Leningrad. Oblężenie i symfonia - Brian Moynahan - ebook
Opis

Jak za pomocą zoomu kamery filmowej [Moynahan] przybliża czytelnikom oblężonych cywilów, oddziały żołnierzy zamarzające na obrzeżach miasta i wysiłki Szostakowicza, by osadzić wojenne doświadczenia w muzyce tworzonej we względnym bezpieczeństwie ewakuacji […]. Leningrad. Oblężenie i symfonia przywraca do życia miasto, które nie zgodziło się umrzeć. – „The New York Times Books Reviews

Niezwykłe okoliczności powstania VII Symfonii, jednego z najsłynniejszych dzieł Dymitra Szostakowicza, tworzonego w oblężonym
w
1942 roku przez Niemców Leningradzie i jego mieszkańcach umierających masowo z głodu. Opowieść o utworze, który stał się symbolem nieugiętego miasta i propagandową wizytówką ZSRR. To także historia genialnego kompozytora, żyjącego w strachu zarówno przed wrogimi wojskami, jak i funkcjonariuszami własnej ojczyzny, oraz artystów prześladowanych przez siepaczy stalinowskiego reżimu.

Moynahan sugestywnie i plastycznie obrazuje dramat oblężonego miasta i ludzi, mistrzowsko łącząc losy pojedynczych postaci
z
doskonale nakreślonym tłem historycznym.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 923

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Brian Moynahan

Leningrad

Oblężenie i symfonia

przełożył Jerzy Korpanty

Tytuł oryginału: Leningrad. Siege and Symphony

Copyright © Brian Moynahan 2013

Copyright © for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal, MMXVI

Copyright © for the Polish translation by Jerzy Korpanty, MMXVI

Wydanie I

Warszawa MMXVI

Dla Tilly, z miłością

Dramatis personae

Achmatowa Anna (1889–1966) – genialna poetka, której poemat Requiem  w przejmujący sposób przedstawia tragedię stalinowskiego terroru. Jej pierwszy mąż Nikołaj Gumilow, z którym miała syna Lwa, został rozstrzelany przez tajną policję (Czeka). Syn oraz trzeci mąż Nikołaj Punin zostali zesłani do łagrów. Przyjaciółka Szostakowicza, któremu zadedykowała kilka wierszy.

Bergholc Olga (1910–1975) – poetka, niezwykle silna kobieta; mimo że była w ciąży, została aresztowana w okresie czerwonego terroru w 1936 roku; bita w trakcie przesłuchań, straciła dziecko. Podczas oblężenia Leningradu prowadziła audycje radiowe, które w najtrudniejszych miesiącach podtrzymywały na duchu mieszkańców i umacniały ich morale.

Beria Ławrientij (1899–1953) – szef NKWD w latach 1938–1953. Sadysta i gwałciciel. Podobnie jak jego poprzednik Nikołaj Jeżow, został w końcu usunięty ze stanowiska, poddany torturom i stracony.

Bogdanow-Bieriezowski Walerian (1903–1971) – kompozytor i muzykolog, student Konserwatorium. Bliski przyjaciel Szostakowicza, zwłaszcza w latach dwudziestych. Autor wspomnień z czasów oblężenia.

Chaczaturian Aram (1903–1978) – wraz z Szostakowiczem i Siergiejem Prokofiewem zaliczany do trójki wielkich kompozytorów radzieckich oskarżanych o „formalizm”.

Charms Daniił (1905–1942) – surrealista, absurdysta, autor opowiadań humorystycznych i fantastycznych. Aresztowany w 1931 roku, następnie zwolniony; później, pisując jedynie do czasopism dla dzieci, żył w skrajnej biedzie i cierpiał głód. W roku 1941 aresztowany ponownie za „zdradę ojczyzny”, zmarł z wycieńczenia i głodu w więzieniu.

Eliasberg Karł (1907–1978) – dyrygent Orkiestry Symfonicznej Leningradzkiego Radia. „Nigdy tego nie zagramy”, powiedział, kiedy partytura VII Symfonii trafiła (drogą lotniczą) do oblężonego miasta. W ciągu zimy stracił bowiem połowę swoich muzyków, którzy zginęli w wyniku ostrzału artyleryjskiego lub zmarli z głodu; reszta utrzymywała się przy życiu wyłącznie dzięki specjalnym racjom żywnościowym. Premiera symfonii okazała się wielkim sukcesem.

Glikman Izaak (1911–2003) – bliski i zaufany przyjaciel Szostakowicza, czasami nieoficjalnie występujący w roli jego prywatnego sekretarza; obaj prowadzili ze sobą bardzo ożywioną korespondencję. Krytyk, profesor Konserwatorium Leningradzkiego.

Glinka Władisław (1903–1983) – elegant, naukowiec, kurator i archiwista w leningradzkim Ermitażu; udało mu się przeżyć, mimo że wywodził się z jednej z najbardziej znanych w carskiej Rosji rodzin.

Głazunow Aleksandr (1865–1936) – kompozytor, dyrektor Konserwatorium w latach 1906–1928 (po wybuchu I wojny światowej Sankt Petersburg zmienił nazwę na Piotrogród, a następnie, w 1924 roku, na Leningrad). Nauczyciel i protektor młodego Szostakowicza; w okresie głodu, jaki zapanował po wybuchu wojny domowej, wystarał się dla niego o specjalne racje żywnościowe. W 1928 roku wyemigrował do Paryża.

Inber Wiera (1890–1972) – córka wydawcy, mieszkała między innymi w Paryżu. Pisarka i poetka, autorka wspomnień z okresu oblężenia, kiedy to jej wiersze były regularnie czytane w leningradzkim radiu.

Izwiekow Boris (1891–1942) – profesor, dziekan wydziału geofizyki w Państwowym Instytucie Politechnicznym w Leningradzie, znany klimatolog. Aresztowany przez NKWD 3 lutego 1942 roku, przesłuchiwany na konwejerze, skazany na śmierć za działalność kontrrewolucyjną i zdradę.

Jagoda Gienrich (1891–1938) – szef NKWD w latach 1934–1936. W grudniu 1934 roku, wkrótce po zamordowaniu Kirowa, razem ze Stalinem rozpętał w Leningradzie czerwony terror. Nadzorował procesy pokazowe starych bolszewików, aż sam został stracony w rezultacie podobnego procesu, jaki mu wytoczono.

Jeżow Nikołaj (1895–1940) – szef NKWD w latach 1936–1938. Zielonooki, niski mężczyzna – zaledwie sto pięćdziesiąt trzy centymetry wzrostu – nazywany „Krwawym Karłem”. Za jego czasów stalinowski terror przybrał największe nasilenie i zyskał miano jeżowszczyzny. Tak jak on kazał torturować i rozstrzelać swojego poprzednika na tym stanowisku, tak samo obszedł się z nim jego następca Ławrientij Beria.

Kriukow Andriej (1929–2015) – profesor i muzykolog. W czasie oblężenia jako uczeń jednej z leningradzkich szkół prowadził zapiski w dzienniku. Główny autorytet w kwestiach dotyczących okoliczności premiery VII Symfonii.

Krużkow Nikołaj (1911–1966) – oficer leningradzkiego NKWD prowadzący przesłuchania w Wielkim Domu.

Majakowski Władimir (1893–1930) – poeta futurysta, dramaturg, aktor. W 1929 roku, współpracując z reżyserem Wsiewołodem Meyerholdem, Szostakowicz napisał muzykę do jego sztuki teatralnej Pluskwa. W roku następnym Majakowski zabił się strzałem z pistoletu.

Meyerhold Wsiewołod (1874–1940) – aktor i reżyser teatralny o niezwykłej energii i pomysłowości. W 1928 roku, podczas wspólnej pracy nad operą Szostakowicza Nos, zaprosił kompozytora do Moskwy i z żoną, aktorką Zinajdą Rajch, gościł go w ich mieszkaniu. Bronił Szostakowicza przed atakami na inną jego operę, Lady Makbet mceńskiego powiatu. Następnie aresztowany, torturowany i rozstrzelany. Zinajda Rajch została zamordowana.

Mierieckow Kiriłł (1897–1968) – generał, dowódca armii, któremu udało się przeżyć wojnę. Aresztowany po jej wybuchu i torturowany, „przyznał się do winy”, obciążając również tych, których Beria kazał wcześniej rozstrzelać. Zwolniony z więzienia, został dowódcą 4. Armii walczącej w okolicach Leningradu. W grudniu 1941 roku udało mu się odbić Tichwin, nie zdołał jednak zapobiec masakrze swoich oddziałów na Froncie Wołchowskim wiosną i latem 1942 roku.

Mrawinski Jewgienij (1903–1988) – dyrygent, niedoświadczony i mało znany przed tym, jak powierzono mu poprowadzenie wykonania przez orkiestrę Akademickiej Filharmonii Leningradzkiej entuzjastycznie przyjętej V Symfonii Szostakowicza. W czasie wojny został ewakuowany wraz z orkiestrą na Syberię.

Oborin Lew (1907–1974) – bliski przyjaciel Szostakowicza z lat studenckich. Pianista i kompozytor.

Słonim Ilja (1906–1973) – rzeźbiarz, przyjaciel Szostakowicza. Pracował nad popiersiem kompozytora, kiedy ten pisał VII Symfonię.

Sollertinski Iwan (1902–1944) – lingwista, klasycysta i erudyta, dyrektor artystyczny Filharmonii; wygłaszane przezeń przed koncertami mowy często zachwycały publiczność bardziej niż sama muzyka. Pokrewna dusza Szostakowicza, z którym pozostawał w „zwariowanej przyjaźni”, jak mawiała młodsza siostra kompozytora, i z którym zawsze „żartowali i śmiali się”.

Szostakowicz Maria (1903–1973) – starsza siostra kompozytora. „Cały nasz świat zawalił się w ciągu jednej nocy”, powiedziała, kiedy w 1936 roku NKWD przyszło po jej męża Wsiewołoda Frederiksa. Ten wybitny fizyk został zesłany do łagru, gdzie podupadłszy na zdrowiu, wkrótce zmarł. Marii zabroniono dalej mieszkać w Leningradzie. W tym samym czasie aresztowana została także Sofia Warzar, teściowa kompozytora, matka jego pierwszej żony, Niny.

Szostakowicz Sofia (1878–1955) – matka kompozytora. Urodzona na Syberii. Jako młoda dziewczyna tańczyła dla carewicza. Utalentowana pianistka, zaczęła uczyć swojego syna gry na fortepianie, kiedy skończył dziewięć lat.

Szostakowicz Zoja (1908–1990) – młodsza siostra kompozytora.

Tuchaczewski Michaił (1893–1937) – marszałek, wybitny strateg wojskowy. Zajmował się po amatorsku konstruowaniem skrzypiec i grą na tym instrumencie; wielki admirator Szostakowicza i jego bliski przyjaciel. Aresztowanie Tuchaczewskiego, jego torturowanie i egzekucja ściągnęły na kompozytora wielkie zagrożenie.

Żdanow Andriej (1896–1948) – od zamordowania Kirowa aż do okresu powojennego absolutny władca partyjny w Leningradzie, w którym organizował liczne czystki. Prywatnie interesował się muzyką – szef tajnej policji Ławrientij Beria nazywał go „Pianistą” – co oczywiście nie mogło wyjść na dobre Szostakowiczowi. Żdanow prześladował kompozytora za jego „formalizm” – zarzut ten mógł doprowadzić do zesłania do łagru lub skazania na śmierć.

Uwertura

Premiery muzycznej, która mogłaby się z nią równać, nie było nigdy przedtem ani potem. I oby Bóg dał, żeby nie było jej już nigdy więcej.

Wojska niemieckie znajdowały się w odległości niecałych dwunastu kilometrów od gmachu Filharmonii, kiedy późnym popołudniem w niedzielę, 9 sierpnia 1942 roku, wykonano po raz pierwszy VII Symfonię Dmitrija Dmitrijewicza Szostakowicza w mieście, któremu była ona dedykowana. Leningrad znajdował się w stanie oblężenia od czasu, kiedy 14 września 1941 roku Niemcy odcięli ostatnie połączenie lądowe z miastem.

Szostakowicz przystąpił do pisania symfonii w połowie lipca 1941 roku, gdy Niemcy zaczęli zaciskać pierścień wokół miasta. Na początku października został z żoną, dwójką małych dzieci i dwiema pierwszymi częściami symfonii ewakuowany drogą lotniczą z Leningradu do Moskwy. Stamtąd wszyscy udali się na wschód, do Kujbyszewa nad Wołgą.

Po ukończeniu symfonii, która otrzymała nazwę Leningradzka, dzieło wykonywano w Związku Radzieckim, a także w Londynie i Nowym Jorku, wszędzie spotykało się z entuzjastycznym przyjęciem. Podczas koncertu w Moskwie pisarka Olga Bergholc zobaczyła na estradzie wątłą, chłopięcą postać kompozytora, który kłaniał się widowni, nagradzany burzą oklasków. „Spojrzałam na niego – pisała – małego, drobnego mężczyznę w dużych okularach, i pomyślałam: «Przecież ten człowiek jest potężniejszy od Hitlera»”.

Ale muzyka Szostakowicza mogła wzbudzić największy rezonans, stać się rzeczywistą siłą zdolną stawić opór nazistom – których Rosjanie nazywali „hitlerowcami” – tylko wówczas, gdyby została wykonana w udręczonym i krwawiącym Leningradzie. Wobec tego władze wydały odpowiednie rozkazy, zgodnie z którymi taki koncert miał się tam odbyć „za wszelką cenę”.

Partyturę dostarczono ponad niemieckimi liniami do Leningradu specjalnym samolotem, który podszedł do lądowania od strony jeziora Ładoga, lecąc tuż nad jego falującymi wodami. Ten wielki zbiornik wodny, położny na wschód od miasta, stanowił jego jedyne połączenie z KontynentemI – jak leningradczycy nazywali resztę swojego kraju – zimą po jego zamarzniętej powierzchni jeździły ciężarówki, kiedy zaś lód ustąpił, transport odbywał się za pomocą barek.

„Kiedy zobaczyłem partyturę – powiedział Karł Eliasberg, któremu powierzono zorganizowanie koncertu – pomyślałem: «Nigdy nie uda nam się tego zagrać», miałem bowiem przed sobą cztery grube tomy muzyki”. Rzeczywiście, dzieło było ogromne: 252 strony partytury i 2500 stron orkiestracji; całość trwała godzinę i dwadzieścia minut. Wymagało ono orkiestry złożonej ze stu pięciu muzyków, pośród nich batalionu instrumentów smyczkowych. Eliasberga najbardziej niepokoiła jednak kwestia obsady instrumentów dętych, zarówno drewnianych, jak i blaszanych, ze względu na słabe płuca wygłodzonych muzyków.

Muzycy Filharmonii Leningradzkiej, najwybitniejszej orkiestry w mieście, byli niedostępni. Przed oblężeniem zostali ewakuowani do Nowosybirska na Syberii. Wraz z nimi miasto opuścił Jewgienij Mrawinski, który wcześniej prowadził premierowe wykonania V i VI Symfonii Szostakowicza. W Leningradzie pozostali jedynie muzycy podległej Radiokomitetowi orkiestry radiowej, którą dyrygował Eliasberg.

Zimą 1941–1942 straciła ona ponad połowę muzyków. Ci, którym udało się przeżyć, byli osłabieni i skrajnie zestresowani. Podczas trzech zimowych miesięcy w mieście – w którym dzienna racja żywnościowa wynosiła mniej niż kromkę chleba złej jakości, a temperatura spadała do –28 stopni Celsjusza – z głodu i zimna zmarło ćwierć miliona osób. Wiele innych zginęło od odłamków pocisków artyleryjskich i bomb. Ciała, często umieszczane na pomalowanych na kolorowo małych dziecięcych sankach, zwożono do masowych grobów. Saperzy za pomocą dynamitu przygotowywali w zmrożonej ziemi doły, do których wrzucano zwłoki. Ci mieli szczęście.

Kiedy nadeszła wiosna i zrobiło się cieplej, na ulicach i chodnikach spod topniejącego śniegu zaczęły wyłaniać się ciała tych, których nie zdołano pochować. Dochodziło do aktów kanibalizmu. „Oderwane od zwłok nogi, z których ktoś powycinał mięso – wspominał klarnecista Wiktor Kozłow. – Fragmenty zwłok z odciętymi piersiami. Przez całą zimę znajdowały się pod śniegiem, teraz jednak miasto mogło naocznie przekonać się o tym, w jaki sposób udało mu się przeżyć”. Pewnego razu do drzwi mieszkania oboistki Ksieni Matus zaczęła dobijać się sąsiadka, błagając o udzielenie schronienia, ponieważ jej mąż chciał ją zabić i zjeść.

Coś znacznie gorszego czekało Ksienię Matus, kiedy zjawiła się na pierwszej próbie Siódmej w studiu Radiokomitetu. „Byłam tak wstrząśnięta, że o mało nie upadłam – wspomina. – Ze stuosobowej orkiestry zostało nas raptem piętnaście osób. Nikogo nie poznawałam. To były istne kościotrupy...” Eliasberg uniósł ręce, dając znak do rozpoczęcia gry. Żadnej reakcji. „Muzycy trzęśli się i dygotali. Trębacz był tak wycieńczony, że nie dał rady zagrać solo. Cisza. «Dlaczego pan nie gra?», spytał Eliasberg. «Przepraszam, maestro, ale nie mam siły w płucach»”.

Eliasberg zaczął ściągać brakujących muzyków z pierwszej linii frontu. Znajdował ich w resztkach tego, co kiedyś było orkiestrami wojskowymi. Jednym z nich okazał się puzonista Michaił Parfionow. Otrzymał specjalną przepustkę z oznaczeniem „Członek orkiestry Eliasberga”, żeby nie zostać rozstrzelanym jako dezerter, kiedy szedł przez zrujnowane miasto na próby. Gdy rozlegało się wycie syren alarmowych, musiał natychmiast wychodzić ze studia i wracać na swój posterunek, gdzie obsługiwał działko przeciwlotnicze. Nikołaj Nosow, dawny trębacz w zespole jazzowym, który nie miał doświadczenia w wykonywaniu muzyki klasycznej, był przerażony, gdy dowiedział się, że to właśnie jemu przypadło w symfonii trudne solo na trąbkę. Pierwszy trębacz orkiestry cierpiał na odmę opłucnową i był za słaby, żeby zagrać.

„Na próbach, kiedy tylko zaczynaliśmy grać, od razu robiło nam się słabo – mówił Kozłow. – Dęcie w instrument wywoływało zawroty głowy. Symfonia była za długa. Niektórzy w jej trakcie omdlewali, spadali z krzeseł. Z osobą siedzącą obok ciebie zawsze można było porozmawiać. Nigdy jednak nie mówiliśmy o muzyce, a tylko o jedzeniu i głodzie”. Jeśli któryś z muzyków spóźnił się na próbę albo grał źle, tracił swoją porcję chleba. Któregoś razu jeden z muzyków spóźnił się na popołudniową próbę, ponieważ rano musiał pochować żonę. Eliasberg nie uznał tego za dostateczne usprawiedliwienie i mężczyzna wrócił do domu głodny.

„Kilka osób z orkiestry zmarło – mówi Parfionow. – Pamiętam na przykład jednego flecistę, Karielskiego. Ludzie padali jak muchy, to dlaczego nie miałoby to dotyczyć muzyków? Wszędzie straszliwy głód i ziąb. Kiedy jesteś głodny, cały czas jest ci zimno, bez względu na temperaturę. Zdarzało się, że w trakcie grania ludzie z wycieńczenia po prostu upadali na podłogę”.

Nadeszło lato. „W końcu, liście, trawa, znów chce się żyć”; jednak Niemcy nadal trzymali miasto w takim samym żelaznym uścisku jak dotychczas. Wszelkie próby przerwania blokady kończyły się niepowodzeniem i pociągały za sobą mnóstwo ofiar. Jeden z przyczółków na wschodnim brzegu Newy, który Rosjanie starali się za wszelką cenę utrzymać, w końcu padł w rezultacie wielokrotnie ponawianego i tak intensywnego ostrzału, że do dziś na tej ziemi podziurawionej od kul niczym rzeszoto nie rośnie nic z wyjątkiem lichych kęp trawy.

Jedna z rosyjskich armii, 2. Armia Uderzeniowa, przeżywała swoją kalwarię w sosnowych lasach, na torfowiskach i mokradłach na południe od Leningradu. Podobnie jak miasto, ta otoczona zewsząd, wymęczona i głodująca armia walczyła desperacko o przetrwanie. Ostatnia próba wyrwania się z okrążenia została podjęta 28 czerwca. Nikomu się nie udało. Tamtego dnia Niemcy wzięli 20 tysięcy jeńców: „wielu było rannych [...] wyglądali okropnie, tylko z trudem można było rozpoznać w nich istoty ludzkie”. Ów zryw, mający na celu przerwanie okrążenia, kosztował Armię Czerwoną 149 tysięcy zabitych i okazał się prawdziwą katastrofą. „Przed nami, tam gdzie kiedyś stał gęsty las, ciągnął się aż po horyzont olbrzymi pas samych tylko kikutów drzew – zanotował pewien niemiecki sierżant sztabowy – ciała Ruskich, a raczej ich części, gęsto zaścielały podziurawioną pociskami ziemię. W powietrzu unosił się fetor nie do opisania”.

Kiedy blade północne słońce rozświetlało czerwcowe noce, niestrudzony Eliasberg kontynuował poszukiwania muzyków. Przed wstąpieniem do wojska cekaemista M. Smolak grywał w małej orkiestrze tanecznej występującej w kinie. Ze zdumieniem zatem przyjął rozkaz natychmiastowego powrotu do Leningradu z miejsca, w którym stacjonował jego oddział. „Miałem się stawić do dyspozycji Radiokomitetu, żeby wziąć udział w wykonaniu VII Symfonii D.D. Szostakowicza – powiedział. – Tym razem zostałem «uzbrojony» w puzon”.

Po pewnym czasie orkiestra przeniosła się do gmachu Filharmonii. Muzycy zaczęli odgrywać kolejne małe fragmenty symfonii. Z wolna ich liczba rosła. „Nigdy jednak nie zagraliśmy całego utworu. Stało się to dopiero na próbie kostiumowej, trzy dni przed koncertem – mówi Ksienia Matus. – Był to pierwszy i jedyny raz, kiedy mieliśmy dość siły, żeby przećwiczyć wszystko od początku do końca”.

Miasto zdawało się znajdować w jeszcze gorszym położeniu niż dotychczas. Na południu kraju, po ośmiu miesiącach bombardowania, Niemcy zdobyli zrujnowany Sewastopol. Hitler rozkazał przerzucenie z Krymu pod Leningrad pięciu dywizji szturmowych – odnoszone zwycięstwa utwierdziły w niemieckich żołnierzach „wiarę w to, że nie ma dla nich rzeczy niemożliwych”. Blokada Leningradu przestała wystarczać Hitlerowi. Chciał zdobyć miasto szturmem, w ramach operacji pod kryptonimem „Nordlicht”, czyli „Zorza Polarna”. Był pewny swego. 6 sierpnia podczas wegeteriańskiego obiadu oświadczył, że Leningrad „musi całkowicie zniknąć z powierzchni ziemi. Tak samo jak Moskwa. A wtedy Rosjanie wycofają się na Syberię”.

Codziennie, całymi godzinami, Niemcy prowadzili niczym niezakłócony ostrzał artyleryjski różnych części miasta, wyszukując miejsc, w których gromadziła się ludność – przystanków tramwajowych, skrzyżowań ulic, bram fabrycznych w porze wychodzenia ludzi z pracy, kolejek przed punktami racjonowania chleba. Pomysł ze zorganizowaniem koncertu, na który miały ściągnąć tłumy melomanów, wydawał się więc czystym szaleństwem, czymś, co mogło tylko ułatwić Niemcom zabicie jeszcze większej liczby mieszkańców.

Jednak miał się zdarzyć cud. Godzinę przed koncertem rosyjska artyleria zaczęła prowadzić wyjątkowo silny, zmasowany ogień zaporowy nad miastem. Schemat ostrzału został precyzyjnie rozpisany, niczym skomplikowana partytura Szostakowicza, przez utalentowanego dowódcę Armii Czerwonej, pułkownika Siergieja SieliwanowaII, który w owym czasie był zaznajomiony z rozlokowaniem baterii niemieckich dział do tego stopnia, że znał nawet niektórych z ich dowódców z imienia i nazwiska. Niemcy schronili się w swoich bunkrach. W trakcie całego koncertu żaden z ich pocisków nie spadł na centrum miasta.

Osoby, które tłumnie przybyły do Filharmonii, ubrały się jak najbardziej odświętnie i elegancko, niektóre zapewne po raz ostatni w życiu. Kobiety skrywały swoje wychudzone ciała pod bogatymi, przedwojennymi sukniami, mężczyźni pod płowiejącymi ze starości ciemnymi marynarkami. „Wszyscy byli tacy chudzi i wymizerowani – powiedział Parfionow. – Nie wiedziałem jednak, że aż tyle osób było tak bardzo spragnionych muzyki w tym głodującym mieście. To była chwila, w której postanowiliśmy, że damy z siebie naprawdę wszystko i zagramy najlepiej, jak tylko potrafimy”.

Wychudzony Eliasberg miał na sobie wyraźnie zbyt obszerny frak. Dlatego wyglądem przypominał nieco stracha na wróble. Członkowie orkiestry, żeby nie marznąć, poubierali się w kilka warstw ubrań. „Było za zimno, żeby grać bez rękawiczek – mówi oboistka Ksienia Matus. – Poobcinaliśmy im tylko palce, tak że wyglądały jak mitenki”. Choć temperatura powietrza w sali Filharmonii wynosiła około 24 stopni Celsjusza, wszystkim było zimno, co jest typową oznaką chronicznego niedożywienia.

Orkiestra zaczęła grać.

„Finale było tak głośne i potężne, że pomyślałem, iż właśnie osiągamy granicę naszych możliwości i że za chwilę wszystko zawali się i rozpadnie. Dopiero później zdałem sobie sprawę z tego, co tak naprawdę zrobiliśmy, i dosłyszałem całe niezwykłe piękno tej symfonii – mówi Parfionow. – Kiedy utwór się skończył, na sali zapanowała kompletna cisza, nie zakłócał jej najmniejszy dźwięk. A potem ktoś z tylnych rzędów zaczął bić brawo, potem ktoś jeszcze i jeszcze, tak że w końcu rozpętała się prawdziwa burza oklasków... Kiedy było już po wszystkim, obejmowaliśmy się, ściskali i całowali. Byliśmy bardzo szczęśliwi”.

Symfonia szybko stała się sławna na całym świecie. Wydarzyło się to w najlepszym z możliwych momentów; tak jakby czuwała nad nią boska opatrzność. Przez pierwsze dwadzieścia dwa miesiące wojny Hitlera, kiedy oddziały niemieckie zajęły Francję, Niderlandy i Bałkany, Rosjanie mogli spać spokojnie, mając podpisany z nazistami pakt o nieagresji. Niemieckie U-Booty i bombowce, które uczestniczyły w bitwie o Anglię i walczyły na Atlantyku, wykorzystywały radzieckie paliwo, a ich załogi były ubrane w mundury uszyte z radzieckiej bawełny i jadły płatki zbożowe z radzieckiej mąki.

Wcześniej Hitler ze Stalinem dokonali rozbioru Polski; poza tym Sowieci wchłonęli państwa bałtyckie i zajęli część Finlandii. Biorąc pod uwagę liczbę aresztowań i egzekucji, ludzi zsyłanych do obozów pracy, zakres i skalę terroru, bolszewicy – przynajmniej w czerwcu 1941 roku, podczas niemieckiej inwazji – znacznie przewyższali nazistów.

Wszystko przemawiało za tym, by uznać tych nowych radzieckich sojuszników za równie bezbożnych, fanatycznych i wrogo nastawionych do zachodnich wartości barbarzyńców, jak ich niedawni nazistowscy przyjaciele.

Symfonia Leningradzka okazała się na to doskonałym antidotum. Alianci za wszelką cenę chcieli uwierzyć w Rosjan, w to, że uda im się wytrwać wobec niemieckiego zagrożenia, oraz w to, że w gruncie rzeczy są oni przyzwoitymi i cywilizowanymi ludźmi. Ich własne kampanie wojskowe traciły impet lub całkowicie się załamywały – wczesnym rankiem 9 sierpnia marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych doznała największej katastrofy w swoich dziejach, w ciągu kilku minut tracąc cztery ciężkie krążowniki i 1270 żołnierzy w ciemnych wodach u wybrzeży wyspy Guadalcanal na Oceanie Spokojnym, podczas gdy Brytyjczycy próbowali odzyskać równowagę po tym, jak niemiecki Afrika Korps zdobył Tobruk – w tej sytuacji muzyka Szostakowicza przynosiła ze sobą pociechę i nadzieję, których tak bardzo potrzebowano. Leningrad wciąż żył i walczył, a zagłuszając mechaniczny zgrzyt i chrzęst gąsienic wrogich czołgów wzniosłymi, podnoszącymi na duchu dźwiękami, zdawał się w oczach wnikliwego obserwatora dostarczać przekonującego świadectwa rosyjskiej siły oporu i woli przetrwania oraz humanizmu. „Niczym wielki zraniony wąż – pisał dziennikarz czasopisma «Time» – który powoli i z trudem wlecze swoje długie cielsko, ta muzyka rozwija się i ciągnie przez osiemdziesiąt minut. [...] Jej tematami są radość, cierpienie. [...] W ostatniej części dęte instrumenty blaszane obwieszczają triumfalnie to, co Szostakowicz opisuje jako «zwycięstwo światła nad ciemnością, humanizmu nad barbarzyństwem»”. Był to rodzaj moralnego odkupienia dla Stalina i radzieckiego reżimu.

W samym sercu pierwszej części znajduje się osiemnastotaktowy temat z dwunastoma narastającymi powtórzeniami. Został on nazwany „epizodem inwazji”; była to odpowiedź dana nazistom przez kompozytora, który – zdaniem recenzentów – ujawnia „nagie zło w całej jego potwornej, aroganckiej nieludzkości, przerażającą, brutalną nawałnicę spadającą na Rosję”. Świat jak zauroczony przyglądał się temu dramatowi.

W artykule w „Washington Post” amerykański poeta Carl Sandburg zwracał się bezpośrednio do Szostakowicza:

W całej Ameryce... miliony słuchają malowanego przez Pana muzycznego portretu Rosji, zalanej krwią i ciemnościami... Świat zewnętrzny patrzy i wstrzymuje oddech. I wszędzie się o Panu mówi, Dmitriju Szostakowicz... A w Berlinie... w Paryżu, Brukseli, Amsterdamie, Kopenhadze, Oslo, Pradze, Warszawie, wszędzie tam, gdzie panoszą się naziści... nowe symfonie... Pańska pieśń opowiada nam o rozśpiewanym narodzie, którego nie da się pokonać ani podbić i który za parę lat będzie miał swój jakże znaczący udział i wkład w sprawę rozwoju i kultywowania ludzkiej wolności i godności.

Partytura została skopiowana na mikrofilmie i wywieziona drogą lotniczą ze Związku Radzieckiego do Teheranu. Stamtąd samochodem z eskortą przewieziono ją do Kairu, a następnie wzdłuż afrykańskiego wybrzeża, wokół Hiszpanii i dalej przez Zatokę Biskajską, poza zasięgiem stacjonujących we Francji niemieckich myśliwców dostarczono dalej, do Londynu. Pod koniec czerwca, prawie dokładnie w rocznicę inwazji Hitlera na Związek Radziecki, w stolicy Wielkiej Brytanii odbyło się pierwsze wykonanie symfonii na Zachodzie. W Royal Albert Hall orkiestrą dyrygował sir Henry Wood.

W Ameryce czołowi dyrygenci – Kusewicki w Bostonie, Stokowski w Filadelfii, Rodziński w Cleveland – walczyli o prawo jej amerykańskiego prawykonania. Arturo Toscanini w Nowym Jorku miał za sobą pieniądze NBC. I to on w końcu zwyciężył. Koncert prowadzonej przez niego studziesięcioosobowej orkiestry, który odbył się w Radio City, spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem słuchaczy. W pierwszym sezonie symfonię Szostakowicza wyemitowały na swojej antenie 1934 amerykańskie stacje radiowe; poza tym sześćdziesiąt dwa razy wykonywano ją na koncertach na żywo.

Historia powstania symfonii – napisanej pod ostrzałem w oblężonym mieście, z którego następnie ją wywieziono i ukazano światu – była sensacyjna sama w sobie. Zdjęcie Szostakowicza pojawiło się na okładce prestiżowego czasopisma „Time”; honor ten nie spotkał nigdy wcześniej żadnego muzyka. Szostakowicz ubrany jest w mundur strażaka, ma na głowie hełm i ze zmarszczonymi brwiami i surowym wyrazem twarzy spogląda na płonące miasto. Podpis pod zdjęciem głosi: „Strażak Szostakowicz. Pośród eksplodujących w Leningradzie bomb usłyszał pierwsze akordy zapowiadające zwycięstwo”.

W istocie jednak sprawy nie przedstawiały się tak, jak się na pozór wydawało. Na przykład owa słynna fotografia Szostakowicza została wykonana w trakcie specjalnej sesji, znacznie wcześniej, niż na miasto zaczęły spadać pierwsze bomby. Szostakowicz był zbyt ważną postacią, by narażać go na jakiekolwiek ryzyko; kiedy walki o Leningrad zaczęły się zaostrzać i życie stawało się coraz bardziej niebezpieczne, został samolotem ewakuowany z miasta.

Światu umknął również pewien znacznie istotniejszy szczegół. Rosyjskie wątki w Symfonii Leningradzkiej były równie ciemne i mroczne, jak te odnoszące się do szturmujących bramy miasta hitlerowców. A także nawiązywały do dawniejszych wydarzeń.

Tak jak miasto było terroryzowane z zewnątrz przez Hitlera, oblężone, bombardowane i ostrzeliwane, tak samo było terroryzowane od wewnątrz przez Stalina. Czystki, które w przedwojennym Leningradzie były na porządku dziennym – aresztowania, przesłuchania, „przyznawanie się do winy”, egzekucje – wcale nie ustały.

Przed wojną Leningrad był centrum stalinowskiego okrucieństwa i terroru, najbardziej zbrukanym i zhańbionym ze wszystkich radzieckich miast. Stalin żywił do tego miasta wyjątkową nienawiść; z powodu elegancji jego budynków, których nieskazitelnie proste linie fasad zdobionych zielonymi, różowymi i błękitnymi stiukami odbijały się w wodzie Newy i licznych kanałów, za jego niezależność umysłową i geniusz artystyczny, za jego wyrafinowanie, tak bardzo różne od dusznej atmosfery panującej w seminarium w TyflisieIII, do którego uczęszczał w młodości, za jego powiązania i sympatie z Trockim. Stalin pastwił się nad Leningradem bardziej niż nad jakimkolwiek innym miastem.

Po wybuchu wojny stalinowski terror nie ustawał. Niemiecka blokada Leningradu stanowiła jedynie przeszkodę natury technicznej: wywózka skazanych do łagrów na Syberii lub w rejonach Arktyki przestała być sprawą łatwą. Na drodze stanęli Niemcy.

Mimo to organy bezpieczeństwa nadal wysuwały całkowicie wydumane oskarżenia wobec podejrzanych, wykrywały wyjątkowo groźne, skomplikowane i rozgałęzione „spiski”. Miasto nadal bało się samego siebie, swoich mieszkańców z fioletowymi legitymacjami tajnej policji, NKWD, w kieszeniach: „Spałeś sobie w swoim nieogrzewanym leningradzkim mieszkaniu, a nad tobą przez cały czas wisiała złowieszcza czarna dłoń z ostrymi pazurami”.

Donosiciele dalej donosili. Śledczy w znajdującej się w centrum miasta, niecałe piętnaście minut piechotą od Radiokomitetu i Filharmonii, głównej siedzibie NKWD, tak zwanym Wielkim Domu, mieli pełne ręce roboty. Jedna z wielu ofiar: profesor Ignatowski, widziany w wychodzącym na Newę oknie swojego biura z białą chusteczką w dłoni. Podczas tortur „przyznał się”, że w ten właśnie sposób dawał znaki niemieckim agentom. Podał nazwiska członków „organizacji” dywersyjnej, do której należał. Ignatowski był specjalistą w dziedzinie optyki. W rezultacie NKWD aresztowało wielu pracowników Państwowego Instytutu Politechnicznego, a ci przyznali się do wszystkiego.

Cele, w których ich przetrzymywano, zbudowane jeszcze za czasów carskich, były pierwotnie przeznaczone dla jednego więźnia. Teraz siedziało w nich „po dziesięciu, czternastu, a nawet dwudziestu ośmiu” aresztowanych, w oczekiwaniu na egzekucję. Wśród nich był Konstantin Strachowicz. Dzięki zbiegowi okoliczności jemu udało się przeżyć, tak że po wojnie został jednym z pierwszych konstruktorów silników turboodrzutowych.

Zarzuty, jakie mu postawiono, były całkowicie niedorzeczne: został jakoby zwerbowany przez Ignatowskiego w wieku zaledwie dziesięciu lat. W więzieniu ze Strachowiczem obchodzono się po bestialsku. Pewnego razu do jego celi przyszedł lekarz więzienny. Wskazywał palcem na aresztowanych i stwierdzał: „Umarlak! Umarlak! Umarlak!”. Trzymanie ich w takich strasznych warunkach nie ma sensu; oburzony doktor zwrócił się do strażnika: „Już lepiej od razu ich wszystkich rozstrzelać i będzie spokój!”.

Szostakowicz kochał swoje miasto. „Godzinę temu ukończyłem pisanie drugiej części mojego najnowszego, dużego utworu na orkiestrę – powiedział w radiu 17 września 1941 roku. – Moje życie i moja praca są ściśle związane z Leningradem. To moja ojczyzna, moje rodzinne miasto, mój dom”.

SerceVII Symfonii wypełnia skowyt z powodu przetaczającego się przez miasto zła. W danej chwili sprawcami owego zła byli wyłącznie naziści. Poprzedził go jednak czerwony terror, który miał trwać dalej. Szostakowicz wiedział o tym lepiej niż ktokolwiek inny. Czerwony terror zabrał mu bliskich przyjaciół i członków rodziny; zmasakrowane ciało jednego z nich znaleziono na wysypisku śmieci w Moskwie, inni zginęli w łagrach GUŁagu. O mały włos – co jeszcze zobaczymy – taki sam los nie spotkał także jego.

Ta trudna, złożona i wspaniała symfonia, a także muzycy, którzy przetrwawszy prawdziwe piekło, byli w stanie ją zagrać, dali odpór brutalnemu złu dręczącemu Leningrad zarówno od wewnątrz, jak i z zewnątrz. Szostakowicz stworzył requiem dla swojego ukochanego, szlachetnego miasta, nieludzko udręczonego przez dwóch największych potworów XX wieku.

Rozdział 1Terror

Terror – do dziś Rosjanie mówią o „represjach”, posługując się tym nieznośnie nijakim, urzędowym słowem, tak jakby wspomnienie o prawdziwym złu, jakie w przeszłości wyrządzali sobie nawzajem, było dla nich zbyt ciężkie do udźwignięcia – otóż terror zaczął się od morderstwa oraz policzka wymierzonego na peronie dworca kolejowego.

Zamordowany nazywał się Siergiej Kirow i był najbardziej znanym działaczem bolszewickim w LeningradzieIV. Dla uczczenia jego pamięci jego imieniem nazwano sześć miast, klasę krążowników, kilka jezior i fabryk, a także czołowy leningradzki zespół baletowyV. Otrzymała je również szeroka aleja – przy niej mieszkał – nieco zaniedbana, lecz wciąż wyjątkowo piękna, ze swoimi czerwonymi granitami i delikatnymi pastelowymi stiukami domów, która biegnie od mostu Troickiego nad Newą przez całą Dzielnicę Piotrogrodzką i połyskuje płomiennie w zimnym północnym świetle. Dziś znów nosi ona dawną carską nazwę, prospekt Kamiennoostrowski, podobnie jak samo miasto – ponownie stało się ono bardziej „Piotrowe” i nazywa się Sankt Petersburg, na cześć cara, który dwa wieki wcześniej kazał wybudować je na porośniętych lasami bagiennych rozlewiskach u ujścia Newy. Jednak mieszkanie Kirowa pod numerem 26–28 pozostało dokładnie takie, jakie było 1 grudnia 1934 roku, kiedy jego lokator wyszedł rano do pracy i na spotkanie ze śmiercią.

Już same jego rozmiary świadczą o statusie lokatora: osiem wielkich pokoi z wysokim sufitem, tam, gdzie w jednym takim pokoju, poprzedzielanym zasłonami lub zwykłymi prześcieradłami, gnieździły się trzy rodziny. Telefony, tak zwane wiertuszki, z bezpośrednim połączeniem z Kremlem umieszczono po cztery na specjalnych pulpitach ustawionych w salonie i jadalni. Aparat, który łączył ze Stalinem, został oznaczony czerwoną gwiazdką. W sypialni, z dwoma bliźniaczymi łożami z jasnego drewna w stylu art nouveau, na stylowym niskim stoliku stała jeszcze jedna wiertuszka z czerwoną gwiazdką. Stalin często dzwonił do Kirowa nocą. Na honorowym miejscu na ścianie wisiały oprawione w ramki fotografie Lenina i Stalina.

Wystrój pokojów zdradza zainteresowania Kirowa, który był zapalonym myśliwym. W salonie na podłodze leży wyprawiona skóra niedźwiedzia polarnego (prezent), na ścianie zaś wisi podobna skóra niedźwiedzia brunatnego (trofeum). Kirow miał dwa wypchane bażanty i jednego dużego jastrzębia, a także model rybackiego trawlera, któremu nadano jego imię, by w ten sposób uczcić jego zamiłowanie do wędkarstwa. W bibliotece znajduje się kilka tysięcy tomów; są tam też globus i kolekcja rzadkich książek – z niej był wyjątkowo dumny. Kirow był wielkim smakoszem w mieście, w którym panował głód; w jego kuchni stała ogromna lodówka General Electric, jedno z dziesięciu tego rodzaju urządzeń sprowadzonych do Związku Radzieckiego; spiżarnia była wyposażona w niewielki, lecz głęboki basen do przechowywania świeżych ryb, w kuchni znajdowały się kamienne blaty służące do krojenia mięsa i filetowania ryb.

Kirow uwielbiał muzykę. Specjalna przepustka w skórzanej oprawie, ze stemplem „Numer 1”, zapewniała dwa wolne miejsca na każdym przedstawieniu któregoś z ośmiu miejskich teatrów operowych, baletowych i dramatycznych, na koncertach w Filharmonii i teatrze rewiowym, a także na występach cyrku państwowego. Mimo nawału pracy Kirow regularnie korzystał z tej przepustki: on i jego żona nie mieli dzieci, jemu zaś – jak mówiono – wyjątkowo podobały się baleriny. W mieszkaniu znajdował się również aparat telefoniczny, przez który dzięki specjalnemu łączu mógł słuchać na żywo muzyki z przedstawień baletowych i operowych. Kirow starannie przechowywał zaproszenie do loży numer 1 na pierwszym balkonie w Teatrze MałymVI na premierę opery Szostakowicza Lady Makbet mceńskiego powiatu, która odbyła się 24 stycznia 1934 roku. Były to dlań niezwykle cenne chwile kontaktu z muzyką kompozytora, którego szczerze podziwiał. W domu przechowywał również plakat zapowiadający to wydarzenie.

Kirow roztaczał wokół siebie specyficzną, pogodną aurę, budził sympatię, jak żaden inny członek stalinowskiego reżimu. Potrafił być jednak okrutny. Podczas wojny domowej, która w wyniku rewolucji ogarnęła kraj, jako młody komisarz rozkazał w trakcie tłumienia rebelii w Astrachaniu „bezlitośnie rozprawić się z tymi białogwardyjskimi świniami”1. Ta krwawa rozprawa kosztowała życie czterech tysięcy ludzi; takie były jednak koszty kariery, jaką w hierarchii partyjnej robił Kirow. W końcu osobiście poznał Stalina i – co najważniejsze – poróżnił się z Trockim.

Co więcej, był przystojny, otwarty na innych i sympatyczny; należał do tej kategorii ludzi, którzy łatwo zdobywają przyjaciół. Przez osiem lat rządził Leningradem, przy czym jego popularność w mieście była prawdziwa i niewymuszona. Kirow pozostawał blisko Stalina, bliżej niż ktokolwiek inny; był dlań kimś więcej niż tylko partyjnym towarzyszem, pocieszał go i odnosił się doń wyjątkowo ciepło, zwłaszcza po tym, jak dwa lata wcześniej żona Stalina, Nadieżda Alliłujewa, popełniła samobójstwo, strzelając do siebie z pistoletu. „Mój Kirycz – mawiał o nim Stalin – mój przyjaciel i ukochany brat”. Letnie wakacje często spędzali razem, ich dacze na Krymie stały blisko siebie. Wspólnie bywali w bani (łaźni parowej) – mimo że skóra Stalina nosiła ślady po przebytej ospie i łuszczycy, co starał się skrzętnie ukrywać przed innymi – kiedy zaś Kirow szedł popływać w morzu, Stalin czekał na niego na plaży2. Przyjeżdżając do Moskwy, Kirow zatrzymywał się zwykle w apartamencie Stalina na Kremlu i bawił się z jego dziećmi, które za nim przepadały; mała Swietłana urządzała dla niego przedstawienia kukiełkowe.

Obaj widzieli się po raz ostatni 28 listopada w Moskwie. Wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku. Stalin osobiście odprowadził wracającego do Leningradu Kirowa do jego przedziału w nocnym ekspresie „Czerwona Strzała”.

Oczywiście zdarzały się między nimi również napięcia. Na XVII Zjeździe Partii, który odbył się na początku 1934 roku, Stalin został określony mianem „ukochanego wodza”. Lew Trocki, pogardzający Stalinem, przebywał na emigracji. Inni wysocy rangą bolszewicy starannie odgrywali swoje role, burzliwie oklaskując Stalina. A jednak to Kirowowi urządzono owację na stojąco, całkowicie spontaniczną i szczerą. Na zakończenie Zjazdu, w trakcie wyboru członków Komitetu Centralnego, nazwisko Stalina zostało skreślone na kartach do głosowania co najmniej przez stu, a być może nawet aż przez trzystu delegatów. Tymczasem Kirow otrzymał tylko trzy czy cztery głosy przeciwne. Choć oficjalnie wyniki głosowania były utajnione, Stalin dowiedział się o wszystkim i nie kryjąc swojego niezadowolenia, postanowił brutalnie zareagować. Spośród 1966 delegatów na Zjazd 1108 zostało następnie aresztowanych; dwie trzecie z nich miało zostać rozstrzelanych, podobnie jak wszyscy ci spośród wyższych funkcjonariuszy partyjnych, którzy okazali Stalinowi choćby cień wrogości albo też byli mu w taki czy inny sposób nieprzychylni. Leningrad ucierpiał pod tym względem bardziej niż inne miasta. Wszyscy z siedmiu pochodzących z Leningradu członków Komitetu Centralnego, najwyższego organu partyjnego, a także dyrektorzy wszystkich tamtejszych największych zakładów przemysłowych, padli ofiarą stalinowskich czystek. Spośród stu pięćdziesięciu czterech delegatów z Leningradu na XVII Zjazd jedynie dwóch przeżyło i zostało ponownie wybranych do tego gremium na kolejnym, XVIII Zjeździe. Tymczasem z sześćdziesięciu pięciu członków leningradzkiego komitetu miejskiego partii swoje stanowiska zachowało tylko dziewięciu.

Popularność Kirowa niepokoiła Stalina. Mówił o odwołaniu go z bastionu w Leningradzie, ale napotykał opór. W tych okolicznościach została podjęta próba usunięcia szefa NKWD w Leningradzie Fiodora Miedwiedia i zastąpienia go jednym z zaufanych uczestników pijatyk Stalina. Ponieważ jednak Kirow lubił Miedwiedia i miał do niego zaufanie, odmówił spełnienia tego żądania. Po pewnym czasie osobista ochrona Kirowa, która zawsze była nieliczna, bez pytania została powiększona o czterech enkawudzistów z Moskwy.

Przedpołudnie 1 grudnia Kirow spędził w domu, pracując nad przemówieniem, później zaś udał się pieszo do swojego biura. Znajdowało się ono w gmachu Instytutu Smolnego – który był niegdyś częściowo klasztorem, a częściowo szkołą dla dziewcząt, Instytutem Szlachetnie Urodzonych Panien – z imponującymi propylejami z błękitnymi i złotymi barokowymi obramowaniami oraz elegancką fasadą w stylu palladiańskim, pokrytą tynkiem w kolorze bieli i ochry. W okresie Rewolucji Lenin uczynił zeń kwaterę główną władzy bolszewickiej. Kiedy rząd przeniósł się do Moskwy na Kreml, budynek stał się siedzibą komitetu miejskiego Partii.

Kirowowi towarzyszył ochroniarz Borisow, który został na chwilę zatrzymany przez czekistów z Moskwy. Tymczasem Kirow główną klatką schodową ruszył na górę, po czym na drugim piętrze skręcił w korytarz, gdzie znajdował się jego gabinet. Minął w nim młodego, ciemnowłosego, szczupłego, niskiego mężczyznę, który następnie podążył za nim. Leonid Nikołajew, nerwowy, lekko niezrównoważony człowiek, był kimś w rodzaju politycznego nieudacznika i intryganta. Wykluczony z Partii, po pewnym czasie został do niej ponownie przyjęty, gdy poskarżył się na długi i swoje nieszczęśliwe małżeństwo. Już kilka tygodni wcześniej zauważono go, jak przechadza się po korytarzach Smolnego z nabitą bronią w kieszeni, nie zatrzymano go jednak, a tylko nakazano niezwłoczne opuszczenie budynku.

Nikołajew strzelił Kirowowi w kark z rewolweru nagan, po czym skierował go w swoją stronę. Pracujący w pobliżu elektryk zdołał mu jednak podbić rękę, tak że druga kula trafiła w sufit. Ranny Kirow padł twarzą na podłogę.

Wezwano trzech lekarzy. Sztuczne oddychanie nie odniosło jednak żadnego skutku. Stalina powiadomiono o wszystkim przez telefon. Jeden z lekarzy był Gruzinem, tak jak i sam Stalin, więc obaj rozmawiali ze sobą o zabójcy w swoim ojczystym języku. Reakcja Stalina była natychmiastowa. Wydał dekret nakazujący niezwłoczne skazywanie na śmierć wszystkich osób oskarżonych o działalność terrorystyczną i wykonywanie wyroków w trybie przyspieszonym. Jeszcze tego samego dnia wieczorem Stalin specjalnym pociągiem udał się do Leningradu.

Na miejscu zjawił się następnego dnia rano, około 7.30. Na peronie Dworca Moskiewskiego witał go Miedwied’. Stalin podszedł do niego i bez słowa spoliczkował dłonią w rękawiczce. Następnie pojechał do Smolnego. Kluczowy świadek morderstwa, Borisow, zginął w dość tajemniczych okolicznościach; miał mianowicie wypaść ze skrzyni ciężarówki NKWD, która wiozła go na przesłuchanie. Miedwied’ oraz kilku innych wysokiej rangi leningradzkich enkawudzistów zostało zesłanych do obozów pracy przymusowej w kopalniach i łagrów.

Przed powrotem do Moskwy Stalin osobiście przesłuchał Nikołajewa. Do dziś nie jest jasne, czy to właśnie on zlecił zabójstwo Kirowa. Wiele zdarzeń związanych z tą sprawą miało charakter na tyle zagadkowy – dlaczego Nikołajew nie został wcześniej aresztowany? dlaczego zmniejszono ochronę Kirowa? jakie były prawdziwe okoliczności śmierci Borisowa? – że Walerian Kujbyszew, główny ekonomista Stalina, przewodniczący Komisji Planowania Gospodarczego, zażądał wdrożenia specjalnego śledztwa. Ale miesiąc później Kujbyszew już nie żył, według oficjalnego komunikatu zmarł w wyniku zawału serca. W późniejszym czasie rozstrzelani zostali żona i brat Kujbyszewa, choć Stalin, wykazując się poczuciem czarnego humoru – z czego zresztą słynął – kazał uhonorować go pochówkiem w murze kremlowskim, tym bardziej że był on jednym z tych, którzy na pogrzebie nieśli trumnę Kirowa, a także zmienić na jego cześć nazwę Samary, dużego miasta przemysłowego nad Wołgą. Tak się złożyło, że to właśnie w Kujbyszewie Szostakowiczowi przyszło kończyć partyturę VII Symfonii.

Stalin wykorzystał zabójstwo Siergieja Kirowa, leningradzkiego przywódcy partyjnego, żeby spuścić ze smyczy NKWD i rozpocząć terror. Tutaj (pierwszy z prawej) niesie trumnę z ciałem Kirowa na miejsce spoczynku w kremlowskim murze. Rządy w Leningradzie objął Andriej Żdanow (piąty z prawej, w jasnym płaszczu), co oznaczało zagrożenie dla Szostakowicza.

Nie ulega wątpliwości, że zabójstwo Kirowa było Stalinowi na rękę. Pod koniec miesiąca Nikołajewowi urządzono tajny proces, na którym został on oczywiście skazany, po czym jeszcze tego samego dnia wieczorem na mocy nowego dekretu rozstrzelany. Oprócz niego zgładzono jeszcze trzynaście innych osób. Wykryto „leningradzkie centrum”, w którym mieli się skupiać zwolennicy przebywającego na emigracji Lwa Trockiego; członkostwo w nim można było przypisać każdemu, kto tylko nie podobał się Stalinowi. Wdowa po Borisowie została umieszczona w zakładzie dla obłąkanych.

Stracono również trzy osoby spośród nielicznej delegacji funkcjonariuszy towarzyszących Stalinowi w drodze z Moskwy do Leningradu. Na rozkaz Stalina został rozstrzelany Gienrich Jagoda, wszechmocny szef NKWD, podobnie jak jego zastępca oraz pierwszy sekretarz Komsomołu (Komunistycznego Związku Młodzieży) Aleksandr Kosariew, który, tak jak Szostakowicz, był zagorzałym kibicem piłkarskim Spartaka Moskwa (kompozytor podczas pobytu w Moskwie zawsze chodził na mecze tego klubu).

Czwartym członkiem delegacji był Andriej Żdanow. Stalin wyznaczył go wkrótce na następcę Kirowa w Leningradzie. Można powiedzieć, że Żdanowowi się udało. Niemal do końca życia miał rządzić tym miastem, przeprowadzać w nim liczne czystki i nękać Szostakowicza.

Dmitrij Dmitrijewicz Szostakowicz miał wówczas dwadzieścia osiem lat. Jego dorobek kompozytorski był już zdumiewająco różnorodny: trzy symfonie, dwa balety, koncert fortepianowy, scherza, preludia, muzyka filmowa, opracowania muzyczne sztuk teatralnych, orkiestracje różnych utworów i dwie opery. I Symfonię, którą napisał w wieku dziewiętnastu lat jako pracę dyplomową w Konserwatorium, wykonywały orkiestry prowadzone przez Toscaniniego i Klemperera. Opera Lady Makbet mceńskiego powiatu, którą tak bardzo zachwycał się Kirow, przyniosła mu światową renomę. Wystawiano ją równolegle w Leningradzie i Moskwie, a także w całej Europie. Jej temat – miłosna namiętność i morderstwo – stał się sensacją w Nowym Jorku, Cleveland i Filadelfii. Rozgłośnia BBC transmitowała ją w Londynie. „Radziecka myśl muzyczna podbija świat”, krzyczały nagłówki gazet.

Linie oblężenia były blisko, tak blisko, że niektóre tramwaje znajdowały się w rękach Niemców. Z powodu braku prądu zimą po mieście nie jeździły tramwaje. Kiedy przywrócono dostawy energii elektrycznej i 15 kwietnia tramwaje ruszyły, ludzie płakali ze szczęścia, głaskali wagony i prosili motorniczych o pozwolenie zadzwonienia na wiwat. Widok jeżdżących tramwajów przygnębiał Niemców, ponieważ oznaczał, że Leningrad wciąż trwa.

Matka zaczęła dawać lekcje fortepianu Dmitrijowi, kiedy skończył dziewięć lat. Sofia Szostakowicz sama była utalentowaną pianistką, absolwentką leningradzkiego Konserwatorium. „Mamy tu niezwykle uzdolnionego chłopca”, stwierdziła po dwóch dniach. Tydzień później mały Mitia grał z nią już razem na cztery ręce. Okazało się, że chłopiec ma słuch absolutny i doskonałą pamięć, która pozwala mu natychmiast zapamiętywać poznawane utwory, bez konieczności ich ponownego odgrywania. „Szybko nauczyłem się nut i zapamiętywałem wszystko łatwo, bez powtórek – jakoś mi to samo przychodziło. W krótkim czasie płynnie czytałem nuty. Po raz pierwszy spróbowałem też komponować”3.

Oboje jego rodzice urodzili się na Syberii; ich pochodzenie miało na tyle rewolucyjne zabarwienie, że z łatwością udało im się uniknąć napiętnowania jako burżuje, choć matce Szostakowicza, kiedy chodziła do szkoły w Irkucku, zdarzyło się pewnego razu tańczyć dla carewicza Mikołaja. Rodzinie dobrze się powodziło, Szostakowiczowie mieli daczę i duże mieszkanie w mieście – „było olbrzymie”, jak z humorem wspomina tamte carskie czasy siostra Szostakowicza, Maria: „miało sześć pokoi, a także, przy kuchni, osobny pokój dla służby”; ich ojciec posiadał samochód, co wówczas w Rosji było rzadkością.

Kiedy chłopca posłano do elitarnego gimnazjum Marii Szydłowskiej, do którego uczęszczały dzieci piotrogrodzkiej inteligencji, zaczął on wykazywać również zdolności matematyczne. Dmitrij był dzieckiem bardzo inteligentnym, żywym i skłonnym do psot. Gdy miał jedenaście lat, obejrzał operę Glinki Rusłan i Ludmiła. Dzieło to zrobiło „na mnie ogromne wrażenie, w czysto muzycznym sensie”, niezależnie od rozgrywającego się na scenie dramatu – powiedział – „największe zaś aria Ratmira”4. Choć pierwszy wysłuchany nieco później koncert symfoniczny nie zrobił na Szostakowiczu podobnie dużego wrażenia, było całkiem jasne, że jego sercem bez reszty zawładnęła muzyka.

W wieku dwunastu lat pisał już preludia na fortepian. Jeden z przyjaciół zapamiętał, że na szkolnym koncercie Szostakowicz grał Sonatę c-moll (nr 5) Beethovena. Koleżanka z klasy, Irina, córka Borisa Kustodijewa, cierpiącego na paraliż malarza o niezwykłej sile twórczej, którego dzieła wyróżniały się żywiołowością i kolorystyką, wspominała, jak Mitia grywał dla jej ojca. „Mały chłopiec z burzą włosów na głowie podszedł do mojego ojca, przywitał się z nim, po czym podał mu długi pasek papieru, na którym, jeden po drugim, były wypisane wszystkie utwory z jego repertuaru – mówiła. – Następnie zasiadł do fortepianu i odegrał je wszystkie, dokładnie w takiej właśnie kolejności”5.

Jesienią 1919 roku, gdy miał trzynaście lat, Szostakowicz po ukończeniu szkoły zaczął uczęszczać do Konserwatorium. Mieściło się ono w wielkim szarym gmachu, który zdawał się zbyt klasycznie surowy i ponury dla małego chłopca; było to miejsce dla dorosłych, gdzie w tamtych wypełnionych głodem latach wojny domowej, jaka rozpętała się w wyniku Rewolucji, panowały zimno i wilgoć oraz unosił się zapach kapusty, jedynego produktu, którego nigdy nie brakowało. Konserwatorium cieszyło się jednak świetną reputacją za sprawą wybitnych postaci, które w przeszłości przewinęły się przez jego mury: Anton Rubinsztejn, Rimski-Korsakow, Czajkowski, Prokofiew, Diagilew. Szostakowicz zadomowił się w Konserwatorium i bardzo szybko zabrał się do komponowania.

Pracował w oszałamiającym tempie, pędził niczym na złamanie karku, nie przejmując się dochodzącym z zewnątrz hałasem i mnóstwem spraw, które mogłyby go rozpraszać, i rzadko kiedy przegrywając jakiś nowy pasaż na fortepianie. „Zapisywał swoją muzykę od razu w całości, po prostu tak, jak przychodziła mu do głowy – mówiła jego siostra Zoja – a potem gotową partyturę utworu, którego wcześniej nawet sobie nie przegrał, zabierał na zajęcia do Konserwatorium”. Szostakowicz nigdy nie potrzebował dla sprawdzenia przegrywać swoich utworów na fortepianie. „Po prostu siadał i zapisywał to, co słyszał w głowie, a potem od razu wykonywał gotowy utwór na fortepianie”6. Do tych wczesnych kompozycji należy osiem preludiów na fortepian, temat z wariacjami na orkiestrę, dwie bajki Kryłowa na mezzosopran, chór żeński i orkiestrę kameralną, Trzy tańce fantastyczne na fortepian oraz Suita fis-moll na dwa fortepiany.

Kompozycja tej suity, napisanej w 1922 roku, pokazuje swoisty upór i nieustępliwość, które w każdej chwili – jeśli tylko nie spodobałoby się to Stalinowi lub Żdanowowi – mogły stanowić śmiertelne zagrożenie dla Szostakowicza. Kompozytor miał bowiem to nieszczęście, że oni obydwaj byli melomanami; wykazywali wielkie zainteresowanie nowymi utworami muzycznymi oraz tymi, którzy je tworzyli. Obaj odebrali w młodości wykształcenie w szkołach prawosławnych, byli bardzo wrażliwi na muzykę cerkiewną, uwielbiali również gruzińskie pieśni ludowe. Czasami wspólnie śpiewali. Stalin obdarzony był miłym dla ucha tenorem. Lubił balet i operę; często bywał w Teatrze Bolszoj w Moskwie, gdzie miał swoją lożę, specjalnie opancerzoną i zabezpieczoną przed ewentualnymi zamachami, a także wyposażoną w zasłonę, za którą mógł skryć swoją twarz. Stalin lubił też słuchać muzyki poważnej z radia; przesłuchiwał wszystkie nowe nagrania płytowe, robiąc na ich koszulkach odręczne adnotacje, w rodzaju: „dobre... takie sobie... tandeta”. Żdanow ukończył Konserwatorium Moskiewskie. Jego matka była zdolną pianistką, uczyła syna gry na tym instrumencie. Ławrientij Beria, osoba o skłonnościach sadystycznych, który z czasem miał zostać szefem NKWD, przydał Żdanowowi przydomek „Pianista”.

Tych, którzy nie postępowali według ich widzimisię i nie spełniali ich oczekiwań, niszczono. W swojej muzyce Szostakowicz z przykrością rezygnował z innych gatunków – na przykład baletu i opery, ponieważ były to sfery wnikliwego zainteresowania jego „panów i władców” – a także akceptował to, że niektóre z jego utworów, nawet cała symfonia, nigdy nie były wykonywane i przez dziesięciolecia nikt o nich nie słyszał. Ale nie podporządkowywał się w tym, jak pisał muzykę. Kiedy jego profesor w Konserwatorium polecił mu przerobić jedną z suit fortepianowych, Szostakowicz odmówił. Potem jednak, po dalszych naleganiach profesora, ustąpił. W końcu utwór został odegrany na koncercie studenckim. „Po koncercie zniszczyłem poprawioną wersję i od razu przystąpiłem do odtwarzania oryginału”, wspominał to zdarzenie po latach Szostakowicz, odpowiadając na pytania Romana Grubera, muzykologa z Konserwatorium7. Zdaniem kompozytora krytyka „z góry”, to, co nazywał on „dyktaturą «zasad»”, mogła zniszczyć w artyście instynkt twórczy. „Nie wolno kaleczyć ludzi – powiedział. – Niektórzy mają o wiele słabszy charakter ode mnie i dlatego można im wyrządzić wielką krzywdę, na całe życie” Tamże.. Rzeczywiście, tak się zdarzało.

Kiedy Szostakowicz miał dwadzieścia jeden lat, jego pasją, oprócz muzyki, była literatura: Biesy Dostojewskiego, Martwe dusze Gogola oraz Czechow. „No i uwielbiam Goethego”, dodawał. Potem był balet klasyczny, a następnie rzeźba i architektura – przede wszystkim leningradzki sobór Świętego Izaaka oraz pomnik Piotra Wielkiego dłuta Falconeta – ów słynny, stojący na ogromnym kamiennym postumencie, niczym na skraju urwiska, brązowy posąg jeźdźcaVII spoglądającego przed siebie na drugi brzeg Newy.

„Uwielbiam teatr jako rodzaj sztuki – mówił. – Niezmiernie mnie on ku sobie pociąga”. Jego idolem był Wsiewołod Meyerhold. „Tak w ogóle to uważam Meyerholda za geniusza reżyserii... Bardzo lubię też cyrk i często w nim bywam”. Szczególnie podobały mu się występy akrobatów „i żonglerów”. Szostakowicz żywo interesował się historycznymi przemianami i zawirowaniami, sprawą rewolucji, przemocy i kataklizmów społecznych, w które był sam z konieczności uwikłany. „Mówiąc ogólnie, komponuję głównie pod wpływem wydarzeń zewnętrznych”. I tak już miało pozostać.

„Nieustannie przenika mnie impuls tworzenia”, oświadczył kiedyś. Zadano mu pytanie, czy ma to jakiś związek z „zewnętrznie niezdrowymi stanami organizmu”; chodziło o narkotyki lub alkohol. Kompozytor odpowiedział, że w jego przypadku jedynymi stałymi elementami w okresach intensywnego tworzenia są bezsenność i to, że „palę wtedy więcej niż zwykle, odbywam długie przechadzki... chodzę po pokoju, robię notatki na stojąco i w ogóle nie potrafię zachować spokoju”8.

Ów impuls popychający go do tworzenia, jak mówił, „ma zawsze charakter wewnętrzny. Etap przygotowawczy trwa od kilku godzin do kilku dniu, nie dłużej jednak niż tydzień... Najpierw, przed wszystkim innym, przychodzi do mnie zawsze barwa brzmienia, potem melodia i rytm, a później cała reszta”. Komponując, posługiwał się na ogół fortepianem, „choć potrafię się również bez niego obejść”. Kiedy utwór był gotowy, Szostakowicz nigdy więcej się nim już nie zajmował. „Nigdy nie wracam do kompozycji, którą uważam za skończoną”.

Na początku 1922 roku, roku wyjątkowego głodu w mieście, zmarł ojciec kompozytora, który podczas wyprawy zimową porą na wieś w poszukiwaniu jedzenia zaziębił się i zapadł na zapalenie płuc. Rodzina nagle znalazła się bez pieniędzy i wsparcia. Matka dawała lekcje gry na fortepianie w zamian za chleb, znalazła sobie także dorywcze zajęcie jako kasjerka w sklepie.

Dmitrij zachorował na gruźlicę. Zrobił się „blady i wymizerowany – mówiła jego babcia – nie miał dobrych butów, kaloszy ani ciepłego palta”. Aleksandr Głazunow, dyrektor Konserwatorium, był do tego stopnia zaniepokojony jego stanem, że wyprosił dla niego specjalną „akademicką rację żywnościową”, choć składała się ona zaledwie z małej porcji cukru oraz pół funta wieprzowiny raz na dwa tygodnie, żeby w ten sposób „odżywić naszego najbardziej utalentowanego ucznia i wzmocnić nieco jego nadwątlone zdrowie”.

Operacja, przeprowadzona wiosną 1923 roku, okazała się udana. W czerwcu, kiedy Szostakowicz skończył Konserwatorium w klasie fortepianu, na szyi wciąż nosił bandaże. Rodzina sprzedała jeden z fortepianów, żeby zapewnić mu dobre warunki rekonwalescencji na ciepłym południu, na Krymie. Fortepian, który pozostał – skarżył się Szostakowicz – „brzmiał jak stary garnek”. W końcu młody kompozytor wrócił do zdrowia i zaczął pracować jako taper, grając na pianinie do niemych filmów wyświetlanych w kinie Piccadilly na prospekcie Newskim, głównej ulicy miasta, a następnie w Barrikadzie i Splendid Palace. Kiedy właściciel innego kina, Swietłaja Lenta, nie chciał wypłacić mu pensji za dwa tygodnie, Szostakowicz podał go do sądu – „teraz widzę, że to tylko oszust i ciemiężyciel” – i wygrał9. Ten wątły chłopiec był wyjątkowo stanowczy i uparty.

Granie w kinach okazało się znakomitą szkołą. Szostakowicz nauczył się improwizować, poruszać po pełnej skali nastroju, od komicznego do tragicznego, od pogodnego do mrocznego, przekonał się również, w jaki sposób najskuteczniej rozśmieszyć i wzruszyć publiczność. Sam nieźle się przy tym bawił. Kolega pianista, z którym występował, Natan Perelman, zapamiętał, że czasami grywali marsze żałobne, kiedy na ekranie odbywały się tańce, wesołe zaś melodie taneczne w momentach tragicznych. Zdarzało się również, że Szostakowicz zabierał ze sobą do kina dwójkę przyjaciół – skrzypka i wiolonczelistę – i grali we trójkę. Jego gra była „zadziwiająca” – „miał cudowną technikę; wykonywał wspaniałe pasaże oktawowe”, wspominał Perelman; „wszystko to miał bardzo dokładnie i precyzyjnie przemyślane w głowie” – odbywał też tournée jako pianista koncertowy10.

Doświadczenia zebrane w pracy tapera bardzo przydały się Szostakowiczowi, kiedy przystąpił do pisania muzyki filmowej. Pierwszym filmem, do którego skomponował muzykę, był Nowy Babilon (1929)VIII, historia miłosna rozgrywająca się w okresie Komuny Paryskiej. Szostakowicz wykorzystał szokujące zestawienie, scenę, w której pluton egzekucyjny rozstrzeliwuje komunardów, ilustrując ją parafrazą kankana z Orfeusza w piekle Offenbacha. Przez następną dekadę opracował muzykę do szesnastu filmów. Jego Piosenka na dzień dobry, napisana do filmu Turbina 50 000IX z 1932 roku, stała się przebojem międzynarodowym. Jej melodia została wykorzystana w kilku amerykańskich musicalach, a także trafiła do filmu wytwórni MGM Thousands CheerX. W Szwajcarii stała się pieśnią weselną. Była jednym w ulubionych utworów StalinaXI.

Szostakowicza inspirowało także samo miasto. Po dojściu do siebie po burzliwym okresie Rewolucji i wojny domowej Leningrad stał się głównym ośrodkiem sztuki awangardowej i eksperymentalnej. Władimir Majakowski, futurystyczny poeta, aktor i namiętny kochanek, pisał:

Ulice – to nasze pędzle.

Place nasze palety.

Na ulicę fortepian ciągnij...11

I właśnie tak się działo, dosłownie. Fortepiany i pianina wynoszono z burżuazyjnych salonów i ustawiano na otwartych skrzyniach furgonetek, których „załogę” stanowili kierowca, pianista i śpiewak/śpiewaczka, a czasami także wiolonczelista i skrzypek. Jeździli oni ulicami robotniczych dzielnic, a także w pobliżu koszar Armii Czerwonej, dając zaimprowizowane koncerty. Wielu spośród tych muzyków było studentami Konserwatorium.

FEKS (Fabrika Ekscentriczeskogo Aktiora, Fabryka Ekscentrycznego Aktora) stała się forpocztą futuryzmu. W Manifeście sztuki ekscentrycznej jej twórcy i założyciele przemianowali Leningrad na Ekscentropolis. W tworzonych pieśniach, obrazach i muzyce deklarowali swoje przywiązanie do „piosenek o nieszczęśliwej miłości, zawołań licytatora na aukcji, slangu... plakatów cyrkowych, okładek szmatławych kryminałów... jazz-bandów, orkiestr ulicznych czarnych, cyrkowych marszów”. Jeśli zaś chodzi o balet i teatr, to byli zwolennikami „pieśni i tańców w amerykańskim stylu... teatru rewiowego, kina, cyrku, kabaretu, boksu”12. Szostakowicz nie był futurystą, podziwiał jednak większość tego, czym zachwycali się futuryści, zwłaszcza to, co między sobą nazywali mjuzik-chołłem. Jego pierwszy balet, Złoty wiek, napisany w 1929 roku, składał się z szybko następujących po sobie „numerów”, scen rozgrywających się w teatrze rewiowym „wielkiego, kapitalistycznego miasta”, z „fokstrotowymi bachanaliami”, kankanem oraz kapitanem radzieckiej drużyny piłkarskiej rozprawiającym się z zakamuflowanymi faszystowskimi agentami13.

W 1932 roku Szostakowicz poślubił Ninę Warzar. Tu wraz z nimi Iwan Sollertinski, najbliższy i najbarwniejszy z przyjaciół kompozytora. Tylko najcichsze szmery pozwalały usłyszeć, co ich czeka.

W nadchodzących mrocznych latach Szostakowicz był w znacznej mierze zdany na przyjaciół. Najserdeczniejszym z nich był Iwan Sollertinski, człowiek wielkiego entuzjazmu i siły, lingwista, klasycysta i erudyta, który jako dyrektor artystyczny Filharmonii pierwszy wprowadził do Leningradu muzykę Mahlera i Brucknera i którego wygłaszane przed koncertami pogadanki często zachwycały publiczność bardziej niż sama muzyka. Jak mawiała siostra Szostakowicza, Zoja, Dmitrij pozostawał z nim w „zwariowanej przyjaźni... spędzali ze sobą całe dni, żartowali i śmiali się”.

W 1927 roku Szostakowicz poznał Wsiewołoda Meyerholda. Ten znany reżyser teatralny znajdował się wówczas u szczytu powodzenia; miał własny teatr i zespół aktorski i nic nie zapowiadało, że cokolwiek może mu grozić. Meyerhold z podziwem odnosił się do I Symfonii Szostakowicza, zdając sobie sprawę, że ów młody i wszechstronnie uzdolniony kompozytor może okazać się jego wręcz idealnym współpracownikiem w pracy teatralnej. W styczniu i lutym 1928 roku w Moskwie Szostakowicz uczestniczył wraz z Meyerholdem w przygotowywaniu sztuki teatralnej Majakowskiego Pluskwa. Obaj dobrze się ze sobą rozumieli. Reżyser, który zakwaterował kompozytora w swoim mieszkaniu, nazywał go zdrobniale „Dima” i „Mitieńka”. Szostakowicz napisał do Sollertinskiego pełen ironii, zabawny list, w którym opowiadał o wzajemnym szacunku i uznaniu, jakie żywili dla siebie „geniusze”, z którymi właśnie mieszkał – sam Meyerhold, jego żona, sławna aktorka Zinajda Rajch, i jej dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa z poetą Siergiejem Jesieninem. Zarówno Meyerhold, jak i Rajch zwracali się również do Szostakowicza o ocenę talentu muzycznego dzieci: „Masz rację, Dima. Tak, Dima?”14.

Malarz Nikołaj Sokołow zapamiętał, jak reżyser i kompozytor wraz z Majakowskim uczestniczyli w próbach. Szostakowicz miał chłopięcy wygląd, był „bardzo skromny i nieśmiały”, reagował „nerwowo i impulsywnie”, a jego muzyka była „ostra, kanciasta i niezwykła” – jednak Meyerholdowi bardzo się podobała: „Ona zrywa wszystkie stare pajęczyny w naszych zakurzonych mózgach!”. Pewnego razu Szostakowicz zapodział gdzieś partyturę z zapisem muzyki jednej ze scen – później miał się niepokoić, że w zatłoczonym pociągu, którym jechał w czasie wojny, zostawił partyturę VII Symfonii – i chodził po teatrze „cały roztrzęsiony i podenerwowany”. Meyerhold, który traktował go trochę jak syna, „objął ramieniem i przemówił do niego delikatnym głosem: «Nie martw się, mój drogi, znajdziemy ten twój marsz. A jak nie, to w ostateczności jakoś damy sobie radę bez niego»”15. W końcu ten fragment partytury się znalazł i „szczęśliwy kompozytor chodził po teatrze cały rozpromieniony i uśmiechnięty”.

Szostakowicz poznał także pewnego bardzo znanego, wysokiego rangą wojskowego. „Zajmuje wysoką pozycję, posiada własny samochód, ale jak wielu sławnych ludzi ma pewną słabostkę – pisał w liście do przyjacielaXII. – Uwielbia muzykę i sam trochę gra na skrzypcach... Zagrałem mu kilka moich kompozycji, a wtedy on spytał, czy nie chciałbym przyjechać do Moskwy”. Owym znajomym był generał Michaił Tuchaczewski, człowiek wciąż jeszcze młody, z urodzenia szlachcic, dawny wybitny carski oficer, który po przejściu na stronę bolszewików pomagał im bezwzględnie rozprawiać się z białogwardzistami, Polakami, buntującymi się marynarzami16 i chłopamiXIII. W owym czasie pełnił funkcję szefa Sztabu Generalnego Armii Czerwonej.

Trzy lata później Tuchaczewski został mianowany dowódcą Leningradzkiego Okręgu Wojskowego. Szostakowicz utrzymywał z nim przyjacielskie kontakty także po tym, jak generała przeniesiono do Moskwy.

Ale natura kompozytora oraz jego przyjaciele stanowili dlań pewne zagrożenie. Chodziło bowiem dokładnie o takie cechy charakteru i taki rodzaj przyjaciół, które czyniły go wyjątkowo podatnym na oddziaływanie brutalnego terroru czasu i miejsca, w jakich los wyznaczył mu żyć.

Na własnej skórze zdążył się o tym przekonać Majakowski. Jego początkowy entuzjazm dla sprawy osłabł, a następnie całkowicie się wyczerpał. W kwietniu 1930 roku, zrażony do bolszewizmu i jego jałowości, napisał list pożegnalny, opatrując go niedokończonym wierszem:

Jak się to mówi,

historia sknocona.

Strzaskała się

łódka miłosna

o byt.17

Następnie popełnił samobójstwo, strzelając sobie z pistoletu w serce.

Odszedł także Misza Kwadri. Był on serdecznym przyjacielem, na którego sofie Szostakowicz sypiał zwykle podczas wizyt w Moskwie, pełnym życia dobrym duchem złożonej z moskiewskich kompozytorów „Grupy Sześciu”. Szostakowicz zadedykował swoją I Symfonię Kwadriemu, który zrewanżował się, dedykując mu swoje Wariacje na fortepian, a także urządzając awanturę przed wyprzedanym do ostatniego miejsca premierowym wykonaniem I Symfonii w Moskwie w 1926 roku. Mimo że nie miał biletu, zażądał wpuszczenia na koncert, wrzeszcząc: „Przecież to moja symfonia!”, jak napisał sam autor. Kwadri był zbyt wielkim indywidualistą i buntownikiem, żeby udało mu się przeżyć w tamtych czasach. W 1929 roku został aresztowany za „antyradziecką działalność”, a następnie rozstrzelany; po jego śmierci dedykacja z I Symfonii została usunięta ze wszystkich jej rosyjskich wydań.

Cechy osobowości Szostakowicza wylicza inny jego przyjaciel, pianista Michaił Druskin. Kompozytor był „delikatny i wrażliwy, miał giętki i lotny umysł, choć bywał także bardzo nerwowy... był niezwykle czujny i dokładny, wykazywał wielkie zainteresowanie wszystkimi aspektami życia... Miał wyczulone oko na wszelką śmieszność, często zauważał absurd, podczas gdy inni zupełnie nie zwracali na to uwagi”. Kiedy człowiek żyje pod rządami dyktatury, stawianie pytań i zbyt wnikliwa obserwacja mogą być dlań bardzo niebezpieczne. Co gorsza, Szostakowicz „obdarzony był wielkim poczuciem humoru... Uwielbiał ironię i satyrę”. Temu, kto się śmieje, może grozić śmiertelne niebezpieczeństwo. Zdaniem Druskina Szostakowicz zdawał sobie sprawę ze swojej bezbronności i podatności na zranienia, co „sprawiało, że w sztuce najbardziej pociągał go jej aspekt tragiczny. Jego powołaniem była realizacja w muzyce koncepcji tragedii, zgodnie z tym, jak on sam postrzegał świat... Nie ulega wątpliwości, że los, jaki przypadł mu w udziale, nie był lekki, tym bardziej że żył on niejako z nerwami na wierzchu i w związku z tym bardzo silnie reagował na wszystko, co się wokół niego działo”. To poczucie stania na skraju ciemnej otchłani sprawiło, że już mając dziewiętnaście lat, a więc kiedy pisał I Symfonię, Szostakowicz był nad wiek dojrzały i głęboki. „Czasami po prostu chce mi się krzyczeć – pisał w liście do przyjaciela, pianisty Lwa Oborina. – Wrzeszczeć ze strachu. Same tylko wątpliwości i problemy. Cała ta ciemność dusi mnie”18. Oprócz wymienionych tu cech charakteru, za które musiał słono płacić, Szostakowicz miał jeszcze jedną, ratującą go z opresji. „Potrafił również w zdumiewającym stopniu panować nad sobą – zauważył Druskin – tak że bez względu na to, w jak trudnym położeniu się znajdował, zawsze umiał zachować powściągliwość i opanowanie”.

A sytuacja właśnie zaczynała się pogarszać. Wykorzystując zabójstwo Kirowa do własnych celów, Stalin przystąpił do dzieła. Leningrad został uznany za miasto wyjątkowo skażone wszelkim „wrogim elementem”, zwolennikami Trockiego oraz tego „opozycjonisty” Grigorija Zinowiewa, tak bardzo znienawidzonymi przez Stalina. W tajnym raporcie Komitetu Centralnego Partii z 18 stycznia 1935 roku Leningrad został przedstawiony jako „jedyne miasto tego rodzaju, w którym bardziej niż gdziekolwiek indziej przejawiają swoją obecność dawni carscy urzędnicy państwowi i ich służący, a także żandarmi i policjanci... rozpełzają się oni na wszystkie strony, wnikając podstępnie w struktury naszego aparatu władzy”. Ze względu na bliskość granicy osobom tym w sytuacji zagrożenia łatwiej było uciekać z kraju19.

Zaczęło się od wyrzucania z Partii tych, których podejrzewano o jakiekolwiek związki z Trockim i Zinowiewem, tych, którzy kiedyś byli w opozycji, a później stali się ulegli wobec Stalina. W fabrykach i biurach odbywały się otwarte, trwające siedem i więcej godzin mityngi, na których pracownicy denuncjowali swoich kolegów z powodu takiej czy innej, ich zdaniem, jawnie antybolszewickiej postawy: „Ona przejawia ironiczną postawę... On nie oddaje się studiom politycznym i zawsze jest małomówny... Ona zataiła to, że jej mąż był oficerem Białej Armii” 20.

Wkrótce nastąpiły pierwsze aresztowania. Archeolog Boris Piotrowski, w Instytucie Historii Kultury Materialnej zajmujący się Wschodem, jadł właśnie pączki na przyjęciu zorganizowanym z okazji tłustego czwartku, kiedy do pokoju wkroczyli uzbrojeni żołnierze w towarzystwie paru funkcjonariuszy NKWD w cywilu, po czym aresztowali jego, organizatorkę przyjęcia Marczenkową i jeszcze jednego archeologa. Zostali oni odwiezieni „czarnymi wronami” (jak potocznie nazywano karetki więzienne) na ulicę Szpalerną, do starego, zbudowanego z czerwonej cegły aresztu miejskiego, usytuowanego, co wielce wygodne, w niedalekiej odległości od Wielkiego Domu, monumentalnej kwatery głównej NKWD w centrum Leningradu.

Cela, w której go umieszczono, była przepełniona; aresztowani leżeli na pryczach i podłodze. Wszędzie kłębiły się szczury. Piotrowski zauważył, że aresztowani z powodów politycznych, a więc ci, przeciwko którym właśnie zwrócił się Stalin, zachowywali się inaczej niż pozostali. „Byli spokojniejsi i zwykle trzymali się razem”. Reszta była zbieraniną najrozmaitszych typów. Mężczyzna pracujący jako kelner w wagonie restauracyjnym został oskarżony o sabotaż, ponieważ ser szwajcarski w kanapkach, które serwował podróżnym, miał dziury. Pewien artysta malarz – Piotrowski znał jego żonę – trafił do celi, bo jego rysunki przedstawiające Lenina uznano za karykatury. Snajper z Intouristu – ponieważ pracownicy państwowego biura podróży obawiali się, że bogaci zagraniczni turyści, którzy przyjeżdżali do ZSRR, żeby upolować niedźwiedzia, mogli okazać się na tyle kiepskimi myśliwymi, że zamiast go zabić, mogliby jednie go zranić i tym samym narazić się na niebezpieczeństwo ataku ze strony rozwścieczonego zwierzęcia, dlatego zwykle zatrudniali snajperów, którzy w tym samym czasie z ukrycia strzelali do niedźwiedzia i niechybnie go uśmiercali – miał być dawnym carskim oficerem. Innego osadzonego, młodego mężczyznę, syna członka Akademii Nauk, aresztowano za jazdę samochodem z jednym z zagranicznych dyplomatów. Grabarzowi zarzucano, że na cmentarzu, na którym pracował, ukrywał broń palną, i to mimo tego, że nie znaleziono tam ani jednej sztuki.

Tak jak wielu po nim Piotrowski początkowo przypuszczał, że został aresztowany przez pomyłkę i że wkrótce na pewno zostanie zwolniony. „Po trzech dniach – wspominał – zacząłem rozumieć, że sprawa jest poważna”. Przesłuchujący Piotrowskiego czekista poinformował go, że Marczenkowa, kobieta, która urządziła przyjęcie z okazji ostatków, była przywódczynią organizacji terrorystycznej. Reakcja Piotrowskiego znów okazała się bardzo typowa: „Zaczynałem właśnie podejrzewać, że Marczenkowa rzeczywiście chce nas zwerbować”. Miał jednak na tyle zdrowego rozsądku, że zachował milczenie. Został wypuszczony po czterdziestu dniach spędzonych w areszcie. Wrócił do instytutu, gdzie został chłodno przyjęty przez jego dyrektora F. Kiparisowa i zwolniony z pracy. Rok później aresztowano Kiparisowa – zmarł w obozie.

W 1928 roku Szostakowicz napisał muzykę do sztuki Władimira Majakowskiego Pluskwa. Na zdjęciu poeta futurysta, aktor i satyryk w towarzystwie kochanki, Lili Brik, na Krymie – zbyt bogate życie wewnętrzne nie pozwoliło mu przetrwać narastania bolszewickiego ucisku. Zastrzelił się w 1930 roku.

Masowe deportacje do obozów pracy i odległych regionów Syberii i Azji Środkowej odbywały się falami. Władza pozbywała się tak zwanych byłych ludzi (bywszyje ludi) – księży, carskich oficerów i żandarmów, policjantów, burżujów, kułaków, chłopów, którzy uciekli ze wsi po wprowadzeniu kolektywizacji.

„Kriestianskaja Prawda”, gazeta wychodząca w Leningradzie, publikowała serię publicznych oświadczeń „ukrytych wrogów klasowych”, którzy zostali zdekonspirowani na terenie miejscowych szkół i szpitali. Okazało się, że niejaki Troicki, rzekomy dawny oficer Białej Armii i syn popa, pracował jako księgowy jednego ze szpitali. Niestety, jak napisano w artykule, cieszył się dobrą opinią przykładnego pracownika, a jego zwierzchnik uznał nawet, że jest on na swoim stanowisku „nie do zastąpienia”. W tym samym szpitalu wykryto jeszcze dwie byłe zakonnice oraz byłego mnicha, niejakiego Rodina, który pracował jako asystent lekarza i cieszył się tak wielkim zaufaniem, że „nawet zastępował lekarza w trakcie wizyt domowych u pacjentów”. Gazeta ze złośliwą satysfakcją przypominała swoim czytelnikom, że każdy, przyjaciel, znajomy czy członek rodziny, kto kontaktował się z tymi „przyczajonymi wrogami ludu”, mógł sam zostać oskarżony o „utrzymywanie stosunków z elementem antyradzieckim”21.

Niejaki Tipolt, dawny baron, został wyrzucony ze stołówki pracowniczej w fabryce, gdzie był zatrudniony jako księgowy. Spasskiego, sprzedawcę papierosów w kiosku, zdekonspirowano jako dawnego carskiego generała. Z ulic zgarniano także różnego rodzaju osoby z marginesu – Cyganów, włóczęgów, wędrownych krawców, kobiety znajdujące się „na granicy prostytucji”, a także wszystkich tych, których określano mianem „elementu społecznie zdegenerowanego”. Żebracy podpadali pod kategorię „agitatorów kościelnych”, podobnie jak strannikiXIV, wędrowni kaznodzieje pielgrzymi, którzy za carskich czasów przemierzali drogi imperium rosyjskiego.

Leningradczycy korzystali z okazji, żeby denuncjować swoich sąsiadów z tak wielkim zapałem, że zaskoczyło to „nawet samych partyjnych propagandystów”22. Głównym powodem był brak mieszkań. Większość z nich bowiem gnieździła się w zatłoczonych komunałkach (mieszkaniach komunalnych), z prowizorycznie poprzedzielanymi pokojami, wąskimi korytarzami i wspólnymi kuchniami; przy czym w każdym takim lokalu mieszkał „ktoś niespełna rozumu, jakiś pijak, awanturnik, itp.”23. Każdą, nawet najmniejszą oznakę cywilizacji – „radioodbiornik, urządzenia kanalizacyjne, telefon, wannę, dostęp do prądu” – lokatorzy przekształcali w „broń lub narzędzie tortur”, które można było wykorzystywać do stałego wzajemnego zadręczania się i katowania24.

Do rzeszy bezdomnych dołączały sfory osieroconych dzieci, zwanych biezprizornymi. NKWD uskarżało się na ogromną liczbę „inwalidów, kalek, żebraczek z dziećmi i nieletnich bez opieki”. Przybywali oni z miast zniszczonych w czasie wojny domowej, a także z wiosek cierpiących z powodu prześladowania kułaków oraz innych brutalnych działań związanych z kolektywizacją. W rezultacie liczba mieszkańców Leningradu zwiększyła się z półtora miliona w 1926 roku do 2,8 miliona w 1937 roku. W sumie w aglomeracji miejskiej i całym regionie Leningradu mieszkało prawie siedem milionów ludzi25.

Zadenuncjowanie sąsiada oznaczało szansę na zdobycie większej przestrzeni mieszkalnej. Jeden ze studentów Państwowego Instytutu Politechnicznego opowiadał o tym, jak jego matka cieszyła się z powodu znikania kolejnych lokatorów. „Mama mówiła: «Niech ich szlag! Niech ich wszystkich zabiorą. Może wtedy szybciej dostaniemy własne mieszkanie»”. „Łowcy mieszkań” chodzili na organizowane w zakładach pracy zebrania, żeby denuncjować tych, którzy mieszkali w jakimś upatrzonym przez nich wcześniej pokoju czy mieszkaniu. Sprzątaczka z fabryki imienia Wołodarskiego doniosła na dawnego żandarma, u którego w domu na ścianie wisiał „portret jednego z członków carskiej rodziny”.

W realiach radzieckich denuncjacja mogła być obywatelskim sygnałem, czyli patriotycznym, lojalnym ostrzeżeniem wystosowanym do władz. Mogła też mieć formę donosu, czyli oskarżenia wynikającego z pobudek osobistych, zawiści czy złośliwości, i mającego na celu przede wszystkim wyrządzenie krzywdy danej osobie26. Niektóre z tego rodzaju listów wysyłane były do NKWD, wiele bezpośrednio do Stalina i politbiura, inne do gazet. Każda radziecka gazeta miała obszerny dział zajmujący się wyłącznie listami od czytelników. Część z nich publikowano od razu pod nagłówkami w rodzaju Signały snizu