Opis

Kryminał w najlepszym smaku

Dziennikarz kulinarny Garik Nadej zostaje wplątany w morderstwo swojego kolegi po fachu. Razem z szaloną przyjaciółką Sylwią postanowił rozwikłać tajemnicę zbrodni, aby oczyścić się z zarzutów.


Co należy podać do ramenu? Czy da się po smaku rozpoznać składniki potrawy? I najważniejsze – kto mógł pragnąć śmierci znanego warszawskiego krytyka kulinarnego?

Tego wszystkiego dowiesz się z Łowcy smaku. Urszula Ziętek udowodniła, że nawet najbardziej ponure zbrodnie da się opisać z humorem, dystansem i… smakiem! Polecamy jako odtrutkę na ponure wieczory!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 311

lub

Rozdział I

Im bliżej było do godziny 18:00, tym mocniej ogarniało go przekonanie, że nie ma najmniejszej ochoty na ten wieczór. Bolała go głowa, a im więcej pił wody, tym pragnienie, które czuł, było większe. Było mu zimno i najchętniej schowałby się pod kołdrą i przeczekał do czasu, aż mu się polepszy. Niestety teraz nie mógł się wycofać. Doskonale zdawał sobie sprawę, że całe zamieszanie to w głównej mierze jego wina. Dziennikarz z gazety „Wokół stołu” również miał w tym swój udział. Jednak gdyby Garik nie wypił aż tyle i nie zaczął przechwalać się, że jest największym smakoszem w tym kraju, pewnie Tomasz Opocki nie wymyśliłby całej tej prowokacji. A tak czekał go teraz mało interesujący wieczór, podczas którego będzie musiał udowodnić wszystkim gościom znajdującym się w barze „Przystań”, że dzięki swojemu niezwykłemu talentowi do wyczuwania smaków w jedzeniu, potrafi odgadnąć bezbłędnie wszystkie składniki, z których została przyrządzona potrawa.

Chociaż ledwo pamiętał, jak to się zaczęło, bez najmniejszych kłopotów potrafił sobie przypomnieć moment, kiedy z dumą opowiadał o swoich niezwykłych zdolnościach. Jedno zdanie, które miało zakończyć wieczór, pozostawiając całe towarzystwo zdumione i oszołomione, doprowadziło do tego, że dzisiejszy wieczór spędzi w towarzystwie mało sympatycznego dziennikarza:

– Kto nie wierzy w moje zdolności, niech rzuci mi wyzwanie! – Na samo wspomnienie tych słów zrobiło mu się niedobrze, a jednocześnie poczuł wstyd, że po raz kolejny poniosło go po alkoholu. Często zastanawiał się, dlaczego nie może upijać się na wesoło, albo chociaż usypiać, tylko zawsze wstępuje w niego duma narodowa i niepohamowana chęć chwalenia się swoją historią, przeszłością i talentem. Nadszedł w końcu ten moment, w którym znalazł się chętny, który to wyzwanie podjął – Tomasz Opocki – jego konkurent od kilku lat. Zdaniem Garika, Tomasz jako krytyk kulinarny, radził sobie całkiem nieźle. Pojawiał się na wszystkich najciekawszych branżowych imprezach i miał lekkie pióro, ale porozmawiać z nim się nie dało. Egoizm w połączeniu z wysoką ambicją sprawiały, że każda próba rozpoczęcia rozmowy kończyła się zazwyczaj kłótnią i awanturą. Tamtego wieczoru widząc jego zaczerwienione, przebiegłe oczy, Garik mógł przewidzieć, że jego słowa sprowokują Tomasza. Jednak po raz kolejny okazało się, że alkohol skutecznie blokuje racjonalne myślenie i uaktywnia impulsywne zachowania.

Właściwie nie obawiał się porażki. Naukowo udowodniono, że 40% społeczeństwa Armenii posiada genetycznie dużo więcej kubków smakowych niż przeciętny człowiek. Dzięki tej umiejętności są niezwykle wrażliwi na smak potraw, szczególnie na smak gorzki. Mama Garika zawsze z dumą opowiadała mu, że są potomkami prehistorycznej grupy „zwiadowców”. Zadaniem ich przodków było szukanie pokarmów nadających się do spożycia. Ponieważ w naturze gorzki smak zwykle oznacza truciznę, ich zdolności były niezwykle cenione przez pozostałych członków plemienia. Garik wprawdzie nigdy nie znalazł potwierdzenia tej legendy, ale niezwykły talent w połączeniu z pasją kulinarną uczyniły go jednym z najpopularniejszych krytyków kulinarnych ostatnich lat.

Kiedyś był przekonany, że w przyszłości zostanie kucharzem, tak jak chciała i o czym marzyła jego mama. Szybko jednak zmienił plany. Podczas studiów aktywnie działał w klubie studenckim i zainteresował się tematyką kulinarną. W ramach poszukiwania nowych i niecodziennych smaków często odwiedzał różne restauracje. Ponieważ inni studenci szukali miejsc, gdzie można smacznie i przede wszystkim niedrogo zjeść, Garik postanowił sporządzać notatki po każdym wspólnym wyjściu do restauracji. Swoje przemyślenia i opinie publikował w gazecie studenckiej. Okazało się, że jego artykuły są bardzo popularne i wyczekiwane wśród studentów. Garikowi to się podobało. Odkrył swoją własną drogę.

Po ukończeniu studiów postanowił kontynuować swoją pasję. Zatrudnił się w lokalnej gazecie o tematyce kulinarnej. Robił to, co kochał i jeszcze na tym zarabiał. Idealne połączenie. Niewielu jego znajomych miało tyle szczęścia co on. Zazwyczaj wykonywali pracę, której nie lubili. Podczas spotkań Garik był chyba jedyną osobą, która nie narzekała na swoją pracę.

Niestety, jego drugi, już nie tak chwalebny talent do przechwalania się po spożyciu alkoholu sprawił, że stał teraz przed szafą i zastanawiał się, jaką zagadkę przygotował dla niego Tomasz na dzisiejszy wieczór. Nie potrafił przewidzieć, co ten człowiek wymyślił. Z jednej strony nie spodziewał się niczego wielkiego, ponieważ nie widział w tym sensu. To była zwykła, pijacka przechwałka. Z drugiej strony, nigdy nie wiadomo, jak poczuje się i zachowa inna osoba. Równie dobrze może okazać się, że przechwałki Garika uraziły dumę Tomasza. W takim przypadku należało się spodziewać prawie olimpijskiej konkurencji odgadywania smaków.

Jego szafa pełna była ubrań, ale wybór nigdy nie był prosty. Dużo sprawniej szło mu dobieranie potraw. Próbować, smakować, szukać niecodziennych połączeń i opisywać niezwykłe historie na temat jedzenia – to był jego żywioł, a nie dobieranie garderoby na męski wieczór. Niezwykle żałował, że Sylwii – asystentki redakcji, w której pracował – dzisiaj z nim nie będzie. Ta drobna, urocza dziewczyna nie dość, że zawsze potrafiła mu doradzić, w co się ubrać, żeby wyglądać efektownie, to jeszcze byłaby dla niego wsparciem. Niestety, dzisiaj będzie musiał poradzić sobie sam. Sylwia miała pomagać swojej siostrze w przeprowadzce i urządzaniu nowego mieszkania. Dla pewności jednak postanowił do niej zadzwonić. Podniósł telefon, który leżał na szafce koło łóżka i wybrał numer Sylwii.

– Hallo – usłyszał zaspany głos.

– Hej, tu Garik – powiedział. – Może jednak zmienisz zdanie i pójdziesz dzisiaj ze mną? – Zapytał.

– A co ty taki cykor się zrobiłeś? – Zaśmiała się Sylwia. – Dobrze wiesz, że dzisiaj nie mogę.

– Nie możesz wyskoczyć na godzinkę?

– Wiesz, że nie – odpowiedziała stanowczo Sylwia. – Właśnie wniosłyśmy meble kuchenne i teraz będziemy je skręcać. Siostra sama sobie nie poradzi.

– Ekipę trzeba było wynająć, to by wam poskręcała.

– Wiesz, że moja siostra jest super oszczędna. Jak coś może zrobić sama, to tak zrobi. Kończę już. Powodzenia i koniecznie do mnie zadzwoń. Umieram z ciekawości, co też przyszykował dla ciebie Tomasz Opocki.

– Oby nic wielkiego, boli mnie głowa i mam plan szybko wrócić do domu.

– Twoja wina, więc teraz cierp – zaśmiała się. – Może to cię w końcu nauczy trzymać język za zębami.

– Zero wsparcia od przyjaciół – westchnął Garik. – Dobrze, że do ciebie zadzwoniłem. Od razu mi lepiej. Teraz jestem gotowy na wyzwanie.

– Zawsze do usług – zaśmiała się Sylwia. – Trzymaj się.

– Cześć! – Pożegnał się Garik. – Bawcie się dobrze. I nie połam palców.

Spojrzał na zegarek. Była 17:20, za chwilę miała przyjechać taksówka. Włożył szary garnitur, w którym zawsze wyglądał dobrze, ostatnie spojrzenie w lustro, poprawił opadający mu na czoło kosmyk czarnych włosów i wyszedł z domu.

Wieczór był ciepły i przyjemny. Wczoraj cały dzień padał intensywny deszcz i wiał silny wiatr. Dzisiaj aura się zmieniła, co ucieszyło Garika. Po deszczu nie było śladu. Niebo było bezchmurne. Od czasu do czasu czuć było tylko delikatne podmuchy ciepłego wiatru. Pogoda mu sprzyjała.

Taksówka już na niego czekała. Gdy ruszyła, oparł się wygodnie na tylnym siedzeniu i rozkoszował się widokiem miasta. Mieszkał w Legionowie od 16. roku życia i mimo upływu lat ciągle lubił to miasto. Choć miał liczne propozycje wyjazdu do Warszawy, Garik wolał zostać tutaj. Być może kiedyś przyjdzie taki moment, że zdecyduje się na przeprowadzkę, ale teraz lubił widok tych starych budynków. Zwłaszcza wieczorem. Dla niego ciągle było tu wiele ciekawych historii do odkrycia nie tylko kulinarnych. Dla większości ludzi Legionowo było zwykłym małym miasteczkiem ze szkołą policyjną. Tak myśleli ci, którzy tu nie mieszkali. Dla Garika ta malownicza miejscowość kryła o wiele więcej. Równie fascynujący co samo miasto, byli dla Garika mieszkańcy. Rozmawiając z nimi, czuło się ich głęboką więź z tym miastem. Byli dumni, że są mieszkańcami Legionowa i bardzo dbali o to, żeby miasto się rozwijało i wyglądało coraz piękniej. Rodzinny dom Garika znajdował się bardzo daleko, ale nigdy nie czuł się tutaj samotny. Dla niego był to jedyny dom, który pamiętał i z którym był związany.

Po trzydziestu minutach dotarł na miejsce. Niewielki budynek z bali otoczony kilkoma starymi świerkami prezentował się jak chatka z bajki. Tak naprawdę, jeśli ktoś nie wiedział, gdzie szukać tej wyjątkowej restauracji, trudno było mu trafić do „Króla kuchni”. Garik wyjątkowo lubił to miejsce i mimo całego tego zamieszania był wdzięczny Tomaszowi, że wybrał akurat tę restaurację na spotkanie. Przechodząc przez stare, drewniane drzwi, miało się wrażenie, że człowiek przenosi się w zupełnie inne miejsce. Zwłaszcza wieczorem, kiedy mrok przysłania okoliczne bloki, wydawać by się mogło, że gdzieś z tyłu za drzewami szumi morze. Atmosfera tego miejsca sprawiała, że goście restauracji mogli tu odpocząć od codziennego zgiełku i bieganiny. Jednak, co najważniejsze, mogli tutaj rzeczywiście bardzo dobrze zjeść.

Zazwyczaj jest to spokojne i ciche miejsce. Jednak dzisiejszego wieczoru przypominało letni festyn. Na podjeździe trudno było znaleźć wolne miejsce. Ludzie tłoczyli się przed wejściem jak przed sklepem podczas poświątecznej wyprzedaży. Flesze błyskały jak pioruny w czasie burzy. Garik odnalazł wzrokiem Tomasza, który stał pośrodku tego całego zbiegowiska. Jego potężna sylwetka wyróżniała się z tłumu. Przemawiał do zgromadzonych ludzi, żywo przy tym gestykulując. Garik nie mógł uwierzyć, że ten masywny człowiek może mieć tyle energii. Chyba rzeczywiście miał nadzieję, że dzisiejszego wieczoru zdobędzie sławę i rozgłos, ponieważ zaprosił wszystkich dziennikarzy kulinarnych. Mężczyzna, znając Tomasza od kilku lat, jeszcze nigdy nie widział go tak ożywionego i przejętego.

Jeśli żywił chociaż trochę sympatii do tego człowieka, to właśnie uleciała. Myślał, że na spotkaniu będzie tylko on i Tomasz, a wychodzi na to, że przeciwnik postanowił zorganizować przedstawienie, o którym usłyszy cała Polska. O siebie się nie martwił, wiedział, co potrafi i na co go stać. Zaczynał mocno obawiać się reakcji Tomasza, gdy okaże się, kto miał rację. Zapłacił taksówkarzowi, wziął trzy głębokie wdechy i ruszył w sam środek tłumu. Uwodzicielski i pewny siebie uśmiech nie schodził mu z twarzy.

Rozdział II

– Witam naszego gościa honorowego – Tomasz przekrzykiwał tłum. – Jak przystało na prawdziwą gwiazdę, kazał na siebie czekać – dodał, puszczając oko do zbliżającego się Garika.

– Pięć minut to chyba jeszcze nie spóźnienie – odparł Garik, ostentacyjnie patrząc na zegarek. Nie spodobało mu się zachowanie Tomasza. Nie spodziewał się uprzejmości podszytej szyderstwem. Postanowił, że nie da się sprowokować. Zrobi, co ma zrobić i pójdzie do domu. Jak najszybciej zapomni to tym wieczorze i o Tomaszu.

– Dowcipny jak zawsze – zaśmiał się sztucznie Tomasz. – Panie i panowie, powitajmy gorąco naszego gościa. Pana Garika Nadeja, jak mniemam, nie muszę nikomu go przedstawiać. To duma naszego miasta i jak to sam niedawno określił, najwybitniejszy smakosz, jaki kiedykolwiek stąpał po naszej ziemi. Dziś specjalnie dla państwa zaprezentuje swoje niezwykłe umiejętności. Proszę o gromkie brawa. To będzie wyjątkowy wieczór dla nas wszystkich – kontynuował prezentację Tomasz.

Zgromadzeni goście przez chwilę nie bardzo rozumieli, co się dzieje. Przez kilka sekund stali nieruchomo, wpatrując się w Tomasza. Takiej przemowy nikt się nie spodziewał. W końcu, ktoś przerwał panującą ciszę i zaczął klaskać. Już po chwili pod restauracją rozbrzmiały gromkie brawa i gwizdy niczym na koncercie młodzieżowej grupy pop.

– I takie powitanie to ja rozumiem – przyklasnął zadowolony z siebie Tomasz. Objął Garika i poklepując go po plecach, szepnął mu do ucha:

– Mam dla ciebie taką zagadkę, że będą ci potrzebne zdolności magiczne, żeby odgadnąć, jakich składników użyto do przyrządzenia potraw. Mam nadzieję, że jesteś gotowy na porażkę.

Wraz ze słowami Tomasza do Garika dotarł również zapach whisky. Niecodzienne zachowanie Tomasza błyskawicznie znalazło wytłumaczenie. Garik uśmiechnął się do siebie, ponieważ oznaczało to, że Tomasz nie był taki pewny siebie, za jakiego chciał uchodzić. Skoro się boi, to znaczy, że rozważa również opcję, że jednak Garik odgadnie składniki potraw. A to zapowiadało dobrą zabawę.

– Dziękuję za gorące powitanie i zapraszam państwa do środka. Nie każmy czekać naszemu gospodarzowi oraz kucharzowi – powiedział Garik do zgromadzonych gości, jednocześnie wyrywając się z objęć Tomasza. Obaj jednocześnie weszli do środka. Za nimi po kolei wchodzili zaproszeni goście. Po chwili przed restauracją pozostały już tylko samochody. Przedstawienie przeniosło się do wnętrza lokalu.

Garik musiał przyznać, że właściciel „Króla kuchni” dobrze wykorzystał rozgłos i zamieszanie wokół swojej restauracji. Wnętrze zostało wysprzątane na błysk. Stoły były ustawione równo, jakby przestrzeń między nimi była mierzona linijką. Obrusy były bielsze od śniegu, a właściciel założył swój chyba najlepszy garnitur. Garikowi zdecydowanie bardziej podobał się typowy wystrój restauracji, czyli brak obrusów, trochę bałaganu świadczącego o tym, że restaurację odwiedzało dużo gości. Cała ta sytuacja zaczynała już Garika męczyć. Rozbolała go głowa. Postanowił, ze już nigdy więcej nie pozwoli sobie na pijackie przechwałki.

Garik został posadzony przy stole znajdującym się pośrodku sali. Naprzeciw niego rozsiadł się Tomasz z wyrazem głębokiej ulgi na twarzy. Garik pomyślał, że chyba Tomasz od rana stał przed restauracją i ćwiczył swoje przemówienie. Wokół nich powoli zaczął się tworzyć krąg obserwatorów. Każdy z zaproszonych dziennikarzy trzymał aparat i dyktafon w pogotowiu. Garik zauważył, że nie przyszedł nikt z jego gazety. Pewnie jego wszystkowiedzący szef uznał, że nie jest to wydarzenie godne jego uwagi, a w razie konieczności to przecież Garik może wszystko sam opisać. Garik zamierzał oczywiście to zrobić. Postanowił również, ze spora część tego artykułu zostanie poświęcona zachowaniu Tomasza. Nie zamierzał się ani ograniczać w komentarzach, ani silić na uprzejmość.

Rozważania Garika przerwał właściciel restauracji, który w asyście kucharza pojawił się przy ich stoliku.

– Drodzy państwo – zaczął. – Nazywam się Oliwier Szpila i chciałbym powitać was serdecznie w mojej restauracji. Trudno mi wyrazić radość, jaka mi dzisiaj towarzyszy. Jestem dumny, że moja skromna restauracja została wybrana na dzisiejszy wieczór. Jestem przekonany, że wszyscy doskonale wiemy, dlaczego tu jesteśmy. Dlatego tylko dla formalności przypomnę, że gościmy dzisiaj dwóch znakomitych krytyków kulinarnych. Pana Tomasza Opockiego, wieloletniego pracownika gazety „Wokół stołu”, który wielokrotnie gościł w naszych progach. Z dumą chciałbym powiedzieć, że za każdym razem opinia pana Tomasza na temat naszej kuchni była pozytywna. Naszym drugim gościem jest pan Garik Nadej, pracownik gazety „Na talerzu”, jednej z największych gazet o tematyce kulinarnej w naszym kraju. Pan Garik bywa u nas zarówno zawodowo, jak i prywatnie, co cieszy mnie jeszcze bardziej. Panowie postanowili sprawdzić swoje zdolności smakowe. A raczej pan Tomasz poddał w wątpliwość talent pana Garika. Dziś wieczorem nasz znakomity kucharz pan Piotr Dobrzański zaprezentuje trzy potrawy, których składniki to ściśle strzeżona tajemnica. Potrawy zostały wybrane oraz sporządzone własnoręcznie przez naszego mistrza. Są to dania nowe, których nie podajemy na co dzień w naszej restauracji, dlatego możecie być pewni, że pan Garik wcześniej tych dań nie próbował. Zadaniem naszego gościa będzie odgadnięcie, z jakich składników zostały sporządzone potrawy. Państwo jako świadkowie dzisiejszego spotkania będą mogli na żywo przekonać się o talencie pana Garika.

– Albo braku talentu – wtrącił Tomasz.

– Racja – poprawił się Oliwier – albo braku talentu. Na tym zakończmy wstęp, nie przedłużajmy go niepotrzebnie. Przekonany jestem, że zarówno panowie jak i nasi goście dziennikarze umierają z ciekawości. Zacznijmy zatem.

– Piotrze – zwrócił się do kucharza – czy jesteśmy gotowi, aby podać pierwszą potrawę?

– Oczywiście – odparł kucharz – Borys! – Wskazał wzrokiem na mężczyznę stojącego w kącie sali. Przynieś pierwsze danie.

Chudy człowiek, który bardziej wyglądał na ulicznego kieszonkowca niż na pracownika popularnej restauracji, skinął głową i zniknął za drzwiami kuchni.

– Korzystając z chwili – kucharz zwrócił się w stronę dziennikarzy – chciałbym powiedzieć, że na dzisiejszy wieczór zaplanowałem trzy dania. Zaczniemy od przystawki, która mam nadzieję, rozpali apetyt na danie główne. Na koniec, dopieści zmysły jeden z moich ulubionych deserów. Inspirowałem się kuchnią chińską, która jak państwo wiecie, jest kuchnią bogatą w różne składniki i aromaty. Odgadnięcie wszystkich składników potraw będzie wyjątkowo trudne. Przyznam nieskromnie, że udało mi się zdobyć oryginalne składniki, a przygotowanie potraw było czasochłonne i skomplikowane. Tylko rzeczywiście wytrawny i bardzo zdolny smakosz będzie w stanie odgadnąć sekret mojej kuchni.

Po takim wstępie pojawienie się Borysa z tacą wywołało ogromne poruszenie i ożywienie wśród gości. Zaczęły błyskać flesze, długopisy poszły w ruch. Garik miał wrażenie, że większości z tych ludzi zupełnie nie obchodzi, co to są za potrawy i z czego są zrobione. Czekali na sensację. Nie obchodziło ich, kto ma rację, mieli nadzieję na kompromitację albo Garika, albo Tomasza. Kto wygra, nie miało znaczenia. Ważne było tylko to, żeby znaleźć ciekawy temat do jutrzejszego wydania. Garikowi jednak nie było wszystko jedno. Nie chciał zostać wyśmiany przez większość gazet w mieście. Postanowił, że potraktuje postawione przed nim zadanie poważnie i da z siebie wszystko. Jedyną osobą, która będzie wspominała dzisiejszy wieczór z goryczą, będzie Tomasz.

– Smacznego i czekamy na werdykt – wyrwał Garika z zamyślenia Oliwier.

Taca z pachnącą przekąską została postawiona przed Garikiem. Tomasz w tym samym momencie wyprostował się na krześle jak struna i zastygł. Gdyby nie jego świszczący oddech można by przysiąc, że skamieniał. Po pierwszej fali fleszów z aparatów na sali zapanowała grobowa cisza. Nikt nie ważył się odezwać, ani nawet ruszyć, aby nie zagłuszyć słów Garika. Właśnie tak wyglądałaby moja praca, gdybym nie przychodził do restauracji anonimowo – pomyślał Garik. Chociaż po dzisiejszym wieczorze już chyba do żadnej restauracji nie uda mu się wejść niepostrzeżenie. Czas zaczynać.

Po pierwszym kęsie znieruchomiał. Spodziewał się smaku słodkiego, ponieważ najtrudniej mu było takie rozpoznać. Jednak zamiast słodyczy, jego usta wypełnił ogień. Nagle dotarło do niego, dlaczego kucharz wspominał, że pierwsze danie rozpali jego apetyt na danie główne. Postanowił wypalić jego kubki smakowe, żeby nie był w stanie nic więcej wyczuć. Zauważywszy triumfalną minę Tomasza upewnił się, że było to zamierzone działanie. Niezbyt wyrafinowane posunięcie, ale po Tomaszu nie mógł się spodziewać wysublimowanej rozgrywki. Jak widać nie docenił tego przebiegłego lisa. Zadanie będzie trudne, ale Garik nie był słabą osobą, nie zamierzał poddać się bez walki. Niektóre składniki zdołał odgadnąć bardzo szybko. Bez wątpienia przekąską był kurczak panierowany w papryce chili, w takiej ilości, żeby nie dało się wyczuć nic innego. Jednak Garik poradził sobie z tym.

Widząc zniecierpliwienie na twarzach zebranych, uznał, że czas najwyższy coś powiedzieć.

– Na początek muszę przyznać, że przyrządzony kurczak jest wyjątkowo smaczny – zaczął. – Już samo to doświadczenie pozwala mi zaliczyć ten wieczór do wyjątkowo udanych.

– Nie zaczynaj proszę tych swoich przemówień – przerwał mu zniecierpliwiony Tomasz – tylko powiedz, co znajduje się w środku, jeżeli wiesz oczywiście.

– Spokojnie mój szalony... ech szanowny kolego – uśmiechnął się Garik – tak znakomita potrawa wymaga należytej oprawy.

Twarz Tomasza przybrała kolor dojrzałego buraka, co ucieszyło Garika dużo bardziej niż świadomość, że odgadnie składniki otrzymanej potrawy.

– Widzę, że kolega zaczyna się mocno niecierpliwić, więc zaspokoję jego i państwa ciekawość. – Na sali było słychać pojedyncze śmiechy, co rozwścieczyło Tomasza jeszcze bardziej. Sytuacja zaczynała się odwracać na jego niekorzyść. Nie dość, że zaczynała się pojawiać realna szansa, że Garik wygra to starcie, to jeszcze uda mu się ośmieszyć publicznie Tomasza.

– Bez wątpienia jest to wyjątkowa przystawka – kontynuował – która równie dobrze sprawdziłaby się w roli dania głównego. Kurczak zawdzięcza swój niezwykły smak kolendrze, która została dodana do oleju. Wyczuwam również sos sojowy z dodatkiem miodu. Zakładam zatem, że był to składnik marynaty. Jeżeli chodzi o przyprawy, których użyto do potrawy, to jest to zdecydowanie chili, a w celu złagodzenia smaku dodatkowo dodano imbir i skórkę cytryny. Zdecydowanie smaczne i ciekawe połączenie.

Mina kucharza utwierdziła Garika w przekonaniu, że zdał pierwszy egzamin.

– Dokładnie! – Wykrzyknął z entuzjazmem kucharz. – Uznaję pierwsze zadanie za zaliczone. Zdumiewające. Brawo – zwrócił się w stronę Garika – jestem pod dużym wrażeniem, ale jeszcze się nie poddaję. Kolejna potrawa jest dużo trudniejsza. Borys – wskazał ponownie wzrokiem na mężczyznę stojącego w kącie. – Przynieś proszę danie główne.

W sali słychać było pojedyncze brawa, szybko jednak uciszone ręką i wściekłym spojrzeniem Tomasza.

– To dopiero początek – wycedził przez zęby Tomasz – to nie było trudne. Każdy by sobie z tym zadaniem poradził. Poczekajmy i zobaczymy, czy z daniem głównym będziesz miał tyle szczęścia.

– Kiedy wreszcie zrozumiesz, że to nie jest szczęście, tylko talent, drogi kolego? – odpowiedział Garik z lekkim lekceważeniem.

Gdyby wzrok mógł zabijać, Garik leżałby tu teraz trupem. Chociaż pewnie Tomasz nie darowałby mu powolnej śmierci w torturach. Aż strach pomyśleć, co będzie, jak plan Tomasza się dzisiaj nie powiedzie. Garik zaczął mocno się zastanawiać, czy warto celowo przegrać dla świętego spokoju i chyba własnego bezpieczeństwa. Tomasz okazał się nieobliczalny i zdecydowanie szalony, więc trudno było przewidzieć, do czego ta jego wściekłość doprowadzi. Z drugiej jednak strony, do restauracji zostali zaproszeni niemal wszyscy dziennikarze kraju. Jutro to wydarzenie będzie opisane we wszystkich gazetach i dziennikach. Garik nie mógł sobie pozwolić na przegraną, obawiał się, że mogłoby to negatywnie wpłynąć na jego wiarygodność i karierę. Postanowił, że wygra to starcie, a wściekłym Tomaszem będzie martwić się później.

Więcej czasu na rozmyślania i tak już nie było, ponieważ na stole pojawiło się danie główne. Mężczyzna cichutko, ledwie dosłyszalnym szeptem powiedział „smacznego” i również niezauważalnie jak się pojawił, zniknął.

– Proszę państwa – z dumą zaprezentował kucharz – oto moje dzieło główne przygotowane na dzisiejszy wieczór. Mam nadzieję – dodał – że docenią państwo smak dania.

Garik musiał przyznać, że potrawa prezentowała się znakomicie. W okrągłym półmisku znajdowała się zupa. Od razu dało się rozpoznać wieprzowinę, brukselkę, jajko, sezam oraz grzyby shiitake, charakterystyczne dla kuchni chińskiej. Garik podejrzewał, że sekret tkwi w bulionie. Na pewno został przygotowany ze składników, które są trudno dostępne oraz słabo wyczuwalne w takim bukiecie smaków.

Wymienił wszystkie składniki widoczne w daniu, które zostały następnie potwierdzone przez kucharza i skoncentrował się na bulionie. Wiedział już, że samo wyczucie smaku nie wystarczy. Będzie musiał podeprzeć się wiedzą o tradycji kuchni chińskiej. Smakując bulion, próbował przypomnieć sobie, co wiedział o kuchni chińskiej. Szukał w głowie niestandardowych połączeń i przepisów, które mogłyby mu pomóc w odgadnięciu składników dania, które przyrządził kucharz.

Zadowolony z siebie Tomasz rozsiadł się wygodnie na krześle i ostentacyjnie wyciągnął zegarek i zerkając na wskazówki, zapytał Garika:

– I jak tam nasz samozwańczy mistrz smaków? Czy to wszystko, co masz nam do powiedzenia?

– Cierpliwości – odpowiedział Garik. – Jestem przekonany, że każdy, kto przyszedł tutaj dzisiaj, jest w stanie poczekać jeszcze dwie minuty.

Zduszony śmiech rozszedł się po sali.

– To nie jest kabaret – wrzasnął rozwścieczony Tomasz – podawaj składniki albo kończymy dzisiejszy wieczór i uznajemy moją rację.

– W porządku – odpowiedział Garik, starając się zachować spokój, chociaż zachowanie Tomasza zaczynało go już mocno irytować. Zaczął wymieniać składniki, których był absolutnie pewny. Sos sojowy, ocet ryżowy, sól, brązowy cukier, płatki bonito, makaron, cebula, por, czosnek, imbir. Z każdym wymienionym nowym składnikiem na sali rozbrzmiewały coraz głośniejsze oklaski.

Garik odgadł zamysł kucharza. Rozpoznał, że miał to być ramen. Miał nawet kiedyś okazję go próbować, ale ten smak zdecydowanie różnił się od tego, jaki zapamiętał z wyprawy do Tokio. Rzeczywiście danie to wywodzi się z Chin, ale z czasem stało się narodowym daniem Japonii. Garik już wiedział, gdzie szukać brakujących składników. Nie po raz pierwszy wiedza na temat historii potraw pomagała mu w życiu. Szukanie nietypowych legend to jego hobby. Szybko wymienił mirin i wódkę, którą dało się wyczuć w bulionie, jak i w marynacie, w której były trzymane jajka. Jeszcze raz spróbował bulionu, ale się zawahał. Wprawdzie przypuszczał, że kucharz do sporządzenia wywaru użył wodorostów kombu, które same w sobie nie mają smaku, ale dodane do potrawy zdecydowanie nadają jej wyrazistości. Miał jednak wątpliwość, czy kucharzowi udało się je w tak krótkim czasie zdobyć. Chociaż jeżeli był takim miłośnikiem kuchni azjatyckiej jak mówił, mógł te składniki mieć już wcześniej i korzystając z okazji, wykorzystał je. Widząc zniecierpliwienie gości i triumfalny uśmieszek na twarzy Tomasza, zdecydował się zaryzykować.

– Moi państwo – zakończył degustację Garik – chciałem powiedzieć, że ostatnim składnikiem tej przepysznej potrawy są wodorosty kombu.

– To jawne oszustwo! – Wykrzyczał czerwony na twarzy Tomasz. – Ten żałosny kucharz wszystko ci wcześniej powiedział – wstał tak gwałtownie, że krzesło, na którym siedział, przewróciło się i poleciało pod nogi zdumionego i jednocześnie przerażonego właściciela restauracji.

– Ukartowaliście to! – Nie przestawał oskarżać Tomasz. – Jeszcze tego pożałujesz. Nie zadziera się ze mną. Dzisiaj ci się udało, ale zobaczysz, już niedługo przyjdzie dzień, że pożałujesz swojej zuchwałości.

– Zapewniam cię – starał się mówić spokojnie Garik – że nie było tu żadnego oszustwa. Mówiłem przecież, że mam niezwykły talent, więc chyba tego właśnie się spodziewałeś.

Tego było już za wiele dla Tomasza. Rzucił się na Garika z pięściami. Mocno zaskoczony Garik w pierwszej chwili nawet nie zareagował, co skończyło się mocnym uderzeniem w dolną część szczęki. Garik mógłby przysiąc, że usłyszał jak pęka mu kość. Olbrzymi ból przeszył mu głowę. Z oczu poleciały łzy, których nie był w stanie opanować. Przez chwilę zrobiło mu się ciemno przed oczami. Był tak oszołomiony i zaskoczony, że stał bez ruchu i przyjmował coraz potężniejsze ciosy Tomasza.

Z jednej strony był zaskoczony, że jeszcze stoi na nogach, a z drugiej zastanawiał się, dlaczego nikt mu nie chce pomóc. Próbował odsunąć się na bezpieczną odległość, poza zasięg potężnych pieści Tomasza i to się nie udawało. Jego krzesło nie chciało się odsunąć, ponieważ zostało czymś zablokowane. Prawdopodobnie przez nogę któregoś z zaproszonych dziennikarzy. Garik widział błyskające flesze aparatów. Był coraz bardziej wściekły, że ludzie zamiast mu pomóc, stali i robili zdjęcia, które pewnie zostaną opublikowane w jutrzejszych gazetach. Starał się zasłonić rękami twarz i czekał, aż Tomasz w końcu wyładuje swoją złość i zostawi go w spokoju.

Rzeczywiście ludzie zgromadzeni w restauracji nie reagowali, każdy stał niczym zahipnotyzowany i przyglądał się, jak Tomasz okłada pięściami Garika. Jako pierwszy z odrętwienia otrząsnął się Oliwier i rzucił się na ratunek. Starał się odciągnąć Tomasza, jednak gabaryty dziennikarza okazały się nie do pokonania dla restauratora. W końcu z pomocą ruszyło kilku innych żurnalistów. Po chwili udało się uwolnić Garika. Tomasz w asyście kolegów został wyprowadzony z restauracji.

Jeszcze zza zamkniętych drzwi słychać było jego groźby:

– Popamiętasz mnie! Znajdę cię, nie daruję ci tego!

Garik, kiedy otrząsnął się z pierwszego szoku i stwierdził, że chyba jednak nic nie ma złamanego, chciał coś powiedzieć, ale opuchnięte usta i cieknąca krew z wargi mu nie pozwalały. Wyciągał rękę w stronę Tomasza, pokazując coś palcem, jednak nikt z obecnych nie zrozumiał jego intencji. Chwiejąc się na nogach, ruszył za Tomaszem, ciągle próbując coś powiedzieć, jednak w dalszym ciągu z jego ust wydostawał się tylko bełkot. Po chwili również i Garik zniknął za drzwiami restauracji.

Tymczasem zrozpaczony Oliwier, chcąc ratować sytuację, starał się uspokoić i zatrzymać zgromadzonych gości. Po zakończonym pokazie planował przyjęcie, na którym chciał wypromować swoją restaurację, tymczasem ludzie powoli zaczynali rozchodzić się do domów. Kazał kelnerowi roznosić drinki, sam natomiast wmieszał się w tłum i zaczął gorąco przepraszać oraz zachęcać do pozostania i poczęstowania się darmowym jedzeniem. Kazał wnieść poczęstunek dla gości, mając nadzieję, że mimo niezbyt szczęśliwego zakończenia wieczoru, następnego dnia jego restauracja zostanie opisana pozytywnie.

Rozdział III

Kiedy Garik wrócił na salę, przyjęcie trwało w najlepsze. Po wcześniejszym zamieszaniu nie było już śladu. Słychać było śmiechy i stukanie kieliszków. Właściciel restauracji, już zdecydowanie spokojniejszy, z wielkim przejęciem tłumaczył coś zgromadzonym wokół niego dziennikarzom. Jedynie kelner nerwowo krążył po sali z tacą pełną kolorowych drinków. Niewiele się zastanawiając, Garik chwycił jednego z nich z tacy i udał się w kierunku grupki dziennikarzy zgromadzonej wokół właściciela restauracji.

– O, jest i nasz bohater – wykrzyknął Oliwier ujrzawszy zbliżającego się Garika. – Gdzie się podziewałeś tyle czasu? Nie miałem jeszcze okazji ci pogratulować. Pewnie nie tylko ja chciałbym się w końcu dowiedzieć, jak to zrobiłeś? Jak odgadłeś wszystkie składniki? To było wręcz niesamowite. Muszę przyznać, nie wierzyłem, że dasz radę. Co ja wygaduję – poprawił się. – Nie wierzyłem, że jest to w ogóle możliwe. A ty jednak tego dokonałeś! Skoro już pokaz się skończył, zdradź nam proszę tajemnicę, jestem bardzo ciekawy – nie przestawał mówić Oliwier.

– Dziękuję za uznanie – skłonił się przesadnie Garik. – Nie ma w tym jednak żadnej tajemnicy czy, jak pewnie niektórzy z was uważają, sztuczki. Wiedza kulinarna w połączeniu z moim niezwykłym talentem pozwala mi z łatwością odgadywać składniki potraw. Przyznać muszę, że kucharz wyjątkowo się postarał, żebym nie miał łatwego zadania – dokończył Garik. – Ale kuchnia chińska również należy do jednej z moich ulubionych, więc miałem ułatwione zadanie.

– Zdradź nam chociaż, jak odgadłeś, że do dashi dodałem kombu? – wtrącił się do rozmowy kucharz. – Specjalnie na tę okazję wybrałem delikatne, nie powinieneś tego wyczuć w bulionie – dopytywał.

– Skoro już zakończyliśmy część degustacyjną, a sprawca całego zamieszania gdzieś zniknął, myślę, że mogę powiedzieć, skąd wiedziałem – dał się w końcu przekonać Garik. – Sam nie byłem pewien, czy wymieniać kombu. O tym, że dodaje się go do dashi wiem dzięki mojej mamie, która nie dość, że była wspaniałą kucharką, to jeszcze posiadała ogromną wiedzę na temat potraw i ich pochodzenia. Większość dzieci na dobranoc słyszy od swoich rodziców bajki – kontynuował Garik. – Natomiast moja mama opowiadała mi historie o potrawach, składnikach i przyprawach. Do dziś pamiętam opowieść o małej miejscowości Hakodate, gdzie w magazynie przy porcie, grupa kobiet wiązała pakunki suszonych wodorostów kombu. Zbierane są bambusowymi tyczkami zakończonymi hakiem. Następnie suszy się je, najpierw starannie szczotkując jak włosy, a potem rozwiesza się je na słońcu.

– Niesamowite – odparł kucharz – mimo że interesuję się kuchnią azjatycką, nigdy nie słyszałem tej opowieści. Mam ogromne braki, już teraz wiem, co będę robił w wolne wieczory. Teraz wiem, że zarówno ja, jak i Tomasz, nie doceniliśmy twojego talentu. Wyczuwanie smaku to jedno, ale twoja wiedza jest ogromna. Jestem przekonany, że nieważne jak wymyślne danie bym przygotował i tak byś odgadł wszystkie składniki.

– Wielka szkoda, że nie doczekaliśmy deseru – usłyszał za plecami głos dziennikarza. – Pewnie moglibyśmy usłyszeć kolejną pasjonująca historię.

– Również żałuję, że degustacja została przerwana – odpowiedział Garik.

– A właściwie gdzie się podział Tomasz? – zapytał któryś z dziennikarzy – Chciałem mu zadać kilka pytań, ale nie mogę go nigdzie znaleźć. Mam nadzieję, że nic mu nie zrobiłeś Garik? – Dodał już lekko podpity dziennikarz.

– A niby dlaczego miałbym mu coś zrobić? – Zapytał Garik mocno zaskoczony obrotem spraw.

– Po tym jak dostałeś od niego kilka porządnych ciosów w twarz – odpowiedział dziennikarz – każdy by się zdenerwował, a wszyscy widzieli jak za nim wybiegłeś czerwony na twarzy i wykrzykiwałeś w jego stronę jakieś groźby.

– O czym ty mówisz? – Dopytywał mocno zdziwiony Garik. – Poszedłem za nim, bo chciałem z nim pogadać, a nie żeby się mścić. Niestety nie dogoniłem go. Myślałem, że znajdę go przed restauracją, ale parking był pusty.

– Nie ma co się przejmować – wtrącił dziennikarz, podając Garikowi kolejnego drinka. – Jutro całe wydarzenie będzie opisane we wszystkich gazetach, więc sobie przeczyta nasz komentarz. Jestem w stanie się założyć, że długo nie wyjdzie z ukrycia.

– Może wystarczy już tych zakładów – odezwał się inny dziennikarz, którego Garik kojarzył z konferencji. – Ostatni zakład nie miał dobrego finału, przynajmniej dla Tomasza. Gratuluję Garik. W końcu ktoś utarł mu nosa. Chyba wypowiem się w imieniu wszystkich, że z wielką przyjemnością opiszemy dzisiejszy wieczór. Już od dawna czekałem na taką okazję – dodał – Tomasz zawsze był taki wyniosły i pewny siebie. A tu trafił na lepszego zawodnika. Długo będę wspominał tę czerwoną z wściekłości twarz. Już za samo to należy ci się medal – dokończył.

– Zdrowie Garika – krzyknął ktoś w głębi sali i już po chwili wszyscy krzyczeli – Zdrowie! Zdrowie! Zdrowie!

Przyjęcie trwało w najlepsze jeszcze dobre dwie godziny, chociaż jak to zwykle na takich przyjęciach bywa wraz ze zmniejszającą się ilością alkoholu ubywało również gości. Wkrótce została tylko garstka najwytrwalszych. W związku z tym, że zapas alkoholu wyraźnie się kończył, naturalnie stał się głównym tematem rozmów. Mocno pijane towarzystwo zaczęło przechwalać się, kto miał okazję pić, albo najdroższy, albo najdziwniejszy alkohol. Garik wygodnie oparty na krześle przysłuchiwał się rozmowie. Czuł, że zaraz zapadnie w drzemkę, chociaż poobijana twarz zaczynała go boleć coraz bardziej. Jeden z dziennikarzy opowiadał, jak podczas podróży do Wietnamu został poczęstowany winem z jadowitym wężem w środku. Na Gariku jednak nie robiło to specjalnie wrażenia. Sam kiedyś próbował wina na bazie mysich noworodków. Ktoś inny opowiadał, że kiedyś spróbował najbardziej obrzydliwego wina świata, a mianowicie wina z mewy. Podobno jest to wymysł Eskimosów, produkowany wyłącznie na ich potrzeby. Z drzemki wyrwała Garika opowieść Oliwiera, który pochwalił się, że posiada w swoich zbiorach oryginalną butelkę absyntu. Dawno temu jeden z gości zorientował się, że nie ma jak zapłacić za kolację, więc zostawił butelkę jako zapłatę. Właściciel restauracji usłyszał, że alkohol ten jest wiele wart, dużo więcej niż sama kolacja. W dzisiejszych czasach trudno spotkać oryginalną recepturę. Ze względu na swoje halucynogenne właściwości był szczególnie ceniony wśród francuskich arystokratów w XIX wieku.

– Czy wiecie – wtrącił Garik – że podobno Van Gogh uciął sobie ucho, będąc pod wpływem absyntu?

– Biorąc pod uwagę właściwości trunku, nawet mnie to nie dziwi – odezwał się Oliwier. – Słyszałem tylko o specjalnym sposobie picia absyntu. Trzeba zanurzyć w nim kostkę cukru, podpalić go i mieszać, aż powstanie karmel. Nigdy nie miałem jednak odwagi tego zrobić. Podobno absynt niejednego doprowadził do szaleństwa.

– Ja znam inną metodę picia absyntu – powiedział Garik. – Kiedyś interesowałem się pochodzeniem absyntu i tajemnicą jego niezwykłego smaku. Rzeczywiście może okazać się halucynogenny ze względu na dużą zawartość tujonu, ale rzadko spotyka się już oryginalną recepturę, dlatego myślę, że możesz spokojnie otworzyć swoją butelkę. Nic ci się nie stanie. Dodam tylko, że jeżeli kiedyś zdecydujesz się na jej otwarcie, to absynt najlepiej smakuje przesączony przez cukier i zmieszany z lodowatą wodą. Wtedy trunek staje się mętny i rozkwita pełnią swojego aromatu. Najważniejsza jest właśnie woda. Cukier można pominąć, gdyż prawdziwy absynt nie pozostawia w ustach gorzkiego smaku.

– Spróbujmy tego niezwykłego smaku – odparł Oliwier. – Przekonajmy się, czy posiadam oryginalną butelkę trunku, czy nie. Tylko musimy zdecydować, który z nas rezygnuje z degustacji. Po tych wszystkich opowieściach, wołałbym, żeby ktoś nad nami czuwał.

– Zgłaszam się na ochotnika – wyrwał się Garik. – Dzisiejszy wieczór jest skutkiem mojego nadużycia alkoholu, więc z miłą chęcią tym razem pozostanę z boku i poobserwuję. Wątpię jednak, czy posiadasz oryginalną butelkę absyntu. Na twoim miejscu nie oczekiwałbym niesamowitych wizji czy wpływu na świadomość.

– Może i nie, ale mimo wszystko chciałbym spróbować – odpowiedział Oliwier. – Nie wiadomo, kiedy pojawi się kolejna okazja. Mam ochotę dzisiaj zaszaleć. Skoro już mamy ustalony plan, zapraszam was do mojego gabinetu – poderwał się z entuzjazmem Oliwier.

Nikomu jednak nie było dane spróbować absyntu, ponieważ na podłodze, pośrodku gabinetu znaleźli ciało. W pokoju panował półmrok. Paliła się tylko jedna lampka stojąca na biurku. Chociaż nie dało się dostrzec szczegółów, z łatwością można było zauważyć, że głowa leżącego na podłodze człowieka, znajdowała się pod nienaturalnym kątem w stosunku do reszty ciała. Oczy pozostały otwarte, jednak nieruchome. Potężna sylwetka zajmowała całą wolną przestrzeń na podłodze. Poza tym gabinet wyglądał na nienaruszony. Dokumenty leżały równo ułożone na biurku. Krzesło stało lekko odsunięte, jakby ktoś tylko na chwilę wyszedł i zaraz miał wrócić do pracy. Nie było żadnych oznak przepychanki, ani walki. Ciało, które ułożone było na brzuchu, wyglądało jak trofeum myśliwego przywiezione z polowania.

Nikt nie odważył się ruszyć jako pierwszy ani nie był przygotowany na taki widok, więc nie wiedział, jak się zachować. Mężczyźni tłoczyli się w drzwiach, ale nie było odważnego, aby wejść do gabinetu. Stali i zastanawiali się, co powinni zrobić. Pierwszy z całego towarzystwa zareagował Garik. Podszedł do leżącego ciała ostrożnie. Obszedł je wokoło, uważnie się przyglądając. Uklęknął na prawe kolano i sprawdził tętno. Chociaż ciało było jeszcze ciepłe, Garik nie wyczuwał pulsu. Przez głowę przeszła mu myśl, że zabito go przed chwilą. Być może morderca jest jeszcze w okolicy. Powoli przewrócił ciało na plecy, żeby upewnić się, co do tożsamości nieboszczyka. Ubiór oraz sylwetka nie pozostawiały wątpliwości, ale jak to mówią nadzieja umiera ostatnia. Póki nie uda się zobaczyć twarzy denata w pełnym świetle, Garik miał nadzieję, że to obcy człowiek do złudzenia przypominający Tomasza. Nie była to prosta sprawa, ponieważ człowiek ten był wyjątkowo wielkiej postury. Kiedy odwrócił ciało na plecy i mógł dokładnie przyjrzeć się twarzy, pozbył się wszelkich wątpliwości.

– Tomasz – szepnął Garik.

Wszyscy obecni w gabinecie jęknęli. Oni również rozpoznali martwego mężczyznę.

– A więc tutaj podziewał się nasz kolega – starał się zażartować i bardzo szybko pożałował, że nie wybrał opcji milczenia. Jego żart nie został zrozumiany przez resztę obecnych.

– Tak ci wesoło, Garik? – Zapytał Oliwier, zerkając podejrzliwie w stronę Garika. – Nie wiem, czy dobrze pamiętam, ale wspominałeś, że nie spotkałeś go na parkingu? A może jednak spotkałeś i teraz patrzymy na efekt waszego spotkania?

Serce Garika na moment stanęło. Tak oto z bohatera wieczoru przerodził się w podejrzanego. Wyprostował się momentalnie i kręcąc głową w geście zaprzeczenia zaczął wycofywać się z gabinetu.

– Dokąd się wybierasz? – Usłyszał za plecami głos kucharza. Jego dłoń zacisnęła się na ramieniu Garika. – Nikt stąd nie wyjdzie do czasu przyjazdu policji. Powinni tu być za piętnaście minut – dodał. – Zwłaszcza ty – wycelował palcem w pierś Garika. – Nie mam zamiaru się za ciebie tłumaczyć. Sam wyjaśnisz policji, gdzie się podziewałeś po waszej przepychance. Możesz być pewny, że zeznamy, co widzieliśmy, jak wybiegłeś za nim, grożąc mu i byłeś ostatnią osobą, która widziała go żywego. Może uda ci się przekonać policję, że nie spotkałeś go na parkingu, ale zrobisz to osobiście.

Garikowi zrobiło się gorąco. Był pewien, że wyparował z niego cały alkohol. Starał się uśmiechać i wyglądać na spokojnego, jednakże głęboko w środku czuł, że ogarnia go panika. Z boku rzeczywiście nie wyglądało to najlepiej. Najpierw awantura, przepychanki i groźby. A teraz martwe ciało. Kusiło go, żeby wymknąć się jakoś i uciec do domu, ale pewnie prędzej czy później policja by go znalazła. Ucieczka by mu raczej nie pomogła. Postanowił poczekać i zaczął układać sobie w głowie plan tego, co powie policji. Pomimo że był niewinny, przeczuwał, że będzie miał ogromne kłopoty. Zawsze tak było. Od dziecka prześladował go pech. Jak już miało się coś nie udać albo ktoś miał wpakować się w kłopoty, to wiadomo było, że będzie to Garik. Gdy był chłopcem, koledzy bardzo chętnie zabierali go ze sobą na różnego rodzaju wypady, ponieważ wiadomo było, że w razie czego Garik zostanie ofiarą. Przypomniała mu się historia z dzieciństwa, kiedy wybrał się z kolegami na pobliskie działki, żeby zerwać trochę owoców. Mimo że wybrali się wieczorem, ktoś musiał ich widzieć, ponieważ chwilę po obskubaniu z jabłek pierwszego drzewa, przyjechała policja. Zaczęli uciekać. Kiedy przeskakiwali przez płot z siatki, Garikowi zaczepiła się nogawka o drut i nie udało mu się przejść na drugą stronę. Oczywiście jak można było przewidzieć, był jedynym chłopcem, który został wtedy złapany i odwieziony przez policję do domu. Tak było za każdym razem. Całe życie prześladował go pech, dlatego czekając na przyjazd policji, szykował się na najgorsze.

Do czasu przyjazdu radiowozu, każdy siedział w milczeniu na swoim krześle i czekał. Tylko Oliwier chodził nerwowo wokół sali, mamrocząc coś pod nosem. Nikt się do siebie nie odzywał. Nikt na nikogo nie patrzył. Każdy siedział i czekał co będzie dalej. Garikowi wydawało się, że wszystkim ulżyło, kiedy pod restauracją usłyszeli syreny policyjne i odgłos opon zatrzymujących się na żwirze. Była godzina 2:27, ale każdy zdawał sobie sprawę, że nieprędko wróci do domu.