Łapanka - Witold Niesłuchowski - ebook

Łapanka ebook

Witold Niesłuchowski

0,0
15,00 zł

lub
Opis

Powstanie Warszawskie zostało brutalnie stłumione przez bezwzględnych żołnierzy niemieckich. Młody Polak, Staszek, zostaje zatrzymany przez Niemców w łapance podczas popołudniowej godziny szczytu. Nie wie, czy trafi do pracy na niemieckiej farmie, czy zostanie wysłany do Auschwitz. Pierwsze niosło ze sobą promyk nadziei, drugie - pewną śmierć. Nie może uciec - uciekinierzy zostają zastrzeleni na miejscu przez Niemców. W ostatniej chwili pisze krótką wiadomość dla swojej żony, która wraz z sześciomiesięcznym synem czeka na Staszka w domu z obiadem. Kartkę wrzuca do skrzynki pocztowej znajdującej się w małym sklepie, przy którym został zatrzymany.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 25

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Projekt okładki

Ashley Redbird

Korekta

Julia Młodzińska

Skład i łamanie

Sławomir Drachal

© Copyright by Witold Niesłuchowski

ISBN 978-0-9980922-5-6

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora.

Kontakt:

www.rozpisani.pl

[email protected]

Moim Rodzicom

Izabeli i Stanisławowi Niesłuchowskim

Pięć lat po wybuchu wojny i cztery lata po utworzeniu obozu cały kraj wiedział już o potworze zwanym Auschwitz. Przynajmniej dwa lata zajęło ludziom odkrycie tego, co kryje się za podwójnym ogrodzeniem z drutu kolczastego w miasteczku leżącym niedaleko dawnej polskiej stolicy. Początkowo ściśle przestrzegane zasady bezpieczeństwa i ogólnie panująca atmosfera tajemnicy uniemożliwiały wielu ludziom dotarcie do prawdy o tym, co tam się działo. Z kolei, gdy mówiono o tym miejscu, większość ludzi nie wierzyła w przerażające wieści. Z czasem zaczęło się pojawiać coraz więcej szczegółów. Rodziny poznawały historie o dziejących się tam okrucieństwach od bliskich, którzy przetrzymywani byli jako więźniowie, a zwolnienie następowało dopiero po zapłaceniu przez rodzinę sowitego okupu. Prawda pojawiała się także w notatkach przemycanych przez śmiercionośne ogrodzenie z drutu oraz w opowieściach więźniów wyprowadzanych z obozu w eskorcie straży do pracy w miejscowej piekarni. Podczas gdy Niemcy zezwalali więźniom na pisanie listów do rodzin, specjalna jednostka pilnie czytała je wszystkie i tylko te pochlebne były przekazywane dalej. Szczęśliwcy, gdy je otrzymali, mogli zatem jedynie być pewni tego, że piszący listy wciąż jeszcze żyli. Nawet ludzie z okolicznych wiosek nie mieli pojęcia o tym, co się dzieje w tym zacisznym i mocno strzeżonym miejscu. Oczywistym powodem do niepokoju była niespotykanie duża liczba wagonów bydlęcych, które codziennie docierały do obozu.

— Łapanka! Łapanka! — przerażający kobiecy krzyk przeszył popołudniowy tłum ludzi opuszczających swoje warszawskie biura, by wrócić do domów na zasłużony obiad.

Staszek rozejrzał się i zobaczył mężczyzn gorączkowo biegających po ulicy. Bez wyczucia kierunku, niczym myszy w klatce. Spojrzał przed siebie i zobaczył grupę niemieckich żołnierzy w wysokich do kolan butach i długich płaszczach, z gotowymi do strzału karabinami, blokujących dojście do najbliższego skrzyżowania. Był koniec listopada i żołnierze zmienili już mundury na zimowe. Staszek odwrócił się i na drugim końcu ulicy zobaczył kolejną grupę żołnierzy blokujących wyjście z arterii komunikacyjnej. Niemcy odgrodzili jeden sektor ruchliwej ulicy. Staszek poczuł, jak uderza go fala gorąca. Uwięzili go. Zdjął brązowy filcowy kapelusz i użył go do wachlowania swojej nagle spoconej, gorącej twarzy. Potem rozluźnił krawat. Staszek spojrzał w prawo i zobaczył mężczyznę próbującego otworzyć drzwi do małego salonu fryzjerskiego, które ktoś zamknął. W Polsce dobrze znana była reguła, że podczas łapanki każdy, kto próbował wejść do małego sklepiku, był rozstrzeliwany na miejscu wraz z właścicielem interesu. Staszek otworzył swoją czarną, skórzaną teczkę, usiadł na ławce obok budynku, w którym mieścił się butik, i wyciągnął mały notatnik. Na jednej stronie napisał krótką notatkę do swojej żony, wyrwał ją, złożył, a następnie, nieco niepewnymi literami, napisał jej imię i adres nad zgięciem. Rozejrzał się i wsunął kawałek papieru przez otwór na listy w drzwiach butiku, przed którym stał.

Rozległ się strzał. Potem kolejny. Staszek odwrócił się w stronę dźwięku i zobaczył sylwetkę młodego mężczyzny prześlizgującego się przez uchylone okno mieszkania na parterze. Zdesperowany mężczyzna próbował uciec przed swym losem, nie myśląc o konsekwencjach. Niemiecki żołnierz podszedł, ściągnął mężczyznę na ziemię i wykończył go kolejnym strzałem w głowę. W tym momencie tłum wydał zduszony okrzyk. Wszystko zamarło. Staszek nie znał żadnego wyjścia. Byli teraz więźniami. Żołnierze przypieczętowali ich los.

Podczas