledwo człowiek usiądzie z książką albo z telefonem w dłoni, dzieciaki natychmiast wsiadają na ciebie i traktują cię niemalże jak trampolinę do skakania. Najpierw siadają na mnie dzieci, a potem jeszcze kot. Naprawdę wystarczyłaby nam jedna izba z fotelem, a wszyscy byśmy się pomieścili.

Potem mama mówiła, że w momencie, jak coś od nas chce, to mamy zdolność niezauważalnej teleportacji do swoich pokojów i nawet chwilowo przestajemy się kłócić.

Zauważyłem, że niestety czasem dorośli kłamią. Przecież my nie umiemy się teleportować. A tak bym chciał! Nie trzeba by spędzać długich nudnych godzin w samochodzie, na przykład jadąc w góry.

W góry się jedzie bardzo długo. Mama mówi, że to koniec świata. I to też nieprawda, bo sprawdzałem na mapie. Koniec świata jest dużo dalej. Jak oglądałem w szkole globus, to nawet miałem wątpliwości, czy koniec świata nie jest tam, gdzie jego początek. Bo przecież ziemia jest okrągła. Jak pojedziemy wciąż w kółko, cały czas prosto, to i tak wrócimy w to samo miejsce. Więc koniec świata może być tuż za rogiem naszego domu, pod warunkiem, że idziemy tam zupełnie od innej strony. Trochę więcej czasu nam to zajmie, ale w końcu chyba trafimy.

Tata obliczył, że jeżeli mielibyśmy obejść ziemię w kółko, to idąc nieustannie (bez spania, jedzenia i wszystkiego innego), byśmy szli około trzysta dni. No i musielibyśmy jeszcze umieć chodzić po wodzie. Ale są inne, ciekawsze rzeczy do robienia niż obchodzenie ziemi w kółko. Prawda? Na przykład można grać w piłkę nożną. Tylko dziewczyny nie lubią.

W ogóle im jestem starszy, tym wyraźniej widzę, że dziewczyny lubią jakieś dziwne rzeczy, człowiekowi zupełnie do życia niepotrzebne. Nie to, że dziewczyna to nie człowiek, bo wszyscy jesteśmy ludźmi, ale naprawdę zastanawiam się, po co dziewczynom jakieś malowanie paznokci i ust.

Ostatnio chodziłem z mamą i Lilą dwie godziny po centrum handlowym, bo moja siostra się uparła na szminkę w kulce. Myślałem, że chociaż sobie kupi czerwoną, a ta kulka była zupełnie przezroczysta. Bez sensu. Nic nie było widać, jak się nią pomazała. Chciała mnie też pomazać, ale uciekłem. Nie jestem dziewczyną, by sobie malować usta, nawet czymś, czego nie widać.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki