Wydawca: WAB Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2016

Lustro Zachodu. Nazizm i cywilizacja zachodnia ebook

Jean-Louis Vullierme  

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 590 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Lustro Zachodu. Nazizm i cywilizacja zachodnia - Jean-Louis Vullierme

Przywykliśmy sądzić, że nazizm był ideologią obcą demokracji zachodniej, niewytłumaczalnym wrzodem na ciele europejskiej cywilizacji, wytworem kilku zdemoralizowanych umysłów. Czy na pewno?

O ile humanistyka powojenna przybliżyła nas do zrozumienia popularności i tajemnicy sukcesu Adolfa Hitlera, o tyle wciąż trudno nam przyjąć, że wiele elementów jego ideologii mogło wynikać w prostej linii z dziedzictwa cywilizacji zachodniej. Antysemityzm i myślenie eugeniczne dzielił Hitler z całą rzeszą międzywojennych intelektualistów i wpływowych przedsiębiorców (m.in. z Henrym Fordem), zaś myśl o eksterminacji jako sposobie rozwiązania tzw. kwestii żydowskiej prawdopodobnie miała swoje korzenie w amerykańskim podboju Indian.

Jean-Louis Vullierme nie dał się zwieść deklaracjom humanizmu zachodnich mocarstw. Konsekwentnie obnaża ich brak empatii i nierespektowanie osiągnięć cywilizacji, które wskazuje jako główne elementy zbrodniczego systemu.  Jego książka to kontrowersyjna, budząca niepokój, lecz także głęboko przemyślana analiza; punkt wyjścia dla dyskusji o współczesnych problemach świata.

Jean-Louis Vullierme (ur. 1955 w Paryżu) – francuski filozof i prawnik. Jest autorem wielu książek, w tym Concept de système politique. Były student École Normale Supérieure, uzyskał magisterium z filozofii, doktorat z prawa i doktorat z filozofii politycznej. Wykładał filozofię prawa na Sorbonie. Jean-Louis Vullierme jest Kawalerem Legii Honorowej.

Opinie o ebooku Lustro Zachodu. Nazizm i cywilizacja zachodnia - Jean-Louis Vullierme

Fragment ebooka Lustro Zachodu. Nazizm i cywilizacja zachodnia - Jean-Louis Vullierme

Jean-Louis Vullierme

Lustro Zachodu

Nazizm i cywilizacja zachodnia

przełożyła Maria Żurowska

Tytuł oryginału Miroir de l’Occident. Le nazisme et la civilisation occidentale

Copyright © Éditions du Toucan, Paris 2014

Published by arrangement with Agence litteraire Astier-Pécher and Renata de La Chapelle Agency. All rights reserved.

Copyright © for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal, MMXVI

Copyright © for the Polish translation by Maria Żurowska, MMXVI

Wydanie I 

Warszawa MMXVI

Prolog

Interpretowanie nazizmu wciąż jeszcze jest zadaniem tak delikatnym, że każdy, kto zamierza się go podjąć publicznie, już na wstępie powinien określić swoje intencje, szczególnie jeśli nie zamierza się opierać na poglądach dość powszechnie obowiązujących.

Należę do rodziny, która została częściowo zniszczona przez nazizm i która z nim walczyła. Taki argument wystarczyłby, żebym zainteresował się nazizmem bardziej niż inni – lecz nie był to argument zasadniczy. Uważałem zawsze, że koniecznie należy zrozumieć to, co okazało się najbardziej niszczącym wydarzeniem w historii nowożytnej, że należy rozpoznać korzenie tego wydarzenia, by próbować skutecznie je wyrwać. Uznałem również, że pamięć zmarłych domaga się przynajmniej zrozumienia, dlaczego musieli oni aż tyle wycierpieć. Aby zrozumieć, musiałem szukać głębiej.

Opinia powszechna nie wypracowała zadowalającej wizji. Pogląd, że nazizm oznaczał pojawienie się zbrodniarzy, był na pewno kuszący. Naziści pod wieloma względami przypominali świat przestępczy, okazując właściwe dlań brutalność i brak skrupułów. Niejeden z nich był uwikłany w zwyczajne działania przestępcze. Hipoteza przestępczości o gigantycznych proporcjach wydaje się jednak niezwykle krucha1. Podobnie hipoteza zbiorowego i krwawego szaleństwa, które nagle, niczym amok ogarnęło cały kraj i które dało początek wielu analizom psychoanalitycznym, nie jest może w pełni fałszywa, lecz ma tę zasadniczą wadę, że to, co niejasne, próbuje tłumaczyć czymś jeszcze bardziej niejasnym. Na czym miałyby polegać antropologiczne impulsy tej tak strasznej anomalii, jakim nieznanym sposobem posłużyła się ona, by zdobyć władzę?

Mimo że miałem dostęp do głównych teorii na ten temat, powstałych w epoce, w której żyli jeszcze liczni bezpośredni świadkowie, nie potrafiłem wyzbyć się poczucia, że istota sprawy wciąż wymyka się rozwijanym przez politologów analizom. Naukowe interpretacje okazały się zbyt liczne, aby materialnie można je było wszystkie przyjąć; i zazwyczaj zawierały się w wąskim kadrze dualistycznych rozgrywek, zapożyczonych od późniejszej debaty politycznej. Jedne uznawały nazizm za „faszyzm” na włoską modłę, określony jako brutalna forma kapitalizmu, inne – za „totalitaryzm” na wzór sowiecki. Jedne widziały w nazizmie zjawisko narodowe o głęboko wrośniętych korzeniach lokalnych, inne – wyraz światowej patologii biurokratycznego państwa przemysłowego. Jedne ograniczały go do wytworu woli politycznej kilku jednostek, inne opisywały go pod anonimową postacią złożonej całości społecznej. Jedne przedstawiały go jako realizację programu od dawna zdefiniowanego, inne – jako nieprzewidziany rezultat wielu przypadkowych szczegółów, głównie tych powiązanych z wojną. Niektórzy chcieli wyizolować to zjawisko, wiążąc je wyłącznie z jego szczególnymi okolicznościami, z niemożnością „zbanalizowania” go, a nie dostrzegali, w jak silnym stopniu taka izolacja osłabia jego znaczenie2.

Hannah Arendt opisała „zbrodnię zza biurka” i niektóre z jej mechanizmów. To znaczący wkład, gdyż ukazuje istnienie dźwigni, za pomocą której określona ideologia zaczyna oddziaływać na innych, nie wymagając pełnej zgody większości jej wykonawców. Pierwotną przyczynę zostawia jednak niezbadaną, gdyż dźwignia osiąga skuteczność tylko wówczas, kiedy przyłoży się do niej siłę już wcześniej dostępną, niezależną. Czym była więc ta siła, w jaki sposób ją odnaleźć? Heidegger, mistrz Hannah Arendt, również zasugerował określony sposób podejścia do problemu. To, że skompromitował się swoją postawą wobec ustroju, nie zdyskredytowało jego opinii na ten temat. Heidegger postrzegał nazizm jako wyraz nowoczesnego umysłu, aroganckiego, przemysłowego i abstrakcyjnego, ujmującego ludzi instrumentalnie, jakby byli surowcem do przetworzenia i pośrednimi formami do zużycia w procesie tworzenia zaplanowanego produktu społecznego. Niewątpliwie dostrzegł jeden z zasadniczych wymiarów nazizmu, jego bezlitosny chłód, brak empatii wobec cudzego bólu, zastąpionej skuteczną organizacją, nastawioną na przyszły cel. Lecz i tym razem teoria okazała się niepełna, gdyż cel pozostał niezrozumiały.

Wielu historyków podkreślało rolę antybolszewizmu w kształtowaniu się nazizmu, w jego sposobach działania i w jego sukcesie. Z pewnością można się tylko zdumiewać, że nazizm w takim stopniu naśladował swego straszliwego nieprzyjaciela. Jak zauważył Stefan Zweig, świadek wydarzeń, szamerowane mundury i wysokie buty ludzi w brunatnych koszulach, ich błyszczące pojazdy, a także ich liczba jasno dowodziły, że różne pierwszorzędne potęgi finansowe miały interes w przeznaczaniu środków na ten ruch od chwili jego powstania. Nietrudno się domyślić, że chodziło im jedynie o zwalczanie rzeczywiście zasadniczego w tamtym okresie ryzyka społecznego i rewolucyjnego. Sprowadzanie całego zjawiska do reakcji antybolszewickiej byłoby jednak zbyt wielkim ograniczeniem, gdyż działania unicestwiające, najbardziej charakterystyczne dla nazizmu, w walce takiej nie mogłyby się okazać wyraźnie użyteczne.

Każda próba interpretacji wychodzącej poza te ramy okazywała się trudna. Można było ograniczać się do gromadzenia informacji opartych na faktach lub do studiowania tego, co zostało dokładnie opisane. Odczuwałem sympatię do tych obrońców pamięci Szoah, którzy zalecali milczenie wobec katastrofy, ich zdaniem niemającej sobie równej. Nie jest to jednak odczucie w pełni rozsądne przy założeniu, że analiza ostateczna jest osiągalna i że wystarczyłoby się z nią zapoznać, z szacunkiem i bez hałasu. Odrzucenie niezbywalnego wymogu nauki, jakim jest uogólnienie, wiąże się z groźbą powtórzenia się zła, którego właściwie rozeznane przyczyny nie zostały usunięte.

Ponieważ w dzieciństwie nie nauczyłem się języka niemieckiego, Hitlera i jego zbirów przedstawiałem sobie jako obłąkańców porozumiewających się za pomocą bełkotu i wrzasków. Nie przyszło mi do głowy, że mogą oni wypowiadać treści jakkolwiek sensowne albo szczycić się intelektem godnym tego miana. Czyż natarczywie rozpowszechniana, choć nieuzasadniona pogłoska nie czyniła z Hitlera malarza pokojowego, a z Himmlera prostego hodowcy kur?

Mogłem po prostu nie zajmować się dłużej tą sprawą, gdyby nie wydawała mi się tak aktualna i tak ściśle powiązana z tym, czym jesteśmy. Mogłem przede wszystkim zlekceważyć sens zdań wypowiedzianych przez Hitlera, które znalazły się u podstaw mojego publikowanego dziś eseju.

Uświadomiłem sobie bowiem, że na nic się nie zda badanie znaczenia procesu historycznego, jeśli na początek nie zastanowimy się nad intencjami jego głównych aktorów. Dociekanie przyczyn nie mogłoby się zatrzymać na intencjach, gdyż intencje mają wiele źródeł i nie mogłyby zostać wprowadzone w życie poza konkretnym, sprzyjającym im kontekstem. A jednak to właśnie intencje nadają ludzki sens sprawom – i tego argumentu nie można lekceważyć, jeśli pragnie się coś zrozumieć. Intencje oczywiście mogą się opierać na błędnych podstawach, mogą się splatać w szalony sposób, mogą się uruchamiać pod wpływem uczuć, których pochodzenie mylnie zinterpretują osoby je odczuwające. Lecz kiedy już intencje właściwie się poukładają, niewątpliwie motywują działania ludzi, które możemy zrozumieć właśnie na podstawie ich intencji.

Nie ulega wątpliwości, że ci, którzy leżą w zbiorowych grobach czy zginęli w obozach, w większości nigdy nie zrozumieli, dlaczego zostali skazani na taką mękę. Jeśli lęk i przerażenie wypełniły ostatnie chwile ich życia, można sobie wyobrazić, że niezrozumienie stało się częścią składową ich nieszczęścia.

Rasizm katów nie ulegał wątpliwości, lecz stopień i bezlitosne sposoby jego wyrażania były niezrozumiałe, co dla ofiar stanowiło cios dodatkowy, może nawet najstraszniejszy. Skazany na śmierć wie, dlaczego umiera, choćby na skutek zbrodni czy pomyłki sędziów. Człowiek odmawiający zeznań, poddany śledztwu i torturom, rozumie intencje policjantów, podobnie jak żołnierz ginący na polu walki nie potrzebuje się zastanawiać nad motywami kierującymi nieprzyjacielem. Inaczej przedstawiał się przypadek ludzi ginących podczas nazistowskich mordów. Wszyscy, nawet umysły oświecone, czuli się osaczeni przez śmierć, skazani na oglądanie swoich bliskich, którzy ginęli przed nimi, pozornie bez powodu, na skutek nieprzeniknionego szaleństwa. Niektórzy z nich sądzili, że dosięgła ich boska sprawiedliwość, i absurdalność takiego tłumaczenia potęgowała ich mękę.

Otóż odległość w czasie i dostępna obecnie dokumentacja pozwalają w znacznym stopniu uchylić zasłonę tajemnicy otaczającą intencje. Pośród wielu innych źródeł mamy do wglądu Dziennik Goebbelsa3, głównego decydenta, który uważając się za pisarza, każdego wieczoru wiele godzin ze swego życia narodowo-socjalistycznego przywódcy, ministra, intelektualisty i pierwszego propagandzisty reżimu poświęcał starannemu opisowi oraz interpretacji wydarzeń dnia. Tekst ten nosi znamiona autentyczności i szczerości – nie był on przeznaczony do publikacji w swoim ówczesnym kształcie, w każdym razie nie przed ostatecznym zwycięstwem. Mimo że autor stara się nie pisać nic, co mogłoby w jakikolwiek sposób zdradzić zamysły tego, którego uważa za swojego jedynego mistrza i bezkrytycznie podziwia, dokument ów umiejscawia nas w czasie rzeczywistym, możliwie jak najbliżej umysłu postaci kluczowej. Przekazuje informacje dostępne wówczas wysokim dygnitarzom reżimu, zaznajamia z ich słownictwem i sposobem rozumowania.

Dysponujemy wieloma innymi tekstami, oficjalnymi i prywatnymi4. Hitler bowiem, który w negocjacjach stosował zasadę podstępu, sprzymierzając się kolejno z każdym w celu wykluczenia pozostałych, by nie zwlekając, zdradzić sprzymierzeńca pozyskanego dzień wcześniej, zawsze z zamiarem popełnienia kolejnych oszustw, czuł się w obowiązku zawierać proroczą treść w swoich uroczystych oświadczeniach, co było dlań zresztą nieustannym powodem do dumy. Dzięki dużej dozie sprytu stwierdzenia swoje wyrażał w taki sposób, że jego wrogowie nie chcieli w nie wierzyć, uważając je za chwyt propagandowy, podczas gdy jego bliscy współpracownicy postrzegali ich prawdziwość tym wyraźniej, że rywalizowali ze sobą, kto pójdzie dalej „śladami myśli Führera” według przyjętego wówczas sformułowania.

Lektura tekstów autorstwa samych nazistów zmusza do szczególnie przykrego wysiłku potraktowania ich wypowiedzi serio, przyznania im zdolności intelektualnych, umiejętności jasnego wyrażenia swoich myśli oraz do przyznania, że ich wypowiedzi były nie tylko kłamstwem. Kryje się w tym jakieś działanie wbrew naturze, gdyż wolelibyśmy mieć z nimi jak najmniej wspólnego. Lecz bez takiego wysiłku postępowalibyśmy tak samo jak oni, którzy koniecznie chcieli przekonać siebie, że ich ofiary niczym się nie różnią od szczurów, bakterii, szkodników, a także przekonać wykonawców rozkazu, że pod pozorami kobiet i dzieci, tak bardzo podobnych do ich własnych, kryje się dżuma i że święty obowiązek nakazuje ją zwalczyć za wszelką cenę.

Postanowiłem udzielić nazistom tyle kredytu intelektualnego, by móc ich wziąć za słowo. Należało ich wysłuchać bez naiwności, oddzielając propagandę (stwierdzenia, o których wiedzieli, że są fałszywe), którą potrafili wznieść na poziom bezprecedensowy, od ich prawdziwego myślenia (stwierdzeń, o których wiedzieli, że są prawdziwe), jedynego źródła wiedzy o ich prawdziwych intencjach. Należało również zachować czujność, by samemu, bez analizy, nie przyjmować za obowiązujące tych pojęć, które kształtowały ich ideologiczny punkt widzenia, w tym pojęcia „ludu”. Właściwie prowadzone, rozciągnięte na kontekst kulturowy, w jakim te pojęcia się kształtowały, poszukiwanie mogłoby ostatecznie zapoznać nas z sensem owych działań.

Ktoś mógłby wysunąć obiekcję, że naziści nie wiedzieli, co robią, że byli jedynie narzędziami nurtu historycznego albo przerastającej ich kompletnie dynamiki strukturalnej i że w związku z tym wszelkie badanie ich intencji pozostaje powierzchowne. Odbieranie procesom społecznym ich roli poznawczej świadczy jednak o mylnym rozumieniu ich charakteru. Ludzie zawsze postępują wyłącznie w myśl swoich wyobrażeń i jedynie wzorcowa wizja świata, jaką sobie wypracowali, sugeruje im, co mogą lub powinni robić. Postrzegają działające wokół nich siły, które zasadniczo powstają jako wyraz intencji innych ludzi. Jeśli wypracowany przez nich wzorzec nie zgadza się z tymi siłami, nie są w stanie działać. Złodziej myliłby się, sądząc, że do potencjalnej fortuny nie dopuszczają go kufry, ściany czy zasuwy, gdyż to jedynie ludzie każą mu zachować dystans. Wszystkie realia materialne przenoszą się poprzez realia społeczne, ukształtowane na podstawie intencji. Naziści również podlegają tej ogólnej zasadzie, a ich zdumiewający sukces, przerwany jedynie przez wydarzenia wojenne, wskazuje, że ich sposób widzenia spraw w najwyższym stopniu odpowiadał ówczesnej epoce.

Traktując ich więc poważnie, w poszukiwaniu tego, co uważali za prawdę, a także usiłując przeniknąć zamiary, które oni sami określali, znalazłem potwierdzenie naszych własnych dominujących teorii, to znaczy odkryłem obsesyjne skupienie się na wyeliminowaniu skutków traktatu wersalskiego, jak również na antysemityzmie, opartym głównie na teorii ras. Pod pewnymi względami obie te intencje można uznać za odpowiedź na pytania, które sobie zadajemy, i wystarczy przekartkować Mein Kampf, żeby się o tym przekonać. Ale to wcale nie wszystko.

Nazistowski plan ani się nie wziął z niczego, ani nie został do końca wykonany, rozwijał się i rozrastał w miarę odnoszenia coraz większych sukcesów5. Narodził się ze zgromadzenia elementów, które w rzeczywistości istniały już wcześniej i którym w istocie nadał precyzję wykonania tak bezlitosną, że w porównaniu z nią jego najokrutniejsi poprzednicy mogą uchodzić za bojaźliwych. I, przede wszystkim, nazizm nie objawił się w całości, gdyż został materialnie zahamowany w fazie pośredniej, którą była inwazja na imperium sowieckie.

Błędem byłoby opisywać nazizm jedynie na podstawie faz zrealizowanych, mimo że próba spojrzenia nań szerzej stanowi dodatkową trudność. Zniszczenia dokonane do upadku Berlina przybrały taki rozmiar, miały charakter tak potworny, że łatwo byłoby ulec pokusie uznania ich za istotę planu. Nie bez skrupułów przyszłoby wyznać wobec tylu zmarłych, że groby, które musieli kopać sami dla siebie, by się w nich kłaść twarzą do ziemi, i z których, według zeznań Eichmanna, po ich zasypaniu wytryskiwały czasami gejzery krwi, że niezliczone ofiary, którym środki owadobójcze zżerały płuca podczas kilkunastominutowej agonii, były jedynie przejawami jeszcze szerzej zakrojonego procesu unicestwienia. A jednak eksterminacja Żydów, zabójstwo żołnierzy sowieckich, rozmyślnie trzymanych na zimnie bez jedzenia i jakiejkolwiek opieki, zabijanie Cyganów (Romów), mordowanie komunistów, osób upośledzonych umysłowo i fizycznie, homoseksualistów6, wszystkie te bestialstwa połączone w jedno nie wyczerpywały jeszcze programu ogólnej rzezi, zamierzonej po najdalsze granice Wschodu. Inaczej mówiąc, eksterminacja nie zakończyłaby się wraz ze śmiercią ostatniego Żyda w Europie.

Co gorsza, ten tak szeroko zakrojony plan zagłady, który nie ograniczał się do rewanżu za pychę zranioną decyzjami traktatu wersalskiego ani do całkowitego usunięcia ludności żydowskiej z powierzchni ziemi, nie był odosobnionym hapaks legomenon, rzeczywistością wyizolowaną, wytworem określonego pokolenia, i nie wystarczyłoby usunąć jego dwóch rozpoznanych korzeni, ideologii antysemickiej i rasowej oraz traktatów odwetowych, by raz na zawsze uniemożliwić jego odradzanie się. Obawiam się, że naziści niczego nie wymyślili, poza przemysłowym modus operandi, o czym świadczą liczne i głębokie źródła istniejące w sercu zachodniej cywilizacji.

Celem tej książki jest zrozumienie intencji nazizmu poprzez ocenę – ograniczonej, jak się okaże – części jego wynalazków, a także opisanie korzeni kulturowych, które umożliwiły jego narodziny, a równocześnie uczyniły go tak trudnym do zwalczenia. Nikt nie zamierza tu zaprzeczać, że nazizm jako synteza źródeł go poprzedzających był jedyny w swoim rodzaju ani że typ uruchomionych przezeń działań miał wszelkie znamiona niepowtarzalności, lecz należy stwierdzić, że elementy składowe nazizmu istniały jeszcze przed jego narodzeniem i że większość z nich wciąż pozostaje żywa.

Nie jest to traktat historyczny, lecz filozoficzno-poznawczy esej historyczny. Nie znajdzie się tu żaden fakt, który nie byłby znany odnośnym specjalistom, opisy są podane proporcjonalnie do roli, jaką odegrały w kształtowaniu się ideologii nazizmu lub do ich wartości przykładowej, a podane fakty nie zostały oddzielone od analizy pojęć politycznych. Część pierwsza przedstawia ideologię zagłady i jej źródła. Zamiarem części drugiej, krótszej, jest ukazanie metodologii poznawczej, co miałoby choćby w ograniczony sposób przyczynić się do zmniejszenia groźby powtarzania się podobnych zjawisk.

WprowadzenieNorymberga, miasto Zachodu

Nigdy nie pozwolił swoim ludziom postępować tak, jak postępowały inne jednostki. Zapowiedział, że nie wolno im używać niemowląt jako celu do ćwiczeń w strzelaniu ani roztrzaskiwać ich głów o drzewo. Rozkazał swoim ludziom, by pozwalali matkom trzymać dzieci przytulone do piersi i by celowali w serce. Pozwalało to uniknąć krzyków, a strzelający mógł jedną kulą zabić matkę i dziecko. Dzięki temu oszczędzało się amunicję. Ohlendorf twierdzi, że nie zgodził się używać samochodów do zagazowywania ludzi, kiedy zostały one przydzielone do jego kompanii. Odkrył, że gdy ruchome pojazdy do zabijania przyjeżdżały na miejsce przeznaczenia, gdzie należało ich uduszony ładunek ludzki wrzucić do przygotowanego dołu, niektórzy spośród więźniów jeszcze żyli, żołnierze więc dobijali ręcznie. Ludzie z jego oddziałów byli zmuszeni wydobywać ciała z bagna wymiotów i odchodów, co było dla nich bardzo nieprzyjemne.

SS-Gruppenführer Otto Ohlendorf,

cytował prokurator Ferencz

Słuszne wydaje się, by odpowiedzialności za zbrodnię nie rozwlekać w sposób przesadzony. W tym duchu postępował trybunał w Norymberdze, w obecności zaledwie 23 oskarżonych7, do których należałoby jeszcze doliczyć samobójców, bez najmniejszej wątpliwości zasługujących na wyrok skazujący, a więc Hitlera, Himmlera, Goebbelsa; a także Bormanna, osądzonego zaocznie. Ponieważ jednak oczywiste było, że nie można wymierzać sprawiedliwości w sposób tak ograniczony, przeprowadzono liczne procesy w strefach okupacyjnych. W Austrii i we Francji powstały organy sądowe przeprowadzające czystki, sądy w dalszym ciągu prowadziły prace w sposób ciągły lub doraźny na wszystkich odnośnych terenach, poczynając od Niemiec Zachodnich, lecz także w krajach Europy Wschodniej i w Skandynawii, w Grecji, we Włoszech, w Izraelu i ponownie we Francji.

Nawet jeśli wziąć pod uwagę uciekinierów wymykających się wszelkim próbom pojmania, podejrzanych, zmarłych lub zaginionych, a także tych, przeciwko którym nie udało się zgromadzić dowodów wystarczających do oskarżenia, trudno zadowolić się tymi wyrokami8. Zbrodniarze, którym wina została dowiedziona, po wojnie w dalszym ciągu odgrywali znaczące role, czasami wręcz pierwszoplanowe, gdyż decyzje podyktowane dogodnością polityczną – na przykład zachowanie zachodnioniemieckiej struktury przemysłowej wobec sowieckiej konkurencji – albo relacje osobiste wywarły znaczący wpływ na prace sądów. Podajmy tylko trzy przykłady. Günther Quandt9, wykorzystujący pracę więźniów w obozach koncentracyjnych podporządkowanych jego fabrykom, stał się czołową postacią przemysłu samochodowego w Niemczech, gdyż władze brytyjskie zaniedbały przekazanie prokuratorom obciążających go dokumentów. Erich von Manstein10, którego wojska – podobnie jak wszystkie na froncie wschodnim – dostarczały Einsatzgruppen11 logistycznego wsparcia dla ich zbrodni, został jednym z założycieli Bundeswehry12 po uzyskaniu poparcia Churchilla i Montgomery’ego13. René Bousquet, organizator obławy Vel d’Hiv14, której ofiarami padło tyle dzieci, przez długi czas zasiadał w radzie administracyjnej gazety, następnie banku oraz innych pierwszoplanowych francuskich przedsiębiorstw, ciesząc się protekcją François Mitterranda.

W każdym razie – nawet jeśli przyjąć, że odpowiedzialność prawna została rozłożona właściwie, miała się ona ograniczyć do osób indywidualnych, zgodnie z charakterem prawa klasycznego. Z tego względu trybunał w Norymberdze odmówił sądzenia wymienionych przed nim organizacji: rządu Rzeszy, kierowniczych organów partii, SS i SA, Gestapo, Sztabu Generalnego i Naczelnego Dowództwa Sił Zbrojnych.

Rzeczywiście, odpowiedzialność zbiorowa, nawet pozasądowa, jest pojęciem groźnym. Potępienie całego „narodu niemieckiego” byłoby niesprawiedliwością nie tylko dlatego, że składały się nań także duże grupy zdecydowanie przeciwne nazizmowi, często do roku 1933 wyrażające swój sprzeciw otwarcie, które stały się pierwszymi ofiarami obozów15, lecz także dlatego, że pojęcie „narodu”, choćby wydawało się całkiem neutralne, jest jednak ideologiczne i błędne, i że na to konto należałoby dodatkowo oskarżyć jeszcze inne „narody” poza Niemcami.

Wysłuchanie nazistowskich argumentów nie wymaga wyrażania się językiem nazistów czy stosowania ich pojęć. Ich zdaniem istniała materialna rzeczywistość, możliwa do wyodrębnienia w historii, „naród niemiecki”, zasadnicza część „rasy aryjskiej”, której walka z innymi „rasami” oraz innymi „narodami” miałaby stanowić rozgrywkę o pierwszorzędnym znaczeniu w czasach, kiedy wszyscy oni żyli. Otóż odpowiedzialnością za zbrodnię nie można obarczać „narodu” czy „rasy” stanowiącej wytwór wyobraźni. Całkowicie słuszne jest jednak oskarżanie ideologii, która ukształtowała takie wyobrażenie, oraz obarczenie jej zasadniczą odpowiedzialnością za wszystkie popełnione zbrodnie, nawet bardziej niż winnych, postawionych przed sądem i wielu innych.

Ideologia ta, chociaż nie narodziła się w Niemczech, tam jednak była namiętnie wprowadzana w życie, stając się równie realna jak nierealne były próby jej usprawiedliwienia oraz jej przedmiot. Nie była zjawiskiem odosobnionym, lecz wpisała się w tematykę, która jak do tej pory właśnie w nazizmie znalazła swoją najbardziej rozległą interpretację. Elementy składowe spójnego systemu, do którego ona należy, już wcześniej układały się w różne kombinacje, zawsze szkodliwe, gdyż każdy z tych elementów jest niebezpieczny.

Ich lista, którą tu przedstawiam, nie musi przestrzegać określonej kolejności: rasizm, eugenika, nacjonalizm, antysemityzm, propagandowość, militaryzm, biurokratyzm, autorytaryzm, antyparlamentaryzm, pozytywizm prawny, mesjanizm polityczny, kolonializm, terroryzm państwowy, populizm, kult młodości, historycyzm, popieranie niewolnictwa16. Na listę należałoby jeszcze wciągnąć dwa zasadnicze elementy składowe bez nazwy. Chciałbym do nich odnieść dwa neologizmy: „anempatia” i „acywilizm”. Oznaczają one odpowiednio: uczenie ludzi nieokazywania żadnych uczuć wobec cierpień innych i brak jakiejkolwiek ochrony ludności cywilnej podczas operacji wojskowych czy policyjnych17.

Nazizm bez któregoś z wymienionych na liście elementów składowych zmieniłby charakter i przebieg swojego rozwoju. Równoczesna obecność tych wszystkich elementów składowych w innym kontekście, także w kontekście science fiction, odniosłaby podobny skutek. Inny ich układ doprowadziłby do form politycznych, które, niekoniecznie będąc mniej zbrodnicze, różniłyby się choć trochę od nazizmu, jak choćby stalinizm, gdyż w nim trzy pierwsze elementy zaznaczyły się słabiej.

Większość przywódców nazistowskich bez większego trudu rozpoznałaby na tej liście swój program, domagając się jedynie użycia słownictwa o mniej ujemnym wydźwięku. Podkreśliliby oni również, iż niniejsze tematy nie odegrały takiej samej roli w ich osobistej historii, gdyż jednych doprowadziła do nazizmu kwestia narodowa, a innych kwestia społeczna, co potwierdzają złożone przez nich świadectwa18.

W momencie pojawienia się nazizmu jako toksycznej molekuły ideologiczne atomy stały się ogólnie dostępne. I nawet jeśli kilka z nich, jak choćby militaryzm, kolonializm, popieranie niewolnictwa czy mesjanizm polityczny, niewątpliwie już od dawna wywalczyło sobie niezależny byt poza światem zachodnim, wszystkie one osiągnęły w nazizmie maksymalny potencjał i w nim współdziałały w sposób najbardziej skuteczny.

Jeśli przyjąć taką interpretację, to Norymberga nie tylko byłaby miastem, w którym nazizm został poniżony po jego wcześniejszej gloryfikacji; nie tylko miastem, w którym zachodnia cywilizacja oficjalnie położyła kres niemieckiemu barbarzyństwu. Stała się również miastem Zachodu, w którym zachodnia cywilizacja, nie wiedząc o tym lub nie chcąc wiedzieć, osądzała potwory zrodzone w swoim własnym łonie.

Wielu z nas często się zastanawia, jak to możliwe, że jedna z najsubtelniejszych kultur Europy tolerowała takie krańcowe bestialstwo, a szczególnie – że Wiedeń, gdzie wiek dwudziesty narodził się w swoich najbardziej nowożytnych i wyrafinowanych wymiarach, wykształcił inspiratora takiej hałastry, w dodatku artystę. Porażającą odpowiedzią wydaje mi się tłumaczenie, że nazizm pod wieloma względami był tym, za co sam się uważał, to znaczy wysuniętym przyczółkiem zachodniej cywilizacji, formą szczególnie anempatyczną (jej zwolennicy powiedzieliby „męską”), pozbawioną słabości i uczuciowości, tym, co wielu innych życzyłoby sobie osiągnąć, lecz do czego zabrakło im siły czy odwagi nazistów.

Taki pogląd budzi w nas odrazę, toteż wiem, jaką walkę będzie musiał ze sobą stoczyć czytelnik, zanim go przyjmie. „Cywilizacja” nie jest zresztą pojęciem jednoznacznym, a określenie tożsamości tego pojęcia to rozgrywka tak samo polityczna, jak naukowa. Posłużę się więc wyrażeniem możliwie jak najbardziej neutralnym, by mianem „zachodniej cywilizacji” określić kulturę obecną w Europie i w tych jej koloniach, gdzie Europejczycy oraz ich spadkobiercy stali się większością albo gdzie zdominowali obszar pod względem kulturowym, a więc w obu Amerykach, Rosji i Australii. Nawet sprowadzona do tego podstawowego znaczenia, cywilizacja nie jest jednostką jednorodną ani prostą, gdyż składają się na nią nurty sobie przeciwne, z których główne kolejno, jeden po drugim, wysuwają się na czoło, inne zaś przez długi czas pozostają ukryte. Sposoby widzenia świata podlegają w niej głębokim przemianom, toteż wywołują interpretacje lokalne, układ zaś, który tworzą między sobą, stanowi kulturę.

Innymi słowy nie dość, że zachodnia cywilizacja stworzyła nazizmowi warunki, by stał się możliwy. Jest całkiem prawdopodobne, że bardziej niż jakakolwiek inna cywilizacja zawiera ona elementy, które mogły stanowić przeciwko niemu remedium; najlepszym wspólnym mianownikiem tych elementów pozostaje humanizm. Co więcej, należy jasno zauważyć, że to nie te elementy przede wszystkim przyczyniły się do zahamowania poczynań Hitlera. To nie względy humanitarne spowodowały atak na Niemcy, nie one również decydowały o strategicznych posunięciach aliantów. Można wręcz powiedzieć, że wrogiem tych ostatnich był nie nazizm, lecz Niemcy, te same Niemcy, które alianci, chcąc nie chcąc, gotowi byli zostawić na pastwę nazizmu, gdyby nie przejawiały tak silnych instynktów zdobywczych.

Mimo że wśród walczących z pewnością znajdowali się humaniści, nie była to pora na ich ideały, uważane za nierealne lub zbyt czułostkowe. Humanizm był prawie nieobecny pośród motywacji i działań prowadzących do zwycięstwa. Najzagorzalszym i najtrudniejszym do pokonania wrogiem był Związek Radziecki, słusznie nazywany „nieidentycznym bliźniakiem” nazizmu, który był jego pierwszym sprzymierzeńcem, wspólnie z nim dokonującym podboju Polski i pozostawiającym w Katyniu cmentarzysko godne swojego rywala19. Sama Rosja zostałaby pokonana, gdyby do wojny nie przystąpiły Stany Zjednoczone20, potęga wkraczająca do walki bez entuzjazmu, najpóźniej, jak się dało, i dopiero po oficjalnym wypowiedzeniu jej wojny przez Niemcy, gdyż pod Pearl Harbor poniosła upokarzającą klęskę z ręki jednego z państw Osi. Do pierwszego starcia Amerykanów z Niemcami doszło w listopadzie 1942 roku (operacja „Torch” w Afryce Północnej), kiedy bardzo znaczna część ofiar uległa już eksterminacji21. Wielka Brytania odegrała w czasie wojny rolę decydującą, lecz dlatego, że nie miała wyboru: ona również przystąpiła do walki opieszale, gotowa na tyle samo ustępstw co Francja, i dlatego, że jej stała strategia równowagi kontynentalnej, ta sama, którą niegdyś przeciwstawiła wojskom rewolucyjnym, a następnie Napoleonowi, bezwzględnie zakazywała godzić się na podbój Europy Środkowej przez Niemcy. Jeśli później walczyła z godnym podziwu heroizmem, to dlatego, że jej piechota została zniszczona „cięciem sierpa” według planu Ericha von Mansteina, że jej terytorium było bezpośrednio zagrożone i że w każdej chwili groziła jej utrata imperium, z którym się wówczas utożsamiała22.

Te właśnie siły, w taki sposób połączone i zmotywowane, wzięły górę nad siłami niemieckimi, a mimochodem także nad nazizmem. Ciałem i duszą zaangażowały się w walkę terytorialną, pozostając w najlepszym razie obojętne na rozpoczętą przez nazistów walkę etniczną. Biły się, zaledwie połowicznie przestrzegając prawa wojennego, gdyż sowieckie oddziały, kiedy tylko mogły, dokonywały gwałtów, grabieży i doraźnych egzekucji, a brytyjskie lotnictwo spuszczało na ludność cywilną grad bomb23, podczas gdy Amerykanie za cel bombardowania obierali miasta, o których wiadomo było, że będą się łatwiej palić ze względu na drewniane konstrukcje domów, i zrzucili na nie dwukrotnie broń masowego rażenia, popełniając czyny, które – gdyby alianci nie odnieśli zwycięstwa24 – zostałyby uznane za zbrodnie wojenne. A kiedy już rozmiar okrucieństwa stał się powszechnie znany, ci sami ludzie zażądali bezwarunkowej kapitulacji, by wykluczyć zawarcie przez jednego z sojuszników odrębnego pokoju, niekorzystnego dla pozostałych. Pociągało to za sobą w sposób oczywisty ryzyko radykalizacji wymuszonych rozwiązań. I wciąż ci sami ludzie zgodnie podzielili między siebie nazistowskie imperium, poddając jego wschodnią część tyranii i niewolnictwu, a także podzielili się policjantami oraz uczonymi zbrodniarzami, pozwalając im uniknąć sprawiedliwości, by mieć do własnej dyspozycji ich liczne laboratoria25 i dobrze rozwinięte służby wywiadowcze26.

Tak więc cywilizacja, która oskarżała nazizm w Norymberdze po uprzednim zniszczeniu go w walce na śmierć i życie, okazała się niezdolna do wyrwania jego korzeni, musiałaby bowiem wyrwać je z siebie samej. Przeciwnie, postarała się natychmiast zdefiniować go w sposób jak najbardziej ograniczający, by w ten sposób uniknąć oskarżenia, że po prostu jest do niego podobna.

Konwencja o ludobójstwie z roku 1948 stała się okazją do osiągnięcia nieprawdopodobnej jednomyślności wśród ludzi pochodzących z możliwie najsprzeczniejszych kontekstów, lecz zgodnych co do wypracowania wąskiego pojęcia, które uczyniłoby z nazizmu zjawisko niemające sobie równych i którego przede wszystkim nie udałoby się odnieść rykoszetem do zwycięzców z 1945 roku. Sowieci i komuniści zażądali, by stwierdzenie o mordowaniu kategorii społecznych, w przeciwieństwie do grup „etnicznych, rasowych czy religijnych”, zostało odrzucone, na co uzyskali zgodę. Stany Zjednoczone, zaniepokojone możliwością przyrównania ofiar nazizmu do hekatomby Indian, zanim wyraziły zgodę na ratyfikację, na którą kazały czekać nie mniej niż czterdzieści lat, uwarunkowały ją dodaniem wzmianki o „systematycznej i rozmyślnej” intencji władz rządowych, aby wykluczyć czyny dokonane przez tłumy bądź jednostki, podobnie jak eliminację grup etnicznych na skutek braku opieki medycznej lub pozbawienia środków ekonomicznych. Ogólnie rzecz biorąc, wszystkie potęgi kolonialne zgodziły się na ujęcie, które chroniłoby je w razie oskarżenia ich o stosowane wcześniej najbardziej nieludzkie praktyki. Zdecydowana większość tych, którzy później mieli zostać nazwani obrońcami pamięci Szoah, chętnie podpisywała się pod formułą pośrednio potwierdzającą niepowtarzalny charakter „ostatecznego rozwiązania”.

W takich warunkach ryzyko pojawienia się ideologicznych zmian w układzie elementów składowych, prowadzących do okrucieństwa w nowej formie, lecz o podobnych skutkach, nie jest ani mniejsze, ani wykluczone. Nie zdołamy go zmniejszyć bez podjęcia wysiłku spojrzenia wstecz na naszą własną historię i na nasze sposoby myślenia, bez ujawnienia zdumiewających rozmiarów tego, co się utrzymuje w naszej najbardziej obiegowej kulturze politycznej i co należałoby z niej wyrwać. Niniejsza publikacja nie zdoła oczywiście tego uczynić. Zamierza ona jedynie wskazać zło, którego jesteśmy co najmniej „zdrowymi nosicielami”. Niniejsza publikacja podejmuje walkę nie o wykluczenie nazizmu, który zakończył życie w roku 194527, lecz o rozpoznanie teraz i wyrwanie z korzeniami w przyszłości tego, co go spowodowało.

Część pierwszaIdeologia eksterminacji

Rozdział 1Komentarz do tajemnicy

Zamiast wyrażeń „Holokaust”28 i „Szoah”29 będę raczej używał terminu „eksterminacja”30, oddającego istotę sprawy, a stosowanego zarówno przez ocalałych, jak i przez katów. Słowo to w swojej straszliwej prostocie wydaje mi się mocniejsze niż „ludobójstwo”, skażone niestety uwarunkowaniami dyplomatycznymi czy taktycznymi, często traktującymi je jako stawkę31 w swoich rozgrywkach.

Aby wyjaśnić swoje stanowisko, dodam, że naziści rozmyślnie rozpoczęli najszerzej zakrojoną i najbardziej zdecydowaną eksterminację w historii nowożytnej (nie możemy mieć pewności, że w historii dawnej nie było eksterminacji o podobnych rozmiarach). Ludność żydowska, stanowiąca przedmiot wrogości szczególnej i pierwszorzędnej, stała się główną ofiarą tej eksterminacji. Ani drogą buntu, ani podporządkowania się czy nawrócenia na odmienność nie mogła uniknąć masowych mordów. Lecz eksterminacja, nawet w swoich najgorszych postaciach, nie była przeznaczona wyłącznie dla ludności żydowskiej. Cyganie (Romowie) także zostali nią objęci, jak również ludy słowiańskie, i też na skalę masową32. Następni w kolejności byliby Rosjanie i ludy turecko-mongolskie33. Eksterminacja wobec wszystkich działała z taką samą systematycznością34, uruchamiając zasoby rządu służącego unicestwieniu, które nie zakładało żadnych wyjątków poza niewolnictwem.

Podzielam odczucie Yehudy Bauera35, który poświęcił tej sprawie jedno z najgłębszych rozważań, że porównawcze podejście do tematu jest nieodzowne, że hierarchizacja doznawanych cierpień36 byłaby nikczemnością i że interpretacja mistyczna, choć godna szacunku, okazałaby się jednak nieproduktywna. Zgadzam się z nim w kwestii uznania przyczyny i odpowiedzialności przede wszystkim ideologicznej, lecz w trzech zasadniczych punktach mam zdanie odmienne.

Po pierwsze wychodzę z przekonania, że antysemityzm nie jest jedynym wyznacznikiem tej ideologii i że nie jest również przyczyną, która zrodziła wszystkie pozostałe, czy to drogą logicznej konsekwencji, czy zwykłego przypadku. Bezwzględnie jednak jest przyczyną pierwszeństwa przyznanego eksterminacji Żydów przed innymi, prowadzonymi równolegle eksterminacjami lub działaniami zmuszającymi do zniewolenia. Po drugie uważam, że antysemityzm nie jest ani mniej, ani bardziej ideologiczny czy złudny niż inne wyznaczniki ideologii. Po trzecie twierdzę, że może nie tyle rzeczywiste rozróżnianie, ile zdecydowane ustanawianie cezury między eksterminacją ludności żydowskiej a innymi eksterminacjami, w zamierzeniu tak samo nieograniczonymi, przy założeniu, że ta jedna byłaby „irracjonalna”, podczas gdy pozostałe (na przykład eksterminacja Cyganów, wcześniej Ormian37, lecz także później Tutsi38 oraz innych ludów, w innych okolicznościach objętych zamiarem eksterminacji, na przykład Kurdów) byłyby „pragmatyczne”, jest błędem39.

Hitler uważał, że ma „pragmatyczne” powody pozbycia się Żydów. Powody te, jak się przekonamy, posłużyły przedstawicielom wszystkich obszarów Zachodu do budowania szczegółowych konstrukcji intelektualnych. Yehuda Bauer zresztą sam sobie przeczy, kiedy stara się dowieść szczególnej irracjonalności prześladowań, które objęły całą planetę, w przeciwieństwie do prześladowań zlokalizowanych, tak samo skrajnych, w jego pojęciu bardziej „racjonalnych”. Najwyraźniej zapomina, że sam jest autorem doskonałej publikacji ukazującej, iż Hitler i Göring wszczęli aktywne starania o usunięcie Żydów z Niemiec, usiłując przede wszystkim „sprzedać ich” obcym potęgom w okresie konferencji w Évian w lipcu 1938 roku i w miesiącach następnych, a tym samym zgadzając się na bezpośrednie następstwo tych działań, to znaczy na samą tylko zmianę miejsca pobytu ludności żydowskiej40. Przedstawione niżej rozumowanie (wyrażone jako groźba mająca przyspieszyć negocjacje „sprzedaży”) jest potwornością: „kwestię żydowską należy ostatecznie przedstawić, podsumować i rozwiązać w taki czy inny sposób [so oder so]”41, inaczej mówiąc, ponieważ obce kraje tak samo nie chcą Żydów42 jak my, posuniemy się do rozwiązań o wiele bardziej zdecydowanych. Lecz potworne nie znaczy „nieracjonalne”. Umysł normalnie funkcjonujący, nie do końca zaprzedany ideologii, oceni, że całkowite unicestwienie pewnej grupy ludności, nawet godnej pogardy, nigdy nie będzie w pełni korzystne. Cynicy w rodzaju Göringa i Speera sto razy bardziej woleliby sprowadzenie ludności żydowskiej do roli niewolników, co wsparłoby wysiłek wojenny Niemiec, nie pozbawiając ich najlepszych uczonych. Posunięcie takie byłoby rzeczywiście bardziej „pragmatyczne”, chociaż okrutne. Lecz Hitler, Himmler, Goebbels i Rosenberg nie podzielali tego poglądu. Długie rozważania poświęcili przekonaniu siebie, że Żydzi przedstawiają niebezpieczeństwo rzeczywiste i bezpośrednie, szczególnie ze względu na cel strategiczny, jakim był podbój Związku Radzieckiego, kraju, który ich ideologiczny punkt widzenia ograniczał do masy niewolniczej (dawni słudzy carów pochodzących od Niemców) w rękach komisarzy politycznych i innych bolszewickich przywódców, w większości Żydów43. Nawet jeśli przesłanki te zdumiewają nas swoją dziwnością, to biorąc pod uwagę, że wiemy, w jaki sposób się one później rozwinęły (niezwykła odporność wojskowa Rosjan i antysemickie czystki Stalina), wypada przyznać, że składają się na rozumowanie formalnie spójne. Stworzenie podziału na eksterminację Żydów, a następnie na eksterminację tych, którzy urodzeni jako Romowie, Ormianie czy Tutsi, także nie mogli przestać nimi być, stanowi skażenie ideologiczne, przed jakim koniecznie należy się bronić44.

Kwestia nieracjonalności jest ważna, gdyż często każe nam się odnosić do eksterminacji jak do czegoś nieodwracanie niezrozumiałego. Przypuszczam, że postrzegamy ją w taki sposób, gdyż w rzeczywistości wcale nie chcemy jej zrozumieć, w głębi serca lękając się, że zrozumienie jej w pewnym sensie oznaczałoby jej uznanie albo brak uszanowania wobec cierpień ofiar. Otóż oczywiście można się nie zgadzać ze zjawiskami, które rozumiemy, a także zwalczać je tym bardziej, im lepiej je rozumiemy.

Ponadto zbrodnię starajmy się odnosić nie do ofiar, lecz do katów. Ofiara dzikiego zwierzęcia czy seryjnego mordercy w pewnym sensie nie ma nic do tego, co przyszło jej wycierpieć. Należy raczej przeanalizować charakter dzikiego zwierza lub mordercy, a nie charakter ofiary. Nie było eksterminacji żydowskiej, lecz eksterminacja nazistowska, której Żydzi stali się przedmiotem, a nie podmiotem. Czy nie byłoby lepiej, gdyby Sartre, jak wielu przed nim i po nim, swoje Rozważania nad kwestią żydowską zatytułował raczej Rozważania nad kwestią antysemicką? Można oczywiście zrozumieć, że ten, kto wraz ze wszystkimi swoimi bliskimi pada ofiarą mordercy tak szalonego, w przedsięwzięciach swoich odnoszącego tak wielką skuteczność, i to środkami tyleż różnorodnymi, co nieludzkimi, ulega pokusie postrzegania siebie jako prawie jedynego celu odosobnionego wydarzenia, wymykającego się wszelkiej próbie opisu. Lecz ograniczenie koszmaru do siebie w pewnym sensie oznacza jego zminimalizowanie. Ofiary żydowskie, brane na cel jako pierwsze, ale nie jedyne, czasami widziały wokół siebie inne ludy, również cierpiące aż po śmierć w takich samych warunkach (eksterminacji lub niewolnictwa), także w ramach planu, który każdemu z namierzonych celów wyznaczał odnośne miejsce. Rozliczanie proporcji ma sens dla buchaltera, a nie jest nim ten, kto czuje się związany nawet z najmniejszym spośród swoich bliźnich. Poza wszystkim innym przekonanie o bezwzględnej niepowtarzalności, nawet jeśli nie pozwala na banalizację, której w każdym razie należy uniknąć przez wzgląd na ogrom zbrodni, prowadzi także do wzmocnienia szczególnego statusu ofiary. Zamiast postrzegać członków społeczności żydowskich jako osoby doskonale normalne, z ich cechami szczególnymi, z tego samego tytułu co Baskowie czy Walijczycy, osoby z własną niezwykłą historią, poddane okrucieństwom, które jako jedyne należy uznać za nienormalne, uznaje się zmianę o charakterze metafizycznym. Czy jednak zamiast metamorfozy wyobrażonej, w rzeczywistości będącej wyłącznie wytworem nienawiści, nie należałoby dogłębniej „zdenazyfikować” interpretacji, pozbawić jej wszelkich następstw doktryny przestępczej i w ten sposób wznieść się ponad nią i dokończyć jej rozkładu? Wówczas jedynie potwór zyska status szczególny i niepowtarzalny, a nie człowiek niewinny.

Dlatego powinniśmy starać się zrozumieć. Można założyć, że obecnie udałoby się zrozumieć nazistów lepiej, niż oni sami siebie rozumieli. Oczywiście naziści nie mieli wątpliwości co do własnych intencji i znajdowali dla siebie usprawiedliwienia, które są nam dziś dobrze znane. Lecz my lepiej niż oni możemy zaobserwować, że intencje te wpisywały się w określony kompleks ideologiczny, którego źródła oraz interakcje udało się odtworzyć.

Z dystansu możemy również przeanalizować przyczyny wielkiej odnowy judeofobii, która zawładnęła Zachodem od końca XIX wieku; przyczyn tych antysemici nie byli w stanie dostrzec, lecz wywoływały one w nich uczucie, które w długich dyskusjach próbowali racjonalnie usprawiedliwić, najczęściej w sposób najbardziej wydumany i rozpaczliwy. Antysemityzm, który proponuję nazwać przemysłowym, przekazany przez nazistów, ma jedynie dalekie powiązania z antyjudaizmem faz wcześniejszych. Różni się także od współczesnego antysyjonizmu. Nie ulega wątpliwości, że mogą one współistnieć, opierać się jeden na drugim albo ukrywać się jeden za drugim. Tak samo pewne jest, że są ze sobą powiązane historycznie. To antyjudaizm postawił Żydów w szczególnej sytuacji ekonomicznej i społecznej (których sens i ważność zaczęły się całkowicie zmieniać już na początku XIX wieku, z przyczyn niepozostających z nimi w bezpośrednim związku) i doprowadził do pojawienia się antysemityzmu przemysłowego. Ten właśnie zamierzam opisać. Antysemityzm przemysłowy z kolei doprowadził do wydarzeń, które następnie wykształciły antysyjonizm. Ale łączy je tylko to, że były, choć nie w pełni, wymierzone przeciwko tym samym grupom.

Umysły uprzedzone będą się oczywiście dopatrywać między nimi powiązań materialnych, a umysły niespokojne będą odczuwały lęk. Jedni, powtarzając, że nie ma dymu bez ognia, powiedzą, że z pewnością trzeba być winnym, by wzbudzić trzy następujące po sobie fale nienawiści, nawet jeśli osobom żywiącym te podejrzenia nie uda się ich poprzeć rzeczowymi argumentami. Inni zastanowią się nad prawdziwą przyczyną podobnego losu, tak niezrozumiałą, że chyba musi ona być mistyczna. Rzeczywistość jest prostsza, mniej imponująca, ale równie fascynująca.

Antyjudaizm był pierwotnie – i przez długi czas pozostał – zjawiskiem ściśle społeczno-religijnym45; antysemityzm przemysłowy miał charakter głównie społeczno-ekonomiczny; antysyjonizm – zasadniczo społeczno-polityczny. Antyjudaizm oddzielił żydów od społeczności chrześcijańskiej na długo przed procesem ich izolacji, czyli tworzenia gett46, a rozdzielenie to doprowadziło do podziału pracy. Poczynając bowiem od rządów Karola Wielkiego, grupie społecznej i religijnej, której nic w sposób szczególny nie predysponowało do handlu, w każdym razie nie bardziej niż inne grupy społeczne, na mocy specjalnego układu między cesarzem Zachodu i kalifem, po cichu odnawianego przez ich następców, zostało powierzone odnowienie więzi handlowych zerwanych przez dwa wrogie sobie cesarstwa, gospodarczo jednak nieodzowne sobie wzajemnie47. Podczas gdy – a raczej ponieważ – Morze Śródziemne stało się „muzułmańskim jeziorem”, po którym żadna chrześcijańska łódź nie mogła już pływać (Pirenne), a tradycyjnych kupców traktowało się jak personae non gratae na jednym lub drugim terytorium, należało odwołać się do osób neutralnych. Żydzi, którzy wspierali islam przeciw Persji, a następnie w Hiszpanii, bez wątpienia stanowiący większość wśród plemion jemeńskich, a później u monarchów berberyjskich, i którzy osiedlili się na ziemiach dawnego rzymskiego Cesarstwa Zachodu, zdawali się zajmować idealne miejsce do pełnienia tej funkcji. Istniejąca sieć powiązań talmudycznych, wcześniej wyłącznie teologicznych i prawnych, posłużyła za punkt oparcia w wymianie między Wschodem i Zachodem. Sukces tego przedsięwzięcia był tak wielki, że znacząca monarchia turecka, monarchia Chazarów na Krymie, przeszła na judaizm48, by jako następna móc skorzystać ze statusu neutralności. Wiele miast włoskich, jak Genua czy Amalfi, chciało następnie odgrywać podobną rolę, lecz bez przechodzenia na judaizm. Jednemu tylko się udało. Był to początek weneckiego dobrobytu49.

W sposób jednomyślny narodziła się w Europie określona specjalizacja (i prawie taka sama pod względem form w świecie muzułmańskim) między grupami, z których każda czerpała z niej trwałe korzyści. Skutki tego zjawiska przeszły najśmielsze oczekiwania, skoro jednym z nich było na przykład w Europie legalne i praktyczne zastąpienie sobotniego dnia targowego niedzielą. Elity żydowskie ograniczyły się do zawodów, które dziś nazywamy sektorem usług, poczynając od wielkiego handlu, bankowości, medycyny i ogólnie dziedzin intelektualnych, w tym także duchowieństwa (w tym ostatnim przypadku oczywiście do ich wyłącznego użytku). Należy podkreślić, że chodziło o elity, gdyż nic nie pozwala przypuszczać, że specjalizacja ekonomiczna, zjawisko odmienne od segregacji, dotyczyła również ubogich50.

Elity chrześcijańskie wzmacniały swoją wojskową i prawną kontrolę nad gospodarką, która do pierwszej rewolucji przemysłowej miała charakter rolniczy. Monarchowie i szlachta bezpiecznie czerpali korzyści z działań powierzonych Żydom w ograniczonym zakresie i objętych czujnym nadzorem Kościoła w dziedzinie politycznej, społecznej oraz ideologicznej. Elity żydowskie z kolei mogły się rozwijać dzięki swojemu względnemu oligopolowi, dyskretnie, lecz skutecznie zachowując swoją tożsamość kulturową i kształcąc się we własnym zakresie51. Antyjudaizm nie tracił swoich wpływów, które nadawały sprawom dramatyczny obrót za każdym razem, gdy rządy państw chciały wzmocnić własny wymiar religijny52. Równowaga utrzymywała się jednak długo, przynajmniej tak długo, dopóki wzrost znaczenia mieszczaństwa i przeobrażanie się szlachty w mieszczaństwo nie doprowadziły do rosnącej rywalizacji materialnej między elitami chrześcijańskimi a elitami mniejszości żydowskiej.

Mocarstwa chrześcijańskie i muzułmańskie były zazwyczaj tak zadowolone z przyjętego rozwiązania, że gdy Królowie Katoliccy wygnali Żydów z Hiszpanii, zarówno ze względu na teologiczny charakter swojej własnej tożsamości, jak i na historyczne powiązania żydowsko-muzułmańskie na ponownie podbitych terytoriach, doszło do kłótni, kto przyjmie wygnańców. Wielki książę Toskanii jako pierwszy chciał ich widzieć u siebie, a wkrótce po nim sułtan Wysokiej Porty. Tym sposobem Żydzi po raz drugi rozprzestrzenili się na terenie Włoch. Jedynie Rzym i Wenecja odniosły się do tego z rezerwą, ze względów teologicznych w przypadku papiestwa i ze względów handlowych w przypadku Wenecji, ostatecznie narzucając system tworzenia gett53. Ogólnie Żydzi wtopili się we włoskie społeczeństwo lepiej niż gdzie indziej, która to sytuacja pozwoliła im pozostawać pod swoistą ochroną aż do epoki Mussoliniego. Saloniki stały się metropolią żydowsko-turecką. Atatürk urodził się w Salonikach i zawsze kochał swoje miasto54.

Kiedy nastała epoka drugiej rewolucji przemysłowej, równowagi nie dało się dłużej utrzymać. Gospodarka straciła rolniczy charakter. Sektor usług zaczął dominować wszystkie inne. Bardzo szybko, mimowolnie i w nieprzewidziany sposób elity wspólnot mniejszościowych przesunęły się z peryferii do centrum systemu. Zawody sektora usług, dawniej pomocnicze, zyskały na ważności. Podczas gdy pierwszej rewolucji przemysłowej towarzyszyło jedynie powszechne zwiększenie swobód, mimochodem pociągając za sobą prawną emancypację Żydów, lecz nie zmieniając podziału ról, druga rewolucja przemysłowa otwierała bramy nowego świata. Pojawiła się masowa prasa, otwierano domy towarowe, rosła liczba uniwersytetów. Rozwój gospodarczy wymuszał rozwój zawodów prawniczych. Banki, które kierowały przepływ pieniądza w stronę infrastruktury kolejowej i żeglugowej, a także powstających już wówczas wielkich przedsiębiorstw, stawały się sercem gospodarki. Żydzi nie mieli żadnego monopolu na te działania, lecz całe stulecia wcześniejszej specjalizacji niezaprzeczalnie predysponowały ich do zajęcia w niej miejsca pierwszoplanowego55 lub do zwiększenia obszaru, jaki już w niej wcześniej zajmowali, a emancypacja dopuściła ich także do zawodów wcześniej im zakazanych.

Ich względnie dużą liczebność dało się zauważyć w bankowości, w prasie, w wydawnictwach, w nowym handlu na skalę masową, a także w radach administracyjnych wielkich przedsiębiorstw, powstających na podstawie nowych technik, które należało finansować już w inny, nierzemieślniczy sposób56. Im szybciej dany kraj rozwijał się gospodarczo, tym wyraźniej zmiana pozycji elit żydowskich dawała się zauważyć. Postęp mechaniczny zaczęto postrzegać jako spisek57. Ponieważ nikt wówczas nie był w stanie przeanalizować tego rozwoju, niektórzy zaczęli odgrzebywać na wpół zapomniane tezy antyjudaizmu, i to paradoksalnie wówczas, gdy osłabienie poczucia religijnego, a także niespodziewane umiejscowienie zwyczajnych działań zawodowych Żydów w centrum życia gospodarczego powinno było pociągnąć za sobą powolną, lecz nieuniknioną asymilację. Nacjonalizm, który wszędzie przybierał szczególnie zjadliwą formę, nieufnie obserwował, jak banki, a więc także Żydzi, finansują nowożytną wojnę.

Mimo zdominowania sektora usług przez elity żydowskie Żydów nie łączyła ideologiczna jedność. Nawet jeśli wielu z nich z dumą dążyło do zachowania swoich tradycji religijnych, czynili to w ten sam sposób co chrześcijanie, bez większego niż symboliczny wpływu religii na życie codzienne. Tak samo ich uzasadnione przekonanie, że są przedstawicielami jednego z głównych źródeł kultury Zachodu, a także akcent, jaki kładli na tematykę moralną w swojej teologii, nie pociągały za sobą widocznych skutków. Żydowscy intelektualiści z silnej pozycji uczestniczyli we wszystkich ideologicznych, naukowych i artystycznych dokonaniach stulecia. Byli obecni we wszystkich dziedzinach i zaczęto mieć im to za złe.

Osoby najbardziej pragnące zająć miejsce Żydów w zawodach, które niedawno stały się szczególnie interesujące i dochodowe, wraz z zagorzałymi nacjonalistami powoli zaczęły ich obarczać odpowiedzialnością za wszystkie nieszczęścia, często nieprawdziwe i do głębi sprzeczne. Na przestrzeni kilku dziesięcioleci kula śnieżna utoczona z obelg przekształciła się w lawinę.

Nazywano ich plutokratami bez serca, jeśli byli bogaci; śmierdzącymi włóczęgami, jeśli byli biedni (to znaczy w przypadku większości z nich); szkodnikami niszczącymi język i młodzież, jeśli byli dziennikarzami, pisarzami czy wykładowcami; perwersyjnymi gorszycielami, jeśli zajmowali się twórczością artystyczną; winnymi podziałów narodowych, jeśli byli liberałami; wrogami państwa, jeśli byli komunistami; hipokrytami i zdrajcami, jeśli byli patriotami lub jeśli służyli w wojsku; pijawkami, jeśli byli adwokatami lub bankierami; mordercami Chrystusa, jeśli praktykowali swoje obrzędy; szpiegami, jeśli prowadzili interesy z zagranicą. Mówiono także o nich, że mają niesłychaną moc, że są członkami tajnych stowarzyszeń, zdolnymi manipulować parlamentami, skorumpować wszystkich ministrów, wywrzeć określony wpływ na politykę zagraniczną rywalizujących ze sobą rządów; a równocześnie określano ich mianem leni, tchórzów, służalców przywykłych płaszczyć się przed innymi, niesłownych, skąpców, złodziei, morderców dzieci, trucicieli, gwałcicieli i stręczycieli, krwawych, tworzących klany, praktykujących wiedzę tajemną, zatwardziałych kłamców, ekspansywnych aż do granic wulgarności, tajemniczych, zepsutych, małostkowych, małych, zazdrosnych, brzydkich i chorowitych. Wprowadzenie w codzienny obieg tak wielu obelżywych terminów bardzo rozszerzyło wachlarz skierowanych przeciwko Żydom pamfletów, przemówień, a także rozmów przy stole; kolejne zarzuty z łatwością zajmowały miejsce wcześniejszych, choćby miały całkiem inną wymowę. Stały się popularną treścią antysemityzmu wieku przemysłowego, antysemityzmu, który został przecież wywołany całkiem inną przyczyną.

Tajna policja carska, od chwili swego powstania w roku 1881 specjalizująca się w planowanej manipulacji agentami prowokatorami, jako pierwsza świadomie posłużyła się tym zjawiskiem w celu odwrócenia uwagi chłopów i robotników od kryzysów, a także w celu kontrolowania ruchów rewolucyjnych zrodzonych na skutek opóźnienia w politycznym adaptowaniu się Rosji do zmian zachodzących na świecie. Zostały zmyślone specjalne dokumenty na poparcie oskarżeń (w tym Protokoły mędrców Syjonu58), opłaceni agenci nasłali zabójców na wielkiego księcia i niektórych ministrów. Mordercy ci mieli także podburzać opinię publiczną i uzasadnić represje. Wszędzie tam, gdzie zaistniała groźba ludowych rozruchów, szczególnie wywołanych głodem, zostały zorganizowane pogromy. Opłacani podżegacze buntowali tłum, co prowadziło do bójek i grabieży. Kościół prawosławny wzywał do walki ze Złem. Kozacy, siekąc szablami, składali dowody wierności carowi. Zagrożona tymi działaniami ludność decydowała się na emigrację, głównie w kierunku cesarstwa Habsburgów i Rzeszy niemieckiej59. Był to również początek syjonizmu.

Napływ imigrantów, najczęściej ludzi ubogich, wzmagał ksenofobię wszędzie tam, gdzie oni docierali, dziwnie wyglądający i w zawszonych ubraniach. Uruchomił się nowy mechanizm. Kiedy liczni żydowscy mieszczanie zaczęli się we własnym przekonaniu wtapiać w życie krajów, w których najczęściej mieszkali już od dawna, czasami zachowując subtelną więź z tradycjami, odkrywali, że ich wrogowie utożsamiają ich z osobami, z którymi oni sami czuli albo nikłą więź, albo nie czuli jej wcale, gdyż najczęściej mówili innymi językami, mieli odmienny status społeczny, krańcowo różne stanowiska polityczne, a także odrębne poziomy kulturowe i obyczaje60. Tym sposobem skłonność do asymilacji została powstrzymana61. Żydzi ostatecznie doszli do wniosku, że sami też tworzą Naród, z tego samego tytułu co Francuzi i Niemcy, którzy także ustanowili swoje narody stosunkowo niedawno (o czym będzie mowa dalej), lecz w które wierzyli jak w największą świętość62. Powstawały międzynarodowe organizacje samoobrony, choć nie sposób było uniknąć podziałów.

Tak w ogólnym zarysie przedstawiał się charakter antysemityzmu przemysłowego, kiedy młody Adolf Hitler po raz pierwszy przebywał w Wiedniu jako student oblewający kolejne egzaminy, spłukany co do grosza drobnomieszczanin, upokorzony artysta i – jak mówił – okazjonalna siła robocza ścigana przez związki zawodowe, wiodąc nędzny i smętny żywot, który jedynie wagnerowskie opery umiały od czasu do czasu nieco rozweselić. Nie miał wówczas żadnej tożsamości intelektualnej, może poza antyhabsburskim pangermanizmem. I nawet jeśli czytywał prasę przenikniętą folklorystyczną tematyką „volkizmu”63, domagającego się czasami po prostu eksterminacji ciemnej rasy, tej, która lubieżnie pożądała nordyckich kobiet, sam jeszcze nie był antysemitą. A to dlatego, że w tamtym okresie antysemityzmem był w jego pojęciu antyjudaizm, ideologia niemająca w sobie nic pociągającego, gdyż sam nie był religijny.

Hitler bowiem był człowiekiem nowożytnym. Pragnął zostać architektem i wznosić budowle, jakich świat wcześniej nie widział, mimo że Akademia Sztuk Pięknych nie chciała go w swoich progach jako nie dość wykształconego. Zarabiał więc na różne sposoby, między innymi malując karty pocztowe, sprzedawane współpracownikom albo najchętniej kupcom żydowskim. Poszukiwał również nowych teorii do rozgłaszania, gdyż odkrył w sobie talent mówcy, który rozwijał w goszczących go nocnych przytułkach, gdzie z zapałem wypowiadał się na ulubione tematy sztuki i polityki. Przygotowując się do tych wystąpień, dużo czytał, z zachłannością i bałaganiarstwem właściwymi dla samouka. Ten człowiek, zdeklasowany i nerwowy, leniwy, lecz inteligentny, którego pycha została zraniona, chętnie widziałby siebie jako rewolucjonistę. Potrzebował więc poglądów mniej wyświechtanych niż te oferowane przez prawicowe gazety, poglądów, które później mógłby zsyntetyzować. Spróbował tego dokonać i udało mu się.

Ówczesny Wiedeń, gdzie myśl rozwijała się jeszcze żywiej niż w Paryżu, aż wrzał od różnych poglądów tylko czekających na tego, kto zechciałby je odkryć. Spośród dawnych zasad, które Hitler miał przyjąć, na pierwszym miejscu znalazł się oczywiście kolonializm, wielka europejska sprawa od czasu odkrycia Ameryki; także niewolnictwo, odwieczny towarzysz kolonializmu; nacjonalizm, sięgający rewolucji francuskiej, lecz wyolbrzymiony drogą reakcji łańcuchowej w całej Europie; militaryzm, wspólne historyczne dziedzictwo Francji i Prus. Młodszy mesjanizm Bonapartego odkrył swoje narodowe (völkisch) oblicze w nowym micie „ukrytego Kaisera”. Autorytaryzm pod rządami Bismarcka urósł do wymiaru wiarygodnej alternatywy demokracji. Biurokratyzm rozwinięty przez monarchie rosyjską, austriacką i pruską, nawet jeśli wywoływał uśmiech Gogola, uchodził za skuteczny i racjonalny. W populizm powszechnie przyoblekały się wszystkie formy socjalizmu, a rządy prawicowe usilnie szukały sposobu na jego wchłonięcie, jak na przykład Napoleon III próbował to uczynić we Francji. Wspólny pozytywizmowi i marksizmowi historycyzm stanowił wręcz istotę nowożytnego ducha. Prawna forma pozytywizmu umożliwiała ogłoszenie każdego, nawet najbardziej szalonego prawa, pod warunkiem że wyszło ono z parlamentu. Romantyczny kult młodości pozwalał marzyć o świecie wolnym od ciężaru klasowego, świecie, w którym najlżejszy entuzjazm przeradzałby się w bohaterstwo. Terroryzm państwowy, będący oczywiście dawnym wymysłem francuskim, od niedawna udoskonalonym przez carską Rosję, przestawał już kogokolwiek gorszyć. Acywilizm, który Hiszpanie i Portugalczycy pierwotnie praktykowali w swoich podbojach, tak samo się rozpowszechnił w granicach europejskich, także w Wielkiej Brytanii, gdy chodziło o łamanie zwykłych strajków, i oczywiście każdego buntu. Anempatia, cnota kultywowana w większości europejskich armii, zyskała swoją ostateczną postać pod rządami Wilhelma II, któremu zawdzięcza się próbę generalną Wielkiej Eksterminacji w Namibii. Antysemityzm przemysłowy wykrystalizował się w tamtym okresie we Francji, w Austro-Węgrzech, w Niemczech, w Anglii, w zachodniej Rosji i w Stanach Zjednoczonych. W mętnej ideologii, w której Hitler miał się stopniowo pogrążać i której prorokiem miał się później stać w Niemczech, brakowało jeszcze „narodowej”, a więc amerykańskiej wersji rasizmu, zrodzonej najpierw we Francji i w Wielkiej Brytanii. Podobnie z Ameryki przywędrowały eugenika i propagandyzm. Należało poczekać na powstanie Republiki Weimarskiej, a także na światowy kryzys gospodarczy, by zatriumfować mógł antyparlamentaryzm. Dopiero wówczas wszystkie elementy składowe mogły zostać zebrane. Powojenny agitator piwiarniany, który właśnie miał je zebrać w jedno, stwierdził, że stopniowo przyswajane przez niego poglądy „chwytają”. Czy w ogóle można się dziwić, że przy takim rodowodzie „chwytały”?

Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się dokładnie, kiedy i w jakiej kolejności młody Hitler przyswoił sobie wzorzec, nie ponosząc odpowiedzialności za żaden z jego elementów składowych. Szczegółowy opis tego wzorca, który zawarł w Mein Kampf, mający podkreślić jego oślepiający geniusz, został odtworzony. Dostępne nam świadectwa zewnętrzne, zebrane po dojściu Hitlera do władzy, wyraźnie podlegały różnym wpływom. Wiemy jedynie, że określony proces zaprowadził go z Wiednia do Monachium, a następnie do okopów, kończąc się podczas rewolucji niemieckiej, w miesiącach bezpośrednio po Wielkiej Wojnie. Możemy również przyjąć, jak on sam twierdził, że to właśnie odkrycie rasizmu w jego wersji „naukowej” nadało spójność hitlerowskiej reakcji i że to głównie połączenie nacjonalizmu z socjalizmem, wprowadzone jako metoda wykorzenienia marksizmu, czyli uzdrowienia sytuacji Niemiec, wzbudziło entuzjazm jego słuchaczy.

Wojna odegrała wieloraką rolę. Koszmar konfliktu, w którym po raz pierwszy broń obronna, rozdzielona po równo między biorących udział w wojnie, zdecydowanie wzięła górę nad środkami zaczepnymi, powodując podczas natarć niewyobrażalne wcześniej straty ludzkie64, przyprawił kaprala Hitlera, jak również wielu żołnierzy po obu stronach, o utratę resztek zdolności do empatii, i tak nieleżących w jego naturze. Wojna też pozwoliła mu przeobrazić jego pangermański patriotyzm w konkretne zaangażowanie osobiste, ofiarując mu (przez ręce oficera żydowskiego) Krzyż Żelazny pierwszej klasy – pierwszy balsam na zranioną pychę. Klęska wojenna wywołała kryzys tożsamości narodowej i rewolucję komunistyczną, która wyniosła Żyda na stanowisko premiera Bawarii. Hitler, podobnie jak wielu nacjonalistów, nie mogąc uwierzyć w bardzo realną klęskę oddziałów germańskich w teatrze działań wojennych, odwrócił pojęcia, tworząc mit „noża wbitego w plecy”, który miałby uniemożliwić zwycięstwo65. Wojna i postępująca za nią anarchia pozwoliły nareszcie jemu, który dotychczas błąkał się bez przydziału, znaleźć drogę zawodową bojownika i podżegacza.

Na koniec wszystko stało się dla niego jasne. Spokojnie mogły pokryć się kurzem wsteczne idee, zanim zostały wzniecone tumany innego kurzu towarzyszącego potwornemu ruchowi, który Hitler miał popierać, a złożonego z determinacji wspartej spójną wizją świata i gniewem. Historia miała sens. Historia rasowej walki przodków. Rasa nordycka podbiła Europę, dając jej w ten sposób wszystkie monarchie. Przybywając z lodowców Skandynawii, podbiła Indie, ustanowiła nawet Grecję, a tym samym Rzym, wypędzając ludność tubylczą. Na fali kolejnych podbojów stworzyła Rosję i wydarła ją azjatyckim najeźdźcom. Wszędzie, w Anglii, we Francji, w Ameryce, narzuciła swoje elity ludom niewolniczym, których nie zniszczyła jak Indian. Podporządkowała sobie świat, Murzynów i uzależnionych od opium Chińczyków. Jej Święte Cesarstwo oparło się semickim wrogom, przybierających tym razem postać Arabów. Lecz ta wspaniała rasa stanęła wobec groźby zdemoralizowania. Od dawna osłabiało ją chrześcijaństwo, semicki wytwór narzucony germańskim wojownikom przez ostatnich Rzymian66. Nie mogąc zbrojnie pokonać wspaniałych granic aryjskich, wroga rasa prześliznęła się przez nie podstępem, pod postacią handlarzy z ludu nomadów. Miała tylko jeden cel: wszystkimi możliwymi sposobami zniszczyć najwyższą potęgę. Najbardziej postępowa nauka dowiodła fizycznej, biologicznej i dającej się zmierzyć różnicy ras. Historia pozwalała śledzić na swoich kartach działania skrytego wroga. Rozum nakazywał zdecydowane rozwiązanie. On, Hitler, człowiek prosty, wywodzący się z ludu, człowiek o jasnym umyśle i zdeterminowanym charakterze, żołnierz o obyczajach bez zarzutu, który dowiódł swej odwagi w ogniu walki, całkowicie oddany sprawie swojego ludu i swojej rasy, zrozumiał to wszystko w ramach czegoś, co chciał nazwać olśnieniem.

Uważał, że Francję dotknęło bezprecedensowe nieszczęście. Różne narody, wszystkie germańskie, wzajemnie się zabijały w walce na śmierć i życie, Niemcy, Austria, Anglia ze swoją niemiecką monarchią, Rosja ze swoim niemieckim carem, który jedynie na skutek zawirowania historii nie był niemieckojęzyczny67, i Francja (Frank+Reich), która niestety zaczęła zapominać o swoich germańskich dynastiach, demoralizując się jeszcze bardziej niż inne. Czyż Francja nie prowadziła wojny rękami Murzynów, narzucając teraz ich obecność świętej ziemi niemieckiej, w charakterze oddziałów okupacyjnych, co przecież było najgorszym upokorzeniem? Z około dziewięciu milionów zabitych i tyluż inwalidów olbrzymią większość stanowili Germanie. Czy w ogóle mogłoby dojść do podobnych potworności wbrew naturze, gdyby z całym cynizmem nie przygotował ich określony, wrogi lud, uważający siebie za wybrany? Czyż nie byli to ci bankierzy, którzy czerpali korzyści z wojny, finansując armaty? Albo jego przedstawiciele w amerykańskiej prasie, którzy wciągnęli Stany Zjednoczone w bratobójczy konflikt? On to zachęcał zwycięzców, by narzucili nieludzkie warunki pokoju, zabierając nawet krowy, i w ten sposób skazując na głód niemieckie dzieci, które umierały tysiącami. Lud ów dawno już spowodował klęskę Austrii i kraj ten, jako wielonarodowy, stał się niegodny reprezentowania narodu niemieckiego. Przede wszystkim z różnych niejednorodnych elementów zbudował socjaldemokrację, upoważniając swoich intelektualistów do zajęcia czołowej pozycji w ruchu bolszewickim, tej krwawej hydrze, gotowej na nowo zniszczyć Rzeszę, którą, pochłonąwszy Rosję, sama zaczęła władać. On wreszcie zachował dla siebie sekret rasy, zazdrośnie strzegąc swojej poprzez małżeństwa endogamiczne i zachowując tożsamość swoich ksenofobicznych obyczajów, podczas gdy innym ludom wpajał poglądy mające je zniszczyć, a wesprzeć jego własne interesy.

Cel był coraz wyraźniej wyznaczony, chociaż sposoby osiągnięcia go jeszcze pozostawały niejasne. Należało się zemścić na tym ludzie rasistowskim i pełnym nienawiści, ponoszącym odpowiedzialność za miliony zmarłych. Toteż oczyści się z niego Niemcy i odbierze mu się Rosję. Ponieważ poległym na polu chwały nie sposób przywrócić życia, którego tamten lud pozbawił ich z zimną krwią, zza biurka, metodą propagandy, odbierze mu się przynajmniej bogactwa zdobyte drogą zbrodni, by zwrócić je ludziom pracy, którzy je wyprodukowali. Po ostatecznym zjednoczeniu wszystkich niemieckich terenów lud ten pozbawi się władzy. I w ten sposób rasie wyższej, nareszcie oczyszczonej z elementów zewnętrznych, przywróci się życiową przestrzeń na Wschodzie, tworząc nową Amerykę.

Na ówczesnym etapie jedynie linia ideologiczna była mniej więcej określona. Długi ciąg wyznaczników historycznych jeszcze się nie rozwinął. Wojna domowa nie nabrała jeszcze rozmachu, traktat wersalski nie określił postanowień, które miały zubożyć zwyciężonych, kryzys 1929 roku jeszcze nie pogrążył świata w nieprawdopodobnej nędzy, hiperinflacja jeszcze się nie pojawiła. Parlamentarna Republika Weimarska jeszcze nie ujawniła swojej niezdolności do zaproponowania ugodowej formy politycznej, która wywarłaby jakikolwiek wpływ na publiczny nieład i na recesję. Rosyjski Wielki Terror, określony przez Goebbelsa mianem „żydotyranii”68, jeszcze nie wyznaczył miejsca pod rzeź ludności cywilnej na skalę przemysłową. Niczego jeszcze nie było poza systemem interpretacji historii oraz klęski. System ten mógł śmiało się odwołać do potężnych i spójnych tradycji, w kontekście, w którym narody militarystyczne o silnej demografii padają na kolana, czując się jednoznacznie i prawdziwie zagrożone rewolucją komunistyczną69.

Hitler i jego przyjaciele nie mieli wówczas żadnej pewności, że ich poglądy rozrosną się niczym olbrzymia fala i przekonają tak różnych ludzi: konserwatystów lękających się utracić swoje dobra; nacjonalistów pragnących przywrócić Niemcom dawną świetność i zjednoczyć je; weteranów zmuszonych stawiać czoło anarchii oraz Sowietom; sztab generalny, szukający wszelkich możliwych środków, by z pomocą bojówek odbudować armię, której liczebność wróg skutecznie ograniczył; populistów pragnących zwrócić chłopom i robotnikom ich dochody; młodzież zrozpaczoną brakiem przyszłości; i ogólnie – tłum, chętnie podejmujący kwestie antysemickie, a także tematy traktujące o nadużywaniu władzy i spragniony przyjścia zbawcy.

Nie wiedzieli również, do jakiego stopnia możliwe jest zgromadzenie najnowocześniejszych środków propagandowych, by wtłaczać do głów swój zestaw idei; że w radiu można wymyślić nowy język, złożony z eufemizmów i wyolbrzymień; że artyści mają wszelkie dane ku temu, by organizować wielkie i fascynujące spektakle, w których przedstawia się ludowi pełną pychy wizję jego samego, na wzór gigantycznej opery.

Nie doświadczyli jeszcze łatwości, z jaką można pozbyć się wszelkiej opozycji, kiedy ogranicza się ona do samych tylko wrogów, nazwanych po imieniu, którym przypisuje się straszne zbrodnie, i kiedy opozycja ta nie znajduje poparcia u wystarczającej liczby osób, takich jak choćby humaniści, równomiernie reprezentowani w całym społeczeństwie.

Tak samo nie wiedzieli, że remilitaryzacja i roboty publiczne okażą się skuteczniejsze niż New Deal przy stawianiu gospodarki na nogi. Nie mogli także sobie wyobrazić, że nowe wojsko w ciągu kilku dni, poprzez użycie najnowszych strategii wojskowych i nowatorskiej techniki, zdoła unicestwić przerażającego nieprzyjaciela z Wielkiej Wojny, z którym do starcia dojdzie jedynie w celu zapobiegawczym, by mieć wolne ręce, nastawiając się przede wszystkim na cel wschodni, pozornie o wiele łatwiejszy do osiągnięcia.

Nie mogli wreszcie przewidzieć, do czego sowiecka Rosja może być zdolna, szczególnie gdy ostatecznie skorzysta z pomocy Stanów Zjednoczonych, kraju wzorcowego, mającego na koniec stać się głównym sprzymierzeńcem. Ta Rosja, pełna Żydów i śniegu, która była tak blisko załamania, przeciwko której rozpocznie się wojnę totalną, z której powinni wyjść żywi jedynie ulegli pracownicy, godni tego, by ich zachować.

Żadna z tych przesłanek, które złożyły się na kontekst materialny tak bardzo sprzyjający ekspansji nazizmu i jego programu, nie zrealizowała się w okresie krystalizowania się ideologii. Oczywiście teraz już wiemy, że w tej ideologii prawie wszystko było fałszywe70, lecz bycie fałszywymi leży w naturze ideologii, co zresztą wcale nie odbiera im ciężkości. Kto z nas może być całkiem pewny, że sam, poprzez uważną analizę i z właściwą przenikliwością rozpoznał wszystkie jej części składowe?

Jeśli ta ideologia spadła na ciebie, jeśli cię przekonała, to czy będziesz się dziwił eksterminacji? W momencie największego kryzysu, w którym całe twoje społeczeństwo jest niepewne i zbite z tropu, logicznie i naturalnie uznasz ją za słuszną, a nawet jeśli nie, to będziesz ją tolerował i przyczynisz się do uczynienia jej możliwą, masową i szybką. Jeśli zresztą jesteś zbyt wrażliwy, jeśli widok rzezi jest ci wstrętny, inni, bardziej niż ty zaprawieni w bojach, a wyznający tę samą ideologię, łaskawie postanowią nic ci nie mówić i wszystkiego dokonają za ciebie.

W przypadku kiedy urodziłeś się już po wszystkim, a inni już cię nauczyli albo pokazali ci, że te rzeczy są złe, że nie możesz się opowiadać za wszystkimi elementami składowymi ideologii nazistowskiej, zawsze pozostanie ci coś, co pozwoli ci nie oddalać się od niej jeszcze bardziej. Jeśli przyjąć na przykład, że nie masz w sobie ani odrobiny rasizmu, eugeniki, antysemityzmu czy chęci podporządkowania sobie innych jako twoich niewolników (czy coś takiego jest możliwe?), zawsze będziesz mógł bez wstydu, a nawet z pewną dumą żywić nadzieję, że pojawi się wyjątkowy przywódca, który pozwoli twojemu narodowi ponownie włączyć się w to, co uważasz za jego wielkie przeznaczenie; zapragnąć, żeby twój naród przejął kontrolę nad innymi krajami, które ty uważasz za niezdolne do samokontroli; zgodzić się, że rząd twojego kraju będzie samowolnie aresztował i torturował w odpowiedzi na agresję; podpisać się pod pozytywizmem prawnym, pozwalającym tyranowi trwać lub wysyłać grupy ludzi do więzienia pod warunkiem zachowania formy; pozwolić sobie na anempatię w czasie posiłku przed telewizorem, kiedy spiker poinformuje cię, że jeden ze sprzymierzeńców dopuścił się straszliwej masakry; wyrazić zrozumienie, że wojsko, a nawet policja w twoim kraju nie będzie ograniczona zbyt ciążącymi zakazami, by w razie potrzeby mogła naruszyć podstawowe prawa osoby, owoc starań całych stuleci orzecznictwa sądowego, a nawet postąpić w sposób najbardziej nieobywatelski ze względu na możliwość dalszych ofiar; życzyć sobie, by w instytucjach został przywrócony porządek autorytarny; tolerować, że masowe środki przekazu przemycą informację, by przysłużyć się interesom rządu albo osób go popierających, albo elit gotowych mu się przeciwstawić; zezwolić twojej biurokracji, by za jednym przybiciem pieczątki popełniła całą serię jawnych niesprawiedliwości; i oczywiście przywrócić młodzieży lub robotnikom twojego kraju miejsce zajęte przez obcokrajowców albo korzyści, które nieznane potęgi wciąż sobie uzurpują.

Otóż jeśli możesz spokojnie przyjąć lub przekazać wszystkie te poglądy, zdolne doprowadzić do przerażających nieszczęść, i jeśli założy się, że pewnego ranka, kiedy zapanuje ogólna panika, nie popchną one do użycia broni masowego rażenia, nie dziw się, że kiedyś, w Europie rozdartej kryzysami, w której wydawało się, że rasizm, eugenika, antysemityzm i niewolnictwo uchodzą za oparte na podstawach czysto naukowych, a więc niezależnych od opinii, znajdą się ludzie skądinąd podzielający twoje przekonania, a równocześnie gotowi z pełnym zdecydowaniem przystąpić do eksterminacji innych grup ludności.