Landon & Shay. Tom 2 - Brittainy C. Cherry - ebook

Landon & Shay. Tom 2 ebook

Brittainy C. Cherry

4,5

Opis

Dawno temu zakochałam się w chłopaku. Pięknym, choć borykającym się z trudami życia.
Niektórzy ostrzegali mnie przed rozwijaniem tych uczuć, ale nie słuchałam. Byliśmy młodzi, słabi, głupi. I niebezpiecznie zakochani, ale zupełnie się tym nie przejmowaliśmy.
Swój uczucia owinęliśmy tajemnicą. Dzieliliśmy tylko skradzione chwile.
Wszystko układało się perfekcyjnie i miało trwać wiecznie, aż pewnego dnia nasze życie na zawsze się zmieniło.
Chłopak, którego kochałam, stał się gwiazdą Hollywood. Jego kariera rozkwitła, podczas gdy moja utknęła w martwym punkcie. Odnosił sukcesy, a mnie spotykały porażki. Realizował się, a moje marzenia pozostały niespełnione.
Przestaliśmy do siebie pasować. W bajkach miłość zawsze zwycięża, jednak w prawdziwym życiu jest głównym powodem upadania imperiów.
Zawsze wiedziałam, że moja historia wiąże się z Landonem. To on był moim wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. Jedyny problem tkwił w tym, że ja chyba nie występowałam w jego opowieści.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 339

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,5 (581 ocen)
390
124
62
5
0

Popularność




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Drugim szansom w miłości.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

CZĘŚĆ II

 

 

 

 

 

Z cierpienia wychodzą najsilniejsze dusze. Największe charaktery znaczą blizny.

 

~ Kahlil Gibran

 

ROZDZIAŁ 1

 

 

 

 

Shay

 

 

 

Osiemnaście lat

 

Często myślałam o pierwszej zakochanej osobie.

Czy od razu wiedziała, o co chodziło, a może czuła tylko ekstremalne palenie w piersi? Była szczęśliwa? Smutna? Czy kochała z wzajemnością, a może to uczucie było tylko platoniczne? Jak długo trwało? Ile dni, miesięcy, lat było trzeba, nim nadeszła miłość?

Czy ta osoba się bała?

Czy odezwała się jako pierwsza, czy pozwalała, by mówił jej wybranek?

Miłość zawsze była dla mnie trudna, ponieważ miała wiele pokręconych wersji, ale kiedy poznałam Landona, w pełni zrozumiałam, że mogła pojawić się znikąd. Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że zakocham się w największym wrogu. Myślałam, że zawsze będę go nienawidziła. Zaraz jednak zakradła się miłość, nie dbając nawet o zdanie mojego umysłu na ten temat. Przejmowała się jedynie tym, że moje serce potajemnie biło dla niego.

Wtargnęła gwałtownie, nie dbając o czas, miejsce ani ograniczenia.

Po prostu przychodziła – niekiedy oczekiwana, czasami wręcz przeciwnie – i wypełniała ludzi ciepłem, nadzieją, poczuciem akceptacji, a kiedy twój ukochany wyjeżdżał, nie podając daty powrotu, czekałaś na niego z zapartym tchem.

Minęło dziewięć miesięcy od jego wyjazdu, a wszyscy wokół zaczęli tracić nadzieję, że utrzymamy to, co mieliśmy wcześniej.

Jednak wbrew opinii innych, nasza miłość wciąż trwała.

– Wydaje mi się, że możesz spotykać się z innymi chłopakami – powiedziała po szkole Tracey. – Jesteśmy w czwartej klasie, a ty nie chcesz się umawiać, bo czekasz na kogoś, kto nie daje znać, że wróci. Jak długo zamierzasz tak trwać?

O, no nie wiem, może tyle, ile tobie potrzeba było, by zrozumieć, że Reggie jest dupkiem?

Nie powiedziałam tego na głos. Uśmiechnęłam się i pozwoliłam, by wyciągnęła własne wnioski, bo mocno wierzyłam, że Landon nie chciałby, żeby wpływały na mnie opinie z zewnątrz.

– Nie słuchaj jej – wtrąciła podchodząca Raine. – Uważam, że twoje czekanie na Landona jest bardzo romantyczne, jakbyście grali we własnym filmie. Kiedy się odnajdziesz, wróć do mnie – gruchała, przyciskając dłoń do serca. – Rety, jesteście jak z Pamiętnika. To twój Ryan Gosling, więc zignoruj Tracey. Ona nie wie, o czym gada.

Niestety Tracey nie była jedyną, która miała tego rodzaju przemyślenia w stosunku do sytuacji z Landonem. Moja matka uważała tak samo, ale winiłam za to jej złamane serce. Nie rozumiała silnej więzi, jaka wytworzyła się między mną a Landonem, gdy przechodziliśmy razem przez mroczne dni. Moja kuzynka też nie mogła tego pojąć. Eleanor była przekonana, że on zdradził mnie wtedy w garderobie z tamtą dziewczyną, więc nienawidziła go do szpiku kości.

Poza Raine jedyną osobą, która popierała naszą historię miłosną, była moja babcia. Wierzyła w nasze nietradycyjne uczucie, nawet jeśli reszta świata podchodziła do niego z dystansem.

– Każdy ma swoje zdanie, Shannon Sofio – powiedziała Mima, kręcąc głową. – Masz długie włosy, stwierdzą, byś je obcięła. Obetniesz, będą chcieli, żebyś zapuściła. Schudniesz, powiedzą, że jesteś za chuda, przytyjesz, nazwą cię grubą. Wierz mi, gdy mówię, że nie będziesz szczęśliwa, żyjąc pod dyktando innych. Zrób inwentaryzację swoich przyjaźni, upewnij się, że biorą się z właściwych miejsc. Ktoś może nazywać cię przyjaciółką, a jednocześnie źle ci życzyć. Uważałabym na tę całą Tracey. Widzę, że potrafi być zazdrosna. Im starsza będziesz, tym łatwiej ci będzie zrozumieć, że przyjaźni nie zawsze pisana jest długowieczność.

Słowa mądrości Mimy.

Milczałam więc o Landonie przed większością osób z wyjątkiem Raine i Mimy. Pozwoliłam, by nasza miłość stała się moim sekretem. Nie straciliśmy połączenia, nawet jeśli dzieliło nas ponad trzy tysiące kilometrów. Przeżyliśmy chwile, gdy obiecaliśmy sobie nawzajem być obok dla siebie, bez względu na okoliczności. Na przykład w urodziny Landona, gdy tuliłam go w moich ramionach, lub gdy rozmawiałam z nim przez telefon, bo chciałam mieć pewność, że jego serce wciąż biło. Wiedziałam, jak trudny był to dla niego czas, nie chciałam pozostawiać go sam na sam z myślami.

Ta umowa nie działała tylko jednostronnie. Ilekroć go potrzebowałam, był przy mnie.

Co jakiś czas rozmawialiśmy przez telefon, ale niezbyt nas to cieszyło, stało się problemem, przed jakim ostrzegała Tracey w związku na odległość. Nie służyło nam to. Nie lubiłam trzymać komórki przy uchu i nawijać bez końca, więc pisaliśmy do siebie, wysyłaliśmy wiadomości na Messengerze, ale moją ulubioną formą komunikacji była wymiana zeszytów.

Zaczęliśmy przesyłać sobie notatniki, zupełnie jak w szkole średniej. Z powodu braku czasu potrzeba było kilku tygodni, by do tego doszło, ale ilekroć przychodziła paczka, czułam się, jakbym rozpakowywała świąteczny prezent w bożonarodzeniowy poranek.

Ta miłość nie była tradycyjna, ale była nasza.

I zarzekałam się na wszystkie świętości, że przetrwa wiecznie.

 

10.01.2004

 

Trusiu,

Los Angeles jest… dziwne – drzewa, pogoda, ludzie. Kiedyś, jak zaczęło padać, wszystkim wydawało się, że nadejdzie koniec świata. Chyba deszcz nie jest tu normalny. Pochodząc z Illinois, czuję się jak ekspert od pogody. Minus dwadzieścia stopni? Świetnie, poślizgajmy się na dętkach! Pół metra śniegu? Zbudujmy trzymetrowego bałwana!

Ale, szczerze mówiąc, podoba mi się tu. Nie trzeba odmrażać sobie jaj w zimie i mama wydaje się tu szczęśliwsza, jakby jej serce było stworzone do mieszkania w Kalifornii.

Zatem aktualizacja życia osobistego. Zobaczmy…

Nauczyłem się nosić przy sobie cukierki. M&M-sy o smaku masła orzechowego powinny być nielegalne, ale, cholera, cieszę się, że nie są. Nie zdziw się, kiedy ponownie się spotkamy, będę miał brzuch jak święty mikołaj. Winię za to Ciebie. W dodatku nie wkurzę się, jeśli przyślesz mi w następnej paczce trochę bananowej mamby. Tutaj nie można jej dostać.

Moja terapeutka nie jest panią Levi, ale daje radę. Czuję się okej, wychodząc ze spotkań z nią, więc o to chyba chodziło. Wynika z tego kolejna wiadomość: czuję się dobrze. Wiem, że się martwisz, ale staram się wyprostować myśli. Czasami to trudne, niekiedy nawet znośne. Terapeutka mówi, by stawiać krok za krokiem. Gdy piszę ten list, czuję, że jest w porządku.

Kolejna informacja: za pośrednictwem znajomego mamy poznałem agenta aktorów, który jest zainteresowany pracą ze mną. Nie jestem pewny, co może z tego wyjść, ale raz kozie śmierć. Jestem mocno zaintrygowany.

Najwspanialsze w Los Angeles do tej pory: uzależnienie mieszkańców od awokado, mieszkanie w pobliżu oceanu, obecność mamy, słońce.

Cienie Los Angeles: Nie ma tu Ciebie.

Chciałbym wygrać na loterii, by móc do Ciebie polecieć.

Brakuje mi Twojej twarzy.

Bicia Twojego serca.

Cholera, tęsknię za Tobą. Tęsknię tak bardzo, że mam wyrzuty sumienia, ponieważ straciłem tak wiele czasu, nienawidząc Cię. Pracuję, by być wystarczająco dobrym, by móc do Ciebie wrócić, ale, niech mnie szlag, chciałbym, by mój umysł leczył się szybciej. Jednak, wiesz, krok za krokiem.

Twoja kolej. Powiedz, co się u Ciebie dzieje?

Kocham Cię, kocham.

Jeden raz, byś wiedziała, drugi, by zostawić ślad.

Szatan

PS: Smacznych M&M-sów, które wysłałem z zeszytem.

PPS: Nie żartowałem z tą bananową mambą. Nie zawiedź mnie, Trusiu.

 

5.02.2004

 

Szatanie,

nie powinieneś zapoznawać mnie z M&M-sami o smaku masła orzechowego – to grzeszne. Jednak kto mógł wiedzieć, że grzech będzie smakować aż tak dobrze? Dlaczego są takie pyszne i dlaczego przysłałeś mi tylko jedną paczkę? To egoistyczne, mam przeczucie, że zatrzymałeś trochę więcej dla siebie.

W przyszłym roku będę mieszkać razem z Tracey i Raine na UW-Madison. Mima mówi, że zostanie współlokatorką moich dwóch przyjaciółek to okropny pomysł, ale ja uważam, że będzie dobrze. Wystarczająco często spałyśmy u siebie w domu, by wiedzieć, że jakoś sobie razem poradzimy.

Dostałam drugi list z agencji literackiej, w którym odrzucono moją pracę. Chyba go oprawię! Nie ma sukcesu bez wcześniejszych porażek, prawda? Przynajmniej jedno z nas realizuje marzenia! A jeśli już o tym mowa, jestem z Ciebie naprawdę dumna. Pewnego dnia będziesz wielki, Landonie, a ja już jestem Twoją największą fanką.

Daleko zajdziesz, młody.

Najwspanialsze w Raine w Illinois: Jutro ma spaść zaledwie dwadzieścia pięć centymetrów śniegu. Jej! Posiłki Mimy nadal są boskie. Mama jakoś radzi sobie ze swoim złamanym sercem, nawet jeśli wciąż czasami płacze. Kuzynka Eleanor wydaje się zauroczona Greysonem, odkąd w lecie poznali się na imprezie. Podoba mi się, że jest przy nim szczęśliwa, zwłaszcza że jej mama jest chora.

Cienie Raine w Illinois: Nadal Cię nie ma.

Kocham Cię, kocham.

Trusia

PS: Przyślij więcej czekolady.

PPS: Kupiłam wczoraj pięć losów na loterię. Jeszcze nie wygrałam, ale kiedy tak się stanie, kupię bilet, by się z Tobą zobaczyć.

 

1.05.2004

 

Szatanie,

dziś jest ciężko. To zapewne najtrudniejszy dzień mojego życia. Zmarła ciocia Paige, a ja mogę myśleć jedynie o tym, że to zdecydowanie za wcześnie. Żałuję, że nie miałeś szansy jej poznać. Zarażała energią. Jej światło lśniło nawet w mroczne dni. Kochała sztukę, dzieci, rodzinę.

Rety, jakże kochała swoją rodzinę.

Wiem, że Eleanor przez długi czas będzie ciężko po stracie mamy, więc stanę dziś u jej boku. Greyson przyleciał, by również ją wesprzeć. Dobrze, że wybrałeś sobie takiego przyjaciela. Będziemy u wujka przez dwa tygodnie, po czym polecimy z powrotem do Illinois. Muszę być silna przez cały ten czas. Muszę wspierać kuzynkę i wujka, bo wiem, że są załamani.

Dopiero kiedy przyjadę do domu, pozwolę sobie na melancholię, bo kochałam ciocię. Bardzo, bardzo ją kochałam, więc to boli. I nie wydaje się to sprawiedliwe. Mima zmówiła modlitwę i powiedziała, że niebiosa czekają na duszę Paige, ale nadal nie uważam, żeby to było fair.

Nie jest w porządku, że Bóg zabiera tych dobrych, gdy nie skończyliśmy ich kochać.

Nie mam dziś wspaniałych wieści, jedynie cienie.

Żałuję, że nie mogę Cię przytulić. Wiem, że to samolubne i głupie, ale, rety, tak bardzo brakuje mi Twoich uścisków.

Naprawdę by mi się teraz przydały.

Dziś jest mi tak ciężko.

Może jutro będzie lepiej.

Trusia

 

ROZDZIAŁ 2

 

 

 

 

Shay

 

 

 

Kiedy wróciłam z mamą do Illinois, nie było łatwo. Po pożegnaniu z ciocią Paige pozostała w mojej piersi ziejąca pustka. Po powrocie do mieszkania Mimy sprawy miały się ponuro. Nie było słów, by poprawić sytuację. Babcia zrobiła obiad, który zjadłyśmy wspólnie, nim każda poszła w swoją stronę.

Siedziałam w pokoju, gdy odezwał się telefon.

Landon: DOTARŁAŚ BEZPIECZNIE DO DOMU?

Ja: TAK, JUŻ W NIM JESTEM.

Landon: JAK TWOJE SERCE?

Przeczytałam jego słowa i zamknęłam oczy.

Ja: WALCZY.

Landon: PRZYKRO MI, TRUSIU.

Minęła chwila i przyszła kolejna wiadomość.

Landon: SPOTKAMY SIĘ PRZY WIERZBACH?

Ja: SPOKO. CHCIAŁABYM.

Landon:NIE, POWAŻNIE. JESTEM W MIEŚCIE. SPOTKAJMY SIĘ PRZY WIERZBACH.

I tyle mi wystarczyło. Cztery ostatnie słowa wywróciły mój świat do góry nogami.

– Mimo! – zawołałam, wyskakując z pokoju, pospiesznie zakładając sportowe buty. – Mogę pożyczyć auto?

Babcia siedziała w salonie na macie, ćwiczyła jogę. Była bardziej gibka niż ktokolwiek w jej wieku.

– Nie. Jest późno i na pewno jesteś zmęczona po podróży.

– Ale…

– Żadnych „ale”. Nie ma wystarczającej wymówki, byś wychodziła o…

– Landon przyjechał – rzuciłam. Nigdy nie przerywałam babci, gdy do mnie mówiła, ale wiedziałam, że po tych słowach się zastanowi.

Wstała i uniosła brwi.

– Wrócił?

– Tak. Nie wiem na jak długo, a prosił, żebym się z nim spotkała.

– Pozdrów go ode mnie – odparła bez wahania.

– Oczywiście. – Porwałam kluczyki z blatu i pospieszyłam do drzwi, a kiedy byłam w korytarzu, Mima zawołała za mną:

– Czekaj! Shay, poczekaj! – Odwróciłam się i zobaczyłam, że spieszyła za mną z pojemnikami w rękach. – Masz, daj mu to. I powiedz, że go kocham.

Przysunęła się, pocałowała mnie w policzek, a motyle w moim brzuchu poderwały się do lotu.

Mocno ściskałam kierownicę, kierując się do parku. Słońce już zaszło, noc spowiła drzewa. Przebiegłam pomiędzy nimi, a moje serce biło tak mocno, że byłam pewna, iż zaraz wyskoczy mi z piersi. Gdy dotarłam do celu, zwolniłam.

Stał plecami do mnie, trzymając ręce w kieszeniach.

Nawet jeśli nie widziałam jego twarzy, wiedziałam, że był przystojny.

– Cześć, Szatanie – powiedziałam cicho. Zabrzmiałam na bardziej zdenerwowaną niż podekscytowaną. Byłam przepełniona emocjami, ale kiedy odwrócił się do mnie i uśmiechnął, ujawniając dołeczek w lewym policzku, całe moje nerwy odeszły w niepamięć. Zostało tylko szczęście.

– Cześć, Trusiu.

– Co tu robisz?

Wzruszył ramionami i potarł kark.

– Mówiłaś, że naprawdę przydałby ci się uścisk. Wiem, że trochę się spóźniłem, ale…

Przerwałam mu, bo nie mogłam dłużej wytrzymać. Rzuciłam się na niego, otoczyłam ramionami szeroką sylwetkę i przyciągnęłam go do siebie. Natychmiast mocniej mnie przytulił, wtulił twarz w moją szyję i oddychał moją wonią, gdy ja zaciągałam się zapachem jego wody po goleniu. Pachniał palonym drewnem i mężczyzną. Boże, ale mi brakowało jego zapachu. I uścisków. Tęskniłam za nim całym – za każdym jego fragmentem, centymetrem, oddechem.

– Tak bardzo mi przykro, Shay – szepnął.

Oczy mi się zaszkliły, bo w końcu przestałam się kontrolować, wiedząc, że mnie złapie, gdy będę upadać.

– Była wspaniała – mruknęłam. – Jedna na milion.

– Nie wątpię.

Posłałam mu słaby uśmiech i odsunęłam się, by mu się przyjrzeć. Patrzyłam ze zdumieniem, jak dumny rodzic. Oparłam głowę o jego policzek i nie mogłam przestać szczerzyć zębów jak idiotka. Byłam szczęśliwa, tak bardzo zadowolona – rozradowana, jak można być w życiu tylko raz.

To spotkanie tak wiele dla mnie znaczyło – Landon przybył, żeby mnie przytulić, gdy tak bardzo go potrzebowałam.

– Jak dzisiaj twoje serce? – zapytałam, muskając nosem jego nos.

Uśmiechnął się.

– Wciąż bije, ale jestem tu, by posłuchać, jak tam twoje. Możemy posiedzieć w moim aucie – zaproponował, ruchem głowy wskazując na ścieżkę prowadzącą do parkingu. – Chciałem tylko ponownie zobaczyć drzewa z bliska. Jednak jest zbyt zimno, by tu stać.

Zgodziłam się. Szczerze mówiąc, mógł powiedzieć, byśmy obrabowali bank i poszli na taco, a byłabym zachwycona tym pomysłem.

Poszłabym wszędzie za jego przewodnictwem.

Wsiedliśmy do samochodu z wypożyczalni. Landon włączył ogrzewanie, doceniłam ciepło, które mnie opłynęło.

– Tęskniłem za tobą – powiedział, wywołując natychmiastowe trzepotanie w moim żołądku.

– Ja też za tobą tęskniłam. Co u ciebie? Jak w Kalifornii? Jak się czujesz? – To było najważniejsze pytanie.

Uśmiechnął się łagodnie i przesunął palcem po nosie.

– Dobrze. Byłem dość zajęty. Miałem sporo spotkań z terapeutką, aby wypracować rutynę. Wprowadziła mi nowe leki, by utrzymać mój umysł w stabilizacji. Jak na razie to działa. Brak mi tylko ciebie i przyjaciół, ale wiem, że terapia się sprawdza.

– Dobrze. – Westchnęłam, czując ulgę, gdy dowiedziałam się, że było z nim lepiej. Dobrze też wyglądał. Nie, wyglądał wspaniale. Cholernie wspaniale. – A jak twoja mama?

Jego uśmiech się poszerzył.

– Super. Była moją opoką, więc cieszę się, że miałem ją cały czas przy sobie. I jestem też zadowolony, że zdołałem ją wesprzeć przy rozwodzie i wszystkim tym, co robi jej ojciec. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego jest tak okrutny. Mama zawsze była dla niego dobra, jestem pewien, że dawno temu się kochali. Nie potrafię wyobrazić sobie okrucieństwa w stosunku do kogoś, o kim w pewnej chwili myślałeś, że będzie twój na zawsze. Wydaje się, jakby u niego ta miłość nigdy nie istniała.

Zmarszczyłam brwi.

– Moja mama nie radzi sobie z rozwodem, ale twoja jest silna. Obie przez to przejdą.

Pokiwał głową.

– Tak. Twoja mama też jest silna. Jestem pewien, że mnie nienawidzi, ale jest silna. Nic jej nie będzie. Mojej również. Jest odporna.

– Chyba masz to właśnie po niej.

Wziął mnie za rękę.

– Chcesz porozmawiać? – zapytał cichym, poważnym głosem. – O cioci?

– To trudne. Myślę o raku i od razu jestem smutna. Ściska mnie to za gardło i słowa nie chcą z niego wyjść. Przyglądanie się jej ostatniej walce było najtrudniejszą rzeczą na świecie.

– Więc nie rozmawiajmy o tych miesiącach. Opowiedz, jaka była, zanim zachorowała.

– Co chcesz wiedzieć?

Uśmiechnął się i założył mi kosmyk włosów za ucho.

– Wszystko.

Siedzieliśmy w aucie przez kilka godzin, śmiejąc się, wspominając, tuląc się. Wpatrywaliśmy się też w siebie w ciszy. Milczenie z Landonem było dla mnie łatwe. Gdybym miała tak siedzieć do końca życia, wiedziałabym, że byłoby mi z nim wygodnie.

Przez chwilę zajmowałam miejsce na jego kolanach, gdy mnie obejmował i tulił. Nie było w tym żadnej seksualności. Nasze ciała po prostu się stykały, moja głowa spoczywała na jego szyi i miałam zamknięte oczy. Mogłabym tak zasnąć i modlić się, by obudzić się w tej samej pozycji.

– Wygrałeś na loterii? – zapytałam po czterech godzinach.

Prychnął.

– Nie, ale jestem winien Greysonowi sporą kasę.

– Zapłacił, żebyś mógł tu przylecieć?

– Tak. Mama nie ma za wiele pieniędzy, a ojciec całkowicie się ode mnie odciął. Pomógł mi Greyson. Wiedział, jak ważne było dla mnie, by do ciebie przylecieć, to samo tyczyło się jego i Eleanor.

– Rety, ale to dobry facet.

– Najlepszy. Światu potrzeba więcej takich osób jak Greyson East.

Westchnęłam przy jego skórze, mocniej się wtulając.

– Myślisz, że im się ułoży, skoro Eleanor jest na Florydzie, a on idzie na studia?

– Mam wielką nadzieję. Nigdy nie widziałem, aby Greyson troszczył się o kogoś tak, jak robi to w jej przypadku. W dodatku liczę na to, że bez względu na wszystko odnajdzie ich prawdziwa miłość.

Prychnęłam.

– I kto by pomyślał, że sam Szatan będzie taki romantyczny?

– Cóż mogę rzec? Poznałem dziewczynę, która zmieniła moje spojrzenie na życie i miłość.

– Tak właśnie działam na ludzi – zażartowałam. – Ale musiałam na pewien czas przestać o nas mówić. Tracey stwierdziła, że głupio postępuję, bo będąc tak młodą, pakuję się w związek na odległość.

– Cóż, Tracey spotykała się też z Reggiem, więc jej zdanie się dla mnie nie liczy. – Spojrzał mi w oczy i się skrzywił. – Chociaż czasami się martwię, że mój proces zdrowienia zajmuje zbyt wiele czasu… Że nie zdołam być osobą, na jaką zasługujesz.

– Mówiłam ci, żebyś się nie spieszył, Landonie.

– Tak, ale, cholera. – Odetchnął. – To trudniejsze, niż zakładałem.

– Możesz się wszystkim ze mną podzielić. Opowiedz, przez co przechodzisz.

– Trudno to wyjaśnić. To jakbyś próbowała rozpakować pokręcony umysł. Jest jak pomieszczenie z milionem pudeł i bez żadnego katalogu. Jest tam tyle śmieci, a za każdym razem, gdy otworzę jakieś pudełko i je posegreguję, pojawia się kolejne. Następuje kilka dobrych dni, gdy robię postępy, po czym łup! Pojawia się atak paniki, podczas którego czuję się, jakbym zawodził. Najgorsze w panicznym lęku jest to, że gdy cię dopada, obwiniasz się o wszystko, co się dzieje. Przeklinasz siebie, ponieważ powinieneś mieć to już za sobą. Powinieneś być silniejszy. Masz więc ataki paniki, winisz się za nie i jest coraz gorzej. – Otarł twarz dłonią i pokręcił głową. – Cholera. Brzmi to cholernie przygnębiająco, ale właśnie tak to u mnie wygląda, gdy próbuję posortować emocje i mam wyrzuty sumienia, że każę ci na siebie czekać. Kocham cię, Shay, ale nie musisz tego robić. Nie wiem, ile to jeszcze potrwa.

– A ty byś na mnie czekał?

– Zawsze – odparł rzeczowo.

Wydawało mi się, że mówił poważnie.

Naprawdę tak myślał.

Objęłam jego twarz i przysunęłam się, aby pocałować go lekko w usta. Bez języka, bez nacisku, tylko lekkie, wypełnione miłością muśnięcie.

– Poczekam – obiecałam.

– Jak długo?

– Tyle, ile będzie trzeba.

– Rety, Trusiu… – mruknął, opierając czoło o moje i zamykając oczy. – Wracam, abyś czuła się lepiej, zamiast tego to ty poprawiasz mi nastrój. Jak ty to robisz? Jakim cudem przy tobie wszystko staje się lepsze?

– Tak właśnie na siebie działamy. Poprawiamy swój los, nawet się nie starając. Wydaje mi się, że właśnie na tym polega miłość. To uczucie zdrowienia, ilekroć towarzyszy ci ta druga osoba.

Tym razem to on mnie pocałował, ale mocniej. Odpowiedziałam z taką samą pasją, ssąc jego dolną wargę, pozwalając, by nasze języki się kochały.

– Już późno – stwierdził, odsuwając się nieco. – Powinnaś wracać do domu, nim twoja mama czy Maria zaczną się martwić. Zauważyłem, że zignorowałaś przychodzące wiadomości.

Zmarszczyłam brwi.

– Muszę?

– Tak, ale będę tu jeszcze przez dwa dni, gdybyś chciała…

– Tak – przerwałam mu. – Gdziekolwiek, kiedykolwiek, byle z tobą. Chcę, byś cały swój czas w mieście spędził ze mną.

Pocałował mnie w czoło.

– Nie widzę innej opcji. Zanim pójdziesz, mam dla ciebie prezent.

Przeszłam na fotel pasażera i założyłam włosy za uszy.

– Nie musiałeś mi nic kupować.

– Ach, ależ musiałem. – Sięgnął na tylne siedzenie i podał mi paczkę pięknych, drogich, zapierających dech w piersi M&M-sów o smaku masła orzechowego.

Uśmiechnęłam się szeroko pierwszy raz od wielu dni.

– Nie mogłem dostać piwonii, ale stwierdziłem, że to też się nada – wyjaśnił.

Ponownie go pocałowałam, całkowicie oczarowana tym, że ktokolwiek przy zdrowych zmysłach mógł pomyśleć, że nie warto było walczyć o to, co mieliśmy.

– To najpiękniejsza rzecz, jaką w życiu dostałam. Ja też mam coś dla ciebie. To znaczy, to tak naprawdę nie ode mnie, ale i tak dla ciebie. Czekaj. – Wysiadłam, poszłam do swojego auta i wzięłam pojemniki, które wręczyła mi Mima. W chwili, gdy Landon je zobaczył, rozjaśniły się jego oczy i wysiadł.

– Od twojej babci?! – wykrzyknął i porwał ode mnie pojemniki.

Roześmiałam się.

– Skąd wiedziałeś?

– Żartujesz? Nigdy nie mógłbym zapomnieć wyglądu pojemników Marii! – Otworzył jeden z nich, wsadził do niego palce jak szaleniec i nałożył sobie ziemniaczanego purée do ust. – Kurwa – jęknął, oblizując palce.

– Powinieneś tak jęczeć, gdy mnie smakujesz – rzuciłam nonszalancko.

Te słowa zwróciły jego uwagę. Uniósł brwi i zapewne też inną część ciała.

– Słucham?

Przysunęłam się i pocałowałam go w policzek.

– Dobranoc, Landonie. – Poszłam do auta, a on znów jęknął.

– Co? Nie. Nie ma mowy. Nie możesz powiedzieć czegoś takiego i mnie zostawić, Shay!

– Muszę. Jak mówiłeś, już późno. To ty zwróciłeś uwagę na godzinę.

– Pieprzyć godzinę, mamy całą noc!

– Napisz do mnie jutro, gdy będziesz gotowy się spotkać.

– Jest pierwsza w nocy, Trusiu, już jest jutro, więc równie dobrze możemy teraz spędzić razem czas i skosztować kilku rzeczy.

 

Poczułam w brzuchu ciepło, ale wsiadłam za kierownicę. Opuściłam szybę i wychyliłam głowę przez okno.

– Do zobaczenia później.

– Zabijasz mnie, kruszynko – mruknął. Podszedł do moich drzwi, położywszy uprzednio cenne jedzenie na fotelu pasażera w swoim samochodzie, które zapiął nawet pasem. Wsunął się przez okno i uśmiechnął tak, że oszalałam. – „Dobranoc, luby! jeszcze raz dobranoc!”[1] – powiedział i mnie pocałował. – Napiszę rano.

– Dobrze.

Skierował się do swojego auta, ale ponownie odwrócił do mnie.

– Trusiu?

– Tak?

Niebieskie oczy błyszczały, gdy uniosły się kąciki jego ust.

– Kocham cię, po dwakroć.

 

 

 

[1] WilliamSzekspir, Romeo i Julia, tłum. Józef Paszkowski.

 

ROZDZIAŁ 3

 

 

 

 

Landon

 

 

 

Gdyby Greyson potrzebował nerki, byłem gotowy oddać mu jedną ze swoich. Cholera, nawet obie. Fakt, że sprowadził mnie do Illinois do Shay, był znaczący. Z każdym mijającym dniem i tak czułem, jakbym ją zawodził, i nie był dla niej wystarczająco dobry. Gdyby nie przyjaciel, leżałbym niespokojnie na łóżku, zmagając się z faktem, że nie mogłem z nią być, zapewnić jej tego, czego potrzebowała i na co zasługiwała.

Często myślałem o tym, że za kilka miesięcy zacznie studia, i jak bardzo nie chciałem powstrzymywać jej przed przeżywaniem tego wydarzenia w pełni. Czasami mój własny umysł próbował mnie przekonać, że nie byłem dla niej dość dobry, wmawiał mi, że nie potrafiłem zapewnić normalnego związku, na jaki Shay zasługiwała, ale spotkałem się z nią.

Przytuliłem ją.

Przyciągnęła nas do siebie magnetyczna siła i nic nie było lepsze niż możliwość ściskania jej, gdy mnie potrzebowała. Nie było lepszego uczucia niż bycie potrzebnym. Jakby istniał powód mojej obecności na tym świecie, a była nim pomoc innym.

A mówiąc o innych, jako następnej zamierzałem pomóc mamie. Nieustannie płakała nocami, ponieważ nie umiała poradzić sobie ze stresem i tym, że ojciec odbierał jej wszystko, co miała.

Kiedy Shay była w szkole, pojechałem do Chicago, aby spotkać się z tatą w jego kancelarii. Nie rozmawiałem z nim od czasu, gdy wyprowadziliśmy się z mamą do Los Angeles. Nie próbował się ze mną kontaktować, więc ja również nie widziałem ku temu powodu. Kiedy wybrałem po stronie którego z rodziców wolę się opowiedzieć, bezgranicznie oddałem się mamie.

Wszedłem do firmy, czując się jak ktoś zupełnie obcy. Nie wierzyłem, że spędziłem tu tyle czasu nad dokumentami, chcąc, by tata był ze mnie dumny, starając się zbudować z nim lepszą relację.

Skinąłem głową April, sekretarce taty, która siedziała w swoim boksie przed jego gabinetem.

– Cześć, April. Chciałbym porozmawiać dziś z ojcem.

Zmarszczyła brwi.

– Przykro mi, Landonie. Powinieneś się wcześniej umówić. Pan Harrison jest dziś zajęty. Może spróbuj w przyszłym tygodniu. – Wróciła do klikania na klawiaturze.

– Tak, ale widzisz, będę w mieście tylko przez kolejne trzydzieści sześć godzin. Miałem nadzieję, że spotkam się z nim przed powrotem do Los Angeles.

Spojrzała na mnie, po czym wróciła wzrokiem do komputera.

– Przykro mi. To niemożliwe. Jest zajęty.

Nie miałem na to czasu, więc zignorowałem ją i poszedłem wprost do drzwi gabinetu ojca.

– Hej! Tak nie można! – zawołała i pobiegła za mną, ale zdążyłem wejść.

Tata rozmawiał przez telefon, marszcząc krzaczaste brwi, na twarzy miał zwyczajowy surowy wyraz. Kiedy na mnie spojrzał, skrzywił się i odprawił machnięciem ręki.

– Przepraszam, Ralph. Mówiłam, żeby ci dziś nie przeszkadzał – zawołała April, kajając się za moje wtargnięcie. Od kiedy to zwracała się do szefa po imieniu?

Tata posłał mi ostre spojrzenie i wskazał drzwi.

Zamiast tego usiadłem.

– Nie możesz – stwierdziła April scenicznym szeptem.

– No to patrz. Zamkniesz za sobą drzwi? – zapytałem, krzyżując ręce na piersi, rozsiadając się wygodnie.

Tata zaczął narzekać do tego, z kimkolwiek rozmawiał przez telefon.

– Przepraszam, panie Jacobson, ale mam tu pilną sprawę, którą muszę się zająć, więc porozmawiamy później – urwał. – Tak, w rzeczy samej. Poproszę April, by umówiła się z pana sekretarką. Dziękuję. Do usłyszenia.

Rozłączył się i skrzywił jak Scrooge.

– Zamknij za sobą drzwi, April.

Spełniła polecenie bez żadnych zastrzeżeń. Przypuszczałem, że to właśnie lubił – gdy wszyscy spełniali jego rozkazy bezwarunkowo tylko dlatego, że im płacił.

– Czego chcesz, Landonie? – zapytał surowo, piorunując mnie wzrokiem.

– Ciebie również miło widzieć, tato.

– Nie mam czasu na pogaduszki, chłopcze. Przejdź do rzeczy albo wyjdź.

– Przyszedłem tu z powodu mamy. Naprawdę wszystko jej odbierasz, więc chciałem sprawdzić, czy zdołamy się dogadać, by przeprowadzić ten rozwód bez ogołacania jej z ostatniego centa.

– Twoja matka wiedziała, co ją czeka, gdy za mnie wychodziła. Wszystko było w intercyzie, którą dobrowolnie podpisała.

– Ponieważ cię kochała, tato. Podpisała to, ponieważ cię kochała i chciała z tobą być.

– Tak, ale powinna to przemyśleć. Teraz musi poradzić sobie ze skutkami rozwodu.

– Ledwie wiąże koniec z końcem przez rachunki za adwokata. Nie możesz pomóc jej przynajmniej z tym? Przecież da się to zakończyć. Masz wystarczająco dużo pieniędzy, by tego nie ciągnąć.

– Nie zamierzam płacić za adwokata twojej matki. Jest dorosła, powinna sama zadbać o własne sprawy. Nie moja wina, że nie rozumie znaczenia oszczędności. Powinna pracować przez te wszystkie lata, a nie pilnować cię jak niemowlaka. To jej wina. To konsekwencje życiowych decyzji, chłopcze, z którymi musi zmierzyć się twoja matka.

– Jak możesz być tak oschły? Kiedyś ją kochałeś. Musiałeś, skoro się z nią ożeniłeś.

– Ludzie się zmieniają, twoja matka jest tego najlepszym przykładem.

– Co ona ci takiego zrobiła?

Zmarszczył brwi i złączył ręce.

– Nie chodzi o to, co mi zrobiła, Landonie. Chodzi o to, co zrobiła tobie. Niańczyła cię. Rozpieszczała cię przez całe życie, przez to jesteś teraz taki.

– Taki? Co to, do diabła, miało znaczyć?

– Słaby. Sprawiła, że jesteś słaby. Ona i ten jej popieprzony braciszek.

Na wspomnienie o Lansie stanęły małe włoski na moim ciele. Chwyciłem się brzegów krzesła, aż pobielały mi knykcie.

– Lance nie był popieprzony. Był chory. Toczyła go choroba.

– Gówno prawda – warknął, z frustracją wyrzucając ręce w górę. – Twój wujek był osobą, która wpadała w szał, ponieważ nie potrafiła utrzymać pracy czy własnego życia w ryzach. Ćpał i zmanipulował twoją matkę swoją łzawą historyjką, żeby przyjęła go pod nasz dach. Był bardzo słaby, a matka pozwalała, by miał na ciebie wpływ. Nigdy nie powinno ci się pozwolić, byś przebywał przy tym psycholu i jego problemach.

Słowa wychodzące z jego ust sprawiły, że miałem ochotę rzucić się przez biurko i uderzyć go w twarz. Lance nie był psycholem, tylko zmagał się z własnym umysłem. Nie był słaby, ponieważ nie umiał zapanować nad swoim życiem. Jak ojciec śmiał tak o nim mówić? Lance był od niego znacznie lepszym człowiekiem. Stało się jednak tak, że depresja pochłonęła go w całości, nim zdołał odnaleźć swoje światło.

– Spójrz tylko na siebie, Landonie. Co robisz ze swoim życiem? Nie studiujesz, nie masz celu, przyszłości. Podążasz śladami tego frajera, twoja matka prowadzi cię dokładnie tak, jak prowadziła jego. Nie zdziwię się, jeśli też skończysz dwa metry pod ziemią.

Przeszedł mnie dreszcz, aż poczułem w gardle kwas. Jak mógł tak mówić? Jak mógł stwierdzić, że nie zdziwiłby się, gdybym skończył jak Lance?

– Nienawidzę cię – rzuciłem, czując wzrastającą wściekłość.

Jak ktokolwiek mógł być tak okrutny?

Na jego twarzy nie odmalowały się żadne wyrzuty sumienia. Nie czuł się winny za swoje słowa, nie zdawał sobie nawet sprawy, że przekroczył granicę.

Wydawał się niemal zadowolony z siebie, dumny, że mnie zranił.

Rozsiadł się w fotelu i skrzyżował ręce na piersi.

– Nienawidzisz mnie, ponieważ nie niańczyłem cię jak matka. To się nazywa twarda miłość, Landonie, i ktoś musi ci powiedzieć, jaka jest prawda. Nie uda ci się na tym świecie bez silnego kręgosłupa i grubej skóry. Ludzie cię zdepczą, nie będą się z tobą cackać jak twoja matka. Masz już dziewiętnaście lat, czas zacząć zachowywać się zgodnie ze swoim wiekiem.

– A ty, kiedy zaczniesz? – syknąłem przez zęby.

– Przecież to robię. Jestem dorosłym mężczyzną, który prowadzi biznes. Rozumiem, że matka cię rozpieściła, jestem pewien, że inni też ci pobłażali, ale nie zawsze tak będzie. W którejś chwili zmęczą się tobą i przestaną znosić te bzdury. Przyjdzie czas, że twoja łzawa historyjka przestanie ich obchodzić i wierz mi, że nastąpi to szybciej, niż się spodziewasz. Ilu Lance miał przyjaciół pod koniec życia? Chyba żadnego. Ludzie nie chcą się zadawać z takimi osobami, jaką był on, jaką jesteś ty. Weź się więc w garść, bądź mężczyzną, zmień to, kim teraz jesteś i jak egzystujesz, inaczej skończysz smętny i samotny, mieszkając w piwnicy matki.

– Przyjście tutaj było kurewskim błędem – mruknąłem, wstając z krzesła. – Zapomniałem, jaki jesteś.

Nieporuszony, wrócił do pisania na komputerze.

– Cóż, zamknij za sobą drzwi. – Odszedłem, ale zawołał za mną po raz ostatni. – Rozważę opłacanie rachunków twojej matki tylko pod jednym warunkiem.

– Jakim?

– Pójdziesz na prawo, jak planowaliśmy. Możesz pracować tu weekendami, aby naprostować swoje życie.

– Nie zrobię czegoś takiego.

– Zatem niech matka radzi sobie sama. Nie wracaj tu, póki nie staniesz się prawdziwym mężczyzną. Jeśli nadal będziesz zachowywał się tak dziecinnie, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.

– Nigdy tu nie wrócę – obiecałem. – I już nigdy nie chcę cię widzieć. Następnym razem, gdy się spotkamy, będzie to na twoim pogrzebie – wymamrotałem.

– Albo twoim – odparł z nienawiścią.

Nie wierzyłem, że matka mogła kiedyś kochać takiego człowieka.

Wyszedłem z jego gabinetu kompletnie pokonany, zły i naprawdę smutny. Nie dlatego, że ojciec był pieprzonym potworem, ale dlatego, że nie zdołałem poprawić sytuacji mamy.

Potrzebowała wytchnienia, a ja nie miałem zielonego pojęcia, jak jej to zapewnić.

Siedziałem w wypożyczonym samochodzie przed kancelarią ojca, ściskając kierownicę, próbowałem głęboko oddychać. Moje serce pędziło, gdy próbowałem powstrzymać narastającą w głowie panikę, w której jak w pętli odtwarzały się słowa ojca.

Nie zdziwię się, kiedy też skończysz dwa metry pod ziemią.

– To nie ja, to nie ja, to nie ja – powtarzałem przez niemal zaciśnięte usta. Nie byłem słabeuszem, za jakiego miał mnie tata. Nie byłem jak wujek. Byłem przerażony, ale nie zniszczony.

Trzymałem kierownicę, póki nie przekonałem samego siebie, by wyjść z mroku. Kontrolowałem szybki oddech, uspokoiłem serce. Jeszcze kilka miesięcy temu nie zdołałbym tak nad sobą zapanować. Rozmowa z ojcem pochłonęłaby mnie całego.

Tym razem zatraciłem się tylko na kilka minut.

***

– Naprawdę tak ci powiedział? – zapytała Shay, siedząc po turecku na moim łóżku w hotelowym pokoju. Przyszła do mnie prosto po szkole, więc zamówiłem nam pizzę.

– Tak. Stwierdził, że skończę zupełnie jak Lance dwa metry pod ziemią, bo jestem słaby.

– Co za potwór. – Westchnęła, kręcąc głową. – Nie rozumiem, jak ktokolwiek może powiedzieć coś tak okrutnego, a już zwłaszcza do własnego dziecka.

– Nazwał to twardą miłością.

– Ja nazwałabym to rażącą nienawiścią. Mam nadzieję, że nie wierzysz w te rzeczy, Landonie. Ufam, że zdajesz sobie sprawę, że to stek kłamstw. Jesteś najsilniejszą znaną mi osobą. Twoje słabości cię wzmocniły i przykro mi, że ojciec tak okropnie cię potraktował.

– Jestem tylko zły, że nie udało mi się pomóc mamie.

Shay zaczęła wycierać pizzę chusteczką.

Uniosłem brwi.

– Co robisz?

– Czyszczę pizzę. Mówi się, że dzięki temu można zredukować z kawałka nawet pięćdziesiąt kalorii.

– To chyba ściema.

Wzruszyła ramionami.

– Zrobię co trzeba, aby oszczędzić sobie kilku kalorii.

– A od kiedy się nimi przejmujesz?

– Eee, odkąd przez stres przytyłam przez ostatni rok prawie pięć kilo. Nie mogę tak iść na studia, by zmagać się potem z dodatkową dyszką świeżaka, więc przeszłam na dietę.

Wpatrywałem się w nią, jakby oszalała, ponieważ wygadywała jakieś głupoty.

– Nie musisz być na diecie, Shay.

– Owszem, muszę.

– I nie jesz już słodyczy?

Szturchnęła mnie w ramię.

– Nie przesadzaj.

Uśmiechając się, odsunąłem jej talerz. Zbliżyłem się do niej i posadziłem ją sobie na kolanach.

– Kocham każdy centymetr i każdą krzywiznę twojego ciała.

Uśmiechnęła się cholernie słodko.

– Nawet jeśli będę miała tyłek jak Umpa-Lumpy?

– Oczywiście. Pewnie o tym nie wiesz, ale uważam się za fana pośladków. Z chęcią zanurzyłbym twarz w twoich tak głęboko, że znalazłbym drogę do fabryki czekolady.

– Fuj! – Skrzywiła się i zachichotała, kołysząc na mnie biodrami. – To zabrzmiało jak odniesienie do kupy.

– Poszedłbym za tobą do zaczarowanego czekoladowego lasu – zażartowałem.

– Landonie…

– Zjem twoje czekoladowe krówki.

– Rety, pojechałeś do Kalifornii i zrobiłeś się dziwny.

– Zawsze taki byłem. To żadna nowość.

Zmarszczyła nos i pokiwała głową.

– Prawda. Już wcześniej zlizywałeś z tyłka innej papier toaletowy.

– Nie było tam żadnego papieru! – Wskazałem na nią palcem i wypchnąłem językiem policzek. – Hej, pamiętasz dzień, gdy pogłaskałaś mnie po głowie zamiast po… główce? – Uśmiechnąłem się, wspominając jej pierwsze próby robótek ręcznych. Boże, jakże kochałem tę dziewczynę. Kochałem jej niewinność, jej śmiech, wpadki, miłość.

– Cicho tam. Muszę ci powiedzieć, że pracowałam nad techniką. Ćwiczyłam.

Gwałtownie uniosłem brwi.

– Z kim?

– Och, no wiesz, z Randym, Jasonem, Jonem, Henrym… Walterem, Nickiem i każdym, na którego trafiłam – wymieniła.

Położyłem dłoń na jej plecach i przysunąłem ją do siebie.

– Chcesz, żebym był zazdrosny, Trusiu?

– Dlaczego tak myślisz? To działa? – zapytała, przygryzając dolną wargę.

– Może trochę.

Uśmiechnęła się i przysunęła usta do moich warg.

– Zawsze tylko ty – szepnęła i mnie pocałowała. Położyła mi dłonie na piersi, wyczuwając bicie serca, które, jak miałem nadzieję, biło dla niej.

– Nauczyłam się jednak kilku nowych technik. Raine zamówiła mi tę… zabawkę z reklamy.

Zainteresowałem się.

– Zabawkę, co?

– Nie ciesz się tak. Tę samą, którą zamówiła babci, bo dziadek nie jest już dzikim ogierem.

– Cóż, dodajmy to do listy rzeczy, których nie musiałem wiedzieć o babci koleżanki. Postaram się blokować ten obraz w głowie do końca swoich dni.

– Wiesz, aktywność seksualna starszych ludzi jest całkowicie normalna. Wiedziałeś, że to druga grupa wiekowa, która ma najwięcej chorób przenoszonych drogą płciową?

– Chyba próbujesz pozbyć się mojego podniecenia, Trusiu.

Zaśmiała się i, niech mnie szlag, chciałem żyć z tym dźwiękiem w nieskończoność.

– Okej, wróćmy do zabawki. Widzisz, nauczyłam się na niej ruchów – wyjaśniła, gdy zaczęła się lekko kołysać na mojej pachwinie. Odziana w sukienkę, ocierała się o moje jeansy, tworząc zmysłową energię.

Co, do diabła? Wiedziałem, że nie powinienem nosić jeansów przy tej dziewczynie.

Kurwa, okej.

– Czego się jeszcze nauczyłaś?

– Cóż… tego. – Podciągnęła sukienkę, aż dotykała majtkami mojego krocza. Były czerwone, koronkowe, idealne i, do diabła, miałem ochotę zanurzyć w nich twarz, następnie zerwać je z jej ciała. Zaczęła zataczać kółka biodrami. Kołysząc się na moim stającym fiucie, pragnęła, bym postradał zmysły. – To się nazywa ósemka.

Zamknąłem oczy, gdy wyprawiała magiczne sztuczki miednicą.

– Piszę się na tę ósemkę.

– Chyba byłoby lepiej, gdybyś nie miał spodni.

Tylko tyle musiała powiedzieć, abym wstał i je zdjął. Ściągnęła sukienkę, pozostając w czerwonych majtkach, które zamierzałem z niej zerwać, i szkarłatnym biustonoszu – jego również miałem zaraz rozpiąć. Kiedy wróciłem do łóżka, znów znalazła się na moich kolanach i ponownie kręciła ósemki, co bez spodni było o wiele lepsze.

Pocierała intymnymi częściami ciała o mojego fiuta, gdy złapałem ją za tyłek i ścisnąłem. Miała idealne pośladki do trzymania, ale mogłem przysiąc, że pieprzyłbym się nawet z jej umpa-lumpowym tyłkiem, gdyby taki miała. Zobaczyłem jej piersi tuż przed nosem, więc wcisnąłem w nie twarz. Jedną ręką przesunąłem po jej plecach, by rozpiąć stanik, i niczym magik uporałem się z nim jednym ruchem. Pozwoliła materiałowi opaść.

Ponownie skryłem twarz w jej biuście, następnie ssałem po kolei sutki, jakby stanowiły moje jedyne źródło pożywienia. Jęczała, gdy ją lizałem, przyspieszała ósemki biodrami, przez co mój fiut chciał wyskoczyć z bokserek.

Kiedy kontynuowałem wielbienie jej piersi, jęknęła, zwolniła ruchy i zaczęła przesuwać się z góry na dół.

– Bardzo cię teraz pragnę – wymruczałem, lekko przygryzając jej sutek, więc jęknęła z rozkoszy.

– Ja też cię pragnę – szepnęła, przysuwając usta do mojego ucha i skubiąc małżowinę.

– Mogę się z tobą kochać? – Westchnąłem, czując pulsowanie członka, gdy zwolniła ruchy. Zapamiętać: podziękować Raine za zabawkę, którą kupiła Shay. Dodać do tego: nigdy nie myśleć o babci Raine, która mogła wiedzieć coś o tej ósemce.

– Chcę się z tobą kochać – odparła, chwytając mnie za podbródek i odchylając mi głowę, by móc spojrzeć mi w oczy. Musnęła moje usta, zassała dolną wargę. – Chcę cię ujeżdżać, Landonie. Chcę być na górze, jeśli nie masz nic przeciwko.

Kurwa, pewnie, że nie.

Zdjęliśmy bieliznę i się położyliśmy. Wyjąłem prezerwatywę z portfela i ją nałożyłem. Powiodła palcami po moim torsie, nim ponownie otarła się o twardy członek.

– Cholera, Shay – jęknąłem, czując jej wilgoć, pragnąc jej coraz bardziej, gdy się do mnie przyciskała. – To takie dobre.

Objęła mnie dłonią i znieruchomiała, nim się na mnie nasunęła.

– Czekaj… chcesz, żebym wyłączyła światło? Jeśli ma ci być lepiej bez…

– Nie. – Objąłem jej piersi i pokręciłem głową. Chciałem ją na sobie widzieć. Chciałem oglądać, jak mnie ujeżdża, dosiada. Pragnąłem obserwować, jak podskakują te jej cycuszki. Chciałem je widzieć w całej okazałości. Pragnąłem wszystkiego. – Pieprz się ze mną przy świetle.

Zrobiła to. Kiedy w nią wchodziłem, wbiła paznokcie w moje łopatki, jej idealne piersi podskakiwały mi przed twarzą, gdy pieprzyła mnie przy świetle.

Nigdy w życiu nie spodziewałem się, że seks może być tak dobry. Nie spodziewałem się, że serce może bić tak mocno przy drugim. Nie myślałem, że mogę odnaleźć miłość. Seks z Shay Gable nie tylko był niesamowity, ale był pieprzonym przywilejem, i miałem cholerną nadzieję, że będę mógł się z nią kochać do końca świata.

Kiedy osiągnęliśmy spełnienie – ona wielokrotnie – leżeliśmy w łóżku zdyszani, splątani w jedno. Odsunąłem jej włosy z twarzy, a ona mocniej się we mnie wtuliła.

– Każda chwila z tobą jest jak moje nowe ulubione wspomnienie – szepnęła, przygryzając dolną wargę.

– Nie wiem, jak to jutro zrobię. Nie mam pojęcia, jak wsiądę do samolotu i ponownie się z tobą pożegnam.

– Nie będziemy się żegnać, powiemy sobie tylko „dobranoc”. – Pocałowała mnie. – Wiem, że to nie jest tradycyjny związek, ale pogodziłam się z tym, Landonie. Chcę, byś o tym wiedział. To – powiedziała, kładąc dłoń na moim sercu – my – położyła moją na swoim – to właśnie my i uwielbiam to. Nasza miłość to pokręcony romans.

– Ja też – przyrzekłem. – Kiedy wsiądę na pokład, będę marzył o chwili, by do ciebie wrócić.

Przysunęła się i mnie pocałowała.

– Mam coś dla ciebie – powiedziała, wstając z łóżka. Pospieszyła do torebki, wyjęła z niej małe pudełko.

Usiadła na krawędzi materaca, otworzyła opakowanie i pokazała zawieszkę w kształcie serca. Nie było obrazkowe, ale miało kształt prawdziwego organu – cóż, przynajmniej połowy.

– To dwie połówki, dla ciebie i dla mnie. W ten sposób, gdziekolwiek zaniesie nas życie, będziemy mieć cząstkę swoich serc. – Uśmiechnęła się zawstydzona i pokręciła głową. – Wiem, że to banalne, więc to nic, jeśli ci się nie podoba.

– Nie podoba? – zapytałem. – Przestań. Bardzo mi się podoba. Założysz mi?

Spełniła prośbę. Zszokowało mnie, że miłość do tej dziewczyny mogła rosnąć z każdą sekundą.

– Pewnego dnia wrócę do ciebie i będziemy żyć długo i szczęśliwie, Shay.

Oparła czoło o moje.

– Przyrzekasz? – zapytała, jednocześnie pełna nadziei i przerażenia.

Pocałowałem ją w usta i mocniej przytuliłem.

– Przyrzekam.

***

Istniało tyle rzeczy, za które kochałem Shay, ale moimi ulubionymi były te niewielkie, których większość osób nie dostrzegała, jak na przykład to, że zawsze uchylała okno w samochodzie, nawet jeśli na zewnątrz było minus pięć stopni. Albo to, że gdy jechaliśmy, podgłaśniała muzykę, śpiewając na głos, co było boleśnie kiepskie, ale wyglądała przy tym cholernie uroczo. I to, że nie pamiętała tekstów swoich ulubionych piosenek. Przygryzała kołnierzyk, gdy się denerwowała. Kochała zwierzęta i nie potrafiła przejść obok psa, by go nie pogłaskać. A kiedy była szczęśliwa, zawsze o tym mówiła. Opowiadała o swoim zadowoleniu, nawet gdy zdradzał je jej uśmiech.

Kochałem to, że jej biurko zawsze usłane było papierami z notatkami do ostatniego projektu. I to, że dodawała sporo śmietanki do kawy. Musiała stawać na palcach, by dosięgnąć ostatniej półki w kuchennych szafkach. Tańczyła po kuchni, ilekroć gotowała. Kochałem to, że bez względu na czas, kiedy mnie nie było i jak długo byłem załamany, wciąż witała mnie z szeroko otwartymi ramionami.

Kochała mnie bezwarunkowo, a jej głos był w stanie wyprowadzić mnie z mroku.

Kochałem ją.

W pełni, całkowicie.

Spędzenie z nią tych kilku dni zdawało się zresetowaniem całej mojej istoty. Shay Gable podtrzymywała mnie przy życiu i za to pewnego dnia zamierzałem podarować jej cały świat. A do tego czasu dawałem jej całego siebie.

Kiedy wyjechałem do Los Angeles, starałem się odpuścić, ale byłem zdeterminowany, aby w jakiś sposób do niej wrócić.

– Znasz schemat, Landonie. Dobre rzeczy, które miały miejsce przez ostatnie czterdzieści osiem godzin. Mów – poleciła doktor Smith, opierając się w obrotowym fotelu. Widywałem się z nią, odkąd przenieśliśmy się z mamą do Kalifornii. Była wyluzowana. Czekałem, aż postąpi jak ta pani psycholog z filmu Wredne dziewczyny i stwierdzi: „Hej, w moim gabinecie nie ma zasad. Nie jestem zwykłym lekarzem, jestem fajna”.

Położyła stopy na biurku i podrzucała piłeczkę antystresową, czekając na moją odpowiedź.

Spotykaliśmy się dwa razy w tygodniu, by rozpakować pudła w moim umyśle, i jak do tej pory szło dobrze. Nawet przy jej niekonwencjonalnych metodach wiedziałem, że rozpracuje ze mną niektóre z problemów.

Pomagały trzy dobre rzeczy.

Za każdym razem, gdy spotykałem się z doktor Smith, miałem za zadanie opowiedzieć o trzech pozytywnych rzeczach, które miały miejsce w ciągu ostatnich dwóch dni. Był to sposób, aby skupić się na dobru w mojej teraźniejszości, zamiast tracić energię na gówniane rzeczy z przeszłości.

Początkowo było mi ciężko wymyślić trzy dobre rzeczy, przez co czułem się dość podle. Doktor Smith szybko jednak wyciszyła te obawy.

– To nie jest końcowy egzamin, Landonie. Nie możesz podać złych odpowiedzi, nie ma też prawidłowych. Możesz opowiedzieć choćby o zielonych światłach, przez które przejechałeś w drodze tutaj, i to mi wystarczy. To dobra rzecz.

Zacząłem opowiadać o nieistotnych sprawach. Że zjadłem śniadanie, że miałem łóżko do spania, że miałem terapeutkę. Z każdym tygodniem rozwijałem myśli, więc wydawało się, że w mojej głowie powstało więcej miejsca na codzienne dobro.

Wracając ze spotkania z dziewczyną nie musiałem się trudzić, by wymyślić trzy dobre rzeczy.

– Shay, Shay i Shay – powiedziałem, obracając się w fotelu.

– Powtórzyłeś trzykrotnie to samo.

– Tak.

Uniosła brwi.

– To się nie liczy. Potrzebuję trzech różnych rzeczy.

– Ale Shay jest na tyle dobra, że wypełni wszystkie miejsca.

– Choć jestem pewna, że to prawda, to tak nie działa. No dalej, pomyśl trochę bardziej. Trzy różne dobre rzeczy.

– Dobra. Shay, pocałunki Shay i jedzenie babci Shay.

Lekarka się uśmiechnęła. Zdjęła stopy z biurka i położyła na nim ręce, po czym się ku mnie pochyliła.

– Założę się, że o tym właśnie będziemy rozmawiać cały dzień.

To nie było trudne do rozgryzienia.

– A nie mówiłeś, że po powrocie do miasta spotkasz się z ojcem? Chcesz o tym pogadać? – zapytała.

Zacisnąłem dłonie w pięści i wzdrygnąłem się lekko.

– Musimy?

Doktor Smith przyglądała mi się z troską, mrużąc oczy. Patrzyła tak, jak niegdyś pani Levi, jakby naprawdę przejmowała się moim samopoczuciem.

– Znasz zasady, Land. Rozmawiamy tylko o tym, przy czym czujesz się dobrze.

– Okej. – Pokiwałem głową i przesunąłem się w fotelu. – To jeśli chodzi o Shay…

 

8.12.2004

 

Szatanie,