Wydawca: Jedność Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2008

Mała książeczka o prawdziwym szczęściu ebook

Anselm Grün

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 93 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Mała książeczka o prawdziwym szczęściu - Anselm Grün

Kiedy nasza codzienność staje się szara i pełna pośpiechu, teksty Anselma Grüna zaczynają przemawiać do nas w szczególny sposób. Jego wskazówki są proste i może właśnie dlatego potrafią tak bardzo zainspirować.
„Bądź dobry dla siebie samego i zważaj na potrzeby swojej duszy. Nie bierz na siebie zbyt wiele. Bądź spokojny i przeżywaj każdy dzień tak, jakby był on darem przeznaczonym tylko dla ciebie. Wsłuchuj się w cichy głos swojej tęsknoty, a twoje życie będzie udane” – radzi Anselm Grün. Na drogę szczęścia wchodzi się małymi krokami. Ku radości życia wiedzie ona przez codzienność.

Anselm Grün, doktor teologii, ur. w 1945 r., kieruje opactwem Benedyktynów w Münsterschwarzach. Oprócz tego jest kierownikiem duchowym i prowadzi liczne kursy medytacji, tłumaczenia snów w kontekście psychologii głębi, postu i kontemplacji. Autor wielu publikacji o tematyce duchowej. Jego książki zostały przetłumaczone na ponad trzydzieści języków i wydane w milionach egzemplarzy.

Opinie o ebooku Mała książeczka o prawdziwym szczęściu - Anselm Grün

Fragment ebooka Mała książeczka o prawdziwym szczęściu - Anselm Grün

Ty­tuł ory­gi­na­łu:Das kle­ine Buch vom wah­ren Glück

Co­py­ri­ght © Ver­lag Her­der Fre­iburg im Bre­is­gau 2004

© Co­py­ri­ght for the Po­lish edi­tion by Wy­daw­nic­twoJed­ność, Kiel­ce 2008

Tłu­ma­cze­nie

Ewa Pia­sta

Re­dak­cja i ko­rek­ta

Anna Su­li­gow­ska-Pa­we­łek

Re­dak­cja tech­nicz­na

Wik­tor Idzik

Pro­jekt okład­ki

Ju­sty­na Ku­ła­ga-Wy­trych

Zdję­cie na okład­ce

Ju­pi­ter Ima­ges/EAST NEWS

ISBN 978-83-7660-530-2

Wy­daw­nic­twoJed­ność

25-013 Kiel­ce, ul. Jana Paw­ła II nr 4

Dział sprze­da­ży: tel. 041 349 50 50

Re­dak­cja: tel. 041 368 11 10

www.jed­nosc.com.pl

e-mail: jed­nosc@jed­nosc.com.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

An­selm Grün

Mała ksią­żecz­ka o praw­dzi­wym szczę­ściu

Przed­mo­wa

Nie­miec­ka baj­ka o szczę­śli­wym Han­sie ma w so­bie coś iry­tu­ją­ce­go. Ktoś, kto zo­stał przez wszyst­kich oszu­ka­ny, stra­cił cały swój ma­ją­tek, na koń­cu nie oka­zu­je się głup­cem, ale czło­wie­kiem szczę­śli­wym. Mą­drość kry­ją­ca się w tej hi­sto­ryj­ce jest po­my­śla­na nie tyle dla dzie­ci, co ra­czej dla do­ro­słych, i ozna­cza, że nie ma zna­ku rów­no­ści po­mię­dzy po­sia­da­niem a szczę­ściem oso­bi­stym. Kon­to może być peł­ne, a du­sza pu­sta. Nic nie jest bar­dziej zmien­ne niż oko­licz­no­ści ze­wnętrz­ne.

Po­ja­wia się py­ta­nie: Jak osią­gnąć szczę­ście? Od cze­go za­le­ży jego trwa­łość? Jak po­łą­czyć to, co we­wnętrz­ne, z tym, co ze­wnętrz­ne?

Sło­wo „szczę­ście” nie wy­stę­pu­je na kar­tach tej książ­ki zbyt czę­sto. Ni­cze­go się tu nie obie­cu­je. Nie ma go­to­wych i szyb­kich re­cept. Ukry­tym za­gad­nie­niem klu­czo­wym wszyst­kich za­war­tych tu­taj my­śli jest prze­ko­na­nie, że ża­den czło­wiek nie na­ro­dził się po to, żeby być nie­szczę­śli­wym. Żyje on nie dla stra­chu, nie dla cier­pie­nia, któ­re­go źró­dłem może być za­rów­no on sam, jak i jego oto­cze­nie. Zo­stał on prze­zna­czo­ny do ra­do­ści, pa­sji ży­cia, we­wnętrz­nej wol­no­ści.

Każ­dy chce się stać szczę­śli­wym, naj­le­piej na­tych­miast i już na za­wsze. Nie ist­nie­je czło­wiek, któ­ry by o tym nie ma­rzył. Jak to więc jest, że wie­lu lu­dzi w spo­sób mi­strzow­ski opa­no­wa­ło sztu­kę by­cia nie­szczę­śli­wy­mi? A przy tym bez prze­rwy ro­bią oni coś, żeby po­czuć się szczę­śli­wy­mi, po­świę­ca­ją so­bie czas, speł­nia­ją swo­je za­chcian­ki, chcą wszyst­kim do­go­dzić, być per­fek­cyj­ni, za­ci­ska­ją zęby i prą do przo­du. Są ubez­pie­cze­ni na wy­pa­dek ja­kie­go­kol­wiek nie­szczę­ścia i otwar­ci na wszyst­ko, co ma do za­ofe­ro­wa­nia ży­cie.

An­selm Grün pyta: Może w na­szym co­dzien­nym za­bie­ga­niu kry­je się uciecz­ka przed czymś? Gdzie jest nasz we­wnętrz­ny ogień, sko­ro czu­je­my się tak wy­pa­le­ni? Co jest po­wo­dem po­że­ra­ją­cej nas nudy? Sko­ro ży­cie jest dla nas ta­kim cię­ża­rem, to co tkwi w tym wiel­kim i cięż­kim ple­ca­ku, któ­ry nie­ustan­nie dźwi­ga­my na bar­kach?

Tek­sty An­sel­ma Grüna mó­wią czę­sto o we­wnętrz­nych blo­ka­dach, pu­łap­kach, któ­re sami na sie­bie za­sta­wia­my, i po­ka­zu­ją, że trze­ba to zro­zu­mieć, aby móc do­trzeć do sie­bie sa­mych, do­strzec swo­je praw­dzi­we uczu­cia i my­śli. Aby osią­gnąć szczę­ście waż­ne jest, żeby po­znać za­rów­no gra­ni­ce swo­ich moż­li­wo­ści, jak i ma­rze­nia oraz tę­sk­no­ty.

Szczę­ście jest jak ci­chy ptak czy sen. Nie przyj­dzie, gdy bę­dzie­my je przy­wo­ły­wać. Wy­cią­gnij spo­koj­nie rękę, a być może na niej usią­dzie. Je­śli ze­chcesz je zła­pać, spło­szy się i uciek­nie. Świa­do­me i ce­lo­we dą­że­nie do szczę­ście nic nie da. Szczę­ście nie jest ce­lem, któ­ry mu­si­my osią­gnąć. Jest ono nie­spo­dzian­ką, do­dat­kiem do ży­cia.

Szczę­ście jest de­li­kat­nym da­rem, któ­ry mo­że­my nie­ocze­ki­wa­nie otrzy­mać. Waż­ne jest, żeby być dla sie­bie wy­ro­zu­mia­łym, da­wać mi­łość i przyj­mo­wać mi­łość. Moc ożyw­czą ma nie chęć po­sia­da­nia, ale od­da­nie. Ten, kto z wdzięcz­no­ścią przyj­mu­je po­da­rek, sta­je się bo­ga­ty. Szczę­ście jest ta­kim wła­śnie po­dar­kiem.

Szczę­ście przy­pa­da w udzia­le, ale nie jest zu­peł­nie przy­pad­ko­we. Moż­na coś zro­bić, aby być bar­dziej szczę­śli­wym. Cza­sa­mi wy­star­czy tyl­ko prze­trzeć oczy albo zdjąć ciem­ne oku­la­ry, któ­re za­sła­nia­ją świat. Trze­ba być też uważ­nym i umieć do­strze­gać ta­jem­ni­ce wła­sne­go ży­cia. Na­le­ży być go­to­wym na przy­ję­cie nie­spo­dzie­wa­nych od­wie­dzin – i nie za­my­kać drzwi przed szczę­ściem.

Pa­ra­doks tkwi w tym, że nie znaj­dzie­my we­wnętrz­nej har­mo­nii, zdo­by­wa­jąc cały świat, gdyż tkwi ona w nas sa­mych. Je­że­li po­ko­cha­my sie­bie, sta­nie­my się mili i uj­mu­ją­cy. Je­śli bę­dzie z nas pro­mie­nio­wać to, co do­bre, zdo­bę­dzie­my też umie­jęt­ność prze­mie­nia­nia in­nych. Ten, kto za­mknie się w so­bie, nie wej­dzie na dro­gę ku szczę­ściu. Nie trzy­maj ni­cze­go z ca­łych sił – ani rze­czy, ani uczuć, ani po­sia­dło­ści, ani swo­ich osą­dów, ani wy­obra­żeń o so­bie czy in­nych.

Nic nie po­mo­że, że bę­dzie­my wszę­dzie obec­ni. Ist­nie­nie ozna­cza coś wię­cej – to obec­ność we wła­snym ży­ciu, dziś i te­raz, to uprzej­mość wo­bec sa­me­go sie­bie i otwar­tość na in­nych oraz na wy­ma­rzo­ny ob­raz na­sze­go szczę­ścia. „Idź śla­dem swo­je­go ży­cia”, mówi An­selm Grün. Ten ślad wie­dzie przez two­ją co­dzien­ność – do ra­do­ści, pa­sji ży­cia, prze­ży­wa­nia go jako wy­ma­rzo­ne­go świę­ta. Już sama ra­dość cze­ka­nia na to, jest czy­stym szczę­ściem.

An­ton Lich­te­nau­er

Dro­ga do po­ko­ju ser­ca

„Ten, kim je­stem, po­zdra­wia z roz­rzew­nie­niem tego, kim chciał­bym być”. To zda­nie duń­skie­go fi­lo­zo­fa Kier­ke­ga­ar­da kry­je w so­bie do­świad­cze­nie zna­ne nam wszyst­kim. Rze­czy­wi­stość i wy­obra­że­nia o tym, jacy je­ste­śmy, czę­sto od­bie­ga­ją od sie­bie. Jest, oczy­wi­ście, zro­zu­mia­łe, że każ­dy czło­wiek chcia­ła­by re­pre­zen­to­wać sobą ja­kiś wzo­rzec. Wzor­ce są czymś cał­ko­wi­cie po­zy­tyw­nym, mają zdol­ność po­bu­dza­nia na­sze­go we­wnętrz­ne­go wzro­stu. Po­trze­bu­je­my ich, żeby mo­gły nas wy­cią­gać z wy­god­nic­twa. Wie­lu lu­dzi iden­ty­fi­ku­je się jed­nak z ide­ałem w ta­kim stop­niu, że nie mają od­wa­gi za­ak­cep­to­wać sie­bie ta­ki­mi, jacy są na­praw­dę. Wzbra­nia­ją się przed przy­ję­ciem praw­dy o so­bie. Uwa­ża­ją, że będą tyl­ko wte­dy lu­bia­ni i znaj­dą uzna­nie oto­cze­nia, je­śli się czymś wy­ka­żą i będą po­tra­fi­li zro­bić coś le­piej niż inni. W taki spo­sób iden­ty­fi­ku­ją się ze swo­im wy­obra­że­niem ide­ału. Wie­le osób jest utwier­dzo­nych w prze­ko­na­niu, że nie zna­la­zły­by swo­je­go miej­sca w świe­cie, gdy­by od­kry­ły swo­je praw­dzi­we „Ja”. Po­wta­rza­ją so­bie: „Gdy­byś wie­dział, jaki je­stem, nie za­ak­cep­to­wał­byś mnie”. Lub: „Gdy­by lu­dzie wie­dzie­li, jak to ze mną jest, ja­kie mam my­śli, nie mie­li­by dla mnie sza­cun­ku”.

Po­trze­ba po­ko­ry, żeby nie pod­dać się ta­kie­mu bra­ko­wi za­ufa­nia, prze­ko­na­niu, że taki, jaki je­stem, nie mam in­nym nic do za­ofe­ro­wa­nia. Po­trze­ba od­wa­gi, aby uznać praw­dę o so­bie i za­ak­cep­to­wać swo­je sła­be stro­ny. To jest z pew­no­ścią bo­le­sne. Jed­nak wy­pie­ra­nie się i za­prze­cza­nie nie jest dro­gą pro­wa­dzą­cą do szczę­ścia i we­wnętrz­ne­go po­ko­ju. Przy­ję­cie w ca­łej po­ko­rze praw­dy o so­bie, pro­wa­dzi szyb­ko do po­ko­ju ser­ca.

Nie zmu­szaj się do ni­cze­go

Je­śli ktoś zmu­sza się do cze­goś i przez to ob­cią­ża się, prze­szka­dza swo­je­mu szczę­ściu. An­tycz­na fi­gu­ra Pro­kru­ste­sa z pew­no­ścią nie jest sym­bo­lem szczę­ścia. Prok­tu­stes był at­tyc­kim zbó­jem, na­pa­da­ją­cym na po­dróż­nych, któ­rych cia­ła roz­cią­gał na dłu­gość łoża, na­cią­ga­jąc je lub ob­ci­na­jąc wy­sta­ją­ce część. Pro­kru­sto­we łoże zy­ska­ło war­tość przy­sło­wia i sym­bo­li­zu­je do­pa­so­wy­wa­nia cze­goś do sztyw­ne­go sche­ma­tu. Moż­na od­nieść to do wy­gó­ro­wa­nych ide­ałów, bę­dą­cych dla nas zbyt wiel­kim ob­cią­że­niem, do któ­rych się na­gi­na­my i przez to tra­ci­my na­sze ży­cie, gdyż zbyt wy­so­kie wy­ma­ga­nia osta­tecz­nie nas za­bi­ja­ją. Nie mo­że­my jed­nak my­śleć o so­bie źle, drę­czyć się po­czu­ciem winy i po­mniej­szać wła­sne za­słu­gi w swo­ich oczach. To jest tak samo nie­bez­piecz­ne jak wy­gó­ro­wa­ne ide­ały.

Cał­kiem do­sko­na­li

„Bądź­cie do­sko­na­li” – czy­ta­my w Bi­blii. Trze­ba jed­nak do­kład­nie się za­sta­no­wić, o co tu wła­ści­wie cho­dzi. Na pew­no nie jest wy­ma­ga­ne sza­leń­stwo dą­że­nia do do­sko­na­ło­ści, spo­ty­ka­ne cza­sem u per­fek­cjo­ni­stów. Sło­wo „do­sko­na­ły”, po grec­ku te­le­os, ozna­cza „by­cie w peł­ni zin­te­gro­wa­nym, skie­ro­wa­nym ku jed­ne­mu ce­lo­wi”. Sło­wo te­los po­cho­dzi z ję­zy­ka mi­ste­riów i zna­czy­ło pier­wot­nie „by­cie wta­jem­ni­czo­nym w ta­jem­ni­ce Boga”. Je­śli do­sto­su­je­my do tego nasz ter­min „do­sko­na­łość”, po­mi­nie­my te tre­ści. Już ła­cin­ni­cy źle go ro­zu­mie­li, gdyż od nich po­cho­dzi tłu­ma­cze­nie per­fec­ti es­te­ote, „bądź­cie per­fek­cyj­ni”. By­cie per­fek­cyj­nym jest jed­nak czymś zu­peł­nie in­nym niż „by­cie zu­peł­nie do­sko­na­łym”. Je­zus in­ter­pre­tu­je sło­wo „do­sko­na­ły” w ten spo­sób, że do­da­je: „jak do­sko­na­ły jest Oj­ciec wasz nie­bie­ski, któ­ry po­zwa­la, aby słoń­ce wscho­dzi­ło nad złym i do­brym”. On łą­czy oba bie­gu­ny, świa­tło i ciem­ność, do­bro i zło.

Co mogą po­ka­zać błę­dy?

Nie je­ste­śmy w sta­nie cał­ko­wi­cie prze­zwy­cię­żyć na­szych sła­bo­ści. Mo­że­my jed­nak na­uczyć się od­po­wied­nie­go ob­cho­dze­nia z nimi. Błę­dy same w so­bie nie są ta­kie złe. Je­śli się na przy­kład prze­ję­zy­czy­my, skom­pro­mi­tu­je­my, o czymś za­po­mni­my – jesz­cze nie jest to żad­na tra­ge­dia. U wie­lu osób po­ja­wia się jed­nak ten­den­cja do mó­wie­nia: „Je­śli po­peł­ni­łem błąd, to zna­czy, że nie je­stem nic wart i z pew­no­ścią zo­sta­nę od­rzu­co­ny przez spo­łe­czeń­stwo”. To z grun­tu fał­szy­we za­ło­że­nie każe lu­dziom prze­sad­nie kon­cen­tro­wać się na swo­ich błę­dach. Sku­tek jest taki, że pra­gnie­my po­stę­po­wać bez­błęd­nie. Jed­nak do­świad­cze­nie po­ka­zu­je, że kto chce ko­niecz­nie unik­nąć ja­kie­goś błę­du, temu się on naj­czę­ściej przy­tra­fia. Kto chciał­by wszyst­ko kon­tro­lo­wać, temu ży­cie wy­my­ka się spod kon­tro­li. Po­peł­nia­nie błę­dów na­le­ży do kon­dy­cji czło­wie­ka. Łą­czy się z nią rów­nież to, że wraz ze swo­imi błę­da­mi i mimo swo­ich sła­bo­ści je­stem ko­cha­ny i ak­cep­to­wa­ny. By­cie czło­wie­kiem ozna­cza, oczy­wi­ście, że bę­dzie­my pra­co­wać nad sobą, że nie spo­cznie­my na lau­rach i nie po­wie­my: „Taki już je­stem i nie mogę być inny”. Jed­nak do­pie­ro wte­dy, kie­dy za­ak­cep­tu­ję sie­bie sa­me­go ta­kim, ja­kim je­stem, czy­li z mo­imi wa­da­mi, będę mógł uczy­nić ten dru­gi krok i spró­bo­wać coś zmie­nić. Do tego wła­śnie zmie­rza asce­za. Za­kła­da ona tre­ning, wy­ćwi­cze­nie w so­bie do­brej for­my, osią­gnię­cie sta­nu, w któ­rym będę się czuć wol­ny. Oczy­wi­ście na­wet asce­za nie wy­ko­rze­ni z nas cał­ko­wi­cie wad; będą one sta­le po­wra­cać i po­ka­zy­wać nam, że je­ste­śmy ludź­mi, a nie Bo­giem.

Dra­bi­na do nie­ba

Tra­dy­cja zna mo­tyw dra­bi­ny do nie­ba. Dro­ga du­cho­wa jest wła­śnie jak taka dra­bi­na pro­wa­dzą­ca wzwyż. Jed­nak tkwi ona rów­nież moc­no i głę­bo­ko w zie­mi. Po­pro­wa­dzi nas da­lej tyl­ko wte­dy, je­śli za­ak­cep­tu­je­my na­szą ludz­ką kon­dy­cję. To jest wła­śnie taki chrze­ści­jań­ski pa­ra­doks – kto scho­dzi w dół, ten się jed­no­cze­śnie wspi­na. Je­śli ktoś za­cznie się wspi­nać, żeby uwol­nić się od za­leż­no­ści od spraw ziem­skich, ten bę­dzie cią­gle spa­dać, a jego za­mia­ry nie po­wio­dą się. Mówi o tym Je­zus: „Kto się po­ni­ża, bę­dzie wy­wyż­szo­ny, a kto się wy­wyż­sza, bę­dzie po­ni­żo­ny”. Rów­nież w Li­ście do Efe­zjan jest mowa o tym, że aby wstą­pić na wy­so­ko­ści, trze­ba naj­pierw zstą­pić w dół, do niż­szych czę­ści zie­mi lub do swo­je­go wła­sne­go Ha­de­su.

Kto zdo­by­wa się na coś no­we­go, ten udo­wad­nia swo­ją od­wa­gę

Ży­je­my w świe­cie i w spo­łe­czeń­stwie, któ­re nie jest wy­ro­zu­mia­łe wo­bec sła­bo­ści. Oczy­wi­ście w wy­ko­ny­wa­niu swo­je­go za­wo­du na­le­ży być su­mien­nym i sta­rać się pra­co­wać so­lid­nie, lecz moż­na rów­nież za­uwa­żyć, że ci, któ­rzy chcą za wszel­ką cenę unik­nąć ja­kich­kol­wiek błę­dów, za­zwy­czaj nie po­tra­fią stwo­rzyć ni­cze­go no­we­go. Me­na­dże­ro­wie, któ­rzy chcą ucho­dzić za bez­błęd­nych, trzy­ma­ją się z ca­łych sił swo­je­go stoł­ka i oba­wia­ją się, żeby nie stra­cić wła­dzy. Boją się cze­goś no­we­go.

Kto zdo­by­wa się na coś no­we­go, ten po­peł­nia rów­nież błę­dy. Skon­cen­tro­wa­nie się na tym, żeby po­stę­po­wać bez­błęd­nie, pa­ra­li­żu­je i pro­wa­dzi do tego, że w kół­ko po­wta­rza­my sta­re rze­czy i peł­ni stra­chu roz­glą­da­my się, żeby ktoś nie zna­lazł w na­szych dzia­ła­niach ja­kichś nie­pra­wi­dło­wo­ści. Uwa­żam, że ta­kie po­stę­po­wa­nie uwa­run­ko­wa­ne jest bra­kiem od­wa­gi i za­ufa­nia. Je­ste­śmy zbyt ostroż­ni, a przez to nie­szczę­śli­wi.

Za­ak­cep­tuj swo­je gra­ni­ce!

Każ­dy per­fek­cjo­nizm ma coś wspól­ne­go z ma­rze­nia­mi o wszech­mo­cy. Czło­wiek w wie­ku dzie­cię­cym czu­je się bez­rad­ny i bez­sil­ny, ale chciał­by uciec przed tą bez­rad­no­ścią, któ­ra jest po pro­stu wpi­sa­na w jego czło­wie­czeń­stwo. Moż­li­wość ta­kiej uciecz­ki stwa­rza­ją wy­obra­że­nia o wszech­mo­cy, prze­świad­cze­nie, że je­stem naj­moc­niej­szy, mogę i po­tra­fię zro­bić wszyst­ko, co chcę. To jest jed­nak ilu­zja.

Tu­taj wła­śnie leżą pod­wa­li­ny grze­chu pier­wo­rod­ne­go: chcieć być ta­kim, jak Bóg, nie po­sia­dać żad­nych wad, mieć wszyst­ko, cze­go tyl­ko się za­pra­gnie. To jest po­ku­sa, któ­ra nie pro­wa­dzi do ży­cia, ale od­da­la czło­wie­ka od nie­go sa­me­go i osta­tecz­nie wy­pę­dza z raju.