Wydawca: E-bookowo Kategoria: Nauka i nowe technologie Język: polski Rok wydania: 2011

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 113 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Lustro - Piotr Ziółkowski

"Lustro" to rodzaj przypowieści o poszukiwaniu sensu życia. Książka ma charakter symboliczny i porusza ważne aspekty  współczesnego człowieka. Akcja toczy się w zamkniętej wieży, w której spotykają się cztery postacie.

Nieoczekiwanie bohaterowie odkrywają tajemnicze Lustro, które pomaga im dostrzec prawdę o sobie. Lustro skłania ich do głębszej refleksji nad  dokonywanymi wyborami, wpływem na innych ludzi. Uświadamiają sobie, w jaki sposób przeżyli dany im czas. Głównym przesłaniem książki jest dążenie do odkrycia swojego powołania, poświęcenie się temu, co można pokochać. Lustro zaprasza czytelnika do podróży w poszukiwaniu swoich własnych odpowiedzi. 

Fragment:

- Panowie, który z was nie boi się spojrzeć w Lustro? - zapytał Klucznik, a widząc brak entuzjazmu u współtowarzyszy, po chwili dodał: - Geno, ty się zgłosiłeś, prawda?
Niecierpliwy, widząc wahanie Gena, również zaczął nakłaniać go do spojrzenia w Lustro.
- Geno, przed chwilą zgłosiłeś się taki pewny siebie, a przecież nikt nie mówił, czy trzeba w masce, czy bez niej spojrzeć. Byłem przekonany, że nic nie jest w stanie podkopać twojej decyzji, że jesteś odważny.
Geno słuchał i zastanawiał się, co zrobić. Wiedział, że Niecierpliwy nie spojrzy w Lustro po ostatnich jego odbiciach. Zamroczyło go wtedy na kilka dni, nic nie mówił, nie jadł, prawie nie pił.  Gdy po kilku dniach doszedł do siebie, powiedział Genowi, że już nigdy więcej nie spojrzy w Lustro, z maską czy bez. Od tamtej pory minęło z pewnością kilka miesięcy i jak dotąd dotrzymywał danego słowa. Opowiedział o obrazach, jakie wtedy ujrzał, dopiero po kilku bezsennych tygodniach. Zobaczył wtedy swoją córkę, którą wyrzucił z domu. Sprzedana do bezwzględnych ludzi i bita, zatraciła kontakt z rzeczywistością. Straciła wiarę w dobro i ludzi. Coraz częściej rozmyślała o zakończeniu swojego cierpienia. To właśnie jej myśli o samobójstwie zobaczył w lustrze Niecierpliwy.
Tak oto Lustro bezwzględnie odkrywało karty przeszłości więźniów. Mówiło im czasami wprost o konsekwencjach dokonywanych wyborów. Ciosy, jakie Niecierpliwy otrzymał, spowodowały, że nawet nie zbliżał się w okolice lustra, a jego gadatliwość z dnia na dzień zanikała. Wewnętrzny niepokój zmagał się wraz z narastającą bezsennością. Geno również odkrył kilka przygniatających faktów ze swojego życia. Jednak do tej pory nie wstrząsnęły one nim tak bardzo jak Niecierpliwym. Dlatego zastanawiał się, wahał: "A co jeśli zobaczę coś, czego nie zniosę?", mówił do siebie w myślach. "Przynajmniej przypomnę sobie chociaż, kim byłem."
- Dobra - zdecydował odważyć się. Widział ulgę, spowodowaną jego decyzją.
- Skoro dzięki temu możemy stąd wyjść, to zaryzykuję! - Podszedł do lustra i odsłonił kotarę. Stał tak, wpatrując się.
- Co widzisz? - cicho pytali na przemian Żądam i Klucznik, a Niecierpliwy chodził przy stole z rękoma splecionymi na piersiach spoglądając co chwila w kierunku lustra. Geno jednak stał w ciszy, patrzył na to, co objawiało mu Lustro, zasunął kotarę i odwrócił się w kierunku komnaty. Po chwili Klucznik zapytał:
- Co zobaczyłeś?
- Wizje różne, dziwne, i pytanie do nas skierowane na koniec - odpowiedział, jakby nieobecny jeszcze Geno.
- Jakie wizje? Jakie pytanie? - wtrącił się Niecierpliwy.
- Nie udawaj, że nie wiesz!
- O czym wiem?! -  zaniepokoił się Niecierpliwy. - Co widziałeś!
- Wy się znacie! Ty i Żądam, widziałem to! W co gracie?!

Opinie o ebooku Lustro - Piotr Ziółkowski

Fragment ebooka Lustro - Piotr Ziółkowski

PIOTR ZIÓŁKOWSKI

LUSTRO

© Copyright by Piotr Ziółkowski & e-bookowo

Na okładce obraz „Lustro” Piotra i Anny Ziółkowskich

ISBN 978-83-62480-65-4

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

www.e-bookowo.pl

Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione

Wydanie I 2011

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

O autorze

Piotr Ziółkowski urodził się w 1981 roku. We wczesnej młodości zaczął interesować się rozwojem człowieka oraz otaczającego świata poprzez trening sztuk walk, następnie przez zainteresowania psychologią i filozofią. Ukończył Uniwersytet Warszawski na kierunku Stosunki Międzynarodowe. Zawodowo związany z branżą marketingu i sprzedaży, z sukcesami zarządzał projektami zwianymi z nowymi mediami. Ukończył również kursy Coachingu i NLP, jest instruktorem samoobrony. Prywatnie żonaty, często spaceruje, biega, uprawia sztuki walki. Jako pisarz zadaje pytania dotyczące egzystencji człowieka, jego wpływu na innych ludzi oraz odnalezienia swojego powołania.

Cytat

„Co warto powiedzieć raz, to warto też powiedzieć i dwa razy”

Empedokles

Podziękowania i Dedykacje

„(17) Zszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu; (18) przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia. (19) A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich”

Ewangelia według św. Łukasza (6,17-19)

W podziękowaniu Bogu za jego dary i prowadzenie nas do Światła przez Krainę Cieni.

Piotr Ziółkowski 16.08.2009

Dziękuję Ś.P. pani Marii Starzyńskiej – bez której pomocy, podpowiedzi, wiary i mądrości ta książka nigdy by nie powstała.

PROLOG

„Wciąż próbuję sobie przypomnieć, jak to się zaczęło. Z perspektywy czasu myślę, że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw. Być może się mylę, jednak mam przeczucie, że tajemnica tego świata nie zostanie mi objawiona. Zresztą nie sądzę, by ktokolwiek mógł zrozumieć, co kształtuje ostateczny kształt naszego życia. Mamy przekonanie, że my sami decydujemy, ale zapominamy, że człowiek nie jest sam i nigdy nie będzie. Dokonywane wybory są ważne, ale do wniosków dochodzimy często przez splot różnych wydarzeń. Zaczynamy dostrzegać pewne prawidłowości, przyczyny, fakty. Czasem zastanawiamy się nad skutkami naszych decyzji, ale nie wszystko widzimy. Przestrzeń dookoła jest dużo bardziej złożona i subtelna niż nasze wyobrażenia. Gdybyśmy przez chwilę przyjrzeli się sobie, co byśmy zobaczyli? Jaki obraz wyłoniłby się przed naszymi oczami?

Widocznie Mądry mówiąc, że „poznamy tylko to, co jest nam dane poznać”, ukrywa przed nami odpowiedzi na najważniejsze pytania. Jednak człowiek dąży instynktownie do poznania. Drzemie w nas chęć wiedzy. Zerwania owocu z drzewa.

Chwila.

„Dostrzegam paradoks własnych myśli. Przecież zostałem sam. Przybyłem sam. Oswajam się z myślą, że przyjdzie dzień, kiedy również bez towarzystwa – przejdę na drugą stronę.”

Spojrzał raz jeszcze w swoje szare oczy, przyjrzał się coraz większemu zarostowi, gładząc się po nim prawą dłonią. Lustro, które zawiesił, odbijało jego zmęczoną twarz. Po chwili przykrył je długą bordową kotarą. Spojrzał na obraz, który od momentu jego przybycia, zawsze go intrygował. Cztery twarze spoglądały w różnych kierunkach, jedna z nich zwrócona była w przeciwnym kierunku i przypominała maskę. Odsunął się na chwilę, by spojrzeć z innej perspektywy. Długi płaszcz opadał mu do stóp. Obudził się w nim, gdy się ocknął w tym miejscu, skrywającym zapach tajemnicy. Teraz, przypatrując się barwom obrazu, mocno ściskał w lewej dłoni kawałek kartki, którą znalazł dzisiejszego ranka przy sobie na posłaniu. Napisy na niej ujawn iły mu wskazówki, co czynić. Dowiedział się też z niej, że to jemu przypadło strzec tlącego się ognia nadziei. Zastanawiał się nad tym przyglądając się jakby migoczącej poświacie w tle z lewej strony obrazu. Jednak te informacje wcale go nie uspokoiły. Wciąż nie znalazł odpowiedzi na pytania:

– Jak się znalazł w tym miejscu? I co ważniejsze, jak z niego mógł się wydostać?

Zapisane wskazówki nasiliły uczucie strachu i niepewności. Codziennie walczył ze swoimi myślami. Obłęd był blisko, jednak świadomość tego pomagała mu w pewnym sensie z dnia na dzień stawać się bardziej uważnym i cierpliwym. Cierpliwość stała się jego „siostrą”. Wiele dni i nocy spędzonych nad rozmyślaniem, dlaczego właśnie on, hartowały niezauważenie jego charakter. Dzisiejszy poranek był jednak inny niż wszystkie. Teraz miał wprowadzić innych w świat, którego sam nie rozumiał, a na dodatek strzec tego miejsca. Do tej pory nie odszukał żadnych innych komnat, oprócz tej, w której przed chwilą zawiesił lustro, jak i kolejnej, położonej nad nią, w której się obudził. Różnica w ich wyglądzie była niewielka, w zasadzie sprowadzała się do ilości posłań, przygotowanych dla kolejnych przybyszów.

– Lepiej już stąd pójdę, wszystko się wyjaśni z czasem, trzeba być cierpliwym… – powiedział sam do siebie. Spojrzał po raz ostatni na zasłonięte lustro, odwrócił się i czym prędzej skierował ku wyjściu, zatrzaskując za sobą drzwi. Szybkim krokiem wszedł po krętych i wąskich kamiennych schodach do swojej komnaty, w której postanowił dokończyć układaną od dłuższego czasu modlitwę. Usiadł na posłaniu i zaczął głośno recytować słowa. Starał się stworzyć coś łatwego do zapamiętania, a jednocześnie długiego, by mógł się skupić na wypowiadanych słowach na tyle mocno, aby znów poczuć kojący spokój. Modlitwę udoskonalał codziennie o nowe elementy. Tym razem nowy początek:

– Jestem Tu i Teraz, świadomy, że każda chwila niepewności niesie wielkie możliwością – przerwał, zaskoczony własnymi słowami. Przez chwilę zastanawiał się, czy chce je dodać do tego, co już powstało. Postanowił kontynuować:

„Jestem Tu i Teraz,

świadomy,

że każda chwila niepewności,

niesie wielkie możliwości.”

Powtórzył, upewniając się, co do właściwego znaczenia wypowiadanych słów.

– Być może cisza nauczyła mnie, by zwracać na to uwagę – powiedział do siebie, wsłuchując się przez chwilę w zanikające brzmienie słów, po czym postanowił skupić się na kolejnych.

„Cisza koi moje serce,

– Całe moje ciało wypełniane jest światłem i ciepłem,

– Kieruje mną mądrość, cierpliwość i rozsądek,

– Dzięki Bożej łasce, odnajdę stosowne rozwiązanie we właściwym czasie,

– Wykorzystuję w pełni swój czas, by doskonalić siebie,

– Jestem wdzięczny za możliwość czerpania nauki z tego miejsca, choć go nie rozumiem…”

Otworzył oczy. Usłyszał dziwne odgłosy z komnaty, w której przed chwilą zawiesił lustro. Zbiegł szybko na dół i otworzył drzwi. Dostrzegł dwie pary oczu wpatrujących się w niego z przerażeniem. „A więc zaczęło się…”, powiedział do siebie w duchu.

– Witajcie. – Wszedł wolnym, lecz stanowczym krokiem. – Jestem strażnikiem tego miejsca – kontynuował. – Nie bójcie się. Wiem tyle samo, co i wy. Czyli nic. Przybyłem tu pewnego dnia nic nie pamiętając, jednak otrzymałem wiadomość, że przybędziecie, a ja tego dnia zostanę Klucznikiem, bo tylko ja mam klucze do znajdujących się tutaj dwóch komnat.

Część I KOMNATA

Rozglądał się niepewnie po tajemniczym miejscu. Niewielka komnata, trzy posłania na piętrowym łóżku pokryte lekkimi narzutami. Po przeciwległej stronie kominek z tlącym się ogniem, a po jego lewej stronie duży drewniany stół z kilkoma również drewnianymi krzesłami. Ściany i podłoga wyłożone kamieniami. Sufit wysoko ledwo widoczny z dołu. Okna, jako malutkie otworki na szerokość dwóch dłoni, ledwo wpuszczały promienie słońca. Jednak największe zaniepokojenie i jednocześnie zaciekawienie powodowały drewniane drzwi bez klamki. Po przeciwległej stronie dostrzegł wiszącą bordową kotarę oraz obraz. Zresztą nie były to jedyne rzeczy, których nie rozumiał. Spojrzał na stojących przed nim mężczyzn. Jeden z nich był młody, szczupły, w okularach. Drugi robił wrażenie posuniętego w latach osiłka.

– Witaj – powiedział ten młody przyglądając się badawczo postaci siwego, brodatego mężczyzny, który zbudził ich dziś rano chrapaniem leżąc na najwyższym posłaniu. Teraz ocknąwszy się spoglądał na nich z góry. Młody człowiek nie doczekawszy się odpowiedzi spytał:

– Kim jesteś?

– Nie wiem!

– A wiesz, gdzie jesteś?

– Nie!

– Nie martw się, my też nie wiemy, A wiesz, może kim byłeś? To znaczy, zanim tu trafiłeś?

– Gdybym wiedział, kim byłem, wiedziałbym kim jestem, przecież jedno jest nierozerwalnie złączone z drugim.

– Nie zawsze. Przynajmniej tak mówi Klucznik, prawda?

– Tak – zgodził się ten drugi. – Wszyscy tu poszukujemy klucza do naszej historii

– Zresztą, co ja ci będę mówił, sam zobaczysz… – kontynuował okularnik. – Wracając do tego, kim byłeś, a jesteś. Okazuje się, że ludzie potrafią się przemieniać i to podobno największa tajemnica człowieka, bo jak możemy obudzić niezwykłość, której ono od nas wymaga? Przynajmniej na razie na tym stanęliśmy w naszych wspólnych rozważaniach.

Hmm, ale to i tak dopiero początek, bo najlepsze dopiero przed nami. Myślę, że przybyłeś po to, aby nam dalej pomóc w zagadce, którą mamy do rozwiązania. Zdziwisz się pewnie niemało, ja jeszcze nie mogę ochłonąć. A doszliśmy do tego poprzez…

– Czekaj, czekaj! Może najpierw powiedz mi, co to za miejsce i co ja tutaj robię?

– No właśnie tego próbujemy się dowiedzieć odkąd tu się znaleźliśmy.

– Chcesz mi powiedzieć, że nie wiecie, co to za miejsce?

– Mało tego. Tak samo jak ty, nie pamiętamy, kim jesteśmy a raczej byliśmy. Teraz uznaliśmy, że możemy się nazywać „więźniami bez przeszłości” i tworzymy w ten sposób swoją nową tożsamość. Całe szczęście, że zjawił się ten Mądry do pomocy… Czuję, że nie jest to przypadek, bo dziś w nocy znowu mi się przyśnił, a tu ty się zjawiasz!

– Przecież to jakiś absurd, jak możecie tworzyć nową tożsamość? Od nowa? Swoją własną? I co ja mam z tym wszystkim wspólnego? Jaki Mądry? – Coraz bardziej zaniepokojony przybysz, nie krył rozdrażnienia.

– Ale człowiek musi się jakoś nazywać!, nawet, jak to nie jest jego prawdziwa historia. Ty widocznie jesteś częścią układanki, wyzwania, które zostało nam rzucone bez uprzedzenia i naszego przyzwolenia.

– Po co się w ogóle nazywać skoro nic nie pamiętasz?! Poza tym nie jestem żadną częścią! Żądam wyjaśnień!! Gdzie jest ten mądry o którym wspomniałeś?!

– Dopiero przybył a już się unosi… He, żądam!! Radzę, i to dla twojego dobra… wykreśl to słowo ze swojego słownika, bo w tym miejscu to nie ty tu rządzisz. Ono nami rządzi i całkiem nieźle się bawi. Zabawę musi mieć przednią patrząc tak na naszą bezradność. No dobrze. Warto się poznać, skoro będziemy razem szukać odpowiedzi. Jestem Geno, a ciebie jak nazwiemy?

– Mam wrażenie, że mnie zbywasz, panie Geno. Jeszcze raz powtarzam: żądam wyjaśnień!

– Ten tam. – Wskazał barczystego człowieka nerwowo spoglądającego co chwilę na nich. – Został nazwany „Niecierpliwy”, bo na początku wszędzie pędził i szukał wyjścia jak opętany, a teraz zobacz, jak spokojnie siedzi. Tylko co pewien czas bębni swoimi grubymi paluchami po stole coraz szybciej. Jakby to coś pomogło! Ale nie martw się, najpierw cię wtajemniczę a potem sobie pogadacie. Myślę, że nazwiemy cię „Żądam”. Pozwól, że skorzystam…

– Co takiego?! Ty młody człowieku nadajesz sobie przywilej do nazywania mnie?? – Spojrzał kątem oka nowoprzybyły. – Z jakiej racji miałbym się na to zgodzić.

– Z racji tego, że to ja będę cię wtajemniczał w niezwykłość tego miejsca, czy chcesz czy nie, już postanowione

Uśmiechnął się Geno do starca z nutką drwiny.

– Zaczęło się tak. Spoglądałem przez małe okienko na spienione chmury, niosące ze sobą coraz większe błyskawice i grubsze krople deszczu. Co chwila słychać było głuche dudnienie grzmotów. Zastanawiałem się, co ja tutaj robię? Co to za miejsce? Obaj obudziliśmy się, nic nie pamiętając ze swojej przeszłości. Przy tym stole siedzieliśmy całymi dniami raz pogrążeni w ciszy, raz bredząc bez sensu, byle tylko czymś się zająć. W taki sposób marnowaliśmy to, co mamy tu najcenniejszego, czas, by znaleźć odpowiedzi.