Liga Rudzielców - Arthur Conan Doyle - ebook + audiobook

Liga Rudzielców ebook i audiobook

Arthur Conan Doyle

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Jabez Wilson, londyński właściciel lombardu o płomiennie rudych włosach, odpowiada na osobliwe ogłoszenie prasowe i zostaje przyjęty do tajemniczej „Ligi Rudzielców" – stowarzyszenia, które płaci mu cztery funty tygodniowo za przepisywanie Encyklopedii Britanniki po cztery godziny dziennie. Gdy po ośmiu tygodniach Liga znika równie nagle, jak się pojawiła, zrozpaczony Wilson zwraca się do Sherlocka Holmesa. Detektyw szybko dostrzega, że za absurdalnym pretekstem kryje się jeden z najzuchwalszych planów przestępczych, jakie widział Londyn – a rozwiązanie zagadki wymaga jedynie trzech fajek, spaceru po Saxe-Coburg Square i jednego spojrzenia na kolana pewnego pomocnika.

 

Wydanie na podstawie anonimowego tłumaczenia z 1907 roku.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 48

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 1 godz. 2 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Jarosław Wrona

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Przygody Sherlocka Holmesa

Liga Rudzielców

Arthur Conan Doyle

Pewnego dnia jesienią ubiegłego roku zaszedłem do mojego przyjaciela, Sherlocka Holmesa. Trafiłem właśnie na chwilę, gdy odbywał rozmowę zpewnym tęgim, starszym mężczyzną oobliczu tak rumianym iwłosach tak ogniście rudych, że od razu mnie to uderzyło.

Miałem już zamiar wycofać się iwybąkać jakieś usprawiedliwienie za niespodziewaną wizytę, gdy Sherlock Holmes zatrzymał mnie niemal natarczywym gestem iwciągnąwszy do salonu, rzekł, zamykając drzwi tonem serdecznym:

– Kochany doktorze, nie mogłeś przyjść bardziej wporę.

– Czyżby? Obawiałem się, że jesteś bardzo zajęty – odrzekłem.

– Istotnie jestem bardzo zajęty.

– W takim razie poczekam wdrugim pokoju.

– Ależ nie, właśnie zostań tutaj.

Sherlock przedstawił mnie obecnemu mężczyźnie irzekł:

– Doktor Watson był mi już bardzo często pomocny wwielu najważniejszych sprawach, służąc mi radą ipomocą, nie wątpię więc, że iw pańskiej sprawie okaże się bardzo pożyteczny.

Tęgi jegomość uniósł się do połowy zkrzesła iskinął głową na powitanie, spoglądając przy tym na mnie swoimi małymi oczyma badawczo.

– Niech pan usiądzie – poprosił Holmes, siadając również wswoim fotelu isplatając palce, jak to zwykle czynił wważnych chwilach. – Wiem doskonale, kochany Watsonie, że dzielisz ze mną upodobanie do wszystkiego, co odznacza się niezwykłością ico nie powtarza się codziennie. Dowiodłeś tego serdecznością, zjaką opisałeś wksiążkach niektóre drobne wypadki zmojego życia, daruj jednak, że ci powiem, iż nieco upiększyłeś moją osobę.

– Bezwarunkowo, twoje przygody zawsze żywo mnie interesowały – odparłem.

– Przypominasz sobie zapewne, że kiedy mieliśmy do czynienia ztą prostą sprawą panny Mary Sutherland, zauważyłem, iż samo życie wytwarza najdziwaczniejsze wypadki inajbardziej zdumiewające powikłania. Najczęściej to, co się dzieje na świecie, przekracza wytwory najbujniejszej fantazji.

– To twierdzenie, któremu ośmieliłem się zaprzeczyć.

– Prawda, że zaprzeczyłeś, ja jednak idziś jeszcze twierdzę, że się nawrócisz, tyle bowiem nagromadzę ci materiałów, że cię przekonam iprzyznasz mi rację. Oto teraz na przykład pan Jabez Wilson był tak łaskaw odszukać mnie dzisiaj rano, by mi opowiedzieć coś takiego, oczym się nie słyszy codziennie. Już dawniej wyraziłem zdanie, że rzeczy niezwykłe zdarzają się częściej przy drobnych przestępstwach niż przy wielkich zbrodniach, abywają wypadki tak osobliwe, że nawet wątpliwą jest rzeczą, czy wogóle zachodzi tu jakiekolwiek przestępstwo. Być może iteraz nie mamy do czynienia zżadną zbrodnią. Aprzecież jest rzeczą pewną, że cały ten wypadek jest niezmiernie oryginalny.

Sherlock Holmes zwrócił się teraz do Wilsona ze słowami:

– Czy nie byłby pan łaskaw jeszcze raz zacząć opowiadanie od początku? Proszę oto nie tylko dlatego, że doktor Watson nie słyszał wstępu, lecz także dlatego, że bardzo mi zależy, by żaden najmniejszy nawet szczegół nie uszedł mojej uwagi. Zwykle już po pobieżnym zapoznaniu się ze szczegółami potrafię wyrobić sobie obraz całości, czynię to bowiem na podstawie licznych podobnych wypadków. Tu jednak tego uczynić nie mogę iwszelkie moje przypuszczenia od razu upadają.

Gość Sherlocka zgestem znamionującym pewnego rodzaju dumę sięgnął do bocznej kieszeni surduta iwyciągnął brudną, pogniecioną gazetę. Podczas gdy Wilson pochylił głowę izatopił wzrok wdziale ogłoszeń, miałem sposobność przyjrzeć się spokojnie temu człowiekowi, aby na wzór mojego przyjaciela Sherlocka, na podstawie obserwacji, wyprowadzić wnioski ojego osobie.

Niewiele mi się to przydało. Nasz gość nosił na sobie piętno zupełnie przeciętnego człowieka, ajego ociężała postura, powolne ruchy iotyłość, świadcząca odobrym odżywianiu, kazały się domyślać, że mamy do czynienia zczłowiekiem należącym do stanu kupieckiego. Miał na sobie bardzo szerokie spodnie wszarą kratę, niezbyt czysto utrzymany czarny surdut, rozpięty, jasnoszarą płócienną kamizelkę iciężką niklowaną dewizkę uzegarka, zakończoną czworokątną sztabką metalową jako ozdobą. Mocno zniszczony cylinder itakież palto zwytartym aksamitnym kołnierzem leżały na krześle obok niego. Mimo że znadzwyczajną uwagą obserwowałem tego człowieka, nie znalazłem wnim żadnych szczególnych cech – chyba tę tylko, że miał włosy czerwone jak ogień, aw rysach twarzy odbijało się zniechęcenie irozdrażnienie.

Wprawnym oczom Sherlocka Holmesa nie uszedł sposób mojego badania. Zuśmiechem potrząsnął głową, spoglądając na mnie, po czym rzekł:

– I ja nic więcej nie wiem ponad to, co ty już może dostrzegłeś. Wiem zatem tylko, że pan Wilson był przez pewien czas robotnikiem fizycznym, że zażywa tabakę, że jest wolnomularzem, że bywał wChinach iże wostatnim czasie musiał dużo pisać. To są fakty oczywiste, leżące jak na dłoni, ale nic ponadto wyczytać nie zdołam.

Jabez Wilson zosłupieniem woczach poruszył się na krześle. Palec trzymał na ogłoszeniu wgazecie, azdumionym wzrokiem wpatrywał się wmojego przyjaciela.

– Na miły Bóg! Skąd pan to wszystko wie, panie Holmes? – zapytał. – Skąd na przykład może pan wiedzieć, że byłem robotnikiem? Ma pan zupełną rację, karierę swoją rozpoczynałem jako cieśla okrętowy.

– To łatwo poznać, drogi panie, po pańskich rękach. Prawa ręka jest znacznie większa od lewej, co dowodzi, że dużo pan nią pracował ilepiej wyrobił muskulaturę.

– Dobrze, przypuśćmy, że to można poznać. Ale skąd pan wie, że zażywam tabakę iże jestem wolnomularzem?

– Przypuszczam, panie Wilson, że jest pan na tyle bystry, by odgadnąć, zczego wniosek ten wyprowadzam. Przecież wbrew statutom masońskim nosi pan łuk icyrkiel jako szpilkę ukrawata.

– O tym zapomniałem. Pozostaje jeszcze owa pisanina, októrej pan wspomniał.

– Na tę myśl naprowadziła mnie fałda wrękawie pańskiej prawej ręki, długa na pięć cali, jak również wyświecony łokieć wmiejscu, wktórym ubranie styka się zbiurkiem.

– Przypuśćmy, że itaką rzecz można dostrzec, ale te Chiny?…

– Tylko wChinach mogli panu wytatuować na prawej ręce taką piękną rybę. Trochę zajmowałem się znakami tatuażu inawet wzbogaciłem literaturę angielską opisaniem różnych sposobów, wiem zatem, że sztuka tak delikatnego, różowego cieniowania łusek rybnych jest wyłączną specjalnością Chin. Gdy zaś jeszcze dostrzegłem przy pańskiej dewizce chińską monetę, rzecz wydała mi się zupełnie prosta.

Jabez Wilson zaczął się głośno śmiać.

– A niech to licho! Zpoczątku myślałem, że pan uprawia czary, ateraz widzę, że to wszystko jest takie naturalne.

– Zobaczysz, Watsonie – wtrącił również śmiejący się Holmes – że wkońcu jeszcze zostanę kompletnym głupcem zmoimi dowodzeniami. Znasz przysłowie: „Omne ignotum pro magnifico”1, stracę więc zupełnie tę odrobinę sławy, jaką zdobyłem, jeśli dalej trzymać się będę wobec ludzi zasady, by być szczerym iotwartym.

– Może panu trudno znaleźć to ogłoszenie, panie Wilson?