Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2007

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Lekarz z ambicjami - Kate Hardy

Doktor Alyssa Ward niechętnie przystaje na propozycję wspólnej kolacji z konsultantem z ich szpitala, Sebastianem Radleyem. Nie zamierza nawiązywać bliższej znajomości z żadnym mężczyzną, a tym bardziej z tak osławionym kobieciarzem jak Seb, pochodzącym na dodatek z wyższych sfer. Seb jest jednak urzekająco miły, a w końcu chodzi tylko o jeden wieczór...

Opinie o ebooku Lekarz z ambicjami - Kate Hardy

Fragment ebooka Lekarz z ambicjami - Kate Hardy

dla każdej kobiety, każdego dnia…

Więcej informacji znajdziesz na www. harlequin. com. pl

Kate Hardy

Lekarz z ambicjami

TłumaczyłAndrzej Szydłowski

Droga Czytelniczko!

Długo czekaliśmy na tegoroczną zimę, ale może wiosna się pospieszy? Gdyby jednak pogoda spacerom nie sprzyjała, zapraszamy do lektury naszych książek. Oto co przygotowaliśmy na ten miesiąc:Niespodzianka (Medical Duo) – Po kolejnym nieporozumieniu oboje mieli pewność, że już żadne nie wypowie słów, na które tak czekali.Samotny z wyboru (Medical Duo) – Cal uważał, że jeśli nie będzie nikogo potrzebować, nie będzie także cierpieć. Gina była przeciwnego zdania…Lekarz z ambicjami (Medical) – Alyssa wykazała wiele dobrej woli, by Seb uświadomił sobie, czego naprawdę pragnie.Ojciec dla Emily (Medical) – Madison nie chce mieć męża, który przemknąłby przez jej życie jak meteor, zwłaszcza że już raz czegoś takiego doświadczyła…

Zapraszam do lektury

Harlequin. Każda chwila może być niezwykła.

Czekamy na listy! Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o. o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21

Kate Hardy

Lekarz z ambicjami

TłumaczyłAndrzej Szydłowski

Toronto · Nowy Jork · Londyn

Amsterdam · Ateny · Budapeszt · Hamburg

Madryt · Mediolan · Paryż

Sydney · Sztokholm · Tokio · Warszawa

Tytuł oryginału: Her Honourable Playboy

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2006

Redaktor serii: Ewa Godycka

Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska, Ewa Godycka

© 2006 by Pamela Brooks

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o. o., Warszawa 2007

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B. V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzeżone.

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o. o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4

Skład i łamanie: COMPTEXT®, Warszawa

Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona

ISBN 978-83-238-3808-1

Indeks 325260

MEDICAL – 376

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Dlaczego miałoby mi zależeć na tym, żeby wygrać wieczór w towarzystwie Sebastiana? – spytała Alyssa.

– Należałoby raczej spytać, dlaczego nie miałoby ci na tym zależeć – odparła Tracey, pielęgniarka na oddziale ratownictwa medycznego. – Hm, chyba coś jest z tobą nie w porządku. – Chwyciła Alyssę za rękę i zmierzyła jej tętno, spoglądając na zegarek. – Nie ulega wątpliwości, że żyjesz i puls masz w normie. – Dotknęła jej czoła. – Temperatura normalna, więc nie może to być delirium.

– Och, przestań! – zawołała Alyssa, mimo woli wybuchając śmiechem.

– A może to chwilowa niepoczytalność?

– Musiałabym być niepoczytalna, żeby pójść na tę kolację z Sebem – mruknęła Alyssa. – To nie wchodzi w rachubę. Ale jestem gotowa wpłacić na ten wasz fundusz pewną sumę. – Wyjęła z szafki torebkę i znalazła w niej zwitek banknotów. – Proszę, na dobry cel.

– To wystarczy na trzy losy – oznajmiła Tracey, unosząc brwi ze zdziwienia.

– Nie chcę ani jednego, bardzo ci dziękuję.

– Ależ Alyssa, tak nie można. Sprzedajemy losy właśnie dlatego, żeby dać każdemu równe szanse. Gdybyśmy zorganizowali licytację, mogliby w niej wziąć udział tylko najbogatsi.

Alyssa byłaby gotowa ustąpić, gdyby mogła się zgodzić z jej rozumowaniem. Ale dostrzegła w nim jeden słaby punkt.

– Być może niektóre kobiety marzą o tym, żeby spędzić wieczór z Sebastianem Radleyem – powiedziała – ale ja nie mam na to najmniejszej ochoty.

– Dlaczego? Jest czarujący i dowcipny. Wieczór w towarzystwie Seba to cenna nagroda. On potrafi zadbać o to, żeby jego partnerka świetnie się bawiła.

– Tylko dlatego, że ma ogromną praktykę. – Alyssa uniosła brwi. – W ciągu sześciu miesięcy, jakie spędził w Docklands Memorial, umówił się chyba ze wszystkimi kobietami, które nie ukończyły trzydziestu pięciu lat.

– Może po prostu szuka odpowiedniej partnerki.

– A może jest męskim odpowiednikiem luksusowej dziwki.

Alyssa zdecydowanie nie była zainteresowana tego rodzaju mężczyznami. Po swoich doświadczeniach ze Scottem Cooperem zamierzała unikać ich do końca życia.

Tracey gwizdnęła cicho.

– Widzę, że ty go naprawdę nie lubisz.

– Jako lekarz jest w porządku. Potrafi być sumienny, stanowczy i czarujący. – Alyssa podziwiała jego stosunek do pacjentów może dlatego, że sama traktowała ich w podobny sposób. – Ale jako mężczyzna, z którym miałabym spędzić wieczór… Nie, dziękuję. Nie jest w moim typie.

– Więc kto mógłby być w twoim typie? – spytała Tracey. – Pracujesz tu od trzech lat, a nie pamiętam, żebyś się z kimkolwiek umówiła.

Alyssa miała ochotę poprosić ją, by pilnowała swoich spraw, wyznać, że jest lesbijką albo oznajmić, że nadal szuka księcia z bajki, ale się powstrzymała. Postąpiłaby nieuczciwie, wyładowując swój zły humor na dyżurnej pielęgniarce. Tracey miała dobrą wolę, ale prawda była kłopotliwa, a Alyssa nie zamierzała dawać nikomu pożywki do plotek na swój temat.Żaden z pracowników szpitala Docklands Memorial nie wiedział o tym, że popełniła kiedyś błąd, a ona chciała, żeby tak pozostało.

Niebieskooki Sebastian Radley może i jest czarujący, przystojny i dowcipny – sama przyznawała, że to najbardziej seksowny mężczyzna, jakiego znała – ale każdy bliższy związek z tego rodzaju człowiekiem grozi katastrofą. Wiedziała więc, że powinna go unikać.

– Jestem osobą zajętą i nie mam czasu na randki – rzekła przyjaznym tonem, wyjmując z torebki kolejny banknot. – Proszę bardzo. Czy teraz przestaniesz mnie nękać?

– Hm – mruknęła z uśmiechem Tracey. – Tak czy owak, dziękuję za wpłatę na nasz fundusz.

Gdy Alyssa odeszła, starannie wypisała na trzech odcinkach losów słowa,,Alyssa Ward''.Od dawna uważała, że doktor Ward zbyt ciężko pracuje i powinna się jakoś rozerwać. A Sebastian Radley, konsultant ich szpitala, jest człowiekiem, który mógłby jej to ułatwić.

On z kolei powinien trochę spoważnieć i zdać sobie sprawę, że życie nie jest niekończącym się pasmem przyjęć i bankietów. A Alyssa jest kobietą, która może mu na to otworzyć oczy. Tracey doszła do wniosku, że przygotowywane przez nią przyjęcie dobroczynne może się przyczynić do rozwiązania kilku problemów. Postanowiła porozmawiać z Vicki Radley, siostrą Seba, współorganizatorką tego wydarzenia. Czuła, że jeśli zdoła zapewnić sobie jej poparcie, Docklands Memorial stanie się o wiele bardziej interesującym i przyjaznym miejscem pracy.

– To był naprawdę bardzo głupi pomysł – oświadczył Seb. – Przypomnij mi, dlaczego ja się na to zgodziłem?

– Bo uwielbiasz oglądać swoją podobiznę w gazetach, a gazety kochają cię jeszcze bardziej, kiedy masz na sobie smoking – odparła ze śmiechem jego siostra Vicky. –,,Pan Sebastian Radley pomaga w zbiórce pieniędzy na sprzęt dla oddziału ratownictwa medycznego''.,,Bogaty ale otwarty na potrzeby biednych''. Wspaniała reklama.

– Bardzo zabawne… – mruknął, patrząc na nią z niechęcią. – Dlaczego nie mógłbym po prostu wpłacić jakiejś sumy na fundusz szpitala?

– To nie byłaby żadna sensacyjna wiadomość. W każdym razie nie na tyle sensacyjna, żeby uwolnić Charliego od dziennikarzy, więc musiałby w końcu podjąć próbę wytłumaczenia się przed Sophie. A ponieważ fotoreporterzy usiłowaliby tymczasem wyważyć jej drzwi, ona nie zgodziłaby się wyjść za niego za mąż, tylko uciekłaby na koniec świata. – Vicky wzruszyła ramionami. – To był najlepszy pomysł, jaki przyszedł mi do głowy. I pragnę ci przypomnieć, że wyraziłeś zgodę.

– No dobrze. Jesteś moją dłużniczką. Podobnie jak nasz starszy brat.

– Nie denerwuj się – uspokoiła go Vicky, poprawiając delikatnie jego muszkę. – Wyglądasz wspaniale. Gdybyś nie był moim bratem słynącym z okropnego stosunku do kobiet, sama odczułabym pokusę wykupienia losu.

– Losu? Przecież to miała być aukcja… – wymamrotał Seb, mrużąc oczy.

– Wszystko inne będzie sprzedane w drodze licytacji, ale wieczór z tobą… Seb, to jest szpital. Chcemy, żeby pracujące tu dziewczyny miały równe szanse, dlatego zrobiliśmy cię główną wygraną w naszej loterii.

– Gdybyście mnie sprzedali w drodze licytacji, mogłabyś wziąć w niej udział i wygrać. – Westchnął. – Gotów byłbym to sfinansować.

– Chciałbyś kupić samego siebie? – parsknęła Vicky. – Och, daj spokój. Nie spodziewaj się, że w to uwierzę. Za dobrze cię znam. Przecież uwielbiasz umawiać się z kobietami. – Urwała i spojrzała na niego z uwagą. – Czyżbyś kogoś pokochał i zamierzał się ustatkować?

– Ależ skąd! Czy uważasz, że jestem głupi? – Seb zmarszczył brwi. – Nie. Ja tylko… Posłuchaj, napiszcie na tych losach wyraźnie, że chodzi o jeden wieczór, a nie o obietnicę małżeństwa. I że nie zamierzam kontynuować tej znajomości.

– Na to już za późno. Wszystkie losy są sprzedane.

– Mam nadzieję, że wygra jakaś starsza pani, która będzie chciała być traktowana przez jeden wieczór jak gwiazda filmowa. Wytworne stroje, elegancka limuzyna, luksusowa restauracja… – Seb wykrzywił usta w niechętnym grymasie. – I żebyś wiedziała, że nigdy więcej nie dam się na coś takiego nabrać.

Zapadła chwila ciszy. Potem Vicky posłała bratu czułe spojrzenie.

– Seb?

– Tak?

– Przestań narzekać, uśmiechnij się, wejdź do sali i oczaruj tych ludzi, od których chcemy wyciągnąć trochę pieniędzy.

Wiedział, że potrafi wykorzystać swój urok osobisty, a teraz, ponaglony przez siostrę, przypomniał sobie, jaki jest cel dzisiejszej imprezy: zbiórka na szpitalny fundusz. Wziął głęboki oddech i ruszył w kierunku sali.

Przez pierwszą połowę wieczoru bawił się doskonale. Nakłaniał uczestników aukcji do podbijania stawek. Wziął udział w licytacji pewnego profesora, który miał przez jeden dzień pełnić rolę pokojówki, potem starszej pielęgniarki mającej przez tydzień grać rolę szofera, sprzedał na aukcji trzy hinduskie masaże, sześć domowych kolacji, skrzynkę szampana, parę tortów i kilka pocałunków. Za jeden z nich zapłacił absurdalnie wysoką cenę, przebijając wszystkich konkurentów, ponieważ pielęgniarka, która zgodziła się pocałować zwycięzcę, okazała się bardzo ładna. Pieniądze przeznaczone na szpitalny fundusz lały się jak woda, a w sali panowała atmosfera radosnego podniecenia.

Jego znakomity nastrój zmąciło pojawienie się na scenie dwóch osób: jego siostry i starszej pielęgniarki szpitala, Tracey Fry.

– Oto nadszedł moment, na który wszyscy czekaliście – oznajmiła Vicky. – Losowanie. Główną i jedyną wygraną jest wieczór spędzony w towarzystwie Sebastiana Radleya.

Rozległy się oklaski, okrzyki i gwizdy. Seb poczuł, że jego twarz gwałtownie czerwienieje. Miał ochotę zapaść się pod ziemię.

– Zaraz się przekonamy, który numer wygrywa… – Vicky zdobyła gdzieś nawet bęben, w którym wirowały odcinki losów. Seb zacisnął zęby i poprzysiągł jej okrutną zemstę.

Tracey otworzyła klapkę w górnej części bębna, demonstracyjnie sięgnęła aż na jego dno, wyciągnęła złożony odcinek losu i uniosła go triumfalnie w górę.

Ona też mi za to zapłaci, pomyślał Seb. Dlaczego tak przeciąga ogłoszenie wyniku?

Tracey powoli rozwinęła kartkę.

– Wygrywa numer… 457! – oznajmiła głośno.

Na sali rozległ się szelest losów i pomruk zawodu.

Mam nadzieję, że wygra ktoś, kto potraktuje całą sprawę jako żart i nie będzie ode mnie oczekiwał dozgonnej miłości, myślał nerwowo Sebastian.

– Alyssa Ward! – zawołała Tracey.

Alyssa Ward? Usiłował skojarzyć to nazwisko z jakąś twarzą, ale bezskutecznie.

– Niestety, Alyssa nie mogła spędzić tego wieczoru razem z nami…

Nie ma jej? – pomyślał ze zdziwieniem. Przecież… Ach, pewnie ma nocny dyżur.

– …więc przekażę jej tę dobrą wiadomość jutro rano – dokończyła Tracey. – A teraz oddaję głos Sebastianowi.

Uśmiechnął się czarująco, udając, że jest zachwycony, a potem szybko dokończył licytację ostatnich przedmiotów. Przez cały czas jednak zastanawiał się, kim może być Alyssa Ward. W pewnym momencie doznał olśnienia. Tak, Alyssa Ward, spokojna i nieśmiała lekarka z oddziału ratownictwa. Pracował z nią przez sześć miesięcy, ale nadal prawie jej nie znał. Brała udział w koleżeńskich spotkaniach pracowników, ale z jakiegoś powodu zawsze siedziała na przeciwległym końcu długiego stołu.

Zachowywała się niemal tak, jakby usiłowała mnie unikać, pomyślał ze zdziwieniem. Ale skoro nie chce mieć ze mną nic wspólnego, to po co kupowała los na loterię? To się wydaje kompletnie pozbawione logiki. Ale takie już są kobiety. Z wyjątkiem mojej siostry Vicky. Ona jest osobą całkowicie racjonalną.

Tak czy owak był zadowolony, że nie musi spotkać się z Alyssą nazajutrz rano. Wiedział, że skoro pełni nocny dyżur, to na pewno zjawi się w szpitalu dopiero po południu, a on zyska kilka godzin spokoju, podczas których będzie mógł dowiedzieć się o niej czegoś więcej.

– Przed wejściem na oddział powinnaś włożyć zbroję – zawołała ze śmiechem Fliss, gdy Alyssa pojawiła się następnego dnia w pokoju dla personelu.

– Dlaczego?

– Bo wszystkie zatrudnione w tym szpitalu kobiety będą się domagać twojej krwi.

– Co takiego? – Alyssa zmarszczyła czoło. – Przykro mi, Fliss, ale nie mam pojęcia, o czym mówisz.

– Wygrałaś. Wczoraj wieczorem.

– Co wygrałam?

Fliss wydała cichy jęk.

– Musisz stanowczo napić się kawy, bo widzę, że jeszcze śpisz. Wygrałaś wieczór w towarzystwie Seba.

– To niemożliwe – oznajmiła Alyssa, kręcąc głową. – Nie kupiłam losu.

– Musiałaś to zrobić, bo inaczej nie mogłabyś wygrać – stwierdziła Fliss, unosząc brwi.

– Nie kupiłam losu. – Alyssa splotła ręce na piersiach. – Wpłaciłam na fundusz szpitala pewną sumę.

– Która wystarczyła na kupno kilku losów – wtrąciła Tracey, która weszła do pokoju i usłyszała ich rozmowę. – Wypisałam na nich twoje nazwisko. A jeden z nich wygrał.

Alyssa skrzywiła się z niechęcią.

– W takim razie chętnie zrzeknę się mojej wygranej na rzecz kogoś innego.

Seb, który nie zdążył jeszcze wejść do pokoju dla personelu, usłyszał ostatnią wymianę zdań i zatrzymał się jak wryty. Przecież Alyssa Ward ma nocną zmianę…

Nie, pomyślał, ja tylko zakładałem, że ktoś, kto wykupił los i nie zgłosił się po wygraną, musi pełnić nocny dyżur. A tymczasem ona nie tylko nie kupiła losu, ale w dodatku nie chce spędzić ze mną wieczoru.

Poczuł ukłucie zawodu. Nie zamierzał się z nikim wiązać, ale potrafił zadbać o to, by żadna kobieta nie nudziła się w jego towarzystwie. Postanowił zastosować się do sugestii Vicky. Zaprosić posiadaczkę szczęśliwego losu na wytworną kolację, a potem na jakiś dobry spektakl teatralny. Kto mógłby nie mieć na to ochoty?

Zmarszczył brwi. Nie pamiętał, by jakakolwiek kobieta kiedykolwiek wzgardziła jego zaproszeniem. Spotyka go to po raz pierwszy w życiu. I wcale nie był z tego zadowolony. Postanowił więc wyjaśnić tę sprawę od razu i przekonać się, na czym polega problem.

– Dlaczego? – spytał, wchodząc do pokoju. – Czyżby uważała mnie pani za jakiegoś odrażającego typa?

– Nie – odparła Alyssa, mimo woli czerwieniąc się z zażenowania. – Ja po prostu nie umawiam się na randki.

Ach, więc o to chodzi. Choć powinien być zadowolony, poczuł jeszcze bardziej bolesne ukłucie zranionej ambicji.

– Tu nie chodzi o żadną randkę – stwierdził z naciskiem – tylko o jednorazowe spotkanie, które było główną wygraną w loterii mającej zasilić budżet szpitala. Chciałbym to mieć za sobą – dodał z irytacją w głosie – więc proponuję dzisiejszy wieczór.

Ku jego zaskoczeniu Alyssa nie zamierzała ustąpić.

– Dziś wieczorem jestem zajęta.

– Więc proszę zmienić plany.

– Myślę, doktorze Radley, że to pan może zmienić plany. Albo spędzić ten wieczór we własnym towarzystwie. – Spojrzała na niego bez cienia uśmiechu i postawiła na stole kubek z nietkniętą kawą. – I bardzo proszę, żeby pan nie przemawiał do mnie takim rozkazującym tonem.

Fliss gwizdnęła cicho.

– Pokazała ci, gdzie jest twoje miejsce – mruknęła, gdy Alyssa wyszła z pokoju.

Być może, pomyślał Seb. Do tej pory nigdy nie zwrócił większej uwagi na Alyssę. Była po prostu sumienną lekarką, z którą kilka razy współpracował. Zauważył wtedy, że jest sprawna, ma właściwy stosu nek do pacjentów i wykonuje swoje obowiązki bez szemrania. Zawsze nosiła pod białym lekarskim kitlem gładkie szare spodnie i jasną koszulę, a on w gruncie rzeczy nie zauważył nawet, że jest kobietą. Była dla niego po prostu koleżanką z pracy.

Nigdy nie podejrzewał jej o tak silną wolę i tak nieugięty charakter. Był tym zaskoczony, ale wydała mu się kobietą bardzo interesującą. Postanowił spędzić z nią najbliższy wieczór i przekonać się, czy naprawdę jest taka twarda.

Po południu tego dnia trafił mu się piekielnie trudny przypadek. W sali reanimacyjnej panował spokój, więc przyjmował pacjentów, którzy zgłaszali się do ambulatorium. Był wśród nich czteroletni chłopiec, który przyciął sobie męski organ zamkiem błyskawicznym od spodni. Wspaniale, pomyślał, kiedy recepcjonista imieniem Mel wręczył mu kartę informacyjną. Dlaczego nie przyślą mi nieznośnego starca albo dwumetrowego kulturysty, który wdał się w bójkę i nadal jest pijany? Dlaczego musieli skierować do mnie tego bachora?

Nie umiał postępować z dziećmi. Nie lubił ich. Był zadowolony, że ma starszego brata, więc nie musi się troszczyć o przedłużenie męskiej linii swej rodziny. Żywił nadzieję, że Charlie i Sophie spłodzą wkrótce potomka, który odziedziczy rodzinny tytuł i majątek.

Chłopczyk głośno płakał, a jego matka była bliska histerii. Seb zdobył się na zawodowy uśmiech i poprowadził ich w kierunku izby przyjęć.

– Proszę pójść za mną – powiedział. – Zaraz wszystko będzie dobrze.

– Chciał sam się ubrać. Odwróciłam się może na dwie sekundy, a on… a on…

– To się często zdarza. Mali chłopcy za szybko wkładają spodnie i przycinają sobie skórę zamkiem. – Miał nadzieję, że chłopczyk przestanie płakać. Jego zawodzenie działało mu na nerwy tak bardzo, jak niegdyś zgrzyt kredy o tablicę.

– Ale ten zamek się zaciął i nie mogłam go rozpiąć! – Kobieta zaczerwieniła się gwałtownie. – Czy to nie spowoduje jakichś… komplikacji?

– Nie – zapewnił ją Seb. – Proszę mi wierzyć, że operacja nie będzie konieczna. Dam mu jakiś środek przeciwbólowy, żebym mógł rozpiąć ten zamek, nie narażając go na dalsze cierpienia. Czasem wystarczy kropla oleju mineralnego. W najgorszym razie będę musiał rozciąć spodnie.

– Nie mam nic przeciwko temu, bo i tak ich nie znoszę. Kupiła mu je jego babka, bo uważała, że wygląda niechlujnie w dresie, w którym chodził do tej pory.

Dziecko nadal płakało, a wszystkie wysiłki uspokojenia go okazały się daremne. Seb doszedł do wniosku, że potrzebuje pomocy. Postanowił sprowadzić jakąś pielęgniarkę, która umiałaby radzić sobie z dziećmi.

– Muszę przynieść zestaw narzędzi – powiedział do matki chłopca. – Wrócę za dwie sekundy.

Z ulgą wybiegł na korytarz, zamierzając poprosić o pomoc pierwszą osobę, którą spotka. Okazała się nią Alyssa Ward. Zawahał się, ale nadal słyszał płacz dziecka i wiedział, że musi wybrać mniejsze zło.

– Alysso, czy mogłabyś poświęcić mi chwilę czasu? – spytał z najbardziej czarującym uśmiechem, na jaki potrafił się zdobyć. – Potrzebuję pomocy.

– O co chodzi? – spytała, mrużąc oczy.

– Przysłali do mnie chłopczyka, który ma problem z zamkiem błyskawicznym. Potrzebuję kogoś, kto potrafiłby odwrócić jego uwagę, kiedy będę robił to, co jest konieczne.

– Okej – mruknęła, wzruszając ramionami.

– Dziękuję ci i jestem bardzo wdzięczny. – Jego uśmiech był tym razem autentyczny. – Pokój numer pięć. Ja idę po lidokainę, olej mineralny i nożyce.

Kiedy wrócił, Alyssa trzymała chłopca na kolanach i opowiadała mu jakąś bajkę. Z oczu dziecka nadal płynęły łzy, ale jego uwaga była skupiona na treści tej interesującej historii o pociągach i dinozaurach. Seb doszedł do wniosku, że jego koleżanka ma wrodzony talent do radzenia sobie z dziećmi.

I nagle zrozumiał motywy jej postępowania. Spytał sam siebie, dlaczego ta kobieta nie ma ochoty spędzić z nim wieczoru. I znalazł odpowiedź: ponieważ jest mężatką i ma małe dziecko. Zerknął odruchowo na jej lewą dłoń, ale nie dostrzegł obrączki. Może to wynikać z dwóch powodów: albo nie nosi jej w pracy ze względów higienicznych, albo nie jest mężatką, lecz ma stałego partnera.

Sprawa była prosta. Postanowił wynająć opiekunkę do dziecka i zafundować Alyssie oraz jej partnerowi wieczór w mieście albo wynegocjować z nią zmianę warunków i zaproponować, by zamiast niego towarzyszył jej wybrany przez nią mężczyzna. Zdał sobie sprawę, że będzie mógł dzięki temu wypełnić swe zobowiązania, nie tracąc wieczoru, i odetchnął z ulgą.

Natarł skórę chłopca jodyną, a potem podał mu lidokainę. Gdy środek przeciwbólowy zaczął działać, chłopiec przestał szlochać i zadał nawet Alyssie kilka pytań dotyczących bajki.

Seb, nie chcąc go denerwować, powiedział po cichu matce, co zamierza zrobić, a potem bez słowa przystąpił do działania. Polał zamek olejem, ale kiedy nie przyniosło to pożądanego efektu, zrozumiał, że musi go przeciąć. Na szczęście Alyssa nadal odwracała uwagę małego pacjenta, dzięki czemu chłopiec nie dostrzegł ortopedycznych nożyc, które Seb wyjął z torby. Przez chwilę obawiał się, że jeśli zastosowana przez niego metoda nie poskutkuje, będzie musiał rozerwać zamek przy pomocy dwóch par kleszczy. Ale po kilku sekundach jego ruchoma część zsunęła się w dół, uwalniając skórę chłopca.

Gotowe! Otworzył zamek do końca, oczyścił niewielką ranę i posmarował ją maścią.

– Czy pani synek dostał zastrzyk przeciwtężcowy? – spytał.

Kobieta kiwnęła głową.

– To dobrze. Przez jakiś czas będzie jeszcze odczuwał lekki ból, ale nie ma żadnych trwałych uszkodzeń ciała. Gdyby panią cokolwiek zaniepokoiło, proszę zwrócić się do lekarza pierwszego kontaktu albo przywieźć go do nas.

– Bardzo dziękuję.

– Moje zadanie było bardzo łatwe – powiedział z uśmiechem. – To Alyssa zasługuje na wyrazy wdzięczności. Potrafiła uspokoić przerażone dziecko.

– Więc dziękuję wam obojgu.

Alyssa pospiesznie dokończyła bajkę i najwyraźniej zamierzała wyjść z pokoju w ślad za małym pacjentem i jego matką, postanowił więc ją zatrzymać.

– Alyssa… – zaczął cichym głosem.

– O co chodzi? – spytała nieufnie.

Wahał się przez chwilę, a potem odchrząknął niepewnie, chcąc zyskać na czasie.

– Powinienem cię przeprosić. Nie wiedziałem o tym, że… jesteś mężatką i masz dzieci. Rozumiem powody, z których odrzuciłaś moje zaproszenie. Ale ponieważ zdobyłaś główną wygraną, chętnie pokryję koszta opiekunki i wszystkie inne wydatki, żebyś mogła spędzić ten wieczór w mieście ze swoim mężem.

– Nie mam męża – oznajmiła Alyssa wojowniczo.

– A więc ze swoim partnerem.

W jej zielonych oczach pojawił się błysk rozbawienia.

– I nie mam dzieci.

Po raz drugi w ciągu tego dnia poczuł się tak, jakby oblała go zimną wodą. Nie był też zachwycony jej lekceważącym spojrzeniem. Pod wpływem irytacji złożył jej propozycję, która wydała mu się idiotyczna, zanim jeszcze skończył mówić.

– Skoro jesteś wolna, to załatwmy tę sprawę od razu, żeby mieć ją z głowy. Dziś wieczorem. Przyjadę po ciebie o wpół do siódmej.

Zanim zdążyła odmówić, wyszedł z pokoju, żeby zająć się następnym pacjentem.