Wydawca: E-bookowo Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2014

Magiczny świat tuż za płotem. Przejście 2 ebook

Dorota Mularczyk

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 443 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Magiczny świat tuż za płotem. Przejście 2 - Dorota Mularczyk

Rusza kolejna wyprawa, mająca na celu uwolnienie legendarnego Orpagona. Misja zapowiada się dużo poważniej, bo tam, gdzie się wybierają, nie sięga już siła Ormiona. Mogą ze sobą zabrać jedynie kilka magicznych przedmiotów. Dotarcie do kryjówki  okrutnej czarownicy Zendy,  gdzie więzi  Orpagona, okazuje się nie lada wyczynem. W drodze czeka na nich wiele niebezpieczeństw, wymyślnych pułapek , nieprzewidzianych wypadków , a także i niespodzianek. Tym razem do Marcina i Piotra dołącza Asia - siostra Marcina, syn królewski - Ayron i piękna Morfoza ze swoim lwem Onufrym. Nie zabraknie także stworów, potworów i … maleńkich ludzików.

Opinie o ebooku Magiczny świat tuż za płotem. Przejście 2 - Dorota Mularczyk

Fragment ebooka Magiczny świat tuż za płotem. Przejście 2 - Dorota Mularczyk

Dorota Mularczyk

Magiczny świat tuż za płotem

PRZEJŚCIE 2

© Copyright by

Dorota Mularczyk & e-bookowo

Projekt okładki:

Elżbieta Nowisz i Małgorzata Mularczyk

ISBN 978-83-7859-384-3

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

www.e-bookowo.pl

Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody wydawcy zabronione

Wydanie I 2014

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl

Kontakt:wydawnictwo@e-bookowo.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione.

Rozdział I Ktoś tu zwariował?

– Piotrek! – Marcin krzyczał ze swojego okna do przyjaciela, który prawdopodobnie jeszcze smacznie spał. Ich okna znajdowały się po dwóch stronach płotu, odgradzającego ogródki domów, w których mieszkali. Takie położenie ich pokoi czasami bardzo się przydawało, zwłaszcza, gdy chcieli „pogadać latarkami” alfabetem Morse’a. Z reguły najwięcej mieli sobie do powiedzenia przed snem, a telefon uważali za mało ciekawe rozwiązanie.

– Wstawaj śpiochu! – darł się teraz jeszcze głośniej, a nie widząc żadnej reakcji postanowił użyć podstępu. – Przywieźli nowe ciastka do „Słodkiego Jasia”!

Dopiero teraz coś się zakotłowało w pokoju naprzeciwko, okno otworzyło się szeroko i przez parapet przewiesił się chłopiec.

– Gdzie, co się stało? – słychać było jeszcze niewyraźny bełkot.

– Czy twój aparat gębowy jeszcze się nie obudził? Ty chodzący żołądku!

– Coś słyszałem! Powtórz! – oczy Piotra zaczęły się rozklejać z wielkim trudem.

– Powiedziałem, że zaraz południe, a ty jeszcze w gnieździe. Doprowadź się do stanu używalności i wychodź. Zapomniałeś, co mieliśmy robić? – Marcina, choć sam lubił pospać, złościło codzienne wyciąganie z łóżka jeszcze większego śpiocha niż on. – Zobaczysz, że kiedyś na dzień dobry wrzucę ci skunksa przez okno.

– Dobrze, już dobrze, tylko nie krzycz. – Z szybkością galopującego ślimaka Piotr zsunął się z parapetu i zniknął w głębi pokoju.

– Nie śpiesz się tak – mruknął pod nosem Marcin i wyjął ze skarbonki kilka złotych. Wiedział, że Piotr nie daruje mu tej cukierni i zmusi go, żeby do niej poszli. Wyszedł z domu i stanął przy furtce kolegi, aby tam na niego poczekać. Rzucone hasło o słodkościach okazało się strzałem w dziesiątkę. Nie musiał długo czekać.

Niebawem Piotr pojawił się w drzwiach domu i już od progu dało się słyszeć. – Idziemy na śniadanko!

– Niech zgadnę – powiedział Marcin. – Mama ci kazała upolować dzika?

– Bardzo dowcipne! Nie wykręcisz się sianem, dobrze słyszałem, co mówiłeś o ciastkach. Idziemy.

– Chcesz być grubszy ode mnie? Nie przeciśniesz się przez dziurę.

– To mnie popchniesz kolanem. Ostatnie przygody doskonale wpłynęły na mój apetyt – to mówiąc, Piotr aż przełknął ślinkę.

– Zwłaszcza, jak dostałeś naraz dwie pały z historii. To była przygoda. Połknąłeś wtedy pięć pączków za jednym zamachem.

– Nerwy kochany, to były nerwy. Chodź, bo mi wszystko zjedzą.

Do cukierni „Słodki Jaś” mieli parę kroków, toteż znaleźli się tam po dwóch minutach. Piotr wszedł do środka i zaczął się rozglądać.

– Gdzie one są? – spytał, patrząc wyczekująco na Marcina.

– No wybieraj. Mało ich tu masz? – Marcin odpowiedział wymijająco.

– Czego panowie sobie życzą? – sprzedawca, pan Janek był zaprzyjaźniony z chłopcami, zwłaszcza z Piotrem, jego stałym klientem.

– Marcin mówił, że są nowe ciastka.

Właściciel cukierni spojrzał na nich zaskoczony. – A wy skąd o tym wiecie? Jeszcze ich nie zdążyłem wystawić. Ten nowy przepis dostałem wczoraj. – uniósł brwi i z uśmiechem kiwnął głową. – No, ale skoro chcecie być pierwsi, to proszę bardzo i życzę smacznego. Na dobry początek, żeby się dobrze sprzedawały, dwa ciastka wyjściowe gratis.

– Super! Wyglądają pysznie. – Piotrowi aż oczy się zaśmiały, gdy zobaczył słodką nowość.

Podziękowali i wyszli ze sklepu. Idąc ulicą delektowali się smakiem. Piotr złapał takiego gryza, że bita śmietana została mu na nosie i policzkach.

– O matko! Asia! – wybełkotał z pełnymi ustami.

– No Aśka. Wielkie mi co, zobaczył spódniczkę i aż mu oczy wylazły z orbit. – Marcin spojrzał się na kolegę i mało nie udławił się swoim ciastkiem. – Jak ty wyglądasz! Dobrze, że chociaż ci ślina nie cieknie po brodzie. Wytrzyj się, bo będzie miała się z czego śmiać przez najbliższy miesiąc.

Piotr, zapatrzony na siostrę przyjaciela, przejechał odruchowo ręką po twarzy, ale rozmazał się tak okropnie, że Marcin parsknął śmiechem, robiąc mu dodatkowe ciapki na ubraniu. Bo i jemu ciastko zasmakowało i właśnie zdążył zapakować do ust całą jego resztę.

– Chodu w krzaki! – Marcin wepchnął kolegę w zarośla znajdujące się tuż przy chodniku i sam natychmiast wskoczył za nim. Dziewczyny przeszły drugą stroną ulicy, nie zauważając chłopców.

– Tam była też Beata. – odezwał się Marcin, gdy już odeszły na bezpieczną odległość. – Asia to małe piwo. Jakby tamta nas zobaczyła, to przechlapane bracie. Musielibyśmy kryć się dużo dłużej.

– A ty siebie widziałeś? – mruknął zły Piotr.

Marcin także był upaćkany, czego wcześniej nie zauważył.

– Smaczne, ale podstępne bestie – powiedział, próbując wytrzeć się bez pomocy lusterka.

– Mówisz o dziewczynach, czy o ciastkach? – spytał Piotr.

Chłopiec nie bardzo mógł się zdecydować na odpowiedź.

Spojrzeli na siebie i obaj wybuchnęli śmiechem. W takim stanie nie mogli paradować po ulicach. Wrócili więc do domu Marcina, wyczyścili się i usiedli w jego pokoju, żeby się naradzić.

– Rozmawiałeś już z Asią? – spytał Piotr. – Zgodziła się z nami wybrać?

– Nie, nie rozmawiałem i myślę, że na razie nie ma co jej o tym wspominać. Ty naprawdę chciałbyś ją zabrać na tą wyprawę? Najpierw przecież należy uwolnić Orpagona, a dopiero później urządzać wycieczki. Myślisz, że Aśka zgodziłaby się biegać po górach w butach na szpilkach?

– Ejże! Na pewno wzięłaby coś wygodnego. I nie mów na nią Aśka. Ma takie ładne imię.

– No właśnie. Kochany braciszek mógłby się ładniej odzywać do Asi. – W drzwiach stała siostra Marcina z groźną miną, lecz zaraz uśmiechnęła się do Piotra. – Od razu widać, który z was jest dżentelmenem.

Asia była zgrabną, smukłą blondynką o długich, falujących włosach. Jako starsza o dwa lata siostra czuła się zobowiązana do nieustannej opieki nad młodszym braciszkiem, który często miewał dziwne pomysły.

Piotr w pierwszej chwili zaniemówił, ale zaraz zrobiło mu się bardzo przyjemnie. Nawet przez chwilę widział siebie w pojedynku z Marcinem, jak walczy zaciekle o godność pani swego serca. Nagle został brutalnie wyrwany z marzeń kopniakiem w kostkę.

– Ty! To moja siostra, a nie wielki tort. Zaraz ją zjesz oczami – odegrał się Marcin.

Piotr zmieszał się, nie wiedząc co powiedzieć.

– Długo tu stoisz? – spytał siostrę Marcin.

– Wystarczająco długo, żeby zacząć się martwić o wasz stan psychiczny.

– No dobrze, siadaj. Słuchaj, ale nie przerywaj. I nawet, jakbyś miała ochotę któregoś z nas wysłać do wariatkowa, udawaj, że tak nie jest. – Marcin się wyprostował, odchrząknął, spojrzał na Piotra i trochę niepewnie zaczął.

– Odkryliśmy przejście do innego świata. Nie wiem jak to się dzieje, ale po tamtej stronie każdy może czarować. Byliśmy tam dwa dni, ale tutaj, czas się dla nas zatrzymał i wyszło na to, że nie było nas tylko kilka chwil. Nasza króliczyca Zuzia była tam rok, ale, gdy na nią czekałem, dla mnie minęło też tylko parę chwil. Wiem, że to brzmi niesamowicie, ale tak jest naprawdę i póki sama się o tym nie przekonasz, nie pomyślisz o nas jak o normalnych. Jeździliśmy na wielkich pająkach, poznaliśmy ludzi mieszkających w Kopcu pod ziemią: Angusa, jego żonę i ich dzieci, Temorona, który później okazał się królem tej krainy, sokoła – Selmenę, która jest królową Dianą, królewicza Ayrona, Grunota – przemiłego grubaska – alchemika, Rozbefcika – małego olbrzyma, dżdżownicę – Mandorę, która tak naprawdę była niedźwiedzicą, potwora – Bogorana, który był siedmioma braćmi, Uzara, który chciał zawładnąć ich światem, ale dzięki naszej pomocy nie doszło do tego, Florka – gadułę, no i nie tylko. Ja potrafiłem przenosić ogromne ciężary siłą woli, byłem też trąbą powietrzną i… – zauważył, że te słowa nie wypadły zbyt poważnie, więc szybko dokończył – i jak wrócimy, znów będziemy mogli czarować, ty też. Jeżeli chciałabyś się sama o tym przekonać, to zakładamy adidasy i idziemy. Ale uprzedzam, mamy do wykonania małą robotę. Musimy uwolnić jednego faceta, którego przetrzymuje pod jakąś górą zła baba. Właśnie dopiero co – spojrzał na Piotra – zastanawialiśmy się, czy łażenie po górach nie wpłynie źle na twoje samopoczucie. A właściwie na twoje buty. Poza tym wyprawa może okazać się niebezpieczna. No bo, na przykład, na naszej wycieczce Piotrka porwał gigantyczny nietoperz, był poobijany, miał złamaną rękę, a ja oberwałem czarnym Parteonem. Straciłem przytomność i leciałem niesiony przez nietoperze, ale małe. I zapewniam cię, że żadna klepka mi się nie obluzowała. – Skończył i patrzył na siostrę niepewnie, czując się, jakby wszem i wobec został uznany za wariata. Piotr także miał niewyraźną minę, obaj zauważyli, że nie wypadło to wiarygodnie.

– To wszystko? – Asia spytała, jakby jej jeszcze było za mało. – Idę założyć adidasy. Czy kanapki i picie będą potrzebne?

Takiej reakcji chłopcy się nie spodziewali.

– Myślałem, że chociaż będziesz się głupio uśmiechać i… pukać w głowę – powiedział zdziwiony Marcin.

– A jak inaczej mam sprawdzić czy mówicie prawdę?

– Racja. Ale my dopiero wróciliśmy, daj nam trochę odpocząć.

– Zrób dziś, co masz zrobić jutro. A może jednak poniosła was fantazja? – spytała podejrzliwie.

– No dobra, sama tego chciałaś. Ale jeżeli nasze umęczone główki nie będą chciały pracować na najwyższych obrotach i coś nam nie wyjdzie, będzie tylko twoja wina.

– A od czego są korynki?

Zaskoczeni chłopcy nie wiedzieli co powiedzieć.

Asia obróciła się na pięcie.

– Gadasz przez sen, braciszku – rzuciła przez ramię i wyszła z pokoju.

– O rany! Co ja mogłem wygadywać? – Marcinowi aż uszy poczerwieniały. – Mam nadzieję, że nie o Karinie. Ale by sobie na mnie używała.

– Już nie narzekaj tak na nią. Ciesz się, że jest z kim pogadać. Masz i siostrę i brata. Ja jestem sam. Wiele bym dał, żeby mieć chociaż młodsze rodzeństwo.

– Jasne, że się cieszę, zwłaszcza wtedy, gdy bez pozwolenia włazi do mojego biurka, bo chce coś pożyczyć.

– A niech by tam wszędzie właziło, byle by tylko było. – odpowiedział Piotr zrezygnowanym tonem.

– Wiesz co, jakoś nie jestem tak do końca przekonany, że Asia powinna z nami iść. – Marcin się skrzywił. – Nikt jej nie powstrzyma, jak coś sobie umyśli. Już ja ją znam.

– Ale za to nie dopuszczę, żeby mój młodszy braciszek wpakował się w kłopoty, pociągając za sobą tak miłego kolegę. – powiedziała Asia wchodząc do pokoju, ubrana całkiem normalnie.

– Małpiszon. – mruknął Marcin.

– No, już dobrze. – Usiadła na tapczanie obok niego. – Wcale nie chciałam cię urazić. Ja naprawdę chcę wziąć udział w tej zabawie, jaka by nie była.

– O, ho, ho! – Marcin pokręcił głową. – To na pewno nie będzie zabawa. Ale jeżeli chcesz być z nami w zgodzie, to bądź normalna, tak jak czasami to potrafisz.

– Nie ma sprawy, na czas zabawy mogę być nawet waszym kolegą Asiokiem. – mówiąc to śmiesznie zmarszczyła nos.

– Och te baby! – Marcin zrobił groźną minę.

– No, no! – Asia pogroziła bratu. – Bo powiem Karinie jaki jesteś dla mnie niegrzeczny

Marcina tym razem całkiem zamurowało. – Ja cię muszę sprzątnąć, ty za dużo wiesz! – rzucił się na siostrę z dwoma poduszkami w rękach.

– Ejże, uspokójcie się! – Piotr zdążył go złapać za bluzę i posadził z powrotem na tapczanie.

– Zachowajcie siły dla prawdziwych przeciwników. Tym razem już nie będziemy mieli takiej obstawy jak poprzednio. Będziemy musieli liczyć tylko na siebie. Wyjdziemy przecież z zasięgu Ormiona. A ty – wycelował palcem w Marcina – nie zapomnij zabrać Łatki.

– Ho, ho, ho! Zaczyna się robić ciekawie. A…, tak przy okazji – Asia przechyliła głowę na bok

– moglibyście dla mnie wyczarować jakiegoś, chociaż jednego, małego potwora?

– Na pewno coś się znajdzie. Czy na początek gigantyczne pająki wystarczą? – spytał Marcin trochę zły, że nie jest traktowany poważnie przez siostrę. Jednak zdawał sobie sprawę, że wkrótce będzie musiała zmienić zdanie. – No to co? Gotowa do wymarszu?

– Jak to? Idziemy tak, jak stoimy? – spytała niepewnie.

– Weź plecak, pozbieramy trochę korynek. Drzewa na pewno jeszcze nie zdążyły wrócić – powiedział Marcin.

– A co? Poszły na spacer? Słuchajcie, ja do was grzecznie, a wy się zgrywacie – odpowiedziała Asia z wyrzutem. – Albo jesteśmy teraz kumplami, albo...

– Zostajesz? – wypalił Marcin z nadzieją.

– Albo od jutra będziesz krył się po kanałach, nocna gaduło! – dokończyła.

Marcin zrozumiał groźbę i szybko dodał: – Dobrze, już nic więcej nie powiem. Sama niedługo sie przekonasz, że mówimy prawdę. Idziemy.

Założyli plecaki, wyszli z domu i po przejściu przez dziurę w płocie stanęli nad dziurą w ziemi.

– Chyba nie myślicie, że będę udawała kreta?

– To całkiem czysty tunel – zachęcał Piotr.

– Macie chociaż latarkę? – A widząc, że brat zignorował jej pytanie, tupnęła nogą ze złości i warknęła: – Marcin! Uprzedzam, że zaraz mogę być na powrót Asią i osobiście wepchnę cię do tej dziury!

– Nie trzeba, sam wejdę! – powiedział pospiesznie i nie czekając na wprowadzenie w czyn gróźb siostry, szybko wskoczył do otworu.

– Panie mają pierwszeństwo – grzecznie odezwał się Piotr, nie chcąc się narażać.

Asia zaczęła się przymierzać, którą nogę najpierw wstawić. W końcu usiadła na brzegu i z wyrazem obrzydzenia opuściła w dół obie nogi. Sprawdziła, czy nie kopnie brata w głowę i nie chcąc wyjść na tchórza powoli zaczęła się wsuwać w głąb otworu. Nagle wyszła z powrotem. – Nie ma tu robali?

– Nie – uśmiechnął się Piotr. – Jakby były, pierwszy bym ci o tym powiedział.

Gdy ponownie zniknęła w otworze, Piotr wsunął się za nią ostrożnie, uważając, aby nie zderzyć się w razie nagłej zmiany jej decyzji. Po chwili wszyscy troje stali w jasnym tunelu.

– No, to najgorsze masz już za sobą. – Marcin zwrócił się do siostry. – Zaraz wyjdziemy na polanę i uprzedzam, pająki, które zobaczysz nie będą zwykłych rozmiarów.

– Chyba powinnam zacząć ci wierzyć. Czy one są oswojone? – przeczesała ręką włosy. – Wiecie co, zapomniałam wziąć zegarka. Idźcie, ja was zaraz dogonię.

– Nie bój się. Klara i Bursztyn nic złego ci nie zrobią. – Marcina rozbawiło takie zachowanie, choć pamiętał, jak niedawno to on chciał zwiewać przed pająkami. Teraz cierpliwie tłumaczył Asi:

– My na nich jeździmy. Zobaczysz, jeszcze sama będziesz chciała tak podróżować. Ale… ja wyjdę pierwszy i poproszę, żeby się nieco odsunęli.

– Skąd wiesz, że tam jeszcze ktoś czeka? – spytała Asia.

– To trochę skomplikowane, ale niedługo sama się we wszystkim połapiesz.

Zabrali się do zbieranie korynek, a gdy już Marcin uznał, że taka ilość wystarczy, ustawił się na końcu tunelu i powiedział: – A więc, witaj przygodo. Wychodzimy. – odwrócił się i zniknął w wąskim przejściu.

– Mówicie, że te pająki są trochę… duże? – Asia spytała z odrobiną obawy w głosie.

– Duże, duże. Bursztyn potrafi udźwignąć trzy dorosłe osoby i z nimi biec.

– Niestety, chyba w to wierzę. – Asia pobladła. – No trudno, sama tego chciałam. Skoro Marcin się z nimi oswoił i go nie zjadły, to... wychodzę.

W międzyczasie, uprzedzony o dodatkowym gościu Angus, kazał Klarze odsunąć się od przejścia i w miarę możliwości jak najbardziej rozpłaszczyć się na trawie.

Asia przeszła przez otwór wyjściowy i wystawiła głowę na zewnątrz. – Dzień dobry. – spojrzała na Angusa, który podszedł i podał jej rękę, aby pomóc wyjść.

– Cieszę się, że mogę poznać siostrę Marcina.

Asia zauważyła Klarę, ale nawet nie wzdrygnęła się, bo z „kosmatej górki” patrzyły na nią oczy, znajdujące się na bardzo sympatycznym pysku.

– No, duży to on jest – powiedziała Asia podchodząc bliżej. – Ale jest śliczny!

– To ona, Klara. Daj jej korynkę – podpowiedział Marcin.

– O, przepraszam. Jesteś śliczna – poprawiła się.

Teraz dołączył do nich Piotr. – No i co, krzyczała? – spytał ciekawie.

– Zobacz jak się boi. Zaraz pocałuje Klarę – powiedział Marcin, widząc jak siostra podeszła do pająka i zaczęła z czułością głaskać kosmatą głowę. A przy tym wydawała z siebie odgłosy zachwytu, coś na podobieństwo mysich pików. – Asia, zamęczysz! Czy ty chcesz wszystkie napotkane zwierzęta miętosić? Ja z nią nigdzie nie idę. Co będzie jak podejdzie do nas jakieś puchate zwierzątko?

– Chyba nie będzie aż tak źle – powiedział Angus uśmiechając się. – Zmierzyłeś się z Uzarem, a boisz się towarzystwa własnej siostry?

– Najwyżej zostawimy ją w lesie. Jak wytarmosi futra paru zwierzakom, to same ją pogonią. – skwitował Marcin.

– Ja zaraz tobie wytarmoszę futro! – powiedziała Asia kierując się w stronę brata z groźną miną.

– Ręce przy sobie! – krzyknął Marcin i odskoczył w bok, chowając się za kolegą.

– Moglibyście chociaż tutaj się nie kłócić. – powiedział Piotr z wyrzutem.

– A czyja to wina? – Marcin spojrzał na kolegę i już miał wspomnieć, kto był pomysłodawcą zabrania Asi, ale zaraz przypomniała mu się Karina. Teraz chociaż nie będzie słyszał krytycznych uwag. I nagle twarz mu pojaśniała. – Masz rację Piotrusiu, siostra może nam się jeszcze przydać i będzie nam z tego powodu bardzo miło.

– Braciszek coś knuje. Zgadza się? – spytała Asia podejrzliwie.

– Nie, nie. Chciałem tylko powiedzieć, że jako kobieta możesz być bardzo pomocna. Przecież mamy uwolnić Orpagona z rąk Zendy. Myślę, że twoje wskazówki mogą okazać się bardzo cenne. – odpowiedział pospiesznie Marcin.

– I tak domyślam się o co ci chodzi, ale mniejsza z tym. O jakim uwalnianiu mówiłeś? Czy tutaj należycie do grupy komandosów? – Asię zaniepokoiły słowa Marcina.

– Może nie jesteśmy fachowcami, ale czasami udaje nam się komuś pomóc. W tym wypadku Piotrek wkopał się sam. Sam się prosił, żeby mu coś zlecić.

– No i zleciało mi na głowę – wtrącił Piotr. – To znaczy, tutejszy listonosz rzucił we mnie listem z załącznikiem, twardym załącznikiem.

– Nie chcę przeszkadzać w tej uroczej rozmowie, ale nadjeżdża Grunot – odezwał się Angus.

– Niedługo zajdzie słońce, a jazda po ciemku nie sprawia przyjemności. Wy jedźcie na Klarze, ja z Grunotem pojedziemy na Bursztynie. – Po czym zwrócił się do Asi: – Czy pomóc?

– E tam, przeskakuje przez płoty jak sarenka, a na pająka nie wsiądzie bez pomocy? – zdziwił się Marcin.

– Nie każdemu znane są dobre maniery – odpowiedział Asia, udając urażoną. Podała Angusowi rękę i z gracją wskoczyła na Klarę, sadowiąc się w najwygodniejszym miejscu.

– Niech jej będzie. – Marcin mruknął pod nosem, a do Piotra powiedział: – Wsiadamy, niewychowańcu.

Gdy zajęli swoje miejsca Asia jeszcze szepnęła do Marcina ucha: – Przestań się popisywać, bo cię przytulę i pocałuję!

Widocznie Piotr także usłyszał tą uwagę, bo dało się słyszeć z tyłu stłumiony chichot.

Ruszyli.

Tak jak wcześniej chłopcy, tak teraz Asia była zdziwiona komfortem jazdy na pająkach,

– No proszę, mogłabym sobie malować paznokcie w czasie jazdy. Klaro! Powinnaś nazywać się „Mgiełka”. Nie wiem, czy ktoś potrafi poruszać się delikatniej niż ty.

– Podziękowała za uznanie i jest bardzo ucieszona twoimi słowami – przekazał Marcin siostrze.

– Powiedziała, że jeszcze nikt tak ładnie nie wyrażał się o niej.

– A ty skąd to wiesz? – spytała zaciekawiona dziewczynka.

– Bo tutaj tylko ty nie rozumiesz mowy zwierząt.

– A co trzeba zrobić, żeby zrozumieć?

– Taki dar otrzymuje się za szczególne zasługi – pospieszył z odpowiedzią Angus, widząc zakłopotanie na twarzy Marcina. – Chłopcy, skoro jeszcze nie opowiadaliście Asi o swoich przygodach, to myślę, że już najwyższy czas.

– No właśnie. Marcin prędzej poszedłby opowiedzieć kawał swojemu królikowi, niż powiedzieć mi „dzień dobry” na dzień dobry. To się nazywa brat – tym razem w jej głosie zabrzmiała nutka prawdziwego żalu.

Marcin aż odwrócił się do siostry, żeby sprawdzić, czy dobrze usłyszał. Poczuł się trochę nieswojo, ale za to zaraz z zapałem zaczął opowiadać o wydarzeniach z poprzedniej wizyty w tym świecie. A było o czym.

Rozdział II Przygotowania do wyprawy

Obaj z Piotrem mieli zajęcie aż do samego Kopca. Gdy dojechali było już prawie całkiem ciemno. Pająki poszły do swojej nory, a Angus wprowadził gości do Kopca. Okazało się, że większość mieszkańców czekała na nich, aby usiąść do stołu, którego widok każdorazowo wywierał na chłopcach niesamowite wrażenie. Teraz przyszła kolej na Asię. Stanęła i przez chwilę patrzyła na ten ogromny mebel, ogarniając wzrokiem jego rozmiary.

– Ale… stóóół! – szepnęła z zachwytem.

Chłopcy z triumfem uśmiechnęli się do siebie. Gdy po chwili ochłonęła, zostali zasypani gradem pytań. Obaj czuli się zupełnie jak gospodarze, prześcigając się w odpowiedziach na Asi pytania. Najbardziej jednak działała na nią możliwość czarowania. Widać wszystkie te informacje rozbudziły jej wyobraźnię, bo siadając do posiłku pomiędzy chłopcami, wymyśliła taki zestaw potraw, że sam widok jednej obok drugiej przyprawiał patrzących o mdłości. Śledź w oleju nie wyglądał najlepiej obok pomidora i pierniczka w różowym lukrze. Ale najdziwniejsze było to, że wszystko zjadła ze smakiem, popijając to mlekiem truskawkowym.

– Wiesz co, nie będę tego komentował, bo znowu się obrazisz, – Marcin patrzył na to z niedowierzaniem, kręcąc głową – ale na drugi raz miej na uwadze to, że inni widzą, co jesz – powiedział Marcin.

– O rety, ale fajna! Skąd ją macie? – do chłopców doskoczył Robaczek.

– A ty nie śpisz? – Marcin był zdziwiony.

– Jeszcze nie zdążyłem usnąć, gdy usłyszałem, że jesteście. Jaka ładna! Razem przyszliście? – dopytywał się roześmiany maluch.

– To moja siostra, Asia, a to Robaczek, pierwszy urwis Kopca, synek Angusa – przedstawił Marcin.

Chłopczyk podał Asi rękę. – Mam na imię Mateuszek, ale wszyscy wołają na mnie Robaczek. Miło mi cię poznać. – po czym zwrócił się do Marcina: – Ty też nie wiedziałeś, że masz siostrę?

– Wiedziałem, tylko właściwie nie było okazji o niej opowiadać – wytłumaczył. – A tak naprawdę, to zapomniałem na jakiś czas o naszym świecie. – Teraz spodziewał się wyrzutów ze strony siostry, ale ku jego zaskoczeniu, powiedziała z prostotą:

– Biorąc pod uwagę to, co tu się działo, nie dziwię się. Ja chyba bym zapomniała na noc posmarować twarz. – Nagle wytrzeszczyła oczy i powiedziała z przerażeniem: – O nie! Zapomniałam kremów!

– Wytrzymasz. W tutejszym klimacie nic ci nie będzie – uspokoił ją Marcin. Chciał jeszcze coś powiedzieć do chłopczyka, ale już go nie było. – No masz, tego już gdzieś poniosło.

Robaczek zniknął z pola widzenia. Dopiero po chwili można było dostrzec, że stoi obok Kariny i coś do niej mówi. Za chwilę spojrzała w stronę Marcina z uśmiechem, na który zareagował kompletnym rozmarzeniem.

– A, tu cię mam, braciszku. Te maślane oczka pokazały mi, gdzie siedzi twoja sympatia. – A po cichu szepnęła: – Jest warta nawet rumieńca, nie wstydź się. Powiem ci coś. My, dziewczyny lubimy, jak się tak reaguje na nasz widok. To lepsze od popisywania się mięśniami, czy świetną sylwetką. – Jeszcze raz rzuciła okiem w stronę dziewczynki i powiedziała: – Już ją lubię.

Marcin nie wiedział co powiedzieć, ale poczuł, że czasami ta paskudna siostra potrafi być całkiem do rzeczy.

Po skończonym posiłku wszyscy we wspaniałych nastrojach zaczęli rozchodzić się do swoich mieszkań. Przy stole pozostało tylko kilka osób: Angus, Robaczek, Marcin, Piotr, Asia, Karina i Grunot. Po chwili wesołej rozmowy zeszli na temat kolejnej misji.

– Grunocie – odezwał się Angus. – Opiekuj się chłopcami i nie pozwól im się wpakować w kłopoty. Gdyby groziło wam jakieś niebezpieczeństwo, wracajcie.

– A nami, to już nie ma kto się opiekować? My też się wybieramy – odezwała się Karina, mówiąc za siebie i za Asię.

– O nie! To może się okazać zbyt niebezpieczne! – szybko zaprotestował Marcin.

– A co mówiłeś o cennych wskazówkach? – głos Asi przybrał groźne brzmienie.

– Jeszcze nie wiesz, ale tutaj nie potrzeba telefonu, żeby się skontaktować z kimś, nawet na dużą odległość – powiedział Marcin. – Z daleka też można ich udzielać.

– Żadnych wykrętów! Nie po to zrezygnowałam z butów na wysokich obcasach, żebym teraz siedziała w bezpiecznym miejscu. Trochę strachu też mi się należy.

– Ja też jeszcze nigdy nikogo nie ratowałam. – Karina stanęła obok Asi i obie wystosowały do męskiej strony tak ładne uśmiechy, że strona zmiękła całkiem.

– Piotrek, ty tu jesteś szefem, ty decyduj – odezwał się Marcin zrezygnowanym głosem.

– Będzie super. Jest równouprawnienie, nie ma co się zastanawiać. Pytanie tylko, kto z kim na którym – powiedział Piotr.

– Ty, gadaj po ludzku! – ofuknął go Marcin.

– Kto z kim jedzie, na którym pająku. – poprawił się chłopiec.

– Chyba najlepiej będzie, jeżeli panowie pojadą na Bursztynie, a panie na Klarze. – podpowiedział Angus. – Ale, żeby sprawiedliwie rozłożyć ciężar, mikstury naszego alchemika, a to pokaźny woreczek, zajmą miejsce trzeciego pasażera u pań. Dzisiaj już weźcie swoje szaty na wyprawę, Asia też. I nie zapomnijcie o liście i kluczu. Zaraz po śniadaniu sprawdzimy, co może nam powiedzieć Księga Nauki o Klemensorze, górach, Zendzie i Orpagonie. Warto byłoby także dowiedzieć się, jakie właściwości posiada płaszcz Uzara.

– Zanim wyruszyliśmy do pałacu, dostałem od rodziców Kariny Łatkę. W górach może się przydać – odezwał się Marcin.

– Nawet nie wiesz, jak bardzo – powiedział Angus. – To dobry znak.

Asia wyglądała, jakby znalazła się na tureckim kazaniu, ale nic się nie odzywała. Wyczekiwała odpowiedniego momentu, aby „pociągnąć kogoś za język”.

– Muszę was na chwilę przeprosić – powiedział Marcin. – Obiecałem Selmenie, że dam jej znać, jak będziemy tu z powrotem. – Odszedł na bok, żeby móc się lepiej skoncentrować i wysłał wiadomość. Po chwili wrócił i powiedział do Asi: – Jeżeli Selmena, to znaczy królowa Diana, będzie mogła mi teraz odpowiedzieć, to zobaczysz, jak działa tutejsza telekomunikacja.

– To taka całkiem prawdziwa królowa? – spytała Asia.

– Twój brat uratował jej życie – wtrącił Angus.

– Mój brat? – Asia była pełna szczerego podziwu.

– Lubię, jak się tak na mnie patrzysz. – Marcinowi rozciągnął się uśmiech po twarzy.

– Jak wrócimy do domu, kupię ci wiadro lodów i to twoich ulubionych. – Asia zaczynała odczuwać dumę z tego, że jest jego siostrą.

– Czy Asia może spać w moim pokoju? – spytała Karina.

– Co prawda mamy dla niej pokój gościnny, ale niech sama decyduje – powiedział Angus.

– Bardzo chętnie – ucieszyła się Asia. – Opowiesz mi co nieco. Mam tyle pytań, a przecież nie mogę co kilka słów wpadać w rozmowę któremuś z was i prosić o tłumaczenie.

– Wy chłopcy wiecie, gdzie wasz pokój. – Angus chwilę się zastanowił, czy o czymś nie zapomniał, po czym dodał: – Skoro już wszystko jasne, możemy iść spać. Dobranoc wszystkim.

Zanim wymówił ostatnie słowo usłyszeli delikatny odgłos dzwoneczka i pojawiło się duże, białe pióro. Chwilę trwało w bezruchu, po czym zaczęło pisać w powietrzu.

– To Selmena – powiedział Marcin.

– „Cieszę się, że wróciliście. Ayron ma dla ciebie prezent. Prosił, aby sam mógł wskazać wam miejsce, gdzie znajduje się przejście. Życzę powodzenia.”

– Widziałaś? – Marcin zwrócił się do Asi. – Nie trzeba dzwonić po druciku – uśmiechnął się i dodał: – A teraz chodźcie po ubranka.

Asi podobało się tu coraz bardziej, na dodatek pozna prawdziwego królewicza. – Chyba z wrażenia nie zmrużę oka w nocy – mruknęła do siebie.

Gdy już rozeszli się do swoich pokoi i zaczęli szykować się do snu, rozległ się straszliwy huk, aż ziemia zadrżała. Mieszkańcy powychodzili ze swoich mieszkań, nie wiedząc, co się dzieje.

– Wracajcie do siebie – powiedział Angus. – Nie wiadomo co to było, a i tak po ciemku nie dałoby się tego sprawdzić. Jutro rano wyślę kogoś, żeby się dowiedział skąd ten odgłos. Dobranoc. – Podszedł jeszcze do chłopców i zawrócił się do nich stanowczym tonem: – Żeby wam się nie przyśniło buszować w nocy po dworze. Zgoda? – Dopiero, gdy wydobył od nich przyrzeczenie, wrócił do swojego mieszkania.

– Marcin, nie patrz tak na te drzwi. Obiecaliśmy – przypomniał Piotr, ciągnąc przyjaciela za kołnierz. – Co by to nie było i tak nie może nam pokrzyżować planów. Żeby się nawet jakaś góra zapadła pod ziemię, muszę wywiązać się z powierzonego mi zadania.

– Wiesz ty co ja myślę? – Marcin zatrzymał się na moment. – Myślę, że to przejście, co ma być pokazane, można byłoby obejrzeć po drodze. Bądź co bądź czas i tak się wtedy zatrzyma, więc na te kilka chwil można byłoby tam wpaść.

– Nie ma sprawy. Jak tylko Asia będzie z nami, mogę nawet zwekslować na księżyc – odpowiedział Piotr.

– Zakochany wariat.

– Zakochany? – przymrużył jedno oko. – No może trochę. Ale to znaczy, że i ty nie jesteś całkiem normalny, wariacie.

Sprzedali sobie po kilka szturchańców i poszli do swojego pokoju, prześcigając się po drodze w zapewnieniach, który z nich jest bardziej szurnięty

Noc upłynęła spokojnie, a rano wstali wypoczęci i chętni do wyciągania gór spod ziemi.

– Ciekawe, co to było? Może Angus już coś wie? – zastanawiał się Marcin.

Obaj chłopcy ubrali się pospiesznie i gładząc nastroszone czupryny wyszli z pokoju. Dziewczyny już siedziały przy stole i o czymś z przejęciem rozmawiały. Gdy zobaczyły Piotra i Marcina jeszcze bardziej się ożywiły, a Asia spytała:

– Piotrek, czy mógłbyś opowiedzieć, co zdarzyło się w drodze powrotnej od tego Uzara? Mówiłeś, że czymś dostałeś w głowę. Jak to było?

– Jakiś orzeł doręczył mi list, ale nie wiem od kogo. – Wzruszył ramionami. – Na głos zacząłem się zastanawiać, czy i ja, tak jak Marcin, mógłbym dostać jakieś zadanie do wykonania. Ktoś może to usłyszał i w liście okazało się, że mam uwolnić Orpagona z rąk Zendy. Wygląda na to, że to jakaś czarownica. Ale zanim to się stało, usłyszeliśmy potężny grzmot. Walnęło chyba gdzieś w górach. A ten wczorajszy nawet był do niego podobny. List pozostawiliśmy w Kopcu, w mieszkaniu Temorona, bo był do niego przyczepiony złoty klucz. Angus opowiadał wcześniej legendę o zaginionym mieście i ...

– Nic mi nie mówiłeś o legendzie – wtrącił Marcin.

– Zupełnie mi wyleciało z głowy, ale i tak dzisiaj byś się dowiedział, bo przecież mamy zajrzeć do Księgi Nauki. Angus z Bogoranem opowiadali ją po drodze. W skrócie wygląda to tak: Orpagon stworzył miasto, gdzie sprowadzał ubogich, między innymi swoją rodzinę. Żyło im się tam bardzo dobrze, bo ich prośby spełniał zaczarowany dzwonek. Orpagon w nim nie przebywał, bo wędrował, szukając kolejnych biednych. Zenda go złapała, bo chciała zawładnąć tym miastem. Orpagonowi nie podobał się ten pomysł, więc go uwięziła, a...

– A teraz jakaś góra zapadła się pod ziemię – dokończyła Karina.

Chłopcy spojrzeli na siebie zaskoczeni.

– Kto to powiedział? – spytał Piotr.

– Jakaś jaskółka Masia, którą Angus wysłał, żeby sprawdziła, co się stało.

– Ja przecież tylko żartowałem. Skąd mogłem wiedzieć? – Piotr tłumaczył się przed Marcinem.

– O czym on mówi? – spytała Asia.

– Wczoraj, po tym łomocie palnął, że pewno jakaś góra zapadła się pod ziemię. Te, jasnowidz, jakie liczby skreślić w totka? – Marcin udał poważną minę.

– Wiecie co? Coś mi się zdaje, że to sprawka Zendy – powiedział Piotr. – Musi być niezła w swoim fachu, skoro potrafi takie rzeczy wyczyniać.

– Nie widzę tego w różowych kolorach – zapał Marcina zaczął słabnąć. – Pójdziemy do niej po gościa, pogrozimy palcem i powiemy: „Jak go nam nie wydasz, to…”? No właśnie, co? – pokręcił głową. – Tu moglibyśmy zrobić z nią porządek, ale tam będziemy tak samo zwykli, jak i w naszym świecie.

– I dlatego potrzebujecie naszej pomocy – odezwała się Asia. – Gdzie diabeł nie może tam… Asię i Karinę pośle.

– Normalka. – Marcinowi ręce opadły. – Im bardziej robi się niebezpiecznie, tym bardziej dziewczyny są chętne do robienia porządków z czarownicami. Czy któraś chociaż wzięła ze sobą różdżkę Harrego Pottera?

– Może różdżki nie trzeba, ale coś musimy zabrać z jakiegoś miejsca. – Piotr mówił powoli, jakby powtarzał słyszane tylko przez siebie, czyjeś słowa. Popatrzył na resztę ze zdziwieniem.

– Słuchajcie, mam wrażenie, jakby ktoś naprowadzał mnie na jakiś cel.

Marcin przyjrzał się Piotrowi uważnie. – Może to ten sam ktoś, co ci przysłał list?

– Marcin! – W drzwiach wejściowych stanął Angus. – Wyjdź na zewnątrz. Ktoś do ciebie. Chodźcie wszyscy, zobaczycie coś – mówił tajemniczym głosem.

Wyszli przed Kopiec. Widok zaskoczył nawet chłopców. Na pięknym, białym pegazie siedział Ayron.

– Witam wszystkich i pozdrawiam. – zeskoczył na ziemię i ukłonił, jak na królewicza przystało.

– Uprosiłem rodziców, aby pozwolili mi spotkać się z wami, a i obietnicę daną wypełnić. Tobie, Marcinie chciałem podziękować w szczególny sposób, ofiarując ci tego oto rumaka z wyrazami wdzięczności za czyny, któryś dokonał. – Podał Marcinowi rękę z lekkim skłonem głowy, po czym podszedł do Asi i Kariny, aby się przywitać.

– Prawdziwy królewicz – szepnęła Asia. – Dziewczyny nie uwierzą… Co ja mówię, przecież i tak nikt by mi nie uwierzył.

– Pierwszy raz ciebie widzę – powiedział witając się z nią.

– To moja siostra – wtrącił Marcin. – Podwinęła rękawy i niechaj boją się wszyscy. Dotąd myślałem o niej inaczej, a tu proszę. Wybiera się z nami w góry ratować legendarnego Orpagona. Karina – tutaj głos mu złagodniał – również. Obie są bojowo nastawione.

– Pomyśl – Ayron zwrócił się do Marcina – co my byśmy zrobili bez tych naszych kobiet. Cieszę się, że chociaż do Kaczego Stawu będę mógł spędzić z wami trochę czasu. Chciałem dołączyć do wyprawy, ale rodzice… dbają o moje bezpieczeństwo – westchnął. – Ale zaraz, mam tu jeszcze coś dla ciebie. – Wyjął z kieszeni i podał Marcinowi przezroczystą, mieszczącą się w dłoni szklaną kulę. To jest prezent od rodziców. Urian działa podobnie, jak różdżka, lecz do jego użycia nie potrzeba żadnych zaklęć. I rzecz najważniejsza. W czasie działania czaru nie możesz go wypuścić z ręki, bo jesteście wtedy jednością. Jeśli stanie się inaczej, nigdy go już nie odzyskasz, nikt go nie odzyska. Zacznie żyć własnym życiem. – popatrzył na kulę z uwagą. – Jak na moje oko, to w nim jest coś zaklętego.

Marcin niepewnie spojrzał na kulę i w pierwszym odruchu lęku przed jej zawartością chciał zwrócić ją Ayronowi, lecz pomyślał, że mogłoby to być odebrane jako nietakt. A poza tym, zdrowy rozsądek podpowiedział, że przecież od Selmeny i Temorona nie dostałby rzeczy niebezpiecznej.

– Dziękuję – odpowiedział więc grzecznie i schował prezent do kieszeni. – Na pewno się przyda.

– Wspaniale! – odezwał się Piotr. – Mamy coraz to lepsze wyposażenie: płaszcz Uzara, Łatkę, kulę. Marcin, zabierasz pegaza? Czy on jakoś ma na imię?

– Jasne, że zabieram. Tylko nie mam żadnego pomysłu jakie imię można by mu nadać. Nawet nie wiem, czy potrafię na nim jeździć.

– To nic trudnego, pokażę ci – obiecał Ayron.

– KarAś – powiedziała Asia z niewinną miną. – Podoba ci się braciszku? Pasuje do pegaza? To skrót od naszych imion, Kariny i mojego. – i nie czekając na odpowiedź zadecydowała. – No to będzie Karaś.

– Podoba mi się! – wtrącił Piotr. – Nie tak bardzo jak na przykład PioMar, ale mi się podoba. – Zaraz jednak mina mu zrzedła, bo napotkał wzrok Marcina.

– Może najpierw należałoby się spytać samego zainteresowanego, co on na to. – Marcin miał nadzieję, że spotka się z oburzeniem ze strony pegaza.

– Żartowałam! – powiedziała pospiesznie Asia. – Do niego pasuje Zefir.

Marcin aż się zdziwił, bo i jemu natychmiast przypadło do gustu to imię. Teraz już nie wątpił, że pegaz będzie zadowolony.

– No, co powiedział? – spytała Asia.

– Bał się, że dostanie poważne i wielkie imię, a on – Marcin się uśmiechnął – przecież jeszcze jest źrebakiem. – Teraz dopiero, gdy przetłumaczył słowa pegaza uśmiechnął się. – Może być Zefir.

– Ayronie, czy zjesz z nami posiłek? – spytał Angus. – Już czas najwyższy, na pewno wszyscy na nas czekają.

– Z przyjemnością – odpowiedział królewicz.

Asia, Karina, Marcin, Piotr i Ayron usiedli razem, a z boku przysłuchiwał się rozmowie Robaczek.

– I co, znowu mnie nie zabierzecie? – odezwał się, nie doczekawszy się, że któreś z nich zaproponuje mu udział w wyprawie.

– Wiesz co? – Marcin odezwał po chwili namysłu. – Mam pomysł. Jeżeli teraz zostaniesz w domu, to obiecuję ci, że pojedziemy szukać rozwiązania do zagadki: „Gdzie przepadli wasi wcześniejsi goście?”. I powiem jeszcze jedno, wtedy to właśnie ty powinieneś poprowadzić nas, gdzie trzeba. Widzisz, teraz twój tata zostaje i tak naprawdę, to boję się tej wyprawy. Ona rzeczywiście może okazać się niebezpieczna. – Popatrzył na chłopczyka z powagą. – No to co, umowa stoi? – Marcin wyciągnął rękę do Robaczka.

Robaczek bez namysłu podał rączkę Marcinowi i powiedział. – Tak, to rzeczywiście odpowiedzialne zadanie, pokierować wami. Zgadzam się. A teraz, no cóż, zawsze mogę popatrzeć w lustro gdzie jesteście i w razie potrzeby podpowiedzieć coś. Tylko, czy nasza poczta sięga tak daleko? – z tym pytaniem zwrócił się już do Angusa. Zauważył, że wszyscy aż przestali rozmawiać. Cisza zapadła przy stole.

Okazało się, że nikt o tym wcześniej nie pomyślał.

– Zdaje się, że nasz niezastąpiony Robaczek zwrócił uwagę na rzecz bardzo istotną – odezwał się Angus. – Zgadza się. Nasza poczta nie sięga dalej niż siła Ormiona.

– Ja mogę was poratować jednym „latawcem” – odezwał się Ayron i wyjął z kieszeni małego, drewnianego gołębia. – Dostałem go od rodziców. Wystarczy rzucić go w powietrze i powiedzieć gdzie ma lecieć i co ma przekazać. Dla nich nie ma żadnych granic. W pałacu mamy ich dużo więcej, tylko nie wiem, kto mógłby szybko je tu dostarczyć. Poczekajcie, zapytam. – przymknął oczy i zbierając myśli wysłał wiadomość do ojca. Gdy dzwoneczek zadzwonił, duże, srebrne pióro zaczęło pisać w powietrzu: „Modrynek wkrótce dostarczy przesyłkę. Oboje z mamą przemyśleliśmy sprawę i uznaliśmy, że powinnyśmy się zgodzić, abyś wziął udział w wyprawie. Ty, jako jedyny, w trzy dni po wyjściu z zasięgu Ormiona możesz jeszcze posługiwać się magią. W górach uważajcie na Głazorgi. Powodzenia.”

– Ale się cieszę. – Ayron nie krył zadowolenia. – Tylko pytanie, czy ktoś z was wie, gdzie jest koniec korytarza jaszczura?

– Ja wiem, byłem tam z Temoronem – powiedział Piotr. – To niedaleko. A co to te Głazorgi?

– To paskudne stwory. – Ayron spoważniał. – Gdy się taki przyczai, nie można odróżnić go od zwykłego głazu. Ich skorupy wyglądają jakby były z kamienia. W sumie nie są agresywne i trzeba by się dobrze postarać, aby któregoś sprowokować. Jednak ugryzienie takiego stwora jest niebezpieczne, ale dotąd słyszałem tylko o jednym takim przypadku.

– A co, jeśli już ugryzie? – spytała Asia.

– Miejmy nadzieję, że nie, ale jak już do tego dojdzie to... Nie, nie ma o co się martwić. – Widać było zakłopotanie na twarzy Ayrona.

– Może jednak powinniśmy wiedzieć – wtrąciła Karina.

– Ugryziony zaczyna się bardzo szybko starzeć, lecz, gdy osiąga swój ostateczny wiek, nie umiera, proces zaczyna się od nowa, od momentu, kiedy został ugryziony. Każde kolejne przeżywanie swojego życia jest coraz szybsze. To bardzo męczące.

– Ale chyba jest na to jakaś odtrutka? – Asia tym razem zaczęła poważnie się zastanawiać, czy nie zrezygnować z wycieczki.

– Jest jeden sposób, ale bardzo nieprzyjemny. Należy wtedy samemu złapać, a właściwie wykopać spod ziemi Pokrętka i połknąć żywego. To robal, ale dokładnie nie wiadomo, gdzie go szukać. – Gdy skończył, słuchający nie mieli wesołych min.

– Miła perspektywa – stwierdził Piotr. – A może wiesz, jak się uchronić przed ugryzieniem? Łatwiej przecież zapobiegać niż leczyć.

– Nie wiem – padła krótka odpowiedź.

– Sprawdzimy w księdze – powiedział energicznym głosem Angus, widząc jak wszystkim odeszła ochota na poszukiwanie przygód. – Zabrzmiało to niezbyt zachęcająco, ale znam większe zagrożenia, na które nie ma rady, a mimo to czasami należy im stawić czoła. No, nosy do góry. Wszyscy już zjedli? Wobec tego chodźmy.

– A teraz uchylimy rąbka tajemnicy – powiedział Marcin, gdy stanęli przed drzwiami z wizerunkiem sowy.

Pierwszy wszedł Angus i nie czekając na resztę, podszedł do stołu z księgami, wybrał najmniej używaną i teraz dopiero obejrzał się na pozostałych. – Ta jest najnowsza – powiedział i podszedł do najbliższego fotela. Przysunął stolik, położył na nim księgę, na niej swą rękę, po czym otworzył ją i wybrał temat. Chwilę potrwało zanim znalazł poszukiwaną informację. – Siadajcie i słuchajcie:

Peleryna z kapturem – dzieło Uzara, barwa czarna. (Pełne imię Uzara – Olmenuzar)

Właściwości:

– głównie lecznicze

– może służyć jako schronienie nawet dla dziesięciu osób

– przy złożonym zaklęciu służy jako skrzydła: przed założeniem „Laperta”, powołanie do lotu „Skrzydła”, aby go zdjąć „Patara”.

– Dobre! Szpital, namiot i na dodatek samolot! – Piotr był zachwycony.

– Poszukajmy teraz coś na temat Klemensora. – Angus mruczał sobie pod nosem. – O, jest.

Klemensor – najstarszy syn Markusa. Mieszka za Zgorbonem na skraju lasu. Dopóki nie pojawi się człowiek, który uwolni Orpagona z niewoli, dotąd musi pozostać na swym posterunku. Tylko on zna sposób, na odnalezienie miejsce, w którym Zenda przetrzymuje swojego więźnia. Kto znajdzie się w posiadaniu złotego klucza, wraz ze wskazówkami otrzyma wszelkie informacje pomocne w uwolnieniu Orpagona.

Angus skończył czytać i powiedział: – Można to traktować jako informację z ostatniej chwili. Warto byłoby jeszcze spytać o samą Zendę. Szczerze mówiąc pierwszy raz o niej słyszę, jako o prawdziwej, a nie legendarnej postaci. No proszę, oto i ona:

– Zenda – piąta czarownica, posługuje się wszystkimi rodzajami czarnej magii.

Jej główna siedziba znajduje się pod Górą Fargona. Zanotowano już dwukrotne przemieszczenie się góry.

Angus jeszcze przez chwilę wpatrywał się w tekst, po czym popatrzył po twarzach. – Nie przypuszczałem, że ta sprawa stanie się aż tak poważna. Moja rada, lepiej zmieńcie kierunek. – Zamknął księgę i odłożył ją na stół.

– Co to znaczy, że jest piątą czarownicą? – spytał zaciekawiony Marcin.

– To znaczy, że jest w pierwszej piątce najniebezpieczniejszych czarownic. Nie możecie ryzykować, trzeba wszystko odwołać – powiedział Angus stanowczym tonem.

– No i zostawić chłopaka bez pomocy? – wtrącił Grunot.

Zapadła niezręczna cisza.

– Nie mogę się zgodzić na tą wyprawę. – Przebiegł wzrokiem po twarzach. – Jako ciekawostkę dodam, że Uzar był poza pierwszą dwudziestką.

– Modrynek na pewno już przyniósł latawce. – Ayron szybko zmienił temat. – Chodźcie chociaż je odebrać. Kto idzie z nami? – spytał i stanął obok Piotra.

– A ja myślę, że wyprawa właśnie powinna wyruszyć. – Marcin się nie poddawał. – Powiedz Angusie, kto mógłby skompletować lepszy skład wyprawy jak nie my? Grunot każdego postawi na nogi, Ayron trzy dni może posługiwać się czarami, mamy dwie cwane i bystre dziewczyny, pegaza, pająki, płaszcz Uzara, Łatkę, Uriana, latawce, klucz do… czegoś, wszelkie wskazówki od Klemensora i nawet jasnowidza – powiedział wskazując na Piotra. – Od kiedy cię męczy ta przypadłość? – spytał przy okazji.

– Nooo, zaczęło sie już wczoraj wieczorem, ale to chyba było bez mojej wiedzy, za to dzisiaj ... jakby mi ktoś podsuwał jakieś informacje. O rety! – złapał się za głowę. – Chodźcie! Modrynek ma złamaną łapę! Grunocie, masz coś na to?

Wszyscy spojrzeli na Piotra, jak na zjawę. Chłopiec, widząc to, dodał. – Myślicie, że się zgrywam? Sami zobaczycie, on nie dojdzie z powrotem do pałacu. Trzeba go stamtąd wydłubać, a przejście jest zawalone kamieniami. – Piotr, nie oglądając się na pozostałych skierował się w stronę drzwi.

Teraz dopiero oprzytomnieli i natychmiast za nim ruszyli. Przy drzwiach wejściowych poczekali jeszcze na Grunota. Musiał zabrać parę rzeczy i już razem pospieszyli w kierunku wejścia do tunelu. Piotr trafił tam bezbłędnie. Na szczęście Temoron nie zamknął drzwi na klucz, toteż po chwili stanęli przed stertą kamieni. Trzeba było użyć trochę magii i trochę mięśni, aby zrobić odpowiednie przejście. Wszyscy z niedowierzaniem weszli do tunelu Modrynka, ale nic nie dostrzegli.

– Przecież tu go nie ma – stwierdził Ayron.

Lecz gdy chwilę postali w ciszy dało się słyszeć stękanie i nierównomierne kroki, a raczej człapanie. Zwierzak powłóczył jedną łapą. Chłopcy natychmiast podbiegli do niego. Sprawdziły się słowa Piotra, Modrynek miał złamaną przednią, prawą łapę. Zabrali od niego worek z latawcami i pomogli wyjść na zewnątrz. Tam Grunot zabrał się do leczenia łapy.

– Teraz, to mam super mazidełko – powiedział. – Zobaczycie, jak szybko zrośnie się kość, gadzina nawet nie zauważy kiedy. No, Angusie, przybył nam dodatkowy środek transportu, możesz się załapać na wycieczkę.

Angus popatrzył na Grunota, na pozostałych, pokręcił głową z niedowierzaniem, uśmiechnął się i patrząc wymownie na Ayrona powiedział: – Chyba nie mam innego wyjścia.