Listy intymne. Zwierzenia Polaków - Stasiak Bożena - ebook

Listy intymne. Zwierzenia Polaków ebook

Stasiak Bożena

3,5

Opis

Listy intymne. Ponad 15 lat, tydzień w tydzień, nadsyłali je Czytelnicy do piątkowych „Intymności” w „Super Expressie”. Młodzi, starsi, kobiety, mężczyźni, single i będący w związkach. Z tych listów wyłaniał się obraz intymny Polaka – niestety niezbyt budujący. Szokujące, śmieszne i tragicznie prawdziwe historie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 284

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




WSTĘP

Jak ją przekonać do seksu analnego? Dlaczego ona tylko po ciemku? On się masturbuje na moich oczach… Ratunku, coś ze mnie wypłynęło! Dlaczego nie wychodzi nam 69? Chyba jest gejem, bo chce tylko od tyłu… Co robić, kiedy kończę, zanim zacznę? Mój penis jest krzywy jak dziób ptaka – czy to choroba? Jak poznać, czy ona udaje? Seks w trójkącie – czy to zboczenie? Jestem zazdrosny o jej wibrator… Maryśka rozpala czy studzi? Po afrodyzjaku dostałem trzęsionki…

Takie i mnóstwo innych problemów znajdowałam w listach, jakie od ponad 15 lat, tydzień w tydzień, nadsyłali Czytelnicy do moich piątkowych „Intymności” w „Super Expressie”. Młodzi, starsi, kobiety, mężczyźni, single i będący w związkach.

Z listów wyłaniał się obraz intymny Polaka – niestety niezbyt budujący. Co można bowiem powiedzieć o studentce medycyny (!), która pyta, czy irygacje z coca-coli po stosunku zapobiegną niepożądanej ciąży, albo o młodym mężczyźnie, który zamiast pójść do lekarza, sam robi sobie operację stulejki… żyletką? Albo o tych parach, które mimo wielu wspólnie przeżytych lat nie znają swoich potrzeb, pragnień, nie znają mapy swoich ciał i nie potrafią rozmawiać o seksie…

Niektóre listy dotyczyły mniej, inne bardziej poważnych spraw. Niekiedy ich autorzy, przynajmniej takie miałam wrażenie, bardziej chcieli się podzielić jakimś spostrzeżeniem lub obserwacją, niż oczekiwali konkretnej informacji bądź porady. Jednak część listów to dramatyczne wołanie o pomoc. Pomoc, której powinien, i to nierzadko niezwłocznie, udzielić lekarz, a nie dziennikarz. Widocznie tak już u nas jest z seksem – łatwiej, najczęściej zresztą anonimowo, zwrócić się o radę do dziennikarza niż eksperta…

Książka ta nie jest, bo nie miała być, poradnikiem sensu stricto, jakich na rynku wiele, chociaż porad w niej nie brakuje. Napisałam ją, bazując na listach Czytelników, z myślą o tych, którzy kochają się kochać, ale coś im przeszkadza, dla tych, którzy chcieliby, ale się boją, dla tych, którzy mogą, ale wydaje im się, że nie mogą, i wreszcie dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, że seks to sztuka jednocześnie dawania i brania.

To książka dla niej (Ona), dla niego (On) i dla nich (Oni).

Życzę Wam przyjemnej lekturyBożena Stasiak

Część I ONA

Rozdział I Gra miłosna zwana wstępną

Bez piórek i śmietany

Mój partner nie uznaje gry wstępnej. Na początku znajomości odpowiadało mi, że on tak od razu do rzeczy, ostro, namiętnie. Zwykle rzucał się na mnie, pakował mi język głęboko do ust, trochę tam u dołu potarmosił i prawie natychmiast we mnie wchodził. Bez problemów, bo ja też byłam już gotowa. Najbardziej lubiłam, gdy robił to znienacka i od tyłu, na przykład wtedy, gdy stałam przy zlewie. Ale przestało mi to odpowiadać. Chciałabym, żeby był delikatniejszy, czulszy, po plecach pogłaskał, w karczek pocałował, szeptał miłe słówka. Kiedy mu o tym mówię, odpowiada, że marudzę, bo przecież zawsze lubiłam ostrą jazdę i że dziś kobiety nie uznają jakiejś tam gry wstępnej. To może ja nietypowa, niedzisiejsza jestem?

(Alicja, 28 lat)

To prawda, że coraz więcej kobiet lubi „bez tych wszystkich ceregieli, piórkiem łaskotania, w szyjkę gilgotania, śmietanki zlizywania” – jak to określiła jedna z internautek. Niektóre kobiety nie potrzebują kilkunastu minut, żeby się podniecić, choć tak wynikałoby z fizjologii.

Z medycznego punktu widzenia wstępnych pieszczot przed stosunkiem bardziej powinny potrzebować kobiety niż mężczyźni. Narastanie podniecenia trwa u nich dłużej, dlatego potrzebują dłuższej stymulacji w drodze do finału. Do odpowiedniego pobudzenia potrzebują co najmniej dziesięciu minut, podczas gdy mężczyznom wystarczają dwie-trzy minuty. Tyle teoria. W praktyce różnie to dziś wygląda, gdyż schemat, według którego ona potrzebuje więcej, a on mniej czasu, nie jest już tak jednoznaczny. Podobnie jak tak zwana gra wstępna. Tak zwana, ponieważ to, co przez lata uważano za wstęp do ciągu dalszego, czyli do stosunku, może się stać daniem głównym.

Określenie „gra wstępna” wielu seksuologów uznaje dziś za niewłaściwe, dlatego że sugeruje, że to dopiero preludium, a głównym lub wręcz zasadniczym aktem podczas uprawiania seksu ma być stosunek płciowy, podczas gdy sama gra, którą słuszniej byłoby nazywać miłosną, może być jego najważniejszym elementem.

Chociaż wiele kobiet deklaruje, że gra miłosna to przeżytek, wciąż wydaje się istotna. Tak, to prawda, że żyjemy coraz szybciej i coraz szybciej się kochamy. W ciągu ostatnich dziesięciu lat czas trwania stosunku (liczony wraz z grą miłosną) zmniejszył się z około 19 do niespełna 11 minut, ale gra miłosna jest nam potrzebna. Po to, by – jak zaznacza amerykański seksuolog dr Beverly Whipple – dobry seks uczynić jeszcze lepszym, a ten jeszcze lepszy – idealnym.

Zatem kobiety, które rozgrzewają się wolniej i te, które pobudzają się szybciej, i te, które potrzebują czułej wstępnej stymulacji, i te, które chcą natychmiast, tu i teraz, są jak najbardziej dzisiejsze. Nie ma, bo w tej kwestii nie może być, żadnej reguły. Liczy się wyczucie. A tego niestety mężczyznom brak. Prawie 60 procent Polek zarzuca swoim partnerom brak kreatywności, umiejętności manualnych i oralnych. To niezbyt optymistyczny prognostyk do tego, by gra miłosna zwana wstępną stała się daniem głównym.

On jest strasznym egoistą

Jesteśmy dziesięć lat po ślubie. Zanim pojawiły się dzieci, sypialiśmy razem w jednym łóżku. Teraz w zasadzie śpimy oddzielnie. Tak wyszło. On często pracuje po nocach i potem zasypia na kanapie, żeby, jak twierdzi, mi nie przeszkadzać. Problem polega na tym, że gdy chce seksu, zaprasza mnie na tę kanapę, robi to szybko, byle jak i potem znów lądujemy w swoich pokojach na swoich łóżkach. Taki pospieszny seks jest dla mnie okropny. Chciałabym, żeby coś się zmieniło, żebyśmy najpierw mogli obok siebie po prostu poleżeć, poprzytulać się. Ja potrzebuję czułości i pieszczot, pocałunków, a niekoniecznie od razu stosunku, który właściwie jest dla mnie drugorzędny. Tymczasem on jest strasznym egoistą. Zrobi swoje i idzie spać, co najwyżej przedtem przez kilka sekund pościska mi piersi, pogmera palcem i pewnie uważa, że to była wspaniała gra wstępna. Kocham go, ale to, co się między nami dzieje, wydaje mi się bez sensu. Gdy daję mu do zrozumienia, że taki seks mi nie odpowiada, obraża się, więc mu ulegam, żeby mieć spokój. Potem jest mi bardzo źle i mamy ciche dni.

(Iwona, 35 lat)

Pocałunki, głaskanie, przytulanie to podstawowe elementy gry miłosnej. Szczególnie w tak zwanym białym seksie, czyli seksie, w którym nie dochodzi do penetracji, a który może się zakończyć orgazmem. Oczywiście im bardziej finezyjna gra wstępna, tym większe doznania. Kilka minut byle jakich pocałunków, tarmoszenia piersi i obmacywania genitaliów to nie to, o co w niej chodzi.

Z reguły oczekiwania partnerów są różne. Ulubioną grą kobiet, jak wynika z badań, są pocałunki w usta, szyję i piersi, pieszczoty dłońmi, a mężczyzn – seks oralny, tak bierny, jak i czynny. I te oczekiwania można spełnić dobrze zagraną grą miłosną. Tylko że do grania i zgrania potrzeba dwojga, a ciche dni pogłębiają problem. Często pomaga szczera rozmowa, bo „dawanie do zrozumienia” mężczyźnie mija się z celem – jest tak zaprogramowany, że jemu trzeba konkretnie. I wówczas może się okazać, że oboje myślą o tym samym. Kiedy jednak sprawy zajdą za daleko, może być potrzebna pomoc eksperta – psychologa lub seksuologa.

Kobietą jest się na stałe

Gdy urodziłam drugie dziecko, trzy lata temu, mąż całkowicie się ode mnie odizolował. Nasze życie intymne przestało istnieć. Bardzo to odczułam, bo seks zawsze dla mnie był czymś wspaniałym i zawsze zakończony orgazmem. Przez te trzy lata kochaliśmy się… zaledwie cztery razy! I tylko dlatego że wykazałam się inicjatywą.

Mąż przestał się mną interesować jako kobietą. Dla niego jestem tylko matką dzieci i służącą. Ostatni raz całował mnie… w dniu naszego wesela. Kiedy próbuję z nim rozmawiać, mówi, że to ja się za mało staram. Rok temu poszłam do seksuologa. Myślałam, że może to faktycznie moja wina, że może zrobiłam się oziębła po porodach. Ale nie, seksuolog zaprosił nas oboje i, o dziwo, mąż się zgodził. Jesteśmy w trakcie terapii. Liczę na to, że zmieni swoje zachowanie.

(Anna, 32 lata)

Czasami mężczyźni, dając wyraz temu, że rozumieją, o co chodzi we wstępnej grze miłosnej, przeciągają ją i przedobrzają, doprowadzając do „zmęczenia materiału”.

Co za dużo, to…

Powinnam być zadowolona, że mam takiego partnera, ale nie jestem. Tak bardzo się stara, żeby zrobić mi przyjemność, że przeciąga grę wstępną w nieskończoność. To trwa ponad godzinę! Ja już jestem obolała od tego całowania, masowania, obściskiwania i jak dochodzi do stosunku, tracę ochotę na seks. Widzę, że on też się męczy i nawet kiedyś w żartach zapytałam, czy mu język kołkiem nie stanął, ale powiedział, że jestem tego warta… Pewnie żartował.

(Justyna, 27 lat)

Kobiety, co potwierdzają najnowsze badania naukowe, wcale nie potrzebują aż tak długiej rozgrzewki przed stosunkiem, jak sugerowali fizjolodzy. W jednym z takich badań grupę kobiet i mężczyzn poddano eksperymentowi: usadzono ich w wygodnych fotelach, podłączono do termowizyjnej aparatury badającej reakcje pobudzenia seksualnego i prezentowano filmy o różnym zabarwieniu erotycznym – od tak zwanych różowych serii poprzez soft do hard porno. Okazało się, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni potrzebują mniej więcej tyle samo czasu, by zacząć odczuwać podniecenie prowadzące do spełnienia – około jedenastu minut. Co ciekawe, nie miało znaczenia, czy film był mniej, czy bardziej przesycony treściami erotycznymi.

Oczywiście trudno jednoznacznie przekładać wyniki badań na reakcję na realny akt seksualny, ponieważ podniecenie osiągnięte pod wpływem filmu nie jest takie samo, do jakiego prowadzi gra miłosna partnerów. Jednak potwierdzają one, że nie ma jednoznacznych definicji. Możliwe są wszelkie pieszczoty, ale tylko takie, które obojgu dają radość. Ona takiej radości na pewno nie doświadczy, kiedy on przez kilkanaście minut będzie miętosił jej łechtaczkę, sądząc, że tak trzeba (jeśli, rzecz jasna, uda mu się ją przedtem znaleźć!), a jej jęki (z bólu) będzie brał za jęki rozkoszy. Jej reakcja utwierdzi go w przekonaniu, że jest wspaniałym kochankiem i nasili miętoszenie, co wzmoże jej pojękiwania – i gra będzie jeszcze dłuższa.

Łechtaczka jest jak piramida

To, z czego namierzeniem wciąż tak wielu mężczyzn ma problem, czyli kobieca łechtaczka, wcale nie jest mała, chociaż właśnie wielkością tłumaczą to, że nie mogą jej znaleźć! Tkanki łechtaczki, czyli clitoris, mogą sięgać głęboko, nawet na kilkanaście centymetrów i rozciągać się wokół pochwy. Budową przypomina piramidę i często jest porównywana do męskiego członka, gdyż ma żołądź i trzon. Ponadto jest wyposażona w odnogi rozciągające się nawet do 10 centymetrów po obu stronach cewki moczowej. Pod wpływem pobudzenia seksualnego tak nabrzmiewa, że przypomina obręcz, dodatkowo usztywniającą pochwę.

Wszystko, byle za obopólną zgodą

Mój partner uwielbia wszelkie pieszczoty jąder. Przez ich mocne pociąganie doprowadzam go do wytrysku. Jeśli jeszcze w trakcie pieszczot szepnę mu, że zaraz mu je obetnę, zalewa go ogromna fala pożądania. Parę razy prosił mnie, żeby zademonstrować mu, jak bym odcinała mosznę z jądrami, ale nie mogę się na to zdecydować. Czy to normalne zachowanie? Przyznam, że mnie też podnieca…

(Agata, 27 lat)

Gdy partnerzy doskonale się poznali, dopasowali i już wiedzą, jak mają grać, grają zgodnie, choć innym gra może wydawać się nietypowa. O tym, jak ważne w ars amandi jest preludium, może świadczyć, że jego brak czasem prowadzi do… rozwodu.

Od braku czułości do… rozpadłości

Może zacznijmy od tego, żeby pan, przechodząc koło babci z kwiatkami, pomyślał o żonie i kupił kwiatek, by sprawić jej przyjemność. A po przyjściu do domu nie czekał, aż poda mu obiad, tylko pierwszy zaproponował, że zrobi jej herbatę lub przygotuje kolację. Tyle się czyta o tych grach wstępnych, a przecież taka gra może się zacząć dużo wcześniej, właśnie od drobnych przyjemności, długo przedtem zanim pójdą do łóżka. I na to warto zwracać uwagę, to dla nas kobiet – jak sądzę – jest bardzo ważne. Może potem żona wykazywałaby więcej entuzjazmu w łóżku, a on miałby mniej czasu na myślenie o wymianie żony na młodszy egzemplarz? U nas niestety nie poszło dobrze. Może mnie zabrakło sił i zapału, żeby coś zmienić? Po 35 latach małżeństwa i odchowaniu dzieci odeszłam od męża. Teraz mam nowego partnera, który grę wstępną zaczyna od wyjścia rano po świeże rogaliki. Ich zapach wraz z zapachem świeżo mielonej kawy i jego delikatny pocałunek na dzień dobry to najlepszy początek gry wstępnej, zapowiedź tego, co może się wydarzyć wieczorem.

(Krystyna, 58 lat)

Gra wstępna ma naukową definicję. Najkrótsza brzmi: gra miłosna poprzedzająca stosunek seksualny. Obejmuje przede wszystkim kissing (pocałunki), pobudzanie członka ręką (przy otwartych bądź zamkniętych oczach), pobudzanie łechtaczki, pobudzanie oralne, pobudzanie w miejscach erogennych. I, podobnie jak cały seks, jest sztuką. A sztuka nie lubi stawiania granic. Stąd dla jednych gra wstępna rozpoczyna się jeszcze długo przedtem, zanim znajdą się w łóżku, dla innych dopiero wtedy, gdy w nim wylądują. Tej sztuki można i na pewno warto się uczyć.

Rozdział II Poczuj siłę dotyku

Orgazmiczne przytulanki

Mój poprzedni partner to był taki misio. Bardzo lubił się przytulać i czasami nawet nie musiało dojść do stosunku, żebyśmy mieli orgazm. I to jednoczesny! Z obecnym jest inaczej. Owszem, też się przytula, ale w innym stylu. Na przykład staje za mną, przyciska do siebie moje biodra i pociera swoimi. Owszem, to też jest miłe, ale wydaje mi się mechaniczne. Gdy proszę, żeby przytulał się do mnie inaczej, nie rozumie, o co mi chodzi, tylko jeszcze bardziej mnie przyciska i mówi, że właśnie to robi. Czy oni nie potrafią inaczej? A w filmach to tak pięknie wygląda.

(Agnieszka, 26 lat)

Dotyk, jak przekonuje dr Audrey Nelson, amerykańska ekspertka komunikacji międzypłciowej, jest najpotężniejszym rodzajem komunikacji niewerbalnej i może pełnić wiele funkcji, na przykład dawać poczucie bezpieczeństwa, służyć zacieśnianiu przyjaźni, wywoływaniu podniecenia.

Przytulać się można na wiele sposobów, a każdy powinien dawać jak najwięcej radości. Niektórzy, i nie dotyczy to tylko mężczyzn, przytulanie stanowiące element gry miłosnej uważają za stratę czasu (co często wynika z poprzednich doświadczeń), ale nie znaczy, że nie potrafią tego zrobić. Jest wiele sposobów, żeby zmienić ich nastawienie. Oto jedno z ćwiczeń, które pozwoli opanować tę sztukę.

Połóżcie się na łóżku twarzą w twarz i mocno obejmijcie ramionami, splatając nogi. Wtulcie się w siebie jak najciaśniej, żeby poczuć oddech partnera. Dotykajcie się jak największą powierzchnią swoich ciał. Po kilku minutach zacznijcie leciutko się poruszać, drażniąc nawzajem swoje punkty erogenne.

To ćwiczenie możecie robić także w innych pozycjach, na przykład siedzącej, chociaż leżąca sprzyja większemu kontaktowi, a o to właśnie chodzi.

W bardziej zaawansowanej wersji stań albo połóż się za nim i przytulaj do niego piersiami, brzuchem, biodrami. To dobry sposób na rozpoczęcie gry wstępnej i sygnał, że masz ochotę na seks. Tego typu przytulanki będą bardziej podniecające, kiedy pozostaniecie w ubraniach. Niech działa wyobraźnia!

Siłę przytulania doskonale potwierdzają słowa amerykańskiej psycho­terapeutki Virginii Satir: „By przeżyć, potrzeba nam czterech uścisków dziennie, by zachować zdrowie – ośmiu, by się rozwijać – dwunastu”.

Powszechnie uważa się, że kobiety są bardziej przytulaśne, że do pełni szczęścia wystarcza im przytulanie, a niekoniecznie stosunek, natomiast mężczyźni traktują przytulanie jako preludium do stosunku. Ten mit rozwiali naukowcy z Indiana University (USA) po przeanalizowaniu życia intymnego kilku tysięcy par z różnych krajów. Okazało się, że mężczyźni także oczekują czułości i bliskości, a ci, którzy mają za sobą już 15 lat związku, pragną uścisków i przytulania bardziej niż kobiety.

Szczypanie kostek

Delikatne masowanie, podszczypywanie skóry przed i tuż za kostkami nóg zwiększy doznanie podczas gry wstępnej i stosunku, ponieważ punkty te, według zasad erotycznej refleksologii, są związane z narządami płciowymi. Ich stymulacja dodatkowo przedłuża czas trwania erekcji u mężczyzn, a u kobiet zwiększa ochotę na seks i przyspiesza orgazm.

Przed, w trakcie, a zwłaszcza po…

Uwielbiam się do niego przytulać, szczególnie po stosunku. Ale on od razu zasypia. Tak, tak, wiem, że faceci tak mają, ale czy każdy? Przecież od każdej reguły są jakieś wyjątki. A on, mało tego, że od razu zasypia, to jeszcze chrapie! Nie mogę zasnąć, rano budzę się zła i tak sobie myślę, że chyba idiotą był ten, kto powiedział, że seks na dobranoc zapewnia zdrowy sen.

(Weronika, 33 lata)

To prawda, że dobry seks daje dobry sen. Dobry jest wówczas, gdy dużo w nim przytulania – przed, w trakcie i po. Szczególne znaczenie mają przytulanki po seksie. Im będzie ich więcej, tym większa szansa, że to, co się wydarzyło, będziecie chcieli często powtarzać.

Przytulanie to nie tylko zmysłowa przyjemność, lecz także poczucie bezpieczeństwa, komfortu, bliskości. Dzieje się tak za sprawą oksytocyny, nazywanej hormonem miłości lub przywiązania, która wydziela się na przykład podczas porodu, wpływając na więź matki z dzieckiem, ale również podczas orgazmu i… przytulania.

„Zwiększenie częstości przytulania może być dobrym sposobem na umocnienie więzi między partnerami, zmniejszenie napięć między nimi, bo oksytocyna wytwarzana podczas czułego dotyku zmniejsza poziom hormonów stresu” – wyjaśnia dr Sheldon Cohen z Carnegie Mellon University (USA). Pogląd ten może być wskazówką dla tych, którym zależy, by jednorazowa przygoda rozwinęła się w dłuższy związek.

Jeśli on zasypia tuż po? Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce: przez parę minut dać mu odsapnąć (tego potrzebuje jego fizjologia), a potem delikatnie się do niego poprzytulać.

Z myślą o tych, którzy chcieliby, a nie mają się do kogo przytulić, w wielu krajach, także i u nas, organizowane są cuddle party, czyli imprezy, w czasie których na różne sposoby, ale bez podtekstów erotycznych, można się do kogoś poprzytulać. To profesjonalne przytulanie wykonywane jest przez wyszkolone osoby. Niestety to płatna usługa.

Tylko mnie przytul

Bardzo chciałam, żeby mnie tylko przytulił. Mówiłam w myślach: tylko mnie przytul, tak bardzo mi teraz tego brakuje, Adamie. Niczego więcej od ciebie nie chcę, tylko mnie przytul. On jednak odsuwał się ode mnie coraz bardziej. Może gdybym wypowiedziała na głos, co czuję, czego pragnę, byłoby inaczej. Wydawało mi się jednak, że słowa są zbędne, przecież kiedyś doskonale się porozumiewaliśmy bez słów. Ale to było przed moją chorobą. Wtedy, kiedy widział we mnie kobietę, a nie tylko chorą odartą z kobiecości.

Jestem po operacji onkologicznej, to był rak piersi. Przed chorobą miałam bardzo udane życie seksualne, a seks był dla mnie bardzo ważny. Teraz, kiedy już pokonałam chorobę, on w dalszym ciągu nie przytula się do mnie, unika zbliżeń, na które ja mam coraz większą ochotę. A przecież choroba nie pozbawiła mnie kobiecości, mam te same pragnienia co przedtem. Wyglądam chyba nawet bardziej atrakcyjnie niż przed chorobą. Czy wymagam za wiele?

(Zofia, 44 lata)

To niestety nierzadkie reakcje. Choroba partnerki, zresztą nie tylko nowotworowa, często przerasta mężczyznę, który nie wie, jak się w takiej sytuacji zachować. Jest to bardziej widoczne w związkach, w których i przed chorobą nie działo się najlepiej. Natomiast związki, w których były duże pokłady czułości, miłości, przyjaźni, mają o wiele większe szanse na przetrwanie kryzysu wywołanego przez chorobę i na powrót do różnych aktywności, także aktywności seksualnej.

Oczywiście trudno myśleć o seksie po usłyszeniu diagnozy, trudno o nim myśleć podczas wyczerpującej terapii, ale seks to przecież nie tylko stosunek i penetracja. Seks to przede wszystkim dotyk i bliskość, których chorej kobiecie może bardzo brakować. Mężczyznom nawet trudno sobie wyobrazić, że kobieta może tego pragnąć. Gdyby dawała mu jasne sygnały, być może byłoby inaczej. Zdarza się, że podobne sytuacje znajdują optymistyczny finał.

Na wesoło z peruką

Zamiast wspierać mnie w chorobie, tylko dołował. Przy nim traciłam wiarę w wyzdrowienie, częściej myślałam o śmierci niż o życiu. W jakimś momencie stwierdziłam, że absolutnie nie mogę liczyć na wsparcie. Decyzję o rozwodzie podjęliśmy wspólnie. Ja co prawda z wahaniem, pełna obaw, on – z widoczną ulgą. Podczas kolejnej wizyty kontrolnej w szpitalu poznałam pana, wdowca, który odwiedzał chorego przyjaciela. Zaprzyjaźniliśmy się, i nie tylko. Zaprosił mnie do siebie na kolację. Byłam jeszcze bez włosów; nosiłam perukę, miałam doklejone rzęsy, domalowane brwi. No i jakoś tak wyszło, że znaleźliśmy się w łóżku. I jaki wstyd! Peruka spadła, rzęsy się odkleiły, brwi zniknęły. Nie wiem, jak to się stało, ale zaczęliśmy się oboje śmiać. Powiedział: no i mamy seks z humorem i jeszcze bardziej zaczęliśmy się śmiać.

(Krystyna, 51 lat)

Nawet jeśli choroba odbierze kobiecie część jej kobiecości, to wcale nie oznacza, że w tym miejscu jest pustka. „Jeśli rak zabrał część ciebie, całą resztę wypełnij radością” – to hasło Kancersutry – sztuki miłości w chorobie nowotworowej stworzonej na wzór klasycznej Kamasutry przez Fundację Rak’n’Roll. Kancersutra uczy, jak odbudować bliskość między partnerami, w jakich pozycjach się kochać, żeby było i przyjemnie, i bezpiecznie. ­Pokazuje, jak wiele może zdziałać prosty dotyk, zwykłe przytulenie – najprostszy i najprzyjemniejszy sposób, by pobudzić przysadkę mózgową do produkcji oksytocyny.

Rozdział III Pornopokusy – na tak i na nie

To nie tylko męska sprawa

Niedawno partner zaproponował, żebyśmy obejrzeli jakiś superfilm w kinie domowym. I włączył. Tylko że to był film porno! Nie wiedziałam, gdzie oczy schować, ale ponieważ było już dość późno i leżeliśmy w łóżku, nie chciało mi się z niego wychodzić. Naprawdę nie rozumiem, jak to było możliwe, lecz w pewnym momencie zaczęłam coraz częściej zerkać na ekran. Poczułam, że to mnie podnieca. Do tego stopnia, że sama rzuciłam się na partnera, co mi się nigdy wcześniej nie zdarzało! Seks był niesamowity. Czy to normalne, żeby kobieta tak reagowała? To wcale nie było delikatne, miękkie porno, ale całkiem ostre.

(Renata, 34 lata)

Nie ma niczego nienormalnego w tym, że kobietę może podniecać porno. Co prawda jeszcze nie tak dawno seksuolodzy uważali, że pornografia to męska sprawa, jednak okazało się, że na kobiety też działa. Nieco inaczej, ponieważ kobiece odczucia są bardziej zróżnicowane i bardziej zmysłowe, a na mężczyzn oddziałują głównie obrazki (z natury są większymi wzrokowcami). Dlatego hard porno ze szczegółami anatomicznymi, bardzo często dla potrzeb filmu wyolbrzymionymi (tak zwana pornografia ginekologiczna), bardziej trafi do męskiej niż do kobiecej wyobraźni, chociaż zdarzają się wyjątki.

Kobiety wolą oglądać raczej mocniejszą erotykę. Tego rodzaju filmy mają w miarę rozbudowaną akcję, zmuszają do myślenia, niczego nie pokazują w sposób wulgarny i emanują erotyzmem. To pornografia zmysłowa, ciepła, przyjemna, nawet nieco żartobliwa. I co ważne – niewprawiająca w zakłopotanie podczas oglądania.

Coraz więcej kobiet spośród tych, które nie stronią od pornopokus, ma konkretne oczekiwania, co z kolei jest odzwierciedleniem ich preferencji seksualnych. Nie chodzi tu o seks homo­seksualny lub sadomasochistyczny, ale na przykład seks z określonymi gadżetami, w nietypowych miejscach, seks grupowy. Również coraz więcej kobiet zaczyna gustować w pornografii bazującej na bodźcach wzrokowych, która dla wielu z nich ma charakter poznawczy, edukacyjny. Nic więc dziwnego, że z obserwatorek panie błyskawicznie zamieniają się w inicjatorki, zadziwiając swoich partnerów kunsztem miłosnym.

Oglądanie porno na ekranie lub w sieci może mieć walor edukacyjny i korzystnie wpływać na życie seksualne partnerów. Może je wzbogacać, ale może też ograniczać, zwłaszcza kiedy staje się nałogiem. Pornografia jest dla ludzi, którzy potrafią z niej korzystać – w 90 przypadkach na 100 nie ma w niej nic złego.

Po jasnej stronie

Podczas jakiejś wakacyjnej imprezy obejrzeliśmy ze znajomymi kilka filmów pornograficznych. Tak trochę dla zabawy, bo i filmy były zabawne. Już potem takich nie oglądałam. Ale teraz przytrafia mi się coś dziwnego: czasami, jak uprawiamy z mężem seks, przypominają mi się sceny z tamtego filmu. Przyznam, choć się tego wstydzę, że miałabym ochotę kochać się tak samo. Trochę brutalniej, ostrzej, chociaż nie jesteśmy już tacy młodzi! Niby nasz seks jest taki, jaki był do tej pory, całkiem niezły, ale czegoś zaczyna mi w nim brakować. Mężowi nic nie mówię, może poczułby się zgorszony? Czy powinnam się tym niepokoić? A może jestem już uzależniona od takich filmów? Może to jakieś zboczenie?

(Joanna 56 lat)

Jeśli kontakt z pornografią nie powoduje ucieczki od realnego świata, rodzi większą otwartość na seks, prowadzi do pozbycia się zahamowań w łóżku, inspiruje do eksperymentów, to tylko świadczy o jej jasnej stronie. Niektórzy seksuolodzy nawet ją zalecają w ramach terapii przy pewnych zaburzeniach seksualnych. Dojrzali kochankowie mający za sobą już sporo doświadczeń w sztuce kochania nie ulegają tak łatwo wpływom, jakie niesie ze sobą pornografia. Szczególnie oporne na zagrożenia są dojrzałe kobiety. Poza tym partnerzy znający swoje preferencje mogą wybrać to, co im najbardziej odpowiada: soft albo hard porno.

Do treści pornograficznych częściej niż raz w tygodniu zagląda około 15 procent kobiet i 65 procent mężczyzn będących w stałych związkach. Ciekawe, że o ile procent mężczyzn jest na mniej więcej stałym poziomie, nawet z lekką tendencją zniżkową, to procent kobiet stale rośnie. Kto powiedział, że pornografia to męska sprawa?

Bodziec do zmian

Mój mąż chyba mnie już nie kocha. Nigdy nie widziałam, żeby interesował się pornografią, a ostatnio znalazłam w jego szafce pornograficzne czasopisma. Nawet się z nimi specjalnie nie krył, jakby chciał, żebym je zobaczyła. Parę dni temu zaproponował, żebyśmy razem obejrzeli film z momentami. Już ja wiem, o jakie momenty mu chodziło! Oczywiście zmieszałam go z błotem i już do tematu nie wracał. Ale boję się, że jeszcze z czymś takim wyskoczy. Dodam, że nasze życie intymne ostatnio jakby trochę siadło, a nie jesteśmy starzy, mamy po 39 lat.

(Iwona, 39 lat)

To, że partner, na dodatek w taki sposób, wyraża zainteresowanie pornografią nie jest niczym niepokojącym. I wcale nie świadczy o zaniku uczuć. Przeciwnie. Może być sygnałem, że w związku powiało nudą i znakiem dla partnerki, że coś należałoby z tym zrobić. Tylko że ona może takie sygnały odbierać inaczej. U jednej kobiety nawet film o lekkim zabarwieniu erotycznym będzie budził wstręt, podczas gdy inną podnieci i skłoni do większej aktywności seksualnej nawet hard porno. Dlatego zamiast się niepokoić lub wpadać w złość, lepiej postawić sprawę jasno i porozmawiać. Albo od razu postarać się o urozmaicenie ars amandi. Chyba że zainteresowanie partnera pornografią stanie się patologiczne.

W szponach nałogu

Nie wiem, co robić. Wiedziałam od dawna, że mój mąż lubi oglądać pornofilmiki w internecie, ale nie przeszkadzało mi to, tym bardziej że sama też czasami to lubiłam. Nawet robiłyśmy sobie z przyjaciółkami babskie wieczory z porno. Seks z mężem był całkiem dobry, nic nadzwyczajnego, pewnie jakiś standard. Jednak od pewnego czasu sporo się zmieniło. Kochamy się rzadziej, a jeśli już do tego dojdzie, to zawsze najpierw puszcza jakiś film porno i każe mi oglądać. Nie mam ochoty, bo to jest obrzydliwe, a on się przy tym ślini, też obrzydliwie, i zmusza mnie do robienia tego, co tam robią. Gdy się nie zgadzam, to mówi, że mam wypierdalać z łóżka, a on i tak będzie zaspokojony. To chyba nie jest normalne?

(Marzena, 44 lata)

Takie zachowanie zdecydowanie odbiega od normy i świadczy o uzależnieniu. Gorące filmiki mogą nieźle rozpalić – i nic dziwnego – gdyż oglądanie seksu na ekranie pobudza te same ośrodki w mózgu, co jego uprawianie. Jeśli jednak zabraknie autokontroli, można wpaść w pułapkę uzależnienia.

Większe znaczenie niż częstotliwość oglądania filmów albo zaglądania na strony pornograficzne ma indywidualna reakcja na nie. Jeśli przedstawiane tam „treści” stają się sensem życia, zakłócają normalne funkcjonowanie, jeżeli seks bez tego typu podniet staje się niemożliwy, to znak, że jest się w szponach nałogu.

Większość odwiedzających strony pornograficzne uważa, że uzależnienie od pornografii im nie grozi, ale to tylko świadczy o ich naiwności. Mózg, regularnie poddawany wyszukanym porno­bodźcom, zostaje na nie przeprogramowany, co może negatywnie wpływać na uprawianie seksu z partnerem.

Rozdział IV Solo to nie grzech, ale…

Sam w łazience

To był dla mnie szok! Kilka dni temu przyłapałam męża na masturbacji! Zapomniał zamknąć drzwi do łazienki, tak mu się spieszyło. Na mój widok bardzo się speszył, tłumaczył, że ma problemy żołądkowe. Problemy żołądkowe, dobre sobie! To siedziałby na sedesie, a nie stał z opuszczonymi spodniami, z ręką na swoim ptaku i z rozanielonym wyrazem twarzy. Nie jestem przecież ani ślepa, ani głupia. To oczywiste, co tam wyczyniał. Nawet nie chciało mi się z nim rozmawiać na ten temat, bo było mi wstyd. I bardzo przykro, bo myślałam, że jest mu ze mną dobrze. Od tamtej pory udajemy, że nic się nie wydarzyło, ale między nami jest jakiś mur. Co powinnam zrobić, żeby było jak przedtem?

(Grażyna, 35 lat)

Odkrycie, że partner się samozaspokaja, istotnie może być szokiem, ale na pewno nie jest to powód do tragizowania. To się zdarza, nierzadko także wśród dojrzałych, mocno związanych ze sobą par. Z różnych powodów, ale najczęściej z potrzeby częstszych kontaktów seksualnych, pozbycia się nadmiaru energii seksualnej, chęci przeżycia innego rodzaju podniet. Czasami może wynikać z młodzieńczej masturbacji – chłopak, który masturbował się, mając kilkanaście lat, może wykazywać taką potrzebę jeszcze pięć albo dziesięć lat później.

Nierzadko zachowania masturbacyjne, zwłaszcza jeśli pojawiają się w starszym wieku, są wynikiem, z jednej strony, rutyny w związku, a z drugiej – nadmiaru bodźców erotycznych. To potwierdza, że zarówno niedomiar, jak i nadmiar podniet bywa szkodliwy.

Zabawa bez niej

Jesteśmy małżeństwem od ponad 30 lat. W łóżku zawsze układało nam się świetnie. Jeszcze nie tak dawno kochaliśmy się co najmniej raz dziennie. Ale od pewnego czasu zauważyłam zmiany w zachowaniu męża. Kiedy zasypiam, ogląda filmy erotyczne w internecie i się zaspokaja, leżąc obok mnie. I wcale się z tym nie kryje! Kilkakrotnie się przebudziłam i byłam w szoku. On się z tego nawet nie tłumaczy, tylko obraża za to, że go podglądam! Przecież nie sposób nie zauważyć i nie słyszeć, jak się tak zabawia! Co mam robić, co o tym sądzić? Czy to już jest jakiś problem z wiekiem? Mąż ma 56 lat.

(Anna 54 lata)

Masturbacja to nie dewiacja. Dziś podchodzimy do niej zupełnie inaczej niż kiedyś. Jeszcze na początku ubiegłego stulecia naukowe pismo „The Pacific Medical Journal” opublikowało tekst poświęcony „niebezpiecznej chorobie masturbacyjnej”. Natomiast kilka lat temu grupa hiszpańskich seksuologów zaproponowała, by w ramach edukacji seksualnej wprowadzić w szkołach (dla młodzieży w wieku 14–18 lat) lekcje technik masturbacyjnych, które miałyby się odbywać pod hasłem „Przyjemność leży w twoich rękach”. Inicjatorzy pomysłu zapewniali, że chodzi wyłącznie o uświadomienie młodzieży swojej cielesności i sprawienie, żeby w przyszłości ich życie seksualne było w pełni udane. Mimo licznych sprzeciwów kampanię przeprowadzono. Podobno z powodzeniem.

Przyłapanie partnera na czynnościach masturbacyjnych nie oznacza, że nie kocha albo kocha inaczej, tylko że czegoś mu w seksie brakuje. Może ma szczególne upodobania, do których do tej pory nie chciał się przyznać – na przykład jakiś rodzaj pieszczot, technik. O tym trzeba rozmawiać. Chowanie głowy w piasek tylko pogorszy relację w związku, szczególnie gdy zachowania masturbacyjne zakłócają życie intymne. Gdy rozmowa nie przynosi efektów, konieczna jest interwencja terapeuty. ­Dotyczy to głównie sytuacji, w których masturbacja stanowi zagrożenie dla zdrowia, zaburza codzienne funkcjonowanie (staje się dominująca nad innymi aktywnościami), ma charakter kompulsywny, jest uprawiana w nietypowy sposób, podejmowana przy innych osobach, nie służy redukcji napięcia seksualnego, lecz zaspokojeniu innych potrzeb albo jest symptomem problemów, a nierzadko i schorzeń.

Aktywny w obecności innych

Mąż ma 60 lat, nie współżyje ze mną, ale od dłuższego czasu się masturbuje. Robi to w mojej obecności, głaszcząc mnie po głowie. Kiedy zwróciłam mu uwagę, że to jest chore, odpowiedział, że to ja jestem chora. Niepokoi mnie częstotliwość masturbacji – robi to po kilka razy w nocy i zdarza się, że w ciągu dnia też. Zamyka się w sypialni, ale odgłosy przeżywania słyszą domownicy. Obawiam się, że może to również robić w obecności innych. W domu są małe dzieci, wnuki. Boję się, że mogą przyłapać dziadka na takich czynnościach. Wizyta u seksuologa nie wchodzi w grę, ale mąż leczy się u innych specjalistów, bo jest dość schorowany. Może któryś z nich mógłby dać mu jakieś leki?

(Zofia, 58 lat)

Leczeniem zaburzeń seksualnych zajmują się głównie seksuolodzy, ale ponieważ zaburzenia mają różne podłoże, także specjaliści innych dziedzin medycyny mogą przynajmniej wskazać kierunek terapii. Jednak osoba, której terapia ma dotyczyć, powinna być świadoma problemów i przede wszystkim chcieć się ich pozbyć. Inaczej może być trudno, jak w poniższym przypadku.

Podobno tylko chciał spróbować

Jesteśmy dwa lata po ślubie. Poznaliśmy się na studiach. Zainteresował mnie, bo był inny niż dotychczasowi koledzy. Nieśmiały i z kompleksami, zwłaszcza w seksie. Byłam jego pierwszą dziewczyną i to ja musiałam pokazywać mu co i jak. Seks to było słowo, które nie tylko w jego życiu, lecz także w słownictwie nie istniało. Jakież było moje zdumienie, kiedy pewnego razu przyłapałam go, jak się masturbował do zdjęć rozebranych panienek z czasopisma dla panów. Zawstydził się, powiedział, że nigdy wcześniej tego nie robił i tylko chciał sprawdzić, jak to jest.

Widocznie próba wypadła satysfakcjonująco, bo potem jeszcze nie raz widziałam, jak się masturbuje. Do zdjęć i filmów w internecie. Jednocześnie coraz rzadziej się kochaliśmy, co mnie nie dziwiło, bo pewnie tą masturbacją całkowicie się zaspokajał.

Rozmawiałam z nim. Mówiłam, że czuję się tak, jakby mnie zdradzał, że nie mogę tak dłużej. Obiecywał, że skończy z tym, ale to trwało nadal. Chciałam zaciągnąć go do seksuologa, bo jednak zależało mi na tym małżeństwie. Obraził się. Doskonale wie, że coś z nim nie tak, ale nie robi nic, żeby to zmienić. Za to ja już wiem, że muszę od niego odejść. Całe szczęście, że nie mamy dzieci.

(Weronika, 29 lat)

Oddzielnie, ale razem

Niedawno mój partner tak mnie zaskoczył, że opadła mi szczęka. I, przyznam, trochę mnie wystraszył. Zaproponował mi, żebym się przy nim masturbowała! To znaczy, dla ścisłości, chciał, żebym mu pokazała, jak się sama pieszczę. Najpierw mnie zatkało, a jak odzyskałam głos, to powiedziałam, że chyba jest zboczony. Ja nie jestem pruderyjna, lubię w łóżku eksperymentować, ale coś takiego! Chyba się obraził, bo od tego czasu nasz seks już nie jest taki gorący.

(Dorota, 25 lat)

Masturbacja na oczach partnera (czy też jednoczesne wspólne samozaspokajanie się) to nie tylko dodatkowa podnieta dla patrzącego, ale doskonała lekcja dla obojga. W ten sposób możecie lepiej poznać swoje ciała. Zamiast mówić, gdzie i w jaki sposób partner ma cię dotykać, możesz mu to pokazać. Mężczyźni są przede wszystkim wzrokowcami, więc taki pokaz z pewnością im się przyda. Kiedy powiesz, mogą nie zrozumieć, ale gdy pokażesz, jest spora szansa, że będą potrafili to powtórzyć. Nie krępuj się więc i pokaż, co robisz i co lubisz najbardziej.

Propozycja nie do odrzucenia

Od dawna miałam na to ochotę i w końcu się zdecydowałam. Zanim zaczęliśmy grę wstępną, zaproponowałam mu, żebyśmy usiedli naprzeciwko siebie i najpierw sami zaczęli się pieścić. Z otwartymi oczami, żebyśmy mogli obserwować swoje reakcje. On – zdębiał! Kiedy już pomyślałam, że chyba przegięłam z tą propozycją, że jednak nie jest gotowy na takie wyzwanie i trochę trwało, zanim odzyskał głos, powiedział: Marta, czekałem, kiedy mi to zaproponujesz, bo ja od dawna chciałem cię o to poprosić, tylko bałem się twojej reakcji. Było fantastycznie!

(Marta, 30 lat)

Nie robisz tego? Nie szkodzi, możesz zacząć. Przy okazji odkryjesz tajemnice swego ciała, o jakich istnienie się nie podejrzewałaś. Dla niektórych kobiet spełnienie takiej prośby może być o tyle trudne, że nie samozaspokajają się nawet w samotności. Ale zmienia się zachowanie kobiet i okazuje się, że dziś mężczyźni nie tylko szokują, ale sami są szokowani.

Kobiety też lubią w pojedynkę

Od kilku lat jestem mężatką, całkiem szczęśliwą, chociaż z seksem różnie u nas jest. Przyznaję, zdarza mi się doprowadzać samą siebie do orgazmu. Najczęściej pod prysznicem, ale też w łóżku, kiedy mąż już śpi obok. Zauważyłam, że po takim seansie czuję się bardziej zrelaksowana niż po seksie z mężem. I zawsze mam orgazm, co, jak się razem kochamy, nie zawsze się zdarza. Kiedy się kochamy po tym, gdy zrobię sobie dobrze, to orgazm jest ogromny. Jest mi wstyd, że tak robię, bo czuję, jakbym go oszukiwała, ale nie mogę się powstrzymać.

(Małgorzata, 31 lat)

Masturbacja, jeśli nie stała się jedyną formą aktywności seksualnej, jeśli nie zastępuje innych form, nie jest niczym niewłaściwym, także w żeńskim wydaniu. Często się mówi: seks solo, ale korzyści dla dwojga. I to prawda. Dziś seksuolodzy masturbację zalecają kobietom, które nigdy nie przeżyły orgazmu, a także jako terapię w leczeniu niektórych schorzeń na tle seksualnym. Dzięki niej kobiety w starszym wieku mogą zapewnić odpowiednie ukrwienie narządów płciowych, a tym samym seks we dwoje stanie się przyjemniejszy i mniej bolesny. W wielu przypadkach także niechęć do seksu można wyleczyć masturbacją, zwłaszcza tę, która jest reakcją na wcześniejsze zahamowania.

Część seksuologów uważa, że samozaspokajanie się może sprzyjać umacnianiu więzi i wpływać na zaufanie do partnera. Jednak pod warunkiem że partnerzy wiedzą o swoich upodobaniach, akceptują je i robią to wspólnie.

Kusi i zawstydza

Mój problem polega na tym, że nie czuję przyjemności podczas stosunku. Ale nie czuję jej także, gdy partner pieści mnie oralnie. Natomiast kiedy sama się pieszczę, zawsze dochodzę. On się bardzo stara, czasami czuję, że już mu brak tchu, mam wrażenie, że język mu wysechł. Mnie już zaczyna boleć – i nic. Chyba to ze mną jest coś nie tak.

(Katarzyna, 21 lat)

Samozaspokajanie się może budzić uczucie zawstydzenia lub zażenowania szczególnie u młodych dziewcząt, które jeszcze nigdy tego nie robiły świadomie, ale ich ciało czuje, że masturbacja sprawiłaby im przyjemność. Około 50 procent nastolatek swój pierwszy orgazm przeżywa właśnie podczas masturbacji.

Może to dziwnie brzmi, ale nie każda kobieta wie, jak pieścić swoje ciało i jak je pobudzać, żeby mieć orgazm. Ta, która wie, będzie oczekiwała podobnych umiejętności od partnera. Seks będzie lepszy, kiedy on pozna jej sekretne miejsca i zobaczy, jak się pobudza. Kilka lekcji masturbacji i efekt będzie znakomity. Może się okazać (i jest to bardzo prawdopodobne), że jego język wykonuje całkiem inne ruchy niż twoja jakże skuteczna dłoń, że zamiast podniecających ósemek zatacza językiem chaotyczne kółka i skupia się tylko na jednym punkcie, podczas gdy ty, zaspokajając się sama, nie omijasz wielu innych, równie wrażliwych.

Onan wcale tego nie zrobił

W XVIII w. Kościół rzymskokatolicki wydał serię książeczek piętnujących masturbację. Posłużył się przykładem Onana (stąd określenie: onanizm), ukaranego karą śmierci za wylewanie swego nasienia na ziemię. Tymczasem, jak na ironię, Onan wcale się nie masturbował! Po prostu uprawiał coitus interruptus, czyli stosunek przerywany. Robił to, by uniknąć kary za łamanie prawa – związał się bowiem z wdową po swoim bracie, a w takiej relacji poczęcie dziecka było zabronione.

Zamiast do łóżka, przed komputer

T