Wydawca: Czerwone i Czarne Kategoria: Poradniki Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 204 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Lew-Starowicz o kobiecie - Zbigniew Lew-Starowicz

Kim jest dziś polska kobieta?

Jak zmieniła się przez ostatnie lata i czego oczekuje w od mężczyzny?

A może w ogóle go nie potrzebuje, bo nadchodzi era silnych, niezależnych kobiet?

I w końcu co na to mężczyźni?

Profesor Zbigniew Lew Starowicz w rozmowie z Barbarą Kasprzycką odkrywa, co naprawdę dzieje się w relacjach pań i panów w zależności od ich osobowości, wymagań, przyzwyczajeń, ukrytych i nieznanych sobie pragnień, a także jak na to wszystko wpływają nasza kultura, obyczaje i religia. Normy społeczne, opinia innych i gorset tradycji.

Czy w takim skomplikowanym świecie w ogóle jeszcze nasze emocje dają się jakoś wytłumaczyć? Czy z związku lub małżeństwie potrafimy być jeszcze prawdziwi?

Opinie o ebooku Lew-Starowicz o kobiecie - Zbigniew Lew-Starowicz

Cytaty z ebooka Lew-Starowicz o kobiecie - Zbigniew Lew-Starowicz

– podobnie jak feministki – uważam, że kobieta na każdym etapie nawiązywania relacji z mężczyzną ma prawo powiedzieć „nie”. Wielu mężczyzn wciąż uważa, że po przekroczeniu pewnej granicy to prawo niejako traci. Oni nie potrafią się już wycofać.
że obie są zazdrosne inaczej: kobiety o czas, uwagę, zainteresowanie partnera, a mężczyźni o fizyczne oddanie się innemu. Kobiety w większym stopniu są skłonne wybaczyć partnerowi jednorazowy skok w bok niż wielomiesięczne rozmowy, spotkania, listy, maile z inną kobietą.
kochanka. Słowa też potrafią zranić kobietę, ale różnica polega na tym, że dla niej bardziej liczy się forma wypowiedzi, jej ton – czy słychać w niej pogardę, lekceważenie, agresję. Mężczyzna zaś zwraca uwagę na treść, konkretne sformułowanie. Kobieta
Ostatnio miałem na psychoterapii parę, w której żona kilkakrotnie powiedziała mężowi, że jest „pierdołą” – wcale nie publicznie. Ale jego to niezwykle boli, zwłaszcza że ma wręcz przeciwny obraz samego siebie: jest zaradny, dużo pracuje, z powodzeniem prowadzi firmę, ludzie go postrzegają jako męskiego, zdecydowanego. Ale z perspektywy domowej jego partnerka widzi w nim osobę słabą, niezdecydowaną, która większość decyzji pozostawia jej. Ten neon w jego głowie bardzo długo nie chciał zgasnąć, mimo że kobieta próbowała go udobruchać, zneutralizować to określenie. Ale w nim ono bardzo długo zalegało. Nawet po wielu latach trwania w udanym związku jedno zdanie potrafi diametralnie zmienić wzajemne relacje, ich nastrój. Są słowa, o których musimy wiedzieć, że ranią – tę konkretną osobę albo w ogóle mają charakter pejoratywny. Między innymi dlatego około
temu seksuolodzy na świecie zrezygnowali ze stosowania pojęcia „impotencji”, a zastąpili je „zaburzeniami erekcji”. Bo „ty impotencie!” stanowi dziś jeden z najgorszych epitetów, jakimi można zranić męską dumę. Słowa, które mężczyznę ranią najbardziej, to te, które odnoszą się do jego sprawności seksualnej, budowy genitaliów, umiejętności jako kochanka. Słowa też potrafią zranić kobietę, ale różnica polega na tym, że dla niej bardziej liczy się forma wypowiedzi, jej ton – czy słychać w niej pogardę, lekceważenie, agresję. Mężczyzna zaś zwraca uwagę na treść, konkretne sformułowanie. Kobieta wybaczy, jeśli powiemy jej czułe „mój ty słodki głupolku”. Jeśli powiemy mężczyźnie „moja ty słodka pierdoło”, on nie usłyszy czułego tonu, ale tylko komunikat ocenny: jesteś pierdołą.

Fragment ebooka Lew-Starowicz o kobiecie - Zbigniew Lew-Starowicz

Spis treści

Okładka

Skrzydełko

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Rozdział I. Kobieta, czyli różne sposoby szukania szczęścia

Samotność, czyli cena niezależności / weekend z mężczyzną i dość / samotne matki i społeczny szacunek / szaleństwo z miłości / piorun namiętności, czyli kres racjonalizmu / singielki jak komputery / mężczyźni maminsynki / kalendarz miłości / jedna miłość na całe życie / idealizowanie partnera / sposoby na odkochanie

Rozdział II. Seksualność, czyli marzenia i kompleksy

Kobieca oziębłość... / ...i męska nadaktywność / podskórna walka o dominację / prawda o motywacjach do seksu / tajemnice rozkoszy albo nauka kochania / zagadka feromonów / mity o „rozmiarach” / upodobania i kompleksy / panowie to fetyszyści / wstyd w łóżku / złoty środek dla dwojga / bujna przeszłość

Rozdział III. Czego o sobie nie wiemy, czyli problemy z komunikacją

Semantyka damskich gestów / mapa nieporozumień / kobiety nie wiedzą, czego chcą / strategie zazdrości / męskie marzenia i kobiece fantazje / fobie i udawane orgazmy / jedno zdanie, które zabija / hierarchia kobiecych typów / rywalizacja plemników / nieuświadomione emocje / czego nam trzeba na co dzień

Rozdział IV. Harmonijne związki, czyli co robić a czego nie robić, żeby nam było dobrze z mężczyzną

Co sprzyja harmonii w związku / ważna rzecz: poczucie humoru / próba generalna: wspólne mieszkanie / małżeństwa z rozsądku / pieniądze i poczucie bezpieczeństwa / ukryte pragnienie zmiany / wyrównywanie rachunków / polityka i religia w łóżku / rodzice i teściowie – problem stary jak świat / jak rozpadają się związki

Rozdział V. Zdrada, czyli niebezpieczne związki

Mężczyźni powinni się wyszumieć za młodu / archetyp zdrady / czego oczekują kochankowie i kochanki / seryjne romanse / kobieca duma / seksualna wyłączność / panie zdradzają coraz częściej / seks bez miłości / ciekawość podwójnego życia / gdy codzienność rekompensuje brak uczuć / szczęśliwe trójkąty

Rozdział VI. Bóg i seks, czyli kłopoty z katolickim wychowaniem

Katolickie problemy z cielesnością / chrześcijańskie doktryny miłości / religia jako szantaż / wiara jako zabezpieczenie przed zdradą / seks w judaizmie / dlaczego Kamasutra nie mogła powstać w Europie / gdzie islam bywa liberalny / świętość ciała w tantryzmie / orgazm punktem honoru

Rozdział VII. Macierzyństwo, czyli co dziecko daje kobiecie, a co odbiera

Błędy polskich matek / dlaczego jestem za in vitro / aborcja i hipokryzja / ciąża jak grom z jasnego nieba / radość macierzyństwa… / ...i męka pierwszych miesięcy / matczyne poczucie winy / klaps – tak czy nie? / świadome rodzicielstwo / instynkt macierzyński nie istnieje / mama za synkiem, tata za córeczką / zespół modliszki

Rozdział VIII. Mężczyzna, czyli pokolenie dużych chłopców

Słabość polskich mężczyzn / samiec alfa – gatunek w zaniku / męski leń / wygoda z troskliwą żoną / konsekwencje beztroskiego wychowania synów / łóżkowy tumiwisizm / wstyd przed viagrą / ojcowie w zaniku… / ...i ojcowie partnerzy w wychowaniu dzieci / konsekwencje emancypacji / marzenia mężczyzn

Skrzydełko

Okładka

Zbigniew LEW-STAROWICZ O kobiecie

Rozmawia Barbara Kasprzycka

Warszawa 2011

Copyright © Zbigniew Lew-Starowicz, Barbara Kasprzycka, Czerwone i Czarne

Projekt graficzny FRYCZ I WICHA

Redakcja Przemysław Skrzydelski

Skład Tomasz Erbel

Konwersja do formatu epubdrewnianyrower.com

Wydawca Czerwone i Czarne sp. z o.o. Rynek Starego Miasta 5/7 m5 00-272 Warszawa

Druk i oprawa Drukarnia Opolgraf S.A. ul. Niedziałkowskiego 8-12 45-085 Opole

Wyłączny dystrybutor Firma Księgarska Jacek Olesiejuk sp. z o.o Ul. Poznańska 91

Rozdział I. Kobieta, czyli różne sposoby szukania szczęścia

Rozdział I.Samotność, czyli cena niezależności / weekend z mężczyzną i dość / samotne matki i społeczny szacunek / szaleństwo z miłości / piorun namiętności, czyli kres racjonalizmu / singielki jak komputery / mężczyźni maminsynki / kalendarz miłości / jedna miłość na całe życie / idealizowanie partnera / sposoby na odkochanie

Zmieniłyśmy się przez ostatnie 20 lat?

Owszem, pogłębiła się granica między dwoma różnymi światami. Kiedy przychodzi do mnie kobieta z nieskonsumowanego małżeństwa z powodu np. rygorystycznego wychowania religijnego, z którego wynika jej lęk przed współżyciem, to siedzi w gabinecie skurczona, blada, trudnoz nią nawiązać kontakt. Inaczej zachowuje się businesswoman, która ma wszystko: dom, samochód, komórkę, psa. Tylko orgazmu nie ma.

W ostatnich latach obserwuję też coraz więcej silnych kobiet, samodzielnych, wręcz samowystarczalnych. Spośród nich wyrosła cała grupa singielek. Nie starych panien, które zawsze istniały, ale kobiet, które są same z wyboru. I to na pewno jest nowe zjawisko.

Może więc mężczyzna nie jest kobiecie potrzebny do szczęścia?

Owszem, bez mężczyzny potrafi być szczęśliwa, ale to jest szczęście częściowe. Jesteśmy zaprogramowani na życie razem. Jest wiele kobiet, które żyją solo, ale nie znam takiej, której by to na długą metę wystarczało.

Taka kobieta, która ma dużą potrzebę niezależności, dusi się w relacji z mężczyzną. A im dłużej jest sama, tym trudniej jej wejść w związek. Nierzadko przychodzi do mnie pani samowystarczalna, realizująca się zawodowo, wykształcona, z pięknym mieszkaniem urządzonym wedle własnego gustu. I nie umie sobie wyobrazić, że miałaby z kimś zamieszkać, zmienić przyzwyczajenia, przywyknąć do męskich zwyczajów. Obecność mężczyzny jej przeszkadza. Single, którzy długo – do 30., 35. roku życia – mieszkali sami, mają ogromny problem z bliskimi relacjami, kiedy wreszcie znajdą sobie kogoś. Często rozwiązaniem staje się sprzedanie osobnych mieszkań i kupno nowego. W takim nowym terenie łatwiej na nowo poukładać wspólne zwyczaje i wytyczyć osobne terytoria.

Miłość nie wystarcza, by kogoś znosić?

Nie zawsze. Kobiety skarżą się, że przyzwyczaiły się do osobnego spędzania czasu. Drażni je np., że partner śpi w ciągu dnia, że zajmuje miejsce w lodówce swoim piwem, wieczorem chce oglądać mecz itp. To jest problem tych pań, które mają wysoką potrzebę niezależności i skłonność do dominacji w związku. Kiedy nowy partner zmienia jej przyzwyczajenia, rytm życia, kobieta czuje się zagrożona w swojej niezależności. Ale takie drobiazgi, męskie nawyki to jeszcze nie jest duży problem. Za tą nową sytuacją życiową kryje się dużo poważniejszy rozdźwięk: bo dotąd ona sama decydowała o wszystkim, co działo się w jej życiu – gdzie chodzi, kiedy wyjeżdża, z kim, dokąd i na jak długo. A teraz musi się godzić na kompromisy i chciejstwa drugiej osoby. I to mężczyzny, który rósł na ogół w przekonaniu o swojej dominującej roli w związku. Spięcia biorą się z kompletnych detali. On mówi na przyjęciu: „No to wychodzimy”, a ona: „A pytałeś mnie o zdanie?”. I narastają z czasem. Zalegają negatywne emocje i miesiącami się osadzają, aż wreszcie coś pęka. Powstaje dystans. Jeśli zależy im na związku, mogą trafić do mnie. Jeśli po prostu mają tego dość, rozstają się i nie szukają pomocy. Kobieta, która nauczyła się cenić własną wartość, nie będzie ratować związku, w którym czuje się osaczona.

O wielu irytujących nawykach partnera dowie się jednak dopiero z czasem, gdy ze sobą pomieszkają dłużej. Dopóki spotykają się tylko w weekendy, nie jest problemem to, kto rano robi śniadanie. Ale kiedy okres godowy się kończy i mężczyzna oczekuje, że kobieta go nakarmi, może pojawić się problem. Znam niejedną silną, niezależną kobietę, która otwarcie mówi, że nie potrzebuje mężczyzny na stałe. Potrzeby seksualne zaspokaja na jednorazowych randkach od czasu do czasu. Może spędzić z kochankiem weekend, ale jeśli on przedłuży się do poniedziałku, kobieta jest już rozdrażniona. „Już go było za dużo” – mówi mi.

Ale nawet wśród takich samodzielnych kobiet działa mechanizm związany z wiekiem. Przed 35. rokiem życia pojawia się dzwonek alarmowy „to już czas!” i wówczas zaczyna im zależeć na związku niekoniecznie z mężczyzną, którego uznałyby za najlepszego z tych, których miały. W takim związku „ostatniej szansy” na macierzyństwo ona będzie bardziej skłonna do kompromisów. I nie zmienia to faktu, że później, po urodzeniu dziecka, związek może się rozlecieć, bo okazuje się kompletnie niedobrany. Ale partner swoją rolę spełnił. I już nie musi iść na kompromisy. Interes „ochrony gniazda”, konieczność utrzymania przy sobie mężczyzny, by ten utrzymał dziecko, nie jest już tak oczywista. Czasy się zmieniły, kobiety są niezależne – a wieloletnia singielka najlepiej wie o tym, że umie sama o siebie zadbać – samotne matki otaczane są opieką i szacunkiem. Kobiecie z dzieckiem należy się pomoc, ułatwienia w pracy itp. Dziś naprawdę łatwiej mieć dziecko bez ojca niż kilkadziesiąt lat temu. A na dodatek to odchodzący mężczyzna na ogół jest obwiniany za rozpad związku. Więc dlaczego silna kobieta, która świetnie sobie radzi, ma dzień w dzień iść na kompromisy?

Skoro niezależne kobiety tak świetnie potrafią sterować swoim życiem, to czemu przychodzą do pana gabinetu?

Bo takie kobiety tracą grunt pod nogami, gdy się naprawdę zakochają. Nagle okazuje się, że ona nie może przestać o nim myśleć po wspólnym weekendzie. Słyszę wtedy: „Sama siebie nie poznaję”. Wąchanie poduszki nie jest wcale wymysłem – kiedy taka samowystarczalna singielka nagle łapie się na tym, że po jego wyjściu do pracy leży w łóżku i wącha jego zapach z pościeli, naprawdę nie rozumie, co się z nią dzieje. Przecież nigdy nie traciła nad sobą kontroli do tego stopnia, nigdy nie potrzebowała nikogo, a nagle kogoś jest jej wciąż za mało. Ale nawet wówczas, gdy na horyzoncie pojawiło się niebezpieczeństwo szaleńczej namiętności, to często woli nie ryzykować utraty ładu, który takim wysiłkiem zbudowała. Jeśli więc do mnie przychodzi, to raczej po lekarstwo na miłość. Sądzi, że znam jakieś sztuczki, dzięki którym łatwo zapanuje nad emocjami. Bo takie kobiety całe życie kierowały się rozumem, i nie ma w nich zgody, by nagle zaczęły nimi rządzić emocje. Nie chcą im ulec.

Niedawno rozmawiałem z pacjentką, którą wiele lat temu leczyłem na zaburzenia psychosomatyczne. Nawiązała się wówczas między nami taka aseksualna sympatia, jaka zdarza się czasem między pacjentem i terapeutą. Zapamiętałem ją z tego, że bardzo krytycznie patrzyła na inne kobiety, nie rozumiała, że potrafią tak dać się zniewolić przez mężczyzn. Nie rozumiała, że kobieta może się zakochać bez pamięcii dać się zdominować. Zawsze powtarzała, że owszem, jest namiętna, ale nie wyłącza w tym czasie rozumu. Nie pozwoliłaby mężczyźnie na pewne rzeczy, nie dałaby sobie narzucić jego woli. Nie dałaby sobie zawrócić w głowie. Podkreślała, że seks jest dla niej bardzo przyjemny, ale używała też powiedzenia, które jest typowe dla kobiet, a którego nie użyje żaden mężczyzna: że seks jest przereklamowany.

I ona się zakochała, w 38. roku życia. Przyszła do mnie, bym pomógł jej zrozumieć samą siebie. Opowiadała, że żyje jak w transie i nie może się pogodzić z tym, że stała się zaprzeczeniem siebie sprzed lat. Dziś kocha wszystko, co ma związek z partnerem. Polubiła to, czego dotąd nie znosiła. Zawsze najchętniej oglądała dramaty psychologiczne, a teraz wraz z ukochanym ogląda filmy akcji – i zaczęły jej się podobać! Zaczęła w dużym stopniu żyć w jego świecie.

Przyszła do pana, by pan ją wyleczył z miłości?

Przyszła, bym pomógł jej zrozumieć, co się z nią stało. Ona była przekonana, że zna siebie, że ma porządek w swoim życiu i całkowicie nad nim panuje, a nagle stała się kimś innym.

Przyznam, że zawsze się niepokoję, gdy słyszę – zarówno od kobiet, jak i od mężczyzn – że mają wszystko pod kontrolą, znają siebie, trzymają się swego systemu wartości, są samosterowni i nie potrafią zrozumieć, jak można zgłupieć z miłości. To mówią osoby, które mają udane życie seksualne, osiągają w nim satysfakcję, lecz nigdy nie tracą głowy. Nie rozumieją, co to znaczy oszaleć z miłości, wdać się w pozamałżeński romans itp. Takie kobiety można poznać po tym, że najczęściej mówią o sobie w zdaniach twierdzących: jestem…, wiem… Wiedzą na pewno, co jest dobre, co złe, kto jest mądry, kto głupi. Czasem mogą nie utracić tego dobrego samopoczucia do końca życia.

Czasem jednak trafia je sycylijski piorun, niespodziewana namiętność. I znów – „same siebie nie poznają”.

Co sprzyja temu „osłabieniu czujności”? Wiek?

To się może zdarzyć na każdym etapie życia. Zawsze powtarzam, że powinniśmy mieć pokorę dla naszej ludzkiej natury. Osoby, które w stu procentach zaufały swemu rozumowi i racjonalnemu osądowi świata, nie doceniają siły emocji, instynktów.

Czy singielka, która traci głowę, porzuca nawyki kobiety niezależnej, czy też po jakimś czasie wraca jednak do swojej samowystarczalności?

To w dużym stopniu zależy od tego, na czym opierał się ten zawrót głowy. Jeśli tylko na fizycznej namiętności, to fascynacja na ogół wygasa najpóźniej po jakichś dwóch latach. Podkreślam: na ogół, bo spotkałem i takie pary, które przez wiele lat funkcjonowały, mimo że łączył je jedynie fantastyczny seks. Poza łóżkiem toczyli osobne życie, ale spotykali się w łóżku i czerpali z tego szczęście. W sferze psychicznej pozostali niejako singlami, nie rezygnowali ze swojej niezależności. To jest rzadki przykład, bo kobiety, nawet niezależne, prędzej czy później dążą do wicia gniazda, do oparcia się na czułym partnerze. Więc jeśli nawiązuje się głębszy związek niż tylko niezwykła fascynacja erotyczna, to może trwać i trwać, i już nigdy nie pojawi się dawna singielka.

Wspomniał pan, że to niepokojące, jeśli kobieta deklaruje samosterowność. Co w tym złego?

Rozmawiając z takimi kobietami, często mam wrażenie, że rozmawiam z komputerem albo – niech prawnicy mi wybaczą – z prawnikiem. Takie pacjentki doskonale wiedzą, co z czego wynika i jakie powinno mieć konsekwencje. Wiedzą, że jeśli partner ją zdradził, to znaczy, że poleciał na młodszą. Egzekwują swoje zasady: gdzie w domu mają leżeć gazety, gdzie książki, gdzie skarpetki, jak mężczyzna powinien się ubierać w poniedziałki, a jak we czwartki. Wszystko mają poukładane. Mają też – na ich miarę – ułożony seks, przyjemne pieszczoty, udany orgazm. Mogą tak przejść przez całe życie. O ile ich partner może z nimi wytrzymać.

A to trudne?

A pani by się chciała kochać z robotem? Takie kobiety raczej nie fascynują mężczyzn. Mogą się podobać jedynie takim, którzy potrzebują opiekunki, organizatorki, mamuśki, która wszystko wie. Ale to zupełnie inny problem, czyli związanie się z mężczyzną, który ma w sobie wyuczoną bezradność.

Mądra kobieta powinna od początku wychować sobie partnera. Kobiety mają naturalne uwarunkowania pedagogiczne i nie jest prawdą, że to mężczyźni sobie wychowują partnerkę. Jeśli więc ona mądrze podejdzie do problemu, krok po kroku zacznie mu powierzać coraz większą odpowiedzialność…

…to się przekona, że coraz więcej spraw jest w domu niepozałatwianych.

To prawda, tak może być. Dlatego ideałem – obawiam się, że nieosiągalnym – jest bardzo stopniowa praca u podstaw. Począwszy od przekazania partnerowi decyzji o wyborze filmu, który pożyczą na wieczór. On oczywiście od razu odpowie: „Ty wybierz”. Ale ona powinna nalegać: „Nie, dziś wybierasz ty”. To nie jest łatwe i trzeba niezwykłej cierpliwości i dobrej woli, żeby z mężczyzny bezradnego uczynić głowę rodziny.

Spotkał pan kobietę, której się to udało?

Wie pani, zawsze na końcu chodzi o motywację. Jeśli mężczyzna jest dostatecznie zmotywowany, kocha partnerkę i za nic nie chce jej stracić, może się dla niej zdecydować na zupełną rewolucję. Znam takiego, który mając 59 lat, po to by utrzymać związek, odwrócił swoje życie do góry nogami: rzucił pracę, sprzedał firmę, która była jego życiem, porzucił zarabianie pieniędzy, których miał już dość, i zaczął żyć tak, jak tego pragnęła jego partnerka: podróżować, chodzić z nią do filharmonii itp. Jeśli się kocha, to można naprawdę wiele w sobie zmienić.

Ale czy widział pan realną metamorfozę bezradnego maminsynka w mężczyznę, który przejął stery i wziął na siebie odpowiedzialność za rodzinę, a przede wszystkim za samego siebie?

Widziałem, ale przyznaję, że nie zdarza się to często. Z banalnej przyczyny: oddanie się w opiekę mamie-bis jest bardzo wygodne.

A jeśli jego metamorfoza w silnego faceta się nie powiodła, to bywa przyczyną rozwodów? Kobieta mówi: koniec?

To jest bardzo częste, że one już tego nie wytrzymują. Czasem kobieta ma tego układu serdecznie dosyć, kiedy dzieci już podrosną, robią się samodzielne, i ona się orientuje, że jedno – największe – dziecko, mąż, wciąż wymaga od niej opieki. Często nowy mężczyzna czy kochanek jest właśnie kontrastem wobec męża, człowiekiem silnym i biorącym sprawy w swoje ręce.

Może nie umiemy sformułować jasnego komunikatu, że matczyno-synowski układ przestał nam odpowiadać?

Nie, tego typu kobiety potrafią bardzo wyraźnie wykrzyczeć: „Do cholery, bądź wreszcie mężczyzną!”, tyle że on jest na takie komunikaty głuchy. Traktuje je jako „babskie gadanie”, czyli „gada, bo musi gadać”, „bo one wiecznie gadają o niczym”, a zatem nie ma się czym przejmować – to jest częste męskie rozumienie kobiecych słów.

Kiedy do niego dociera, co ona miała na myśli?

To się często zdarza dopiero u mnie w gabinecie. Podczas terapii pary bardzo często dowiadują się o czymś, z czego nigdy nie zdawały sobie sprawy, czasem nigdy sobie o tym nie mówiły. Mężczyzna dopiero u terapeuty rozumie, jakie oczekiwanie kryło się za tym „bądź wreszcie mężczyzną!”, ale też kobiety często dowiadują się dopiero tu, że np. partner ceni ich intelekt. Słyszę wtedy zdumienie: „Zawsze sądziłam, że ma mnie za głuptaska!”. Często niestety dopiero w gabinecie terapeuty partnerzy dowiadują się o sobie wzajemnie, o swoich poglądach, wzajemnych ocenach. Mówią: „Ty mi nigdy tego nie powiedziałeś/-łaś”.

Jak wiele razy w życiu kobieta może naprawdę kochać?

Kilka razy, to wynika z arytmetyki. Przyjmijmy, że przeciętna kobieta rozpoczyna życie erotyczne, mając 18 lat, a kończy w okolicach menopauzy. To jest około 30, maksimum 40 lat. Wiemy przy tym, że największa fascynacja, najsilniejsze uczucia, najmocniejsza więź trwa około trzech lat. A jeśli związek ma być rzeczywiście oparty na mocnych uczuciach, to nie zaczyna się z dnia na dzień ani nie rozpada z dnia na dzień bez śladu. Kobieta o ile nie ma osobowości histerycznej, nie przechodzi ze związku w związek bez chwili przerwy. Siłą rzeczy prawdziwych, głębokich relacji w życiu nie ma na ogół więcej niż kilka.

Te obliczenia mogą być jednak zaburzone choćby taką sytuacją, wcale nierzadką, gdy kobieta jest równocześnie zakochana w dwóch mężczyznach. Jednego kocha inaczej, i drugiego inaczej. I nie wie, którego bardziej.

Nie kocha się dwa razy tak samo?

Nie, bo ci mężczyźni są różni, chyba że kochałaby bliźniaków. Ale nie spotkałem takiej, która kochała bliźniaków i nie mogła się zdecydować, którego wybrać. A więc każdego kocha inaczej: jeden ją rozczula, drugi fascynuje intelektualnie, z jednym uwielbia spędzać czas we dwoje, z drugim najbardziej ją cieszy życie towarzyskie. Jeśli kocha dwóch, to na ogół marzy się jej połączenie ich cech, bo każdego kocha za co innego.

Czy często jest tak, że prawdziwa miłość przydarza się tylko raz w życiu?

Spotkałem wiele kobiet, które kochały tylko raz. I kiedy straciły obiekt uczuć, pozostały w tęsknocie po nim już do końca życia, nie umiały już się zakochać. Pierwsze zetknięcie z taką sytuacją miałem, spotykając narzeczone poległych w czasie wojny. Te miłości miały dodatkowy element martyrologii: on zginął w powstaniu, zesłany na Sybir czy rozstrzelany. To dodatkowo uświęca tę miłość, kobieta potem potrafi do końca życia w domu trzymać jego zdjęcie na ołtarzyku z kwiatami itp.

Ale i bez martyrologii zdarzają się kobiety, które potrafią kochać tylko raz. Co nie znaczy, że jeśli ten związek się skończył – z tej czy innej przyczyny – to one pozostają samotne. Nieraz zakładają rodziny, wiążą się z rozsądku, uprzedzając wręcz nowego partnera, że to nie jest „ta” miłość, że one kochają kogoś z przeszłości. Niektórym mężczyznom to nie przeszkadza i potrafią budować zupełnie udane związki, oparte z jego strony na miłości, ale z jej strony jedynie na szacunku, przywiązaniu.

Dlaczego nie potrafią zapomnieć?

Na ogół chodzi o sytuację, kiedy miłość została przerwana w swoim apogeum, w rozkwicie, w fazie największej fascynacji. Nie zdążyła się znudzić, spowszednieć, nie została osłabiona problemami codzienności. Taką miłość się kultywuje, podsyca wspomnieniami, zdjęciami. Z uczuciem, które nie miało szansy zmarnieć, bardzo trudno przecież konkurować. Istnieją natury skrajnie monogamiczne, które przez resztę życia nie potrafią sobie nawet wyobrazić intymności z kimś innym.

Kobieta potrafi kochać do końca życia też i takiego, który odszedł?

Tak, i pod jakimś względem jest to sytuacja znacznie trudniejsza, bardziej obciążająca niż śmierć ukochanego. Bo jeśli on żyje, to przecież zawsze jest nadzieja, prawda? Opuszczona kobieta może przez wiele lat snuć fantazje, że on na pewno tej innej nie kocha, że mogą się jeszcze zejść, że w końcu do niej wróci. Zakochana kobieta może do końca życia śledzić jego życie: rodzą mu się dzieci, wnuki, a ona się zastanawia, czy on często ją wspomina. Miałem taką pacjentkę, która już nigdy nie potrafiła się zakochać w innym. Tamto uczucie wciąż było dla niej żywe, mimo że racjonalnie zdawała sobie sprawę z tego, że nie ma już szans na spotkanie.

Nieraz bardzo mi żal kobiet, które weszły w układ z góry budowany jako tymczasowy: np. gdy on lojalnie zapowiedział, że nie opuści dla niej żony. Tyle że ów mężczyzna był dla kobiety kimś wyjątkowym; często słyszę frazę „nigdy nie spotkałam mężczyzny tej klasy”. Cóż z tego, skoro on odchodzi, rozstając się z nią w sposób grzeczny. Ona jednak już zawsze będzie wszystkich kolejnych porównywać z nim. Bo znacznie łatwiej jest piąć się w kolejnych związkach coraz wyżej, wiązać się z partnerami coraz pełniej spełniającymi nasze oczekiwania. Gorzej, jeśli tego najlepszego, intelektualnie porywającego, barwnego, męskiego, czułego itp. spotkamy na samym początku i nie możemy z nim zostać do końca. Wtedy pozostaje nam godzenie się na słabszych – pod takim czy innym względem – partnerów. A ciągłe porównywanie nie pozwala zapomnieć o tamtym. To nie znaczy, że po takiej miłości kobieta nigdy się nie zwiąże na stałe. Ale zrobi to raczej z przyczyn racjonalnych: żaden nie dorównał tamtemu, ale zegar biologiczny tyka i z kimś związać się trzeba. Ze wspomnień o tamtym oczywiście biorą się problemy w kolejnych związkach: bo kobieta nie ma dla partnera czułości, seks z nim jej nie cieszy.

Jak można się odkochać?

Jeśli mężczyzna odszedł, by związać się z inną, najczęstszą strategią – i to zupełnie skuteczną – jest wrogość. Kobieta porzucona deprecjonuje byłego kochanka, przypisuje mu wiele negatywnych cech, kreuje sobie jego obraz jako drania, i to jej pomaga: bo całe szczęście, że się z tym draniem nie związała; bo gdyby za niego wyszła, to zostawiłby ją w końcu dla młodszej itp.

To łatwe. Ale co, jeśli on był najwspanialszy na świecie?

Jeśli rozstali się w zgodzie, nie ma za co psów na nim wieszać, to pozostaje konsekwentne docenianie zalet obecnego partnera. Bo każdy jakieś zalety ma, ale aktualny partner może pozostawać wciąż w cieniu tamtej miłości, tak że kobieta nawet nie zauważa, w czym tkwią jego mocne strony. Trzyma się swojej oceny, że i tak nowy partner nie dorasta tamtemu do pięt, i ani sobie, ani jemu nie daje szansy zmienić tej opinii.

Wiele zmieniają też pojawiające się na świecie dzieci. Jeśli jeszcze partner sprawdza się w roli ojca, dostaje dodatkowe punkty: jest w końcu ojcem moich dzieci – rozumuje kobieta – i to dobrym ojcem. To potrafi zmienić jej uczucia względem niego.

Jak taka niespełniona miłość z przeszłości odbija się na pozostałych obszarach życia kobiety wiecznie zakochanej?

Kobieta przychodzi do terapeuty z seksualnym rozbudzeniem, z którym nie może sobie poradzić, bo inni partnerzy jej nie interesują, są dla niej denerwujący. Niespełnione uczucia może realizować w nieoczekiwany sposób. Pamiętam pacjentkę, której rodzina miała wielką pretensję, że ona próbuje pełnić rolę zastępczej matki dla własnej siostrzenicy. Ukochany tej kobiety zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach – nie wiadomo było, czy żyje, czy nie; były podejrzenia, że został zakwalifikowany do programu ochrony świadków czy też szpiegów, zmienił tożsamość i przeniósł się na koniec świata. Lecz ona o tym nie wiedziała, nie mogła przeżyć żałoby i pozostała na wiele lat z niespełnioną miłością, niezaspokojonym instynktem macierzyńskim. Zaczęła wręcz konkurować o miłość siostrzenicy z jej matką. Doprowadziła do konfliktu w rodzinie.

Istnieje test na miłość?

Tak, ale nie składa się z jednego prostego pytania. Przykładowy test zawarłem w swojej „Encyklopedii erotyki”, ma 35 pytań, które dopiero mogą nas przybliżyć do odpowiedzi. Wśród nich najprostsze to np.: „Czy sądzisz, że miłość jest istotną i podstawową aktywnością w twoim życiu”; „Czy jesteś gotowy oddać wszystko dla miłości”; „Czy jesteś gotowy znosić cierpienie, wyśmianie, a nawet upokorzenie”; ale także „Czy pragniesz być zakochany lub potrzebujesz miłości, aby czuć się bezpiecznie”; „Czy podczas pierwszego spotkania ukochanej/-nego poczułeś/-łaś uczucie przyciągania, mocnego pożądania”; „Czy ciągle myślisz o ukochanej osobie”; „Czy od początku codziennie pragniesz widzieć ukochaną osobę”; „Czy omawiacie plany na przyszłość”; „Czy zmysłowy, dotykowy kontakt z partnerem jest dla ciebie bardzo ważny”; „Czy odczuwasz duże zapotrzebowanie na seks”, itp.