Wydawca: Armoryka Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Luzjady (Os Lusiadas). Epos w dziesięciu pieśniach ebook

Luís Vaz de Camões

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 319 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Luzjady (Os Lusiadas). Epos w dziesięciu pieśniach - Luís Vaz de Camões

Luzjady to portugalski epos narodowy, który wyszedł spod pióra Luísa Vaz de Camões (1524-1580) najwybitniejszego szesnastowiecznego portugalskiego poety. Autor pochodził ze zubożałej rodziny szlacheckiej. Wychowywał się w Coimbrze, gdzie odebrał staranne wykształcenie, potem przeniósł się Lizbony. Po roku 1550 toczył burzliwe życie - walczył w Afryce, w latach 1552-3 siedział w portugalskim więzieniu, a po odzyskaniu wolności następne szesnaście lat życia spędził w południowo-wschodniej Azji. Uważa się, że poemat został napisany (przynajmniej w znacznej swojej części) w latach 1558-1560, podczas pobytu autora w Chinach. W roku 1560 utwór nieomal nie przepadł, kiedy to statek, na którym podróżował Camões zatonął podczas przeprawy przez Morze Chińskie. W roku 1569, po powrocie do ojczyzny, do Lizbony, Camões rozpoczął starania o wydanie eposu drukiem. Na zgodę musiał czekać jednak kilka lat. W związku z czym spod prasy drukarskiej wyszedł on dopiero w roku 1572 i miał dwa wydania. Tematem utworu jest wyprawa Vasco da Gamy z lat 1497-1499 dzięki której odkryto drogę morską do Indii i złamano arabski monopol na handel korzeniami. Mimo iż poemat opiewa wyprawę tego wielkiego żeglarza i odkrywcy, to w rzeczywistości sławi cały naród portugalski, opowiadając jego heroiczne dzieje - dzieje Luzów, jak wówczas nazywano Portugalczyków. Stąd też tytuł dzieła - Luzjady.

Opinie o ebooku Luzjady (Os Lusiadas). Epos w dziesięciu pieśniach - Luís Vaz de Camões

Fragment ebooka Luzjady (Os Lusiadas). Epos w dziesięciu pieśniach - Luís Vaz de Camões

Luís Vaz de Camões

Luzjady

(Os Lusĭadas)

Epos w dziesięciu pieśniach

przełożyła Zofia Trzeszczkowska

Armoryka

Sandomierz 2013

BIBLIOTEKA TRADYCJI EUROPEJSKIEJ, Nr 45

Redaktor serii: Andrzej Sarwa

Redaktor tomu: Władysław Kot

Projekt okładki i opracowanie graficzne: Joanna Sarwa

Wybrzeże Malty – fot. Marta Sarwa

Tekst wydano na podstawie edycji:

Luís Vaz de Camões

Luzjady

(Os Lusĭadas)

Epos w dziesięciu pieśniach

z oryginału portugalskiego przełożył,

objaśnieniami i życiorysem autora opatrzył

Adam M — ski

(czyli Zofia Trzeszczkowska (1847-1911)

WARSZAWA.

Własność, nakład i druk S. Lewentala.

Nowy — Świat Nr. 41.

1890.

Zachowano oryginalną pisownię.

Copyright © 2013 by Wydawnictwo „Armoryka”

Wydawnictwo ARMORYKA

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

tel 015 833 21 41

e-mail:wydawnictwo.armoryka@interia.pl

http://www.armoryka.strefa.pl/

ISBN 978-83-64145-02-5

Konwersja:

WPROWADZENIE

Luzjady to portugalski epos narodowy, który wyszedł spod pióra Luísa Vaz de Camões (1524-1580) najwybitniejszego szesnastowiecznego portugalskiego poety. Autor pochodził ze zubożałej rodziny szlacheckiej. Wychowywał się w Coimbrze, gdzie odebrał staranne wykształcenie, potem przeniósł się Lizbony.

Po roku 1550 toczył burzliwe życie — walczył w Afryce, w latach 1552-3 siedział w portugalskim więzieniu, a po odzyskaniu wolności następne szesnaście lat życia spędził w południowo-wschodniej Azji.

Uważa się, że poemat został napisany (przynajmniej w znacznej swojej części) w latach 1558-1560, podczas pobytu autora w Chinach. W roku 1560 utwór nieomal nie przepadł, kiedy to statek, na którym podróżował Camões zatonął podczas przeprawy przez Morze Chińskie.

W roku 1569, po powrocie do ojczyzny, do Lizbony, Camões rozpoczął starania o wydanie eposu drukiem. Na zgodę musiał czekać jednak kilka lat. W związku z czym spod prasy drukarskiej wyszedł on dopiero w roku 1572 i miał dwa wydania.

Tematem utworu jest wyprawa Vasco da Gamy z lat 1497-1499 dzięki której odkryto drogę morską do Indii i złamano arabski monopol na handel korzeniami. Mimo iż poemat opiewa wyprawę tego wielkiego żeglarza i odkrywcy, to w rzeczywistości sławi cały naród portugalski, opowiadając jego heroiczne dzieje — dzieje Luzów, jak wówczas nazywano Portugalczyków. Stąd też tytuł dzieła — Luzjady.

PIEŚŃ PIERWSZA

1. Boje opiewam i tych mężów chwały,

Co z luzytańskich zachodnich wybrzeży,

Na nieznajomych mórz biegli kryształy,

Gdzie się nad fale Taprobana1 jeży,

I niebezpieczeństw zwalczali nawały,

Jak na niezłomnych przystało rycerzy,

Aż nowe państwo wznieśli sławnym trudem

Śród obcych ludów męstwa swego cudem, —

2. I owych królów wiekopomnej sławy,

Co rozszerzając swoje panowanie,

Azji, Afryki podbili dzierżawy,

Niewiernych kłoniąc pod krzyża władanie;

Co rycerskimi uwiecznieni sprawy

Już nieśmiertelność wzięli w posiadanie.

Pieśń ma ich poda ludom dla nauki,

Gdy ty mię wesprzesz, o geniuszu sztuki!

3. Przestańmy sławić Trojanów lub Greków

Morskie wyprawy i rycerskie czyny,

Macedończyka bohatera wieków,

Albo Trajana zwycięskie wawrzyny:

Was sławię, których śród śmiałych zacieków

Wiódł Mars z Neptunem, was, o Luza syny!

Umilknij, Muzo, z pieśnią starożytną

Przed tych wybrańców chwałą bardziej szczytną. —

4. A wy, o nimfy srebrnej Tagu toni,

Co nowy zapał w piersi mej niecicie,

Jeśli się ku mnie łaska wasza skłoni,

Żem wasze brzegi opiewał w zachwycie,

Zdarzcie, niech pierś ma męskim tętnem dzwoni,

Niech wzniosłym stylem władnie należycie,

By — zachwycony sławą waszych dolin —

Nad Hipokrenę2 przeniósł was Apolin!

5. Dajcie głos silny. — Ja od was, pasterze,

Wiejskiej fujarki, ni fletni nie chwycę

Lecz w głośną surmę bojową uderzę

Od której pierś drga, płomieni się lice:

Niech z pieśni mojej godną chwałę bierze

Naród, któremu Mars zbroił prawice —

Bo w dźwięcznych rymach, wzdłuż przez ziemię całą

Taką zasługę wysławiać przystało.

6. A ty,3 zrodzony jako zakład drogi

Odwiecznych swobód luzytańskiej ziemi,

Gwiazdo niemylna nadziei tak błogiej,

Iż chrześcijaństwo wesprzesz czyny twymi;

Że pod twym mieczem Maury zadrżą z trwogi,

Że wiek nasz wsławisz między potomnymi,

Którego sercu jedna żądza znana —

Zdobyte światy skłonić do stóp Pana.

7. Nowa gałązko, w świetnym królów rodzie

Kwitnąca — z drzewa milszego Jehowie,

Niż którykolwiek mocarz na zachodzie,

Czy Cezar, czy się królem Franków zowie:

Świadkiem twa tarcza, na której obwodzie

Ryte zdarzenia wspomniane w mym słowie,

Gdy zbrojny krzyżem, Chrystus w swojej chwale

Ku Alfonsowi nagiął losów szale;4

8 Królu potężny, w którego dziedzinach

Legły te kraje, gdzie słońce się rodzi,

Gdzie w południowych góruje godzinach

I dokąd zdąża, gdy spocząć uchodzi,

Dłoń twa wybrana, wkrótce w męstwa czynach

W szeregi sprośnych Arabów ugodzi;

Rozgromi Turka i ten kraj daleki,

Kędy poganin pije z świętej rzeki:5

9. Zwróć ku mnie wzrok twój królewski łaskawy,

I niech majestat twój oglądam ninie

Takim, jak masz być kończąc ziemskie sprawy

I w wiecznej chwały wstępując świątynię;

Zwróć ku mnie wzrok twój, bom ja pieśniarz prawy,

Ani dbam, czy mię nagroda nie minie.

Lecz rozmiłowan w dziejach mojej ziemi,

Walecznych Ojców sławię rymy niemi.

10. Czci i miłości, co pieśń moją wiodą,

Brudna chęć zysku nigdy nie skalała:

I czyliż małą dla piewcy nagrodą,

Gdy imię jego zna ojczyzna cała?

O wielkich mężach słuchaj duszą młodą,

Których Opatrzność twym rządom poddała:

I — co chlubniejsze — niech głos twój stanowi,

Światu — czy temu panować ludowi?

11. Słuchaj, bo treść mą oblekając w słowa

Fantazji własnej nie złożę na szali;

Nie dla mnie zmyśleń kłamliwych osnowa,

Niech się nią obca Muza jak chce chwali:

Wielkość ta nasza rzeczywista, zdrowa,

Przyćmiewa wszystko, co piewce bajali;

Przyćmi Orlanda, Rodmonta, Rogiera,

Jeśli w ich dziejach nawet prawda szczera?

12. Srogiego Nuna6 przed oczy ci stawię,

Co niósł ojczyźnie tak wielkie usługi;

Patrz — Egas7, Fuas8 (ach ku ich to sławie,

Chciałbym mieć lirę jako Homer drugi!)

A miast dwunastu parów, w Anglii, w sprawie

Dam — tyluż Luzów prowadzi bój długi.9

Aż w końcu staje Gama znakomity,

Co Eneasza przywłaszczył zaszczyty.

13. Może cię Karol król francuski nęci?

Lub Cezarowi chcesz równego męża?

Niech Alfons Pierwszy stanie w twej pamięci:

On sławą innych swą sławą zwycięża,

I Jan, którego dłonią podźwignięci,

Wzięliśmy spadek dzieł jego oręża;

I tylu innych cisną mi się miana:

Aż trzech Alfonsów i Wtórego Jana.

14. Czyżbym dozwolił zapomnieć mój lutni,

Jak wszędy, dokąd świt sięga, duch męski

Parł ich — jak z mieczem, krwi własnej rozrzutni,

Wysoko sztandar utkwili zwycięski?

Silny Pacheco, Almejdowie butni.

Których Tag śmierci płacze jako klęski;

Albuquerque, Castro10 — tak straszni, tak dzielni,

Choć dawno zmarli — w dziejach nieśmiertelni!

15. A gdy ja śpiew ten ku ich czci zawodzę,

Nie śmiejąc ciebie dosięgnąć w mej pieśni,

Ty śmiałą ręką ujmij losów wodze

I daj treść piewcy, o jakiej świat nie śni;

Każ wojsk twych rzeszy, niech zacięży srodze:

(Aż się zadziwią i strwożą współcześni),

Niech runą mężni zwartemi szeregi,

Na morza Wschodu i Afryki brzegi!

16. Maur w oczach twoich czyta rażon trwogą

Swą bliską zgubę, widzi chrześćjan szaniec,

I nim do boju raczysz stąpić nogą.

Już szyję w jarzmo nagina pohaniec.

W państwie lazurów ustroń dla cię błogą

Gotuje Tetys, boś ty jej wybraniec;

Jej serce wdziękiem twych lic zniewolone

Chce państwo w wiano, córęć dać za żonę.

17. Na ciebie patrzą z Olimpu wyżyny

Dwa wielkie duchy, niegdyś dziady twoje.

Jeden, pokoju anioł, swoje czyny,

Drugi swe krwawe przypomina boje:

Oba ufają, że — dziedzic jedyny —

Wskrzesisz ich pamięć, ich wojenne znoje;

I po skończeniu pielgrzymki dalekiej

Przybytek szczęścia gotują-ć na wieki11.

18. Lecz nim nadejdzie chwila upragniona,

Gdy nad ludami obejmiesz rząd władczy,

Śmiałego barda pieśń k'tobie zwrócona

Niech twoich względów monarszych doświadczy. —

Słuchaj, jak prują słone morza łona

Twe Argonauty; niech twój wzrok zaradczy

Czują nad sobą; ucz się wcześnie, panie,

Prośbom śmiertelnych dawać posłuchanie!

19. Już na szerokie wbiegli oceany,

Wzruszona fala pieni się i zżyma;

Już przychylnemi wiatry kołysany

Statek swój żagiel spuszczony rozdyma:

Już obryzgany srebrzystemi piany

Piersią tnąc fale kierunek swój trzyma,

I pędzi w przestrzeń, gdzie dotąd jedyna

Stad Proteusza12 pląsała drużyna.

20. A z woli Jana, co w Olimpie włada,

Gdzie ważą losy każdego narodu,

Prześwietnych bogów zgromadza się rada,

Aby rozstrzygnąć przyszłe losy Wschodu,

Po drodze mlecznej, co się z gwiazd układa

I po kryształach niebieskiego grodu,

Wnuk Atlasowy13 (zręczność jego znana),

Zwołał ich w imię gromowładcy pana.

21. Wszyscy, powietrzne opuściwszy koła

Sfer siedmiorakich, które Pan im zwierza,

Ten Pan, co jedną myślą swego czoła

Wstrząsa świat, niebo, mórz gniewy uśmierza —,

W chwili stanęli kędy ich powoła,

Z krain, gdzie północ swe lody najeża,

I południowa wysyła ich strona,

I kraj, gdzie słońce wschodzi — i gdzie kona.

22. Najwyższy Ojciec zasiada w ich gronie,

Z gromem w prawicy dziełem Wulkanowym,

Na roziskrzonym od gwiazd kroci tronie,

Z postawą wzniosłą, obliczem surowym:

Z oblicza tego taka boskość wionie,

Że tym tchem tknięty śmiertelnik sam nowem

Stałby się bóstwem. — W berle i koronie

Nad brylant jasnych klejnotów blask płonie.

23. Bogate stopnie do tronu prowadzą,

Lśniące od złota i drogich kamieni;

Na nich, jak rozum i porządek radzą,

Różni bogowie stają rozmieszczeni:

Prym biorą starsi i znaczniejsi władzą,

Młodzi na niższych stopniach zgromadzeni,

Gdy z wysokości władca piorunowy

Tak do obecnych rzekł grzmiącemi słowy:

24. „Wieczni mieszkańcy niebieskiego grodu,

I co gwiaździste zasiadacie trony,

Jeżeli Luzów dzielnego narodu

Obraz w pamięci waszej nie stracony,

Winniście wiedzieć, iż jest do zawodu

Świetnego — ręką przeznaczeń wiedziony,

Ze wobec dzieł ich zapomni ziemianin,

Czem był Pers, Assur, i Grek, i Rzymianin.

25. „Wyście patrzali, jak oddział maleńki

Rzucił się, sił swych nie rachując wcale,

Wydrzeć zbrojnemu Maurowi z paszczęki

Kraj, który kąpią lube Tagu fale;

Kastylczyk strwożon doświadczył ich ręki,

Bo zawsze niebo sprzyjało ich chwale;

Zawsze wracali niosąc plon obfity

Rycerskiej sławy, zasługą zdobytej.

26. „Zamilczę, bogi, o walk starych sławie

Z Romulowemi prowadzonych syny,

Kiedy z Wirjatem w jednej idąc sprawie

Po nieśmiertelne sięgnęli wawrzyny:

I te wspomnienia w cieniu pozostawię,

Gdy wybran wodzem, na czele drużyny,

Stał mąż, co aby zapał w ludzie zbudził,

O wieszczej łani powiastką go łudził14.

27. Widzicie oto, jak pełni otuchy,

W niepewnych morzach, lecz z męstwem bez miary,

Nieznaną drogą na swej łodzi kruchej

Śmieją opływać Afryki obszary;

I z ziem Zachodu mkną szybkiemi ruchy!

Gdzie palą słońca najognistsze żary

Zamiar niezłomny — jedna dla nich droga —

Kres — u kolebki słonecznego boga.

28. „Odwieczne Fatum dało obietnice

(Jego praw starych żadna moc nie zmieni),

Że im na długo podda mórz dzielnice,

Które wschód słońca najpierwej rumieni.

Oto przetrwali zimy nawałnice,

Łódź skołatana, żeglarze strudzeni;

Toż zda się słuszna po trudach tak wielu

Dać im dosięgnąć pragnionego celu.

29. „Pora zakończyć ich troski podróżne:

Toć już przebyli losów próby srogie;

Tyle klimatów i nieba tak różne,

Straszliwe burze, wichry długo wrogie;

Więc dziś ma wola: — Niech brzegi usłużne

Afryki dadzą im schronienie błogie

I niechaj statkom użyczą naprawy,

By do dróg dalszych przysposobić nawy.”

30. Gdy Ojciec Jowisz dokończył swej mowy

Inni bogowie mówią po porządku,

Lecz ich życzenia nie jednej osnowy

A więc je kładą na szale rozsądku.

Nie w smak Bachowi wyrok Jowiszowy,

Więc nie przystaje. On znał od początku,

Że jego sława zaćmi się na Wschodzie,

Gdy tam zawiną synów Luza łodzie.

31. On słyszał wieszcze Przeznaczenia głosy,

Iż z ziem Hesperyi lud wielki się zjawi,

Z za mórz — a kiedy oddadzą mu losy

Tę Indyą, co się w oceanie pławi,

Nad wszystkich imion największych rozgłosy

On bohaterskie imię swe postawi —

Więc boli boga własnej czci utrata,

Którą gród Nisy15 święcił długie lata.

32. Wie, że gdy Indyą raz miecz zwalczy śmiały,

Już mu się druga sposobność nie zdarzy.

Jako pogromca przyjmować hymn chwały,

Jakim go dotąd cały Parnas darzy;

Teraz się boi, iż lud tak zuchwały

To imię cisnąć w nurt Lety się waży,

Że ono zginie w zapomnienia fali,

Gdy brzegów Indyi tkną Luzowie śmiali.

33. Przeciwko niemu Wenus pięknolica

Wstaje — tej naród Luzytanów miły,

Bo go niemało przymiotów zaszczyca,

Co niegdyś Rzymian drogich jej zdobiły.

Płomienne męstwo, żelazna prawica,

Której tyngicki16 brzeg doświadczył siły,

I ten ich język skażony tak mało,

Iż za łacinę wziąć — by się go chciało.

34. Dla tych pobudek Wenus przy nich stoi

A i Park szepty niemniej ma na względzie,

Ze dokąd lud ten sięgnie w mocy swojej,

Bóstwo piękności ołtarze mieć będzie.

Tak, gdy Bach ujmy swej chwale się boi,

Wenus zaś sądzi, iż jej czci przybędzie,

Spór się zaognił — i zgody już niema —

Stronę każdego tłum przyjaciół trzyma.

35. Jak gdy Boreasz17 lub Auster18 ponury

Uderzą w puszczę — pod temi podmuchy,

Śród rozpasania wściekłego natury

Drżą góry, słychać szum i łoskot głuchy;

Trzeszczą gałęzie, lecą liści chmury,

Gną się drzew wierzchy fal wrzącemi ruchy;

Tak naraz zamęt zapanował srogi

Między Olimpu potężnemi bogi.

36. Sprawę bogini Mars popierać gotów,

Z pomiędzy wszystkich bogów najzacięciej:

Czy wskrzesił pamięć swych dawnych zalotów?

Czy dzielność mężnych serce jego nęci?

Bo z chmurną twarzą, z okiem pełnem grotów,

Z pośród gromady wstał w gorzkiej niechęci,

I w tył odrzuca, gniewem zapalony,

Swój mocny puklerz na piersi zwieszony.

37. Czoło mu słoni hełm dyamentowy.

Aby głos podać, podnosi przyłbicę;

Śmiało podąża przed tron Jowiszowy

W mocy i grozie; — ogniem pała lice,

O stopnie tronu grzmi dziryt stalowy,

Jak gdyby wkoło ciskał błyskawice,

Zadrżało niebo — wszędy trwoga padła

I gwiazda Feba na chwilę pobladła.

38. „Ojcze nasz — rzecze — którego skinienie

Wszechświat przyjmuje z pokorą ochotną,

Jeśliś w tych ludziach sam niecił pragnienie,

By dalszych krain szukać nawą lotną,

Jeśli ich męstwo i prace masz w cenie,

Czyliż ich wydasz na hańbę sromotną?

Niech sprawiedliwość posłuchu odmówi

W tak podejrzanej sprawie Bachusowi.

39. „Zważ, że on w gniewie, a gniew często myli;

Zbytnia obawa umysł jego drażni;

Bo przeciw komu Bach walczy w tej chwili?

Wszak z Ojcem Luzem w bratniej żył przyjaźni

Ale dozwólmy, niech się gniew przesili,

O losy Luzów nie zadrżę z bojaźni;

Nigdy zawiści Fatum nie dozwoli

Krzywdzić zasługę wbrew niebiosów woli.

40. „A ty, w stałości nieugięty panie,

Objaw, iż raz już rzeczonego słowa

Żadna moc w świecie wstecz cofnąć nie w stanie,

Bo słabość sprawy odstąpić gotowa,

Każ, niech Merkury na twe zawołanie,

Szybszy niż wicher, niż strzała grobowa,

Ukaże ziemię, gdzieby można było

Zaczerpnąć wieści, nową wzmódz się siłą!”

41. Skończył bóg wojny. — Ojciec wszechmogący

Skinieniem głowy dał znak przyzwolenia

Na treść Marsowej przemowy gorącej,

I wonny nektar już czary zapienia;

Po drodze mlecznej, światłem gorejącej,

Oddawszy panu winne pozdrowienia,

Promienna niebian rozprasza się rzesza;

Do własnych siedzib każdy z nich pośpiesza.

42. Gdy tak potężny Olimp kipi gwarnie,

Gdy radzą bogi w nadpowietrznym grodzie,

Między Etiopią a Madagaskarem,

Wschód mając w prawo a północ na przodzie,

Garść mężnych w morza mknie, a słońce żarem

Oblewa „Ryby”, które lśnią w obwodzie

Zodiaku, odkąd przed tobą, Tyfonie,

Wenus wraz z synem uszła w morskie tonie19.

43. Łagodny wietrzyk muska żagiel biały,

Jak gdyby Niebo z żeglarzami w zmowie,

Niebo pogodne a jasne kryształy,

Ani obłoczka — spokój co się zowie.

Już mignął cypel Etyopskiej skały

Prasso20 nazwany w starożytnych mowie,

Gdy na odkrytem niezmierzonem morzu

Wieniec wysp nowych błysnął im w przestworzu,

44. Vasco de Gama, dzielny wódz drużyny,

Co wziął w swe ręce los całej wyprawy,

Wzniosłej odwagi na wodza jedyny,

Którego niebo błogosławi sprawy,

K'pustym z pozoru wyspom bez przyczyny

Nie życzy chyżej pokierować nawy,

Gdy niespodzianie myśl swoję odmienia,

Bo nowe przed nim jawią się widzenia.

45. Od brzegu wyspy na powierzchni fali

Tłum drobnych łodzi widać jak odcięty,

Jeszcze ich więcej widnieje w oddali,

Rozpiąwszy żagle, lecą przez odmęty.

Załoga kipi, radość serca pali,

Któż im wyjaśni ten dziw niepojęty?

Co to za ludzie? wykrzyka gromada,

Ich ubiór? prawa? jaki król tu włada?”

46. Ich lekkie łodzie mają bieg skrzydlaty,

Zwężone w poprzek a długie niezmiernie,

Na żagle, zamiast płótna, mają maty

Z liści palmowych plecione misternie;

Ich cera nosi jeszcze z dawnej daty

Ślad Faetona21 przechowany wiernie,

Śmiałka, co płocho świat palił: te dzieje

Zna Padus — siostra nad niemi łzy leje.

47. Za całą odzież z bawełny tkanina

(W paseczki białe przy czerwonym pasie),

U jednych wkoło ciała się opina,

Drudzy ją wdzięcznie zarzucają na się;

Powyżej bioder nadzy; broń jedyna

Puklerz i szabla, co w potrzebie zda się,

Turban na głowie — a gdy chyżo płyną,

Dźwięk trąbek leci w dal ponad głębiną.

48. Wiewały płachty i dawano znaki,

By Luzytanów powstrzymać w zapędzie,

Lecz już kierunek wybrał swoje szlaki,

Już się zawraca, gdzie wyspy krawędzie:

Wszyscy pracują — widać zapał taki,

Jakby wierzono, iż tu kres nędz będzie.

Zwinięto żagle, reje opuszczono,

Kotwica z pluskiem rozdarła fal łono.

49. Jeszcze nie mogli utwierdzić kotwicy,

Gdy ów tłum obcy po linach się wspina,

Ufny, wesoły. Z dobrocią w źrenicy

Wódz wita. Skinął — a majtków drużyna

Rozstawia stoły — przy nich biesiadnicy:

Krążą w pucharach kryształowych wina,

Które Bach sadził, i radość się żarzy

Na ogorzałych obliczach wyspiarzy.

50. Jedzą wesoło i w arabskiej mowie

Sypią pytania, ciekawość ich pali:

„Ktoście wy tacy! Jak wasz kraj się zowie?

Z jakich stron morza tuście się dostali?

Wprzód obmyślawszy, nim się słowo powie,

Dają odpowiedź wojownicy śmiali:

„Z ziem Portugalii płyną nasze łodzie

Szukamy krain na dalekim Wschodzie.

51. „Od stron północy do waszej przystani

Przez wielkie morza łódź nasza pędziła,

Dokoła brzegów afrykańskich gnani

Niebios i krajów widzieliśmy siła;

Wielkiego króla jesteśmy poddani,

Którego postać tak ludowi miła,

Że na głos jego każdy z nas ochoczy,

Już nie w mórz głębie, lecz w Acheront22 skoczy.

52. „On nam rozkazał znaleźć nowe tory

Do ziemi Wschodu, którą Indus zrasza,

Gdzie dotąd morskie igrały potwory,

Pędzi daleko śmiała nawa nasza.

A jeśli zwodne nie mylą pozory,

Jeżeli prawda u was się ogłasza,

Mówcie, jak zową kraj pod waszą władzą?

I jakie drogi do Indyi prowadzą?”

53. — „Myśmy tu obcy — rzekł jeden z wyspiarzy —

I z obyczaju, i z prawa, i z mowy;

A tłum krajowców, co tu gospodarzy,

Żyje bezmyślny w dzikości surowej.

Nas zaś skarbami pewnej prawdy darzy

Nasz święty prorok, wnuk Abrahamowy23,

Co świat zhołdował i zmusił do danin:

Matką Hebrejka, ojcem mu poganin.

54. „Całej tej wyspy niewielkie rozmiary,

Lecz pewna przystań, co nieraz ocali,

Gdy mórz szerokie — zwiedzamy obszary,

Płynąc z Quiloi, Mombazy, Sofali.

Tutaj krajowcom potrzebne towary,

Za co nas cenią, przywozimy zdali.

I — by wam cała prawda była znaną —

Wyspa ta nosi Mozambiku miano.

55. „A gdy wam przyszło płynąc z tak daleka

W kraje Hidaspu24 i płomiennej ziemi,

Sród nas nie trudno odszukać człowieka,

Co-by, jak sternik, wiódł was wody tymi:

Dobrze więc będzie, gdy statek zaczeka,

Weźmie żywności — gdy oczyma swymi

Ujrzy was rządca, co tą wyspą władnie,

On, czego trzeba, dostarczy wam snadnie”.

56. To powiedziawszy, tłum Maurów pośpiesza

Do własnych łodzi — odpłynąć gotowy —

Dają im przejście wódz i majtków rzesza.

Wzajemnie sypiąc uprzejmemi słowy.

Znużony Febus już bieg swój zawiesza,

Zamyka w wodach dnia wóz kryształowy,

I — pragnąc spocząć — siostrze zdaje rządy,

By oświetlała i morza i lądy.

57. Zeszła noc cicha nad znużoną flotą,

Dziwnie radosna, wolna wszelkiej troski —

Niedziw — o ziemi szukanej z tęsknotą

Toć dziś już pewne doszły ich pogłoski.

Nie jeden w sobie rozważa, jak oto

Różni są ludzie — i stąd robi wnioski,

Ile się błędów i ile wiar pleni

I bujnie krzewi po szerokiej ziemi.

58. Księżyc blask srebrny posyłając z góry

Na Neptunowej fali pobłyskiwa;

Wkoło gwiazdami usiane lazury,

Jak stokrociami usypana niwa;

Usnęły wichry — chyba czasem który

Z jakiej się ciemnej jaskini odzywa;

Jednak na statku, jak ostrożność każe,

Jak z dawna zwykli — czuwają żeglarze.

59. Lecz gdy jutrzenka po niebie idąca

Promiennych włosów rozpuściła zwoje,

Gdy przed zbudzonym młodym bogiem słońca

Niebo otwarło różowe podwoje,

Błysły bandery — od końca do końca

Nawy w barwiste oblekły się stroje,

By uroczyście przyjąć na pomoście

Rządcę tej wyspy, co k'nim śpieszy w goście.

60. Już widać było, jak leciuchne łodzie

Ku statkom Luzów biegły przez głębiny,

Wioząc zapasy. Rządcę troska bodzie,

On bierze Luzów za dzikie drużyny

Z ziem nadkaspijskich, co w srogim pochodzie

Szerokie w Azji podbili krainy; —

Aż opuszczony przez zbyt smutne losy

Gród Konstantyna uległ pod ich ciosy25.

61. Wita wódz Maura z uśmiechem na twarzy

A z nim i jego towarzyszy wielu:

I kosztownymi tkaninami darzy.

Które wiózł z sobą w tym jedynie celu:

Daje słodycze i płyn, co krew żarzy,

Maurom nieznany, służący k'weselu

Chętnie przyjmuje Maur te wszystkie dary,

Spożywa ucztę i spełnia puchary.

62. Pnąc się po linach ponad biesiadniki,

Mogli podziwiać luzyjscy majtkowie

Ich dziwne stroje; zwyczaje, nawyki,

Mogli zawiłej przysłuchać się mowie.

Nie mniej się chciwie przyglądał Maur dziki

Ich cerze, strojom i statków budowie;

Sród kroci pytań to rzuca drużynie,

Czy nie z ziem Turcyi ich wyprawa płynie?

63. Z większą się jeszcze ciekawością zdradza

Do ksiąg wyznania, ustaw prawodawców,

By się przekonać, czy się z niemi zgadza,

I czy Chrystusa odgadł w nich wyznawców?

Więc wszystko bada, i prosi, by władza

Gamy — przez woli swojej wykonawców —

Dała mu poznać broń i wszelkie zbroje,

W których Luzowie wychodzą na boje.

64. Na to wódz mężny rzecze przez drogmana

Wyćwiczonego w ciemnej Maurów mowie:

„Prześwietny panie, poznasz nasze miana,

Nasz kraj, ustawy, broń, którą Luzowie

Wiozą. Nam Turcyi kraina nie znana,

Nie z tych ziem wstrętnych są moi ziomkowie;

Silna Europa śle swoich wojaków

Do sławnych Indyj nowych szukać szlaków.

65. „Boga, którego pełnimy wyroki,

Świat niewidzialny i widzialny słucha;

To Bóg, co słowem wywołał z pomroki

Martwą przyrodę i cały byt ducha;

Co lał za grzesznych w mękach krwi potoki

Aż go sród zniewag zdławiła śmierć głucha;

Co po to z Niebios zszedł i bóstwo złożył,

By nam śmiertelnym niebiosa otworzył.

66. „Ale ksiąg Boga-Człowieka o wierze

Wzniosłych, głębokich — nie wieziemy wcale;

Bo pocóż kreślić na wątłym papierze,

Co w duszach naszych mamy ryte stale?

Do broni naszej ciekawość cię bierze,

Zadość uczynię tej chęci wspaniale,

Jako druhowi: w tem nadzieja błoga,

Że nie zapragniesz widzieć we mnie wroga”.

67. Zaledwo wyrzekł — wnet biegli rycerze

Spieszą ukazać rynsztunki kosztowne:

Naramienniki, i lśniące pancerze,

Mocne misiurki, tarcze polerowne,

Świetne barwami wytrwałe puklerze

I z czystej stali muszkiety hartowne,

Kule, kołczany, łuków krzywe łęki,

I ostre szpady, i dzid groźnych pęki;

68. Ogniste bomby i stosy kartaczy

Silnie ciskanych niszczącemi działy;

Jednak na rozkaz Wulkana wódz baczy

I nie dozwala, by paszcze zagrzmiały;

Szlachetne męstwo na tłum ten prostaczy,

Trwożny, nieliczny nie pragnie swej całej

Wywrzeć potęgi — i słusznie tak działa:

Być lwem sród owiec toć nie wielka chwała.

69. Pilnie Maur kroczy w ślady przewodnika,

Na wszystko patrzy, bacznem zważa okiem,

W serce nienawiść wkrada mu się dzika

I podejrzliwość myśl powleka mrokiem:

Lecz nic z tych uczuć na twarz nie przenika,

Z obłudnym śmiechem a pogodnym wzrokiem,

Łagodny w słowach — w głębiach duszy chowa,

Jakie zamiary przeciwko nim knowa.

70. Wódz o sternika prosi do podróży,

Coby do Indyj zawiódł bez przygody:

Zaręcza wzajem, iż gdy mu usłuży,

Może być pewnym sowitej nagrody.

Maur obiecuje, lecz żółć w nim się burzy,

Taki jad w sercu, tak pragnie ich szkody,

Iż gdyby siła, by zgnieść przeciwnika —

Wnetby mu posłał śmierć zamiast sternika.

71. Tak pierś mu szarpią nienawiści prądy

Na słowa wodza — i taka ohyda,

Gdy się dowiedział, iż uznaje rządy

Prawd nauczanych przez syna Dawida.

O! Opatrzności, dziwne Twoje sądy!

Śledzić je myślą na nic się nie przyda!

Czyliż Twa święta opieka, o Boże,

Wrogów w przyjaciół zmienić nam nie może?

72. W końcu nadchodzi odjazdu godzina,

I Maur w orszaku całej świty swojej,

Z wielką grzecznością żegnać się poczyna,

W obłudny uśmiech twarz dla wszystkich stroi —

Już stado łódek nurt piersią przerzyna,

Po krótkiej drodze stają u ostoi,

A tłumna rzesza na brzegu zebrana

Aż do bram dworca odprowadza pana.

73. A z nad powietrznych patrzący przybytków

Wielki Tebańczyk, z ojcowskiego uda

Zrodzony26, dojrzał dla siebie pożytków:

Trwogę, wstręt Maura, które mu się uda

Zwalić na Luzów i zniszczyć rozbitków;

Nowy mu podstęp poddaje obłuda.

A gdy tą myślą zaprząta się stale,

Takiemi słowy wynurza swe żale:

74. „Ha! wyrok Fatum wieści z dawnej daty,

Iż chwała zwycięstw — to los Luzów floty.

Ze ci zdobywcy, te śmiałe piraty

Mężne indyjskie mają łamać roty —

A ja syn boga, co włada nad światy,

Ja tak zacnemi obdarzon przymioty,

Mamże dopuścić, by los im łaskawy

Dozwolił przyćmić promień mojej sławy?

75. „Wszak już przed wieki za bogów przyczyną

Syn Filipowy, Macedończyk śmiały.

Szeroko Indyj zawładnął krainą,

Pod jarzmo Marsa ukorzył świat cały:

Lecz mamże ścierpieć, by dziś — sztuką ino

I wytrwałością — los dał garstce małej

Nad moje, Greka, i twoje, o Rzymie,

Na ołtarz chwały stawić Luzów imię?

76. „Daremny zachód; nim łodzią najprędszą

Wódz tam dopłynie — podstęp go osaczy:

Takie zasadzki zewsząd nań się spiętrzą,

Iż nigdy krain Wschodu nie obaczy;

Zstąpię na ziemię; w Maurze najzaciętszą

Wściekłość rozniecą słowa podżegaczy,

Aby gniew jego do działania skory

Umiał skorzystać z tak sposobnej pory”.

77. To mówiąc Bachus, nieprzytomny prawie

Od gniewu, schodzi w afrykańskie kraje,

Odmienia kształty — i w ludzkiej postawie

Wnet się na Prasso przylądek udaje:

I — by knuć lepiej zdradę — on na jawie

Przybiera postać, rysy i zwyczaje

Starego Szejka, co go dobrze znano

I w Mozambiku czczono i kochano.

78. Wszedłszy, dogodnej upatruje pory

Dla zmyśleń swoich, aż przekładać zacznie:

Jak wódz luzyjski do napadu skory,

Choć dobrem słowem szafuje dwuznacznie;

Jak po wybrzeżach już słyną zabory,

Gdziekolwiek gości przyjęto niebacznie,

Bo gdzie przybili ze słowy pokoju,

Zostały ślady łupiestw i rozboju.

79. „Powiem ci nadto, iż jako wieść niesie,

Nim tu przybyli chrześćjanie krwawi,

Plądrując morza w szerokim zakresie

Z ogniem, rozbojem i gwałtem bezprawi:

Już przeciw tobie, jak im zdawna chce się,

Uknuli spisek, co nas wszystkich zdławi:

Kraj będzie zniszczon, a ludność wycięta,

Żony i córy pójdą dźwigać peta.

80. „Lecz wiedz, że jutro, gdy ranek zaświta

Mają po wodę zejść ze swoich łodzi,

Dokoła wodza będzie druhów świta,

(Zły zamiar zawsze podłą trwogę rodzi);

Więc uzbrój woje, niech zasadzka skryta

Czai się w ciszy, nim wroga ugodzi;

By — gdy podejrzeń nic w nich nie roznieci, —

Tem łatwiej wpadli w zastawione sieci.

81. „A jeśli ujdą tej matni okropnej

I nie zostaną wybici do szczętu,

Usnułem inną, k'twej służbie pochopny,

Chytrą, zdradliwą, — przyjmiesz ją bez wstrętu:

Daj im żeglarza, któryby roztropny

I biegły w fałszu — tak wpośród odmętu

Zbłąkał ich łodzie w obłędnym kierunku,

Iżby zginęli wszyscy bez ratunku.

82. Zaledwie mowę Szejk skończył zdradliwą,

Maur doświadczony, zestarzały w zdradzie,

Powstał, — na szyję rzuca mu się żywo,

Niosąc podziękę tak wytrawnej radzie.

Lecą rozkazy; walkę zapalczywą

Gotują Maury, zbroją się w gromadzie;

I wodę, której szukają spragnieni,

Krew portugalska wkrótce zarumieni.

83. I by tem pewniej osnuć swymi pęty,

Maur ma już majtka, co zna jego cele,

Zręczny, przebiegły, w każdej sprawie cięty,

Jemu zaufać można w wielkiem dziele:

„Pójdź — rzecze rządca — wiedź Luzów okręty.

Po różnych brzegach, przez takie topiele,

By już nie mogli, raz wpadłszy w sieć zdradną,

Ani się wyrwać, ni ujść siłą żadną”.

84. Już Apolina płomień pozłocony

Gór Nabotejskich27 zarumienił czoła,

Gdy Gama powziął zamiar niecofniony

Jechać po wodę — i swych ludzi woła:

Siada do łodzi oddział uzbrojony —

Jakby przeczuwał, że zdrad ujść nie zdoła.

Ta podejrzliwość w ważnej życia chwili

Świadczy, iż serca przeczucie nie myli.

85. Są i ważniejsze do zwątpień powody:

Bo gdy wódz posłał z prośbą o sternika

Groźną odpowiedź dano zamiast zgody,

Z czego wyraźnie widna niechęć dzika.

To też chcąc wiedzieć, skąd czekać przygody

I jak chytrego sądzić przeciwnika,

Wódz, nakazawszy baczność swej drużynie,

W trzy tylko łodzie ku brzegowi płynie.

86. Ale już widać Maurów wzdłuż wybrzeży;

Bronią dostępu, gdzie źródeł kryształy:

Ten dźwiga puklerz, ów oszczepem mierzy,

Ci krzywych łuków napinają strzały,

Ufni, iż dzielnych wytępią rycerzy.

Silniejszy zastęp skryto między skały,

Ta drobna garstka gra przynęty rolę,

By łatwiej rozbić, wywabiwszy w pole.

87. Bitni Maurowie już z krzykiem się zbiegli

Nad jasną rzeką, na piaszczystym brzegu,

I byle w Luzach chęć boju zażegli,

Nie szczędząc zniewag dzidy miecą w biegu

Scierpią-ż zniewagę męże niepodlegli?

Już ściąwszy zęby Luzy mkną w szeregu:

Tak się rzucili z zapałem najszczerszym,

Iż nikt nie zgadnie, kto z nich skoczył pierwszym.

88. Jak na igrzysku — ku czci swej kochanki,

Spieszy do boju młodzieniec ochoczy,

Śmiało się rzuca w zakrwawione szranki,

A kiedy zwierzę wypuszczone zoczy,

Krzyczy i kłuje — wtem, drgnęły krużganki —

Byk z łbem nagiętym, zmrużonemi oczy,

Zwrócił się rycząc i rogi ostremi

Chwyta — już zdeptał, zgniótł, wbił go do ziemi.

89. Tak z naszych łodzi na lądu krawędzie

Skoczyli męże. Działa ogniem zieją,

Zioną kul grady, — jęk, krzyk, łoskot wszędzie,

Lecą pociski i wkoło śmierć sieją, —

Już męstwo Maurów złamane w zapędzie,

Trwoga krew ścina, ich szyki się chwieją:

Jedni nikczemnie ze stanowisk zbiegli,

Inni trupami wybrzeże zalegli.

90. Takiem zwycięstwem oddział upojony

Ogniem i mieczem ściele sobie drogę.

Miastu, co nie ma murów ni obrony,

Niesie zniszczenie, i mord i pożogę.

O! pożałował ciężko Maur zgnębiony

Swej zuchwałości! czuje ból i trwogę!

Przeklina boje starzec i zlękniona

Matka, tuląca niemowlę do łona.

91. W szybkiej ucieczce na nic łuk i strzały,

Lecz wściekłym szałem Maur jeszcze szlak znaczy,

Miotając głazy, drewna, złomy skały —

Ostatni wybuch bezsilnej rozpaczy!

Wnet rażon trwogą, śpieszy na ląd stały,

Opuszcza wyspę, już na nic nie baczy;

Szybko przebywa pas morskiej gardzieli,

Co wyspę objął i od lądu dzieli.

92. Ale napróżno zbyt ładowne barki

Do brzegów lądu jak najprędzej dążą,

W krętem korycie nie łatwy bieg szparki:

Już czerpią wodę, już ku głębiom ciążą;

Armatnie kule gruchoczą im karki

I wątłe statki w topieliskach grążą.

Tak to luzyjscy walczyli rycerze,

Tak złość i podstęp z ich rąk kare bierze.

93. Płyną zwycięscy z bogatą zdobyczą

Do swych okrętów stojących w oddali;

Mogą naczerpać wody, ile życzą,

Nikt już nie broni kryształowej fali.

Maur straty swoje rozważa z goryczą,

Większa niż kiedy nienawiść go pali: —

Pamięć klęsk świeżych jedynie, niestety,

Do nowej zdrady doda mu podniety.

94. Upokorzony rządca już gotowy

Z Luzytanami zawierać układy,

I zręcznie kryje jedwabnemi słowy

Żądzę odwetu, nienawiści jady.

A więc sternika śle według umowy,

Głęboko w piersiach tając zamysł zdrady,

Iż ten, którego daje w zakład wiary

Ma ich wieść na śmierć w te morskie obszary.

95. Właśnie miał Gama zwrócić się na wody

Zwyczajną drogą — i nawy swojemi

Przy zmianie wiatru, za dobrej pogody,

Szukać indyjskiej upragnionej ziemi;

Więc chętnie przyjął zapewnienia zgody,

Sternika witał słowy życzliwemi,

Posłom łaskawej udzielił odprawy

I rozpiął żagle pod wiatr pędząc nawy.

96. Tak pożegnana — w państwo Amtitryty

Na wód kryształy płynie silna flota,

Śród cór Nereja28 rozigranej świty,

Którą ożywia wesoła pustota:

Wódz, który zdrady nie przypuszczał skrytej,

Jaką w swem sercu uknuł Maur niecnota,

Pyta o kraje, wzdłuż których łódź bieży,

O ziemię Indyj bada go najszczerzej.

97. Ale Maur wprawny we wszelkie wykręty,

Z natchnienia Bacha, którym zawiść władnie,

Nim cel osiągną — zdradliwemi pęty

Okuć ich pragnie lub pogrążyć na dnie;

I tak im Indyj maluje ponęty,

Każde pytanie tak rozstrzyga snadnie,

Że słuchający w ufności i wierze

Swą podejrzliwość uśpili rycerze.

98. Nie użył tyle zręczności, obłudy

Synon29 przed laty, by zwieść Frygijczyków,

Jak ten Maur wyspy malujący cudy,

Gdzie Chrystus zdawna ma swych zwolenników

Wódz, co go słuchał uważnie i wprzódy,

Teraz radosnych nie wstrzymał okrzyków:

Przyrzeka dary, bogate nagrody,

Gdy onej ziemi dosięgnie bez szkody.

99. Do tego właśnie podły zdrajca mierzy,

O co bezpieczni proszą chrześćjanie:

Wie, że słynący z fałszu i łupieży

Muzułman wyspę objął w posiadanie:

Że śmierć, że zguba czeka na rycerzy,

Boć to nie słaby, co walczyć nie w stanie,

Mozambik — ale głośna ze swej sławy

Groźna Quiloa30 powita ich nawy.

100. I już wesoło zwinna flota rusza:

Ale bogini czczona na Cyterze

Wzburzyła morze, do odwrotu zmusza,

Od pewnej śmierci ulubieńców strzeże;

Próżno łódź k'brzegom przystać się pokuszą,

Już coraz dalej i dalej wybrzeże:

Tak wiatr przeciwny z drogi ją odsadził,

Po której zdrajca ku zgubie prowadził31.

101. Lecz Maur nikczemny, choć go niebo myli,

W zamiarach swoich nie cofa się wcale,

Na nową podłość wnet umysł wysili,

Przy swym zamiarze obstaje wytrwale:

„Patrz, wodzu — rzecze — patrz w morze w tej chwili,

Wkrótce nas siłą w dal uniosą fale

Ku innej wyspie, gdzie — jak wieść powziąłem —

Chrześćjanie z Maury zgodnie żyją społem.”

102. Podłem oszustwem była mowa cała,

Którą chciał swoje przeprowadzić cele:

Wyspę, gdzie chrześćjan noga nie postała,

Mahometowi zajmują czciciele.

Ale się wodza ufność nie zachwiała,

Rozpina żagle, k'wyspie zmierza śmiele,

Lecz ich odpycha straż niebieskiej pani

I zmusza stanąć zdala od przystani.

103. Była to wyspa tak od lądu blizka,

Że wązki kanał ledwo ją oddziela;

A po jej brzegu nakształt widowiska

Szerokie miasto oczy rozwesela;

Rząd świetnych gmachów wzdłuż pobrzeża błyska

I swymi szczyty do góry wystrzela;

Starzec obecnie jest królem narodu:

Mombaza — imię i wyspy i grodu.

104. Z rozkazu wodza już statek zwrócono,

A w jego serce dziwna błogość wnika,

Ufa, iż spotka spółwyznawców grono

Wedle zdradliwych zapewnień sternika;

Lecz i od lądu łodzie dostrzeżono,

Król śle poselstwo, wie, kogo spotyka.

Bach nie zaniedbał przestrzedz go na czasie,

Innego Maura postać wziąwszy na się.

105. Poselstwo zda się zwiastunem przyjaźni,

Lecz w niem nienawiść ukrywa swe jady;

Z zamiarów wroga widać najwyraźniej

Powtórny zamysł podstępu i zdrady.

Życie, tyś pełne niebezpieczeństw kaźni!

Tyś szlak niepewny, gdzie co krok zawady!

Gdziekolwiek człowiek utkwi swe nadzieje,

Nigdzie pewności — lada wiatr je zwieje.

106. Na morzu wichry, co wiodą k'rozbiciu,