Wydawca: Słowo/obraz terytoria Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 331 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Literacki almanach alkoholowy - Aleksander Przybylski

Dobra literatura tak jak alkohol potrafi uzależnić i przenieść w odmienne stany świadomości. A gdyby tak obie rzeczy połączyć? Wtedy powstałaby mieszanka piorunująca, która zadowoli zarówno mola książkowego, jak i amatora napojów wyskokowych. Efektem takich alchemicznych poszukiwań jest Literacki almanach alkoholowy, będący kompendium wiedzy na temat alkoholowych gustów wybitnych pisarzy i stworzonych przez nich postaci. Jego lektura bywa zaskakująca, bo kto by pomyślał, że do książek pijackich można zaliczyć Anię z Zielonego Wzgórza, że Houellebecq nienawidzi polskich kelnerów, a Remarque nie pijał calvadosu! W almanachu, jak w dobrym koktajlu, liczą się proporcje. Poczucie humoru zmieszane zostało więc z erudycją literacką i odrobiną wiedzy kulinarnej, dając smakowite połączenie.

Na zdrowie!

Opinie o ebooku Literacki almanach alkoholowy - Aleksander Przybylski

Fragment ebooka Literacki almanach alkoholowy - Aleksander Przybylski

Jak mawiała matka Grogan: kiedy se leję herbatę, to se leję herbatę. A kiedy leję co insze, to leję co insze.

James Joyce Ulisses

APERITIFzamiast wstępu

„Tyle o tym nieszczęsnym alkoholu jest już napisane, że niedobrze się robi, gdy się w tej sprawie «dotyka pióra»”. Ta diagnoza Witkacego z upływem czasu tylko zyskuje na aktualności. To prawda, że na temat alkoholu, a także związków alkoholu z literaturą powstało więcej książek, niż Jerofiejew oddał w swoim życiu butelek zwrotnych. Czym zatem jest Literacki almanach alkoholowy i dlaczego Czytelnik ma sobie zaprzątać nim głowę oraz wątrobę? Odpowiem anegdotą.

W czasach głębokiej podstawówki zaczytywałem się w powieściach Juliusza Verne’a. Pamiętam, jak którejś nocy, śledząc przy świetle latarki (powinienem był bowiem o tej porze spać, a nie czytać) losy bohaterów Pięciu tygodni w balonie, po raz pierwszy dowiedziałem się z przypisu, czym jest pemmikan. Nabrałem tak nieodpartej ochoty na coś chociaż odrobinę przypominającego ten indiański przysmak, iż cichaczem zakradłem się do kuchni i zjadłem całą kostkę rosołową. Z biegiem lat trafiałem w książkach na inne pemmikany, lecz apetyt pobudzony siłą pisarskiej sugestii pozostał ten sam. Na pomysł zebrania i pogrupowania ich w jednym miejscu wpadłem za sprawą dwóch nieocenionych poznańskich bukinistów i księgarzy, Romana Romanowskiego i Adama Króla. Jeden z nich na fali nieustającej fascynacji Nabokovem zamówił w knajpie dżinanas, a drugi zauważył, że warto byłoby urządzić kiedyś spotkanie polegające na serwowaniu drinków i odgadywaniu ich literackiego pochodzenia. Ponieważ obaj zamawiali dużo drinków i obaj lubią Nabokova, nie pamiętam teraz, który był który. W przypływie dobrych chęci powołaliśmy do życia ALINĘ, czyli Alkoholowo-Literacki Instytut Naukowo-Analityczny. ALINA miała być nieformalnym ciałem koordynującym badania, a do jej zadań należała kwalifikacja książek i trunków do analizy oraz troska o higienę psychofizyczną eksperymentatorów. Oczywiście z imprezy nic nie wyszło, ciało ALINY zaś pozostało jedynie ciałem astralnym. Jednak to dzięki inspiracji kolegów powstał ten Almanach. Spadkiem po ALINIE jest być może nieco pretensjonalny układ taksonomiczny przyjęty w książce (przedmiot badań, referencja, skutki uboczne i tak dalej) oraz okazjonalna stylizacja, oscylująca między pierdołowatym księdzem Chmielowskim a minoderyjnym Brillat-Savarinem.

Warunkiem zakwalifikowania trunku do Almanachu była jego swoistość. Otóż powiedzieć, że u Pilcha pije się wódkę, to nic nie powiedzieć. Ale już koktajl Orinoko albo żołądkową gorzką opisać można z powodzeniem. Dlatego dyskwalifikowałem autorów mających do alkoholu stosunek zbyt instrumentalny. Przydatne w konstruowaniu zestawienia były za to książki, w których autor podał konkretną markę, przepis, albo nawet nietypowy sposób picia. Paradoksalnie najbardziej skrupulatni w tych opisach nie są wyłącznie sławni apostołowie nastrojów baśniowych. Na przykład taki Bukowski czy Miller bywają dość oględni. Niby ich bohaterowie coś tam ciągle sączą, ale dowiedzieć się, jaki to dokładnie bourbon, likier czy wino, zazwyczaj nie sposób. Z kolei mieszczański Mann albo pobożny Tołstoj bez ogródek zdradzają czytelnikowi konkretne gatunki i recepty. Nawet nieczuli na zmysłowe przyjemności i dalecy od dionizyjskich narowów pisarze umieszczają w swoim świecie alkohol. Jeśli zanurzymy się w senny świat Kafkowskiego Zamku i wpadniemy na jednego do wiejskiej karczmy, znajdziemy tam ukrytego w alkierzu Klamma, który pije swoje piwo. Niby taki z niego Bóg Ukryty, a tu proszę! Skłonności ma całkiem przyziemne. Podobnie wiotki i pergaminowy Pessoa, który ze swadą opisuje ulotną migotliwość ciemnozielonych butelek porto, skrzących się w lizbońskim słońcu, co chyba świadczy o tym, że nieraz takie butelki osuszał. Również odklejeni od rzeczywistości literaccy kabaliści pokroju Calvina czy Borgesa każą niekiedy swym bohaterom zamówić w kantynie grog albo jałowcówkę. Ich grog wprawdzie nie rozgrzeje, a jałowcówka nie wykrzywi, bo to tylko alkoholowe sygnaturki, okienka w literackiej strukturze – ale są.

Podział alkoholi, na jaki zdecydowałem się w Almanachu, jest prosty i odpowiada topografii sklepu monopolowego: piwo, wino, wódka. Pozostałe części dotyczą koktajli, trunków niepijalnych lub nieistniejących oraz leków na kaca. Uzupełnieniem Almanachu jest rozdzialik poświęcony grom i zabawom pijackim, jakim oddają się bohaterowie niektórych książek. Układ pozwala szybko odnaleźć interesujący nas alkohol i dopasować do niego kontekst literacki. I odwrotnie – za pomocą indeksu można sprawdzić, czym raczył się Julian Sorel, co pijał Filip Marlowe, a czego nie chciał nawet tknąć Behemot. Sugerowałbym jednak poruszanie się po Almanachu ruchem konika szachowego, mieszanie wątków i chaotyczną lekturę.

Moją ambicją nie było napisanie uczonej rozprawy na temat roli alkoholu w prozie nowożytnej. Niech filozoficznymi, społecznymi i psychologicznymi konsekwencjami tworzenia sztucznych rajów na kartach powieści zajmują się eksperci. Mnie brakuje aparatu krytycznego i wiedzy teoretycznej. Almanach niniejszy jest dziełem człowieka, który lubi czytać oraz lubi także wypić – i który postanowił połączyć swoje zainteresowania. A jeśli nawet zdarzy mi się wpłynąć na wzburzone wody dyskursu literaturoznawczego, to nie wymagajcie, proszę, by moja łódka trzymała się jakiegoś ściśle określonego kursu. Będę raczej halsować między bojami skojarzeń, wzbudzając czasem uśmiech politowania na twarzach wytrawnych nawigatorów. Ta książka powstała z pasji dyletanta i zaznaczam to z niejaką dumą, świadom tych wszystkich przyjemnostek, które są dostępne amatorowi, a do których skłonność ekspert musi skrywać. Jeśli Almanach poszerzy Waszą wiedzę o literaturze, to dobrze. Jeśli zaś uczyni Wasze sobotnie wieczory bardziej interesującymi, to tym lepiej.

Aleksander Przybylski

PIWA

Dzisiaj wypiłem dużo piw,więc mnie nie chwyci żaden syf.

Egon Bondy

Budweiser

PRZEDMIOT BADAŃ

Popularne piwo warzone od ponad stu lat, co jak na amerykańskie warunki jest całkiem niezłym wynikiem. Tradycja jednak nie zobowiązuje, bo od początku XXI wieku przy produkcji buda zamiast jęczmienia używany jest modyfikowany genetycznie ryż.

POCHODZENIE

Skrzynka budweisera była bardzo ważnym elementem wyposażenia cadillaca, którym w poszukiwaniu amerykańskiego snu ruszyli na wyprawę bohaterowie powieści Lęk i odraza w Las Vegas. Niemal tak samo ważnym, jak zawartość bagażnika, czyli dwanaście grejpfrutów, pół solniczki kokainy, żarówki i niezliczona ilość okrutnie dewastujących psychikę, o wątrobie już nie wspominając, środków chemicznych w postaci kropli, pastylek, proszków i tekturek. Raoul Duke, główny bohater i kierowca w jednej osobie, dał się złapać policjantowi z puszką ciepłego budweisera w ręku. „Dać się złapać z puszką buda w ręku” powinno być amerykańskim odpowiednikiem idiomu „obudzić się z ręką w nocniku”. Zawartość równie nieciekawa, a i kłopoty niechybne.

Zasadniczo większość piw produkowanych po drugiej stronie Atlantyku to obraza dobrego smaku. Aby móc je przełknąć, należy schłodzić zawartość puszki do poziomu, który Brazylijczycy określają mianem estupidamente gelado. Wypić ciepłego budweisera mogą tylko szaleńcy albo narkomani. Raoul Duke mieścił się w obu kategoriach.

SPOSÓB PODAWANIA

Mimo wszystko pić ciepłe, prosto z puszki. Dobrze, jeśli puszka jest oprószona pyłem z pustyni Mojave i ma na etykiecie napis „Budweiser”. To nie jest akurat takie proste, ponieważ w 2010 roku Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że nazwa „Budweiser” należy wyłącznie do czeskiego producenta piwa z Budziejowic i Amerykanie muszą się zadowolić nazwą „Bud”. Wyrok jest ze wszech miar słuszny. Warzyć to piwo w Stanach i nazywać je mianem Budweisera to tak, jakby Reinharda Heydricha nazywać „dobrym wojakiem” tylko dlatego, że kiedyś mieszkał w Pradze.

Trudno uwierzyć, że zarówno Hunter Thomspon, jak i generał MacArthur patrzyli na świat przez takie same żółte okulary.

Szybka jazda to jedno, ale jazda po pijaku to już całkiem inny kaliber. Gliniarz od razu skumał, że spieprzyłem cały show, zapominając o puszce piwa. […] Obydwaj w tym samym momencie zrozumieliśmy, że cała moja popisówka wzięła w łeb, obydwaj doprowadziliśmy się na skraj zawału zupełnie bez powodu – bo ta cholerna puszka w mojej ręce sprawiła, że gadka o «jeździe z nadmierną prędkością» nagle straciła sens. Lewą ręką wziął mój portfel, a prawą wyciągnął po puszkę.

– Mogę – zapytał.

– Pewnie – odpowiedziałem.

Chwycił ją i spokojnie wylał zawartość na drogę.

Uśmiechnąłem się beztrosko.

– I tak było już ciepłe – stwierdziłem. Za mną, na tylnym siedzeniu Rekina leżało jeszcze dziesięć puszek ciepłego budweisera i z tuzin grejpfrutów. Zdążyłem już o nich zapomnieć, ale teraz przynajmniej jeden z nas musiał starać się je ignorować.

Hunter S. Thompson, Lęk i odraza w Las Vegas, przeł. Marcin Wróbel, Maciej Potulny, Niebieska Studnia, Warszawa 2008, s. 116.

SKUTK I UBOCZNE

Lęk, odraza i zgaga.

Dobbelclauwaert

PRZEDMIOT BADAŃ

Ciemne belgijskie piwo górnej fermentacji. Clauwaert warzony był w Gandawie i ceniony ze względu na wysoką zawartość alkoholu oraz słodki smak.

POCHODZENIE

Nie miał racji Baudelaire, wypisując różne rzeczy na Belgów. Skrzyżowanie małpy ze skorupiakiem nie potrafiłoby uwarzyć dobrego piwa. Na przykład takiego, jak wzmacniany clauwaert. W tym piwie gustował tytułowy bohater Przygód Dyla Sowizdrzała w wersji Charles’a de Costera. Jest to późnoromantyczna kompilacja, dlatego pełno w niej detali rodzajowych i sentymentalnych szczególików, które w ludowej gawędzie z pewnością nie występowały. Mimo to clauwaert, którym Coster poi Dyla i jego przyjaciół, wydaje się trafnym wyborem. To piwo w połowie XVI wieku było jednym z najpopularniejszych trunków we Flandrii. Browar w Gandawie zaspokajał nie tylko lokalne potrzeby, lecz także eksportował tysiące beczek rocznie, doprowadzając do sytuacji, że w Brukseli i Antwerpii co drugim wypijanym piwem był właśnie dobbelclauwaert. Przedkładanie piwa nad wino było dla Dyla nie tylko kwestią smaku, ale też wyborem natury politycznej (pojmowanej oczywiście w specyficzny, sowizdrzalski sposób). Pamiętajmy, że w czasie gdy przemierza on Belgię i Niemcy, jego ojczyzna znajduje się pod panowaniem okrutnych Habsburgów i wszystko, co hiszpańskie, trąci zdradą ojczyzny. Jako oddany syn ziemi flamandzkiej Dyl był przywiązany do clauwaertu do tego stopnia, iż poił nim również swojego osiołka Jefa.

Baudelaire o Belgach:„Wino przy ludziach; w rodzinie piwo. Wino piją z próżności, a także by upodobnić się do Francuzów, ale go nie lubią”.

SPOSÓB PODAWANIA

Browar warzący clauwaert szybko padł ofiarą własnego sukcesu, a jego losy (choć szesnastowieczne) dobrze oddają pułapki współczesnej ekonomii. Zapotrzebowanie na to piwo było bowiem tak wielkie, że warzono go coraz więcej i coraz gorszej jakości. Wreszcie klienci się zbuntowali, a lokalni piwowarzy musieli ograniczyć sprzedaż i zmienić nazwę trunku, ponieważ „dobbelclauwaert” stał się synonimem sikacza. Dzisiaj nieistniejącą już markę można zastąpić produkowanym w Gandawie piwem marki Gruut Bruin.

Na skrzyni drzemał potężny dzban, z powodu swojej brzuchatości nazywany bandziochem. Sowizdrzał rzekł do baesa:

– Widzisz tego florena?

– Widzę.

– Ile odbierzesz mu srebrnych groszy, aby napełnić dobbele-clauwaertem ten oto bandzioch?

– Za negen mannekens (dziewięciu chłopaczków) będziemy kwita.

– To – rzekł Sowizdrzał – sześć groszy flamandzkich, czyli o dwa grosze za drogo. A niech tam, nalewaj!

Sowizdrzał, napełniwszy kufel dziewczyny, powstał dumnie, przytknął otwór bandziocha do gęby i chlusnął sobie całą zawartość w gardziel. Piwo zabulgotało niby wodospad.

Dziewucha zdumiała się:

– Jakże ty potrafisz wsadzić w takie chude brzucho taki gruby bandzioch?

Sowizdrzał nic nie odpowiedziawszy zwrócił się do baesa:

– Przynieś szyneczkę, bochen chleba i jeszcze raz napełnij bandzioch. Chcemy się napić i podjeść sobie.

Co też uczynili.

Kiedy dziewka chrupała skóreczkę, karesował ją tak przemyślnie, iż rozczuliła się, rozpaliła i zakochała się w nim na zabój.

Charles de Coster, Przygody Dyla Sowizdrzała, przeł. Julian Rogoziński, PIW, Warszawa 1957, s. 425–426.

SKUTK I UBOCZNE

Ryzykowne zachowania seksualne i problemy z hiszpańską inkwizycją.

Drozdowskie

PRZEDMIOT BADAŃ

Piwo warzone w browarze Drozdowo nieopodal Łomży. Jego produkcję rozpoczęto w latach sześćdziesiątych XIX wieku. Dwa rodzaje drozdowskiego piwa (marcowe i lager) szybko zyskały popularność i były nagradzane na międzynarodowych konkursach.

POCHODZENIE

Ciekawe, kto wpisał Syzyfowe prace do kanonu lektur gimnazjalnych. Uczniowie z książki Żeromskiego chętnie sięgają po wódkę, nazywaną nie wiedzieć czemu „szpagaterią”, kolekcjonują pornograficzne książki, bawią się bronią i rzucają błotem w nauczycieli. Drozdowskie, tak dla odmiany, pije w drodze do klerykowskiego gimnazjum Andrzej Radek. Trzeba przyznać, że chłopski syn nie ma zbyt wielkiego wyboru, bo karczma nie oferowała niczego więcej oprócz piwa i suchych bułek. Żeromski nie ustaje w wysiłkach, by zohydzić bohaterowi i czytelnikom piwo z Drozdowa. Jego nazwę wywodzi od podobieństwa do soku po ogórkach (trzeba chyba być na kwasie, by skojarzyć drozda z kiszonym ogórkiem) i porównuje je z wodą z kałuży. I gdzie tutaj troska o pielęgnowanie narodowych wartości? Nie dość, że autor pluje na polskich browarników z Podlasia, to jeszcze nie ma szacunku dla miejscowości, z której pochodził ród Lutosławskich!

Tradycja przybytków podobnych do tych, w których gościł Andrzejek Radek, ma się dobrze w różnych epokach. Na przykład na ulicy Fabrycznej w Poznaniu do niedawna działał sklep sprzedający tylko wódkę, batony Lion i pasztetową.

W tym samym roku, w którym drozdowskie otrzymało złoty medal na warszawskiej wystawie, autor rozpoczął naukę w kieleckim gimnazjum. Przypadek?

SPOSÓB PODAWANIA

Po licznych przekształceniach drozdowski browar ostatecznie padł na początku lat dwutysięcznych. Obecnie można uznać, że tradycje kontynuuje browar w pobliskiej Łomży. Najbardziej zbliżona do drozdowskiego powinna być łomża export.

Na pytanie, co by zjeść można, odpowiedziano mu, że nie ma nic innego prócz bułek i piwa. Kazał sobie przynieść pięć bułek i kwartę piwa. Bułki były stare i twarde jak rzemień, a piwo nosiło pseudonim «drozdowskiego», prawdopodobnie dla tej racji, że miało smak kwaśnego soporu z ogórków, a temperaturę kałuży na gościńcu w dzień upalny. Jędrek wyjął z tornistra osełkę masła zawiniętą w czystą szmatę, krajał bułki nożykiem, smarował je masłem, zapijał «drozdowskim» i spoczywał w chłodzie izby.

Stefan Żeromski, Syzyfowe prace, Ossolineum, Wrocław 1992, s. 157–158.

SKUTK I UBOCZNE

W wypadku Jędrka był to nocleg w przydrożnych krzakach. Zresztą Jędrek nie stanowił wyjątku.

Grieskirchen

PRZEDMIOT BADAŃ

Piwo warzone od ponad pięciuset lat w miasteczku Grieskirchen z lokalnych słodów i przy użyciu najlepszej wody, o którą w Górnej Austrii równie łatwo, jak o byłych gauleiterów. Obecnie browar wytwarza kilka odmian piwa: od pilsa, przez marcowe, aż po cytrynowego radlera.

POCHODZENIE

Od razu zaznaczmy, że w Wymazywaniu Thomasa Bernharda chodzi nie tyle o piwo, ile o lód z browaru Grieskirchen, a zmrożone kubiki posłużyły bohaterom do rozwiązania pewnego niecierpiącego zwłoki problemu. Piwo nie należało bowiem do ulubionych napojów mieszkańców obmierzłego zamku Wolfsegg. Zazwyczaj pili oni badeńskie rieslingi, których dostarczał im wżeniony w rodzinę fabrykant kapsli do wina. Całkiem niegłupio pomyślane. Wyobraźmy sobie tę znerwicowaną, zakłamaną, sznyclolubną, narodowosocjalistyczną, pretensjonalną, katolicką, kołtuńską, prostacką, grubiańską, lederhoseniastą, polującą, heilującą, gnuśną i filistyńską rodzinę, jak na domiar wszystkiego zapija ciężką austriacką kuchnię, będącą afrontem dla żołądka, hektolitrami lokalnego austriackiego piwa. Gdyby tak było, to moglibyśmy uznać, że skłonny do przerysowań Bernhard tu przerysował swoich bohaterów aż za bardzo.

SPOSÓB PODAWANIA

Obłudny. Cokolwiek miałoby to znaczyć. Polecam wybrać najbardziej tradycyjnego, najbardziej austriackiego i w swej austriackości najbardziej tradycyjnie górnoaustriackiego grieskirchena, który powstaje z mieszanki słodów ciemnych i jasnych.

Wafle z lat siedemdziesiątych trzymają poziom. Obecnie browar reklamuje się fotomontażem rogatego zająca przypominającego wolpertingera. Tego by nawet Bernhard nie wymyślił.

Swój pierwszy rower Bernhard ukradł ojczymowi, gdy miał osiem lat. Po przejechaniu kilku kilometrów w kierunku Salzburga wylądował w rowie. Późniejsze próby, jak widać, wypadły zdecydowanie lepiej.

Ojciec miał teraz całkiem zapadniętą, szarą twarz pokrytą mnóstwem żółtych plam, których nie zauważyłem, gdy byłem pierwszy raz w oranżerii. Johannes zmienił się nie do poznania. Jego twarz wydawała się obca, odrażająca. Ogrodnicy ułożyli pod czarnymi całunami warstwy bloków lodu, by powstrzymać proces rozkładu, już wyraźnie widoczny i zaawansowany, gdyż pora roku była niekorzystna dla zwłok. Bloki lodu przywieziono z browaru Grieskirchen, pomyślałem. Trumny musiały być drogie, prawdopodobnie najdroższe, pomyślałem. Ale przynajmniej nie mają ozdób. Drewno, nic poza tym. Ojcu i Johannesowi złożono ręce jak do modlitwy, co jest przyjętym zwyczajem, powiedziałem do siebie, ale we mnie widok złożonych rąk ojca i brata wzbudził jedynie wstręt. Ojca ubrano w tak zwany strój ze Steyr, taki z szerokimi lampasami, pomyślałem, taki z dużymi guzami z jelenich rogów, a brata w jego ulubiony strój myśliwski, który kupił kiedyś w Brukseli.

Thomas Bernhard, Wymazywanie, przeł. Sława Lisiecka, W.A.B., Warszawa 2010, s. 373.

SKUTK I UBOCZNE

Wzmożona sekrecja żółci, arytmia serca i uogólniony zespół hejteryzmu.

Guinness

PRZEDMIOT BADAŃ

Najsłynniejsze irlandzkie piwo typu stout, warzone z częściowo palonego słodu jęczmiennego. Wytwarzane od 1778 przez Arthura Guinnessa. Rozkwit browaru i sukces rynkowy marki to jednak zasługa jego prawnuków, Arthura Edwarda Guinnessa pierwszego barona Ardilaun oraz Edwarda Cecila Guinnessa pierwszego hrabiego Iveagh.

Kto odgadnie, dlaczego Irlandczycy piją w towarzystwie kur rasy sułtan, dostanie dożywotni abonament na stadion Croke Park.

POCHODZENIE

Piwo obficie lało się na kartach Ulissesa Jamesa Joyce’a. Rewolucjonista, który podłożył bombę pod zmurszałe gmaszysko klasycznych struktur narracyjnych, w życiu prywatnym miał dość konserwatywne poglądy. Wolał Berlioza od Debussy’ego, kpił z psychoanalizy i twierdził, że najchętniej żyłby w średniowieczu. Jedynie w swym życiu seksualnym oraz pijackim był liberałem, więc pijał co popadnie. Brak uprzedzeń w tej materii przeniósł Joyce na swoich bohaterów. Bloom et consortes piją w powieści whiskey Powersa, cydr, portera, reńskie oraz burgunda. Kiedy jednak Joyce’owi przyszło napisać pean na cześć alkoholu, zachował się jak na patriotę przystało i wybrał ciemnego guinnessa. Nobilitował w ten sposób piwo, nadając mu rangę symbolu tak samo ważnego dla Irlandczyków, jak koniczyna, harfa Briana Boru i kolor zielony. Rozdział z guinnessem zawiera także przestrogę dla wszystkich dzieci Erynu, by nie popadły w ksenofobię, antysemityzm i szowinizm. Te grzechy stają się udziałem Obywatela, który psioczy na wszystko, co angielskie, żydowskie i ogólnie nie pachnie czarnym puddingiem. Bloom jako syn przechrzty, umiarkowany sybaryta i pierdoła woli nie wdawać się w podobne dyskusje i wychodzi z pubu – nomen omen – po angielsku. O mały włos nie obrywa przy tym rzuconą przez Obywatela puszką po ciastkach, co jest wyraźnym nawiązaniem do cyklopa Polifema, który miotając kamienie, chciał zatopić statek Odyseusza. Słodko-gorzki guinness w przytoczonym fragmencie znakomicie symbolizuje irlandzkie rozdarcie między dumnym patriotyzmem a tępym nacjonalizmem.

SPOSÓB PODAWANIA

Lać techniką double pour. Kurek nalewaka lub szyjkę butelki przystawić do ścianki pokala pod kątem 45 stopni. Szklankę napełnić piwem do trzech czwartych objętości. Odczekać minutę, żeby piana zdążyła się wytworzyć i ustać. Potem uzupełnić resztą piwa, doprowadzając nawet do przelania. Należy postępować w myśl zasady Adasia Miauczyńskiego, że jak się nie uroni, to znaczy, że za mało nalane.

Usłyszał go Terencjusz O’Ryan i, nie zwlekając, podał mu puchar kryształowy, wypełniony po brzegi piwem pienistym, ciemnym jako heban, które szlachetni bracia bliźni Bungiveagh i Bungardilaun warzą wiekuiście w swych boskich kadziach, przemyślni jako synowie nieśmiertelnej Ledy. A gromadzą oni soczyste jagody chmielu i ugniatają je i przesiewają i tłuką i warzą je a mieszają z kwaśnymi sokami, za czym zawieszają moszcz nad ogniem świętym i nie ustają dniem ni nocą w trudzie swym, owi przemyślni bracia, kadzią władający. A wówczas ty, Terencjuszu, dworny jako ci twe urodzenie nakazywało, uniosłeś ów nektar i podałeś puchar kryształowy owemu, który pragnął, o kwiecie rycerstwa urodą nieśmiertelnym podobny. […] Rzekł, uniósł w swych szorstkich, krzepkich, mocarnych dłoniach róg wypełniony ciemnym, wielce pienistym piwem i rzuciwszy rodowe zawołanie Lamh Dearg Abu, wypił na zgubę swych wrogów, rasy potężnych, walecznych bohaterów, władców mórz, którzy zasiadają na tronach alabastrowych, cisi jak nieśmiertelni bogowie.

James Joyce, Ulisses, przeł. Maciej Słomczyński, PIW, Warszawa 1981, s. 321, 348.

SKUTK I UBOCZNE

Unikać picia w towarzystwie radykalnego skrzydła partii Sinn Fen i psów. Prowadzi do kłótni lub pogryzienia.

→ Szpuntowi bracia Bungardilaun i Bungiveagh to oczywiście bracia Guinness. Joyce porównuje ich do Kastora i Polluksa, którzy uczestniczyli w wyprawie po złote runo. Podczas nawałnicy pasażerowie statku Argo żegnali się już z życiem, gdy nagle z nieba spadły dwa płomyki i uniosły się nad głowami braci. Burza ucichła, a ognie są dziś utożsamiane z ogniami świętego Elma. Jeśli zainteresowały cię ognie świętego Elma, tutaj.

Guinness był często reklamowany jako napój pobudzający trawienie i łagodzący bóle brzucha. To mógł być dodatkowy powód, dla którego cierpiący na wrzody żołądka Joyce darzył guinnessa sympatią.

Kulmbacher bock

PRZEDMIOT BADAŃ

Ciemne, mocne piwo produkowane w Bawarii w miejscowości Kulmbach.

POCHODZENIE

Hans Castorp w Czarodziejskiej górze sięga po nie w akcie desperacji. Gdy zabrakło jego ulubionego portera, które to piwo zazwyczaj pijał do śniadania, kelnerka poratowała go kulmbacherem. Ostatecznie nie wyszedł na tym najgorzej. W przeciwieństwie do zawiesistego portera, koźlak wyostrzył jego zmysły i pobudził potrzeby towarzyskie.

„Piwo, tytoń i muzyka, a więc jesteśmy w pańskiej ojczyźnie!” – drwił z Castorpa filozof Settembrini.

Od kilku lat Kulmbacher sponsoruje drużynę FC Nürnberg. To piwo zawsze kusiło wyczynowców.

SPOSÓB PODAWANIA

Ten opisany w powieści jest niepoprawny politycznie, dlatego lepiej nalać sobie kulmbachera samemu do półlitrowego pokala.

– Nie, na Boga, mleka w ogóle pić nie mogę, a już wcale nie teraz. Czy nie ma przypadkiem porteru? – zapytał grzecznie karlicy. Niestety, porteru nie było. Ale obiecała podać mu piwo kulmbacheńskie i rzeczywiście natychmiast je przyniosła. Było gęste, czarne, z brązową pianą i doskonale zastępowało porter. Hans Castorp pił chciwie z wysokiej półlitrowej szklanki. Jadł do tego zimne mięso na grzankach. Znowu podawano kaszę owsianą, a na stole stało dużo masła i owoców. Hans Castorp spojrzał na to wszystko, bo nie był w stanie jeść. Przyglądał się również kuracjuszom; nie byli już dla niego zwartym tłumem i odróżniał poszczególne osoby.

Tomasz Mann, Czarodziejska góra, przeł. Józef Kramsztyk, t. 1, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2004, s. 82.

SKUTK I UBOCZNE

Takie same jak w wypadku przedawkowania portera.

Marcowe piwo Kleina

PRZEDMIOT BADAŃ

Mocne piwo warzone wczesną wiosną z zeszłorocznego słodu. Leżakowane przez kilka miesięcy jest gotowe do picia pod koniec września. Ma charakterystyczną ciemnobursztynową barwę przechodzącą w czerwień. Produkowane od 1862 roku w browarze Jana Kleina na lwowskiej Pohulance.

POCHODZENIE

Ulubiony alkohol redaktora Jakuba Sterna. Porzuca on marcowe na rzecz wódki jedynie w celach erystyczno-magicznych podczas spotkania z Edwardem Popielskim, świeżo przywróconym do służby komisarzem lwowskiej policji. W powieści Rzeki Hadesu alkohol leje się w istocie całymi rzekami. Najczęściej są to produkty pochodzące z wytwórni wódek i likierów J. A. Baczewskiego („Dla mnie zaś cztery wódki Baczewskiego tworzą najlepszy czterowiersz na świecie…” – jak pisał lwowski bard Henryk Zbierzchowski) oraz piwo z kotwiczką. Jednak to marcowe Kleina odgrywa w książce Krajewskiego najważniejszą dla rozwoju akcji rolę. Popielski chce wydostać od Sterna pewien wrażliwy adres. Znając jego słabość do marcowego, przedstawia siebie jako równie wielkiego amatora tego piwa. To chyba jedyny znany przypadek w powieści kryminalnej, by piwo stało się elementem strategii przesłuchań. Upijanie kogoś w celu wydobycia informacji to chwyt aż nadto popularny, ale pozowanie na birofila, i do tego jeszcze konkretnej marki, to literackie novum.

SPOSÓB PODAWANIA

Obecnie browar Kleina już nie istnieje, dlatego dopuszczalne jest stosowanie polskich lub ukraińskich zamienników. Lać do kufli o pojemności trzy czwarte litra. Nadmiar piany ściąć „waflem” i pozwolić jej rozbryzgać się na stole. Zagryzać zgliwiałym serem obficie posypanym kminkiem.

Jak widać, reklama ambientowa nie jest wynalazkiem naszych czasów. Browar Kleina w ten sposób już w latach trzydziestych promował swoje słynne piwa„z kotwiczką”.

Dziennikarz «Kuriera» Jakub Stern był duchowym spadkobiercą dawnych galicyjskich zwyczajów. Gardził prostackim piwem Lwowskim i niezmiennie wielbił marcowe. Nie przyjmował do wiadomości jego nędznej wegetacji na alkoholowym rynku i rugał knajpiarzy, gdy z niego jeden po drugim rezygnowali. W restauracji hotelu Zipper, gdzie był stałym klientem, trzymano dla redaktora żelazny zapas, wiedząc doskonale o wręcz bałwochwalczej czci, jaką oddaje napitkowi. […] Wypili, chuchnęli, zakąsili.

– Wypiłem wódkę. – Dziennikarz się uśmiechnął. – Jak pan widzi, piję nie tylko piwo marcowe. No i co? Zaczął mnie pan choć trochę podejrzewać o to ohydztwo?

Popielski włożył płaszcz i spojrzał uważnie na rozmówcę.

– Pan pyta, czy zacząłem pana podejrzewać… Odpowiedź brzmi: nie przestałem – rzekł, rzucił Heniowi brzęczącą monetę i wyszedł z restauracji.

Marek Krajewski, Rzeki Hadesu, Znak, Kraków 2012, s. 142, 146.

SKUTK I UBOCZNE

W razie przedawkowania można wylądować na odtruciu w szpitalu na Kulparkowie. A tamtejszy biały personel ma dość szczególne upodobania, o czym można się przekonać, czytając książkę Krajewskiego.

Okocimskie z porterem żywieckim

PRZEDMIOT BADAŃ

Jak wyżej. W proporcjach pół na pół. Przepis jest przedwojenny. Aktualnie należy sięgać po marki Okocim Premium oraz Żywiec Porter.

POCHODZENIE

Ulubiony napój zakopiańskiego Komendanta Pogruchotu barona Kneipenheima. Jego upodobania zostały opisane w powieści satyrycznej Wielki dzień Andrzeja Struga i zacytowane później przez Stanisława Zielińskiego w książce W stronę Pysznej. Pierwowzorem postaci barona był Józef Oppenheim – znakomity taternik, narciarz i wieloletni kierownik TOPR. Pomysłodawca i propagator tak zwanej „wyrypy”, czyli ekstremalnej wycieczki narciarskiej po tatrzańskich szczytach i przełęczach. Człowiek o takim potencjale słowotwórczym i tak silnych łydkach nie mógł pijać zwykłego piwa! Powieść jest nasycona witkacowskim kolorytem, odrobinę tylko złagodzonym przez pobłażliwą satyrę i nazbyt osobiste wyrypy. Dość powiedzieć, że w Zakopanem szykuje się zamach stanu, który ma wynieść do władzy barona Teofila Cymbergaja, a po Krupówkach biegają bojówki przyodziane w żółte koszule i uzbrojone w gumowe pałki. Widmo faszyzmu krąży nad Tatrami, a że główną zasadą systemów totalitarnych jest niemieszanie niczego z niczym, to nic dziwnego, że amatorzy mieszanki portera z lagerem muszą przeciwstawić się tyranii.

Bez carvingów i bielizny termoaktywnej. Za to w towarzystwie Karłowicza i Zaruskiego. Tak wyglądały przygotowania do pierwszych tatrzańskich„wyryp”.

Oppenheim jako jedyny w Zakopanem posiadał harleya-davidsona. Jeździł nim często na akcje ratunkowe. Tutaj w interakcji towarzyskiej.

SPOSÓB PODAWANIA

Pić powyżej 750 metrów nad poziomem morza. Nalewać do dużych pokali w stosunku 1:1, aż uzyskamy bursztynowy trunek o głębokim, zrównoważonym smaku i takiejż mocy.

Baron tylko w zimie na nartach wyruszał czasami w góry; poza tym niezmordowanie czuwał dyżurując, przed obiadem u Pchełki, po obiedzie i wieczorami u Brajbisza, nad całością zagadnień tatrzańskich i strażując w ostrym pogotowiu, by na zawołanie śpieszyć z pomocą zaginionym w górach, co czynił z ofiarnością i odwagą, odziedziczonymi po wielkim Gdyszu, swoim umiłowanym przyjacielu i poprzedniku. Pijał wyłącznie jasne piwo okocimskie, do połowy zaprawione porterem żywieckim […].

Andrzej Strug, Wielki dzień, czyli kronika niedoszłych wydarzeń, Czytelnik, Warszawa 1957, s. 57.

SKUTK I UBOCZNE

Można się wyrypać.

Pilsner

PRZEDMIOT BADAŃ

Jedno z pierwszych na świecie piw dolnej fermentacji. Warzone w czeskim Pilźnie od 1842 roku. Dzięki zastosowaniu odpowiedniego szczepu drożdży i obniżeniu temperatury brzeczki powstaje piwo klarowne, jasne i lekkie. Charakterystyczna dla pilsnera jest chmielowa goryczka, która dominuje nad nutami słodowymi.

Obcięcie włosów przez Maryškę skończyło się sławetnym laniem przy użyciu wężyka z rowerowej pompki. Fetyszystów być może zainteresuje fakt, że pompka była marki Runkas i zakupiona została w sklepie przy Bolesławieckiej.

POCHODZENIE

Literatura Hrabala jest dosłownie zanurzona w piwie. Złota ciecz wypływa z każdego zdania, tryska z kartek i ochlapuje czytającego, pozostawiając na jego ubraniu, oczach, włosach i ustach ciężki zapach słodu, którego nie można pozbyć się jeszcze długo po lekturze. Pilsner pojawia się w wielu opowiadaniach Hrabala, ale najpiękniej walory tego piwa opisane są w Postrzyżynach. A to za sprawą pewnego porównania, na jakie pozwala sobie kowal Bernadek wobec żony kierownika browaru. Co ciekawe, Hrabal rzadko precyzuje gatunek albo markę piwa pitego przez swoich bohaterów. Częściej można się dowiedzieć, gdzie te piwa zamawiali i ile ich wypili.

SPOSÓB PODAWANIA

Z szacunkiem. Hrabal nigdy nie posługuje się zdrobnieniami, takimi jak piwko, piwunio czy piweczko. Ma zbyt wiele respektu dla pracy piwowarów, by ich szlachetny trud zbywać pierwszym lepszym deminutywem. Dlatego wzorem Marysi z Postrzyżyn pijmy z entuzjazmem, ale i namaszczeniem. Można zagryzać bułczanką.

I otworzyły się drzwi «Grandu», i wyszedł pan Bernadek, mistrz kowalski, ten, co za jednym zamachem wypijał beczułkę pilzneńskiego, i przyniósł kufel piwa.

– Łaskawa pani, bez urazy, proszę się ode mnie napić!

– Pańskie zdrowie, mistrzu!

Zanurzyłam nosek w pianie, uniosłam rękę jak do przysięgi i z przyjemnością piłam ten słodko-gorzki napój, a kiedy wypiłam do dna, otarłam wargi wskazującym palcem i powiedziałam:

– Piwo z naszego browaru jest równie dobre!

Pan Bernadek ukłonił mi się.

– Jednakże piwo pilzneńskie, łaskawa pani, ma identyczny kolor jak pani włosy… Proszę mi pozwolić… – mistrz kowalski zaczął mamrotać – proszę mi pozwolić, abym na pani cześć wrócił do restauracji i nadal popijał te pani złote włosy…

Skłonił się raz jeszcze i oddalił się, studwudziestokilogramowa persona, a spodnie układały mu się z tyłu w ogromne fałdy, fałdy, jakie ma słoń. […] Skinęłam głową panom członkom rady nadzorczej, nacisnęłam na pedały, odrzuciłam za siebie te swoje strugi pilzneńskiego piwa i nabierając szybkości wyjechałam wąską uliczką na most, i krajobraz nad balustradą otworzył się przede mną jak parasol.

Bohumil Hrabal, Postrzyżyny, przeł. Andrzej Czcibor-Piotrowski, PIW, Warszawa 1980, s. 30.

SKUTK I UBOCZNE

Wypiwszy o jeden kufel za dużo, można mieć pewne kłopoty dnia następnego. W takich wypadkach należy leczyć się zgodnie z receptą doktora Gołąbka, czyli przyjąć kiszonego ogórka oraz pięćdziesiątkę rumu.

Piwo świerkowe

PRZEDMIOT BADAŃ

Piwo górnej fermentacji, najczęściej w typie ale, do którego zamiast chmielu dodaje się młode pędy świerku. Warzone w Norwegii i Wielkiej Brytanii od połowy XVI wieku. Obecnie najbardziej rozpowszechnione w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych.

POCHODZENIE

Tytułowa bohaterka powieści Emma Jane Austen była pretensjonalną panienką z dobrego domu. Lepiej od wszystkich znała się na literaturze, grze na pianoforte i swataniu koleżanek, nawet wbrew ich woli. Na dodatek każdy dżentelmen, który zamiast wzorem Beau Brummella nosić cylinder z bobrowego futra, wkładał słomkowy kapelusz, nie był godzien nawet jednego jej spojrzenia. Jeżeli jednak chodzi o trunki, to Emma nie stroniła od gminnego piwa świerkowego. Być może było to u niej rodzinne, bo za tym trunkiem przepadał także jej szwagier, pan Knightley. Szwagier dysponował zresztą świetną recepturą. Ta z kolei stanie się przedmiotem zainteresowania pastora Eltona, który z zasady interesował się wszystkim, czym interesowała się Emma. Emma jednak nie interesowała się Eltonem, podobnie jak Elton nie przepadał za Harriet, która wolała pana Martina. Emmie podobał się za to pan Frank Churchill, który preferował towarzystwo niejakiej Jane, zresztą z wzajemnością. Tym bardziej dziwi, że Frank emablował Harriet, podobnie jak pan Knightley, który tak naprawdę kochał się w Emmie. Rozumiecie coś z tego? Okej, to napijmy się piwa.

SPOSÓB PODAWANIA

Piwa świerkowe można łatwo uwarzyć samemu. Podaję przepis, który mógł znać pan Knightley oraz każdy dżentelmen z okresu regencji, pochodzi bowiem z Trzech podróży kapitana Jamesa Cooka dookoła świata, książki, którą trzeba było wówczas znać, jeśli należało się do dobrego towarzystwa. Kapitan sporządzał piwo dla swojej załogi w taki oto sposób: „Pierwej uczyń esencyonalny dekokt z młodych świerkowych gałązek. Złom świerkowy zalej wodą i zagotuj w saganie. Trzymaj w tejże przez trzy albo i cztery godziny. Gdy kora obłazić zacznie wylej zawartość sagana na przetak. Dekokt świerkowy rozcieńcz wodą podług swego upodobania, umieść w beczce i dodaj półgarnczka melasy. Zasyp całość słodem jęczmiennym, podaj drożdże i czekaj kilka dni, aż całość przefermentuje. Aby drożdże do pracy wydajnej podniecić, beczki ustaw w ciepłej komorze. Po czasie odpowiednim, gdy już się piwo uwarzy, przepuść trunek przez płótno. Tak uwarzone piwo w smaku będzie ożywczym i przed szkorbutem oraz inną zarazą snadnie pijącego uchroni”. W przekładzie Jadwigi Dmochowskiej piwo świerkowe (w oryginale spruce beer) zostaje nazwane piwem jałowcowym. Być może tłumaczka sugerowała się znanym w Polsce piwem kozicowym z Puszczy Kurpiowskiej, do którego faktycznie dodaje się jagód jałowca. Można jednak domniemywać, iż Jane Austen o Kurpiach miała pojęcie dość mgliste, pijmy więc świerkowe.

– Ale pewnego rana… nie umiem już powiedzieć dokładnie, jaki to był dzień, może wtorek albo środa przed owym wieczorem, on chciał coś zapisać w notesie; chodziło o piwo jałowcowe. Pan Knightley opowiadał mu o warzeniu piwa jałowcowego i on to chciał sobie zanotować; ale kiedy wyciągnął ołówek, okazało się, że jest w nim już bardzo mało grafitu, a gdy zaczął temperować, wyleciało wszystko i nie można było nim pisać, więc pani mu pożyczyła jakiś inny ołówek, a ten został na stole, jako niezdatny do użytku. Ale ja miałam na niego oko i gdy tylko zdobyłam się na odwagę, porwałam go i od tej chwili już się z nim nie rozstawałam.

– Pamiętam – zawołała Emma – pamiętam doskonale. Była mowa o piwie jałowcowym. Tak, tak. My oboje z panem Knightleyem powiedzieliśmy, że bardzo lubimy piwo jałowcowe, i pan Elton, zdaje się, postanowił, że i on je polubi.

Jane Austen, Emma, przeł. Jadwiga Dmochowska, Prószyński i S-ka, Warszawa 2004, s. 439–440.

SKUTK I UBOCZNE

Rozważne stają się romantyczne.

Porter

PRZEDMIOT BADAŃ

Mocne piwo górnej fermentacji, wyrabiane z ciemnego słodu. Wynalezione w Anglii na początku XVIII wieku, szybko rozprzestrzeniło się w krajach nadbałtyckich.

POCHODZENIE

I znowu wracamy do literackiej klasyki. Porter to nieodzowny składnik pożywnego śniadania, zamawianego przez Hansa Castorpa w Czarodziejskiej górze. Ilości jedzenia spożywane przez bohaterów tej książki, nawet jak na standardy sanatorium dla gruźlików, są wprost gargantuiczne. Dodatkowo fakt zapijania czegokolwiek przed południem litrową szklanicą portera zakrawa na barbarzyństwo mogące rywalizować jedynie z ohydnym brytyjskim zwyczajem dolewania mleka do herbaty. Ostatecznie tego należało się jednak spodziewać, skoro jednym z poruszonych w powieści zagadnień jest kryzys cywilizacji europejskiej. Sam Castorp twierdził, że porter do śniadania działa na niego „podobnie jak muzyka”, czyli otumania, rozluźnia i skłania do zagapiania się. Strach pomyśleć, jakiej muzyki słuchał nasz niedoszły inżynier.

SPOSÓB PODAWANIA

Klasycznie w pokalach lub kuflach. Dobrze smakuje w towarzystwie kubańskich cygar Maria Mancini. Jeśli nie dysponujemy porterem, jako zamiennika można użyć ciemnego kulmbachera. Pozostaniemy wówczas w zgodzie z duchem powieści. Aby jeszcze bardziej pozostać z nim w zgodzie, umyjmy po sobie szklankę.

Prywatnie Mann nad piwo przedkładał cherry brandy, o czym pisał w Dzienniku. Sięgał po nie, gdy słuchał muzyki Wagnera ze swojego wartego tysiąc marek gramofonu marki Electrola.

Hans Castorp wzrastał przy paskudnej pogodzie, w wietrze i we mgle, wzrastał w żółtym płaszczu gumowym, jeżeli się wolno tak wyrazić, i na ogół czuł się z tym dobrze. Co prawda, od samego początku był trochę anemiczny; stwierdził to również doktor Heidekind i kazał mu co dzień na trzecie śniadanie po szkole dawać dużą szklankę porteru, napoju, jak wiadomo, odżywczego, któremu doktor Heidekind przypisywał krwiotwórcze własności; w każdym razie trunek ten mile oddziaływał na umysł chłopca i sprzyjał jego skłonności do «zagapiania się», jak to nazywał wuj Tienappel; Hans Castorp zwykł był mianowicie, z ustami na wpół otwartymi i nie trzymając się żadnego określonego wątku, zamyślać się o niebieskich migdałach.

Tomasz Mann, Czarodziejska góra, przeł. Józef Kramsztyk, t. 1, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2004, s. 40.

SKUTK I UBOCZNE

Po spożyciu absolutnie odradza się jazdę na nartach. Grozi halucynacjami i zamarznięciem na stoku. Lepiej zostać w schronisku, zwłaszcza jeśli towarzyszy nam atrakcyjna Rosjanka w kolorowym swetrze.

Spaten Pils

PRZEDMIOT BADAŃ

Jasne piwo monachijskie, sporządzane według bawarskiego prawa czystości (tylko słód jęczmienny, chmiel, drożdże i woda). Jeśli wierzyć specom od marketingu i historykom browarnictwa, spaten jest warzony od roku Pańskiego 1397. W tym samym roku Akademia Krakowska uzyskała zezwolenie papiestwa na prowadzenie wydziału teologicznego, a w Burgos urodził się Henryk III Chorowity. Przy takiej konkurencji można śmiało stwierdzić, że powołanie do życia tego zacnego browaru było prawdziwym hitem sezonu.

POCHODZENIE

Epizodyczny rekwizyt wykorzystany przez Jeana-Paula Sartre’a w powieści Mdłości. Bohater, skupiając swoją uwagę na kuflu pełnym słomkowego spatena, zaczyna rozumieć istotną różnicę między bytem samym w sobie a bytem dla siebie oraz doznaje tak typowego dla egzystencjalistów uczucia pustki i absurdu. Bohater Sartre’a mógłby sparafrazować słynne zdanie Nietzschego i powiedzieć, że im dłużej wpatrujemy się w rzeczy, tym bardziej zaczynamy je przypominać.

Sartre zazwyczaj palił tytoń marki Scaferlati Caporal. Na tyle mocny, że jego kubki smakowe nie rozróżniłyby spatena od radlera.

SPOSÓB PODAWANIA

Podawać w miarę możliwości w kuflach, a nie w pokalach.

Obecnie wszędzie znajdują się rzeczy jak ten kufel z piwem, tu, na stole. Patrzę na niego i mam chęć powiedzieć: zaklepuję, już się nie bawię. Dobrze wiem, że posunąłem się za daleko. Przypuszczam, że nie można «zażegnać» samotności. […] Oto już od pół godziny staram się nie patrzeć na ten kufel z piwem. Patrzę ponad, poniżej, na prawo, na lewo, ale jego nie chcę zobaczyć. I jestem zupełnie pewien, że wszyscy ci samotni mężczyźni wokół mnie nie mogą mi w żaden sposób pomóc […]. Podeszliby, aby mnie poklepać po ramieniu i powiedzieć: «No i co tu jest takiego w tym kuflu z piwem? Taki jak wszystkie. Szlifowane brzegi, uszko, marka z łopatką, a na marce jest napisane ‘Spatenbrau’». Ja to wszystko wiem, ale chodzi jeszcze o coś innego. Niby nic takiego. Nie mogę już jednak wytłumaczyć tego, co widzę. Nikomu. I proszę: powoli zanurzam się w głębinę, w strach.

Jean-Paul Sartre, Mdłości, przeł. Jacek Trznadel, Zielona Sowa, Kraków 2005, s. 16–17.

SKUTK I UBOCZNE

U wrażliwych natur mogą wystąpić myśli samobójcze. Istnieje jednak prosty sposób, by ich uniknąć. Otóż bohater Mdłości to amator, bo jak dowiadujemy się z zamieszczonego cytatu, nieszczęśnik ów gapi się na kufel, zamiast go opróżnić. A uporczywe wpatrywanie się w jeden punkt, zwłaszcza gdy ma się zeza, może być generatorem spleenu. My nie popełniajmy tego błędu, tylko wychylmy natychmiast naszego spatena. Potem zamówmy kolejnego. I tak oto wkroczymy cali i zdrowi na drogi wolności.

Tuborg

PRZEDMIOT BADAŃ

Duńskie piwo dolnej fermentacji w typie pilzneńskim. Warzone w Kopenhadze od 1880 roku. Zielony tuborg to jedno z pierwszych piw na świecie butelkowanych przez producenta. Obecnie marka należy do grupy Carlsberg.

POCHODZENIE

Korporacyjne bubki z książki Generation P Wiktora Pielewina raczą się najczęściej smirnoffem lemon twist. Niestety wódka ta jest często podrabiana (ani chybi bimbrem z Polski), co wytrawni znawcy tematu mogą określić bez otwierania butelki na podstawie fluktuacji pęcherzyków powietrza. Z tego powodu sięgają czasem po tuborga. Nikomu nie opłaca się fałszować piwa kosztującego dwa euro za litr w hurcie. Poza tym niesie ono dla głównego bohatera znacznie większy ładunek symboliczny niż wódka. Główny bohater powieści, Wawilen Tatarski, gdy wreszcie osiągnął pełnię władzy w Instytucie Pszczelarstwa oraz rząd rosyjskich dusz, sam z upodobaniem zaczął występować w reklamie Tuborga. Wcielał się w rolę słynnego mężczyzny z plakatu, który wędruje piaszczystą drogą. Producentom spotu kazał się multiplikować, tak by trzydziestu Tatarskich w białych koszulach wlokło się rozpaloną ścieżką. Ileż skojarzeń to budzi! Camus, Baudrillard, Bóg ukryty w stworzeniu, wreszcie Stalin i jego sobowtóry. Niestety Pielewin, pisząc swoją książkę, nie przewidział jednego. Tuborg, odświeżając kilka lat temu wizerunek marki, zbudował zieloną hipsterską wieżę Babel. Nie ma w niej już miejsca na łacińskie przysłowia i reklamy w stylistyce la belle epoque. Jest za to plenerowy festiwal rockowy GreenFest oraz nowa, ergonomiczna butelka.

Autor Generation P z kolegami i kieliszkiem białego wina w ręku. Na stole sprite. Ani chybi bieriezowyj.

SPOSÓB PODAWANIA

Instytucja tak zwanych budek z piwem, nawet w Europie Środkowo-Wschodniej, jest już na wymarciu. Warto jednak znaleźć możliwie ordynarny kiosk i nabyć trzy puszki tuborga. To trudne, ale nie niemożliwe, zwłaszcza na granicy polsko-niemieckiej. Tak wyposażeni siadamy na ławce w parku i czytamy tabloid, zwracając uwagę na wkładki reklamowe. Palacze mogą sięgnąć po parliamenty albo davidoffy.

Pod żółtym napisem «Tuborg» był duży obrazek: gruby mężczyzna w szelkach ocierał pot z czoła białą chusteczką. Nad mężczyzną jarzyło się błękitne niebo, on sam zaś stał na wąskiej ścieżce, biegnącej poza horyzont; jednym słowem, obrazek zawierał taki ładunek symboli, że aż dziw, jak to wytrzymywała cienka blacha puszki. Tatarski automatycznie zaczął układać hasło.

Coś w tym rodzaju, myślał. Życie to samotna wędrówka pod palącym słońcem. Droga, którą idziemy, zmierza donikąd. I nie wiadomo, gdzie spotka nas śmierć. Kiedy człowiek o tym pomyśli, cały świat wydaje mu się pusty i nic niewarty. I wtedy przychodzi olśnienie. Tuborg. Pomyśl o najważniejszym!

Część hasła można by napisać po łacinie, Tatarski rozsmakował się w tym już przy pierwszej pracy. «Przechodniu, zatrzymaj się» – coś tam, coś tam viator, Tatarski dokładnie nie pamiętał, trzeba będzie sprawdzić w Skrzydlatych latynizmach. Zaczął szperać po kieszeniach w poszukiwaniu długopisu, żeby zapisać pomysł. Długopisu nie było. Tatarski postanowił poprosić o coś do pisania kogoś z przechodniów, podniósł wzrok i tuż przed sobą ujrzał Husejna.

[…] Puszka z piwem wypadła Tatarskiemu z ręki i symboliczny żółty strumyczek nakreślił na asfalcie ciemną plamę.

Wiktor Pielewin, Generation P, przeł. Ewa Rojewska-Olejarczuk, W.A.B., Warszawa 2002, s. 173–174.

SKUTK I UBOCZNE

Tatarski, pijąc tuborga, zagapił się i wpadł w łapy czeczeńskiej mafii, z którą miał niewyrównany rachunek krzywd i wzajemnych pretensji. Jeżeli jednak nie prowadzimy ożywionej wymiany handlowej z Kaukazem, to możemy jedynie skończyć jak Nabuchodonozor. Kto czytał Generation P, ten wie, o co chodzi.

Słynny plakat z 1900 roku zaprojektował dla Tuborga duński malarz realista Erik Henningsen. Do dziś jest uznawany za jedną z najbardziej kanonicznych i najsilniej oddziałujących reklam.

Żygulowskie

PRZEDMIOT BADAŃ

Lekki lager warzony w rosyjskiej Samarze od 1881 roku. Do lat trzydziestych piwo było znane pod marką Wiedeńskie, co trąciło burżuazyjnym zepsuciem na kilometr. Dlatego pod wpływem sugestii Anastazego Mikojana, wieloletniego komisarza do spraw handlu i zaopatrzenia, piwu nadano nazwę od pobliskich gór Żyguli.

POCHODZENIE