Mannerheim – Lozanna. Swoją drogą - Adam Kadmon - ebook
lub
Opis


„Mannerheim – Lozanna” z częścią drugą „Swoją Drogą” Adama Kadmona to tomik poezji o przyjacielu Polaków, który zdołał nawet nauczyć się trudnej mowy polskiej.

Nie dla każdego tytuł jest oczywisty – ba, nie każdy wie, że to nazwisko marszałka Carla Gustawa Mannerheima, fińskiego dowódcy wojskowego, który przyczynił się do wyzwolenia swojego kraju spod władzy Rosji. Nieprzypadkowo ta zagraniczna postać staje się przyczyną do stworzenia czegoś na kształt współczesnego eposu, odznaczyła się ona bowiem również w historii Polski.

Tomik podzielony jest na dwie części, pierwsza przedstawiająca niebanalnego człowieka, przywódcę. Odnajdziemy w niej zwroty akcji, rekapitulacje, retrospekcje i odwołania do konkretnych sytuacji z życia bohatera opowieści. Jest to rzecz oparta na skrótowej biografii żołnierza, nieco sentymentalnej, niewolnej od osobistych odniesień. Druga część poświęcona została tematyce refleksyjnej. Porusza kwestię ulotności życia każdego człowieka i motywuje do egzystencjalnych przemyśleń. Taka, a nie inna kompozycja tomiku świadczy o jego niebanalności i daje czytelnikowi możliwość odnalezienia się w różnych kontekstach – zarówno tych historycznych jak i bardziej współczesnych, stricte refleksyjnych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 36


Adam Kadmon
Mannerheim – Lozanna. Swoją drogą

Wersja Demonstracyjna

Wydawnictwo Psychoskok

Adam Kadmon „Mannerheim – Lozanna. Swoją drogą”

Copyright © by Adam Kadmon, 2017

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2017

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie

 może być reprodukowana, powielana i  udostępniana w 

jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Redaktor prowadząca: Renata Grześkowiak

Korekta: Marianna Umerle

Projekt okładki: Robert Rumak

Ilustracje na okładce: © eleonora_77 [3] – Fotolia.com

Skład: Jacek Antoniewski

ISBN: 978-83-7900-397-6

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

Od autora

Pamiętasz, obiecałem Ci powrót do Carla Gustawa Mannerheima. Tak się stało. To nie jest relacja linearna. Opowieść, jak epos, ma swój rytm, swój nerw, własną poetycką legendę; wymaga od Ciebie odrobiny oczytania i  znajomości epoki. Bowiem rzecz dotyczy niebanalnego człowieka, gdyż wielkiej, historycznej postaci – marszałka Mannerheima. Tak, jest to opowieść o  przyjacielu Polaków, który zdołał nawet nauczyć się trudnej mowy polskiej. Jest jeszcze inny związek marszałka z  Polską i  polskością. Zbieżność dat urodzeń obu naszych bohaterów narodowych: Józef Piłsudski urodził się w  tym samym roku co Mannarheim – w  1867, zaś jego nieco starszy brat, Bronisław – w  1866 roku w  listopadzie. Mogli w  trakcie wojny rosyjsko-japońskiej mieć jakąś zażyłość, kontakt osobisty. Oczywiście, są to tylko moje domniemania. Wszyscy trzej w  pewnym momencie byli w  stanie wymieniać się potrzebnymi informacjami, wszyscy mogli być na usługach Japonii. A  pan M. pełnił w  tym przypadku rolę podwójnego agenta (?).

Znajdziesz tu, w  opowieści, zwroty akcji, rekapitulacje, retrospekcje i  odwołania do konkretnych sytuacji z  życia bohatera opowieści. Jest to rzecz oparta na skrótowej biografii żołnierza, sentymentalnej nieco, niewolnej od osobistych odniesień. Musisz pamiętać, że piszę o  realnym, niedawno żyjącym człowieku, który odcisnął piętno na życiu epoki między jedną, a  następną wojną. O  człowieku, który umarł dwa lata przed moim narodzeniem, przeczuwając kolejne ofiary krwi kolejnych wojen, w  cieniu czyhającej apokalipsy.

Dobrze rozumiem Twoje czytelnicze rozterki, bowiem nie są mi obce. Zachodzę tu przecież z  pozycji blogera, felietonisty, trawestującego rzeczywistość, w  stronę poetyckiego dystansu, próby odnalezienia wewnętrznego kosmosu (inner space) – także poprzez inkantację niżej załączonych wersów.

Druga część mojej opowieści, to rzecz służąca pojednaniu blogera, społecznego publicysty, z  duchem wrażliwości (wyśmiewanego) podmiotu lirycznego, czymkolwiek by nie był. Rzecz jest o  ulotności życia każdego z  nas. I  każdego z  nas może dotyczyć.

Serdecznie Cię pozdrawiam, życząc dobrej, refleksyjnej lektury.

A. Kadmon

Kręte ścieżki losu. Nie ma nikt pojęcia,

którędy powiodą. Co z  nich zostanie, niech powróci,

niechaj nie zawiedzie mnie pamięć,

o lada porze nieprzewidzianej, w  momencie

nie aż tak czekanym. Czasu nie odmieni

najmożniejsza siła. Przepadną triumfy,

fanfary, wieńce z  czół dostojnych, napuszone

strapienia;

pokora skryje wszystko, co ma być

wytarte, odsunięte do lamusa przeszłości.

Miłość, ona przetrwa: do ciebie, kraju

rozpostartych jezior, do ciebie Istoto, do ludzi

dobrych, jeśli nawet utracili wiarę.

Najmądrzejsi nie wiedzą, jak dni troski,

w najzwyklejsze chwile umiaru szczęścia zmienić.

Mrok gęstnieje we mnie. Ale światło płonie

ogniem zapomnianej śmierci, która

jeszcze wczoraj nie znała umiaru.

Była niewiarygodnym bezsensem epoki,

a ja – jej świadkiem, stojącym na straży

mojego ludu, nad brzegami jezior.

Czuwam w  zapomnieniu, nie sypiam w  oddali;

powrotu nie będzie, nawet na lawecie.

Boże! Jak długo jeszcze każesz mi czekać

na zaproszenie od Ciebie. Ty także

o mnie zapomniałeś? Czy może pragniesz

doświadczyć Mannerheima przemijaniem innych?

W kościach jest moja pogoda, niestety.

Stary, wytarty chodnik, wiodący od sieni,

obok biurka pełnego niepotrzebnych treści,

do drzwi balkonowych. Wychodzę, chłonę

pieśń dzwonów wieczornych Starej Katedry.

Nikt już nie wkroczy w  progi tego domu.

Jutro, jutro będzie tłem tych samych odgłosów.

Kroków, szelestów, okrzyków i  westchnień.

Nigdy nie mających nic wspólnego

ze mną. Jutro stanę u  stóp wieży panoram.

Tych schodów pokonać się nie da.

* * *

Lozanna nocą. Makroświat w  ampułce.

Równie drapieżny, równie bezimienny.

Już jej urok przeminął – był świetny,

wraz z  Reformacją. W  Pałacu de Rumine

nieskończony chichot przewrotnej historii.

Przed nim spoczywając, bezimienne galijskie

są szczątki, pomieszane z  czerepami Franków.

Nikogo, niczego – do kroćset! – nie nauczyły nigdy.

Jestem Mannerheim, fiński żołnierz.

Krew i  ciało ludu Finlandii. Człowiek.

Ten antychryst Stalin, wciąż żyje, przeklęty.

Człowiek myśli, że ma życie przed sobą,

a ono się kończy i  nie wieńczy dzieła.

Nie wiem, nie jestem ostateczną wyrocznią,

aby mieć rezultat końcowy, w  orzeczeniu

chwili ostatecznej.

Ale wiem: ktoś napadł, ktoś musiał się bronić

do najdrobniejszej kropli krwi.

Wszyscyśmy sponiewierani, upadli.

Już nic nie było tak samo, jak przedtem.

– I  –

Trafiłem na sam kraniec wszechruskiego imperium,

Ja, młody oficer – do kraju Polaków, narodu znanego

ze swej zawziętości i  braku pokory, ja odziany

w mundur,

który u  nich z  reguły był przedmiotem wzgardy,

nienawiści

nawet.

Dzikie, zapyziałe miasto, zwało się Kalisz. Dla mnie

tylko –

raz to powiem – kwintesencja prowincji, jakiej nie

znałem.

Skąd wiedzieć mi było, że stąpam po ziemi, pod której

powierzchnią śpi historia prastarych ludów

i dziesiątków pokoleń odległych naszej wyobraźni.

Ja, poczęty w  niegdysiejszej Ultima Thule, napotkałem

Miejsce, w  którym jako niewinne pacholę, mogłem się

odnaleźć. Ale już nie żyć tam, ani tam umrzeć.

Kalisz.

Jak stąd wszędzie daleko, nawet do Warszawy,

całkiem pięknej stolicy Kraju Przywiślańskiego. Wiesz

gdzie?

Tu kiedyś, chociaż tak niedawno była sobie Polska.

Kraj

swobodny i  wolny, domena zgody narodów. Wtedy

nie wiedziałem, co mnie tu czeka i  spotka niebawem.

Kto twierdzi, że niczego w  życiu nie warto żałować,

ten oszukuje, którąś ze swych dusz. Tę mroczną, pełną

namiętności animę lub oddzieloną od niej murem

tajemnic

iskierkę nieśmiertelnej boskości, którą nie tak znów

łatwo utracić. Bóg mi świadkiem, że w  Bogu nadzieja.

Kraju mój, Finlandio! Daleko odszedłem, z  oddali

przychodzę.

Trudne są powroty: trzeba dać coś za coś.

Świat niebawem ulegnie skarleniu we krwi przyjaciół,

ich druhów serdecznych i  moich zaprzysięgłych

wrogów.

W trudzie i  znoju.

Entente cordiale! Nim jednak, mój Boże,

który dałeś dusze maszynom pola wzmagań,

rozpocznę opowieść i  rychło ją skończę…

Na razie jednak Kalisz, w  którym młody oficer

korpusu Jego Imperatorskiej Mości Mikołaja Drugiego

czuje się w  miarę swobodnie.

Nie straszny mi lokalny ostracyzm wobec tego

munduru!

Jestem przyjmowany w  towarzystwie urodzonych

i pretensjonalnych, tu, w  domach polskich, w  których

zdarza się mieszać język rodzimy z  francuskim,

sadzać emancypowanych Żydów pomiędzy swojemi.

Niech piją niekoszerną okowitę, przegryzając

stłuszczonymi wątróbkami gęsi, nie gardząc golonką

jak najbardziej świńską.

Niech wpisują się w  pejzaż wyzwolenia z  nakazów

swojej niemodnej religii.

Tylko czemu, na Boga, Marusią Dąbrowską

wstrząsa mój widok, nawet gdy wystąpię we fraku,

przy twoim stole moja piękna Księżno?[1]

Musisz mi dać znak jakikolwiek

czy jesteś mi rada, czy nie jestem ci wstrętny,

czy mam być oczyszczony magią, czarem Jaśnie Pani

niebanalnego uroku.

Pani Marusia Szumska, musi być literacką jędzą!

– II –

Odmówiłem Hitlerowi najazdu na Ruś sowiecką.

Nie chciałem brać udziału w  oblężeniu Piotrowego

grodu.

Gardziłem malarzyną równie żarliwie,

co nienawidziłem Stalina.

Będzie mi to zapisane w  historii teatru dziejów?

Swego czasu polubiłem Ziuka Piłsudskiego.

Człowiek chciałby się wznieść jeszcze raz

na skrzydłach starczej fantazji; ona

zapewne umrze ostatnia.

pragnę ponad strumieniem czasu,

uścisnąć pańską rękę i  brata jego, Bronisława[2]

badacza kultury Ajnów wśród północy Japonii.

Równie dziwnych autochtonów

co u  nas w  Skandynawii ludu lapońskiego.

Ceniłem naukę twojej śpiewnej, melodycznej mowy,

Józefie.

Tak, chciałem ci Księżno szalenie imponować.

Cicho, najciszej przyszło mi marzyć o  tobie.

Marzyć dobra rzecz, w  duchu pragmatyka

Dopiero w  latach ostatnich mojego powrotu

powziąłem

naukę fińskiego, ja Szwed, ja niemiecki potomek,

regent Finlandii. Wszechruski generał.

[1] Księżna Maria Lubomirska, żona Zdzisława Lubomirskiego, członka Rady Regencyjnej, proklamowanego przez Austro-Węgry i  Niemcy Królestwa Polskiego; wielka, platoniczna miłość młodego Mannerheima.

[2] Bronisław Piotr Piłsudski – brat Józefa, słynny antropolog, etnolog. Prowadził badania kultury Ajnów na Sachalinie i  w północnej Hokkaido.

Koniec Wersji Demonstracyjnej

Dziękujemy za skorzystanie z oferty naszego wydawnictwa i życzymy miło spędzonych chwil przy kolejnych naszych publikacjach.

Wydawnictwo Psychoskok