Wydawca: WAB Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Lesbos. Najlepsze opowiadania erotyczne 2010 ebook

Kathleen Warnock

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Lesbos. Najlepsze opowiadania erotyczne 2010 - Kathleen Warnock

Zbiór został przygotowany przez uznaną pisarkę i wydawczynię oraz członkinie popularnego w USA zespołu Betty. Wśród kilkunastu autorek znalazły się pisarki, dziennikarki, muzyczki, blogerki i działaczki społeczne.

Piszą o tym, co dla nich najważniejsze i najbardziej podniecające. Epizody rodem z amerykańskich filmów drogi, kobiety przebrane za kaznodziejów, buntowniczki na motocyklach, przykładne żony, artystki i złodziejki – każda przeżywa inne miłosne uniesienia i seksualne przygody...

„Lesbos” to nie tylko opowiadania erotyczne – to również historie o poszukiwaniu tożsamości i przełamywaniu schematów.

 

Lesbos jak zwykle nie zawodzi. Różnorodność pomysłów, dynamiki, stylu sprawią, że w tej wciągającej i seksownej antologii każda znajdzie coś dla siebie.

„Lambda Literary”

Ciekawa odmiana po standardowych opowiadaniach erotycznych, które szybko stają się po prostu nudne.

elevatedifference.com

Opinie o ebooku Lesbos. Najlepsze opowiadania erotyczne 2010 - Kathleen Warnock

Fragment ebooka Lesbos. Najlepsze opowiadania erotyczne 2010 - Kathleen Warnock

Les­bos

Naj­lep­sze opo­wia­da­nia ero­tycz­ne 2010

Pod re­dak­cją Ka­th­le­en War­nockWy­bór i wstęp BET­TY

Prze­ło­żył An­drzej Pa­nas

Ty­tuł ory­gi­na­łu: Best Les­bian Ero­ti­ca 2010

Co­py­ri­ght © 2009 by Cle­is Press. All ri­ghts re­se­rved.

Co­py­ri­ght © for the Po­lish edi­tion by Gru­pa Wy­daw­ni­cza Fok­sal, MMXIII

Co­py­ri­ght © for the Po­lish trans­la­tion by Gru­pa Wy­daw­ni­cza Fok­sal, MMXIII

Wy­da­nie I

War­sza­wa

Słowo od wydawcy

Nig­dy wcze­śniej nie pi­sa­łam wstę­pów, ale za­kła­dam, że po­dob­nie jak w przy­pad­ku pu­blicz­nych wy­stą­pień, war­to za­cząć od po­dzię­ko­wań. Pra­gnę za­tem prze­ka­zać wy­ra­zy wdzięcz­no­ści Tri­stan Tao­r­mi­no, któ­ra nie tyl­ko za­po­cząt­ko­wa­ła se­rię Best Les­bian Ero­ti­ca, ale rów­nież spra­wi­ła – proś­bą i groź­bą – że ten ga­tu­nek stał się w ostat­nim dzie­się­cio­le­ciu waż­ny oraz roz­po­zna­wal­ny na ryn­ku. Wła­śnie dzię­ki niej po­wstał ów praw­dzi­wy ogród ziem­skich roz­ko­szy, któ­rym się obec­nie zaj­mu­ję. A za spra­wą wy­daw­ców z Cle­is, na­wet po jej re­zy­gna­cji, uda­ło nam się spra­wić, by ta se­ria wciąż mo­gła zy­ski­wać na zna­cze­niu.

Jak to się sta­ło, że za­ję­łam miej­sce Tri­stan? Zna­ły­śmy się już na po­cząt­ku na­szej ka­rie­ry pi­sar­skiej z ko­bie­cych i qu­eero­wych roc­ko­wo-li­te­rac­kich klu­bów No­we­go Jor­ku. Ku­pi­łam wte­dy eg­zem­plarz jej fan­zi­nu „Puc­ker Up” i po­my­śla­łam, że mo­gła­bym spró­bo­wać na­pi­sać les­bij­ski ka­wa­łek (ale oczy­wi­ście wcze­śniej mu­sia­łam wyjść z sza­fy). W koń­cu jed­nak zro­bi­łam i jed­no, i dru­gie, a moje opo­wia­da­nia za­czę­ły uka­zy­wać się w Best Les­bian Ero­ti­ca.

W nie­zwy­kle kre­atyw­nym oto­cze­niu w cen­trum mia­sta na­ty­ka­łam się cza­sa­mi na Tri­stan pod­czas po­pu­lar­nych les­bij­skich kon­cer­tów roc­ko­wych zwa­nych Frag­gle­rock. Wy­stę­po­wa­ły tam ko­bie­ce ze­spo­ły, zło­żo­ne z do­sko­na­łych mu­zy­ków, i gra­ły zwy­kle co­ve­ry zna­nych utwo­rów. Pew­ne­go wie­czo­ru słu­cha­łam, jak Eli­za­beth Ziff z ze­spo­łu BET­TY wraz z nie­mal czter­dzie­sto­oso­bo­wym chó­rem wy­ko­ny­wa­ła Bo­he­mian Rhap­so­dy ze­spo­łu Qu­een. Pu­blicz­ność wy­cią­gnę­ła w górę gwiaz­dy z fo­lii alu­mi­nio­wej, sta­nę­ła na ław­kach i śpie­wa­ła z głę­bi ser­ca.

Ze­spół BET­TY dłu­go na­le­żał do mo­ich ulu­bio­nych. Po raz pierw­szy zo­ba­czy­łam Aly­son, Amy i Eli­za­beth pod ko­niec lat osiem­dzie­sią­tych i mia­łam wra­że­nie, że bio­rą udział we wszyst­kich in­te­re­su­ją­cych wy­da­rze­niach: Frag­gle­rock i Squ­ueze­box, gra­ją na mar­szach w Wa­szyng­to­nie i kon­cer­tu­ją w tej do­sko­na­łej har­mo­nii, któ­ra sta­ła się ich zna­kiem roz­po­znaw­czym.

Są na­praw­dę świet­ne, my­śla­łam. Nie tyl­ko uta­len­to­wa­ne, ale i za­an­ga­żo­wa­ne w to, co ro­bią oraz try­ska­ją­ce hu­mo­rem. Prze­czy­ta­łam re­cen­zję Tip­ping the Vel-vet Eli­za­beth w „Bust”, więc to ona wpro­wa­dzi­ła mnie w twór­czość Saak Wa­ters. Kie­dy ro­bi­łam wy­wiad z ze­spo­łem dla „Rock­grl”, dziew­czy­ny po­wie­dzia­ły mi, że pra­cu­ją nad mu­si­ca­lem. Mo­głam na bie­żą­co ob­ser­wo­wać po­stę­py i cho­ciaż one same nie sko­rzy­sta­ły z za­pro­po­no­wa­ne­go prze­ze mnie ty­tu­łu (BET­TY’s Big Bang), to jed­nak cie­szy­ło mnie cie­płe przy­ję­cie, z ja­kim mu­si­cal BET­TY RU­LES spo­tkał się na sce­nie off-Broad­wayu, a po­tem na tra­sie kon­cer­to­wej.

Kie­dy do­sta­łam pro­po­zy­cję pra­cy jako… wy­daw­ca Best Les­bian Ero­ti­ca, za­czę­łam się za­sta­na­wiać, kto mógł­by mi po­móc w wy­bo­rze ma­te­ria­łów. Szu­ka­łam oso­by z wy­ro­bio­nym sma­kiem, wiel­ką in­tu­icją i umie­jęt­no­ścią znaj­do­wa­nia tego, co jest jed­no­cześ-nie sek­sow­ne i do­bre li­te­rac­ko.

Au­to­rzy tek­stów pio­se­nek uj­mu­ją waż­ny pro­blem w kil­ku­na­stu li­nij­kach, któ­re są za­rów­no do­bre sty­li­stycz­nie, cie­ka­we, jak i za­cho­wu­ją rytm. Ta­kie oso­by mu­szą nie­wąt­pli­wie mieć duży ta­lent. Dla­te­go po­pro­si­łam o po­moc Eli­za­beth (pro­du­cent­kę i sce­na­rzyst­kę zna­ne­go se­ria­lu te­le­wi­zyj­ne­go: „The L Word”), ale po­nie­waż wal­czy­ła wła­śnie z ra­kiem pier­si i nie mo­gła ro­bić wszyst­kie­go, za­pro­po­no­wa­ła swo­ją sio­strę Amy. A sko­ro po­ja­wi­ły się one dwie, nie spo­sób było się obyć bez Aly­son.

Za­tem wszyst­kie trzy, po­sia­da­ją­ce siłę dzie­się­ciu ty­się­cy, gdy two­rzą BET­TY, za­głę­bi­ły się w ma­szy­no­pi­sy, a to, co wy­bra­ły, wy­da­je się bar­dzo cie­ka­we i róż­no­rod­ne. Wspól­nie wy­bra­ły te­ma­ty: co po­cią­ga les­bij­ki i cze­go się boją.

Mu­szę od­no­to­wać fakt, że w tym roku na­pły­nę­ło spo­ro prac spo­za Sta­nów Zjed­no­czo­nych. W ni­niej­szym to­mie są opo­wia­da­nia au­to­rek z Ir­lan­dii, Au­stra­lii, Szwe­cji, Fran­cji i Nie­miec (a tak­że oso­by, któ­ra miesz­ka w mo­jej dziel­ni­cy). Moż­na tu zna­leźć pi­sar­ki, któ­re już go­ści­ły w tej se­rii, jak i kil­ka zu­peł­nie no­wych. Sta­ra­łam się też wspie­rać te au­tor­ki, któ­re nie pi­sa­ły jesz­cze opo­wia­dań ero­tycz­nych, ale wy­da­wa­ło mi się, że mogą stwo­rzyć coś cie­ka­we­go. Dla­te­go miło mi po­in­for­mo­wać, że są tu tak­że opo­wia­da­nia dra­ma­to­pi­sar­ki, po­dróż­nicz­ki oraz au­tor­ki scien­ce-fic­tion, któ­ra pro­wa­dzi wła­sny blog. Wciąż szu­kam cze­goś no­we­go, tak więc na bacz­no­ści po­win­ny się te­raz mieć po­et­ki, pa­mięt­ni­kar­ki czy ko­bie­ty pi­szą­ce o me­no­pau­zie.

Za­sta­na­wiam się też, kto mógł­by mi po­móc w przy­szło­rocz­nym wy­bo­rze.

Spo­dzie­waj­cie się za­tem nie­spo­dzie­wa­ne­go. Mi­łej lek­tu­ry.

Ka­th­le­en War­nock

Wstęp

czy mó­wi­łaś jej o nas

o tym, co ro­bi­ły­śmy

że krzy­cza­łaś, że po­szły­śmy gdzieś

gdzie nikt nie mógł nas pod­słu­chać

o świń­stwach, któ­re szep­ta­łam ci na ucho

czy mó­wi­łaś jej o nas

o tym, co ro­bi­ły­śmy

że za­czę­łam być bru­tal­na

że obie wpa­dły­śmy w szał

i że ten szał tak dłu­go trwał

czy mó­wi­łaś jej o nas

o tym, co ro­bi­ły­śmy

że było nam ra­zem bo­sko

o za­baw­kach, któ­rych wciąż chcia­łaś wię­cej

i jak za­wią­zać wę­zeł

czy mó­wi­łaś jej o nas

o tym, co ro­bi­ły­śmy

o co cię pro­si­łam,

jak pa­dłaś na ko­la­na i trzę­słaś się cała

i jak bła­ga­łaś, że­bym już prze­sta­ła

czy jej mó­wi­łaś

więc może le­piej to zrób!

Frag­ment pio­sen­ki Did You Tell Her ze­spo­łu BET­TY

I

Wszy­scy mamy na su­mie­niu ja­kieś grzesz­ki i albo je ukry­wa­my, albo nie. Nie spo­tka­łam jesz­cze ko­bie­ty – homo, he­te­ro czy o ja­kiejś in­nej orien­ta­cji – któ­ra nie przy­zna­ła­by się do choć­by ma­leń­kiej fan­ta­zji. Jed­ną z naj­bar­dziej pod­nie­ca­ją­cych rze­czy zwią­za­nych z kon­cer­ta­mi jest to, że przy oka­zji od­by­wa się nie­zwy­kle oso­bi­ste roz­mo­wy z ludź­mi z ca­łe­go świa­ta. Ze wzglę­du na brak cza­su nie­zna­jo­mi czę­sto od razu prze­cho­dzą do rze­czy i nie owi­ja­ją ni­cze­go w ba­weł­nę. Mó­wią wprost o po­żą­da­niu i za­spo­ko­je­niu. To mnie fa­scy­nu­je.

Po kon­cer­cie BET­TY w Atlan­cie z przy­jem­no­ścią usia­dłam na ta­ra­sie dys­ko­te­ki, trzy­ma­jąc w dło­ni piwo i wy­sta­wia­jąc twarz do wia­tru, w któ­rym wy­czu­wa­łam lek­ki za­pach kwia­tów. Ko­bie­ta obok wes­tchnę­ła. Za­czę­ły­śmy roz­ma­wiać, a po chwi­li cie­szy­łam się, że sie­dzi­my w pół­mro­ku, po­nie­waż aż się za­ru­mie­ni­łam z po­wo­du jej opo­wie­ści. Gdy­by zo­ba­czy­ła moje za­że­no­wa­nie, za­pew­ne za­raz by prze­rwa­ła, a ja wca­le tego nie chcia­łam. By­łam urze­czo­na.

Z całą pew­no­ścią je­stem naj­bar­dziej kon­ser­wa­tyw­ną człon­ki­nią na­sze­go ze­spo­łu. Kształ­ci­łam się w Ka­ri­la­gan Fi­ni­shing Scho­ol i bra­łam udział w nie­zli­czo­nych dy­plo­ma­tycz­nych przy­ję­ciach ro­dzi­ców, pod­czas któ­rych wszyst­kie pi­kant­ne in­for­ma­cje ubie­ra­ło się w ta­kie sło­wa, by trud­no je było roz­szy­fro­wać. Za­pew­ne dla­te­go zde­cy­do­wa­łam się na pra­cę z ko­bie­ta­mi, któ­re mó­wią gło­śno i od­waż­nie, tak­że o in­tym­nych szcze­gó­łach swo­je­go ży­cia. Na­wet po dwu­dzie­stu la­tach Eli­za­beth i Amy Ziff po­tra­fią mnie za­szo­ko­wać, co spra­wia im ol­brzy­mią ra­dość. Na szczę­ście bar­dzo to lu­bię, choć sama nie po­tra­fię mó­wić tak otwar­cie.

Czy ro­dzaj dźwię­ko­we­go pod­glą­dac­twa moż­na okre­ślić jako pod­słu­chac­two? Je­śli tak, to je­stem wła­śnie taką „pod­słu­chacz­ką” i po­dob­nie jak król Sza-chri­jar z Księ­gi ty­sią­ca i jed­nej nocy, wciąż łak­nę sma­ko­wi­tych opo­wie­ści.

Spo­tka­na w Atlan­cie ko­bie­ta opo­wia­da­ła mi z po­chy­lo­ną gło­wą o swo­jej by­łej. Ko­cha­ła swo­ją nową dziew­czy­nę, ale nie po­tra­fi­ła zre­zy­gno­wać z ko­bie­ty, do któ­rej wzdy­cha­ła z nie­uko­jo­ne­go po­żą­da­nia w cza­sie dusz­nych nocy w Geo­r­gii. Wie­dzia­ła, że to śle­py za­ułek, jed­nak nie po­tra­fi­ła zre­zy­gno­wać ze skom­pli­ko­wa­ne­go związ­ku na rzecz pro­stej i peł­nej mi­ło­ści re­la­cji. A ja słu­cha­łam tego wszyst­kie­go, sta­ra­jąc się to ogar­nąć.

W cza­sie lotu po­wrot­ne­go za­sta­na­wia­łam się, czy mo­gła­bym prze­żyć coś ta­kie­go. Pró­bo­wa­łam ob­sa­dzać sie­bie w róż­nych ro­lach jej dra­ma­tu, sta­ra­jąc się zde­cy­do­wać, w któ­rej wy­pa­dła­bym naj­bar­dziej au­ten­tycz­nie. Wraz z upły­wem ko­lej­nych ki­lo­me­trów je­den sce­na­riusz za­mie­niał się w dru­gi, a gdy wy­lą­do­wa­li­śmy, mia­łam go­to­wą nową pio­sen­kę pod ty­tu­łem Geo­r­gia.

Jed­ną z naj­wspa­nial­szych ludz­kich wła­ści­wo­ści jest umie­jęt­ność two­rze­nia zu­peł­nie no­wych świa­tów. Wy­obraź­nia daje nam wię­cej barw, za­pa­chów i dźwię­ków, niż może do­star­czyć zwy­kłe ży­cie. Im wię­cej słu­cha­my, czy­ta­my i wie­my, tym bo­gat­szy jest nasz we­wnętrz­ny świat. Po­dob­nie jak dzie­ci, któ­re wie­rzą w zam­ki i smo­ki, mo­że­my spra­wić, że na­sze sny i ma­rze­nia sta­ną się za­ra­zem rze­czy­wi­ste i ma­gicz­ne.

Do tego tomu zgło­szo­no wie­le do­sko­na­łych hi­sto­rii i to prak­tycz­nie z ca­łe­go świa­ta. Wy­bra­łam te, któ­re w po­głę­bio­ny spo­sób po­ka­zu­ją sy­tu­acje, w któ­rych urze­czy­wist­nia­ją się ma­rze­nia. We wszyst­kich moż­na zna­leźć baj­ko­we zda­rze­nia na mia­rę Ali­cji, któ­ra przez kró­li­czą norę do­sta­je się do wła­snej Kra­iny Cza­rów, tak praw­dzi­wej, że aż za­pie­ra dech w pier­siach.

Nie­któ­re z nich mó­wią o mrocz­nych, nie­zna­nych mi spra­wach, ale czu­łam się zmu­szo­na je tu włą­czyć ze wzglę­du na wspo­mnia­ną dziew­czy­nę o smut­nych oczach z Geo­r­gii. Pro­wa­dzą one w dół po śli­skich scho­dach wprost do wil­got­ne­go, peł­ne­go po­żą­da­nia świa­ta, w któ­rym… No cóż, za­pra­szam do lek­tu­ry.

Aly­son Pal­mer

II

Czy jest coś lep­sze­go niż czas spę­dzo­ny z do­brą książ­ką?

Moż­li­we.

Na przy­kład książ­ka, któ­ra zmu­sza do tego, by spę­dzić z nią czas. Taka książ­ka, któ­ra wy­peł­nia całą na­szą wy­obraź­nię…

A wy­obraź­nia i seks zwy­kle się ze sobą łą­czą, two­rząc coś, co po­tra­fi wy­rwać nas ze zwy­kłej co­dzien­no­ści. Dla­te­go mu­szę po­wie­dzieć, że z praw­dzi­wą przy­jem­no­ścią prze­czy­ta­łam wszyst­kie opo­wia­da­nia i wy­bra­łam te, któ­re, moim zda­niem, po­win­ny za­spo­ko­ić czy­tel­nicz­ki. Ich au­tor­ki po­tra­fią uka­zać ko­bie­ty w na­praw­dę cie­ka­wych sy­tu­acjach.

Za­tem od­pręż­cie się i za­cznij­cie czy­tać.

Czy­taj­cie same albo w to­wa­rzy­stwie przy­ja­ciół­ki lub ko­chan­ki.

A je­śli któ­raś czy­tel­nicz­ka ze­chce mi po­dzię­ko­wać za wy­bór, je­stem pew­na, że znaj­dę coś, co po­mo­że jej się od­wdzię­czyć.

Za­cho­wam to dla sie­bie.

Bon ap­pétit.

Amy Ziff

III

Zwy­kle to ja je­stem stro­ną czyn­ną w związ­ku. Sama fraj­da: pod­ry­wam dziew­czy­ny i dzię­ki otwar­to­ści ro­dzi­ców i fe­mi­ni­stycz­nym po­glą­dom mo­jej mamy nie mam tu żad­nych za­ha­mo­wań. Ale nie­jed­no­krot­nie mam tego do­syć. Cho­dzi o to, że cza­sa­mi to ja chcę być pod spodem. Nie wa­haj się, by wy­ko­nać pierw­szy ruch. Zrób to z uśmie­chem. Mów o swo­ich fan­ta­zjach. Umiej za­sza­leć. Nie chcę być za­wsze tą, któ­ra wszyst­ko ini­cju­je, bo może się to stać cho­ler­nie nud­ne. Dla­te­go z przy­jem­no­ścią stwier­dzi­łam, że les­bij­skie opo­wia­da­nia ero­tycz­ne są co­raz lep­sze. Te­raz same po­tra­fi­my wy­bie­rać i nie bo­imy się tego, co nas krę­ci. Nie­któ­re z opo­wia­dań wy­da­ły mi się bar­dzo cie­ka­we, inne zaś mnie pod­nie­ci­ły – a o to wła­śnie w tym wszyst­kim cho­dzi, praw­da? Mu­szę po­wie­dzieć, że trud­no mi było osią­gnąć ten stan po wal­ce z ra­kiem pier­si i bar­dzo cięż­kiej te­ra­pii, a jed­nak opo­wia­da­nia bar­dzo mi w tym po­mo­gły… Wciąż mam w gło­wie kil­ka ob­ra­zów i cóż, może już wkrót­ce… Zresz­tą same wie­cie. Na ra­zie za­chę­cam do lek­tu­ry.

Niech żyją mi­łość i seks.

Eli­za­beth Ziff

Girona 1960Stella Sandberg

Ja­mie spo­tka­ła ko­lej­ne­go sa­mot­ne­go mo­to­cy­kli­stę w Pi­re­ne­jach. Zrów­na­ła się z nim, po­zwa­la­jąc, by sil­nik pra­co­wał wy­mow­nie. Tam­ten od razu zro­zu­miał, o co cho­dzi. Ści­ga­li się na wą­skich ser­pen­ty­nach, ma­jąc z jed­nej stro­ny ska­ły, a z dru­giej urwi­sko, co wpra­wi­ło ją nie­mal w eks­ta­zę.

Je­cha­ła tak od wie­lu dni, wciąż kie­ru­jąc się na po­łu­dnie, nie mo­gąc po­zbyć się tego nie­po­ko­ju, któ­ry wy­wo­ły­wa­ła w niej zima. Te­raz zro­zu­mia­ła, że wła­śnie tego jej było trze­ba, że musi wy­ci­snąć z sie­bie i z mo­to­cy­kla, ile tyl­ko się da. Je­cha­ła szyb­ko, nie­któ­rzy uzna­li­by, że wręcz nie­bez­piecz­nie szyb­ko, ale do­sko­na­le wie­dzia­ła, co robi. Utrzy­my­wa­ła bez­piecz­ną pręd­kość i je­cha­ła tak, jak­by do­kądś zmie­rza­ła – jak­by mia­ła do­je­chać tam, gdzie cze­ka na nią po­czu­cie wol­no­ści. Jed­nak to po­czu­cie mo­gła mieć tyl­ko w dro­dze, kie­dy po pro­stu pę­dzi­ła przed sie­bie. Nie­mal o tym za­po­mnia­ła.

Czu­ła sza­cu­nek dla nie­zna­jo­me­go, któ­ry się z nią ści­gał. Fa­cet znał się na rze­czy. Nie na­ra­żał ży­cia ot tak so­bie, ale roz­waż­nie ma­new­ro­wał na wą­skiej dro­dze. Miał jed­nak słab­szy sil­nik niż jej NSU Max. Kie­dy w koń­cu zo­sta­wi­ła go z tyłu, obej­rza­ła się przez ra­mię i do­strze­gła, że się pod­dał. Za­trzy­ma­ła się na po­bo­czu, a on po chwi­li też zje­chał z dro­gi.

Miał na gło­wie sta­ro­świec­ki skó­rza­ny kask i go­gle pi­lo­ta. Ja­mie no­si­ła tyl­ko ciem­ne oku­la­ry, a na­sma­ro­wa­ne po­ma­dą wło­sy zwią­za­ła z tyłu, tak by sta­wia­ły jak naj­mniej­szy opór. Męż­czy­zna zdjął oku­la­ry i spoj­rzał na nią. Miał ja­sne wło­sy i de­li­kat­ne rysy, przy­po­mi­na­ją­ce tro­chę grec­kie po­są­gi: Ado­ni­sa, Her­me­sa, czy może… Ka­tha­ri­ne Hep­burn z fil­mu Chri­sto­pher Strong.

– Więc ty też!? – wy­krzyk­nę­ła zdzi­wio­na.

– Och, my­śla­łam, że je­steś Hisz­pa­nem – rzu­ci­ła tam­ta, roz­ba­wio­na ca­łym qui pro quo. – To z po­wo­du tych ciem­nych wło­sów.

Po­pa­trzy­ły na sie­bie z nie­do­wie­rza­niem i wy­mie­ni­ły uści­ski dło­ni.

– Ja­mie.

– Char­lie – przed­sta­wi­ła się tam­ta i za­raz do­da­ła: – Po­ko­na­ła­bym cię, gdy­bym mia­ła wła­sny mo­to­cykl. Ten po­ży­czy­łam.

Ja­mie spoj­rza­ła na nią z za­in­te­re­so­wa­niem.

– Tak? A na czym jeź­dzisz?

– BMW R24. No, to może tro­chę sta­ry mo­del. – Char­lie za­ru­mie­ni­ła się jak oso­ba przy­zwy­cza­jo­na do tego, że ma wszyst­ko naj­now­sze.

– To nie jest ta­kie waż­ne – za­uwa­ży­ła Ja­mie. – Trze­ba przede wszyst­kim znać ma­szy­nę.

– Tak, znam ją! – za­pew­ni­ła Char­lie. – To zna­czy… zna­łam. Kie­dyś, daw­no temu…

– Wte­dy trud­no prze­grać – po­wie­dzia­ła Ja­mie, my­śląc o tym, jak sama zna swój mo­to­cykl i po­tra­fi wy­czy­tać wszyst­ko z jego pra­cy i drże­nia mię­dzy uda­mi.

Ja­mie pod­czas roz­mo­wy skrę­ci­ła pa­pie­ro­sa i wrę­czy­ła go Char­lie. Za­nim zro­bi­ła ko­lej­ne­go dla sie­bie, po­da­ła ogień, a ten gest spra­wił, że dziew­czy­na się zno­wu za­ru­mie­ni­ła.

– Gdy­bym cię po­zna­ła, gdy mia­łam dwa­dzie­ścia lat, na pew­no by­ła­bym bar­dziej bez­po­śred­nia! – wy­krzyk­nę­ła.

Ja­mie unio­sła brwi.

– Wy­da­wa­ło mi się, że nie masz wie­le wię­cej – rzu­ci­ła.

– Mam trzy­dzie­ści – za­śmia­ła się Char­lie, a drob­ne zmarszcz­ki, ja­kie po­ja­wi­ły się wo­kół jej oczu, wy­da­wa­ły się to po­twier­dzać. – Jako dwu­dzie­sto­lat­ka uwa­ża­łam, że dziew­czy­ny są strasz­nie głu­pie. Za­ko­cha­łam się w jed­nym chło­pa­ku, któ­ry miał mo­to­cykl, ale chy­ba przede wszyst­kim cho­dzi­ło mi o ma­szy­nę… Kie­dy pa­trzy­łam, jak je­dziesz, uświa­do­mi­łam so­bie kil­ka rze­czy…

– Dzie­sięć lat temu cho­dzi­łam do szko­ły z in­ter­na­tem – po­wie­dzia­ła Ja­mie, pró­bu­jąc ukryć za­że­no­wa­nie.

Dzi­wi­ło ją, że Char­lie do niej ude­rza. Wy­da­wa­ło jej się, że obie są butch i w związ­ku z tym nie­wie­le z tego bę­dzie. Ale może Char­lie wca­le nie była butch, na co wska­zy­wa­ły­by jej wcze­śniej­sze uczu­cia do fa­ce­ta. Ja­mie nig­dy nie mo­gła­by się za­ko­chać w chło­pa­ku, na­wet gdy­by jeź­dził har­ley­em. Ona sama chcia­ła być har­ley­ow­cem i pod­ry­wać dziew­czy­ny in­nych mo­to­cy­kli­stów. I choć one wy­ka­zy­wa­ły za­in­te­re­so­wa­nie, nie mo­gła tego ro­bić, bo prze­cież szyb­ko wy­szło­by na jaw, że nie jest fa­ce­tem. Dla­te­go za­wsze uda­wa­ła, że in­te­re­su­je ją sama jaz­da, a nie dziew­czy­ny.

Jed­nak Char­lie, któ­ra na­tych­miast ją przej­rza­ła, wy­da­wa­ła się jej pra­gnąć. Dla Ja­mie sy­tu­acja pach­nia­ła no­wo­ścią. To ona za­wsze była my­śli­wym, nig­dy zwie­rzy­ną. Uwa­ża­ła, że tak jest do­brze, cho­ciaż, praw­dę mó­wiąc, nie­wie­le o tym my­śla­ła.

Wy­pa­li­ły w mil­cze­niu. Gdy zga­si­ły nie­do­pał­ki, Char­lie za­py­ta­ła Ja­mie, do­kąd je­dzie. W od­po­wie­dzi dziew­czy­na je­dy­nie wzru­szy­ła ra­mio­na­mi.

– To tak jak ja! – ucie­szy­ła się Char­lie. – Masz ocho­tę na to­wa­rzy­stwo?

– Ja­sne.

Ja­mie nie mia­ła nic prze­ciw­ko. Wło­ży­ła skó­rza­ne rę­ka­wi­ce i oku­la­ry, któ­re wcze­śniej za­tknę­ła za pa­sek i obie po­now­nie uru­cho­mi­ły sil­ni­ki. Ja­mie je­cha­ła pierw­sza do Gi­ro­ny. Z ja­kichś po­wo­dów – było już za póź­no na sje­stę – mia­stecz­ko jak gdy­by zu­peł­nie wy­mar­ło. Z tru­dem uda­ło im się zna­leźć otwar­ty sklep, w któ­rym ku­pi­ły piwo, by spłu­kać z gar­deł po­dróż­ny kurz. Zie­wa­ją­cy, ły­sa­wy sprze­daw­ca ga­pił się na nie, ale nie py­tał o płeć czy o to, co ro­bią w tym miej­scu.

Po­je­cha­ły na wzgó­rze z ka­te­drą, z któ­re­go roz­cią­gał się wi­dok na oko­li­cę. Po dro­dze nie spo­tka­ły ży­wej du­szy, plac przed świą­ty­nią też świe­cił pust­ka­mi i nikt im nie prze­szka­dzał, kie­dy usia­dły so­bie na mur­ku i, nie ba­cząc na cha­rak­ter miej­sca, otwo­rzy­ły piwo. W świe­tle za­cho­dzą­ce­go słoń­ca da­chy pło­nę­ły żół­tym bla­skiem, a od­le­głe góry mie­ni­ły się błę­ki­tem. Char­lie zdję­ła kask i jej krót­kie rude wło­sy na­bra­ły mie­dzia­ne­go po­ły­sku. Z nie­sfor­ny­mi ko­smy­ka­mi oka­la­ją­cy­mi jej twarz wy­glą­da­ła na mniej niż trzy­dzie­ści lat.

– Dla­cze­go jeź­dzisz po Hisz­pa­nii na po­ży­czo­nym mo­to­cy­klu? – spy­ta­ła Ja­mie. Cie­ka­wość wzię­ła górę nad wro­dzo­ną dys­kre­cją.

– Ucie­kam – od­par­ła Char­lie i się skrzy­wi­ła.

Ja­mie nie chcia­ła na­ci­skać, ale po chwi­li Char­lie sama pod­ję­ła te­mat.

– Ucie­kam przed uko­cha­ną. Nie li­czę na to, że mi się uda. Je­stem jak ma­rio­net­ka i te­raz tyl­ko spraw­dzam, jak da­le­ko się­ga­ją sznur­ki. Uda­ję, że mam ja­kieś wła­sne ży­cie.

Mó­wi­ła to wszyst­ko z uśmie­chem, ale lek­ki ton brzmiał nie­zbyt szcze­rze. Ja­mie zmarsz­czy­ła brwi i po­pa­trzy­ła na nią ze współ­czu­ciem, ale nic nie po­wie­dzia­ła.

– A ty od cze­go ucie­kasz?

– Skąd wiesz, że w ogó­le ucie­kam?

Char­lie na­wet nie pró­bo­wa­ła od­po­wie­dzieć, a Ja­mie wzru­szy­ła po chwi­li ra­mio­na­mi.

– No do­bra, ja też ucie­kam od swo­jej dziew­czy­ny.

Nie my­śla­ła o tym wcze­śniej w ten spo­sób, ale te­raz zro­zu­mia­ła, że tak wła­śnie jest. Ucie­ka­ła od Do­ris, któ­ra wo­la­ła ka­rie­rę dzien­ni­kar­ki od wspól­ne­go ży­cia za kie­row­ni­cą. Do­ris, przy któ­rej czu­ła się nie­po­trzeb­na, jak go­spo­dy­ni do­mo­wa, jaką nie chcia­ła zo­stać. Oczy­wi­ście mo­gła wi­nić za to wio­snę, czu­ła ją w po­wie­trzu i we krwi, ale wie­dzia­ła, że praw­da wy­glą­da in­a­czej.

– Czy ona też jest… taka jak my? – Ja­mie nie wie­dzia­ła, jak za­dać to py­ta­nie.

Nig­dy nie na­le­ża­ła do wścib­skich, ale wo­la­ła my­śleć o ży­ciu mi­ło­snym Char­lie niż o swo­im. Poza tym in­try­go­wa­ło ją to, że obie naj­wy­raź­niej są butch, a jed­nak… ja­koś się do­ga­du­ją.

– O nie, jest bar­dzo ko­bie­ca, je­śli o to py­tasz – od­po­wie­dzia­ła ze śmie­chem Char­lie. – Ale tyl­ko spró­buj ją tak trak­to­wać! Mo­żesz być twar­da, ale to ona trzy­ma cię na krót­kiej smy­czy.

Ja­mie mil­cza­ła przez chwi­lę, ale w koń­cu za­da­ła to py­ta­nie:

– Więc dla­cze­go z nią je­steś?

– Nig­dy nie mia­łaś po­ku­sy, by się pod­dać? – spy­ta­ła Char­lie, uży­wa­jąc po­pu­lar­ne­go okre­śle­nia.

Ja­mie nie od­po­wie­dzia­ła. Piły piwo, cie­sząc się wi­do­kiem oraz wła­snym to­wa­rzy­stwem. Na­gle Char­lie od­sta­wi­ła bu­tel­kę z taką siłą, że aż wy­pły­nę­ła z niej pia­na, za­rzu­ci­ła ra­mio­na na szy­ję Ja­mie i po­ca­ło­wa­ła ją z dzie­cię­cą nie­cier­pli­wo­ścią.

– Ojej! – wes­tchnę­ła Ja­mie, kie­dy ode­rwa­ły się od sie­bie.

Mia­ła za­miar po­wie­dzieć coś jesz­cze, że nie może tego zro­bić swo­jej dziew­czy­nie, tyl­ko dla­te­go że od niej ucie­ka, ale sło­wa ja­koś nie chcia­ły przejść przez gar­dło. Do­ris nig­dy jej tak nie ca­ło­wa­ła. Do­ris cze­ka­ła, aż to ona ją po­ca­łu­je, weź­mie na ręce i za­nie­sie do łóż­ka. Ale Ja­mie nie chcia­ła w tej chwi­li o tym my­śleć. Wie­dzia­ła, że robi źle, dla­te­go po­sta­no­wi­ła o tym nie my­śleć.

– Chodź­my gdzieś – za­pro­po­no­wa­ła Char­lie, od któ­rej ema­no­wa­ła pew­ność, że do­sta­nie to, cze­go chce.

Ja­mie ski­nę­ła gło­wą i ru­szy­ły na spa­cer wo­kół ka­te­dry, szu­ka­jąc ja­kie­goś ustron­ne­go miej­sca. Zna­la­zły w koń­cu ka­wa­łek traw­ni­ka od­gro­dzo­ny od pla­cu ko­ściel­nym pło­tem, a od zbo­cza ka­mien­nym mu­rem. Wią­za­ło się to z ogrom­nym ry­zy­kiem. Gdy­by je zła­pa­no, nie mia­ły­by do­kąd ucie­kać, ani jak – ze spodnia­mi wo­kół ko­stek. Akty ho­mo­sek­su­al­ne były za­ka­za­ne w Hisz­pa­nii, nie mó­wiąc o tym, że znaj­do­wa­ły się w ka­to­lic­kim kra­ju, gdzie z pew­no­ścią ist­nia­ły też ja­kieś pra­wa za­ka­zu­ją­ce pie­prze­nia się obok ko­ścio­ła.

Przez mo­ment sta­ły, pa­trząc so­bie w oczy i nie wie­dzia­ły, jak za­cząć. Ja­mie nie przy­szła tu­taj za dziew­czy­ną butch, żeby te­raz sa­mej prze­jąć ini­cja­ty­wę. Jed­nak po­mysł, by Char­lie od­gry­wa­ła rolę ko­bie­ty wy­dał jej się tak ab­sur­dal­ny, że przez chwi­lę mia­ła wi­zję, jak obie wy­bu­cha­ją śmie­chem, wra­ca­ją do pi­cia piwa i kum­pel­skiej po­ga­węd­ki.

W koń­cu Char­lie moc­no ją po­ca­ło­wa­ła i przy­par­ła do muru. Było to dziw­ne, ale nie nie­przy­jem­ne. Po chwi­li za­czę­ła tra­cić od­dech, a Char­lie ocie­ra­ła się udem o jej kro­cze, tak że na­brzmia­ła jej łech­tacz­ka. Ru­do­wło­sa nie tra­ci­ła cza­su: roz­pię­ła pa­sek i roz­po­rek Ja­mie i wło­ży­ła dłoń w jej majt­ki. Po­cią­gnę­ła za kęp­kę wil­got­nych wło­sów, bar­dziej przez nie­ostroż­ność, niż żeby za­dać jej ból.

Ja­mie syk­nę­ła lek­ko, kie­dy tam­ta do­tknę­ła jej wraż­li­wej łech­tacz­ki, a Char­lie uzna­ła to za znak, że po­win­na uni­kać zbyt bru­tal­nych piesz­czot. Za­czę­ła więc prze­su­wać dło­nią po jej wil­got­nej cip­ce i za­nim Ja­mie się spo­strze­gła, wsu­nę­ła w nią pa­lec. Ja­mie nig­dy ni­ko­mu – na­wet Do­ris – nie po­zwa­la­ła na coś po­dob­ne­go. Ta­kich rze­czy po pro­stu nie po­win­no się ro­bić. Jed­nak te­raz się nie opie­ra­ła, dzi­wiąc się tej słod­ko-gorz­kiej piesz­czo­cie. My­śla­ła, że jest bar­dziej od­por­na, ale wy­star­czy­ła jed­na chłop­czy­ca nie­po­dob­na do żad­nej in­nej spo­tka­nej wcze­śniej ko­bie­ty, a już sta­ła się bez­bron­na.

Char­lie pie­ści­ła ją przez ja­kiś czas dło­nią, ca­łu­jąc i gry­ząc jej usta. Dru­gą ręką obej­mo­wa­ła ją za szy­ję – do­ty­ka­ła de­li­kat­nych ni­czym pu­szek wło­sków. Ja­mie czu­ła ciar­ki na ple­cach. Na­wet nie przy­pusz­cza­ła, że ma tak wraż­li­wą szy­ję. Wie­lu rze­czy jesz­cze nie wie­dzia­ła na swój te­mat. Na przy­kład tego, jak bar­dzo pra­gnie stra­cić pa­no­wa­nie nad sobą.

Char­lie ob­ró­ci­ła ją twa­rzą do muru, wciąż pie­prząc ją pal­ca­mi. Dru­ga dłoń prze­su­nę­ła się ni­żej i Char­lie za­czę­ła ugnia­tać mu­sku­lar­ne po­ślad­ki Ja­mie. Na chwi­lę ruda prze­sta­ła ją ob­ma­cy­wać i za­ję­ła się czymś in­nym, za­pew­ne wła­snym roz­por­kiem.

Coś wsu­nę­ło się w nią od tyłu; coś więk­sze­go i gład­sze­go niż pa­lec. Nie było to zim­ne – za­pew­ne ogrza­ło się w spodniach Char­lie. Ja­mie była za­szo­ko­wa­na. Nig­dy cze­goś ta­kie­go nie do­świad­czy­ła. Okrut­na ko­chan­ka Char­lie musi po­sia­dać spo­ro po­dob­ne­go sprzę­tu.

Po­czu­ła ukłu­cie, co nie mo­gło dzi­wić, bo w sen­sie tech­nicz­nym wciąż była dzie­wi­cą. Jed­nak Ja­mie nie przej­mo­wa­ła się nie­wiel­kim bó­lem. Przy­po­mi­nał on coś w ro­dza­ju po­ku­ty. Wie­dzia­ła, że je­dy­ne, co może w tej chwi­li zro­bić, to zre­lak­so­wać się i pod­dać. Gdy­by się na­prę­ży­ła, ból stał­by się moc­niej­szy, a nie uwa­ża­ła, by jej grze­chy na­le­ża­ły do aż tak cięż­kich. Char­lie na pew­no by nie prze­sta­ła. Wy­glą­da­ła na miłą dziew­czy­nę, może tro­chę zbyt śmia­łą, ale prze­cież nie pa­so­wa­ły do sie­bie. Przy­najm­niej ta­kie od­no­si­ła wra­że­nie… Jed­nak była w niej ja­kaś dzi­kość, któ­ra mo­gła wy­ni­kać z tego, że ko­chan­ka trak­to­wa­ła ją jak za­baw­kę. Ja­mie wy­czu­wa­ła to w ru­chach Char­lie, w spo­so­bie, w jaki so­bie z nią po­czy­na­ła.

Dla­te­go od­prę­ży­ła się i przyj­mo­wa­ła to, co tam­ta mo­gła jej dać. Char­lie trzy­ma­ła ją moc­no i pew­nie, za­ci­ska­jąc obie dło­nie na jej łech­tacz­ce. Z każ­dym ru­chem bio­der na­si­lał się też ich ucisk. Ja­mie mia­ła nie­zwy­kle wraż­li­wą łech­tacz­kę. Zda­rza­ło się, że czu­ła roz­kosz od sa­mej jaz­dy mo­to­rem. Pew­nie to samo do­ty­czy­ło Char­lie, któ­ra te­raz dy­sza­ła, ocie­ra­jąc się o jej po­ślad­ki. Zna­czy­ło to, że ła­two jej osią­gnąć or­gazm, ale z dru­giej stro­ny nig­dy wcze­śniej nie mia­ła sztucz­ne­go człon­ka w cip­ce. Zwy­kle czu­ła ko­lej­ne skur­cze jako nie­okre­ślo­ne spa­zmy, ale te­raz mię­śnie jej po­chwy mia­ły się na czym za­ci­snąć, a za każ­dym ra­zem, gdy tak się dzia­ło, roz­kosz jesz­cze się na­si­la­ła. Do­zna­nie oka­za­ło się tak in­ten­syw­ne, że nie mo­gła po­wstrzy­mać jęk­nię­cia.

Za­do­wo­lo­na z tego Char­lie pu­ści­ła ją i po chwi­li sama osią­gnę­ła or­gazm. Ja­mie usły­sza­ła jej głę­bo­kie wes­tchnie­nie tuż przy swo­im uchu. Po­czu­ła ła­sko­ta­nie jej ru­dych locz­ków, kie­dy Char­lie opar­ła czo­ło o jej bark. Trwa­ło to jed­nak chwi­lę i nim Ja­mie zdo­ła­ła się ogar­nąć, Char­lie już była ubra­na i je­dy­nie jej przy­spie­szo­ny od­dech i za­czer­wie­nio­ne po­licz­ki mo­gły wska­zy­wać na to, że coś tu się przed chwi­lą wy­da­rzy­ło. Ja­mie opie­ra­ła się cięż­ko o ko­ściel­ny mur i wal­czy­ła z roz­por­kiem, któ­re­go nie mo­gła za­su­nąć. A prze­cież to ona za­wsze była tak chłod­na i po­zbie­ra­na!

W koń­cu do­szła do sie­bie i zno­wu usia­dły na ni­skim mur­ku z wi­do­kiem na oko­li­cę i za­pa­li­ły pa­pie­ro­sa. Ja­mie mia­ła mięk­kie ko­la­na i wie­dzia­ła, że w naj­bliż­szym cza­sie nie bę­dzie mo­gła wsiąść na mo­tor. Pa­sem­ko wło­sów od­kle­iło się od po­sma­ro­wa­nej bry­lan­ty­ną fry­zu­ry, a poza tym mia­ła zu­peł­nie mo­kre kro­cze. Zwy­kle nie była tak mo­kra, no ale też zwy­kle nie da­wa­ła się tak pie­przyć.

– Nie wie­dzia­łam, że je­steś taka do­mi­nu­ją­ca – rzu­ci­ła Ja­mie.

– Nie zro­bi­ła­bym tego, gdy­by nie pew­ność, że je­steś na to go­to­wa – po­wie­dzia­ła Char­lie, zno­wu słod­ka i cza­ru­ją­ca.

– Jak się tego do­my­śli­łaś? Prze­cież ja sama tego nie wie­dzia­łam.

– Och, po pro­stu wiem ta­kie rze­czy – rze­kła lek­kim to­nem ru­do­wło­sa dziew­czy­na. – Sama nie wie­dzia­łam, że tego pra­gnę, aż kie­dyś to się zda­rzy­ło.

– Czę­sto tak się ko­chasz? – Cie­ka­wość zno­wu wzię­ła górę nad po­wścią­gli­wo­ścią.

Char­lie wzru­szy­ła ra­mio­na­mi, a po­tem się uśmiech­nę­ła.

– Nie za czę­sto. Zwy­kle ro­bię to z moją part­ner­ką, więc mu­szę być ła­god­na jak ba­ra­nek.

– Więc to ona… cię bie­rze? – Ja­mie wie­dzia­ła, że to nie jej spra­wa, ale po tym, co się tu przed chwi­lą zda­rzy­ło, chcia­ła po pro­stu wie­dzieć.

– Mnie re­gu­lar­nie. Cza­sa­mi też inne dziew­czy­ny i chłop­ców.

Ja­mie była zbyt zdzi­wio­na, by nie wy­py­ty­wać da­lej.

– Chłop­ców?

Chcia­ła się upew­nić, że Char­lie cho­dzi o praw­dzi­wych chłop­ców, a nie ta­kie jak one chłop­czy­ce.

– Taa… Są na to spo­so­by – do­da­ła wy­raź­nie roz­ba­wio­na.

– Wiem o tym – mruk­nę­ła Ja­mie. Po­czu­ła się do­tknię­ta tym, że tam­ta bie­rze ją za idiot­kę. – Po pro­stu nie ro­zu­miem, cze­mu ja­kaś ko­bie­ta mo­gła­by mieć na to ocho­tę.

– A ja ro­zu­miem…

– No tak. – Ja­mie przy­po­mnia­ło się, że prze­cież Char­lie ko­cha­ła się kie­dyś w ja­kimś mo­to­cy­kli­ście.

Po­my­śla­ła, że je­śli już ktoś musi ko­chać się z fa­ce­ta­mi, to taki spo­sób jest lep­szy od tego zwy­kłe­go. Ona jed­nak nie mia­ła ocho­ty na ża­den. Za­cią­gnę­ła się pa­pie­ro­sem i za­mil­kła.

Po paru mi­nu­tach Char­lie ze­sko­czy­ła z mur­ku i wy­cią­gnę­ła rękę do Ja­mie.

– Było mi bar­dzo miło. Może spo­tka­my się zno­wu gdzieś na dro­dze.

Ja­mie uści­snę­ła jej dłoń. To po­że­gna­nie wy­da­ło jej się bar­dzo ofi­cjal­ne, ale ona też uzna­ła je za lep­sze od po­ca­łun­ków i uści­sków.

– Ja­sne. Mnie też było bar­dzo przy­jem­nie – rzu­ci­ła dwu­znacz­nie.

Sie­dzia­ła jesz­cze na mu­rze i pa­li­ła ko­lej­ną faj­kę, kie­dy Char­lie je­cha­ła w dół wą­ski­mi ulicz­ka­mi. Do­bie­gał do niej naj­pięk­niej­szy dźwięk na świe­cie – war­kot mo­to­ru. Cza­sa­mi wi­dzia­ła też bły­ski re­flek­to­ra, ale Char­lie zbli­ża­ła się już do gra­nic mia­sta.

W saunieStella Watts Kelley

Brid­get na­le­ża­ła do tych ko­biet, któ­re na­tych­miast roz­bu­dza­ły fan­ta­zje. Spra­wia­ła, że kow­bo­je za­czy­na­li się ją­kać i czer­wie­nić, a ko­bie­ty za­sta­na­wiać nad swo­imi pre­fe­ren­cja­mi. Była rów­nie pięk­na z ma­ki­ja­żem, co i bez, w bu­tach na wy­so­kim ob­ca­sie i w ele­ganc­kiej su­kien­ce czy też w prze­po­co­nym dre­sie. Chłop­cy, z któ­ry­mi ćwi­czy­ła, za­wsze sta­wia­li się w kom­ple­cie na za­ję­cia, go­to­wi na jej ży­cze­nie przez go­dzi­nę ro­bić pomp­ki czy brzusz­ki, byle tyl­ko mieć ją obok sie­bie.

Elo­kwent­na, za­wsze uśmiech­nię­ta, po­tra­fi­ła być jed­no­cze­śnie ele­ganc­ka i zu­peł­nie przy­ziem­na w swo­ich upodo­ba­niach, go­to­wa po­pę­dzić nad wodę na sur­fing albo w góry, żeby po­jeź­dzić na de­sce. Zwy­kle no­si­ła dżin­sy bio­drów­ki i przy­le­ga­ją­ce do cia­ła ko­szu­le, któ­re o dzi­wo wy­da­wa­ły się za­rów­no sek­sow­ne, jak i kon­ser­wa­tyw­ne. Spo­tka­łam ją po raz pierw­szy na skład­ko­wej im­pre­zie w szko­le, do któ­rej cho­dzi­ły na­sze dzie­ci. Na­sze ro­dzi­ny czę­sto sie­dzia­ły obok sie­bie, a mę­żo­wie szyb­ko się za­przy­jaź­ni­li i nie­rzad­ko jeź­dzi­li ra­zem w góry na wy­pra­wy cros­so­we. A ja za każ­dym ra­zem, kie­dy ją wi­dzia­łam, chcia­łam ją ro­ze­brać.

Nie była pierw­szą ko­bie­tą, któ­ra bu­dzi­ła we mnie po­żą­da­nie. W mło­do­ści czę­sto pod­ko­chi­wa­łam się w ko­le­żan­kach, ale szyb­ko wy­szłam za mąż i nie mia­łam oka­zji zba­da­nia tego aspek­tu mo­jej sek­su­al­no­ści. Tak więc po­nad dwa­dzie­ścia lat moje pra­gnie­nia spo­czy­wa­ły uśpio­ne, za­rów­no ze wzglę­du na przy­się­gę mał­żeń­ską, jak i, praw­dę mó­wiąc, brak oka­zji. Czę­sto za­sta­na­wia­łam się, co by się sta­ło, gdy­by nada­rzy­ła mi się ja­kaś spo­sob­ność, ale po­sta­no­wi­łam nie zgłę­biać te­ma­tu.

Pew­ne­go lata, kie­dy za­pro­szo­no na­szych sy­nów na uro­dzi­ny jed­ne­go z ko­le­gów, Brid­get za­pro­po­no­wa­ła, że­by­śmy spę­dzi­ły wol­ny czas w po­bli­skim spa. Nasi mę­żo­wie stwier­dzi­li, że taki wy­pad to wspa­nia­ły po­mysł i za­pew­ni­li, że będą na nas cier­pli­wie i tę­sk­nie cze­kać. Szat­nia była pu­sta, a na­sze szaf­ki znaj­do­wa­ły się obok sie­bie. Za­czę­ły­śmy się roz­bie­rać, tro­chę roz­ma­wia­jąc, a w za­sa­dzie to Brid­get mó­wi­ła, ja tyl­ko cza­sem przy­ta­ki­wa­łam. Głów­nie sku­pia­łam się na pa­trze­niu, jak się roz­bie­ra.

Nig­dy nie wi­dzia­łam jej na­giej. Ścią­ga­ła ko­lej­ne rze­czy i cho­wa­ła je do szaf­ki. Naj­pierw zdję­ła T-shirt i zo­ba­czy­łam jej drob­ne, ale mu­sku­lar­ne ple­cy opa­lo­ne na ko­lor cy­na­mo­nu. Jej mięk­kie kasz­ta­no­we wło­sy opa­da­ły wzdłuż krę­go­słu­pa i po­ru­sza­ły się przy każ­dym ru­chu. Na le­wej ło­pat­ce za­uwa­ży­łam ta­tu­aż z ja­kimś chiń­skim zna­kiem. Za­sta­na­wia­łam się, co może ozna­czać, ale nie od­wa­ży­łam się o to za­py­tać. Zdję­łam ko­szu­lę i sta­nik i od razu za­uwa­ży­łam kon­trast mię­dzy moją bla­dą skó­rą a jej sma­głą cerą. Kie­dy ukła­da­ła ko­szul­kę w szaf­ce, po­pa­trzy­łam na jej pier­si. Były małe, ale pięk­nie ukształ­to­wa­ne, obie sprę­ży­ste, okrą­głe, za­koń­czo­ne nie­wiel­ką au­re­olą i od­sta­ją­cy­mi ciem­no­ró­żo­wy­mi sut­ka­mi.

Za­czę­ły­śmy ścią­gać spodnie. Po­chy­lo­na nad swo­imi dżin­sa­mi, po­pa­trzy­łam przez ko­ta­rę blond wło­sów na jej uda. Czy do­my­śla­ła się, że ją ob­ser­wu­ję? Wy­da­wa­ła się zwra­cać uwa­gę głów­nie na to, co mia­ła mi do po­wie­dze­nia. A dla mnie jej sło­wa były po pro­stu dźwię­ka­mi. Nie mo­głam się sku­pić na ich zna­cze­niu, ale samo ich brzmie­nie spra­wia­ło mi przy­jem­ność: ta mu­zy­ka, dzwo­necz­ki śmie­chu i głęb­sze po­waż­niej­sze tony. Kie­dy tak pa­trzy­łam, jak się roz­bie­ra, po­czu­łam, że mam co­raz bar­dziej su­cho w ustach. Pra­gnę­łam jej do­tknąć, ale oczy­wi­ście trzy­ma­łam ręce przy so­bie. „Więc to wła­śnie czu­ją męż­czyź­ni” – po­my­śla­łam. Przy­wy­kłam do tego, że je­stem ob­ser­wo­wa­na, ale te­raz przy­ję­łam rolę ob­ser­wa­to­ra.

Brid­get zdję­ła sa­ty­no­we maj­tecz­ki, a ja po­wie­si­łam dżin­sy i sama za­czę­łam zdej­mo­wać majt­ki. Za­chwia­łam się, sto­jąc na jed­nej no­dze i moja gło­wa zna­la­zła się na mo­ment bar­dzo bli­sko jej pięk­nych, zwar­tych po­ślad­ków. Zda­łam so­bie spra­wę, że je­śli nie będę uwa­żać, to otrę się o nie wło­sa­mi i wy­obra­zi­łam so­bie, jak­by to było, gdy­by to ona otar­ła się o moją pupę swo­imi kasz­ta­no­wy­mi lo­ka­mi. Pod­nio­słam majt­ki i scho­wa­łam je w szaf­ce. Były wil­got­ne i pach­nia­ły piż­mem. Kie­dy tak sta­łam przed nią naga, po­czu­łam, że je­stem zu­peł­nie bez­rad­na.

Brid­get wzię­ła ręcz­nik, ob­ró­ci­ła się na pię­cie i ru­szy­ła w głąb spa. Po­szłam za nią, dro­biąc krocz­ki jak chłop­cy z jej za­jęć. Przez chwi­lę roz­wa­ża­ły­śmy, co wy­brać: ja­cuz­zi, łaź­nię pa­ro­wą czy sau­nę. W ja­cuz­zi na­le­ża­ło mieć ko­stiu­my ką­pie­lo­we, ale po­nie­waż nie było ży­wej du­szy, we­szły­śmy tam nago. Wiel­kie okna nad nami wpusz­cza­ły do środ­ka roz­pro­szo­ne sło­necz­ne świa­tło. Z na­sze­go miej­sca wi­dzia­ły­śmy drzwi sau­ny na koń­cu wą­skie­go ko­ry­ta­rza. Nie­co da­lej za nimi znaj­do­wa­ła się łaź­nia pa­ro­wa.

Brid­get wci­snę­ła ja­sny pla­sti­ko­wy gu­zik, żeby uru­cho­mić me­cha­nizm ja­cuz­zi. Kie­dy dy­sze za­czę­ły pom­po­wać wodę, usia­dłam przed jed­ną z nich i po­czu­łam w dole ple­ców na­pór wody. Roz­chy­li­łam nogi i unio­słam bio­dra, tak by woda mo­gła prze­pły­wać mię­dzy mo­imi uda­mi, lek­ko mnie ma­su­jąc. Gdy wy­su­nę­łam nogi da­lej, otar­łam się lewą łyd­ką o łyd­kę Brid­get. Uśmiech­nę­ła się i nie cof­nę­ła nogi. Czy wy­ni­ka­ło to z przy­jem­no­ści, któ­rej do­zna­ła za spra­wą do­tknię­cia, czy też po pro­stu uśmiech­nę­ła się do mnie z sym­pa­tii? Zno­wu do­tknę­łam jej łyd­ki, ale do­zna­nie oka­za­ło się tak in­ten­syw­ne, że za­raz mu­sia­łam się wy­co­fać.

Roz­ma­wia­ły­śmy przez chwi­lę o ni­czym, po czym Brid­get za­mknę­ła oczy i od­chy­li­ła gło­wę do tyłu, wy­gi­na­jąc cia­ło w łuk. Mia­ła wy­so­kie, ale nie­zbyt moc­no za­zna­czo­ne ko­ści po­licz­ko­we i małe po­wie­ki z dłu­gi­mi kru­czo­czar­ny­mi rzę­sa­mi. Brwi ukła­da­ły się w pięk­nie łuki, nie­co grub­sze u na­sa­dy nosa, a cień­sze na koń­cach. Małe uszy przy­po­mi­na­ły mu­szel­ki. Wy­obra­zi­łam so­bie, jak do­ty­kam ich de­li­kat­nie opusz­ka­mi pal­ców, wo­dzę nimi po ich obrze­żach, a na­stęp­nie po­chy­lam się, by je po­ca­ło­wać i wło­żyć ję­zyk do środ­ka. Jak piesz­czę od­de­chem jej szy­ję, a po­tem po­chy­lam się i ca­łu­ję ją tuż u na­sa­dy, prze­su­wa­jąc war­gi co­raz wy­żej.

Za­mknę­łam oczy, za­sta­na­wia­jąc się, do cze­go to wszyst­ko pro­wa­dzi. „Prze­cież je­stem mę­żat­ką – po­my­śla­łam. – W do­dat­ku nig­dy wcze­śniej nie by­łam z ko­bie­tą. Czy ma­jąc ją obok nagą i fan­ta­zju­jąc o niej cały dzień, zwa­riu­ję w koń­cu z po­żą­da­nia?” Pa­trzy­łam, jak od­gar­nia wil­got­ny ko­smyk wło­sów. „Cu­dow­nie by­ło­by mieć wspól­ny se­kret”. Opar­łam gło­wę o brzeg ja­cuz­zi i pró­bo­wa­łam wy­pę­dzić z gło­wy wszel­kie my­śli. Po chwi­li obie otwo­rzy­ły­śmy oczy i za­pro­po­no­wa­łam, że­by­śmy prze­szły do łaź­ni pa­ro­wej. Stwier­dzi­ła, że to do­bry po­mysł, bo prze­cież by­ły­śmy już mo­kre.

Po­ło­ży­łam ręcz­nik na ław­ce i usia­dłam, a ona za­ję­ła miej­sce obok. Po­czu­łam ciar­ki na ple­cach. Za­sta­na­wia­łam się, czy Brid­get też czu­je to na­pię­cie mię­dzy nami. Spoj­rza­łam na nią. Uśmiech­nę­ła się. Od­wza­jem­ni­łam uśmiech, z tru­dem prze­łknę­łam śli­nę i po­pa­trzy­łam na bia­łe ka­fel­ki, na któ­rych gro­ma­dzi­ły się kro­ple. Po­wie­trze było cięż­kie i zmy­sło­we. Sta­ra­łam się na nią nie zer­kać. Po chwi­li obie za­czę­ły­śmy się po­cić i ką­tem oka za­uwa­ży­łam kil­ka kro­pel potu, któ­re spły­nę­ły mię­dzy de­li­kat­ny­mi pier­sia­mi na jej pła­ski brzuch. Mi­nę­ły pę­pek i znik­nę­ły w przy­cię­tej kęp­ce wło­sów po­mię­dzy jej no­ga­mi. Jak­że pra­gnę­łam prze­być tę tra­sę pal­cem.

Roz­le­gło się gło­śne syk­nię­cie i świe­ża para wy­peł­ni­ła po­miesz­cze­nie. Twarz Brid­get błysz­cza­ła w jej kłę­bach. Znów za­czę­ła mó­wić, a jej spo­koj­ny, wy­mie­rzo­ny tak­ta­mi głos od­bi­jał się od ścian łaź­ni. Dzi­wi­ła się, że wciąż mil­czę. Py­ta­ła, czy się do­brze czu­ję. „To za­le­ży, co masz na my­śli” – po­my­śla­łam. Tyle by­ła­bym w sta­nie od­po­wie­dzieć bez ją­ka­nia się.

Za­sta­na­wia­łam się, co po­wie­dzieć; coś, dzię­ki cze­mu do­tar­ła­bym do punk­tu, o któ­ry mi cho­dzi­ło. W koń­cu wy­bą­ka­łam ja­kiś ba­nał na te­mat przy­jem­ne­go go­rą­ca, ale Brid­get nie wy­glą­da­ła na prze­ko­na­ną. Do­da­łam więc, że rzad­ko mam oka­zję od­prę­żyć się w ten spo­sób i za­uwa­ży­łam, że się uśmiech­nę­ła. Ser­ce za­bi­ło mi moc­niej.

– Wiem, co chcesz po­wie­dzieć – rzu­ci­ła, a na­stęp­nie przy­kry­ła de­li­kat­nie moją dłoń swo­ją dło­nią. Zno­wu po­czu­łam mro­wie­nie i za­czę­łam roz­wa­żać, czy ten gest coś zna­czył, czy mógł być ozna­ką jej po­żą­da­nia.

W łaź­ni zro­bi­ło się zbyt go­rą­co. Brid­get za­pro­po­no­wa­ła małą prze­rwę na zim­ny prysz­nic i za­śmia­łam się w du­chu, bo przy­po­mniał mi się sta­ry dow­cip o na­pa­lo­nym mężu i nie­za­in­te­re­so­wa­nej sek­sem żo­nie. „A więc tyle mam ze swo­ich jur­nych my­śli: zim­ny prysz­nic”.

O dzi­wo prysz­nic jesz­cze bar­dziej mnie po­bu­dził. Ser­ce wa­li­ło mi jak mło­tem, kie­dy le­cia­ła na mnie zim­na woda. Czu­łam, że sut­ki zu­peł­nie mi stward­nia­ły. Pod­ska­ki­wa­łam z nogi na nogę, a zim­na woda spły­wa­ła mi po ple­cach i po­ślad­kach. Z ka­bi­ny obok do­bie­ga­ły peł­ne ra­do­ści po­ję­ki­wa­nia Brid­get, a ja za­sta­na­wia­łam się, na któ­rą część jej cia­ła spa­da­ją w tej chwi­li chłod­ne kro­ple. Wy­obra­zi­łam so­bie, że po­dob­nie jak pot wę­dru­ją wprost do jej cip­ki.

W koń­cu wy­tar­łam się szorst­kim ręcz­ni­kiem. Czu­łam chłod­ne ukłu­cia, a krew szyb­ciej krą­ży­ła w mo­ich ży­łach. Brid­get wy­szła z są­sied­niej ka­bi­ny cała mo­kra i roz­pro­mie­nio­na. Jej sut­ki też stward­nia­ły i mia­ła gę­sią skór­kę na ca­łym cie­le. Zro­bi­ło to na mnie tak duże wra­że­nie, że mu­sia­łam się pil­no­wać, by nie rzu­cić się na nią i nie przy­ci­snąć do chłod­nej pod­ło­gi.