Łaska na co dzień - Paul David Tripp - ebook

Łaska na co dzień ebook

Paul David Tripp

0,0
29,90 zł

lub
Opis

Paul Tripp nigdy nie zawodzi w dostarczaniu utrudzonym i obciążonym ludziom, takim jak ja i ty, szokujących, lecz bezwzględnie dobrych wieści.

Tullian Tchividjian, założyciel LIBERATE, autor One- Way Love: Inexhaustible Grace for an Exhausted World

Te codzienne rozważania wzmocnią, nakarmią i na nowo skalibrują twoje serce oraz otworzą ci oczy,
byś każdego nowo wschodzącego dnia mógł dostrzec nową i świeżą Bożą porcję łaski.
Nancy Leigh DeMoss, autorka; gospodyni programu radiowego Revive Our Hearts

Jesteśmy wdzięczni Bogu, że Paul napisał tę książkę, by pomóc nam, słowami Robinsona, zapieczętować nasze serca na Boży sąd. Jeśli zdarza ci się tak zbłądzić, to ta książka jest dla ciebie.
Matt Chandler, starszy pastor The Village Church, Dallas w Teksasie, prezes „Acts 29 Church Planting Network” oraz jego żona Lauren, pisarka, mówczyni i piosenkarka

Dr Paul David Tripp jest pastorem, mówcą i autorem bestsellerów. Ponad 30 książek autora oraz produkcje wideo są wyrażeniem jego pasji do tego, aby widzieć moc Chrystusa, która przemienia codzienne życie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 751




Thank you for downloading this Crossway book.

Sign-up for the Crossway Newsletter for updates on special offers, new resources, and exciting global ministry initiatives:

Crossway Newsletter

Or, if you prefer, we would love to connect with you online:

Tytuł oryginału: New Morning Mercies

Autor: Paul David Tripp

Tłumaczenie: Ksenia Styczyńska

Redakcja: Agnieszka Luberadzka

Korekta: Bartosz Szpojda, Joanna Rączkowiak

Skład i przygotowanie do druku: Marta Legierska

Projekt graficzny okładki (na podstawie oryginału): Sandra Holona

Druk: Drukarnia Arka, Cieszyn

Polish Translation Copyright © 2019

Wydawnictwo Szaron, ul. 3 Maja 49a, 43-450 Ustroń, tel.: 503 792 766 (503-SZA-RON), e-mail: [email protected] / www.szaron.pl

New Morning Mercies: A Daily Gospel Devotional

Copyright© 2014 by Paul David Tripp.

Published by Crossway

a publishing ministry of Good News Publishers

Wheaton, Illinois 60187, U.S.A.

This edition published by arrangement with Crossway.

All rights reserved.

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

Cytaty biblijne pochodzą z:

Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallotinum, Poznań 2003.

Wydanie I, 2019

ISBN 978-83-66051-62-1

Dystrybucja na terenie całego świata:

Księgarnia i hurtownia wysyłkowa Szaron

43-450 Ustroń, ul. 3 Maja 49a, tel.: 503 792 766 (503-SZA-RON)e-mail: [email protected]

www.szaron.pl

Zawsze potrafiliśmy utożsamić się z pieśnią Roberta Robinsona Come, Thou Fount, a szczególnie ze słowami, które mówią, że mamy tendencję do wędrowania, błądzenia – „Panie, czuję, że jestem skłonny zostawić Boga, którego kocham”. Codziennie mamy poczucie, że coś odciąga nas od Bożej dobroci w stronę szukania swego – z dala od Bożej miłosiernej akceptacji, a w kierunku podjęcia wyczerpującego, niemożliwego wręcz obciążenia, by próbować samemu przeważyć szalę na naszą korzyść. Jesteśmy wdzięczni Bogu, że Paul napisał tę książkę, by pomóc nam, słowami Robinsona, zapieczętować nasze serca na Boży sąd. Jeśli zdarza ci się tak zbłądzić, to ta książka jest dla ciebie.

Matt Chandler, starszy pastor The Village Church, Dallas w Teksasie, prezes „Acts 29 Church Planting Network” oraz jego żona Lauren, pisarka, mówczyni i piosenkarka

Rozważania Paula Trippa oferują nam ewangeliczną opowieść na każdy dzień wraz z wyzwaniem i sposobem jej zastosowania w życiu. Fragmenty Pisma Świętego połączone z zaszczepiającymi nadzieję przesłaniami Paula to świetny sposób, by dowiedzieć się czegoś więcej o przesłaniu Ewangelii i o Jezusie Chrystusie.

Perry Noble, starszy pastor NewSpring Church, Anderson w Karolinie Południowej

Przez wiele lat każdego ranka Paul Tripp serwował nam świeżo parzoną mądrość i zachętę poprzez zawsze trafione i dające do myślenia tweety, przypominając nieustannie o tym, że Chrystus i Jego łaska wystarczą. „Poranna porcja łaski” oferuje mniej więcej to samo, lecz bez ograniczenia do stu czterdziestu znaków! Te codzienne rozważania wzmocnią, nakarmią i na nowo skalibrują twoje serce oraz otworzą ci oczy, byś każdego nowo wschodzącego dnia mógł dostrzec nową i świeżą Bożą porcję łaski.

Nancy Leigh DeMoss, autorka; gospodyni programu radiowego Revive Our Hearts

Paul Tripp nigdy nie zawodzi w dostarczaniu utrudzonym i obciążonym ludziom, takim jak ja i ty, szokujących, lecz bezwzględnie dobrych wieści. Czyni to jednak w sposób, który wszyscy rozumieją i do którego potrafią się odnieść. Paul zwraca uwagę na aktualną moc Ewangelii na każdy dzień roku – pokazując, jak ukończone dzieło Jezusa dla złamanych ludzi nie tylko uwalnia nas od przeszłości i dla przyszłości, lecz także daje wolność na teraz. Dziękuję, Paul, że przypomniałeś temu zmęczonemu podróżnikowi, że żyje pod sztandarem, na którym napisane jest: „Dokonało się”.

Tullian Tchividjian, założyciel LIBERATE, autor One-Way Love: Inexhaustible Grace for an Exhausted World

Paul Tripp wspaniale łączy mądrość zgromadzoną w trakcie wielu lat pracy w charakterze doradcy duchowego, głębokie zrozumienie biblijnej historii odkupienia oraz własne doświadczenie uporczywego trzymania się Chrystusa i tworzy dla nas rozważania, które zarówno rozgrzeją zranione serca, jak i staną się wyzwaniem dla tych, którzy popadli w zbytnie samozadowolenie. Książka ta jest głęboko zakorzeniona w biblijnych prawdach i wyjątkowo dobrze się ją czyta. Szczerze polecam!

Elyse M. Fitzpatrick, doradczyni i mówczyni, autorka Found in Him

Ben, poprosiłeś, bym stał się twoim mentorem, a sam dałeś tak wiele.Czyż nie tak właśnie działa Bóg?

WSTĘP

Każdego ranka tweetuję trzy biblijne przemyślenia, czyli publikuję na portalu społecznościowym zwanym Twitterem trzy krótkie rozważania na temat chrześcijańskiej wiary. Moim celem jest konfrontowanie ludzi z żywymi prawdami Ewangelii Jezusa Chrystusa oraz przynoszenie im pociechy. Chcę, by ludzie zobaczyli, że w łasce Ewangelii chodzi nie tyle o zmianę religijnego aspektu ich życia, ale o wszystko, co ich definiuje, daje tożsamość i motywuje do działania. Zachęcam ludzi, by dostrzegli w Ewangelii okno, przez które mogą patrzeć na swoje życie.

Dzięki łasce naszego Pana moje tweety spotkały się z bardzo serdecznym przyjęciem. Wielu ludzi zaczęło mnie zachęcać, bym wykorzystał je jako bazę do napisania rozważań z trzysta sześćdziesięcioma pięcioma medytacjami na temat biblijnych prawd. Książka, którą trzymasz w ręku, to moja odpowiedź na te prośby. Każde czytanie rozpoczyna się od jednego nieco przeredagowanego i rozbudowanego tweeta.

Napisanie trzystu sześćdziesięciu pięciu rozważań to dosyć karkołomne zadanie. To, że byłem gotowy podjąć się takiego wyzwania, nie wynikało z mojego wysokiego mniemania o własnych umiejętnościach pisarskich, ale z głębokiej wiary w głębię i nieograniczone możliwości Ewangelii naszego Pana Jezusa Chrystusa. Zaczynając pisać, bardzo cieszyłem się na podjęcie tych duchowych „eksploracji”, wchodzenie do głębokich jaskiń wiary, którą tak bardzo sobie cenię. Podjąłem to wyzwanie nie w roli eksperta, lecz pielgrzyma i odkrywcy. Usiadłem do tego zadania nie z przekonaniem, że do perfekcji opanowałem już wszystkie prawdy Ewangelii, lecz widząc w moim życiu dowody na to, że sam muszę jeszcze bardziej dać się opanować przesłaniu łaski, która znajduje się w samym centrum wszystkiego, czego podejmuję się w służbie.

Muszę się tutaj do czegoś przyznać – nie napisałem tych rozważań tylko dla ciebie, lecz też dla siebie samego. Nie przedstawiam w tej książce ani jednej prawdy, reguły, faktu, obserwacji, przykazania, wezwania, zachęty czy napomnienia, którego sam bardzo bym nie potrzebował. Jestem taki jak ty; długoletnia znajomość z Ewangelią Jezusa Chrystusa sprawia, że nie cenię jej tak bardzo, jak powinienem. Gdy tematy łaski stają się mi coraz lepiej znane, zaczynają powszednieć i nie przykuwają już mojej uwagi, nie wywołują takiego zachwytu jak niegdyś. Gdy niezwykła rzeczywistość Ewangelii przestanie przyciągać naszą uwagę i wzbudzać zachwyt oraz uwielbienie, to inne rzeczy zaczną walczyć o nasze zainteresowanie. Gdy przestajemy sławić łaskę, zaczynamy zapominać, jak bardzo jej potrzebujemy. W momencie gdy ją stracimy, przestajemy szukać ratunku i siły, które tylko ona może nam dać. Oznacza to, że zaczynamy postrzegać siebie jako sprawiedliwszych, silniejszych i mądrzejszych, niż w rzeczywistości jesteśmy, i pakujemy się w kłopoty.

Te rozważania są więc wezwaniem, byśmy – ty i ja – pamiętali. Byśmy pamiętali o straszliwej katastrofie grzechu, o Jezusie, który zajął nasze miejsce, i o sprawiedliwości, która jest Jego darem. Byśmy pamiętali o przemieniającej łasce, na którą nie moglibyśmy sami zasłużyć, i o przeznaczeniu zagwarantowanym dla wszystkich Jego dzieci odkupionych Jego cenną krwią. To wezwanie, byśmy pamiętali o Jego suwerenności i chwale. To ponaglenie, byśmy nie zapomnieli, że już samo pamiętanie to walka duchowa i nawet do tego potrzebujemy łaski.

Tytuł tych rozważań to nie tylko odniesienie do sposobu, w jaki Biblia mówi o Bożym miłosierdziu i łasce (Tr 3,22–23), lecz także do słynnego hymnu, który moim zdaniem powinniśmy codziennie śpiewać:

Wielka jest wierność Twa! Wielka jest wierność Twa!

Każdego ranka widzę nowe porcje łaski Wszystko czego potrzebuję, Twa ręka dostarcza mi Wielka jest wierność twa, na wieki twa łaska trwa!

Jednym z zadziwiających realiów życia chrześcijańskiego jest to, że w świecie, w którym wszystko znajduje się w stanie rozkładu, Boże miłosierdzie i Jego łaska nigdy się nie starzeją. Nigdy się nie kończą. Nigdy nie przychodzą nie w porę. Nigdy nie wysychają. Nigdy nie słabną. Nigdy się nie męczą. Nigdy nie zawodzą w zaspokajaniu potrzeb. Nigdy nie rozczarowują. Nigdy, przenigdy nie zawodzą, ponieważ naprawdę każdego ranka objawiają się na nowo. Łaski naszego Pana są dopasowane do naszych wyzwań, rozczarowań, cierpień, pokus i zmagań z grzechem. Czasami Jego łaski:

•wywołują podziw i bojaźń,

•napominają,

•wzmacniają,

•dają nadzieję,

•obnażają serce,

•ratują,

•przemieniają,

•wybaczają,

•zaspokajają potrzeby,

•objawiają chwałę,

•są niewygodne,

•oświetlają prawdę,

•napawają odwagą.

Boże łaski nie występują zawsze w jednym kolorze. Nie! Przychodzą do nas we wszystkich odcieniach każdego koloru tęczy Jego miłosierdzia! Boże łaski nie są dźwiękiem jednego instrumentu. Nie! Wybrzmiewają wszystkimi dźwiękami wszystkich instrumentów Jego miłosierdzia. Boże miłosierdzie i Jego łaski są ogólnodostępne, wszystkie Jego dzieci mogą się w nich pławić. Boże łaski są też precyzyjne. Każde dziecko otrzymuje łaskę dostosowaną do swoich potrzeb na daną chwilę. Boże miłosierdzie jest przewidywalne, jest fontanną, która nigdy nie przestaje płynąć; ale jest też nieprzewidywalne: pojawia się w różnych zaskakujących formach. Boże miłosierdzie to radykalna teologia, lecz także coś więcej niż teologia. To życie dla wszystkich, którzy wierzą. Boże łaski to najwyższa pociecha, ale też wezwanie do całkiem nowego trybu życia. Boże miłosierdzie naprawdę na zawsze wszystko zmienia dla tych, na których zostaje wylane.

Czytaj więc i pamiętaj każdego ranka o nowym Bożym miłosierdziu, i ciesz się swoją tożsamością tego, na którego zostały wylane Boże łaski, jakich nie da się objąć sercem i jakich jeden autor nie zdoła w pełni opisać.

1 STYCZNIA

Wszystko sprowadza się do jednego. W życiu chrześcijańskim, w Kościele, w naszej wierze nie chodzi o nas, lecz o Niego, o Jego plan, Jego królestwo i Jego chwałę.

To naprawdę jest nasze największe zmaganie. Dla wszystkich nas jest to zupełnie nieintuicyjne. Sprawia, że w naszym życiu panuje bałagan, a w relacjach pojawiają się konflikty. To odciąga nasze myśli i porywa nasze pragnienia. To ta jedna rzecz, stojąca za wszystkimi innymi, na którą moglibyśmy wskazać, a która przemawia za naszą potrzebą łaski. To ta jedyna bitwa, przed którą nigdy nie uciekniemy. To owo miejsce, w którym dziesięć na dziesięć osób potrzebuje ratunku. To walka, którą Bóg prowadzi w naszym imieniu, by pomóc nam pamiętać, że w życiu nie chodzi o nas. Chodzi o Boga, o Jego plan, o Jego królestwo i o Jego chwałę.

Dlatego właśnie trzy pierwsze słowa Biblii to prawdopodobnie najważniejsze słowa całej księgi: „Na początku Bóg […]”. Te trzy gromowładnie potężne słowa naprawdę zmieniają wszystko – od tego, jak postrzegamy naszą tożsamość, znaczenie i cel życia, do sposobu, w jaki podchodzimy do naszych ludzkich, najbardziej nawet błahych obowiązków. Wszystko, co zostało stworzone, zostało stworzone przez Boga i dla Boga. Cała chwała i cześć stworzonego świata zostały pomyślane tak, by wskazywać na Jego chwałę. Wszechświat należy do Niego, został zaprojektowany, by działać zgodnie z Jego celem i planem. A obejmuje to także ciebie i mnie. Nie zostaliśmy przeznaczeni do tego, by prowadzić niezależne, egocentryczne życie. Nie mamy funkcjonować w oparciu o nasze małe samolubne plany, żyjąc dla własnych chwil chwały. Nie! Zostaliśmy stworzeni, by żyć dla Niego.

W czym to skierowane na Boga życie ma znaleźć swój wyraz? Powinno wyrażać się nie tylko w religijnym aspekcie naszego życia, lecz w każdym wymiarze naszego istnienia. Paweł wspaniale ujmuje to w Pierwszym Liście do Koryntian 10,31: „A więc: Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą”. Gdy apostoł rozważa powołanie do życia dla Bożej chwały, nie przychodzą mu najpierw na myśl wielkie duchowe, przełomowe momenty. Nie! Mówi raczej o tak prozaicznych i powtarzalnych czynnościach, jakimi są jedzenie i picie. Nawet te najpowszedniejsze, pozornie nieistotne zadania muszą zostać ukształtowane i nakierowane przez wypływające z serca pragnienie Bożej chwały. Nie wiem, jak to wygląda u ciebie, ale ja w codziennej krzątaninie często tracę z oczu Boże istnienie, nie mówiąc już nawet o Bożej chwale!

Zacznijmy nowy rok, przyznając, że życie dla czyjejś chwały jest dla nas czymś bardzo nienaturalnym. Takie wyznanie nie ma nas jednak doprowadzić do rozpaczy, lecz dać nadzieję. Bóg wiedział, że przez grzech nigdy nie zdołasz żyć dla Jego chwały, więc posłał swojego Syna, by żył życiem, którym ty nie potrafisz; by umarł za ciebie i powstał, pokonując grzech i śmierć. Uczynił to nie tylko po to, by zostało ci wybaczone przywiązanie do własnej chwały, lecz byś miał wszelką łaskę niezbędną do życia dla Jego chwały. Gdy przyznasz, że potrzebujesz pomocy, podłączysz się do źródła ratunku zapewnionego w Jego Synu, Jezusie. Sięgnij dzisiaj po nadzieję, ponownie wyciągając ręce po Jego ratunek.

Dalsze rozważania i zachęta: Księga Psalmów 115.

2 STYCZNIA

Nie znajdziemy odpocznienia, starając się zrozumieć życie, lecz ufając temu, który wszystko rozumie dla naszego dobra i swojej chwały.

Byliśmy z synami w drodze do centrum handlowego, gdy nasz trzylatek zapytał, ni stąd, ni zowąd: „Tatusiu, jeśli Bóg wszystko stworzył, to czy stworzył też latarnie?”. Przyszły mi do głowy te same pytania, które zadają sobie co chwilę wszyscy rodzice odpowiadający na nieskończoną liczbę pytań swoich pociech: „W jaki sposób zająć w tej rozmowie pozycję, w której powinienem być, zamiast tę, w której jestem?” lub „Dlaczego on ciągle musi zadawać mi te pytania?”.

Wszyscy ludzie mają w sobie głęboko zakorzenione pragnienie wiedzy i zrozumienia świata. Dużą część codziennych aktywności naszego umysłu poświęcamy na próby zrozumienia różnych rzeczy. Nie kierujemy się instynktem. Nie zostawiamy życia własnemu biegowi. Wszyscy jesteśmy teologami. Wszyscy filozofujemy. Jak jeden mąż fascynujemy się też archeologią, kopiąc w naszym życiu i usiłując znaleźć sens we wszystkich cywilizacjach, które składają się na naszą historię. Owej wymyślonej przez Boga umysłowej motywacji do działania towarzyszy zawsze cudowny i tajemniczy dar analizy. Te pragnienia i dary odróżniają nas od reszty stworzenia. Są święte, stworzone przez Boga, by przyciągnąć nas do Niego, abyśmy Go poznali i zrozumieli samych siebie w świetle Jego istnienia i woli.

Grzech sprawia jednak, że owo dążenie do zrozumienia wszystkiego i dar analizowania stają się niebezpieczne. Ulegamy pokusie, by uznać, że zrozumiawszy wszystko, sami możemy odnaleźć swoje serce. Pojawia się światopogląd mówiący: „Gdybym tylko zrozumiał to lub tamto, byłbym bezpieczny”. Ale to nigdy nie działa. Nawet w chwili przebłysku naszego największego geniuszu zawsze będzie w naszym życiu istniała jakaś tajemnica, czasami nawet bardzo bolesna. Wszyscy musimy mierzyć się z rzeczami, które wydają się nie bardzo mieć sens i pozornie nie służą niczemu dobremu. Nie da się więc znaleźć wytchnienia w próbach zrozumienia tego wszystkiego, co nas otacza. Nie! Odpocznienie odnajdujemy, ufając Temu, który to wszystko pojmuje i panuje nad tym dla swojej chwały i naszego dobra.

Niewiele fragmentów opisuje odpocznienie – które możemy osiągnąć w Bogu – lepiej niż Psalm 62,6–8: „Jedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej, bo w nim pokładam nadzieję moją! Tylko On jest opoką moją i zbawieniem moim, twierdzą moją, przeto się nie zachwieję. W Bogu zbawienie moje i chwała moja; skała mocy mojej, ucieczka moja jest w Bogu”.

Możesz też znaleźć odpocznienie w chwilach, w których chciałbyś wiedzieć coś, co nie zostanie ci objawione. Jest Ktoś, kto wie. On cię kocha i panuje nad tym, czego nie rozumiesz, mając na uwadze twoje dobro.

Dalsze rozważania i zachęta: 2 List do Koryntian 5,1–10.

3 STYCZNIA

Jeśli planem jest wieczność, to ograniczanie naszego życia do potrzeb i pragnień tej małej chwili nie ma żadnego sensu.

Nie ma co do tego wątpliwości – Biblia to księga zawierająca pełny obraz, która zachęca nas do życia z szerszą perspektywą. Naciąga nasze umysły, wzywając do myślenia o rzeczach, które działy się przed powstaniem świata i tysiące lat naprzód, w wieczności. Biblia po prostu nie pozwala nam żyć chwilą obecną. Nie daje przyzwolenia, byśmy ograniczali nasze myśli, pragnienia, słowa i działania do tego, do czego popchnęłyby nas własne spontaniczne pomysły, emocje czy potrzeby. W danej chwili nasze myśli mogą zdawać się ważniejsze, a uczucia wiarygodniejsze, niż faktycznie są. Obecne potrzeby mogą wydać się bardziej niezbędne, niż to faktycznie ma miejsce. Nasze życie ma być podłączone do początku i do końca. Mamy tak żyć, ponieważ wszystko, co robimy, ma łączyć się z Bogiem początku i końca, przez którego i dla którego zostaliśmy stworzeni.

Niełatwo jest żyć, mając zawsze wieczność na względzie. Życie co chwilę sprowadza się do danej chwili – do tu i teraz. Zdarzają się sytuacje, kiedy wydaje nam się, że nie ma nic ważniejszego niż wydostanie się z korka, wygranie jakiegoś sporu czy zaspokojenie jakiegoś seksualnego pragnienia. Pojawiają się chwile, w których nasze szczęście i zadowolenie sprowadza się do zakupu nowej pary butów lub dania, które ma pojawić się na talerzu za dziesięć minut. Są takie momenty, kiedy to, kim jesteśmy i kim jest Bóg oraz cała prawda o tym, dokąd zmierza świat, staje się jedynie tłem dla naszych chwilowych emocji, myśli i potrzeb. Zdarzają się sytuacje, w których gubimy się w całej tej Bożej historii. Tracimy głowę, zmysł orientacji i zapominamy o Nim samym.

Bóg przypomina nam, że to nie wszystko, że zostaliśmy stworzeni i na nowo odrodzeni w Chrystusie do wieczności. Przypomina nam, byśmy nie żyli dla tymczasowych skarbów: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną; ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną” (Mt 6,19–20).

Zastanów się: jeśli Bóg już zagwarantował ci miejsce w wieczności, to dał ci też wszelkie łaski, jakich możesz potrzebować na drodze do wieczności, gdyż w przeciwnym razie nigdy byś tam nie dotarł. Jest łaska dla naszych kapryśnych i rozkojarzonych serc. Jest ratunek dla naszego egocentryzmu i roztargnienia. Odwieczny Bóg udziela ci swojej trwałej łaski, abyś mógł żyć, mając na względzie wieczność.

Dalsze rozważania i zachęta: Ewangelia Łukasza 12,13–21.

4 STYCZNIA

Najlepsza teologia nie pozbawi życia tajemnicy, więc wytchnienie trzeba znaleźć w zaufaniu Temu, który panuje, jest wszystkim i przed którym nie ma żadnej tajemnicy.

Głos mojej żony drżał, gdy tego ranka powiedziała mi, żebym wracał do domu najszybciej, jak tylko się da. Luella jest stabilną emocjonalnie kobietą. Niełatwo ją wyprowadzić z równowagi. Wiedziałem, że to, z czym przyszło nam się zmierzyć, musi być bardzo poważne, ponieważ tym razem najwyraźniej zmąciło jej spokój. Byłem jakieś sześć godzin drogi od domu i natychmiast ruszyłem w nerwową podróż powrotną.

Poprzedniego wieczoru nasza córka Nicole, nie pierwszy już raz, wracała pieszo do domu. Pijany kierowca, niemający nawet prawa jazdy, zjechał z ulicy na chodnik i przygniótł ją do ściany budynku. W wyniku wypadku nasza córka odniosła bardzo poważne obrażenia, miała miednicę złamaną w jedenastu miejscach i obfity krwotok wewnętrzny. Gdy w końcu dotarłem do szpitala i wszedłem na oddział intensywnej terapii, na którym leżała Nicole, zrobiłem to, co zrobiłby każdy człowiek z odrobiną ojcowskiej krwi w żyłach. Rozpadłem się na drobne kawałki. Oparłem się na jej łóżku i nie wiedząc nawet, czy mnie słyszy, powiedziałem: „To ja. Tata. Nie jesteś sama. Bóg jest z tobą”.

Gdy wszedłem na tę salę, miałem wrażenie, że cały świat spowiła ciemność. Z mojego serca wyrywało się wołanie: „Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?”. Gdybym to ja mógł decydować, nie pozwoliłbym żadnemu z moich dzieci przechodzić przez coś takiego. A gdybym miał wybrać jedno, na pewno w tamtej chwili nie byłaby to Nicole. Wydawała się tak bardzo krucha. W jednej chwili znaleźliśmy się w samym środku tajemnicy, która przemienia całe ludzkie życie, a nasze teologiczne nienegocjowalne przekonania nie potrafiły jej rozwikłać. Nicole wróciła do zdrowia, ale kosztowało to ją i nas wszystkich cztery lata ciężkiej pracy.

W całej tej sytuacji trzymałem się tylko jednej myśli: żeby nasze życie nie wymknęło się spod kontroli. Stale pocieszała nas ta myśl, że gdy doszło do wypadku naszej córki, Bóg nie był ani zaskoczony, ani przerażony. Dla Niego nie ma żadnych tajemnic. Nie da się Go zaskoczyć. Nie zastanawia się, jak poradzi sobie z różnymi niespodziewanymi okolicznościami. Uwielbiam werset z Księgi Daniela: „On odsłania to, co głębokie i ukryte; wie, co jest w ciemnościach, u Niego mieszka światłość” (Dn 2,22).

Bóg jest z tobą w chwilach ciemności, ponieważ nigdy cię nie opuszcza. Twoja ciemność dla Niego nie jest mroczna. Twoje tajemnice nie są dla Niego tajemnicami. A to, co ciebie zaskakuje, dla Niego nie jest żadną niespodzianką. On rozumie wszystko, przez co czujesz się zagubiony. To, co dla ciebie jest tajemnicą, nie tylko nie jest przed Nim zakryte, lecz On to wszystko kontroluje.

Pamiętaj dzisiaj, że jest ktoś, kto patrzy na to, co ty widzisz jako ciemność, i dostrzega światło. Mając to na uwadze, pamiętaj też, że jest najważniejszą definicją wszystkiego, co mądre, dobre, prawdziwe, kochające i wierne. On trzyma zarówno ciebie, jak i twoje tajemnice w swoich rękach i dlatego możesz znaleźć odpocznienie nawet wtedy, gdy mrok tajemnicy przez chwilę spowije twoje życie.

Dalsze rozważania i zachęta: Księga Izajasza 40,12–31.

5 STYCZNIA

Nawet jeśli przez tysiąc lat będziesz posłuszny Bogu, nie zdobędziesz tym u Niego większej akceptacji niż ta, którą miałeś w chwili, gdy uwierzyłeś. Bóg, akceptując cię, opiera się na sprawiedliwości Chrystusa, a nie twojej.

Prawda jest taka, że grzech to dużo większa katastrofa niż nam się wydaje, a łaska jest znacznie bardziej zachwycająca, niż jesteśmy to w stanie pojąć. Nikt, kto naprawdę rozumie, co Biblia mówi o wszechstronnej, zmieniającej każdy aspekt osobowości człowieka naturze grzechu, nie uznałby, że ktokolwiek jest w stanie wykrzesać z siebie wystarczającą motywację i siłę, by spełnić Boże standardy doskonałości. Koncepcja, że upadły człowiek mógłby dzięki swojemu postępowaniu zaskarbić sobie Bożą akceptację, jest najbardziej szaloną ideą ze wszystkich urojeń. Mimo to wszyscy uważamy się za sprawiedliwszych, niż jesteśmy, a czyniąc to, robimy pierwszy krok do przyjęcia owej ułudy, że może tak naprawdę nie jesteśmy w Bożych oczach aż tacy źli.

Dlatego tak ważne jest zderzanie z rzeczywistością Listu do Rzymian, w którym apostoł Paweł pisze: „Dlatego z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony przed nim żaden człowiek, gdyż przez zakon jest poznanie grzechu” (Rz 3,20). Gdybyś nawet modlił się w każdej chwili swojego życia i tak nie wystarczyłoby tych modlitw, by Bóg mógł cię przyjąć do swojej rodziny. Gdybyś oddał każdy grosz z każdej zarobionej przez siebie złotówki, nie oddałbyś wystarczająco dużo, by zaskarbić sobie Bożą przychylność. Gdyby za każdym słowem, które kiedykolwiek wypowiedziałeś, stały najczystsze motywacje, nigdy swą mową nie zdołałbyś wejść w pojednanie z Bogiem. Gdybyś oddał się całkowicie nieprzerwanemu życiu służby w każdej chwili swojego życia, nigdy nie służyłbyś wystarczająco długo, by zdobyć Bożą przychylność. Grzech jest zbyt wielki, a Boża poprzeczka ustawiona zbyt wysoko. Znajduje się poza zasięgiem wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek stąpali po ziemi.

Dlatego właśnie Bóg, z wielkiej miłości, posłał swojego Syna: „Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł” (Rz 5,8). Nigdy nie było, nie ma i nie będzie innego sposobu. Istnieje tylko jeden portal do Bożej przychylności – sprawiedliwość Chrystusa. Została ona przekazana na nasze konto i grzesznicy stali się mile widziani w świętej Bożej obecności dzięki doskonałemu posłuszeństwu Jezusa. Chrystus jest naszą nadzieją, Chrystus jest naszym odpocznieniem, Chrystus jest naszym pokojem. On w doskonały sposób spełnił Boże wymagania, abyśmy w naszym grzechu, słabości i porażkach nigdy już nie musieli obawiać się Bożego gniewu. Tak właśnie działa łaska! Jako jej dzieci okazujemy więc posłuszeństwo poprzez służbę uwielbienia, a nie w desperackich próbach, by dokonać niemożliwego, czyli niezależnie zapracować na Bożą przychylność.

Dalsze rozważania i zachęta: List do Galacjan 3,1–14.

6 STYCZNIA

Zadowolenie świętuje łaskę. Usatysfakcjonowane serce znajduje spełnienie w Dawcy i dlatego wolne jest od pożądania kolejnego daru.

Grzech doprowadza do dwóch istotnych problemów. Po pierwsze, sprawia, że wszyscy umieszczamy samych siebie w centrum naszego świata, oczekujemy, by życie kręciło się wokół nas. W tym skupieniu na własnej osobie wszystkich motywują własne potrzeby, pragnienia i uczucia. Dzieje się tak, ponieważ zazwyczaj jesteśmy bardziej świadomi tego, czego nie mamy, niż wielu wspaniałych błogosławieństw, które zostały nam dane. Jest jednak coś jeszcze: ponieważ jesteśmy skupieni na sobie, zaczynamy prowadzić tabele z punktacją, nieustannie porównując nagromadzone przez siebie dobra do kolekcji błogosławieństw innych ludzi. Takie zestawienia prowadzą do życia pełnego niezadowolenia i zawiści. Zazdrość zawsze jest bardzo egocentryczna.

Jest też druga rzecz, którą grzech wyrządza każdemu z nas. Sprawia, że zaczynamy szukać w poziomie – czyli szukamy wśród ludzi tego, co można znaleźć tylko w relacji pionowej, czyli w relacji z Bogiem. Szukamy więc w stworzeniu życia, nadziei, pokoju, odpocznienia, zadowolenia, tożsamości, znaczenia, celu, wewnętrznego pokoju i motywacji do dalszych działań. Problem polega na tym, że nic, co zostało stworzone, nie może nam tego zapewnić. Stworzenie nie zostało zaprojektowane, by zaspokajać potrzeby naszego serca. Powstało, by być wielkim palcem wskazującym na tego, który jako jedyny może dać nam spełnienie. Wielu ludzi powstaje dzisiaj i w taki czy inny sposób zwraca się do stworzenia, by stało się zbawicielem, by zapewniło im to, co tylko Bóg może dać. „Kogóż innego mam w niebie, jeśli nie ciebie? I na ziemi w nikim innym nie mam upodobania! Chociaż ciało i serce moje zamiera, to jednak Bóg jest opoką serca mego i działem moim na wieki” (Ps 73,25–26). Są to słowa człowieka, który odkrył sekret spełnienia. Gdy jesteś zadowolony z Tego, który daje, ponieważ znalazłeś w Nim życie, stajesz się wolny od zachłannego dążenia do satysfakcji, doprowadzającego wielu ludzi do zniechęcającej egzystencji. Prawda jest taka, że twoje serce odpocznie tylko wtedy, gdy w Nim znajdzie odpocznienie.

Oto jeden z najpiękniejszych owoców łaski – serce, które jest zadowolone, bardziej oddane uwielbieniu niż żądaniom, bardziej wdzięcznej radości niż niepokojowi wywołanemu ciągłym pożądaniem czegoś więcej. Łaska i tylko łaska sprawia, że takie spokojne życie staje się dla każdego z nas możliwe. Czy sięgniesz dzisiaj po tę łaskę?

Dalsze rozważania i zachęta: 1 List do Tymoteusza 6,6–10.

7 STYCZNIA

Potrzebujesz jej każdego dnia. Bez niej po prostu nie możemy żyć. O czym mowa? O zamieszkującej w nas obecności Ducha Świętego.

Nie wiem, gdzie byłem, gdy pojawiła się ta informacja. Nie jestem pewien, dlaczego przegapiłem tę dyskusję. Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego w moim rozumieniu Ewangelii pojawiła się ta nieszczęsna wyrwa. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego w mojej teologii zabrakło tej prawdy, ale tak się stało i sprawiło, że moje życie chrześcijańskie było dosyć smutne.

Oto jak wyglądała funkcjonalna teologia mojego życia jako dziecka Bożego: wiedziałem, że łaskawie zostałem obdarowany Bożym przebaczeniem i otrzymałem przepustkę all inclusive do wieczności, ale myślałem, że pomiędzy chwilą obecną a wiecznością muszę sam się jakoś wykazać. Moim obowiązkiem było identyfikowanie grzechu, eliminowanie go z mojego życia i dokładanie starań, by żyć coraz lepiej i zbliżać się do biblijnego wzorca. Próbowałem, uwierz mi, starałem się i odkryłem, że to nie działa. Ciągle nie potrafiłem sprostać oczekiwaniom. Odnosiłem więcej porażek niż sukcesów. Byłem coraz bardziej zniechęcony i rozgoryczony. Czułem się jak wciągnięty w grę, w którą nie potrafię grać, przez kogoś, kto ciągle zdobywał najwyższą liczbę punktów. Pamiętam taki moment na studiach, kiedy wszystko stanęło na ostrzu noża. Była szósta rano, oddawałem się swoim codziennym porannym rozważaniom, na które w ogóle nie miałem ochoty, a w końcu położyłem głowę na biurku i zawołałem: „Nie dam rady robić tego, czego ode mnie chcesz!”. A potem przeczytałem kolejny rozdział Biblii, który przypadał na ten dzień, a dzięki Bożej łasce był to ósmy rozdział Listu do Rzymian.

Czytałem ten rozdział w kółko, włącznie ze słowami: „Jeśli bowiem według ciała żyjecie, umrzecie; ale jeśli Duchem sprawy ciała umartwiacie, żyć będziecie” (w. 13). To było przełomowe odkrycie! Bóg wiedział, że moje potrzeby jako grzesznika były tak wielkie, że nie wystarczyło mi samo przebaczenie, musiał przyjść i żyć we mnie albo nigdy nie zdołałbym stać się tym, na kogo mnie stworzył i do czego na nowo się narodziłem.

Potrzebuję obecności i mocy Ducha Świętego mieszkającego we mnie, ponieważ grzech włada pragnieniami mojego serca, zaślepia mi oczy i osłabia kolana. Moim problemem jest nie tylko wina wynikająca z grzechu, lecz też brak możliwości i niezdolność, jakie wywołuje. Dlatego Bóg obdarza swoje dzieci obecnością Ducha, która przekonuje o grzechu, daje wzrok, wzbudza pragnienia i wyposaża w siłę. Nie można tego ująć lepiej, niż zrobił to apostoł Paweł pod koniec swojego wywodu na temat daru Ducha: „On daje życie twojemu śmiertelnemu ciału” (Rz 8,11, moja własna parafraza).

Dalsze rozważania i zachęta: List do Rzymian 8,1–17.

8 STYCZNIA

Bóg wzywa cię, byś uwierzył, a potem sam z gorliwością pracuje nad tym, by uczynić z ciebie osobę prawdziwie żyjącą z wiary.

Nie wiem, czy się nad tym zastanawiałeś, ale wiara nie jest dla nas czymś naturalnym. Wątpliwości przychodzą nam naturalnie i tak samo jest ze strachem. Naturalne jest życie w oparciu o zbiór własnych doświadczeń. Naturalne jest analizowanie przed snem lub zaraz po przebudzeniu katalogu scenariuszy różnych aktualnych zdarzeń. Naturalne jest życie w oparciu o pracę wykonywaną przez nasz mózg i nasze fizyczne zmysły. Naturalne jest też dla nas, by zazdrościć drugiej osobie jej życia, i zastanawianie się, dlaczego nasze tak nie wygląda. Tak samo naturalnie przychodzi nam marzenie, by stać się bardziej niezależnym od ludzi, miejsc i sytuacji, niż kiedykolwiek będzie to możliwe. Dochodzenie przez manipulację do osobistego sprawowania kontroli, aby zdobyć wszystko, czego naszym zdaniem potrzebujemy, też jest dla nas naturalne. Naturalne jest także szukanie w poziomych relacjach pokoju, który znaleźć można tylko w pionie. Naturalne jest niecierpliwe pragnienie zmiany w rzeczach, których nie możemy zmienić, uleganie przygnębieniu, zniechęceniu, rozpaczy czy depresji. Otępianie samego siebie codzienną krzątaniną, dobrami materialnymi, mediami, jedzeniem czy innymi substancjami także przychodzi nam naturalnie. Zaniżanie standardów, by poradzić sobie z rozczarowaniem? – jak najbardziej naturalne. Ale wiara? Ona niestety nie jest czymś, co pojawia się w nas w naturalny sposób.

W swej łasce Bóg udziela nam więc wiary. Jak apostoł Paweł mówi w Liście do Efezjan 2,8 – wiara naprawdę jest Bożym darem. Nie ma nic mniej intuicyjnego dla przeciętnej, skalanej grzechem istoty ludzkiej niż wiara w Boga. Oczywiście, że potrafimy złożyć wiarę w mnóstwie różnych rzeczy, ale nie w Bogu, którego nie da się zobaczyć ani usłyszeć i który składa tak wielkie obietnice, że wydają się wręcz niemożliwe do spełnienia. Bóg daje nam przede wszystkim moc do wiary, ale na tym nie poprzestaje. Przez swą łaskę działa w sytuacjach, miejscach i relacjach naszego codziennego życia, by kształtować, wykuwać, naginać i lepić nas w ludzi budujących swoje życie na radykalnej wierze w to, że On naprawdę istnieje i nagradza tych, którzy Go szukają (Hbr 11,6).

Następnym razem, gdy staniesz przed czymś nieoczekiwanym i trudnym, przez co naprawdę nie będziesz chciał przechodzić, pamiętaj, że ta chwila nie jest obrazem Boga, który o tobie zapomniał, ale Tego, który jest blisko i dokonuje w tobie czegoś bardzo dobrego. Ratuje cię od myślenia, że możesz przejść przez życie, do którego zostałeś stworzony, polegając na swoich własnych niewystarczających zasobach, mądrości, doświadczeniu, sprawiedliwości i sile i przemienia cię w osobę prowadzącą życie ukształtowane przez radykalną, skoncentrowaną na Bogu wiarę. On jest najlepszym rzemieślnikiem, a my Jego gliną. Nie zdejmie nas ze swojego koła garncarskiego, aż Jego palce nie ukształtują nas w ludzi, którzy naprawdę wierzą i nie wątpią.

Dalsze rozważania i zachęta: Ewangelia Marka 6,30–52.

9 STYCZNIA

Jako wierzący w strachu zapominamy o Bogu. Jeśli Bóg jest suwerenny, a Jego rządy pełne, mądre, sprawiedliwe i dobre, czego mielibyśmy się bać?

Słowa Hiskiasza, króla Judy, brzmią dzisiaj równie prawdziwie, jak w tym przerażającym momencie wiele lat temu, gdy po raz pierwszy zostały wypowiedziane. Potężny król Asyrii Sennacheryb najechał na plemię Judy. Hiskiasz przygotował i uzbroił Judę do walki, ale na tym nie poprzestał. Zwrócił się do ludzi z o wiele ważniejszym problemem. Wiedział, że w takich chwilach Boży lud często ulega strachowi i wiedział, skąd ten lęk pochodzi. W podobnych momentach Boży lud często panikuje, ponieważ cierpi na „amnezję tożsamości”. Ludzie zapominają, kim są jako Boże dzieci i nie pamiętają, kim jest Bóg w Jego wszechmogącej potędze i chwale. Hiskiasz wiedział, że nie może być tylko dobrym królem i utalentowanym przywódcą wojskowym, lecz musi także stać się mądrym pastorem dla swojego ludu.

Gdy Izraelici przygotowywali się do asyryjskiego szturmu, Hiskiasz nie chciał, by naród Judy uznał, że zależy od swojej własnej bitewnej odwagi, wojennego doświadczenia czy umiejętności korzystania z broni. Chciał, żeby wiedzieli, że zostali niesamowicie pobłogosławieni czymś innym, o czym nie wolno im zapomnieć. Powiedział więc: „Bądźcie odważni i dzielni, nie bójcie się ani się nie lękajcie króla asyryjskiego ani tej tłuszczy, która jest z nim, gdyż z nami jest ktoś większy niż on. Z nim jest ramię cielesne, z nami jest Pan, nasz Bóg; On nam pomoże i stoczy za nas boje” (2 Krn 32,7–8).

W twoim życiu również pojawi się taki moment, kiedy zapytasz: „Gdzie znaleźć odwagę do stawienia czoła temu, przed czym stoję?”. Hiskiasz daje ci odpowiedź: „Podnieś wzrok i pamiętaj o swoim Bogu”. Jako Boże dziecko nigdy nie zostaniesz sam na polu walki.

Dalsze rozważania i zachęta: Księga Izajasza 51,12–16.

10 STYCZNIA

W DNA radości znajduje się wdzięczność. Czy zauważyłeś, że narzekający ludzie, którzy uważają, że wszystko się im należy, raczej nie bywają radośni?

Chciałbym zawsze

mieć ją przy sobie.

Chciałbym, by zawsze

kształtowała moje spojrzenie na życie.

Chciałbym, by kierowała

moimi pragnieniami.

Chciałbym, by była

naturalną skłonnością

mojego serca.

Chciałbym, by pamięć

o Twojej nieograniczonej łasce

uciszała moje narzekania.

Chciałbym,

by moje uwielbienie,

moje zaufanie,

moje odpocznienie w Tobie,

likwidowało

wszelkie narzekania.

Jeśli moje serce

ma zostać kiedykolwiek uwolnione

od narzekania

i kierować się wdzięcznością,

potrzebuję Twojej łaski:

łaski, by pamiętać,

łaski, by widzieć,

łaski, która wywołuje

serce pokornej radości.

Dalsze rozważania i zachęta: Księga Psalmów 107.

11 STYCZNIA

Jeśli zostałeś uwolniony od potrzeby odnoszenia sukcesu i przyjmowania aplauzu, by dobrze się ze sobą czuć, to znak, że nawiedziła cię Boża łaska.

To charakterystyczne ludzkie starania. To cel, do którego wszyscy dążymy. Wszyscy pragniemy dobrze się czuć z samymi sobą. Chcemy myśleć, że jesteśmy w porządku. To niespokojne i lękliwe pragnienie, od którego może uwolnić nas tylko łaska.

Oto co przydarza się wszystkim ludziom – szukamy w poziomych relacjach osobistego odpocznienia, które znaleźć można tylko w relacji z Bogiem, i dlatego to nigdy nie działa. Szukanie zaspokojenia w innych ludziach jest bezcelowe. Nigdy nie będziemy wystarczająco dobrzy, by regularnie otrzymywać od innych pochwały, których szukamy. Będziemy popełniać błędy i wszystko psuć. Z pewnością zdarzy nam się rozczarować innych. Będziemy miewać zły dzień. Pogubimy się. W pewnym momencie powiemy lub zrobimy coś, czego nie powinniśmy. Dodajmy do tego jeszcze fakt, że ludzie wokół nas zazwyczaj nie są zainteresowani przyjęciem na siebie odpowiedzialności stania się naszym osobistym zbawicielem. Nie chcą żyć z odpowiedzialnością niesienia w swoich rękach naszej tożsamości. Szukanie własnej wartości u innych ludzi nigdy nie zadziała.

Pokój, który przychodzi jako wynik odniesionego sukcesu, również jest niepewny. Jako że jesteś daleki od doskonałości, po każdym sukcesie, jaki zdołasz osiągnąć, niechybnie nadejdzie jakiegoś rodzaju porażka. Ekscytacja i rozgłos płynące z sukcesu są krótkotrwałe, więc wkrótce musisz zacząć rozglądać się za kolejnym sukcesem, by iść jakoś do przodu. Dlatego fakt, że Jezus stał się naszą sprawiedliwością, jest tak cenny. Jego łaska na zawsze uwolniła nas od potrzeby udowadniania własnej sprawiedliwości i wartości. Przypominajmy więc sobie codziennie, by nie szukać w poziomie tego, co zostało nam już dane w pionie. „I pokój stanie się dziełem sprawiedliwości, a niezakłócone bezpieczeństwo owocem sprawiedliwości po wszystkie czasy” (Iz 32,17). Tę sprawiedliwość można znaleźć tylko w Chrystusie.

Dalsze rozważania i zachęta: 2 List do Koryntian 6,3–10.

12 STYCZNIA

Bóg wzywa cię, byś wytrwał w wierze, a potem swoją potężną łaską chroni cię i zachowuje.

To niezwykle zachęcające imię dla Boga, któremu służymy. Mimo to może się zdarzyć, że pozwolimy, by przemknęło przed naszymi oczyma i przekazało wiadomość do mózgu, a nie zatrzymamy się, by oddać Mu chwałę. W Liście do Rzymian 15,5 Paweł nazywa naszego Pana źródłem cierpliwości. Ten tytuł powinien znaleźć się w centrum miejsca, w którym szukamy nadziei. Postawię sprawę jasno: nie znajdziesz nadziei we własnej chęci i zdolności do wytrwania, lecz w Bożym niezachwianym oddaniu, by nigdy nie odwracać się od dzieła łaski. Twoją nadzieją jest to, że zostałeś zjednoczony z Tym, który wytrwa bez względu na wszystko.

Dlaczego tak ważne jest, by to zrozumieć? Ponieważ twoja własna wytrwałość będzie w najlepszym razie dziurawa. Pojawią się chwile, w których zapomnisz, kim jesteś, i będziesz żył jak w amnezji łaski. Nadejdą czasy, gdy ulegniesz zniechęceniu i na jakąś chwilę przestaniesz robić rzeczy, do których Bóg cię powołał. Będą momenty, małe i duże, kiedy świadomie się zbuntujesz. Może myślisz: „Ja nie!”. Ale zastanów się wraz ze mną: gdy jako chrześcijanin mówisz coś nieprzyjemnego drugiej osobie, nie robisz tego, bo nie wiesz, że jest to złe, ale dlatego, że w danej chwili nic cię nie obchodzi, co jest złe, a co dobre.

Jak widzisz, doskonała wytrwałość wymaga właśnie tego – doskonałości, a jako że nikt z nas jeszcze jej nie osiągnął, musimy szukać nadziei poza sobą samymi. Nadzieja naszego wytrwania nie znajduje się w charakterze czy sile, lecz w Panu. Ponieważ On zawsze będzie wierny, możesz postawić na to, że da ci to, czego potrzebujesz, byś też mógł być wierny. Twoja niezłomność spoczywa w Nim i to On określa, jak wygląda wytrwałość! To łaska wytrwałości oferowana ci przez Boga wyposaża cię we wszystko, czego potrzebujesz, by dalej być tym, na kogo cię stworzył, i robić to, do czego cię powołuje, od tej chwili aż do momentu, gdy przejdziesz na drugą stronę. Gdy trudności obnażają twoją słabą determinację i ograniczone siły, nie musisz wpadać w panikę, ponieważ On wytrwa nawet w tych momentach, kiedy ty nie będziesz czuł, że dasz radę.

Dalsze rozważania i zachęta: 1 List do Tymoteusza 6,11–16.

13 STYCZNIA

Tak, to prawda – Bóg okaże się wierny, nawet jeśli ty wierny nie będziesz, ponieważ Jego wierność opiera się na tym, kim On jest, a nie na tym, co ty robisz.

W Drugim Liście do Tymoteusza 2,13 czytamy: „Jeśli my nie dochowujemy wiary, On pozostaje wierny, albowiem samego siebie zaprzeć się nie może”. Werset ten obrazuje całkowicie inny sposób życia, nienaturalny dla większości z nas. Większość ludzi kupuje pogląd na życie typu: „Biorę życie w swoje ręce”, „Sam jestem kowalem swojego losu”, „Płacę, to wymagam” lub „Nikt inny nie jest winny mojej porażki ani odpowiedzialny za mój sukces”. W takim podejściu jesteśmy panami swojego losu. Możemy polegać głównie na własnym instynkcie, sile i mądrości, które zdobyliśmy przez lata, zdolności przewidywania tego, co czeka na nas za rogiem, charakterze i dojrzałości oraz naturalnych zdolnościach, jakimi zostaliśmy obdarowani. To przerażający sposób na życie za zasadzie: „Ja przeciwko całemu światu”.

Jednak wejście do Bożej rodziny wywraca wszystko do góry nogami. Bóg nie tylko wybacza nam grzechy i gwarantuje miejsce w wieczności, lecz zaprasza też do całkiem nowego sposobu na życie. W tym nowym podejściu nie chodzi tylko o poddanie się Bożemu moralnemu kodowi postępowania. Nie! Chodzi o to, że Bóg w przymierzu postanawia być ci wierny na zawsze, uwalniając swoją mądrość, moc i łaskę dla twojego wiecznego dobra. Zastanów się nad tym. Ten, który stworzył i kontroluje świat, Ten, który jest ostateczną definicją tego, co prawdziwe dobre i pełne miłości. Ten, który jako jedyny ma moc, by pokonać ostatecznie grzech, postanowił, ze względu na swoją łaskę, objąć cię ramionami swojej wiernej miłości, chronić i już nigdy nie puścić.

Możesz już wypuścić swoje życie z rąk, ponieważ Bóg wziął je w swoje dłonie. Nie oznacza to, że nie jest ważne, jak będziesz żył, ale że twoje bezpieczeństwo nie leży w twej własnej wierności i dobrym postępowaniu, nawet jeśli zawodzisz. On uczyni to, co słuszne, i to, co najlepsze, nawet gdy ty tego nie zrobisz. Jest też wierny w wybaczaniu, gdy Jego przekonująca o grzechu łaska obnaża twoją niewierność.

Zamiast zezwalać ci na robienie tego, co chcesz, ta prawda powinna motywować cię do tego, by iść dalej. Jego łaska wzywa cię, byś zainwestował w tę jedną rzecz, która nigdy się nie skończy, tę jedną rzecz, którą jest wierność twojego Pana.

Dalsze rozważania i zachęta: 1 List do Koryntian 1,4–9.

14 STYCZNIA

Nie zniechęcaj się dzisiaj. Możesz zostawić budowanie scenariuszy i żale w rękach Tego, który cię kocha i nad wszystkim panuje.

Mimo że jesteś człowiekiem wiary, który osiągnął pewien poziom biblijnego oczytania i zdobył jakąś teologiczną wiedzę, możesz być pewien jednej rzeczy – Bóg i tak zamąci ci w głowie. Teologia da ci tylko ograniczoną zdolność zrozumienia własnych doświadczeń. Gdy będziesz próbował zrozumieć życie, analizowanie przykazań, zasad i różnych przypadków z Pisma Świętego zaprowadzi cię tylko do pewnego miejsca. Pojawią się takie chwile, kiedy po prostu nie będziesz rozumiał, co się dzieje. Co więcej, będą takie momenty, kiedy to, co dobry Bóg wniesie w twoje życie, nie wyda ci się wcale dobre. A może nawet wydać się złe, bardzo złe.

Jeśli twoja wiara oparta będzie na własnej zdolności pojmowania przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, to takie chwile dezorientacji staną się momentami osłabiającymi wiarę. Prawda jest jednak taka, że nie masz tylko dwóch opcji do wyboru: albo zrozumieć wszystko i zachować pokój, albo rozumieć niewiele i dać się nękać lękom. Jest jeszcze trzecia opcja. To droga prawdziwej biblijnej wiary. Biblia mówi nam, że prawdziwy pokój znaleźć można, odpoczywając w mądrości Tego, który trzyma wszystkie scenariusze odnośnie do przyszłości i dywagacje na temat przeszłości w swoich kochających rękach. Izajasz dobrze to ujął w swym pocieszającym stwierdzeniu: „Temu, którego umysł jest stały, zachowujesz pokój, pokój mówię; bo tobie zaufał” (Iz 26,3).

Prawdziwego i trwałego pokoju, który nie pojawia się i nie znika zależnie od okoliczności, nie da się znaleźć w rozkładaniu życia na czynniki pierwsze, aż zrozumiemy wszystkie jego elementy. Nigdy go nie zrozumiemy, ponieważ Bóg dla naszego dobra i swojej chwały zachowuje niektóre elementy naszego życia w tajemnicy. Pokój można więc odnaleźć tylko w zaufaniu – zaufaniu Temu, który ma pełną kontrolę nad wszystkim, co zazwyczaj okrada cię z pokoju. On wie, On rozumie i kontroluje wszystko, co jawi się jako chaos, nigdy nie jest zaskoczony ani zdezorientowany. Nie martwi się i nie cierpi na bezsenność, nie odchodzi od swoich zadań, by odpocząć; nie daje się pochłonąć jednej rzeczy do tego stopnia, że zaniedbuje inne, i nie ma ulubieńców.

Musimy sobie raz po raz przypominać o Jego mądrej i pełnej miłości kontroli, nie dlatego że dzięki temu nasze życie nabierze od razu więcej sensu, ale dlatego że da nam to wytchnienie i pokój w tych chwilach, przed którymi wszyscy czasami stajemy – kiedy życie wydaje się pozbawione sensu.

Dalsze rozważania i zachęta: Ewangelia Łukasza 12,22–34.

15 STYCZNIA

W przeciwieństwie do ludzkiej miłości, która często jest kapryśna i zmienna, Boża miłość nigdy nie zawodzi, bez względu na wszystko.

Uwielbiam Psalm 136. W ogóle wszystkie psalmy. Jednak ten konkretny zwala mnie z nóg za każdym razem, gdy go czytam. Podobają mi się powtórzenia, które sprawiają, że psalm ten różni się od pozostałych. Podoba mi się, że jest psalmem historycznym, ale ze względu na refren zamienia się w wiersz miłosny. Jestem zachwycony tym, że wielokrotnie powtarza to, czego powinniśmy w kółko słuchać – nie raz, nie dwa, a dwadzieścia sześć razy! Uważam, że zawsze, gdy mówi Bóg, powinniśmy się grzecznie przymknąć i pokornie słuchać, ale już szczególną uwagę powinniśmy zwrócić na miejsca, w których postanawia coś powtórzyć, a jeszcze bardziej, gdy powtarza tak wiele razy!

Dlaczego Bóg piórem psalmisty tak wiele razy powtarza, że Jego łaska trwa na wieki? Istnieją dwie odpowiedzi na to pytanie.

Po pierwsze, nie ma bardziej radykalnej i fundamentalnej prawdy dla biblijnego światopoglądu i osobistego poczucia tożsamości niż to. Czym jest ta biblijna opowieść? To historia o Bogu miłości, nawiedzającym świat przez Syna miłości, by ustanowić królestwo miłości poprzez radykalne poświęcenie miłości, aby przebaczyć nam w miłości i przyciągnąć do Jego rodziny miłości oraz posłać nas jako ambasadorów tejże miłości na świat. Cała nadzieja upadłej ludzkości opiera się na tej jednej rzeczy – że jest Zbawiciel, który jest odwiecznie stały w odkupywaniu, przebaczaniu, pojednywaniu, przemienianiu i uwalnianiu miłości. Bez tego Biblia jest księgą z ciekawymi historyjkami i mądrymi zasadami, lecz pozbawioną jakiejkolwiek mocy do naprawy tego, co uległo zniszczeniu.

Drugim powodem, dla którego Bóg powtarza ten refren, jest fakt, że nie mamy żadnego doświadczenia z takiego rodzaju miłością. Gdy pojawia się coś nowego, zawsze zaczynamy to interpretować z perspektywy własnych doświadczeń. Cała ludzka miłość, której doświadczamy, jest w jakiś sposób ułomna. Ale nie Boża! Jego miłość jest doskonała i niezachwiana na wieki. To najbardziej zachwycający fakt w życiu wierzących. Bóg złożył na nas swoją miłość i już nigdy jej nie zabierze. Mamy powód, by się nie poddawać bez względu na to, jak trudne wydaje się życie i jak słabi się czujemy.

Dalsze rozważania i zachęta: Księga Psalmów 118.

16 STYCZNIA

Nie ma dnia, w którym grzech nie pokazuje swojego paskudnego oblicza, ani dnia, w którym nie rodzą się nowe Boże obfite łaski.

Oto dwa kamienie węgielne życia oddającego cześć Bogu. Oba są bardzo ważne i żadnego nie wolno zaniedbać. Każdego dnia dowodzimy istnienia obu tych elementów. Oto owe fundamentalne prawdy: w naszym życiu ciągle mieszka grzech, a Bóg obfituje w miłosierdzie i łaskę. Musimy stać na obu tych prawdach. Pominięcie jednej z nich naraża nas na niebezpieczeństwo. Ponieważ jestem grzesznikiem, potrzebuję miłosierdzia, a ponieważ Bóg jest miłosierny, mogę stawić czoła rzeczywistości mojego grzechu.

Słowa w Księdze Nehemiasza 9,29 opisują nas wszystkich: „[…] nie słuchali twoich przykazań i grzeszyli przeciwko twoim prawom”. Mogą to być bezmyślne słowa, samolubny postępek, pełna pychy myśl, chwila zazdrości, przypływ żądzy, świadomy akt nieposłuszeństwa, mściwa postawa czy nawet jakaś drobna kradzież, może silniejsze pragnienie własnej chwały niż Bożej, zaniedbanie należnego dziękczynienia, nagięcie prawdy, ulegnięcie nałogowi lub podejmowanie wysiłków, by te wszystkie nasze przewinienia nie wyglądały tak bardzo źle. W pewnym sensie wszyscy codziennie dajemy świadectwo tej prawdzie, że grzech ciągle w nas żyje. Nikt z nas nie jest jeszcze od niego wolny. Wszyscy nadal zawodzimy słowem, myślą, pragnieniem i czynem. Potrzeba pokory, by to przyznać, lecz jest to ważne, ponieważ tylko wówczas, gdy uświadomimy sobie, jak głęboki i poważny jest nasz problem, możemy być pełni entuzjazmu wobec ratunku, który przynieść nam mogą tylko Boże miłosierdzie i łaska.

Bóg nie zostawił nas w naszych grzechach. Dziewiąty rozdział Księgi Nehemiasza mówi dalej: „Dzięki obfitemu miłosierdziu twojemu nie wygubiłeś ich i nie opuściłeś, gdyż Ty jesteś Bogiem litościwym i miłosiernym” (w. 31). Możesz odważnie przyznawać się do grzechu właśnie dlatego, że Bóg obfituje w miłosierdzie. Przychodzi do nas z miłosierdziem nie dlatego, że jesteś dobry, ale dlatego że jesteś grzesznikiem, a On wie, że z tego względu nie możesz sam sobie pomóc. Jako że grzech oznacza, iż jesteś dla siebie większym zagrożeniem niż cokolwiek innego i jako że sam od siebie nie możesz uciec, pozostaje ci tylko jedna nadzieja. Polega ona na tym, że ktoś, kto ma moc, mądrość i miłosierdzie wkroczy w twoje życie, przebaczy grzechy i stopniowo uwolni cię od uścisku, w jakim trzyma cię zło. Owo miłosierdzie przychodzi w osobie naszego Pana Jezusa Chrystusa i jest zawsze świeże i nowe oraz szczególnie dopasowane do zmagań z grzechem na dany dzień.

Dalsze rozważania i zachęta: List do Efezjan 2,1–10.

17 STYCZNIA

Uznać dzisiaj, gdy twoje życie nie układa się według planu, że wymknęło się spod kontroli, to zapomnieć, że Jezus panuje dla twojego dobra i swojej chwały.

Czemu musisz stawić dzisiaj czoła, a z czym nie musiałbyś się mierzyć, gdybyś sprawował nad wszystkim kontrolę? Przed czym musisz dzisiaj stanąć, mimo że naprawdę wolałbyś tego uniknąć? W jakiej sytuacji twoje plany prześlizgnęły ci się przez palce jak piasek? W których okolicznościach chciałbyś podjąć inne decyzje i zmienić swoje wybory? W czyją stronę spoglądasz za płot, marząc o jakimś innym życiu? Kiedy czujesz się utrudzony, słaby, pokonany, niedowartościowany, przytłoczony, wyobcowany lub samotny? W jakich sytuacjach najczęściej zalewają cię pełne żalu wspomnienia z przeszłości lub wizje przyszłości wzbudzające obawy? Co sprawia, że chciałbyś, by życie było łatwiejsze lub przynajmniej trochę bardziej przewidywalne? Gdybyś mógł w swoim życiu zmienić teraz kilka rzeczy, co byś wybrał? W jakich sytuacjach czujesz się jak na przejażdżce w wesołym miasteczku, na którą wcale nie miałeś ochoty?

Jeśli teraz nie znajdujesz się w żadnej z powyżej opisanych sytuacji, kiedyś tak się stanie, a z pewnością gdzieś w twoim otoczeniu jest teraz osoba, która coś takiego przeżywa. Życie w tym zepsutym, upadłym świecie bywa bardzo ciężkie. Nasz świat i wszystko, co w nim jest, nie funkcjonuje tak, jak Bóg zamierzył. Zepsucie świata wywiera wpływ na nasze życie i zmienia jego trajektorię. W takich chwilach możemy dojść do wniosku, że w życiu chodzi tylko o przetrwanie w całym tym chaosie. Czujesz, że nie masz zbyt wiele mocy, mierzysz się z faktem, że niewiele rzeczy jest pod twoją kontrolą, i nie masz pojęcia, co czai się za rogiem. Wszystko to wydaje się jakieś niemożliwe do ogarnięcia i przerażające.

Boże Słowo nie zostawia nas w takim miejscu. Rzeczywiście konfrontuje nas z naszą małością, słabością i brakiem kontroli, ale na tym nie kończy. Biblia deklaruje coś, co jest przeciwne naszemu naturalnemu tokowi myślenia. Mówi, że trudności, którym stawiamy codziennie czoła, i rzekomy chaos, który co chwilę nas ogarnia, nie są wynikiem tego, że świat nie znajduje się pod niczyją kontrolą, lecz panowania Tego, który posiada pełną kontrolę. Paweł mówi w Liście do Efezjan 1,22: „[…] i wszystko poddał pod nogi jego [Chrystusa], a jego samego ustanowił ponad wszystkim Głową Kościoła” (wyjaśnienie w nawiasie dodane przez autora).

Nieważne więc, jak wygląda to na co dzień, twój świat nie wymknął się spod kontroli. Przeciwnie! Jest pod ścisłym panowaniem. Choć myśl ta jest bardzo radykalna, nie jest jeszcze dość radykalna, ponieważ nie oddaje pełnej sprawiedliwości wszystkiemu, co mówi autor listu. Apostoł chce, byś wiedział coś jeszcze. Że w tym panowaniu Bóg bierze cię pod uwagę! W tej chwili Jezus króluje nad wszystkim dla dobra swoich dzieci. W tym znajdujemy pokój.

Dalsze rozważania i zachęta: Dzieje Apostolskie 17,22–28.

18 STYCZNIA

Jeśli jesteś Bożym dzieckiem, to nigdy nie będziesz już musiał polegać tylko na sobie. Teraz zostałeś pobłogosławiony, tutaj i teraz, Jego łaską.

Myślę, że jest to większy problem, niż większość z nas sobie uzmysławia. Jest to coś, z czym spotykam się wszędzie, podróżując po świecie. Pojawia się w życiu osób samotnych i małżeństw, młodych i starszych, mężczyzn i kobiet, liderów i zwykłych członków Kościołów. To jedno z subtelnych przeoczeń, którego efekty nie są bynajmniej delikatne w życiu wielu ludzi. Możesz przez nie wpaść we frustrację, poczuć się niezdolny do działania, przytłoczony lub zniechęcony. Sprawia, że nie dostrzegasz odpowiedzi, które masz pod samym nosem, a szukasz ich tam, gdzie ich nie ma. Ma moc umieścić Biblię na dolnej półce twojego życia, zamiast na najwyższej, gdzie powinna się znajdować. Sprawia, że zmieniasz się w kogoś, kto z cynicznym nastawieniem biernie czeka, kręcąc się tylko w pobliżu i czekając, aż zacznie się dziać coś dobrego. Zmienia sposób, w jaki myślisz o sobie i podejmujesz decyzje. Nie jestem pewien, jak się tu znaleźliśmy, ale wiem, że bardzo ważne jest, by znaleźć wyjście z tej sytuacji.

Co to za problem, przed którym tak drżę? To fakt, że tak wielu z nas ma w samym środku wyznawanej przez siebie Ewangelii wielką ciemną dziurę. Oczywiście, mamy dosyć dobre pojęcie o Ewangelii przeszłości – o przebaczeniu, które przyjęliśmy przez ofiarę Jezusa – i posiadamy całkiem jasne wyobrażenie przyszłości naszego zbawienia – wieczności, którą spędzimy z Jezusem. Jednak czy naprawdę dobrze zrozumieliśmy korzyści, które obecnie spływają na nas z dzieła Chrystusa? Biblia z mocą głosi, że Jezus nie umarł tylko za naszą przeszłość i przyszłość, ale też za wszystko, z czym spotykamy się tu i teraz. Musimy badać, studiować, analizować, nauczać, głosić, doradzać i zachęcać się nawzajem „teraźniejszością” Ewangelii Jezusa Chrystusa. Posłuchaj Ewangelii czasu teraźniejszego wyrażonej w słowach Listu do Galacjan 2,20: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany [stwierdzenie odkupieńczego historycznego faktu], żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus [stwierdzenie odnośnie do obecnej odkupieńczej rzeczywistości]; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie [żyjącego światłem Ewangelii tu i teraz]” (wyjaśnienie w nawiasie dodane przez autora).

Co mówi Ewangelia na temat tego, co tu i teraz otrzymaliśmy, abyśmy mogli stać się tym, na kogo nas powołuje, i robić to, do czego zostaliśmy powołani? Odpowiedzią jest Chrystus! On jest w tobie. Jest z tobą. Jest dla ciebie. W Nim naprawdę masz wszystko, czego potrzebujesz. Bóg nie zostawił cię samego.

Dalsze rozważania i zachęta: List do Hebrajczyków 12,7–17.

19 STYCZNIA

Jeśli patrząc w lustro Bożego Słowa, widzisz człowieka potrzebującego łaski, dlaczego miałbyś być niecierpliwy w stosunku do innych, którzy mają taką samą potrzebę?

Być może jednym z największych grzechów, jakie popełniamy w relacjach z innymi, jest grzech zapomnienia. Chciałbym móc powiedzieć, że nie jest to mój problem, ale to nieprawda. Tak łatwo zapomnieć, jak głęboka jest nasza potrzeba łaski, i równie łatwo zapomnieć, jak niesamowita jest łaska, która została na nas za darmo wylana. A gdy zapominamy o łasce, którą sami otrzymaliśmy, zaczyna nam coraz łatwiej przychodzić traktowanie innych bez owej tak potrzebnej w relacjach łaski.

Jasne jest, że łaska wobec innych ludzi nie rodzi się zbyt owocnie z poczucia obowiązku. Wyobraźmy sobie, że siadam na kanapie obok mojej kochanej żony Luelli i zwracam się do niej następującymi słowami: „Wiesz co, Luella, zdałem sobie sprawę, że moim obowiązkiem jest być wobec ciebie łaskawym. Więc powiem ci, co zrobię. Obdarzę cię łaską nie dlatego, że chcę, ale dlatego, że zgaduję, iż tak powinienem postąpić”. Czy myślisz, że moja żona poczułaby się zachęcona taką deklaracją? Nie sądzę. Radosne życie łaski wobec innych najlepiej rozwija się w glebie wdzięczności. Gdy naprawdę stanowię odbicie tego, kim jestem, gdy poświęcam czas, by medytować nad łaską, której nie mogłem sam osiągnąć ani zdobyć, a która została na mnie obficie wylana, oraz gdy pamiętam, że łaska ta pojawiła się w moim życiu za cenę innego życia, wówczas mam w sobie radosną motywację, by dawać tę łaskę innym ludziom.

Gdy wierzący zwraca się do innych ostro, krytycznie, ze zniecierpliwieniem i złością, zawsze łączy się to z zapomnieniem lub wyparciem tego, kim jesteśmy i co otrzymaliśmy w Jezusie. Oczywiste jest, że nikt nie rozdaje łaski lepiej niż osoba głęboko przekonana o swej własnej potrzebie łaski i świadoma tego, że już ją otrzymała i ciągle przyjmuje.

Ponieważ tak łatwo zapominamy, ponieważ zaczynamy wierzyć, że zasługujemy, i sądzić, że jesteśmy bardziej sprawiedliwi i mamy większe możliwości, niż pokazuje to rzeczywistość, wszyscy musimy otrzymywać łaskę właśnie teraz, kiedy zostajemy powołani, by stać się narzędziem łaski w życiu drugiego człowieka. Bóg łaski uruchamia ją w każdym człowieku. Pierwszy List Jana 4,19 mówi: „Miłujmy więc, gdyż On nas przedtem umiłował”. Warto o tym pamiętać!

Dalsze rozważania i zachęta: List to Efezjan 3,14–21.

20 STYCZNIA

Gdzie można znaleźć nadzieję? W pięciu słowach, które zmieniają nasze życie: „Jestem z wami na zawsze”.

Wszyscy stale poszukujemy nadziei. Potrzebujemy powodu, by rano wstawać, i motywacji, by iść do przodu. Oto kilka rzeczy, które musimy wiedzieć na temat nadziei:

1.Bóg na stałe umieścił w nas potrzebę nadziei. Nie kierujemy się w życiu instynktem: wszyscy odnajdujemy w czymś swoją tożsamość, znaczenie, cel i dobre samopoczucie.

2.To, w czym pokładasz swą nadzieję, będzie nadawać kierunek twojemu życiu. Bez względu na to, czy jesteś tego świadom, twoją życiową drogą kieruje nadzieja. Możesz pokładać ją w jakiejś filozofii, osobie, marzeniu, miejscu czy w czymkolwiek innym, ale to ona kształtuje twoje życie.

3.Nadzieja zawsze zawiera w sobie jakieś oczekiwanie i coś lub ktoś staje się jej obiektem. Mamy nadzieję – na coś i że ktoś lub coś to zrealizuje.

4.Aby nadzieja była nadzieją, musi naprawić to, co jest uszkodzone. Nadzieja, która nie odnosi się do naszych potrzeb, nie daje zbyt wielkich nadziei. Pokładamy nadzieję w mechaniku tylko wtedy, jeśli ma umiejętności pozwalające naprawić zepsute auto.

5.Zawsze głosimy sobie samym ewangelię jakiejś nadziei. Sięgamy po nadzieję i przekonujemy się, dlaczego jest to tak ważne.

Oto natomiast radykalna prawda Ewangelii. Nadzieja to nie sytuacja. Nadzieja to nie jakieś miejsce. Nadzieja to nie własność. Nadzieja to nie doświadczenie. Nadzieja to coś więcej niż wejrzenie lub jakiś truizm. Nadzieja jest osobą i ma na imię Jezus! On przychodzi do ciebie i składa przyrzeczenie nadziei: „A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28,20). Oto prawdziwa nadzieja. Masz coś o wiele głębszego, czego możesz się trzymać, niż nadzieja, że ludzie będą dla ciebie mili, że w pracy wszystko ci się uda, że podejmiesz dobre decyzje, gdy staniesz przed jakąś pokusą, że będziesz dość mądry, by podjąć dobre decyzje, że będziesz mógł uniknąć ubóstwa i choroby lub że znajdziesz dobre miejsce do zamieszkania i zawsze będziesz miał coś do zjedzenia. Nie! To wieczna i głęboka osobista nadzieja. Opiera się na prawdzie, że Jezus objął cię swoimi potężnymi ramionami i nigdy cię nie puści. Jeśli nic z tego, co sobie wyobraziłeś, nie zadziała, a wydarzy się wszystko, czego się obawiałeś, nadal będziesz miał nadzieję, ponieważ On jest z Tobą w mocy i łasce.

Dalsze rozważania i zachęta: Księga Aggeusza 1,12–15.

21 STYCZNIA

Jeśli teraz prosimy o to, co możemy otrzymać dopiero w wieczności, w końcu dopadnie nas frustracja i zniechęcenie, a na koniec poczucie beznadziei.

To ciężki przypadek współczesnej ewangelicznej schizofrenii, który wywołuje w nas wielką dezorientację, frustrację i zniechęcenie. Sprawia, że mamy nierealistyczne oczekiwania, naiwną postawę wobec pokus oraz regularnie jesteśmy rozczarowani. Doprowadza do tego, że prosimy ludzi wokół o zbyt wiele i w różnych sytuacjach i miejscach oczekujemy więcej, niż powinniśmy. Sprawia, że ciągle na nowo szukamy tego, czego nie znajdziemy, a potem spędzamy nieskończone godziny, zastanawiając się, dlaczego tego nie znaleźliśmy. Niektórzy z nas zaczynają przez to nawet wątpić w Bożą dobroć.

„Czym jest owa schizofrenia?” – możesz zapytać. To stan, w którym deklarujemy, że wierzymy w wieczność, ale żyjemy tak, jakby to, co jest na ziemi, było wszystkim, czego możemy oczekiwać. To funkcjonalny rozdźwięk pomiędzy naszym systemem wiary i codziennym życiem. A oto dlaczego.

Po pierwsze, nie da się znaleźć sensu w życiu chrześcijańskim, nie uwzględniając wieczności. O tym mówi cały wywód piętnastego rozdziału Pierwszego Listu do Koryntian. Jeśli ten, któremu oddałeś swoje życie, nie naprawi w końcu tego, co zepsuł grzech, abyś mógł bez jego skutków żyć z Nim na wieki, co warta jest twoja wiara?

Po drugie, zostaliśmy przeznaczeni, wręcz zaprogramowani na wieczność. Według Księgi Kaznodziei Salomona 3,11 Bóg umieścił wieczność w sercu każdego człowieka. Oznacza to, że wszyscy są głodni raju. Nikt nie zadowala się obecnym stanem rzeczy. Albo więc starasz się zamienić swoje życie na ziemi w raj, albo żyjesz w tym upadłym świecie ze spokojem pochodzącym ze świadomości, że twoje zagwarantowane miejsce w raju czeka na ciebie w przyszłości. Smuci cię, że tak wiele rzeczy nie działa tutaj, więc dokładasz wszelkich starań, jako przedstawiciel Bożej przemiany, ale nie jesteś przez to niespokojny i wiecznie zdeterminowany, by robić rzeczy niemożliwe. Wiesz, że ten świat nie utknął w miejscu i nie został opuszczony przez Boga. Wiesz, że Bóg realizuje swój wieczny plan. Popycha wszystko w kierunku ostatecznego rozwiązania. Nie widzisz tego na co dzień, ale wiesz, że tak jest. Pośród smutku znajdujesz miejsce na świętowanie, ponieważ przeczytałeś już ostatni rozdział i wiesz, jak skończy się ta cała wielka Boża historia.

Wstawaj więc każdego ranka i rób to, co Bóg uznaje za dobre, ponieważ wiesz, że skoro łaska umieściła wieczność w twojej przyszłości, nic z tego, co zrobisz w Bożym imieniu, nie będzie uczynione na próżno.

Dalsze rozważania i zachęta: 1 List do Koryntian 15,12–34.

22 STYCZNIA

Nie potrzebujemy ratunku przed bożkami, których pełno wokół nas, ale przede wszystkim przed naszym bałwochwalczym sercem.

Byłem wtedy w Indiach Północnych, w jednym ze świętych miast hinduizmu. Usługiwałem tam po raz pierwszy, więc na początek odbyłem czterodniową wycieczkę, która miała dać mi obraz tamtejszej religii. Podczas jednej z takich zapoznawczych wypraw weszliśmy do świątyni, w której znajdował się najpotworniejszy bożek, jakiego kiedykolwiek widziałem. Był to olbrzymi, około sześciometrowy posąg męskiego organu płciowego. Pielgrzymi znajdujący się w świątyni wydawali się bardzo wzruszeni. Sprawiali wrażenie radosnych i wdzięcznych, że mogą tam być. Wielu z nich padało przed posągiem na twarz i całowało cokół rzeźby. Była to jedna z najmroczniejszych duchowych scen, jakie kiedykolwiek widziałem. Poprzez tłumacza porozmawialiśmy z pewną ubogą hinduską rodziną, która przez wiele miesięcy pieszo wędrowała, by dotrzeć do tego świętego miasta i świątyni mroku. Widok tego, co się tam działo, był duchowo tak przytłaczający, że myślałem tylko o tym, by jak najszybciej stamtąd uciec.

Usiłowałem przedostać się do auta przez zatłoczone ulice, a przedzierając się przez tłumy, powtarzałem ciągle: „Dzięki Bogu, nie jestem taki, jak ci ludzie. Dzięki Boże, że nie jestem taki, jak oni”. A potem do mnie dotarło – ależ jestem! Moimi bożkami nie są może mroczne bóstwa jakiejś formalnej religii, ale bardziej subtelne bóstwa mojego codziennego świata. To rzeczy, które zajmują w moim sercu miejsce należne tylko samemu Bogu, które dla Pana są równie odrażające, co ten hinduski posąg dla mnie. W tamtej chwili przyznałem się do wojny o uwielbienie, która codziennie rozgrywa się w moim sercu. Wołałem o ratunek, który może dać mi tylko łaska Jezusa Chrystusa, i zatęskniłem za dniem, w którym ta walka już wreszcie się skończy.