Listopad nad Narwią - Julia Fiedorczuk - ebook

Listopad nad Narwią ebook

Julia Fiedorczuk

0,0
10,25 zł

lub
Opis

Liryki Julii Fiedorczuk to cykl życia wpisany w przemijalność dni i nocy, pór roku, gestów oraz uśmiechów; świat małych spraw przetransponowanych na esencję życia. Debiutancka książka poetki została uhonorowana Nagrodą specjalną VI edycji Konkursu Literackiego Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 14




Julia Fiedorczuk

Listopad nad Narwią

Biuro Literackie • Wrocław 2015

Julia Fiedorczuk: Listopad nad Narwią

Redakcja: Artur Burszta

Zdjęcie na okładce: Julia Fiedorczuk

Projekt okładki: Artur Burszta

Korekta: Anna Krzywania

Projekt typograficzny i skład wersji elektronicznej: Mateusz Martyn

Copyright © by Julia Fiedorczuk

Copyright © by Biuro Literackie, 2015

Biuro Literackie

Przejście Garncarskie 2, 50-107 Wrocław

tel. 71 346 01 42, [email protected]

www.biuroliterackie.pl

isbn 978-83-65358-20-2

Wszelkie powielanie lub wykorzystywanie niniejszego pliku elektronicznego inne niż jednorazowe pobranie w zakresie własnego użytku stanowi naruszenie praw autorskich i podlega odpowiedzialności cywilnej oraz karnej.

Spis wierszy

O RYBACH I PODRÓŻACH

Arizona Dream

Płastuga

Wiersz z podróży

Ocean Grove, NJ

Powrót

DLA JEŻA

Jeden jeż

[Na świeżym październikowym powietrzu]

[muszę jutro wstać bardzo wcześnie]

23.11.98

Październik nad Narwią

[Nauczyć się lubić]

Pejzaż

Listopad nad Narwią

Warszawa – Serock

[i wtedy zdecydowałam się]

[niebo jest zbyt oczywiste]

[Kiedy cowieczorny skurcz strachu]

WIERSZE PORANNE

[dobrze jest być rano]

[chciałabym mieć mistrza]

Statek

Statek II

[Wtedy]

[coś prostego]

[obudziłam się]

[jej ciężkie ciało]

Sen

[a wiatr]

[cały dzień ładna pogoda]

TRZMIEL

[i tak zasnęliśmy]

Tamtej wiosny

Parę pytań

[znajdź jakiś pretekst]

Trzmiel

A czasem

O RYBACH I PODRÓŻACH

Arizona Dream

The fish doesn’t think

Because the fish knows

Everything.

Nie ma innego wejścia:

trzynaście tysięcy kilometrów, Las Vegas,

Death Valley, czerwień Arizony,

żeby znaleźć się w polu rażenia jednej świecy

na metrach kwadratowych pustej podłogi.

Cel eksploduje ci w rękach jak neon

kasyna Lady Luck lub łoże ropy naftowej

na oceanie pokoju.

Precyzja pojedynczego strzału

wpleciona w przypadkowość burzy,

burgundowa estetyka samobójstwa

w elegii ku pamięci O’Hary.

Za plecami mam pionowy tor lotu.

Innymi słowy: siedzę na parapecie

naszego nowego mieszkania. Wybieramy

białe szaleństwo ścian, proste kąty,

oniryczne supermarkety, kilogramy,

bieżące i sześcienne.