Wydawca: Armoryka Kategoria: Humanistyka Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 229 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Legendy i opowieści ludu Basków - Mariana Monteiro

Baskowie to dziesięciomilionowy naród zamieszkujący tereny na granicy Hiszpanii i Francji nad Zatoką Biskajską. Pochodzenie Basków jest nieznane. Najprawdopodobniej wywodzą się od ludności, która zamieszkiwała znaczną część Europy przed przybyciem Indoeuropejczyków (II tysiąclecie p.n.e.). W starożytności nie ulegli celtyzacji i romanizacji, jak inne ludy Półwyspu Iberyjskiego. Baskowie mówią językiem, który nie wywodzi się z języków indoeuropejskich. Bardzo interesujące są legendy i tradycje jedynego w swoim rodzaju narodu, posiadającego kapitalną wyobraźnię poetycką, napędzaną miłością do gór, będącą prawie bałwochwalstwem. Ślady wierzeń Basków są wciąż obecne w baskijskiej kulturze i mentalności. Wywodzi się z niej m.in. powszechne w Baskonii poszanowanie siły fizycznej i stawianie jej ponad przymiotami intelektu, a zwłaszcza ponad przebiegłością, którą przypisywano istotom złym.

Opinie o ebooku Legendy i opowieści ludu Basków - Mariana Monteiro

Fragment ebooka Legendy i opowieści ludu Basków - Mariana Monteiro

Mariana Monteiro

Legendy i opowieści ludu Basków

z angielskiego przełożyła Aneta Pietrykowska

Armoryka

Sandomierz

BIBLIOTEKA TRADYCJI EUROPEJSKIEJ, Nr 38

Redaktor serii: Marta Sarwa

Redaktor tomu: dr Piotr Sławinski

Projekt okładki i opracowanie graficzne: Juliusz Susak

Ilustracja na okładce: Hans Baldung (1485–1545), Sabat czarownic (1510), licencjapublic domain, źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Hans_Baldung_-_Witches_Sabbath_-_WGA01221.jpg

Autor: Mariana de Nautet Monteiro

Tytuł oryginału angielskiego:

LEGENDS AND POPULAR TALES OF THE BASQUE PEOPLE

Przełożyła: Aneta Pietrykowska

Podstawa przekładu:

LEGENDS AND POPULAR TALES OF THE BASQUE PEOPLE

BY MARIANA MONTEIRO

WITH ILLUSTRATIONS IN PHOTOGRAVURE

BY HAROLD COPPING

London: Fisher Unwin [1887]

First published: 1887

Copyright © 2012, 2013 for the Polish edition by Wydawnictwo „Armoryka”

Copyright © 2012, 2013 for the Polish translation by Aneta Pietrykowska

Wydawnictwo ARMORYKA

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

tel +48 15 833 21 41

e-mail:wydawnictwo.armoryka@interia.pl

http://www.armoryka.pl/

WPROWADZENIE

Oddając czytelnikowi niniejszy zbiór baskijskich legend, baśni, ballad i popularnych opowiadań, mających swój początek w antycznych tradycjach, które ukształtowały część świętego dziedzictwa, słownie, z pokolenia na pokolenie przekazanego Baskom przez ich przodków, pomyślałam, że wskazane będzie poczynić kilka uwag dotyczących moralnego i historycznego znaczenia tychże legend i opowiadań jako odzwierciedlenia idei i wiarygodnego echa nastrojów minionych pokoleń.

Był czas, kiedy legendy te były postrzegane z pogardą przez powierzchowne umysły, które nie potrafiły poza prostotą ich formy dostrzec wielkich nauk, które wpajały ani wzniosłych nastrojów, które zawierały. Jednak legendy i opowieści te stają się dzisiaj przedmiotem uwagi i badań myślicieli, którzy przy wątłym świetle, którego dostarczają im same legendy, potrafią przeniknąć cienie pozostawione przez te antyczne społeczeństwa, które zniknęły z powierzchni ziemi, a wraz z nimi sekrety ich idei, cywilizacji i życia, ponieważ tradycje te stanowią archiwum ludzi, skarby ich nauki i wierzeń. Są zapisem życia ich przodków, znakiem szczególnym wspaniałości ich historii.

Baskowie, tak jak inne pierwotne rasy, różnili się od zwykłej rodziny ojcowskiej, a mając podobne wierzenia i zwyczaje muszą posiadać wiele wspólnych cech, niezależnych od różnic związanych z klimatem, stylem życia, religią oraz od innych przyczyn fizycznych i moralnych. Jednak Baskowie są w pewnej kwestii odosobnieni, mianowicie w samym środku wielkich rewolucji, które wstrząsnęły całą Europą powodując drastyczne zmiany, równając z ziemią lub obracając w ruiny wielkie mocarstwa, potężne nacje, monumenty, zmiatając języki, a nawet same rasy, potrafili oni wyjść bez szwanku z wielu burz zniszczenia, pozostawiając nietkniętymi swą narodowość, instytucje, prawa, język i zwyczaje.

Powodowani swą szczególnie dynamiczną działalnością oraz siłą swego wojowniczego ducha, walczyli na lądzie, triumfowali na morzach, odkrywali i podbijali nieznane regiony, a dzięki swojej skromnej, lecz praktycznej inteligencji zdołali z godną podziwu harmonią utrwalić elementy mądrego panowania, które być może nie ma sobie równego na całym świecie.

Jednak podążając za duchem tradycji, co jest cechą charakterystyczną dla tej rasy i powierzając temuż duchowi zachowanie swych instytucji i historii, nigdy nie odczuwali potrzeby zdania potomnym pisemnej relacji ze swych wielkich czynów ani podstaw swojej solidnej organizacji, ani nawet jednego słowa o sekrecie tej ogromnej władzy, którą osiągnęli, a która jest dzisiaj mało zrozumiała jeśli wziąć pod uwagę ograniczone teraz warunki ich terytorium i bogactwa.

Biorąc pod uwagę wszystkie te okoliczności, jakież zainteresowanie i waga muszą być przywiązane do zebrania tysięcy porozrzucanych fragmentów tradycji i wierzeń nacji, które świecąc barwnym blaskiem niczym błyskawica pośród cieni rozdzierają gęstą zasłonę spowijającą tajemnicze sekrety wspaniałej historii Basków?

Są tacy, którzy wobec apelu o podtrzymanie przesądów pośród ludzi chętnie odrzuciliby wszelkie powszechne wierzenia. To, że masy są przesądne jest niestety prawdą, której nie można zaprzeczyć, jednak prawdą jest również stwierdzenie, że najwięksi i najznamienitsi ludzie świata ulegają tej słabości. Fakt ten nie dowodzi jednak, że korzeni zła powinno się szukać tylko w tradycyjnych wierzeniach. Dopóki nie będziemy potrafić zdefiniować granic dzielących prawdę od błędu w czasie i przestrzeni, w świecie fizycznym i moralnym, dopóty człowiek będzie nadal pozwalał ponieść się nieodpartemu pragnieniu tego, co nieznane i niezrozumiałe, poszukiwania na tajemniczych terenach wyobraźni obfitej pożywki dla swej ciekawości i odrobiny wyjaśnienia tego, czego nie potrafimy pojąć.

Nie ma innych środków aby zrozumieć, jak przesądy zdołały przetrwać u każdej rasy, jakikolwiek osiągnęła stopień zawansowania religijnego lub poziom kulturowy oraz niezależnie od czasów, w których istniała. Zmianie ulec mógł przedmiot, forma - jak zawsze przy różnych wpływach wywieranych przez religię, klimat, zwyczaje i inne przyczyny, nie mniej jednak przesąd nie przestał przenikać i dominować nad duchem, tak samo silnie teraz, jak kiedyś.

Prawdą jest, że w naszych czasach nie wierzy się już w czarownice, jednak z drugiej strony powstał świat duchów, czy też raczej został odkryty, jak utrzymuje wielu spirytualistów, którzy utrzymują, że żyją z nimi w idealnej zgodzie.

Są wśród nas media, które, jak twierdzą, mają na swą komendę legiony umarłych zawsze gotowych pojawić się na zawołanie i wypełnić zdumieniem i strachem najbardziej kulturalne miasto Europy. I nawet jeśli świat śmieje się z wróżenia i sztuk magicznych, istnieją tacy, którzy nie zadrżą kiedy jakiś somnambulik w pocie czoła i z ciałem drżącym w wymuszonym śnie zapewni ich, że z zamkniętymi oczyma potrafi wyczuć gruźlicę zaczynającą się w płucach pacjenta, albo ukrytą chorobę serca.

Antyczne wierzenia zasadniczo wyrosły z jakiejś wiary lub moralnego nastroju w taki sposób, że ich ogólnej fikcji przyświecała jakaś wielka prawda lub głęboko zakorzeniona cnota. Dlatego też zawsze pozostawiały one po sobie moralną naukę lub wywoływały zdrowe emocje. Weźmy jedno z nich na dowód tego, że nasi przodkowie inspirowali w człowieku najszlachetniejsze instynkty. Któż w baskijskich prowincjach nie słyszał na przykład setki razy, w takiej czy innej formie, opowieści Arguiduny?

„Dzień się skończył i biedna wieśniaczka wspina się smutno górską ścieżką prowadzącą do jej domu. Szlocha, a jej serce rozdarte jest z żalu na kawałki, gdyż straciła swe jedyne dziecko, światło jej życia.

Cienie zmroku, cisza, która ją otacza, smutna tajemniczość nocy odnawiają rany w jej sercu! Myśli o swym dziecku, szlocha, patrzy w niebo i idzie swoją drogą.

Dochodzi do cmentarza, gdzie tylko kilka dni wcześniej pochowała ukochane szczątki i na widok grobu biedna matka kładzie obie ręce na swym bijącym sercu czując, jakby miało pęknąć na dwoje pod falą rozpaczy i goryczy, które wywołało wspomnienie o dziecku.

Naraz dziwne, tajemnicze światło wyłania się spoza niskiej ściany cmentarza i zbliża się do niej migocząc fantastycznie pośród cieni. Widząc to światło matka pada na kolana, wyciąga ręce w kierunku płomienia i zapominając w własnym bólu, pyta łamiącym się głosem:

- Dziecko mego serca, czy jesteś szczęśliwy?

A światło, jak gdyby chcąc jej odpowiedzieć, zaczyna drgać i poruszać się gwałtownie, coraz bardziej się zbliżając i gdy zatrzymuje się nad jej głową, kobieta zamyka oczy, zaczarowana nieopisanymi emocjami. Kto wie? Być może jej uszu dobiegł słodki szept jej syna, może zostawił na jej ustach kochający pocałunek ubóstwianego dziecka jej serca!

Ale światło zaczyna unosić się ku niebu aż w końcu znika pośród cieni. Kobieta stoi przez chwilę z oczyma czule utkwionymi w miejsce, gdzie zniknęło światło. Potem kieruje ku niebu modlitwę i rusza w drogę do domu, ciągle szlochając, lecz łzy, które roni, są łzami rezygnacji, które przynoszą jej ulgę. Tej nocy, w odróżnieniu od poprzednich, sen nie opuszcza jej powiek ani nie niepokoją jej wizje fantomów. Śpi spokojnie i budzi się z błogością duszy, a to dzięki temu, że widziała ducha swojego dziecka, dlatego, że wie, że dziecko tak ukochane i po którym tak płakała, nie zapomniało swej matki. Dlatego, że czuje, że dusza jej ulubionego dziecka zjednoczyła się z duchami swych krewnych, aniołów niebios!”

Czym było to wszystko? Jeśli zapytać nauki, odpowie, że przyczyną było bardzo proste zjawisko. Niektóre gazy wydobywające się z ciał organicznych z cmentarza, o którym mowa, zapaliły się w kontakcie z powietrzem, w wyniku czego powstał płomień, który z kolei spowodował halucynację w zdenerwowanym duchu biednej matki.

Wytłumaczenie to jest poprawne i dokładne, a nauka ma sporo racji. Lecz jakże bardziej pocieszająca dla nieszczęsnej matki jest halucynacja, która przyniosła duszy spokój, niż zimne wyjaśnienie, które pozostawiłoby ją w samej goryczy nieszczęścia!

Przytoczmy inny przykład. Ponad wysokościami Amboto1 pojawia się ciężka i ciemna chmura zapowiadająca burzę. Na jej widok rybacy pośpiesznie wracają do portu, robotnicy rolni, podróżnicy i pasterze przerażeni szybko udają się z powrotem do swych domostw, mrucząc jednocześnie pośród słów modlitwy dziwne słowa:

- Dama z Amboto! Dama z Amboto!

Kim jest ta dama?

Wędrująca dusza kobiety pozbawionej wiary i sumienia, która poświęciwszy swej ambicji miłość żony i córki, a nawet nadzieję na wieczne zbawienie, popełnia ostatnią i największą zbrodnię - samozniszczenie, rzucając się w przepaść. W ramach pokuty za tak wiele grzechów jej duch zostaje skazany na lament i tułaczkę jako wieczna ofiara wyrzutów sumienia pośród wzgórz Amboto. Jej widmo zawsze zapowiada wielkie nieszczęście. Ślady jej stóp naznaczone są łzami i krwią i tak jak drapieżne ptaki, które są rozbudzone tylko zapachem krwi, przepowiada ona godzinę nieszczęścia i przestaje nawiedzać tylko po to, by upajać się łzami i zawodzeniem.

Z drugiej strony widuje się śliczną białą mgiełkę unoszącą się nad szczytem Morubendi, a mgiełka ta niknie w przestrzeni jak delikatna para. Nawet jeśli na jej widok niektórzy czują niepokój, jest on od razu wyparty przez przebłyski nadziei unoszące się w ich sercach i chwalą oni wspaniałomyślną damę, która przychodzi aby oznajmić im, iż, mimo że godziny sądu są blisko, pomoże im je przezwyciężyć.

- Oto nadchodzi dobra pani! Oto nadchodzi dobra pani! - da się słyszeć ze wszystkich ust chwalących ducha czystej i heroicznej dziewicy, która poświęcając własne szczęście dla wiekowego ojca zakończyła swe samotne dni modląc się na poszarpanych szczytach Morumendi.

Dusza dumnej, nienaturalnej córki nadchodzi zawsze w towarzystwie czarnych chmur zwiastujących katastrofę.

Duch niewinnej dziewicy zawsze pojawia się wśród mgły wyglądającej jak para, białej jak jej niesplamiona dusza i zapowiadającej nadzieję i spokój.

Dama z Amboto jest symbolem niewdzięczności, ambicji i zbrodni, a jej duch zamieszkuje sedno ogólnej odrazy i jest witany przekleństwami.

Dama z Morumendi symbolizuje wyrzeczenie się, cnotę, niewinność i żyje wśród błogosławieństw wdzięcznych serc wszystkich ludzi.

Wszystko to jest fantazją i absurdem, nie ma co do tego wątpliwości. Ale dla Basków była to przez dwadzieścia pokoleń moralna lekcja zapisana w chmurach nad wielkimi szczytami Amboto i Morumendi.

Podobnie w korzeniach wszystkich innych zachowanych tradycji zawsze odkrywa się regułę moralności, święty kult ojcowskiego ogniska, czy też namiętną miłość do baskijskich gór, czyli trzy największe i najczystsze ludzkie nastroje - miłość do Boga, miłość do domu i miłość do ojczyzny - trzy wielkie cnoty, które Rzymianie podziwiali w Baskach jakieś dwadzieścia wieków temu. Cnoty te wyróżniały tę rasę przez tenże szmat czasu i te same cnoty wciąż będą świecić w następnych pokoleniach, choć niestety bez wigoru ich przodków.

Być może - czyż można w to wątpić? - te popularne legendy miały spory udział w zachowaniu charakteru rasy baskijskiej tak wyraźnie, że po dziś dzień są niezależne i jedyne w swoim rodzaju pośród ruin i spustoszenia, które spotkało wszystkie inne prymitywne rasy, zachowując baskijski język, zwyczaje, wierzenia i tego samego ducha, który tak nadzwyczajnie wyróżniał Basków spośród wszystkich tych bogatych antycznych mocarstw, których wspomnienie jest szybko wymazywane z ludzkiej pamięci.

Wystarczy zaintonować dziś pieśń Hannibala, którą nasi przodkowie śpiewali trzydzieści wieków temu, lub pieśń Lekovide z czasów Augusta Oktawiana, pieśń Altabiscar z epoki Karola Wielkiego, a najskromniejszy górski pasterz zrozumie ją tak, jakby była ona skomponowana dla niego. Z drugiej strony, które plemię, czy rasa, rozumie Sagi Scaldos, wierszNibelungów, Pieśni Osjana i Hymny Ormiańskie? Tylko paru uczonych, którzy jako przedmiot swych badań wybrali nieistniejące już języki. I nie jest tak tylko dlatego, że język tamtych dni jest wciąż zachowany, lecz również dlatego, że utrzymany został duch charakteryzujący rasę, a plemię ocenia, czuje i żyje dzisiaj w ten sam sposób co w antycznych czasach swojej chwały.

Jak inaczej niż dzięki tradycji znamy imiona heroicznych wodzów tej rasy wojowników, którzy siali terror i przerażenie w samym sercu dumnego Rzymu - Lekowidów, Uchinów i Lartaunów?

Jaka historia zachowała pełne chwały imiona Hernio, Gurutzeta, Oro-vioc, Betzaide i innych, zbyt licznych by wymieniać?

Jakie wyjaśnienia pomogłyby nam zrozumieć lepiej niż Canto de Alos imponującą podniosłość i głęboki nastrój ceremonii pogrzebowej Gau-illa?

W takim razie naprawdę można powiedzieć, że nacja, która bardziej kompletnie składa największy zbiór tradycji, ballad i popularnych legend musi być tą posiadającą najbardziej kompletną historię.

Z tego powodu prowadzenie tejże gałęzi badań jest w niemieckich landach śledzone z zainteresowaniem i wytrwałością, a we Francji również z duchem narodowym.

Dlatego też, skoro badanie to jest uważane za tak ważne przez te dwie wielkie nacje, które są w czołówce ruchów literackich świata, jak również posiadają piękne i powielane historie spisane przez najlepsze intelekty przy zachowaniu wszystkich filozoficznych warunków, które wymusza współczesna krytyka, jakież zainteresowanie wzbudza jako jedyna nacja Basków, która nie posiada kronik, archiwów, inskrypcji, ani żadnych innych niezbędnych elementów wymaganych przy tworzeniu tak obfitych dzieł, jak to? Pozostaje nam więc tylko jedna otwarta ścieżka - ludzka pamięć.

Śpieszmy się więc zebrać, każdy we własnym zakresie, materiały niezbędne dla tego celu, a może nastanie dzień, kiedy pewien dobrze sytuowany geniusz zakończy to rozpoczęte przeze mnie niedoskonałe dzieło przedstawienia oświeconej publice angielskiej szerokiego wachlarza nie tylko baskijskich legend, lecz także legend wielu innych prowincji Hiszpanii.

I śpieszmy się jak to tylko możliwe, ponieważ bogowie odchodzą. Przez nieodwracalne nieszczęście, które nie jest wystarczająco potępiane, ta nieszczęsna nacja, czy rasa cierpi od środka z powodu głębokich i trudnych zmian. Zrównujący z ziemią oddech starości wyrywa się z piersi Basków na równi z przesądami, w których żyli, ich wzniosłymi nastrojami i patriarchalnymi zwyczajami. A ludzie, pojmujący przez pryzmat nowych idei ubóstwo swych wierzeń, doświadczają smutnego upokorzenia dostrzegając swą łatwowierność i ignorancję. W naszych czasach przykro jest stwierdzić, że nawet najprostszy rolnik zdaje się być zawstydzony opowiadając te historie, których kiedyś słuchał pełen entuzjazmu i bezwarunkowej wiary; a poproszony o opowieść, spojrzy nieufnie podejrzewając, że pytający zacznie szydzić z jego prostoty.

Nie można jednak pozwolić myśleć, że ponieważ jesteśmy entuzjastami antycznych tradycji ludowych, przestajemy uznawać ogromne korzyści, które ludzkość zawdzięcza ilustracji i postępowi czasów nowoczesnych. Lecz w tej szczególnej kwestii, jednocząc się przez chwilę w ideach Basków, pozwolę sobie zapytać, jakimi ideami i nastrojami można by wypełnić przestrzeń w ich historii gdybyśmy zburzyli i pogardzili wierzeniami i tradycjami, ideami i zwyczajami tej rasy, które jakże wielce przyczyniły się do ich pomyślności przez ponad dwadzieścia wieków odciskając na charakterze Basków pieczęć wspaniałej oryginalności, która zawsze wyróżniała tę rasę? Innymi słowy, godna podziwu harmonia, która jednoczy w nich jak najbardziej pokojowe instynkty z heroicznym męstwem w niebezpieczeństwie, spontaniczne poddanie się władzy z niezłomnym duchem wyzwolenia, a w końcu skromną prostotę z pełną energii aspiracją do wszystkiego, co doniosłe.

Lecz poza tym wszystkim należy powiedzieć prawdę Baskom dnia dzisiejszego, szczególnie pokoleniu, które teraz się buntuje, nie czuje miłości ani ogniska domowego, które czuła jego starszyzna i którego duch nie jest już usatysfakcjonowany tradycjami i opowiadaniami jego przodków. Dlatego też należy koniecznie zebrać te legendy od pokolenia, które szybko umiera, w przeciwnym razie, jeśli będziemy dłużej zwlekać, nie wiadomo, czy pozostaną po nim choćby ślady stóp. Wiele tradycji już zniknęło, a wraz z nimi część cennych skarbów historii naszego kochanego państwa. Ale ponieważ nie da się już tego odwrócić, naprawmy tę stratę zbierając to, co pozostało i zachowując to z religijną czcią, ponieważ są to relikty wielkości, cnoty i wiara naszych przodków.

Powszechnie znanym jest fakt, że mniej więcej wszyscy ludzie zamieszkujący kraje górskie będą wierzyć w to, co cudowne i nadprzyrodzone, ponieważ przyroda prezentuje się w tych krainach piękniej i bardziej majestatycznie, a tym samym oferuje wyobraźni prostych mieszkańców swobodniejszy zakres tego, co cudowne. Takie właśnie są poszarpane wybrzeża Renu, zasypane dziwnymi ruinami feudalnych zamków, góry i jeziora Szkocji, połamane skały Hebrydów, jak również rozległe, dzikie obszary krainy Szmaragdowej Erin, pokryte wiecznie zielonym podszyciem. W niektórych można znaleźć gnomy i duchy, w innych białe damy jadące na fantastycznych wierzchowcach, lub Peri, albo znów błędne ogniki, we wszystkich napotyka się całe mnóstwo tajemniczych istot, których krzyki i tańce, zabawy i powietrzne kawalkady, widziane są pod bladym światłem księżyca, czy pośród mgieł lub piany wodospadów, potoków lub górskiego strumienia, który pędząc i chlapiąc tworzy rzekome baldachimy dla duchów zamieszkujących wody lub unoszących się pod gałęziami wielkich antycznych drzew w lesie.

Gdyby jakikolwiek oświecony podróżny usiadł przy gościnnym palenisku jednego z mieszkańców tych krajów i posłuchał o cudownych przygodach opowiadanych w całkowitej wierze przez patriarchę rodziny i słuchanych z największym szacunkiem i w głębokiej ciszy przez całą jego rodzinę i służbę i gdyby ten podróżny przerwał opowieść jakimkolwiek ruchem lub znakiem niedowierzania, byłby świadkiem wspólnego powstania rodziny i protestu przeciwko takiemu czynowi, nie z powodu jego nieuprzejmości, lecz dlatego, że rzuca on krzywdzące powątpiewanie, które mogłoby ująć wadze tej dzielnicy lub wsi, gdyby jej mieszkańcy nie mogli chlubić się istnieniem którejś z tych tajemniczych istot, prawdziwych czy nie, ale mających wywierać bezpośredni wpływ na wszystkie ważne wydarzenia ich prostego, monotonnego życia. I aby przekonać podróżnego o prawdzie tego, co wyższe, jakiś oddany pasterz będzie utrzymywać, że pewnej nocy został obudzony lekkim pocałunkiem białego błędnego ognika, który wyciągnął go z jego słomianego łóżka i zaprowadził do sąsiedniego lasu, obolałego i rzucanego nagłymi zawirowaniami jakiegoś dzikiego tańca. Starszy człowiek doda, że pamięta jak w latach swej młodości widział Białą Damę z sąsiedniego zamku przemierzającą konno las z sokołem przymocowanym do nadgarstka i w towarzystwie świty myśliwych z rogami, prowadzących psy myśliwskie.

Po tych oświadczeniach następują opowieści starszej pani domu, która zda relację o tym, jak na własne oczy widziała swawolnego chochlika rozsypującego sól, obracającego do góry dnem garnki i dzbanki, a nawet w swej zuchwałości przywiązującego starą szmatę do ogona najbardziej sędziwego kota w całym domu.

W obliczu tak niepodważalnych, według nich, dowodów odwiedzający musi zgodzić się z nimi, że duchy i Peri, białe damy i błędne ogniki istnieją w rzeczywistości, a w ten sposób zdobędzie on raz jeszcze przychylną opinię gospodarzy.

Jestem zdania, że lepiej jest pozwolić tym dobrym ludziom żyć w pokoju z ich przesądami, które nikomu nie szkodzą, zostawiając w rękach czasu zadanie wyprowadzenia ich z błędu, zamiast stawiać się w pozycji reformatorów usiłując wyrwać z korzeniami ich proste wierzenia. Co więcej, ludzie, którzy w swej prostocie wierzą w te wszystkie rzeczy, są z reguły bardziej cnotliwi, spokojni i uczciwi, bardziej skłonni do przestrzegania religijnych obowiązków i zasad i bardziej posłuszni prawom swych odpowiednich władz, ponieważ te proste wierzenia przygotowują ich w pewien sposób do akceptowania innych, mających większą wagę i korzyści.

Pójdę o krok dalej: jak spędzaliby długie zimowe wieczory gdyby byli pozbawieni wspaniałych historii, które opowiadają w spokoju i dobrej komitywie siedząc wokół ogniska, i które służą im jako pożywka dla ich wyobraźni podczas odpoczynku po długim dniu ciężkiej pracy w polu?

Nie zapominajmy że, przynajmniej podczas gdy opowiadają te cudowne baśnie i historie, są szczęśliwi i zadowoleni. Dlatego nie zatruwajmy naszym sceptycyzmem przyjemności, którą cieszą się ci ludzie.

Obszar lądu i łańcuchy górskie, na które składają się baskijskie prowincje zawierają podobne do szkockich góry, wzgórza tak zielone jak te znajdywane w Irlandii, rzeki z brzegami tak surowymi jak niemieckie, z ponurymi wybrzeżami tak wielkimi i niegościnnymi jak te w Hebrydach. Ta kraina, topograficznie jakże podobna do tych wyżej wymienionych, posiada plemię ludzi obdarzonych wyobraźnią tak samo bujną, skłonnych do wymyślania fantastycznych istot znanych pod nazwą Lamice, zamieszkujących ich burzowe wybrzeża; Bassajaon lubjauna mieszkających w ich niekończących się puszczach2 ; Mailagarrys pośród bujnych lasów; oraz Sorguiñas na samotnych równinach i w szczelinach powstałych dzięki sile górskich potoków.

Legendy i tradycje jedynego w swoim rodzaju plemienia, posiadającego język kiedyś tak wspaniały, oryginalny i niepodobny do żadnego innego, kapitalną wyobraźnię poetycką, napędzaną miłością do gór, będącą prawie bałwochwalstwem, głęboko zakorzenioną wiarę religijną, proste patriarchalne nawyki, niesamowity przełom, niewątpliwe cnoty oraz zasługującą na podziw administrację godną naśladowania muszą, jestem pewna, zainteresować angielską publikę, zawsze gotową uznać wielkość i cnoty zagranicznych nacji i zwrócić uwagę nawet na jej baśnie i opowiadania popularne.

M. M.

AQUELARRE3

I.

Na górskim, pokrytym lasami, poprzecinanym strumieniami i wąskimi, bardzo głębokimi dolinami terytorium pomiędzy miasteczkami Zuggaramurdi i Echalar znajduje się, samotna i ciemna, góra Aquelarre, porośnięta jeżynami i cierniami, otoczona skałami i wodospadami.

Umiejscowienie góry i jej stożkowaty kształt przykuwa uwagę geologów odwiedzających te surowe miejsca, a w rezultacie można zauważyć, że w przeciwieństwie do innych gór, bocznych grani Pirenejów, które są połączone wąwozami tworzącymi falistości czasem pełne przypadkowych miękkich i wiecznie zielonych łuków, czasem idealnie gładkie, a czasem wreszcie szpiczaste, Auqlearre ma inną jeszcze formę, więc jest pośród nich wyjątkiem.

Mówi się, że pewnego dnia „Ariel”, tytularny geniusz mieszkańców prowincji Vizcaya, wyciągnął swe silne ramię, wyrwał tę pojedynczą górę z jej podstawy i usadowił z dala od towarzyszących jej aby nie zostały skażone jakimkolwiek kontaktem z tą przeklętą górą. Bo w istocie, Aquelarre jest górą przeklętą. Czy się w to wierzy, czy nie, wystarczy zauważyć barwę jeżyn pokrywających jej ogromne zbocza. Nie jest on odcieniem zieleni, na którą przyjemnie jest patrzeć, barwą, w którą szlachetny dąb ubiera swe gałęzie. Nie jest to również srebrnawy odcień białej topoli ani, tym bardziej, nie jest wspaniałą zielenią okazałego buku, zielenią pokrywającą wiśnię, gruszę, czy też drzewa orzechowe pełne aromatycznych białych kwiatów, w których kielichach niczym diament świeci kropla rosy.

Kolor zarośli Aquelarre, ponury, posępny i ciemny, przypomina gigantyczny szczyt Litwy4 lub cyprysu, który rośnie w szczelinach kamienistych wzgórz Arabii Skalistej - złowrogi, pogrzebowy odcień, który zasmuca ducha i tłumi rozwój duszy poety, który w uniesieniu rozważa wystawne dary i wdzięki natury w lasach, lub śmiejącą się prostą wspaniałością usianymi kwiatami dolin.

Skąd ten zauważalny kontrast? Skąd ten ciemny fantom pośród tak pięknie ozdobionej przyrody? Stąd, że wszystko, co wejdzie w kontakt z geniuszem zła niesie ze sobą znamię potępienia, natychmiast zastępując swe antyczne piękno wstrętnymi i odrażającymi kształtami.

W takim stanie znajduje się Aquelarre. Jej wysokości odwiedzane są przez księcia ciemności a w szczelinach gór dudni echo niepobożnych pieśni intonowanych na jego chwałę.

Wielu, ku swemu przerażeniu, słyszało te pieśni brzmiące w górach i przecinające majestatyczną ciszę nocy.

Są tacy, którzy widzieli słup czarnego dymu i czuli mdły zapach dochodzący z obrzeży tej przeklętej góry i rozumnie domyślili się, że dym ten powstał na skutek całopalenia złożonego geniuszowi zła w jakiejś tajemniczej ofierze przez jego nikczemnych wyznawców.

Nie mniej jednak, kim były te duchy? Skąd przyszły uprawiać nocne hulanki?

Jeśli zapytać o to prostego mieszkańca gór, wzrusza ramionami i zadowala się lakonicznym „Eztaquit” („Nie wiem”).

Nagle z ust do ust przekazywane było doniesienie, które zyskało przewagę, wkrótce stało się znane ogółowi i zostało potwierdzone, że dziecko odkryło co działo się w wysokościach przeklętej góry.

Zwróćmy uwagę na fakt, że, jak mówi tradycja, zostało to potwierdzone.