Wydawca: Wydawnictwo Iskry Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2018

Ludobójstwo. Historia i socjologia ludzkiej destrukcyjności ebook

Lech M. Nijakowski  

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 422 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ludobójstwo. Historia i socjologia ludzkiej destrukcyjności - Lech M. Nijakowski

Książka jest popularnonaukową analizą przypadków ludobójstw. Autor w bardzo czytelny sposób definiuje samo pojęcie poprzez ukazanie różnych typów ludobójstwa i masowych zbrodni, ich przyczyn i wpływów na społeczeństwa, odwołując się do różnych teorii nauk społecznych.

Opinie o ebooku Ludobójstwo. Historia i socjologia ludzkiej destrukcyjności - Lech M. Nijakowski

Fragment ebooka Ludobójstwo. Historia i socjologia ludzkiej destrukcyjności - Lech M. Nijakowski

Opracowanie graficzne: Andrzej Barecki

Korekta: Jolanta Spodar

Recenzja: prof. dr hab. Grzegorz Motyka

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał ilustracyjny pochodzi z archiwum Iskier.

Wydawnictwo dołożyło wszelkich starań, aby ustalić autorstwo i skontaktować się z autorami wszystkich zdjęć zamieszczonych w książce. W odosobnionych przypadkach okazało się to niemożliwe. Dlatego właścicieli praw do zdjęć, z którymi nie zostały podpisane umowy, prosimy o pilny kontakt z sekretariatem wydawnictwa.

Wydanie elektroniczne 2018

ISBN 978-83-244-1012-5

Copyright © by Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2018

Copyright © by Lech N. Nijakowski

Wydawnictwo Iskry

al. Wyzwolenia 18

00-570 Warszawa

tel. 22 827 94 15

iskry@iskry.com.pl

www.iskry.com.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Zagłada była efektem wyjątkowego spotkania starych napięć – zignorowanych, zaniedbanych lub nierozwiązanych przez nowoczesność – z potężnymi instrumentami racjonalnego i skutecznego działania, które nowoczesność wykształciła w trakcie swego rozwoju. Choć samo spotkanie stanowiło coś wyjątkowego i wymagało rzadkiego splotu okoliczności, to jednak składające się na nie czynniki były i są nadal powszechnie obecne i całkowicie „normalne”.

Zygmunt Bauman,

Wprowadzenie

Pojęcie „ludobójstwo” (w angielskim oryginale genocide) stworzył Rafał Lemkin – polski prawnik żydowskiego pochodzenia – jako kombinację greckiego słowa genos (rasa, plemię) i łacińskiego cide (zabijanie) – wzorem takich słów, jak tyranobójstwo, zabójstwo, dzieciobójstwo[1]. Choć pojęcie to upubliczniono dopiero w 1944 roku, opisywało zjawisko mające długą historię. Lemkin w okresie międzywojennym miał w pamięci rzeź Ormian w Imperium Osmańskim w latach 1915–1916 – pierwsze totalne ludobójstwo w historii. Później z przerażeniem obserwował zbrodnie Niemców i ich sojuszników. Ale przykładów można podać znacznie więcej. Ludzkie dzieje spływały bowiem krwią, i to już od narodzin cywilizacji.

Ludobójstwo jest jednak zbrodnią szczególną. Możemy podać wiele historycznych przykładów pogromów, rzezi i masakr, które miały swój pragmatyczny cel. Mogło chodzić o sterroryzowanie buntującej się ludności, ukaranie obrońców warownych miast, tak aby kolejne twierdze poddawały się bez walki, zdobycie bogactwa, kontroli nad terytorium lub wojennej chwały. W ludobójstwach cel jest inny – chodzi o unicestwienie danej społeczności, zabicie wszystkich jej członków bez względu na wiek, płeć, religię, wyznawane poglądy czy zawód. Dążąc do tego celu, sprawcy byli w stanie wiele poświęcić, w tym zaryzykować powodzenie wysiłku wojennego. Każde masowe zabijanie ludzi budzi rozterki moralne, o ile nie jest po prostu ewidentną zbrodnią. Ludobójstwa są zbrodniami szczególnymi, które wymagają osobnego wyjaśnienia, ukazania specyficznych procesów, które do nich prowadzą.

Doświadczenie niemieckich zbrodni w czasie II wojny światowej doprowadziło do rozwoju międzynarodowego systemu zapobiegania masowym naruszeniom praw człowieka. W 1948 roku Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych uchwaliło Konwencję w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa. Powtarzano hasło: „Nigdy więcej!”, uznając, że „lekcja Auschwitz” wymaga od wspólnoty międzynarodowej zdecydowanego przeciwdziałania nowym ludobójstwom. Tymczasem Konwencja pozostała martwa przez dekady, a mocarstwa w czasie zimnej wojny chroniły swoich sojuszników, którzy popełniali kolejne zbrodnie na niewinnych cywilach. Ostatnie totalne ludobójstwo miało miejsce w 1994 roku w Rwandzie, gdy na oczach biernego świata reżim Hutu wymordował (jak się szacuje) 800 tys. Tutsi i Twa (Pigmejów).

Od końca II wojny światowej rozwijały się także studia nad ludobójstwem (ang. genocide studies), w ramach których uczeni różnych specjalności starali się nie tylko wyjaśnić, jak doszło do poszczególnych ludobójstw, ale również stworzyć ogólny model, który pozwalałby szacować ryzyko wystąpienia ludobójstw w różnych zapalnych rejonach świata. Najważniejszym przedmiotem badań było (i pozostaje nadal) ludobójstwo Żydów, ale badacze porównywali różne przypadki ludobójstw, poszukując uniwersalnych prawidłowości.

Pojęcie „ludobójstwo” było coraz szerzej znane. Przeniknęło do języka polityków, dziennikarzy i działaczy społecznych. Oskarżanie wrogów politycznych o to, że popełnili ludobójstwo, stało się powszechną praktyką. Jednocześnie twierdzenia, że jakieś państwo lub naród byli sprawcą ludobójstwa, traktowano jako skrajną potwarz. Te licytacje były najczęściej składową agresywnej dyplomacji. Ale wiązały się także z rozwojem dyskursu moralnego, gdy ściganie sprawców i upamiętnianie ofiar traktowano jako warunek konieczny przywrócenia etycznego ładu i sprawiedliwości. Z czasem pojęcia „ludobójstwo” zaczęto używać w bardzo różnych kontekstach. Działacze organizacji skupiających rdzenną ludność byłych kolonii mówili o ludobójstwie i często posługiwali się metaforyką Zagłady Żydów[2]. Obrońcy praw zwierząt zaczęli mówić o „ludobójstwie zwierząt”, traktując eksperymenty na zwierzętach, polowania czy masową hodowlę i ubój zwierząt jako naganne moralnie praktyki[3]. Nawet ruchy antyszczepionkowe mówią o „szczepionkowym ludobójstwie” i „szczepionkowym Holokauście”.

Te pełne emocji dyskusje często obarczone są grzechem pierworodnym. Dyskutanci bowiem nie tylko nie podają, ale nawet niejednokrotnie nie są w stanie podać definicji ludobójstwa, którą się posługują. A nie ma powszechnej zgody wśród badaczy, jak zdefiniować tę zbrodnię. Jest oczywiście definicja prawna z konwencji, ale jednak wielu naukowców uznaje ją za wadliwą, wprowadzając własne definicje. Powstaje tym samym pojęciowy chaos, w którym doskonale czują się politycy, mobilizując wyborców w czasie debat o przeszłości. Dlatego tym zagadnieniom poświęcę szczególnie dużo miejsca na kartach tej książki.

Obecnie w literaturze światowej mamy wiele książek naukowych i popularnonaukowych oraz leksykonów i encyklopedii poświęconych ludobójstwom, ujmowanym w perspektywie prawnej, politologicznej, socjologicznej, historycznej, kulturoznawczej czy filozoficznej. Niestety, polski czytelnik ma do dyspozycji niewielką liczbę książek, napisanych przez polskich autorów lub przetłumaczonych z języków obcych. Stosunkowo najwięcej jest prac historyków, zwłaszcza tych poświęconych ludobójstwu Żydów. Mówi się nawet o „polskiej szkole historyków Holokaustu”. Brak jednak popularnonaukowej książki, która pozwoliłaby zapoznać się z podstawowymi ustaleniami studiów nad ludobójstwem.

Tę lukę na rynku staram się wypełnić niniejszą książką. Jako socjolog zajmuję się ludobójstwami od lat. W 2013 roku ukazała się moja monografia naukowa na ten temat (Rozkosz zemsty, Socjologia historyczna mobilizacji ludobójczej[4]). Z zawartych na jej łamach ustaleń będę korzystał w tej pracy (zakładam, że czytelnicy, którzy sięgnęli po Rozkosz zemsty, nie będą zainteresowani niniejszą pozycją)[5]. Ludobójstwo. Historia i socjologia ludzkiej destrukcyjności to przede wszystkim popularny wykład na temat ludobójstw. Do jej zrozumienia nie jest potrzebne wykształcenie w zakresie nauk społecznych i humanistycznych. Drobnym wyjątkiem jest rozdział ósmy, w którym staram się przybliżyć czynniki, które prowadzą do aktów ludobójstwa. Wymaga to odwołania się do różnych teorii nauk społecznych, acz staram się, aby wykład był możliwie przystępny.

Jako socjolog jestem przede wszystkim zainteresowany procesami, które prowadzą do masowej eksterminacji oraz dynamiką samego ludobójstwa. Dlatego szczególną uwagę będę przywiązywał do odtworzenia mobilizacji ludobójczej. Mobilizacja to „proces, poprzez który grupa przekształca się ze zbioru biernych jednostek w aktywnego uczestnika życia publicznego”[6]. Mobilizacja dotyczy nie tylko ludzi, ale również zasobów materialnych i niematerialnych (np. normatywnych – przejawów lojalności lub zobowiązania).

Aby nie utrudniać lektury, przypisy zebrane zostały na końcu książki. Zainteresowanych pogłębieniem poszczególnych zagadnień odsyłam do głównej bibliografii, zawierającej wszystkie przywoływane artykuły i książki oraz do aneksu „Chcesz wiedzieć więcej?”, gdzie zebrałem, pogrupowałem i opatrzyłem komentarzem wybrane teksty dostępne w języku polskim.

W książce podaję liczby ofiar poszczególnych ludobójstw i innych masowych zbrodni. Opieram się w tym zakresie na dominujących w literaturze naukowej szacunkach. Trzeba jednak pamiętać, że są to tylko przybliżenia. W wielu przypadkach brak dobrych źródeł danych (np. rzetelnych spisów powszechnych) i trzeba opierać się na różnorodnych operacjach statystycznych. Dlatego do tych liczb trzeba podchodzić ostrożnie. Nie one jednak decydują o istocie zbrodni, co najwyżej pozwalają nam zrozumieć jej skalę.

Na łamach tej książki poruszam też zagadnienia kontrowersyjne, budzące w Polsce duże emocje. Z jednej strony chodzi o zbrodnie popełnione na Polakach (np. rzeź wołyńska), z drugiej o te, w których Polacy byli sprawcami (np. pogromy Żydów w czasie i po zakończeniu II drugiej wojny światowej, w tym w Jedwabnem i Kielcach). Staram się w tych przypadkach zachować maksymalny obiektywizm, ale z pewnością niektórzy czytelnicy mogą się poczuć urażeni pewnymi tezami. W istocie nie chodzi tu bowiem o zamkniętą przeszłość, z której można uczynić przedmiot zdystansowanych badań akademickich. Wydarzenia te są częścią rodzinnej pamięci, państwowej polityki historycznej, sporów międzynarodowych oraz są wykorzystywane w bieżącej polityce. Jest to problem szerszy, który kładzie się cieniem na całych studiach nad ludobójstwem. Opis wydarzeń i socjologiczna analiza wchodzą bowiem w interakcję w przestrzeni publicznej z narracjami tożsamościowymi. Żyjący ocaleni i ich potomkowie traktują te wydarzenia bardzo osobiście i razić ich może analiza społeczna ukazująca niejednokrotnie „bezduszne” mechanizmy mobilizacji ludobójczej. To problem, z którym zmaga się wielu badaczy. Nie można tylko opisywać i wyjaśniać ludobójstw – trzeba mieć świadomość, jak te naukowe dyskursy wpływają na różne społeczne narracje. O problemie tym napiszę szerzej na kartach tej książki.

Objętość i charakter książki uniemożliwiają choćby skromne przedstawienie wszystkich zbrodni, które mogą przychodzić na myśl, gdy mówimy „ludobójstwo”. Książka zawiera opisy wszystkich ludobójstw, które spełniają przyjętą przeze mnie definicję, a także wielu zbrodni pogranicza, takich jak czystki etniczne czy masowe masakry, które pozwolić mają na wyostrzenie granicy między ludobójstwem a innymi masowymi mordami. Z konieczności musiałem jednak zrezygnować z podjęcia wielu interesujących zagadnień.

Książka ta ukazuje się w szczególnym roku. Obchodzimy nie tylko stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości, ale również 70. rocznicę podpisania Konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa. Niech zatem ta książka będzie także skromnym upamiętnieniem wszystkich, którzy starali się powstrzymać ludobójstwa i dążyli do ich penalizacji, a także ratowali ofiary genocydu, jednego z najbardziej obrzydliwych przejawów ludzkiej destrukcyjności.

Podziękowania

Pragnę gorąco podziękować recenzentowi wydawniczemu książki, prof. dr. hab. Grzegorzowi Motyce, dyrektorowi Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. Ponadto z fragmentami maszynopisu zapoznali się i przydatne uwagi zgłosili: dr Agnieszka Bieńczyk-Missala z Uniwersytetu Warszawskiego (fragmenty dotyczące aspektów prawnych i interwencji humanitarnej) oraz dr Michał Lubina z Uniwersytetu Jagiellońskiego (fragmenty dotyczące Birmy i Indonezji). Za przetłumaczenie kilku definicji ludobójstwa dziękuję Jerzemu Giebułtowskiemu. Za wszystkie ewentualne błędy i niedociągnięcia winę ponosi oczywiście jedynie autor.

Rozdział 1
Jak zdefiniować ludobójstwo?

Na temat różnych definicji ludobójstwa można by napisać grubą książkę. Choć wydaje nam się, że intuicyjnie wiemy, czym jest ludobójstwo, to jednak, gdy przechodzimy do szczegółów, powstają problemy. Czy masowe bombardowanie miast wroga, w wyniku którego giną setki tysięcy cywili, to ludobójstwo? A co z ofiarami głodu, który powstał w wyniku nieudolności władz? A masowa śmiertelność w czasie wojen domowych, gdy trudno odróżnić cywila od bojownika? Stworzenie precyzyjnej definicji jest trudne i za każdym razem rodzi wątpliwości moralne. Zmagali się z tym zadaniem prawnicy, przygotowując się do sądzenia zbrodniarzy i opracowując akty prawne, ale także politolodzy, socjolodzy czy filozofowie. Niejedna książka poświęcona ludobójstwom zaczyna się od dyskusji na temat definicji. Do tej pory, pomijając definicję prawną, nie ma zgody wśród badaczy, jak zdefiniować ludobójstwo i jaki na jej podstawie wyznaczyć katalog zbrodni. Trzeba mieć świadomość tych trudności i sporów, gdyż wpływają one na dyskusje ekspertów i publiczne debaty na temat konkretnych aktów masowego naruszania praw człowieka.

Rafał Lemkin – ojciec konwencji o ludobójstwie

Dnie wypełnione spotkaniami z dyplomatami, politykami i intelektualistami pozwalały mu na tłumienie poczucia przegranej. Jednak wieczory w skromnym pokoju skłaniały do smutnego rachunku sumienia. Rafał Lemkin – bo o nim tu mowa – był nie tylko twórcą pojęcia ludobójstwo, ale również autorem książki, w której drobiazgowo omawiał zbrodnie Niemców i ich sojuszników. Mało kto z nas może podać najpiękniejszy dzień w swoim życiu. Lemkin wskazał, że dla niego był to 12 stycznia 1951 r., gdy weszła w życie Konwencja w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, uchwalona przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych 9 grudnia 1948 r.[1]. Ten dzień triumfu i uznania rozpoczął jednak ciemny okres. Lemkin zmagał się z problemami zdrowotnymi, utracił pracę na Yale University i – nie mając oszczędności – z trudem wiązał koniec z końcem. Nieraz głodował i dokarmiany był przez przyjaciół. Z wyjątkiem rocznego epizodu na Rutgers University (1955–1956) był bezrobotny. A raczej należałoby powiedzieć, że nie miał pracy zarobkowej, gdyż jego aktywność naukowa i społeczna nie ustawała. Nie udało mu się zdobyć stałego zatrudnienia na amerykańskiej uczelni, przegrywał starania o znaczące granty naukowe (choć uzyskiwał pomniejsze), nie chciano drukować jego książek, tłumacząc to brakiem szerszego zainteresowania problematyką ludobójstw[2]. Jak słusznie zauważył Ryszard Szawłowski: „Dziś jest wprost niepojęte, jak człowiek cieszący się tak wielkim uznaniem międzynarodowym, mający elitarne znajomości w kręgach ONZ i w Waszyngtonie oraz w gremiach naukowych w wielu krajach świata, wielokrotnie wysuwany do Pokojowej Nagrody Nobla, mógł znaleźć się w tak krytycznym położeniu”[3].

Historia ta zaczęła się jednak znacznie wcześniej. Biografia Lemkina posłużyć może jako metafora stosunku możnych tego świata do ścigania i karania ludobójców. Rafał Lemkin urodził się 24 czerwca 1900 roku we wsi Bezwodne, około 80 km na wschód od Białegostoku[4]. Pochodził ze zasymilowanej rodziny żydowskiej. Po maturze wyjechał do Krakowa i zapisał się na Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po roku musiał jednak opuścić mury uczelni, gdyż posłużył się sfałszowanym zaświadczeniem o służbie w sekretariacie Sądu Polowego dowództwa 2 Armii (choć odbył służbę w oddziałach sanitarnych Wojska Polskiego, wymaganą przez uczelnię). Wyjechał więc do Lwowa, gdzie zapisał się na Wydział Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza (zaliczono mu pierwszy rok wykładów w Krakowie)[5]. Los zatem o niego zadbał – nie tylko nie dostał wilczego biletu, ale również miał możliwość studiować w najsilniejszym ośrodku prawniczym w kraju. Ogromny wpływ na Lemkina miał m.in. prof. Juliusz Makarewicz, znawca prawa karnego i główny autor kodeksu karnego z 1932 r.[6]. 6 lipca 1926 roku Lemkinowi nadano stopień doktora praw[7].

Co ciekawe, ze Lwowem związany był także profesor prawa międzynarodowego Hersz Lauterpacht (autor koncepcji „zbrodni przeciwko ludzkości”), który również studiował na Uniwersytecie Jana Kazimierza, a ściślej na jego słynnym wydziale prawa. Lauterpacht także stracił w czasie wojny członków rodziny[8].

Kariera Lemkina rozwijała się bardzo dobrze. Prawdopodobnie już od jesieni 1927 r. rozpoczął pracę sekretarza w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie. Szybko został podprokuratorem, pracował jako asystent sędziego E.S. Rappaporta. Był członkiem różnych prestiżowych komisji i towarzystw[9]. Włączono go m.in. do pracy w Sekretariacie Generalnym Komisji Kodyfikacyjnej RP (wykonywał zadania pomocnicze[10]). Publikował prace naukowe i opracowania źródeł prawniczych. W 1933 r. awansowano go na wiceprokuratora[11]. Jak na młodego prawnika z prowincji była to kariera imponująca.

W połowie lat trzydziestych Lemkin postanowił zostać adwokatem. Nie była to wtedy decyzja szokująca. W 1934 r. wpisano go na listę adwokatów i Lemkin rozpoczął swoją intratną praktykę[12]. Obok pracy zarobkowej kontynuował badania naukowe i aktywnie uczestniczył w międzynarodowym ruchu prawniczym. Gdyby nie wojna, z pewnością uzyskałby stopień naukowy doktora habilitowanego i silną pozycję w polskiej elicie prawniczej.

Już w tym czasie daje się zauważyć zainteresowanie Lemkina penalizacją masowych naruszeń praw człowieka. Można wskazać różne źródła intelektualnych inspiracji Lemkina. Bez wątpienia kluczowe było ludobójstwo Ormian. Lemkin był bardzo poruszony procesem Ormianina Soghomona Tehliriana, który zamordował w 1921 r. w Berlinie Mehmeda Talaata Paszę, byłego tureckiego ministra spraw wewnętrznych i wielkiego wezyra, współodpowiedzialnego na rzeź Ormian. Tehlirian w istocie wykonał wyrok w ramach ormiańskiej operacji „Nemezis”, która miała na celu dokonanie zamachów na byłych polityków i wojskowych tureckich, którzy zbiegli i uniknęli kary. Co ważne, ormiańskiego mściciela uniewinniono. Lemkin wdał się na ten temat w gorącą dyskusję z jednym ze swoich wykładowców (być może był to Stanisław Starzyński). Profesor bronił koncepcji suwerenności państwowej, która uniemożliwiała aresztowanie Talaata Paszy. Pchnęło to Lemkina do prób stworzenia przepisów penalizujących tego typu mordy. Sympatię Lemkina do samotnych mścicieli widać także w jego stosunku do Szolema Szwarcbarda, który zamordował w Paryżu Symona Petlurę (też go uniewinniono)[13]. Należy też wspomnieć o lekturze Quo vadis Henryka Sienkiewicza. Lemkin był bardzo poruszony opisami męczeństwa chrześcijan w imperium rzymskim. Wreszcie nie sposób pominąć doświadczenia samego Lemkina. Dorastał, gdy społeczności żydowskie padały ofiarą kolejnych pogromów, na przykład między 23 a 26 czerwca 1906 r. doszło do masakry w Białymstoku, w której życie straciło 82 Żydów. Informacji o tych okrucieństwach nie dało się ukryć przed dzieckiem. Pod koniec lata 1915 r. rodzina Lemkinów musiała się ukrywać w lasach w obawie o swe życie[14].

W 1933 r. Lemkin opracował koncepcję zbrodni „barbarzyństwa” (w uproszczeniu odpowiadało zbrodni ludobójstwa), która została przedstawiona na Konferencji Unifikacji Prawa Karnego w Madrycie w 1933 r. Autor nie mógł w niej wziąć udziału, ale uczestnicy mieli możliwość zapoznania się z wydrukowanymi po francusku propozycjami Lemkina[15]. Na końcu referatu umieścił projekt aktu prawnego. W artykule pierwszym czytamy: „Kto z nienawiści do zbiorowości rasowej, wyznaniowej lub społecznej, albo też w celu wyniszczenia (eksterminacji) tejże przedsiębierze czyn karalny przeciwko życiu, nietykalności cielesnej, wolności, godności lub podstawom bytu gospodarczego człowieka, należącego do takiej zbiorowości, za to przestępstwo barbarzyństwa, ulegnie karze (...), o ile czyn jego nie jest zagrożony surowszą karą w odnośnej ustawie karnej. (...)”[16]. Lemkin nie postulował zawarcia konwencji międzynarodowej, ale wprowadzenie zbrodni barbarzyństwa do narodowych kodeksów karnych[17].

Propozycja Lemkina pojawiła się w bardzo niekorzystnym momencie. Zdobycie władzy przez nazistów i napięta sytuacja międzynarodowa skłaniały polityków i dyplomatów do unikania „prowokacji”, a tak postrzegano tego typu projekty. Polski minister sprawiedliwości nie udzielił zatem Lemkinowi delegacji służbowej (połączonej z dietami), co uniemożliwiło mu przyjazd do Madrytu[18]. Również delegaci doprowadzili do marginalizacji referatu Lemkina[19]. Nasz bohater przeżył zatem porażkę, która wiązała się dla niego z wielkim rozczarowaniem.

Dynamicznie rozwijającą się karierę przerwała wojna. Odpowiadając na apel władz wojskowych, Lemkin 7 września wyjechał pociągiem z Warszawy, aby dołączyć do formowanych oddziałów[20]. Pociąg został jednak zbombardowany, a Lemkin musiał podjąć się wyczerpującej wyprawy. Dotarł do Wołkowyska, gdzie odnalazł brata i rodziców. Namawiał ich do wyjazdu, ale ci woleli pozostać na miejscu. Nigdy więcej nie zobaczył rodziców[21]. Ostatecznie, po licznych przygodach, przedostał się do Wilna i przez Litwę oraz Łotwę do Szwecji. W uzyskaniu wizy pomogły mu międzynarodowe kontakty, które nawiązał w czasie udziału w międzynarodowych konferencjach prawniczych. W Szwecji przebywał ponad rok. Po kilku miesiącach opanował język na tyle, by wygłaszać wykłady uniwersyteckie[22]. W tym czasie podjął pierwsze porównawcze studia nad ludobójstwem (zajmował się m.in. najazdem Mongołów na Europę w XIII wieku). Marzyła mu się jednak praca w Stanach Zjednoczonych. Po pokonaniu licznych trudności i ciężkiej podróży, dotarł do USA w kwietniu 1941 r., gdzie czekała na niego praca na Duke University w Durham w Karolinie Północnej[23].

W czerwcu 1942 r. zaproponowano Lemkinowi stanowisko głównego doradcy w Radzie Wojny Gospodarczej (Board of Economic Warfare). Skorzystał z tej szansy, choć musiał się przenieść do Waszyngtonu (nie oznaczało to rezygnacji z pracy na Duke University)[24]. Było to dla niego ważne doświadczenie. Dobre i stałe zarobki pozwoliły mu także kontynuować pracę naukową. Przede wszystkim udało mu się dokończyć i wydać swoją najważniejszą książkę, w której zdefiniował zbrodnię ludobójstwa: Rządy państw Osi w okupowanej Europie. Prawa okupacyjne, analiza rządzenia, propozycje zadośćuczynienia (Axis Rule in Occupied Europe: Laws of Occupation, Analysis of Government, Proposals for Redress)[25]. Książka ukazała się w Nowym Jorku 15 listopada 1944 r.

Dzieło to przynosi definicję ludobójstwa (sam termin powstał prawdopodobnie w pierwszej połowie 1943 r.). Co ważne, Lemkin nie przedstawił w tej książce propozycji zawarcia odrębnej, wielostronnej umowy międzynarodowej (uczynił to w parę miesięcy po ukazaniu się książki w artykule opublikowanym na łamach „The Nation”[26]). Według Lemkina przez pojęcie „ludobójstwa” rozumiemy „zniszczenie narodu lub grupy etnicznej. (...) Mówiąc ogólnie, ludobójstwo niekoniecznie oznacza natychmiastowe zniszczenie narodu, z wyjątkiem sytuacji, w której dokonywane jest przez masowe morderstwa wszystkich członków grupy. Ma raczej oznaczać skoordynowany plan różnorodnych działań, mających na celu unicestwienie grupy samej w sobie. Celem takiego planu byłaby dezintegracja instytucji politycznych i społecznych, kultury, języka, uczuć narodowych, religii i podstaw ekonomicznej egzystencji grup narodowych, jak również odebranie bezpieczeństwa osobistego, wolności, zdrowia, godności, a nawet życia jednostek należących do takich grup. Ludobójstwo jest wymierzone przeciwko grupie narodowej jako całości, a działania w jego ramach skierowane przeciwko jednostkom nie jako poszczególnym osobom, ale jako członkom grupy narodowej”[27]. Definicja ta wyraźnie wskazuje na to, że ludobójstwo odróżnia od innych zbrodni cel – anihilacja grupy jako takiej. Drogą do tego celu są zaś według Lemkina nie tylko bezpośrednie masowe mordy.

Lemkin wyróżnił i szczegółowo omówił kilka „technik ludobójstwa na różnych polach”[28]. Co ciekawe, opisując je, odwołuje się do sytuacji narodów, które – jak się powszechnie sądzi – dalekie były od ludobójczej opresji (np. Luksemburczycy). Wyróżnia siedem ludobójczych technik. 1. Polityczne (zniszczenie samorządności, dezorganizacja systemu politycznego, zmiana nazw topograficznych oraz imion na niemieckie, stworzenie niemieckiej listy narodowościowej, tj. Volksliste, wysiedlenia, organizacja partii nazistowskich itp.). 2. Społeczne (zniesienie prawa lokalnego i rodzimych sądów, mordowanie inteligencji itp.). 3. Kulturowe (zakaz używania języka, kultywowania tradycji, niszczenie i grabież zabytków itp.). 4. Ekonomiczne (zniszczenie podstaw życia ekonomicznego grupy, obniżenie standardu życia, konfiskata mienia, wykluczenie z handlu itp.). 5. Biologiczne (polityka depopulacji, obniżenie poziomu liczby urodzin, separowanie kobiet i mężczyzn, zachęcanie do pozamałżeńskiej prokreacji z Niemcami itp.). 6. Fizyczne (dyskryminacja rasowa w żywieniu, tworzenie złych warunków życia, pozbawianie możliwości zachowania zdrowia, masowe zabijanie itp.). 7. Religijne (osłabianie wpływu religii na zachowanie tożsamości narodowej, grabieże i niszczenie mienia kościelnego, prześladowanie duchownych itp.). 8. Moralne (moralne osłabienie grupy poprzez np. zachęcanie do spożywania alkoholu, oglądanie pornografii, hazard itp.). Co ważne, jeśli idzie o masowe zabójstwa, to Lemkin wymienił w swej książce trzy narody: Polaków, Rosjan i Żydów[29].

Książka spotkała się z uznaniem jako wybór dokumentów dotyczących okupacyjnej administracji (nie tylko niemieckiej). Koncepcja zbrodni ludobójstwa została jednak albo niedostrzeżona, albo omówiona jedynie marginalnie[30].

Po dwuletnim kontrakcie nie przedłużono Lemkinowi zatrudnienia w Board of Economic Warfare. 28 maja 1944 r. rozpoczął jednak pracę w War Crimes Office w War Department. Zawdzięczał to nie tylko swoim staraniom, ale także zainteresowaniu sędziego Sądu Najwyższego USA Roberta Jacksona jego książką. Jackson został reprezentantem USA w Międzynarodowym Trybunale Wojskowym w Norymberdze. Lemkin intensywnie lobbował za swoją koncepcją ludobójstwa. Dzięki jego nieustępliwości odwołano się do tej nowej zbrodni w akcie oskarżenia, datowanym na 6 października 1945 r.[31]. Jednak w mowach końcowych główni oskarżyciele: amerykański i sowiecki nie odwołali się do zbrodni ludobójstwa (posłużyli się nim Brytyjczyk oraz dwaj Francuzi)[32]. Także sędziowie w wyroku nie posłużyli się terminem „ludobójstwo”. Głęboko rozczarowało to Lemkina[33].

Do szczęśliwej odmiany doszło w życiu zawodowym. Wiosną 1948 r. Uniwersytet w Yale mianował Lemkina profesorem wizytującym. Jednak jego wynagrodzenie finansowano ze źródeł zewnętrznych[34]. Ze zdwojoną siłą podjął się zatem lobbingu na rzecz uchwalenia przez nowo powstałą Organizację Narodów Zjednoczonych konwencji w sprawie ludobójstw (Ligę Narodów formalnie rozwiązano 8 kwietnia 1946 r.). Szczególny rozmach działalności, w tym wielomiesięczna aktywność w Genewie i Paryżu, możliwy był dzięki wsparciu ze strony US Committee for United Nations Genocide Convention[35]. To m.in. dzięki Lemkinowi 9 grudnia 1948 r. jednomyślnie (bez głosów wstrzymujących się!) uchwalono konwencję w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa. Satysfakcja Lemkina musiała być ogromna. Tym bardziej że delegat Iranu dr Djalala Abdoha na plenum Zgromadzenia Ogólnego powiedział: „Chciałbym (...) złożyć hołd człowiekowi, który wzbogacił naukę prawa przez ideę międzynarodowej kryminalizacji ludobójstwa. Mówię o profesorze Lemkinie z Yale University, który spędził dużą część swojego życia, uświadamiając opinię publiczną o konieczności zwalczania tej strasznej plagi o rozmiarach światowych”[36].

Lemkina czekała jednak następna kampania – przekonanie kolejnych państw, aby ratyfikowały konwencję. Zakończyło się to sukcesem, o którym napisałem na wstępie. Tymczasem Yale University nie był gotowy przyjąć Lemkina na normalny etat. A on znaczących oszczędności nie posiadał. Nastał czas bezrobocia i biedowania. Bardzo smutny finał życia wypełnionego tyloma sukcesami!

28 sierpnia 1959 roku w Nowym Jorku był upalnym dniem. Lemkin podjął kolejną próbę przekonania wydawcy do swych racji. Odwiedził jeden z dużych domów wydawniczych. Tam miał (prawdopodobnie) zawał i zmarł na miejscu. Na jego pogrzeb, który zorganizował przyjaciel, przyszła tylko garstka żałobników. Nie pojawił się żaden przedstawiciel Sekretarza Generalnego ONZ czy dyrektora Wydziału Praw Człowieka. Na jego nagrobku widnieje napis: „Dr Rafał Lemkin (1900–1959). Ojciec Konwencji o ludobójstwie”[37].

Prawna definicja ludobójstwa

Stworzenie prawa dotyczącego zbrodni ludobójstwa rozpatrywać trzeba w perspektywie wcześniejszego dorobku prawnego. Pierwotnie w Europie szczególną ochroną objęto grupy wyznaniowe, co było pokłosiem krwawych konfliktów i wojen religijnych. Kluczowe są tu westfalskie postanowienia pokojowe z 1648 roku, zamykające erę apokaliptycznych rzezi, które naznaczyły wojnę trzydziestoletnią (1618–1648).

Zakres międzynarodowego prawa humanitarnego stopniowo się rozszerzał. Tocząca się przez wieki dyskusja doprowadziła z czasem do przyjęcia 13 konwencji haskich (w Hadze 29 lipca 1899 r. i 18 października 1907 r.; jedna z konwencji nie weszła jednak w życie), dotyczących praw i zwyczajów wojny; oraz trzech konwencji genewskich (1864 r., 1929 r.), dotyczących rannych i jeńców wojennych. Również w traktacie wersalskim mówi się o odpowiedzialności zbrodniarzy – na przykład byłego cesarza Niemiec, Wilhelma II Hohenzollerna, oskarżono o najwyższą obrazę moralności międzynarodowej i świętej powagi traktatów[38]. Nowe wzorce wynikały także z traktatów mniejszościowych, które musiały podpisać niektóre państwa po I wojnie światowej (w tym Polska, ale także Czechosłowacja, Jugosławia, Rumunia i Grecja). Gwarantowały one prawa mniejszościom narodowym w państwach sygnatariuszach.

Zbrodniczy charakter II wojny światowej uświadomił konieczność wprowadzenia nowych rozwiązań prawnych. Podstawą działań wymierzonych w zbrodniarzy wojennych bezpośrednio po wojnie były umowy zwycięskich mocarstw, w tym przede wszystkim Porozumienie w przedmiocie ścigania i karania głównych przestępców wojennych Osi Europejskiej (Porozumienie londyńskie) z dnia 8 sierpnia 1945 roku. Integralną częścią tego aktu była Karta Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze[39]. Nazistowskich zbrodniarzy nie oskarżono tam o ludobójstwo, ale o trzy inne zbrodnie: przeciwko ludzkości, wojenne i przeciwko pokojowi (art. VI Karty). Choć w czasie procesu posługiwano się pojęciem „ludobójstwo”, to jednak – jak wspomniałem – nie znalazło się ono w wyroku Trybunału, wydanym w dniach 30 września i 1 października 1946 roku[40]. Te same zasady zastosowano w odniesieniu do Międzynarodowego Trybunału Wojskowego dla Dalekiego Wschodu w Tokio, utworzonego 19 stycznia 1946 roku[41].

Zbrodnie wojenne i przeciwko pokojowi zdefiniowane zostały w obowiązującym prawie – w konwencjach haskich i genewskich. Zbrodnie przeciwko ludzkości były nowym konstruktem prawnym. Obejmowały one prześladowania z przyczyn politycznych, rasowych i religijnych w czasie lub w powiązaniu ze „zbrodnią wojny agresyjnej”. Co ważne, ze zbrodniami mieliśmy do czynienia bez względu na to, czy było to zgodne, czy też stało w sprzeczności z prawem kraju, w którym zbrodni dokonano[42].

Co ciekawe, zarzut popełnienia zbrodni ludobójstwa stawiano nazistom, którzy stanęli przed polskim Najwyższym Trybunałem Narodowym – Arthurowi Greiserowi, Leopoldowi Göthowi i Rudolfowi Hössowi[43]. (Trybunał powstał na mocy dekretu z 22 stycznia 1946 r.[44]). W tym sensie skazywano ich za zbrodnię, która nie występowała w systemie prawnym w czasie, gdy ją popełniali[45]. Jeszcze dalej posunął się Izrael, który w drugim roku istnienia uchwalił ustawę o nazistach i ich pomocnikach. Nie tylko przewidywała ona karanie za zbrodnie popełnione przed wejściem w życie tego dokumentu, lecz także zakładała możliwość ponownego postawienia przed sądem osób już osądzonych za to samo przestępstwo, zniesienie przedawnienia, zmianę reguł postępowania dowodowego, eksterytorialność prawa itd. W praktyce sądzono na jej podstawie ocalonych z Zagłady, których oskarżono o to, że – np. jako kapo – znęcali się nad innymi Żydami. Pierwszym nazistą osądzonym na jej podstawie był Adolf Eichmann[46].

W Norymberdze w latach 1945–1949 przeprowadzono w sumie 13 procesów. Oprócz pierwszego i najbardziej znanego, w którym sądzono głównych zbrodniarzy nazistowskich, przed trybunałem postawiono lekarzy, prawników, funkcjonariuszy Głównego Urzędu Gospodarki i Administracji SS, przemysłowców, dowódców Wehrmachtu, Luftwaffe i Kriegsmarine, członków organizacji zajmujących się programami rasowymi, dowódców Einsatzgruppen i urzędników ministerialnych. Ponadto procesy toczyły się także przed innymi organami, a w Niemczech i Austrii realizowano proces denazyfikacji, skodyfikowany na konferencji poczdamskiej. Trzeba jednak odnotować, że wielu zbrodniarzom udało się uniknąć kary i sprawowali ważne funkcje zarówno w RFN, NRD, jak i w Austrii. Do tego mocarstwa jeszcze w czasie wojny obejmowały tajną ochroną przestępców, których uznano za ważnych specjalistów. Przede wszystkim USA i ZSRR zapewniły spokojny żywot wielu nazistom. Dopiero po latach doprowadzono w USA do procesów „nazistów z sąsiedztwa”[47].

Na drodze do uchwalenia konwencji o ludobójstwie kluczowe znaczenie miała rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ 96 (I) z 11 grudnia 1946 r. Czytamy w niej, że Zgromadzenie Ogólne stwierdza, że „ludobójstwo stanowi zbrodnię w rozumieniu prawa międzynarodowego, którą świat cywilizowany potępia i której sprawcy oraz biorący w niej udział podlegają karze bez względu na to, czy są oni osobami prywatnymi, czy urzędnikami publicznymi lub mężami stanu i bez względu na to, czy zbrodnia ta została dokonana z przyczyn religijnych, rasowych, politycznych czy innych”[48]. Rezolucja ta zapoczątkowała intensywne prace nad właściwą konwencją, definiującą zbrodnię ludobójstwa.

Konwencja w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa uchwalona została przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych 9 grudnia 1948 roku. Ostatecznie ustalona definicja ludobójstwa brzmi następująco:

W rozumieniu Konwencji niniejszej ludobójstwem jest którykolwiek z następujących czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, jako takich:

a) zabójstwo członków grupy,

b) spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy,

c) rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego,

d) stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy,

e) przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej grupy[49].

Konwencja z jednej strony zawęża zatem zakres pojęcia „ludobójstwo”, gdyż ogranicza tę zbrodnię do grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych. Z zakresu konwencji wyłączone są zaś grupy zdefiniowane politycznie. Przeciwko wpisaniu do konwencji tej kategorii opowiadał się Związek Radziecki (i inne kraje bloku wschodniego), obawiając się oskarżeń o ludobójstwa popełnione w czasie kolektywizacji i terroru. Z kolei kraje Zachodu oponowały przeciwko wpisaniu do konwencji „ludobójstwa kulturowego” (polegającego na niszczeniu dziedzictwa kulturowego grupy i jej przymusowej asymilacji), gdyż jako potęgi kolonialne także miały sporo na sumieniu[50]. Z drugiej strony szeroki katalog aktów składających się na ludobójstwo (w tym spowodowanie rozstroju zdrowia psychicznego) nadmiernie – wobec potocznych wyobrażeń – rozszerza zakres tego pojęcia[51].

Kluczowym elementem definicji jest intencja ludobójcza, która budzi zresztą gorące spory, także prawników. Konwencja nie zawiera definicji prawnej terminu „zamiar”[52]. Nie chodzi jednak o masowe zabijanie w wyniku nalotów strategicznych czy innych działań wojennych ani o masową umieralność (np. na skutek głodu) spowodowaną nieudolnością władz. Aby mówić o ludobójstwie, trzeba wykazać, że sprawca podjął działania zmierzające do zniszczenia grupy w pełni świadomie – ze względu na jej narodowy, etniczny, rasowy lub religijny charakter.

Ze zbrodnią ludobójstwa mamy do czynienia nie tylko w czasie wojny, ale także pokoju (art. I). To ustalenie było bardzo ważne, gdyż ówcześnie zbrodnia przeciwko ludzkości mogła być w świetle prawa popełniana jedynie w trakcie konfliktu zbrojnego[53] (zmieniło się to po przyjęciu Konwencji o niestosowaniu przedawnienia wobec zbrodni wojennych i zbrodni przeciw ludzkości[54]). Karze podlega nie tylko ludobójstwo, ale również zmowa w celu popełnienia ludobójstwa; bezpośrednie i publiczne podżeganie do popełnienia ludobójstwa; usiłowanie popełnienia ludobójstwa oraz współudział w ludobójstwie (art. III). Winni będą karani bez względu na to, „czy są konstytucyjnie odpowiedzialnymi członkami rządu, funkcjonariuszami publicznymi czy też osobami prywatnymi” (art. IV).

Zbrodnia ludobójstwa jest uznawana powszechnie jako ius cogens, czyli norma prawna bezwzględnie wiążąca. Oznacza to, że jej zastosowanie nie jest zależne od woli stron. Państwo nie może wyłączyć lub ograniczyć zastosowania takiej normy. Zbrodnia ludobójstwa jest zatem zakazana także w państwach, które nie podpisały Konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa[55].

Aby Konwencja weszła w życie, musiało ją ratyfikować 20 państw (art. XIII Konwencji). Próg ten osiągnięto 14 października 1950 r. 12 stycznia 1951 roku Konwencja weszła w życie. Polska ratyfikowała ją 18 lipca 1950 roku.

Duże znaczenie miała Konwencja o niestosowaniu przedawnienia wobec zbrodni wojennych i zbrodni przeciw ludzkości, przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych dnia 26 listopada 1968 r.[56]. Stanowi ona, że zbrodnia ludobójstwa nie ulega przedawnieniu bez względu na datę jej popełnienia, „nawet jeżeli takie czyny nie stanowią naruszenia prawa wewnętrznego kraju, w którym zostały one popełnione” (art. I). Problem polega na tym, że wiele znaczących państw nie ratyfikowało tej konwencji[57].

Przełomem w prawniczych debatach okazało się dopiero praktyczne zastosowanie konwencji, choć – jak zobaczymy na kartach tej książki – było aż nadto przypadków, które już wcześniej powinny prowadzić do formalnych oskarżeń o popełnienie zbrodni ludobójstwa. Brutalna wojna w sercu Europy – w rozpadającej się Socjalistycznej Federacyjnej Republice Jugosławii (szerzej o tym w rozdziale piątym) – zmusiła wspólnotę międzynarodową do sięgnięcia po martwą przez dekady konwencję. Na mocy rezolucji 827 Rady Bezpieczeństwa ONZ z 25 maja 1993 r. powołano Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii (International Criminal Tribunal for the former Yugoslavia – ICTY). Był to tak zwany trybunał ad hoc, a zatem powołany na czas określony do osądzenia zbrodniarzy z konkretnego konfliktu. Zapisano, że sądzone będą zbrodnie popełnione w okresie od 1 stycznia 1991 r. Funkcjonował on przez prawie ćwierćwiecze – zakończył działalność 31 grudnia 2017 r. (ostatnia rozprawa odbyła 29 listopada 2017 r.).

Trybunał postawił w stan oskarżenia 161 osób. 90 osób skazano, 19 uniewinniono, 13 przekazano narodowym sądom, w przypadku 37 osób wycofano oskarżenie lub też podsądni zmarli, zaś sprawy dwóch przekazano do tzw. Międzynarodowego Mechanizmu Rezydualnego dla Trybunałów Karnych (The Mechanism for International Criminal Tribunals – MICT), kontynuującego m.in. sprawy ICTY, ale również trybunału dla Rwandy (ICTR), o którym za chwilę[58]. Rada Bezpieczeństwa ONZ rezolucją nr 1966 z 22 grudnia 2010 r. powołała do życia Mechanizm jako rozwiązanie na czas określony. W praktyce zaczął funkcjonować po otwarciu lokalnych przedstawicielstw – w Aruszy w Tanzanii (1 lipca 2012 r.) i w Hadze (1 lipca 2013 r.). Oddział w Aruszy przejął zadania ICTR, a w Hadze – ICTY. Prokurator Mechanizmu nie ma uprawnień do wydawania nowych aktów oskarżenia. Struktura Mechanizmu składa się z dwóch izb procesowych oraz wspólnych: izby apelacyjnej, prokuratora i sekretariatu[59].

Drugim trybunałem karnym ad hoc powołanym przez ONZ był Międzynarodowy Trybunał Karny dla Rwandy (International Criminal Tribunal for Rwanda – ICTR), sądzący zbrodniarzy ludobójstwa z 1994 r. (szerzej na ten temat w rozdziale siódmym). Powołano go na mocy Rezolucji Rady Bezpieczeństwa nr 955 z 8 listopada 1994 r. Miał sądzić sprawców, którzy popełnili zbrodnie na terytorium Rwandy i państw sąsiednich (w tym drugim przypadku chodziło tylko o obywateli rwandyjskich) między 1 stycznia 1994 r. a 31 grudnia 1994 r. Siedzibą trybunału, powstałego w 1994 r., stała się Arusza, choć miał też biura w Kigali (Rwanda), zaś Izba Apelacyjna znajdowała się w Hadze. Trybunał zakończył działalność 31 grudnia 2015 r. Postawił w stan oskarżenia 93 osoby. 62 osoby skazano, 14 uniewinniono, 10 przekazano narodowym sądom, sprawy 3 przekazano do MICT, 2 osoby zmarły, a 2 oskarżenia wycofano przed procesem[60].

Nowy rozdział otworzyło utworzenie 17 lipca 1998 roku stałego Międzynarodowego Trybunału Karnego (International Criminal Court – ICC) z siedzibą w Hadze. Jest to międzynarodowy organ sądowniczy. Jego celem jest sądzenie osób oskarżonych o popełnienie zbrodni ludobójstwa, zbrodni przeciw ludzkości, zbrodni wojennych oraz zbrodni agresji, które miały miejsce po 1 lipca 2002 r. Podstawą jego utworzenia jest Rzymski Statut Międzynarodowego Trybunału Karnego, sporządzony w Rzymie 17 lipca 1998 r.[61].

W artykule 7 szczegółowo zdefiniowano zbrodnie przeciwko ludzkości (definicję zbrodni ludobójstwa przejęto bez zmian):

Dla celów niniejszego statutu „zbrodnia przeciwko ludzkości” oznacza którykolwiek z następujących czynów, popełniony w ramach rozległego lub systematycznego, świadomego ataku skierowanego przeciwko ludności cywilnej:

a. zabójstwo;

b. eksterminacja;

c. niewolnictwo;

d. deportacja lub przymusowe przemieszczanie ludności;

e. uwięzienie lub inne dotkliwe pozbawienie wolności fizycznej z naruszeniem podstawowych reguł prawa międzynarodowego;

f. tortury;

g. zgwałcenie, niewolnictwo seksualne, przymusowa prostytucja, wymuszona ciąża, przymusowa sterylizacja oraz jakiekolwiek inne formy przemocy seksualnej porównywalnej wagi;

h. prześladowanie jakiejkolwiek możliwej do zidentyfikowania grupy lub zbiorowości z powodów politycznych, rasowych, narodowych, etnicznych, kulturowych, religijnych, płci (gender) w rozumieniu ustępu 3 lub z innych powodów powszechnie uznanych za niedopuszczalne na podstawie prawa międzynarodowego, w związku z jakimkolwiek czynem, do którego odnosi się niniejszy ustęp, lub z jakąkolwiek zbrodnią objętą jurysdykcją Trybunału;

i. wymuszone zaginięcia osób;

j. zbrodnia apartheidu;

k. inne nieludzkie czyny o podobnym charakterze celowo powodujące ogromne cierpienie lub poważne uszkodzenie ciała albo zdrowia psychicznego lub fizycznego.

Na ICC cieniem położyła się jednak polityka mocarstw. Federacja Rosyjska wprawdzie podpisała Statut Rzymski (13 września 2000 r.), ale go nie ratyfikowała. Co więcej, w 2016 r. rząd poinformował sekretarza generalnego ONZ, że nie zamierza stać się stroną tej konwencji. Podobnie USA – podpisały statut (31 grudnia 2000 r.), ale go nie ratyfikowały, informując w 2002 r., że nie zamierzają tego uczynić[62]. Dwa supermocarstwa postanowiły zatem w imię twardych reguł politycznych odrzucić ten znaczący dorobek prawny, służący karaniu za zbrodnie.

Oprócz wymienionych trybunałów funkcjonują (lub funkcjonowały) jeszcze inne, wspomnijmy tu jedynie o Specjalnym Trybunale dla Sierra Leone (Special Court for Sierra Leone), powstałym w 2002 r.; Specjalnych Izbach Sądzących w Sądach Kambodży (Extraordinary Chambers in the Courts of Cambodia – ECCC) powołanych w 2003 r.; Specjalnym Trybunale dla Libanu (Special Tribunal for Lebanon – STL), który powstał w 2007 r.; Specjalnych Składach Sądzących dla Timoru Wschodniego (Panels with Exclusive Jurisdiction over Serious Criminal Offences) oraz Kosowskim Sądzie Karnym ds. Zbrodni Wojennych i Etnicznych (The Kosowo War and Ethnic Crimes Court – KWECC). Dwie ostatnie wymienione instytucje działają ściśle w ramach krajowego wymiaru sądownictwa[63].

W 2018 roku, gdy piszę te słowa, obchodzić będziemy 70. rocznicę podpisania konwencji. W tym czasie stała się żywym prawem, służącym karaniu zbrodniarzy. Obrosła także tysiącami stron dokumentów, które są kluczowe dla zrozumienia, czym jest zbrodnia ludobójstwa, w tym werdyktami sądów.

Definiowanie ludobójstwa w naukach społecznych

Problemy wynikające z prawnej definicji ludobójstwa sprawiają, że socjologowie i politologowie posługują się własnymi definicjami. Nie ma jednej obowiązującej definicji, a różnice są nieraz bardzo istotne, prowadząc do tworzenia zasadniczo odmiennych katalogów ludobójstw. Autorzy kładą nacisk na bardzo różne aspekty masowego mordowania. Na przykład Manus I. Midlarsky ogranicza ludobójstwa tylko do masowych mordów organizowanych przez państwa: „Przez ludobójstwo będziemy rozumieli organizowane przez państwo systematyczne mordy masowe dokonywane na niewinnych i bezbronnych ludziach – mężczyznach, kobietach i dzieciach – wyodrębnionych na podstawie określonej cechy etniczno-religijnej, mającej na celu wyeliminowanie tej grupy z określonego terytorium. (...) Jako działania ludobójcze rozumieć będziemy natomiast masowe mordy, niesięgające eliminacji całej grupy, ale zawierające znaczący odsetek członków tejże grupy”[64].

Wprowadzenie państwa do definicji ludobójstwa wydaje się błędem. Choć bowiem w przypadku wielu ludobójstw administracja rządowa odgrywała kluczową rolę w organizowaniu i przeprowadzeniu masowego mordu, to jednak w przypadku niektórych ludobójstw kolonialnych nie sposób mówić o projekcie państwowym (np. w Wolnym Państwie Kongu). Tym bardziej że w przyszłości możemy oczekiwać zaangażowania innych, niepaństwowych podmiotów w przygotowanie i przeprowadzenie ludobójstwa (np. międzynarodowe korporacje).

Znani badacze ludobójstw Frank Chalk i Kurt Jonassohn przyjęli natomiast następującą definicję: „Ludobójstwo jest formą jednostronnej masowej zagłady, przez którą dane państwo lub dana władza ma zamiar unicestwić konkretną grupę, przy czym zarówno ona sama, jak i członkostwo w niej są zdefiniowane przez sprawców”[65].

Barbara Harff i Ted Gurr wprowadzili następującą definicję: „Pojęcie ludobójstwa (genocide) i ludobójstwa politycznego (politicide) definiujemy jako organizowanie i prowadzenie przez państwo lub jego agendy takiej polityki, której następstwem jest śmierć znacznej części jakiejś grupy (...) w przypadku ludobójstwa grupy, ofiary definiowane są przede wszystkim w kategoriach cech wspólnych, tj. pochodzenia etnicznego, wyznania lub narodowości. W przypadku ludobójstwa politycznego grupy ofiar definiowane są przede wszystkim w kategoriach zajmowanej pozycji w hierarchii lub opozycji politycznej wobec reżimu i grup dominujących”[66].

Steven T. Katz napisał zaś, że ludobójstwo „polega na urzeczywistnieniu – z powodzeniem lub bez – zamiaru wymordowania całej grupy narodowej, etnicznej, rasowej, religijnej, politycznej, społecznej, płciowej bądź ekonomicznej; przy czym grupę tę definiują sprawcy”[67]. Z kolei Mark Levene podał następującą definicję: „Z ludobójstwem mamy do czynienia, gdy władze danego państwa uważają, że ich planom zagraża pewna zagregowana grupa ludności – którą owe władze definiują jako zbiorowość organiczną bądź serię zbiorowości – próbując temu zaradzić poprzez systematyczną, masową fizyczną eliminację tegoż agregatu in toto bądź do momentu, w którym już nie jest on postrzegany jako zagrożenie”[68]. Podajmy tu jeszcze definicję Christophera Powella i Julii Peristerakis: „Ludobójstwo definiujemy jako gwałtowne zatarcie pewnej tożsamości zbiorowej, definiujemy je przy tym jako proces wielowymiarowy, w ramach którego destrukcji ulegają instytucje społeczne, które podtrzymują tożsamość zbiorową, a ponadto fizycznej zagładzie ulegają jednostki”[69].

Mam nadzieję, że ten krótki i wybiórczy przegląd pokazał, z jakim bogactwem (czy też „klęską urodzaju”) mamy w tym przypadku do czynienia. Każdy z nas musi zatem zdecydować się na jakąś definicję. Szczególnie przydatna jest, jak sądzę, definicja Helen Fein, wybitnej badaczki ludobójstw. Według niej ludobójstwo to „nieprzerwane, celowe działania sprawcy zmierzające do fizycznej zagłady danej zbiorowości bezpośrednio lub pośrednio – poprzez zakaz reprodukcji biologicznej i społecznej członków grupy, podtrzymywany niezależnie od tego, czy ofiara poddała się, czy przestała stanowić zagrożenie”[70]. W sytuacji wojny ludobójstwo można rozpoznać przez kontynuowanie działań zbrojnych mimo kapitulacji ofiar. Zarazem sam fakt (ograniczonej) obrony przez ofiary nie wyłącza ich z zakresu ofiar ludobójstwa, choć wskazuje się zwykle na fundamentalną asymetrię, tj. przewagę sprawców nad ofiarami, co nawet działania zbrojne zamienia w rzeź. Przykładem służą tu powstania w gettach żydowskich, tłumione przez Niemców nie bez ofiar, za to z okrutną systematycznością i bezwzględnością.

Definicja ta ma jednak swoje ograniczenia. Przyjrzyjmy się zatem bliżej ludobójstwu jako specyficznej zbrodni, w której nie tyle chodzi o zdobycie terytorium, bogactwa, władzy czy prestiżu, ile raczej o usunięcie z powierzchni planety określonej zbiorowości. Sądzę, że można wymienić kilka kluczowych cech ludobójstwa, które odróżniają je od innych masowych mordów.

1. Dążenie do anihilacji wyróżnionej kategorii społecznej. Sprawcy postrzegają ofiary jako przynależne do specyficznej kategorii społecznej, która jest w ich oczach naturalna, tzn. przynależność do niej nie jest przedmiotem wyboru, ale urodzenia czy innej formy przypisania. Kategoria ta nie jest arbitralnym zbiorem, ale łączy osoby w sposób istotny podobne do siebie i zasadniczo różne od otoczenia społecznego. Najczęściej ofiary opisywane są jako potencjalne lub aktualne zagrożenie dla wspólnoty sprawców. W specyficznych warunkach sprawcy postanawiają zlikwidować wrogą kategorię społeczną poprzez wymordowanie wszystkich jej członków, nosicieli niebezpiecznych cech grupowych.

Podział na grupy „naturalne”, które są ofiarą ludobójstwa (grupy rasowe, etniczne, narodowe itd.), i polityczne, które są ofiarą politobójstwa (ludobójstwa politycznego – kułacy, wrogowie ludu, komuniści, partyzanci itd.), wydaje się wątpliwy. Kategorie naturalne są bowiem wynikiem specyficznego procesu definiowania społecznego, powstają w następstwie długiego procesu spontanicznego i celowego konstruowania. Przykładem może być kategoria Żydów w III Rzeszy. Do czasu uchwalenia tzw. ustaw norymberskich 15 września 1935 roku dla Niemców, w tym elit nazistowskich, nie było do końca jasne, kto jest Żydem. W społeczeństwie dominowała definicja religijna (żyd to wyznawca religii mojżeszowej, członek gminy żydowskiej), naziści mówili o żydowskiej rasie w odniesieniu także do Żydów, którzy już od pokoleń byli chrześcijanami. Teoretycznie o przynależności do rasy żydowskiej miały decydować badania w specjalnych placówkach antropologicznych. W praktyce jednak do tej metody uciekano się bardzo rzadko, naukowość zaś samej techniki budziła zastrzeżenia również nazistów. Badania rasowe były też trudne do przeprowadzenia na masową skalę. Dlatego ostatecznie zdefiniowano Żyda, mieszając perspektywę religijną i rasową. Żydem była osoba, której przynajmniej trzej dziadkowie byli Żydami. Przynależność rasową dziadków określano już jednak na podstawie danych z gmin żydowskich. Tym samym Żydzi nie byli oczywistą, narzucającą się kategorią naturalną, ale specyficznym konstruktem, powstałym w czasie konfliktowego procesu, w którym ścierały się racje nazistowskich ideologów rasowych, prawników i urzędników. Biurokraci musieli przy tym rozwiązać szereg problemów – statusu „mieszańców”, małżeństw mieszanych, międzyrasowych kontaktów seksualnych itd. Tak powstała arbitralna kategoria społeczna była jednak powszechnie postrzegana jako naturalna, określająca wrogą żydowską rasę.

Podobnie „komuniści” – wydaje się, że jest to kategoria jednoznacznie polityczna, łącząca działaczy wyznających ideologię komunistyczną i dążących do rewolucji. Tymczasem w praktyce za komunistów uznawano osoby, które nie miały pojęcia o podstawach marksizmu-leninizmu, maoizmu czy innej ideologii komunistycznej. Co więcej, uważano te jednostki za wrogie z natury – komunisty nie dało się „nawrócić” na właściwe poglądy, pozostawał on wiecznym buntownikiem, społecznym dewiantem, którego należało trwale usunąć ze społeczeństwa w imię jego dobrostanu.

2. Niedyskryminacyjne zabijanie. Tym, co wyróżnia ludobójstwo, jest zabijanie wszystkich członków wrogiej kategorii niezależnie od ich wieku, płci, wykształcenia, statusu materialnego itd. W wielu masakrach wojennych oddzielano mężczyzn i nastoletnich chłopców od starców, kobiet i dzieci, aby ich zamordować jako potencjalnych żołnierzy. W czasie ludobójstwa zabija się wszystkich, nie tylko jako potencjalnych mścicieli zamordowanych ojców, ale jako niebezpiecznych dla wspólnoty sprawców „tu i teraz”. Proces przekształcania się rozproszonych masakr wojennych w ludobójstwo polega m.in. na tym, że sprawcy decydują się zabijać wszystkich i opanowują tę sytuację poznawczo (nowa definicja sytuacji), emocjonalnie (dehumanizacja ofiar) i pragmatycznie (np. jak skutecznie zabijać niemowlęta).

3. Zanegowanie możliwości zmiany kategorii społecznej. W historii często mordowano członków jakiejś kategorii społecznej, ale mieli oni szansę na ocalenie, gdy dokonali konwersji wymaganej przez sprawców. Jest to szczególnie wyraźne w przypadku wojen religijnych czy średniowiecznych praktyk wyrzucania żydów – konwersja religijna sprawiała, że heretyk zamieniał się w brata w wierze, który zyskiwał pełne (choć nie zawsze) prawa członka wspólnoty. Nawet jeśli w praktyce często „przechrzty” spotykali się z bezpośrednią i pośrednią dyskryminacją, to mieli szanse na ocalenie. W przypadku ludobójstw naznaczona ofiara nie ma szansy na przeżycie. Jest zagrożeniem z natury, absolutnym obcym, którego nie da się ocalić dzięki skutecznym symbolicznym egzorcyzmom. A nawet jeśli, to dotyczy to nielicznych wybrańców. Także zmiana identyfikacji narodowej czy obywatelstwa nie może uratować członka kategorii skazanej na anihilację. To wyraźnie odróżnia ludobójstwa od wcześniejszych form masowego mordowania ze względów światopoglądowych.

4. Lekceważenie indywidualnych zasług ofiar dla zbiorowości sprawców. Ludobójstwa dokonały się w społeczeństwach nowoczesnych, gdzie więzi społeczne łączyły osoby z bardzo różnych kategorii społeczno-zawodowych. Na skutek migracji, awansu społecznego, małżeństw mieszanych, wyboru nowych tożsamości jednostki mogły utracić świadomość swej „obiektywnej” przynależności do kategorii zdefiniowanej przez wspólnotę sprawców. Ofiary nieraz utożsamiały się nie tylko z państwem, które patronowało ludobójstwu, ale nawet z rasistowską czy nacjonalistyczną ideologią sprawców. Sprawcy dostrzegali także zasługi ofiar, które jako specjaliści wzmacniały wysiłek wojenny. Wszystko to jednak najczęściej nie jest w stanie ochronić członków kategorii społecznej skazanej na anihilację. Morduje się ich mimo zasług na rzecz państwa czy wspólnoty sprawców, jak również mimo tego, że tym samym osłabia się potencjał naukowo-techniczny państwa. Choć oczywiście zdarzają się wyjątki, wynikające ze szczególnych okoliczności lub woli sprawców. Hitler osobiście zajmował się sprawami „mieszańców żydowskich” (Mischlingów), którzy ubiegali się o „świadectwo niemieckiej krwi”, nawet w czasie największego napięcia na froncie[71].

5. Zamknięcie drogi ucieczki. Ofiary nie mają prawa do ucieczki. To odróżnia ludobójstwo od czystki etnicznej. Wspólnota sprawców, gdy już rozpęta masowe mordy, uszczelnia granice i pilnuje, aby wszyscy przeznaczeni do eksterminacji zostali zamordowani na terytorium kontrolowanym przez sprawców. Turcy dbali o to, żeby Ormianie nie uciekli na drugą stronę frontu z carską Rosją, hitlerowskie Niemcy pilnowały obozów i granic, aby żaden Żyd nie uniknął śmierci, Hutu zaś obawiali się, że zbiegli Tutsi, którzy pozostaną przy życiu, wrócą jako mściciele z Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego. Z kolei Ukraińcy, mimo licznych masakr, zadowoleni byli z masowego odpływu Polaków z własnego terytorium etnicznego, podobnie jak Serbowie wymuszali w latach dziewięćdziesiątych XX w. ucieczkę Chorwatów i Bośniaków, a Chorwaci – Serbów.

Czasami to nie państwo sprawca zamyka drogę ucieczki, ale inne mocarstwa. Przykładem służy tu polityka ograniczania imigracji z Europy przez Stany Zjednoczone czy Wielką Brytanię – i to w czasie, gdy już wiadomym było, że Żydów w krajach okupowanych i sojuszniczych III Rzeszy czeka tragiczny los. Działania te były motywowane z jednej strony uprzedzeniami (np. natywistycznym nacjonalizmem Amerykanów), a z drugiej – obawą przed napływem szpiegów i dywersantów. Nie zmienia to jednak faktu, że „zbyt wiele prawdziwych ofiar nazizmu ucierpiało w wyniku tej polityki, co w konsekwencji doprowadziło do ich śmierci”[72]. Oczywiście od tej reguły są pewne wyjątki. Na przykład Węgry, mimo silnego antysemityzmu, doświadczeń pogromów i masakr Żydów oraz chęci – przynajmniej częściowej – eksterminacji społeczności żydowskiej, zgodzili się na deportację – w warunkach okupacji – większości Żydów węgierskich do obozów na terenach okupowanych przez III Rzeszę, gdzie zostali oni zamordowani (około 70% populacji). Tym samym rząd Węgier współpracował przy masowych mordach. Otwarcie drogi dla deportacji stanowiło w istocie formę anihilacji cudzymi rękami, a nie formę wymuszonej emigracji. Oczywiście, możliwości odmowy życzeniu nowego okupanta były bardzo ograniczone.

Co istotne, aby określić dane masowe mordy jako ludobójstwo, nie jest ważne, jaki odsetek populacji zabito. Wysoki odsetek zabitych jest wypadkową wielu czynników, w tym geopolitycznych, a nie jedynie pochodną determinacji sprawców. Pouczające jest porównanie odsetka zamordowanych Żydów w krajach okupowanych lub kontrolowanych przez Niemców – Rumunia i Węgry, kraje ewidentnie współwinne Holokaustu, utraciły odpowiednio 50% i 70% rodzimej populacji, Holandia zaś, kraj bez antysemickich tradycji, osiągnęła 80% strat. Nawet w przypadku Francji Vichy było to tylko 25%[73]. Zarazem jednak ogromna liczba zabitych sama z siebie nie wystarcza, aby uznać dane mordy za ludobójstwo. Często bowiem sprawcy zostali zmobilizowani do mordowania na podstawie odmiennych schematów, nie tyle dążąc do anihilacji danej kategorii etnicznej, ile na przykład krwawo pacyfikując zbuntowaną prowincję. Tak było w przypadku interwencji wojsk Federacji Rosyjskiej w Czeczenii – masowe ofiary są wynikiem zastosowania brutalnej strategii wojskowej, zbrodni wojennych, w tym masakr, oraz zniszczenia krytycznej infrastruktury prowincji.

Uwzględniając powyższe uwagi i posiłkując się przedstawioną wyżej definicją Helen Fein, zdefiniujmy ludobójstwo jako podtrzymywane, celowe działanie sprawców, zmierzające do anihilacji wyróżnionej kategorii społecznej, zarówno bezpośrednio (poprzez mordy), jak i pośrednio, przez wstrzymywanie biologicznej i społecznej reprodukcji członków grupy, niezależnie od ich płci, wieku czy statusu społecznego, przy założeniu, że opuszczenie anihilowanej kategorii społecznej jest niemożliwe bez względu na działania eksterminowanych jednostek, i dbałości o to, aby ofiary nie uciekły z kontrolowanego przez sprawców terytorium.

Zdefiniowane wyżej ludobójstwo można także określić jako ludobójstwo totalne i odróżnić je od ludobójstw częściowych. Podział ten wprowadził Robert Melson. Ofiarami „totalnego wewnętrznego ludobójstwa” padli według Melsona: Ormianie, Żydzi, Romowie, kułacy i Kambodżanie (jego książka ukazała się przed ludobójstwem Tutsi w Rwandzie w 1994 r., ale spełnia ono z pewnością kryteria definicji tego autora). W przypadku ludobójstw częściowych nie chodzi o anihilację danej kategorii społecznej, ale o wymordowanie znacznej części wrogiej populacji i m.in. dzięki temu poważne podważenie jej statusu[74]. Melson podaje jako przykład nazistowską politykę eksterminacyjną wymierzoną w Polaków i Rosjan. Ludobójstwo częściowe jest zatem formą pacyfikacji wspólnoty połączonej z jej deklasacją i zmianą jej tożsamości. Przyjmuję ten podział, ale nie zgadzam się z wszystkimi klasyfikacjami Melsona. Moim zdaniem, nie można mówić o ludobójstwie totalnym na kułakach, gdyż „kułak” był jedynie etykietą, pod którą nie kryła się żadna konkretna treść społeczno-polityczna. Masowe ofiary w tym przypadku były następstwem terroru związanego z procesami kolektywizacji i walki o pełnię władzy. Moją listę ludobójstw totalnych i częściowych zawarłem w tabelach 1 i 2. O ile stoję twardo na stanowisku, że można mówić tylko o trzech ludobójstwach totalnych, to w przypadku ludobójstw częściowych uznaję listę za otwartą – zbyt wiele przypadków jest dyskusyjnych. Co ważne, posługuję się tu swoją definicją ludobójstwa, o wiele bardziej restrykcyjną, niż definicja Lemkina.

Tabela 1. Ludobójstwa totalne

Granica między ludobójstwem częściowym a totalnym nie jest naturalnie ostra. Nigdy nie udało się przecież wymordować wszystkich członków populacji – popularne wyobrażenie, że kobieta zwana Truggernanna była „ostatnią Tasmanką”, jest mityzacją. Oczywiście populacja Tasmańczyków uległa radykalnej redukcji, co pozwala mówić o ich de facto zagładzie w świetle demografii[75]. Zaklasyfikowanie danego przypadku może zatem rodzić problemy, gdyż rekonstruować trzeba będzie intencję ludobójczą – czy sprawcom chodziło o anihilowanie całej kategorii, czy tylko o jej częściowe eksterminowanie? Czy chcieli usunąć ją z własnego terytorium, czy zamienić w mało znaczącą i zależną mniejszość? Odpowiedź na te pytania wymaga uwzględnienia dorobku historyków badających dane przypadki masowych mordów. Ludobójstwo częściowe nie spełnia wszystkich opisanych wyżej kryteriów definicyjnych ludobójstwa totalnego. Sprawcy nie dążą do anihilacji wyróżnionej kategorii społecznej, lecz jedynie intencjonalnie chcą ją zdziesiątkować. Masowe ofiary są zatem następstwem celowej polityki. Mamy przy tym do czynienia z niedyskryminacyjnym zabijaniem, co niejednokrotnie odróżnia ludobójstwo częściowe od krwawej pacyfikacji zbuntowanej prowincji. Jak w przypadku ludobójstwa totalnego, sprawcy negują możliwości zmiany kategorii społecznej przez ofiary. Nie lekceważą jednak indywidualnych zasług ofiar dla zbiorowości sprawców – zdrajcy wspólnoty ofiar są wykorzystywani do pacyfikowania grupy i późniejszego nadzoru nad nią, co oczywiście nie oznacza, że są obdarzani pełnym zaufaniem. Ostatnie kryterium – zamknięcie drogi ucieczki – czasami jest spełnione, a czasami nie. Ludobójstwo częściowe wiąże się jednak z planowymi masowymi mordami, stąd masowa ucieczka ofiar, wspierana w czasie czystek etnicznych, nie jest w tym przypadku w pełni akceptowana.

Tabela 2. Ludobójstwa częściowe (wybór)

Przykładem kontrowersji może być spór o to, czy masowe mordy w czasie wojny domowej w Nigerii w latach 1967–1970 należy uznać za ludobójstwo częściowe czy też za ciąg masakr służący pacyfikacji secesjonistów. W Nigerii doszło do secesji prowincji, która ogłosiła niepodległość jako Biafra. Nigeria była krajem, który po epoce kolonialnej odziedziczył głębokie podziały etniczno-religijne. Nigdy nie był scentralizowaną kolonią o spójnym systemie politycznym – trzy odrębne regiony łączyła tylko władza gubernatora. W Regionie Północnym większość stanowiły ludy Hausa i Fulanie, wyznające islam, w Zachodnim dominowali Joruba, przeważnie animiści, we Wschodnim zaś – lud Ibo, w większości chrześcijański[76]. Historia młodego, powstałego 1 października 1960 roku państwa to nieustanna rywalizacja regionów i zamieszkujących je ludów. Wzajemna nieufność, brak stabilności politycznej (powtarzające się przewroty wojskowe) i zróżnicowania ekonomiczne potęgowały konflikt, prowadząc do okazjonalnych wzajemnych masakr. Sytuacja zaogniła się w 1966 roku. Eskalacja konfliktu doprowadziła do proklamowania przez Region Wschodni 30 maja 1967 roku Republiki Biafry. Pozostałe regiony zareagowały wypowiedzeniem wojny. Nie bez znaczenia było odkrycie największych złóż ropy naftowej na południe od Sahary – 80% z nich znajdowało się na terenie Biafry[77]; podobnie istotne było zaangażowanie Francji i Anglii, popierających interesy odpowiednio koncernów Elf i Shell[78]. Rozpoczęła się wojna, która trwała dwa i pół roku i pochłonęła ogromną liczbę ofiar. Wielu mieszkańców zmarło w wyniku klęski głodu. Ostatecznie pokonane oddziały biafrańskie podpisały 15 stycznia 1970 roku kapitulację. W konflikcie zginęło nawet milion ludzi, w większości z ludu Ibo. Mimo niechęci plemiennej i okrucieństwa intencją ludów walczących z Ibo nie była ich anihilacja czy częściowa eksterminacja. Pokazała to powojenna polityka pojednania, w wyniku której wielu Ibów wróciło na ważne stanowiska w administracji federalnej[79]. Oczywiście kwalifikacja tych zbrodni budzi do dziś gorące kontrowersje[80].

W literaturze naukowej funkcjonuje także termin politobójstwo lub inaczej ludobójstwo polityczne (politicide). Manus I. Midlarsky definiuje je jako „masowe morderstwa popełniane na określonych wrogach państwa, wytypowanych na podstawie kryteriów społeczno-ekonomicznych lub politycznych”[81]. Za ludobójstwo polityczne uznaje on masowe mordy w Kambodży w latach 1975–1979. Jak wspomniano wyżej, wydaje się, że podział na ludobójstwa etniczno-religijne i polityczne jest nie tylko zbyteczny, ale opiera się na fundamentalnym nieporozumieniu. Mówiąc o politobójstwie, wskazujemy na sposób definiowania anihilowanej kategorii społecznej, ale w istocie nie na jakościowo odmienny typ masowego mordu. Dlatego w niniejszej książce pojęciem tym będę się posługiwał tylko, przywołując dorobek autorów stosujących podział na ludobójstwa i politobójstwa.

Należy także zdefiniować elitobójstwo. Jest to podtrzymywane, celowe działanie sprawców, zmierzające do fizycznego zniszczenia elit przywódczych i kulturowych wspólnoty, zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio, kontynuowane bez względu na poddanie się ofiar lub też brak rzeczywistego zagrożenia z ich strony. Przykładem elitobójstwa niech służy wymordowanie przez Sowietów polskich elit w Katyniu, nazistowska akcja „AB”, czyli Nadzwyczajna Akcja Pacyfikacyjna z 1940 roku, której ofiarą padła polska inteligencja, lub mordowanie elit inkaskich i azteckich w czasie zdobywania Ameryki Środkowej i Południowej przez Hiszpanów w XVI wieku. Każde ludobójstwo jest oczywiście zarazem elitobójstwem.

W literaturze przedmiotu funkcjonuje także termin etnobójstwo (ethnocide) lub inaczej ludobójstwo kulturowe (cultural genocide). Jak widzieliśmy, zostało ono pierwotnie opisane w pracach Rafała Lemkina. Nie znalazło ono odzwierciedlenia w Konwencji ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa. Dopiero w czasie prac nad Deklaracją ONZ o prawach ludów autochtonicznych powrócono do próby uczynienia z etnobójstwa kategorii prawnej, ale ostatecznie z tego zrezygnowano. Finalna deklaracja z 13 września 2007 roku nie zawiera tego terminu. Etnobójstwo, zgodnie z literaturą przedmiotu, to niszczenie dziedzictwa grupy, zwłaszcza znaków i symboli jej pamięci zbiorowej i tożsamości w celu zniszczenia grupy jako grupy. Nie zabijając ludzi, niszczymy zatem grupę jako odrębny byt społeczny, prowadząc do przymusowej asymilacji jej członków[82].

Definicja ludobójstwa, którą zaproponowałem, jest zatem bardziej restrykcyjna niż definicja Rafała Lemkina czy definicja zawarta w konwencji ONZ. Jest ona bliższa potocznemu rozumieniu ludobójstwa, jako wyjątkowej zbrodni polegającej na masowej eksterminacji ofiar. Z punktu widzenia socjologa ważne jest też to, że tak zdefiniowane ludobójstwo wymaga specyficznej mobilizacji. W tym sensie jest wyjątkową formą zbiorowej przemocy.

Spór o uznanie zbrodni za ludobójstwo na przykładzie „wielkiego głodu” w Ukraińskiej SRR

Upadek idei „eksportu rewolucji” sprawił, że w Związku Radzieckim rozpoczęto „budowanie komunizmu” w ramach państwa federacyjnego. Motorem zdobywania nadwyżek rolnych, których sprzedaż winna sfinansować forsowną industrializację, miała być kolektywizacja. Masowy głód 1933 roku był rezultatem pierwszego planu pięcioletniego (1928–1932), który pozwolił rozbudować przemysł, ale i spauperyzował ludność wiejską[83]. Nieuniknione napięcia i konflikty postrzegane były przez Stalina i aparat partyjny zgodnie z logiką walki klas. Opór traktowano jako działanie antykomunistycznych sił, które wspierane przez kapitalistyczny Zachód chciały powstrzymać postępy urzeczywistniania komunistycznej utopii. Mordowanie własnych obywateli oraz masowe deportacje chłopstwa były planowym terrorem klasowym, kierowanym logiką dyktatury proletariatu.

Przeanalizujmy przypadek, który wydaje się zasługiwać na miano ludobójstwa. Mowa o „wielkim głodzie” na Ukrainie (1932–1933). W słynnej Czarnej księdze komunizmu wielkiemu głodowi poświęcony jest osobny rozdział, choć klasyfikacja zbrodni nie jest już tak jednoznaczna[84]. Wielka liczba ofiar i cierpienia ludności ukraińskiej nie są przez nikogo poważnego negowane. Ale czy można znaleźć dowody na intencję ludobójczą? Dlaczego władze sowieckie chciały wymordować część narodu ukraińskiego? Czy też może raczej była to wina nieudolności zastraszonego czystkami aparatu władzy, który nie radził sobie z kryzysową sytuacją powstałą w wyniku kolektywizacji?

Ukraina była od wieków spichrzem imperiów – Rzeczypospolitej Obojga Narodów, potem carskiej Rosji i wreszcie Związku Radzieckiego. Z oczywistych powodów konflikty związane z kolektywizacją musiały wystąpić tam w szczególnym natężeniu. Nie były to jednak zjawiska izolowane: „W sowieckiej Azji Środkowej, a zwłaszcza w muzułmańskim w dużej mierze Kazachstanie, kolektywizacja przyniosła większy wstrząs niż na sowieckiej Ukrainie”[85]. Ukraińskie władze chciały jednak wykazać się szczególną gorliwością w realizacji stalinowskich planów. Jednym ze źródeł klęski głodu było to, że za punkt odniesienia przyjęto zbiory z 1930 roku, które były wyjątkowo wysokie.

Przypomnijmy najpierw fakty. Pod koniec lat dwudziestych rozpoczęła się w Związku Radzieckim dekułakizacja i kolektywizacja połączona z rozprawą z „prawym skrzydłem” Partii Komunistycznej. Kategoria „kułak” była bardzo nieprecyzyjna. W teorii oznaczać miała osobną warstwę bogatych chłopów, posiadających większe gospodarstwa, niż sami z rodziną mogli prowadzić, i wynajmujących osoby do pomocy, które były przez nich wyzyskiwane. W praktyce kułakiem mógł być każdy bogatszy na tle sąsiadów chłop lub osoba skonfliktowana z lokalnymi aparatczykami. Kułaków i ich rodziny spotykały mordy i deportacje na Syberię. Ukraina wraz z północnym Kaukazem – w normalnych warunkach – dostarczały połowę zboża dostępnego na rynku w Związku Radzieckim[86]. W 1930 roku udział Ukrainy wynosił 7,7 mln ton, co stanowiło 33% jej produkcji. W 1931 roku te same 7,7 mln ton stanowiło już 42% zmniejszonej produkcji republiki (18,3 mln ton). W 1932 roku zdecydowano, iż Ukraina musi ponownie dostarczyć 7,7 mln ton. Kolektywizacja oraz złe warunki pogodowe sprawiły jednak, że chłopi zebrali ogółem jedynie 14,7 mln ton. W wyniku rozmaitych zabiegów kontyngent zredukowano do 6,6 mln ton. Nadal przekraczał on jednak możliwości Ukrainy. Przystąpiono do bezwzględnego odbierania zboża. Mimo to 1 listopada zebrano jedynie 41% kontyngentu – a ludzie już umierali z głodu[87].

Głodujący chłopi poszukiwali