Lekarz celebryta - Forbes Emily - ebook

Lekarz celebryta ebook

Forbes Emily

3,8

Opis

Personel szpitala Blue Lake dowiaduje się, że doktor Caspar St Claire ma kręcić tu nowe odcinki telewizyjnego serialu medycznego. Na oddziałach panuje atmosfera radosnego oczekiwania. Ta sytuacja nie podoba się jedynie doktor Annie Simpson. Była już kiedyś obiektem zainteresowania mediów i bardzo źle to wspomina. Zamierza więc unikać nie tylko kamer, lecz również słynnego doktora St Claire...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 152

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,8 (14 ocen)
5
3
5
0
1

Popularność




Emily Forbes

Lekarz celebryta

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Czy ty nas o tym informujesz, czy prosisz o radę? – zapytała Annie.

Pozostali pracownicy zgromadzeni w sali konferencyjnej zdawali się akceptować to, co powiedział przewodniczący. Poza Annie Simpson. Zerknęła na Patricka Hammonda.

Czy mówił poważnie? Czy naprawdę dyrektor szpitala oznajmił, że w Blue Lake Hospital ma się odbyć reality show? Że zamierzają sfilmować szpitalny dramat ukazujący prawdziwych pacjentów i prawdziwych lekarzy, naszych pacjentów i naszych lekarzy w naszym szpitalu? I oczekuje, że będziemy współpracować?

– Informuję was o tym, co będzie, i pytam, czy jesteście gotowi uczestniczyć w naszym przedsięwzięciu – oznajmił łagodnym tonem Patrick.

Jeśli pytanie Annie go zirytowało, nie było tego widać. Annie doskonale wiedziała, że Patrick nie zarządza szpitalem jak dyktator, bo większość decyzji dotyczących spraw medycznych omawia z kadrą kierowniczą. Oczywiście, nie dyskutuje z nimi o codziennych problemach związanych z prowadzeniem szpitala.

– Czy mamy wybór? – zapytała.

Patrick przesunął dłonią po swoich krótko ostrzyżonych włosach.

– Oczywiście. Chciałbym jednak, żebyście sobie uświadomili, co to oznacza dla szpitala, a mianowicie sporo pieniędzy, świetną reklamę, w dodatku bezpłatną. Wiele ośrodków zdrowia w kraju walczy o przetrwanie, a tego rodzaju reklama w mediach może tylko zadziałać na naszą korzyść.

– Jesteś tego pewny? A co będzie, jeśli coś się nie powiedzie? Co będzie, jeśli wydarzy się jakaś katastrofa i szpital zostanie pozwany do sądu? To nie przysporzy nam reklamy. A poza tym nie grozi nam likwidacja. Może i jesteśmy prowincjonalnym ośrodkiem, ale z pewnością nie małą sześciołóżkową lecznicą. Jesteśmy specjalistycznym centrum w drugim co do wielkości mieście w regionie. Jeśli władze choćby wspomną o tym, że chcą nas zamknąć, natychmiast podniosą się głosy protestu.

– Jesteśmy dużym szpitalem, ale jest on finansowany ze środków rządowych, co oznacza, że tak jak inni wydajemy pieniądze z budżetu – odparł Patrick. – Czy wiesz, ile osób oglądało ostatni cykl serialu „RPE”?

Annie myślała, że jest to pytanie retoryczne, ale kiedy Patrick zamilkł, najwyraźniej czekając na odpowiedź, potrząsnęła głową, bo nie miała o tym zielonego pojęcia.

– Dwa miliony. Wieczór w wieczór.

To była ogromna oglądalność jak na australijską telewizję. Annie wiedziała, że ten serial, którego akcja rozgrywa się w Royal Prince Edward Hospital w Melbourne, jest bardzo popularny. Nie zdawała sobie jednak sprawy, że aż tak bardzo.

– Doktor Caspar St. Claire jest jedną z jego gwiazd – ciągnął Patrick. – Ten serial przyniósł duże korzyści i wzbudził zainteresowanie nie tylko w naszym mieście, ale i w całym kraju. W dodatku stacja telewizyjna ma nam dobrze zapłacić za możliwość kręcenia tu zdjęć.

– Więc chodzi tylko o pieniądze?

Patrick potrząsnął głową.

– Nie spiesz się tak bardzo z krytyką. Lista naszych potrzeb jest bardzo długa, a pieniądze z telewizji pomogą ją skrócić. Znajduje się na niej nowy sprzęt dla twojego oddziału położniczego. Na pewno wiesz, że Caspar jest pediatrą, prawda? Myślę, że jako położnik będziesz zadowolona, słysząc, że znalazłem kogoś, kto zastąpi Phila na pediatrii w czasie jego długiego urlopu.

Annie nie zamierzała pozwolić na to, by Patrick miał ostatnie słowo. Już wcześniej była narażona na zainteresowanie mediów i wcale nie wspominała tego okresu dobrze. Przeniosła się do tej spokojnej regionalnej placówki służby zdrowia, licząc na to, że odbuduje swoje życie. Nie była więc zadowolona, że znowu może się znaleźć w zasięgu uwagi środków przekazu. Ta perspektywa wydawała się jej przerażająca.

– Byłabym bardzo zadowolona, gdybyś przyjął kogoś, kto przejmie obowiązki Phila, ale ty najwyraźniej znalazłeś kogoś, kto przyjdzie tu z własnym cyrkiem. A ja absolutnie nie chcę brać w tym udziału.

– Nigdy nie pracowałem z cyrkiem. Z dziećmi owszem, ze zwierzętami nie, a już z całą pewnością nie z cyrkiem.

Słysząc za sobą głęboki męski głos, Annie poczuła na plecach gorąco i nerwowo podskoczyła. Nie musiała odwracać głowy, by przekonać się, że za nią stoi Caspar St. Claire, który bez wątpienia słyszał każde wypowiedziane przez nią słowo. Zdawała sobie sprawę, że bacznie ją obserwuje, podobnie jak wszyscy siedzący w sali, którzy wpatrywali się w nią z zaciekawieniem, czekając, jak zareaguje.

Nie wiedziała, co myśli Caspar St. Claire i nie była tego ciekawa, ale ponieważ zwrócił się do niej, więc nie mogła siedzieć i udawać głuchej. Odwróciła głowę i spojrzała w jego kierunku. Musiała przyznać, że jest piekielnie przystojny. Nie zmieniało to jednak faktu, że nie chciała go tu widzieć.

– Zapewniam panią – dodał Caspar St. Claire swoim uderzająco głębokim głosem – że pacjentów zawsze stawiam na pierwszym miejscu, a ekipa towarzyszących mi pracowników zachowuje się zawsze w sposób nie zwracający na siebie uwagi.

Miała wielką ochotę wybuchnąć śmiechem, bo wcale nie uwierzyła w prawdziwość tych zapewnień. Jednak siła jego wzroku tak na nią podziałała, że śmiech zamarł jej na ustach. Wyzywające spojrzenie zielonych oczu prowokowało ją do polemiki, ale nie była w stanie wykrztusić słowa. Pragnęła, by podłoga rozstąpiła się pod jej stopami, ale wiedziała, że nie może liczyć na tak fortunny zbieg okoliczności.

Zdawała sobie sprawę, że każdy medyczny serial telewizyjny ma swoją wielką gwiazdę, ale doktor St. Claire prezentował się w realnym świecie jeszcze korzystniej niż na małym ekranie. Ciemne, lekko falujące włosy były dość długie i nadawały mu młodzieńczy wygląd.

Wpatrywała się w niego jak zahipnotyzowana i nadal nie była w stanie wydusić z siebie słowa.

– Czy ma pani jakieś inne zastrzeżenia, doktor Simpson?

Skąd on wie, kim ona jest? Zmarszczyła brwi. Skąd, do diabła, zna jej nazwisko? Ale teraz nie będzie zawracać sobie głowy, zajmie się tym później. Obecnie ma ważniejsze sprawy.

– Oczywiście. Mam bardzo dużo zastrzeżeń, doktorze St. Claire, ale potrzebuję znacznie więcej informacji, żeby podjąć decyzję o moim uczestnictwie w tym przedsięwzięciu. Kiedy zaczynacie zdjęcia?

– Jutro.

Annie wzniosła oczy do nieba. Potrzebowała więcej czasu. Jej oddział nie był przygotowany na inwazję kamer, ona też nie. Było jeszcze zbyt wcześnie, by ponownie przeżywała stres związany z mediami.

Doszła do wniosku, że najłatwiejszym sposobem uniknięcia kontaktu z kamerami będzie zdecydowana odmowa.

Otworzyła usta, zamierzając mu odpowiedzieć, ale zanim zdołała wydobyć głos, Caspar jej przerwał:

– Proszę nie mówić „nie”. Jeszcze nie teraz.

Spojrzała na niego z zaskoczeniem.

Czy tak łatwo jest odczytać jej myśli? A może rozsądnie potraktował jej reakcję na swoją wypowiedź i po prostu zgadł, co chodzi jej po głowie. A może on coś kombinuje? Nie miała ochoty brać udziału w jego grze.

– Przedstawię państwu producenta tego serialu: Gail Cameron. Zapozna ona państwa ze szczegółami naszego przedsięwzięcia, odpowie na pytania i załatwi wszystkie sprawy formalne. Nie musicie państwo podejmować decyzji już dzisiaj – powiedział, nadal patrząc Annie w oczy. – Ale zaczynamy zdjęcia jutro i byłoby wspaniale, gdyby niektórzy z was znaleźli się wtedy na pokładzie.

Oderwał wzrok od Annie i powiódł nim po siedzących przy stole pracownikach szpitala, a ona poczuła się tak, jakby chmura zasłoniła na chwilę słońce i rzuciła na nią chłodny cień.

– Nie przyszliśmy tutaj, żeby szukać sensacji – ciągnął Caspar. – Chcemy opowiedzieć widzom o pracy lekarzy i poruszyć ich wrażliwość. A jak z pewnością poinformował was Patrick, szpital Blue Lake, a tym samym wasze oddziały, skorzystają na tym finansowo.

Annie nie chciała, by ktokolwiek zarzucił jej stwarzanie trudności i niechęć do współpracy. Poza tym doskonale zdawała sobie sprawę, że szpitalowi bardzo przydadzą się dodatkowe fundusze. Postanowiła udawać, że rozważa możliwość swojego udziału w tym przedsięwzięciu.

A potem odmówić.

Patrick wstał i przesunął krzesła, robiąc miejsce dla Caspara i Gail. Annie zauważyła, że Caspar czeka, aż Gail usiądzie pierwsza. Za dobre maniery otrzymał od niej punkt, ale jeśli chce zasłużyć na jej dobrą opinię, to czeka go jeszcze długa droga.

Annie przyglądała mu się, kiedy stał obok stołu, czekając, aż Gail usiądzie.

Miał na sobie jednorzędowe szare ubranie, białą koszulę i prążkowany krawat. Na jego szerokich ramionach marynarka leżała świetnie. Koszula wyglądała na świeżo wyprasowaną, ale garnitur był nieco pognieciony.

Gdy rozpiął marynarkę, zauważyła, że ma płaski brzuch. Wydał jej się szczuplejszy niż w telewizji. Przypomniała sobie, że kamera nieco poszerza, wiedziała to z doświadczenia.

Gail mówiła coś o medycznych przypadkach, które interesują ekipę. Annie zdawała sobie sprawę, że powinna jej słuchać, ale nie potrafiła się skoncentrować. Caspar obracał pióro w długich, szczupłych palcach, co przyciągało jej uwagę. Stwierdziła, że ma duże ręce. Wyobraziła sobie, jak otacza troskliwą opieką nowo narodzone dziecko spoczywające bezpiecznie w jego dłoniach.

Siedział po przekątnej stołu, więc nie mogła mu się dokładnie przyjrzeć. Głowę miał zwróconą w swoją lewą stronę, widziała tylko jego profil. Ciemne włosy na skroniach były przyprószone siwizną, a oliwkową cerę przyciemniał cień modnego dwudniowego zarostu. Nos był idealnie prosty, może odrobinę za długi, co uznała za zaletę, bo dzięki temu Caspar nie wydawał się przesadnie przystojny. Zielonymi oczami zlustrował salę, a potem w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara przyjrzał się siedzącym przy stole osobom. Annie zaczęła się zastanawiać, o czym on myśli.

Skupiał teraz uwagę na chirurgu ortopedzie, Colinie. Annie dobrze wiedziała, że za chwilę jego wzrok padnie na nią. Na samą myśl o tym jej serce zaczęło bić w przyspieszonym rytmie. Z jakiegoś bliżej nieznanego powodu bardzo ją to zdenerwowało. Poczuła, że ma wilgotne od potu dłonie, więc wytarła je w spodnie.

Teraz spoglądał na Tori, ale ona nie zwracała na to uwagi. Miała opuszczoną głowę i jak szalona notowała. W ciągu sześciu miesięcy, które upłynęły od przeprowadzki Annie do Mount Gambier, połączyła ją z Tori bliska przyjaźń, wiedziała więc, że choć nie słucha uważnie tego, co mówi Gail, będzie mogła wykorzystać zapiski koleżanki.

Nadeszła jej kolej. Zamierzała odwrócić wzrok, zanim Caspar na nią spojrzy, ale nie zrobiła tego i teraz patrzył jej prosto w oczy. Poczuła, że znów zaczyna się czerwienić. Ciepło oblało jej dekolt i doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że za chwilę dotrze do jej twarzy, ale nie była w stanie przerwać ich kontaktu wzrokowego.

Dopóki Tori nie szturchnęła jej łokciem.

– Ojej! – jęknęła, spoglądając na nią z zaskoczeniem.

– Czy słuchasz tego, co ona mówi? – spytała Tori. – Powinnaś się skupić.

– Później przeczytam twoje notatki – odparła Annie, kątem oka dostrzegając, że Caspar wciąż na nią patrzy.

Wyglądał na bardzo skupionego, a ona ponownie zaczęła się zastanawiać, o czym myśli. Co myśli o niej… Miała wrażenie, że wyraz jego twarzy ją prowokuje, ale nie bardzo wiedziała, o co mu chodzi. Czy chce, by zaczęła zadawać mu pytania, czy też by dała za wygraną? Jeśli chce, by się poddała już pierwszego dnia, to czeka go gorzkie rozczarowanie. Nie miała zamiaru ustąpić, ani dzisiaj, ani jutro.

Kiedy ich spojrzenia się spotkały, obmyślała właśnie sposób odmowy. Nagle zauważyła, że wyraz jego twarzy ulega zmianie. Miejsce powagi zajął czarujący uśmiech, który wydał jej się kuszący i uwodzicielski. Zapomniała o wszystkim: o programie telewizyjnym, o kamerach, które mogły zakłócić funkcjonowanie szpitala, o tym, że zamierza mu odmówić…

Ten uśmiech rozpalił w jej żołądku ogień, który rozprzestrzenił się po całym ciele. Poczuła, że ogarnia ją pożądanie. Uważała, że zamyślona twarz Caspara dodatnio wpływa na jego urodę. Teraz jednak promieniująca z jego twarzy pogoda ducha przypomniała jej o czymś, o czym nie myślała już od dawna. A mianowicie o seksie.

Nigdy nie zajmował wysokiego miejsca na jej liście priorytetów. Owszem, lubiła seks, ale w gruncie rzeczy nie bardzo rozumiała, dlaczego mówi się o nim tak dużo. Życie w celibacie bardzo jej odpowiadało. Ale Caspar St. Claire sprawił, że zaczęła o tym myśleć. I to nie o tym rodzaju kochania się, które znała z doświadczenia, lecz o gorącym i namiętnym seksie. O splątanych prześcieradłach i ciężarze jędrnego męskiego ciała. O wielokrotnych orgazmach, o których czytała w powieściach i widywała na ekranie w kinie, ale sama nigdy ich nie przeżyła.

Kiedy puściła wodze fantazji, odniosła wrażenie, że temperatura w sali wzrosła. Poczuła też, że twardnieją jej sutki. Doszła do wniosku, że musi wrócić do rzeczywistości i pospiesznie zerwała kontakt wzrokowy z Casparem. Była zażenowana, bo bała się, że może wyczytać w jej oczach bezwstydne myśli.

Jej nieudane małżeństwo opierało się na wielu rzeczach, ale pożądanie do nich nie należało. Była wówczas młodą niedoświadczoną kobietą i kierowała się bardziej potrzebą znalezienia towarzysza życia niż fizycznym pożądaniem czy szalejącymi hormonami.

Wtedy wydawało jej się, że dokonuje rozsądnego wyboru. Jej rodzice przywiązywali dużą wagę do fizycznej strony swego układu, ale mieli wybuchowe temperamenty i nieustannie się kłócili. Jako nastolatka przyrzekła sobie, że nie popełni tego samego błędu co oni, ale nie ustrzegła się od popełnienia innego.

Nigdy dotąd nie czuła tak silnego niespodziewanego przypływu pożądania, o jakie przyprawił ją ten poznany zaledwie przed chwilą mężczyzna. Ta świadomość wywołała w niej niepokój zmieszany z irytacją. Nie chciała, by Caspar – lub ktokolwiek inny – wywierał na nią tak silny wpływ. Wiedziała, że może to prowadzić do poważnych kłopotów.

Postanowiła, że schowa Caspara i wszystko, co jest z nim związane, do pudełka w pamięci, na którym napisze: „Nie otwierać”.

ROZDZIAŁ DRUGI

Caspar raz jeszcze przyjrzał się osobom siedzącym przy stole, próbując wyczytać coś z ich twarzy, odgadnąć myśli. Sądząc po ich minach, doszedł do wniosku, że Gail byłaby dobrą sprzedawczynią.

Nie widział dyrektora szpitala, Patricka, bo Gail go zasłaniała, ale to nie miało większego znaczenia, bo doskonale wiedział, że im sprzyja. Chirurg ogólny, Ravi Patel, zajmował miejsce obok Patricka. Uważnie obserwował Gail i w odpowiednich momentach kiwał głową. Caspar był gotów postawić swój cenny samochód sportowy na to, że Ravi podpisze umowę o współpracy przed końcem dnia.

Następni byli pracownicy oddziału ratownictwa. Spoglądali na Colina Younga, jednego z dwóch szpitalnych chirurgów ortopedów, czekając na znak. Obecność Colina na tym spotkaniu budziła w Casparze nadzieję, że jest przychylnie nastawiony do projektu.

Przełożona pielęgniarek siedziała po prawej stronie Caspara, który wiedział, że zarówno ona, jak i jej personel są gotowi przystać na ich propozycję. Pozostały tylko dwie lekarki: doktor Tori Williams, anestezjolog, i doktor Annie Simpson, położnik.

Obie siedziały po drugiej stronie owalnego stołu. Doktor Williams była pochylona nad zeszytem i pospiesznie robiła notatki, więc nie widział jej twarzy i nie wiedział, czy jest „za”, czy „przeciw”. Spoglądał na nią przez dłuższą chwilę, a potem przeniósł wzrok na następną osobę.

Była nią Annie Simpson.

Patrick Hammond przysłał mu krótkie biografie ordynatorów oddziałów szpitalnych, a on teraz usiłował przypomnieć sobie, co przeczytał o doktor Simpson. Lekarz położnik, dwadzieścia dziewięć lat, stan wolny, ukończyła studia w Adelaide, a pracę w Blue Lake Hospital rozpoczęła przed sześcioma miesiącami.

Oczywiście jest inteligentną i atrakcyjną kobietą, dodał w myślach, a potem postanowił dowiedzieć się, czy określenie „stan wolny” oznacza, że jest niezamężna, czy też z nikim niezwiązana.

Szczerze mówiąc, kiedy zobaczył fotografię doktor Simpson, którą Patrick załączył do jej krótkiego życiorysu, perspektywa spotkania z nią bardzo go ucieszyła. Poprosił o zdjęcia lekarzy, by mógł ich zidentyfikować, ale musiał przyznać, że Annie prezentuje się w rzeczywistości znacznie korzystniej.

Nawet najlepsza fotografia nie mogła oddać w pełni jej urody. Nie widać na niej połysku kasztanowych włosów ani alabastrowej jasności cery. Nie uwydatniała też mocno zarysowanych kości policzkowych, które nadawały zagadkowy wyraz jej dziecinnej twarzy.

Kiedy wszedł do sali i stanął za jej plecami, dotarł do niego delikatny zapach jaśminu. Choć mógł on pochodzić od każdej siedzącej w pobliżu kobiety, dobrze wiedział, że ta woń unosi się nad Annie. Kolejnym zaskoczeniem były płonące brązowe oczy, w których dostrzegł nieskrywaną dezaprobatę.

Spodziewał się wielu rzeczy, ale nie przewidział aż tak żarliwego jej sprzeciwu. On jednak nie dawał łatwo za wygraną.

Teraz spoglądał na nią kątem oka. Widział drobną kobietę siedzącą prosto i sztywno, która doskonale nad sobą panowała. Choć była niewielkiego wzrostu, z pewnością nadrabiała to charakterem i odwagą. Zastanawiał się tylko, czy mówiłaby tak otwarcie, gdyby wiedziała, że on i Gail słyszą każde jej słowo.

Odwrócił głowę, chcąc dokładniej jej się przyjrzeć. Lśniące włosy opadały po obu stronach twarzy, tworząc idealne obramowanie. W ciemnych czekoladowych oczach, kontrastujących z jasnym odcieniem skóry, dostrzegł wyraz determinacji. Zauważył też dwa pąsowe rumieńce na policzkach.

Zdał sobie sprawę, że będzie musiał wykorzystać całą swą siłę przekonywania, by nakłonić ją do udziału w jego przedsięwzięciu.

Tak, pomyślał. Z pewnością przemawiałaby równie stanowczo, gdyby wiedziała, że stoi tuż za nią. Nie wygląda na osobę, która ukrywałaby swoje przekonania.

Postanowił podjąć jej wyzwanie. Chciał, żeby była po jego stronie i nie zamierzał łatwo zrezygnować z jej udziału. Był gotów zrobić wszystko, by ją przekonać.

Obdarzył ją uśmiechem, którym dawniej starał się zauroczyć starsze siostry, kiedy chciał postawić na swoim, ale tym razem nie dostrzegł na jej twarzy oczekiwanej reakcji.

Doktor Simpson odwróciła głowę i spojrzała w inną stronę. Musiał przyznać, że nie tego pragnął, ale ma jeszcze sporo czasu. Jego plan musi się powieść.

Kiedy Gail zakończyła zebranie, Annie pospiesznie opuściła salę konferencyjną. Nie chciała, by Caspar zaczął ją namawiać do podpisania zgody na kręcenie reality show w szpitalu. Nie zamierzała też przedstawiać mu powodów, dla których była przeciwna występowaniu w telewizji.

Jej motywy nie powinny go obchodzić. Chciała tylko wyraźnie dać mu poznać, że nie jest zainteresowana współpracą.

Zaciągnęła Tori do kafeterii dla pracowników, marząc o kubku kawy po przeżytych na zebraniu chwilach napięcia nerwowego. Nie była w stanie logicznie myśleć, czując na sobie uważne spojrzenie zielonych oczu.

Obraz Caspara leżącego w splątanych prześcieradłach odcisnął się w jej wyobraźni tak mocno, że powracał. I choć wiedziała, że to tylko wytwór jej fantazji, była tym zawstydzona. Zdawała też sobie sprawę, że musi wyrzucić te myśli z głowy i skupić się na pracy. Jeśli jednak uważała, że uniknie rozmów na temat, który był na ustach całego szpitala, to bardzo się myliła.

W kafeterii wrzało od plotek i domysłów. Nawet Tori, która w czasie zebrania zganiła Annie za to, że spogląda na Caspara zamiast słuchać Gail, nie mogła się powstrzymać i zaczęła o nim mówić.

– Co masz przeciwko niemu? – spytała z zaciekawieniem.

– Nie chodzi mi o niego – usiłowała jej wytłumaczyć Annie. – Po prostu nie chcę, żeby kamery śledziły każdy mój ruch. Ja mam tutaj wypełniać określone obowiązki. Jestem to winna pacjentkom i robię wszystko, żeby czuły się otoczone opieką. Nie chcę, żeby ktoś mi w tym przeszkadzał. To dotyczy również Caspara.

Przerażała ją wizja kamer śledzących każdy jej ruch. Dwukrotnie w życiu była obiektem zainteresowania mediów i nie wspominała tego dobrze. Na samą myśl, że może pracować w bezpośredniej bliskości Caspara, który będzie ją bacznie obserwował, ciarki przechodziły jej po grzbiecie. Nie miała pojęcia, czy zdoła się skoncentrować pod jego badawczym spojrzeniem, i to budziło w niej uczucie bezradności. A bardzo tego nie lubiła.

– No cóż, sądzę, że nie unikniemy jego obecności – oznajmiła Tori. – Przynajmniej przez osiem tygodni. A ty chyba będziesz musiała z nim współpracować. To on będzie odpowiedzialny za opiekę nad tymi nowo narodzonymi dziećmi, które ty odbierzesz. Nie unikniesz jego towarzystwa, ale nie widzę powodu, dla którego chciałabyś go unikać.

Annie głęboko westchnęła. Musiała przyznać, że Tori ma rację. Wiedziała też, że musi znaleźć jakieś rozwiązanie.

– Chyba masz rację, Tori. Nie uda mi się go unikać – przyznała po namyśle. – Ale zamierzam wystrzegać się kamer. Prędko znudzi im się filmowanie moich pleców, więc miejmy nadzieję, że dadzą mi spokój i pozwolą pracować.

Tori wybuchnęła śmiechem.

– Zdumiewasz mnie, Annie. Jesteś jedyną kobietą w szpitalu gotową skarżyć się na to, że musi spędzać czas z wysoką, ciemnowłosą i przystojną gwiazdą medycyny. Ciesz się tym i korzystaj z życia, a niebawem wzbudzisz zazdrość wszystkich kobiet w mieście.

Annie nie mogła sobie wyobrazić, że jest w stanie cieszyć się choćby minutą spędzoną w towarzystwie Caspara. Bardzo chętnie zamieniłaby się miejscami z Tori. W gruncie rzeczy z każdym…

– Jestem pewna, że przyjdzie kolej na ciebie. Bez wątpienia będzie musiał skorzystać z twoich usług – odparła Annie. – Musisz tylko zadbać o to, żeby mieć dyżur podczas kręcenia zdjęć. Mogłabyś wówczas pozwolić im sfilmować swoją twarz. Wtedy ja nie byłabym im już potrzebna.

– Będę w sali operacyjnej w masce na twarzy – mruknęła niechętnie Tori, biorąc kawę i odchodząc od lady. – Hej, a może ty mogłabyś nosić maskę w czasie przyjmowania porodów? To rozwiązałoby twój problem.

Annie nie zadała sobie trudu, by zareagować na tę propozycję. Nalewając mleko do kawy, rzuciła tylko Tori gniewne spojrzenie.

– Caspar St Claire – ciągnęła Tori, wzdychając. – Nawet jego nazwisko brzmi tak, jakby był gwiazdą filmową.

Słysząc to, Annie prychnęła.

– Pewnie zmienił je dla telewizji. Mówiąc prawdę, kto nosi takie nazwisko?

– Czyżby się pani nie podobało, doktor Simpson? – przerwał jej Caspar.

Niech to diabli wezmą! – zaklęła Annie w duchu, zamykając oczy. Znów się zakradł i ją zaskoczył. Będzie musiała bardziej uważać.

Kiedy je otworzyła, zauważyła, że Tori próbuje stłumić uśmiech. Odwróciła się i ujrzała stojącego przed sobą doktora St Claire’a.

On wcale nie próbował stłumić uśmiechu. Wydawał się bardzo rozbawiony. Jej kosztem. Miała wielką ochotę zetrzeć z jego twarzy ten grymas, ale jest na to tylko jeden sposób. Musiałaby mu powiedzieć, że nie podoba jej się jego nazwisko. Ale to nie byłoby prawdą, bo płynnie się je wymawia i łatwo zapamiętuje. Tak czy owak, idealnie do niego pasowało.

– Ma pan bardzo ładne nazwisko – przyznała niechętnie – jest jednak na tyle niezwykłe, że zaczęłam się zastanawiać, czy pan go sobie nie wymyślił – dodała, odchylając głowę do tyłu, by spojrzeć mu w oczy.

Był od niej o wiele wyższy, musiał mieć co najmniej metr osiemdziesiąt wzrostu.

– Przyznaję, że jest dość oryginalne, jednak zapewniam panią, że odziedziczyłem je po rodzicach. Jako praktykujący lekarz nie miałbym prawa występować pod pseudonimem.

Annie lekko wzruszyła ramionami, bezgłośnie przyznając mu rację.

– Wygląda na to, że powinienem jasno przedstawić pani moje podejście do całej sprawy i rozwiać wątpliwości, doktor Simpson.

Stał na tyle blisko niej, że czuła na twarzy jego oddech. Spuściła wzrok, nie chcąc patrzeć w jego dociekliwe zielone oczy, ale kiedy mówił, docierały do niej lekkie podmuchy delikatnego ciepłego powietrza, które pachniało miętą i muskało jej twarz.

– Naprawdę chciałbym, żeby pani wzięła udział w naszym przedsięwzięciu. Jest pani ordynatorem oddziału położniczego, a ja mam tu pracować jako pediatra. Nasze drogi będą się często krzyżować, więc jeśli znajdziemy sposób na współpracę… myślę, że przyniesie to korzyść obu stronom. Wykorzystajmy wolną chwilę i wyjaśnijmy sobie wątpliwości. Co pani na to?

Annie ponownie uniosła głowę i spojrzała mu w oczy. Z tej odległości mogła dostrzec, że są upstrzone brązowymi plamkami.

– Być może pan ma wolną chwilę, doktorze St Claire, lecz ja jestem bardzo zajęta, więc proszę mi wybaczyć, ale czekają na mnie pacjentki – powiedziała oschłym tonem, zdając sobie sprawę, że stoją zbyt blisko siebie.

Nie mogła logicznie myśleć, bo jej uwagę przyciągały jego zielone oczy, szerokie ramiona i ciepło oddechu, który czuła na twarzy. Na dodatek jego bliskość wprowadzała w jej głowie zamęt. Wiedziała, że musi odejść. I to natychmiast.

Chwyciła tekturowy kubek po kawie tak mocno, że omal go nie zmiażdżyła i sztywnym krokiem ruszyła w stronę wyjścia, rzucając Tori spojrzenie mówiące, by przyjaciółka podążyła za nią.

Nie zamierzała zostawiać jej ze swoim wrogiem.

– Zachowałaś się nieuprzejmie, Annie – upomniała ją Tori, starając się dotrzymać jej kroku. – Musisz to naprawić. On może się postarać, żebyś niekorzystnie wypadła przed kamerą…

– Nie zrobi tego! – warknęła Annie, uświadamiając sobie, że nie wzięła pod uwagę możliwych konsekwencji swojego zachowania.

– Chyba nie – przyznała Tori. – Gdybyś słuchała tego, co mówiła Gail, to wiedziałabyś, że nie mają najmniejszego zamiaru przedstawiać nas w złym świetle. Chcą tylko dać ludziom wyobrażenie o tym, co dzieje się w szpitalu. Jestem pewna, że nie cofną się przed pokazaniem drobnych konfliktów, do których może dojść między pacjentami i ich rodzinami czy rodzinami i pracownikami szpitala, a nawet między członkami personelu. Ale nie zapominaj, że najważniejszym człowiekiem dla Gail jest Caspar. Ona nie ma wobec ciebie żadnych zobowiązań, więc radzę ci, żebyś naprawiła wasze stosunki.

Annie przeklęła swój pechowy los.

Dlaczego ta stacja telewizyjna wybrała do reality show właśnie ich szpital?

Marzyła tylko o tym, by zostawiono ją w spokoju, by mogła wykonywać to, co do niej należy. Praca pod nadzorem kamer nie mieści się w jej planach. Nie chciała znaleźć się w centrum uwagi i nie miała najmniejszego zamiaru zostać lekarką celebrytką.

Wiedziała, że jeśli nie zechce wystąpić w serialu, to Caspar St Claire nie będzie miał okazji, by przedstawić ją w niekorzystnym świetle. Doszła jednak do wniosku, że na wszelki wypadek powinna traktować go uprzejmie. Choć byłoby lepiej, gdyby mogła go unikać.

Jej plan sprawdzał się przez resztę popołudnia, ale…

Kiedy szła głównym korytarzem, zmierzając do domu, jej uwagę przyciągnęła pierwsza strona miejscowej gazety, z której Caspar szeroko się uśmiechał. Wydał jej się równie przystojny jak w rzeczywistości. Wiedziona ciekawością, przystanęła, wzięła do rąk gazetę i stwierdziła, że wyszła ona przed dwoma dniami.

Kiedy ją rozłożyła, zobaczyła, że Caspar został sfotografowany w towarzystwie wysokiej atrakcyjnej blondynki, w której rozpoznała gospodynię popularnego programu rozrywkowego. Wzbudziła ona jej ciekawość, więc zaczęła czytać artykuł.

– Czy znalazła pani tam coś interesującego?

Annie nerwowo drgnęła, słysząc dźwięczny głos Caspara, który oderwał jej uwagę od lektury, zanim zdążyła dotrzeć do plotek. Uniosła wzrok i nim spojrzała mu w oczy, dostrzegła jego szczupłe biodra i szerokie ramiona. Wydawał się tak rozbawiony, jakby oczekiwał od niej zapewnień, że nie czytała tego fragmentu, który go dotyczył. A ona zdała sobie sprawę, że ukrywanie prawdy jest bezcelowe.

– Przerwał mi pan, zanim dotarłam do ciekawych szczegółów – odparła.

Caspar wybuchnął śmiechem.

– Jeśli chce pani dowiedzieć się czegoś na mój temat, to mam wrażenie, że najlepszym źródłem informacji będę ja. Chętnie odpowiem na każde pytanie pod warunkiem, że będzie to oparte na zasadzie wzajemności.

– Mount Gambier leży daleko od świateł wielkiego miasta, jakim jest Melbourne – stwierdziła, usiłując ukryć podniecenie, jakie wywołały błyski w jego oczach. – W jaki sposób udało się stacji telewizyjnej nakłonić pana do przyjazdu na tę prowincję?

Annie chętnie przeprowadziła się do Mount Gambier, mając nadzieję, że panująca w tym mieście senna atmosfera oraz wyzwania związane z pracą zawodową dadzą jej szansę odbudowania życia. Jednakże wybór tego prowincjonalnego miasta nie tylko przez reżysera serialu telewizyjnego, ale również przez Caspara St Claire’a wydał jej się dziwny. Choć słynny lekarz dorastał w Mount Gambier, od dawna tu nie mieszkał.

Była ciekawa, co skłoniło go do powrotu. Ze swą pewnością siebie i prestiżem zawodowym bardziej pasował do dużego miasta, zwłaszcza że posada w Melbourne mogłaby mu przynieść znacznie wyższe apanaże.

– Sam chciałem tu przyjechać.

– Dlaczego? – zapytała.

– To już drugie pytanie – odparł, kręcąc głową. – Teraz chyba moja kolej… Co pani robi po pracy?

Jego pytanie bardzo ją zaskoczyło. Już otworzyła usta, zamierzając powiedzieć: „Nic”, ale szybko zdała sobie sprawę, że mogłaby narazić się na niepożądane zaproszenie. Ugryzła się w język, nerwowo szukając w myślach innej odpowiedzi.

– Idę do siłowni.

Była to poniekąd prawda, bo zaplanowała tę wizytę wcześniej, ale nie miała na nią ochoty i wiedziała, że pewnie z niej zrezygnuje.

Zresztą on nie musi o tym wiedzieć, pomyślała. Ani o tym, że męczyły ją nerwowe skurcze żołądka.

Próbowała sobie wmówić, że przyczyną jej irytacji jest niechęć do jego osoby, ale w głębi serca wiedziała, że wpływa tak na nią jego niepokojąca uroda. Zdrowy rozsądek kazał jej nie zwracać uwagi na jego urok osobisty, ale podejrzewała, że okaże się to trudne.

Musisz go zignorować, poleciła sobie w duchu, demonstracyjnie unosząc rękę i spoglądając na zegarek.

– Wobec tego do zobaczenia jutro – oznajmił Caspar i ruszył w stronę wyjścia.

Te słowa przypomniały jej, że nie będzie w stanie go całkowicie zignorować. Czy jej się to podoba, czy nie, mają pracować na tym samym oddziale.

Stojąc w holu, widziała, jak Caspar wychodzi ze szpitala i wsiada do srebrnego sportowego audi TT. Zdawała sobie sprawę, że na taki samochód może sobie pozwolić tylko doskonale zarabiający lekarz, i odruchowo zaczęła się zastanawiać, ile płaci mu stacja telewizyjna. Natychmiast jednak skarciła się za to w duchu, przypominając sobie, że sprawy Caspara nie powinny jej obchodzić.

Przez chwilę rozważała możliwość opuszczenia zajęć w siłowni, ale wiedziała, że naraziłoby ją to na wymówki ze strony Tori. Zobowiązały się do wspólnych ćwiczeń, mając nadzieję, że to zmusi je do traktowania ich bardziej serio. Tak więc powiedzenie, że „po prostu mi się nie chce” niczego by nie rozwiązało.

Przebrała się w strój gimnastyczny w pokoju szpitalnym, doskonale zdając sobie sprawę, że gdyby poszła do domu, z pewnością nie oparłaby się pokusie nalania sobie kieliszka wina, z którym usiadłaby na kanapie i zaczęła rozmyślać o nieudanym dniu.

Doszła do wniosku, że wizyta w siłowni pozwoli jej choć na chwilę o wszystkim zapomnieć.

– Czy podpisałaś zgodę na reality show? – spytała ją Tori, kiedy spotkały się w siłowni.

– Jeszcze nie. A ty?

Tori kiwnęła głową.

– To bardzo mnie ekscytuje. Naprawdę. Nie wspominając o współpracy z Casparem. Phil jest wspaniałym pediatrą, ale ma tyle lat, że mógłby być moim ojcem. Myślę, że dobrze wyjdziemy na przejęciu jego obowiązków przez Caspara. Nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek lekarz mógł udzielić nam w sali operacyjnej cenniejszej lekcji poglądowej niż Caspar St Claire.

Tori miała sporo racji, Annie jednak nie mogła się z nią całkowicie zgodzić.

– Wolałabym, żeby był tu bez tych kamer – odparła.