Maryja. Jej życie i świadectwo -  - ebook
Opis

Z osobą Maryi związanych jest wiele zwyczajów, tradycji i najróżniejszych form pobożności. Każde z czworga autorów spogląda na Matkę Bożą z zupełnie innej perspektywy. Czytelnik znajdzie w książce przystępną interpretację najważniejszych dotyczących Maryi tekstów biblijnych, a także rozważania na temat Jej roli jako wzoru wiary dla kobiet i mężczyzn oraz różnych form związanej na Nią pobożności.

W końcowym rozdziale omówione zostały zwyczaje i tradycje związane ze świętami maryjnymi. Książka, zawierająca pogłębiony wykład teologii, ale napisana dla w sposób zrozumiały dla każdego, kreśli wielobarwny obraz Maryi.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 102

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Ma­ryja w No­wym Te­sta­men­cieClaus-Pe­ter März

Ma­ryja jest jed­ną z naj­bar­dziej zna­nych ko­biet w dzie­jach świa­ta. Przez wie­ki mi­lio­ny lu­dzi wzywa­ły Ją jako Wspo­mo­życiel­kę we wszyst­kich po­trze­bach. Teo­lo­go­wie pod­kre­śla­li Jej zna­cze­nie jako Bo­żej Ro­dzi­ciel­ki, ar­ty­ści przed­sta­wia­li Ją w nie­zli­czo­nych dzie­łach, a pro­sty lud w swej po­boż­no­ści zwra­cał się do Niej jako do Mat­ki, pod któ­rej opie­ką czło­wiek może czuć się bez­piecz­ny.

W Pi­śmie Świę­tym o Ma­ryi – nie li­cząc dwóch krót­kich wzmia­nek w Ga 4,4 i Dz 1,14 – mowa jest wy­łącz­nie w Ewan­ge­liach. Wy­zna­jąc swo­ją wia­rę, au­tor Li­stu do Ga­la­tów pod­kre­śla, że gdy się wy­peł­nił czas, Bóg ze­słał swo­je­go Syna: uro­dził się z ko­bie­ty, uro­dził się pod pa­no­wa­niem Pra­wa, aby zba­wił lu­dzi. W Dzie­jach Apo­stol­skich zaś Ma­ryja uka­za­na jest jako czło­nek Ko­ścio­ła kształ­tują­ce­go się po zmar­twych­wsta­niu Je­zusa: Wszyscy oni trwa­li na wspól­nej mo­dli­twie, a ra­zem z nimi były też ko­bie­ty, Ma­ryja, mat­ka Je­zusa i Jego bra­cia.

W Ewan­ge­liach Ma­ryja wspo­mi­na­na jest dzie­więt­na­ście razy w róż­nych kon­tek­stach, przy czym au­to­rzy kre­ślą bar­dzo róż­ne Jej „ob­ra­zy”. Są jed­nak zgod­ni co do tego, że po­cho­dzi­ła z ludu Izra­ela i była żoną męż­czyzny o imie­niu Jó­zef. Ewan­ge­li­ści wzmian­kują, że obok Je­zusa w ro­dzi­nie tej żyły jesz­cze inne dzie­ci[1]. Jó­zef był cie­ślą i za­wód ten wy­ko­nywał za­pew­ne rów­nież Je­zus do chwi­li, gdy udał się nad Jor­dan, by przy­jąć chrzest od Jana, po któ­rym to wy­da­rze­niu za­czął gło­sić Izra­elo­wi na­dej­ście kró­le­stwa Bo­że­go.

Szcze­gól­ne zna­cze­nie dla po­zna­nia Ma­ryi mają te frag­men­ty Ewan­ge­lii we­dług świę­tych Ma­te­usza i Łuka­sza, któ­re cza­sem na­zywa­ne są „Ewan­ge­lia­mi dzie­ciń­stwa Je­zusa”, po­nie­waż sądzono, że wier­nie opi­sują na­ro­dzi­ny i okres do­ra­sta­nia Syna Bo­że­go. Dziś nie po­strze­ga się już tych tek­stów jako źró­deł in­for­ma­cji o pierw­szych la­tach życia Je­zusa, lecz jako in­ter­pre­ta­cje Jego przyj­ścia w świe­tle obiet­nic Sta­re­go Te­sta­men­tu. I w nich znaj­du­je­my jed­nak nie­wie­le fak­tów do­tyczą­cych Ma­ryi – brak tam na przy­kład in­for­ma­cji o Jej po­cho­dze­niu, ro­dzi­nie, wie­ku i po­zycji spo­łecz­nej.

Na pierw­szy rzut oka wy­da­je się to nie­co dziw­ne, jed­nak po głęb­szym za­sta­no­wie­niu moż­na tę po­wścią­gli­wość ewan­ge­li­stów wy­tłuma­czyć tym, że ich ce­lem było uka­za­nie na­ro­dzin Je­zusa jako wy­peł­nie­nia pro­roctw Sta­re­go Te­sta­men­tu – pod­kre­śla­li oni, że uro­dzi się w mie­ście Da­wi­do­wym Be­tle­jem, a tym sa­mym zo­sta­nie uzna­ny za Syna Da­wi­da. Frag­men­ty te sta­no­wią ro­dzaj opo­wie­ści re­li­gij­nych, któ­rych naj­waż­niej­szym ce­lem nie jest prze­ka­za­nie fak­tów hi­sto­rycz­nych, lecz zwró­ce­nie uwa­gi na hi­sto­rio­zbaw­czy wy­miar „przyj­ścia” Je­zusa w świe­tle sta­ro­te­sta­men­to­wych obiet­nic. Czwar­ta Ewan­ge­lia po­sze­rza jesz­cze ten ho­ryzont, uka­zując Je­zusa jako Sło­wo po­cho­dzą­ce od Boga, któ­re za­miesz­ka­ło mię­dzy nami. Cha­rak­te­rystycz­ne jest też jej za­koń­cze­nie: Je­zus do­ko­nał jesz­cze wie­lu in­nych zna­ków na oczach swo­ich uczniów. Nie zo­sta­ły one spi­sa­ne w tej księ­dze. Te zaś spi­sa­no, aby­ście uwie­rzyli, że Je­zus jest Me­sja­szem, Sy­nem Bo­żym, i aby­ście wie­rząc mie­li życie w Jego imię (J 20,30n).

Je­że­li po­trak­tuje­my te sło­wa jako za­le­ce­nie, w jaki spo­sób na­le­ży czytać Ewan­ge­lie, to ich prze­kaz uka­że nam się z no­wej per­spek­tywy – nie jako bio­gra­fia Je­zusa, za­wie­ra­ją­ca hi­sto­rię Jego ro­dzi­ny, lecz świa­dec­twa o ukrytym w dzie­jach ludz­ko­ści dzia­ła­niu Boga w oso­bie Je­zusa Chrystusa. To wła­śnie ma na myśli au­tor czwar­tej Ewan­ge­lii, pi­sząc: (…) aby­ście uwie­rzyli, że Je­zus jest Me­sja­szem, Sy­nem Bo­żym, i aby­ście wie­rząc, mie­li życie w Jego imię.

Z tego po­wo­du nie na­le­ży trak­to­wać Ewan­ge­lii jako źró­dła in­for­ma­cji bio­gra­ficz­nych, lecz wła­śnie jako Do­brą No­wi­nę o zba­wie­niu, któ­rym Bóg ob­da­ro­wał lu­dzi w Je­zusie Chrystusie. W tym du­chu na­pi­sa­li swo­je księ­gi wszyscy czte­rej ewan­ge­li­ści, któ­rzy nie­ja­ko pro­wa­dzą czytel­ni­ka po­przez tekst, aby otwo­rzyć mu oczy na obiet­ni­cę no­we­go życia. Z tego też wzglę­du nie uka­zują oni ca­łej dro­gi życio­wej Je­zusa, lecz wy­bie­ra­ją z niej pew­ne waż­ne wy­da­rze­nia z dzia­łal­no­ści Mi­strza oraz Jego istot­ne na­uki. Wszyst­ko to za­pi­sują jed­nak po to, aby pod­kre­ślić praw­dę, że Je­zus jest Sy­nem Bo­żym oraz że w Nim Bóg otwie­ra przed ludź­mi, któ­rzy Go szuka­ją, dro­gę do szczę­ścia i zba­wie­nia. Kon­tekst hi­sto­rycz­ny i szcze­gól­ne wy­da­rze­nia epo­ki przy­wo­ływa­ne są wy­łącz­nie wte­dy, gdy w ja­kiś spo­sób wią­żą się z oso­bą Je­zusa i Jego życiem. Inne po­sta­ci po­zna­je­my tyl­ko o tyle, o ile styka­ją się z Na­uczycie­lem i idą za Nim, od­rzuca­ją Go lub znaj­du­ją się w ja­kiej­kol­wiek in­nej re­la­cji we­wnętrz­nej do Jego po­słan­nic­twa.

Je­że­li bę­dzie­my czytać tek­sty No­we­go Te­sta­men­tu od­no­szą­ce się do Ma­ryi z tej per­spek­tywy, to znaj­dzie­my od­po­wiedź na kil­ka istot­nych pytań, a zwłasz­cza na to, dla­cze­go za­wie­ra­ją one tak mało in­for­ma­cji bio­gra­ficz­nych na te­mat Mat­ki Bo­żej: Ewan­ge­lie nie mają na celu przed­sta­wia­nie życia Ma­ryi, lecz mó­wią o zba­wie­niu, któ­re­go Bóg do­ko­nuje w Jej Synu, Je­zusie Chrystusie. Ma­ryja po­ja­wia się w nich tyl­ko dla­te­go, że jako Mat­ka Je­zusa ma bez­po­śred­ni zwią­zek z Jego po­słan­nic­twem.

Po­ni­żej spró­bu­je­my prze­śle­dzić wi­ze­run­ki Ma­ryi na­szki­co­wa­ne przez czte­rech ewan­ge­li­stów. Przyj­mu­ją oni róż­ne per­spek­tywy i uka­zują inny aspekt zbaw­cze­go dzia­ła­nia Boga w Je­zusie Chrystusie, a w związ­ku z tym i każ­dy z nich po­strze­ga „rolę” Ma­ryi w tych wy­da­rze­niach z wła­sne­go punk­tu wi­dze­nia.

1. „Czyż On nie jest sy­nem Ma­ryi?” Ma­ryja w Ewan­ge­lii we­dług św. Mar­ka

Ewan­ge­lia we­dług św. Mar­ka jest star­sza od po­zo­sta­łych. Po­wsta­ła oko­ło roku 70, a za­tem oko­ło trzydzie­ści pięć lat po śmier­ci Je­zusa. Au­tor księ­gi opi­suje publicz­ną dzia­łal­ność Je­zusa, po­cząw­szy od Jego chrztu w Jor­da­nie aż po śmierć na krzyżu i pusty grób. Swój prze­kaz roz­po­czyna od mowy Jana Chrzci­cie­la i chrztu w Jor­da­nie, a na­stęp­nie, stresz­cza­jąc orę­dzie Na­uczycie­la, uka­zuje czytel­ni­ko­wi nową rze­czywi­stość, któ­ra ob­ja­wi­ła się na świe­cie wraz z przyj­ściem Je­zusa:

Nad­szedł już czas, zbli­ża się kró­le­stwo Boże, na­wróć­cie się i uwierz­cie w ewan­ge­lię (Mk 1,15).

W tych do­nio­słych sło­wach au­tor pró­bu­je od­dać szcze­gól­ny cha­rak­ter no­wej sy­tua­cji. Świat nie jest już taki sam, jak przed przyj­ściem Je­zusa – w dzie­jach roz­po­czę­ła się nowa epo­ka. O niej mówi w swo­im na­ucza­niu Je­zus, gdy uka­zuje kró­le­stwo Boże jako rze­czywi­stość już obec­ną i kon­kret­nie do­świad­czal­ną; jej ze­wnętrz­ny wy­raz sta­no­wią zna­ki i cuda Mi­strza, ob­ra­zują­ce sy­tua­cję bez pre­ce­den­su – zba­wie­nie świa­ta, któ­re­go do­ko­nuje Bóg.

La­ko­nicz­ny prze­kaz

Ewan­ge­lia we­dług św. Mar­ka jest krót­sza, a ję­zyk, w któ­rym ją spi­sa­no – bar­dziej po­wścią­gli­wy i la­ko­nicz­ny niż w trzech póź­niej­szych księ­gach. Jej treść obej­mu­je: po­cząt­ki publicz­nej dzia­łal­no­ści Je­zusa – Jego na­ucza­nie w Ga­li­lei; wę­drów­kę do Je­ro­zo­li­my i przy­bycie do tego mia­sta; wy­stą­pie­nie w świą­tyni; ostat­nią wie­cze­rzę z ucznia­mi; poj­ma­nie w ogro­dzie Get­se­ma­ni; pro­ces i śmierć na krzyżu. Ewan­ge­lia koń­czy się w spo­sób otwar­ty sce­ną przy pustym gro­bie, w któ­rej ta­jem­ni­czy po­sła­niec oznaj­mia przy­byłym na to miej­sce ko­bie­tom, że Je­zus zmar­twych­wstał; na­ka­zuje im też oznaj­mić uczniom, że idzie On przed nimi do Ga­li­lei, gdzie Go zo­ba­czą. Ko­bie­ty jed­nak, prze­lęk­nio­ne i zdez­o­rien­to­wa­ne tą wia­do­mo­ścią, ucie­ka­ją od gro­bu i nie mó­wią ni­ko­mu o spo­tka­niu. W tym miej­scu tekst Ewan­ge­lii na­gle się urywa.

Ma­rek świa­do­mie zde­cydo­wał się na tak nie­typo­we za­koń­cze­nie. Chciał za­zna­czyć w ten spo­sób, że nie zdo­ła­my zgłę­bić ta­jem­ni­cy Je­zusa Chrystusa, w związ­ku z czym po­win­ni­śmy za­ufać Mu rów­nież wte­dy, gdy Jego dro­ga wy­da­je się nam nie­zro­zumia­ła. Nie­ja­sne uwa­gi mają skła­niać czytel­ni­ków do do­cie­kań na te­mat oso­by Na­uczycie­la, a tym sa­mym co­raz bar­dziej zbli­żać ich do po­zna­nia ta­jem­ni­cy Je­zusa.

Z tego wła­śnie po­wo­du znaj­du­je­my u Mar­ka świa­do­mie po­zo­sta­wio­ne nie­ja­sno­ści, dy­so­nan­se, a nie­rzad­ko i alu­zyj­ne, nie za­wsze moż­li­we do wy­ja­śnie­nia in­for­ma­cje i ko­men­ta­rze. Cha­rak­te­rystycz­ny dla ta­kiej for­my prze­ka­zu jest rów­nież fakt, że ewan­ge­li­sta uka­zuje Je­zusa jako ko­goś, kto do pew­ne­go stop­nia dy­stan­suje się od wła­snej ro­dzi­ny, a cza­sem i wy­raź­nie się jej prze­ciw­sta­wia.

Re­flek­sja o ro­dzi­nie Je­zusa

Jak czyta­my w Mk 3,20n, lud był za­chwyco­ny na­ucza­niem Je­zusa do tego stop­nia, że nie­ustan­nie na­pie­rał na Nie­go i Jego uczniów, tak że ci nie byli w sta­nie na­wet się po­si­lić. Po tej in­for­ma­cji ewan­ge­li­sta do­łą­cza za­ska­kują­cą wzmian­kę o bli­skich Na­uczycie­la, któ­rzy, usłyszaw­szy o Jego dzia­łal­no­ści, wy­szli, aby Go po­wstrzymać, bo mó­wio­no: „Stra­cił ro­zum!” (Mk 3,21). I rze­czywi­ście, wkrót­ce przed do­mem, w któ­rym na­ucza Je­zus, po­ja­wia­ją się Jego Mat­ka i bra­cia. Naj­wyraź­niej ro­dzi­na chce uci­szyć krytykę, któ­ra spa­dła na nią wskutek wy­stą­pień Je­zusa, uza­sad­nia­jąc swe po­stę­po­wa­nie stwier­dze­niem: Stra­cił ro­zum!

Na­uczyciel nie pod­po­rząd­ko­wuje się jed­nak żą­da­niu bli­skich, aby po­wró­cił z nimi do Na­za­re­tu; wska­zuje na lu­dzi, któ­rzy zgro­ma­dzi­li się do­ko­ła, aby słuchać Jego słów, i oznaj­mia bez ogró­dek: „Któż jest moją mat­ką czy moim bra­tem?” I spoj­rzaw­szy na sie­dzą­cych wo­kół sie­bie, mówi: „Oto mat­ka moja i bra­cia moi. Bo ten, kto czyni wolę Boga, jest moim bra­tem i sio­strą, i mat­ką” (Mk 3,31nn).

Sło­wa te świad­czą, że dla Je­zusa naj­waż­niej­sza nie jest ro­dzi­na, lecz gło­szo­ne prze­sła­nie. Wy­raź­nie dy­stan­suje się od swo­ich bli­skich i ta­kie­go dy­stan­su – na co wszyst­ko wska­zuje – Je­zus do­ma­ga się rów­nież od swo­ich uczniów (por. np. Mk 1,16–20; 2,13n; 3,13–19).

„Pro­rok nie ma uzna­nia w swo­jej oj­czyź­nie”

Co cha­rak­te­rystycz­ne, Na­uczyciel – zgod­nie z re­la­cją Mk 6,1–6 – spo­tyka się z krytyką i od­rzuce­niem w Na­za­re­cie, swo­jej ro­dzin­nej miej­sco­wo­ści – i to rów­nież z tego po­wo­du, że miesz­kań­cy mia­sta zna­ją Go, że wi­dzie­li, jak do­ra­stał. Słucha­cze są zdu­mie­ni i za­da­ją pyta­nie, ja­kim pra­wem ich zio­mek wy­stę­puje wśród nich jako na­uczyciel czy pro­rok, na­wo­łując ich do na­wró­ce­nia:

Czyż On nie jest cie­ślą, sy­nem Ma­ryi i bra­tem Ja­kuba i Jó­ze­fa, i Judy, i Szymo­na? I czyż Jego sio­stry nie żyją tutaj, wśród nas?

Je­zus tak ko­men­tuje tę po­sta­wę:

Tyl­ko w swo­jej oj­czyź­nie wśród swo­ich krew­nych i w swo­im domu nie ma pro­rok uzna­nia (Mk 6,4).

Oba tek­sty nie po­zo­sta­wia­ją wąt­pli­wo­ści, że za­rów­no miesz­kań­cy Na­za­re­tu, jak i wła­sna ro­dzi­na dy­stan­so­wa­li się od Je­zusa. Opi­sując te sy­tua­cje, Ma­rek z peł­ną świa­do­mo­ścią stwier­dza, że Mi­strza nie na­le­ży za­mykać w ka­te­go­riach ludz­kie­go po­cho­dze­nia, że On za­wsze je prze­kra­cza i że tak na­praw­dę moż­na Go zro­zu­mieć wy­łącz­nie po­przez od­nie­sie­nie do po­wie­rzo­nej Mu przez Boga mi­sji.

2. „Nada­dzą Mu imię Em­ma­nuel…!” Ma­ryja w Ewan­ge­lii we­dług św. Ma­te­usza

Pierw­sza księ­ga Ewan­ge­lii wspo­mi­na Mat­kę Je­zusa kil­ka­krot­nie. Naj­głęb­sze i naj­bar­dziej na­sy­co­ne tre­ścią tek­sty znaj­du­ją się na jej po­cząt­ku – w tak zwa­nym ro­do­wo­dzie Je­zusa (Mt 1,1–17) oraz w za­po­wie­dzi Jego na­ro­dzin (Mt 1,18–25). Oba sta­no­wią szcze­gól­ną for­mę opo­wia­da­nia – na­wią­zują do pro­roctw Sta­re­go Te­sta­men­tu i w ich świe­tle uka­zują Je­zusa jako obie­ca­ne­go wy­baw­cę, któ­ry przy­szedł, aby od­kupić lu­dzi. Nie prze­ka­zują „hi­sto­rii z dzie­ciństwa” Je­zusa, nie przy­ta­cza­ją epi­zo­dów z wcze­sne­go okre­su Jego życia i nie opi­sują oko­licz­no­ści Jego na­ro­dzin. Przy­po­mi­na­ją na­to­miast ob­ra­zy, na­dzie­je i obiet­ni­ce Sta­re­go Te­sta­men­tu, trak­tując je jako do­wód, że to wła­śnie Je­zus jest za­po­wie­dzia­nym w pro­roc­twach i ocze­ki­wa­nym przez lu­dzi Zba­wi­cie­lem. Ce­lem Ma­te­uszo­we­go prze­ka­zu nie jest ide­ali­za­cja hi­sto­rii Izra­ela i opo­wia­da­nie „daw­nych dzie­jów”, aby czytel­ni­cy mo­gli żyć prze­szło­ścią. Nie, au­tor uka­zuje, kim jest Je­zus po wszyst­kie cza­sy i na pod­sta­wie wła­snych do­świad­czeń daje świa­dec­two o tym, że lu­dzie, któ­rzy pój­dą za Nim, znaj­dą praw­dzi­we życie.

„Ro­do­wód” Je­zusa

Spi­sy przod­ków, taki jak ten, któ­ry po­da­je Mt 1,1–17, sta­no­wi­ły w ów­cze­snym spo­łe­czeń­stwie żydow­skim po­wszech­ny spo­sób le­gi­tymi­za­cji czło­wie­ka. Na przy­kład ka­pła­ni i le­wi­ci mu­sie­li wy­ka­zywać się od­po­wied­nim po­cho­dze­niem, a to umoż­li­wiał im wła­śnie ro­do­wód. Ewan­ge­li­sta na­wią­zuje do tej prak­tyki, nie po to jed­nak, aby udo­wod­nić, że Je­zuso­wi przy­sługuje god­ność ka­pła­na lub le­wi­ty. Wy­mie­nia­jąc Jego przod­ków, chce dać świa­dec­two, że jest On Me­sja­szem, któ­ry przy­szedł od Boga, aby wy­peł­nić dane oj­com obiet­ni­ce. „Ro­do­wód” taki au­tor umiesz­cza ce­lo­wo na po­cząt­ku księ­gi, aby czytel­nik po­strze­gał wszyst­kie póź­niej­sze wy­da­rze­nia przez pryzmat tego wy­zna­nia.

Cha­rak­te­rystycz­ne jest już wpro­wa­dze­nie, w któ­rym czyta­my: Ro­do­wód Je­zusa, Me­sja­sza, po­tom­ka Da­wi­da, po­tom­ka Abra­ha­ma (Mt 1,1). Do­ko­nuje się tutaj po­wią­za­nie Je­zusa z dwo­ma wy­bit­nymi po­sta­cia­mi z hi­sto­rii Izra­ela; wy­cze­ki­wa­ny Me­sjasz uka­za­ny jest jako „po­to­mek” Abra­ha­ma i Da­wi­da, to w Nim wy­peł­nia się obiet­ni­ca łą­czą­ca lud Izra­ela z tymi dwo­ma imio­na­mi.

Czytel­nik pro­lo­gu Ewan­ge­lii może mieć po­cząt­ko­wo wra­że­nie, że ewan­ge­li­sta przyj­mu­je bez za­strze­żeń żydow­skie wy­obra­że­nie o tym, iż życie prze­ka­zywa­ne jest przez męż­czyzn, a za­tem wzmian­ki o ko­bie­tach nie są po­trzeb­ne:

Abra­ham miał syna Iza­aka, Iza­ak miał syna Ja­kuba, Ja­kub miał syna Judę i jego bra­ci (…) (Mt 1,2).

Tak wła­śnie po­stę­po­wa­li zwykle au­to­rzy ge­ne­alo­gii w Izra­elu i w in­nych czę­ściach sta­ro­żyt­ne­go świa­ta. Ma­te­usz przy­jął po­dob­ny sche­mat, zła­mał go jed­nak, umiesz­cza­jąc w drze­wie ge­ne­alo­gicz­nym Je­zusa Ma­ryję oraz czte­ry ko­bie­ty, któ­re mia­ły ol­brzymie zna­cze­nie dla dzie­jów Izra­ela – Ta­ma­rę, Ra­hab, Rut oraz Bat­sze­bę[2]. Co cie­ka­we, oprócz Ma­ryi żad­na z owych ko­biet nie była z po­cho­dze­nia Żydów­ką – wszyst­kie zo­sta­ły włą­czo­ne do ludu Izra­ela jako cu­dzo­ziem­ki. Nie mia­ły za­tem wpływu na dzie­dzi­cze­nie, Bóg jed­nak wy­ko­rzystał je w swo­im pla­nie zbaw­czym. W Ma­te­uszo­wej Ewan­ge­lii peł­nią one je­dynie funk­cję ty­pów od­sy­ła­ją­cych do Ma­ryi, w któ­rej oso­bie do­ko­na­ło się coś jesz­cze więk­sze­go – łań­cuch po­ko­leń, w któ­rym przyj­ście na świat syna moż­na było wy­tłuma­czyć spło­dze­niem przez ziem­skie­go ojca, zo­stał prze­rwa­ny; au­tor w alu­zyj­ny spo­sób daje do zro­zu­mie­nia, że w hi­sto­rię wkra­cza tutaj sam Bóg. Dzię­ki temu Je­zus jawi się nie tyl­ko jako czło­wiek wy­bra­ny przez Boga, tak jak Da­wid, Sa­lo­mon, Je­re­miasz i Iza­jasz, lecz ktoś, kto na­ro­dził się z Boga. On jest tym, w któ­rym Bóg dał hi­sto­rii ludz­ko­ści nowy po­czą­tek.

Przyj­mu­jąc tę per­spek­tywę, moż­na stwier­dzić, że Ma­te­uszo­wy ro­do­wód uka­zuje Je­zusa wpraw­dzie jako po­stać, któ­ra ma miej­sce w ludz­kiej hi­sto­rii, ale za­ra­zem jako ko­goś, kto nie jest nią uwa­run­ko­wa­ny, kto swój po­czą­tek ma bez­po­śred­nio w Bogu. Ma­ryja sym­bo­li­zuje na­to­miast no­we­go czło­wie­ka, przyj­mu­ją­ce­go oka­za­ną przez Boga mi­łość i ro­dzą­cą ją w wy­mia­rze fi­zycz­nym. Au­tor Ewan­ge­lii za­chę­ca rów­nież w ten spo­sób czytel­ni­ków, aby i oni przyj­mo­wa­li w swo­im życiu Bożą mi­łość tak, jak przy­ję­ła ją Ma­ryja.

Na­ro­dzi­ny Je­zusa

Ewan­ge­li­sta koń­czy „ro­do­wód” śmia­łym stwier­dze­niem: Z któ­rej [Ma­ryi– przyp. aut.] na­ro­dził się Je­zus zwa­ny Me­sja­szem (Mt 1,16). To ra­dykal­ne stwier­dze­nie ro­dzi na­tural­ne pyta­nia: Jak się to mo­gło do­ko­nać, sko­ro w tym wy­pad­ku sy­no­wi nie prze­ka­zał życia oj­ciec? Od kogo po­cho­dzi Je­zus?

Od­po­wie­dzi na nie udzie­la ko­lej­na hi­sto­ria (Mt 2,1–12): w cen­trum wy­da­rzeń znaj­du­je się tym ra­zem nie­ocze­ki­wa­nie Jó­zef. Tre­ścią tego frag­men­tu jest w za­sa­dzie je­dynie pro­ces po­znaw­czy, któ­ry prze­cho­dzi mąż Ma­ryi, a któ­ry umoż­li­wia mu zro­zu­mie­nie Bo­że­go dzia­ła­nia. Jó­zef re­pre­zen­tuje jed­nak za­ra­zem czytel­ni­ka, któ­ry ma stać się nie­ja­ko „na­ocz­nym świad­kiem” wy­da­rzeń i prze­być wła­sną dro­gę do po­zna­nia praw­dy.

Opo­wieść za­czyna się od nie­zwykłe­go wy­da­rze­nia, któ­re­go lu­dzie nie po­tra­fią so­bie wy­ja­śnić, wo­bec któ­re­go sta­ją bez­rad­ni – Ma­ryja za­cho­dzi w cią­żę jesz­cze przed za­miesz­ka­niem w domu Jó­ze­fa i ob­co­wa­niem z nim na spo­sób wła­ści­wy mał­żon­kom. Mąż, chcąc po­zo­stać „spra­wie­dli­wym” we­dług wy­obra­żeń żydow­skich, musi ko­bie­tę od­da­lić. Nie­wy­ja­wie­nie wy­stęp­ku żony i po­ta­jem­ne ode­sła­nie jej do domu ro­dzin­ne­go sta­no­wi­ło w ów­cze­snym Izra­elu i tak naj­de­li­kat­niej­szą re­ak­cję z moż­li­wych. Wte­dy anioł prze­ka­zuje Jó­ze­fo­wi wia­do­mość, któ­rą cał­ko­wi­cie bu­rzy świat jego wy­obra­żeń: Ma­ryja nie była mu nie­wier­na, a Dzie­cię, któ­re nosi w ło­nie, po­cho­dzi od Boga – Ono ma dać ludz­kiej hi­sto­rii nowy po­czą­tek i jest w związ­ku z tym „po­da­run­kiem” Boga dla lu­dzi. W ten spo­sób od Jó­ze­fa, któ­ry chciał być w swo­ich czynach „spra­wie­dli­wy” przed Pa­nem, żąda się no­wej „spra­wie­dli­wo­ści”. Jej isto­tą nie jest już za­cho­wywa­nie prze­pi­sów Pra­wa, lecz otwar­tość na nie­ocze­ki­wa­ne i prze­kra­cza­ją­ce ludz­kie wy­obra­że­nia dzia­ła­nie Boga oraz go­to­wość do od­po­wie­dzi na nie.

Rów­nież czytel­ni­cy tych tek­stów do­wia­du­ją się w ten spo­sób, że „spra­wie­dli­wość” osią­gnąć moż­na wy­łącz­nie po­przez od­po­wiedź wia­ry na dzia­ła­nie Boga w Je­zusie Chrystusie oraz zgo­dę na to, aby to On był Pa­nem ich życia. Dla nich, ma­ją­cych „wi­dzieć” wy­da­rze­nia ocza­mi Jó­ze­fa i „słuchać” sło­wa Bo­że­go jego usza­mi, ewan­ge­li­sta za­miesz­cza w swo­jej księ­dze jesz­cze jed­no od­wo­ła­nie do Pi­sma, w któ­rym wy­ja­śnia po­czę­cie Dzie­cię­cia sło­wa­mi sta­ro­te­sta­men­to­wej obiet­ni­cy: „Oto pan­na po­cznie i po­ro­dzi Syna i nada­dzą Mu imię Em­ma­nuel, to zna­czy »Bóg z nami«” (Mt 1,23, por. Iz 7,14). Jest to orę­dzie, w któ­rym wy­peł­nia­ją się obiet­ni­ce dane oj­com – Dziec­ko, któ­re po­cho­dzi cał­ko­wi­cie od Boga, uka­że lu­dziom Jego bli­skość i mi­łość oraz spra­wi, że uwie­rzą oni, iż Bóg ten jest „Bo­giem z nami”.

3. „Uwiel­bia du­sza moja Pana…” Ma­ryja w Ewan­ge­lii we­dług św. Łuka­sza i Dzie­jach Apo­stol­skich

Je­że­li dać wia­rę sta­rej le­gen­dzie, ewan­ge­li­sta Łukasz był ma­la­rzem, któ­ry stwo­rzył ob­raz Ma­ryi – źró­dło, z któ­re­go czer­pa­li wszyscy póź­niej­si twór­cy przed­sta­wia­ją­cy Mat­kę Bożą. Choć tra­dycji tej nie po­twier­dza­ją żad­ne fak­ty hi­sto­rycz­ne, przy­po­mi­na ona, że to wła­śnie Łukasz na­kre­ślił naj­barw­niej­szy i naj­bar­dziej wy­ra­zi­sty wi­ze­runek Ma­ryi spo­śród wszyst­kich au­to­rów Ewan­ge­lii. Po­dob­nie jak u Ma­te­usza, i u nie­go naj­waż­niej­sze po­świę­co­ne Jej frag­men­ty znaj­dzie­my w tak zwa­nych „opi­sach dzie­ciń­stwa Je­zusa”.

Po­ni­żej zaj­mę się bar­dziej szcze­gó­ło­wo trze­ma tek­sta­mi: opi­sem sce­ny Zwia­sto­wa­nia (Łk 1,26–38) i na­wie­dze­nia Świę­tej Elż­bie­ty (Łk 1,39–56) oraz za­war­tą w Dzie­jach Apo­stol­skich wzmian­ką o przy­na­leż­no­ści Ma­ryi do pier­wot­ne­go Ko­ścio­ła (Dz 1,13n).

„Oto ja, służeb­ni­ca Pań­ska” (Łk 1,26–38)

Hi­sto­ria ta osnuta jest wo­kół wy­ra­zi­ste­go kon­tra­stu – Ga­briel, je­den z naj­wyż­szych anio­łów sto­ją­cych przed Bo­żym tro­nem, zo­sta­je po­sła­ny do dziew­czyny z Na­za­re­tu. Współ­cze­sny au­to­ro­wi czytel­nik od razu mu­siał zdać so­bie spra­wę, że ode­gra ona szcze­gól­ną rolę w za­mysłach Bo­żych. Sam ar­cha­nioł na­zywa ją prze­cież „ła­ski peł­ną”.

Po przy­to­cze­niu tego po­zdro­wie­nia Łukasz za­miesz­cza za­pis krót­kie­go dia­lo­gu, w któ­rym anioł wy­ja­wia Ma­ryi, ja­kie miej­sce prze­wi­dział dla niej Bóg w pla­nie zba­wie­nia czło­wie­ka. Ma­ryja jest po­ruszo­na tymi sło­wa­mi, go­dzi się jed­nak na to, co oznaj­mia Jej Bóg za po­śred­nic­twem anio­ła. Jej re­ak­cję do dzi­siaj wie­le osób uzna­je za je­dyną wła­ści­wą od­po­wiedź na dzia­ła­nie Boga wo­bec czło­wie­ka:

Otom ja, służeb­ni­ca Pań­ska, niech mi się sta­nie we­dług twe­go sło­wa (1,38).

Kon­tekst sce­ny nie po­zo­sta­wia wąt­pli­wo­ści, że nie cho­dzi w niej tyl­ko o Ma­ryję; re­pre­zen­tuje ona wszyst­kich lu­dzi, a po­przez swo­ją re­ak­cję po­ka­zuje, w jaki spo­sób wie­rzą­cy po­win­ni od­po­wie­dzieć na dzia­ła­nie Boga:

„(…) Niech mi się sta­nie we­dług twe­go sło­wa”.

Bóg chce dać hi­sto­rii świa­ta nowy po­czą­tek, wy­peł­nia­jąc w Je­zusie Chrystusie dane ludz­ko­ści obiet­ni­ce. Ma­ryja ma udział w tym zbaw­czym pla­nie, dla­te­go po­sła­niec z nie­ba na­zywa ją „ła­ski peł­ną”.

Na te­mat pyta­nia Ma­ryi: Jak­że to się sta­nie, sko­ro nie znam męża? snuto już wie­le do­mysłów. Bio­rąc pod uwa­gę kon­tekst, ma ono za­pew­ne pod­kre­ślać tutaj wy­łącz­nie fakt, że Mat­ka Je­zusa nie ob­co­wa­ła jesz­cze z Jó­ze­fem, w związ­ku z czym za­po­wie­dzia­ne Dzie­cię nie było owo­cem ich współ­życia mał­żeń­skie­go.

Za­strze­że­nie ko­bie­ty skła­nia jed­nak anio­ła do bar­dziej pre­cyzyj­ne­go sfor­mu­ło­wa­nia obiet­ni­cy; oznaj­mia on, że Dziec­ko na­ro­dzi się z Du­cha Bo­że­go. Bę­dzie Ono no­wym stwo­rze­niem, Świę­tym, Sy­nem Bo­żym. Ma­ryja re­aguje na to z za­ufa­niem, wy­po­wia­da­jąc de­cydu­ją­ce zda­nie:

„(…) Niech mi się sta­nie we­dług twe­go sło­wa”.

Je­zus, któ­ry może zo­stać przy­ję­ty tyl­ko w wie­rze, mógł zo­stać po­czę­ty rów­nież wy­łącz­nie dzię­ki wie­rze.

„Uwiel­bia du­sza moja Pana” (Łk 1,39–56)

Po­śród wiel­kich za­po­wie­dzi, któ­re łą­cząc nie­bo z zie­mią, spra­wia­ją, że obiet­ni­ce sprzed wie­ków sta­ją się rze­czywi­sto­ścią, spo­tka­nie Ma­ryi z Elż­bie­tą ce­chu­je kli­mat spo­ko­ju. Tutaj nic już się w za­sa­dzie nie „dzie­je”, ma miej­sce je­dynie po­głę­bio­na re­flek­sja nad wcze­śniej­szymi wy­da­rze­nia­mi.

Nar­ra­tor daje czytel­ni­ko­wi czas nie­ja­ko na za­czerp­nię­cie od­de­chu, we­wnętrz­ne za­trzyma­nie się i ogar­nię­cie umysłem tego, o czym była wcze­śniej, w trze­ciej Ewan­ge­lii, mowa. Na­stęp­nie Elż­bie­ta w pro­ro­czych sło­wach uzmysła­wia nam zna­cze­nie ma­cie­rzyń­stwa Ma­ryi dla ludz­ko­ści. Jej To­wa­rzysz­ka od­po­wia­da pie­śnią uwiel­bie­nia, w któ­rej przed­sta­wia Bogu wszyst­ko to, co Ją spo­tka­ło. Wy­sła­wia w niej nowy po­rzą­dek życia, któ­ry za­pa­nuje na świe­cie za spra­wą Me­sja­sza. Daw­ny świat, zde­ter­mi­no­wa­ny przez sys­te­my nie­spra­wie­dli­wej wła­dzy i nie­ludz­kie znie­wo­le­nie, dla śpie­wa­ją­cej ten hymn w za­sa­dzie jest już za­mknię­ty. Przez sło­wa pie­śni Ma­ryi prze­świ­tuje już nowa rze­czywi­stość; mło­da ko­bie­ta wy­śpie­wuje go jako wie­rzą­ca, któ­ra jako pierw­sza przy­ję­ła to, cze­go Bóg za­pra­gnął do­ko­nać wo­bec świa­ta (1,46–55):

Uwiel­bia du­sza moja Pana.

I roz­ra­do­wał się duch mój w Bogu,

Zba­wi­cie­lu moim.

Bo spoj­rzał na swo­ją po­kor­ną służeb­ni­cę.

I od­tąd na­zywać mnie będą szczę­śli­wą

wszyst­kie na­ro­dy.

Bo wiel­kie rze­czy uczynił dla mnie Wszech­moc­ny.

Świę­te jest Jego Imię.

A Jego mi­ło­sier­dzie z po­ko­le­nia na po­ko­le­nie

dla żyją­cych w bo­jaź­ni Bo­żej.

Oka­zał moc swo­je­go ra­mie­nia.

Uda­rem­nił za­mysły pysz­nych.

Moż­nych usunął z tro­nu,

a wy­wyż­szył po­kor­nych.

Po­trze­bu­ją­cych ob­sy­pał do­bra­mi,

a bo­ga­czy ode­słał z ni­czym.

Wziął w opie­kę swe­go sługę Izra­ela,

pa­mię­ta­jąc o mi­ło­sier­dziu,

któ­re obie­cał na­szym pra­oj­com:

Abra­ha­mo­wi i po­tom­stwu jego na wie­ki.

„…Ma­ryja, mat­ka Je­zusa…” (Dz 1,13n)

Na po­cząt­ku Dzie­jów Apo­stol­skich au­tor za­zna­cza, że po wnie­bo­wstą­pie­niu Je­zusa ucznio­wie gro­ma­dzi­li się w sali „na gó­rze”:

Wszyscy oni trwa­li na wspól­nej mo­dli­twie, a ra­zem z nimi były też ko­bie­ty, Ma­ryja, mat­ka Je­zusa, i Jego bra­cia (Dz 1,14).

W ten spo­sób ewan­ge­li­sta bez wąt­pie­nia pra­gnie nam uka­zać wspól­no­tę uczniów jako za­lą­żek Ko­ścio­ła je­ro­zo­lim­skie­go. Waż­ny jest dla nie­go przy tym fakt, że do gro­na owych pierw­szych świad­ków wia­ry na­le­ży Ma­ryja. Łukasz sta­wia Ją na rów­ni z Apo­sto­ła­mi, po­nie­waż jest w jego oczach świad­kiem, któ­ry był przy Je­zusie od po­cząt­ku, a tym sa­mym uczest­ni­czy w hi­sto­rii Jego po­słan­nic­twa.

Ma­ryja, któ­ra z wia­rą otwo­rzyła się na dzia­ła­nie Du­cha Świę­te­go, jest też wśród tych, któ­rzy ocze­kują na ze­sła­nie Du­cha po wnie­bo­wstą­pie­niu. W niej uwi­dacz­nia się fakt, że ten sam Duch, któ­ry ufor­mo­wał na po­cząt­ku w Jej cie­le Je­zusa, two­rzy te­raz z gro­na uczniów Ko­ściół. Nie wy­po­wia­da­jąc żad­nych słów, Ma­ryja sta­je się świad­kiem, że na dzia­ła­nie tego Du­cha moż­na od­po­wie­dzieć wy­łącz­nie w je­den spo­sób – wia­rą, mo­dli­twą i uf­nym otwar­ciem się na Jego na­tchnie­nia.

W ten spo­sób ewan­ge­li­sta uka­zuje Ma­ryję jako wie­rzą­cą, któ­rej po­sta­wa sta­no­wi wzór dla wszyst­kich na­śla­du­ją­cych Chrystusa. Mat­ka Je­zusa re­pre­zen­tuje otwar­tość na dzia­ła­nie Boga, z któ­rej wy­pływa go­to­wość do służe­nia in­nym i któ­ra umoż­li­wia wzrost Ko­ścio­ła. Jest rów­nież zna­kiem dzia­ła­nia Du­cha Bo­że­go, któ­ry udzie­la lu­dziom wszyst­kich swo­ich da­rów i po­bu­dza wszyst­ko do wzro­stu.

4. „Oto two­ja Mat­ka” Ma­ryja w czwar­tej Ewan­ge­lii

Ewan­ge­lia we­dług św. Jana róż­ni się stylem i spo­so­bem ar­gumen­ta­cji od trzech po­zo­sta­łych. Czwar­ty ewan­ge­li­sta opo­wia­da hi­sto­rię życia Je­zusa na swój wła­sny spo­sób – do­bit­nie i alu­zyj­nie ak­cen­tując pier­wia­stek du­cho­wy, sta­ra­jąc się wy­pro­wa­dzić czytel­ni­ka poza ze­wnętrz­ny wy­miar wy­da­rzeń i uka­zać mu praw­dzi­wą rze­czywi­stość, ukrytą za tym, co po­wierz­chow­ne. Co praw­da Ewan­ge­lia przed­sta­wia za­le­d­wie sie­dem cu­dów Je­zusa, te jed­nak sta­no­wią już w oczach jej au­to­ra zna­ki zbli­ża­ją­ce­go się zba­wie­nia. Po­dob­nie o Mat­ce Je­zusa mowa jest u Jana za­le­d­wie dwukrot­nie, ale obie wzmian­ki two­rzą nie­ja­ko ramy ca­łej dzia­łal­no­ści Na­uczycie­la (J 2,1–11; 19,25–27), zna­cząc jej po­czą­tek i ko­niec. Mat­ka jest uczest­nicz­ką obu wy­da­rzeń – to­wa­rzyszy Je­zuso­wi pod­czas we­se­la w Ka­nie i stoi na koń­cu wraz z umi­ło­wa­nym uczniem Mi­strza pod Jego krzyżem. W obu wy­pad­kach ewan­ge­li­sta nie na­zywa Jej po pro­stu Ma­ryją, lecz z sza­cun­kiem dla szcze­gól­nej wię­zi łą­czą­cej ją z Sy­nem ty­tułuje ją „Mat­ką Je­zusa”.

We­se­le w Ka­nie (J 2,1–11)

Au­to­ra czwar­tej Ewan­ge­lii in­te­re­suje przede wszyst­kim we­wnętrz­ny sens hi­sto­rii Je­zusa. Ję­zyk, któ­rym się po­sługuje, jest w związ­ku z tym sym­bo­licz­ny i pe­łen alu­zji. Po­zor­ne sprzecz­no­ści i nie­po­ro­zumie­nia sta­no­wią przy tym nie­rzad­ko klucz do zro­zu­mie­nia praw­dzi­we­go zna­cze­nia po­słan­nic­twa Na­uczycie­la; sens ten au­tor jed­nak za­zwyczaj tyl­ko su­ge­ruje.

Tak jest rów­nież w sce­nie we­se­la w Ka­nie. Kie­dy koń­czy się wino, Ma­ryja zwra­ca Je­zuso­wi uwa­gę na za­ist­nia­łą sy­tua­cję; od­po­wiedź Syna ce­chu­je jed­nak oso­bli­wa re­zer­wa:

Cze­go chcesz ode Mnie, nie­wia­sto? (J 2,4).

Proś­ba Ma­ryi nie zo­sta­je po pro­stu od­rzuco­na, ale od­po­wiedź Je­zusa zdra­dza dy­stans. Ma ona praw­do­po­dob­nie na celu uka­za­nie fak­tu, że siłą na­pę­do­wą dzia­ła­nia Syna Ma­ryi jest wy­łącz­nie Bóg, że kie­ruje się On je­dynie wolą Bożą, a nie wolą lu­dzi – na­wet wła­snej Mat­ki. Z tego po­wo­du Je­zus mówi do Ma­ryi: Czyż nie na­de­szła moja go­dzi­na? (J 2,4)[3] – go­dzi­na ta na­dej­dzie, kie­dy zde­cydu­je o tym Oj­ciec.

Za po­mo­cą owych nie­typo­wych hi­per­bo­li ewan­ge­li­sta chce tak na­praw­dę uka­zać praw­dę do­tyczą­cą Je­zusa – praw­dę o tym, że re­pre­zen­tuje On rze­czywi­stość Bożą, jest cał­ko­wi­cie pod­po­rząd­ko­wa­ny woli Ojca i ma w związ­ku z tym pe­wien dy­stans do spraw po­rusza­ją­cych ludz­kie ser­ca. Uwi­dacz­nia się to w opi­sie we­se­la w Ka­nie rów­nież w od­nie­sie­niu do Mat­ki Je­zusa. Oczywi­ście ewan­ge­li­sta wie, że na­ro­dził się On z Ma­ryi i jest praw­dzi­wym Czło­wie­kiem, chce jed­nak wy­raź­nie za­zna­czyć, że Je­zus jest za­ra­zem wiecz­nym Sło­wem Bo­żym.

Ma­ryja pod krzyżem (J 19,26n)

Tyl­ko czwar­ta Ewan­ge­lia za­wie­ra wzmian­kę, że Mat­ka Je­zusa wraz z uczniem, któ­re­go Pan mi­ło­wał, sta­ła pod krzyżem. W Ja­no­wym prze­ka­zie Je­zus po­wie­rza Ma­ryję swo­je­mu umi­ło­wa­ne­mu ucznio­wi, któ­ry w tej chwi­li przyj­mu­je Ją do domu (J 19,27).

Ten na­kaz od­po­wia­da dra­ma­tycz­nej sy­tua­cji, w któ­rej znaj­du­ją się uczest­ni­cy sce­ny: Je­zus, któ­ry od­tąd nie bę­dzie mógł trosz­czyć się o swo­ją Mat­kę, od­da­je Ją naj­bliż­sze­mu przy­ja­cie­lo­wi, aby ten za­pew­nił Jej opie­kę i miesz­ka­nie. Mat­ka i uczeń nie mogą jesz­cze to­wa­rzyszyć Ukrzyżo­wa­ne­mu w dro­dze do wiecz­nej wspól­no­ty z Oj­cem, w związ­ku z czym zo­sta­ją po­wie­rze­ni so­bie na­wza­jem.

Je­zus mó­wił o tym rów­nież w mo­wie, w któ­rej że­gnał się z Apo­sto­ła­mi:

Dzie­ci, nie­długo już po­zo­sta­nę z wami. Bę­dzie­cie Mnie szukać, ale – jak już po­wie­dzia­łem Judej­czykom – tak te­raz i wam mó­wię: Tam, do­kąd Ja idę, wy pójść nie mo­że­cie. Daję wam nowe przy­ka­za­nie, aby­ście się wza­jem­nie mi­ło­wa­li. Mi­łuj­cie się wza­jem­nie, jak Ja was umi­ło­wa­łem. Po tej mi­ło­ści, któ­rą bę­dzie­cie mieć jed­ni do drugich, wszyscy po­zna­ją, że­ście ucznia­mi mo­imi (J 13,33–35).

Je­że­li spoj­rzymy na sce­nę pod krzyżem w świe­tle tej wy­po­wie­dzi, wy­raź­nie uka­że nam się in­ten­cja Mi­strza: co praw­da czas ziem­skiej wspól­no­ty uczniów z Je­zusem do­bie­ga koń­ca, Pan po­zo­sta­wia swo­im to­wa­rzyszom jed­nak spu­ści­znę, któ­ra umoż­li­wia trwa­nie w du­cho­wej wspól­no­cie z Nim – mi­łość, któ­rą Jego na­śla­dow­cy po­win­ni da­rzyć sie­bie na­wza­jem. Je­zus bę­dzie obec­ny w ich re­la­cjach, a w Nim będą oni złą­cze­ni rów­nież z Oj­cem. Trwa­ją­cy pod krzyżem Ma­ryja i umi­ło­wa­ny uczeń sta­no­wią za­tem nie­ja­ko za­lą­żek owej no­wej wspól­no­ty w Du­chu Świę­tym, któ­ra po zmar­twych­wsta­niu bę­dzie we wza­jem­nej mi­ło­ści po­szuki­wać wię­zi ze swo­im Mi­strzem.

Oka­zuje się za­tem, że ską­pe wzmian­ki, w któ­rych czwar­ta Ewan­ge­lia wspo­mi­na Mat­kę Je­zusa, mają zna­czą­cą wagę. Za ich po­mo­cą au­tor kre­śli bar­dzo in­dywi­du­al­ny wi­ze­runek Ma­ryi, któ­ra zyska­ła szcze­gól­ny udział w po­słan­nic­twie Syna, po­zo­sta­je jed­nak nie­ja­ko „po stro­nie lu­dzi”. Na­le­ży do tych, do któ­rych skie­ro­wa­ne jest orę­dzie Je­zusa. Jej wy­bra­nie na Mat­kę Je­zusa do­peł­nia się za­tem pod krzyżem – w oso­bach Ma­ryi i umi­ło­wa­ne­go ucznia Pana, jesz­cze przed wy­po­wie­dze­niem przez Nie­go słów: Wy­ko­na­ło się, uwi­dacz­nia się w peł­ni owoc, jaki wy­da­ła Jego śmierć.

[1] We­dług apo­kryficz­nej Pro­to­ewan­ge­lii Ja­kuba Jó­zef w chwi­li po­ślu­bie­nia Ma­ryi był wdow­cem i miał dzie­ci z wcze­śniej­szych mał­żeństw [przyp. red.].

[2] Na­zwa­ną w prze­kła­dach pol­skich „Uria­szo­wą” lub „daw­ną żoną Uria­sza”, por. Mt 1,6 [przyp. tłum.].

[3] Lub, jak to mają nie­któ­re pol­skie prze­kła­dy, na przy­kład Bi­blia Pau­li­stów: „Jesz­cze nie na­de­szła moja go­dzi­na” [przyp. tłum.].

Ty­tuł orygi­na­łu: Ma­ria. Ihr Le­ben, Ihr Zeu­gnis, Ihr Wir­ken

Pro­jekt okład­ki: Mag­da­le­na Wol­na

Fo­to­gra­fia na okład­ce: De­esis (frag­ment). Tem­pe­ra ja­jo­wa i zło­ce­nie, de­ska li­po­wa z kwo­cze­giem, 75 × 140 cm. Prze­druk re­pro­duk­cji za: Iko­na dziś. Roz­mo­wy o współ­cze­snym ma­lar­stwie iko­no­wym, Wy­daw­nic­two AA – Studium Chrze­ści­jań­skie­go Wscho­du, Kra­ków – War­sza­wa 2008, s. 196-197.

Skład i ła­ma­nie: Sta­ni­sław Tuchoł­ka

Wy­da­nie pol­skie:

© Drukar­nia i Księ­gar­nia Świę­te­go Woj­cie­cha Sp. z o.o., Po­znań 2014

Wy­da­nie orygi­nal­ne: Claus-Pe­ter März, Ma­ria. Ihr Le­ben

© St. Ben­no-Ver­lag Le­ip­zig, www.st-ben­no.de

ISBN 978-83-7516-924-9

Wy­daw­ca:

Drukar­nia i Księ­gar­nia Świę­te­go Woj­cie­cha Sp. z o.o.

Wy­daw­nic­two Świę­ty Woj­ciech

ul. Char­to­wo 5, 61-245 Po­znań

tel. 61 659 37 13

wy­daw­nic­[email protected]­tywoj­ciech.pl

Za­mó­wie­nia:

Dział Sprze­da­ży i Lo­gi­styki

ul. Char­to­wo 5, 61-245 Po­znań

tel. 61 659 37 57 (-58, -59), faks 61 659 37 51

sprze­[email protected]­tywoj­ciech.pl • za­mo­wie­[email protected]­jek­siaz­ki.pl

www.swie­tywoj­ciech.pl • www.mo­jek­siaz­ki.pl

Kon­wer­sja do e-wy­da­nia: Wy­daw­nic­two Świę­ty Woj­ciech