Wydawca: Marginesy Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2015

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 125 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Magda - Meike Ziervogel

Nikt wcześniej nie opisał w ten sposób zbrodniarki, o której historia mówi Medea III Rzeszy.

Poznajcie kobietę, która choć chciała pozostać nietknięta, miała siedmioro dzieci. Poznajcie kobietę rozpuszczoną i zepsutą przez swoją matkę, która jednak uznała, że szkoła jej niczego nie nauczy i ma pracować w fabryce. Poznajcie kobietę, której najstarsza córka napisze, że nie obchodzi jej, co mówi matka. Matka nie zawsze ma rację.

Wszystkie trzy kobiety to jedna osoba, Magda Goebbels. Kobieta, która bardziej niż ktokolwiek uosabia nazistowskiej żonę.

W tej odważnej powieści biograficznej o Magdzie, żonie Josepha Goebbelsa, ministra propagandy w rządzie Adolfa Hitlera, Meike Ziervogel próbuje wyjaśnić, jaka kobieta jest w stanie zamordować własne dzieci.

„Przekonujący i chwilami boleśnie surowy opis nazistowskiego kręgu władzy, a także sposobu, w jaki na intymnym, osobistym poziomie przemoc odradza się w kolejnych pokoleniach”.

Frederick Taylor

„To prawdziwa literacka perełka, która łączy w sobie fakty i fikcję, przenikając przez ciemną materię chorych relacji matek z córkami na przestrzeni pokoleń. Autorka inteligentnie i z talentem kreśli subtelny portret kobiety, z której historia zrobiła potwora”.

Lisa Appignanesi

Meike Ziervogel jest założycielką i szefową Peirene Press, nagradzanego wydawnictwa z Wielkiej Brytanii. Wychowywała się północnych Niemczech. Studiowała arabistykę, później pracowała jako dziennikarka dla Agence-France Press i Reutersa. Jej debiut Magda spotkał się z gorącym przyjęciem czytelników i znalazł się w finale Guardian’s Not the Booker prize, została także książką roku według „Observera” i „Irish Timesa”. Meike mieszka w Londynie z mężem i dwójką dzieci.

Opinie o ebooku Magda - Meike Ziervogel

Fragment ebooka Magda - Meike Ziervogel

Magda

© Meike Ziervogel 2013 © first published in English by Salt Publishing, 2013 Published by arrangement with Cristina Mora Literary & Film Agency (Barcelona, Spain)

Copyright © for the translation by Anna Bańkowska Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Marginesy, Warszawa

Przygotowania

Magda wchodzi do gabinetu bez pukania. Joseph, lekko pochylony, z rękami założonymi do tyłu, spaceruje tam i z powrotem między kominkiem a szezlongiem. Nie zatrzymuje się na widok żony. Magda przecina pokój, siada przy biurku, kładzie przed sobą papier, pióro i kałamarz, po czym zabiera się do pisania. Na koniec wyjmuje z górnej szuflady kilka banknotów i rozdziela je między trzy koperty, które następnie pieczętuje. Listy są już w środku. Joseph nie przestaje spacerować. Oboje wiedzą, co robić; może polegać na żonie.

Ta opuszcza pokój z listami w ręku. Na pierwszy ogień idzie kucharka; Magda wręcza jej kopertę.

– Bardzo wysoko cenimy sobie twoje usługi, ale nie jesteś nam już potrzebna.

– Madam, proszę nie działać zbyt pochopnie – prosi kucharka, robiąc dwa kroki w jej stronę. – Na pewno są jakieś inne sposoby...

Surowa chlebodawczyni, jaką była przez te wszystkie lata, wobec Berty zawsze postępowała sprawiedliwie. Kiedy tak długo żyło się pod jednym dachem i widziało, jak wspólne marzenia rozpadają się na kawałki, z pewnością przydałaby się odrobina współczucia. Magda jednak patrzy na nią pustym wzrokiem.

– Weź się w garść, Berto. Masz opuścić ten dom w ciągu pół godziny.

Z ogrodnikiem i szoferem Josepha jest łatwiej, nie tak emocjonalnie. Oni także otrzymują koperty, w których znajdą więcej niż dosyć: powinno wystarczyć co najmniej na kilka miesięcy. To uczciwa rekompensata, niech im wyjdzie na zdrowie.

Po wypełnieniu zadania Magda siada przy dużym stole w kuchni i wypala papierosa. Następnie pociąga za dzwonek wiszący przy drzwiach – to sygnał dla dzieci, że mają zejść. I oto już biegną po schodach, z Helmutem na czele. Dziewięcioletni chłopiec, tak szczupły, drobny i anemiczny, że wygląda zaledwie na lat siedem, przebrany jest za Indianina, a konkretnie wodza indiańskiego, sądząc po imponującym pióropuszu z bażancich piór ufarbowanych na czerwono, zielono i niebiesko. Na krótkich spodniach ma specjalną przepaskę, w ręku trzyma tomahawk. To Karl, szofer Josepha, zrobił mu ten strój. Helmutowi depczą po piętach trzy młodsze siostrzyczki: Holde, Hedda i Heide. Dwie pierwsze siadają po obu stronach brata na ławie, czteroletnia Heide pakuje mu się na kolana. Siedzą bardzo spokojnie, obserwując w milczeniu matkę. Zwykle w ciągu dnia widują głównie Bertę, zwłaszcza w kuchni; matka – jeśli w ogóle – pojawia się tylko przy obiedzie. Wkrótce przez drzwi wsuwa się jedenastoletnia Hilde; ona także zajmuje miejsce na ławie. Magda uśmiecha się do swoich pięciu skarbów, ale czeka jeszcze na najstarszą. Zastanawia się, czy Helga nie zeszła już czasem na dół i czy nie stoi w korytarzu, za drzwiami.

– Helga! Heeelga! – woła raz po raz. Bez odpowiedzi. – Możesz wejść i usiąść razem z nami – dodaje, ale odpowiada jej cisza.

Holde chichocze.

Helmut szczypie ją w ramię.

– Cicho!

– Wiesz, gdzie jest Helga? – pyta Magda najmłodszą.

Heide kręci głową, zaciskając usta.

– No dobrze. – Magda podnosi głos. – Helga i tak na pewno nas usłyszy.

Czuje na plecach wzrok córki, więc szybko się obraca, ale dobiega ją tylko tykanie kuchennego zegara.

– Wyruszamy w długą podróż – mówi, patrząc znowu na dzieci.

Pięć par oczu wpatruje się nieruchomo w jej usta. Żadnych okrzyków radości, nikt się nie cieszy. Zamiast tego cała piątka obrzuca matkę sceptycznymi spojrzeniami.

– Tata też jedzie? – pyta po chwili Helmut.

Magda przytakuje.

– Tak, to rodzinny wyjazd.

– Do domu wujka Adolfa w górach, jak zawsze? – chce wiedzieć Holde. Lubi wujka Adolfa, tego naburmuszonego starszego pana z dużego domu, gdzie w kuchni zawsze można dostać ciasteczka.

– Może będziemy przejeżdżać koło domu wujka Adolfa, ale tym razem wybieramy się o wiele dalej.

– A dokąd? – Helmut nie spuszcza z matki nieco podejrzliwego wzroku.

– To będzie przygoda. – Magda wyraźnie nie wie, jak im to najlepiej wytłumaczyć. – Jedziemy w nieznane, jak ci biali osadnicy, którzy wyruszyli na Dziki Zachód.

– Ale ja nie jestem białym osadnikiem – przerywa matce oburzony Helmut – tylko wodzem czerwonoskórych, a to są moje squaw! I skoro ty jesteś białym osadnikiem, to nas pozabijasz.

– Indianie nie umierają, udają się tylko do Krainy Wiecznych Łowów – zapewnia Magda syna.

Odpowiedź zdaje się go satysfakcjonować.

– Mamy spakować dużo rzeczy? Będą tam konie? Będziemy na nich jeździć? – ożywia się nagle Heide.

– Niczego nie musicie pakować. Niewiele możemy zabrać. Każde z was weźmie tylko jedną zabawkę. Dziś wieczorem porządnie się wykąpiecie i włożycie czyste koszule. Trzeba się dobrze wyspać i dlatego dostaniecie do łóżek po kubku ciepłego mleka z miodem.

– Och! – Zachwycona Heide klaszcze w ręce. – Zupełnie jakbyśmy byli chorzy!

– Tak, masz rację. A jutro pojedziemy do Berlina. Zatrzymamy się na kilka dni w bunkrze wujka Adolfa, po czym ruszymy dalej.

– A Rosjanie? – Helmut podnosi swój tomahawk, mocno ściskając go w garści. – Myślałem, że jesteśmy otoczeni.

– Rosjanie? – Magda uśmiecha się, wzruszając ramionami. – Nasze wojska już ich odepchnęły.

– To dlatego tata jest w domu? Bo wygraliśmy wojnę?

– Tak, kochanie, bo wygraliśmy wojnę.

– To nieprawda.

W drzwiach stoi Helga. Nikt nie słyszał, jak wchodzi, ani nie zauważył, że słucha.

– Przegraliśmy wojnę! – krzyczy. – A wujek Adolf nie żyje.

Magda zerka z ukosa na córkę, ale zanim zdąży jej odpowiedzieć, rozlega się głos Josepha:

– Wygraliśmy wojnę, pobiliśmy wroga, a Führer żyje i ma się dobrze.

Sylwetkę Josepha widać w półcieniu, za plecami Helgi. Robi jeszcze krok i opierając ręce na ramionach córki, obraca ją twarzą do siebie. Potem podnosi dłoń, jakby chciał wymierzyć jej policzek. Dziewczynka się cofa, unika wzroku ojca.

– Żebym więcej nie słyszał z twoich ust takich kłamstw! Czy to jasne? – Głos mu drży, podobnie jak zawieszona w powietrzu dłoń.

Helga nie podnosi wzroku, ale kątem oka widzi uniesioną rękę. Ojciec nigdy dotąd jej nie uderzył, nigdy nawet się nie zamierzył.

– Co chcesz z nami zrobić? – pyta szeptem.

– Jedziemy na spotkanie z przygodą! – krzyczy Heide.

– No właśnie. Słuchaj młodszej siostry. – Joseph opuszcza rękę, ale zaraz podnosi ją znowu, aby łagodnie pogładzić córkę po policzku. Potem odwraca się i wolno idzie po schodach na górę.

Dziewczynka za klasztornymi murami

Opada na ziemię z oczami utkwionymi w drewnianą Matkę Boską. Pod kolanami czuje chłód kamiennych płytek starej kaplicy. Drży. Nie wie nic o Bogu, chociaż zakonnice cały czas o Nim gadają. Nie widzi Boga, a więc On nie istnieje. Zresztą i tak nie wierzy, że Maria ot tak sobie zaszła w ciążę z Jezusem. Dziewczynka przecież widziała, że u psów wygląda to całkiem inaczej. Od szorstkiej szarej sukienki swędzi ją skóra, nie czuje też już wcale małych palców u nóg, ale wie, że nie ma sensu płakać z powodu matki... Tak, to przez nią Magda dowiedziała się, jak Maria zaszła w ciążę z Jezusem. Widziała i słyszała matkę przez uchylone drzwi, tego mężczyznę także. Nie wyglądało to ładnie – wielki zad szybko unosił się i opadał, a matka jeszcze go przynaglała. A kilka tygodni później... Ten sam mężczyzna przychodził wiele razy, ale Magda już ich nie szpiegowała, bo to wcale nie był przyjemny widok. Poza tym te jego jęki i tłumione popiskiwanie matki... zupełnie jak świnia. Nie, nic w tym przyjemnego. No więc kilka tygodni po tym pierwszym razie zamiast mężczyzny pojawiła się kobieta, tak samo późnym wieczorem, kiedy matka myślała, że Magda śpi. Ale dziewczynka nie spała i widziała, jak kobieta z dużą torbą wchodzi do sypialni. Wkrótce potem matka znowu zaczęła krzyczeć, ale wcale nie dlatego, że domagała się więcej, przeciwnie, chciała to przerwać. Sąsiad z dołu, pan Egon Müller, walił w sufit kijem od szczotki. Strach przygwoździł Magdę do łóżka. Matka zawsze jej mówiła, że ma się nie wtrącać. Kiedy w końcu wrzaski ustały, kobieta powiedziała coś spokojnym tonem i w niedługim czasie skrzypnęły drzwi sypialni. Magda wyskoczyła z łóżka. Natknęła się na nią w korytarzu. Kobieta niosła emaliowaną miskę, w której pływała jakaś krwawa grudka.

– Czy moja mama umarła?

– Nie, skądże znowu. Po prostu jest głupia, i tyle.

– A co to jest? – Magda wskazała na miskę.

– Coś, czego na razie nie zrozumiesz.

Ale Magda zrozumiała. A syn Egona Müllera z dołu pomógł jej zrozumieć jeszcze więcej. To dzięki niemu Magda poznała całą prawdę o Marii, Duchu Świętym i Jezusie. Maria zaszła w ciążę przez Józefa: jego goły zad też poruszał się w dół i w górę, a Maria może tak jak matka krzyczała o więcej albo znosiła to w milczeniu jak suka, kiedy pies wsadza jej od tyłu. To także Magda widziała bardzo dokładnie, bo syn Egona Müllera jej pokazał.

– Widzisz te psy? Dorośli robią to samo. Ale u psów wygląda to przyjemniej. One robią to lepiej, dlatego suki tak cudownie siedzą cicho. – Szczególnie ta cisza go zachwycała, zresztą Magdę podobnie.

Próbowała sobie wyobrazić Ducha Świętego, jak wsadza go Marii od tyłu, oraz ją samą na czworakach w chatce ze słomy. Tę chatkę miała wyraźnie przed oczami, chatkę, a nie żadną stajenkę. Ale żeby Duch Święty od tyłu? Nie, to po prostu niemożliwe. I nawet w ten drugi sposób także, bo przecież Duch Święty nie ma gołego zadu, który mógłby poruszać się w górę i w dół. Czyli zostaje tylko Józef. To Józef dał Marii Dzieciątko Jezus, ale jej spodobała się ta historia z Duchem Świętym i prawdopodobnie Józefowi także. Dzięki niej mogli udawać, że tego nie robili, bo ta rzecz naprawdę nie wygląda ładnie. Dorośli na pewno wiedzą, że to obrzydliwość zachowywać się jak świnie i psy w rui, a potem udawać, że nic takiego się nie wydarzyło. To jest brzydkie i właśnie dlatego zakonnice nazywają to grzechem. Utrzymują, że Maria nie robiła tego z Józefem jak świnie albo psy, i wierzą tylko w historię z Duchem Świętym. No dobrze, Magdzie to nie przeszkadza, niech sobie wierzą, w co chcą. Ona jednak wie, że to nieprawda, widziała na własne oczy, i to nie raz. Może zakonnice nie widziały. Takie rzeczy nie zdarzają się chyba za tymi grubymi murami.

Magda odsuwa rękaw i szczypie się w przedramię, ściskając mocno skórę między palcem wskazującym a kciukiem. Ostry ból rozlewa się od łokcia aż do nadgarstka. Dziewczynka zmienia nieco ułożenie palców, wciska paznokcie, na ile tylko się da, naciąga i skręca skórę, ale czuje wyłącznie ukłucie w żołądku, nic więcej. Przez chwilę zastanawia się, jak bardzo ból może wzrosnąć; chce sprawdzić, co się stanie, kiedy wypełni całe jej ciało, kiedy go w sobie zatrzyma. Może zmieni się wówczas w coś mniej ohydnego, wręcz fascynującego, i będzie mogła to obserwować, aby lepiej zrozumieć, co stłumione piski mają wspólnego z tą brzydką rzeczą i dlaczego pomimo krzyków i brzydoty jej matka, Maria oraz najwyraźniej wiele innych kobiet to robi. Z wyjątkiem, oczywiście, zakonnic.

Bo mężczyźni po prostu muszą. Tak powiedział syn Egona Müllera.

– To popęd. Jak jesteś prawdziwym facetem, nie maminsynkiem, to normalnie musisz go gdzieś wsadzić. – I pokazał: rozpiął spodnie i go wyjął. Magda w pierwszej chwili myślała, że chce mu się sikać, ale on nagle zaproponował: – Pokażę ci, zobacz.

Wziął to coś w rękę – było bardzo małe, zniknęło mu w dłoni, bardzo czarnej od węgla z piwnicy (bo syn Egona Müllera już pracował w piwnicy na węgiel). I Magda widziała czarną, brudną pięść, przez którą tu i tam przebijał błysk jasnej skóry. Ręka zaczęła się poruszać w przód i w tył. Stali w kącie za bramą na podwórze. Magda najpierw chciała się odwrócić i zostawić go tam, ale złapał ją mocno za ramię.