Lisy - Lucy Jones - ebook
Opis

 

Lis nie jest dużym drapieżnikiem, ale efektownym: smukła ognista sylwetka, gruba kita z białą końcówką i dzikie, ale przenikliwie inteligentne oczy. Poza tym potrafi zjeść niemal wszystko (poluje na gryzonie, zające, wydry i ptaki, wyjada jaja z gniazd, nie pogardzi dżdżownicami, padliną ani owadami, a jesienią zdarza mu się przejść na dietę owocową) i zasiedlić niemal każde terytorium – od Afryki aż po krąg polarny. I coraz częściej przenika do miast.

Od wieków wzbudza też kontrowersje. W mitologii greckiej był potworem, jednym z dzieci Echidny. W folklorze francuskim zapisała się postać Renarta, uosobienia przebiegłości i sprytu. W arabskim uważane są za stworzenia tchórzliwe, słabe i przebiegłe, ale wierzy się, że potrafią oszukać śmierć. W Biblii lisami nazywano fałszywych proroków.

Lucy Jones, zgłębiając prawdę o lisach, musi konfrontować się z różnymi postawami – także z własną historią rodzinną. Rozmawia z myśliwymi i przeciwnikami polowań, z obrońcami praw zwierząt i tępicielami szkodników, a także z weterynarzami leczącymi dzikie zwierzęta. Bierze udział w pogoni za lisem i z grupą sabotażystów przerywa polowanie.

Ta pasjonująca historia opowiada nie tylko o fascynującym stworzeniu, ale i o tym, co nasz stosunek do lisa mówi o nas i o naszym związku ze światem przyrody.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 307

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału Foxes Unearthed
Przekład ADAM PLUSZKA
Wydawca i redaktor prowadzący ADAM PLUSZKA
Redakcja ITA TUROWICZ
Korekta KAROLINA WĄSOWSKA, JAN JAROSZUK
Projekt okładki NATHAN BURTON
Adaptacja projektu okładki, opracowanie graficzne i typograficzne ANNA POL
Ilustracje © Tim Oakenfull
Łamanie | manufaktu-ar.com
Copyright © Lucy Jones 2016 First published by Elliott and Thompson Limited Copyright © for the translation by Adam Pluszka Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2019
Warszawa 2019 Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-66335-30-1
Wydawnictwo Marginesy Sp. z o.o. ul. Mierosławskiego 11A 01-527 Warszawa tel. 48 22 663 02 75 e-mail:[email protected]
www.marginesy.com.pl
Konwersja:eLitera s.c.

Dla mojego męża, Jima

Prolog

Spośród wszystkich brytyjskich ssaków właśnie lis rzucił na mnie urok. Moim zdaniem, to jeden z najwspanialszych drapieżników na wyspach, urzekające stworzenie: mile znajoma sylwetka na wsi, intrygujący błysk dzikości w miastach.

To zwierzę, wokół którego narosły liczne mity i kontrowersje, a moje własne doświadczenia z lisami wydają się równie skomplikowane i sprzeczne. Jak to bywa, jedna gałąź mojej rodziny miała sentyment do polowań – zwłaszcza nieżyjący już dziadek, którego uwielbiałam, podziwiałam i szanowałam. W moim dzieciństwie polowanie na lisy było całkowicie akceptowaną częścią życia. Dopiero gdy podrosłam i coraz częściej przyszło mi brać stronę lisa, zaczęłam kwestionować tę tradycję. Lis, według mojego rozeznania, zawsze był czymś więcej niż dzikim zwierzęciem. To postać, symbol, krzesiwo dla emocji i zagadnień etycznych; krótko mówiąc, sprawca naszych kłopotów zarówno w miastach, jak i na terenach wiejskich.

Mnie, niebędącej fanką życia w mieście, nie gorszy widok lisa na ulicy – my, mieszczuchy, nie mamy wydr, zajęcy, pardw ani głuszców, ale mamy sporo lisów, Vulpes vulpes. Minęło jednak trochę czasu, odkąd widziałam ostatniego, i kiedyś postanowiłam przejść przez Walthamstow Marshes w Londynie, najbliższy mojego domu spory zielony obszar, żeby ujrzeć zwierzę w akcji. Ów teren aż kipi od bioróżnorodności, żyją tam kwiaty, rośliny, owady i norniki. Zamieszkały też dwie pary pustułek, które wznosiły się i nurkowały nad moczarami niczym opierzone meteory.

Aby zwiększyć szanse, sięgnęłam po Fox Watching [Obserwowanie lisa] Martina Hemmingtona, praktyczny przewodnik dla przyszłych ekologów. Po pierwsze, oczy i nos wyczul na sierść, odchody, ślady łap i zapach moczu. Po drugie, włóż ubranie maskujące oraz czarne lub brązowe buty. Po trzecie, weź lornetkę, przybory do pisania i kolację. Po czwarte, cierpliwość jest kluczowa. Wyszłam z domu przed zmrokiem bogatsza o nową wiedzę i kawałek zapiekanki ze szpinakiem w kieszeni. Gdy się ochłodziło, zapach bagien nabrał intensywności. Duże ślimaki z rodziny pomrowów o wzorzystych ciałach rozpełzły się po ścieżkach – jedzenie dla lisów, gdyby miały taki kaprys. Światła pociągu oświetliły szlak, kiedy chodziłam wśród zarośli, szukając lisich kup i mając nadzieję, że lis przebiegnie mi drogę.

Jak się jednak okazuje, lisy mogą być nieuchwytnymi stworzeniami, gdy się je ściga, i moje poszukiwania okazały się frustrująco bezowocne tego wieczoru, podobnie jak przez wiele innych. Z jakichś powodów nasze ścieżki po prostu się nie przecinały. Zaczynałam myśleć, że rażąco przesadza się w kwestii populacji lisów w miastach.

Kiedy w końcu natknęłam się na lisa, stało się to zupełnie przypadkowo. Wracałam do domu przez ruchliwy, zabudowany dystrykt Stoke Newington, myślałam o czymś innym, na pewno nie o lisach. I nagle się tam pojawił. Z początku ostrożnie wychynął, spoglądał przez balustradę wiaduktu kolejowego. Zbliżała się ósma wieczór. Przystanął na chodniku przy ruchliwym skrzyżowaniu w pobliżu sklepów, restauracji, pubów i mieszkań, czekał, aż ruch uliczny zelżeje, obracał głową na boki, śledził jadące samochody, uszy sterczały mu w szpic. Miał długą kitę, grubą i zbitą, nieco ciemniejszą niż reszta umaszczenia, na końcu zawadiacko uniesioną. Wieńczyła długie, gibkie ciało pokryte zimowym rdzawym futrem w odcieniu ciemnej ochry. Na gardle jaśniała biała plama, zupełnie jakby nosił śliniaczek. Nasze spojrzenia się spotkały; wyglądał inteligentnie, był ciekawski i do pewnego stopnia nonszalancki. Jego oczy koloru bursztynowego złota, oświetlane przez reflektory, pozostawały bez wyrazu i chłodne. Futro wokół pyska i ostrych zębów było białe. Chciałam podejść bliżej, ale obawiając się go spłoszyć, trzymałam się z boku najdłużej, jak mogłam. Wkrótce odbiegł i zniknął za bramą apartamentowca.

Mimo że w ciągu ponad dziesięciu lat mieszkania w Londynie widziałam wiele lisów, doznałam wstrząsu; czysto chemicznego dreszczu. Przez myśl przebiegła mi horda skojarzeń – wspomnienia wypchanych lisich głów w domu moich dziadków, Fantastyczny pan Lis, lisi „psychozabójca” z niedawnych wiadomości, bezkompromisowy i genialny Zmyślony lis Teda Hughesa – i czułam podekscytowanie, zdumienie, zaskoczenie. Z pełną świadomością, że moja reakcja nie należała do typowych.

Co czujesz na widok lisa? W Wielkiej Brytanii lis – bardziej niż jakiekolwiek inne zwierzę – potrafi wywołać lawinę opinii i emocji. Rzadko nie wzbudza żadnych. Być może postrzegasz lisa jako szkodnika, zarazę do natychmiastowego odstrzału, wrednego intruza, który nie należy do ludzkiej przestrzeni. Być może widzisz przepiękne dzikie zwierzę lub słodkie zwierzątko do nakarmienia. A może przebiegłego łotrzyka, który tylko czeka, żeby na niego zapolować. Możesz też czuć irytację, jeśli lis zagryzł ci kiedyś kurę albo żółwia. Albo podniecenie na widok największego brytyjskiego mięsożercy stojącego ot tak na rogu ulicy. Możesz nawet poczuć lekki strach, naturalną reakcję na spotkanie twarzą w twarz z tym, co jest nadal dzikim drapieżnikiem.

W Arktycznych marzeniach Barry Lopez w żywy sposób pokazał fenomen zderzenia człowieka ze zwierzęciem. „Niewiele rzeczy prowokuje bardziej niż obecność dzikich zwierząt. Przyciągają nas jak prądy pływów z pytaniami o wolę, etyczne zaangażowanie, o pochodzenie”[1], pisał. Prądy skupione wokół lisa są potężne, stare i złożone. Połączyły się, aby stworzyć zagadkową postać, rzadko postrzeganą w sposób rzeczywisty.

Lis w oczach różnych ludzi zaczął jawić się jako drażliwy i najeżony emocjami zestaw pojęć, których wachlarz rozciąga się od symbolu swobody do piękna, od nauki do okrucieństwa, od polującego do obiektu polowań, od idola po szkodnika. Wyłącznie w kulturze brytyjskiej lis zyskał aż tak spolaryzowany i skomplikowany obraz stworzenia, postrzeganego przez ludzi w sposób niejednoznaczny, zarówno na poziomie lokalnym, jak i w debacie krajowej. Żadne inne z tutejszych zwierząt nie sprowokowało ani nie zainspirowało do powstania tylu tekstów w gazetach, tylu bohaterów literackich, symboli popkultury, tylu sesji parlamentarnych, tekstów piosenek, okładek albumów, kreskówek, pseudonimów, nazw pubów, biżuterii, podstawek do herbaty, poszewek na poduszki, kłótni na Facebooku, hasztagów, demonstracji, wieców poparcia, słów i czystego kortyzolu. Były premier Tony Blair określił namiętności wywoływane polowaniem na lisy jako „odwieczne”. „Gdybym na przykład zaproponował rozwiązanie problemu rent i emerytur w postaci obowiązkowej eutanazji co piątego staruszka, miałbym chyba mniej kłopotów”[2], napisał w swoich wspomnieniach o awanturze w sprawie reformy prawa łowieckiego, która zakazała polowań na dzikie zwierzęta z psami.

Rodzące konflikty emocje, które rozpala lis – namiętna miłość i nienawiść – są fascynującym fenomenem. By w pełni zrozumieć, w jaki sposób postawy, doświadczenia i ukryte cele zderzają się, tworząc tę szczególną paletę uczuć wobec Vulpes vulpes, musimy zagłębić się w historię lisa i w to, jak przez tysiąclecia ewoluowały nasze relacje z tym chytrym ssakiem.

.

1

Przebiegły jak lis

Tego dnia błękit nieba dominował nad wszystkim, gdy jechałam do Great Missenden – małej wioski w Chiltern, rozsławionej przez jej niegdysiejszego mieszkańca Roalda Dahla – aby odwiedzić jego archiwum. Wczesna jesień leciutko wypolerowała drzewa, a liście zarumieniły się jak kruszonka na szarlotce. Gdy pociąg wymknął się z Londynu, domy stały się urocze i ładne.

Dahl urodził się w Cardiff w 1916 roku, jego rodzice byli Norwegami. Zaczął pisać podczas drugiej wojny światowej, a w 1943 roku opublikował The Gremlins, pierwszą z serii zabawnych i zaskakujących książeczek, które ukazały się w dziesiątkach języków. W przeciwieństwie do wielu książek dla dzieci, twórczość Dahla nigdy nie była dydaktyczna ani moralizatorska; rozkoszował się głupawką i frywolnością. „Mam obsesję na punkcie rozśmieszania młodych czytelników, wkręcania ich i rozkochiwania w opowieści. Wiedzą, że to nieprawda. Od początku wiedzą, że to bajka, więc treść w ten czy inny sposób nigdy nie wpłynie na ich umysły”[1], powiedział kiedyś.

W Muzeum i Centrum Opowieści Roalda Dahla bardzo wiernie odtworzono chatkę, w której pisał. Popielniczka wypełniona niedopałkami stoi na prowizorycznym biurku, właściwie blacie, przytwierdzonym do fotela przygotowanego specjalnie pod kątem jego problemów z kręgosłupem. W pobliżu leżą okulary i inne osobiste drobiazgi: zdjęcia rodzinne, rysunki, bibeloty, zapalniczki, pamiątki. Linoleum jest takie jak wtedy: niebieskie, czerwone i żółte diamenty na zielonym tle. Takie samo linoleum reżyser Wes Anderson umieścił w gabinecie pana Lisa w swojej popularnej adaptacji książki Dahla. Dahl siedział w chacie od dziesiątej do południa, nawet gdy miał blokadę twórczą. „To moje małe gniazdo, moje łono”[2], powiedział. Stamtąd mógł patrzeć na pień wiekowego buka, zwanego Drzewem Czarownic – tego, w którym pewnego dnia wyobraził sobie, że mieszka pan Lis z rodziną.

Najsłynniejszy lis w brytyjskiej literaturze ujrzał światło dzienne w 1970 roku. Fantastyczny pan Lis Dahla okazał się absolutną woltą, jeśli chodzi o sposób, w jaki postrzegano te zwierzęta w tym kraju – z tradycyjnego nikczemnego oszusta stał się pierwszym jednoznacznym lisim bohaterem. Już sam fakt, że pojawił się inny wizerunek lisa, daje fascynujący wgląd w tarcia dotyczące jego miejsca w Wielkiej Brytanii.

Fabuła Fantastycznego pana Lisa przedstawia drapieżnika, którego się podziwia. Ponieważ lisią rodzinę nieustannie prześladuje trzech paskudnych farmerów, pan Lis wpada na pomysł podbierania jedzenia z każdej z farm przez system podziemnych tuneli. W ten sposób gromadzi zapasy na ogromną ucztę dla wszystkich pozostałych rodzin, które zniewala zajadłość, z jaką farmerzy chcą się pozbyć podstępnego lisa, i dzięki temu nazywa się go fantastycznym. Dahl stworzył postaci i fabułę sprawiające, że się nimi rozkoszujemy, kibicujemy im i skaczemy z radości, kiedy lisom udaje się przechytrzyć przebrzydłych farmerów i zasiąść do wspaniałej wyżerki.

W archiwum odkryłam, że pierwszy szkic opowieści różnił się od historii, którą znamy dzisiaj. Lisy – oryginalne rysunki Dahla są urocze – przekopują się do supermarketu na ulicy Głównej i wypełniają wózki ciastami, jajkami, herbatnikami, słodyczami i zabawkami. Pan Lis nadal jest pomysłodawcą, ale rodzina przede wszystkim okrada anonimowych sklepikarzy. „Gliniarze ciągle poszukują złodziei”, brzmi ostatnie zdanie.

Wydawcy amerykańscy obawiali się, że „gloryfikacja złodziejstwa”, jak ujął to biograf Roalda Dahla, Donald Sturrock, zniechęci bibliotekarzy i nauczycieli, co sprawi, że nie będą polecać książki. Redaktor Fabio Coen napisał do Dahla z propozycjami zmian. Zamiast kraść z supermarketu, lisy powinny okradać okropnych farmerów. „Znajdzie się w tym też morał”, napisał, „polegający na tym, że nie można wzbraniać komuś jedzenia i nie ponosić za to kary”. Dahl był zachwycony pomysłem redaktora. „Zatem go nie zaakceptuję. Ja go natychmiast zagarniam”[3], odpisał i od razu zabrał się do pracy nad zupełnie nową wersją. Później pojawiła się kwestia, czy lis naprawdę musi zabić trzy kury w kurniku, i zaproponowano, by zamiast tego może zebrał ogromny kosz jaj. Dahl uznał, że to nie byłoby w porządku. „Lisy to lisy i będzie miał pan słuszność, gdy powie, że są mordercami”, wyjaśnił. Stwierdzono więc, że to nie zaniepokoi dzieci, i pozostawiono naturalne skłonności drapieżnika. Lis jest chwatem pomimo swojej naturalnej mięsożerności. Jest przebiegły i dzięki temu sławny.

Poszłam na łąkę w pobliżu Gipsy House, gdzie mieszkał Dahl z rodziną, aby zobaczyć buki, pod którymi prawdziwy pan Lis zbudował norę. Ścieżkę okalały krzewy obsypane grudkami czerwonych owoców głogu i jeżyny koloru zaschniętej krwi. Lato się skończyło i wiciokrzew nieco podupadł. Wrześniowe światło późnego popołudnia sprawiło, że liście jarzyły się na zielono, nakrapiając cętkami wilgotne poszycie lasu. Było cicho i miejsce wydawało się odpowiednie na lisi dom.

Dahl podczas pisania doskonale zdawał sobie sprawę, że wybrał zwierzę, którego ugruntowany wizerunek zaczyna się mocno chwiać, i że najpewniej nadszedł czas na jego bardziej sympatyczny obraz. Chociaż nigdy nie mówił publicznie o polowaniu na lisy, kiedy miał szesnaście lat i uczył się w szkole Repton w Midlands, napisał o tym esej. Podczas wizyty w muzeum wygrzebał go dla mnie tamtejszy archiwista. Jest to mocny wywód tłumaczący, dlaczego Dahl uważał polowanie za „głupie, bezcelowe i okrutne”. Przyznaje, że jazda na koniu jest przyjemna, ale kwestionuje potrzebę „ścigania czegoś, czegoś, na co się krzyczy i dmie w trąby [...], aby ostatecznie zaspokoić swoje krwiożercze umysły”. Lis rudy jest opisany jako „drobny”, „waleczny” i „dzielny”; „męczy się” i „szuka schronienia”. Dahl szczegółowo przedstawia, co się dzieje, gdy schwyta się zwierzę: „Dochodzi do rzezi, po której kilku młodych i zwykle całkiem dobrze odżywionych ludzi występuje naprzód, aby wysmarowano ich twarze krwią ofiary”. Wcześnie ujawnia się u Dahla ekspresja i przenikliwa intuicja: myśliwy ma wygląd kogoś, kto „wzrastał w mroku”.

Dahl następnie zestawia obraz zabójstwa lisa z obrazkiem pani, która lamentuje, gdy jej pekińczykowi wbije się w łapkę cierń. To „niewiarygodne”, pisze, że tę samą panią cieszy, gdy lisa „rozrywa się na kawałki”. Tekst kończy się konkluzją, że najbardziej humanitarną metodą zabijania lisów jest z pewnością ich zastrzelenie. Chociaż poglądy oczywiście się zmieniają, wciąż jest to interesująca przenikliwość. Wiemy, że Dahl był miłośnikiem zwierząt: w pewnym momencie trzymał psy, koty, kozy, a nawet dwieście papużek falistych, zaś w swojej książce Czarodziejski palec, opublikowanej w 1966 roku, dziewczynka, która nie znosi polowań, używa magii, by zmienić miejscową rodzinę myśliwych w kaczki, do których wcześniej strzelali.

Porównajcie wizerunek lisa u Dahla, postać szlachetną i pełną współczucia, z innym lisem: oblizującym wargi, o przymrużonych oczach i gęstych, niemal komiksowych, gniewnych brwiach, często w chmurze piór, zwierzęciem jednoznacznie niebezpiecznym, lecz także sprytnym, a zatem godnym przeciwnikiem podczas polowania. Ma nawet imię: Charlie. To lis XIX i XX wieku, a gdybyście poczytali klasyczną literaturę myśliwską, uwierzylibyście, że ten lis jest bardziej intrygujący niż przeciętny lisek z miasta, na którego łatwo dziś się natknąć: bogatszy w odcieniu, łatwy do pomylenia z płomieniem, jeśli dostrzeże się go kątem oka, mknącego przez łąkę. Od innych zwierząt odróżnia się przebiegłością – zdarza mu się wytarzać w gnoju, aby psy zgubiły trop, przebiegać przez rzeki albo przepływać jeziora. W pewnym sensie jest panem swego losu. Niektóre źródła sugerowały nawet, że Charlie lubi, gdy się na niego poluje, spogląda wtedy na psy rozbawiony i krztusi się ze śmiechu.

Kiedy widzę lisa, zdaję sobie sprawę, że jestem całkowicie przesiąknięta historiami, które mi opowiadano, obrazami, które wchłonęłam, i plotkami, które słyszałam. Lis ma w naszym kraju bogatą historię; to zwierzę wykorzystywane dla zaspokojenia naszych fizycznych potrzeb: na futro, jedzenie lub środki lecznicze, ale także jako to, które zawładnęło naszą kolektywną wyobraźnią i w zależności od czasów było łotrem, złoczyńcą, oszustem, figurą do podziwiania lub piętnowania.

Ale zasadniczo kim jest lis? Przede wszystkim jest genialnym oportunistą, zdolnym do zaadaptowania się w najróżniejszych rodzajach siedlisk i środowisk, i to jeden z powodów, dla których można go spotkać w każdym zakątku świata. Skolonizował znaczną część półkuli północnej, a geograficzny zasięg jego występowania i zagęszczenie są większe niż w przypadku jakiegokolwiek innego mięsożercy na ziemi. W sumie istnieje dwanaście różnych gatunków lisa, z których każdy przystosował się do swojego otoczenia, od małego, rozkosznie wielkouchego fenka (Vulpes zerda) z Sahary po śnieżnobiałego, puszystego lisa polarnego (Vulpes lagopus), żyjącego w chłodniejszych klimatach, takich jak na Islandii. Ale rdzennym mieszkańcem Wielkiej Brytanii i okolic pozostaje lis rudy.

Najbardziej charakterystyczną cechą tego zwierzęcia jest jego kolor. Lis rudy ma, jak sama nazwa wskazuje, żywy, jasny odcień czerwonawopomarańczowej barwy, kolor zaskakująco przyciągający spojrzenie, którego nasycenie oscyluje od bladej moreli, przez rdzawy, aż po ognisty pomarańcz wulkanicznej lawy. Futro na szyi i klatce piersiowej jest bardziej miękkie, puszyste i białe, podobnie jak koniuszek ogona. Nogi, kita i sierść na uszach są podbarwione czernią. Czasami widywano „czarne” lisy rude, ponieważ ilość ciemnego umaszczenia różni się w zależności od zwierzęcia. Lis rudy jest długi, smukły i zaskakująco mały, średnio liczy sobie od 46 do 86 centymetrów (nie uwzględniając ogona, który ma od 30 do 55 centymetrów)[4].

Pyszczek lisa wydaje się hipnotyzujący – a nawet rzec można: przystojny. Uszy spore, trójkątne, urocze, wyściełane miękkimi czarnymi lub białymi kępkami sierści. Oczy o niezwykłym złotym kolorze, jasne i kształtem przypominające kocie, o wyrazie naturalnie czujnym, świadomym – wręcz sprytnym, zwłaszcza gdy je mruży.

Zwierzęta nie mogą mówić, mówimy więc za nie. W Europie jedno z trwalszych wyobrażeń na temat lisa bazuje na jego inteligencji. Istnieje ono od stuleci, nawet tysiącleci, i z ludzkiego punktu widzenia jest jedną z cech charakterystycznych zwierzęcia, choć interpretacja i konsekwencje z tym związane różnią się na przestrzeni wieków.

Ponad dwa i pół tysiąca lat temu w starożytnej Grecji niewolnik Ezop stworzył coś, co na bardzo długie lata zdefiniowało obraz lisa. Ezop wymyślił setki bajek, głównie na temat zwierząt, krótkich – czasami miały tylko kilka zdań i zazwyczaj zawierały morał odnoszący się do ludzkich zachowań. Autorstwo wielu z nich jest dyskusyjne: niektóre mają korzenie w folklorze i tradycjach Indii czy Talmudu. W każdym razie lis w bajkach powtarza się często i szybko zyskuje wyraźne cechy.

W jednej z bajek lis wiedzie dopiero co ukoronowanego króla małp w pułapkę; małpa oskarża go o zdradę. W innej lis przymila się do kruka siedzącego na gałęzi z kawałkiem sera w dziobie, pytając go, czy ma głos równie piękny jak jego wygląd; ptak zaczyna śpiewać i upuszcza ser prosto w paszczękę lisa. Lew udaje chorego, by zwabić zwierzęta do swojej jaskini; lis trzyma się na uboczu – widzi tylko odciski łap, które wchodzą, i żadnych wychodzących; jemu uda się przeżyć. Lew i niedźwiedź walczą ze sobą o jelonka; lis czeka, aż zasną z wyczerpania, i zakrada się, by pochwycić zdobycz. Lis skrada się do szczeliny w pniu drzewa, aby zjeść posiłek pozostawiony tam przez pasterza; zjada tak dużo, że robi się za gruby, aby uciec. Lis próbuje dosięgnąć winogron, ale nie starcza mu wzrostu. Lis próbuje wyjeść zupę z dzbanka bociana, jednak naczynie jest zbyt wąskie.

Bajki Ezopa ukazują kilka wspólnych wątków. Po pierwsze, lis jest postrzegany jako ten z apetytem, gotowy wkroczyć w przestrzeń innych zwierząt, byle zdobyć posiłek. Po drugie, potrafi to zrobić dzięki oszustwu. Umie myśleć perspektywicznie i wykorzystywać umysł do obrony. Oraz – przebiegły i nieuchwytny – często odnosi sukces. Lisi spryt nawiązuje do greckiego słowa poikilos, które oznacza coś trudnego do zdefiniowania, pstrego, zmiennego, o różnych kolorach i odcieniach[5]. W pewnym sensie zmiennokształtnego. Lis, według najwcześniejszych bajek, był bystry.

Warto zatrzymać się na chwilę i zastanowić, co rozumie się pod pojęciem „inteligencja” u lisa, i czy jest ziarno prawdy w opinii o lisie mądrzejszym od innych zwierząt. Psowate mają wysoki poziom zdolności poznawczych, podobnie jak wiele innych zwierząt społecznych. Lis jest doświadczonym łowcą, zwierzęciem zaradnym, wykorzystującym okazje i przystosowanym do różnych środowisk. Ewolucyjna presja sprawiła, że gatunek stał się biegły w ocenie i wykorzystywaniu możliwości. „Lis umie szybko podejmować decyzje i rozwiązywać problemy związane ze zdobyciem pożywienia”, wyjaśniła doktor Dawn Scott z uniwersytetu w Brighton, która od kilkudziesięciu lat studiuje psowate, a zwłaszcza lisy rude. „Umiejętność wykorzystywania okazji i przystosowania się oznacza, że dobór naturalny wymusił u lisów zdolność rozwiązywania problemów. W końcu tak właśnie oceniamy inteligencję: poprzez umiejętność rozwiązywania problemów”.

Oczywiście, istnieją przykłady na to, co możemy uznać za sprytne zachowanie. Dzięki Klaudiuszowi Elianowi, rzymskiemu autorowi, który pisał około 200 roku przed naszą erą, mamy wczesne świadectwo podstępności lisa. Lis potrafił zakraść się do dropia, dużego ptaka lądowego ze stepów Starego Świata, podnosząc kitę i przyciskając przód ciała do ziemi, i w ten sposób zręcznie i przekonująco upodabniał się sylwetką do ptaka[6].

Jedną z najsłynniejszych taktyk, jakimi posługuje się lis, jest udawanie martwego w celu albo uniknięcia schwytania, albo przechytrzenia ofiary, i na przestrzeni wieków można znaleźć na to wiele przykładów w literaturze i sztuce. Fizjolog, tekst chrześcijański z II wieku, opowiada o udawanej śmierci lisa: „Kiedy bowiem zgłodnieje i nie znajduje zdobyczy, którą mógłby pożreć, szuka błota lub miejsca, gdzie są plewy. Kładzie się tam, spoglądając w górę, wciąga powietrze i nadyma się. Ptaki myślą, że lis nie żyje, i zbierają się nad nim, aby go pożreć. Lis podnosi się i w ten sposób porywa je, i zjada”[7].

W styczniu 2016 roku podobny podstęp został sfilmowany. Syberyjscy myśliwi w zastawionych przez siebie wnykach znaleźli lisa polarnego, który wydawał się martwy. Na filmie widać, jak ludzie w dość brutalny sposób ściągają pętlę z szyi zwierzęcia, a ono nie wzdryga się, ma oczy cały czas zamknięte, pysk nieruchomy. Wygląda na zupełnie martwe. Ale gdy tylko mężczyźni umieścili ciało w kartonie, lis poderwał się, wyskoczył wysoko w powietrze i zaczął przedzierać się przez głęboki śnieg, po chwili zaś dołączyła do niego grupa arktycznych kumpli. To oszałamiająca sekwencja namysłu, pomysłowości i sprytu[8].

Inna folklorystyczna opowieść o inteligencji lisa mówi o tym, że gdy lisowi dokuczają pchły, bierze w pyszczek kawałek wełny i gna do najbliższej rzeki, aby się ochłodzić. Pchły, rozpaczliwie chcąc uniknąć utonięcia, gromadzą się na kawałku wełny. Gdy wszystkie znajdą się w jednym miejscu, lis puszcza wełnę z prądem wody, pozbywając się niepożądanych gości. Ta historia jest popularna w różnych częściach świata i nie znamy dokładnego jej źródła: była znana w społecznościach celtyckich, ale w Indiach można się natknąć na podobną wersję z szakalem. Chociaż to mało prawdopodobne, opowieść do dziś ma się świetnie; w 2015 roku przedstawił mi ją jako fakt człowiek poznany w Krainie Jezior.

Lisa – częściowo z racji przypisywanej mu inteligencji – nierzadko postrzegano jako zagrożenie dla ludzkich interesów. Mimo że w zamierzchłej przeszłości nie dochodziło między nim a człowiekiem do bezpośredniej rywalizacji o żywność, istotna zmiana nie tylko dla lisa, ale także dla innych dzikich ssaków nastąpiła, gdy pojawiły się domowe zwierzęta gospodarskie – w Wielkiej Brytanii pierwsze owce udomowiono ponad pięć tysięcy lat temu[9].

Lis kręci się po okolicy od wielu tysięcy lat – najstarsze lisie szczątki pochodzą z czasów zlodowacenia wolstonian w plejstocenie (od 130 do 352 tysięcy lat temu), znalezione w jaskini Tornewton na południu hrabstwa Devon[10]. W tej samej warstwie osadów odkryto także szczątki wilka, lwa, borsuka, niedźwiedzia, konia, renifera, wyderki białolicej, nosorożca i bizona, możemy więc wyobrazić sobie kraj pełen ssaków wszystkich kształtów i rozmiarów, a pośród nich lisa, który z drapieżnikami podobnego pokroju musiał konkurować o pożywienie, nierzadko stając się ofiarą wykorzystującego każdą okazję niedźwiedzia, wilka lub lwa. Ale dla ludzi stanowiłby jedynie wtórne zagrożenie.

Gdy jakieś dwanaście tysięcy lat temu skończyło się ostatnie zlodowacenie Europy i stopiły się pokrywy lodowe, roślinność w całej Wielkiej Brytanii stopniowo stawała się coraz bujniejsza i zaczynała przypominać to, co widzimy teraz na co dzień, pozwalając dzikiej zwierzynie, w tym lisom, świetnie prosperować.

Z chwilą jednak, gdy człowiek odszedł od zbieractwa na rzecz uprawy roli, lisy zaczęły przysparzać problemów ludzkim osadom. Zwierzę wszystkożerne, jakim jest lis, miało słabość do winogron, stawało więc do bezpośredniej rywalizacji z wczesnymi rolnikami o żywność, którą ci uprawiali, a także o ich inwentarz.

Początkowo lis mógł czerpać korzyści z obecności nowych sąsiadów. Ludziom było znacznie wygodniej zjadać zwierzęta hodowlane, niż polować za pomocą wnyków, pułapek lub włóczni, a lis – w przeciwieństwie do niedźwiedzi i wilków – nie stanowił zbyt dużego zagrożenia dla owiec, krów, kóz i świń. Podczas gdy większe ssaki wciąż wałęsały się po terenach wiejskich, lis trzymał się w cieniu, mimo że jego populacja sięgała niemal każdego zakątka Wielkiej Brytanii.

Najwcześniejsze i całkowicie jednoznaczne doniesienia o lisach niepokojących zwierzęta gospodarskie pochodzą od Pliniusza Starszego. Rzymski przyrodnik i uczony, piszący w I wieku przed naszą erą, przedstawił rolnikom praktyczne metody, w jaki sposób odstraszać lisy. Jednym z prostych rozwiązań było na przykład karmienie kur suszoną wątrobą lisa, co miało je uchronić przed atakiem. Nieco bardziej wyrafinowane okazywało się zawieszenie kogutowi na szyi kawałka lisiej skóry. Kury, pokrywane przez takiego koguta, stawały się odporne na miejscowego lisa[11]. Jest w tym pewna logika: lisy są zwierzętami terytorialnymi i zaznaczają swoje terytoria zapachem z różnych gruczołów. Brytyjskie lisy, obserwowane przez wybitnego szkockiego biologa i zoologa profesora Davida Macdonalda z Uniwersytetu Oksfordzkiego, bardzo rzadko przekraczały granice ustanowione przez inną grupę lisów, nawet jeśli dzięki temu zdobyłyby pożywienie. Lis mógł być na tyle zniechęcony zapachem tego prowizorycznego naszyjnika, że nie zbliżał się do drobiu[12].

Lęki i poczucie zagrożenia życia ludzi albo ich osad – jak choćby te płynące ze strony dzikich zwierząt – są potężne. Potrafią zamykać w żelaznym uścisku naszą zbiorową wyobraźnię, wnikając w ustną tradycję i stopniowo rozrastając się do rozmiaru, w którym mogą przekształcić zwierzę we wroga o mitycznych rozmiarach.

A lis we wczesnych europejskich mitach i opowieściach istotnie przedstawiany jest jako zagrożenie. Na przykład w mitologii greckiej Liszka Taumesyjska, znana również jako Kadmejska Lisica, była ogromnym zwierzęciem, z woli bogów nieuchwytnym. Pojawienie się w Tebach lisicy, która nękała ludność, pożerając ich dzieci, stanowiło karę za nieznaną zbrodnię. W końcu bestię miał zgładzić pies Lajlaps, który – również z woli bogów – zawsze chwytał ściganą zwierzynę. W obliczu nierozwiązywalnego paradoksu Zeus zamienił oba stworzenia w kamień i rzucił w przestworza – gdzie pozostają do dziś jako konstelacje Wielkiego Psa i Małego Psa[1*].

Ewidentna inteligencja lisa, stającego w szranki o pożywienie, może być interpretowana raczej jako przebiegłość niż mądrość. Niejednoznaczne reakcje ludzi – podziw dla tej chytrości, a zarazem niechęć dla złodziejskich upodobań lisa – w pełni ujawniły się w średniowiecznej kulturze popularnej. Niezwykle lubiane i mające ogromny zasięg historie lisa Renarta potwierdzały podstępność jego nawyków, ale także oddawały przepełniony niechęcią szacunek i podziw dla zwierzęcia.

Nie jest pewne, kto wymyślił postać Renarta, ale wersje tej opowieści z pewnością były popularne w całej Europie. We wstępie do swojego poematu epickiego Reineke-lis[2*] (1794) Johann Wolfgang von Goethe pisze, że pierwsza wzmianka o Renarcie pojawiła się w 1148 roku u Nivarda z Gandawy, flamandzkiego duchownego związanego z klasztorem Świętego Piotra. Po Europie krążyły różne opowieści o Renarcie, od Powieści o Lisie Pierre’a de Saint-Clouda z XII lub XIII wieku po De historie van Reynaert de Vos, opublikowaną w Holandii w 1479 roku, a dwa lata później przetłumaczoną przez Williama Caxtona na angielski. Jedna z pierwszych iluminacji manuskryptu Powieści o Lisie z XIII wieku przedstawia lisa siedzącego na koniu, w zbroi i pomarańczowej pelerynie. Jego oczy spoglądają lekko w górę, gdy zatapia miecz w sercu wilka Isengrina. Na późniejszej ilustracji z tego samego wieku duży lis z gęsią w pysku odskakuje od kobiety. Głowa ptaka wyślizguje się spomiędzy szczęk lisa; jego pazury wyglądają na ostre i niebezpieczne. Niemal widać bąble białej śliny kapiącej z zębów. Oczy są zwężone i wydłużone, co ma oznaczać niegodziwość.

Ogólna fabuła Powieści o Lisie jest dość prosta. Rozpoczyna się na dworze króla Nobilisa, lwa, gdzie pojawili się mieszkańcy, aby wyrzekać na antyspołeczne zachowanie Renarta. Zgwałcił mi żonę, mówi wilk Isengrin. Zjadł moje siostry, płacze kura Pstra. Król woła do niedźwiedzia Bruna, aby przyprowadził Renarta. Ten zgadza się pójść z Brunem na dwór, ale zanim odejdą, zastanawia się, czy niedźwiedź nie chciałby skosztować miodu. Bruno wtyka łeb w szczelinę drzewa, gdzie się klinuje, i zrywa sobie pół twarzy podczas próby wyswobodzenia. Renart 1, król 0. Następnie po Renarta zostaje wysłany kot Tybert. Wraca obity. Renart 2, król 0 [3*].

Renart w końcu ustępuje i idzie do króla, a reszta historii to dialog między tą dwójką, w trakcie którego wychodzą na jaw złe uczynki Renarta, ale dzięki zmyślnym kłamstwom lis wykręca się od odpowiedzialności. Udaje mu się przechytrzyć inne zwierzęta, wykorzystując ich słabości. Znęca się, zabija, wygrywa[13].

Powieść o Renarcie stała się w średniowieczu bestsellerem i od tego czasu była wielokrotnie przepisywana i tłumaczona. Jej popularność mogła wynikać z tego, że zaspokajała określone potrzeby: średniowieczne bajki zwierzęce tak naprawdę nie mówiły o zwierzętach, lecz o ludziach i relacjach międzyludzkich, wykorzystując postaci zwierzęce do wyśmiania wad społeczeństwa oraz nazwania pewnych cech i emocji. Jak napisała Joan Acocella w eseju w „New Yorkerze”: „Zwierzęta są zabawne – mają pióra i kły, żyją na drzewach i w norach – i wydają się nam prostsze od nas, dzięki czemu, wykorzystując je, możemy wyrazić się celniej i szybciej”[14]. Tworzenie opowieści z postaciami zwierzęcymi pociągało ludzi, a jednocześnie niosło moralny lub głębszy sens.

Postać Renarta stała się inspiracją dla opowieści na wielu polach i formach sztuki, od jednoaktowej opery kameralnej Renard Igora Strawińskiego do komedii Volpone albo Lis Bena Jonsona, od historyjek Chicken Licken[4*] aż poPrzygody Lisiczki Chytruski Leoša Janáčka. W XIX wieku Renart posłużył za podstawę ballady o Reynardinie, lisołaku, który wabi piękne kobiety do swojego zamku, gdzie czeka je zguba. Został nawet unieśmiertelniony w brytyjskich piosenkach myśliwskich – zresztą na lisa w Wielkiej Brytanii wciąż mówi się „Reynard”:

Pierwszego dnia wiosny kolejnego roku,

przez wzgórza, doliny, koń przy końskim boku,

ruszyła wesoło królewska elita

na poszukiwania ognistego lisa.

Chór:

Wyczha, huźha, weź go, huźha!

Tędy pieski, dalej, huźha!

Gdy Reynard się zbudził, spojrzał ku Tullamore,

i Arklow, i Wicklow, gdzie morze szumiało,

wyprężył swą kitę, strzepał futro mokre,

i ruszył przed siebie ulicami Roscrea.

Chór

Lecz Reynard chytrusek ukrył się tej nocy,

chociaż ręczyli do świtu go zaskoczyć;

nazajutrz w lesie spłoszyły się łanie,

gdy zabrzmiały rogi i psów ujadanie.

Chór

Gdy Reynard się zbudził, ruszył ku kotlinie,

gdzie psom ani ludziom nic się nie wywinie,

panowie wołali: „Uwaga, co robić?

Gdy dotrze do skał, tak jakby nas pobił!”.

Chór

Lecz Reynard chytrusek wymknął się pogoni,

umknął i myśliwym, i umknął ich broni,

dżentelmen zawołał: „W drogę, dość, do domów,

Reynard uszedł żywy, koniec naszych łowów”.

Chór[15]

W pierwszym sezonie serialu detektywistycznego Bosh z 2014 roku pojawia się postać, która przedstawia się jako Raynard Waits. Michael Connelly, autor cyklu powieści przeniesionych na mały ekran, postarał się, żeby jego Raynard był przebiegły i potrafił zmieniać wygląd – tym samym jawnie nawiązując do cech charakteru bohatera flamandzkiej opowieści. Obu definiuje ta sama racja bytu: zapolować i przechytrzyć. Ścigany Waits zjawia się u Boscha (lwiego króla), żeby się przyznać, oszukać i się wywinąć, czerpiąc przyjemność z faktu przewagi nad policją, gdy wodzi ją za nos podczas przyznawania się do kolejnych morderstw i dokładania kolejnych czaszek do swojego mauzoleum. Renart żyje w ludzkiej postaci.

Przeważnie kibicujemy temu łajdakowi. Przekład Caxtona aż kipi od zachwytu dla makiawelizmu postaci: lubimy oglądać fajerwerki inteligencji w zetknięciu z głupotą i łatwowiernością innych zwierząt. Jest jednak niekonsekwentny. Z jednej strony skłania się czytelnika, by cieszył się oburzającymi kłamstwami Renarta i jego wywyższaniem się nad prostaczkami. „Osioł jest osłem”, mówi Renart. „A jednak wielu na świecie zostało kimś. Co za szkoda”. Nie możemy się nie zgodzić. Z drugiej strony, jego działalność jest pełna przemocy: gwałci żonę wilka i powoduje wiele krwawych urazów. Caxton pod koniec eposu ostrzega przed takim zachowaniem i sugeruje, abyśmy pozbyli się wad charakteru podobnych do tych, które przejawia lis. Jednak wszystko kończy się dla Renarta szczęśliwie, co sugeruje, że jeśli nawet nie jest bohaterem, to z pewnością można go nazwać antybohaterem. Pełen charyzmy oraz – używając określenia Colina Willocka – „zjawiskowo nikczemny”[16].

Renart nie był jedyną opowieścią o lisie w tamtych czasach. Geoffrey Chaucer umieścił przebiegłego lisa, Russella, w swoich Opowieściach kanterberyjskich. Opowiedział na nowo Lisai kruka Ezopa, co dodatkowo spopularyzowało tę historię w Wielkiej Brytanii. Działo się to w latach dziewięćdziesiątych XIV wieku, kiedy Anglię nękał nieprzyjazny klimat, srogie zimy i mokre lata, co źle wpływało na uprawy i ludzie byli niedożywieni. Kraj wciąż jeszcze dochodził do siebie po czarnej śmierci z 1348 roku, epidemii, która wymiotła połowę populacji Europy. Każdego drapieżnika postrzegano jako zagrożenie dla ludzkiego pożywienia. W Opowieści księdza z orszaku przeoryszy Chaucera „lis czarny, chytry, bestia niegodziwa”[17] czai się w chwastach i czeka na sposobność, by porwać koguta Chanteclaira. Udaje mu się zbiec z ptakiem, gdy tylko go przekonał, aby zamknął oczy i zaśpiewał. Na końcu jednak kogut ucieka.

W sensie praktycznym opowieści o lisich kradzieżach dawały rolnikom wskazówki dotyczące ochrony inwentarza. Ale lis stał się również dobitnym symbolem wielu moralnych upadków. Jako że większość ludzi nie potrafiła czytać ani pisać, takie przesłanie można było szybko i wyraziście podać poprzez symbolikę, którą najczęściej przekazywano za pośrednictwem Kościoła – dla wielu głównego źródła informacji.

Kościół miał już zresztą bogatą historię przedstawiania lisa jako złoczyńcy, wystarczy sięgnąć do wczesnych opisów w Biblii. Pojawia się jako złodziej: autor Pieśni nad Pieśniami, napisanej około 200 roku przed naszą erą, oskarża lisy o spustoszenie winnicy. W nowotestamentowej Ewangelii Świętego Łukasza Jezus mówi o Herodzie Antypasie jako „tym lisie”, gdy faryzeusze ostrzegają go przed spiskiem i groźbą śmierci z rąk króla, odmalowując tym samym władcę jako podstępnego wroga, który chce go uwięzić. Reputacja lisa – chytrusa i oszusta – jest również utożsamiana z fałszywymi prorokami w starotestamentowej Księdze Ezechiela: „Jak lisy wśród ruin są twoi prorocy, Izraelu”[18]. W swoim An Exposition of the New Testament [Przedstawienie Starego Testamentu] John Gill, osiemnastowieczny teolog, wyjaśnia, że fałszywi prorocy są „porównywani do lisów przez wzgląd na ich chytrość i przebiegłość, i łgarstwa mające na celu oszukać i zwieść lud Pana; i tacy są fałszywi nauczyciele, którzy chodzą i kłamią, i przewrotnie imają się Słowa Bożego, i są podstępnymi sługami; i do lisów na pustyniach, głodnych i żarłocznych, dla których wszystko jest ofiarą, podobnie jak lud dla owych proroków”.

Te wczesne źródła informują o średniowiecznym stosunku Kościoła do lisa, a także wiążą się z popularnymi wizerunkami podstępnego Renarta, znajomej postaci, którą ludzie mogli bez trudu rozpoznać i zrozumieć.

Istnieją różne przykłady przedstawiania lisa w kościelnej ikonografii przez całe średniowiecze. Przede wszystkim jako zwykłego złodzieja – być może ostrzeżenia dla lokalnej społeczności. W katedrze w Wells rzeźba na jednym z kapiteli z 1190 roku przedstawia lisa uciekającego z gęsią, inspirowana wczesnymi wersjami lisa Renarta i Chanteclaira. Pokazywano również lisa, jak przerzuca sobie gęś przez grzbiet, częsty motyw snycerski w Wielkiej Brytanii. Chociaż na taki sposób noszenia wskazuje dowód anegdotyczny, jest to niezwykle mało prawdopodobne – lis zazwyczaj trzyma ofiarę w pysku i szczęki zaciska na jej głowie lub szyi. Tamta podobizna opiera się bardziej na micie niż na obserwacji.

Jako mit – symbol – lis już w średniowiecznych bestiariuszach zaczął uosabiać diabła: w owych narracjach z morałem, które zazwyczaj opisywały zwierzęta i ich cechy. „Lis oznacza Diabła w tym życiu”, pisał Philippe de Thaun w XII wieku. „Dla ludzi żyjących cieleśnie jest obecnością śmierci, a gdy zawładnie nimi zło, łapie ich w paszczę. Potem dopada ich jednym susem i pożera, tak jak lis pożera ptaka, kiedy go zwabi”[19].

Wczesne biblijne porównania lisa z fałszywymi prorokami zaczęły stopniowo stawać się coraz bardziej popularne i ukazywały lisa jako diabelskiego kaznodzieję. „Kiedy lis nauki głosi, bacz na swe gęsi”, mówi przysłowie. Powszechnie występujący motyw lisa prawiącego kazanie gęsiom jest po części satyrą na fałszywych kaznodziejów, a po części radą, aby ich unikać, zwłaszcza gdy pojawili się lollardowie, grupa plebejskich buntowników, która w latach trzydziestych XIV wieku wzywała do reformy Kościoła.

Na ilustracji we francuskim manuskrypcie z końca XIII lub pierwszej ćwierci XIV wieku lis stoi na tylnych łapach i podpiera się biskupim pastorałem. Ma długą kitę i typową dla swojego gatunku bielszą klatkę piersiową, a przynajmniej jaśniejszą niż reszta jego pomarańczowego ciała. Nosi mitrę, a z pyska wystaje mu język, przez co sprawia wrażenie głodnego, drapieżnego, śliniącego się i pozbawionego kontroli. Stoi przed grupą ptaków: sokołem, kurą, gęsią, bocianem i łabędziem, swoimi „wiernymi”[20].

W kolekcji Muzeum Witrażu, znajdującego się w katedrze w Ely, można natknąć się na kilku „diabelskich kaznodziejów”. Jeden, z końca XIV wieku, przedstawia lisa w mitrze i przebranego w kapłańskie szaty, gdy wygłasza kazanie z ambony. Lis ma otwartą paszczę i obnażone zęby. Wygląda, jakby się uśmiechał i udzielił mu się lekko psychotyczny nastrój. Brwi są diabolicznie opuszczone. Wznosi pazurzaste łapy; w jednej trzyma martwą już gęś, a jego „palce” zaciskają się mocno wokół jej szyi. Spogląda na wiejski krajobraz z kilkoma dość tępo wyglądającymi gęsiami, co sugeruje, że nie pobędą tam zbyt długo. Lis robi wrażenie przerażające, ma władzę i jest oczywistym wrogiem. Okrągły witraż pochodzi ze Świętego Krzyża w Byfield, znaleziono go na plebanii, ale prawdopodobnie pierwotnie znajdował się w świątyni.

Podobna scena widnieje na płaskorzeźbie znajdującej się na spodzie opuszczanego siedziska w katedrze w Ely: lis w sutannie zbliża się do swoich wiernych, ptaków, wystarczająco blisko, aby uciec z jednym z nich. Stoi na tylnych łapach twarzą do czterech gęsi, które wyglądają na zachwycone jego kazaniem. To powszechny obraz w sztuce średniowiecznej, znajduje się na arrasach, witrażach, rysunkach, obrazach, w rękopisach i rzeźbach w drewnie w całej Europie oraz w katedrach w Bristolu, Worcester i Leicester, a także w wielu kościołach parafialnych, w tym w Ludlow, Beverley i Yorkshire oraz w kaplicy Świętego Jerzego w Windsorze. Lis najczęściej pojawia się jako biskup, ale także jako pielgrzym, kapłan, brat zakonny czy opat. Zawsze wygląda chytrze, przebiegle i szelmowsko[21].

Lis pozostał zwodniczym i tajemniczym zwierzęciem, przeciwnikiem, drapieżnikiem, stworzeniem mało zrozumiałym, do którego podchodzono z ostrożnością i niechętnym podziwem. W średniowiecznej wyobraźni stał się symbolem wielu bolączek społecznych. Stopniowo zaczęło się to wyrażać w języku.

Pierwsze pojawienie się słowa „lis”, używanego do oznaczenia zręczności lub chytrości, pochodzi z końca XII wieku, z wersu księgi Ormulum, napisanej przez mnicha Ormina (Þatt mann iss fox & hinnderrȝaep & full off ille wiless – „człek ów jest lisem i łgarzem i pełen złej woli”). Od tego czasu słowa „lisi” używano, aby nazwać przebiegłość lub podstępność. Czasownik to fox, „przechytrzyć”, oznaczający „oszukać kogoś za pomocą sztuczek”, pojawił się w 1250 roku, a wraz z nim to smell a fox, „zwąchać lisa” (być podejrzliwym), i to play a fox, „zagrać lisa” (działać podstępnie) – możliwe, że od irlandzkiego słowa sionnachuighim („udawanie lisa”) pochodzi angielskie shenanigans, „machlojki”. W uznaniu jego złowieszczych skłonności pojawia się nawet słowo vulpeculated, co konkretnie oznacza „zostać okradzionym przez lisa”[22].

Istnieje wiele innych fraz w dialekcie angielskim, w popularnej tradycji na ogół odnoszących się do negatywnych konotacji ze zwierzętami: to box the fox (przyskrzynić lisa) oznacza „splądrowanie sadu”, podczas gdy fox-sleep (lisi sen) jest „udawanym snem”. Ale są też neutralne, a nawet całkiem urocze: foxes brewings (lisie napary) oznaczające „mgłę, która sunie wśród drzew na skarpie w Downs podczas niespokojnej pogody”[5*].

W czasach Tudorów pojawiły się nowe konotacje w wyrażeniach „polować lub łapać lisa” (upić się). Istnieje nawet związek między pijaństwem a podstępną naturą lisa, wywodzący się z satyry Thomasa Nashe’a, poety i dramaturga elżbietańskiego. W swojej Pierce Penniless, His Supplication to the Divell [Pierce bez Grosza. Błagania do diabła] (1592) opisał wszelkie możliwe rodzaje pijaństwa, porównując je ze zwierzętami, a zakończył wywód na ósmym typie pijaka, który jest „pijany jak lis, czyli podstępnie pijany, jak wielu Holendrów, którzy nigdy się nie targują, póki się nie urżną”. Powiązanie z pijaństwem trwało w okresie regencji, kiedy pojawiło się to get foxed, „zlisić się”, ale dziś przestało być popularne. Lis jako uosobienie przebiegłości z kolei mocno się wżarł w nasz język. „Przebiegły jak lis”, „podstępny lis”, „chytry jak lis” – to metafory używane tak często, że stały się kliszami i pojawiają się wszędzie. W pamiętnej scenie czwartego sezonu sitcomu Czarna Żmija szeregowy Baldrick, co dla niego typowe, ma plan. „Przebiegły i subtelny?” – pyta Czarna Żmija. „Tak jest”. „Przebiegły jak lis, który właśnie został mianowany profesorem przebiegłości na Uniwersytecie Oksfordzkim?”

Podobnie jak z przebiegłością, lisa zaczęto kojarzyć z seksualnością – prawdopodobnie dzięki skojarzeniu z tym, że Renart miał zgwałcić żonę wilka. Odznaka pielgrzymia z XIV lub XV wieku przedstawia lisa stojącego na grzbiecie innego lisa, który gra na organach. Na innej lisa ze wzwiedzionym penisem prowadzi zakuta w łańcuch gęś. Eksperci sugerują, że mógł to być komentarz do chuci niektórych kaznodziejów, a organy symbolizują organ płciowy. Na wielu rzeźbach i drzeworytach brat Reynard staje przed sądem za cudzołóstwo i gwałt.

Na początku XVI wieku foxy (lisi) oznacza „podobny do lisa”, ale w wieku XX słowo weszło do slangu w Ameryce Północnej i oznacza seksowną kobietę. Pierwszy przykład takiego znaczenia pojawia się w opowiadaniu J.H. Clarke’a Harlem z 1964 roku. „Tato, ależ z niej była lisica!” – mówi jedna z postaci.

Etymologia „lisicy”, vixen, wywodzi się od staroangielskiego słowa fyxen. Znaczenie lisicy jako „łatwo wpadającej w złość, kłótliwej kobiety” – według Chambers Dictionary of Etymology – po raz pierwszy odnotowano w 1575 roku. Etymologia samego słowa fox wywodzi się z języka staroangielskiego i korzeniami sięga czasów sprzed 830 roku. Ma germański źródłosłów i zawiera w sobie holenderskie vos i niemieckie Fuchs. Trudno ustalić jego dokładne początki, ale czołowy etymolog Anatoly Liberman sugeruje, że fox może wiązać się z innymi: „ogon” lub „włochata skóra”, „połysk”, „tajemnica” lub „obraźliwy zapach”.

Słowo tod („samiec lisa” lub „ktoś podstępny”) również wiązało się z przysłowiami i po raz pierwszy pojawiło się w XII wieku w pismach benedyktyńskiego mnicha Reginalda z Durham. Znaleźć je można ponownie w szkockim wierszu The Flyting of Dunbar and Kennedie [Pojedynek na słowa Dunbara i Kennediego] z 1508 roku. A tod’s bairns, według słownika oksfordzkiego, oznacza „złe potomstwo lub dzieci albo osoby złego autoramentu”.

Lecz nie tylko w Wielkiej Brytanii lis wszedł do języka ze względu na swoje wątpliwe przymioty; na przykład w Finlandii jeśli ktoś ma ukryty plan, mówi się, że trzyma „lisa pod pachą”. Finowie mają też urocze słowo na zorzę polarną: revontulet, co tłumaczy się jako „lisi ogień”. Korzenie przypuszczalnie sięgają fińskiej baśni, w której biegnący przez śnieg lis polarny wzniecał ogonem kryształki, powodując, że w nocne niebo wzbijały się iskry.

W czasach Tudorów wciąż widać podziw dla przebiegłości lisa, wyrażanej w języku: Shakespeare opiewał ją w dwóch z trzydziestu trzech wzmianek o lisie w swoich sztukach, składając hołd jego przebiegłości. „Zostań lwem – oszuka cię lis”[23], mówi Tymon do Apemantusa w Tymonie Ateńczyku. „Wiary w tobie nie więcej niż w zamtuzie, uczciwości nie więcej niż w uciekającym przed psami lisie”, mówi Falstaff w pierwszej części Henryka IV do