Londyńczycy - Ewa Winnicka - ebook
Opis

Między 1939 a 1947 r. niemal 200 tysięcy Polaków zranionych przez wojnę i wielką politykę zaczęło życie na obcej wyspie. Większość tubylców nie była tym zachwycona.
Wylądowaliśmy na Marsie i żeby przeżyć, musieliśmy założyć tam Polskę – powiedział jeden z uchodźców. Jak się w niej żyło? Kim są urodzone na obcej planecie dzieci?
Drugie wydanie „Londyńczyków” zawiera kilkanaście opowieści z życia na owym Marsie. Prócz nich w zbiorze znajduje się pięć nowych reportaży oraz dokument „samouczek emigranta” – wydana w 1946 r. instrukcja dla Polaków pragnących odnieść sukces na obczyźnie. Z jakich cech narodowych radził zrezygnować, żeby wieść szczęśliwe życie? Czy mimo upływu lat pozostał aktualny?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 272

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Między 1939 a 1947 rokiem niemal 200 tysięcy Polaków, zranionych przez wojnę i wielką politykę, zaczęło żyć na obcej wyspie. Większość tubylców nie była tym zachwycona.

– Wylądowaliśmy na Marsie i żeby przeżyć, musieliśmy założyć tam Polskę – powiedział jeden z uchodźców.

Jak żyli Polacy w Polsce na Marsie? Kim są ich dzieci? Kilkanaście historii z ich życia zawiera właśnie ta książka.

Dzieci fotografa Jana Markiewicza: Alexandra, Teresa i Chris
Wstęp, czyli: zagubieni, znalezieni, zagubieni
Lato 1998. Brixton

Jean-Marc, kurier rowerowy w średnim wieku, przeciął ulicę Brixton Hill i stanął przy wielkim śmietniku. Od razu wydał mu się obiecujący: spomiędzy kawałków gruzu wystawały fragmenty mebli, szmat i starych gazet. W dwóch skrzynkach na warzywa zobaczył pożółkłe fotografie. Bez zastanowienia załadował je na kurierski rower. Śmieci, gazety, stare monety i niepotrzebne zdjęcia odgrywały ważną rolę w życiu artystycznym Jeana-Marca. Porzucone rekwizyty cudzego życia złożone w atrakcyjne instalacje przysparzały mu pewnej sławy w północnym Londynie. Na razie, niestety, nie przysparzały pieniędzy. Wieczorem obejrzał fotografie. Dziewczynki w białych sukienkach paradowały przed blaszanymi barakami albo tańczyły w ludowych strojach. Eleganccy mężczyźni na bankietach. Domowe prywatki, potańcówki albo wakacje nad morzem. Na kilku był stempel: JAN MARKIEWICZ, 67 GAYVILLE ROAD, LONDON SW11, 1953. Europa Wschodnia, powiedział do siebie artysta konceptualny, i zniósł paczki do piwnicy.

W ogóle go nie inspirowały.

2008. New Cross

Nicole, lat 32, uczyła w podstawówce i mieszkała w północnym Londynie, który ją frustrował. „Więzi sąsiedzkie umarły”, mówiła, ponieważ nie znała żadnego sąsiada ze swojej ulicy, z wyjątkiem Marii, sympatycznej nimfomanki, która, rzecz jasna, nie miała problemów z towarzystwem. Po południu Maria zapukała z informacją, że mężczyzna z naprzeciwka planuje przyjęcie dla znajomych z sąsiedztwa. Gospodarz nazywał się Jean-Marc i potrafił słuchać. Nicole opowiedziała więc od razu swoje historie. O mamie, która nie umiała zagrzać miejsca i której kolejni mężowie coraz mniej podobali się Nicole. O jej nieznośnym poczuciu wyższości. Kiedy przyjeżdżała do Londynu w odwiedziny, lubiła na głos komentować wygląd ludzi w autobusie. Wydawało się jej, że jest bezkarna, bo mówiła po polsku. Aż któregoś dnia starsza osoba odwróciła się i poprosiła, żeby mama przestała, bo jej przykro.

– Matka Polka? – zapytał Jean-Marc i poczuł się zainspirowany.

Wyniósł zakurzone pudełka. Leżały w piwnicy dziesięć lat.

2008. Gęsi

Ludzie na fotografiach wyglądali na pełnych życia i nie sprawiali wrażenia zainteresowanych tylko samymi sobą jak sąsiedzi z New Cross. Nie miała pojęcia, kim byli, dopóki na jednej z fotografii nie zobaczyła dwójki dzieci przebranych do szkolnego przedstawienia, pozujących zapewne z dumnym tatą. Na pierwszym planie stały gęsi wycięte z drewna i wyposażone w kółka, żeby mogły sprawniej wjeżdżać na scenę. Poznała te gęsi. Stały w sali teatralnej polskiego Klubu Orła w dzielnicy Balham, gdzie mieściła się szkoła sobotnia, do której dwadzieścia pięć lat temu posłała ją matka. Występowała w tych samych dekoracjach. Gdy tylko matka wyjechała z Anglii z następnym mężem, Nicole przestała mówić po polsku i przebierać się za krakowiankę. Teraz o Polakach codziennie czytała w gazetach, które grzmiały o barbarzyńskiej hordzie najeźdźców. W związku z hordą za rogiem w New Cross wyrosła redakcja polskiego tygodnika, który mógł teraz pomóc Nicole dowiedzieć się więcej o szczęściarzach z fotografii. Gazeta „Nowy Czas” wydrukowała kilka zdjęć i apel do potomków fotografa. Pan F., kupując kiełbasę w dzielnicy Ealing, rozpoznał zdjęcie Teresy Stołągiewicz w za dużych majtkach i jej siostry Aleksandry siedzącej w blaszanej wanience. Zrobił je świętej pamięci Janek Markiewicz, kolega, fotograf z Kensingtonu, tata dziewczynek z fotografii.

1913. Jan Markiewicz

Studiował prawo we Lwowie, byłby zdolnym urzędnikiem. W 1938 roku Bank Gospodarstwa Krajowego w Warszawie zaproponował mu pracę dietariusza i zaraz przyznał podwyżkę. Niestety, 4 września następnego roku go zmobilizowano i skierowano do piechoty, walczył w 6. Pułku Dywizji Strzelców Pieszych. Oddział wycofał się na południe i został internowany w Rumunii. Jan Markiewicz przez Francję i Szwajcarię dotarł do Southampton i Londynu. Zamieszkał z pięcioma kolegami z wojska w wynajętym pokoju. Poszedł na potańcówkę, gdzie zobaczył Krystynę, którą pamiętał ze Lwowa. Właśnie przyjechała z matką z obozu w Tanganice. Zakochał się i szybko ożenił. Czterech braci Krystyny też trafiło do Londynu, jeden, poliglota, do brytyjskich służb specjalnych, które płaciły specjalne pensje. Na Gayville Road ściągnął całą rodzinę. Ponieważ dyplom prawniczy nic już nie znaczył, został fotografem. Polacy żenili się wtedy na potęgę, rodziły się dzieci, emigracyjni politycy obchodzili uroczyste rocznice. Wszyscy potrzebowali pamiątkowych fotografii, więc Jan szybko odniósł sukces. Lubili go generał Władysław Anders, głowa polskiej emigracji, oraz malarz Feliks Topolski. Większość polskich rodzin miała wtedy Markiewicze nad kominkiem, ale on nie przywiązywał do nich wagi, zapominał o nich i je gubił. W 1949 roku urodziła mu się córka Aleksandra, niecałe dwa lata później Teresa.

2011. Teresa i Aleksandra

Na starym zdjęciu Teresa tańczy w stroju krakowskim w polskiej szkole sobotniej przy Nightingale Lane. Na innym podnosi ją do góry sam Tomasz Arciszewski, premier rządu na uchodźstwie, założyciel szkoły. Aleksandrę w wannie szoruje babcia Małgorzata.

Jan Markiewicz, pod koniec lat 80.
Aleksandra w kąpieli
Prywatka w klubie polskim, lata 60.
Teresa na rękach Tomasza Arciszewskiego, premiera rządu na uchodźstwie
Siostry Markiewiczówny – harcerki
Narzeczeni: Jan Markiewicz i Krystyna Godowska
Jan Markiewicz – 1947 r.

Siostry zostały nauczycielkami, mówią śpiewnie, podpierając się angielszczyzną. Tak więc rodzice z godnością zaczęli angielskie życie. Ich Lwowa już zresztą nie było. Tata nie mówił, czy jest szczęśliwy, czy nie. A one nigdy nie pytały. Rodzice żyli cicho, wśród przyjaciół z Polski. Było ich pięciu: Karpeta, Kolenda, Markiewicz, Mossakowski, Wilk. Umarli w kolejności alfabetycznej. Po niedzielnej mszy szli do kawiarni i rozmawiali o polityce. O bad guys w Moskwie zazwyczaj. Mama była towarzyska i nie wystarczały jej pokościelne spotkania z polityką w tle. Chciała tańczyć, a ojciec te wszystkie polonijne potańcówki obfotografowywał i się nudził. Na obiad jedli zupy, barszcz i pierogi, i tym różnili się od Anglików. Wyróżniało ich nazwisko, ale kiedy do Anglii zjechali czarnoskórzy z Karaibów, nawet nazwisko nie robiło już wrażenia. Więc spokój i harmonia.

Z wyjątkiem roku 1965. W lipcu nad dachami domów w dzielnicy zaczęły nagle latać helikoptery, a po podwórkach biegali policjanci. Wieczorem w telewizji powiedzieli, że z więzienia w Wandsworth, cztery ulice od ich domu, uciekł Ronnie Biggs. U Markiewiczów szukali bohatera napadu stulecia[1]! W grudniu siostry zaczepił patrol policji, gdy szły w nocy na piechotę do zachodniej dzielnicy Hammersmith. Chciały stanąć w kolejce po bilety na koncert Beatlesów. Czuć było w powietrzu, że to będzie ostatnia trasa Beatlesów w Anglii. Nawet policjanci zrozumieli powagę sytuacji.

Córka Alexandry ma na imię Sophie. Dwójka dorosłych dzieci Teresy to Andrew i Natalie. Nie mówią po polsku, w Ascot nigdy nie było polskiej sobotniej szkoły.

Tata Markiewicz umarł w 1990 roku. Przed śmiercią prawie się nie ruszał. Ostatnie cztery lata doglądała go pani Zosia z Polski. Wyjadała banany z patery w salonie, w Polsce jeszcze ich nie było. Kiedy wracała do siebie, pod Warszawę, zabrała reklamówkę tropikalnych owoców. Przecież gdyby poprosiła, kupiliby jej w prezencie.

Chris

Chris jest z zawodu doradcą personalnym i najmłodszym dzieckiem Jana Markiewicza. Pomaga wypalonym bankierom i firmom na zakręcie. Dobrze rozumie tatę, który wyrzucał stare zdjęcia na śmietnik. Jeszcze przed emeryturą upominał domowników, żeby nie przetrzymywali pamiątek. Nie lubił łzawego roztkliwiania. Chris bardzo się go bał.

Chrisa Markiewicza nie ma na zdjęciach, bo urodził się w 1956 roku. Zdjęć z tamtego okresu nie znaleziono jeszcze na żadnym śmietniku.

PS

Nicole skopiowała niektóre zdjęcia u Jeana-Marca i ma je do dziś w swym domowym archiwum. Niektóre udostępniła na potrzeby książki. Oryginały zabrał artysta. Nie odpowiada na żadne anonse. Nicole zastanawia się, czy kiedyś będą dla niego inspiracją.

Odnalezione zdjęcia Markiewicza oglądała przez przypadek para bardzo starych turystów z Ameryki. Nicole zauważyła, jak bezwiednie chwycili się za ręce.

Anna Sabbatowa, żona premiera i prezydenta RP na uchodźstwie Kazimierza Sabbata
Samouczek dla wszystkich nr 1.
Wskazówki ogólne dla Emigranta Londyn 1945

Nowoczesne wychodźstwo 1945 powinno zacząć pracę nad samym sobą.

Związek Inwalidów Wojskowych w Wielkiej Brytanii przedstawia więc broszurę, która pomoże Ci, Czytelniku, znaleźć się w trudnych czasach na obcej wyspie, uwzględniając miejscowe zasady bytowania. Dostępna do rozprowadzenia we wszelkich klubach polskich, sklepach i księgarniach.

fragmentyPrzedsiębiorczość

Każdy, kto pierwszy raz znalazł się na obczyźnie, niepotrzebnie wmawia sobie i w innych, że jest człowiekiem opuszczonym, obcym w środowisku i wobec tego powinien najmniej umrzeć z głodu.

Wielu ma osłabioną wiarę w swoje zdolności, energię, możliwości fizyczne i umysłowe.

A jednak zastanów się, Czytelniku, czy nie mógłbyś prowadzić swego przedsiębiorstwa, fabrykować coś na małą skalę, coś własnego pomysłu, które by dało Ci więcej samodzielności i zysku? Poza tem zachowałbyś charakter człowieka wolnego.

Ucz się sam. W Wielkiej Brytanii masz mnóstwo tanich książek. Jeśli nie masz pieniędzy, idź do publicznej biblioteki lub czytelni. Pamiętaj. Inteligencja nie wystarczy: nie jest wiedzą fachową. Można być inteligentnym i nie umieć wykonać żadnej pracy.

*

Interesuj się wszystkim w chwilach wolnych od pracy.

Języki obce

Ucz się języków, ulepszaj akcent, szczególnie w Wielkiej Brytanii zwraca się uwagę na to, jak się mówi, a nie co się mówi. Dla Polaków uczenie się języków nie sprawia trudności, ale jesteśmy skłonni lekceważyć te zdolności. Poza innymi korzyściami wynikającymi ze znajomości obcych języków można w tym znaleźć dużo przyjemnych momentów. Do takich należy zaliczyć możliwość wyrażenia swojej myśli.

Zdrowy rozsądek

Kierowanie się w życiu zdrowym rozsądkiem naprawdę nikomu nie zaszkodziło. Zdrowy rozsądek jest znany w Polsce jako „chłopski rozum”. Ten czynnik natury człowieka pozwala na omijanie przez niego licznych trudności i kłopotów.

Opanowanie

Zaleta, której w większości nie posiadamy, to panowanie nad sobą. Tej sztuki, Czytelniku, musisz się nauczyć koniecznie. Jej zdobycie wymaga długiego i stałego kontrolowania swego postępowania, poznania słabych stron charakteru.

Panowanie nad sobą bywa przeważnie udziałem nieprzeciętnych ludzi. Brytyjczycy celują w tej dziedzinie.

Niesłusznie ocenia się ich jako ludzi bez czucia, bez nerwów, niewrażliwych, zimnych itd. Są oni nieraz bardziej sentymentalni od nas, jednak nie uważają za stosowne tego okazywać wobec całego świata. Na słabość znajdują oni czas w domu, w czterech ścianach swojego pokoju. Brytyjczyk kocha, nienawidzi, cieszy się, martwi się, tak samo siwieje i łysieje, i czuje nie gorzej od nas. Czy w Wielkiej Brytanii słyszałeś często lamenty kobiet, pogróżki itp.?

I Ty ucz się panowania.

Kontroluj swój wyraz twarzy, ruchy i głos.

Dyskrecja

Zachowanie tego, co się słyszało, dla siebie nazywa się dyskrecją. Ileż to razy, Czytelniku, „nie wytrzymujesz nerwowo”? Ileż to razy robisz z „igły widły”?

Po cóż to wszystko?

Rozsądek każe nie utrzymywać z plotkarzami jakichkolwiek stosunków towarzyskich lub firmowych, gdyż to poniża nas w oczach osób poważnych i szkodzi naszym interesom handlowym.

Stracona tajemnica przedsiębiorstwa często równa się jego ruinie. Co gorsza, plotkarz bywa często nieświadomym narzędziem w rękach ludzi złośliwych, chytrych lub szkodliwych, a wtedy staje się osobą niebezpieczną.

Będąc niedyskretnym, uzyskasz opinię człowieka bezwartościowego i szkodnika.

Nie plotkuj. Typ plotkarza zawsze bywa omijany przez porządnych ludzi.

Naśladownictwo

Polaka łatwo poznać na obczyźnie. Zachowanie się, ubiór, fryzura, sposób podejścia do różnych zagadnień zdradza natychmiast narodowość. Często jest to nie tylko niepotrzebne, lecz wręcz szkodliwe. Można uważać to za przesadę, jednak wiadomo, że zachodnie narodowości nie lubieją cudzoziemców. Widzą w nich konkurencję w pracy, w handlu, w przemyśle, szukają w nich wszystkiego zła. Stosowanie innych zwyczajów, nieznanych w danym kraju, nieraz razi, nieraz sprawia kłopoty. Lepiej nie dawać okazji do drobnych szykan.

Nie należy traktować powyższego jako zachęty do wynaradawiania się. Zasadniczo cudzoziemcy nie szanują tych, którzy nie przyznają się do własnej narodowości, raczej odpychają renegatów. Tradycje narodowe, zwyczaje należy pielęgnować we własnym domu.

Nie całować pań w rękę.

Pracując w cudzoziemskich warsztatach, należy uznawać wszelkie obyczaje oraz robotnicze zdobycze socjalne.

Stosować powitanie „How do you do” i tak samo brzmiącą odpowiedź, choć być może śmiesznie to wygląda.

Spędzanie wieczoru w pubie nie jest polskim zwyczajem, lecz jeśli znajdziesz się w pubie – zachowuj się jak miejscowy obywatel.

Oszczędność

Nie należy być skąpym, bo to wada, tylko oszczędnym, bo to zaleta.

Nie wolno liczyć na „jakoś to będzie”. Odłożony pieniądz nie może być trzymany w skarpetce. Daje Ci on możliwość kupna własnej posiadłości, założenia własnego warsztatu.

Pieniądz jest potęgą! Dbaj, abyś zawsze miał pieniądze. Oszczędzaj nawet, gdy będziesz bogatym.

Ambicja

Ambicja powinna być zdrowa, czyli nie może polegać na intrygach, obmowach kolegów, schlebianiu przełożonym, lecz na lepszej, wydatniejszej pracy.

Staraj się być zawsze lepszym od innych. Zastanawiaj się nad działaniem maszyny i sposobem jej uproszczenia w pracy. Myśl, przyglądaj się, wyciągaj wnioski.

Energia

Dążenie do wybicia się w swoim zawodzie nie znaczy, że należy łamać przywileje klasy robotniczej. O nie walczyły całe pokolenia.

Nie wolno dać się użyć przez klasy posiadające w charakterze łamistrajka, prowokatora itd.

Z drugiej strony nie wolno dać się użyć w charakterze obstrukcyjnym lub destrukcyjnym przeciwko zwierzchnikom.

Emigrant ma być ostrożny w decyzjach.

Rzetelność

Dotrzymywanie słowa szczególnie na terenie Wielkiej Brytanii uznaje się za podstawową cechę charakteru. Gdy nie można dotrzymać zobowiązania – nie należy go dawać.

Zobowiązanie ustne jest tak samo ważne jak pisemne. Słowność i punktualność uzupełniają rzetelne lub sumienne postępowanie.

Rozpowszechniony w Polsce typ „trutnia” żerującego na pracy innych na Zachodzie z całą surowością się tępi. Podobnie jak typ łapówkarza.

Każdy emigrant więcej będzie obserwowany niż własny obywatel.

Należy rozróżniać sposoby postępowania w polityce zagranicznej rządów Wielkiej Brytanii, a sposoby postępowania tychże rządów w polityce wewnętrznej. Gdy rząd uprawia w polityce zagranicznej wszelkie możliwe „łamańce”, nieraz nie bardzo uczciwe, byle ratować naród, w stosunkach wewnętrznych tak rząd, jak i obywatele między sobą są zgodni z danymi zobowiązaniami.

Zaufanie

Zaufanie odgrywa wielką rolę w życiu człowieka: Kupuję pastę do butów Kiwi, gdyż ufam tej firmie. Kupuję krem Nivea, gdyż ufam, że firma ta zawsze dostarcza dobry gatunek towaru.

W Europie Zachodniej, w państwach Imperium Brytyjskiego oraz w Ameryce znaczenie zaufania ceni się bardzo wysoko. Zawodzenie zaufania karane bywa srogo.

Skromność

Skromność charakteryzuje ludzi wielkich. Oczywiście ludzi słabych charakteryzować będzie pyszałkowatość, zarozumiałość, buta itp.

Wychwalanie siebie, swojej mądrości, sprytu, zalet, swoich wyczynów bojowych, miłosnych, walki toczonej z szefem, opowiadanie nawet prawdziwych korzystnych dla siebie przejść wzbudza raczej podejrzenie, nieufność niż zaufanie. Szczególnie Brytyjczycy takie zachowanie się przyjmują raczej krytycznie. Skromność i umiar w zachowaniu i wynurzeniach więcej nam przyniesie korzyści.

Cierpliwość

Też nam jej brakuje. Dobry Polak chciałby zrobić majątek w jednym dniu, najchętniej bez ciężkiej pracy, bohaterem zostać za jedną godzinę, geniuszem na skalę światową za dwie godziny, a języka nauczyć się szybko, mimochodem, przyjemnie.

Oto kilka próbek naszych niecierpliwych i nieziszczalnych pragnień.

Inni rozkładają sobie zamierzenia na lata. A my? Kombinujemy, przeskakujemy z planu na plan, z zawodu na zawód, nie bierzemy wszystkiego poważnie, planowo, z przemyśleniem, lecz szybko, bez sukcesu.

Nie ma wątpliwości, że jesteśmy zdolniejsi od innych, jednak nie ma też wątpliwości, że jesteśmy prześcignięci pod każdym względem przez słabiej uzdolnionych.

Bo nie mamy wyrobionych charakterów.

Wychowanie

Przypuśćmy, że ktoś już znacznie ulepszył swój charakter, ażeby jednak jego wartość należycie wyzyskać, winien zwrócić na siebie uwagę dobrymi manierami.

Wszędzie i zawsze bądź grzeczny!

Grzeczność nie dowodzi braku godności, poniżenia itd. Grzeczność ma być bezinteresowna, obowiązkowa, nie wymuszona.

Grzeczność reguluje i umila życie ludzi, zbliża wszystkich, żąda wzajemności.

Nie szczędź takich wyrażeń jak: dziękuję, przepraszam, proszę. Do osób mało znanych używaj znanych im tytułów: Pani, Pan itd.

Nie spoufalaj się! Zdobywaj zaufanie powoli, delikatnie, nie bądź natrętny. Ale nie poniżaj się.

Nie jesteś gorszym od innych. Twoja rasa, narodowość są równorzędne i równowartościowe z innymi. Staraj się jednak nie wdawać w tematy rasowe, gdyż każda rasa i nacja jest o sobie dobrego mniemania. Poza rasą czarną inne uważają się za wybrane przez Boga i w wielu osobach pokutują takie przeświadczenia. To samo dotyczy narodowości. Hitler nie był pierwszym ani ostatnim rasistą.

Dobra wymowa

Staraj się wymawiać słowa i zdania czysto i poprawnie.

Intonacja głosu odgrywa pierwszorzędną rolę. W głosie nie powinno odczuwać się sarkazmu, zirytowania, krytycyzmu, lecz szczerość, zachętę, poszanowanie partnera.

W rozmowie telefonicznej trzeba zwracać uwagę na „cieniowanie” głosu, nie krzyczeć do słuchawki, lecz mówić cicho i spokojnie po uprzednim należytym wysłuchaniu mówiącego.

Unikaj częstego powtarzania słowa „Ja” i mało mów o sobie.

W ogóle staraj się jednak jak najmniej mówić, a jak najwięcej słuchać.

Ubiór

Dbaj o ubiór. Pozwól krawcowi ocenić, jaki obrać krój. Nie ubieraj się przesadnie, trzymaj ubiór w czystości, cały i odprasowany. Po ubiorze poznaje się ludzi. Jeśli masz na sobie nowe ubranie, to nie zakładaj starego krawata względnie brudnych bucików.

Czystość

Po zakończeniu pracy, nawet gdyby nie należała ona do czystych, staraj się natychmiast doprowadzić ciało i ubiór do czystego stanu. Utrzymanie rąk, a szczególnie paznokci należy do podstawowych zasad higieny. Jest to bardzo ważny szczegół. Mężczyźni powinni pamiętać o usuwaniu zarostu i fryzurze, kobiety o utrzymaniu cery i fryzury.

Bez znaczenia będzie fakt, że jestem ogolony, gdy w tym samym czasie mam brud za paznokciami. Należy przyjąć zasadę, że przed wyjściem z domu trzeba skontrolować wygląd. Winno być obowiązkiem dokładne obejrzenie się przed lustrem.

Przy stole

Władanie widelcem ma duże znaczenie w krajach Europy Zachodniej. Szczególnie duży nacisk kładzie się na zachowanie przy stole w W. Brytanii i na terenach imperium. Rzadko spotka się wyspiarza nieumiejącego należycie jeść. Polacy nie potrafią zachować się przy stole.

Chlipanie zupy czy herbaty, spieszenie się przy jedzeniu, opieranie się łokciami, wydobywanie resztek z zębów nie pozwalają dać lepszej oceny. Chyba nie jest trudno pozbyć się naleciałości, które obrzydzają innym spożywanie posiłków?

Pamiętaj, że jesteś stale obserwowany, ciągle w delikatny sposób badany. Jeśli zdobędziesz zaufanie „obserwatorów”, będziesz ich przyjacielem, jeśli nie przekonasz ich do siebie, czuć się będziesz OBCO.

Towarzyskość

Ludzie Zachodu nie lubią ponurego życia. Chcą żyć lekko, wesoło, bo życie takie krótkie. Nie lubią więc ludzi ponurych, wszelkiego typu „męczenników”, makabrycznych historii, nudnych tematów w rozmowie i literaturze.

Nie lubią łamać głowy za polityków, za uczonych, za sędziów. Jeśli mają zmartwienie, zatrzymują je dla siebie, uważając za oznakę dobrego wychowania nie martwić ludzi swoimi kłopotami.

W najpoważniejszych okolicznościach przejawia się u nich poczucie humoru. Zmysł humoru to wielka zdobycz cywilizowanych ludzi. Staraj się być zawsze pogodnego usposobienia.

Zrzeszanie

W życiu publicznym towarzyskość ma swoje zastosowanie w zrzeszaniu się w różne organizacje narodowe, zawodowe, gospodarcze i społeczne. Być zrzeszonym znaczy mieć szereg ułatwień w swoich dążeniach. Nie rozdrabniajmy się na emigracji: przeciwnie, łączmy się w stowarzyszeniach i w sprawach polskich występujmy solidarnie.

Na obczyźnie wymagania są większe, więcej bywa przeciwności, które trzeba umieć ominąć.

Natomiast nie jest to nic ciężkiego!

Udoskonalając swój charakter, idziesz ku lepszemu jutru w Kraju lub na Obczyźnie, idziesz bez obawy, usuwając napotykane przeszkody na drodze do swojej i Polski szczęśliwości.

Prof. Jan Ciechanowski, historyk
Przypisy
[1] 8 sierpnia 1963 roku miał miejsce spektakularny napad na pociąg. Siedemnastoosobowy gang zrabował niebotyczną sumę 2,6 miliona funtów z pociągu pocztowego przejeżdżającego przez Ledburn w hrabstwie Buckinghamshire. Ronnie Biggs, który uciekł z więzienia w Wandsworth, nie został złapany i wyjechał do Brazylii. W 2001 roku schorowany postanowił wrócić do Wielkiej Brytanii. Osadzony w więzieniu, został przedwcześnie zwolniony 6 sierpnia 2009 roku.
© Copyright by Agora SA 2012
© Copyright by Ewa Winnicka
© Copyright by Wydawnictwo Czarne
REDAKCJA: Mariusz Burchart, Justyna Wodzisławska
KOREKTA: Jacek Bławdziewicz
ZDJĘCIA: Chris Niedentha; NAC, z archiwum rodziny Jana Markiewicza; z archiwum Marka Stelli-Sawickiego
PROJEKT GRAFICZNY OKŁADKI: Magdalena Mamajek-Mich
OPRACOWANIE GRAFICZNE: Elżbieta Wastkowska
PRODUCENCI WYDAWNICZY: Małgorzata Skowrońska, Robert Kijak
KOORDYNACJA PROJEKTU: Magdalena Kosińska
Wydanie I elektroniczne
ISBN 978-83-268-1175-3
WYDAWCY
Agora SA
ul. Czerska 8/10
00-732 Warszawa
Wydawnictwo Czarne Sp. z o.o
www.czarne.com.pl