Lolek - Adam Wajrak - ebook
Opis

Pierwowzorem głównego bohatera książki jest pies, który pewnego dnia pojawił się w życiu Adama Wajraka i jego żony Nurii i który dziś mieszka z nimi w Teremiskach.

„Każdy pies marzy o tym, aby być z jakimś człowiekiem, a wielu ludzi marzy o tym, by mieć psa. Czasami wystarczy przypadek, żeby się spotkać…” – Adam Wajrak

„Nie muszę chyba nikogo przekonywać, jak wielką sympatią darzę psy. Kocham je i chciałabym, by wszyscy ludzie podzielali moje uczucia. Zanim jednak staną się ludźmi, są dziećmi, które ktoś musi nauczyć miłości. Historia Lolka opisana przez Adama Wajraka jest doskonałą «pomocą naukową» w szkole człowieczeństwa. Myślę, że może służyć nie tylko dzieciom. Wielu dorosłych też potrzebuje edukacji w tej dziedzinie. Czytajcie «Lolka» wszyscy! Nieważne, ile macie lat. Ważne, byście umieli patrzeć sercem, a ta książka umożliwi to każdemu!” – Dorota Sumińska, lekarka weterynarii, publicystka, prowadzi program „Wierzę w zwierzę” w Radiu TOK FM 

O Autorze:
Adam Wajrak – dziennikarz i przyrodnik, mieszkaniec Puszczy Białowieskiej, autor książek dla dzieci i dorosłych, m.in.: „Przewodników prawdziwych tropicieli”, „Wilków” oraz „Umarłego Lasu” (z Tomaszem Samojlikiem).

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 48

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


REDAKCJA Karolina Oponowicz
KOREKTA Marta Śliwińska
OPRACOWANIE GRAFICZNE Elżbieta Wastkowska
PROJEKT OKŁADKI I ILUSTRACJE Mariusz Andryszczyk
ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa
www.wydawnictwoagora.pl
WYDAWNICTWO KSIĄŻKOWE:
DYREKTOR WYDAWNICZY Małgorzata Skowrońska
REDAKTOR NACZELNY Paweł Goźliński
KOORDYNACJA PROJEKTU Katarzyna Kubicka
© Copyright by Agora SA, 2017
© Copyright by Adam Wajrak, 2017
© Copyright by Mariusz Andryszczyk, 2017
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
WARSZAWA 2017
ISBN: 978-83-268-1984-1 (EPUB), 978-83-268-1985-8 (MOBI)
Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

„Biegnij, Lolek! Biegnij!”, myślał Lolek, który wtedy nie był jeszcze Lolkiem i nie wiadomo, jak się nazywał. Biegł, ile sił. Biegł przed siebie. Biegł na wschód, choć nie miał pojęcia, że tak się to akurat określa. Wiedział tylko, że tam pojawiało się codziennie słońce, które dawało mu odrobinę ciepła. Na zimnych polach, po których hulał lodowaty wiatr, nie było się gdzie schować. Co noc Lolek, który nie był jeszcze Lolkiem, zwijał się w kłębek na zamarzniętej na kość czarnej ziemi, gdzieniegdzie przykrytej białym śniegiem. I tak zwinięty czekał na ranek, kiedy nad horyzontem pojawiało się słoneczko.

To był jego jedyny przyjaciel, który – choć z bardzo daleka – dbał o niego. Obejmował go ciepłymi promykami i ogrzewał. Słonko było w porządku. Najbardziej w porządku ze wszystkich istot, które dotychczas poznał. Jego ciepła bardzo potrzebował. Długie włosy okropnie mu się splątały i z miłej sierści przekształciły się w zimne i twarde kołtuny.

Na dodatek Lolek, który nie był jeszcze Lolkiem, miał pusto w brzuchu. Przez te wszystkie dni, od kiedy zaczął uciekać, jadł tylko raz. Właściwie trudno to nawet nazwać jedzeniem. Spod śniegu wydrapał marną kość, ale była już tak wywietrzała, że nie zainteresowały się nią nawet mieszkające na polach lisy, które przecież zimą też się nadmiernie nie objadały. Pogryzł ją trochę dla samego pogryzienia czegokolwiek, ale smakowała jedynie zamarzniętą ziemią i śniegiem.

O tak, z zagród i domostw daleko na horyzoncie pachniało pysznościami. Tylko że akurat tego zapachu Lolek bardzo się bał. To dlatego chciał jak najszybciej zapomnieć o swoim imieniu. A przecież dla każdego psiaka jego imię to najważniejsza rzecz na świecie. Każdy psiak, gdy już odnajduje swojego człowieka, dostaje imię. To znak ich więzi na zawsze. Symbol dozgonnej miłości i przyjaźni. Nie wiadomo dokładnie, jak ludzie te imiona wymyślają, ale z pewnością pieski mają w tym swój udział. Na przykład jeden robi coś bardzo szybko i dostaje na imię Błysk. Inny pokazuje, jaki jest puchaty, i zostaje Miśkiem. Jeszcze inny udowadnia, że jest szczęściarzem, i wtedy zaczynają na niego wołać Fuks. A jak któryś jest wyjątkowo miły, to zostaje Milusią.

Lolek, który nie był jeszcze Lolkiem, też dostał kiedyś imię. To musiało być dawno, przynajmniej tak mu się wydawało. Bo pieskom czas płynie inaczej niż ludziom – psi tydzień może trwać tyle co ludzki miesiąc. Lolek był wtedy całkiem mały i przypominał czarno-białą puchatą kulkę. W pierwszym domu było skromnie, ale dobrze. Mieszkali z rodziną w budzie. Codziennie dostawali pełną miskę kaszy gryczanej z tłuszczem, a czasami nawet kość. Mama miała za zadanie pilnować podwórka, a szczególnie kaczek i kur, po które zakradały się lisy z pól. Nie była zwykłą wiejską kundelką o krótkich łapkach. Podobno w jej żyłach płynęła arystokratyczna krew kudłatych nizinnych owczarków polskich, psów, w naturze których leży stróżowanie. Mamy nikt nie wiązał, nie przypinał do łańcucha i nie zamykał. Była wolna i mogła biegać, gdzie chciała. Taty Lolek nigdy nie widział, ale słyszał o nim – o szalonym border collie, którego podobno rozpierała energia i który całe dnie spędzał na bieganiu za różnymi przedmiotami rzucanymi mu przez ludzi. Przyjechał w okolice pierwszego domu Lolka z miasta ze swoimi ludźmi. Był maj, łąki pachniały wspaniale i latały nad nimi motyle. Mama od razu się w nim zakochała. Latem na świat przyszedł Lolek, jego dwie siostry i trzej bracia.

Lolek uwielbiał się przytulać do mamy i bawić się ze swoim puchatym rodzeństwem. Grali w berka i w chowanego albo urządzali szalone gonitwy wokół budy. Jednocześnie, tak jak każdy pies, Lolek marzył o tym, żeby w końcu pojawili się jacyś ludzie, od których dostanie swoje imię. I pojawili się. Pewnego ciepłego jesiennego dnia, gdy nad łąkami unosiły się nitki pajęczyn. Przyjechali samochodem. Takim dziwnym warczącym stworzeniem, które wozi ludzi tam i z powrotem. Lolek, który nie był jeszcze Lolkiem, dobrze zapamiętał jego dźwięk i zapach. Nie spodobały mu się, nie zapowiadały niczego dobrego. I rzeczywiście, od tego spotkania z ludźmi zaczęło się wszystko to, przez co musiał teraz biec lodowatymi polami i przez co chciał zapomnieć swoje pierwsze imię.

Początek ich znajomości – pomijając samochód – był całkiem sympatyczny. Kiedy para podeszła do budy, dwie siostry i trzej bracia Lolka schowali się, a on od razu podbiegł do ludzi. Na przywitanie stanął na tylnych łapkach, a wyprostowanymi przednimi zamachał radośnie. Robił tak, gdy bardzo się cieszył i miał ochotę na zabawę z rodzeństwem.

– O rany, on robi jak jakiś konik – powiedział piskliwy kobiecy głos.

– Konik nie konik, my potrzebujemy psa. A ten jest taki wyrywny, znaczy się odważny. Nada się – odparł gruby męski głos.

„Och, jak dobrze! Odnalazłem swoich ludzi i teraz będę się mógł z nimi bawić, biegać, będę ich pilnował, a oni będą się mną opiekować”, pomyślał Lolek. A gdy olbrzymie dłonie chwyciły go i uniosły do góry, poczuł tylko odrobinkę strachu, bo tak naprawdę rozpierała go radość i był wszystkiego ciekawy. „To są moi ludzie. Nareszcie!” – cieszył się. Wielkie dłonie zaniosły go do warczącego samochodu i posadziły na gumowej wycieraczce. I wtedy stało się coś strasznego. Trochę ze szczęścia, trochę ze strachu przed tym dziwnym warkotem i zimnem wycieraczki Lolek nie wytrzymał i zrobił to, co każdy młody psiak robi w takiej sytuacji.

– Ojej, on się zsiusiał – zawołał Piskliwy Głosik.

– W moim samochodzie?! – Gruby Głos zahuczał jak nadciągająca letnia burza. – Ja mu dam!

Pierwszy cios zadany wielką ręką zabolał strasznie. Nie tylko dlatego, że był mocny i trafił w nos, ale również dlatego, że przecież tego Lolek od swoich ludzi, których pokochał bezwarunkowo, się nie spodziewał. Na jednym uderzeniu się nie skończyło. Lolek skulił się w kącie warczącego potwora. Od tego czasu nie lubił samochodów.

[...]