Wydawca: E-bookowo Kategoria: Humanistyka Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 97 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ludzkie zdjęcie - Martin Cross


Kolejny cykl opowiadań o codziennym życiu i niecodziennych sytuacjach autora zbioru Single – męski świat. Tym razem motywem przewijającym się we wszystkich opowiadaniach jest motyw śmierci, czasu i życia. Opowiadania nie są mroczne, pesymistyczne – wręcz przeciwnie -  mnóstwo w nich afirmacji zwykłym codziennym życiem, radości, ludzkiej witalności. Każde opowiadanie jest inne, porusza inny problem, ale wywołuje sympatię do przedstawianych osób. Walory zbioru opowiadań „Ludzkie zdjęcie”, to sprawnie opisane stany emocjonalne, motywacja bohaterów. Zaskakuje przede wszystkim podejście głównych postaci do życia i relacji damsko-męskich, dzięki czemu postacie nie są jednakowe i schematyczne. Każda jest inna, indywidualna, każda dokonuje innych wyborów, które powodują zaskakujące konsekwencje. Wszystkie zmuszają czytelnika do refleksji: czy to co widzimy jest takie w rzeczywistości?
W opowiadaniu „Dobry glina” poznajemy tragiczną historię policjanta drogówki, który chciał być miły, a zapłacił za to najwyższą cenę. Tytułowe „Ludzkie zdjęcie” pokazuje jakie mogą mieć konsekwencje nasze czasem nie do końca przemyślane działania. Jest to opowieść o fotoreporterze, który jednym zdjęciem zmienił czyjeś życie… „Niezła bryka” to historia używanych samochodów, opowieść, której wolelibyśmy nie wysłuchać kupując w komisie sprowadzone auto. „Wielki kontrakt” z kolei doprowadzić może do nieprzewidywalnej katastrofy.
W opowiadaniach Martina Crossa konsekwencje działań bohaterów splatają się w misterną nić wzajemnych powiązań międzyludzkich. Z pozoru przypadkowe zdarzenia okazują się być elementami skomplikowanej układanki, jaką jest życie.



Martin Cross

rocznik 1968, Wielkopolanin, absolwent Uniwersytetu Łódzkiego i Wyższej Szkoły Handlowej w Warszawie. Realizuje się w trzech projektach: krótkich opowiadaniach obyczajowych, dłuższych nowelach fantastycznych i długich thrillerach. Pracuje w instytucjach samorządowych. W dniu jego 44 urodzin Majowie zaplanowali koniec świata...

Opinie o ebooku Ludzkie zdjęcie - Martin Cross

Fragment ebooka Ludzkie zdjęcie - Martin Cross

Martin Cross

Ludzkie zdjęcie

© Copyright by Martin Cross & e-bookowo

Projekt okładki: Martin Cross

ISBN 978-83-7859-087-3

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl

Kontakt:wydawnictwo@e-bookowo.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione.

DOBRY GLINA

Gdy dobrze się bawimy, nie zdajemy sobie sprawy,

że nieistotne zdarzenie może ten nastrój szybko zmienić.

Łódzkie, styczeń 1996

Na weselu Albert Jabłoński bawił się wspaniale i dosłownie szalał na parkiecie. Nikt go tu nie znał, bo był daleko od swoich rodzinnych stron, a znajomi, którzy zaprosili na uroczystość, dość wcześnie wyszli.

Już kilka tygodni temu uznali z Bogną, że nie ma co wracać samochodem kilkadziesiąt kilometrów w styczniowy, zimny poranek zaraz po weselu – lepiej się wyspać i odpocząć na miejscu w hotelu. Ale teraz żona ze złamaną nogą leżała w szpitalu, a on pił i tańczył do upadłego. Rozumiał, że taka okazja może się więcej nie powtórzyć. W zasadzie po szampańskiej zabawie chciał się wyspać i taką wersję przyjął za oficjalną. Wyróżniał się, bo jako jedyny miał wspaniały smoking z muszką. Śnieżnobiałą koszulę przepasał szarfą, a na jego nogach lśniły lakierki. Był piękny i intrygujący, dlatego szybko został duszą towarzystwa. Inni mężczyźni mieli zwykłe garnitury, ale po kilku kieliszkach wódki nikt nie dostrzegał różnicy. Rozumiał się z nimi doskonale – wszyscy ostro pili i namawiali do szybkich i ekspresyjnych harców. Również kobiety bawiły się cudownie – w tańcu prowadziły się wspaniale i gromkim śmiechem odpowiadały na każdy komplement. Ale mimo wyjątkowo sprzyjających okoliczności Albert nie przekraczał pewnych granic, bo ostatnio miał dość seksu. Odkąd ich córeczka Dorotka skończyła dwa lata, Bogna uparła się, że muszą jej zafundować rodzeństwo. Gdy protestował, przypomniała:

– Swej pierwszej żonie dałeś piękny dom i dwójkę dzieci. Co, jestem gorsza?

Nie była, więc starał się sprostać zadaniu. W jej dni płodne robili to przynajmniej trzy razy dziennie – zdarzało się, że i cztery. Kierat. Normalna pańszczyzna w tym, co powinno przynosić radość, szczęście i odprężenie. Przez resztę miesiąca były długie nocne rozmowy i celibat, by nagromadził odpowiednią ilość spermy z plemnikami. Po pół roku takiego intymnego życia miał po prostu dość bezowocnych starań o potomka. Myślał o zmianie strategii, ale nie zdążył jej wprowadzić w życie, gdyż tydzień temu coś zaszwankowało. Mieli to zrobić po raz pierwszy w ich nowym domu. Sytuacja wydawała się wyjątkowo komfortowa – Dorotka została u babci, więc czas był tylko dla nich. Rozłożyli nowe meble do sypialni z ogromnym i wygodnym łóżkiem. Nikt nie przeszkadzał, więc chcieli w spokoju wszystko wypróbować. No i coś w jego męskości zawiodło – nie mógł się podniecić. Gdy zaczęła narzekać, poirytowany wypalił:

– Bogna! Za dużo ode mnie wymagasz, nie daję rady. Daj mi moment odpocząć! Odpuść trochę!

Żona natychmiast się wściekła i boso wybiegła z sypialni. Poślizgnęła się na świeżo polakierowanym parkiecie i jego niedbale rzuconych ubraniach i… spadła ze schodów, nieszczęśliwie łamiąc nogę. Zanim przyjechało pogotowie, musiał ją ubrać. Nie było ani miło, ani cicho. Po południu cała jej i jego rodzina wiedziała, że brak mu męskiego wigoru i przez swoje bałaganiarstwo winny jest bolesnej kontuzji żony. Te pomówienia uderzyły w jego dumę – odpowiedzialnego Wielkopolanina uporządkowanego do granic wytrzymałości! Był na nią wściekły, dlatego postanowił na wesele przyjechać sam. Jednak im dłużej myślał, tym większe miał wątpliwości co do swojej męskiej sprawności. Po wypiciu kilkunastu kieliszków wódki i kilku komplementach pań, uznał, że powinien sprawdzić, czy wszystko jest z nim w porządku w intymnej sytuacji z inną kobietą. Przecież w wieku trzydziestu kilku lat nie stosuje się wspomagania potencji! Chwilowa niedyspozycja to z pewnością wina Bogny i tych niestrudzonych starań o jego czwarte dziecko! Ta zniewaga wymagała satysfakcji. Nie planował tego, ale w tańcu kilka razy przytulił się do kobiety, dotknął jakąś w talii, ręka ześlizgnęła się na pośladek, na swoim ciele poczuł miękki biust, znaczący uścisk dłoni… Po dłuższym zastanowieniu uznał, że skoro jest okazja, warto zabawić się na całego.

By móc odegrać się na Bognie, zaraz przed północą zaczął szukać dziewczyny bez partnera i rodziny. Jednak wśród gości dominowały pary i córki z rodzicami. Żadnej samotnej – wszystkie z osobą towarzyszącą. Już uznał, że z planowanej zdrady nic nie wyjdzie, gdy podczas oczepin poczuł na sobie wyraźny wzrok wokalistki. Postanowił zaatakować. Podczas dłuższej przerwy po północy podszedł do stolika zespołu muzycznego. By nawiązać rozmowę, chciał zamówić dedykację dla młodej pary. Gdy był blisko, kobieta szczerze się uśmiechnęła, trzepocząc rzęsami i szeroko rozszerzając oczy. Wstała i zrobiła mu miejsce na ławce za stolikiem. Sama usiadła w części czołowej stołu na krześle, głęboko się wsuwając. Dzięki temu mogli swobodnie na siebie patrzeć.

– Dobry wieczór! Można? – zagadnął, chcąc zyskać przychylność członków zespołu muzycznego, ale mężczyźni nie zwracali na niego uwagi. Żywo rozmawiali o jakimś policjancie o nazwisku Prosty. Jabłoński przystanął na moment i zaczął się przysłuchiwać. Też pracował w policji, ale w innym województwie. Był ciekaw, co mówią o funkcjonariuszach, dlatego postanowił nie przyznawać się do swojej profesji.

– Proszę siadać. Chłopaki są już nieco wcięci i zanim pana zauważą, minie trochę czasu – powiedziała wokalistka.

Albert uległ jej namowom i usiadł we wskazanym miejscu. Aby to zrobić, musiał przesunąć książkę leżącą na ławce. Zauważył tytuł: „Psy – męskie fascynacje”. Zapytał:

– Czyta pani w pracy?

– Nie, sporo dojeżdżam autobusami i kolega przyniósł jakąś lekturę. Ponoć lekką i przyjemną.

– To nie jest o policjantach czy tym znanym filmie?

– Nie.

Siadając, dotknął przez przypadek jej kolana. Nie cofnęła go, a nawet obdarzyła jeszcze bardziej zachęcającym uśmiechem.

– Jola jestem – rezolutnie powiedziała, wyciągając swoją dłoń w jego kierunku.

– Albert – szybko odpowiedział, biorąc w dłonie jej rękę. W myślach przyznał, że z bliska wyglądała zdecydowanie korzystniej. Miała około trzydziestu lat. Była zgrabną, drobną szatynką z długimi, niesamowicie skręconymi włosami. Mimo kilku godzin spędzonych na weselu ładnie pachniała. Do drobnej twarzy nie pasował co prawda nieco za duży, ostry nos, ale reszta była bez zarzutu: biust – duże „c”, wcięcie w talii osy, zgrabna pupa z lekko podniesionymi pośladkami, proste nogi na efektowanych szpilkach. Czegóż można chcieć więcej?

Członkowie zespołu dopiero teraz go zauważyli, więc zapytał:

– Przepraszam, kto jest tutaj kierownikiem?

– A bo co? – niezbyt przyjaźnie zapytał gitarzysta.

– Dedykację chciałem zamówić.

– Masz, kolego, i napisz, co i jak. Nie chcę pomylić nazwiska czy imienia.

Gitarzysta podał mu długopis i kartkę. Albert wziął je i zaczął się mozolić, co wymyślić. Trochę to trwało, więc mężczyźni – jako że nie była to ich wódka – szybko zaproponowali kolejkę, którą natychmiast wypili. Jola przedstawiła:

– Gitarzysta Krzysiek jest kierownikiem i liderem w naszym zespole.

– Aha. Miło mi, a kto to jest ten Prosty? – zapytał zaciekawiony Jabłoński.

– Gerard Prosty to był jedyny dobry glina z drogówki w naszym mieście – powiedział klawiszowiec.

Usłyszawszy taką odpowiedź, Albert zrobił głupią minę, bo generalnie panuje zgoła odmienna opinia o funkcjonariuszach – zwłaszcza tych z drogówki. On pracował w dochodzeniówce i sam opowiadał głupie dowcipy o policjantach z Wydziału Ruchu Drogowego. Zaciekawiony zadał następne pytanie:

– Dlaczego tak o nim mówicie?

Przysunął się bliżej końca stołu i tym samym wokalistki. Dotykali się udami, a ona nie odsuwała swojego od niego. Potraktował to jako dobry znak. Albert Jabłoński chciał zyskać na czasie, więc udawał, że chce dowiedzieć się czegoś więcej o policjancie.

– Weź, przestań. Nie znałeś go? – Krzysiek, lider zespołu, był szczerze zdziwiony.

– Nie.

– Zasługiwał, żeby tak o nim mówić. Rozumiał ludzi – wtrącił się do rozmowy klawiszowiec.

Albert zupełnie nie pojmował: po co policjant z drogówki ma rozumieć ludzi?! On ma ich łapać za nieprzestrzeganie przepisów ruchu drogowego! Wszystko! Zdjął prawą rękę ze stołu i położył pod blatem. Udawał, że opiera się na ławeczce, ale dzięki temu dłoń miał bliżej pośladka kobiety. Zrozumiał, że alkohol dodaje odwagi obojgu. Ona uśmiechała się coraz bardziej zachęcająco. Widział, jak rozszerza płatki nosa, usiłując poczuć jego zapach, a on dziś użył swojej najlepszej, drogiej wody i dezodorantu. Feromony dosłownie wirowały obok nich a ciała do siebie lgnęły, ale członkowie zespołu zupełnie tego nie dostrzegali.

– Nie tak, jak ten fotograf – emerytowany milicjant, co ganiał emzetką za kilkuletnimi chłopcami, gdy jeździli na rowerach po chodnikach – dodał kamerzysta. – Nikomu nie przepuścił: starym babkom, które przechodziły nie po pasach, kierowcom, którzy o pięć kilometrów przekroczyli szybkość, rowerzystom bez karty rowerowej. Nikomu.

– Fotograf, mówicie? Były milicjant? – Albert z jednej strony usiłował zaaklimatyzować się w tym towarzystwie, a z drugiej przypomniał sobie o zdarzeniu z fotografem i swoją drugą żonę. Poznał ją właśnie przez domorosłego autora zdjęć porno. Gdy była młodą kobietą, mamiąc karierą modelki, porobił jej kilkadziesiąt pozowanych, odważnych zdjęć. Jak została dyrektorem w firmie ubezpieczeniowej – zaczął ją szantażować. Szef kazał mu sprawę załatwić szybko i w miarę dyskretnie. Zrobił to, a wartością dodaną były romans z Bogną i ciąża. W efekcie wszystko skończyło się rozwodem z pierwszą żoną Anną, ślubem i wspólnymi interesami. Jabłoński, mimo że nie znał i nie zamierzał nikogo prócz wokalistki poznać w tej miejscowości, postanowił blefować.

– To chyba go znam.

Ręką objął pośladek dziewczyny. Nie protestowała, co więcej – położyła swoją dłoń na jego kolanie. Zaczął delikatnie dotykać jej pośladka i uda. Pod tkaniną sukienki poczuł kształt bielizny i pończoch. Korzystając z chwili ciszy, szepnął do ucha Joli:

– Na górze mam wolny pokój. Będę tu nocował.

Klawiszowiec nagle głośno się odezwał:

– Wszyscy go znają, taki to skurwiel.

Lider zespołu z miną znawcy podjął się dalej opowiadania:

– Wywalili go, jak pewna niewiasta zaproponowała swe wdzięki zamiast mandatu. Jej mąż złapał ich w lesie. Milicjant chciał użyć służbowego pistoletu, ale nadział się na ówczesnego sekretarza podstawowej organizacji partyjnej z kopalni, który w bagażniku też miał broń – tylko że dużo większego sztucera! Ha, ha. Weź, przestań.

Gitarzysta zaśmiał się rubasznie, a w umyśle Alberta nagle pojawiło się ostrzeżenie. Jego całe ciało, prócz jednego organu, natychmiast zesztywniało ze strachu. Nieśmiało zapytał:

– Ale wy chyba nie jesteście rodziną?!

– Nie, nie… – powiedział, uśmiechając się, Krzysiek. – Jesteśmy znajomymi i nawet za bardzo się nie lubimy. Spotykamy się z konieczności na próbach i na imprezach. Poza tym szczerze się nie cierpimy.

Jabłoński uradował się w duchu, gdyż palce dziewczyny delikatnie, ale systematycznie zmierzały w górne części jego nogi.

– Ten fotograf teraz ponoć zdjęcia do pornosów robi – dodał kamerzysta. Korzystał z nadarzającej się okazji, by zepsuć opinię konkurencji.

– A gdzie ma swój zakład? – zainteresowała się wokalistka i nagle po raz pierwszy od czasu, jak Albert usiadł obok, przeniosła wzrok z niego na kamerzystę. Niestety, równocześnie przerwała spacer swej ręki po jego nodze. Wywnioskował, że nie ma podzielnej uwagi.

Postanowił jej