Manson. Ku zbrodni - Jeff Guinn - ebook
Opis

Jak unikającemu mydła analfabecie o wzroście 163 centymetrów udało się stać nowym wcieleniem Chrystusa, który mówił: „Zabij dla mnie, zgiń dla mnie”?. Jak cwaniak, którego z Hitlerem łączył paskudny charakter, kompleks niskiego wzrostu i atawistyczny strach przed silniejszymi samcami innych ras mógł stać się jedną z ikon lat 60.? Trzy członkinie jego sekty, Susan Atkins, Patricia Krenwinkel i Leslie Van Houten najpierw zaszokowały Amerykę okrutnymi morderstwami w domach Romana Polańskiego i małżeństwa LaBianca. A następnie ekscentrycznym zachowaniem, demonstracyjnie kpiąc ze swoich ofiar i radośnie zmierzając do celi śmierci. Na czole rozżarzoną szpilką wypisały sobie X na znak, że wypisują się ze świata tak zwanych tradycyjnych wartości. Kim był człowiek, który pchnął je ku zbrodni?
Autor bestsellerowych biografii Jeff Guinn odkrył nieznane fakty z życia Mansona, a także nowe szczegóły zbrodni na Sharon Tate. Stworzył jednocześnie porywającą opowieść o zbrodni i o brutalnym końcu raju dzieci-kwiatów.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 898

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Podstawa przekładu: Jeff Guinn, Manson: The Life and Times of Charles Manson, Simon & Schuster, Nowy Jork, 2014

Tłumaczenie: Krzysztof Kurek

Redakcja: Roman Honet

Korekta: Bartosz Choroszewski

Projekt okładki: Ula Pągowska

Skład: Małgorzata Reda-Głuchowska

Zdjęcia: Allan Tannenbaum/Polaris/East News, Granger Collection/BE&W, Mptv.net/BE&W, Everett Collection/East News, AP Photo/Wally Fong/East News, Keystone Pictures USA/eyevin/Fotolink/East News,AP Photo/File/East News, Afp/East News

ul. Czerska 8/10

00-732 Warszawa

Wydawnictwo książkowe:

Dyrektor wydawniczy: Małgorzata Skowrońska

Redaktor naczelny: Paweł Goźliński

Koordynacja projektu: Joanna Cieślewska

© Copyright by 24Words LLC 2013

© Copyright by Simon & Schuster 2014

© Copyright for the Polish Edition by Agora SA 2015

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2015

ISBN: 978-83-268-1749-6 (epub), 978-83-268-1750-2 (mobi)

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Dla Rogera Labriego
PROLOG
Charlie w klubie Whisky[1]

Pewnej letniej nocy 1968 roku trzy auta powoli toczyły się po Sunset Boulevard w Los Angeles[2]. Zmierzały w kierunku najbardziej rozrywkowego odcinka tej długiej i krętej ulicy – niespełna trzykilometrowego ciągu klubów nocnych, sklepików i restauracji, nazywanego Sunset Strip. Miejsce to uchodziło wówczas za centrum awangardowej kontrkultury amerykańskiej. Odległa od niego o ponad sześćset kilometrów na północ dzielnica Haight-Ashbury w San Francisco wciąż jeszcze cieszyła się reputacją stolicy ruchu flower-power i hippisowskich imprez[3]. Jednak we wszechobecnej narkotycznej przemocy już dawno pogrzebano tam misję poprowadzenia świata ku nowej erze oświecenia dzięki wspaniałej muzyce, wolnej miłości, poszerzającym świadomość psychodelikom i pogardzie dla kapitalistycznych poglądów klasowych. Na Sunset Strip także królowały muzyka, seks i narkotyki, ale tylko nieliczni ludzie w pobudzonym tłumie na ulicy udawali, że ich motywacja wykracza poza zwykłe folgowanie przyjemnościom. Ameryką targały kolejne obywatelskie bunty przeciwko wojnie w Wietnamie i zamieszki na tle rasowym, a na Strip niewielkie rozruchy wybuchły jedynie po zamknięciu popularnego klubu i wprowadzeniu godziny policyjnej obowiązującej od dwudziestej drugiej dla młodzieży poniżej osiemnastego roku życia[4]. Młodzi napływali do Haight z nadzieją, że odnajdą upragnioną utopię. Do Los Angeles natomiast przybywali, by poznać celebrytów i spełnić marzenia o sławie oraz bogactwie. Pożywkę dla takich mrzonek stanowił egalitaryzm panujący na Sunset Strip. Gwiazdy dające występy lub tylko bywające w tutejszych sławnych klubach beztrosko mieszały się ze zwykłą publiką, przyjacielsko konwersując z każdym jak równy z równym[5]. Ci, którym udało się odnieść sukces w branży muzycznej, chętnie dzielili się radami z nieustannie napływającymi do Los Angeles spragnionymi sławy artystami. Ci ostatni zaś żywili przekonanie, że ich spisane na kolanie piosenki o miłości, duchowości i rewolucji uczynią z nich gwiazdy równe Beatlesom.

Młodzieńcy kierujący trzema samochodami przedzierającymi się przez Sunset Boulevard – niekiedy manewrowanie autem w korkach i pośród tłumów na Strip zabierało parę godzin – chcieli spędzić noc na zabawie i napawaniu się sławą, na którą z trudem zapracowali. Terry Melcher, Gregg Jakobson i Dennis Wilson przyjaźnili się od lat. Każdy z nich dotarł na szczyt w branży muzycznej: Melcher był producentem, Jakobson łowcą talentów i organizatorem sesji nagraniowych, natomiast Wilson zdobył sławę jako perkusista w zespole Beach Boys, a więc cieszył się największą popularnością spośród trójki przyjaciół. Wszyscy należeli do nieformalnego towarzystwa Złotych Penetratorów (ang. The Golden Penetrators)[6]. Przynależność do niego była zastrzeżona wyłącznie dla osób uprawiających seks z kobietami z najsłynniejszych rodzin show-biznesu. Nie było to wcale jakieś szczególnie ekskluzywne grono, bowiem owe panie były równie rozwiązłe co mężczyźni, którzy się za nimi uganiali. Melcher, Jakobson i Wilson, wspólnie tworzący wyjątkowo wpływowy triumwirat, beztrosko oddawali się hedonistycznym rozrywkom. W mieście, gdzie moralne czy prawne ograniczenia od dawna nie obowiązywały osób sławnych, żyli zgodnie z filozofią: „My to my, nie ma żadnych zasad, możemy wszystko”[7].

Kiedy celebryci z Los Angeles chcieli zabawić się dyskretnie podczas nocnych wypadów do miasta, wybierali kluby, w których wysokie opłaty za stałe członkostwo umożliwiały wstęp jedynie największym gwiazdom. Tej nocy Melcher, Jakobson i Wilson mieli wyjątkowo towarzyski nastrój. W końcu przyjemność bycia sławnym polegała też na tym, że mogli cieszyć się towarzystwem nadskakujących im fanek, demonstrując postawę zgodną z maksymą noblesse oblige. Istniała przecież znacząca różnica pomiędzy przyjmowaniem wyrazów uznania ze strony zachwyconych pięknych kobiet a obmacywaniem przez zgraje niechlujnych nastolatek. Popularne ogólnodostępne kluby na Sunset Strip oferowały specjalne udogodnienia dla odwiedzających je gwiazd, na przykład zastrzeżone miejsca siedzące. Reszta gości mogła jedynie przyglądać się z dystansu celebrytom, kiedy na pewien czas opuszczali parkiet taneczny i siadali przy drinkach. Dla wszystkich taniec stanowił wielką atrakcję nocnych zabaw na Strip. Kiedy na scenie trwały występy na żywo, wymagano szczególnej atencji dla wykonawców. Ale pomiędzy kolejnymi koncertami didżeje puszczali muzykę z płyt i wtedy można było do woli popisywać się na parkiecie, starając się prześcignąć innych w popisach tanecznych.

Melcher, Jakobson i Wilson należeli do gigantów sceny muzycznej Los Angeles, dlatego udali się do odpowiednio ekskluzywnego lokalu. Klub Whisky a Go Go, znajdujący się na skraju Beverly Hills, był najsłynniejszy nie tylko w mieście, ale prawdopodobnie w całej Ameryce[8]. Wszystkie czasopisma, od „Time’a” po „Playboya”, wychwalały go jako najmodniejsze miejsce, gdzie trzeba się pokazywać. Co noc, parę godzin przed otwarciem lokalu około godziny drugiej trzydzieści, przed wejściem ustawiały się długie kolejki ciągnące się przez kilka przecznic. Opłaty za wstęp zniechęcały biedaków i wszelkiego rodzaju hałastrę. Bywalcy natomiast mogli być pewni mocnych wrażeń, daleko wykraczających poza to, co oferowały inne kluby na Sunset Strip. W Whisky a Go Go nagrywano bestsellerowe albumy koncertowe. Regularnie zjawiały się tam tuzy sceny muzycznej; ostatnio wśród gości byli Jimi Hendrix, Neil Young i Eric Clapton. Hendrix i Young nawet wskoczyli na scenę i wzięli udział w spontanicznym jam session. Nierzadko właśnie dzięki występom w Whisky mało znani lokalni artyści nagle zdobywali rozgłos, jak The Turtles, Eric Burdon czy The Animals. Ponadto klub jako jeden z pierwszych na Sunset Strip organizował występy czarnoskórych muzyków. Zaszczycili go swoją obecnością między innymi Buddy Guy czy zespół Sly & the Family Stone. A kiedy występował Little Richard, przyszli go posłuchać bogowie rocka – Mick Jagger i Keith Richards z Rolling Stones[9]. Każda wizyta w Whisky okazywała się wyjątkowa. I każdy w Los Angeles, kto chciał być na fali, musiał trafić na scenę tego klubu[10]. Bawili się tutaj nawet Elizabeth Taylor i Richard Burton.

Tłumy gości sprawiały, że w pobliżu klubu każdej nocy brakowało wolnych miejsc parkingowych, jednak dla Melchera, Jakobsona i Wilsona nie stanowiło to problemu. Obsługa parkingów w rejonie Sunset Strip zawsze potrafiła gdzieś zaparkować samochody należące do gwiazd. Melcher przekazał parkingowemu kluczyki do swojego czarnego czterodrzwiowego kabrioletu marki Mercedes[11]. Jakobson przyjechał czarnym pontiakiem z 1939 roku w idealnym stanie. Właśnie wymienił na niego swoje porsche, bo miał ochotę na stylową przejażdżkę w stylu retro. Wilson podjechał rolls-royce’em w kolorze burgundu – autem, które niedawno podarował mu starszy brat Brian, wiodący samotnicze życie lider Beach Boys. Gdy wszyscy trzej wkroczyli do Whisky – nie musieli stać w kolejce ani płacić za wstęp – natychmiast ściągnęli na siebie spojrzenia wszystkich gości. Wilsona – postawnego, przystojnego mężczyznę – bez trudu rozpoznałby chyba każdy pasjonat muzyki w Ameryce. Melcher i Jakobson nie mieli nazwisk aż tak głośnych w kraju, ale towarzystwo tłumnie zgromadzone w Whisky świetnie znało scenę muzyczną Los Angeles i doskonale wiedziało, kim oni są.

Inaczej rzecz się miała z czwartym imprezowiczem, który przyjechał rolls-royce’em Dennisa Wilsona. Dla gapiów stojących przed wejściem do Whisky mniej więcej trzydziestotrzyletni Charles Manson nie był nikim wyjątkowym. Po prostu jeden z tysięcy ambitnych twórców piosenek i wykonawców, którzy zjeżdżali do Los Angeles z myślą o podpisaniu kontraktu na płytę i zyskaniu statusu supergwiazdy. Manson był chudy i niski – miał około stu sześćdziesięciu dwóch centymetrów wzrostu. Przez większość mijającego lata udawało mu się korzystać z przychylności perkusisty Beach Boys, który często udzielał gościny rozmaitym przybłędom w swoim luksusowym drewnianym domu przy Sunset Boulevard. Większość z nich znikała po dobie lub dwóch. Manson jednak nie zamierzał pójść ich śladem. Przez pewien czas gospodarzowi nawet to odpowiadało. Manson tworzył ciekawe piosenki i miał intrygującą filozofię życiową, nakazującą między innymi wyrzeczenie się indywidualności. Stale otaczał go orszak zakochanych dziewcząt, które za jego przyzwoleniem ochoczo oddawały się wszelkim formom seksu, jakich tylko zapragnął ich dobroczyńca z Beach Boys. Dzięki temu Wilson spędził lato na realizowaniu erotycznych fantazji, którym mógł oddawać się o dowolnej porze dnia czy nocy bez wychodzenia z domu. Niestety, musiał często bywać u lekarza, ponieważ wciąż zarażał się od dziewcząt Mansona rzeżączką. Pomiędzy kolejnymi seksualnymi wybrykami Wilson zachwalał piosenki Mansona przed kolegami z Beach Boys i znajomymi z branży muzycznej Los Angeles. Jak dotąd jednak na nikim nie zrobiły dużego wrażenia i nikt nie zaproponował niechlujnemu włóczędze kontraktu na nagranie płyty, którego ten tak żarliwie pragnął. Charlie mimo wszystko wykazywał się niezachwianą wiarą we własny talent oraz w to, że Wilson nie tylko może, ale wręcz ma obowiązek go promować.

Manson zakładał, że Wilson zawsze powinien go zabierać ze sobą podczas wyjść na imprezy lub do klubu[12]. Dzielił się z nim wszystkim, co miał – swoją muzyką, dziwacznymi poglądami oraz kobietami – i oczekiwał, że Wilson będzie postępował tak samo. Był to jednak nierówny układ i z czasem Dennis zaczął mieć go dosyć. Perkusistę irytowało, że Manson nieustannie go zadręcza prośbami, by nakłonił kolegów z Beach Boys do nagrania jego piosenek. Poza tym miał dość, że Manson i jego ludzie beztrosko na nim pasożytowali. Poważnie nadszarpnęli jego fortunę, a w tym czasie poziom sprzedaży płyt i biletów na koncerty Beach Boys niepokojąco spadał. Pewnego dnia podopieczni Mansona nawet rozbili nieubezpieczonego mercedesa perkusisty. Ponadto bez końca podsuwali mu rachunki za lekarzy i dentystów. Przetrząsali również garderobę Wilsona i cięli na kawałki jego ubrania, by robić sobie patchworkowe stroje. Wprawdzie mieli w zwyczaju grzebać w śmietnikach supermarketów w poszukiwaniu żywności, ale też dzień w dzień bez opamiętania opróżniali lodówkę i spiżarnię Wilsona. Co więcej, uważali, że mogą korzystać z jego otwartych rachunków kredytowych w sklepach. Kiedy gospodarz wyjechał w krótką trasę koncertową Beach Boys, goście przebywający w jego domu wzięli na krechę produkty o wartości ośmiuset dolarów w miejscowym sklepie z nabiałem, codziennie zamawiając najdroższe gatunki sera, jogurty i świeże soki[13]. Wilson akceptował ideę dzielenia się wszystkim, ale coraz częściej myślał, że byłoby dobrze, gdyby żerujące na nim darmozjady w końcu przeniosły się gdzie indziej.

W ostatnich tygodniach Wilson zaczął bać się Mansona[14]. Menedżerowie Beach Boys, zaniepokojeni bliskimi kontaktami ich podopiecznego z tak podejrzaną postacią, zbadali przeszłość Charliego i poinformowali Dennisa, że gość przebywający w jego domu odsiadywał kiedyś wyrok za rozbój z bronią w ręku, a obecnie przebywa na zwolnieniu warunkowym. Na Wilsonie nie zrobiło to wrażenia. Od początku zdawał sobie sprawę, że jego nowy kumpel ma kryminalną przeszłość. Manson często mawiał, że jego ojcem było więzienie, a matką – ulica. Powiązania ze światem przestępczym imponowały wielu młodym ludziom w czasach, gdy modne było przekonanie, że rząd jest ich największym wrogiem. Jednak im dłużej Manson i jego banda mieszkali u Wilsona, tym bardziej filozoficzne tyrady Charliego nabierały mrocznego wydźwięku. Manson najwyraźniej był przeświadczony o swojej władzy nad życiem i śmiercią znajomych, w tym również sławnego opiekuna. Pewnego dnia przytknął Wilsonowi nóż do szyi i zapytał, jak perkusista czułby się, gdyby mu poderżnął gardło. Wilson odburknął: „Zrób to”, a Manson natychmiast cofnął rękę. Cóż, fakt, że Wilson po tym zdarzeniu nadal kumplował się z Mansonem, wiele mówi o autodestrukcyjnych skłonnościach muzyka.

Wilson i jego znajomi z grona Złotych Penetratorów mieli nadzieję, że tej nocy wizyta w Whisky a Go Go uprzytomni wreszcie Mansonowi, gdzie tak naprawdę jest jego miejsce. Niezależnie od tego, w co Charlie wierzył, korzystanie ze szczodrości wielkiej gwiazdy nie czyniło sławnym jego samego. Klub był przybytkiem najbardziej wyszukanego lansu, siedliskiem modnej awangardy, miejscem onieśmielającym dla wszystkich spoza tego ekskluzywnego środowiska. Nie był duży – wewnątrz mieściło się zaledwie około trzystu pięćdziesięciu osób[15]. Ale wystrój robił piorunujące wrażenie. Całe wnętrze zdobiły wyraziste czerwono-czarne dekoracje. Na niewielkim podeście widoczny był parkiet ze sceną pośrodku. Obok kilku ogólnodostępnych stolików wydzielono niewielki obszar z miejscami siedzącymi zastrzeżonymi dla tuzów show-biznesu. Nad parkietem wisiały szklane klatki ze skąpo odzianymi tancerkami. Kobiety prowokująco kołysały się w rytm muzyki puszczanej w czasie przerw między występami zespołów: o dwudziestej pierwszej trzydzieści i dwudziestej trzeciej trzydzieści. Artystki te nazwano „tancerkami go-go”, a ich naśladowczynie zabawiały publiczność w klubach na całym świecie.

Dla wszystkich bywalców Whisky a Go Go taniec na parkiecie był gwoździem programu. Niepisana etykieta klubu zakazywała zwracania nadmiernej uwagi na innych tancerzy. Każdy, kto się tutaj bawił, miał kierować się przekonaniem, że sam jest tak wspaniały, iż wszyscy inni powinni się gapić właśnie na niego. Nikt na nikogo nie zwracał uwagi i w żadnym razie nie wypadało dać po sobie poznać, że jest się pod wrażeniem wyczynów jakiegoś innego klubowicza. O każdej porze trudno było znaleźć wolne miejsce na parkiecie. Osoby mające ochotę potańczyć musiały czekać, aż ktoś zejdzie z parkietu, by zrobić sobie przerwę na toaletę lub złapanie oddechu. Wtedy przydawały się wyostrzony wzrok i twarde łokcie. Trzeba było ubiec innych czekających i błyskawicznie zająć zwolnione na krótką chwilę miejsce.

Melcher, Jakobson i Wilson należeli do stałych bywalców lokalu, dlatego zawsze mieli zapewnione miejsce dla celebrytów. Skierowali się tam, a Manson ruszył na parkiet, żeby potańczyć. Charlie nie mógłby wybrać lepszego sposobu na to, by się pogrążyć. Chyba żadna modnie ubrana, opętana marzeniami o sławie dziewczyna w Whisky nie miałaby ochoty na zabawę z niskim, chudym, niechlujnym nikim. Nawet jeśli Manson dostałby się jakoś na parkiet, niechybnie przepadłby w tłumie. Pewnie Wilson, Melcher czy Jakobson mogliby wykazać się dobrą wolą i wpuścić kumpla na parkiet – wszak zawsze zwalniano miejsce dla gwiazd i ich towarzyszy – ale żaden z nich nawet nie kiwnął palcem. Wiedzieli, że wkrótce wróci do nich dręczony przykrą świadomością, że pomimo całej swojej filozoficznej gadaniny i wybujałych marzeń o gwiazdorstwie pozostawał nic nieznaczącym pyłkiem w galaktyce Los Angeles.

Manson zniknął w tłumie, a trzej przyjaciele spokojnie sączyli drinki i rozmawiali. Nagle ich uwagę przykuło niecodzienne zamieszanie[16]. Rozejrzeli się i zobaczyli coś naprawdę niezwykłego jak na Whisky a Go Go: zamiast walczyć o najlepsze miejsce na zatłoczonym parkiecie, tancerze w pośpiechu opuszczali podesty. Melcher, Jakobson i Wilson wymienili zdumione spojrzenia. Podnieśli się nawet z miejsc, by mieć lepszy widok, i wtedy właśnie zobaczyli, że na środku parkietu została tylko jedna postać – Charlie Manson, wirujący w rytm muzyki puszczonej z płyty. Odchylał głowę mocno do tyłu i rozrzucał szeroko ramiona, a jego taniec stawał się coraz bardziej wariacki. Później jego trzej towarzysze zgodnie twierdzili, że wydawało się, jakby z jego palców i włosów strzelały elektryczne iskry.

Nie tylko oni przypatrywali się temu w osłupieniu. Klubowicze pierzchali z parkietu, jak gdyby spychało ich z niego jakieś pole siłowe. Po kilku chwilach stanęli wkoło jak zahipnotyzowani widokiem wirującego „derwisza”, który najwyraźniej nie zwracał uwagi na nic poza pulsującym rytmem. W ciągu kilku ostatnich tygodni Wilson, Jakobson i Melcher wiele razy widzieli, jak Manson bez specjalnego wysiłku oczarowywał znajomych podczas wspólnych posiłków czy na rozmaitych kameralnych imprezach. Niemniej aż do tego momentu nie zdawali sobie sprawy, że potrafił zintensyfikować to magnetyczne działanie i zapanować nad tłumem – nawet nad tłumem zblazowanych bywalców Whisky a Go Go. Łatwo wmawia orszakowi zachwyconych towarzyszek, że jest wszechwiedzącym guru, któremu należy się uwielbienie i posłuszeństwo. Ale do Whisky przychodziło wyrafinowane towarzystwo. Tutejsi goście nie dawali po sobie poznać, że ktokolwiek, z wyjątkiem największych gwiazd, potrafi im zaimponować. Teraz zaś wszyscy gapili się na Mansona, który jeszcze kilka chwil wcześniej nie zwracał niczyjej uwagi. Dziewczęta ze świty Charliego na ogół były proste i nędznie ubrane w zniszczoną tanią odzież z supermarketów. W Whisky natomiast bawiły się kobiety z klasą, wystrojone w najmodniejsze kreacje – one także nie mogły oderwać wzroku od Charliego. Była to reakcja daleka od zwykłego zaciekawienia, jak przyznał Jakobson. W ich oczach widać było prawdziwy podziw. „Wtedy właśnie, tego wieczoru w Whisky, uświadomiliśmy sobie, że on jest kimś naprawdę wyjątkowym” – wyznał Jakobson niemal czterdzieści pięć lat później. „Jeśli Charlie postanowił znaleźć się w centrum uwagi, dokonywał tego bez problemu zawsze i wszędzie. Bywalcy Whisky twierdzili, że widzieli już wszystko. Aż do tej nocy, kiedy zobaczyli Charliego”.

ROZDZIAŁ 1
Nancy i Kathleen[1]

Nancy Maddox uwielbiała Biblię, a jej nastoletnia córka Kathleen kochała taniec. Obie miały silne charaktery, więc musiało to rodzić problemy. Nancy Ingraham urodziła się i wychowała w leśnej głuszy stanu Kentucky. Była nieprzejednaną fundamentalistką religijną. Przyjmowała Pismo Święte literalnie. Każde słowo Biblii uznawała za prawdę. Jak to, że wszelkie złowrogie stworzenia w niej opisane – od węża w Edenie z Księgi Rodzaju po bestię o siedmiu głowach i dziesięciu rogach z Apokalipsy św. Jana – istniały w przeszłości lub miały pojawić się na ziemi, by wypełniać rozkazy szatana. Nancy kochała Boga i lękała się jego gniewu, tak jak nakazywała Biblia. Znajomi jednak nie uznawali jej za fanatyczkę[2]. Uprzejmie odnosiła się do osób o odmiennych przekonaniach i starała się ich nie osądzać, ponieważ to należało do boskich, a nie ludzkich prerogatyw. Niemniej nie miała wątpliwości, że wszyscy będą musieli odpowiedzieć przed Stwórcą za swoje czyny. Na nieskruszonych grzeszników czekały koszmarne kary, zaś ci, którzy słuchali Słowa Bożego i pozostawali mu posłuszni, mieli zagwarantowane dobre rzeczy w życiu doczesnym i wieczną szczęśliwość po śmierci.

Nancy – a dla bliskich znajomych i rodziny Nannie – przez sześćdziesiąt sześć lat życia dobitnie doświadczyła tego, że Bóg wynagradza pobożność, zgodnie z obietnicą zawartą w Piśmie Świętym. Poślubiła Charlesa Millesa Maddoxa, również z Kentucky, który po powrocie z I wojny światowej znalazł zatrudnienie na stanowisku konduktora w liniach kolejowych Chesapeake & Ohio Railroad[3]. Młoda para nie opływała w luksusy, ale zdołała zapracować sobie na wygodny status członków klasy średniej – przynajmniej według standardów prowincjonalnej Ameryki[4]. Charlie zapewniał byt rodzinie i był porządnym obywatelem, a więc kimś, kogo Nancy autentycznie mogła szanować i kochać. Należał do Bractwa Kolejarzy i Loży Masońskiej. Maddoxowie wiedli szczęśliwe życie w hrabstwie Rowan w północno-wschodnim Kentucky, a począwszy od 1911 roku, Bóg regularnie błogosławił ich małżeństwo narodzinami kolejnych dzieci. W 1911 roku zesłał im Glennę, w 1913 roku – Aileene (niekiedy nazywaną Aline), w 1915 roku – Luthera i wreszcie trzy lata później – Adę Kathleen. Kiedy najmłodsze dziecko Maddoxów miało dziesięć lat, rodzina przeniosła się dziewięćdziesiąt kilometrów na północny wschód – do kwitnącego miasta Ashland nad rzeką Ohio. Na tym obszarze spotykały się terytoria trzech stanów: Kentucky, Ohio i Wirginii Zachodniej, rzeka zaś wytyczała między nimi czytelną granicę. Ashland było wówczas tętniącym życiem portem i siedzibą wielu ważnych firm i instytucji, takich jak Ashland Oil, trzynasta co do wielkości w Stanach Zjednoczonych rafineria ropy naftowej, czy wielkie stalownie, które z czasem wykupiła korporacja American Rolling Mill Company, powszechnie znana pod nazwą Armco[5]. Barki rzeczne rozprowadzały stąd drewno i węgiel do większych metropolii, takich jak Cincinnati i Pittsburgh. Firma Chesapeake & Ohio Railroad rozwijała się znakomicie, przewożąc zarówno regularnych pracowników, jak i biznesmenów prowadzących interesy w mieście. Charlie i Nancy, którzy jeszcze w hrabstwie Rowan rozsądnie wiedli oszczędne życie, z czasem mogli pozwolić sobie na zakup domu przy Hilton Avenue w Ashland za pięć tysięcy dolarów, co w 1928 roku było całkiem pokaźną kwotą[6]. Kiedy w następnym roku gospodarka Stanów Zjednoczonych załamała się wskutek wielkiego kryzysu, Maddoxowie nie odczuli obniżenia komfortu życia. W odróżnieniu od wielu znajomych Charlie nie musiał się obawiać o utratę pracy ani wystawać w kolejkach po darmowe posiłki. Glenna zaś w tym czasie poznała miejscowego chłopaka o nazwisku Cecil Racer i w styczniu 1930 roku wzięła z nim ślub. Wesele odbyło się w domu jej rodziców, a jedna z gazet codziennych w Ashland opublikowała ujmujący artykuł o tej ceremonii. Prawie rok od daty ślubu Glenna wydała na świat córkę Jo Ann. Na rodzinę spływały kolejne błogosławieństwa. Nancy dzień w dzień w pokornym szczęściu skłaniała głowę i dziękowała Bogu[7].

Nagle wszystko zaczęło się walić. W październiku 1931 roku Charlie zaczął się uskarżać na trudności z oddychaniem. Tydzień później zmarł na zapalenie płuc. Nancy ciężko przeżyła stratę męża. Mówiła, że czuje się tak, jakby umarła razem z nim[8]. Szybko jednak znalazła pociechę w wierze. Wszak boskie wyroki mogą wydawać się niepojęte, ale nie wolno ich kwestionować. Nancy nie musiała przynajmniej martwić się o finanse. Wdowie po Charlesie Maddoxie przysługiwała kolejowa pensja w wysokości około sześćdziesięciu dolarów miesięcznie[9]. Przy starannym kontrolowaniu wydatków wystarczało jej to na wychowanie trojga dzieci, które wciąż z nią mieszkały. Nie musiała nawet iść do pracy. W tych czasach i w tej części Ameryki matki pracowały tylko w razie konieczności. Piętnastoletni Luther i trzynastoletnia Ada Kathleen, którą w domu wołano drugim imieniem, nadal chodzili do szkoły, a osiemnastoletnia Aileene rozpoczęła studia w szkole biznesu Booth Business College w Ashland z zamiarem zrobienia kariery sekretarki lub bibliotekarki.

Wówczas spadł kolejny cios. Glenna i jej mąż Cecil nieustannie się kłócili, a Nancy często przygarniała na parę dni swoją wnuczkę Jo Ann lub zabierała ją na krótkie wycieczki, żeby oszczędzić dziecku awantur rodziców[10]. Nancy modliła się, żeby Bóg dotknął serc skonfliktowanych małżonków i z powrotem zbliżył ich do siebie, ale nigdy do tego nie doszło. Glenna rozwiodła się z Cecilem i na pewien czas wraz z Jo Ann przeprowadziła się do domu matki, brata i sióstr. Nancy nie akceptowała rozwodów. W Biblii przecież napisano, że mąż i żona są ze sobą nierozerwalnie związani aż po grób. Glenna jednak pod każdym innym względem była przykładną córką, a mała Jo Ann teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebowała odpowiedniego chrześcijańskiego wychowania. Dlatego Nancy, tak jak oczekiwał tego od niej Bóg, z bólem serca przyjęła ten nowy ciężar, by nadal dzielnie zmagać się z losem.

Aileene ukończyła szkołę biznesu na początku 1933 roku i uczciła to krótką wycieczką do Ohio na drugim brzegu rzeki. W trakcie wyjazdu nabawiła się tej samej choroby płuc, która dotknęła jej ojca. Trafiła do szpitala i – podobnie jak Charlie Maddox siedemnaście miesięcy wcześniej – zmarła w ciągu tygodnia.

Nancy po raz kolejny była zdruzgotana. Wypełniała wszystkie boskie przykazania, ale teraz wyglądało na to, że Bóg zapragnął pozbawić ją wszelkiego szczęścia, którym dotąd ją obdarzał. Być może kobieta mniejszej wiary odeszłaby od religii, ale Nancy nigdy nie rozważała takiej opcji. Zamiast tego zaczęła jeszcze gorliwiej zgłębiać Pismo Święte i uprzytomniła sobie, że Wszechmocny uciekał się niekiedy do strasznych sposobów, by poddać wiernych próbie. Hiob doświadczał ogromnych cierpień, ale mimo to nie przestał oddawać czci Panu, i w końcu otrzymał za to nagrodę. W Biblii zapisano, że Bóg wynagrodził Hioba, przywracając mu dwakroć więcej dóbr, niż mu odebrał. Nancy także zamierzała wytrwać w wierze. Wprawdzie Charlie i Aileene nie mogli zostać przywróceni do ziemskiego życia, ale przecież czekali na nią w niebie. Religijne przekonania Nancy nie tylko nie osłabły, ale wręcz zyskały na sile. Postanowiła nadal wieść porządne życie i zamierzała uczynić wszystko, by stało się ono również udziałem jej ocalałego potomstwa. Tolerowała słabą wiarę u innych ludzi, inaczej jednak traktowała własne dzieci. Biblia wyraźnie mówiła o odpowiedzialności rodziców za wychowanie synów i córek w taki sposób, jakiego życzył sobie Pan. Dla Nancy oznaczało to, że dzieci muszą wierzyć we wszystko, co zapisano w Piśmie, a także przestrzegać wszelkich zasad i przykazań w nim zawartych. Jakiekolwiek odstępstwo od zachowania dyktowanego pobożnością stanowiłoby obrazę Boga, więc Nancy nie mogła na to pozwolić. Co więcej, gdyby była wobec młodzieży nazbyt pobłażliwa, sama zawiodłaby Pana. Dlatego też do obowiązków dzieci należało nie tylko czytanie Biblii i chodzenie do kościoła, ale także lektura opasłych ksiąg pomyślanych jako wprowadzenie do studiowania Pisma Świętego. Do dziś w dobrym stanie zachował się należący do Nancy osobisty egzemplarz jednej z jej ulubionych publikacji tego rodzaju: The Self-Interpreting Bible, Volume III – podręcznika dotyczącego nauk starotestamentowych proroków. Na wypadek, gdyby pozostali członkowie rodziny niezbyt dobrze rozumieli ideę absolutnego posłuszeństwa Panu, Nancy podkreśliła sobie tuszem najważniejszy ustęp z pierwszego rozdziału Księgi Izajasza[11]: „«Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie!» – mówi Pan. «Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby były czerwone jak purpura, staną się białe jak wełna. Jeżeli będziecie ulegli i posłuszni, dóbr ziemskich będziecie zażywać»”[12]. Zgodnie z biblijną metodą kija i marchewki w dwudziestym wersecie tego rozdziału, choć niepodkreślonym przez Nancy, dosadnie dopowiedziano, co stanie się w przeciwnym razie: „«Ale jeśli się zatniecie w oporze, miecz was wytępi». Albowiem usta Pańskie to wyrzekły”.

Sprawy częściowo poukładały się po myśli Nancy. Glenna poznała Billa Thomasa, palacza lokomotywy pracującego w Baltimore & Ohio Railroad. Bill marzył o posadzie inżyniera kolejowego i rzeczywiście udało mu się osiągnąć ten cel. Nancy przez wzgląd na swojego nieżyjącego męża Charliego zawsze miała słabość do kolejarzy, zaakceptowała więc wybór córki, mimo że Bill miał trudny charakter. Glenna poślubiła wybranka i razem z córeczką Jo Ann przeniosła się do niego do North Charleston w Wirginii Zachodniej, miasta odległego o blisko sto kilometrów od domu matki. Bill Thomas okazał się kochającym, choć nieco surowym ojczymem[13]. Szybko nawiązał doskonałe relacje z Jo Ann. Udane drugie małżeństwo Glenny pozwoliło Nancy skupić się na dwojgu najmłodszych dzieci, które nie chciały prowadzić pobożnego życia pomimo dobrego przykładu, jaki dawała im matka, a także wbrew jej nieustającym upomnieniom. Luther miał już osiemnaście lat, a Kathleen – piętnaście. Nancy zdawała sobie sprawę, że jeśli chodzi o chłopców, ich wychowanie musi przysparzać kłopotów z powodu naturalnej krnąbrności, na dodatek Luther nie miał odpowiedniego wzorca, jakim dla chłopca zawsze jest ojciec. Nancy nigdy nie myślała o ponownym zamążpójściu, ponieważ w duszy wciąż była głęboko związana z Charliem Maddoxem. Od kiedy zaś owdowiała, pozbawiona mężowskiego wsparcia, polegała głównie na upominaniu syna i modlitwach w nadziei, że połączenie tych dwóch metod w końcu sprawi, iż Luther wyrośnie z niedojrzałego zainteresowania niechrześcijańskimi rozrywkami.

Kathleen przysparzała matce jeszcze więcej zmartwień. Nancy wierzyła, że dziewczynki powinny z radością żyć w posłuszeństwie rodzicom i Biblii, lecz Kathleen nie zawsze przestrzegała przykazań. Nancy wychowała się w tradycji protestanckiej, najprawdopodobniej w nurcie baptyzmu[14], a ostatecznie stała się dumną, aktywną członkinią Kościoła Nazarejczyka, w którym młode damy musiały przestrzegać konserwatywnych zasad[15]. Miały się nosić skromnie – na przykład nie mogły zakładać sukienek i bluzek z krótkimi rękawami ani mieć widocznego makijażu. Dziewczętom nie zezwalano także na krótkie fryzury – w Biblii przecież napisano, że zapuszczanie długich włosów przynosi kobiecie chlubę. Chodzenie do kina i na potańcówki, niestosowne zachowania w kontaktach z płcią przeciwną, przeklinanie i picie alkoholu – wszystko to stanowiło główne punkty na liście rzeczy zakazanych, które w gronie młodzieży należącej do Kościoła Nazarejczyka były określane jako „wielka piątka”[16].

Nancy ze zdumieniem przyjmowała skargi Kathleen, że nie pozwala jej na jakiekolwiek zabawy. Ashland oferowało wiele rozrywek, jakich tylko mogła sobie zażyczyć każda porządna nastolatka. Chodzenie do kościoła i szkółki niedzielnej przynosiło nieporównywalną z niczym radość związaną z wielbieniem Boga. Oprócz tego w mieście znajdowały się urocze parki zachęcające do spacerów, działało mnóstwo sklepików ze słodyczami, lemoniadą i innymi napojami chłodzącymi. Otwarto nawet pierwsze na południu Stanów Zjednoczonych podmiejskie centrum handlowe, gdzie można było przymierzyć i kupić skromne, starannie zakrywające ciało sukienki. Kathleen mogła rozkoszować się tym wszystkim w towarzystwie innych miłych dziewcząt z miejscowego Kościoła Nazarejczyka. Z czasem z pewnością poznałaby, pokochała i poślubiła jakiegoś chłopca z porządnej chrześcijańskiej rodziny. Niesforna córka jednak oświadczyła, że takie pobożne zajęcia i plany na przyszłość zwyczajnie ją nudzą. Nancy w ostateczności mogłaby od czasu do czasu przystać na wyjście dziewczynki do kina lub nawet na wykonanie przez nią subtelnego makijażu na jakąś specjalną okazję. Ale Kathleen upierała się, że ma prawo do czegoś, co jej matka umieszczała na samym szczycie listy najbardziej obrzydliwych grzechów, tuż obok bluźnierstwa i niechodzenia do kościoła – dziewczyna chciała wybrać się na tańce. Nancy usiłowała uświadomić krnąbrnej córce coś, co przecież powinno być dla niej oczywiste: taniec, który polegał na sugestywnym poruszaniu ciałem w bliskim kontakcie z płcią przeciwną (nieuchronnie rozpalając grzeszne żądze u chłopców), sprowadzał dziewczynki na sam skraj ognistej czeluści, gdzie czyhał na nie sam szatan. Takie lubieżne zachowanie nie mogło przynieść niczego dobrego i było zakazane przez Kościół Nazarejczyka, a więc żadna matka nie mogła na nie pozwolić.

Przez pewien czas Kathleen pozwalała Nancy wierzyć, że przekonały ją matczyne upomnienia. Jednak to były tylko pozory. W domu Maddoxów pomiędzy piecem a blatem kuchennym było sporo miejsca i kiedy Nancy przebywała w innym pokoju, Kathleen przeciskała się tam i niepostrzeżenie ćwiczyła szalone wygibasy[17]. Dziewczynka nie chciała przysparzać matce dodatkowych zmartwień – naprawdę ją kochała. Uważała, że Nancy jest nazbyt surowa, prawdopodobnie z powodu przesadnej religijności oraz straty Charliego i Aileene, niemniej ma dobre intencje[18]. Ale po prostu nie potrafiła już znieść stałego zrzędzenia matki. Chciała mieć trochę radości z życia. Inne dziewczęta chodziły na tańce, malowały się i ścinały włosy na chłopczycę. Żadna z tych rzeczy nie wydawała się Kathleen grzeszna. Piętnastolatka nie była szczególnie ładna – podobnie jak Nancy miała ostre rysy twarzy – ale wyróżniała się charakterem i bogatą osobowością.Poczucie, że podoba się chłopcom, sprawiało jej przyjemność. Luther rozumiał frustracje siostry spowodowane trudną relacją z ich matką, sam jednak spędzał większość czasu poza domem. Stale wychodził gdzieś z przyjaciółmi i nie chciał nigdzie wlec ze sobą małoletniej siostry. Wreszcie Kathleen postanowiła, że wkrótce wybierze się na tańce bez pozwolenia Nancy. Nie zamierzała robić niczego złego. Uważała, że ma prawo żyć tak, jak się jej podoba, o ile nie wyrządza nikomu krzywdy. Doszła do wniosku, że będzie najlepiej i dla niej, i dla jej matki, jeśli postara się zataić przed Nancy własne zamiary.

Problem polegał na tym, że w Ashland wszyscy doskonale się znali i nastoletnia dziewczyna nie mogła się nawet uśmiechnąć do jakiegoś chłopaka, tak by ktoś nie doniósł o tym jej matce[19]. Gdyby Kathleen wybrała się na potańcówkę w swoim rodzinnym mieście, Nancy od razu by się o tym dowiedziała. Dziewczyna nie zniosłaby wygłaszanych przez matkę po raz tysięczny pouczeń o tym, że jeśli będzie lekceważyła kościelne zasady, to wkroczy na drogę wiodącą wprost do piekła.

Na szczęście Kathleen miała możliwość zabawy gdzie indziej niż w Ashland. Miejscowość była połączona ze stanem Ohio mostem rzecznym, a na drugim brzegu rzeki znajdowało się miasto Ironton pełne klubów tanecznych i innych miejsc rozrywki. Porządni obywatele Ashland oczywiście zrzędzili, że Ironton to siedlisko grzechu, miasto pijaństwa, hazardu i czerwonych latarni, gdzie na każdym rogu prostytutki oferują swoje wdzięki[20]. Te opinie jednak bardziej intrygowały, niż zniechęcały Kathleen. Ponieważ dziewczynka przez całe swoje życie była przestrzegana przed grzechem, niezwykle kusząca wydała się jej możliwość zobaczenia na własne oczy, jak wyglądają grzeszne występki. Nie miała żadnych innych planów poza tańcem, choć myślała, że przy tej okazji świetnie byłoby poznać ciekawych ludzi, którzy nie pouczaliby jej bez końca o tym, czego Bóg pragnie, a na co nie pozwala. Kathleen miała piętnaście lat i nie była już dzieckiem. Pragnęła zasmakować trochę prawdziwego życia.

Dziewczyna zaczęła więc ukradkiem wymykać się z domu. Odkryła, że w Ironton rzeczywiście działają wspaniałe kluby, w których muzykę puszcza się głośno, a partnerów do tańca zawsze jest pod dostatkiem. Najpopularniejszy z takich lokali nazywał się Ritzy Ray’s. Było to miejsce, w którym najwyraźniej zbierali się wszyscy rozrywkowi mieszkańcy. I prawdopodobnie właśnie tam go poznała.

W latach dwudziestych XX wieku farmer Walter Scott przeniósł się wraz z rodziną z Catlettsburga w Wirginii Zachodniej na wieś nieopodal Ashland. Ciężko pracował tam na swoje szczęście, żmudnie orząc piaszczystą glebę nad Big Sandy, dopływem rzeki Ohio. Aż wreszcie porzucił uprawę ziemi i poszedł do pracy w fabryce. Walter miał dwóch synów: Darwina i Colonela – ten drugi miał tak na imię i nie było to określenie stopnia wojskowego (ang. colonel to dosłownie „pułkownik”). Obaj szybko dorobili się w okolicy reputacji oszustów[21]. Sporadycznie zatrudniali się w różnych miejscowych zakładach przemysłowych, woleli jednak czerpać zyski z nielegalnych przedsięwzięć. Ich najbardziej znany przekręt miał związek z mostem na rzece Ohio łączącym Ashland z Catlettsburgiem. Przeprawa mostowa początkowo znajdowała się w rękach prywatnych – zbudował ją pewien przedsiębiorca, który pobierał po dziesięć centów od każdej osoby przechodzącej na drugi brzeg rzeki. Władze stanowe wykupiły most i zniosły opłaty mostowe. Wówczas bracia Scottowie zajęli opuszczoną budkę poborcy myta i przez cztery dni sami inkasowali pieniądze, aż w końcu rozeszła się wieść o tym, że przeprawa jest darmowa. Chłopcy Scotta z kieszeniami pełnymi dziesięciocentówek ukryli się, by poczekać, aż sprawa przycichnie.

Colonel Scott był postawnym, przystojnym mężczyzną, który przepadał za nieprzyzwoitymi rozrywkami, jakie oferowało Ironton. Był wygadany, a piętnastoletnia Kathleen Maddox okazała się doskonałą ofiarą – wyjątkowo podatną na jego uwodzicielski czar. Ponieważ Scott miał dwadzieścia trzy lata, Kathleen schlebiało, że przykuła uwagę starszego mężczyzny. Scott tymczasem pozwolił jej wierzyć, że istotnie jest pułkownikiem armii amerykańskiej, a jednocześnie nie wspomniał, że ma żonę[22]. Potańczyli trochę, podsunął dziewczynie kilka drinków – prawdopodobnie wtedy Kathleen po raz pierwszy spróbowała alkoholu. Właściwie dlaczego miałaby go nie skosztować? Wszyscy w lokalu pili, a ona czuła się już osobą obytą w tym towarzystwie. Kathleen zaczęła regularnie spotykać się w Ironton z nowo poznanym przystojniakiem. Nawet jeśli ktoś w tym mieście napomknął jej o złej reputacji jej kochanka, zupełnie się tym nie przejmowała. Dziewczyna czuła, że Colonel ją kocha, i odwzajemniała jego miłość.

Wiosną 1934 roku Kathleen odkryła, że jest w ciąży. Kiedy wyznała to Colonelowi Scottowi, ten stwierdził, że musi wyjechać w związku z przydziałem wojskowym, ale wkrótce do niej wróci[23]. Minęło kilka miesięcy, zanim Kathleen zorientowała się, że ojciec jej dziecka w ogóle nie ma zamiaru utrzymywać z nią kontaktu, nie wspominając już o jej poślubieniu.

Kathleen nie kryła ciąży przed Nancy. A matka nie wyrzekła się córki – niezmiennie kochała swoje najmłodsze dziecko,żchociaż sprawdzały się jej najgorsze przewidywania. Tym niemniej surowo pouczyła nastolatkę, że jeśli chce pozostać w domu, musi porzucić grzeszne występki i zacząć żyć zgodnie z zaleceniami Biblii. Jej dziecko także miało wychowywać się w słusznej wierze. Kathleen, zmagając się z trudami ciąży, trzymała się nadziei, że Colonel Scott wróci do niej i wyzwoli ją od wizji mizernej i nudnej przyszłości, na jaką skazywała ją matka. Jednak gdy Scott przez wiele miesięcy nie nawiązał z nią żadnego kontaktu, a dziecko w brzuchu zaczęło już kopać, w dziewczynie obudziła się złość. Jak on w ogóle śmiał sprawić, by zaszła w ciążę, i nie ożenić się z nią? Zamierzała się na nim odegrać[24]. Nie należała do osób szczególnie wrażliwych, ale miała sporo oleju w głowie. Zasługiwała na coś więcej i pragnęła ślubu. W pewnym sensie wpłynął na nią przykład jej matki. Pragnęła mężczyzny takiego jak Charlie Maddox – kogoś, kto zaopiekowałby się nią i dzieckiem, dałby maleństwu własne nazwisko, stworzył rodzinie komfortowy dom, a przy tym sprawił, by Colonel Scott pożałował, że ją porzucił[25]. Kathleen miała już na oku pewnego kandydata.

Niewiele wiadomo o Williamie Mansonie z wyjątkiem skąpych informacji wojskowych i zdawkowej wzmianki w rejestrze zgonów[26]. Urodził się w 1909 roku w Wirginii Zachodniej i zmarł pięćdziesiąt dwa lata później w Kalifornii. Pochowano go na Cmentarzu Narodowym w Fort Rosecrans w San Diego. William był niewysokim mężczyzną – podczas poboru do wojska w 1942 roku zanotowano, że miał sto siedemdziesiąt dwa centymetry wzrostu i ważył sześćdziesiąt dwa kilogramy. Komisja wojskowa zapisała również, że „w cywilu był niewykwalifikowanym pracownikiem warsztatu mechanicznego”. Wprawdzie spis firm działających w Wheeling w Wirginii Zachodniej w 1909 roku wymienia niejakiego „Wm. G. Mansona” jako agenta ubezpieczeniowego, ale mógł to być ojciec lub wuj Williama.

Do dziś pozostaje zagadką, jak William Manson poznał Kathleen Maddox w 1934 roku. Może on także należał do stałych bywalców klubu Ritzy Ray’s i dał atrakcyjnej nastolatce do zrozumienia, że jest nią zainteresowany. Przypuszczalnie poznała go dopiero po tym, jak Colonel Scott narobił jej kłopotów i zniknął. W każdym razie coś między nimi zaiskrzyło. I już 21 sierpnia wystawiono akt ślubu Williama i Kathleen. Wiek pana młodego odnotowano poprawnie – miał dwadzieścia pięć lat. Kathleen naciągnęła nieco fakty i podała, że ma dwadzieścia jeden lat. Wynika z tego, że Nancy dowiedziała się o ślubie dopiero po fakcie[27]. Kathleen w rzeczywistości miała zaledwie piętnaście lat. Gdyby w urzędzie stanu cywilnego wyznała prawdę, nie doszłoby do zawarcia małżeństwa bez zgody jej matki. Według dokumentów sądowych wypełnionych kilka lat później William wiedział, iż nienarodzone dziecko panny młodej jest potomstwem innego mężczyzny. Niemniej niewykluczone, że początkowo wierzył, iż to jego dziecko. W każdym razie para jakoś się dogadała i Kathleen miała męża.

12 listopada 1934 roku Kathleen urodziła zdrowego chłopca w Szpitalu Ogólnym w Cincinnati. Metryka dziecka, wypisana 3 grudnia, nie zawiera żadnej wzmianki o jego nieślubnym pochodzeniu. Podano w niej, że ojcem jest William Manson, mieszkający w Cincinnati, „robotnik” zatrudniony w pralni chemicznej. Niemowlę otrzymało imiona Charles Milles na cześć dziadka.

Biblia pouczała Nancy, że należy nienawidzić grzechu, ale kochać grzesznika. Kobieta przyjechała więc do Cincinnati, by spotkać się ze świeżo upieczoną matką i zobaczyć swojego wnuka. Zachowały się zdjęcia upamiętniające chwilę, jak promieniejąc radością, przytula nowo narodzonego Charliego. Pomimo okoliczności poczęcia chłopca Nancy zapałała do niego miłością i zamierzała dopilnować, by został przyzwoicie wychowany w duchu pobożności.

Kathleen także kochała syna, ale kiedy skończyła szesnaście lat, zaczęła się bardziej oddawać rozrywkom niż małżeństwu i macierzyństwu. Te dwie sfery życia okazały się zupełnie nie przystawać do siebie. Zachowało się niewiele informacji o wspólnych latach Kathleen i Williama. Nie wiadomo nawet, gdzie mieszkali, najprawdopodobniej gdzieś w Cincinnati lub okolicy. Pewne jest, że Kathleen coraz częściej nocami wychodziła z domu bez męża. Niekiedy zjawiała się nieoczekiwanie w Ashland lub Charleston, by podrzucić Charliego babce lub ciotce, a sama oddawała się hulankom. Nancy i Glennę niepokoiło to, że Charlie często zostawał również pod opieką podejrzanych niań[28]. Kathleen niekiedy przepadała na kilka dni wraz z bratem Lutherem, który teraz z radością zabierał młodszą siostrę na swoje nocne eskapady. Nancy, oszalała z nerwów, spodziewając się najgorszego, opowiadała znajomym, że jej dzieci grasują gdzieś w Chicago, gdzie, jej zdaniem, Kathleen poznawała mężczyzn w barach, wywabiała ich obietnicami wymyślnych czułości, a następnie przyprowadzała Lutherowi, który ich bił i grabił[29]. Niewykluczone, że Kathleen i Luther naciągali czy oszukiwali nowo poznanych barowych kumpli, ale raczej nie wchodziły w grę żadne ekstremalne scenariusze. Zwłaszcza że niedługo później brat i siostra wykazali się zupełną nieudolnością w zakresie przestępczości. Niemniej w tym okresie z całą pewnością Kathleen bez opamiętania piła alkohol i chadzała na tańce, a w przekonaniu Nancy każda kobieta, która popełniała te niegodziwe czyny, nawet jej własna córka, była zdolna do wszelkich okropieństw.

William Manson miał szczerze dość rozrywkowej żony. 30 kwietnia 1937 roku sąd przyjął jego wniosek o rozwód po zaledwie dwóch i pół roku małżeństwa. Mąż oskarżał Kathleen o „poważne zaniedbywanie obowiązków”, co w istocie było ogólnikowym sformułowaniem na opisanie niewierności, pijaństwa, porzucania rodziny i wielu innych małżeńskich występków. Oskarżona nie stawiła się w sądzie, by podważyć zasadność wniosku i obronić się przed stawianymi jej zarzutami. Sąd udzielił im rozwodu, a w orzeczeniu dosadnie zaznaczył, że „nie było dzieci z tego małżeństwa”. William nie został prawnie zobligowany do płacenia alimentów i nie dawał Kathleen ani grosza na wychowanie Charliego. Po Williamie pozostało więc chłopcu jedynie nazwisko; sama Kathleen wróciła do nazwiska panieńskiego: Maddox.

Kathleen nie czekała bezczynnie, aż William Manson porzuci ją i dziecko. Dwa tygodnie przed zamknięciem sprawy rozwodowej w Ohio dziewczyna udała się do sądu w Kentucky i złożyła pozew o ustalenie ojcostwa przeciwko Colonelowi Scottowi[30]. Jakimś sposobem go wytropiła. Nie miała już naiwnych nadziei na to, że kochanek zechce ją poślubić, za to doszła do przekonania, że powinien przynajmniej ponieść finansową odpowiedzialność za sprowadzenie na świat Charliego.

Scott pod przysięgą przyznał, że jest ojcem Charliego, a sąd orzekł w tej sprawie na korzyść Kathleen. Możliwe, że Charlie właśnie podczas tej rozprawy o ustalenie ojcostwa po raz pierwszy spotkał swojego biologicznego ojca. Kathleen wspominała, że potem jeszcze kilkakrotnie przyjeżdżał do niej, żeby zobaczyć się z synkiem. Sąd nakazał wypłacenie matce dwudziestu pięciu dolarów, a dodatkowo zasądził kwotę pięciu dolarów miesięcznie na utrzymanie dziecka. Ojciec Charliego nigdy nie wywiązał się z płacenia alimentów – poza wspomnianą jednorazowo wypłaconą kwotą dwudziestu pięciu dolarów Kathleen nigdy nie otrzymała od dawnego kochanka ani centa. Zwróciła się nawet do sądu z prośbą, aby obciążyć pensję, którą Scott otrzymywał w fabryce, gdzie był czasowo zatrudniony, lecz nie wydano takiego postanowienia. Kathleen przez jakiś czas walczyła o alimenty, ale z czasem stały się one najmniejszym z jej zmartwień.

Przez kolejnych szesnaście miesięcy Kathleen i Charlie sporadycznie zatrzymywali się u Nancy w Ashland. Od czasu do czasu sprowadzali się także do Glenny, Billa i Jo Ann mieszkających w North Charleston. W domu Thomasów przy Dunbar Line, w zamieszkanej przez niższą klasę średnią dzielnicy zwanej Dogtown (z ang. Psie Miasto), z pewnością panował tłok, ponieważ często przebywali tam również Luther i jego dziewczyna Julia Vickers. Nie zachowały się żadne źródła mówiące o tym, czy Kathleen podjęła pracę. Niewątpliwie większość czasu poświęcała na wypady do miasta i szukanie nowego męża. 2 października 1938 roku na łamach „Charleston Gazette” doniesiono, że Ada Kathleen Maddox mieszkająca przy State Street – najwyraźniej przez pewien czas miała własny stały adres – zaręczyła się z Jamesem Lewisem Robeyem. Wkrótce okazało się, że Kathleen nie wyzbyła się skłonności do wynajdywania nieodpowiednich mężczyzn. Robey miał na koncie szereg wyroków za bimbrownictwo i drobne kradzieże. Związek zresztą nie przetrwał długo – skończył się po krótkim okresie narzeczeństwa. Kiedy dziesięć miesięcy później przy zupełnie innej okazji ponownie wymieniono nazwisko Kathleen w miejscowej prasie, zabrakło jakiejkolwiek wzmianki o Robeyu, choć jego szemrana przeszłość mogła być dla Kathleen nieszczęsną inspiracją...

Popołudniem 1 sierpnia 1939 roku Kathleen i Julia Vickers przechadzały się po North Charleston, beztrosko spędzając czas na oglądaniu wystaw sklepowych i plotkowaniu[31]. Charlie, który miał już prawie pięć lat, zapewne został z Glenną lub może jakąś koleżanką matki. Kathleen nie była już naiwną dziewczyną, która pragnęła jedynie potańczyć i dobrze się zabawić. W wieku dwudziestu lat była bezrobotną rozwódką z małym dzieckiem. Uważała, że spotkała ją wielka życiowa niesprawiedliwość. Ciężko doświadczona przez życie patrzyła na świat bez złudzeń, ale wciąż pragnęła czegoś więcej i zamierzała to zdobyć choćby siłą. Tego dnia nadarzyła się okazja, by zarobić trochę pieniędzy na drodze przestępstwa. Kathleen uległa pokusie. Była to spontaniczna decyzja, która w kolejnych dziesięcioleciach XX wieku miała zaważyć na losie wielu osób, a nawet przesądzić o ich życiu.

Wczesnym wieczorem Kathleen i Julia spotkały faceta o nazwisku Frank Martin, który ujął je przyjacielskim usposobieniem, a w jeszcze większym stopniu swoim szarym sportowym kabrioletem marki Packard. Martin podwiózł Kathleen i Julię do sklepu nabiałowego Valley Bell Dairy, gdzie kupił im ser. Kathleen sądziła, że Martin je tam zostawi, ale przyjął zaproszenie, by wspólnie spędzić wieczór. Wszyscy troje pojechali do piwiarni Dan’s Beer Parlor. W barze Martin szastał pieniędzmi, stawiając dziewczynom kolejne drinki aż do godziny dwudziestej trzeciej trzydzieści. Wszystko rozgrywało się według scenariusza, przed którym Nancy niejednokrotnie przestrzegała Kathleen: pijany mężczyzna zabawiający się w barze w towarzystwie młodych kobiet nie mógł mieć dobrych intencji. Niewykluczone, że Martin rzeczywiście ich nie miał, zresztą Kathleen też nie, choć w jej przypadku nie miało to nic wspólnego z seksem. W pewnym momencie poprosiła Julię, żeby poszła z nią do toalety. Tam wyznała dziewczynie brata, że to niesprawiedliwe, iż tacy ludzie jak Martin mają tak dużo pieniędzy, że nie wiedzą, co z nimi zrobić. Kathleen stwierdziła, że chciałaby uszczknąć coś z grubego pliku banknotów Martina, a Julia roześmiała się i odpowiedziała, że ona również „ma ochotę sięgnąć po tę kasę”. Kobiety wróciły do stolika, przy którym czekał Martin, i wspomniały, że miło byłoby wynająć wspólnie jakiś pokój. Martin odczytał zawartą w tych słowach niezbyt subtelną sugestię i zapytał, ile by to kosztowało. Kathleen odparła, że jakieś cztery i pół dolara, a przy tym dodała, że nie ma tyle pieniędzy. Martin wyłuskał z portfela trzy jednodolarowe banknoty i dwie ćwierćdolarówki. Nie była to cała kwota, ale wystarczyło, by Kathleen doszła do wniosku, że nowy znajomy chwycił przynętę. Przeprosiła go i skorzystała z telefonu przy barze, by zadzwonić do Luthera przebywającego w domu Thomasów. Oznajmiła bratu, że wraz z Julią są z pewnym facetem, który ma zdecydowanie za dużo pieniędzy. Luther bezbłędnie zrozumiał, co proponuje mu siostra, odparł więc, że za kilka minut wyjdzie im trojgu na spotkanie przy stacji benzynowej Littlepage Service Station.

Martin spodziewał się, że niezwłocznie udadzą się razem do jakiegoś wynajętego pokoju, gdzie będzie mógł pobaraszkować z dwiema uroczymi młodymi kobietami. Dlatego z pewnością zdziwił się, gdy dziewczyny skierowały się w stronę stacji benzynowej, gdzie przyłączył się do nich jeszcze jeden mężczyzna. Luther przedstawił się jako John Ellis. We czworo wybrali się packardem Martina do piwiarni Blue Moon Beer Parlor. Martin chyba uznał, że nie ma co się spodziewać seksualnych wybryków, i nastawił się na długą noc szalonej zabawy w klubie. Wszyscy razem wypili sporo piwa i trochę potańczyli. W pewnym momencie Luther wziął siostrę na bok i zapytał, czy Martin rzeczywiście ma tak dużo pieniędzy. Kathleen zapewniła go, że na własne oczy widziała plik banknotów. Wtedy Luther zażartował: „Cóż, chyba będę musiał sam przeliczyć”. Niedługo potem Julia została w Blue Moon, podczas gdy Martin, Kathleen i Luther wsiedli do packarda i odjechali.

Kiedy znaleźli się za miastem, Luther kazał Martinowi zatrzymać samochód i wysiąść. Martin w pierwszej chwili roześmiał się szczerze rozbawiony, ale Luther wyjaśnił mu, że to nie żarty. Kathleen przypatrywała się, jak dwaj mężczyźni schodzą na pobocze szosy. Nie słyszała, co Luther mówi, ale wyraźnie widziała, co robi.

Luther miał przy sobie butelkę po keczupie napełnioną solą. Przytknął szyjkę butelki do pleców Martina i oświadczył, że ma pistolet. Martin nie uwierzył. Wtedy Luther rozbił butelkę na jego głowie. Uderzony mężczyzna osunął się na ziemię, oszołomiony, lecz przytomny. Luther zabrał mu portfel, po czym razem z Kathleen odjechali packardem. Gdy zajrzeli do portfela, okazało się, że ich łupem padło dwadzieścia siedem dolarów[32]. Luther i Kathleen zabrali Julię z Blue Moon Beer Parlor, a następnie porzucili auto na pobliskiej ulicy. Luther wezwał taksówkę i wszyscy troje zaszyli się w wynajętym pokoju w Daniel Boone Bar B Q w dzielnicy Snow Hill. O świcie dziewczyny pojechały taksówką do domu Billa i Glenny przy Dunbar Line, Luther zaś został w wynajętym pokoju, odsypiając wyczerpującą noc.

Sprawę napaści i rabunku rozwiązano w ciągu kilku godzin. Śledczy nie mieli trudnego zadania, ponieważ sprawcy działali wyjątkowo nieudolnie[33]. Oprócz tego, że brat Kathleen przedstawił się Martinowi fałszywym nazwiskiem, nie uczynili niczego, by zataić swoją tożsamość czy zatrzeć ślady. Gdy Martin doszedł do siebie, dotarł do miasta i zgłosił się na policję. Do godziny pierwszej w nocy odnaleziono skradzionego packarda, a świadkowie w Dan’s Beer Parlor potwierdzili, że Martin przebywał tam z dwiema kobietami o imionach Kathleen i Judy lub Julia. Obie dziewczyny były stałymi bywalczyniami lokalu. Ktoś inny z kolei wspomniał, że prawdopodobnie mieszkają w North Charleston. Gdy tylko rankiem otwarto tamtejszy urząd pocztowy, jego kierownik J.E. Akers poinformował policjantów, że Kathleen Maddox i kobieta używająca nazwiska Judy Bryant odbierają pocztę pod tym samym adresem przy Dunbar Line. Niebawem kilku policjantów wraz z Martinem zjawiło się w domu Thomasów. Poszkodowany rozpoznał Kathleen i Julię, które natychmiast aresztowano. Charlie, który wówczas miał niespełna pięć lat, prawdopodobnie widział, jak jego matka zostaje wyprowadzona z domu w kajdankach. Kathleen oświadczyła, że nie zna miejsca pobytu Luthera, ale Julia się wygadała, że wraz z Kathleen i Lutherem spędziła noc w wynajętym pokoju w Daniel Boone Bar B Q. Policja ujęła tam Luthera, który również trafił do aresztu.

Po zatrzymaniu Luther, Kathleen i Julia złożyli zeznania. W swoim oświadczeniu Luther szarmancko zapewnił, że kobiety nie miały pojęcia, iż zamierzał obrabować Martina, i dodał: „Niniejszym biorę na siebie pełną odpowiedzialność za popełnienie tego przestępstwa. Tym samym oczyszczam z jakichkolwiek zarzutów pozostałe osoby wplątane w tę sprawę”. Kathleen i Julia przyznały się jednak do udziału w rabunku, choć Julia podkreśliła, że była nieobecna, kiedy Luther i Kathleen pojechali z Martinem za miasto w celu obrabowania go z pieniędzy. W efekcie postawiono jej mniej poważne zarzuty niż wspólnikom – oskarżono ją jedynie o pomoc w dokonaniu przestępstwa.

W artykułach zamieszczonych w „Charleston Daily Mail” drwiono ze sprawców zamieszanych w „rozbój z użyciem butelki keczupu”, lecz sędzia D. Jackson Savage nie dostrzegł w tym przestępstwie niczego zabawnego. Siedem tygodni później, po krótkiej rozprawie, Savage uznał Luthera Maddoxa za winnego rozboju z bronią w ręku i skazał go na dziesięć lat więzienia. Ponieważ Kathleen przebywała w samochodzie, kiedy jej brat najpierw próbował zastraszyć Martina butelką, a potem go ogłuszył, otrzymała łagodniejszy wyrok pięciu lat więzienia za rozbój bez użycia broni. Kiedy Nancy Maddox usłyszała werdykt, odciągnęła na bok swoją wnuczkę Jo Ann i szepnęła: „Żyć to tak, jakby mieszkać pod wielką skałą. Musisz zawsze o niej pamiętać i modlić się, by na ciebie nie spadła”[34]. W rzeczywistości Nancy czuła się tak, jakby przysypała ją lawina. Starała się porządnie wychować swoje dzieci, lecz Bóg w całej swojej nieskończonej mądrości na to nie pozwalał. Postanowiła w każdej wolnej chwili modlić się o boską interwencję i próbować zrozumieć, w jaki sposób Bóg może ocalić dusze jej wyrodnych dzieci. Luther i Kathleen zostali wywiezieni w kajdanach z North Charleston do więzienia stanowego w Moundsville w Wirginii Zachodniej, gdzie mieli odsiedzieć długie wyroki. (Lutherowi tuż przed wyjazdem pozwolono na ślub z Julią, ale małżeństwo nie przetrwało długo). Ponieważ więzienie miało okropną reputację, Nancy z przerażeniem myślała o tym, co może spotkać jej dzieci w miejscu przywodzącym na myśl piekło na ziemi. Tymczasem jednak kobiecie pozostawało uporać się z pilniejszym zmartwieniem – musiała myśleć o czteroipółletnim wnuku, który od pewnego czasu dorastał bez ojca, a teraz przez pięć lat miał pozostawać także bez opieki matki. Jaki los czekał małego Charliego?

Przypisy
Prolog. Charlie w klubie Whisky
[1] Znaczna część informacji w tym rozdziale książki pochodzi z rozmów z Greggiem Jakobsonem, Lorraine Chamberlain, Philem Kaufmanem, Mary F. Corey i Charlesem Perrym. Historia przedstawiona w książce Domenica Priore’a Riot on Sunset Strip wydała mi się wyjątkowo ciekawym opisem słynnego odcinka Sunset Boulevard, który stanowił ucieleśnienie hedonistycznych aspektów amerykańskiej kontrkultury w okresie od połowy do schyłku lat sześćdziesiątych XX wieku.
[2] Wywiad z Greggiem Jakobsonem.
[3] Wywiad z Charlesem Perrym.
[4] Barney Hoskyns, Waiting for the Sun: A Rock’n’Roll History of Los Angeles, s. 132-143; Domenic Priore, Riot on Sunset Strip: Rock’n’Roll’s Last Stand in Hollywood, s. 25; wywiad z Mary F. Corey.
[5] Wywiad z Lorraine Chamberlain.
[6] Wywiad z Greggiem Jakobsonem.
[7] Tamże.
[8] Domenic Priore, dz. cyt., s. 41-42.
[9] Wywiad z Philem Kaufmanem.
[10] Tamże; David Crosby, Carl Gottlieb, Long Time Gone: The Autobiography of David Crosby, s. 90.
[11] Wywiad z Greggiem Jakobsonem.
[12] Tamże.
[13] Tamże.
[14] Stephven Gaines, Heroes & Villains: The True Story Of The Beach Boys, s. 212.
[15] Domenic Priore, dz. cyt., s. 41-42.
[16] Wywiad z Greggiem Jakobsonem.
Rozdział 1. Nancy i Kathleen
[1] Kiedy autor literatury faktu twierdzi, że wie, co myśleli ludzie, którzy już od dawna nie żyją, powinno to budzić zaniepokojenie czytelnika. Jednak w przypadku Nancy, babci Mansona, i Kathleen, jego matki, rzeczywiście dysponuję taką wiedzą o fragmentach ich życia opisanych w tym rozdziale. Stało się to możliwe dzięki wywiadom udzielonym mi przez Jo Ann, kuzynkę Mansona, a także przez Nancy, jego adoptowaną siostrę (imienniczkę babci). Babcia Nancy w pełnym zaufaniu dzieliła się z Jo Ann wieloma przemyśleniami, opowiadała jej o frustracjach, jakie powodowała u niej najmłodsza córka, Kathleen, o własnych reakcjach na takie wydarzenia, jak ślub Kathleen z Williamem Mansonem czy też skazanie Kathleen i Luthera na karę więzienia za... rozbój z użyciem butelki keczupu. Jo Ann ponadto opisała okres narzeczeństwa, a następnie małżeństwa jej matki i ojczyma (często zabierali ją ze sobą na randki). Kathleen zaś wyznała swojej adoptowanej córce Nancy, jak mocno buntowała się przeciwko inspirowanym Biblią surowym zasadom narzucanym przez jej matkę, a także opowiedziała, jak poznała Colonela Scotta. Otwarte mówienie o takich sprawach wymagało wielkiej odwagi i zaufania. Dzięki temu potrafimy lepiej zrozumieć przebieg wydarzeń z perspektywy zarówno Nancy, jak i Kathleen.

Pozostałe informacje zamieszczone w tym rozdziale zaczerpnąłem z rozmów z Lyle’em Adcockiem, Vincentem Bugliosim, Jimem Powersem, George’em Wolffordem, Johnem P. Maranto, Virginią Brautigan, Robertem Smithem, Lonem Dagleyem i Jimem Kettelem. Specjalne podziękowania kieruję do Virginii Brautigan za wypożyczenie mi należącego do Nancy Maddox egzemplarza The Self-Interpreting Bible, Volume III, w którym znajdują się podkreślenia cytowanych przeze mnie fragmentów Pisma Świętego.

Adoptowana siostra Mansona, Nancy, dostarczyła mi rodzinne fotografie Nancy Maddox trzymającej na rękach jej wnuczka Charliego.

Dokumenty sądowe i kopie zeznań Luthera Maddoxa, Nancy Maddox i Julii Vickers umożliwiły mi odtworzenie krok po kroku wydarzeń podczas rozboju dokonanego 1 sierpnia 1939 roku, w wyniku którego matka i wuj Mansona trafili do więzienia.

[2] Wywiad z Virginią Brautigan.
[3] Urząd Stanu Cywilnego Kentucky; „Ashland Daily Independent”, 27 października 1931 r.
[4] Wywiad z Lyle’em Adcockiem.
[5] James Powers, Terry Baldridge, Ashland, s. 7-8.
[6] Urząd Stanu Cywilnego Hrabstwa Boyd.
[7] Wywiad z Jo Ann.
[8] Tamże.
[9] Wywiad z Johnem P. Maranto.
[10] Wywiad z Jo Ann.
[11] Wywiad z Virginią Brautigan.
[12] Iz 1, 18-19; w: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu (Biblia Tysiąclecia), wyd. V, Pallottinum, Poznań 2003.
[13] Wywiad z Jo Ann.
[14] Wywiad z Lyle’em Adcockiem.
[15] Wywiady z Robertem Smithem i Lonem Dagleyem.
[16] Wywiad z Robertem Smithem.
[17] Wywiad z Nancy.
[18] Tamże.
[19] Wywiad z George’em Wolffordem.
[20] Tamże.
[21] Tamże.
[22] Wywiad z Nancy.
[23] Tamże.
[24] Wywiad z Jo Ann.
[25] Wywiad z Nancy.
[26] Wywiad z Lyle’em Adcockiem.
[27] Wywiad z Jo Ann.
[28] Tamże.
[29] Wywiad z Virginią Brautigan.
[30] Wywiady z Vincentem Bugliosim i Lyle’em Adcockiem; Vincent Bugliosi, Curt Gentry, Helter Skelter, s. 153. Akta tej sprawy zostały utajnione na mocy wprowadzonego w 1980 roku w Kentucky prawa zapewniającego poufność dokumentów dotyczących osób nieletnich. Jednak w 1970 roku prokurator Bugliosi zdołał uzyskać kopię akt, którą posłużył się w procesie Charlesa Mansona.
[31] Opis „rozboju z użyciem butelki keczupu” pochodzi z Raportu w sprawie dochodzenia nr A1633 Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego stanu Wirginia Zachodnia, który zawiera raport oficera śledczego oraz zeznania aresztowanych: Luthera Maddoxa, Kathleen Maddox i Julii Vickers.
[32] Późniejsze artykuły prasowe wspominają o trzydziestu bądź trzydziestu pięciu dolarach, ale najwcześniejsze raporty policyjne podają kwotę dwudziestu siedmiu dolarów, którą skradziono z portfela Martina. Wartość samego portfela śledczy oszacowali na dolara.
[33] Gdyby Kathleen i Luther naprawdę dokonali wcześniej serii napadów w Chicago, tak jak sądziła ich matka Nancy, z pewnością byliby w tym znacznie lepsi, niż tego dowiedli w Charleston. Poza tym zapewne zostaliby złapani przez policję i skazani za jakieś wcześ­niejsze próby rozboju. Brak jednak jakichkolwiek policyjnych dokumentów mówiących o tym, że Kathleen i Luther zostali aresztowani w Chicago. Dlatego właśnie wierzę, że niefortunny rozbój w Charleston był ich pierwszą i jedyną wspólną próbą rabunku z bronią w ręku.
[34] Wywiad z Jo Ann.