Marka Luter - Andrew Pettegree - ebook + książka

Marka Luter ebook

Andrew Pettegree

2,5

Opis

Dnia 31 października 1517 roku Marcin Luter, augustiański mnich i wykładowca teologii na Uniwersytecie w Wittenberdze, przybił do drzwi kościoła zamkowego swoje 95 tez o odpustach. Pamiętny gest rozpoczął reformację, jedno z najważniejszych wydarzeń w historii Europy. Reformacja oczywiście nie wydarzyłaby się bez wściekłości Lutra na Kościół katolicki. Gdy jako młody zakonnik udał się w podróż do Rzymu, zniesmaczyły go zblazowanie i cynizm stanu duchownego. Choć sam kupił odpust dla dziadka - po to, by skrócić okres pobytu jego duszy w czyśćcu - sprzeciwiał się masowemu kupczeniu łaską, które uważał nie tylko za teologicznie nieskuteczne, ale też niewłaściwe politycznie.
Jednak reformacja wzięła się nie tylko ze wściekłości. Andrew Pettegree, historyk prasy drukowanej, przekonuje że wiatru w żagle dał jej zmysł Lutra do słowa pisanego i jego dystrybucji. Luter pisał przystępnie i zwięźle, co odróżniało jego broszury od rozwlekłych kazań, ponadto po niemiecku, a nie niezrozumiałej łacinie. Sprzyjało to popularności jego prac i rozwojowi branży drukarskiej. Dzięki Lutrowi książki się uwspółcześniły, a jego przyjaciele drukarze wymyślili na jego potrzeby na przykład strony tytułowe, seryjne wykorzystanie ilustracji odbijanych dzięki drzeworytom czy wreszcie wyraźne oznaczenie autorstwa. W ten sposób Luter i jego drukarze zrobił z siebie tytułową markę, choć nie w celach komercyjnych, tylko ideowych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 523

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
2,5 (2 oceny)
0
0
1
1
0

Popularność




Andrew Pettegree, Marka Luter. Rok 1517, druk i początki Reformacji

Tytuł oryginału: Brand Luther. 1517, Printing, and the Making of the Reformation

Copyright © Andrew Pettegree, 2015

Copyright © for this edition by Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2017

All rights reserved including the right of reproduction in whole or in part in any form.

The edition published by arrangement with Penguin Press, an imprint of Penguin Publishing Group, a division of Penguin Random House LLs.

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-65853-12-7

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Seria Historyczna [29]

Warszawa 2017

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

PRZEDMOWA

W2017 roku obchodzimy pięćsetlecie jednego z najdonioślejszych wydarzeń w dziejach zachodniej cywilizacji – rozpoczęcia reformacji. Ze skromnych początków, z teologicznego sporu we wschodniej części Niemiec, wyrósł burzliwy ruch odnowy i reformy stawiający krytyczne pytania, śmiały i wreszcie rodzący głębokie podziały. W ciągu życia jednego pokolenia zmieniło się rozumienie tego, czym jest reforma. Zwolennicy ruchu zwanego teraz protestantyzmem odcięli się od dotychczasowej zachodniej tradycji katolickiej. Podział był trwały i – jak się okazało – otworzył przepaść nie do zasypania. W ciągu kolejnych dwóch stuleci Europa podzieliła się na wojujące ze sobą Kościoły, zwaśnione rodziny i wrogie sobie państwa. Antagonizm między protestantami i katolikami rzutował na kształt polityki w Europie i wzniecał wojny żywiące się morderczą nienawiścią. Chrześcijaństwo zwróciło się przeciwko wewnętrznemu wrogowi. Wszędzie w Europie korzystano z władzy państwowej, by skazywać na śmierć jako heretyków lub zdrajców tych, którzy odrzucali lokalne wyznanie – czy był nim protestantyzm, czy katolicyzm.

Te głębokie, drastyczne podziały miały okazać się trwałe. W 1685 roku król Francji dowiedzie własnej pobożności, wypędzając swoich ostatnich protestanckich poddanych; do opuszczenia domu na zawsze zmuszono prawdopodobnie nawet 900 tysięcy osób. Trzy lata później Anglia wygna własnego króla za dopuszczenie się występku praktykowania katolicyzmu, a uchwalone następnie prawo uniemożliwiające dziedziczenie korony osobie, która poślubiła katoliczkę bądź katolika, zostanie zniesione dopiero w 2013 roku. Podziały i zgubne przywiązanie do doktryn nękające Stary Kontynent przeniesiono także za Atlantyk – Stany Zjednoczone wybrały na prezydenta katolika dopiero w 1960 roku, i to minimalną większością głosów.

Wydarzenie, którego datę przyjęto w historii za początek tych transformacyjnych wypadków, jest, zważywszy na ich kontekst, zadziwiająco prozaiczne. Erę reformacji liczymy od 31 października 1517 roku, kiedy to nieszczególnie znany niemiecki profesor wezwał do akademickiej dysputy – co było zdarzeniem tak rutynowym na XVI-wiecznych uniwersytetach, że nikt nie uznał za warte sprawdzenia, czy punkty zgłaszane przezeń pod dyskusję na pewno wydrukowano i umieszczono na zwyczajowej uniwersyteckiej tablicy ogłoszeń, czyli na drzwiach miejscowego kościoła. Profesorem tym był, rzecz jasna, Marcin Luter, a jego propozycje, owych 95 tez przeciwko odpustom, dały początek niespodziewanie żywej debacie. Pięć lat później w niemieckim Kościele wrzało, Luter zaś był potępionym heretykiem i najsłynniejszym człowiekiem w Niemczech.

Powody, dla których akademicki spór na północnym wschodzie Niemiec stał się zarzewiem wielkiego ruchu religijnego, wymagają pewnego wyjaśnienia. Nie przyniesie go nam pisanie kolejnej biografii Lutra i nie to jest moją intencją. Luter był, jak się przekonamy, szczególnym człowiekiem, jednostką odważną i utalentowaną, która w chwili próby wykazała się nadzwyczajną zręcznością i przedsiębiorczością. Jego życie i dzieła stanowią przedmiot badań i interpretacji od czasów jemu współczesnych, a rocznica będzie okazją do dalszych remanentów. Cel niniejszej książki jest nieco odmienny. Zajmować nas tu będzie to, jak w zupełnie odmiennym środowisku komunikacyjnym sprzed 500 lat spór teologiczny urósł do rangi wielkiego wydarzenia publicznego angażującego zarówno ludzi Kościoła, jak i świeckich, zamieszkujących odległe od siebie części kontynentu.

Nic nie potoczyło się tu tak, jak z pozoru powinno. W 1517 roku hierarchowie kościelni żywili głębokie przekonanie, że są w stanie uciszyć wrzawę, która rozgorzała wokół Lutra. Zwykłe kanały, takie jak poufny list do wpływowych osób podparty postępowaniem sądowym w Rzymie, miały wystarczyć, by uciszyć zbuntowanego księdza. Nie było powodu, by krytyka odpustów, dosyć już powszechna w kręgach intelektualnych, stała się wywrotowym wydarzeniem publicznym. A przede wszystkim nie było powodu, by sądzić, że elektorat Saksonii, średniej wielkości państwo położone z dala od centrów europejskiej polityki, mógłby odegrać rolę matecznika wydarzeń rangi europejskiej.

Aby zrozumieć, jak do tego doszło, musimy zbadać bardzo nietypową konfigurację wydarzeń i okoliczności, które pozwoliły Lutrowi zawładnąć zbiorową wyobraźnią, ale przede wszystkim przetrwać. Luter, podobnie jak większość wielkich postaci, miał także dużo szczęścia. Miał szczęście do protekcji wpływowych patronów, którzy rozumieli, że ochrona, której mu udzielają, służy także ich własnym interesom. Miał szczęście do przyjaciół. Do tego dobrze wybrał swój moment. Kiedy po raz pierwszy wystąpił przeciwko odpustom, Europa zaczynała wchodzić, jakkolwiek ostrożnie, w nową, potężną epokę komunikacyjną, czyli epokę druku. 60 lat wcześniej Johannes Gutenberg ogłosił, budząc powszechny entuzjazm, że powiodły się jego eksperymenty z drukowaniem przy pomocy ruchomych czcionek, jednak długofalowe konsekwencje tej nowinki technologicznej były wciąż niewiadomą. Ci, którzy entuzjastycznie przyjęli nowe medium, przekonali się, że wyjątkowo trudno jest zarobić na produkcji drukowanych książek: większość pierwszych drukarzy straciła pieniądze, a wielu zbankrutowało. Otrzeźwione tymi doświadczeniami drugie pokolenie ratowało się tradycyjną tematyką. Nie było wcale jasne, jak i dlaczego druk miałby się okazać narzędziem wielkiego ruchu przemian. Drukarze odkryli, że na najpewniejsze profity można liczyć, służąc interesom tradycyjnej religii. Trzeba było argumentu, by przekonać ich do porzucenia tego stabilnego, poważanego źródła dochodów.

Nie było zatem wcale pewne, jaką właściwie rolę odegra druk w przebiegu głośnego sporu w kościołach północnych Niemiec. Wittenberga, siedziba Lutra w Saksonii, nie miała swojej prasy aż do 1502 roku. Całe półwiecze eksperymentów i rozwoju od czasu wynalazku Gutenberga ominęło to miasto. Sam Luter osiągnął dojrzałość i dorobił się umiarkowanie odpowiedzialnej posady, nie opublikowawszy żadnej książki. Za to w ciągu pięciu lat od napisania 95 tez był już najczęściej publikowanym autorem w Europie – jak żaden przed nim. Osiągnął to w sposób niemal niewiarygodny. Ta historia także jest opowiedziana w tej książce.

To historia, w której Luter niemal z dnia na dzień wyrasta na pisarza obdarzonego niezwykłą mocą i swobodą wyrazu, na urodzonego stylistę w gatunku, który wcześniej nieszczególnie cenił podobne umiejętności. Po drodze stworzył praktycznie nową formę piśmiennictwa teologicznego: klarowną, przystępną, a – nade wszystko – zwięzłą. Co najważniejsze, we wczesnej fazie skandalu wywołanego krytykami odpustów podjął śmiałą i radykalną decyzję, by kierować swój przekaz poza krąg wykwalifikowanych teologów i zwracać się do szerszych warstw społeczeństwa niemieckiego w ich własnym języku.

Decyzja, by wyjść poza język nauki, łacinę, była bardzo kontrowersyjna, ale pozwoliła przedstawić złożone zagadnienia teologiczne odbiorcom, którzy nie byli specjalistami. Stawiało to także jego oponentów w niekorzystnej sytuacji i z pewnością zwiększyło niepomiernie rynek zbytu dla jego książek. Niemieccy drukarze zapałali ogromnym entuzjazmem.

Pisma Lutra nie tylko wstrząsnęły Niemcami, ale także przekształciły dynamikę rzemiosła drukarskiego. Przed reformacją europejska geografia druku była właściwie systemem zamkniętym, w którym nie było miejsca dla maleńkiej Wittenbergi. Wszystkie główne centra wydawnicze znajdowały się w największych handlowych miastach Europy, a Wittenberga, w przeciwieństwie do nich, była niewielka i leżała na uboczu, wiele kilometrów od któregokolwiek z dużych rynków, niezbędnych do napędzania znaczniejszej produkcji książek. Luter bardzo wcześnie uświadomił sobie, że to się musi zmienić – Wittenberga musiała wykształcić rzemiosło wydawnicze zdolne zaspokoić olbrzymi popyt na jego dzieła, rzemiosło, które również byłoby w stanie nadać odpowiednią siłę oddziaływania wezwaniu do fundamentalnej reformy chrześcijaństwa.

Aby to osiągnąć, Luter już u zarania sławy energicznie i bezpośrednio interweniował w proces powstawania publikacji. Do 1517 roku włącznie w Wittenberdze działał tylko jeden, w dodatku nieszczególnie profesjonalny, warsztat drukarski. W chwili śmierci Lutra produkcja książek była na poziomie największych niemieckich miast. Na przestrzeni całego XVI wieku Wittenberga wyrosła na największy ośrodek drukarstwa w Niemczech. Było to osiągnięcie, w które Luter wniósł znaczny, osobisty wkład. Nie był roztargnionym intelektualistą, lecz człowiekiem o wielkim talencie organizacyjnym. Rozumiał i potrafił docenić praktyczne aspekty przekuwania słów i idei w drukowany artefakt. Ojciec Lutra zarabiał na życie przy wydobyciu miedzi, tak więc młody Marcin miał szansę na własne oczy oglądać zmienne koleje losu tych, którzy starali się wydrzeć cenny metal surowej i bezlitosnej przyrodzie. Gdy został pisarzem, zrobił z tego doświadczenia bardzo dobry użytek.

Przez całe życie raz po raz odwiedzał warsztaty drukarskie, nadzorował pracę i udzielał wskazówek. Miał sprecyzowane wyobrażenie o tym, jak powinny wyglądać jego książki, i narzucał wysokie standardy. Przede wszystkim rozumiał rolę estetyki publikacji. Zdawał sobie sprawę, że jakość i wzornictwo drukowanego dzieła prezentującego jego naukę także niosą komunikat na temat jej autorytetu i prawdy. W 1519 roku podjął decydującą inicjatywę sprowadzenia do Wittenbergi doświadczonego drukarza, który byłby w stanie sprostać popytowi na jego dzieła, a gdy to się udało, zabrał się za kierowanie produkcją drukarską w całym mieście. Co najważniejsze, dbał, by jego bezcenne, oryginalne pisma trafiały do coraz większej liczby drukarń, tak aby wszystkie mogły czerpać zyski z jego dokonań.

Jest to istotne oblicze historii reformacji, o którym wcale nie pisze się tak często. Nie chodziło o same rozmiary popytu na dzieła Lutra, jakkolwiek był on imponujący. Sam Luter był dostatecznie popularny, by na chleb zarabiali na nim drukarze w całych Niemczech, nie tylko w Wittenberdze. Istotne było także to, że we współpracy ze swoimi drukarzami Luter przeobraził wizualny wymiar książki. Pod tym względem nieocenione okazało się wsparcie Lucasa Cranacha, wittenberskiego nadwornego malarza, posiadającego także duże wpływy w drukarstwie. Można właściwie zaryzykować stwierdzenie, że najważniejszym wkładem Cranacha w reformację nie były doskonale dziś znane portrety Lutra, które popularyzowały wizerunek i szerzyły sławę reformatora na terenie całych Niemiec, ale udział w budowie nowej tożsamości rynkowej reformacyjnych broszur z Wittenbergi. Jego projekty przyoblekły dzieła Lutra w nową, charakterystyczną szatę graficzną i sprawiły, że były z miejsca rozpoznawalne na stoisku pełnym ksiąg. W efekcie pojawiła się nowa forma książki, która była ważnym ambasadorem ruchu – śmiała, czytelna i wyraźnie odrębna od wszystkiego, co ją poprzedzało. Oto wyróżniki „marki Luter”, której powodzenie na rynku należało do najistotniejszych spośród burzliwych wydarzeń, wstrząsających ojczyzną słynnego kaznodziei po 1517 roku. To one leżą u źródła sukcesu Lutra i transformacyjnego oddziaływania reformacji.

WYKAZ ILUSTRACJI

Wittenberga

Fryderyk Mądry

Katalog relikwii Fryderyka Mądrego z ilustracjami Lucasa Cranacha

Świat Lutra (mapa)

Rodzice Lutra

Erfurt

Christoph Scheurl

Nikolaus Marschalk

Aldus Manutius, Horacy (1501)

List odpustowy z 1504 roku

Srebrny talar Fryderyka Mądrego z 1522 roku

Albrecht Brandenburski, książę Kościoła i mecenas sztuki

Drzwi kościoła zamkowego

95 tez

Luter w 1520 roku

Ein Freiheit des Sermons Päpstlichen Ablaß

Jedno z wczesnych dzieł Lutra odbite przez Rhaua-Grunenberga

Melchior Lotter Starszy, Lipsk

Melchior Lotter Młodszy, Wittenberga

Miejsca wydania drukiem Exsurge Domine (mapa)

Dwa wielkie manifesty z 1520 roku

Pasjonał Chrystusa i antychrysta

Zamek w Wartburgu

Lucas Cranach

Luter jako junkier Jörg

Marka Luter

Filip Melanchton

Justus Jonas jako tłumacz Lutra

Nowy Testament Lutra

Reformacja – rozmowa

Dzieło Lutra z drukarni w Augsburgu

Johann Eck

Jerzy Brodaty, książę saski

Marcin i Katarzyna – portret małżeństwa

Luter, Erazm i prosty człowiek

Gromada chłopska

Ponieśli i wilka (manifesty wojny chłopskiej, mapa)

Napomnienie do pokoju

Kolokwium marburskie

Rodzina Lutrów przy muzykowaniu

Kazanie o powinności posyłania dzieci do szkoły

O wojnie przeciw Turkom

Prawo (Zakon) i Ewangelia

Kazania dla uczczenia zmarłego księcia Jana, elektora saskiego

Papieski osioł

O tym, że Jezus Chrystus był rodzonym Żydem

Przeciwko Hansowi Worstowi

Eisleben

Sen Fryderyka Mądrego

Opór Magdeburski

Zasobne miasto – ratusz w Wittenberdze

CZĘŚĆ 1SZCZEGÓLNY CZŁOWIEK

ROZDZIAŁ 1MAŁE MIASTO W NIEMCZECH

Jak wiele charyzmatycznych osobowości w historii Marcin Luter był z natury towarzyski. Interesował się ludźmi i uwielbiał wśród nich przebywać. Było to z pewnością błogosławieństwo, ponieważ przez drugą połowę życia rzadko kiedy zostawał sam. Od momentu gdy w 1517 roku po raz pierwszy pojawił się w świadomości swych niemieckich ziomków, Luter wyrósł na kontrowersyjną, prowokującą podziały, charyzmatyczną i inspirującą postać i w jakimś stopniu pozostaje nią do dzisiaj. Ci, którzy się z nim zetknęli, rzadko byli w stanie zapomnieć to doświadczenie. Poważny młody mnich już na początku drogi skupił na sobie zainteresowanie wpływowych postaci, które dostrzegły w nim wyjątkowy talent. W późniejszym życiu cieszył się u przyjaciół bezgranicznym oddaniem. Do Wittenbergi ściągały tłumy – na jego kazania lub w nadziei, by dostać się na wykłady. Ci dopuszczeni do kręgu znajomych mieli szczególny przywilej towarzyszenia mu przy stole, gdzie Luter odprężał się i perorował z największą swobodą.

Było to osobliwe królestwo Lutra. Po skończonym dniu pełnym trudów siadał do stołu z przyjaciółmi i rozprawiał. Rozmowa wspomagana doskonałym piwem warzonym przez jego żonę nierzadko schodziła na ogólniejsze tematy, stawała się dygresyjna, a czasami nader swobodna. Często któryś z bardziej gorliwych biesiadników zapisywał stwierdzenia swojego mistrza, ale Luter wykładający od 30 lat na uniwersytecie i nawykły do kręgu notujących nic sobie z tego nie robił.

Nie wszystko, co zanotowano przy stole, stanowi dziś wybitną lekturę. Luter był wśród przyjaciół i mówił bez skrępowania, czasami celowo szokował i uwielbiał wzbudzać oburzenie. Jego dowcipy nie zawsze nas bawią. Jednak Mowy stołowe są także pełne, jakkolwiek nieuporządkowanych, teologicznych uwag i przenikliwych spostrzeżeń na temat ówczesnego społeczeństwa1.

Ciekawe, że wśród masy wypowiadanych słów Luter tak niewiele miejsca poświęcał własnemu ruchowi religijnemu, reformacji. Między rokiem 1517, gdy Luter po raz pierwszy zwrócił na siebie uwagę ogółu, a jego śmiercią 30 lat później, on i jego zwolennicy zupełnie odmienili kształt świata. Zachodnie chrześcijaństwo rozpadło się na dwie części i to, jak się okazało, na dobre. Rodziny, miasta, państwa terytorialne zostały zmuszone do wyboru stron: czy pozostać przy starym Kościele, czy też podążyć za Lutrem w schizmę i nowe formy kultu i wiary. Luter przyjmował to wszystko z niespotykanym spokojem. Jego czyny były realizacją poleceń Boga – ścieżkę, którą obrał, kształtowała siła wyższa. Jeśli przyjąć ten punkt widzenia, niezwykłe życie, które wiódł, nie było jego własnym wyborem, a konsekwencją cierpliwego podążania za bożym wskazaniem.

Tak więc to nam, w naszej cokolwiek bardziej świeckiej epoce, przypada w udziale refleksja nad wielkością dokonań Lutra, a tuż obok tego – zdumienie, że dokonał tego, czego dokonał. Jego kariera jest nie tylko pomnikiem wystawionym wybitnemu geniuszowi, ale także piramidą spiętrzonych nieprawdopodobieństw. Pierwsze 30 lat jego życia nie obfitowało w nic, co mogłoby zapowiadać jednostkę, która zatrzęsie posadami kontynentu. To niezwykłe, że człowiek, który zbudował stabilną, a jak na swoje pochodzenie wręcz wyjątkowo pomyślną karierę w Kościele, nagle odciął się zarówno od instytucji, jak i jej duchowych przywódców. Jeszcze bardziej niesamowite, że ocalał.

Kiedy u szczytu „afery Lutra” w 1521 roku Marcin przemierzał ziemie niemieckie w drodze na sejm w Wormacji, gdzie miał się poddać osądowi cesarskiemu, był posiadaczem listu żelaznego. Gwarantowano mu bezpieczny przejazd i powrót. Ale wśród świty cesarza byli ludzie, którzy nalegali na cofnięcie tego przyrzeczenia, aresztowanie i zgładzenie Lutra2. Sto lat wcześniej taki los spotkał innego heretyka, Jana Husa, i takiego końca Lutra obawiało się wielu jego przyjaciół. On sam sądził, że nie opuści Wormacji żywy. To, że w ogóle doczekał tego przełomowego momentu, zawdzięczał niezachwianemu wsparciu ze strony lokalnego władcy, Fryderyka Mądrego, żarliwego katolika, który nigdy nie porzucił swojej wiary. Tak się złożyło, że był także właścicielem jednej z najwspanialszych w całej Europie kolekcji relikwii, świętych szczątków, znajdujących się w centrum teologii odpustów, którą Luter z takim zapałem potępiał. Co ciekawe, książę nigdy nie spotkał się ze swym zbuntowanym profesorem i być może dopiero na zjeździe w Wormacji miał okazję ujrzeć Lutra po raz pierwszy. Dla wielu współczesnych ochrona udzielana Lutrowi przez Fryderyka była czymś niezrozumiałym. Z całą pewnością bez niej karierze Lutra bardzo szybko położono by kres.

W tamtych latach Luter zawdzięczał rozgłos jeszcze jednemu zaskakującemu nieprawdopodobieństwu reformacji: swojej przemianie z mnicha, który aż do 30. roku życia nie ogłosił niczego drukiem i odebrał to samo konwencjonalne wykształcenie, co inni ludzie Kościoła, w pisarza i polemistę o zdumiewającej mocy perswazji. Co ciekawe, w epoce, która ceniła długą i drobiazgową ekspozycję, złożoność oraz powtórzenie, Luter instynktownie dostrzegł wartość lakonicznego formułowania myśli. W efekcie stał się wynalazcą nowej formy pisma teologicznego: krótkiej, jasnej i bezpośredniej, zrozumiałej nie tylko dla jego towarzyszy po fachu, ale też dla szerszych rzesz chrześcijan. To odkrycie idealnego stylu łączącego cel i formę było jądrem reformacji i tak też zostało przedstawione w tej książce.

Luter dokonał tego wszystkiego, działając w osobliwym miejscu – małym, nieistotnym mieście targowym na wschodnich peryferiach Europy, miejscu, które wcześniej prawie nie pojawiało się w annałach historii – w Wittenberdze. Pod wieloma względami akurat to nieprawdopodobieństwo reformacji jest jej największym paradoksem, bez precedensu w renesansowej Europie. W XVI wieku na starym kontynencie, pełnym intelektualnego fermentu, toczył się proces kształtowania wczesnonowożytnego państwa. Miasta z kościołami, uniwersytetami i nowymi, drukowanymi księgami były największymi ozdobami tej kultury. Jednakże niewiele z tego kulturalnego i gospodarczego odrodzenia dosięgło piaszczystych, słabo zaludnionych północnoniemieckich równin. Kiedy w 1508 roku Marcin Luter po raz pierwszy zawitał do Wittenbergi, nie zrobiła na nim wrażenia, podobnie jak na większości spośród niewielu ludzi, którzy zanotowali swoje wspomnienia na temat tego maleńkiego pogranicznego osiedla.

Niemniej jednak właśnie tak się to dokonało. Od chwili gdy Luter na stałe osiedli się w Wittenberdze w 1511 roku, jego los i los jego nowej siedziby splotą się ze sobą na dobre. Wittenberga stanie się Miastem Lutra (Lutherstadt) – formalnie przyjmie tę nazwę w XX wieku. Stanie się także sercem reformacji i jak w zwierciadle odbije los Lutra i podzieli jego własną transformację.

NA BIAŁEJ GÓRZE

Kiedy Luter po raz pierwszy przekroczył bramy Wittenbergi, zastał skromne osiedle liczące jakieś dwa tysiące dusz3. Wielkie miasta Niemiec były nawet 30 razy większe, także na tle okolicznych miast Wittenberga wypadała mikro: przy Lipsku, miejscowym ośrodku handlu, oraz Erfurcie, gwarnym mieście akademickim, gdzie Luter spędził lata, które ukształtowały jego osobowość. Historia Wittenbergi jako grodu zaczyna się w XII wieku, po brutalnych walkach, które doprowadziły do wybicia miejscowej ludności słowiańskiej. Na osadnikach sprowadzonych z równin Flandrii, aby ponownie zasiedlić region, łagodne wzgórza w pobliżu Łaby wywarły wystarczająco duże wrażenie. Nazwali swój nowy dom Białą Górą, Wittenberg, od białego piasku wzgórza i brzegów rzeki, która w tym miejscu była dostatecznie płytka na wyznaczenie brodu. W ciągu następnych 200 lat miasto zyskało mury i wyrosło na tyle silne, że oparło się armii husytów w czasie powstania czeskiego. Co znamienne, największe miasta tej części Niemiec, czyli Erfurt i Lipsk, leżały dalej na południe i na zachód, wychylone w kierunku kulturalnego serca Świętego Cesarstwa.

Wittenberga. Na rycinie ukazującej miasto od południa, oglądane z przeciwnego brzegu Łaby, można dostrzec kompleks zamkowy po lewej stronie, kościół parafialny pośrodku oraz klasztor augustianów najdalej po prawej.

To właśnie z Erfurtu skierowano Lutra, by dołączył do wspólnoty augustianów w Wittenberdze, a pierwsze, niekorzystne wrażenia z pobytu w mieście nigdy na dobre nie zatarły się w jego pamięci. Wittenberga, jak wspominał po latach, jawiła mu się jako położona na krańcach cywilizacji, in termino civilitatis. Wystarczyłoby, żeby leżała odrobinę dalej na wschód, a znajdowałaby się in mediam barbariam, pośród barbarzyńców4. Inni przyjezdni wyrażali się o mieście równie niepochlebnie. Według jednego podróżnego, który bawił w Wittenberdze w tym samym czasie, miała być ona biedną, nieciekawą miejscowością, z małymi drewnianymi domami, podobniejszą do wsi niż do miasta5. Nic dziwnego, że kiedy poglądy Lutra zyskały rozgłos, opinie te odbijały się echem w wypowiedziach jego wrogów. Zdaniem Johannesa Cochläusa, wczesnego i zażartego krytyka, Wittenberga miała być:

[w] porównaniu z Pragą – nędzną, ubogą, brudną wsią, niewartą i trzech halerzy. Naprawdę, nie godzi się jej nazywać miastem niemieckim. Powietrze tu niezdrowe, niemiłe; nie ma winnic, sadów czyli drzew rodzących owoce. Domy plugawe, nieczyste ulice; wszystkie drogi, ścieżyny i ulice pełne nieczystości. Lud tu barbarzyński, tylko warzelnie i zamtuzy, a niewielu kupców i to trzech groszy niewartych.6

Jerzy, książę saski z linii albertyńskiej, nieprzyjaciel i rywal protektora Lutra, Fryderyka Mądrego, ujął to zwięźlej: „Aby jeden mnich z takiej dziury miał się porywać na reformę – tego tolerować nie można”7. Istotnie, oponenci początkowo lekceważyli Lutra, ponieważ najzwyczajniej nie mieściło im się w głowie, by coś istotnego mogło wyjść z takiego miejsca.

NOWE BOGACTWO I NOWE WYNALAZKI

Względne zacofanie Wittenbergi w tamtym okresie było tym bardziej jaskrawe, że miasta niemieckie uznawano, poniekąd zasłużenie, za klejnoty cywilizacji europejskiej. W XV wieku państwa niemieckie stały się jednym z motorów europejskiej gospodarki. Podczas gdy formujące się państwa w Hiszpanii, Francji i Anglii trwoniły złoto w konfliktach dynastycznych, Rzesza cieszyła się względnym pokojem. Miała swojego cesarza, członka domu Habsburgów, który z pewnością dążył do ekspansji władzy, jednak ziemie Habsburgów były rozproszone, a co najważniejsze, pozycja cesarza zależała nie od dziedzicznej sukcesji tronu, lecz elekcji dokonywanej przez kolegium elektorów złożonego z władców siedmiu większych terytoriów i organizmów państwowych. Stanowili oni elitę wśród trzech setek rządzących całą mozaiką mniejszych bądź miniaturowych terytoriów, których granice nieustannie się zmieniały. Saksonia, gdzie leżała Wittenberga, mogła być jednym z największych państw, gdyby nie tradycja rodowa nakazująca dziedziczenie z równoczesną dystrybucją ziem, co prowadziło do częstych podziałów. Jedne z najświetniejszych terytoriów znajdowały się w posiadaniu biskupów, rzeczywistych książąt Kościoła, na przykład do arcybiskupa Moguncji, Albrechta z Brandenburgii, człowieka, który odegrał ważną rolę w historii Lutra.

Do XV wieku wiele największych miast wyzwoliło się spod władzy miejscowych książąt i znane były jako wolne miasta Rzeszy. Norymberga, największe z nich, sama miała spore ziemie przyległe. Na południu Niemiec koegzystowała w pokojowej rywalizacji z Augsburgiem, ośrodkiem niemieckiej bankowości. Augsburg był ważnym węzłem informacyjnym na południu Rzeszy jako newralgiczny punkt na szlaku poczty cesarskiej, łączącym Niemcy z Włochami i Niderlandami8. Na północy leżały Hamburg i Lubeka, stojące na czele znamienitej Ligi Hanzeatyckiej miast bałtyckich; na zachodzie Kolonia, Strasburg i Bazylea, ulokowane strategicznie nad Renem, wielką arterią komunikacyjną i transportową, łączącą bogate miasta handlowe Flandrii z Włochami. To połączenie z Italią przez niebezpieczne przełęcze alpejskie decydowało o sile napędowej krajów niemieckich, ponieważ Włochy stanowiły wrota do Azji i jej cennych towarów, przypraw i jedwabiów. Największe wpływy z tej międzynarodowej wymiany handlowej ograniczały się do południowych i zachodnich miast Rzeszy. U progu XVI stulecia tylko nieliczne okruchy obrotu dobrami luksusowymi docierały na mroźne, północne równiny Turyngii i Saksonii, gdzie na rynkach dominowały ryby i zboże.

W drugiej połowie XV wieku luksusowe rynki Flandrii, Włoch i południowych Niemiec wzbogaciły się o nową gałąź handlu – sprzedaż drukowanych książek. Gdy w połowie lat 40. XV wieku uparty moguncki przedsiębiorca Johannes Gutenberg zaczął eksperymentować z nowymi technikami, aby masowo produkować książki, nic nie wskazywało, by świat naprawdę potrzebował jego wynalazku. Europa dysponowała już wysoce rozwiniętym rynkiem książki, pieczołowicie przepisywanych ręcznie woluminów, manuskrypt za manuskryptem. Konsumenci i kolekcjonerzy poszukiwali rękopisów z najlepszych i najznamienitszych zakładów bądź zlecali teksty miejscowemu pisarzowi – był to bardzo elastyczny rynek. Handel manuskryptami kwitł jeszcze wiele lat po tym, jak Gutenberg zaprezentował karty swej drukowanej Biblii na targach frankfurckich w 1454 roku9. Biblia Gutenberga wzbudziła wielkie zainteresowanie i szybko się wyprzedała. Ale doprowadziła go także do bankructwa. Był to ostatni poważniejszy projekt, w który Gutenberg miał się zaangażować.

Historia Gutenberga, historia fascynacji technologią i finansowej klęski, miała być niepokojąco typowa dla pierwszych 70 lat drukarstwa10. W miarę jak sława jego osiągnięcia się rozprzestrzeniała, książęta, biskupi i rady miejskie coraz bardziej pragnęli posiadać prasę w granicach swoich ziem. Druk rozprzestrzeniał się szybko na terenie Niemiec, Włoch i Francji, a stamtąd przenikał już bardziej nieśmiało na peryferia: do Hiszpanii, Anglii i Skandynawii. Jednakże większość tych interesów usytuowana niekorzystnie w małych miastach oddalonych od głównych skupisk ludności zamknęła swoje podwoje, opublikowawszy zaledwie kilka tytułów. Musiało minąć nieco czasu, nim dostrzeżono tę zabójczą wadę modelu biznesowego. Stosunkowo łatwo można było wydrukować 300, 500 czy nawet 1000 egzemplarzy tekstu. Jednak w prawidłach handlu książkami powielanymi ręcznie, będącego biznesem detalicznym, w którym tekst wytwarzało się dla konkretnego klienta, próżno było szukać odpowiedzi na pytanie, jak sprzedać hurtowe ilości na targowiskach rozproszonych po całej Europie.

Odpowiedź, owoc bolesnej nauki 30 lat kosztów i niepowodzeń, mieli wskazać ci, którzy znali rzecz z doświadczenia: bogaci kupcy, którzy zdominowali ponadpaństwowy obrót dobrami luksusowymi. Ludzie ci wiedzieli, co jest nieodzowne, by nowy handel przekształcić w regularną pracę i zgromadzić kapitał na niezbędny wkład inwestycyjny. Jak transportować książki hurtowo na główne rynki, gdzie można było znaleźć na nie zbyt, często na zasadzie wymiany za zlecenia na nowe pozycje. Wiedzieli, jak zadbać o właściwe przechowywanie cetnarów papieru, dopóki nie udało się rozprowadzić całego wydania, a także jak obsługiwać skomplikowane pożyczki i transakcje wymiany, nieodzowne w każdym kapitałochłonnym obrocie dobrami.

I tak rzemiosło księgarskie coraz bardziej się rozprzestrzeniało. Mimo że w XV wieku przez pewien czas drukowano książki w ponad 200 miejscach w Europie, dwie trzecie z nich wytwarzano w zaledwie 12 miastach. Wszystkie one były wielkimi ośrodkami handlu usytuowanymi strategicznie w najważniejszych kupieckich rejonach kontynentu: 6 z nich znajdowało się w Niemczech, 4 we Włoszech, a 2 we Francji11. Ta żelazna geografia produkcji książek miała obowiązywać wyjątkowo długo. Z owych 12 wielkich miast drukarskich piętnastowiecznej Europy żadne nie liczyło mniej niż 30 tysięcy mieszkańców. Podobnie było w przypadku dwóch wielkich szesnastowiecznych spóźnialskich w gronie drukarskiej elity – Londynu i Antwerpii.

Był to świat, w którym mała Wittenberga nie powinna mieć racji bytu. I początkowo tak właśnie było. Eksperymentalny okres drukarstwa, XV stulecie, czyli epoka inkunabułów, całkowicie ominął Wittenbergę. Tytuły potrzebne mieszkańcom małego miasta – a nie były one liczne – można było kupić w pobliskich Erfurcie i Lipsku, gdzie prężnie działało wczesne rzemiosło drukarskie. Pierwszy zakład drukarski powstał w Wittenberdze dopiero w 1502 roku, by służyć potrzebom nowo utworzonego uniwersytetu. Większość miast uniwersyteckich miała swoje prasy, chociaż trudno było uznać taką działalność za dochodową. Możliwe, że przetrwała wyłącznie dzięki determinacji władcy Wittenbergi, Fryderyka Mądrego, przekonanego, że jego stolica powinna dysponować instrumentami kulturowego prestiżu.

Jednak w ciągu następnych 50 lat Wittenberga miała rzucić wyzwanie wszystkim prawidłom nowej ekonomii druku i stać się centrum księgarskiego świata. Zawdzięczała to niemal wyłącznie Marcinowi Lutrowi – jego popularności, jego oddanym naśladowcom oraz jego niezwykłemu talentowi pisarskiemu.

Niniejsza książka opowiada o tym, jak w małym, prowincjonalnym mieście rozwinął się i dojrzał nowy ruch rewolucyjny, który w krótkim czasie zdobył szturmem Niemcy. To nie tylko opowieść o książkach. Luter i jego przyjaciele korzystali z wszelkich narzędzi komunikacji znanych średniowiecznej i renesansowej Europie: korespondencji, pieśni, wieści gminnej, malowanych i drukowanych wizerunków12. Wielu ludzi przystawało do nowego ruchu, gdy usłyszeli, jak Luter przemawia; innych przyciągnęli do ewangelicznego przesłania ci, którzy wyrośli na przywódców w ponad 100 niemieckich miastach, które przyjęły reformację. Reformacja nabrała impetu w dużej mierze dlatego, że jej zwolennicy pojęli, że ambona może być jednym z najpotężniejszych instrumentów informacji publicznej i perswazji dostępnych w szesnastowiecznym społeczeństwie. Przy tym wszystkim reformacja nie przebiegłaby tak, jak przebiegła, gdyby nie dysponowała drukiem. Druk przyniósł Marcinowi Lutrowi – człowiekowi, który przez pierwszych 30 lat życia niczego nie opublikował – natychmiastową sławę. Jego geniusz polegał na tym, że dostrzegał możliwości, które praktycznie nie istniały przed stworzeniem przez niego nowego sposobu konwersacji za pośrednictwem książki. W trakcie tego twórczego procesu zmienił zachodnioeuropejską religię i społeczeństwo Europy na zawsze.

Zmienił także Wittenbergę. Miasto, w którym przed 1500 rokiem nic nie drukowano, stanie się siłą napędową nowego rzemiosła, korzystając wyłącznie ze sławy swego gwiazdorskiego profesora. Przypadek Wittenbergi nie był zresztą jednostkowy. W wielu średnich i małych miastach Niemiec reformacja ożywiła rzemiosło, które przywiędło po początkowej gorączce nadmiernego eksperymentatorskiego entuzjazmu13.

Wszystko to Niemcy zawdzięczały Lutrowi, a pod tym względem Wittenberga była dodatkowo mikrokosmosem większej transformacji. Zaczęła się ona właśnie w Wittenberdze, i to dość powoli, ponieważ na początku mała, senna miejscowość raczej nie zdawała sobie sprawy z doniosłości wydarzeń rozgrywających się w murach jej kościoła i uniwersytetu. Luter, którego intuicyjne zrozumienie siły druku było jednym z najniezwyklejszych aspektów jego nadzwyczajnej osobowości, będzie musiał dokładać osobistych starań, by w Wittenberdze rozwinęło się rzemiosło drukarskie zdolne sprostać olbrzymiemu popytowi na jego dzieła.

Ale na razie to wciąż wypadki przyszłości. Najpierw poświęćmy chwilę na zaznajomienie się z miastem, które ukształtował Marcin Luter i które – z wzajemnością – ukształtowało Marcina Lutra. Najlepiej będzie to zrobić w jego towarzystwie, bo też był on ujmującą postacią, chociaż zapewne bardziej w dojrzałych latach, już jako ojciec rodziny, niż jako poważny młody profesor, którego po raz pierwszy spotykamy, gdy spieszy ulicami Wittenbergi w 1513 roku.

SPACERUJĄC Z LUTREM

W 1513 roku Luter przebywa Wittenberdze na stałe już od dwóch lat. Nasz spacer z nim będzie prowadził tym samym szlakiem, co późniejsza o cztery lata, bardziej rozsławiona w historii piesza droga, którą Luter kroczył przez miasto, by przybić na kościele zamkowym swoje 95 tez i tym samym zainicjować reformację.

A przynajmniej tak chciałaby tradycja. 50 lat temu złośliwy teolog katolicki zasugerował, że publiczne ogłoszenie 95 tez to w rzeczywistości mit, legenda, która zrodziła się dopiero, gdy Luter zyskał sławę14. Rzeczywiście, nie było współczesnych świadków tego wydarzenia, a przynajmniej nikogo, kto uznałby je za dostatecznie ważne, by o nim wspomnieć15. Jak można się domyślać, ta niewygodna ingerencja wywołała burzę kontrowersji. W niedawnej ankiecie przeprowadzonej wśród Niemców ogłoszenie tez wybrano trzecim najważniejszym wydarzeniem w niemieckiej historii, dlatego uznanie, że tak naprawdę się nie odbyło, wzbudziło zrozumiałe niepokoje. Osobiście jestem skłonny wierzyć, że przybicie tez miało miejsce, a żeby rozstrzygnąć wątpliwości, posłużę się dowodem, który ujrzał światło dzienne kilka lat po tym, jak Erwin Iserloh zmącił spokojne wcześniej wody badań nad Lutrem16. Wrócimy do tego za jakiś czas. W 1513 roku odpusty nie zaprzątały myśli Lutra, a z pewnością nie zamierzał kwestionować porządku Kościoła, w którym budował sobie obiecującą karierę.

Luter zbliżał się właśnie do swoich 30. urodzin. Pierwsze współczesne wizerunki ukazują go jako szczupłego, poważnego młodego mężczyznę, w habicie zakonu augustiańskiego, do którego wstąpił osiem lat wcześniej. Zajmował skromną kwaterę na trzecim piętrze klasztoru, na najdalej na wschód wysuniętym krańcu miasta. Wspólnota składała się z około 30 mnichów, z których wielu studiowało bądź pełniło obowiązki wykładowców na uniwersytecie17. Panowała tam ascetyczna, intelektualna atmosfera, bez wątpienia odpowiadająca Lutrowi, którego upodobania były również wyraźnie intelektualne. W 1512 roku otrzymał promocję na profesora, wyróżnienie idące w parze z ważnym przywilejem mieszkania w ogrzewanej celi.

Celem Lutra tego ranka był uniwersytet mieszczący się w obrębie murów kościoła zamkowego, na zachodnim skraju Wittenbergi. Odległość z jednego końca miasta na drugi to niecały kilometr. Ten dystans można było pokonać dwiema głównymi ulicami Wittenbergi biegnącymi równolegle do północnego brzegu Łaby, które wtedy, podobnie jak dziś, kształtowały topografię miasta. Spieszącego do swoich obowiązków niewiele mogło po drodze zatrzymać. Luter nie był w tym czasie szczególnie znany mieszkańcom Wittenbergi, dopiero w kolejnym, 1514 roku miał rozpocząć regularne kazania w kościele parafialnym skierowane do mieszkańców. Fara Wittenbergi leżała niewielki kawałek od głównej ulicy, tam gdzie miasto otwierało się szerzej ku północy. Była to okolica zamieszkana przez rzemieślników i rękodzielników, ludzi stosunkowo prostych, z których jednak w większości składała się rada miejska. Wittenberga bowiem w odróżnieniu od wielkich miast cesarskich, takich jak Augsburg, Norymberga czy Strasburg, nie miała elitarnego patrycjatu złożonego z międzynarodowych kupców. Była to niewielka społeczność, której produkcja służyła niewygórowanym potrzebom rolnictwa. Jej sercem był rynek, przez który Luter zaraz przejdzie szybkim krokiem. Jak wszędzie było to tłoczne miejsce ze straganami, gwarem nawołujących przekupniów i przekupek, żywych zwierząt i głosów zniecierpliwionych klientów.

Naprzeciw rynku, przy drodze prowadzącej do zamku, trwała właśnie budowa. Na olbrzymiej działce ciągnącej się w stronę bramy wychodzącej na rzekę artysta Lucas Cranach wznosił rezydencję godną najznamienitszego mieszkańca Wittenbergi. Cranach był jedną z wielu ważnych osobistości, które do Wittenbergi sprowadziły zamówienia na dekoracje największych projektów budowlanych: zamku i kościoła zamkowego. Ale w odróżnieniu od Albrechta Dürera, Hansa Burgkmaira i innych Cranach pozostał w Wittenberdze jako malarz nadworny elektora. Była to tylko jedna z inwestycji tego przedsiębiorczego i pełnego inicjatywy człowieka, który w 1513 roku był już bliski pozycji największego pracodawcy Wittenbergi. Na razie on i młody profesor mijający szybkim krokiem jego nowy budynek mają ze sobą niewiele wspólnego. W kolejnych latach ich współpraca zbudowana na głębokim wzajemnym szacunku i przyjaźni wpłynie na kształt reformacji.

Luter znajdował się teraz pięć minut od celu, kościoła zamkowego, w którego murach odbywała się większość formalnych nauk uczelni. A może zmierzał do biblioteki uniwersyteckiej, utworzonej niedawno na samym zamku. Zamek był kolejną nową budowlą ukończoną w 1509 roku, pomnikiem niestrudzonych starań władcy Wittenbergi, Fryderyka, by posiadać rezydencję licującą z jego pozycją księcia Świętego Cesarstwa.

Fryderyk Mądry. Był największym protektorem Lutra, mimo że obaj mężczyźni nigdy nie zamienili ze sobą słowa. Niezłomna lojalność Fryderyka wobec buntowniczego profesora była zawsze swego rodzaju tajemnicą, nawet dla tego drugiego.

Upodobanie Fryderyka do budownictwa ma związek z kryzysem w dynastii panującej pod koniec XV wieku. W 1485 roku ziemie saskich książąt z dynastii Wettynów zostały podzielone między dwóch braci – Ernesta (ojca Fryderyka) i Albrechta. Zgodnie z osobliwym saskim zwyczajem starszy, Ernest, zdecydował o sposobie podziału terytoriów, a młodszy, Albrecht, wybrał następnie swoją część. Jak można by oczekiwać, Albrecht wybrał bogatsze tereny okolic Miśni, na których leżało także największe miasto Saksonii, Lipsk. Scheda Ernesta była znacznie mniej poręczna – długi, wąski pas terytoriów bez naturalnego centrum, gdzie Wittenberga była jedynym większym miastem. Ale to Ernestowi przypadło prawdziwe trofeum: dziedziczny tytuł elektora Rzeszy, jednego z siedmiu książąt świeckich i duchownych, których przywilejem był wybór Świętego Cesarza Rzymskiego. Gdy jego syn, Fryderyk, odziedziczył ziemie w 1486 roku, postanowił zrobić z tego przywileju dobry użytek. Sumiennie stawiał się na każdym walnym zgromadzeniu niemieckiej wspólnoty, Sejmie Rzeszy. I zdecydował, że uczyni z Wittenbergi miejsce godne stolicy elektora.

W 1486 roku starą rezydencję zrównano z ziemią, a na jej miejscu wzniesiono nowy zamek i kościół. Był to niezwykle kosztowny projekt, którego realizacja miała potrwać 20 lat, ponieważ Fryderyk pragnął, by budowle były także deklaracją – oto książęca siedziba, wzniesiona na renesansową modłę, według najlepszych wzorów, a także kościół zdolny pomieścić powiększającą się w szybkim tempie kolekcję relikwii.

Luter wstępuje w mury bardzo tłocznego kościoła, który nie tylko służył jako siedziba uniwersytetu, ale i był miejscem pełnym niezliczonych ołtarzy, przy których jednocześnie odprawiano niezależne nabożeństwa. Jeszcze przed przebudową przez Fryderyka fundację kościoła Wszystkich Świętych na wittenberskim zamku obdarzono istotnym wyróżnieniem, bardzo rzadkim odpustem darującym grzechy wszystkim, którzy w dniu patronów świątyni wzięli udział w odprawianych w niej ceremoniach religijnych18. Tego rodzaju odpusty dające szanse na odpuszczenie w przyszłym życiu grzechów, które mogłyby stawać duszy na drodze w wędrówce do raju, w swoim czasie obudzą gniew Lutra. W poprzedzających te wydarzenia stuleciach cieszyły się one niesłychaną popularnością wśród kupujących, cenione były również jako środek zdobywania funduszy przez lokalne kościoły. W 1503 roku podczas konsekracji nowego kościoła zamkowego kardynał Raymond Peraudi, papieski wędrowny emisariusz, łaskawie udzielił nowych odpustów świątyni i odwiedzającym ją wiernym. Papież okazał przychylność i zrobił, co do niego należało, gdyż zachęcał katedry i kościoły w Niemczech do darowania części własnych relikwii do coraz bardziej imponującego zbioru Fryderyka. Relikwie – fragmenty kości świętych i inne święte memorabilia – były jeszcze jednym fundamentalnym aspektem średniowiecznej religijności, a pobożny pielgrzym, który przybył je zobaczyć, uzyskiwał odpuszczenie win. Do prawdziwych osobliwości reformacji należy i to, że Fryderyk Mądry, uparcie chroniący Lutra przed konsekwencjami krytyki średniowiecznej duchowości, jednocześnie powiększał swoją kolekcję relikwii. Ta do 1520 roku, kiedy sporządzono ostatni spis inwentarza, osiągnęła rozmiar 18 tysięcy 970 pojedynczych przedmiotów i była jedną z największych na terenie Niemiec. Najcenniejsze, rzadkie obiekty, takie jak flakon z mlekiem z piersi Matki Boskiej czy gałązka krzewu gorejącego, przechowywano w przepięknych, złotych bądź srebrnych kasetach19. Wystawiona na widok pielgrzymów kolekcja wypełniała szczelnie osiem bocznych kaplic kościoła zamkowego. W dzień Wszystkich Świętych nie raczono długimi kazaniami pielgrzymów, którzy przybywali tłumnie, by zyskać sobie łącznie milion 900 tysięcy dni odpustu, jakie wytrwały gość mógł zdobyć, odwiedzając całe zbiory. Od 1509 roku do jego dyspozycji był ilustrowany katalog z 124 drzeworytami Lucasa Cranacha, służący za przewodnik po skarbach20.

Nawet kiedy nie wystawiano relikwii, w kościele nieustannie coś się działo. Jak wynika z rachunków, w 1517 roku przy jego ołtarzach odprawiono 9 tysięcy mszy, a zmarłym zapalono 40 tysięcy świec21. Był to spory interes i gdyby w drodze do domu Luter wstąpił do kościoła miejskiego, zastałby prawie nienaruszony dawny stan rzeczy. Bo mieszkańcy Wittenbergi, jakkolwiek proste były ich domostwa i mimo szyderczej pogardy intelektualistów, nie byli skłonni zezwolić elektorom na wszystko. Przez długie lata rada miejska uparcie stała na straży swych praw do przyległych terenów wiejskich. Negocjacjami i sposobem, przy umiejętnym wykorzystaniu zmiennej sytuacji władzy książęcej, Wittenberga zdobyła sobie istotne przywileje: prawo bicia monety i przywilej sprawowania sądów. Jej gildie kupieckie zainwestowały krocie we własne instytucje, wśród których były także zbożne towarzystwa opłacające msze za dusze swoich świętej pamięci członków. Tak więc wittenberska fara pełna była ołtarzy i kaplic bocznych, w których tłumek księży nieustannie modlił się za dusze w zaświatach.

Katalog relikwii Fryderyka Mądrego z ilustracjami Lucasa Cranacha. Kolekcja, której rozmiary z chwilą publikacji tego katalogu w 1519 roku były już pokaźne, miała nadal się rozrastać, nawet kiedy sprzeciw Lutra wobec odpustów nabierał impetu.

Tak w 1513 roku przedstawiał się świat Lutra: miasto liczące 384 domostwa, położone z dala od centrów kultury i poloru miejskiego życia innych części Niemiec, Flandrii czy Italii. Tutejszy, nowo powstały uniwersytet ufundowany w 1502 roku trudno było zaliczyć do najjaśniejszych gwiazd na intelektualnym firmamencie Europy, na którym błyszczały czcigodne średniowieczne instytucje Paryża i Bolonii, Leuven i Kolonii. Było to tak naprawdę najmniejsze miasto, w którym Lutrowi przyszło dotąd mieszkać, i nigdy nie pozbył się wrażenia, że ma zasadniczo prowincjonalny charakter. Jednak zarówno miasto, jak i uniwersytet, korzystające na patriotyzmie lokalnym elektora, odznaczały się silnym poczuciem tożsamości. Nie miały tu miejsca sceny napięć między patrycjatem a miejskimi rzemieślnikami, które tak skomplikują losy reformacji w miastach w dużej części Rzeszy. Choć Luter mógł czasami tęsknić za większą ogładą dużych ośrodków, Wittenberga okazała się w rzeczywistości środowiskiem niezmiernie przychylnym jego wieloletnim wysiłkom badawczym. Gdy głoszone przez niego poglądy wywołały skandal, miasto i jego włodarze wykazali się niezachwianą lojalnością i opowiedzieli po jego stronie.

RZEMIOSŁO NAUKOWE

Lutrowi nie udałoby się przeprowadzić reformacji – a nawet nie pozostałby przy życiu – gdyby nie oparcie, jakie znalazł w Wittenberdze: ze strony swego uparcie opiekuńczego elektora, Fryderyka Mądrego, ze strony kolegów na uniwersytecie, ze strony mieszkańców, którzy począwszy od 1514 roku jako pierwsi mieli okazję docenić niezwykłą siłę jego kazań. W ciągu całego życia Luter miał im się hojnie odwdzięczyć za okazaną lojalność. Wraz z awansem Lutra na najsłynniejszą osobę w Niemczech Wittenberga stała się magnesem dla tych mieszkańców cesarstwa oraz cudzoziemców, którzy uważali go za duchowego przywódcę i protektora. Niezliczone rzesze kupowały kolejne wydania jego pism. W chwili jego śmierci w 1546 roku Wittenberga transformację miała już za sobą.

Skalę tej przemiany poznamy, jeśli dotrzymamy Lutrowi towarzystwa podczas jeszcze jednego spaceru przez miasto, które zdążył już – być może z pewnymi oporami – uznać za swój dom. Mamy rok 1543, a Luter wciąż mieszka w klasztorze augustianów. Tyle że nie ma w nim już zakonników – usunięci kilka lat po wypowiedzeniu przez Lutra posłuszeństwa papieżowi padli ofiarą nowej teologii przeczącej istnieniu czyśćca i podcinającej duchowe korzenie zakonnego życia kontemplacyjnego. Władcy niemieckich miast i księstw wyciągnęli chciwe ręce po własność kościelną, która wcześniej przeważała w wiejskim i miejskim krajobrazie Europy. W Wittenberdze wdzięczny elektor przekazał cały klasztor augustiański najsłynniejszemu z jego dotychczasowych mieszkańców. Dzisiaj budynek wciąż jest znany jako Lutherhalle i mieści wspaniałe muzeum poświęcone życiu Lutra i zapoczątkowanemu przezeń ruchowi.

Przez kilka lat Luter mieszkał samotnie, ale w 1543 roku były klasztor znów tętnił życiem. W 1525 roku reformator, którego nie obowiązywały już śluby zakonne, ożenił się. To wydarzenie, małżeństwo byłego mnicha z Katarzyną von Bora, zbiegłą zakonnicą, wstrząsnęło światem chrześcijańskim i potwierdziło najgorsze obawy rosnącego kręgu jego krytyków. Czyżby jedność zachodniego Kościoła utracono z powodu żądzy ciała jednego człowieka? Jednak ten skandaliczny związek przyniósł Lutrowi niebywałe szczęście osobiste. Na świat przyszły dzieci, a on odtąd czerpał nie mniejsze zadowolenie ze swej roli ojca rodziny niż ze swoich duchowych dociekań. Katarzyna okazała się poza tym zręczną zarządczynią domostwa pełnego teraz studentów i lokatorów, z których co bardziej uprzywilejowani towarzyszyli Lutrowi w posiłkach, popijając przy rozmowie.

Tym razem droga Lutra przez miasto nie byłaby już raczej tak szybka. Szczupły, energiczny zakonnik z 1513 roku to już odległe wspomnienie. Postura Lutra jest teraz widocznym świadectwem siedzącego trybu życia i obfitego wiktu (Katarzyna prowadziła świetnie prosperujące gospodarstwo warzywne oraz własny browar). Poza tym Wittenberga jest teraz tłocznym ośrodkiem pełnym studentów i nauczających ich wykładowców. Raczej mało prawdopodobne, by Luter mógł przejść większy dystans i nie zostać zatrzymany przez pozdrawiającego go znajomego. Raptem kilka metrów od niego, przy ulicy Kolegialnej (Collegienstraße) stoi dom przyjaciela, Filipa Melanchtona. Luter poczytywał sobie za jedno ze swoich największych osiągnięć, że udało mu się ściągnąć go do Wittenbergi. Przez lata martwił się, że może skusić go inna uczelnia, a po tym, jak wokół sprawy odpustów rozpętała się burza, czynił sobie gorzkie wyrzuty, że że przez jego porywczość pozyska Melanchtona, z natury stroniącego od konfliktów, pogardzany przezeń miejscowy rywal, Lipsk. Jednak Melanchton dał się poznać nie tylko jako błyskotliwy uczony, ale także jako wierny przyjaciel. Ten związek przeciwnych temperamentów był kamieniem węgielnym, na którym powstały Kościoły reformacji.

Przy końcu ulicy Kolegialnej Luter znów znajdzie się na rynku. Tu najbardziej widać, jak zmieniła się Wittenberga. Wszedłszy na plac od strony południowo-wschodniego narożnika, Luter minie Dom pod Orłem, pokaźną gospodę wzniesioną w 1524 roku, żeby zapewnić nocleg i strawę zastępom kupców i znamienitych gości, dla których Wittenberga była żelaznym punktem na szlaku22. W południowo-zachodnim narożniku już od dawna działała wielka siedziba warsztatów Lucasa Cranacha, olbrzym mieszczący 48 izb. Pośrodku, przy Rynku pod numerem 4, znajdowała się jeszcze jedna rezydencja Cranacha, dzisiaj znana jako Dom Cranacha, imponująca czterokondygnacyjna budowla, wzniesiona w nowym stylu renesansowym.

Okna Domu Cranacha wychodziły na miejsce ożywionego handlu. Po przeciwnej stronie placu wznosił się nowy ratusz. Stary, raczej skromny budynek znany Lutrowi z jego pierwszych lat w mieście wyburzono w 1521 roku i – przy okazji inwestowania przez miasto pierwszych owoców nowego bogactwa – zastąpiono nowym ośrodkiem życia obywatelskiego. Pod pewnymi względami rajcy miejscy postąpili zbyt pochopnie, nie zaczekawszy, aż handlowy renesans Wittenbergi stanie się niepodważalnym faktem. Nowy ratusz przetrwał mniej niż 50 lat, po czym w 1573 roku zastąpiła go dumniejsza i bardziej monumentalna budowla, dziś centralny punkt rynku. Ten jest obecnie rozległym otwartym placem, ale w 1543 roku wypełniały go stragany, w tym rząd na wpół prowizorycznych kramów między ratuszem a kościołem parafialnym.

W 1543 roku w Wittenberdze panował tłok, prawdę mówiąc, miasto było poważnie przeludnione. Napływ handlarzy, kupców, a przede wszystkim studentów niemal je rozsadzał – bywały lata, kiedy studenci stanowili jedną trzecią lub nawet połowę jego populacji23. Konsekwencją był znaczny wzrost cen żywności, ubrań oraz kwaterunku. Właściciele nieruchomości przekształcali swoje domy, dobudowując kolejne piętra, by sprostać zapotrzebowaniu na dodatkowe izby. Wolne działki w obrębie murów miejskich były teraz w większości zabudowane, a drewniane domy przebudowano na kamienne. Jak większość społeczności, Wittenberga chętnie obnosiła się ze swym nowym bogactwem.

Luter najprawdopodobniej chętnie umknąłby wrzawie targowiska, by schronić się we wnętrzu pobliskiego kościoła parafialnego. To właśnie ta świątynia, nie kościół zamkowy na przeciwnym końcu miasta, była teraz jego duchowym domem. To w nim w 1514 roku, dzięki kazaniom głoszonym z hipnotycznym przekonaniem i pasją, zaczął budować swój olbrzymi autorytet wśród mieszkańców Wittenbergi. W 1543 roku dzielił obowiązki kaznodziei ze swym wielkim przyjacielem, Johannesem Bugenhagenem.

W oczach starszych mieszkańców Wittenbergi obecny kościół w niczym nie przypominał świątyni sprzed 30 lat. Nie dało się przeoczyć wpływu reformacji Lutra, zwłaszcza w wewnętrznym wystroju. Zniknęły liczne boczne ołtarze z księżmi odprawiającymi msze oraz nieprzerwanymi pomrukami błagalnych modlitw. Zamiast tego cała energia duchowa koncentrowała się na głównym nabożeństwie. Wprowadzono zmiany w wyposażeniu kościoła, tak by odzwierciedlało nowy charakter nabożeństwa zboru skupionego wokół modlitwy, czytania Biblii, śpiewania hymnów i słuchania kazań. Wittenberga, dość nietypowo jak na miasto tej wielkości, miała tylko jeden kościół parafialny, więc na niedzielnym nabożeństwie gromadziła się cała społeczność. Tutaj mogli usłyszeć Lutra, nauczającego nawet 4 tysiące razy w ciągu 30 lat, które spędził jako ich duszpasterz. Wielbiciele Lutra przebywali wiele kilometrów, by dostąpić przywileju, który dla mieszkańców Wittenbergi był powszednim doświadczeniem. To pomaga zrozumieć niezwykłe oddziaływanie tego człowieka na jego własną społeczność.

Rola Lutra jako miejskiego kaznodziei w pewnym stopniu przyćmiła rangę kościoła zamkowego, zwłaszcza gdy elektora nie było na zamku. Fryderyk Mądry zmarł w 1525 roku, wciąż uparcie wierny tradycyjnej doktrynie katolicyzmu oraz swemu słynnemu profesorowi. Jednak pod wpływem Lutra po cichu spakowano jego niesamowitą kolekcję relikwii, a już od 1522 roku nie wystawiano ich na widok publiczny i pielgrzymi szukający obietnicy zbawienia musieli odtąd udawać się gdzie indziej. Następcy Fryderyka, jego brat Jan (który rządził od 1525 do 1532 roku) oraz bratanek Jan Fryderyk (panujący w latach 1532–1547) byli jeszcze bardziej konsekwentni w poparciu dla Lutra. Pod tym względem miał on niewątpliwe szczęście. W 1543 roku wyprawy Lutra poza Wittenbergę zwykle były związane z nabożeństwami dla rodziny elektorskiej lub z kazaniami w ich rezydencjach.

Tak więc opuściwszy farę, Luter raczej nie skierowałby kroków ku zamkowi. Zamiast tego skręciłby w prawo i odbił od rzeki w północny kwartał mieszkalny. Tutaj swoje siedziby ulokowała większość wittenberskich drukarzy. Luter żywo interesował się publikacją swoich książek, a rój drukarzy, księgarzy i introligatorów wypełniający warsztaty tej ruchliwej dzielnicy był bodaj najradykalniejszym świadectwem transformacji Wittenbergi.

W 1513 roku, gdy po raz pierwszy towarzyszyliśmy mu w drodze przez Wittenbergę, Luter nie musiałby odchodzić daleko, by odwiedzić miejscowych drukarzy, ponieważ drukarnia uniwersytecka mieściła się w bezpośrednim sąsiedztwie klasztoru augustianów. Znajdowała się tam jedyna działająca w tamtym czasie prasa w mieście. Tamtego roku odbito na niej zaledwie 10 dzieł, wszystkie po łacinie i wszystkie przeznaczone na użytek studentów i profesorów uczelni: kopie wykładów, podręczniki i tym podobne24. Mimo że drukarz Johann Rhau-Grunenberg był znany z tego, że pracuje powoli, odbicie takiej liczby dzieł, jaką sugerują zachowane książki, nie mogło angażować jego prasy dłużej niż tylko niewielką część roku25. Natomiast w 1543 roku Wittenberga utrzymywała sześć pracujących na wysokich obrotach warsztatów odpowiedzialnych za jakieś 83 wydawnictwa. Połowę z nich stanowiły teksty po niemiecku, połowę po łacinie, a większość egzemplarzy była przeznaczona na eksport. Jeśli dodamy do tego cały wachlarz pobocznych usług świadczonych na potrzeby tej branży przez hurtowników, introligatorów, woźniców i kupców odpowiedzialnych za skomplikowane transakcje monetarne w obrocie na duże odległości, okaże się, że rzemiosło wydawnicze było jedną z największych gałęzi gospodarki kwitnącego miasta. Najlepiej prosperujący z jego przedstawicieli, wydawca Moritz Goltz, należeli do najbogatszych mieszkańców26.

Surowe statystyki dają nam jedynie częściowe wyobrażenie o tej transformacji, niemniej robią duże wrażenie. Między 1502 a 1516 rokiem pięciu kolejnych drukarzy wydało w sumie 123 książki, co daje średnią 8 dzieł na rok27. Wszystkie napisane po łacinie, a większość z nich bardzo krótka. Nie wygląda na to, by taki wynik pozwalał drukarzom na zapewnienie sobie egzystencji. Branża balansowała na granicy rentowności, prawdopodobnie utrzymując się wyłącznie dzięki bezpośredniemu dofinansowaniu od elektora i uczelni28. Z kolei między 1517 a 1546 rokiem wittenberscy wydawcy wprowadzili na rynek co najmniej 2 tysiące 721 dzieł, wypuszczając średnio około 91 tytułów rocznie29. To około 3 miliony pojedynczych egzemplarzy, wśród których jest wiele przełomowych dzieł epoki, w tym liczne wydania niemieckiej Biblii Lutra.

Do tego ogromnego rozkwitu w gruncie rzeczy nowego rzemiosła doszło dzięki Marcinowi Lutrowi. Jedna na trzy książki wydawane w tamtych dekadach była własnym dziełem Lutra, a kolejne 20 procent autorstwa jego wittenberskich kolegów lub zwolenników30. Jeszcze w 1543 roku, kiedy emocje pierwszych lat były już odległym wspomnieniem, połowę publikowanych książek stanowiły dzieła Lutra bądź Filipa Melanchtona. Efekt Lutra okazał się długotrwały. Nawet po jego śmierci branża nie przestawała się rozwijać – wypuściła 165 nowych wydań w 1563 roku i ponad 200 każdego roku ostatniej dekady stulecia. Wittenberga była teraz największym ośrodkiem wydawniczym Niemiec i przyćmiewała uznane centra produkcji książek, takie jak Strasburg czy Kolonia, a prześcigała nawet tak potężne pod tym względem, jak Augsburg i Norymberga31.

Dzięki swemu ulubieńcowi Wittenberga obaliła rządy żelaznej ekonomii rzemiosła księgarskiego i zadała kłam pozornej złotej zasadzie, że główne ośrodki produkcji mogą znajdować się wyłącznie w najważniejszych miastach handlowych kontynentu. Transformacja ta zaskoczyła wielu współczesnych, w tym samego Lutra, który nie mógł do końca dociec przyczyny swej nadzwyczajnej popularności jako autora. Naturalnie przypisywał ten stan rzeczy interwencji miłosiernego Boga – uważał, że druk to technologia zesłana przez Niebo w celu krzewienia Słowa Bożego i rugowania błędów. W rzeczywistości, jak się przekonamy, droga Wittenbergi do statusu wydawniczego giganta wcale nie była prosta. Przez kilka lat po tym, jak śmiałe wyzwanie Lutra wywołało w Niemczech wstrząs sejsmiczny, większość jego prac wydawano gdzie indziej. Wittenberscy drukarze – przede wszystkim zaś początkowo jedyny drukarz Wittenbergi, Rhau-Grunenberg – mieli wyraźne trudności ze sprostaniem zdumiewającemu apetytowi na pisma miejscowego proroka. Trzeba było czasu, a także bezpośredniej interwencji Lutra, by rozwinęło się rzemiosło zapewniające dostępność dzieł reformatora w jego własnym mieście. Jednocześnie na drodze stopniowego procesu ci nowi przybysze pomogli wypracować szczególny wygląd książki, który na zawsze ukształtował wizerunek Lutra w szerokim świecie i radykalnie odmienił profil klienteli branży księgarskiej.

Transformacja, o której mowa, w gruncie rzeczy przedmiot tej książki, to w istocie trzy mniejsze przemiany: Lutra – z poważnego zakonnika w autora bestsellerów, rzemiosła księgarskiego, którego dawny fundament w postaci akademickich ksiąg pisanych po łacinie runął pod wpływem narodzin rynku masowego odbiorcy, i wreszcie Wittenbergi. Miasto ukształtował Luter, a piorun, który przyniósł impuls miejscowej gospodarce, miał swoje echa w postaci mniejszych zmian, ponieważ inne miasta Niemiec także skorzystały na ogromnym popycie na nowy typ literatury.

Marcin Luter był teologiem o wielkiej przenikliwości, charyzmatycznym przywódcą i kaznodzieją, pisarzem obdarzonym wielkim zapałem i talentem. Był jednak także bez wątpienia głównym motorem wittenberskiej gospodarki. Żadna inna siła nie uczyniłaby z małego, peryferyjnego miasta stolicy druku w kraju Gutenberga – a tak przez około 80 lat po 1517 roku miały niespodziewanie wyglądać koleje losu Wittenbergi. To właśnie te dwie historie – duchowo-teologiczną i gospodarczo-handlową – należy połączyć w jedno, żeby uświadomić sobie niebywałe oddziaływanie reformacji. Tym sposobem Wittenberga, niewielkie pograniczne miasto na obrzeżach cywilizacji, miała ponieść wspólną z Lutrem odpowiedzialność za rozniecenie płomienia jednego z najbardziej rewolucyjnych ruchów minionego tysiąclecia.

ROZDZIAŁ 2DOJRZEWANIE REWOLUCJONISTY

Pierwsze lata Marcina Lutra w Wittenberdze to okres poszukiwań i eksploracji, jego późniejsza sława nie była żadną miarą przesądzona. Za dowód niech posłuży nam niezwykły dokument sporządzony w 1515 roku przez nieznanego autora, humanistę – lista zawierająca szkice biograficzne 101 profesorów związanych z uniwersytetami w Lipsku, Wittenberdze i Frankfurcie nad Odrą32. Żadna z tych instytucji nie znajdowała się w czołówce europejskich uniwersytetów. Lipską szkołę ufundowano w średniowieczu, ale te w Wittenberdze i Frankfurcie nad Odrą założono bardzo niedawno – żadna nie liczyła sobie więcej niż 20 lat. Lista, która nie doczekała się publikacji, stanowiła prawdopodobnie część kampanii rekrutacyjnej tych trzech uniwersytetów w północno-wschodnich Niemczech. Jednak nawet w tym nieszczególnie wybitnym towarzystwie zabrakło w miejsca dla profesora biblistyki z Wittenbergi, Marcina Lutra.

Powód tego niedocenienia można łatwo ustalić. Chociaż w 1515 roku Luter był już stałym członkiem kadry uniwersytetu w Wittenberdze, to nie miał na koncie żadnych publikacji. Jego pierwsze, nieśmiałe próby drukiem zaczęły się dopiero w następnym, 1516 roku poprzedzającym spór o odpusty. Za to w ciągu czterech kolejnych lat Luter stanie się jednym z najbardziej znanych ludzi w Niemczech, uwielbianym lub potępianym za śmiałe, wyzywające sądy, które doprowadziły Kościół do wrzenia, a Cesarstwo Niemieckie do kryzysu ustrojowego.