Wydawca: Zielona Sowa Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2009

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 698 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Mansfield Park - Jane Austen

"Gdy w maju 1814 roku ukazywała się powieść Mansfield Park, Jane Austen (1775-1817) była już autorką Rozważnej i Romantycznej (1811) oraz Dumy i uprzedzenia (1813). Książka, podobnie jak dwie poprzednie, okazała się sporym, choć anonimowym sukcesem. Pierwsze powieści wydane pod nazwiskiem Jane Austen, Perswazje i Opactwo Northanger, ukazały się dopiero po śmierci pisarki, podane do druku przez jej brata Henry’ego. Powieści Austen opisują życie angielskiej klasy wyższej z początku XIX wieku. Zmysł obserwacji, umiejętność portretowania kobiecej psychiki i subtelny humor sprawiły, że już za życia pisarki jej powieści cieszyły się dużym uznaniem. Od połowy XX wieku przeżywają drugą młodość za sprawą adaptacji filmowych. Największym zainteresowaniem reżyserów cieszy się Duma i uprzedzenie, ale i Mansfield Park doczekał się kilku adaptacji filmowych: w 1983 na podstawie powieści powstał serial BBC, w 1999 obraz pełnometrażowy, a w 2007 film telewizyjny. Do tytułowej posiadłości Mansfield Park należącej do bogatego wuja baroneta przybywa dziesięcioletnia Fanny Price. Proces dorastania i dojrzewania tej skromnej, chorobliwie nieśmiałej ubogiej krewnej staje się osią konstrukcyjną powieści. Podobnie jak w innych powieściach Austen akcja koncentruje się wokół problemów uczuciowych bohaterów, kwestii kojarzenia się małżeństw oraz związanych z tym problemów społecznych i moralnych."

Opinie o ebooku Mansfield Park - Jane Austen

Fragment ebooka Mansfield Park - Jane Austen

Wydawnictwo Zielona Sowa

Kraków

Tytuł oryginału:

Mansfield Park

Tłumaczenie:

Gabriela Jaworska

Opracowanie stylistyczne tłumaczenia:

Katarzyna Dzidt

Opracowanie i redakcja:

Marzena Kwietniewska-Talarczyk

Projekt graficzny serii:

Piotr Iwaszko

© Copyright by Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o., Kraków 2009

ISBN 978-83-7895-210-7

Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o.

30-404 Kraków, ul. Cegielniana 4A

tel./fax (012) 266-62-94, tel. (012) 266-62-92

www.zielonasowa.pl

wydawnictwo@zielonasowa.pl

1

Mniej więcej trzydzieści lat temu posiadająca zaledwie siedem tysięcy funtów majątku panna Maria Ward z Huntington miała szczęście zdobyć serce sir Thomasa Bertrama z Mansfield Park w hrabstwie Northampton i w ten sposób zdobyć pozycję żony baroneta, co pociągnęło za sobą liczne przywileje oraz wejście w posiadanie pięknego domu i zacnego dochodu. Całe Huntingdon zgodnie twierdziło, że to wspaniała partia, a jej wuj, prawnik, przyznał, że miała co najmniej trzy tysiące za mało, aby się spodziewać takiego zamążpójścia. Panna Maria miała dwie siostry, które mogły skorzystać na jej awansie społecznym. Ci, którzy je znali, uważali, że panna Ward i panna Frances są równie urocze jak panna Maria i spodziewali się, że obie wyjdą za mąż równie dobrze. Kłopot w tym, że na świecie nie ma tylu majętnych mężczyzn, co pięknych panien, które na nich zasługują. Minęło zatem prawie sześć lat, zanim pannę Ward udało się skojarzyć z wielebnym panem Norrisem, niemal pozbawionym majątku przyjacielem jej szwagra. Panna Frances trafiła dużo gorzej, gdy bowiem przyszło co do czego, małżonek panny Ward okazał się wcale nie taki zły, jako że sir Thomas z radością zaoferował przyjacielowi ciepłą posadkę na plebanii w Mansfield, więc pan i pani Norris wkroczyli w krainę małżeńskiego szczęścia z rocznym dochodem niewiele niższym niż tysiąc funtów rocznie. Tymczasem panna Frances wyszła za mąż żeby, jak to się mówi, zrobić na złość rodzinie, co przyszło jej bez trudu, związała się bowiem z pozbawionym wykształcenia, majątku i koneksji pułkownikiem piechoty morskiej. Trudno sobie wyobrazić bardziej niefortunny wybór. Thomas Bertram miał możliwości, których chętnie by użył na korzyść siostry lady Bertram – płynęło to z jego zasad i dumy, a również z ogólnej chęci czynienia dobra oraz pragnienia, by wszyscy z nim spokrewnieni cieszyli się należytym szacunkiem. Trudno jednak było coś zdziałać, zważywszy na profesję męża szwagierki. Zanim zdołał obmyślić sposób, jak przyjść jej z pomocą, kontakt między siostrami całkowicie się urwał. Był to naturalny skutek sposobu postępowania obu stron, częsty w przypadkach nieroztropnego zamążpójścia. Aby oszczędzić sobie wysłuchiwania bezcelowych protestów rodziny, pani Price napisała do nich o wszystkim, gdy była już po ślubie. Lady Bertram, kobieta spokojna, o wybitnie beztroskim i leniwym usposobieniu, szybko puściłaby w niepamięć postępek siostry i zapomniała o całej sprawie. Za to pani Norris nosiła w sobie niespokojnego ducha, który nie zaznał spoczynku, dopóki nie napisała do Fanny długiego i pełnego złości listu, w którym wytykała jej głupotę i straszyła wszelkimi możliwymi konsekwencjami. Wtedy z kolei pani Price poczuła gniew i urazę. Jej odpowiedź zawierała tak wiele ciętych słów pod adresem obu sióstr i lekceważących uwag na temat dumy sir Thomasa, że pani Norris absolutnie nie mogła zatrzymać treści owego listu dla siebie, co na dłuższy czas położyło kres rodzinnym stosunkom.

Ich domy były tak odległe, a kręgi, w których się obracali, tak różne, że przez następne jedenaście lat praktycznie nie mieli sposobności słyszeć o sobie nawzajem. Toteż sir Thomas zdumiewał się zawsze, gdy pani Norris co jakiś czas oznajmiała gniewnym głosem, że Fanny urodziła kolejne dziecko. Jednak pod koniec tych jedenastu lat pani Price nie mogła już sobie pozwolić na pielęgnowanie dumy i urazy ani na ignorowanie jedynych ludzi, którzy mogli jej przyjść z pomocą. Duża i ciągle powiększająca się rodzina, mąż niezdolny do czynnej służby, za to świetnie usposobiony do towarzystwa i dobrego alkoholu, a do tego bardzo mały dochód, który musiał wystarczyć na zaspokojenie ich potrzeb, sprawiły, że zapragnęła odzyskać bliskich, których kiedyś tak beztrosko odtrąciła. Wysłała więc do lady Bertram list, w którym opisywała nadmiar dzieci połączony z niedoborem wszystkiego innego. List ten wyrażał taką skruchę i przygnębienie, że nie można było zareagować inaczej niż wyciągnięciem ręki na zgodę. Pani Price przygotowywała się właśnie do dziewiątego połogu. Gdy już się wyżaliła na tę okoliczność oraz wyraziła nadzieję, że siostry zadbają o mające się narodzić dziecię, wyznała, jak bardzo liczy na ich wsparcie w sprawie zapewnienia odpowiedniej przyszłości pozostałym ośmiorgu, które już były na świecie. Jej najstarszy syn ma dziesięć lat – dobry, żwawy chłopak, który nie może się doczekać, żeby poznać świat. Ale cóż ona może dla niego zrobić? Czy jest choć cień szansy, że przyda się sir Thomasowi w jego posiadłościach w Indiach Zachodnich **(Indie Zachodnie – początkowo nazwa nadana całemu kontynentowi amerykańskiemu, wynikająca z błędnego mniemania Krzysztofa Kolumba, że płynąc na zachód, dotarł do Indii, później używana w odniesieniu do wysp położonych na Morzu Karaibskim, obecnie określenie wyspiarskiej część Ameryki Środkowej, obejmująca archipelagi Antyli i Bahamów.)**? Chłopak mógłby się zająć czymkolwiek – a co sir Thomas myśli o Woolwich **(Woolwich – miejscowość, w której znajdował się Arsenał królewski, obecnie w granicach Wielkiego Londynu.)**? W jaki sposób można by wysłać chłopca na Wschód?

List nie pozostał bez odzewu. Ponownie zagościły zgoda i życzliwość. Sir Thomas przesłał przyjazne rady i pozdrowienia, lady Bertram dołączyła pieniądze i wyprawkę dla niemowlęcia, a pani Norris wzięła na siebie napisanie listów.

Takie były pierwsze efekty, a nie minął rok, gdy przed panią Price roztoczyły się perspektywy jeszcze poważniejszych korzyści. Pani Norris wielokrotnie wspominała przy ludziach, że nie może przestać myśleć o swojej biednej siostrze i jej rodzinie. Choć zrobili już dla niej tak wiele, to jej się wydawało, że można by zrobić jeszcze więcej. W końcu wyznała wprost, że jej życzeniem jest ulżyć pani Price, całkowicie przejmując obowiązki i koszta związane w wychowaniem jednego dziecka spośród jej licznej gromadki. A może wzięliby na siebie wychowanie jej najstarszej córki, dziewczynki obecnie dziewięcioletniej, a więc będącej w wieku, kiedy potrzebuje więcej uwagi, niż jej biedna matka jest jej w stanie ofiarować? Cóż znaczą trud i wydatki związane z  taką decyzją wobec wielkoduszności podobnego uczynku?

Lady Bertram natychmiast przyznała siostrze rację:

– Uważam, że to najlepsze, co możemy zrobić – powiedziała. – Poślijmy po to dziecko.

Sir Thomas nie mógł się zgodzić tak natychmiast i bez zastrzeżeń. Rozważał i wahał się – byłoby to wszak poważne zobowiązanie. Dziewczynkę, którą się bierze na wychowanie, należy odpowiednio wyposażyć, bo inaczej zabranie jej od rodziny byłoby aktem nie tyle dobroci, co okrucieństwa. Myślał też o czwórce własnych dzieci – o dwóch synach, o wypadkach, gdy kuzyni zakochiwali się w sobie, i tak dalej, i tak dalej. Zanim jednak zdołał podzielić się wątpliwościami z innymi, głos zabrała pani Norris:

– Drogi sir Thomasie, doskonale cię rozumiem. Doceniam twoją hojność i delikatność uczuć, które doprawdy pozostają w zgodzie z twoim postępowaniem. Całkowicie się z tobą zgadzam, jeśli chodzi o wyposażenie dziecka, gdybyśmy się podjęli jego wychowania, i z całą pewnością byłabym ostatnią osobą na świecie, która w takiej sytuacji skąpiłaby grosza. Sama nie mam dzieci, więc komu miałabym ofiarować tę odrobinę, którą mam, jeśli nie dzieciom moich sióstr? Jestem pewna, że pan Norris myśli tak samo. Wiesz, że jestem kobietą, która nie uznaje próżnego gadania i pustych deklaracji. Oby jakieś błahostki nie powstrzymały nas przed dobrym uczynkiem. Zapewnij dziewczynie wykształcenie, wprowadź ją w świat, a stawiam dziesięć do jednego, że to wystarczy, żeby jej zapewnić odpowiednią przyszłość, bez ponoszenia dalszych kosztów. Można powiedzieć, że dla naszej siostrzenicy, sir Thomasie, a zwłaszcza dla twojej, już samo dorastanie w tej okolicy będzie miało wiele zalet. Nie mówię, że wyrośnie z niej taka piękna panna jak z jej kuzynek. Podejrzewam, że nie. Zostanie jednak wprowadzona w towarzystwo w tak sprzyjających okolicznościach, że – wedle wszelkiego prawdopodobieństwa – zdoła sobie zapewnić korzystne zamążpójście. Myślisz o swoich synach – czyż jednak nie wiesz, że jest to najmniej prawdopodobna rzecz pod słońcem, jeżeli będą wychowywani razem jak bracia i siostra? Jest to moralnie niemożliwe. Nigdy o czymś takim nie słyszałam. Szczerze mówiąc, to jedyny pewny sposób, żeby zapobiec takiemu związkowi. Powiedzmy bowiem, że wyrośnie z niej ładna dziewczyna, a Tom albo Edmund zobaczą ją pierwszy raz za jakieś siedem lat – wtedy problem gotowy. Już samo to, że była zmuszona dorastać daleko stąd, że cierpiała w ubóstwie i zapomnieniu, wystarczy, aby któryś z tych kochanych chłopców o złotym sercu natychmiast się w niej zakochał. Pozwól im jednak dorastać razem, a choćby była piękna jak anioł, będą w niej widzieć tylko siostrę.

– Jest wiele prawdy w tym, co mówisz – odpowiedział sir Thomas – i nie mam najmniejszego zamiaru dla kaprysu sprzeciwiać się tak rozsądnemu planowi. Pragnę tylko zauważyć, że takiego zobowiązania nie powinno się podejmować lekko. Żeby pomóc pani Price, a sobie przysporzyć chwały, musimy zapewnić temu dziecku lub też przyjąć zobowiązanie, że zapewnimy mu w przyszłości wszystko, co należne młodej damie, jeśli ona sama, wbrew twoim optymistycznym przewidywaniom, nie zdoła sobie tak łatwo zapewnić korzystnego zamążpójścia.

– Doskonale cię rozumiem – wykrzyknęła pani Norris. – Jesteś samą hojnością i wrażliwością; jestem pewna, że nigdy nie dojdzie między nami do nieporozumień w tym punkcie. Gdybym tylko mogła coś zrobić! Jak dobrze wiesz, nigdy nie zwlekam, gdy idzie o uczynienie co w mojej mocy dla dobra tych, których kocham. I chociaż nigdy nie zdołałabym pokochać tej dziewczynki nawet w setnej części tak bardzo, jak kocham twoje dzieci – nie jest mi bowiem pod żadnym względem tak bliska – to znienawidziłabym samą siebie, gdybym ją zaniedbała. Czyż nie jest dzieckiem mojej siostry? I czy mogłabym znieść myśl, że chodzi głodna, podczas gdy ja mam kawałek chleba, którym mogłaby się posilić? Drogi sir Thomasie, nie jestem pozbawiona wad, ale mam też serce i choć jestem uboga, to raczej sama zrezygnowałabym z koniecznych do życia rzeczy, niż zachowała się małodusznie. Więc jeśli nie jesteś temu przeciwny, napiszę jutro do mojej biednej siostry i złożę jej tę propozycję, a kiedy wszystko zostanie ustalone, zajmę się osobiście przywiezieniem dziecka do Mansfield, żebyś ty nie musiał się tym trudzić. Na to, że ja będę miała kłopot, jak wiesz, nigdy się nie skarżę. Wyślę Nanny do Londynu, gdzie będzie mogła przenocować u swojego kuzyna rymarza, a dziewczynkę jej tam dostarczą. Nie powinni mieć problemu z wysłaniem jej z Portsmouth do miasta dyliżansem, pod opieką jakiejś godnej zaufania osoby, która akurat będzie tam jechać. Jak sądzę, w dyliżansie zawsze się znajdzie jakaś szacowna żona kupca albo ktoś taki.

Poza szturmem na kuzyna Nanny sir Thomas zgodził się na wszystko i gdy plan zastąpiono mniej oszczędnym, a za to poważniejszym, projekt można było uznać za ustalony i wszyscy mogli się cieszyć swym chwalebnym przedsięwzięciem. Ściśle mówiąc, wdzięczność nie każdemu należała się po równo, bo to sir Thomas wziął na swe barki ciężar prawdziwej i nieustającej opieki nad wybranym dzieckiem, podczas gdy pani Norris nie zamierzała ponosić jakichkolwiek kosztów związanych z jego utrzymaniem. Dopóki chodziło o rozmowy i snucie planów, jej dobroczynność nie miała sobie równych; nikt lepiej niż ona nie dyktował innym, jak być hojnym. Jej miłość do pieniędzy była jednak równie wielka jak zapał do komenderowania innymi. Pani Norris świetnie opanowała sztukę oszczędzania własnych, a wydawania cudzych pieniędzy. Gdy wyszła za mąż za człowieka z dochodem mniejszym, niż się spodziewała, uznała skromny tryb życia za konieczność. Zaczęła więc oszczędzać z rozsądku, lecz wkrótce stało się to jej przyjemnością i chlubą, choć nie miała dzieci, które mogłyby na tym zyskać. Gdyby posiadała potomstwo, być może nigdy nie zdołałaby nic odłożyć, ale skoro nie musiała zaprzątać sobie głowy troskami macierzyństwa, nic nie kładło tamy jej oszczędności ani nie umniejszało przyjemności, jaką było dorzucanie okrągłej sumki do rocznego dochodu, z którego małżonkowie nigdy w pełni nie korzystali. Tej zaślepiającej namiętności w żaden sposób nie równoważyła miłość do siostry; nie była zdolna dać z siebie więcej niż zaprojektowanie i zaaranżowanie kosztownego aktu dobroczynności. Z drugiej strony w tak nikłym stopniu znała samą siebie, że po tej rozmowie wracała do domu pełna krzepiącego przekonania, że jest najhojniejszą siostrą i ciotką na świecie.

Gdy ponownie podniesiono ten temat, poglądy pani Norris były już jaś niej określone. Kiedy lady Bertram spokojnie zapytała: „W takim razie u kogo dziewczynka najpierw zamieszka, siostro, u ciebie czy u nas?”, sir Thomas ku swojemu zaskoczeniu usłyszał, że osobiste zajęcie się wychowaniem dziecka absolutnie przekracza możliwości pani Norris. Sir Thomas sądził, że dziewczynka będzie szczególnie mile widziana na plebanii jako towarzyszka pozbawionej własnego potomstwa ciotki. Przekonał się jednak, jak bardzo był w błędzie. Pani Norris z przykrością musiała zakomunikować, że – przynajmniej tak jak się rzeczy obecnie mają – pobyt dziewczynki u niej absolutnie nie wchodzi w grę. Kiepski stan zdrowia biednego pana Norrisa całkowicie to wykluczał – nie mógłby on znieść w pobliżu hałasującego dziecka, podobnie jak nie potrafiłby wznieść się w powietrze i latać. Oczywiście gdyby udało mu się kiedyś przezwyciężyć trapiącą go podagrę, sprawy miałyby się całkiem inaczej – wtedy z radością przyjęłaby pod swój dach dziewczynkę, nie bacząc na związane z tym niedogodności. Teraz jednak opieka nad biednym panem Norrisem zajmuje cały jej czas, a jego samego wspomnienie o takim planie z pewnością wytrąciłoby z równowagi.

– W takim razie niech lepiej zamieszka u nas – powiedziała lady Bertram z niezmąconym spokojem, a sir Thomas po krótkiej pauzie dodał z  godnością:

– Tak, niech nasz dom stanie się jej domem. Spróbujemy wypełnić zobowiązania wobec niej, a tutaj przynajmniej będzie miała towarzyszy zabaw w swoim wieku oraz guwernantkę.

– Całkowita racja! – wykrzyknęła pani Norris. – Obie te sprawy z pewnością należy wziąć pod uwagę. Pannie Lee nie będzie robiło żadnej różnicy, czy uczy trzy dziewczynki, czy dwie; dla niej to wszystko jedno. Gdybym tylko mogła być bardziej przydatna! Jak widzisz, robię wszystko, co w mojej mocy. Nie należę przecież do osób, które próbują oszczędzić sobie trudów. Wyślę po dziewczynkę Nanny, jakkolwiek będzie to dla mnie kłopot pozbywać się jej na całe trzy dni. Jak mniemam, siostro, umieścisz dziecko na tym białym stryszku, niedaleko starych pokoi dziecinnych. Będzie to dla niej najlepsze miejsce: tak blisko panny Lee, niedaleko dziewcząt i pokojówek, które mogą pomagać jej się ubierać i zająć się jej garderobą. Bo, jak sądzę, nie uważasz za stosowne, żeby Ellis zajmowała się nią tak jak twoimi córkami. W rzeczy samej to jedyne miejsce, w którym możesz ją umieścić.

Lady Bertram nie sprzeciwiła się.

– Mam nadzieję, że okaże się dziewczynką o dobrym charakterze – mówiła dalej pani Norris – i będzie świadoma, jakie miała szczęście, że los zesłał jej takich przyjaciół.

– Gdyby się okazało, że ma naprawdę zły charakter – powiedział sir Thomas – nie będziemy jej mogli zatrzymać ze względu na dobro własnych dzieci, ale nie ma powodu przypuszczać, że tak będzie. Zapewne dostrzeżemy w niej wiele cech, które trzeba będzie zmienić; musimy się również przygotować na wielką ignorancję, pospolitość sądów i nieprzyjemną ordynarność zachowania, nie są to jednak wady nie do wyeliminowania. Nie przypuszczam też, aby stanowiły zagrożenie dla jej towarzyszek. Gdyby moje córki byłyby od niej młodsze, wtedy zastanowiłbym się nad wprowadzeniem w ich życie takiej towarzyszki, ale tak, jak się rzeczy mają, sądzę, że nie muszę się o nie obawiać, a można się wiele spodziewać, jeśli chodzi o wpływ tej znajomości na nią.

– Zupełnie tak samo uważam! – wykrzyknęła pani Norris. – Nie dalej jak dziś rano mówiłam to mężowi. Już samo przebywanie z kuzynkami, tak mu powiedziałam, wiele jej da; nawet gdyby panna Lee niczego jej nie nauczyła, od nich będzie czerpać przykład, jak być dobrą i mądrą dziewczynką.

– Mam nadzieję, że nie będzie dokuczać mojemu mopsowi – zaniepokoiła się lady Bertram. – Dopiero co udało mi się wyperswadować Julii, żeby go zostawiła w spokoju.

– Czeka nas pewna trudność, pani Norris – zauważył sir Thomas – związana z dokonaniem odpowiedniego rozróżnienia między dziewczętami, kiedy będą dorastać. Jak utrzymać w umysłach moich córek świadomość, kim są, a jednocześnie nie dopuścić, żeby myślały o swojej kuzynce z pogardą? A z drugiej strony, jak – nie dopuszczając do jej zbytniego poniżenia – sprawić, by pamiętała, że nie jest panną Bertram? Życzyłbym sobie, aby zostały przyjaciółkami i w żadnym wypadku nie popierałbym jakiejkolwiek wyniosłości ze strony moich córek w stosunku do ich krewnej; ale jednak nie mogą być sobie równe. Klasa, z której pochodzą, majątek, prawa oraz oczekiwania zawsze będą różne dla nich i dla niej. Jest to kwestia szczególnie delikatna i musisz nas wspierać w wysiłkach podążania najwłaściwszą drogą.

Pani Norris była gotowa służyć pomocą. Choć jednak zgadzała się całkowicie ze szwagrem, że sprawa jest trudna, to zapewniała go, że łatwo sobie z nią poradzą.

Nietrudno się domyślić, że list pani Norris do siostry nie pozostał bez odzewu. Pani Price wydawała się być nieco zaskoczona, że zdecydowali się na dziewczynkę, podczas gdy ona miała tylu zdatnych chłopców, ale przyjęła propozycję z najwyższą wdzięcznością, zapewniła krewnych, że jej córka jest dobrą, pogodną dziewczynką, i wyraziła nadzieję, że nigdy ich nie zmusi, aby ją oddalili. Pisała również, że dziecko jest nieco delikatne i słabowite, ale równocześnie wyrażała szczerą nadzieję, że zmiana powietrza dobrze jej zrobi. Biedna kobieta! Najwyraźniej uważała, że zmiana powietrza dobrze by zrobiła każdemu z  jej licznych dzieci.

2

Dziewczynka odbyła bezpiecznie długą podróż, a w Northampton czekała już na nią pani Norris, która pospieszyła na spotkanie jako ta, która najbardziej niecierpliwie jej oczekiwała. Ona też wzięła na siebie zadanie przedstawienia dziecka innym i polecenia go ich dobroci.

Fanny Price miała wówczas dziesięć lat, a choć być może nie miała daru natychmiastowego zjednywania sobie ludzi, to w każdym razie nie miała w sobie również niczego, co by zraziło do niej krewnych. Była drobna jak na swój wiek, blada i nieszczególnie ładna; wyjątkowo nieśmiała i wystraszona, gdy ktoś zwracał na nią uwagę. Choć jednak zupełnie brakowało jej obycia, jej maniery nie były prostackie, głosik miała pełen słodyczy, a kiedy się odzywała, jej twarzyczka nabierała uroku. Sir Thomas i lady Bertram powitali ją bardzo życzliwie, a sir Thomas – widząc, jak bardzo trzeba jej dodać otuchy – próbował ją nieco ośmielić, w czym mocno przeszkadzała jego wrodzona powaga. Lady Bertram, która nie zadała sobie nawet w połowie tyle trudu, wypowiadając zaledwie jedno słowo na jego dziesięć, zjednała sobie serce dziewczynki dobrotliwym uśmiechem.

Kuzyni i kuzynki byli w domu i wzięli udział w powitaniu z dużą serdecznością i zupełnie bez zażenowania, przynajmniej chłopcy, którzy mając szesnaście i siedemnaście lat i dosyć wysoki jak na swój wiek wzrost, w oczach młodziutkiej kuzyneczki byli już poważnymi mężczyznami. Dziewczynki były nieco zdezorientowane, ze względu na swój młodszy wiek i lęk przed ojcem, który napomniał je w niepotrzebnie wyszukany sposób. Ale obie zanadto już przywykły do towarzystwa i komplementów, by wykazywać jakąś naturalną nieśmiałość, a całkowity brak pewności siebie kuzynki tylko wzmacniał ich własną, więc wkrótce z całkowitą obojętnością przyglądały się jej twarzy i sukience.

Byli wyjątkowo miłym dla oka rodzeństwem – synowie bardzo przystojni, córki urodziwe, a wszyscy wyrośnięci i dojrzali nad wiek. Ich wygląd tak się różnił od wyglądu kuzynki, jak edukacja, którą otrzymali, różniła się od jej wykształcenia. Nikomu nie przyszłoby do głowy, że te trzy dziewczęta są niemal rówieśnicami. Pomiędzy młodszą kuzynką a Fanny były zaledwie dwa lata różnicy. Julia Bertram miała dwanaście lat, a Maria zaledwie rok więcej. Tymczasem mały gość czuł się bardzo nieszczęśliwy. Fanny była wystraszona i zawstydzona, a na dodatek tak strasznie tęskniła za domem, który opuściła, że nie śmiała podnieść wzroku ani się odezwać dostatecznie głośno, by ją usłyszano, nie roniąc przy tym łez. Pani Norris przez całą drogę z Northampton tłumaczyła jej, jak bardzo los się do niej uśmiechnął i jaka powinna być w związku z tym wdzięczna i grzeczna. Ona zaś czuła coraz większe przygnębienie na myśl, że jest najwidoczniej złym dzieckiem, skoro wcale nie czuje się szczęśliwa. Szybko dało też o sobie znać zmęczenie spowodowane długą podróżą. Na nic się zdały prawione z dobrego serca uprzejmości sir Thomasa i natrętne perswazje pani Norris; na próżno lady Bertram się uśmiechała i zapraszała ją do siebie na kanapę, obok mopsa. Jej oporów nie przełamał nawet widok agrestowego placka – ledwo przełknęła dwa kęsy, a już nie mogła powstrzymać łez. Uznano więc, że sen jej dobrze zrobi, i zaprowadzono ją na górę, żeby mogła się wypłakać w poduszkę.

– To nie jest zbyt obiecujący początek – powiedziała pani Norris, gdy Fanny wyszła z pokoju. – Myślałam, że po tym wszystkim, co jej mówiłam po drodze, lepiej się zachowa. Tłumaczyłam, jak wiele zależy od tego, czy od razu zrobi dobre wrażenie. Oby się nie okazało, że ma skłonność do dąsów jak jej biedna matka. Ale w końcu takie dziecko musimy traktować pobłażliwie. Być może zresztą żal z powodu opuszczenia domu dobrze o niej świadczy. Mimo wszelkich niedostatków, to był jej dom. A przecież nie jest jeszcze w stanie zrozumieć, jak bardzo skorzystała na tej zmianie; we wszystkim jednak trzeba zachować umiar.

Przywyknięcie do Mansfield i pogodzenie się z rozłąką z najbliższymi zajęło Fanny więcej czasu, niż była skłonna się spodziewać pani Norris. Dziewczynka była niezwykle wrażliwa, a żaden z domowników nie zrozumiał tego na tyle, żeby jej pomóc. Nikt nie był dla niej niedobry, ale też nikt się specjalnie nie wysilił, by poczuła się jak w  domu.

Wolny dzień, który nazajutrz urządzono obu pannom Bertram, by się mogły zaprzyjaźnić i pobawić z młodziutką kuzynką, nie stał się początkiem zażyłości. Uznały, że jest uboga, bo miała tylko dwie szarfy i nigdy nie uczyła się francuskiego. Gdy zaś zauważyły, że duet, który tak ślicznie grały, nie zrobił na niej większego wrażenia, nie pozostało im nic innego jak hojnie obdarować Fanny zabawkami, którymi same nie miały ochoty się bawić, i oddać się ulubionemu w tamtym czasie zajęciu, to jest robieniu sztucznych kwiatów albo raczej marnowaniu złotego papieru.

Fanny, czy to w towarzystwie kuzynek, czy też z dala od nich, w pokoju szkolnym, w salonie czy w parku czuła się jednakowo opuszczona. Każda osoba i każde miejsce budziły jej strach. Milczenie lady Bertram ją onieśmielało, poważny wygląd sir Thomasa trwożył, a upomnienia pani Norris przytłaczały. Kuzynki peszyły ją, wytykając niski wzrost i czyniąc uwagi na temat jej nieśmiałości; panna Lee dziwiła się jej ignorancji, a służące wyśmiewały jej ubrania. Do tych zmartwień dochodziło jeszcze wspomnienie braci i sióstr, dla których była towarzyszką zabaw, nauczycielką i opiekunką, więc jej serce wciąż przepełniał wielki smutek.

Ogrom domu ją olśniewał, ale nie przynosił pociechy. Pokoje były zbyt wielkie, by się po nich swobodnie poruszać; wciąż się bała, że coś zniszczy, i lękała się jeśli nie tego, to czego innego. Często uciekała do swojego pokoiku i tam zalewała się łzami. Mała dziewczynka, o której mówiono w salonie, gdy już poszła spać, że wydaje się świadoma wyjątkowego szczęścia, jakie ją spotkało, kończyła każdy dzień, płacząc tak długo, aż zasnęła. Tak minął tydzień, a że była cichutka i nie rzucała się w oczy, nikt nie zauważył niczego szczególnego w jej zachowaniu. Aż pewnego poranka młodszy kuzyn Edmund zastał ją płaczącą na schodach wiodących na stryszek.

– Moja droga kuzyneczko – spytał z delikatnością człowieka o  prawdziwie dobrym sercu – co się stało?

Usiadłszy przy niej, próbował ją nieco ośmielić i przekonać, by szczerze z nim porozmawiała. Czy jest chora? Czy ktoś się na nią rozgniewał? A może pokłóciła się z Marią albo z Julią? A może na lekcji nie zrozumiała czegoś, co mógłby jej wyjaśnić? Czy, mówiąc krótko, potrzebuje czegoś, co mógłby jej dać lub dla niej zrobić? Przez dłuższy czas jedyną odpowiedzią było: „nie, nie – ależ nie – dziękuję”. On jednak nie dał za wygraną, a gdy skierował rozmowę na jej dom, głośniejsze łkanie wyjaśniło mu przyczyny jej smutku. Próbował ją pocieszyć.

– Przykro ci, że opuściłaś mamusię, moja mała Fanny – powiedział. – A to znaczy, że jesteś dobrą dziewczynką. Musisz jednak pamiętać, że jesteś teraz u krewnych, którzy cię kochają i pragną, żebyś była szczęśliwa. Chodź, przejdziemy się po parku i opowiesz mi wszystko o  swoich braciach i siostrach.

Podczas spaceru Edmund dowiedział się, że choć drodzy jej byli wszyscy bracia i wszystkie siostry, jedno z rodzeństwa zajmowało w jej sercu miejsce szczególne. Był to William, o którym najwięcej mówiła i którego najbardziej pragnęła zobaczyć. Najstarszy, o rok starszy od Fanny towarzysz jej zabaw i przyjaciel, zawsze wstawiał się za nią u matki, której był ulubieńcem. William nie chciał, żeby wyjeżdżała, mówił, że będzie za nią bardzo tęsknił.

– Jestem pewien, że do ciebie napisze.

– Tak, obiecał, że napisze, ale chciał, żebym to ja napisała pierwsza.

– Więc kiedy myślisz to zrobić?

Fanny zwiesiła główkę i odparła z wahaniem, że nie wie, gdyż nie ma papieru.

– Jeżeli tylko na tym polega trudność, to dam ci papier i potrzebne przybory, żebyś mogła pisać do Williama, kiedy tylko zechcesz. Czy wtedy będziesz szczęśliwa?

– Tak, bardzo.

– Więc zajmijmy się tym od razu. Chodźmy do pokoju śniadaniowego. Znajdziemy tam wszystko, czego nam trzeba, i nikt nam tam nie będzie przeszkadzał.

– Ale, kuzynie… czy ten list zostanie wysłany?

– Tak, możesz mi wierzyć. Pójdzie razem z innymi listami, a twój wuj zatroszczy się o znaczki **(zatroszczy się o znaczki – w dawnej Anglii koszty usług pocztowych ponosił adresat; sir Thomas, będąc członkiem parlamentu, był zwolniony z opłat pocztowych.)** i William nie będzie musiał nic płacić.

– Wuj! – powtórzyła Fanny z przerażeniem w oczach.

– Tak. Kiedy list będzie gotowy, zaniosę go ojcu, żeby go ofrankował.

Fanny wydawało się, że to z jej strony zuchwalstwo, ale nie sprzeciwiała się dłużej i poszli razem do pokoju śniadaniowego. Tam Edmund przygotował papier i poliniował go z taką usłużnością, z jaką zrobiłby to jej własny brat, a znacznie przy tym staranniej. Towarzyszył jej cały czas, by służyć scyzorykiem, znajomością ortografii albo czymkolwiek, czego potrzebowała; a do tego – i tym sprawił jej największą radość – dopisał własnoręcznie pozdrowienia dla Williama i jeszcze przesłał mu pod pieczęcią pół gwinei. Fanny przepełniały uczucia, których nie była w stanie opisać, lecz wyraz jej twarzyczki i kilka prostych słów najlepiej świadczyły o jej wdzięczności i radości, co sprawiło, że kuzyn uznał ją za osóbkę godną zainteresowania. Gdy porozmawiał z nią dłużej, upewnił się, że ma czułe serce i szczerze pragnie dobrze postępować. Doszedł do przekonania, że trzeba otoczyć kuzynkę większą troską, bo sytuacja, w jakiej się znalazła, musi być szczególnie trudna dla tak nieśmiałej dziewczynki. Wprawdzie wcześniej nigdy świadomie nie sprawił jej przykrości, teraz jednak czuł, że kuzynka potrzebuje więcej serdeczności, i starał się na początek uśmierzyć jej lęk przed domownikami i zachęcić, żeby się częściej bawiła z Marią i Julią i była tak wesoła, jak tylko potrafi .

Od tego dnia Fanny poczuła się lepiej. Wiedziała, że ma przyjaciela, a życzliwość kuzyna Edmunda dodawała jej odwagi w kontaktach z innymi. Dom przestał się jej wydawać taki obcy, a jego mieszkańcy tak onieśmielający. Jeżeli niektórych nie przestała się bać, to przynajmniej poznała ich obyczaje i nauczyła się do nich dostosowywać. Pewne potknięcia i niezręczności, które z początku niemile zakłócały spokój wszystkich, łącznie z samą Fanny, przydarzały się jej znacznie rzadziej. Nie bała się już stanąć przed wujem i nie drżała na dźwięk głosu pani Norris. Kuzynki od czasu do czasu zapraszały ją do wspólnych zabaw. Choć ze względu na młody wiek i brak siły nie nadawała się na stałą towarzyszkę ich rozrywek, to przecież niektóre zajęcia zyskiwały na udziale trzeciej osoby, zwłaszcza że ta trzecia osoba była usłużna i potulna. Gdy więc ciotka dopytywała o jej wady lub Edmund przypominał, że powinny traktować kuzynkę życzliwie, nie mogły nie przyznać, że „Fanny jest całkiem miła”.

Edmund był dla niej niezmiennie dobry, a ze strony Toma nie groziło jej nic gorszego nad to, że czasami bywała dla niego obiektem żartów, jakie siedemnastoletni młodzieniec może sobie stroić z dziesięcioletniego dziecka. Właśnie rozpoczynał dorosłe życie, rozpierała go energia i miał wszystkie liberalne skłonności typowe dla najstarszego syna, który uważa, że urodził się, by wydawać pieniądze i się bawić. Życzliwość okazywana kuzynce była odzwierciedleniem jego pozycji i praw: kupował jej piękne prezenty i śmiał się z niej.

W miarę jak poprawiały się jej wygląd i samopoczucie, sir Thomas i pani Norris z rosnącym zadowoleniem myśleli o swoim dobrym uczynku; szybko też oboje doszli do wniosku, że choć nie można jej nazwać bystrą, to jest posłuszna i prawdopodobnie nie sprawi im wiele kłopotu. Nie tylko oni tak nisko oceniali możliwości Fanny. Dziewczynka potrafiła czytać, szyć i pisać, nigdy jednak nie uczono jej niczego więcej, więc gdy kuzynki odkryły, że nie ma pojęcia o wielu rzeczach, na których one od dawna się znały, uznały ją za wyjątkowo głupią. Przez pierwsze dwa czy trzy tygodnie ciągle wpadały do salonu ze świeżymi relacjami na ten temat. „Droga mamusiu, niech sobie mamusia wyobrazi, że kuzynka nie potrafi ułożyć mapy Europy!” albo: „Kuzynka nie potrafi wymienić najważniejszych rzek w Rosji!”, albo: „Nigdy nie słyszała o Azji Mniejszej!”, albo: „Nie wie, czym się różnią pastele od farb wodnych!”, „Jakie to dziwne!”, „Czy słyszała kiedyś mamusia coś równie głupiego?”.

– Moje drogie – odpowiadała ich troskliwa ciotka – to bardzo przykre, ale nie możecie oczekiwać, że nauka każdemu będzie szła równie szybko i łatwo jak wam.

– Ale ciociu, ona naprawdę nic nie wie! Wczoraj wieczorem zapytałyśmy ją, jak się dostać do Irlandii, a ona na to, że przez wyspę Wight. Myśli tylko o wyspie Wight i mówi o niej „Wyspa”, jakby na świecie nie było innych wysp. Naprawdę, byłoby mi wstyd za siebie, gdybym tego nie wiedziała, nawet gdy byłam dużo młodsza od niej. Nie pamiętam, kiedy nie wiedziałam tych rzeczy, o których ona dotąd nie ma pojęcia. Od jak dawna, ciociu, potrafimy wymienić królów Anglii w chronologicznym porządku, z datami wstąpienia na tron i najważniejszymi wydarzeniami, które miały miejsce za ich panowania!

– Tak, i jeszcze cesarzy rzymskich aż do Sewerusa – dodała druga siostra. – Poza tym znamy wiele mitów i wiemy wszystko o metalach, półmetalach i wielkich filozofach.

– To prawda, moje drogie, wy jednak jesteście obdarzone doskonałą pamięcią, a wasza kuzynka wydaje się jej zupełnie pozbawiona. Pamięć pamięci nierówna – wszystko na świecie jest zróżnicowane – musicie więc traktować waszą biedną kuzynkę z pobłażliwością i współczuć jej z powodu tych braków. Pamiętajcie również, że choć wiecie już tak wiele i jesteście takie mądre, powinnyście być skromne. Choć bowiem tyle już umiecie, to wiele jeszcze przed wami.

– Tak, wiem, że musimy się jeszcze uczyć, póki nie skończymy siedemnastu lat. Ale muszę powiedzieć cioci coś jeszcze o Fanny, coś dziwacznego i głupiego. Wie ciocia, że ona nie chce się uczyć grać na żadnym instrumencie ani rysować?

– To z pewnością bardzo niemądre, moje drogie, i pokazuje wielki brak talentu i ambicji. Jednak, biorąc wszystko pod uwagę, sama nie wiem, czy tak nie jest lepiej. Jak wam nieraz mówiłam, wasz tatuś i wasza mamusia są tak dobrzy, że pozwalają jej wychowywać się z wami, ale wcale nie jest konieczne, żeby zdobyła takie same umiejętności, jak wy. Wręcz przeciwnie, dobrze się stanie, jeżeli będzie między wami różnica.

Takie właśnie wskazówki pani Norris przyczyniały się do kształtowania umysłów siostrzenic; nic więc dziwnego, że choć posiadały tak obiecujące talenty i wiele wiedziały, to całkowicie brak im było mniej powszechnych przymiotów – samoświadomości, wielkoduszności i pokory. Dbano o ich wykształcenie, lecz nie o charaktery. Sir Thomas nie wiedział o tym przeoczeniu, choć bowiem był prawdziwie troskliwym ojcem, nie potrafił okazywać czułości, a jego pełne rezerwy zachowanie sprawiało, że dzieci nie zwierzały mu się ze swych myśli.

Lady Bertram w ogóle nie interesowała się edukacją córek. Nie miała czasu na podobne sprawy. Spędzała całe dnie, siedząc w pięknej sukni na kanapie, zajęta haftowaniem jakiejś mało przydatnej i pozbawionej urody robótki, częściej myśląc o swoim mopsie niż o dzieciach, choć dzieci chętnie rozpieszczała, jeśli tylko nie wymagało to od niej żadnego wysiłku. We wszystkich ważnych sprawach szła za radą sir Thomasa, a w mniej ważnych – siostry. Gdyby nawet znalazła więcej czasu na wychowanie dziewcząt, pewnie i tak uważałaby to za zbędne – były przecież pod opieka guwernantki, miały odpowiednich nauczycieli, nie mogły potrzebować niczego więcej. Gdy zaś chodziło o tępotę Fanny, mogła tylko powiedzieć, że to bardzo przykre, ale niektórzy ludzie są tępi, i Fanny musi się po prostu bardziej przyłożyć do nauki. Nie sądzi, by coś jeszcze dało się w tej sprawie zrobić. Musi jednak dodać, że poza ową tępotą nie dostrzega w biedactwie innych wad; Fanny zawsze jest uczynna, szybko wykonuje polecenia i skwapliwie przynosi to, czego jej ciocia potrzebuje.

Mimo swoich wad – ignorancji i nieśmiałości – Fanny stała się częścią Mansfield Park, na który przeniosła część przywiązania, jakim obdarzała dom rodzinny, i dorastała tu wcale szczęśliwie wśród kuzynostwa. Maria i Julia nie były wobec niej nazbyt złośliwe, a choć nieraz ją upokarzały swoim zachowaniem, Fanny nie uważała, by miała prawo czuć się tym zraniona.

Mniej więcej w tym czasie, gdy Fanny weszła do rodziny, lady Bertram z powodu niewielkich problemów zdrowotnych oraz lenistwa zrezygnowała z prowadzenia domu w Londynie, w którym spędzała co roku wiosnę, i osiadła na stałe na wsi, pozostawiając sir Thomasa samego na czas, gdy musiał pełnić obowiązki w parlamencie, i nie zastanawiając się, czy jej nieobecność zwiększy czy też zmniejszy jego wygodę. Tak więc panny Bertram ćwiczyły dalej swoją pamięć, grały duety oraz rosły i stawały się kobietami na wsi, a ojciec stwierdzał, że zarówno ich uroda i maniery, jak i umiejętności spełniają w zupełności jego oczekiwania. Jego najstarszy syn był lekkomyślny i rozrzutny, co już zdążyło mu przysporzyć wielu zmartwień, lecz pozostałe dzieci zapowiadały się świetnie. Sądził, że córki będą przydawać nazwisku Bertram nowego blasku, a zmieniając je, przysporzą rodzinie znakomitych koneksji. Charakter Edmunda, jego zdrowy rozsądek i prawość obiecywały, że będzie on pożytecznym i honorowym człowiekiem, który zapewni szczęście sobie i  swoim bliskim. Miał zostać duchownym.

Mimo trosk i radości, których dostarczały mu własne dzieci, sir Thomas nie zapominał wspomagać dzieci pani Price; nie szczędził pieniędzy na wykształcenie i pomógł znaleźć zajęcie jej synom, gdy już dorośli na tyle, by rozpocząć samodzielne życie. Fanny, choć niemal odcięta od rodziny, zawsze z największą radością słuchała o udzielanej im pomocy czy o czymkolwiek, co miało poprawić ich byt. Raz i tylko raz w ciągu tych wszystkich lat miała szczęście spotkać się z Williamem. Nikogo innego z rodziny nie widywała. Nikt jakoś nie pomyślał o tym, żeby ją wysłać do domu, choćby tylko z wizytą; wydawało się, że tam za nią nie tęsknią. Tylko William, który wkrótce po wyjeździe siostry postanowił zostać marynarzem, był zaproszony na tydzień do hrabstwa Northampton, zanim wypłynął na morze. Można sobie wyobrazić, jak czułe było spotkanie rodzeństwa, jak wielka radość, że ponownie są razem, ile szczęśliwych godzin wspólnie spędzili, ile odbyli rozmów. Można też sobie wyobrazić optymizm brata aż do chwili rozstania i smutek siostry, gdy ją opuszczał. Na szczęście owa wizyta miała miejsce w Boże Narodzenie, gdy Fanny mogła znaleźć natychmiastową pociechę u kuzyna Edmunda; ten zaś opowiedział takie cudowne rzeczy o tym, co William będzie robił i kim będzie, skoro obrał sobie taką profesję, aż musiała w końcu przyznać, że ich rozłąka może przynieść jakąś korzyść. Zawsze mogła liczyć na przyjaźń Edmunda – nic się w tym względzie nie zmieniło, gdy opuścił Eton, by się kształcić w Oksfordzie, a nawet miał teraz częściej sposobność dawać Fanny dowody życzliwości. Nie chwaląc się, że robi więcej niż inni, ani nie obawiając się, że robi za dużo, zawsze jej sprzyjał i miał wzgląd na jej uczucia – chciał, aby inni docenili jej zalety, a ona sama zwalczyła nieśmiałość, przez którą owe zalety nie rzucały się w oczy; doradzał jej, pocieszał i dodawał otuchy.

Lekceważona przez wszystkich, nie mogła nabrać śmiałości dzięki wsparciu jednego tylko człowieka, lecz dzięki trosce kuzyna jej umysł doskonalił się i ogarniał coraz szersze horyzonty. On widział, że jest inteligentna, bystra, a ponadto nie brak jej zdrowego rozsądku i lubi czytać, co samo w sobie, jeśli wskazywał jej właściwe lektury, stanowiło znakomitą edukację. Panna Lee uczyła ją francuskiego i codziennie przepytywała z kolejnej partii historii, lecz to Edmund podsuwał jej książki, które z przyjemnością czytała w wolnym czasie, dbał o jej dobry gust i umiejętność formułowania sądów. Dzięki niemu lektury przynosiły pożytek, gdyż rozmawiał z nią o tym, co przeczytała, i rozumną pochwałą tym bardziej ją do nich zachęcał. Ona zaś w zamian obdarowała go taką miłością, jaką nie darzyła nikogo z wyjątkiem Williama; serce Fanny należało do nich dwóch.

3

Pierwszym znaczącym wydarzeniem w życiu rodziny była śmierć pana Norrisa, która nastąpiła, gdy Fanny miała blisko piętnaście lat, i stała się przyczyną nieuniknionych zmian i nowych rozwiązań. Pani Norris musiała opuścić plebanię i najpierw przeniosła się do dworu, a później do małego domku we wsi należącego do sir Thomasa. Po stracie męża znalazła pociechę w myśli, że doskonale sobie bez niego poradzi, a po zmniejszeniu dochodu pokrzepiła ją świadomość, że ma teraz powód, żeby ostro redukować wydatki.

Probostwo miało w przyszłości przypaść Edmundowi i gdyby jego wuj umarł parę lat wcześniej, zostałoby przekazane jakiemuś przyjacielowi rodziny, by się nim zajął do czasu, gdy Edmund osiągnie odpowiedni wiek i przyjmie święcenia. Niestety, rozrzutność Toma sprawiła, że ten plan trzeba było zarzucić i zrobić z probostwa inny użytek – w ten sposób młodszy brat spłacał długi za przyjemności starszego. Na szczęście w rodzinie była druga prebenda, która teraz miała się dostać Edmundowi; choć ta okoliczność sprawiła, że sir Thomas łatwiej się pogodził z utratą pierwszego probostwa, to nie mógł o tym myśleć inaczej jak o akcie wielkiej niesprawiedliwości i usilnie próbował to uświadomić starszemu synowi, w nadziei, że przyniesie to lepszy skutek niż wszystko, co do tej pory mówił i robił.

– Wstydzę się za ciebie, Tom – tłumaczył poważnie synowi. – Wstydzę się, że muszę to zrobić, i wierzę, że ty również, jako brat, przez to cierpisz. Obrabowałeś Edmunda z więcej niż połowy należnego mu dochodu na dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat, a być może na całe życie. Może w przyszłości będę w stanie, albo ty będziesz (oby tak się stało), zapewnić mu lepszą pozycję, nie wolno ci jednak zapomnieć, że Edmund ma prawo żądać od nas takiego wsparcia i że w gruncie rzeczy nie możemy w żaden sposób wynagrodzić mu tego, czego się musi teraz wyrzec, abyśmy mieli czym spłacić twoje długi.

Tom słuchał z pewnym zawstydzeniem i niejakimi wyrzutami sumienia, ledwie jednak opuścił ojca, radosny egoizm podpowiedział mu trzy wnioski: po pierwsze, że jego długi nie były nawet w połowie tak wysokie, jak długi niektórych jego kolegów; po drugie, że ojciec nieznośnie nudzi, jeśli chodzi o tę sprawę; po trzecie, że przyszły beneficjent, kimkolwiek będzie, najpewniej szybko umrze.

Po śmierci pastora Norrisa prawo do probostwa otrzymał pan Grant, który wkrótce przybył do Mansfield i okazał się rumianym czterdziestopięcioletnim mężczyzną, co stało w niejakiej sprzeczności z przewidywaniami panicza Bertrama. Tom obstawał jednak przy swoim: to typowy apoplektyk o krótkiej szyi, który będzie opływał we wszelkie dostatki, obżerał się i na pewno wkrótce pożegna się z tym światem.

Pastor Grant i jego o jakieś piętnaście lat młodsza żona nie mieli dzieci. Okoliczne towarzystwo uznało ich natychmiast za ludzi miłych i godnych szacunku.

Nadszedł czas, gdy sir Thomas oczekiwał, że pieczę nad siostrzenicą przejmie szwagierka. Sytuacja pani Norris się zmieniła, a Fanny podrosła, nie tylko więc zniknęły przeszkody, które wcześniej nie pozwalały pani Norris zabrać dziewczynki do siebie, ale nawet takie rozwiązanie wydawało się dla wszystkich korzystne. Tymczasem sytuacja finansowa sir Thomasa nieco się pogorszyła z powodu niedawnych strat w jego posiadłościach w Indiach Zachodnich oraz rozrzutności starszego syna, więc perspektywa pozbycia się kosztów utrzymania Fanny nie była mu niemiła, podobnie jak myśl, że nie trzeba się będzie troszczyć o zabezpieczenie jej przyszłości. Był przekonany, że pani Norris podejmie się tego obowiązku, więc wspomniał o tym żonie, a ta przypomniawszy sobie jego słowa w obecności Fanny, spytała ją spokojnie:

– Więc wkrótce nas opuścisz i zamieszkasz z moją siostrą. Ciekawe, jak ci się tam spodoba?

Fanny była zbyt zdumiona, żeby odpowiedzieć, i powtórzyła tylko słowa ciotki:

– Wkrótce was opuszczę?

– Tak, kochanie, czemu jesteś taka zdziwiona? Mieszkasz z nami już pięć lat, a siostra zawsze zamierzała wziąć cię do siebie po śmierci pana Norrisa. Ale oczywiście musisz tu przychodzić i nadal pomagać mi w  fastrygowaniu.

Wiadomość ta była dla Fanny tyleż nieprzyjemna, co nieoczekiwana. Nigdy nie doświadczyła dobroci od ciotki Norris i nie potrafiła jej pokochać.

– Będzie mi bardzo smutno was opuszczać – powiedziała drżącym głosem.

– Nie wątpię, że będzie ci smutno. To naturalne. Jak sądzę, odkąd z nami zamieszkałaś, było ci tu tak dobrze, jak chyba nikomu na świecie.

– Mam nadzieję, że nie jestem niewdzięczna, ciociu – powiedziała nieśmiało Fanny.

– Nie, kochanie, oczywiście, że nie. Zawsze cię uważałam za bardzo dobre dziecko.

– I już nigdy nie będę tu z wami mieszkała?

– Nigdy, moja droga. Ale możesz być pewna, że twój nowy dom będzie równie wygodny. Prawie nie odczujesz różnicy, że już nie mieszkasz tu, tylko gdzie indziej.

Fanny opuściła pokój ze smutkiem w sercu. Czuła, że różnica nie będzie wcale taka mała, i nie potrafiła myśleć o mieszkaniu z ciotką Norris z jakąkolwiek przyjemnością. Gdy tylko spotkała Edmunda, poskarżyła się na przykrość, która ją spotkała.

– Kuzynie – powiedziała – niedługo stanie się coś, o czym myślę z niechęcią. I choć nieraz udało ci się mnie przekonać do rzeczy, które z początku budziły mój sprzeciw, tym razem nie zdołasz tego dokonać. Mam teraz zamieszkać z ciotką Norris.

– Doprawdy?

– Tak, ciocia Bertram właśnie mi o tym powiedziała. To już postanowione. Jak sądzę, opuszczę Mansfield Park i przeniosę się do Białego Domku, gdy tylko ciotka się tam przeprowadzi.

– No cóż, Fanny, gdyby ten plan nie był ci tak niemiły, powiedziałbym, że jest znakomity.

– Och, kuzynie!

– Ten projekt ma wiele zalet. Ciotka postępuje niezwykle rozsądnie, zapraszając cię do siebie. Wybrała sobie na przyjaciółkę i towarzyszkę właśnie tę osobę, którą powinna, i rad jestem, że miłość do pieniędzy jej w tym nie przeszkodziła. Staniesz się dla niej tym, czym być powinnaś. Mam nadzieję, że myśl o tym nie sprawia ci zbyt wiele przykrości.

– Owszem, sprawia. Ten pomysł nie może mi się podobać. Kocham ten dom i wszystko, co w nim jest. A tam niczego nie zdołam pokochać. Wiesz, jak nieswojo się czuję w jej obecności.

– Nie mogę powiedzieć, żeby traktowała cię szczególnie dobrze, kiedy byłaś dzieckiem, ale nas wszystkich traktowała w ten sam sposób albo przynajmniej bardzo podobnie. Nigdy nie potrafiła być miła dla dzieci. Ale teraz jesteś już w takim wieku, że będzie traktować cię lepiej. A ponieważ będziesz jej jedyną towarzyszką, siłą rzeczy staniesz się dla niej ważna.

– Nigdy nie będę ważna dla nikogo.

– A to dlaczego?

– Z wielu powodów. Moje położenie… moja głupota i niezręczność…

– Co do głupoty i niezręczności, droga Fanny, to, wierz mi, nie ma w tobie cienia jednej ani drugiej, no chyba wtedy, gdy mówisz takie rzeczy. Nie istnieje żaden powód, dla którego nie miałabyś być dla kogoś ważna, jeśli tylko pozwolisz się lepiej poznać. Jesteś rozsądna i łagodna z natury i z pewnością masz pełne wdzięczności serduszko, które nie potrafiłoby przyjąć dobroci, nie odwdzięczając się tym samym. Nie znam cech ważniejszych dla przyjaciółki i towarzyszki.

– Jesteś zbyt miły – powiedziała Fanny, rumieniąc się na tyle pochwał. – Jakże ci kiedykolwiek zdołam należycie podziękować za to, że masz o mnie takie dobre zdanie? Och, kuzynie, jeśli stąd odejdę, będę pamiętała twoją dobroć aż po ostatni dzień życia.

– Doprawdy, Fanny, wierzę, że nie zapomnisz o mnie, tylko dlatego, że się przeniesiesz do Białego Domku. Mówisz tak, jakbyś miała wyjechać dwieście mil stąd, a nie zaledwie na drugi koniec parku. Przecież będziesz częścią naszej rodziny prawie tak samo, jak dotąd. Będziemy się codziennie spotykać przez okrągły rok. Jedyna różnica w tym, że mieszkając z ciotką, nabierzesz pewności siebie, tak jak być powinno. Tu jest zbyt wiele osób, za plecami których możesz się schować, ale tam będziesz musiała przemówić we własnym imieniu.

– Och, nie mów tak!

– Muszę to powiedzieć i mówię to z przyjemnością. Pani Norris nadaje się teraz na twoją opiekunkę o wiele lepiej niż moja matka. Ona ma taki charakter, że potrafi dużo zrobić dla kogoś, kim się naprawdę zainteresuje. Zmusi cię, żebyś w pełni wykorzystała dary, którymi obdarzyła cię natura.

Fanny westchnęła.

– Nie potrafię spojrzeć na to w taki sposób – powiedziała – ale chyba lepiej, żebym uwierzyła, że to ty masz rację, a nie ja, i jestem wdzięczna za to, że próbujesz mi pomóc pogodzić się z tym, co nieuniknione. Gdybym mogła przypuszczać, że ciotce naprawdę na mnie zależy, byłabym szczęśliwa, że jestem dla kogoś ważna! Tutaj wiem, że nie jestem, ale i tak kocham to miejsce!

– Nie opuścisz tego miejsca, Fanny, choć opuścisz ten dom. Będziesz mogła korzystać z parku i z ogrodów tak swobodnie, jak dotąd. Nawet twoje wierne serduszko nie potrzebuje się lękać, bo zmiana będzie tylko formalna. Będziesz spacerować tymi samymi ścieżkami, wybierać książki z tej samej biblioteki, widywać tych samych ludzi i jeździć na tym samym koniu.

– To prawda. Mój drogi stary siwek. Ach, kuzynie, kiedy sobie przypomnę, jak bardzo się bałam konnej jazdy, jaka byłam przerażona, słysząc, jak rozmawiacie o tym, że dobrze mi to zrobi (och, jakież przechodziły mnie dreszcze, ilekroć wuj otwierał usta, gdy rozmowa dotyczyła koni!), a potem ile się natrudziłeś, żebym się pozbyła tych lęków i żeby mnie przekonać, że wkrótce polubię konną jazdę. Kiedy pomyślę, że miałeś wtedy całkowitą rację, to mam nadzieję, że i tym razem twoje przewidywania okażą się słuszne.

– A ja jestem pewny, że zamieszkanie z panią Norris będzie tak korzystne dla twojego umysłu, jak konna jazda okazała się korzystna dla twojego zdrowia, i że ostatecznie przyczyni się do twojego szczęścia.

Tak się skończyła ich rozmowa, która – jeśli nie liczyć kojącego wpływu, jaki wywarła na Fanny – równie dobrze mogła się w ogóle nie odbyć, bo pani Norris nie miała najmniejszego zamiaru zabierać siostrzenicy do siebie. Nigdy nie myślała o podobnym planie inaczej niż jako o czymś, czego należy starannie unikać. Żeby nikomu nie przyszło do głowy oczekiwać tego od niej, spośród domów w para? i Mansfield, które można było zaliczyć do eleganckich, wybrała najmniejszy. Biały Domek mógł pomieścić zaledwie ją i służbę, miał też tylko jeden pokój gościnny. Na plebanii nigdy nie było pokoi gościnnych, teraz jednak absolutna konieczność posiadania takiego pokoju była przez panią Norris co krok podkreślana. Pomimo wszystkich tych środków ostrożności i tak nie udało się jej uniknąć tego, czego się obawiała – oczekiwania, że okaże się kimś lepszym, niż była w istocie. Może zresztą właśnie owo stałe podkreślanie potrzeby posiadania pokoju gościnnego doprowadziło sir Thomasa do fałszywego przekonania, że ten pokój przeznaczony był dla Fanny. Lady Bertram szybko uznała ten fakt za oczywistość i beztrosko wspomniała pani Norris:

– Myślę, siostro, że teraz, kiedy Fanny będzie mieszkać z tobą, nie potrzebujemy już panny Lee.

Pani Norris aż podskoczyła:

– Na niebiosa, moja droga, a cóż ty znowu wymyśliłaś?

– To ona nie będzie z tobą mieszkać? Myślałam, że ustaliłaś to z  sir Thomasem.

– Ja? Nic podobnego! Nigdy nie powiedziałam sir Thomasowi ani słowa na ten temat, ani on mnie. Fanny miałaby ze mną mieszkać! To ostatnia rzecz, która przyszłaby mi do głowy, podobnie jak każdemu, kto zna ją i mnie. Na niebiosa! Cóż miałabym począć z Fanny? Ja, biedna, bezradna, samotna wdowa, niezdolna do niczego, całkiem załamana – co ja miałabym robić z dziewczynką w jej wieku, z piętnastolatką? Właśnie w tym wieku dziecko potrzebuje najwięcej uwagi i opieki i bywa utrapieniem nawet dla najradośniejszej osoby. Sir Thomas z pewnością nie mógł na serio oczekiwać, że ją wezmę do siebie! Zbyt wielka łączy nas przyjaźń. Jestem pewna, że nikt, kto mi dobrze życzy, nie wysunąłby takiej propozycji. Jak to się stało, że sir Thomas powiedział ci coś takiego?

– Sama nie wiem, doprawdy. Zapewne sądził, że tak byłoby najlepiej.

– Ale co ci mówił? Przecież nie mógł powiedzieć, że sobie życzy, żebym wzięła Fanny. Jestem pewna, że w głębi serca wcale tego nie chce.

– Nie. Powiedział tylko, że uważa to za bardzo prawdopodobne. A ja sądzę podobnie. Myśleliśmy oboje, że obecność Fanny byłaby dla ciebie pociechą. Jeśli jednak nie podoba ci się ten pomysł, to nie mówmy o tym więcej. Fanny nie jest tutaj żadną zawadą.

– Droga siostro! Biorąc pod uwagę mój opłakany stan, jakże Fanny mogłaby się dla mnie stać pociechą? Oto ja, biedna, samotna wdowa, pozbawiona najlepszego z mężów. Straciłam zdrowie, pielęgnując go w chorobie, z każdym dniem bardziej przybita, pozbawiona spokoju ducha, posiadająca ledwie tyle, by utrzymać pozycję damy i żyć w sposób, który nie urągałby pamięci ukochanego męża – jaką niby pociechę miałabym z ciężaru, jakim byłaby Fanny! Gdybym nawet chciała ją wziąć do siebie dla własnej wygody, to przecież nie zrobiłabym takiej krzywdy tej biednej dziewczynie. Teraz jest w dobrych rękach i pod dobrą pieczą. A ja muszę sama, tak jak potrafię, borykać się z moim smutkiem i moimi kłopotami.

– I nie przeszkadza ci, że będziesz mieszkać zupełnie sama?

– Ależ najdroższa lady Bertram! A do czegóż ja się nadaję, jak nie do samotności? Mam nadzieję, że od czasu do czasu odwiedzi mnie w moim małym domku jakaś przyjaciółka (pokój gościnny będzie zawsze przygotowany), ale większość moich dni spędzę w całkowitym odosobnieniu. Wszystko, czego pragnę, to związać jakoś koniec z końcem.

– Ufam, siostro, że twoja sytuacja nie wygląda aż tak źle. Sir Thomas mówi, że twój dochód wyniesie jakieś sześćset funtów rocznie.

– Moja droga, ja się przecież nie skarżę. Wiem, że nie mogę już żyć tak, jak dawniej, że muszę ograniczać wydatki i nauczyć się lepiej wszystkim zarządzać. Długo byłam hojną gospodynią, ale teraz nie zamierzam się wstydzić oszczędności. Moja sytuacja zmieniła się tak bardzo jak mój dochód. Pan Norris jako pastor był zobowiązany do wielu rzeczy, których jednak nie można teraz wymagać ode mnie. Nikt nie wie, jak wysoki był koszt utrzymania kuchni ze względu na licznych gości. W Białym Domku będzie inaczej. Nie mogę wydawać więcej, niż wynosi dochód, bo inaczej będzie nieszczęście. Przyznam też, że przyniosłoby mi wielką satysfakcję, gdybym zdołała zrobić jeszcze więcej i pod koniec roku odłożyć co nieco.

– Nie wątpię, że ci się to uda. Przecież zawsze coś odkładasz, prawda?

– Moim celem, lady Bertram, jest przysłużyć się następnemu pokoleniu. To ze względu na twoje dzieci chciałabym być nieco bogatsza. Nie mam nikogo innego, o kogo mogłabym dbać, i byłabym szczęśliwa, gdybym zdołała im coś po sobie zostawić.

– To zacne z twojej strony, ale tym akurat nie musisz się martwić. Dzieci z pewnością zostaną należycie zabezpieczone, sir Thomas o to zadba.

– Tyle że majątek sir Thomasa może zostać nieco uszczuplony, jeśli posiadłość na Antigui **(Antigua – wyspa na Morzu Karaibskim, w archipelagu Wysp Powietrznych, w 1632 skolonizowana przez Anglików, od 1981 część niepodległego państwa Antigua i Barbuda.)** nadal będzie przynosić tak niewielkie zyski.

– Och! To się wkrótce zmieni. Wiem, że mąż mój już pisał w tej sprawie.

– No cóż, lady Bertram – powiedziała pani Norris, zbierając się do wyjścia – mogę jedynie powtórzyć, że moim jedynym pragnieniem jest przysłużyć się jakoś twojej rodzinie. Jeśli więc sir Thomas wspomni jeszcze kiedyś o tym, żebym wzięła do siebie Fanny, powiedz mu, że moje zdrowie i stan ducha absolutnie to wykluczają. Poza tym nawet nie miałabym dla niej miejsca, muszę przecież urządzić pokój gościnny.

Lady Bertram powtórzyła mężowi z tej rozmowy tyle, że zrozumiał, jak bardzo się mylił co do zamiarów szwagierki. Od tej pory pani Norris nie musiała się już obawiać z jego strony żadnych w tej materii oczekiwań ani aluzji. Sir Thomas nie mógł tylko pojąć, dlaczego pani Norris tak kategorycznie odmawia zrobienia czegokolwiek dla siostrzenicy, którą najgorliwiej upierała się adoptować. Ona jednak zadbała, żeby szwagier i lady Bertram dowiedzieli się, że wszystko, co ma, zamierza przeznaczyć dla jego dzieci, więc wkrótce pogodził się z jej decyzją, tym bardziej że była to decyzja dla niego korzystna i pochlebna, a jednocześnie pozwalała mu lepiej się zatroszczyć o  zabezpieczenie przyszłości Fanny.

Fanny dowiedziała się wkrótce, jak niepotrzebnie obawiała się przeprowadzki, a jej spontaniczna i żywiołowa radość była osłodą dla Edmunda, rozczarowanego zaniechaniem planu, który uważał za tak korzystny dla kuzynki. Pani Norris objęła w posiadanie Biały Domek, państwo Grant przybyli na plebanię, po czym życie w Mansfield ruszyło znów dawnym, leniwym torem.

Grantowie okazali się ludźmi gościnnymi i towarzyskimi, co okoliczne towarzystwo przyjęło z wielkim zadowoleniem. Mieli też oczywiście swoje wady, które pani Norris wkrótce odkryła. Wielebny lubił dobrze zjeść i najchętniej codziennie jadłby wystawny obiad, a pani Grant – zamiast starać się mu dogodzić małym kosztem – dawała kucharce tyle pieniędzy, ile dostawała kucharka w Mansfield Park, i rzadko kiedy bywała w kuchni. Pani Norris nie była w stanie mówić spokojnie o takich obyczajach, podobnie jak o ilości masła i jajek, które regularnie spożywano w tym domu. Nikt bardziej od niej nie poważa hojności i gościnności, nikt bardziej nie brzydzi się małostkowością. Gdy ona była gospodynią na plebanii, nie brakowało tam, jak sądzi, żadnych wygód, ani o niej nikt złego słowa nie powiedział, ale takiego sposobu gospodarowania nie potrafi zrozumieć. Para?a na wsi nie jest miejscem dla wielkiej damy. Uważała, że jej spiżarnia była wystarczająco dobra dla pani Grant. Pytała, gdzie tylko mogła, i nie sądziła, by pani Grant miała więcej niż pięć tysięcy funtów majątku.

Lady Bertram słuchała tych uwag bez większego zainteresowania. Nie znała się na oszczędnym gospodarowaniu, dostrzegała natomiast wszystkie niedoskonałości urody pastorowej i uważała za niesprawiedliwe, że pani Grant, nie będąc wcale ładną, zdobyła taką pozycję. Wyrażała swoje zdumienie tym faktem niemal tak często, jak często pani Norris piętnowała jej rozrzutność, choć mniej wylewnie.

Te sprawy omawiano blisko rok, aż do chwili gdy w życiu rodziny nastąpiło kolejne ważne wydarzenie, które natychmiast zajęło pierwsze miejsce w myślach i rozmowach pań. Sir Thomas uznał za wskazane udać się osobiście do Antigui, aby na miejscu zadbać o swoje interesy, i wziął z sobą starszego syna w nadziei, że w ten sposób odetnie go od złych wpływów w kraju. Wyjechali z Anglii, planując pozostać za granicą około roku.

Potrzeba zajęcia się sprawami finansów oraz nadzieja, że wyjazd posłuży synowi, skłoniły sir Thomasa do opuszczenia rodziny i pozostawienia córek pod opieką innych w tym jakże ważnym dla nich okresie życia. Nie sądził, żeby lady Bertram potrafiła go odpowiednio zastąpić, czy raczej aby była w stanie wypełniać własne obowiązki wobec córek, pokładał jednak wystarczającą ufność w czujnej opiece pani Norris oraz w rozsądku Edmunda, by wyjechać bez obaw.

Co do pani domu, to była niezadowolona z wyjazdu męża. Nie wynikało to jednak z obawy o sir Thomasa ani też z troski o jego wygodę, ponieważ lady Bertram należała do tego gatunku osób, które uważają, że nic nie może być niebezpieczne, trudne ani męczące, jeśli nie dotyczy ich samych.

Panny Bertram zasługiwały w tych okolicznościach na współczucie, choć nie dlatego, że były smutne z powodu wyjazdu ojca, ale dlatego, że właśnie nie były. Nie kochały go; nie sprzyjał nigdy ich rozrywkom, toteż jego nieobecność była im bardzo na rękę. Dzięki wyjazdowi ojca poczuły się wolne od wszelkich ograniczeń; nie miały na myśli niczego konkretnego, czego by im zabraniał, ale miła im była świadomość, że mogą sięgnąć po każdą przyjemność, jaka przyszłaby im do głowy. Fanny odczuwała podobną ulgę jak kuzynki i tak samo jak one była tego świadoma, lecz wrażliwsza z natury, uważała to za niewdzięczność i szczerze żałowała, że nie potrafi się martwić wyjazdem wuja. Sir Thomas, który uczynił tak wiele dla niej i jej braci, wyjeżdżał i było całkiem prawdopodobne, że z podróży tej nigdy nie wróci! Cóż to za haniebny brak uczuć, nie uronić ani jednej łzy przy rozstaniu! Na dodatek rano w dniu wyjazdu wuj wyraził nadzieję, że w ciągu nadchodzącej zimy uda się jej znowu zobaczyć z bratem, i polecił jej napisać do Williama i zaprosić go do Mansfield, gdy tylko będzie wiadomo, że jego eskadra przypłynęła do Anglii. „To było takie wspaniałomyślne i zacne!”. Gdyby tylko uśmiechnął się do niej, mówiąc te słowa, i nazwał ją „swoją drogą Fanny”, natychmiast zapomniałaby o wszystkich surowych minach i zimnych słowach pod swoim adresem. Sir Thomas zakończył jednak tę rozmowę w sposób, który zepchnął ją w otchłań upokorzenia: „Mam nadzieję, że kiedy William przybędzie do Mansfield, będziesz go w stanie przekonać, że przez te lata, które minęły od waszego rozstania, zmieniłaś się na lepsze. Choć obawiam się, że zastanie swoją szesnastoletnią siostrę pod wieloma względami zbyt podobną do dziesięciolatki, którą widział ostatnio”. Po wyjeździe wuja Fanny wylała wiele gorzkich łez nad tą uwagą, a kuzynki, gdy zobaczyły jej zaczerwienione oczy, natychmiast uznały ją za hipokrytkę.

4

Thomas Bertram ostatnimi czasy spędzał tak mało czasu w domu, że domownikom mogło go brakować zaledwie formalnie. Lady Bertram wkrótce ze zdumieniem odkryła, że bez ojca radzą sobie bardzo dobrze, a Edmund znakomicie go zastępuje przy krajaniu mięsa podczas posiłków, w rozmowach z zarządcą, prowadzeniu korespondencji z adwokatem, zarządzaniu służbą, a także oszczędzaniu jej wszelkiej możliwej fatygi i  wysiłku oprócz tego, który wiązał się z pisaniem prywatnych listów.

Nadeszła pierwsza wiadomość o pomyślnej podróży i szczęśliwym przybyciu podróżników do Antigui, zanim jednak to się stało, pani Norris dawała upust swoim najbardziej przerażającym lękom, którymi próbowała zarazić Edmunda, gdy tylko znalazła się z nim sam na sam. Nie wątpiła, że będzie pierwszą osobą, do której dotrze wiadomość o tragicznej katastrofie, toteż ułożyła sobie mowę, w której powiadamiała o niej pozostałych. Zapewnienia sir Thomasa, że obaj są cali i zdrowi, sprawiły, że na jakiś czas musiała zapomnieć o swojej wzruszającej oracji.

Zima przyszła i odeszła bez potrzeby wzywania ich do kraju, wieści od nich wciąż nie były w najmniejszym stopniu niepokojące, a pani Norris tak się zajęła organizowaniem rozrywek dla swoich siostrzenic, pomaganiem im przy wyborze toalet, podkreślaniem ich osiągnięć oraz szukaniem dla nich mężów, a do tego doglądaniem własnego gospodarstwa, wtrącaniem się do gospodarstwa siostry oraz bacznym lustrowaniem rozrzutności pani Grant, że nie miała czasu na zamartwianie się losem nieobecnych.

Panny Bertram zdobyły już niepodważalną pozycję w kręgu okolicznych piękności, a ponieważ prócz urody posiadały także świetną edukację, naturalną swobodę obejścia oraz starannie wpojoną uprzejmość i dobre maniery, zyskały sobie nie tylko przychylność, ale i podziw otoczenia. Ich pycha była tak dobrego gatunku, że wydawały się wolne od tej przywary i zdawało się, że wcale nie zadzierają nosa, a pochwały, których nie szczędziła im ciotka, utwierdzały je w przekonaniu, że są zupełnie pozbawione wad.

Lady Bertram nie pokazywała się z córkami. Była z natury zbyt gnuśna, by kosztem niewielkiego choćby wysiłku korzystać z należnych matce chwil radości, jaką jest śledzenie triumfu córek. Wolała powierzyć ten obowiązek siostrze, która niczego bardziej nie pragnęła, jak pełnić tak zaszczytną funkcję i rozkoszować się możliwością bywania w  towarzystwie bez konieczności wynajmowania powozu.

Fanny nie brała udziału w rozrywkach tego sezonu, za to z zapałem wzięła na siebie obowiązki towarzyszki ciotki, gdy reszta wyjeżdżała z domu. A kiedy Mansfield opuściła panna Lee, w naturalny sposób stała się niezbędna lady Bertram w wieczory, gdy odbywały się bale lub przyjęcia. Rozmawiała z nią, słuchała jej, czytała na głos, a spokój tych wieczornych sam na sam z ciotką, podczas których czuła się bezpieczna od wszelkich przejawów nieuprzejmości, napawał niewypowiedzianą błogością jej umysł, zwykle ogarnięty niepokojem i zakłopotaniem. Jeśli zaś chodzi o rozrywki, w których uczestniczyły kuzynki, Fanny uwielbiała słuchać, jak o nich opowiadały, szczególnie o balach i o tym, z kim tańczył Edmund. Miała zbyt niskie mniemanie o swojej pozycji, by przypuszczać, że kiedyś mogłaby sama uczestniczyć w podobnych przyjemnościach. Ogólnie mówiąc, była to dla niej dobra zima, bo choć William nie zawitał do Anglii, już sama niesłabnąca nadzieja spotkania z nim miała dla niej ogromne znaczenie.